Dodaj do ulubionych

Love story, czyli jak zalapac cudzoziemca ;-)))

12.05.04, 23:25
Na tym forum pisza dziewczyny naprawde z calego swiata. Lazurowe Wybrzeze,
Turcja, Syria, Cypr, Australia, Szkocja, Stany, itp itd. Okropnie mnie
ciekawi, jakie zbiegi losu rzucily Was w te rozne strony, przede wszystkim,
jak poznalyscie mezow obcokrajowcow. Czy ktos ma ochote opowiedziec?


Moja historia nie jest spektakularna. Bylam w Niemczech Au-pair i kiedys z
nudow poszlam na tzw. narodowy dzien wedrowek (Volkswandertag). Bylam na nim
ze znajomym starszym panem i jego synem, ktory pozniej stal sie moim
pierwszym mezem. Na mecie mialam okragly numerek i dlatego dostalam butelke
wina. Od razu ja wypilismy i maz odwazyl sie zaprosic mnie do kina. Tak sie
zaczelo.....

Drugiego meza (tez Niemiec) poznalam w sposob nowoczesny: przez internet.
Bardzo mnie zainteresowal, ale mieszkal 300 km ode mnie, wiec dlugo nie
smialam napisac. Wreszcie sie odwazylam i dostalam kosza. No bo bylam po
rozstaniu z exem kobieta z przejsciami, z dzieckiem, no i przede wszystkim
tak daleko. Odpowiedzialam, ze racja, ze daleko, ale na jego miejscu
poszukalabym sobie gdzies blizej takiej kobiety, jak ja, wlasnie po
przejsciach i z dzieckiem. Tak zaczela sie korespondencja, potem odwiedziny,
zwiazek weekendowy, potem sie do niego przeprowadzilam, teraz mamy corusie i
jestesmy malzenstwem ......... i zyli dlugo i szczesliwie smile))
Obserwuj wątek
    • mazurka313 Re: Love story, czyli jak zalapac cudzoziemca ; 13.05.04, 00:27
      no to moze ja przytocze tu swoja histoie jak najbardziej prawdziwa
      z racji tego ze to byl listopad, wstretna pogoda9 a ja sleczaca nad praca
      magisterska dla odreagowania wskoczylam na jakis chat tam byl on
      znajomosc rozpoczela sie od ostrej wymiany zdan na ogolnym potem wszedl na prv
      przeprosic
      i tak jakos zaczely sie codzienne rozmowy, komplementy, wspolne picie kawy (ja
      o 6 p.m a on o 9 a.m hahhaha ta cholerna roznica czasowa)nie zlicze ile razy
      sie klocilismy, rozstawalismy, wracalismy do siebie oczywiscie w cudzyslowie
      jakos z racji tego ze twardo stapam po ziemi nie wierzylam w nasze spotkanie (
      tysiace kilometrow, to spotkanie wisialo gdzies nad nami ale w blizej
      nieokreslonej przyszlosc)az tu nagle w marcu pisze mi czy ja chce aby on zostal
      moim prezentem urodzinowym nie wiem co mi odbilo zgodzilam sie
      ale w glebi duszy tak do konca nie wierzylam ze jednak spotkamy sie,
      pojechalam wiec na to lotnisko(rowno po 120 dniach klikania) dla towarzystwa
      wzielam corke ( pomyslam sobie tam i spowrotem 400 km sama w samochodzie
      chociaz bedzie do kogo usta otworzyc, do konca nie wierzylam ze przyjedzie)
      moment spotkania odwlekal sie bo samolot opozniony 2 godziny ale ja
      dalej "niedowiarek" dopiero jak zobaczylam informacje ze samolot wyladowal
      pomyslalam sobie wariatko co ty tu robisz zmykaj do domu ale z drugiej strony
      jesli przyleci to co zrobi biedak sam w obcej mu warszawie
      jest wychodzi witamy sie jak bysmy sie znali szmat czasu,(widzielismy sie
      codziennie za sprawa kamery internetowej) mala pogawedka w samochod i w
      droge....
      byl 14 dni przez te dni pzrekonalam sie ze jak wyglada naprawde milosc,
      pozadanie, zauroczenie, zaryzukuje nawet stwierdzenie ze bylam noszona na
      rekach z pamieci proboje wymazac tylko nasza ostatnia noc ( placz...zapewnienia
      o milosci,) i pozegnanie na lotnisku( w obu przypadkach pierwszy raz widzialam
      jak facet nie wstydzi sie swoich lez)
      rozmawiamy ze soba dalej, kochamy sie dalej, tesknimy jeszcze bardziej bo wiemy
      juz do czego tesknimy, planujemy spotkanie latem i juz nie chcemy rozstawac sie
      wiecej,,,,
      teraz wiem ze moje 1 malzenstwo to byla pomylka, wiem jak naprawde wyglada
      milosc i wiem ze warto bylo na nia czekac.....
      • ewagrant Re: Love story, czyli jak zalapac cudzoziemca ; 13.05.04, 07:35
        Ha h a MOja historia jest natepujaca. Po obronie dyplomu mialam wszystkiego
        dosyc i zdecydowalam sie na chwile odpoczynku. Znalazlam wiec program
        Work&Travel. Wyladowalam na wielkim zadupiu w N.Carolina. Program byl wielkim
        nieporozumieniem a nad moja glowa wisiala pozyczka z banku ktora wzielam na
        wariata zeby przyjechac do Usa. Wraz z kolezanka ucieklysmy po tygodniu do
        Chicago. Zatrzymalysmy sie u jej znajomych. Oj ciezko bylo. Przez miesiac
        mieszkalymy katem w piwnicy. Jedzenie skromne, czesto chodzilo sie na piechote
        od agencji do agencji. Pieniadze na wymarciu. Kiedy juz mialam wracac
        zniechecona i splukana dostalam telefon ze jest praca. Mialam sie opiekowac
        strasza pania po wylewie (w przyszlosci moja tesciowa) Otworzyl mi drzwi
        przystojniak. Pierwsze co pomyslalam o Nie. TYlko nie rozmowa z facetem. Tacy
        jak ten pewnie sa zarozumiali i wstretni. Prace dostalam. Po jakims czasie
        zaprosil mnie na randke. PO 10 mies bylismy malzenstwem.
      • bebepep Moj tez byl prezentem na urodziny :-)))) 13.05.04, 16:41
        Po jakims czasie pisania i telefonowania napisalam, ze wkrotce bede miala
        urodziny, i zycze sobie od niego prezent, a wlasciwie mysle o wspolnym
        rozpakowywaniu wink)))

        Nie dal rady na same urodziny, ale przyjechal na Gwiazdke, wiec dostalam go pod
        choinke wink)))
    • jagienka.harrison Re: Love story, czyli jak zalapac cudzoziemca ; 13.05.04, 09:41
      Ja poznałam mojego męża na imprezie urodzinowej mojej siostry, która wtedy się
      mu podobała a on jej nie (pewnie ona do teraz tego żałujewink bo on z kolei ją za
      długo już teraz zna i jej wybryki). Moja siostra pracowała w fabryce Opla, a
      mój mąż jest inżynierem i był zatrudniony przy jej budowie (fabryki nie
      siostry). NIe miałam wtedy nawet 18 lat! Neil bardzo mi się spodobał, do teraz
      nie wiem czemu bo jest 8 lat ode mnie starszy i tak naprawdę mało mamy
      wspólnych zainteresowań. Całą imprezę próbowałam Neilowi obrzydzić siostrę...i
      tak się zaczęło. Byłam wtedy w III klasie liceum! Prawdę mówiąc obydwoje chyba
      nie robiliśmy sobie większych nadziei. Najtrudniej było jak Neil wyjechał z
      Polski bo mu się skończył kontrakt a ja miałam jeszcze całą IV klasę liceum do
      przerobienia i nie wiedzieliśmy czy te kilka miesięcy uda nam się przetrwać...
      wyjechałam do Anglii z nim zamieszkać zaraz po maturze, nawet papierka nie
      odebrałam.Jesteśmy 6 lat ze sobą i NIGDY nie żałowałam swojej decyzji!
      • bebepep no, no, te polskie nastolatki....... ;-)))) 13.05.04, 16:43
        ale fajnie sobie to poczytac, moze jeszcze ktos ma ochote opowiedziec, to na
        pewno bedzie watek hit.
      • betif Re: Love story, czyli jak zalapac cudzoziemca ; 14.05.04, 21:54
        Czy Ty przypadkiem nie jestes z Gliwic?
        • jagienka.harrison Re: Love story, czyli jak zalapac cudzoziemca ; 14.05.04, 22:31
          Jeśli chodzi o mnie to tak, jestem dumną mieszkanką Gliwic (ex).
      • sinegmax Re: Love story, czyli jak zalapac cudzoziemca ; 05.06.04, 20:51
        Jagienka!
        Wlasnie obejrzalam Twojego synka.
        Cuuuudny!!!!!!!!
        To chyba nie tylko polsko-angielskie geny, bo Tobie tez niczego nie brakuje.
        Pozdrawiam
        monika i Maximilian
    • aitee Re: Love story, czyli jak zalapac cudzoziemca ; 13.05.04, 17:35
      Ja swojego męża poznałam też przez internet. W październiku 2000 zaczęłam
      korzystać z internetu w domu, w listopadzie poznałam Johna na jednym z chatów
      na Yahoo (dotyczącym Star Wars wink). Od pierwszego słowa właściwie byliśmy już
      parą. Wierzyliśmy, że jest nam pisane bycie razem, mimo różnic i odległości.
      Dzieliło nas tysiące kilometrów (ja Polska on UK), język i wiek (John jest 8
      lat młodszy ode mnie). Spotkaliśmy się pierwszy raz na Sylwestra, potem
      przyjechał na 10 dni i pojechaliśmy razem w góry, potem ja pojechałam do niego
      i się zaręczyliśmy. W 10 miesięcy po poznaniu się wzięliśmy ślub - 15 września
      2001 roku. Niedługo minie 3 lata. Wczoraj nasza córeczka skończyła 2 tygodnie.
      Jesteśmy bardzo szczęśliwi i coraz bardziej zakochani każdego dnia...
      • agozdzik Do aitee!!!!!!! 13.05.04, 18:00
        Chcialam ci bardzo pogratulowac coreczki,znam cie z forum sakury i wiedzialam
        ze jestes w ciazy!Jeszcze raz gratuluje z calego serca i zycze samych
        szczesliwych chwil z coreczka!!!!!
        Pozdrawiam Ania i Mateusz
        • aitee Re: Do aitee!!!!!!! 13.05.04, 21:07
          Jejku smilesmilesmile
          Wielkie dzieki!!! Hi, hi jestem powszechnie znana wink

          Pozdrawiam
          Aitee (Aiti)
          • jagienka.harrison Re: Do aitee!!!!!!! 14.05.04, 10:33
            Jak już będziesz troszkę bardziej ...mobilna... to daj znać to się umówimy na
            spacer czy coś (jutro np jestem w Derby)
    • jamnica Re: Love story, czyli jak zalapac cudzoziemca ; 13.05.04, 20:59
      8 lat temu wyjechalam do stanow na studia doktoranckie na uniwersytecie
      stanforda w kalifornii. studia byly humanistyczne i jednym z wymogow byl kurs
      czytania tekstow niemieckojezycznych. poszlam wiec na tutejsza germanistyke do
      sekretariatu zapytac sie o ten kurs czytania. traf chcial, ze tego wlasnie dnia
      sekretarka gdzies wybyla i zastepowal ja jeden z doktorantow na germanistyce.
      popatrzyl w jakies papierki i kazal mi isc do tej a tej wykladowczyni. poszlam.
      mowie, o co jej chodzi, a on na to, ze ona nie prowadzi kursu czytania, tylko
      taki normalny, dla srednio-zaawansowanych. pogadalysmy troche po niemiecku i
      uznala, ze moj jest na tyle dobry, zebym moze zajrzala na jej zajecia, zanim
      sie zdecyduje na ten wlasciwy kurs czytania. za pare dni poszlam na pierwsze
      zajecia wlasnie do niej. bylo tam z 15 osob, glownie undergraduates, czyli
      takich 19-20-letnich szczyli, i ja jedna doktorantka. wsrod owych szczyli
      wzrostem wyroznial sie chris (198 cm), i jak na nastepnej lekcji wykladowczyni
      posadzila nas w parze, zeby cwiczyc jakis glupawy dialog (do dzis pamietam: o
      mezczyznie przedszkolance i o kobiecie slusarzu!), i jak wlepilismy w siebie
      galy, tak nam do dzisiaj zostalo. jestem starsza od chrisa o 5 lat, ale to w
      ogole nie ma zadnego znaczenia. malzenstwem jestesmy od 5 lat, a w sierpniu
      urodzi sie nam frania smile. tylko czasami mysle sobie: gdyby wtedy ta sekretarka
      na germanistyce byla w pracy, i ten doktorant nie wyslal mnie do "niewlasciwej"
      wykladowczyni, to czy chris i ja bysmy kiedys na siebie wpadli na kampusie,
      gdzie studiuje 14 tysiecy studentow? pewnie nie. i az mi sie ciemno przed
      oczyma robi, ze to wszystko moglo sie po prostu
      • bebepep Nowa moda ... 13.05.04, 21:44
        ... przez moja coreczke poznalam kilka mlodych mam. Trzy z nich maja partnerow
        o 5 lat mlodszych. We wszystkich przypadkach dokladnie 5 lat. Cos w tym musi
        byc smile Jedna ma rowiesnika, a tylko ja nie nadazam za trendami i mam 4 lata
        starszego wink)))

        Pozdrawiam!

        Beata
    • gosiash Re: Love story, czyli jak zalapac cudzoziemca ; 13.05.04, 21:47
      Ach, to i ja się dopiszę bo moje spotkanie z przyszłym mężem też było splotem
      przypadków smile
      No więc, tak: On był współorganizatorem takiej dużej imprezy biznesowo-
      towarzyskiej (teraz twierdzi, że zorganizował ją żeby mnie spotkać wink, a było
      to we wtorek w Warszawie. I tego dnia koleżanka przysłała mi maila, że coś
      takiego się odbywa. Ja w pracy zaganiana, środek tygodnia, więc nie za bardzo
      chciałam iść. Ale ona nalegała (teraz mówię, że to wszystko Jej wina smile). Więc
      ja najpierw spotkałam się z nią i jej znajomymi w pubie na piwie i w końcu
      dałam sie namówić i poszłam. Zaczęło się od tego, że nasze taksówki podjechały
      jednocześnie pod klub i wtedy zobaczyłam Go po raz pierwszy, ale żadna tam
      miłość od pierwszego wejrzenia wink Natomiast był to ważny moment, gdyż żeby
      wejść do klubu trzeba było być na liście, na którą ja nie byłam wpisana
      decydując się w ostanim momencie. Na szczęście mój Ashley znał kolegę koleżanki
      i powiedział do ochroniarza, żeby nas wszystkich wpuścił. No a potem, impreza
      biznesowa, wiadomo - człowiek trochę się czegoś napije, trochę pogada, kogoś
      tam pozna i tak wpadaliśmy na siebie od czasu do czasu.
      Na koniec, jak już wychodziłam poprosił mnie o wizytówkę (nic dziwnego w końcu
      biznes) i powiedział, że przyśle mi maila rano. Na co ja seeing is beliving,
      czyli pożyjemy zobaczymy. No i przysłał o 9 rano!
      Rok później byliśmy małżeństwem, a teraz mamy cudną 3-miesięczną córeczkę smile
      A i Ashley też jest ode mnie 5 lat młodszy! Ale ja to zawsze tak miałam, że
      mnie młodsi podrywają. Nie wiem czy tak młodo wyglądam, czy się tak zachowuję
      nieodpowiednio jak na swój wiek wink))
      I też się czasami zastanawiam, co by było gdyby... Bo tak na prawdę to niewiele
      brakowało, a nie było by mnie na tej imprezie i jak ja bym tego mojego Ashley'a
      spotkała!? smile
    • poleczka2 Re: Love story, czyli jak zalapac cudzoziemca ; 13.05.04, 22:07
      A ja kiedyś zamieściłam ogłoszenie w brytyjskim czasopiśmie o muzyce rockowej,
      że poszukuję pen pali do korespondencji którzy pasjonują się tym samym co ja.
      Mike odpisał i jesteśmy już 8 lat razem.
      • jagienka.harrison Re: Love story, czyli jak zalapac cudzoziemca ; 14.05.04, 14:33
        A nie wybierasz się przypadkiem na festiwal w Donnington Park? Będzie Metallica
        a ja nie mam za bardzo z kim iśćwink
    • vase Re: Love story, czyli jak zalapac cudzoziemca ; 13.05.04, 22:13
      Ha! Ha! Swietny watek!
      A oto nasza historia: Znudzone monotonnym zyciem w Polsce postanowilysmy z
      kolezanka wyjechac gdzies "w swiat". Napatoczyly sie Niemcy. Czemu nie.
      Jedziemy do Niemiec. Nagle, gdzies w polowie zalatwiania papierow itd. z
      Niemiec zrobila sie Anglia. Dobra i Anglia smile
      Po paru latach pobytu on and off, mieszkaniu w przeroznych miejscowosciach -
      wyladowalysmy w Portsmouth. I od razu sie w tym miescie zakochalysmy! Jakie ono
      podobne do naszego rodzinnego Krakowa! (No, oprocz morza smile) Pewnego upalnego,
      marcowego dnia 1999r, gdy mial sie odbyc mecz Polska - Anglia, postanowilysmy
      isc do pubu (wzorem Anglikow) i dopingowac naszych. (Chce tu zaznaczyc, ze
      zadna z nas nie lubi pilki noznej) (Kolezanka nawet nie za bardzo chciala isc.
      To ja naciskalam smile) Po obejzeniu kilku pubow wyladowalysmy w Royal Albert.
      Przy pierwszym Guinnessie weszlo kilka osob.. Zlapalam kolezanke za rekaw: Ty!
      Patrz jaki fajny!... Traf chcial, ze jedyny wolny stolik w pubie byl kolo
      naszego.. Traf chcial, ze kolo mnie bylo wolne miejsce.. Traf chcial, ze nie
      dzialala mi zapalniczka.. smile)))))))))))
      Pod koniec wieczoru Danny zapytal mnie: Can I see you on Tuesday? (Nigdy tego
      zdania nie zapomne) Spotkalismy sie w ten wtorek, a potem w nastepny dzien i w
      nastepny.. Wspolne spacery po plazy.. rozkwitala wiosna..
      Po 3 tygodniach poprosil mnie o reke. Po 9 - ciu miesiacach bylismy
      malzenstwem. Dzisiaj mamy 2 letniego synka Louisa - najcudowniejszego
      chlopaczka pod sloncem smile Nadal mieszkamy w ukochanym Portsmouth.

      P.S. 27 marca 1999r Polacy przegrali z Anglikami 1:2 smile))) Ja wygralam!

    • jamnica taka moda... :) 14.05.04, 00:08
      no cos faktycznie jest na rzeczy z tymi 5-oma latami roznicy
    • astomi25 Re: Love story, czyli jak zalapac cudzoziemca ; 14.05.04, 16:44
      Moja historia chyba raczej banalna jest...W 1999 roku pojechalam do Niemiec
      jako au-pair i juz nie wrocilam smile))))).Moj maz to Niemiec ,ma na imie Thomas.
      14 lutego mielismy 3 rocznice slubu ,mamy 2,5 letnia corke Milene-Michelle.


      asia
    • asiaasia1 Re: Love story, work & travel jeszcze raz :)))) 15.05.04, 18:07
      Poznałam Mojego Cudzoziemca trochę jak jedna z Mam ( w & t ). Wyjechałam z
      koleżanką po 2.-gim roku studiów do USA z programem work & travel smile Nasi
      pierwsi pracodawcy okazali się rodzinką psycholów , więc zrezygnowałyśmy po
      niecałych 2 miesiącach z pracy u nich ( i tak długo wytrzymałyśmy , ale w sumie
      nieźle nam płacili )
      Pojechałyśmy do Bostonu .
      Wcześniej byłyśmy mniej więcej co tydzień w Bostonie . Pewnego dnia szukałyśmy
      pewnego sklepu z fajnymi ubraniami , o którym opowiedziała nam koleżanka
      Amerykanka ( jej dziadek był Polakiem , ale ona nie znała polskiego ). W sumie
      wyraziła się dość nieprecyzyjnie - miałyśmy szukać w okolicach Central
      Square'u. Poszłyśmy do Cambridge , byłyśmy na C.S , ale nie mogłyśmy znależć
      tego sklepu .
      Był sierpień , gorąco . Postanowiłyśmy kupić coś do jedzenia i picia w Harvest
      Store " ekologicznym supermarkecie " z żywnością organiczną smileUsiadłyśmy w
      kawiarence sklepowej naprzeciwko szyby z widokiem na ulicę . Naprzeciwko nas ,
      po drugiej stronie szyby siedział facet i śpiewał . Uśmiechaliśmy się do
      siebie . Kiedy wyszłyśmy z " supermarketu " facet zaczął z nami rozmawiać .
      Okazało się , że to artysta i obrazy , które wiszą nieopodal w klubie Middle
      East są jego autorstwa . Teraz jeden z tych obrazów wisi w moim domu na
      ścianie smile)) Facet przedstawił się nam i zaprosił na koncert swojego zespołu ,
      ( taka lokalna bostońska sława smile)) Potem spotykaliśmy się wiele razy w
      Bostonie , często na C.S. lub Harvard Square . Mój Cudzoziemiec mieszkał przy
      Harvard Square i był przyjacielem owego znajomego artysty . Któregoś dnia
      wracał metrem z pracy , ponieważ zepsuł mu się samochód . My z koleżanką
      miałyśmy day - off , więc tradycyjnie sączyłyśmy z artystą "organiczną wodę" (
      to był ostatni raz , kiedy to robiłam w życiu - wiem , że byłam strasznie
      głupia [ ale też młoda ]i wydawało mi się , że to legalne w USA , wtedy w Pl
      można było mieć określoną ilość na swój użytek , potem prawo się zmieniło smile))
      Spacerowałyśmy z artystą po H.S. i spotkaliśmy Mojego Cudzoziemca , który
      zaprosił nas do siebie ....
      Po kilku tygodniach byliśmy parą a Cudzoziemiec po kilku miesiącach przyjechał
      ze mną do PL smile
      pozdr ...
    • asiaasia1 Re: Love story, czyli jak zalapac cudzoziemca ; 15.05.04, 18:14
      aha , może to głupie , ale Cudzoziemiec zaimponował mi tym , że miał w domu
      bardzo cenną biblioteczkę klasyków starożytnych , a ja w liceum uczyłam się
      łaciny i greki . uznałam , że to znak smile))
      pozdro...
      asia
      • bebepep to wcale nie glupie ... 16.05.04, 00:37
        ... moj cudzoziemiec nadal imponuje mi tym, ze skonczyl studia o wlasnych
        silach bez zadnego zaplecza finansowego ze strony rodzicow, ze zna kilka
        jezykow, ze sam nauczyl sie grac na pianinie, ze posiada i umie sie obchodzic z
        teleskopem, ze jest swietnym zeglarzem. ze niczego nie zapomina, no, prawie
        niczego wink

        to nieprawda, ze zawartosc portfela robi mezczyzne sexy, raczej zawartosc glowy.

        przyjemnej lektury!

        beata
    • hustru Re: Love story, czyli jak zalapac cudzoziemca ; 15.05.04, 21:29
      Ja mojego cudzoziemca zlapalam w Warszawie wink
      Pracowalam w dunskiej firmie i pewnego dnia szef przywiozl z Danii specjaliste
      od komputerow (moj cudzoziemiec). Na firmowej imprezie, po kilku kieliszkach
      wina, zaczelismy tanczyc, a potem sie calowalismy przez reszte wieczoru. Po
      tygodniu umowilismy sie na miescie i znowu sie calowalismy przez caly wieczor...
      Po trzech miesiacach tego calowania zamieszkalismy razem (w Warszawie), po pol
      roku poprosil mnie o reke, po roku pobralismy sie, a po poltora roku
      wyjechalismy do Danii "na jakis rok czasu" - to bylo w 1995 roku wink
      Na dzien dzisiejszy wciaz mieszkamy w Danii, dalej sie calujemy i mamy dwoch
      wspanialych synkow
    • gosiash Re: Love story, czyli jak zalapac cudzoziemca ; 16.05.04, 11:26
      Jak tak czytam te opowieści, to generalnie odnoszę wrażenie, że eMamy burzą tą
      głupią opinię, że za cudzoziemca to się dla kasy wychodzi.
      Tutaj wszszystkie mamy to jednak mówią o takich niematerialnych cechach.
      Zresztą już chyba był taki wątek, gdzie chwaliłyśmy swoich mężów, bo zresztą
      jak wynika z postów, to z nich są fajne chłopaki smile
      A swoją drogą, to ciekawe jak Ci nasi cudzoziemcy opisaliby te historie z
      drugiej strony: Love story, czyli jak zalapac Polkę smile))))
      • bebepep Nie byloby mi przyjemnie napisac, 16.05.04, 17:31
        ze w Polsce tak ciezko mi sie zylo, ze za jedyne wyjscie uznalam "dobrze" wyjsc
        za maz. Podobno po paru latach malzenstwa zawarte z rozsadku sa tak samo
        szczesliwe (przecietnie) jak malzenstwa zawarte z milosci. W Indiach
        przeprowadzono kiedys takie badania. Wyniklo z nich, ze zwiazki aranzowane byly
        po jakims czasie nawet szczesliwsze od tych, zawieranych z uczucia.

        Ale jak przyjemnie sobie to szalone zakochanie przypomniec. Dla mnie to jest
        bardzo wazne. Wlasciwie nadal jestem szalenie zakochana smile)))))

        Tego samego zycze eMamom z calego swiata

        Beata
    • kiranna Re: Love story, czyli jak zalapac cudzoziemca ; 16.05.04, 23:04
      My sie poznalismy z mezem w Turcji, w pracy smile po "milosnych przejsciach" z
      poprzednim narzeczonym w Polsce skorzystalam z faktu, iz jeden z cudzoziemskich
      menagerow z konkurencyjnej firmy przenosil sie na nowa placowke, do Turcji
      wlasnie i kompletowal sobie polski personel. Wlasciwie nie wiedzialabym o tym,
      gdybym przypadkowo nie znalazla sie w odpowiednim miejscu o odpowiedniej
      porze wink Potrzebowalam zdystansowac sie do pewnych spraw, odzyc na nowo,
      dlatego skorzystalam z propozycji wyjazdu.
      Balam sie tej Turcji jak ognia, spodziewalam sie wielbladow na ulicach i
      spowitych w czador kobiet smile))
      Pokochalam Istanbul od pierwszego wejrzenia, wczesniej duzo podrozowalam po
      Europie, w kilku panstwach mieszkalam po pare miesiecy, ale zaden kraj nie
      wywarl na mnie takiego wrazenia jak Turcja. Pamietam to uczucie do dzis, kiedy
      zobaczylam po raz pierwszy Bosfor, meczety, Azje. Chyba tak bylo mi pisane,
      poniewaz w dziecinstwie moje najulubiensze bajki to byla Lampa Alladyna, Bajki
      z 1001 nocy, Ali Baba i 40 rozbojnikow, a moje panienskie nazwisko pochodzi od
      pewnego znanego tureckiego miasta smile

      Jestesmy z mezem razem od 10 lat, po slubie 6, a nasz synek ma 16 miesiecy smile
      Nie zaluje swojej decyzji, choc nie wiem czy uda sie nam wyjsc bez szwanku z
      kryzysu, w jakim obecnie jestesmy. Mamy wspaniale dziecko, ktore oboje
      szalenczo kochamy i na ktore tyle czekalismy, o ktore walczylismy, to nas
      przynajmniej w tej chwili laczy. W oczach naszych znajomych wciaz uchodzimy za
      jedno z bardziej zgranych malzenstw...

      pozdrawiam smile
      Anka
    • agatje Re: Love story, czyli jak zalapac cudzoziemca ; 18.05.04, 11:54
      Moja historia jest banalna, ale i chyba nie do końca zwyczajna. Pewnego dnia
      dostałam na adres MSN e-mail od gościa z Belgii. Znalazłem twój profil, może
      się poznamy, blablablasmile Leżał w skrzynce przez dwa tygodnie zanim odpisałam.
      Dostałam wiele takich e-mail, bo jako pod 30stka chciałam kogoś poznać.
      Odpowiedziałam tylko na ten jeden, chociaż się niczym nie różnił od innych.
      Szybko dostałam odpowiedź. Wtedy też wyciągnęłam mapę, żeby zobaczyć gdzie
      właściwie ta Belgia się znajduje. Pisaliśmy przez 2 miesiące, potem wizyta jego
      w Polsce, moja w Belgii itp. Trwało niecały rok i zdecydowaliśmy się zamieszkać
      razem. Pierwsze 5 miesięcy były koszmarne. Nie dość, że musieliśmy się dopiero
      tak naprawdę poznać to mieszkaliśmy razem. Potem gdy któregoś dnia zadzwoniłam
      do rodziców z prośbą o zakup powrotnego biletu do Polski zaczęliśmy rozmawiać.
      Bardzo szybko odnaleźliśmy się. Pod koniec czerwca mimochodem spytał co sądzę o
      małżeństwie. Prawie spadłam z krzesła! Miesiąc później zaręczyliśmy się, a od
      27 września występujemy jako małżeństwo. Mamy kryzysy,ale obydwoje wiemy jak
      ważne jest dobre porozumiewanie się ( mój mąż zaliczył już rozwód ).
      Niezależnie od wszystkiego z każdym dniem coraz nasza miłość rośnie,związek się
      umacnia a teraz rozpoczęliśmy starania o potomstwo. A miałam w planie, przed
      poznaniem Gerta samotne macierzyństwo. Nie ma to jak przeznaczenie smile
    • agnieszka_syd Re: Love story, czyli jak zalapac cudzoziemca ; 19.05.04, 15:32
      To i ja opowiem pokrotce nasza historie, ktora jest bardzo romantyczna.
      W ramach studiow spedzilam troche czasu w Korei Poludniowej, uczac sie na jednym
      z uniwersytetow. Podczas wakacyjnej przerwy wybralam sie na pare dni na
      koreanska wyspe Cheju-do. Tam zas, podczas zwiedzania wulkanicznej jaskini,
      natknelam sie na przesympatycznego Australijczyka. Znajomosc kontynuowalismy
      potem w Seoulu. Wrocilam nastepnie do Polski skonczyc magisterium, on zas
      przylecial za mna do Warszawy, gdzie mieszkalismy razem przez rok. Potem ja
      wyjechalam do Sydney. Jestesmy szczesliwym malzenstwem od 5 lat i mamy
      5-miesiecznego synka Jamesa.
    • sinegmax Re: Love story, czyli jak zalapac cudzoziemca ; 04.06.04, 09:33
      fajny ten temat,choc tytul brzmi troche jak poradnik dla szukajacych.
      A z nami to dopiero bylo.Postaram sie krotko,ale historia wymaga jednak kilku
      dygresji.
      W moje 25 urodziny obiecalam sobie,ze jezeli w przyszlym roku nadal bede sama
      to ide do Biura Matrymonialnego(cos mi moje zwiazki nie wychodzily,faceci
      uciekali od kobiety takiej jak ja,kilka jezykow,wlasna firma,mieszkanie a do
      tego poprasowane,ciasto w piecu,taniec we krwi i wyroznienie w konkursie na
      twarz roku).Kurcze ,pomyslalam,przeciez to nie moze tak byc ze jak ktos jest
      fajny to sobie nikogo nie znajdzie ,tylko szare myszy jakies...
      No i zrobily sie moje 26 urodziny, a faceta ani sladu,a mi sie juz dzidzius
      marzyl.Ale odwagi to mi zabraklo,no i przyjaciele:cos ty przeciez TY nie musisz
      szukac,sam sie znajdzie.Slowa danego trzeba jednak dotrzymac no i
      pomyslalam ,ze najlepiej przez internet i za granica,bo moze gdzie indziej
      faceci nie sa tacy zakompleksieni,szukalam 6 miesiecy,az znalazlam machnet.de,
      strona mi sie spodobala, zameldowanie wymagalo sporo zachodu no i ludzie z
      calego swiata.Kazdy ma tam swoj profil,pare slow o sobie ,odpowiedz na kilka
      pytan i zdjecie.Ale co tam ,mysle,jak tu mam znalezc swoje szczescie to i bez
      zdjecia mi sie uda.
      No i zrobily sie z tego moje 27 urodziny,znowu samotne,powoli zaczelam sie
      godzic z tym,ze kariera to bedzie moje zycie i tak mi minelo ,az do maja,do
      moich imienin,siedzac sobie przy ciachu cos mnie tak nagle tchnelo i mowie do
      swoich przyjaciol:A wiecie,ja jeszcze w tym roku wyjde za maz.A oni na to tak
      dyskretnie,noo wiesz..ale mamy maj a u ciebie faceta nie widac...
      No i zrobil sie czerwiec...Az tu nagle 9,przychodzi list(pierwszy jaki dostalam
      z machnetu)Taki standart no i przyslij zdjecie(wlasnie mialam swieze z mojego
      wykladu,takie malo atrakcyjne,zato na mownicy)no i klik-poslalam.Nastepnego
      dnia odpowiedz i po 4 dniach pisania wymienilismy sie numerem telefonu,ale on
      cos nie dzwonil wiec ja zadzwonilam do niego,nie odebral.No to koniec
      pomyslalam sobie(bo w ostatnim mailu napisalam,czego zadam od przyszlego
      partnera..A mam spore wymagania...)Trudno,nie ten to nastepny,chociaz szkoda mi
      bylo,bo facet jakby czytal w moich myslach i inteligentnie pisal.w sobote byl u
      mnie z wizyta moj ojciec,bardziej przyjaciel,od wielu lat pracowal z
      Niemcami,no wiec mowie mu,wiesz,napisal do mnie Niemiec,ale taki blondyn(a ja
      nie lubie)no i studiow nie ma,tylko Elektromeister.A ojciec,przestan,tam to
      wiecej niz u nas,wazne zeby byl dobry.
      Niestety tego samego dnia po powrocie do domu,moj ojciec zmarl.
      W niedziele bylam u mamy,a w poniedzialek dostalam sms,przepraszam,ze nie
      pisalem i nie odebralem telefonu ,ale nie bylo mnie w domu,moze zadzwonie
      wieczorem.No wiec ja na to krotko,moj ojciec zmarl,daj mi 3 tyg az dojde do
      siebie,zadzwonie.Napisal na to cos,juz nie pamietam co,ale to bylo takie cieple
      i dobre,ze zlapalam za sluchawke i rozplakalam sie temu obcemu facetowi calym
      swoim bolem i po kwadransie bylo mi lepiej...I dzwonil codziennie,posylal maile
      i smsy,calej rodzinie dal troche usmiechu i nadziei,az w koncu po nastepnym
      tygodniu,mowi-przyjedz,a ja-kiedy? i kupilam bilet na 11 lipca (czyli miesiac
      po pierwszym mailu),a rodzina w tej zalobie ,z babciami wlacznie zamiast sie
      bac to dala mi jeszcze na bilet.
      Zanim pojechalam,to przez ten miesiac zakochalam sie w glosie,ktory dawal
      otuche i sile,balam sie potwornie,ze feromony nie spasuja,albo jeszcze cos
      innego.
      Wysiadlam 12 lipca w Heidelbergu zobaczylam i pomyslalam no trudno,przynajmniej
      poznalismy sie osobiscie.Coz moj typ to nie byl...
      A po 10 godzinach,przegadanych moje serce poczulo wreszcie to co wazne,milosc
      taka madra i na cale zycie..
      On zostan,a ja-po slubie,on nie tak szybko,a ja-albo wszystko albo nic.
      po 2 tyg.wyjechalam.
      4 sierpnia test wypadl pozytywnie,ja-o kurcze i co teraz,on-dieki Bogu,teraz
      jestem jeszcze szczesliwszy,kiedy slub.
      Slub wzielismy 18.10 i byl to prawie najszczesliwszy dzien w moim zyciu, a
      04.04 urodzil sie nasz synek Maxymilian i to byl najszczesliwszy dzien w moim
      zyciu.I choc trudna ze mnie partnerka,bo wiele dni przeplakalam,z tesknoty,za
      ojcem,krajem,przyjaciolmi,rodzina,bo zmiany za szybko,to caly czas czuje,ze
      jestem kochana najbardziej na swiecie i na przekor wszystkeimu i kocham tak,ze
      mnie czasami w gardle dusi jak mam to powiedziec,bo tyle w tych slowach
      emocji,chcialabym stanac na polu i krzyczec do calego swiata jak kocham swojego
      meza...
      wszystkim tego zycze.
      M.
      • agozdzik Re: Love story, czyli jak zalapac cudzoziemca ; 04.06.04, 09:56
        Sinegmax!Tak to pieknie opisalas ze az mi ciarki przeszly,pozdrawiam
        serdeczniesmile)
        • mrufkaa Re: Love story, czyli jak zalapac cudzoziemca ; 04.06.04, 16:29
          No, mi tezsmileOby Wam sie cale zycie tak dobrze ukladalo!
      • aitee Re: Love story, czyli jak zalapac cudzoziemca ; 04.06.04, 16:40
        caly czas czuje,ze
        > jestem kochana najbardziej na swiecie i na przekor wszystkeimu i kocham
        tak,ze
        > mnie czasami w gardle dusi jak mam to powiedziec,bo tyle w tych slowach
        > emocji,chcialabym stanac na polu i krzyczec do calego swiata jak kocham
        swojego
        >
        > meza...

        Dziekuje ci za te slowa smile Myslalam, ze jestem wariatka, ale widze ze jest
        jeszcze kilka innych wariatkow na swiecie, ktorzy TAK kochaja!
        Iwona z malenka Emma ur. 28.04.04
        • sinegmax Re: Love story, czyli jak zalapac cudzoziemca ; 04.06.04, 17:05
          dziewczyny, dzieki za uznanie.Ale tak chyba powstaja te najlepsze historie,z
          zycia, serca, milosci i odrobiny cierpienia...
          Fajnie,ze moglam to komus opowiedziec, poza rodzina...

          Kochajcie sie dziewczyny w swoich mezach na zawsze!
          A moze warto sobie gdzies zostawic te swoja love story i przeczytac za 40 lat,
          lub kiedys, gdy uczucie przygasnie,tak po prostu, zeby nie zapomniec, albo zeby
          sobie przypomniec?...
    • sinegmax Re: Love story, czyli jak zalapac cudzoziemca ; 05.06.04, 20:57
      Mam jeszcze pytanie.
      Jak umieszcza sie zdjecia na forum?Tez chcialabym pokazac mojego synka.
      Pozdrawiam i dzieki za info.
      Monika
    • sinegmax Do Jagienki 06.06.04, 21:37
      Napisalam Ci dwa posty wczesniej,ze masz fajnego synka.
      Pozdr.
      Monika
      • jagienka.harrison Re: Do Jagienki 08.06.04, 18:59
        Dzięki okropne - po prostu jest u mnie siostra z chłopakiem z wizytą i mam
        kolejkę do komputera, stąd nie mam czasu czytać wszystkich wątków.
        Dominik jest okropnie kochany. NAdal nie chodziwink
        • sinegmax Re: Do Jagienki 08.06.04, 19:15
          Nie chodi bo moze mu sie nie chce, albo wie, ze sie jeszcze w zyciu nachodzi to
          sie na razie nie przemecza.
          Jak bedziesz taka mila i znajdziesz chwilke to napisz prosze jak sie umieszcza
          zdjecia na forum.
          W czwartek jedziemy z naszym Maxymilianem do polski.To jego
          pierwsza "duza"podroz,strasznie sie ciesze i przywioze sobie brata.
          pozdrawiam
          Monika
          • jagienka.harrison Re: Do Jagienki 09.06.04, 00:05
            Aby umieścić zdjecia na forum, wejdź tutaj:
            forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=621
            tam jest link do "instrukcja umieszczania zdjęć" (na czerwono). No i to chyba
            tyle?
            Ja już je wyślesz i moderator (anetadr) je zaakceptuje, to potem link do Twoich
            zdjęć muszisz umieścić w "Moje forum" - tu gdzie masz napisane Fora
            prywatne/fora regionalne/moje forum itp.A jak jeszcze masz jakieś pytania to
            wal śmiało.
            • sinegmax Re: Do Jagienki 09.06.04, 10:54
              Dzieki serdeczne i pozdrawiam
              Monika
    • dorotafrancis Re: Love story, czyli jak zalapac cudzoziemca ; 08.06.04, 17:45
      Moja historia:

      Nigdy, ale to nigdy w zyciu nie przyszlo mi do glowy opuszczanie Polski, mimo
      ze mialam wiecej mozliwosci niez wiekszosc moich znajomych.
      Mieszkalam sobie w Tarnowie, studiowalam na MWSE, udzielalam korepetycji z
      matematyki i angielskiego i pracowalam w polskiej filii angielskiej firmy –
      London Trening Centre. Nie narzekalam na finanse, bo nie bylo mi zle – w sumie
      miesiecznie wyciagalam okolo 3000 zl na reke. Nie mialam wiec powodu zeby
      planowac emigracje...
      Na poczatku 2001, na uczelni pojawila sie szansa wyjazdu na 3 miesiace na
      praktyke zawodowa do Londynu. Nalezalo jedynie spelnic 2 warunki: srednia ocen
      ze studiow minimum 4.0 i biegla znajomosc angielskiego. Obydwa spelnialam, wiec
      omyslalam, ze to moze przynajmniej odpoczne sobie przez te 3 miesiace... Byl to
      program UE – Leonardo da Vinci i unia do spolki z uczelnia pokrywaly calkowity
      koszt wyjazdu: przejazd w obie strony, ubezpieczenie, zakwaterowanie i
      wyzywienie.
      Dnia 14.Lipca 2001, wraz z czternastoma innymi studentami wyjechalam do
      Londynu. Mieszkalismy po dwie osoby u angielskich rodzin i mielismy przktyki w
      biurach na terenie calego Londynu. Z zalozenia pracodawcy nie musieli nam
      placic, bo my nie ponosilismy zadnych kosztow. Ja trafilam do firmy VIP
      International, ktora zajmowala sie zatrudnianiem zalogi na luksusowe statki i
      do wysokiej klasy hoteli. Akurat tak sie zlozylo, ze wlasnie odeszla im
      sekretarka, wiec wlasciwie zamiast praktyki, zaoferowano mi jej miejsce.
      Zechcieli mi placic £200 tygodniowo. Super!!! Nie mialam wiec zadnych wydatkow,
      a dwie stowy wpadalo kazdego tygodnia.
      W biurze, podczas praktyki, poznalam mojego obecnego meza. Tam wlasnie
      pracowal. Nazywa sie Llewellyn (czytaj Luelin) Francis, 2. Kwietnia skonczyl 30
      lat, urodzil sie w Anglii ale jego rodzice pochodza z Malezji. W 2001 byl moim
      kolega z pracy i ani mi sie 1 wlos na glowie nie podniosl, zeby pomyslec, ze
      cos moze sie miedzy nami wydarzyc. Nie bylam zainteresowana ani troszeczke! On
      zreszta tez nie chociaz teraz twierdzi, ze byl zainteresowany tylko nie chcial
      dac po sobie znac... wink W kazdym razie wtedy obydwoje mielismy jakies tam
      mniej lub bardziej powazne zwiazki.
      W pazdzierniku 2001 wrocilam do Tarnowa, chociaz nie bylo mi to za bardzo po
      drodze, ale mialam jeszcze ostatni rok studiow. Po powrocie zajelam sie
      pisaniem pracy licncjackiej i udzielaniem korepetycji.Gdzies mniej wiecej w
      grudniu 2001 pomyslalam, ze po ukonczeniu studiow pojade do Londynu, do szkoly
      na okolo 6 miesiecy.
      10 lipca 2002 skonczylam studia, 15 bylam w Londynie...
      Poniewaz mialam dosc sporo wolnego czasu,zaczelam odwiedzac ludzi, ktorych
      poznalam podczas mojego pobytu w Londynie rok wczesniej. Odwiedzilam tez biuro
      VIP International. Pod koniec sierpnia 2002, wraz ze wszystkimi ludzmi stamtad
      poszlismy na kolacje. Potem 1 z nich (moj obecny maz) zaczal dzwonic i wysylac
      mi smsy, ktorymi poczatkowo nie bylam wcale zainteresowna. Spotkalismy sie pare
      razy i tak zaczela sie nasza wielka milosc...Przyznam, ze nie wiem w ktorym
      momencie moje serce zaczelo szybciej bic. 21 grudnia 2002 Llewellyn oswiadczyl
      mi sie a ja nie odrzucilam. 6 marca 2003 wzielismy slub a 4. maja 2004 nasze
      pierwsze dziecko - Izabela Grace. Do lutego mieszkalismy w wynajmowanym,
      jednopokojowym mieszkaniu nw polnocy Londynu, a 7 lutego przeprowadzilismy sie
      do naszego nowego domku.
      Tworzymy szczesliwa rodzinke. Kocham go na zaboj!!! I wiem, ze tak pozostanie
      do konca moich dni..

      Pozdrawiam

    • sinegmax Re: Love story, czyli jak zalapac cudzoziemca ; 18.06.04, 08:47
      Ach dziewczyny,czytajcie te historie...To takie romantyczne...
      Tak sie tylko odzywam,zeby ten post nie zaginal...
      Pozdrawiam
      Monika
      • bebepep Ja tez caly czas tu zagladam w nadziei, 18.06.04, 21:26
        ze dojda jeszcze inne historie. Nie bylo jeszcze opowiesci o Ameryce
        Poludniowej, Australii, Afryce, Antarktydzie wink)).

        Czy zadna z Was nie ma ochoty w paru zdaniach opowiedziec swojej love story?

        Pozdrawiam wszystkie emigrantki sercowe.

        Beata
        • bebepep Australia byla! 18.06.04, 21:33
          Ale na pewno jest nas (Was) wiecej na 'Antypodach.
          • sinegmax Re: Australia byla! 19.06.04, 16:09
            Ja tak sobie mysle,ze moze malo osob tu zaglada ,bo jednak tytul jest mylacy?
            Moze by tak:Love story,czyli jak zlapalam cudzoziemca?Albo jakos tak...Tyle
            dziewczyn jest na forum,swiat,polonia w Niemczech itp i nie wierze ze nikt
            wiecej nie chce opowiedziec swojej historii...
            pozdrawiam wszystkie Wandy co zechcialy Niemca(Albo Yankesa,albo...)::--))
            • ewunia_uk Re: Australia byla! 20.06.04, 13:20
              sinegmax napisała:

              > Ja tak sobie mysle,ze moze malo osob tu zaglada ,bo jednak tytul jest mylacy?
              > Moze by tak:Love story,czyli jak zlapalam cudzoziemca?Albo jakos tak...Tyle
              > dziewczyn jest na forum,swiat,polonia w Niemczech itp i nie wierze ze nikt
              > wiecej nie chce opowiedziec swojej historii...
              > pozdrawiam wszystkie Wandy co zechcialy Niemca(Albo Yankesa,albo...)::--))

              Ja sie nie dopisalam, pomimo posiadania meza cudzoziemca, wlasnie dlatego, ze
              tytul mnie odrzuca - przeciez cudzoziemcy to nie zwierzyna lowna. Nawet z
              przymrozeniem oka ten temat nie brzmi zachecajaco wink
              • sinegmax Re: Australia byla! 20.06.04, 22:54
                Ot co!Przeciez my mamy prawdziwe,piekne romantyczne historie,a nie porady dla
                polskich starych panien!!
                Bebepe zmien tytul na jakis romantyczny.moze:Jak poznalam i pokochalam swojego
                cudzoziemca??
                Pozdrawiam itrzymam kciuki za rozwoj
                Monika
                • bebepep Za pozno na zmiane tytulu, 21.06.04, 15:05
                  poza tym takie mam poczucie humoru, i na szczescie wiele wesolych Pan ten tytul
                  zrozumialo. Juz pierwsze zdania mojego pierwszego postu pokazuja, o co chodzi.

                  A kto szuka dziury w calym, ten zawsze znajdzie. Albo zrobi.
                  wink)))))))


                  Beata
              • martaji Re: Australia byla! 06.04.05, 15:03


                dokladnie, kiepski tytul. tak jakby nie chodzilo o to, aby znalezc sobie
                kochanego cudownego partnera, tylko wylapac cudzoziemca, bo to jakby wiekszy
                szpan, i egzoytka. moja mlodsza siora byla z cudzoziemcem, wrocila do polski po
                rozwodzie z dzieckiem, i ciezka depresja. ale na poczatku tez byla love story.
                • jagienkaa Re: Australia byla! 06.04.05, 15:10
                  nie ma jak nutka optymizmuwink)
    • sinegmax Re: Love story, czyli jak zalapac cudzoziemca ; 28.06.04, 10:29
      To znowutylko ja....sad(
      zeby nam ten post nie zaginal...
      • dorrit Re: Love story, czyli jak zalapac cudzoziemca ; 28.06.04, 11:08
        Gdy czytalam Twoja historie, to znalazlam odniesienia do ksiazki "Samotnosc w
        sieci" Wisniewskiego. Czytalas? Polecam, choc ogromnie smutna, ale niecodzienna
        i ciekawa.
    • rpg-1 Re: Love story, czyli jak zalapac cudzoziemca ; 08.04.05, 03:36
      Pisze zeby watek nie zginal ..))
      Ja mam meza z Polski ale ciekawostka - poznalismy sie w pierwszej klasie szkoly
      sredniej ,po 3 miesiacach chodzilismy ze soba ,po 10 latach razem - wzielismy
      slub ,mamy dwuletnia corke i drugie malenstwo w drodze (termin 03 10 ) a w tym
      miesiacu mamy piata rocznice slubu smile).
      Jestesmy sami w obcym kraju i dobrze nam z tym smile)

      Pozdrowionka
      • basiak6 Re: Love story, czyli jak zalapac cudzoziemca ; 08.04.05, 20:59
        O ciekawe, to tak jak my! Ja w Anglii bylam juz ladnych pare lat kiedy poznalam
        meza (ktorego znalam wczesniej ze szkoly sredniej w Polsce), no i po moich
        studiach tutaj on przyjechal i wzielismy slub, teraz mamy 6 rocznice. Tez
        siedzimy tutaj sami, synek ma ponad 2 lata i jest ok, tylko czasem brakuje
        jakiejs babcismile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka