soup_nazi
21.05.04, 19:16
Z P2
Polski paszport poprosze
Autor: i.p.freely
Data: 21.05.2004 18:26 + dodaj do ulubionych wątków
powiedziala do mnie mloda pani podporucznik w okienku na Okeciu.
Zaskoczylo nas to troche bo spedzilismy w Polsce tylko 10 dni a wiec grubo
ponizej 90 dni, po przekroczeniu ktorych, wedle rozpowszechnionej pogloski
(bo oficjalny przepys podobno nie istnieje) moga sie go ode mnie domagac.
Zrobilam zaskoczona mine, z pytaniem w glosie i gruba kluska w gardle
wydusilam - polski paszpooooort???? Maz (amerykanin) stojacy obok stanowczo
i glosno spytal - "what's going on?"
Towarzyszacy nam w wojazu po Polsce prawnik (specjalista od miedzynarodowego
prawa gospodarczego)szybko sie przylaczyl i zaczela sie ostra wymiana slow
pomiedzy pania podporucznik i towarzyszacymi mi panami. Prawnik z mety
zapytal o jej range i oznajmil, ze nie bedzie sie z nia wdawal w zadne
dyskusje i zazadal rozmowy z jej przelozonymi.
Pani podporucznik 'gdzies tam' zadzwonila i po ilus minutach stawil sie przy
stanowisku rosly major ze standartowa odzywka - o co chodzi?
Prawnik przedstawil sie panu majorowi i grzecznie aczkolwiek stanowczym
glosem poprosil pana majora o wyjasnienie na dreczace nas wszystkich pytanie
(6-osobowa grupa) - na jakiej podstawie poproszono mnie o polski paszportu
skoro jestem obywatelka USA i do Polski przylecialam z paszportem
amerykanskim? Pan major zapytal sie jak dlugo bylismy w Polsce na co prawnik
odpalil bez namyslu - "prosze pana pytanie jest zbedne bo przy wjezdzie wbito
nam w paszportach pieczatka z bardzo wyrazna data.....wjazdu.
Ja, prosze pana majora, chcialbym natomiast uslyszec panska odpowiedz - na
jakiej podstawie zazadano ode mnie polskiego paszportu???"
Pan major sluchajac prawnika jednoczesnie pilnie studiowal strony mojego
paszportu i ni z tego, ni z owego oznajmil - "bardzo panstwa przepraszam za
nieporozumienie" i do mnie - "pani byla w Polsce 10 dni?" Tak jakby cholera
tego czarno na bialym ani on ani ona nie widziala. Wreczyl moj paszport pani
podporucznik ze slowami - "podbij wyjazd" i na tym sie skonczylo. Pinda wbila
pieczatke wyjazdu i jak niepyszna wreczyla mi paszport.
Tak wiec widzicie kochani pulapka paszportowa jak dzialala tak dziala.
Tak dla ciekawostki. Zatrzymalismy sie na dwa dni w Amsterdamie. W
paszportach widnieja pieczatki WJ-azdu do Holandii ale przy odlocie kontroli
paszportowej przez holenderski odpowiednik Immigration nie bylo a wiec i
pieczatek WY-jazdowych NIET. No wiej jak to jest z tym unijnym prawem
WYJAZDOWYM do jasnej chole*y?
Wyglada na to, ze naszym specom od prawa miedzynarodowego znow sie cos
popierdoli*o.
SN: Bez komentarza zasadniczo, bo coz tu mozna komentowac - jest tylko
zadziwiajace jak ta cholerna swolocz zaciekle podskakuje, jak wesz na
grzebieniu. Chyba, ze pinda byla na macierzynskim i nie slyszala, ze Bruksel
w miedzyczasie pulapkem gliniakom wylonczyl. Mejdzor najwyrazniej szkolony
juz byl i czul goracy oddech Bruksela na plecach. Teraz ciekawe bedzie jak
jakas twardoglowa czy niedoszkolona pinda zazada wizy polskiej od
Kanadyjczyka, Australijczyka lub NZ-era i nie bedzie go chciala wpuscic.