polonus5
05.12.06, 20:32
Rodzina ukrywająca się w Winnipegu nie jest jedyną, która czeka na wolność za
murami różnych kościołów w całej Kanadzie.
Przypuszcza się, że najdłużej ukrywającym się jest Amir Kazemian z Iranu,
który od 2004 roku przebywa w kościele anglikańskim św. Michała w Vancouverze.
Przyjmowanie pod swój dach uciekinierów jest wielką odpowiedzialnością, jaką
na swoje barki biorą kościoły, gdyż za tym nie stoi prawo, a jedynie tradycja
utrzymująca się już od ubiegłego wieku.
Pomaganie i ukrywanie u siebie ludzi, którym grozi deportacja, może kosztować
50.000 dol. kary, albo pozbawieniem wolności.
Ale dla wielu duchownych jest nie do pomyślenia, aby odmawiać pomocy takim
rodzinom jak Raza, ukrywającym się w Winnipegu, którą dzieliły dosłownie
godziny od deportacji, gdy ktoś z przyjaciół przyprowadził ją do kościoła.
Choć policja w tym kraju ma prawo wejść siłą na teren kościoła, to jednak
zdarzyło się to tylko jeden raz, kiedy w 2004 roku w Montrealu policja
wyciągnęła siłą ukrywającego się w kościele Algierczyka, który był oskarżony
o udział w odbywającym się nielegalnie proteście.
Najczęściej policja czeka, aż któryś z ukrywających się uchodźców z jakiegoś
powodu opuści mury kościoła.
W tym roku, po wielu miesiącach ukrywania się w kościele w Nowej Fundlandii,
Alexi Portnoy z Izraela został złapany przez policję za zbyt szybką jazdę i w
dość szybkim czasie deportowany. Obecnie mężczyzna przebywa w Meksyku, a jego
żona i pięcioro małych dzieci nadal mieszka na terenie kościoła w Nowej
Fundlandii. Dwoje z tych dzieci jest urodzonych w Kanadzie.
Rząd broni systemu imigracyjnego i uważa, że wszelkie łamanie prawa poprzez
nielegalne przebywanie na terenie kraju nie będzie tolerowane. "Kanada ma
rozpoznawalny na arenie międzynarodowej system dla uchodźców, który Antonio
Guterres, wyższy komisarz ONZ do spraw uchodźców uważa za najlepszy na
świecie", powiedziała Pema Lhalungpa, sekretarz prasowy ministra imigracji
Monte Solberga.
Ale krytycy nie są tak zachwyceni tym systemem, w którym jest prawie
niemożliwe odwrócenie pierwotnej decyzji w sprawie uchodźców, nieraz
podejmowanej jednoosobowo i pobieżnie, bez wnikania w szczegóły. Jeśli
urzędnik zakwalifikuje kogoś starającego się o stały pobyt do pewnej
szufladki, to bardzo trudno znaleźć się w innej. Uchodźcy wiedzą o tym jak
pracuje machina biurokracji, dlatego tak często desperacko decydują się na
ukrywanie się miesiącami za murami przychylnych im kościołów.
Portnoy i Raza mają dzieci urodzone w Kanadzie oraz poparcie społeczności, w
której mieszkali.
Krytycy obecnego systemu imigracyjnego oczekują na zmiany, które pozwolą
takim rodzinom pozostać w Kanadzie z powodów humanitarnych.