ormo-prl
11.04.09, 13:35
Tyle się mówi o powrotach z emigracji. Powstały specjalne programy i
informacje dla powracających, w telewizji polskiej namawiają
emigrantów do powrotu. Postanowiłem i ja opuścić Kanadę, i zobaczyć,
jak to naprawdę wygląda w Polsce.
Moja druga wypłata miała wynosić 3 tysiące złotych. Na umowie
wypisanej znowu na miesiąc było tylko dwa. Zwróciłem na to uwagę i
szef poprawił. W końcu dopiero co mnie pochwalił za dobrą robotę. Na
moim rachunku był przelew na 2 tys. Dzwonię więc do młodego szefa,
który dokonywał przelewów. Przeprasza, że się pomylił. OK, zdarza
się.
EMIGRACJA PO RAZ DRUGI
Gdy próbuję opowiadać w Polsce innym o tym, co się działo, wzruszają
ramionami. Okazuje się, że to normalne. Ogromna większość firm
zatrudnia pracowników podając minimalne wynagrodzenie po to, aby
płacić jak najmniej na ZUS i podatków. Umowa na miesiąc to standard,
bo firma ma siedem dni na rejestrację i w razie kontroli zawsze
zdąży.
O rany, gdzie ja jestem? Gdzie jest mój dom? Gdzie mam żyć? Przecież
tak naprawdę to żaden powód mojej emigracji sprzed dwudziestu kilku
laty nie zniknął. Kombinowanie dalej istnieje i jest akceptowane,
może nawet na większą skalę niż przedtem. Czuję się oszukany.
Polska jest piękna, gdy przyjeżdża się tam na kilka tygodni, w
odwiedziny do znajomych bądź rodziny. Gdy zaczyna się tam żyć, z
zakamarków zaczynają wyłazić czarne płazy kombinatorstwa. Bardzo
chciałem normalnie żyć. Próbowałem. Nie dało się. Może miałem tylko
pecha? A przecież w Kanadzie za dwa razy krótszą pracę otrzymuje się
dwa razy więcej pieniędzy, które mają dwa razy większą siłę nabywczą.
Kiedy zrezygnowałem z pracy w firmie budowlanej, kolega – od którego
to wszystko się zaczęło – zaproponował mi pracę w dziennikarstwie...
za 1500 zł miesięcznie. Tyle kosztowało mnie mieszkanie! A co z
jedzeniem, telefonem, dojazdami, ubraniem?
Podjąłem decyzję – WRACAM DO KANADY!
www.dziennik.com/news/polonia/507