Dodaj do ulubionych

JESTEM BULIMICZKĄ I NIE POTRAFIĘ WYJŚĆ Z CHOROBY

12.05.03, 14:14
Czy ktoś byłby w stanie mi pomóc ......... choruję już od roku , a zaczęło
się od odchudzania .................
Obserwuj wątek
    • paulol Re: JESTEM BULIMICZKĄ I NIE POTRAFIĘ WYJŚĆ Z CHOR 13.05.03, 09:52
      A czy jest Pani pod opieka lekarska i psychologiczna oraz czy ma Pani
      odpowiednie wsparcie w domu? Te elementy sa istotne w odzyskaniu zdrowia...
      • midm Re: JESTEM BULIMICZKĄ I NIE POTRAFIĘ WYJŚĆ Z CHOR 14.05.03, 20:04
        Zgadzam sie: do lekarza.
    • nzx Re: JESTEM BULIMICZKĄ I NIE POTRAFIĘ WYJŚĆ Z CHOR 14.05.03, 07:45
      od 5 lat walczę z tą chorobą. Obserwuje ludzi zdrowych i szczupłych i uczę się
      od nich. Należy szanować jedzenie, delektować się, wybierać nie to co
      dietetyczne ,ale to co lubimy i na co mamy ochotę, nie podjadać. Najlepiej jeść
      o stałych porach, skupić się na jedzeniu. Ważne żeby nauczyć się słuchać swój
      żoładek, nie jesć z z nudów, ani nie głodować. Dużo moze pomóc wiara, pokarm
      od Boga i szacunek jaki mają ludzie wierzący do jedzenia. Takie są moje
      wnioski. Ciągle się uczę.
      • messala Re: JESTEM BULIMICZKĄ I NIE POTRAFIĘ WYJŚĆ Z CHOR 12.06.03, 09:45
        a ja bylam bulimiczka, juz nia nie jestem. Wierz mi,mozna z tego wyjsc.
        Dawno nie bylam na forum,ale widze, i jest mi smutno z tego powodu, ze nie
        widze osob ktorym udalo sie wyjsc z choroby. Dlaczego, co stoi na przeszkodzie?
        Teraz tego nie moge pojac, ze zwlekalam z leczeniem, ze udawalam, ze wszystko
        jest w porzadku, ze pogodzilam sie z moja sytuacja. I to byl blad! chcesz to
        zmienic? To zmien to! Opowiadanie sobie na forum o chorobie niczego nie zmieni,
        a wrecz przeciwnie, jeszcze bardziej pograzy.
        Stwierdzilas, ze nie potrafisz z tego wyjsc. Bo co, podoba Ci sie, bawi Cie to,
        lubisz napychac sie jedzeniem a potem go zwracac? Teraz mnie to denerwuje, bo
        podobnie sie zachowywalam. Jezeli sama nie potrafisz z tego wyjsc,bo nie jest
        to mozliwe,to idz do lekarza. To jest takie proste, po prostu isc. I nie mow
        mi, ze sie boisz, wstydzisz, to nie jest wytlumaczenie. Pokonaj to uczcie,
        przeciez to jest Twoje zycie, a Ty go marnujesz. I wszyscy go marnuja, dajac
        sie wciagnac w chorobe.
        Teraz jestem madra, bo mnie sie udalo,bo jestem przez to silniejsza. I wiem
        doskonale, ze nawet suche, lakoniczne wypowiedzi "eksperta", nie zmienia
        niczego w glowie chorej osoby, dopoki sama do tego nie dojdzie.
        I na koniec refleksja, ktora powiedzialam Koloredce: to forum przypomina kolo
        wzajemnej adoracji. Ciagle te same osoby, ktore tkwia w tym samym punkcie. To
        jest koszmarny swiat, z ktorego nie chcecie sie obudzic. I juz jestem poza nim
        i czuje sie dobrze,spokojnie...
        Pozdrawiam serdecznie.

        • Gość: ted Re: JESTEM BULIMICZKĄ I NIE POTRAFIĘ WYJŚĆ Z CHOR IP: *.035-48-73746f21.cust.bredbandsbolaget.se 15.06.03, 17:28
          Przeszedlem przez anoreksje i bulimie ponad 20 lat temu. W sumie trwalo to
          jakies 4-5 lat, czyli w sumie ekspresowo. Wiele wspomnien sie zatarlo. W moim
          wypadku byla to i anoreksja i "ortoreksja" = obstawanie przy bardzo skrajnym
          wariancie diety wegetarianskiej).
          No coz, troche pomogla psychoterapia. Troche jakies zawziecie zeby walczyc...
          mimo wszystko... mimo, ze w tunelu nie bylo najmniejszego swiatelka.
          Nie wymiotowalem, nie wiedzialem ze mozna, wiec porzadnie przytylem. Moze to
          zreszta dobrze, bo wymiotowanie ponoc narusza rownowage mineralowa. A poza tym
          jak juz zapchalem zoladek do granic wszelkich mozliwosci to sila rzeczy przez
          jakis czas mialem "spokuj", bo nie mozna bylo wiecej. Ze sie wtedy czulem
          koszmarnie to inna sprawa...
          Pamietam ze zaczynalem od tego jednego kroku, od ktorego - wg. przyslowia
          chinskiego - zaczyna sie nawet droga o tysiacu mil. A konkretnie - w sytuacji
          zero kontroli nad jedzeniem (np. MUSIALEM kupic kolejnego loda w KAZDYM kiosku
          kolo ktorego przechodzilem) powiedzialem sobie: OK, w nastepnym kiosku, tym za
          100 metrow, na pewno, bez zadnej walki, kupie loda. Ale w tym za dziesiec
          metrow jeszcze nie. To byl ten pierwszy krok.
          Poza tym w jakims momencie bylem znow w stanie pracowac, i to dobrze mi
          zrobilo, bo przez pare godzin byla dystrakcja...
          Aha jeszcze jedno: duzo mi pomoglo nauczenie sie gotowania, smazenia,
          pieczenia, oczywiscie nadal wegetarianskiego, czyli robienia SMACZNEGO,
          przyprawionego jedzenia.
          Kilka lat mi zajelo odkrycie, ze jedzenie przede wszystkim musi pieknie
          wygladac i pachnac, swietnie smakowac, i dopiero potem byc zdrowe. Oczywiscie
          najlepiej jak wszystko naraz.
          Bulimia to moim zdaniem (wynikajacym z akurat mojego doswiadczenia) takze
          sprawa pozwolenia sobie na maksymalne rozkoszowanie sie smacznym jedzeniem ( a
          takze innymi fajnymi rzeczami w zyciu). Wtedy, stopniowo nie bedzie trzeba go
          tak duzo. Czyli matematyka: albo 3 x 50 albo 50 x 3 ....
          No i czas. Trzeba sobie dac czas. Kroczek za kroczkiem. To w dzien sie nie
          zalatwi, ani w miesiac, ani moze nawet w rok.
          Zaczac mozna od tego samego co alkoholicy w AA. MAM bulimie, JESTEM
          uzalezniona od obzerania sie. I z tego dna zaczac ten pierwszy kroczek. Ktory
          moze byc czymkolwiek. U mnie to bylo kupowanie loda w co drugim kiosku i
          zaczynanie dnia jednak od tego zdrowego sniadania (chociaz wiedzialem, ze
          reszte dnia wypelni masa tabliczek czekolady, lodow i czego tam jeszcze).
          Wiem ze sa w Polsce stowarzyszenia anorektykow i bulimikow, to moze byc jakas
          pomoc.
          Pamietam w jakims momencie poczulem ze nie zniose tego. Pojechalem do miasta i
          przez dwa dni obzeralem sie non-stop hamburgerami (wczesniej przez jakies trzy
          lata a potem juz 20 lat nie jadlem w ogole miesa i nadal go nie jem). Myslalem
          ze sie przekrece, ale potrzebowalem tego zeby sobie udowodnic, ze jednak jestem
          chociaz troche wolny, ze to ja decyduje a nie masa guru od diety w ktorych
          ksiazkach wtedy sie zaczytywalem.

          Zrob sobie taki dzien swiadomej celebracji tego jedzenia. Czyli ze wszystko jak
          zawsze tyle ze z pelnym przyzwoleniem, wlasnie na ten jeden dzien. Wybierz
          rzeczy, ktore najbardziej lubisz, i jedz bez ograniczen, ale starajac sie z
          tego wyciagnac maksymalna przyjemnosc!

          Serdecznie zycze powodzenia!
        • ewazbor Re: JESTEM BULIMICZKĄ I NIE POTRAFIĘ WYJŚĆ Z CHOR 24.06.03, 21:59
          • messala Re: JESTEM BULIMICZKĄ I NIE POTRAFIĘ WYJŚĆ Z CHOR 25.06.03, 14:25
            Do Ewazbor. Nie rozumiem dlaczego zarzucasz mi nieszczerosc. Nie potrafie
            dokladnie sprecyzowac powodu wpadniecia w chorobe. Na pewno przyczynil sie do
            tego stres przedmaturalny oraz niemoznosc zaakceptowania dojrzewajacego ciala.
            Nie mialam nadwagi. W tej chwlli przy wzroscie 160 cm waze 50 kg, czyli 2 kg
            wiecej niz w trakcie choroby.
            Jestem ciekawa co masz na mysli, mowiac o dnie? Nie sadze, aby dla kazdego
            oznaczalo to samo.Dla mnie dno dla bulimika oznacza brak trudu podjecia
            leczenia. Czyli bylam na dnie przez ponad dwa lata. Sprawa jest prosta: albo
            wymiotujesz albo nie. Podobnie jest z alkoholikiem: pijesz albo nie. Nie ma
            etapow przejsciowych typu, w tym tygodniu raz sobie zwymiotuje. To jest
            oszukiwanie samego siebie, wiem o tym doskonale. Nie wiem, czy u innych
            bulimikow zatrzymanie choroby przebiegalo podobnie, ale ja po prostu przestalam
            wymiotowac. Proste, ze az nieszczere, nieprawdaz? Dlatego tez nie wiem, czy
            mialam szczescie, czy bylam na tyle uparta, czy odnalazlam w sobie dawna sile,
            czy bylam na tym "dnie" o ktorym piszesz.Glownie przyczynilo sie do tego ryzyko
            nowotwora, jak z reszta pisalam wczesniej na innych watkach. Do bylo tak mocne
            uderzenie,ze wyskoczylam z tego blednego kola. Do bulimii mozesz sie
            przyzwyczaic, zaakceptowac ja do tego stopnia, ze zapominasz o stanie sprzed
            choroby. Az tu nagle wyskakuje ci rak, albo zapadasz na inna chorobe. Szok.
            Wtedy juz nie zajmujesz sie zwracaniem ( albo jeszcze bardziej sie pograzasz),
            tylko ratujesz swoje zycie, ktore gasnie bardzo szybko, a nie niepostrzezenie,
            jako konsekwencje wymiotowania. Byc moze tradycyjne leczenie jest dlugotrwale i
            nie zawsze skutecznie. Mnie wyleczylo zycie. To byla doskonala lekcja. Bylam
            raz u psychologa, ktory mial ocenic, czy bedzie konieczny pobyt na oddziale
            zamknietym, czy tez moze nie jest ze mna az tak zle. Nie trafilam na oddzial.
            Pewnie zastanawiasz sie nad stanem mojej psychiki, kiedy tak nagle przestalam
            wymiotowac. Czy kusilo mnie,czy mialam chwile zalamania, zwatpienia? NIE. Moge
            to w ten sposob zobrazowac: w pewnym momencie moj umysl przeskoczyl na inny
            tor, a o tamtym zapomnial.
            Jeszcze raz podkreslam, moje wyjscie z choroby,jak widzisz, nie przebiegalo
            tradycyjnie, wiec nie mozesz mi zarzucac nieszczerosc.I nie mam niczego do
            ukrycia.
            Piszesz, ze jestes na poczatku choroby. Masz ochote to rzucic? Masz w sobie na
            tyle buntu zeby sie sprzeciwic? Dopoki tego nie poczujesz, bedziesz na dnie.
            Czy jestem w tym momencie brutalna? Byc moze, ale wpisy bulimikow i
            anorektykow w tym momencie wzbudzaja we mnie zlosc. Jestem zla na siebie, ze
            calkiem niedawno zaliczalam sie do tej grupy, do ktorej w tym momencie wiecej
            osob dolacza niz sie odlacza. Nie wierze, ze to jest nieuleczalne, nie wierze,
            ze mozna to polubic,nie wierze, ze mozna to zaakceptowac,nie wierze, ze mozna
            zrobic z choroby cel zycia, substytut szczescia, nie wierze, ze zycie opiera
            sie tylko na centymetrach w talii i skali na wadze, nie wierze, ze kiedys w to
            wierzylam.

            • midm Re: JESTEM BULIMICZKĄ I NIE POTRAFIĘ WYJŚĆ Z CHOR 25.06.03, 16:06
              Nie ma
              > etapow przejsciowych typu, w tym tygodniu raz sobie zwymiotuje. To jest
              > oszukiwanie samego siebie, wiem o tym doskonale.
              Jak to... sama piszesz, ze przez niego przechodzilas.

              Nie wiem, czy u innych
              > bulimikow zatrzymanie choroby przebiegalo podobnie, ale ja po prostu
              przestalam
              >
              > wymiotowac.
              W pewnym momencie wlasnie tak trzeba jesli chce sie byc zdrowym. Ale mysle, ze
              nie mozna wymagac od kazdego by udalo sie mu to natychmiast, bez odpowiedniej
              pomocy, w wiekszosci przypadkow tak sie nie da (gdyby dawalo to nie nazywalo by
              sie tego chyba w ogole choroba.)
            • ewazbor Re: JESTEM BULIMICZKĄ I NIE POTRAFIĘ WYJŚĆ Z CHOR 25.06.03, 20:06
              • Gość: midm Re: JESTEM BULIMICZKĄ I NIE POTRAFIĘ WYJŚĆ Z CHOR IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 25.06.03, 21:06
                Uważam,- nie wyzwoliłaś się jeszcze z tego. Wiesz dlaczego, bo jesteś zla na
                siebie i na innych za to, że robią to co Ty robiłaś.
                >A ja tak nie uwazam, natomiast mysle, ze nie powinna - jak juz pisalam -
                wymagac od innych zeby wyszli z tego tak jak jej sie to udalo.
                • ewazbor Re: JESTEM BULIMICZKĄ I NIE POTRAFIĘ WYJŚĆ Z CHOR 25.06.03, 22:04
                  Gość portalu: midm napisał(a):

                  > Uważam,- nie wyzwoliłaś się jeszcze z tego. Wiesz dlaczego, bo jesteś zla na
                  > siebie i na innych za to, że robią to co Ty robiłaś.
                  > >A ja tak nie uwazam, natomiast mysle, ze nie powinna - jak juz pisalam -
                  > wymagac od innych zeby wyszli z tego tak jak jej sie to udalo.
                  • Gość: midm Re: JESTEM BULIMICZKĄ I NIE POTRAFIĘ WYJŚĆ Z CHOR IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 26.06.03, 11:47
                    -
                    > > wymagac od innych zeby wyszli z tego tak
                    Przez to "tak" mam na mysli w taki sposob jak ona.

                    >>jak jej sie to udalo.

                    I mysle, ze w zwiazku z tym myslimy o czym podobnym, skoro Ty o jej
                    niezrozumieniu i braku tolerancji dla innych, ktorzy w tym tkwia.
                  • Gość: midm Re: JESTEM BULIMICZKĄ I NIE POTRAFIĘ WYJŚĆ Z CHOR IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 26.06.03, 11:49
                    Zas co do tego
                    >>Poszło tak łatwo. A może to nie była jeszcze
                    bulimia, jeśli tak łatwo poszło
                    Mysle, ze to mogla byc bulimia.

        • Gość: Kristin Re: JESTEM BULIMICZKĄ I NIE POTRAFIĘ WYJŚĆ Z CHOR IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 20.01.04, 08:54
          Witaj
          Czy mozesz mi napisać jak CI się to udało?
          Ja także męcze się z chorobą, ale próbuję ciagle
          Pozdrawiam
          moj mail kristin@xl.wp.pl
      • Gość: k Re: JESTEM BULIMICZKĄ I NIE POTRAFIĘ WYJŚĆ Z CHOR IP: *.icpnet.pl 05.07.03, 02:31
        nie kumam...uczysz się ale jednak nadal chorujesz od 5 lat..kogo próbujesz
        oszukać?może samą siebie?
        • Gość: Kay Re: JESTEM BULIMICZKĄ I NIE POTRAFIĘ WYJŚĆ Z CHOR IP: *.ny5030.east.verizon.net 12.08.03, 19:47
          Wlasnie zjadlam obiad.
          Za duzo!
          Moze nie. Nie, na pewno nie. Waze 64 kilo, wiec nie tak duzo. Niecala szklanka
          brazowego i dzikiego ryzu, szklanka fasoli mieszanej, salate, cwierc awokado i
          tofu, czyli wlasciwie normalny obiad. Mam takie wyrzuty sumienia z tego powodu,
          ze az szkoda mowic. Duzo bialka, odpowiedni rodzaj tluszczu i te zielska.. no
          niby samo zdrowie!
          A ja co?
          Chcialabym tylko sie napic dwa piwka i zwrocic to co zalega w zoladku.
          Jestem niby zdrowa, niby mi sie nie przydarza ostatnio ale to poczucie ze musze
          sie zaraz poczuc lzejsza jest obecne z kazdym posilkiem.

          walcze, czy wygrywam?
      • ama5 Re: JESTEM BULIMICZKĄ I NIE POTRAFIĘ WYJŚĆ Z CHOR 20.01.04, 21:20
        Calkowicie sie zgadzam z Toba, mysle ze jestes na dobrej drodze. trzeba sie
        delektowac i nie napychac bo to uruchamia dobrze znane mechanizmy a i zoladek
        przyzwyczajony do calej akcji nawet sie nie zabiera za trawienie. W moim
        przpadku wazne tez bylo wewnetrzne przekonanie ze to co zjadlam jest dobre dla
        mojego organizmu, a wiec nie obzeralam sie czekolada,ktora powodowala z
        poczatku wyrzuty sumienia i uruchamiala machine, tylko substytutem: jogurtem z
        czekolada, kakao, budyn, chrupkie pieczywo z miodem czy co tam kto lubi. Tak
        aby czuc sie dobrze i psychicznie i fizycznie, znalezc rownowage. Oczywiscie
        kostka czekolady nie zaszkodzi nikomu, ale problem w tym aby poprzestac na
        kostce! bo po 10 kostkach to wiadomo gdzie one wyladuja!
        Mi sie udalo, piszcie po porady.
    • Gość: młoda Re: JESTEM BULIMICZKĄ I NIE POTRAFIĘ WYJŚĆ Z CHOR IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.09.03, 22:52
      ja także....ktoś kto WIE jak z tego...wyjść...meg21@interia.pl
    • Gość: Magda Re: JESTEM BULIMICZKĄ I NIE POTRAFIĘ WYJŚĆ Z CHOR IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 09.01.04, 23:25
      POdaje CI strone z adresami grup wsparacia. Mnie to pomaga może Tobie też
      Pozdrawiam
      www.przewaga.pl
    • Gość: merry Re: JESTEM BULIMICZKĄ I NIE POTRAFIĘ WYJŚĆ Z CHOR IP: *.internetdsl.tpnet.pl 21.01.04, 11:30
      ja też jestem bulimiczką od 5 lat moja historia jest bardzo długa. a wszystko
      zaczęło się od anoreksji. Odchudzałam się do skrajności ważyłam 35 kg przy
      wzrości 164. Wyglądałam jak szkielet . Rodzice oczywiście strasznie na mnie
      wrzeszczeli kiedy nie jedząc przez cały dzień nie chciałam zjeść nawet kolacji.
      W końcu wszyscy zaczeli mówić do mnie teksty typu"Boże ale ty jeasteś
      przerażająco chuda idź się leczyć bo masz anoreksję" albo"wyglądasz okropnie".
      Przezwyciężenie tej choroby było naprawdę trudne w końcu nie chcąc sprawiać
      kłopotu rodzicom i nie mogąc znieść ich ciągłych krzyków zaczęłam jeść tylko że
      po każdym posiłku biegłam do ubikacji i wymiotowałam. w końcu zaczęło mi to się
      podobać to zn. jedzenie i uczucie jakie czułam po zrobieniu tego. czułam się
      lekkka i szczęśliwa. Po pewnym czasie doszło do tego że wydaję wszystkie
      pieniądze na jedzenie. Obżeram się wszystkimi smakołykami a potem wymiotuję.
      Czasem robię to nawet 5 razy dziennie. To jest obrzydliwe nienawidzę samej
      siebie, czasem chcę nawet się zabić , i to na poważnie raz nawet napisałam list
      do mamy że nie mogę już tak dłużej żyć i chcę z tym skończyć , żeby sie uwolnić
      od tego guwna. Ale jakoś zmieniłam zdanie myślę że to dzięki mojej wspaniałej
      rodzinie która by strasznie cierpiała gdybym to zrobiła. Każdy dzień to dla
      mnie piekło gdzy budzę sie rano nie mogę znaleźćsensu życia. Opuścili mnie
      wszyscy przyjaciele, bo każdą chwilę spędzam w domu oni nie wiedzą dlaczego.ale
      ja wiem... Nie mogę sobie ze sobą poradzić ... Przeczytałam już wiele stron
      poświęconych bulimii. Przestudiowałam dokładnie przyczyny choroby i terapię.
      ale to nic nie pomaga. Tak bardzo się do tego przyzwycZaiłam że gdy tydzień
      tego nie robiłam czułam że czegoś mi brakuje. Nioe utrzymuję żadnych bliższych
      kontaktów ze znajomymi, którzy o niczym nie wiedzą, ostatnio czuję się bardzo
      samotna , opuszczona przez wszystkich i wszystko. Czuję że wszysczy za plecami
      nabijają się ze mnie , chociaż na 100% niczego się nie domyślają, po prostu
      choroba zmieniła mnie , cały czas jestem przygnębiona, i dołuję przezs to
      innych. A myślę że to że ktoś ma jakliś problem można po prostu wyczuć. moja
      mama myśli że już wszystko w porządku, nie domyśla się dlaczego tak często
      bywam w łazience. Złapała mnie na wymiotowaniu już kilka razy ostatni raz rok
      temu. znalazła kupę worków z żygowinami, fe top obrzydliwe nawet mnie to
      obrzydza. Raz zdarzyło0 się nawet że zapomniałam spuścić wody w kibelku. ale
      obiecałam jej że to się zmieni.ale niestety nic się nie zmieniło jest jeszcze
      gorzej, przy czym stałam się tak sprytna, że mało kto by sie domyślił że
      wymiotuję , moje zachowanie przypomina raczej depresję. proszę o pomoc, nie
      mogę iść do lekarza bo mieszkam w małym mieście, w krórym każdy wie o każdym
      dosłownie wszystko. Ale jeśli ktoś ma maila do jakiegoś psychologa to wolałabym
      o tiele taką terapię bo wiem że terapia psycholigiczna jest niezbędna. błagam
      pomóżci mi bo nie wiem ile to jeszcze zniosę.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka