bialalania
24.05.05, 14:39
Witam Was wszystkich,
zajrzalam na te strone za namowa mojego narzeczonego, Lukasza, ktory
odpowiedzial wczesniej na pytanie stokrotki88 (warto przeczytac). Chcialabym
podzielic sie z Wami penym doswiadczeniem. Kilka lat temu zachorowalam dosc
powaznie (sprawy kobiece) i po wyjsciu ze szpitala wygladalam i czulam sie
potwornie. Stracilam sporo krwii i kilogramow. Mialam ogromne klopoty z
jedzeniem. Wlasciwie jedyna rzecza, ktora moglam zjesc byla czekolada bo
tylko tego nie zwracalam. Bylam ciagle bardzo glodna i jednoczesnie niezdolna
do strawienia jakiegokolwiek posilku. No i potem zaczelo sie: niechec do
jedzenia, celowe omijanie posilkow, nerwice, depresja, natrectwa wszelkiego
rodzaju. Trwalo to tak kilka lat. Ktoregos dnia Lukasz zaprowadzil mnie na
kurs Sztuki Zycia (Art of Living). Nie chcialam isc bo zawsze odczuwalam
niechec do medytacji jogi etc. Teraz wiem, ze pojscie na kurs bylo moja
najcelniejsza decyzja w zyciu. Czego tam ucza? Kochac samego siebie, czuc sie
dobrze we wlasnym i innych towarzystwie, otwartosci, czerpania radosci z
zycia, eliminowania stresu odpowiedzialnego za wszystkie choroby naszych
czasow. I wreszcie najwazniejsze - ucza naprawde bardzo wartosciowych
technik, ktore wprowadzone w zycie, przy odrobinie samodyscypliny, czynia
cuda. Nauczycie sie tam elementow jogi, prawidlowego oddychania a przede
wszystkim umiejetnego zastosowania powyzszych w celu wywliminowania
wszelkich, wierzcie mi, wszelkich trudnosci, zwlaszcza zdrowotnych. Trudno mi
to wszystko opisac bo tego po prostu trzeba doswiadczyc. Jesli macie pytania
piszcie do mnie (sylwiapanek@tlen.pl) lub do Lukasza, ktoremu zawdzieczam tak
wiele (Lukasz.Potrzebowski@unil.ch). Pozdrawiam goraco