sabotaz

15.03.05, 16:45
czytam sobie rozne watki i jedna sprawa sie powtarza: to jak nasi bliscy,
swiadomie badz nie, sabotuja wysilek wytrwania w czystoci

to kupowanie ciast, wypuszczanie nas do domu z 'walowka', podsuwanie
ulubionych smakolykow...

czasem Ci bliscy wiedza o naszej chorobie, czasem nie. To co mnie zastanawia
to ze najwyrazniej ich zachowanie MIMO WIEDZY nie bardzo sie zmienia!

CZY NAS NIE SLYSZA???

nie chce zeby to byl watek oskarzen, ale sadze ze przyjrzenie sie tej sprawie
lezy w naszym 'zdrowym' interesie. Niezaleznie od intencji, bliscy nieraz
przyczyniaja sie do ataku. Prosze napiszcie czy cos takiego przydarzyo sie
Wam i jak sobie poradzilyscie...lub nie poradzilyscie :((

    • iiifa Re: sabotaz 15.03.05, 20:57
      mnie sie to przydażało, nikt z moich bliskich nie wie o mojej chorobie.. ale do
      rzeczy - bardzo często kiedy wyjeżdżałam z domku mama pakowała mi wszystko co
      sie da, piekła specjalnie ulubione ciasto, lepiła pierogi, gotowała gołąbki...
      To wszystko brałam z wielką chęcią bo kocham jeść, ale zazwyczaj już w drodze
      planowałam co kiedy zjem i okazywało sie że nie zdąże wszystkiego przełknąć - w
      sumie to nie wiedziałam co wybrać, tyle tego było i wszystko takie smaczne.
      Więc jadłam wszystko na raz i tradycyjnie żarcie lądowało w kiblu!!
      To jest straszne. Nieświamomie nasi bliscy przyczyniają się do naszych ataków.
      Podkreślam NIEŚWIADOMIE, ponieważ nie moge winy zwalić na nich. To jest
      wyłącznie moja sprawka to co ja z tym robie a konkretnie choroby która we mnie
      siedzi.
      Czy nie lepiej byłoby gdyby za każdym razem mama dała mi jedną rzecz? Ja po
      prostu nie umiem wybrać. Teraz dopiero się tego ucze :(((

      Pozdrawiam.
    • 30stka Re: sabotaz 15.03.05, 21:12
      Ja mogę opisać zdarzenie w jakim po części uczestniczyłam dzisiejszego dnia i
      które w jakiś sposób nawiązuje do tego wątku.

      Otóż pół dnia siedzieli u nas w domu kuzyni moich dzieci (nigdy nie wiem jak
      ich nazywać, bo to są bratankowie mojego męża, więc dla mnie tak naprawdę żadne
      więzy krwi). Jeden chodzi do II klasy podstawówki, drugi do zerówki. Ten
      starszy zamiast wzwyż rośnie wszerz, już nawet wszyscy zaczynamy go
      przezywać "okrąglak" - to zaczął jego brat. Wszyscy naokoło mówią o tym
      problemie, że Patryk jest gruby, że powinien to, czy tamto np. nie jeść po
      19:00, czy ograniczać słodycze. Dziś o 14:00 był obiad - zjadł cały talerz zupy
      + drugie danie - dwa gołąbki z ziemniakami. Tuż po obiedzie poprosił babcię o
      cukierka i babcia (moja teściowa) zgodnie z umową, jaką z nim zawarła, dała mu
      jednego. O godz. 16:00 Patrysio już namawiał dziadka na placki ziemniaczane. Ja
      w tym momencie zabrałam głos, że właściwie dopiero był obiad i może te placki
      zrobić na kolację, bo tak to przecież kolację też będzie zaraz jadł. Ale nic,
      wszyscy udali, że nie usłyszeli tego co powiedziałam i dziadziuś już poleciał
      do piwnicy po wiaderko ziemniaczków... Patrysio zjadł 10 placków
      ziemniaczanych. O godz 18:30 już była kolacja. Patrysio kazał sobie ugotować 3
      jajka. Na szczęście już nie dał rady wszystkich wepchnąć. Ja tylko
      skonkludowałam to jednym zdaniem skierowanym do dziadków: "Nie wiem dlaczego to
      robicie - przecież w ten sposób przyczyniacie się do tego jak on wygląda. W ten
      sposób nigdy nie schudnie..." Babcia się zajeżyła (aż poczerwieniała) i
      powiedziała, że "Przecież dzieciak był głodny i jak ja mogę odmawiać jedzenia
      dziecku?" No cóż podsumowałam to tylko, że "na pewno to nie był głód" i rozmowa
      się zakończyła.

      Ale rzeczywiście nie rozumiem dlaczego oni zachowują się w ten sposób, a potem
      wyśmiewają się z niego i dokuczają mu, że jest za gruby. Szkoda mi tylko tego
      dzieciaka, bo sam jest jeszcze kompletnie nieświadomy, skąd mogą się brać u
      niego napady obżarstwa, a przy tym nic sobie z tego nie robi i jedyne co go
      czeka w takiej sytuacji to otyłość - tego jestem więcej jak pewna.

      Po prostu mi ręce w takich momentach opadają...
      • achula Re: sabotaz 16.03.05, 07:22
        Madziu dokladnie ten sam problem jest u mnie w rodzinie,tylko ze najblizszej.
        Moja siostrzenica ma14 lat 165cm i wazy75kg.
        W zalozeniu jest,ze nie nalezy jej dawac slodyczy,ciastek,czipsow i tym
        podobnych rzeczy.W domu rzeczywiscie tego nie ma co nie przeszkadza dzicku
        zjesc 3 jogurtow,lub 2 serkow straciatella 2h po obiedzie(zupa,ziemniory z
        sosem,obowiazkowo mieso bo zdrowe) Argument:to nie slodycze!!!tylko samo
        zdrowie.Na kanapke z serkiem topionym obowiazkowo maslo bo suchego chleba
        dziecko jesc nie bedzie!N amoje argumenty i peswazje -ogolne oburzenie."MASZ
        FOBIE"-slowa mojego ojca,jak ty nie jesz,albo tyle co kot naplakal to sie
        cisz,ze dziecko je"normalnie"!!W anoreksje jej nie wpedzaj i tego typu
        idiotyczne komentarze i "argumenty".
        Jestm bezsilna,nie pomaga nawet rozmowa z Madzia,ktora przeciez"dzieckiem"nie
        jest i widzi sie w lustrze.Boje sie o nia.Jest bardzo wrazliwa,ja mialam 15 lat
        jak TO sie zaczelo.
    • maybe123 Re: sabotaz 15.03.05, 21:30
      no wlasnie... to mnie intryguje
      jak to sie dzieje i jak temu zaradzic

      gdy tak jak pisze iifa bliscy nie wiedza, no to faktycznie trudno sie dziwic -
      mysle ze moja umiejetnoscia pochloniecia duzych ilosci np. slodyczy
      sama 'wychowalam' innych ze chce duzo slodyczy... ale jednoczesnie zauwazam ze
      jak sie powie, "nie, dziekuje" albo "staram sie jesc mniej slodkiego" to jakos
      nie dociera

      to co 30stka pisze walnelo mnie jak obuchem:

      "w tym momencie zabrałam głos, że właściwie dopiero był obiad i może te placki
      zrobić na kolację, bo tak to przecież kolację też będzie zaraz jadł. Ale nic,
      wszyscy udali, że nie usłyszeli tego co powiedziałam"

      WSZYSCY UDALI, ZE NIE SLYSZELI TEGO, CO POWIEDZIALAM.
      Tez sie czesto w domu tak czuje. Powiem cos, co sie nie miesci w pewnych
      rodzinnie przyjetych ramach, to slowa jakby wpadaly do studni, nikt nie
      widzial, nie slyszal, nie wie jak sie odniesc. wszystko sie toczy starym trybem.

      ponoc niektore ssaki wodne maja mozliwosc zamykania sobie uszu; mam wrazenie ze
      w mojej rodzinie umiemy to wszyscy. ja tez. tez sie nauczylam nie zauwazac
      pewnych rzeczy, a najprosciej mi bylo odwrocic uwage napychajac sie i
      wymiotujac. teraz jak ich odwiedzam i nie robie tego, to momentami jest dla
      mnie nie do wytrzymania. chce mi sie krzyczec i plakac i sie zastanawiam jak ja
      nie zwariowalam.
    • lou7 Re: sabotaz 16.03.05, 00:17
      Mysle, ze jedzenie jest forma wyrazania pozytywnych uczuc - jak cie kocham, dam
      ci jesc - i podtrzymywania relacji spolecznych: spotkania przy stole, etc.
      Mozna tu pojsc dalej: im bardziej cie kocham tym wicej i tym lepszego jedzenia
      ci dam. Tak wiec nie mozna odmawiac jedzenia malemu "Paczusiowi" - jego
      babcia/mama zle by sie z tym czula... Problem w tym, ze maly tyje, a to z kolei
      nie jest akceptowane spolecznie, wiec uszczypliwosci sie zdarzaja... No i
      dochodzimy do kwadratury kola...
      Ilez razy mowilam bliskim "tylko nie dawajcie mi nic do jedzenia". Na prozno...
      • iiifa Re: sabotaz 16.03.05, 08:56
        ok, zgadza się, że inni wyrażają w ten sposób miłość, to wszystko prawda,
        zgdadzam sie też z tym, że nie powinno się odmawiać i sprawiać innym
        przykrości.
        Ale spojrzałam na to z drugiej strony - jakbym poszła odwiedzić babcię i ona
        niczym by mnie nie poczęstowała - byłabym zawiedziona a nawet zła!!
        Niby nie chcę, ale jak ktoś nie "daje" to też źle. Lubie jeść. I to jest bardzo
        bardzo drażliwy dla mnie temat.
        Trzeba by się zastanowić jak to wypośrodkować?
    • mariusz26d Re: sabotaz 16.03.05, 12:17
      A może tym "bliskim" tak samo trudno pogodzic sie z tą chorobą, jak i wam. Moze
      chcą się zachowywać naturalnie, tak jak gdyby nic się nie stało, pomimo że
      stalo się i to coś bardzo STRSZNEGO. Moze to sposób żeby nie pokazywać jak
      bardzo nas "bliskich" to przeraza? A moze...masz racje.
      • achula Re: sabotaz 16.03.05, 14:47
        Mariuszu!
        To nie jest normalne,ciagle przypominanie,nieufnosc,patrzenie na palce.Wtedy
        czuje sie osaczona ,reaguje stresowo-wymioty i satysfakcja:ZNOWU MI SIE UDALO
        ICH PRZECHYTRZYC!!!
        Anorektyk niejedzac ma przynajmniej wladze nad wlasnym cialem,bulimik traci ta
        wladze-bardzo plynna granica!!!Nie ma wladzy nad cialem,ale uczy sie wladzy nad
        innymi!NIE STRESUJCIE MNIE BO WIECIE CZYM TO SIE SKONCZY!-taki jest podtekst.
        Najblizsi nie moga ciagle byc zandarmem.
        Alkoholik zawsze bedzie alkoholikiem,narkoman -narkomanem,ale to nie znaczy,ze
        NIE mozna o tym zapomniec.Trzeba dac nam zapomniec!Trzeba pozwolic nam zyc.TO
        bedzie w nas tkwilo,ale moze dac sie uspic.Najblizsi NIE BUDZCIE NASZYCH
        DEMONOW!!!
      • maybe123 Re: sabotaz 16.03.05, 17:05
        ooo..! cos w tym jest
        jakby chowanie glowy w piasek
        udawanie ze problemu nie ma, bo problem nas nas przerasta
Pełna wersja