Gość: Bozena L
IP: *.sympatico.ca
08.11.02, 15:40
Kajdanki na lotnisku
- Nigdy w Polsce nie czułam się tak upokorzona. Nie wiem, dlaczego mi się to
przytrafiło. Moja matka bardzo to wszystko przeżyła, chyba będzie musiała się
leczyć - płacze Aleksandra G. 27-letnia Polka w swoim mieszkaniu w Dąbrowie
Górniczej. W poniedziałek została zatrzymana na lotnisku Newark w New Jersey
i cofnięta do Polski. Teraz osobiście opowiada jak była przesłuchiwana przez
agentów urzędu imigracyjnego, jak kazano jej się rozbierać i wszystko zabrano
i jak oszukał ją polski tłumacz.
Upokorzona Polka opowiada o przesłuchiwaniach w INS
Nowy Jork, NY, Dąbrowa Górnicza, Polska
- Gdy wylądowałam, już było późno, 10 wieczorem. Zaraz wzięli mnie na bok, do
biura INS i tam się zaczęło. Dokładnie przeszukano mój bagaż. Przesłuchiwało
mnie kilka osób.
Przez kilka godzin zadawali mi na przemian mnóstwo drobiazgowych pytań.
Miałam wrażenie, że chcą mnie wyprowadzić z równowagi - płacze Aleksandra G.
Z Dąbrowy do aresztu
Okazało się, że w czasie swojego poprzedniego pobytu w USA przekroczyła
termin ważności wizy turystycznej. Dla urzędu imigracyjnego to bardzo poważne
złamanie prawa. Aleksandra tłumaczy się, że chciała zostać trochę dłużej przy
chorym obłożnie na nerki ojcu. Złożyła oficjalny wniosek o przedłużenie wizy
w przepisowym okresie 45 dni przed terminem upływu ważności wizy. Jednak tak
długo czekała na odpowiedź,Ęże termin minął. Odpowiedź była odmowna, wtedy
zaraz wyjechała - kilka miesięcy po dacie, która widniała na jej wizie. Do
Stanów przyjechała już trzeci raz, tu mieszka jej ojciec i dwaj bracia.
Ojciec, posiadacz zielonej karty, sponsoruje córkę. Aleksandra chce w
przyszłości na stałe zamieszkać w USA. W tej chwili mieszka w Dąbrowie
Górniczej, razem z matką. To był jej trzeci z kolei przyjazd do Stanów.
Wcześnie też przyjeżdżała na wizie turystycznej.
Telefon ukradkiem
- Nie znam dobrze angielskiego. Znaleźli mi więc tłumacza, to chyba był
Amerykanin polskiego pochodzenia, mówił po polsku tak sobie, ale można się
było porozumieć. Na początku był miły. Pozwolił mi raz zadzwonić, ale tak
ukradkiem, żeby nikt nie widział i nie słyszał, powiedział, że mi nie wolno,
bo mnie tu nie ma, ja nie istnieję - wybucha płaczem Aleksandra G.
Po długim przesłuchaniu kazano jej podpisać jakieś dokumenty. Nie rozumiała
tego co, podpisuje. Następnie, aż do 5 rano trzymano ją w celi. Potem
przewieziono ją policyjną furgonetką do Elizabeth. Tam też była zamknięta w
celi.
Zabrali nawet majtki
- Ten Polak powiedział, że tam się mną zajmą, dadzą mi jeść, i że będę mogła
zadzwonić do rodziny. I rzeczywiście się mną "zajętoŇ - łamiącym głosem
opowiada Polka.
- Kazano mi sięĘrozebrać i wszystko oddać, kolczyki, pasek, ubranie, nawet
majtki. I nie dziwię się, bo potem jak mnie znowu zamknęli, to gdybym mogła,
chyba bym sobie coś zrobiła. Aleksandra dostała do ubrania czerwony
drelichowy kombinezon, bieliznę a nawet podpaskę. Pozwolono jej się wykąpać.
Dostała też coś do jedzenia.
Po południu znowu przebrała się w swoje rzeczy, założono jej kajdanki (na
ręce i nogi) i zawieziono na lotnisko w Nowym Jorku. Tam jeszcze w wozie
uwolniono jej nogi, kajdanki z rąk zdjęto dopiero po odprawie celnej. - To są
zwykłe procedury postępowania w takich sytuacjach wobec ludzi, którzy łamią
prawo i są zatrzymywani przez INS. W czasie transportu taka osoba ma kajdanki
na rękach i nogach. Takie są przepisy.