polonus5
03.04.08, 03:50
Magisterki spisane żywcem z internetu, projekty kupione na
zagranicznych uczelniach, licencjaty napisane przez
zawodowych "pisarzy", a za nimi armia przepisywaczy i
intelektualnych złodziei. Rozmówcy DZIENNIKA alarmują: polskie
uczelnie to siedlisko plagiatomanii. Elementy "zrzynu" zawiera – ich
zdaniem – nawet co czwarta obroniona w Polsce praca magisterska i
licencjacka.
www.dziennik.pl/wydarzenia/article147794/Polscy_magistrowie_kradna.html
Plagiatomania postępuje, bo studentów jest coraz więcej, internet
jest nieprzebranym morzem tekstów, a kadra naukowa goni w
piętkę. "Niektórzy profesorowie mają pod swoją opieką nawet 200
magistrantów. Nadzór nad pisaniem pracy jest w takiej sytuacji
fikcją" - mówi prof. Ryszard Markiewicz, ekspert od prawa
autorskiego z Uniwersytetu Jagiellońskiego. Co gorsza, w latach 80.
czy 90. plagiator był napiętnowany. Teraz tego nie ma. "W Polsce
jest na to przyzwolenie społeczne. Studenci, którzy tak postępują,
traktowani są jak osoby sprytne i zaradne, a nie nieuczciwe"