wiemlepiej
13.01.03, 13:20
Najpierw była zacięta walka na lodzie, a potem przyszedł czas na rundę
honorową. Kuzaj przewiózł Zygmunta na masce.
Foto | Adam Jagielak
Na warszawski tor Stegny przyszło wyjątkowo dużo osób. Ponad trzy tysiące
ludzi chciało być świadkami wydarzenia, jakiego jeszcze nie było. Paweł
Zygmunt, najlepszy polski panczenista, postanowił zmierzyć się z rajdowym
mistrzem Polski Leszkiem Kuzajem. Pierwszy na łyżwach, drugi - jadąc Subaru
Imprezą WRC. Wszystko w ramach akcji "Sport przeciw narkotykom". Idea
szczytna, ale obaj sportowcy długo nie mogli uzgodnić szczegółów wyścigu.
Zaczął się taniec
Początkowo planowano dwa starty, każdy na dystansie dwóch okrążeń. Potem
mówiono o jednym. Jednak nadal nie było wiadomo, jak Subaru pojedzie po
lodzie.
- Nie mam w tym doświadczenia - mówił Kuzaj. - Będę musiał potrenować.
W przeddzień imprezy Kuzaj wyjechał na Stegny. Założył krótkie kolce i...
zaczął się taniec. Zahaczył o bandę, urwał rurę wydechową, zaczepił o reklamy.
- Tak nie może być, muszę założyć dłuższe kolce - oznajmił.
Na to nie chciała zgodzić się Katarzyna Zygmunt, żona Pawła i dyrektor całej
imprezy. Wiedziała, że jeżeli Leszek będzie miał dłuższe kolce, wówczas jej
mąż nie ma szans. Subaru, mające pod maską 300 koni, potrafi rozpędzić się do
prędkości ponad sto kilometrów na godzinę na prostym odcinku toru Stegny. Z
drugiej strony na krótkich kolcach rajdowiec pokonywał rundę, ślizgając się,
w 34 sekundy - o jakieś dziesięć wolniej niż panczenista.
- Rozmowy były długie i burzliwe - zdradziła Katarzyna Zygmunt. - Ja nie
chciałam ustąpić, ale gdy zrobił to Paweł, ja także odpuściłam. Leszek będzie
szybszy, ale wyścig zakończy się niespodzianką.
Rekordowe tłumy
Ludzie od rana tłumnie odwiedzali Stegny. Były prelekcje policjantów na temat
narkotyków, rewiowy pokaz Anny Rechnio tańczącej (po raz pierwszy na torze
dla łyżwiarzy szybkich) do muzyki Michaela Jacksona, wyścig na 100 metrów, w
którym Erwina Ryś-Ferens wyprzedziła Wojciecha Brzozowskiego i Zenona
Jaskułę. Pani Erwina po raz pierwszy od czterech lat miała na nogach
panczeny, Brzozowski wcześniej dał pokaz ice boardingu, czyli jazdy na
płozach z żaglem, a Jaskuła w gustownym płaszczyku ślizgał się na hokejówkach.
Wszyscy jednak cierpliwie czekali na pojedynek "Człowiek kontra maszyna".
Takich tłumów nie było na Stegnach nigdy, nawet podczas mistrzostw świata i
Pucharu Świata w łyżwiarstwie szybkim.
Położył się na masce
Ostatecznie postanowiono, że wyścig odbędzie się na dystansie trzech okrążeń.
Obaj wystartują po przeciwległych stronach, a Zygmunt pobiegnie po
wewnętrznym, rozgrzewkowym, torze.
- Paweł jest jak dzik, muszę na niego uważać - denerwował się Kuzaj.
Zygmunt nie chciał nic mówić. Choć wiedział, że nie ma wielkich szans, to nie
chciał się poddawać.
Gdy stanęli na starcie, zaczęło się głośne odliczanie - od dziesięciu do
zera. Zygmunt machając rękoma zachęcał ludzi do głośnego liczenia. Gdy
zostały cztery sekundy, przyjął pozycję startową.
Ruszył wściekle. Pierwsze okrążenie pokonał w 23 sekundy... minimalnie
szybciej od Kuzaja. Jednak na wirażu wyrzuciło go na lód zryty przez kierowcę
i po drugim kółku tracił już kilka sekund.
Gdy wydawało się, że Subaru wygra, samochód nagle zatrzymał się 20 metrów
przed metą. Za chwilę stanął Zygmunt. Potem położył się na masce Subaru i tak
przejechał dodatkową rundę.
Teraz łyżworolki
- Cieszę się, że nasz pojedynek podobał się ludziom - powiedział uśmiechnięty
Kuzaj. - Udowodniliśmy, że mogą być emocje nawet, jeśli nie ma zwycięzcy,
choć obaj nie lubimy przegrywać. Cel imprezy był taki, że nie można było
przejść obok tego obojętnie.
- To dopiero początek współpracy z Leszkiem w akcji "Sport przeciw
narkotykom" - dodał Zygmunt. - W maju w Krakowie będę chciał pobić rekord
prędkości w jeździe na łyżworolkach. Schowam się za specjalną tablicą
przymocowaną do Subaru i... dzięki Kuzajowi znów dostarczymy ludziom wielu
emocji.
Ryszard Opiatowski