Dodaj do ulubionych

proba zamkniecia ust historykom ipn

08.11.07, 07:09
przyszly premier polski juz dzisiaj probuje zamknac usta historykom,
redaktorom i dziennikarzom. nie zezwala na ujawnienie prawdy
historycznej o bylych agentach sb, przez historykow instytutu
pamieci narodowej.

"stwierdzenia szefa PO przeczą jego wcześniejszym zapewnieniom, iż
jest zwolennikiem jak najszerszego otwarcia archiwów IPN i
ostatecznego ujawnienia prawdy o najnowszej historii Polski."
pisze za-ca naczelnego redaktora rzeczpospolitej.
blog.rp.pl/magierowski/2007/11/08/czego-nie-wolno-robic-historykom-ipn/
Obserwuj wątek
    • europeanthepole Re: proba zamkniecia ust historykom ipn 08.11.07, 07:58
      Odetchnales, znaczy sie ?
      • jphawajski Re: proba zamkniecia ust historykom ipn 08.11.07, 08:18
        nie, wkur..lem sie sad
        a tobie kamien z serca?
        • piss.doff Re: proba zamkniecia ust historykom ipn 08.11.07, 15:13
          wiesz, doznalem olsnienia dlaczego masz tak wielu antagonistow:
          zazdrosc. Najbardziej by im odpowiadalo jakby przeczytali ze plyta
          tektoniczna pod toba sie obsunela do Australii i za chwile wracajac
          obsunie sie drugi raz. Albo zeby ci krowa zdechla czy w
          ostatecznosci stado kangurow wymarlo. Wystarczyloby im zebys
          powiedzial, ze zlamales sobie reke lub nos ci przeszczepili za
          dlugi. Upadek meterytu tez bylby zauwazony w postach typy: te,
          lolek, ten meteoryt to cie chyab walnal za mocno... Zacznij post
          ktory operacyjny system jest lepszy i ze Apple zdobywa coraz wieksza
          popularnosc...
    • polonus5 Re: proba zamkniecia ust historykom ipn 08.11.07, 16:07
      Środa, 7 listopada
      "Nieprawdziwą" i "absolutnie skandaliczną" nazwał lider PO Donald Tusk środową
      informację "Rzeczpospolitej"

      fakty.interia.pl/fakty_dnia/news/news/tusk-publikacja-rz-skandaliczna,1006768,2943
    • polonus5 Re: proba zamkniecia ust 08.11.07, 16:10
      Prawo to ja
      wiadomosci.wp.pl/kat,1348,wid,9364330,wiadomosc.html

      Zbigniew Ziobro uzyskał niezwykłe możliwości wywierania wpływu na
      pracę prokuratorów i sędziów. I korzystał z nich w całej
      rozciągłości


      W gabinecie Zbigniewa Ziobry światło świeciło się i do 2 w nocy,
      minister uchodził za najbardziej zapracowanego członka rządu. Nie
      powstawały tam jednak rozwiązania służące dobru obywateli, lecz
      raczej plany konstruowane ze współpracownikami z prokuratury, w
      kogo uderzyć, by pogrążyć przeciwników politycznych. Ponury dowcip
      pokazujący pozdrowienie w IV RP: " - Dzień Ziobry! - Do
      więzienia!", miał uzasadnienie. Do historii przejdzie też słynne
      zdanie: "Już nikt nigdy przez tego pana życia pozbawiony nie
      będzie" dotyczące zatrzymanego kardiochirurga. W ten sposób
      minister sprawiedliwości po raz pierwszy od czasów stalinowskich
      publicznie zakwestionował domniemanie niewinności i przesądził, że
      człowiek, przeciw któremu nie powstał nawet akt oskarżenia, jest
      winien zabójstwa. Nie był to lapsus Zbigniewa Ziobry, lecz przejaw
      jego sposobu myślenia, oddający sens dwuletniej działalności
      ministra i prokuratora generalnego. Nie zwracali na to uwagi jego
      wyborcy, którym jawi się on jako płomienny idealista i
      bezkompromisowy wróg przestępczości.Niech nie wychodzą

      Za myślami i słowami ministra szły czyny zwiększające brutalność
      państwa wobec obywateli, mimo spadku przestępczości. Powstało
      pojęcie "aresztu wydobywczego", w którym delikwent siedzi, aż złoży
      zeznania odpowiadające śledczym. - Często stosowano areszt zbyt
      pochopnie, wbrew przepisom kpk, za łatwo orzekano też przedłużanie
      aresztu, nadużywając tego środka zapobiegawczego - mówił prof.
      Zbigniew Hołda. Areszt stał się formą kary bardziej dotkliwą
      niż "zwykłe" pozbawienie wolności, dające prawa, których pozbawiony
      jest aresztant. W ciągu dwóch lat liczba tymczasowo aresztowanych
      wzrosła z ok. 13 tys. do ponad 15 tys. Siedzi się coraz dłużej -
      dwa lata temu ok. 800 osób spędziło ponad dwa lata w areszcie,
      teraz ponad tysiąc. Obowiązuje zasada, że najpierw ludzi się
      zamknie, a gdy będą siedzieć, znajdzie się dowody. Np. dwaj
      szefowie wrocławskiej firmy Bestcom siedzieli prawie rok pod
      zarzutem prania brudnych pieniędzy i udziału w grupie przestępczej.
      Prokuratura nie zebrała w tym czasie żadnych dowodów, ale w wyniku
      długotrwałego aresztu firma upadła.

      Lekarkę Urszulę L. zamknięto w ub. r. pod zarzutem wydania za
      łapówkę fałszywej opinii psychiatrycznej dla sprawcy wypadku
      samochodowego. Przesłuchano ją dwa razy, w pierwszym i ostatnim
      dniu aresztowania. Lekarkę oskarżyła była salowa, skazana za
      oszustwo. Dała się namówić, do powiedzenia, że to ona przekazała
      łapówkę lekarce. Władza zaczynała wtedy mieć kłopoty z lekarskimi
      protestami płacowymi. Dla prokuratury wizja układu bandytów z
      lekarzami wystawiającymi fałszywe opinie o niepoczytalności była
      więc atrakcyjna.

      Pójdź dziecię, ja ci siedzieć każę

      Minister jest zwolennikiem długich aresztów tymczasowych. Ich
      częste stosowanie wzbudziło protest rzecznika praw obywatelskich
      (powołanego na wniosek PiS). Jak pokazują statystyki, coraz
      częściej aresztowano kobiety w zaawansowanej ciąży. W takim stanie
      łatwiej skłonić je do złożenia zeznań. Przykładem jest sprawa Marii
      S., którą aresztowano i poczekano na termin porodu, by przesłuchać
      ją w dniu rozwiązania. Dziecko umieszczono w Domu Matki i Dziecka
      przy więzieniu w Grudziądzu, kobieta przez cały pobyt w areszcie
      nie miała prawa do widzeń z rodziną, nawet w obecności
      funkcjonariuszy. "Nie odstąpiono od przesłuchania mimo porodu w
      toku", napisał rzecznik, uznając, że "niektóre czynności procesowe
      prowadzone wobec pani S. mają postać nieludzkiego i okrutnego
      traktowania". Maria S. była księgową lobbysty Marka Dochnala i
      traktowano ją z większa brutalnością, bo ludzie min. Ziobry uznali,
      że uda się zdobyć jakieś zarzuty na przeciwników politycznych.
      Zeznania Dochnala miały zaś posłużyć oskarżeniom wobec Jolanty
      Kwaśniewskiej i jej fundacji. Dochnal siedział w areszcie trzy
      lata, gdy PiS przegrało wybory, sąd wykazał się niezawisłością i
      wypuścił go za pół miliona kaucji. Sąd za kaucją (2 mln zł)
      wypuścił też Henryka M. aresztowanego od czterech lat i sześciu
      jego współpracowników. Są oni oskarżeni o udział w tzw. aferze
      paliwowej, w którą prokuratura chciała wmontować polityków
      opozycji, np. Jacka Piechotę.

      Trudno przesądzać o winie tych ludzi. Tak długie trzymanie za
      kratkami bez aktu oskarżenia i rozprawy stanowi jednak patologię, a
      może i przestępstwo, bo areszt tymczasowy jest środkiem
      zapobiegawczym, który stosuje się w wyjątkowych przypadkach.

      Polityka przede wszystkim

      Działania prokuratorskie prowadzone dla celów politycznych stały
      się zaś niestety codziennością. Aleksander Kwaśniewski jeździł po
      różnych prokuraturach, by zeznawać w sprawach osób, z którymi
      zetknął się przelotnie lub wcale. Jako świadek - ale media mogły z
      satysfakcją informować, że stawił się w prokuraturze. Prokuratura
      lubelska usiłowała go zaś ścigać za fałszywe zeznania w sprawie
      wykształcenia. Postępowanie umorzono z braku cech przestępstwa,
      wznowiono je na żądanie zwierzchników, ale przeszkodziło
      przedawnienie. Podtekst polityczny miało także wtargnięcie
      antyterrorystów i przeszukanie domów działacza SLD, Włodzimierza
      Czarzastego, jego syna i córki (tu też liczył się efekt medialny).
      Chodziło rzekomo o kontakty syna Czarzastego z jednym z gangsterów.
      Akcję przeciw Czarzastym zaakceptowała wcześniej stołeczna
      prokuratura, ale żadne zarzuty się nie potwierdziły. W przeszłości
      Ziobro zaliczał Czarzastego do postkomunistycznej "grupy
      trzymającej władzę".

      Motyw polityczny stał też za wnioskiem kieleckiej prokuratury o
      uchylenie immunitetu sędziowskiego Jacka Majchrowskiego, lewicowego
      prezydenta Krakowa i członka Trybunału Stanu. Krakowski
      przedsiębiorca pogrzebowy miał powoływać się na Majchrowskiego i
      proponować lokalnemu działaczowi PO stanowisko szefa zarządu
      cmentarzy za korzyści dla swej firmy i wsparcie kampanii
      samorządowej Majchrowskiego. Działacz PO po kilku miesiącach
      poinformował o rozmowie prokuraturę, przedsiębiorcę skazano za
      płatną protekcję, a jakaś "osoba prywatna" złożyła przeciw
      Majchrowskiemu doniesienie, że wiedział o przestępstwie i nie
      zawiadomił o nim. Sprawa była naciągana, bez żadnych dowodów,
      postępowanie umorzono, bo nie popełniono przestępstwa. Prokuratura
      nie chciała rezygnować, sprawę przekazano do Kielc, a w działania
      przeciw Majchrowskiemu zaangażował się zastępca Ziobry, Jerzy
      Engelking, popierając wniosek o uchylenie immunitetu. Trybunał
      wniosek odrzucił.

      Gdy krucho z dowodami

      Tak właśnie funkcjonowała prokuratura pod kierownictwem Ziobry.
      Prawdziwą przestępczością kryminalną prokurator generalny mniej się
      zajmował. Gdy w lutym prokurator krajowy Janusz Kaczmarek został
      ministrem spraw wewnętrznych, jego stanowisko przez trzy miesiące
      było nieobsadzone. To ważna funkcja, prokurator krajowy w praktyce
      koordynuje działania wszystkich prokuratorów, kieruje faktycznie
      pracami biura postępowania przygotowawczego i biura ds.
      przestępczości zorganizowanej.

      Prokurator generalny nie ukrywał natomiast, że prowadzi działania
      polityczne. Na jednej z licznych konferencji prasowych
      groził: "Przyjdzie czas na ujawnienie kolejnych faktów i dowodów,
      mówiących o Donaldzie Tusku, Wojciechu Olejniczaku, Romanie
      Giertychu i Andrzeju Lepperze". Fakty te ujawniano już wcześniej,
      np. gdy Kaczmarek jeszcze był zaufanym Ziobry, przez kilkadziesiąt
      minut prezentował w radiu to, co wynika z zeznań Anety Krawczyk w
      sprawie seksafery, mającej pogrążyć Leppera, Łyżwińskiego i całą
      Samoobronę. Po odwołaniu ze stanowiska ministra spraw wewnętrznych
      Kaczmarek zarzucał Ziobrze zbieranie haków na przeciwników. Nie
      mówił jednak o politycznym nagłaśnianiu seksafery, bo sam to robił.
      Wedle Kaczmarka, Ziobro informował premiera, że ma materiały,
      dzięki którym można zatrzymać Barbarę Blidę
    • maciekqbn Donald to nie Jareczek 08.11.07, 17:14
      Takie działania jak wywieranie nacisku i próby manipulowania faktami
      (historią) to raczej podobne do PiSuarów. PO sie takimi bzdetami nie
      zajmuje. Dla nich ważniejsze jest to co będzie za 30 lat a nie to co
      było 30 lat temu.

      • lauriane Re: Donald to nie Jareczek 08.11.07, 17:40
        maciekqbn napisał:

        > Takie działania jak wywieranie nacisku i próby manipulowania
        faktami
        > (historią) to raczej podobne do PiSuarów. PO sie takimi bzdetami
        nie
        > zajmuje. Dla nich ważniejsze jest to co będzie za 30 lat a nie to
        co
        > było 30 lat temu.
        >L. Tak naiwny czy za komika robisz ?
        J.C.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka