Dodaj do ulubionych

Początek końca...

31.10.05, 19:19
Chciałam się pochwalić....przyznałam się Rodzicom do choroby. Przyjęli to z
dużym zaskoczeniem. Od momentu, kiedy się dowiedzieli, kontrolują mnie,
patrzą czy jem, czy nie wymiotuję. Wiem, że to będzie uciążliwe, ale właśnie
w ten sposób wygram z tym paskudztwem!! Mój Chłopak, który wiedział o
chorobie wcześniej, również mnie sprawdza.

Wiem, że teraz to nie będzie miłe, jednak zdaję sobie sprawę, że robią tak,
bo się troszczą o mnie, martwią, kochają mnie.

Oczywiście z dnia na dzień nie przestanę się odchudzać, nie przestanę myśleć
o jedzeniu jak o czymś najgorszym, co mogło mnie spotkać. Dalej nie umiem na
siebie patrzeć, nie potrafię akceptować własnej osoby. Fizyczne przeszkody
mozna wyleczyć...szybko. Z tymi psychicznymi będzie o wiele trudniej i
dłużej...

Życzę wszystkim chorującym odwagi, chęci i woli walki :)

Obserwuj wątek
    • kwiatuszek999 Re: Początek końca... 02.11.05, 12:41
      nie pochwalam tego co robia twoi rodzice i chlopak, kontrola to najgorsze co
      moze byc, moze byc skuteczna ale tylko przez rotki czas.najwazniejsze w
      zdrowieniu jest kontrolowanie samego siebie,swoich emocji,uczuc,nikt nie moze
      tego zrobic za Ciebie. tylko Ty mozesz walczyc z choroba,a nie twoi rodzice czy
      chlopak, oni powinni Ci dodawac otuchy i wspierac w trudnych momentach.
      • czekoladka82 Re: Początek końca... 02.11.05, 14:12
        Kwiatuszek999 jak zawsze ma racje :) zgadzam sie ze rodzice powinni przede
        wszystkim z Toba porozmawiac, dowiedziec sie dlaczego to robisz, dojsc przyczyn
        Twojej choroby, a nie kontrolowac na kazdym kroku. Aczkolwiek to na pewno
        pomoze Ci mniej wymiotowac... A w ogole to gratulacje ze odwazylas sie
        powiedzec o wszystkim, to duzy krok do przodu :) pozdrawiam!
        • mykaaa Re: Początek końca... 02.11.05, 15:45
          Wiem, że to nie jest nic pozytywnego, ta nieustanna kontrola. To męczące.
          Jednak przecież ich rozumiem. Zapewne sama postepowałabym dokładnie tak samo,
          jesli chodziłoby o bliską mi osobę.
          Dodatkowym krokiem do przodu była moja dzisiejsza wizyta u psychologa. W
          poniedziałek następne spotkanie.
          Nawet jem trochę więcej. To akurat nie bardzo mi się podoba......;/
          Fizyczna poprawa przyjdzie dosyć szybko, znacznie gorzej będzie z tą psychiczną
          stroną.
          Buziaki
          • czekoladka82 Re: Początek końca... 02.11.05, 15:56
            Cierpliwosci, nie od razu Rzym zbudowano:) Najwazniejsze zeby isc do przodu,
            powolutku, ale do przodu :)
            • mykaaa Re: Początek końca... 02.11.05, 16:41
              A Ty "zdrowiejesz" ??
              • czekoladka82 Re: Początek końca... 02.11.05, 17:05
                Tak - i wlasnie dzieje sie to powoli, ale ciesze sie ze w ogole sie dzieje:)
                Walcze z bulimia od...jakis 5 lat, i w zasadzie tak mniej wiecej od ponad roku
                wzielam sie w garsc. Roznie bywalo, ale wyraznie widac ze jest coraz lepiej,
                teraz zdarza mi sie wymiotowac gdzies tak raz w tygodniu. Daze do tego zeby to
                robic coraz rzadziej, i powolutku mi sie to udaje:) Korzystalam z pomocy
                specjalisty, ale teraz walcze sama i przynosi to coraz lepsze efekty:)
                pozdrawiam!
                • mykaaa Re: Początek końca... 02.11.05, 17:14
                  No ja jestem po pierwszej wizycie, w poniedziałek nastepna - i myślę, że
                  ostatnia. Wsparcie Rodziny, Chłopaka i Przyjaciół jest najważniejsze. AA no i
                  oczywiście chęć w poprawę.
                  3maj się :)
                  • mykaaa Re: Początek końca... 02.11.05, 17:14
                    tfu!! miało być chęć poprawy, pardon :P
                    • kwiatuszek999 Re: Początek końca... 02.11.05, 17:22
                      nawet jesli widac poprawe nie mozna rezygnowac z wizyt u
                      psychoterapeuty,chociaz wsparcie najblizszych bez watpienia jest bardzo
                      potrzebne i wazne. tak jak napisala czekoladka82 metoda malych kroczkow jest
                      najlepsza, nie da sie osiagnac sukcesu z dnia na dzien, do wszystkiego trzeba
                      dochodzic stopniowo i cieszyc sie nawet z najmniejszego sukcesu.
                      3mam mocno kciuki za Ciebie uwierz w siebie i w to ze wszystko bedzie dobrze i
                      walcz o to!
                      pozrawiam cieplutko :-*
                      • mykaaa Re: Początek końca... 02.11.05, 17:42
                        Dziękuję za te słowa :):*
                        Walczę, narazie nie dla siebie, a dla ukochanej Osoby, mam nadzieje, że z
                        czasem zacznę sie starać również dla mnie.
                        :)))))
                        • czekoladka82 Re: Początek końca... 02.11.05, 18:20
                          Fajne z Was dziewczyny:) Dobrze ze tu trafilam:) Trzymajcie sie cieplutko!
                          Buziaki dla Was!!!
                          • mykaaa Re: Początek końca... 02.11.05, 18:21
                            :)))))))))
                            • czekoladka82 Re: Początek końca... 02.11.05, 22:35
                              :DDDDDDDDDDDDD
    • mykaaa Re: Początek końca... 03.11.05, 19:37
      Byłam dzisiaj z chłopakiem na....pizzy !! Fakt, że nie zjadłam jej (połowy) dla
      siebie, a dla niego. Ale w końcu ważne, że w ogóle zjadłam, zjadłam i nie
      zwróciłam jej.
      A potem jeszcze były ciasteczka....no dobra, jedno ciasteczko ;]

      3majcie się :P
      • czekoladka82 Re: Początek końca... 03.11.05, 19:40
        co tu mozna wiecej dodac - SUPER!!!!! narobilas mi smaka tym ciasteczkiem - tez
        sobie zjem:) pozdrawiam!
        • mykaaa Re: Początek końca... 03.11.05, 20:05
          Jedyne, co mogę napisać to SMACZNEGO !! :D:D:D
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka