Dodaj do ulubionych

do missy...

IP: 62.108.161.* 17.02.04, 11:57
jesli czytasz moja wiadomosc to milo mi .mam delikatne objawy anoreksji i
bulimii,ale nie jestem przerazliwie chuda ,nie obzeram sie i nie glodze,choc
czasem mam objawy tych chorob.czesto czytam forum i twoje wypowiedzi...sa
bardzo madre i zdystansowane.jestes lekarzem,czy byla anorektyczka?podziwiam
to co piszesz i mysle ze wielu osobom moglabys pomoc. moj e-
mail:marika20.koszalin@poczta.fm

pozdrawiam i czekam na kontakt!
Obserwuj wątek
    • Gość: a..iza Re: do missy... IP: 80.51.113.* 17.02.04, 12:03
      podpisuję się podobnie...:)
      z resztą już to gdzieś napisałam, ale jeśli maci eochotę dziewczyny, zapraszam
      może w końcu pogadam z kimś, kto mnie rozumie, a nie puka się w czoło...
      izka9@wp.pl albo GG 3320106 papa
    • Gość: Missy Do Mariki. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 21.02.04, 10:40
      Przepraszam, że tak długo nie odpisywałam na Twój list, ale miałam problemy z
      internetem. Dziękuję Ci bardzo, za to, co napisałaś, bo w świecie obłudy,
      dezercji i oszustwa naprawdę miło jest przeczytać coś takiego.
      Pytasz, kim jestem... Przede wszystkim kobietą. Mam 19 lat, siedem lat temu
      zachorowałam na anoreksję, a podczas leczenia i psychoterapi wpadłam w bulimię,
      i tak od 12 roku życia interesuję się zaburzeniami odżywiania. Teraz jest
      dobrze. I mogę z nieukrywaną dumą powiedzieć, że mi się udało. Ale nie przez
      przypadek, tylko ciężką pracą i postanowieniami.
      To znaczy nie dokońca jestem zdrowa. Moje dni przeplatają się między
      anorektyczno-bulimicznymi okresami, ale nie za często. A poza tym nie uważam
      siebie już za anorektyczkę lub bulimiczkę. Niemniej jednak, wiem, aż za dobrze,
      co to jest. Szpitale, psychotropy, kroplówki, eh "wspaniałe" wspomnienia.

      Moje życie stało się o wiele lepsze, gdy się wyleczyłam. Kiedyś byłam słaba i
      głupie zdanie kolegi z klasy na temat moich rzekomo grubych ud sprawiło, że
      popadłam w depresję i anoreksję i na koniec szóstej klasy przeżyłam śmierć
      kliniczną. To trochę otworzyło mi oczy (nie myślcie, że dostałam jakiegoś
      objawienia i chcę zbawić świat) i postanowiłam się leczyć. Kilka lat starań no
      i oczekiwane efekty. Jem normalnie, trenuję sztuki walki, uczę się i co
      najważniejsze - wiem, czego chcę. Moim jedynym celem nie jest te 5 kilogramów w
      dół, nie jest mi do życia potrzebna ta obsesja. Nauczyłam się żyć bez
      anoreksji, niestety trzeba zacząć wszystko od nowa.

      Nie potępiam psychologów, ale żaden z nich mi nie pomógł. Oszukiwałam ich,
      mówiąc, że jem itd. A oni to wszystko łykali. Fakt, psycholog może pomóc, bo
      nie wszyscy są lekarzami z przymusu. I nie zależy to od tego czy jest dobry,
      czy zły. To, czy uda się Wam wyleczyć zależy tylko i wyłącznie od tego, czy
      naprawdę tego chcecie. Bo jak można pomóc rzucić palenie komuś, kto uwielbia
      palić i nie chce przestać?

      Co do tego lekarza... to pracowałam kiedyś, rok temu dokładnie zakończyłam
      swoją "działalność", w grupie wsparcia, do której sama zresztą należałam będąc
      chora. Od 14 roku życia przychodziłam na spotkania. Razem z jedną dziewczyną
      zostałyśmy do końca, dopóki nie rozwiązano tej grupy z braku hajsu. I przez 4
      lata "przeżyłam" śmierć ponad 17 dziewcząt z naszej grupy (św. p. Ewa, mam
      nadzieję, że nareszcie znalazłaś to czego chciałaś - spokój) i to na anoreksję
      i na bulimię. Dziewczyny odchodziły, przychodziły nowe itd. A my rozmawiałyśmy
      i myślałyśmy, co zmienić. Nie w redukcji zbędnych kilogramów, ale w swojej
      osobowości. Jak tu byś silnym i przestać się wszystkim przejmować? Figurą,
      zdaniem innych ludzi, pałą z matmy itd. Tutaj potrzeba wieloletniej pracy nad
      dystansem.

      Z chęcią napiszę do Ciebie mejl, mam nadzieję, że uda nam się jakoś wspólnie
      zaradzić. To forum nie pomaga, nie leczy. Daje tylko świadomość, że
      nieskończenie wiele osób łączy ta sama choroba. Chroba z wyboru, niestety taka
      jest prawda.

      I właśnie po moich przeżyciach z głodzeniem się i rzyganiem, tak bardzo
      wkurwiają mnie posty typu: "chcę mieć anoreksję itd." Naprawdę śmierć jest
      blisko i w każdej chwili możecie skończyć w piachu odchudzając się dalej. Tylko
      nie dopuszczcie do siebie tej myśli. Przecież ważę 40, to jeszcze mi
      przynajmniej 50 kilo do śmierci brakuje. Też tak myślałam, ważąc 40. A potem
      ważyłam 27 (nie dygajcie, jestem niska, 165) i nie miałam siły na myślenie.
      Zdenerwowałam się strasznie, że mnie odratowano. Tak, teraz przytyję i umrę
      gruba. Chciałam umrzeć chudziutka, nawet nie wiem kiedy, przecież zawsze
      kochałam żyć.
      No może i anoreksja jest wybawieniem, jak ktoś wierzy w Boga. Bo ja nie. I nie
      modlę się o lepsze życie, bo nie ma takiego. Im prędzej to zrozumiecie, tym
      lepiej. Zaczniecie wykorzystywać to, co jest tu i teraz.

      Jeszcze raz dziękuję Ci za post Mariko i napiszę Ci zaraz mejla, razem coś
      wymyślimy. Będzie dobrze, nie martw się na zapas.

      Serdecznie pozrawiam. Missy. :)

      p.s. czuję się goła, jak już tak wszystko o mnie wiecie. :)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka