Dodaj do ulubionych

Nie potrafię

27.01.05, 12:34
Śledzę na forum walkę niobe, wodnika i wielu innych dziewczyn, które
postanowiły nie dac się chorobie. Bardzo mnie cieszą wasze sukcesy i naprawdę
z całych sił trzymam kciuki by były one jak najwieksze. Pod wpływem Waszych
zmagań zaczęłam się zastanawiać nad walką ze swoją chorobą - anoreksją. Ale
jak walczyć? Anoreksja też prowadzi do nikąd - albo umiera się z
wycieńczenia, albo przestaje głodować dla ratowania życia, innego wyjścia nie
ma. Jeśli chcę żyć muszę zacząć jeść, a skoro muszę, to równie dobrze moge
zacząć wcześniej niż później, zwłaszcza zanim nie będę miała wyjścia bo moja
przemiana materii dojdzie do takieg stanu, że cokolwiek zjedzonego będzie
powodować tycie. I niby fajnie, niby wszystko wiem. Tylko jak wcielić myśli w
czyn? Skoro każdy, nawet urojony, kilogram powoduje tak wielką panikę i wrecz
histerię. Jestem sama. Nie mam z kim rozmawiać nawet o błahych sprawach,
które rozjaśniałyby moje myśli, nie ma kto utwierdzać mnie w przekonaniu, ze
sałatka, którą właśnie zjadłam nie spowodowała przytycia o 10 kilogramów.
Trwam w zawieszeniu. Jeśli nie potrafię odzyskac dawnego zycia to po co mi
takie życie...
Obserwuj wątek
    • 30stka Re: Nie potrafię 27.01.05, 13:44
      Perfectto, wiem że anoreksja i bulimia to w jakiś sposób spójne choroby. Nie
      czuj się więc sama. Wiesz pamiętam kiedyś w telewizji był taki program o tych
      chorobach i wypowiadała się dziewczyna, kóra z tym zerwała. Z tego co pamiętam
      korzystała z pomocy specjalistów, ale nie to chcę Ci powiedzieć. Otóż ta
      dziewczyna, mówiła o "nowym życiu" jakie prowadzi od kiedy poradziła sobie z tą
      chorobą. Dziewczyna ta była po prostu śliczna - ładna, uśmiechnięta, zdrowa
      buzia, zapał do pracy, czy studiów (nie wiem skąd wracała wtedy, ale była z
      plecakiem), i była naprawdę szczupła (tak normalnie, nie "przeraźliwie chuda").
      Chcę Ci przez to powiedzieć, że ta dziewczyna wygrała w jakiś sposób drugie
      życie i była tego świadoma - to dawało jej zapał do działania i bycia
      szczęśliwym.

      Warto to sobie uświadomić, że nie musi tak być, jak jest teraz. Trzeba uwierzyć
      w to, że może być lepiej. Są osoby, które z tego wyszły. Czy pomoc psychologa w
      Twoim przypadku nie zdaje egzaminu? Jeśli chcesz, pisz nawet o tych błachych
      problemach, będziemy Ci pomagać jak potrafimy. Pozdrowienia, Magda
      • perfectta Re: Nie potrafię 28.01.05, 13:47
        Madziu, bardzo Ci dziekuje za słowa otuchy. Niedawno krtos tu pytał, czy jest
        lekarz na forum. Osobiście myślę, że Ty droga 30stko zaczęłaś pełnić taką rolę.
        Jesteś bardzo ciepłą, pogodną i empatyczną osobą. Mówiąc troszkę brzydkim
        językiem "odwalasz kawał dobrej roboty"zagrzewając nas do walki i usmiechu na
        twarzy mimo choroby.
        Pytasz o moją terapię. Otóż obecnie nie leczę sie, z resztą już od dłuższego
        czasu. Próbowałam sama poadzić sobie ze sobą i swoim problemem. Wydawało mi
        się, że to żadna filozofia zacząć jeść. Myliłam sie. Mieszkam w małym
        miasteczku i nie ma tu niestety psychologa zajmującego się zaburzeniami
        odzywiania. Na płatną terapię mnie nie stać. Poza tym, wiem, ze to strasznie
        głupie, ale wstydzę sie iść do psychologa, który zważywszy jaki mam problem
        zlustruje moją sylwetkę. Nie chcę aby ktokolwiek oglądał mnie taką grubą, z
        tego powodu raczej w ogóle nie wychodzę do ludzi.
        Jeszcze raz Ci dziękuję za wsparcie i pozdrawiam ciepło.
        • 30stka Re: Nie potrafię 28.01.05, 14:05
          Ale Perfectto, nic już nie rozumiem. Zawsze jak czytam Twoje posty, to
          wyobrażam sobie, że jesteś bardzo szczupła, no dobra, przeraźliwie chuda. A
          teraz to już nie wiem czy masz nadwagę, czy wydaje Ci się że ją masz. Nie
          chodzi mi tu o podawanie wymiarów, tylko o obiektywną ocenę np. jakiejś
          bliskiej Ci osoby.
          Dziękuję za Twe miłe słowa. Czasem zastanawiam się, czy moje wypowiedzi nie są
          odbierane jako osoby bawiącej się w psychologa-amatora. Tu na forum, w którymś
          miejscu, ktoś użył takiego określenia, nie bezpośrednio do mnie, ale mimo
          wszystko poczułam, że w jakiś sposób są do mnie adresowane. Nie chcę, żeby tak
          było i naprawdę głęboko zastanawiam się nad każdą wypowiedzią. Nie jestem
          lekarzem i pomoc, jaką mogę zaoferować wynika jedynie z moich doświadczeń z
          okresu choroby.
          Pozdrawiam serdecznie, Magda
          • perfectta Re: Nie potrafię 28.01.05, 14:40
            30stko absolutnie nie było moim zamiarem Cię urazic. Pisząc, że spełniasz rolę
            niczym psycholog, bardziej chciałam Cię skomplementować i wyrazić jak bardzo
            ważne jest to co piszesz. Nie twierdzę, ze jestes jakimś domorosłym
            psychologiem, ale że bardzo wszytkich wspierasz, pewnie dlatego, ze Twoje
            wypowiedzi są własnie tak bardzo wyważone i trafiające w sedno, co z kolei
            zapewne nie byłoby możliwe gdybyś nie miała osobistych doświaczeń z
            zaburzeniami odżywiania.
            Jeśli chodzi o moją wagę to masz rację, ze nie powinnam podawać wymiarów, gdyz
            wiem na własnym przykładzie jak bardzo czytanie tych magicznych cyferek potrafi
            byc dołujące i zrobić wiele złego. W każdym razie według lekarza mam bardzo
            znaczną niedowagę, ale moje poczucie "grubości" jest, jak zapewne wiesz,
            nieodłączną częścią choroby. Po prostu czuję się gruba, ponieważ ta moja
            niedowaga w wyniku przytycia zmalała o jakieś 3 kilogramy. Są we mnie jakby 2
            osoby i wierz mi, że jedna z nich doskonale wie, że jestem wręcz bardzo
            wychudzona, ale druga, ta chora, pewno choćby miała i 20 kg niedowagi chciałaby
            chudnąć dalej. Obecnie racjonalne myślenie umnie kuleje a w związku z tym czuję
            się za grubo. Mam nadzieję, że zrozumiesz to moje "wariactwo" (nawt nie wiem,
            czy cudzysłów jest tu wskazany - bo to JEST wariactwo). Pozdrawiam i jeszcze
            raz przepraszam za niefortunne sformułowanie z tym psychologiem.
            Również Magda.
            • 30stka Re: Nie potrafię 28.01.05, 15:59
              Wiem Perfectto, że nie było Twoim zamiarem urażenie mnie i Twoje słowa wcale
              mnie nie uraziły, wręcz przeciwnie utwierdziły w tym co robię. Niepotrzebnie
              zrobiłam wybieg do wątku spoza tego wątku. Przepraszam.
              Cholerka, strasznie to wszyskto skomplikowane. Dobrze chociaż, że masz tę
              świadomość niejako "rozdwojenia jaźni". Że są takie chwile, że czujesz, że coś
              jest nie tak.
              Wiem, że to może być trudne (może głupie) pytanie, chcę się Ciebie jednak
              zapytać "Co widzisz grubego w swojej sylwetce?", czy to jest może tylko takie
              wewnętrzne odczucie. Bo wiesz, ja nigdy do końca nie rozumiałam anorektyczek. Z
              jednej strony je podziwiałam (zwłaszcza jak chorowałam na bulimię), z drugiej
              to j a przy nich czułam się przeraźliwie gruba. I zawsze mnie zastanawiało,
              co dopiero taka osoba może pomyśleć o mojej sylwetce.
              Napisz proszę parę szczerych słów. To pomoże mi (i pewnie nie tylko mi)
              zrozumieć lepiej Twoje problemy.
              Pozdrawiam serdecznie, Magda
    • maybe123 Re: Nie potrafię 27.01.05, 18:58
      > Pod wpływem Waszych zmagań zaczęłam się zastanawiać nad walką ze swoją
      > chorobą - anoreksją. Ale jak walczyć?

      Zaczynasz myslec o tym, to juz dobry poczatek. Nie mowie tego ironicznie, po
      prostu od czegos trzeba zaczac - od czegos malego, jak zastanawianie sie i
      SZUKANIE SPOSOBU. Gdyby to bylo takie proste to nikt by nie chorowal...

      > Tylko jak wcielić myśli w czyn? Skoro każdy, nawet urojony, kilogram powoduje
      > tak wielką panikę i wrecz histerię.

      perfectta, ta panika towarzyszy chyba wszystkim nam zdrowiejacym.

      ja mialam wczoraj okropny dzien. jestem naprawde szczupla, a czulam sie jak
      slon, baba z wielka dupa, no koszmar. mam nadzieje ze w miare zdrowienia takie
      straszne, samooskarzycielskie mysli beda mnie nachodzic coraz rzadziej. ale
      poki co jeszcze sie pojawiaja.

      Slowo "Panika" bardzo dobrze pasuje - staje na wadze, widze jak wskazowka
      poszla odrobine w gore, i czuje ostry strach i metlik w glowie i ciezko mi dosc
      do siebie.

      > Jestem sama. Nie mam z kim rozmawiać nawet o błahych sprawach,
      > które rozjaśniałyby moje myśli, nie ma kto utwierdzać mnie w przekonaniu, ze
      > sałatka, którą właśnie zjadłam nie spowodowała przytycia o 10 kilogramów.

      Jesli chcesz wyzdrowiec, nie badz sama. Jest wiele form pomocy z ktorych mozesz
      skorzystac JEZELI NAPRAWDE *UWIERZYSZ* ze Twoje zdrowie jest WAZNE, ze Ty
      jestes wazna, wazna na tyle zeby 'zawracac innym glowe' gdy jest Ci naprawde
      ciezko.

      > Trwam w zawieszeniu. Jeśli nie potrafię odzyskac dawnego zycia to po co mi
      > takie życie...

      Nie wiem po co Ci taki zycie... moze zeby sie nauczyc czegos nauczyc... moze po
      to zeby *innym* bylo wygodnie gdy nie musza dac Tobie nic dac z siebie...
      czasem latwiej tkwic w starym niz zmierzyc sie z wlasnym strachem, tym ogromnym
      strachem ktorego osoba nie chorujaca nie jest w stanie zrozumiec, jak bardzo
      nas trzyma w ryzach i obezwladnia.

      Ale wierz, mi da sie :))) Da sie to zrobic, strach sie pojawia dalej, ale
      rzadziej, i jest coraz wiecej miejsca na normalne zycie miedzy jego
      odwiedzinami :)
      • perfectta Re: Nie potrafię 28.01.05, 13:59
        Dziekuje maybe. Twoje słowa dały mi duża dawkę optymizmu, pokaz pogody ducha i
        siły charakteru. Bradzo teraz potrzebuję takich słów i na szczęście bardzo
        jestem na nie podatna. Pewnie sprawia to niedawny okres mojego "normalnego"
        jedzenia, kiedy to po raz pierwszy od niepamiętnych czasów chodziłam wesoła i
        mimo wielu problemów życia codziennego, jakie nawarstwiła mi choroba, czyli np.
        zaległości na studiach, czułam się szczęśliwa i miałam ogromną energię i chęć
        do działania, do bycia aktywną. Szkoda tylko, że po jakim czasie, gdy
        przybrałam na wadze, zaczęło nawiedzać mnie poczucie, iż tracę kontrolę nad
        swoim życiem. I niestety postanowiłam ją przywrócić, czyli znowu wróciłam do
        głodowania. Błędne koło.
    • niutka Re: Nie potrafię 28.01.05, 12:57
      Ja tez od kilkunastu dni podczytuje to forum. Kiedys mialam anoreksje. Kiedys?
      A czy z tego w ogole mozna sie wyleczyc? Czy ciagle myslenie o zjadamych
      ilosciach jedzenia oznacza wyleczenie? Byl okres, ze wazylam juz tyle, co przed
      choroba i ...czulam sie z tym fatalnie. Teraz znowu zaczela sie walka o utrate
      kilogramow, znowu ograniczanie jedzenia (chociaz wcale ich tak duzo nie
      zjadalam). Ciagle boje sie przytyc. Podobnie jak u Ciebie kazdy kilogram wiecej
      to koszmar. Przyciasne spodnie wywoluja u mnie ataki placzu. Nie potrafie
      przestawic swojego myslenia. Wiem jedno, juz nigdy nie bede jadla normalnie.

      N.
      • perfectta Re: Nie potrafię 28.01.05, 13:26
        Niutka myśle dokładnie tak samo jak Ty. Był okres, ze próbowałam wyjśc z tego i
        jadłam normalnie. Trafiały do mnie argumenty, że zycie i zdrowie ma sie jedno,
        że muszę coś zmienic bo nie da sie dalej funkcjonować w depresji i samotności
        obsesyjnie myśląc o jednym - o schudnieciu. Bardzo chciałam stać sie znowu
        osobą sprzed choroby, usmiechniętą, otoczoną przyjaciółmi, nie mająca zielonego
        pojęcia okaloriach, tłuszczach i weglowodanach. Mimo dalszego przerażenia
        kaloriami w pewne dni jadłam dość dużo, ponieważ po tylu latach głódówki nagle
        zaczęłam odczuwać ogromny głód, natomiast w inne dni wracałam do głodowania i
        ćwiczeń. Efektem takich poczynań było przytycie, racjonalnie rzecz biorąc
        niewielkie, ale mi wystrczyło aby poczuc się przeraźliwie grubą i tym samym
        wszystko rozbiło się o te przybrane kilogramy. Popadłam ze skrajności w
        skrajność - niegdyś nie mogłam wrecz patrzyć na jedzenie bez niepokoju, a teraz
        muszę tłumic głód, ponieważ znowu głoduję i próbuję stracic to, co przybrałam.
        Mimo wszystko jednak pisząc piewszego posta miałam nadzieję, że to kolejny etap
        choroby, niekoniecznie gorszy, że po czasie znowu powrócę do checi noramalnego
        odżywiania, dlatego martwi mnie to, co piszesz, że wiesz, iz "nigdy nie
        będziesz jadła normalnie". Skoro Ty to pewnie i ja. Mechanizm choroby przeciez
        jest ten sam i sądząc po moim zachowaniu to sie potwierdza.
        Niutko czy korzystałaś z terapii i mimo to powracasz do choroby? Czy też nie
        poddałaś sie leczeniu? Moze w tym tkwi problem, bo ja tym razem założyłam, że
        dam radę sama, więc może z tego powodu mi się nie udaje(?).
        Pozdrawiam serdecznie.
        • niutka Re: Nie potrafię 28.01.05, 19:38
          Nie chcialam Cie martwic, stwierdzajac, ze ja nie bede juz jadla normalnie.
          Moze z Toba bedzie inaczej, bo ja nawet w tym okresie, gdy wiecej jadlam, nie
          jadlam "normalnie", np. nie jedlam pieczywa, potraw smazonych i
          innych "kalorycznych".
          Nie leczylam sie z powodu anoreksji. trafilam do psychiatry poniewaz mialam
          depresje. A ze to byl psychiatra a nie psychoterapeuta, wiec skonczylo sie na
          lekach. W sumie to bedac w depresji zachorowalam jeszcze na anoreksje. Jak
          probujesz sobie radzic sama?

          N.
          • wodnik73 Re: Nie potrafię 28.01.05, 22:12
            Tak sobie mysle o tym "normalnym" jedzeniu. I wiecie, co? Nie znam dziewczyny,
            która by "normalnie" jadła. I nie pisze tu o bulimiczkach czy anorektyczkach,
            których akurat kilka znam. Mam na myśli te wszystkie dziewczyny,kobiety, które
            do tej pory poznałam, w szkole, na studiach czy w pracy. Według mnie to już
            chyba normalny zwyczaj liczenia kalorii, jedzenia produktów light, ważenia się,
            intensywnych cwiczeń, diet i głodówek. Moje "zdrowe" koleżanki też się
            przeczyszczają i wiecznie są na diecie. Moja mama, mama mego chłopaka też były
            na diecie odchudzającej. Też liczyły kalorie, ważyły się unikały tłuszczów,
            cukrów, itd itp. Znam nawet facetów, którzy nie raz odmawiali zjedzenia pączka,
            czy dodatkowej porcji czegośtam, bo im brzuszek rośnie. Moi koledzy jeźdżą na
            rowerach, chodzą na siłownię...żeby schudnąc. To norma. To nawet w dobrym stylu
            byc teraz na jakiejs diecie.
            Tylko, że te "zdrowe" osoby, jeśli zdarzy im się zjeśc "niechcący" późną
            kolację, przejeśc się na imprezie, czy złamac jakąś inną zasadę przyjetą w
            swojej diecie, nie robią z tego wielkiej tragedii.

            Zawsze tragedią był dla mnie np tłusty czwartek. To dla mnie jeden z
            najbardziej koszmarnych dni w roku. "Normalni" ludzie jedzą pączki. Dziewczyny
            w pracy potrafią zjeśc kilka w ciagu dnia. I co ? I nic. Żyją dalej. Dla mnie 1
            pączek to tragedia. Za tym pierwszym idzie potem ich u lala..nie będę liczyc.

            Dziś mam 12 dzień czysty.
            Niedługo tłusty czwartek. Mam zamiar uczcic go jak "normalny" człowiek. To
            byłby mój pierwszy taki od...9 lat.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka