Dodaj do ulubionych

Dylemat 'hawajskiego'

23.06.08, 08:58
Pozwolę sobie zaczytwać Twój dylemat z poprzedniego wątku, w celu
przedstawienie Ci mojej opinii w tym temacie - drugi wpis. Może
wyjdzie z tego jakaś sensowna rozmowa - na odmianę do tych
licznych 'przepychanek'???
Oto on;
Autor: jphawajski 21.06.08, 20:12

2 tough questions (OK, 3, actually)

Question 1:
If you knew a woman who was pregnant, who had 8 kids already, three
who were deaf, two who were blind, one mentally retarded, and she
had syphilis, would you recommend that she have an abortion?

Read the next question before looking at the response for this one.

Question 2:
It is time to elect a new world leader, and only your vote counts.
Here are the facts about the three candidates. Who would you vote
for?

Candidate A.
Associates with crooked politicians, and consults with astrologist
He's had two mistresses. He also chain smokes and drinks 8 to 10
martinis a day.

Candidate B.
He was kicked out of office twice, sleeps until noon, used opium in
college and drinks a quart of whiskey every evening.

Candidate C.
He is a decorated war hero. He's a vegetarian, doesn't smoke, drinks
an occasional beer and never cheated on his wife.

Which of these candidates would be our choice?

Decide first... no peeking, and then scroll down for the response.


Candidate A is Franklin D. Roosevelt.
Candidate B is Winston Churchill.
Candidate C is Adolph Hitler.

And, by the way, on your answer to the abortion question:

If you said YES, you just killed Beethoven.


Obserwuj wątek
    • kan_z_oz Re: Dylemat 'hawajskiego' 23.06.08, 09:13
      No więc - nie ma teoretycznego dylematu 'teoretycznej kobiety w
      ciąży'.
      Jest tylko życie w wyniku którego jednostka od czasu do czasu stając
      w niewygodnym rozkroku musi podjąć jakąś tam decyzje.
      Taką jest właśnie aborcja.

      I z całym respektem do Twoich poglądów; nie jesteś kobietą i w tym
      życiu nie będziesz miał przyjemności/nieprzyjemności podejmowania
      decyzji o aborcji. Możesz mieć oczywicie swoją opinię, która jest Ok
      o ile nie narzuca/nakazuje tej kobiecie co ma robić.

      To, co ktoś ma zrobić jest tylko i wyłącznie problem tego kto przed
      takowym stoi. Tak więc zmianę świata i ulepszanie go, zaczyna się
      zawsze od siebie samego.

      Dylemat hawajskiego wg mnie powinien być dla hawajskiego; co
      hawajski i tylko, i wyłącznie hawajski ma zrobić aby stać się
      lepszym, świętszym czy bardziej boskim człowiekiem.
      W kontekście więc aborcji, świętowanie czyjegoś wolnego wyboru może
      się tylko odbyć poprzez zaakceptowanie w pełni, iż ten dokonany
      przez kogoś jest najlepszym możliwym - nawet jeśli nie rozumie się
      motywów tego drugiego...

      Po to są wbudowane wersety; "nie osadzaj innych - o ile sam nie
      chcesz być sądzonym".
      Sądzenie więc teoretyczne czy praktyczne czy ktoś w sytuacji a,b czy
      c robi dobrze/źle wypływa tylko z 'ego' i chęci jednostki do
      kontrolowanie życia innego człowieka - nie ma więc z bogiem, czy
      dobrem drugiego człowiek nic wspólnego... Nic też z Beethovenem, o
      dziwo bardziej z Hitlerem...

      Mam nadzieję, że jasno to wyłożyłam???

      Jest do tego oczywiście cała podbuwa - ale oszczędzę w ramach, że to
      Forum ogólne.

      Pozdrawiam
      Kan
      • ratpole Re: Dylemat 'hawajskiego' 23.06.08, 09:31
        Hej kan, widzialas to?

        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=24864&w=75500490&v=2&s=0
        • kan_z_oz Re: Dylemat 'hawajskiego' 23.06.08, 10:20
          Nie widziałam. Dzięki Tobie już widziałam...hihihi

          Co myślę??? To bardzo proste.
          Jeśli ktoś usiądzie sobie spokojnie i zada sam sobie pytanie w
          cztery oczy - to zawsze dostanie odpowiedź.
          Kwestią jest więc tylko - czy ktoś chce widzieć niszczący go układ?
          czy też wybiera życie w iluzji.
          I na to Ratpolu nie ma mądrych...w pełni więc akceptuję, że część
          ludzi musi przeżyć różne sytuacje, aby do tego dojść.

          Kan
    • latarnick Re: Dylemat 'hawajskiego' 23.06.08, 10:59
      odpowiedz jest prosta: beethoven to wyjatek potwierdzajacy regule;
      ryzykowac nie warto bo ludzkosc bez beethovena sobie jakos poradzi
      (bo i tak 99% zjadaczy kartofli i ryzu sobie aktualnie radzi bez
      niego)
    • jphawajski Re: Dylemat 'hawajskiego' 24.06.08, 22:13
      tu o aborcji dyskutowc nie mozna. juz kilka takich watkow polecialo
      na osla.

      odpowiem ci krotko. ja niemam dylematu. ja jestem pewien.
      to nie jest w sferze wyborow czy decyzji. to jest w sferze
      czlowieczenstwa i wiary w to ze swiat nie powstal tylko w wyniku
      ewolucji. mozna dyskutowac w nieskonczonosc i zanajdowac coraz to
      ciezsze argumenty. nie zmieni to faktu, ze czlowiek niema prawa
      zabijac. ty kazesz mi wierzyc w to ze istnieje usprawiedliwione,
      swiadome i celowe morderstwo niewinnej istoty.
      mlodzi ludzie bardzo czesto dla wlasnej wygody, a bo chce skonczyc
      studia, bo chce sie jeszcze pobawic, robia rzeczy ktorych zaluja
      cale zycie. znam takie kobiety ktore za mlodu usunely ciaze i juz
      pozniej dzieci nie mialy. to male piwo, niech nie maja.

      mimo wszystko uwazam ze nie jest to dobry temat na to forum.
      • pest_controller Re: Dylemat 'hawajskiego' 24.06.08, 22:55
        hawajski,precz z lapami od czyjejs macicy
      • yapo2 Re: Dylemat 'hawajskiego' 24.06.08, 23:28
        lekarze powiedzieli znajomkowi ze nie powinni miec dzieci ale stara
        sie uparla no i maja Downa.

