america
24.05.02, 05:54
Płacą mi za seks
Licealistki, studentki, bezrobotne - polują na bogatych mężczyzn. Za seks
dostają od "sponsorów" pieniądze: na mieszkanie, kosmetyczkę, na
specjalistyczne kursy czy opłacenie studiów.
Agnieszce z Dolnego Śląska ciąża nie przeszkadza. Płaci jej trzech mężczyzn.
Foto | Maciej Podsiadlik
Kuba, młody, samotny szef firmy komputerowej ze Szczecina, 175 cm wzrostu,
podobny do Brada Pitta, chce zostać "sponsorem". Zamierza zabrać dziewczynę na
dwa tygodnie do Grecji. Seks mile widziany. Dał ogłoszenie:
"Jeżeli marzysz o wakacjach na Krecie, jesteś ładna, zgrabna, wesoła i lubisz
podróże - napisz. Jedziesz za darmo. Wyjazd sponsoruję ja".
Minęło kilka tygodni, dostał tylko dwa listy. Poważnie zainteresowana była
jedna... siedemnastoletnia panienka:
- Jeszcze dziecko. Gdy jej odmówiłem - płakała. Ale tak mizerne zainteresowanie
oznacza, że wakacje w Grecji nie robią już wrażenia. Może gdybym proponował
Hawaje - żartuje rozżalony.
- Większość kobiet czytających erotyczne ogłoszenia nie jest zainteresowana
krótkim epizodem. Szukają dobrej partii, która ustawi je na długie miesiące -
dodaje.
Suka bez serca
- To prawda! Nie mam czasu na sentymentalne podróże! Życie nas nie pieści -
pieśćmy się sami - wykrzykuje 20-letnia Kaśka z Krakowa. Jedynaczka z
inteligenckiej rodziny, matura i egzaminy zawodowe zdane na piątki. Kocha dwie
rzeczy: swój zawód (pracownik administracji) i seks.
- Pracy szukam od dwóch lat - nie ma. Żyję więc ze swojej dupy. Nie narzekam -
zapewnia.
W wolnych chwilach pisze wiersze i trenuje techniki obronne. Niski głos,
krótkie włosy, mocny uścisk dłoni. Osiem miesięcy temu dała w gazecie
ogłoszenie: "Puszysta poszukuje sponsora". Telefon dzwonił jak oszalały.
- Spałam z różnymi, aż w lutym pojawił się Maciej, Doktorek (lekarz, właściciel
sieci prywatnych gabinetów w Krakowie). Pojechaliśmy do hotelu.
Usłyszałam: "Jesteś fantastyczną kochanką, a nie jakąś dmuchaną lalą. Polubiłem
cię" - opowiada Kaśka.
Doktorek stał się jej najlepszym klientem. Któregoś wieczora nie wskoczyli do
łóżka, tylko długo i poważnie rozmawiali. Temat: życie dziewczyny, na drodze
której stanął dojrzały mężczyzna (Doktorek ma żonę, ale w ich wygodnym domu od
pięciu lat są osobne sypialnie).
- Maciek spytał o moje życiowe plany. "Chcę pracować w ochronie" - wyjął
komórkę i jednym telefonem załatwił mi pracę. Powiedział: zależy mu na stałej
znajomości, mam spać tylko z nim i nie martwić się o pieniądze.
Zanim poznała Doktorka, przeżywała horror.
- Byłam poniżana i bita, a raz jakiś psychopata najpierw związał mnie, potem
pociął scyzorykiem. Ledwo uszłam z życiem. Rany się zagoiły, ale zapomnieć
trudno - zamyśla się. - Sumienie wyłączyłam. Jestem jak ta suka bez serca. Byle
do przodu.
Ktoś mnie polubił
Mieszkanie na krakowskim Kozłówku. Dwa pokoje, ciemna kuchnia, rozkładana sofa.
Na kolanach Kaśki jej dwuletnia córka. Gdy mama ma gościa - małą bierze na
spacer przyjaciółka.
- Wpadłam z przypadkowym facetem. Nie wie, co robię, i rodzice też nie wiedzą,
prawda by ich zabiła. Miesięcznie dostaje kilkaset złotych: na mieszkanie, kurs
ochroniarski, kosmetyki, ciuchy.
- Coraz głupiej mi brać kasę. Umówiliśmy się: pieniądze będzie zostawiał, gdy
nie widzę.
Maciej-Doktorek: - Pomogę jej, aż się wykształci, stanie na nogi. Wtedy się
rozejdziemy. Ja jestem już stary, nie będę miał u niej szans.
Nie ukrywa: polubił ją, przywiązał się. - To porządna dziewczyna. Ale musi się
kiedyś usamodzielnić, zacząć swoje życie. Poznać fajnego chłopaka, założyć
rodzinę...
Kaśka: - Zależy mi, żeby mu się podobać. Pytam, czy mogę ufarbować włosy.
Czasami usłyszę, że się za mną stęsknił.
Z dziwki żona?
- Wielu uważa, że najlepsze matki to te wyciągnięte z burdelu. Bzdura -
przekonuje Wiesław z Białegostoku. Opowiada:
- Miałem wszystko: żonę, samochód, dobrą robotę. Jeździłem po Europie. Za kurs
kasowałem 200 dolarów. Żyłem jak lord.
W 1997 r. tragedia. Wiesławowi umiera żona - rak. Nie zdążył się pożegnać. Był
w Moskwie. Łamie mu się głos: - Mam dzieci, musiałem dalej zarabiać.
Pomyślałem: zasponsoruję jakąś fajną dziewczynę. Ugotuje, upierze...
- A seks?
- No i seks. Jest najważniejszy. Pochłonął mnie całkowicie - zastrzega pan
Wiesław.
Wygodne 60-metrowe mieszkanie w centrum Białegostoku. Po salonie krząta się
ładna brunetka. Obcisłe dżinsy, na głowie chustka, biała koszulka opina wydatny
biust. To Hanka. Jej matka pije, a ona do Białegostoku przyjechała z
pobliskiego miasteczka. Wyciera kurze, wiesza pranie, prasuje wyjściowe
spodnie. Ucieka od rozmowy. Zaraz wyjdzie z mieszkania... Wróci wieczorem. Ma
25 lat.
- Skończyłam zawodówkę. Jestem tokarz, tylko taka była u nas szkoła - mówi.
Z Wiesławem poznali się w agencji towarzyskiej.
- Dałem Hani numer telefon. Powiedziałem, że mi się podoba, będę ją finansował
i wyciągnę z tego bagna.
Zadzwoniła. Wprowadziła się tuż przed Bożym Narodzeniem i jest do dziś. Już
trzy lata.
- Nie płaci ani złotówki, dostaje na jedzenie, na ciuchy, ale psuje się między
nami, bo mam coraz mniej pieniędzy. Już ją gdzieś nosi. Żony z niej nie będzie -
mówi głośno pan Wiesław.
- Po co mi biedak? Zaczynam szukać faceta z kasą - ripostuje Hanka.
Nadziany facet
Spotkała takiego 19-letnia Agnieszka, śliczna, wysoka blondynka z Dolnego
Śląska. Za rok zdaje maturę, ale wcześniej urodzi dziecko. Ciąża jej nie
przeszkadza, można powiedzieć, że pomaga. Reklamuje się w Internecie:
"Młoda, samotna, w 6. miesiącu ciąży. Mam kłopoty finansowe".
Na brak chętnych nie narzeka. Ma trzech "sponsorów" pod pięćdziesiątkę. Każdemu
mówi, że jest jedyny. Szwed polskiego pochodzenia (raz w miesiącu), dyrektor
banku z Katowic i informatyk z Warszawy.
- Każdy wpłaca mi na konto po 600 zł miesięcznie, obsypują mnie prezentami.
Dostałam nawet ubranka dla maleństwa - opowiada.
Pochodzi z wielodzietnej rodziny. Ma wykształconych, ale ubogich rodziców. Z
seksu żyje od trzech lat.
- Pokłóciłam się z mamą, wyprowadziłam z domu i wynajęłam mieszkanie. To
kosztuje. Chciałam mieć na ciuchy, kawiarnie - zawsze mi tego brakowało.
Najbliższy weekend spędzi w Zakopanem. Informatyk jedzie w delegację i wolał
zabrać ją niż zrzędzącą, podstarzałą żonę:
- Przyjaźnimy się. Oni się o mnie troszczą. Zapominam, że sprzedaję swoje
ciało. Nie traktuję ich jak chodzących kart kredytowych. Dzwonią, gdy jest im
źle, a ja martwię się, że nie dogadują się z żonami.
Kilka miesięcy temu zostawił ją chłopak.
- Nagle stwierdził, że jest za młody na ślub. Moim "sponsorom" nie dorastał do
pięt.
Interes w rękach
Alabama, ekskluzywna prostytutka ze Świnoujścia, studentka psychologii, pytana,
czy ma sponsora, zaczyna przemawiać jak szef dużej firmy. Seks nazywa towarem,
który, jak cukierki czy margarynę, trzeba umieć dobrze sprzedać. Dlatego sama
sypia tylko z najlepszymi klientami, a jej dziewczyny (jest współwłaścicielką
agencji ekskluzywnych prostytutek) z resztą. Właśnie otwiera filię w Warszawie:
- Coraz więcej dziewczyn pcha się do prostytucji. Gdy przyjmuję je do pracy,
widzę, jakie są głupie: marzą o księciu z bajki, który odmieni ich życie. W
seksie robię od 6 lat i nie spotkałam takiej, która dzięki dupie coś osiągnęła.
Cuda się nie zdarzają - przekonuje.
Ma młodziutką twarz i jędrne ciało. Rano kochała się (prywatnie), w południe
pływała, potem sauna i biznesowe spotkanie. Mówi, że powoli wycofuje się z
branży.
- Utrzymanka dostaje ochłapy rzucane w przypływie dobrego humoru. Dziewczyny,
nie warto. *
One są wśród nas
O dziewczynach - utrzymankach rozmawiamy z prof. Zbigniewem Izdebskim,
seksuologiem.
- Utrzymanka to zwyczajna prostytutka?
- To ktoś więcej. To towarzyszka podwójnego życia mężczyzny, który za to, że
płaci, chce przytulić się do młodego ciała. Ale nie tylko: chce też
porozmawiać,