maybe123
10.05.05, 17:59
czesc.... dawno mnie tu nie bylo
chcialam zlozyc 'raport' jak mi idzie
moze niektore/niektorzy z Was mnie pamietaja - na poczatku roku borykalam sie
z odstawieniem bulimii, po 15 latach chorowania
no i jest maj, a ja nadal trwam w 'czystosci'. az mi sie to wydaje nierealne
troszke. dalej chodze na terapie grupowa i indywidualna, ale mysle o jej
zakonczeniu. ograniczylam tez troszke liczbe zajec zeby miec wiecej czasu dla
siebie, na 'przyjemnosci' w zyciu. no i chodze do klubu fitness.... moze
brzmi to idiotycznie... ale aktywnosc fizyczna ogromnie mi pomaga. czuje sie
po prostu lepiej ze swoim cialem, czasem zerkam do lustra i mysle sobie,
hmmm... niezle! :)
z tym fitnessem to musze uwazac zeby nie zastepowac nim wymiotowania. wiec
pytam sie siebie: ide pocwiczyc bo za duzo zjadlam? jesli tak to sygnal
alarmowy. albo gdy ciagnie mnie do cwiczen choc jestem zmeczona i jest juz
pozno. wtedy podejmuje wyzwanie zeby odpuscic sobie, co nie jest wcale takie
latwe.
dla tych z Was ktore sie zastanawiaja co sie dzieje z waga po odstawieniu
wymiotow. ja w czasie choroby bylam dalje szczupal wiec wlasciwie nie bylo co
zrzucac, ale wiadomo, zawsze wydaje sie ze mniej=lepiej, no i ten strach ze
gdy przestane wymiotowac to specznieje jak balon.
no wiec u mnie przez ostatnie 5 m-cy waga wahala sie do max. ok. 3kg w gore.
obecnie ciut mniej, mam ok. 1.5 kg ponad to co wazylam w czasie choroby. kusi
mnie zeby to zrzucic, ale prawda jest taka ze przez cwiczenia zrobilam sie
szczuplutenka, mam wiecej miesni i dlatego wiecej waze. niepokoja mnie
*liczby* na wadze, ale w glowie wiem ze nie ma co zrzucac.
w zyciu osobistym tez mi sie poziemialo, jestem mniej ugodowa. kiedys tez
bywalam niecierpliwa, ale to bylo w sytuacjach gdy chcialam juz wreszcie byc
sama zeby sie najesc i zwymiotowac.... teraz jak sie stawiam, to dlatego ze
bronie innych potrzeb. i powiem Wam ze to jest bardzo fajne.
czy dalej mysle o napadach? mysle. czasami mam bardzo ochote. tak moze ze 2-3
razy w tygodniu, na ogol mija to po godzinie lub dwoch. da sie przezyc.
KUSI!!! ale, jak mowilam, da sie przezyc. czasami sobie mysle, ech, moze tak
chociaz jeden raz.... no ale sie trzymam.
potem patrze na te ponad cztery miesiace czystosci ze zdumieniem, ze jednak
dalam rade.
brawo dla mnie.
pozdrawiam Was bardzo serdecznie. nie poddawajcie sie, i - jezeli w ogole
moge cos poradzic, to - sprobujcie czegos innego niz dotad. ja tyle lat
spedzilam lapiac sie kilku zawodnych sposobow, a lekcewazac inne. podobno
szalenstwo polega na powtarzaniu tych samych czynnosci a oczekiwaniu
odmiennych rezultatow. nic dodac nic ujac: to bylam ja wlasnie. krzywilam sie
na mysl o terapii grupowej, patrzylam z gory na osoby ktore uprawiaja sport
(po co ja mam sie meczyc skoro moge wyrzygac?), a teraz musze przyznac ze
pomogly mi one wydostac sie z niewoli. jednak nie taki ze mnie gieroj zeby
dac rade samemu.
to forum i Wasze wypowiedzi tez mi ogromnie pomogly - DZIEKUJE!!
maybe123