Dodaj do ulubionych

Polska broń dla terrorysty.....

IP: *.cvx11-bradley.dialup.earthlink.net 22.10.02, 04:49
Jeszcze raz sprawdza sie przyslowie ze
"pecunia non olet" - czyli pieniadz nie smierdzi ......


Mozna przeczytac w "Rzeczposplitej"...

www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_021022/publicystyka/publicystyka_a_7.html
Obserwuj wątek
    • Gość: ipfreely Re: Polska broń dla terrorysty..... IP: *.peaknet.net 22.10.02, 09:34
      ano nie smierdzi. No i ten komentarz na dole....hm Za jedną z większych afer
      przemytniczych III RP stały wojskowe służby specjalne

      Monzer al-Kassar, jeden z największych handlarzy bronią na świecie
      Kalendarium afery
      Komentarz: Rezerwat służb specjalnych
      Polska broń dla terrorysty



      Cenrex i Steo posługując się fałszywymi dokumentami w latach 1992 - 1996
      wywiozły z Polski m.in. ponad 20 tysięcy pistoletów TT, kilkaset karabinów
      automatycznych Kałasznikow, ok. 10 karabinków dla strzelców wyborowych, kilka
      tysięcy tzw. pepesz, kilkaset granatników, pociski moździerzowe i kilka
      milionów sztuk amunicji o łącznej wartości - według faktur wywozu - ok. 4,5
      mln dolarów. Ich cena rynkowa była co najmniej dwukrotnie wyższa

      (c) MICHAŁ SADOWSKI

      ANNA MARSZAŁEK

      Broń z magazynów polskiej armii i policji trafiała przez lata do terrorystów,
      przestępców i objętych embargiem ONZ krajów, w których toczyły się wojny.
      Wojskowe Służby Informacyjne, odpowiedzialne za kontrolowanie obrotu
      specjalnego, nie ujawniły tego procederu. Po wykryciu przemytu przez obce
      służby ukryły, że oficerowie i współpracownicy WSI brali w nim udział.


      Cenrex, firma z większościowym wówczas udziałem skarbu państwa, oraz prywatna
      spółka Steo, należąca do współpracownika WSI, od 1992 do 1996 r. dokonały co
      najmniej 15 nielegalnych transakcji. Broń trafiła do Chorwacji i Somalii oraz -
      za pośrednictwem gangów estońskich - do mafii rosyjskiej. Prokuratura
      oskarżyła o to pięciu przedstawicieli tych spółek i jednego pomagającego im
      majora Wojska Polskiego. Rola WSI i ich współpracowników nie została do tej
      pory wyjaśniona. Steo działa do dziś. Dopiero kilka dni temu straciła koncesję
      MSWiA na handel bronią, tuż po zadaniu przez "Rzeczpospolitą" pytania właśnie
      o tę koncesję.

      Nie mogę dłużej milczeć

      - Jestem już prawie na emeryturze i dlatego nie mogę dłużej milczeć - wyjaśnia
      człowiek, który zdecydował się ujawnić nam kulisy jednej z większych afer
      związanych z handlem bronią w III RP. Po kilku wstępnych rozmowach spotykamy
      się we wskazanym przez niego domu. Zastrzega nazwisko do wiadomości redakcji.

      - W WSI w dalszym ciągu pracują ludzie, którzy są odpowiedzialni za nielegalną
      sprzedaż broni - mówi po krótkim wstępie. Wymienia nazwiska: pułkownik J.,
      pułkownik Dz., podpułkownik L. i major S. - Wszyscy byli zaangażowani m.in. w
      załatwianie w Ministerstwie Współpracy Gospodarczej z Zagranicą koncesji dla
      spółki Steo, której właścicielem był współpracownik WSI - dodaje. Według niego
      kierownictwo WSI miało też zabiegać w Sztabie Generalnym o sprzedaż broni
      spółce Steo. Zgodę wydał generał Tadeusz Wilecki.

      Pokazuje też dokumenty. Zweryfikowaliśmy je, okazały się prawdziwe.

      O czym mówi "Wirakocza"

      - Mam dowody, że spółka Steo nie była obca WSI - mówi nasz rozmówca.

      Wojskowe Służby Informacyjne załatwiły koncesję na handel bronią dla spółki
      Steo, należącej do ich współpracownika. Koncesja posłużyła do nielegalnego
      wysyłania broni z Polski do objętych embargiem Chorwacji i Somalii oraz mafii
      rosyjskiej. Starania WSI o koncesję zbiegły się w czasie z przyjściem do
      spółki emerytowanego podpułkownika wywiadu wojskowego Jerzego Dembowskiego. 15
      nielegalnych dostaw uzbrojenia w latach 1992 - 1996 było możliwych dzięki
      kontaktom Dembowskiego ze skorumpowanym urzędnikiem Ministerstwa Obrony Łotwy
      oraz z międzynarodowym handlarzem bronią Monzerem al-Kassarem.

      Pokazuje pismo z 15 października 1993 r. podpisane przez Konstantego
      Malejczyka, wówczas szefa wywiadu wojskowego (reprodukcja obok). Wynika z
      niego, że WSI planuje zarobić na prowizji od sprzedaży broni za pośrednictwem
      spółki Steo.

      W notatce służbowej Malejczyk pisze: "Melduję, że podczas realizacji
      przedsięwzięć operacyjnych na Kierunku Wschodnim uzyskaliśmy informację za
      pośrednictwem źródła ÇWirakoczaČ, że poprzez Estonię istnieje możliwość
      sprzedaży do Sudanu następującego sprzętu wojskowego i amunicji:" - tu
      wymienia m.in. pociski rakietowe Grad, ciężkie granatniki przeciwpancerne,
      granaty przeciwpancerne, wyrzutnie BM-21, armaty przeciwlotnicze ZSU 23-2 na
      podwoziu samochodowym. Łączną wartość kontraktu oszacował na ok. 5 mln
      dolarów. Dalej Malejczyk pisze:

      "Kontrakt byłby zrealizowany za pośrednictwem firmy naszego wieloletniego
      współpracownika ps. Tytus. Jego firma - sp. z o.o. Steo - prosperuje bardzo
      dobrze, a zajmuje się handlem sprzętem ppoż., na który posiada odpowiednie
      licencje. Celem realizacji tego przedsięwzięcia należy wystąpić do
      Ministerstwa Współpracy Gospodarczej z Zagranicą o zgodę na jednorazową
      koncesję na sprzedaż w/w sprzętu. Z oświadczenia ÇWirakoczyČ wynika, iż w
      przypadku pomyślnej realizacji transakcji nasza firma otrzymałaby prowizję w
      wysokości ok. 150 - 200 tys. $" (pisownia oryginalna).

      "Proszę o wyrażenie zgody na realizację powyższego przedsięwzięcia" - kończy
      Malejczyk.

      Na piśmie widnieje ręczna adnotacja "zgoda", napisana przez ówczesnego szefa
      WSI Bolesława Izydorczyka. Generał Izydorczyk pracuje obecnie w kwaterze NATO
      w Brukseli.




      Firma Steo działa do dziś w mieszkaniu przy ul. Wybrańskiej w Warszawie

      (c) BARTŁOMIEJ ZBOROWSKI

      To były plany

      - Ta transakcja sprzedaży broni do Sudanu nie doszła do skutku - powiedział
      nam gen. Konstanty Malejczyk, dziś już na emeryturze.

      Do 1994 r. kierował wywiadem wojskowym, potem całymi WSI. Wiosną 1996 r.
      zastąpił go na stanowisku szefa WSI kmdr Kazimierz Głowacki (związany z SLD,
      odszedł na emeryturę w stopniu kontradmirała, dziś pracuje w PZU).

      Według Malejczyka "sprawa notatki" była wyjaśniana przez prokuraturę wojskową.

      - Jeden z szefów WSI, już po moim odejściu, złożył zawiadomienie, że rzekomo
      przywłaszczyłem sobie prowizję z tej transakcji, bo pieniądze nie wpłynęły na
      fundusz operacyjny WSI.

      - Głowacki?

      - Nie. Rusak - odpowiada (generał Tadeusz Rusak był szefem WSI za rządów AWS
      (1997 - 2001).

      Malejczyk twierdzi, że transakcja sudańska nie wyszła, bo nie udało się im na
      czas załatwić formalności z kupnem sprzętu z demobilu wojskowego.

      - Ale oficerowie WSI pomogli Steo dostać koncesję - pytam.

      - No tak...

      - I ta koncesja posłużyła do sprzedaży broni gangom estońskim i rosyjskim.

      - Tego nie wiem.

      - Z podpisanego przez pana pisma wynika, że w Steo mieliście swoich ludzi. Nie
      przymykaliście oczu na to, że dopuszczali się przemytu?

      - Proces się jeszcze nie skończył. Nie można przesądzać o winie - broni
      oskarżonych Malejczyk.

      WSI walczą o koncesję

      Służby specjalne prowadzą działalność gospodarczą, a zysk z kontrolowanych
      przez WSI spółek może zasilać ich fundusz operacyjny. Dokument, który
      ujawniamy, może być jednak dowodem na popełnienie przestępstwa.

      Zgoda generała Izydorczyka dała podstawy do zaangażowania się WSI w uzyskanie
      przez Steo koncesji na handel bronią. Właścicielem Steo był Edmund Ochnio.
      Prezesem spółki - jego żona.

      Jesienią 1993 r. (czyli wtedy, kiedy powstała notatka Malejczyka) spółka Steo
      wystąpiła do Ministerstwa Współpracy Gospodarczej z Zagranicą i Ministerstwa
      Spraw Wewnętrznych o koncesje na handel bronią i dostała je. Koncesję na
      handel bronią dla tej spółki miał pozytywnie zaopiniować kmdr Kazimierz
      Głowacki, jako szef Zarządu III WSI (kontrwywiadu wojskowego).

      - Nie pamiętam spółki Steo ani nie opiniowałem jej koncesji - twierdzi
      tymczasem kmdr Kazimierz Głowacki. Jego zdaniem to wszystko jest objęte
      tajemnicą, a pisanie o tym szkodzi Polsce.

      O koncesję dla Steo zabiegał Malejczyk (wówczas szef wywiadu wojskowego),
      prosząc o "spowodowanie wystawienia firmie Steo Ltd jednorazowej koncesji na
      realizację transakcji".

      Skuteczność była nadzwyczajna. 16 listopada prezes Steo - żona właściciela
      spółki - napisała wniosek o przyznanie koncesji i uzyskała ją już następnego
      dnia.

      Na koncesji widnieje podpis ówczesnego wiceministra współpracy gospodarczej z
      zagranicą Zbig

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka