praxi
21.04.06, 13:43
Jestesmy tutaj (w UK) juz 4 miesiace. Maz zarabia 1600 funtow, mamy 3 osobowa
rodzine (cora 16mcy). Za mieszkanie placimy 500 funtow, rachunki (telefony,
net, tv, prad, council) wydajemy kolejne 500 z hakiem. Na jedzenie, srodki
czystosci, pieluchy, rzeczy dla dziecka, benzyne, bilety autobusowe reszte. I
zawsze nie starcza nam do konca miesiaca! Cholera mnie bierze na ten wyjazd
francowaty. Po co mysmy sie tutaj pakowali? Pogorszylismy sobie tylko nasza
sytuacje finansowa, zyciowe warunki.
Jestem totalnie zalamana, bo nie wiem, jak mamy oszczedzac tutaj? To cholerne
zycie kosztuje takie pieniadze, ze jak wychodze z zakupami z tesco, to mnie
mdli, ze znow tyle kasy przezremy, a i tak do konca miesiaca nie starczy. Ale
kurde, co ja mam jesc? Czego mam sobie i dziecku odmawiac, zeby tutaj
przezyc?
Najgorsze jest jednak to, ze nie mamy po co wracac do Polski. Maz nie
znajdzie tam pracy w zawodzie, ja siedze z dzieckiem w domu jeszcze 1,5 roku,
a potem tez bedzie ciezko z praca, bo nigdy jeszcze nie pracowalam - zaraz po
studiach bylo dziecko.
W Polsce zylo sie jednak lepiej - nie bylo ekstrasow, ale na jedzenie ZAWSZE.
Kurde, nie wiem, jak mysmy to liczyli, ze nam wychodzilo, ze tu bedzie
dobrze. Fakt - nie zauwazylismy, ze meza placa jest na kontrakcie podana z
podatkiem i jak tu przyjechalismy, to nas to troche do ziemi przygielo, ze
1/4 pensji idzie na podatek! No i jeszcze jak sprawdzalismy koszty wynajmu
mieszkania, to nie wiedzielismy, ze 300 funtow, to wynajmnie sie co najwyzej
zdezelowana rudere na przedmiesciach... No i koszty zycia tez nas przerosly.
Nie wiem, jak mam sie cieszyc z zycia, skoro nagle zaczelismy sie (na wlasne
zyczenie) borykac z takimi problemami. Powtorka z rozrywki - to samo bylo na
poczatku malzenstwa, bezrobocie, brak kasy itp. Ale mysmy juz to cholera
przerabiali raz...
Oj, to byl blad, powazny blad. Trzeba bylo siedziec w domu...