Gość: DORIA
IP: *.*
13.03.03, 17:08
Witam, Przeczytałam właśnie bardzo długi wątek o szpitalu na Żelaznej..rodziłąm tam w grudniu...przez cc swoje pierwsze dziecko.Szpital ten ma niewątpliwie wile zalet, o których wspomnę ale ma też wady...rodziłam 18 godzin - krótko to i długo... o znieczulenie zz musiałam błagać - choć jest ono odpłatne - bo rodziłam w nocy.Rodziłąm z położną Panią Renatą - nie byłą przeze mnie opłacana.Badała mnie przed porodem po odejściu wód - na fotelu gin. - b. boleśnie - żaden lekarz tak mnie nie badał - koszmar bardziej bolałao niż skurcze.była b. niemiła - krzyczała na mnie przez cały czas - miłąm kłopoty z urodzeniem - jestem dośc drobna a dziecko miało prawie 4 kiol i mierzyło 57 cm... ona wrzeszczałą, że go nie kocham, nie chcę urodzić i że to na pewno dziecko z wpadki...parłąm (ból potworny) a ona wrzeszczała, że jak się porządnie nie postaram to ona przyniesie kleszcze i małe zacznie wyciągać.parłąm - a dziecko mimo rozwarcia - nie schodziło niżej... KTG pokazywało po godzinie tętno 67 - czyli o połowę niższe niż normalne - a ta zamiast wezwać lekarza to zawołała jakąś młodą asystentkę - p. Anne (nie pamiętam nazwiska) i obie na mnie, ze źle rodzę, nie kocham swojego dziecka, że kobieta to jest tak zbudowana żeby rodzić naturalnie...(a ja widzę że l. uderzeń serca spada) i, że ja nie chę urodzić...i jak mnie zostawią na parę godzin i wrócą to na pewno zachce mi się porządnie przeć...Każda kobieta która rodziłą wie dobrze, że chce urodzić swoje dziecko, że w takim stadium porodu (znieczulenie dawno już nie działało) myśli się tylko o tym by urodzić jak najszybciej...Ja czując, że coś jest nie tak (miomo braku doświadczenia) zaczęłam je błagać żeby zrobili cięcie.. i tu znowu się nasłuchałam... szkoda pisać.w końcu łaskawie obudziły p. doktor i pojechałam na salę.dziecko wyjęli sine- okazało się, zę miało 3 razy owiniętą pępowine wokół szyi... i że im badziej parłam tym bardziej je dusiałm...potem znalazłam się na oddziale..i pora na kilka komplementów.. b. dobrze wspominam pielęgniarki z tego oddziału - były miłe!!! i kompetentne - nigdy nie musiałam długo czekać aby przyszły wezwane. Wspaniale oceniam również pediatrę p. Jasińską.mÓj synek miał infekcję - podąła antybiotyk - z"doświadczenia " wiedziała jaki - pytała nas czy się zgadzamy czy chcemy czekać na wyniki antybiogramu (było tuż przed świętami i nie chcieliśmy czekać do Po świętach)...byłą miła, delikatna dla każdego dziecka...robiłą konieczne badania..wspaniałe były też siostry z oddziału "noworodków" - miłe cierpliwe delikatne..leżałam w tym szpitalu 3 tygodnie....więc się napatrzyłam..a dlaczego tak długo?otóż okazało się, że przy cc. zaszczepino mi jakiegoś wirusa i rana po cc nie goiła się... brzuch nabrzmiał - zrobił się tkliwy i czerwony.na żywca - bez znieczulenia zrobiono mi dwukrotną punkcję brzucha ... żeby pobrać materiał do analizy. z rany sączył się płyn. Włożono dwa dreny...wykonywanie jakiejkolwiek czynności graniczyło z cudem (ciężko jest po cc- każda kobieta która tak rodziła wie - a z tak bolącym brzuchem było potwornie)... ciągle miałam ambicję żeby karmić piersią i siostry pomagały mi - np. podawały dziecko gdy nie mogłam wstać lub zawoziły "na salę noworodków" gdy usypiłam po lekach przeciwbólowych.Dobrze wspominam również p. dr. Stokłóskę - był miły i troskliwy.świetnym lekarzem i miłym człowiekiem jest p. dr. Jerzy Rodzeń a także kierownik pracowni USG - niestety nie pamiętam nazwiska. kompetentni byli również niektórzy stażyści (asystenci) ale nie wszyscy... Niestety na tym nie koniec- trzeciej dobie dostałam zapalenia wyrostka - i byłam operowana przez p.dr. Kucharskiego chirurga - też miły i kompetentny - wyjaśnił mi wszystko - co i jak będzie robił... itd..wykonał operację zdrenował mi ranę po cc. (dreny wyciągano mi również na żywca... a były włożone do otrzewnej... - cała przyjemność po mojej stronie..)Jest tam na Żelaznej położna p.Małgorzata Gierada - Radoń(może trochę przekręciłąm nazwisko) uchodzi ona za osobę super kompetentną i w ogóle jej szkoła rodzenia jest kosztowna (za luksus się płaci)....(ja do tej szkoły nie chodziłam - z resztą nie chodziłąm do żadnej m.in. z uwagi na cenę ale nei tylko),ale mam do niej takie oto zastrzeżenie - gdy po porodzie w trzeciej dobie leżałam na sali z dziewczyną z którą ona rodziłą, byłam osłabiona, miałam gorączkę, brzuch mnie piekł i czułąm się fatalnie, byłam cała obolała... ona przyszłą do tej dziewczyny o pierwszej nad ranej "pogadać" sprawdzić jak ona się czuje..zaczęła się rozmowa o planach, marzeniach, przyszłości porodzie o tym jaka tamta była dzielna itd....- czyli o dupie Maryni i huzarze ..."Dziewczynie z pewnościa było miło, że położna ją odwiedza... ale żadna z nich nie pomyślała, ze może je chcę spać, że noc to czas na krókie "cześć jak się masz?" a nie na opowiadanie żyuciorysu i planów do późnej starości....uważam, że to wyjątkowy brak taktu (delikatnie mówiąc)poza tym P. Gierada to osoba b. miła i ciepła...i z pewnością lepsza od tej baby z którą ja rodziłam..tak więc reasumując... wiem, że mój przypadek był wyjątkowo trudny... wiem, że to nie j. reguła. miałam ciężki poród spędziłam w spitalu i sylwestra i Święta...wyszłam do domu z sączącą się raną bólami brzucha tak silnymi, że brałam tramal kilka razy dziennie.... (aż kręciło mi się w głowie - ale chociaż nie bolało)nie mogłam chodzić a po znieczuleniach potwornie bolał mnie kręgosłup i nie mogłam się wyprostować przez 5 tygodni.... było ciężko, byłam rozżalona...o mały włos przez głupią położną udusili by mi dziecko (tak powiedziała lekarka przy stole operacyjnym) a dzisiaj - mój synek wkrótce kończy 3 miesiące.jest duży i zdrowy..dzięko namowie położnych udło mi się utrzymać laktację i karmię go pirsią - uważam, że to cudowne doznanie- zwłaszcza gdy on na sam widok cycusia uśmiecha się tak słodko...mimo wszystko oceniam ten szpital dobrze - choć uważam, że przesadzają z "naturalnymi porodami" - czyli natura za wszelką cenę...pozdrawiamdoria