perfectta
27.01.05, 12:34
Śledzę na forum walkę niobe, wodnika i wielu innych dziewczyn, które
postanowiły nie dac się chorobie. Bardzo mnie cieszą wasze sukcesy i naprawdę
z całych sił trzymam kciuki by były one jak najwieksze. Pod wpływem Waszych
zmagań zaczęłam się zastanawiać nad walką ze swoją chorobą - anoreksją. Ale
jak walczyć? Anoreksja też prowadzi do nikąd - albo umiera się z
wycieńczenia, albo przestaje głodować dla ratowania życia, innego wyjścia nie
ma. Jeśli chcę żyć muszę zacząć jeść, a skoro muszę, to równie dobrze moge
zacząć wcześniej niż później, zwłaszcza zanim nie będę miała wyjścia bo moja
przemiana materii dojdzie do takieg stanu, że cokolwiek zjedzonego będzie
powodować tycie. I niby fajnie, niby wszystko wiem. Tylko jak wcielić myśli w
czyn? Skoro każdy, nawet urojony, kilogram powoduje tak wielką panikę i wrecz
histerię. Jestem sama. Nie mam z kim rozmawiać nawet o błahych sprawach,
które rozjaśniałyby moje myśli, nie ma kto utwierdzać mnie w przekonaniu, ze
sałatka, którą właśnie zjadłam nie spowodowała przytycia o 10 kilogramów.
Trwam w zawieszeniu. Jeśli nie potrafię odzyskac dawnego zycia to po co mi
takie życie...