soup_nazi
17.10.03, 16:35
Niemcy przyjęli plan oszczędności
Anna Rubinowicz-Gründler, Berlin 17-10-2003, ostatnia aktualizacja 17-10-
2003 15:23
Niemcy tną zasiłki i zmuszają bezrobotnych do pracy. Nasi sąsiedzi zabierają
się za odchudzanie państwa opiekuńczego. Obniżają podatek dochodowy, próbują
ratować finanse gmin, kas chorych i ubezpieczeń emerytalnych. Wszystko po to,
aby wyrwać z trzyletniego zastoju gospodarkę największego państwa UE i
naprawić jego budżet
Mimo pełnej mobilizacji w koalicji rządowej - na wczorajsze głosowanie
pakietu reform w Bundestagu SPD i Zieloni nie tylko ściągnęli ze szczytu UE w
Brukseli kanclerza Schrödera oraz ministrów spraw zagranicznych Joschkę
Fischera i finansów Hansa Eichla, ale i wyciągnęli z łóżek poważnie chorych
posłów - nie odbyło się bez wpadki. Podczas liczenia głosów z osobnych
głosowań nad dwoma ustawami o reformach na rynku pracy niechcący pomieszano
karty do głosowania i spacer do urn trzeba było powtórzyć. Ostatecznie
wszystkie poddane wczoraj pod głosowanie projekty reform (patrz ramka)
znalazły poparcie rządowej większości w parlamencie. Mobilizacja była
niezbędna, bo rząd ma tylko 4 głosy ponad większość absolutną w Bundestagu.
Jeszcze kilka dni temu sukces Schrödera nie był taki pewny, gdyż sześcioro
posłów SPD uważało stanowisko własnego rządu za zbyt obciążające
najsłabszych. Chodziło przede wszystkim o zaostrzenie przepisów o zasiłkach
dla bezrobotnych. Już dwa tygodnie temu Bundestag uchwalił skrócenie okresu
wypłacania zasiłku z maks. 32 do 12 lub 18 miesięcy; teraz obniżono zasiłek
dla długookresowych bezrobotnych do poziomu zasiłku socjalnego (czyli dla
osób niezdolnych do pracy) i zapowiedziano, że osoby uchylające się od
podjęcia zaoferowanego im zajęcia będą karane zmniejszeniem lub wręcz
odebraniem zasiłku. Nawet bezrobotny z wyższym wykształceniem będzie musiał
teraz zgodzić się na proste i niskopłatne prace, nie odpowiadające jego
kwalifikacjom, a młodzi bezrobotni będą musieli przeprowadzać się za pracą.
Rząd planował też, że rodzice będą musieli łożyć na utrzymanie swych
bezrobotnych dorosłych dzieci i odwrotnie oraz że bezrobotny, zanim dostanie
zasiłek, będzie musiał zużyć oszczędności uzbierane na stare lata. Z tych
ostatnich dwóch punktów rząd zrezygnował pod presją SPD-owskiej lewicy, która
uważała, że nowe przepisy nie zmniejszą bezrobocia, lecz zwiększą liczbę
bezrobotnych żyjących w nędzy.
Ale i tak nowa ustawa to "zmiana w myśleniu o rynku pracy" - jak mówił
wczoraj minister gospodarki Wolfgang Clement, broniąc nowej w Niemczech
polityki zmuszania bezrobotnych do pracy. - Kto nie chce pracować, ten nie
może liczyć na wsparcie społeczeństwa - mówił Clement. Nowe prawo
przekształci też urzędy pracy w agencje pracy, których naczelnym zadaniem ma
nie być już sporządzanie statystyk i wypłacanie świadczeń, lecz aktywnie
pośrednictwo pracy.
Dla chadeckiej i liberalnej opozycji uchwalone zmiany prawa są
niewystarczające. Chadekom nie podoba się też obniżenie podatku dochodowego,
które wyrwie dodatkową dziurę w przyszłorocznym budżecie, a zdaniem CDU/CSU
wcale nie rozkręci koniunktury, oraz wprowadzenie nowego podatku od
papierosów na cele opieki zdrowotnej. Opozycja będzie domagać się znacznych
zmian w ustawach, które trafią teraz do drugiej izby parlamentu - Bundesratu,
gdzie CDU/CSU ma większość. Jeśli chadecja przeforsuje tam wyraźne
zaostrzenie reform, lewe skrzydło SPD może ponownie wypowiedzieć kanclerzowi
posłuszeństwo przy ich ostatecznym zatwierdzeniu przez Bundestag w grudniu.
To zaś oznaczałoby upadek rządu Schrödera, przedterminowe wybory i odsunięcie
niezbędnych i pilnych reform na niejasną przyszłość.