Gość: Breslauer IP: *.sympatico.ca 04.08.04, 18:15 COLUMNIST Sat, July 31, 2004 God bless America Enough U.S. bashing, says Michael Coren Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
waldek.usa Breslauer, wspanialy tekst. W rewanzu 04.08.04, 22:38 zamieszczam to: Podróże kształcą. Tak krytykujący Amerykę mieszkańcy innych krajów dowiedzieliby się wielu nowych rzeczy, gdyby przestali jedynie oglądać telewizję oraz czytać gazety i przedziwne strony na Internecie, a zamiast tego Amerykę osobiście odwiedzili. Nie na tygodniową wycieczkę Nowy Jork-Orlando- Hollywood, lecz na miesiąc, pół roku, rok, pracując wśród Amerykanów, studiując razem z nimi, jedząc to co oni, zakładając tu rodzinę. Dowiedzieliby się otóż, że: - ciągle jest taki kraj, który przyjmuje rocznie przynajmniej kilkaset tysięcy cierpiących prześladowania lub biedę ludzi z całego świata - i nie zamierza odstąpić od tej zasady (australijskie okręty wojenne przeganiają boat people) - jest taki kraj, w którym (co prawda z coraz większym trudnm) cudzoziemcy mogą zostać reezydentami, a następnie - obywatelami z pełnią praw (w Japonii czy Szwajcarii jest to prawie niemożliwe) - w którym mieszkają dosłownie obok siebie, na przykład w sąsiednich dzielnicach: Serbowie i Chorwaci, Żydzi i Arabowie, itd i nie dochodzi nawet do ulicznych walk na pięści (podczas gdy w Kosowie, na Bliskim Wschodzie... wiadomo) - w którym udało się, mimo wszystko, połączyć dyscyplinę społeczną z dużą dozą obywatelskiej wolności (zapraszam dla porówniania na trybuny polskiego stadionu lub na wieczorną przechadzkę z plecami i kamerą ulicami Barcelony) - którego obywatele, w naiwnym, a więc - jedynym sensie tego słowa, są patriotami (idea w dużej mierze martwa w Europie) - w którym ludzie ciągle chodzą do kościołów i robią różne rzeczy w imię Boga (czego nie można powiedzieć o Skandynawach czy Austriakach) - w którym, w większości zawodów i okoliczności cudzoziemiec ma szansę osiągnąć to, co ludzie tu urodzeni; wtedy cieszy się takim samym, jak oni, szacunkiem (spróbujcie zrobić karierę w Anglii, Fancji, Japonii) - w którym ludzie kupując cokolwiek, kieruną się nie szowinizmem, ale wyłącznie ceną i jakością (każcie Niemcowi kupić japoński samochód) - w którym ludzie bez względu na to, jak ciężkie jest ich życie i jak nadszarpnięte zdrowie, starają się zachować uśmiech (każcie uśmiechnąć się Niemcowi, Rosjaninowi, Koreańczykowi) - że jest to kraj, który naprawdę nie marzy o podboju i wojskowej okupacji, innych państw, powiększania swojego terytorium; w tym sensie nie jest więc - i nigdy nie będzie - imperium - że nie można winić mieszkańców Ameryki za to, że reszcie świata smakują hamburgery i coca-cola i że chcą kupować bilety na amerykańskie filmy - że jest to kraj, gdzie - jak wszędzie w rozwiniętej demokracji - przeciętny czlowiek ma bardzo ograniczone możliwości wyboru polityków i wpływania na nich - że jest to kraj, owszem, niezbyt smacznej (dostępnej za to także dla najuboższych) żywności, ale także kraj francuskich kawiarni, włoskich pizzerii, japońskich restauracji i delikatesów z wyrobami z całego świata - że jest to przemysłowe imperium, w którym można pić wodę z kranu i spokojnie oddychać na ulicach Nowego Jorku w godzinach szczytu (spróbujcie to zrobić w Bangkoku, Rio de Janeiro, Pekinie) - w którym jednego dnia można sobie założyć telefon, zarejestrować firmę i zamówić meble do domu (spróbujcie coś załatwić w europejskich urzędach) - w którym można, mając zwyczajną pracę, wyżywić i ubrać dzieci - w którym kocha się dzieci i stara im ofiarować jak najwięcej przyjemności - nawet gdy już staną się dorosłymi dziećmi - gdzie kocha się psy i koty (są kraje, gdzie psy trzyma się na łańcuchu, a nawet wręcz je zjada) - gdzie od razu wyrzucą niepotrzebne dyplomy zbędnych kierunków, i spytają nas, co umiemy, a nie kogo znamy (przeciwnie niż w Warszawie lub Rzymie) - w którym widuje się starsze małżeństwa trzymające się za rękę (zapraszam do polskiego parku) - gdzie kalecy mają podjazdy nawet w dyskotekach i daję się im szansę w normalnym życiu - gdzie kalecy wykorzystują tę szansę - że jest to kraj, który - bagatela, przeważył szalę zwycięstwa w dwóch wojnach światowych i sam jeden obalił komunizm - do którego, bez względu na złą prasę, ciągle tysiące ludzi chce przyjechać, a nawet tu zostać - w którym każdy może pisać - a to dobrze, a to źle, i to po polsku - o Ameryce, a wy możecie to przeczytać. Jan Latus www.dziennik.com/www/dziennik/week/ps/wk-255-01.html Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Gnat Re: w którym udało się, mimo wszystko, połączyć... IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 04.08.04, 22:51 "udało się połączyć dyscyplinę społeczną z dużą dozą obywatelskiej wolności" No, Waldek, dales sie troche poniesc fantazji. Czyzbys zapomnial przesladowania Dixie Chicks, bo "odwazyly sie" powiedziec w Londynie, ze "wstyd im, ze prezydent USA jest tez z Texasu". Stacje radiowe odmawialy grania ich muzyki, Diane Sawyer przeprowadzila publiczna rozprawe (pod pozorem wywiadu) nad nimi. Jak tam ma wygladac wolnosc slowa w amerykanskim wydaniu, to ja mowie "Thanks, but no, thanks". Odpowiedz Link Zgłoś
jot-23 Re: w którym udało się, mimo wszystko, połączyć.. 04.08.04, 23:00 Gość portalu: Gnat napisał(a): > Dixie Chicks, bo "odwazyly sie" powiedziec w Londynie, ze "wstyd im, ze > prezydent USA jest tez z Texasu". Stacje radiowe odmawialy grania ich muzyki, hehe, kretynku, znaczy siem, prywatny wlasciciel stacji radiowej, nie powinien miec prawa posiadania wlasnego zdania co ma u siebie puszczac a czego nie? hehe to by byla wolnosc slowa, taka jaka lubisz idioto "jest ukaz z gory, coby stare lampiszony puszczac w radio" Odpowiedz Link Zgłoś
filipek.us A o co Ci chodzi w twojej greckiej sygnaturce? 04.08.04, 23:23 jot-23 napisał: > Gość portalu: Gnat napisał(a): > > > Dixie Chicks, bo "odwazyly sie" powiedziec w Londynie, ze "wstyd im, ze > > prezydent USA jest tez z Texasu". Stacje radiowe odmawialy grania ich muz > yki, > > hehe, kretynku, znaczy siem, prywatny wlasciciel stacji radiowej, nie powinien > miec prawa posiadania wlasnego zdania co ma u siebie puszczac a czego nie? hehe > > to by byla wolnosc slowa, taka jaka lubisz idioto "jest ukaz z gory, coby stare > > lampiszony puszczac w radio" __________________________________ o co Ci chodzi w twojej greckiej sygnaturce?: "Athenians: The end of our empire, if end it should, does not frighten us: a rival empire like Lacedaemon, even if Lacedaemon was our real antagonist, is not so terrible to the vanquished as subjects who by themselves attack and overpower their rulers. This, however, is a risk that we are content to take. We will now proceed to show you that we are come here in the interest of our empire, and that we shall say what we are now going to say, for the preservation of your country; as we would fain exercise that empire over you without trouble, and see you preserved for the good of us both. Melians: And how, pray, could it turn out as good for us to serve as for you to rule? Athenians: Because you would have the advantage of submitting before suffering the worst, and we should gain by not destroying you. Melians: So that you would not consent to our being neutral, friends instead of enemies, but allies of neither side." Odpowiedz Link Zgłoś
jot-23 Re: A o co Ci chodzi w twojej greckiej sygnaturce 04.08.04, 23:29 hehe, uczepil sie no! sygnaturkiem mozna czytac na wiele sposobow.... jeden to ze nie bali sie, faktycznie , no i stracili... i od tego czasu przez 2 i pol tysiaca lat, do dzisiaj, jedyne co stwozyly ateny to kozi ser. Odpowiedz Link Zgłoś
filipek.us Tanks ;) 04.08.04, 23:39 jot-23 napisał: > hehe, uczepil sie no! > > sygnaturkiem mozna czytac na wiele sposobow.... jeden to ze nie bali sie, > faktycznie , no i stracili... i od tego czasu przez 2 i pol tysiaca lat, do > dzisiaj, jedyne co stwozyly ateny to kozi ser. Odpowiedz Link Zgłoś
filipek.us Breslauer, wspanialy tekst. W rewanzu o Lwie 05.08.04, 00:17 Forum Tygodnika "NIE" :: Zobacz temat - czy to jeszcze Lew ?: "mohawk napisał: ...A nasze przekaziory z uporem maniaka mówią o fałszowaniu .... I specjalnie mnie nie zaskoczyły. Byłem prawie pewny, że komentarze będą takie jakie są. Przewidywalność reakcji "przekaziorów" jest tak duża, że sam napisałbym identyczne komentarze znając "totalitarny" sposób myślenia i "specyficzną" logikę ich autorów. Trochę zaskoczyły mnie jednak graniczące z paniką komentarze Nałęcza. Próbka "złotych" myśli marszałka za GW w artykule "Lub czasopisma" umorzone ; serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34317,2195099.html Cytat: ...Najbardziej oburzające jest to, że ten wątek to była furtka do wyjaśnienia całej afery Rywina. Była na to szansa, gdyby prokuratura postawiła zarzuty. Bo wiadomo, że żadna z tych osób z pokoju nie miała osobistego interesu, by ingerować w ustawę. Pozostając bezkarne, nie chciały odsłonić ręki, która nimi kierowała. Zagrożone karą, mogły zacząć mówić. Prokuratura dobrowolnie zrezygnowała z tej szansy, zatrzasnęła furtkę... Skąd u Nałęcz taka znajomość specyficznych zmiękczjących "metod śledczych" ?. Jak z dobrej szkoły Feliksa Edmundowicza. Sądzę, że Nałęcz z taką znajomością rzeczy spokojnie mógłby znaleźć ztrudnienie u "Wuja Sama" w Abu Gharib. Aktywność Nałęcza w "przekaziorach" w sobotę i niedzielę była zadziwiająca. Cokolwiek włączyłem to Nałęcz - radio, telewizja, gazety. Z obawą otwierałem lodówkę podejrzewając, że ujrzę tam ględzącego Nałęcza. Oczywiście wszędzie ta sama melodia. Sądząc po tej "panice" to chyba powoli do Nałęcza dociera, że jako "główny pościgowiec" może zebrać największe baty i stąd jego wyprzedzające działania. Ostatnio zmieniony przez Haszszu dnia Nie Lip 25, 2004 10:34 pm, w całości zmieniany 1 raz Odpowiedz Link Zgłoś
filipek.us Re: Good Read (Polish) 04.08.04, 23:57 250 milionów Polaków : "Tygodnik „NIE” nosi miano brukowca. Jesteśmy obecnie jedynym brukowcem w Polsce. „Super Express”, „Fakt”, a czasem nawet „Newsweek” określane są jako tabloidy. Dysząca patriotyzmem gazeta „Fakt” w dzień św. Jana ogłosiła apel do narodu o płodzenie dzieci. Konstytucja europejska zmniejszyła nasze znaczenie w głosowaniach unijnych, ale jeszcze Polska nie zginęła. Kiedy Polaków będzie 250 milionów, jako wyborcy zdominują całą Unię Europejską. Spolonizują Europę uchwalając jej bigos z pierogami i pielgrzymki. Na apel od razu odpowiedziały cycate wieloródki. Zobowiązały się wykonać 1000 proc. normy. Następnej nocy zatrzeszczały więc małżeńskie łoża patriotów, zaskrzypiały sprężyny w tapczanach polskich inteligentów. Tylko mnie nie stanęło, ale też nie mam w rodzinie tradycji powstańczych. Chociaż zażyłem potrójną viagrę, patriotyzm nie wywołał wzwodu i w ogóle tej dziarskości, którą okazuje uniesiony miłością ojczyzny koń na słynnym obrazie Książę Józef skacze do Elstery. Od prawie 200 lat koń ten toczy spermę nawet z pyska. Seksuolog radził: trzeba wyobrazić sobie Polskę jako Sharon Stone po rozbiorze przykutą kajdankami do łóżka. Puścić z płyty „Boże coś Polskę”, a też „Przybyli ułani pod okienko”. Rozpylić w sypialni prapolski aromat gumiaków, gnoju i piwa. Ruchać w rytm bicia dzwonów, rzucać kamienie na szaniec, szeptać do żony świńskie podniety, np. „moja ty łączniczko”. A gdy i to nie pomoże, przywalić tak, żeby zaszumiały jej wierzby płaczące. Stosowałem wszystko, ale na darmo. Kiedy tylko pomyślę „Polska”, zaczynam w wyobraźni grę wstępną z Gilowską od świętej Zyty nucącą dla zachęty „Szła dzieweczka do laseczki”. O poranku, gdy spoceni rodacy i ich miękkie jak leniwe kluski żony odsypiali patriotyczną powinność, ukazało się następne wydanie „Faktu” z nagłówkiem Nasze dzieci będą rządzić w Europie i przejawami politycznego poparcia. Minister Jacek Piechota z SLD potwierdził „Faktowi”: Trzeba się rozmnażać, ale miał za mało palców, żeby – jak chciała redakcja – na nich pokazać żonie, ile razy jeszcze powinna rodzić. Poparli nas m.in. Lech Wałęsa i Jarosław Kalinowski z PSL – chwali się gazeta firmy Springer. Zachęcając do kopulacji „Fakt” niefortunnie zastosował podwójną podnietę. Opublikował mianowicie zdjęcie Romana Giertycha z LPR trzymającego w beciku czwarte pokolenie endeków. W osobie Giertycha-niemowlęcia wódz LPR pokazuje narodowi pewien dramatyczny problem. Darwinowska ewolucja nie ma przystępu do nadpolskiej rodziny Giertychów. Jest to ród skamieniały w patriotyzmie. Następstwo pokoleń odbywa się więc bezmutacyjnie. Dziad endek płodzi nacjonalistę ojca, ten – patriotę syna, ten znów – prawnuka, który w gnieździe orła białego czuje się jak we własnym. Ileż jednak dziś żywi Giertychowie mogą spłodzić dzieci? 50, góra 60 sztuk elektorów Unii. We wszystkich normalnych rodzinach co pokolenie występują zaś polityczne mutacje. Dziadek komuch, syn dysydent, syn sukinsyna – mutant anarchista albo ksiądz, córka – dziewica albo kurwa, co przy polskim stylu uprawiania tego zawodu jedno nie wyklucza drugiego. Napłodzi więc taki ważny Jacek Piechota dzieci więcej niż ma palców, bo dodając do nich jeszcze palec boży, a tu ani się obejrzeć – syn eurosceptyk lub wręcz lepperowiec, córka, chociaż Wanda, wyda się za Niemca (co w ich Szczecinie modne), druga puści się z Murzynem, a ich asfaltowe dzieci wyjadą do Afryki grać na tamtamach w całym swoim kosmopolityzmie. I na takich właśnie niespodziankach przewróci się plan „Faktu” zdominowania Europy przez polskość dzięki patriotycznej kopulacji Polaków z ich udomowionymi Polkami. W wypadku Giertycha koncepcja zawojowania Europy przez poszczucie na nią polskich plemników pęka już przed pierwszym wytryskiem ojczystego nasienia. Roman Giertych pragnie Polski czysto polskiej, katolickiej, rządzonej przez olejną królową z Częstochowy, Polski suwerennej i samowystarczalnej! Co znaczy: napitej kawą z owsa, jeżdżącą autami marki Syrena napędzanymi ropą z ran zadanych przez komunę i żrącą brukiew nawożoną krowim gównem, o mój ty bananie. Chce Polski należącej do samej siebie, a nie do Unii. Odrzuca zaś to, co europejskie, czyli nieswojskie, a przy tym niemoralne. Jednocześnie zaś Giertych skłania się do planu „Faktu” takiego rozmnożenia Polaków, aby wyszli z klatki uformowanej przez wiarę ojców i polszczyznę „Bogurodzicy”. Zdomino-wali kontynent, gdzie przecież pedał na pedale dziwką pogania, gdzie na drzewach rosną kondomy i odchodzi skrobanie bynajmniej nie rzepki i nie sobie, niestety. Jakaż w tym logika? Albo imperializm plemników, albo izolacjonizm wałów. Łatwiej przecież byłoby zespolić świętym sakramentem Giertycha z ogierem krwi arabskiej i takiegoż wyznania, niż połączyć izolacjonizm Polski z podbojem Europy. Należę do tej mniejszości, która czyta, żeby zaspokoić ciekawość. Większość czytających czyta, żeby usnąć. Dlatego właśnie takie szerokie wzięcie ma ekscytująco sensacyjny w wyobrażeniach redakcji dziennik „Fakt”. Autor : Urban Data wydania : 28/2004 Nr kolumny : 2 Odpowiedz Link Zgłoś
jusnetka Re: Good Read (Polish) 05.08.04, 11:48 >... Darwinowska ewolucja nie ma przystępu do nadpolskiej rodziny Giertychów... > Następstwo pokoleń odbywa się więc bezmutacyjnie. Dziad endek płodzi >nacjonalistę ojca, ten – patriotę syna,... A najczesciej wymawiane slowa przez ich kobiety to pewnie "tatus, zlezta ze mnie bo mi papierosy gniecieta, ha ha ha. Odpowiedz Link Zgłoś