        Czlowiek dostal rozum na to zeby go uzywal a nie zeby p..lil frazesy
        jak magnetofon pod spiew szmacianego choru z tylu na stopniach.
    • starypierdola W obronie wspolforumowicza 'hawajskiego' 25.06.08, 02:03
      Dajcie chlopu spokoj. Ma swoje poglady i jest za stary na to zeby je zmieniac.

      Niech sobie wiec wypisuje swoje pierdoly (mniej roboty dla mnie) i cieszy sie
      zyciem. Nikomu nie zaszkodzi i nikomu nie pomoze ... A uciecha jest smile)

      Obronca niewinniatek
      SP
      • debunker A Janek to tyż z Mońków? 25.06.08, 02:15
        U nasz to muwiom o takich, rze mają korek w d.
      • debunker Ziuteczku, nie bądź wiśnią z zakręconym ogonem 25.06.08, 02:24
        Popisz się at polonia.attheforum.com/
        • szaletowy Re: Ziuteczku, nie bądź wiśnią z zakręconym ogone 25.06.08, 02:27
          a dla szaletowego tez jest tam miejsce?
          • filipek.us Re: Ziuteczku, nie bądź wiśnią z zakręconym ogone 28.06.08, 22:46
            szaletowy napisał:

            > a dla szaletowego tez jest tam miejsce?

            Oczywiście.
        • starypierdola No cos Ty, przecie musze tu ... 25.06.08, 03:24
          ... na krajana z Moniek, Zupe, uwazac.

          Bo czasem wszyscy w Monkach musismy sie za niego czerwienic. No ale w koncu go
          chyba wyedukujemy smile

          No chyba ze mnie przekonasz za on juz wyedukowany?

          Forumowicz SP
          • kan_z_oz Atak osobisty to nie był 25.06.08, 05:18
            Hawajski napisał; "tu o aborcji dyskutowc nie mozna. juz kilka
            takich watkow polecialo
            na osla.

            odpowiem ci krotko. ja niemam dylematu. ja jestem pewien.
            to nie jest w sferze wyborow czy decyzji. to jest w sferze
            czlowieczenstwa i wiary w to ze swiat nie powstal tylko w wyniku
            ewolucji. mozna dyskutowac w nieskonczonosc i zanajdowac coraz to
            ciezsze argumenty. nie zmieni to faktu, ze czlowiek niema prawa
            zabijac. ty kazesz mi wierzyc w to ze istnieje usprawiedliwione,
            swiadome i celowe morderstwo niewinnej istoty.
            mlodzi ludzie bardzo czesto dla wlasnej wygody, a bo chce skonczyc
            studia, bo chce sie jeszcze pobawic, robia rzeczy ktorych zaluja
            cale zycie. znam takie kobiety ktore za mlodu usunely ciaze i juz
            pozniej dzieci nie mialy. to male piwo, niech nie maja.

            mimo wszystko uwazam ze nie jest to dobry temat na to forum.

            ODP: na Ciebie. Wkleiłam bo wydało mi się ciekawe. Dobrze mi się
            akurat dyskutuje z Tobą, bo mamy skrajnie różne spojrzenie co daje
            dobry kontrast.
            To się podobno robi na Forum - rozmawia??
            Mało mnie obchodzi, że wycinają - droga wolna, po to są nożyczki -
            będę wklejała co mi na duszy leży aż mi się skończy...

            No więc - przymusu nie ma - możesz się włączyć lub nie. Twój wybór.

            To co chciałam powiedzieć; Jesteś jednym z wielu milionów ludzi,
            którzy akurat w tej sprawie mają jakąś tam opinie. Ogólnie wszystkie
            te miliony, bez względu na położenie geograficzne, płeć,wiek czy
            wyzanie religijne lub jego brak zgadzają się, że 'zabijanie' nie
            jest niczym szlachetnym, dobrym czy pożądanym.

            Używanie więc argumentu, że nie będę popierał 'zabijania' jest
            zręcznym manipulowaniem mającym na celu odwrócenie uwagi ogólu od
            sedna sprawy.
            Zresztą - ten argument nie jest nawet Twój - to jest właśnie linia
            rodem wyprowukowana przez propagandę kościoła katolickiego. Dlatego
            zresztą Twoją wypowiedź wychwyciłam wcześniej - bo akurat jestem
            wyczulona na tą instytucję oraz jej 'twórczość'. W szczególności tą
            w Polsce, która jest zresztą wyjątkowo 'radosna' więc tym samym
            ciekawa...

            No więc; jak to się dzieje, że miliony duchownych katolickich - w
            ogromnej większości rodzaju męskiego zresztą, od jakiegoś czasu mają
            tak ogromne zainteresowanie macicą damską???Czy nie po to są w
            celibacie aby 'uwolnić' się od myślenie o takowej i poświęcić Bogu???

            To tak, jakbym w chwili obecnej usiadła sobie i dumała; czy
            kastracja jest właściwym rozwiązaniem dla rodzaju męskiego??? Czy
            nie ma bardziej abstrakcyjnego problemu niż myślenie o usunięciu
            czegoś czego się nie posiada???hihihihi

            Tak samo, niestety wyglada mi to z KK w Polsce. Aktywne
            zaangażowanie się w walkę z problemem, w którym nie ma się nic do
            powiedzenia, od którego świadomie się odcięło, poprzez celibat oraz
            zachowanie chierarchii, gdzie tylko mężczyzna może awansować.

            'Robi się' wiec te abstrakcyjne problemy, tak samo jak biurokracja
            produkuje abstrakcyjne zarządzenia. 'Biurowy' musi produkować
            papiery, aby go z biura do innej - niedaj Boże ciężkiej roboty nie
            wywalili, a KK musi coś wymyślić, bo inaczej to zadanoby mu pytanie -
            CO TAK NAPRAWDĘ ROBI????

            I w momencie zdania tego pytania zdanoby sobie sprawę, że tak
            naprawdę to robi;'fale na wodzie', 'puszcza kaczki', 'zbija bąki'
            oraz produkuje nieistniejące problemy bo to nie wymaga żadnego
            wysiłku. Bo to jest 'fucha' tysiąclecia...no i następne pytanie - co
            na to Bóg????hehehehe
            A może ten już się zorientował i przypadkowo owoc 'pedofilii'
            nękający KK nie jest wcale przypadkowy???
            "Drzewo dobra może wydać tylko dobre owoce, drzewo zła natomiast
            tylko złe. Drzewo poznaje się więc po owocach..."

            Jakim 'drzewem' jest obecny KK??? - jeśli jest na tym Forum cenzura -
            to się bardzo cieszę. Pytanie to jest retoryczne lub do KK. heheheeh
            Odpowiedzi nie oczekuję - życzę tylko sobie aby się zajęli tym czym
            powinni być - nie mówić - BYĆ. A powinni być bezwarunkową MIŁOŚCIĄ.

            Pozdrawiam
            Kan


            • luiza-w-ogrodzie Re: Atak osobisty to nie był 25.06.08, 05:59
              Taa, tez mnie zawsze zastanawialo jakim cudem grupa starcow ktorzy
              (teoretycznie) nigdy cielesnie nie obcowali z kobieta ma wiedze i
              prawo zeby sie wypowiadac na temat potrzeb kobiety i damskiej
              fizjologii. Doszlam do wniosku ze dbaja o to zeby nie ustawala
              produkcja duszyczek, ktore przyniosa wymierny dochod: oplaty za
              chrzest, komunie, kolede, datki na tace, oplaty za slub a w koncu za
              pogrzeb. Im wiecej dzieci, tym lepiej sie biznes kreci, dlatego KK
              tak preznie sie rozwija w krajach biednych.

              Ale masz Kan wymagania z ta bezwarunkowa miloscia! Nie dojdzie do
              tego zeby KK spelnil ten warunek - na bezwarunkowej milosci sie nie
              da zarobic na nowa plebanie, samochod dla proboszcza czy jedwabne
              szaty liturgiczne :o)

              Luiza-w-Ogrodzie
              .¸¸><crying(((º>¸¸.·´¯`·.¸¸><crying(((º>
              Australia-uzyteczne linki
              • latarnick Re: Atak osobisty to nie był 25.06.08, 10:28
                a ty les jestes wsciekla bo ciebie czarni, jako kobiete, do szmalu
                nie dopuszczaja... ale przyznasz ze umieja sie urzadzic i to od
                wiekow, nie gorzej niz arabskie szejki
            • jphawajski Re: Atak osobisty to nie był 25.06.08, 10:08
              znowu merytoryczny blad. nie jestem taki skrajny skoro miliony
              (dodam, setki milionow), mysli podobnie. takze, nie palam miloscia
              do kosciola katolickiego, choc go szanuje. w tym duchu sie
              wychowywalem i edukowalem. zreszta, nie wydaje mi sie, ze liderem
              ruchu antyaborcyjnego w swiecie byl ten kosciol. moze w polsce, nie
              w swiecie.

              powiem ci tak, mysl sobie co chcesz, wolna wola. dziwi mnie tylko
              fakt, o czym chyba starasz sie mnie przekonac, ze dorosla kobieta
              ktora napewno widziala, chocby na zdjeciu, 3-miesieczny plod, niema
              zupelnie zadnych skojazen i uczuc. zwykle tak zachowuja sie kobiety
              ktore chca zakryc wlasna pomylke lub ja usprawiedliwic.
              a jak to usuniete dziecko bylo najpiekniejsze i najmadrzejsze? jak z
              tym zyc?

              w twoich wypowiedziach, zreszta luizy tez, przebija myslenie
              feministyczne. wasza fizjologia, wasza macica. az dziwne, ze macie
              rodziny, mezow i dzieci. do sworzenia potomstwa niestety sama
              kobieta nie wystarczy.

              co do ksiedza ktory glosi grzech aborcji. wydaje mi sie, ze nie
              trzeba byc zlodziejem czy siedziec w wiezieniu aby glosic, nie
              kradnij.

              i na koniec. nie jestem zwolennikiem antyaborcji absolutnej.
              przypadki gdzie wystepuja zagrozenia zycia kobiety musza byc
              roztrzygane przez samych lekarzy. przypadki gwaltow powinny orzekac
              sady i rodzina.
              • latarnick Re: Atak osobisty to nie był 25.06.08, 10:33
                jp2h, pamietaj ze takie niechciane przez zla kobiete dziecko, gdyby
                sie urodzilo, to skonczyloby w wiezieniu albo na stryczku
              • kan_z_oz Re: Atak osobisty to nie był 25.06.08, 10:43
                jphawajski napisał:

                > znowu merytoryczny blad. nie jestem taki skrajny skoro miliony
                > (dodam, setki milionow), mysli podobnie. takze, nie palam miloscia
                > do kosciola katolickiego, choc go szanuje. w tym duchu sie
                > wychowywalem i edukowalem. zreszta, nie wydaje mi sie, ze liderem
                > ruchu antyaborcyjnego w swiecie byl ten kosciol. moze w polsce,
                nie
                > w swiecie.
                >
                > powiem ci tak, mysl sobie co chcesz, wolna wola. dziwi mnie tylko
                > fakt, o czym chyba starasz sie mnie przekonac, ze dorosla kobieta
                > ktora napewno widziala, chocby na zdjeciu, 3-miesieczny plod,
                niema
                > zupelnie zadnych skojazen i uczuc. zwykle tak zachowuja sie
                kobiety
                > ktore chca zakryc wlasna pomylke lub ja usprawiedliwic.
                > a jak to usuniete dziecko bylo najpiekniejsze i najmadrzejsze? jak
                z
                > tym zyc?
                >
                > w twoich wypowiedziach, zreszta luizy tez, przebija myslenie
                > feministyczne. wasza fizjologia, wasza macica. az dziwne, ze macie
                > rodziny, mezow i dzieci. do sworzenia potomstwa niestety sama
                > kobieta nie wystarczy.
                >
                > co do ksiedza ktory glosi grzech aborcji. wydaje mi sie, ze nie
                > trzeba byc zlodziejem czy siedziec w wiezieniu aby glosic, nie
                > kradnij.
                >
                > i na koniec. nie jestem zwolennikiem antyaborcji absolutnej.
                > przypadki gdzie wystepuja zagrozenia zycia kobiety musza byc
                > roztrzygane przez samych lekarzy. przypadki gwaltow powinny
                orzekac
                > sady i rodzina.

                ODP: hhehehe Miniu - jesteś skrajny, tak że aż przyjemnie z Tobą
                rozmawiać. Jesteś też rozdarty między osądzaniem innych i własnym
                poczuciem winy - za rzeczy które nawet nie są Twoje - te urojone
                problemy macicy,której się nie posiada, tym nie mogą być...
                Stąd się biorą Twoje śmiałe dygresje na temat jaką jestem żoną. Czy
                porównywanie mnie z Kimś innym...

                Dokładnie to samo co robi KK..jota w jotę, o to mi chodziło. Będzie
                też to robił KK aż do momentu dgy się któregoś dnia rozpadnie lub
                zmieni...
                "One can make a difference" - mnie jest obojętne kto to będzie.

                Pozdrawiam
                Kan
                • jphawajski Re: Atak osobisty to nie był 25.06.08, 12:03
                  widzisz kan, ja mam komfort bo jestem spojny i niemam pytan bez
                  odpowiedzi. to daje mi wiara w boga. masz jednak racje piszac, ze
                  mam poczucie winy. tak, mam poczucie winy za innych. sam tez nie
                  jestem bez grzechu.

                  przepraszam, nie mialem zamiaru cie urazic.
                  • latarnick Re: Atak osobisty to nie był 25.06.08, 14:09
                    > sam tez nie jestem bez grzechu.

                    moglbys podac jakies konkrety? donosiles na ksiedza Popieluszke?
                    • szaletowy Re: Atak osobisty to nie był 26.06.08, 04:06
                      zapytaj go o dogmat nieomylnosci papieza.
                  • kan_z_oz Re: Atak osobisty to nie był 26.06.08, 05:22
                    jphawajski napisał:

                    > widzisz kan, ja mam komfort bo jestem spojny i niemam pytan bez
                    > odpowiedzi. to daje mi wiara w boga. masz jednak racje piszac, ze
                    > mam poczucie winy. tak, mam poczucie winy za innych. sam tez nie
                    > jestem bez grzechu.
                    >
                    > przepraszam, nie mialem zamiaru cie urazic.

                    ODP: Przyjmuję przeprosiny. Pozwól więc, że dopiszę na temat
                    ogólnego poczucia winy. Może korzyść tego wątku będzie chociażby
                    taka, że się pozbędziesz tego niezbyt przyjemnego uczucia;

                    No więc; nasza lewa racjonalna strona mózgu, czyli to co
                    nazywamy 'ego' ma za zadanie aby - w wielkim skrócie myślowym -
                    bojkotować nas samych.
                    Jeśli więc dajemy pozwolenie aby 'ego' nami kierowało - to 'ego'
                    ustawia program w naszej głowie, który polega na 'osądzaniu' innych
                    lub - jeśli nie może znaleść winnego - uruchamia drugi program
                    pt: 'własne poczucie winy'.

                    Widzisz - częścią dyscypliny duchowej, w każdej religii jest
                    wychwytywanie tych programów i świadome przerywanie ich, gdyż skutki
                    kontynuowania jednego czy drugiego mogą być dla jednostki
                    katastrofalne.
                    Ty o tym nie musisz wiedzieć. Podobnie jak nie musi nikt na tym
                    Forum. Jest to specjalistyczny fragment informacji. Podstawowy dla
                    duchownych jednakże, tak jak tabliczka mnożenia.

                    Tak więc, jeśli pozwalasz aby Twoje 'ego' biegało jak przysłowiowe
                    stado dzikich koni, to umacniasz te obydwa programy, bo nie
                    przerywasz ich gdy zaczynają się 'kręcić' abstrakcyjne filmy i
                    wkrótce zaczynasz to samo robić w życiu codziennym. Umaciasz - czyli
                    wyrabiasz sobie nawyk, który jest chemiczną ścieżką w mózgu i
                    zaczynasz automatycznie wchodzić i operować między jednym a drugim.

                    Umacnianie tychże programów powoduje też z czasem efekt poczucia
                    kompletnego rozbicia wewnętrznego - mam na myśli niekontrlowaną
                    huśtawkę emocjonalną w wyniku której jednostka odczuwa tak ogromny
                    ból wewnętrzny, że zaczyna ranić siebie lub innych. W ekstremalnych
                    przypadkach podejmuje działania szkodliwe dla siebie lub innych.
                    I zwróć uwagę, że mowa tutaj czały czas o tzw; 'zdrowych' ludziach.

                    W przypadku duchowieństwa jest to więc PODSTAWOWY wymóg -
                    kontrolowanie własnego 'ego', inaczej będąc w sumie odizolowanymi od
                    problemów życia dostają tzw; 'pospolitego kota' mentalnego.

                    Buddyści na ten przykład mają mantry i medytacje - nie będę
                    wchodziła technicznie co takowe szczegółowo robią. Ogólnie jest to w
                    celu kontrolowania 'ego' - bo to zjawisko jest znane od tysiącleci!!!

                    Co robi KK?? aby sobie z tym radzić??? To jest pytanie warte miliony.
                    Moim skromnym zdaniem NIC - jako instytucja. Trochę jako idywidualne
                    jednostki, które na tyle mają tzw;'powołania'dbają o własną duchową
                    dyscyplinę w ramach 'cokolwiek' i kto co uważa za stosowne.
                    Nie ma jednakże systemu.

                    Tam gdzie nie ma systemu - nie można go naczać i generalnie walczy
                    się z problemami własnymi, czyli tymi, które samemu się wykreowało.
                    Stąd z 'ego' zaczyna oceniać się innych - i aborcja jest tylko
                    przykładem jak to zjawisko działa.
                    Z ust kogoś, kto utrzymuje swoją własną dyscyplinę duchową, nie
                    wychodzą 'śmieci'w rodzaju potępiania drugiej osoby za daną akcje.
                    Mogą wychodzić opinie, inny pogląd czyli to w co się wierzy, za czym
                    się stoi...

                    Nie następuje jednakże ocenianie/osądzanie, nie podtrzumuje się też
                    poczucia winy. Instytucja KK wie doskonale o tym zjawisku. Wybiera
                    jednakże bierność w tej dziedzinie.

                    Nawet jeśli spojrzysz na samą "Modlitwę do Ojca" używaną przez
                    Jezusa, to pierwsze słowo z języka aramejskiego, które zostało nam
                    podane jako - ojcze nasz - w originale znaczy; Ojcze, matko - bez
                    specyficznego rodzaju, znaczące i jedno, i drugie, i więcej.
                    Nie mówiąc o tym, że intonowane w originale jest mantrą ze
                    specyficznymi zgłoskami mającymi na celu kontrolowanie tego co wyżej
                    opisałam.

                    Problem jest w tym, że gdy tego zaczęto teraz uczyć, to należałoby
                    zmienić dogmaty, bo inaczej nie dałoby się tego w żaden sposób
                    spójny wyjaśnić. Wiedza więc jest. Jest tylko zaniechana i nie
                    praktykowana - z wyboru zresztą. I to dokłanie dlaczego Ty i tylu
                    ludzi miota się pomiędzy poczuciem winy i osądzaniem. Ci którzy
                    mieli nauczać tego nie robią. Tego co jest esencją i sednem, siedzą
                    i dłubią w nosie kreując jeszcze więcej bólu, poprzez umocnianie
                    jednego i drugiego uczucia. Stąd są te 'problemy' w KK.

                    Wyrzuć poczucie winy. To idzie zawsze w parze z osądzaniem.
                    Przerywaj świadomie każdy tok rozumowania, który nakręca Ci jeden
                    czy drugi film - to było sednem nauczań Jezusa.

                    Pozdrawiam
                    Kan


                    • jphawajski Re: Atak osobisty to nie był 26.06.08, 09:03
                      interesujacy wywod ale kan prosze bez przesady. jezeli chodzi o mnie
                      to juz ci pisalem, ze czuje sie komfortowo. moje poczucie winy
                      wynika raczej ze swiadomosci ludzkich wad, slabosci czy
                      niedoskonalosci. przypomne, ze mowilismy o aborcji. czasem wstydze
                      sie za nich. czasem nad nimi boleje. mysle ze kazdy swiadomy
                      czlowiek bez wzgledu na przynaleznosc religijna to odczuwa.

                      oczywiscie to prawda ze kk robi ludzi winnych i w ogole to najlepiej
                      jakby ludzie sie samobiczowali. przedstawia boga jako tyrana ktory
                      jest glownie poto aby karac. ogolnie smutek i bojazn.
                      ja znam innego boga. tzn tego samego ale innego. bog jest radoscia i
                      takich chce nas widziec.
                      • jphawajski Re: Atak osobisty to nie był 26.06.08, 09:11
                        razi mnie to, jak uczucia religijne przedstawiasz tylko jako rzymsko-
                        katolickie.
                        • kan_z_oz Re: Atak osobisty to nie był 26.06.08, 13:25
                          jphawajski napisał: interesujacy wywod ale kan prosze bez przesady.
                          jezeli chodzi o mnie
                          to juz ci pisalem, ze czuje sie komfortowo. moje poczucie winy
                          wynika raczej ze swiadomosci ludzkich wad, slabosci czy
                          niedoskonalosci. przypomne, ze mowilismy o aborcji. czasem wstydze
                          sie za nich. czasem nad nimi boleje. mysle ze kazdy swiadomy
                          czlowiek bez wzgledu na przynaleznosc religijna to odczuwa.

                          oczywiscie to prawda ze kk robi ludzi winnych i w ogole to najlepiej
                          jakby ludzie sie samobiczowali. przedstawia boga jako tyrana ktory
                          jest glownie poto aby karac. ogolnie smutek i bojazn.
                          ja znam innego boga. tzn tego samego ale innego. bog jest radoscia i
                          takich chce nas widziec.

                          razi mnie to, jak uczucia religijne przedstawiasz tylko jako rzymsko-
                          katolickie.

                          ODP: Wychwytuje różnice między KK w Polsce oraz tym na świecie. I ta
                          różnica jest wyraźna.
                          Wychwytuję też różnicę między odłamami chrześcijaństwa, które się na
                          przestrzeni wieków odłamały od KK. Nie wrzucam więc do
                          przysłowiowego worka wszystkiego razem.
                          Generalnie też pozwolę sobie zauważyć, że wolność wyboru religijnego
                          w wielu społeczeństwach jest równoznaczna z tym, że ludzie świadomie
                          wybierają co im pasuje, raczej niż tradycyjnie - bo rodzice kazali.
                          Kwestia więc wyboru gdzie chodzisz i co praktykujesz jest słuszna -
                          o ile Ci służy, a to widać z tego jak piszesz - nie tylko Ty.

                          Jesteśmy na Forum polonia i do tego ogólnym - myśli moje są ogólne i
                          ukierunkowane w stronę tego co dotyczy Polski - więc głównie KK w
                          Polsce, w świetle ostatniej sprawy '14-letniej Agaty i jej aborcji
                          oraz sprawy możliwości ekskomunikowania p. minister' - nic więcej.

                          Twoje uczucie nie powinny więc być teoretycznie zranione - jeśli są,
                          patrz co umieściłam na temat osądzanie/poczucie winy. To działa 100
                          na 100.

                          Nie powinny być też teoretycznie zranione uczucia żadnego z
                          praktykujących katolików - pewnie będą, z powodu osądzania/winy.
                          Teksty są kierowane w stronę instytucji, która mogłaby itp... nie
                          będę kontynuawać.

                          Jeśli chodzi o to co napisałeś odnośnie uczuć;"...czasem wstydze
                          sie za nich. czasem nad nimi boleje. mysle ze kazdy swiadomy
                          czlowiek bez wzgledu na przynaleznosc religijna to odczuwa."

                          Każdy człowiek ma emocje i czuje, podobnie do tych opisanych.
                          Różnica jest tylko w tym co robimy w momencie ich czucia i jak
                          reagujemy. Po to aby nie oceniać innych poprzez pryzmat
                          własnego 'ego', czyli tego co ja uważam, że jest najlepsze dla danej
                          osoby, odsyłam wszystkie te emocje do góry - do adresata - czyli
                          boga.
                          Pamiętaj, że jeśli zdjęcie jednego dziecka wybija Cię z rytmu - co
                          można czuć w przypadku tysięcy ofiar w Burmie??? To zabiłoby Cię,
                          gdybyś przyjął te emocje. I to rozwala ludzi - bo wszyscy czują,
                          coraz więcej i coraz mocniej.
                          Miłość bezwarunkowa nie polega więc na przejęciu roli boga tylko
                          odsyłaniu odczuwanych uczuć w jego stronę. Przez to, Ty masz spokój
                          absolutny, On pracę i to jest punkt zagubiony w 100% przez KK w
                          całości. To jest nasza z bogiem zależność. W wielu punktach to też
                          jest zagubione przez inne religie. Jest to zapomiana starożytna
                          sztuka, utrzymywania 'ego' pod kontrolą i pozwalaniu aby serce Twoje
                          wysyłało miłość i decydowało.
                          Proste jak drut, jak się raz załapie.
                          Rodosna też myśl, jeśli pomyślisz, że przysłowiowe 'Królestwo
                          niebieskie' jest tutaj na ziemi - nie po śmierci.
                          "Arha" przetłumaczona z języka aramejskiego to nie ziemia planeta -
                          to ziemia w głębokim znaczeniu - umysł/ciało/dusza - tą należy
                          uprawiać. Chodzi mi werset ;'Bądź wola Twoja, jako w Niebie tak i na
                          ziemi'

                          Robię to obecnie automatycznie i bez myślenia, bo przez kilkanaście
                          miesięcy utrzymywania własnej dyscypliny duchowej między kuchnią,
                          sprzątaniem, pracą i domem na pół gwizdka dało to takie efekty.
                          Nie przyjmuję więc żadnych tłumaczeń, żadnego duchownego, że nie
                          można lub się nie da. Da się i można, tylko wymaga PRACY.

                          Daję więc błogostawieństwo lub przysłowiowego kopa w zadek aby
                          towarzystwo ruszyło się i wzięło do roboty.
                          To nie powinno bulwersować wiernych - raczej duchownych. hihihi

                          Pozdrawiam
                          Kan





    • gejpolski Re: Dylemat 'hawajskiego' 25.06.08, 11:07
      Bzdura kompletna.
      Leoś (tu Hawaj), a czy zapoznałeś się z jakąkolwiek wiarygodną
      biografią Beethovena? Był drugim dzieckiem (albo pierwszym
      • latarnick Re: Dylemat 'hawajskiego' 25.06.08, 11:17
        istnieje tez frakcja ktora twierdzi ze Beethoven byl Murzynem
        (calkiem powaznie!)
        • latarnick Re: Dylemat 'hawajskiego' 25.06.08, 11:19
          moze wiec te Beethovena murzynskie geny frakcja koscielna wziela za
          syfilis? smile
          • kan_z_oz Re: Dylemat 'hawajskiego' 25.06.08, 11:43
            latarnick napisał:

            > moze wiec te Beethovena murzynskie geny frakcja koscielna wziela
            za
            > syfilis? smile

            ODP: Kagan, kurna blaszka - roztrząsany jest tutaj 'dylemat
            hawajskiego' z nazwy tylko. Chodzi o KK. Nie zażynaj więc gościa...
            I pisz pod jednym 'nikiem' bo mi się dwoi przed oczyma...
            Temat jest żywy - uważam na tym Forum.
            Część piszących tutaj została okaleczona albo przez 'komunę' albo
            przez 'KK'. Ma to więc być cywilizowana rozmowa - uwagę należy
            kierować na instytucję - nie forumowiczów.

            Wkład hawajskiego jest ważny i cenny.

            Pozdrawiam
            Kan
            • gejpolski Re: Dylemat 'hawajskiego' 25.06.08, 18:48
              Hawajski to znany (ex)cenzor tego forum... sad
            • ontarian Re: Dylemat 'hawajskiego' 25.06.08, 19:08
              kan_z_oz napisała:

              > Wkład hawajskiego jest ważny i cenny.
              hehehe, naprawde?
              a skad ty wiesz jaki wklad ma hawajski? hehe
          • gejpolski Re: Dylemat 'hawajskiego' 25.06.08, 18:48
            Murzynskie geny Bethovena ukazuja sie nam pod postacia rytmicznosci
            jego muzyki. Syfilisu on zas na 100% nie mial. Koscielniaki znow sie
            pomylily!
        • gejpolski Re: Dylemat 'hawajskiego' 25.06.08, 18:46
          Nie murzynem, a kolorowym. Calkiem to mozliwe, bo dopiero u niego
          perkusja stala sie pelnoprawnym czlonkiem orkiestry (np. Piata
          Symfonia)...
      • jphawajski Re: Dylemat 'hawajskiego' 25.06.08, 12:34
        hahaha, byc moze. to nie moj tekst, dostalem od przyjaciela w mailu.
        zreszta to chyba niewazne. wazne jest przeslanie. cos takiego moze
        sie przeciez zdarzyc. tego nikt nie moze wykluczyc. przeciez tu nie
        chodzi o geny. tu chodzi o to, ze rodzi sie nagle czlowiek genialny.
        tylko w nieznacznym stopniu zycie i edukacja decyduje o jego
        geniuszu. sami nie wiemy co w mozgu decyduje, ze ktos jest
        enisteinem czy hawkingiem. byc moze ktoras z matek zabila wlasnie
        tego ktory wymyslilby dzisiaj nowy rodzaj energi, zniwelowal
        przyciaganie ziemskie czy lekartwo na raka.
        • gejpolski Re: Dylemat 'hawajskiego' 25.06.08, 18:49
          Albo nowego Hitlera czy Stalina...
    • dis_and_dat_kid Re: Dylemat 'hawajskiego' 25.06.08, 23:05
      co takiego nie w porzadku z CC?

      instytucja jak instytucja, nie jestem specjalnie religijny, ale nie widze specjalnie powodow by sie bulwersowac

      jesli zas kogos interesuje rozklad instytucji religijnej, to niech przyjrzy sie CoE, wykazuje wyrazne oznaki zagubienia i a jego przywodcy demencji starczej.
      W takim ukladzie nie dziwie sie ze Blair przeszedl na katolicyzm: sam bym sie wstydzil przyznawac do CoE
      • viper39 Re: Dylemat 'hawajskiego' a moze kanowej? 26.06.08, 01:47
        dis_and_dat_kid napisał:

        > co takiego nie w porzadku z CC?
        >
        > instytucja jak instytucja, nie jestem specjalnie religijny, ale
        nie widze specj
        > alnie powodow by sie bulwersowac
        >
        > jesli zas kogos interesuje rozklad instytucji religijnej, to niech
        przyjrzy sie
        > CoE, wykazuje wyrazne oznaki zagubienia i a jego przywodcy
        demencji starczej.
        > W takim ukladzie nie dziwie sie ze Blair przeszedl na katolicyzm:
        sam bym sie w
        > stydzil przyznawac do CoE

        ja mysle ze to kan-z-oz ma problem, hawajski nie ma, on wierzy w to
        co chce i jego takie prawo, to takie oszolomy ktore sie niby
        wyzwolily z wiary, czy odnalazly w sobie gaya probuja udowodnic
        swiatu ze ich swiatopoglad jest jedyny i prawdziwy, a tak na boku to
        malo to kogo obchodzi...to oni by najchetniej sobie wytatuowali to
        na czole i kazali wszystkim to czytac i sie zachwycac!
        szczegolnie te ktore zostaly lesbijkami bo zaden facet nie chcial
        sie ogladac za nimi...samotne z wyboru...hehehe

        a co do wiary, to jest tak, daj sobie luzu kan / bonzee (ta sama
        osoba?) bo sie osmieszasz i to powaznie cytujac cos czego nie
        zrozumialas, probujesz wywolac burze na temat jak to wiara jest beee
        a twoje przekonania sa cacy, a tak naprawde to sie to dopiero okaze
        jak nas juz nie bedzie na ziemi, bo inaczej sprawdzic sie nie da.
        WIARA - albo wierzysz albo nie, zrozumialas?

        widzisz kan wiara to jest to co do czego twoj umysl nie dorosl i
        jako matka (jak sie tutaj zapodajesz) nie jestes w stanie zrozumiec
        ze okradasz swoje dziecko z tego wyboru, bo ono wyboru juz nie ma,
        ty zaniedbalas ten wybor, dzis ono nie widzi potrzeby duchowej do
        znalezienia tego wyboru, ty mialas wybor ono nie ma, ono nie zna
        tego czegos co sie nazywa misterium wiary dopiero wtedy mozna miec
        wybor

        no bo jaki to jest wybor?
        powiedzmy mamy dwoch ludzi, jeden ma np wyksztalcenie medyczne a
        drugi ma niepelna podstawowke (nie mylic z yapcokiem czy innym
        nasrauem), ten po podstawowce moze przewracac burgery w mcdonaldzie,
        i lekarz moze to robic, prawda? ale lekarz moze to robic bo on ma
        wybor, ten po podstawowce bo nie ma wyboru... to jest wlasnie kan
        przyklad tego co odebralas twojemu dziecku...

        zycze powrotu do rozumu, przydaje sie w zyciu
        • luiza-w-ogrodzie Re: Dylemat 'hawajskiego' a moze kanowej? 26.06.08, 03:31
          Viper, nie myl Kan z Bonzee, to dwie rozne osoby. Nie ma co sadzic
          wszystkich australijskich forumowiczow po jednym wielonikowym
          Lechu :o)

          Luiza-w-Ogrodzie
          .¸¸><crying(((º>¸¸.·´¯`·.¸¸><crying(((º>
          Australia-uzyteczne linki
        • szaletowy Re: Dylemat 'hawajskiego' a moze kanowej? 26.06.08, 04:05
          viper, zaklad ze cierpisz na starcze rozmiekczenie mozgu. Okazzuje
          sie ze jest was swirow wiecej niz jeden. O mozgu to nie staraj sie
          pisac bo jest to dla ciebie pojecie abstrakcyjne. Jestes grafomanem
          koremu brak spojnosci i analizy wnioskowania. Kan_z_oz to ty do
          prawej zgrabnej piety nie dorosles, cwieku.
        • kan_z_oz Re: Dylemat 'hawajskiego' a moze kanowej? 26.06.08, 06:06
          Viper39 napisał;ja mysle ze to kan-z-oz ma problem, hawajski nie ma,
          on wierzy w to
          co chce i jego takie prawo, to takie oszolomy ktore sie niby
          wyzwolily z wiary, czy odnalazly w sobie gaya probuja udowodnic
          swiatu ze ich swiatopoglad jest jedyny i prawdziwy, a tak na boku to
          malo to kogo obchodzi...to oni by najchetniej sobie wytatuowali to
          na czole i kazali wszystkim to czytac i sie zachwycac!
          szczegolnie te ktore zostaly lesbijkami bo zaden facet nie chcial
          sie ogladac za nimi...samotne z wyboru...hehehe

          a co do wiary, to jest tak, daj sobie luzu kan / bonzee (ta sama
          osoba?) bo sie osmieszasz i to powaznie cytujac cos czego nie
          zrozumialas, probujesz wywolac burze na temat jak to wiara jest beee
          a twoje przekonania sa cacy, a tak naprawde to sie to dopiero okaze
          jak nas juz nie bedzie na ziemi, bo inaczej sprawdzic sie nie da.
          WIARA - albo wierzysz albo nie, zrozumialas?

          widzisz kan wiara to jest to co do czego twoj umysl nie dorosl i
          jako matka (jak sie tutaj zapodajesz) nie jestes w stanie zrozumiec
          ze okradasz swoje dziecko z tego wyboru, bo ono wyboru juz nie ma,
          ty zaniedbalas ten wybor, dzis ono nie widzi potrzeby duchowej do
          znalezienia tego wyboru, ty mialas wybor ono nie ma, ono nie zna
          tego czegos co sie nazywa misterium wiary dopiero wtedy mozna miec
          wybor

          no bo jaki to jest wybor?
          powiedzmy mamy dwoch ludzi, jeden ma np wyksztalcenie medyczne a
          drugi ma niepelna podstawowke (nie mylic z yapcokiem czy innym
          nasrauem), ten po podstawowce moze przewracac burgery w mcdonaldzie,
          i lekarz moze to robic, prawda? ale lekarz moze to robic bo on ma
          wybor, ten po podstawowce bo nie ma wyboru... to jest wlasnie kan
          przyklad tego co odebralas twojemu dziecku...

          ODP: Postawiam wiaderko abyś sobie kompa nie zabrudził...heheheeh
          Merytorycznie pusto.

          zycze powrotu do rozumu, przydaje sie w zyciu

          ODP:A ja życzę Ci zdrowia, bo cosik mi wyglądasz nerwowo.
          Tekst o mechanizmie osądzanie innych/własne poczucie winy
          rekomenduje do poczytania ale rób jak czujesz.hihihihi

          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=44&w=81228126&a=81363218
          Pozdrawiam
          Kan
          • yapo2 Re: Dylemat 'hawajskiego' a moze kanowej? 26.06.08, 20:20
            na tym forum jest paru dobrze poinformowanych wizjonerow cierpiacych
            na prognozje (termin wymyslony przez o niebo lepszego od Lema czyli
            Zajdla). Otoz ci ludzie (juz oni wiedza o kim pisze smile podaja tu od
            czasu do czasu perelki ktore stado wyjechanych burakow zaraz
            zakrzykuje a ktore potem staja sie dniem powszednim ale nikt juz o
            tym nie raczy pamietac. Prawdopodobnie maja tez tak samo w zyciu
            codziennym bo i ja tak mam: pusty smiech mnie ogarnia jak widze
            rurki na facecie w mlodym wieku ktory stracil ok 200k bo nie
            posluchal przyjaznej rady, a zonie wykroili ufoludka o wadze 50
            funtow. Tak bylo przed y2k, tak bylo ze sluzba zdrowia,
            ubezpieczeniami, 401k, wojnami jedna, druga, trzecia i czwarta. Oraz
            tak bylo i z wyborami, mistrzostwami swiata w pilce czy tez z
            poradami o pozostaniu, zyciu i znajdywaniu lepszych rzeczy w zyciu
            za friko. Jednego ci ludzie nie robili: nie wspinali sie na wyzyny
            aureliuszowego intelektualizmu zeby zaczac pisac o dragu, moze byc i
            skladanym. viper to jeden drobny pryszcz ktory sie budzi znienacka i
            szuka wspolnika do swoich pomyslow. hawajski to temat przy ktorym
            opadaja mi rece. A kanowa to ma dylemat czy posiekac pietruszke do
            salaty czy zjesc te salate z trymbulka.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka