Cześć dziewczyny - jestem już PO

Moja druga córeczka - Emilka urodziła się w niedzielę rano.
Rodziłam na Starynkiewicza, byłam tam też jeden dzień i noc na patologii (10
doba po terminie)
Mimo wszystkich opinii negatywnych co do szpitala (w tym moich własnych
dotyczących izby przyjęć i połoznych robiących KTG)teraz mogę napisać po tym
porodzie i pobycie tam że to świetny szpital i koniec.
Patologia - owszem, brzydka i odrapana ale nie spotkałam się z ani jedną
niemiłą osobą od salowych po lekarzy. Byłam bardzo zaskoczona.
Jedzenie całkiem znośne nie jest to super kuchnia ale spodziewałam się czegoś
kompletnie niejadalnego. Tylko śniadanie i kolacja - maleńkie porcje, trzeba
się dożywić we własny zakresie
A teraz do sedna: PORÓD
Dowiedziałam się dlaczego można powiedzieć że poród może być PIĘKNYM
przeżyciem. Po pierwszym koszmarnym porodzie który był totalną traumą byłam
gotowa na najgorsze. Tymczasem było mi dane przeżyć coś co zawsze będę
wspominać z radością.
Po pierwsze - był i ból, przez około 4h nie mogłam dojśc do tych magicznych 4
cm aby dostac znieczulenie, bolało bardzo ale wszystko do zniesienia. Położna
(super super super kobieta) wspierała mnie, instruowała męża jak mi pomóc,
rozmawiała, tłumaczyła wszystko co robi. Ze względu na brak postępu owszem -
dostałam oxy i chwała za to. Naprawdę dziewczyny mogłam NATURALNIE czekać
godzinami aż wszystko zrobi się samo ale ogromnie się cieszę że nie musiałam.
Dziewczyna która zaczęła rodzić w tym samym czasie rodziła kilkanaście godzin
- ja niecałe 6. Po oxy były mocne skurcze ale już po godzinie mogłam dostać
znieczulenie i przyszła ulga. Znieczulenie zrobione było świetnie, lekarz
anestezjolog obecny cały czas, żadnych komentarzy niemiłych, pełna troska.
Mimo znieczulenia czułam idealnie skurcze parte (za pierwszym razem nie czułam
żadnego parcia za to ogromny ból) Bolało - samo krocze nie było znieczulone
ale dzięki położnej wiedziałam dokładnie co robić. I zamiast krzyczeć parłam
ile miałam siły przy dopingu męża i położnej, więc sama urodziłam Emilkę (bez
wypychania jak za pierwszym razem) w pełni świadomie co się dzieje, wszystko
wiedziałam, że już jest główka, co aktualnie wychodzi. Bolało ale kurcze
naprawdę byłam niesamowicie wzruszona. Mąż też. Zupęłnie inna jakość
I teraz uwaga - Wcale NIE BYŁAM NACINANA. Kompletnie. Nie pękło nic, nie mam
żadnych szwów, jestem trzy dni po porodzie i jeśli chodzi o krocze to niemal
nie czuję że rodziłam. Położna ochroniła krocze wspaniale. Chociaż przed
porodem powiedziała że jeśli będzie konieczność to natnie bo moja budowa nie
wskazywała na to że się obejdzie - w trakcie zobaczyła że da się bez i była
sama zdziwiona

W każdym razie nic nie było na siłę - w razie potrzeby
byłoby nacięcie natomiast staranie aby go nie było też było wielkie.(mimo
moich wcześniejszych obaw że mnie natnie i tak i tak)
Godzinę po porodzie miałam ochotę wstać i biegać z radości że nie tylko mam to
za sobą ale było tak fajnie i tak zupełnie zupełnie inaczej niż poprzednio.
Potem do sali - byłam w sali płatnej, dwuosobowej. Czysto, ładnie, położne i
lekarze naprawdę OK. Nie trzeba było się prosić o nic, nie karmię piersią i
nie było problemu, sami mleko przynosili i dopytywali czego potrzebuję.
Dziewczyna z drugiego łóżka miała problemy z przystawianiem do piersi i miała
dobra pomoc ze strony położnej laktacyjnej.
Podsumowanie - jestem przeszczęśliwa i zadowolona i polecam