Dodaj do ulubionych

bez bulimii nie ma życia

18.09.08, 19:34
Bez bulimii jest tylko pustka, czekanie na jedzenie, marzenie o
jedzeniu. Nie istnieje nic więcej, reszta to iluzja. Nic więcej nie
sprawia mi radości, na nic nie mam siły, tylko obżeranie się i
wymiotowanie utrzymuje mnie przy życiu. Po co wstawać rano, po co
robić cokolwiek...? Ach tak, czeka mnie jedzenie, mój jedyny
przyjaciel, pocieszyciel, kołderka bezpieczeństwa, która chroni mnie
przed zimnym, brudnym, złym światem...
Wiem, że jedzenie to też mój wróg, bo niszczę sobie zdrowie, choć
powoli i nie tak spektakularnie jak np. narkoman... Bolą mnie zęby,
mam często zgagę i niestrawność, ale to jest cena za "użycie"
i "przeżycie"...
Nie wymiotuję po każdym posiłku, śniadanie i obiad zawsze jem zdrowe
i pożywne, często nawet kolację, choć tu najtrudniej jest przestać
jeść i nie zawsze się udaje... Myślę tylko: po co? Po co się męczyć
i próbować zapanować nad bulimią, skoro daje ona największą
przyjemność i sens życia...? Wiedzieli już o tym starożytni
Rzymianie...
Ludzie nie rozumieją tego, a szkoda, bo gdyby zaakceptowali bulimię
jako nieodłączny element życia, wszystkim byłoby łatwiej, a tak...?
A tak rośnie tylko moja nienawiść do ojca, z którym mieszkam i który
chodzi wściekły przez dwa dni, gdy akurat przyłapie mnie na
wymiotowaniu...
Mam 34 lata i 4 lata bulimii za sobą, z większymi lub mniejszymi
przerwami. Chwilami nienawidzę swojej choroby i męczę się z nią
okrutnie, ale bez niej jest jeszcze gorzej, bo nie mam nic innego,
nie mam czego się złapać ani na co czekać.
Brak mi tylko paru rad i wskazówek w kwestii: jak wymiotować
skutecznie, co zrobić, żeby oszczędzić zęby i żołądek, żeby
starczyły na dłużej, jeszcze choć na kilka lat przyjemności...
Napisałam o tym książkę, drugą o czym innym, trzecia rozpoczęta, a i
tak nikt nie chce tego wydać, bo: zbyt ambitne, niekomercyjne, za
dużo filozofii... Zostaje tylko internet, choć to dla mnie nowa
sprawa i podchodzę do niego z wielką nieufnością. Ale tu podobno też
są ludzie...?
Obserwuj wątek
    • ankaaa Re: bez bulimii nie ma życia 18.09.08, 19:42
      Ale chwila moment !!!

      Skoro tak przyjemnie to czemu ty KOBIETO 34 LETNIA nadal mieszkasz z
      ojcem, który stoi na przeszkodzie ku pełnej ekstazie ?


      Gdybyś miała lat 14 - zrozumiem, ale brednie KOBIETY dojrzałej - już
      nie.
    • agatorka Re: bez bulimii nie ma życia 18.09.08, 20:48
      To przekonanie o wewnętrznej pustce wg mnie jest skutkiem bulimii, nie
      przyczyną. Dużo osób przyzna, że miały wiele pasji, które odeszły wraz z
      przyjściem choroby, wszystko skupiło się na niej. Nie wierzę w to, ze ona może
      prawdziwie wypełnić jakąś pustkę, a jeśli nawet tak się wydaje, to to jest
      wielkie oszukiwanie siebie. Czy tak samo dobrze wypełnia pustkę alkoholizm i
      nalezy go akceptować?
      Gdybyś była wolna od bulimii to nadal byś szukała czegoś do wypełnienia tej
      pustki i na pewno byś znalazła coś innego, do czego byś doszła przy zdrowym
      umyśle, byś to wybrała sama (bo bulimii się nie wybiera, chyba,ze jest się
      totalnym kretynem).
      Poza tym jeśli robisz sobie małe przerwy to nie wiesz jak jest poza bulimią, bo
      ciągle w niej jesteś. Poczekaj kilka miesięcy,może rok i odżyjesz.

      Nie wiem na co liczyłaś pisząc tego posta. To zdanie o oczekiwaniu na rady jak
      chorować łatwiej rozumiem jako ironię, bo nie wierze , że jesteś tak głupia.
      Czyli jaka jest Twoja postawa? Oczekujesz tutaj akceptacji, przyklaśnięcia, czy
      kopa w dupę, otrzeźwienia? A może sama nie wiesz czego chcesz, bo jesteś w
      ciemnej dupie bulimii i czujesz, ze ona zabiera Ci zdrowy rozsądek? Może po
      prostu szukasz rozmowy? Każdy z tych powodów ma znaczenie i powinien wywołać
      inny, odpowiedni odzew forumowiczów, wiec powinnaś to napisać.


      ps. Do innych forumowiczów- nie oceniajcie pochopnie. Może to Ona przygarnęła
      ojca? Nie napisała tego, ale rzeczywiście to być może istotny wątek.
      • merwina Re: bez bulimii nie ma życia 19.09.08, 14:58
        Diękuję za wszystkie wpisy. Bardzo dziwi mnie, jak wiele emocji
        wzbudziła u "Anki" kwestia mojego mieszkania z ojcem. Różnie
        układają się losy, nie zawsze jest wybór. Niepisaną umową rodzinną
        zostałam "oddelegowana" do opieki nad ojcem, starym i schorowanym.
        Fakt, że i tak nie miałabym się gdzie podziać od kiedy ukochany
        facet zmienił zdanie odnośnie naszej wspólnej przyszłości i musiałam
        wyprowadzić się z "naszego", czyli jego mieszkania. Było to 5 lat
        temu, zbiegło się w czasie ze śmiercią mojej kochanej Mamy. Od
        tamtej pory nie żyję, wegetuję w rozpaczy i lęku, przeczekuję swoje
        życie... nie jestem w stanie nic zrobić, sama myśl o "pójściu w
        świat", do ludzi, do pracy jest zbyt przerażająca. Jakbym była
        polana zastygłym betonem... Nie oczekuję, że wszyscy to zrozumieją.
        Zresztą tata jest zadowolony, że ma mnie przy sobie. Chwilami marzę
        o innym życiu, ale nie mam pojęcia, gdzie ono jest i jak się do
        niego dostać...
        Nie czuję się ani dojrzałą, ani nawet kobietą. To słowo wywołuje we
        mnie wstręt. Ciało potwierdza tę niechęć, przysadka nie produkuje
        hormonów, nie ma pęcherzyków Graafa. Jestem jak dziecko, opuszczone
        przez Mamę, które nie wie, o co chodzi, co robić i jak... Naprawdę
        nie czuję tych swoich 34 lat.
        Masz rację, "Agatorko", pewnie pustka jest skutkiem bulimii, nie
        przyczyną. Kiedyś byłam inna. Teraz jestem tak zaślepiona wizjami
        bułeczek, ciast i ciasteczek, że nie mam jasnego obrazu...
        Pytasz na co liczę, pisząc tego posta. Sama nie wiem. Dla mnie to
        nowość, pierwszy kontakt z netem. Chciałam po prostu wypuścić w
        świat kilka myśli i przepraszam, jeśli kogoś uraziłam. To nic
        nowego, gdy moje poglądy spotykają się z oburzeniem czy szyderstwem,
        utwierdzam się tylko w przekonaniu, jakim jestem dziwadłem,
        niezdolnym do życia wśród ludzi.
        Mój post nie jest żadną prowokacją, droga "Iwono" i wiem, jak
        rzygnąć, radzę sobie z tym nieźle, co nie znaczy, że nie można
        jeszcze lepiej. I byłabym wdzięczna za nie zwracanie się do mnie
        per "Skarbie", brzmi to bardzo pretensjonalnie. Sorry, jeśli Cię
        rozzłościł mój post, ale może to i dobrze, są jakieś emocje, jest
        życie, a i ja dowiem się czegoś o sobie. Choć i tak mam na swój
        temat fatalne zdanie, wiem, jakim jestem potworem... Mam tylko
        nadzieję, że nie wszyscy forumowicze rzucą we mnie kamieniem...
        • agatorka Re: bez bulimii nie ma życia 19.09.08, 18:03
          Nikogo nie uraziłaś. Niby czym?

          W zasadzie mniej chodziło mi o to na co liczysz ze strony forum, ale bardziej na
          co Ty sama liczysz? Co chcesz zrobić z chorobą? Czy rzeczywiście chcesz ją
          zaakceptować?
          Na pewno miałaś jakieś stanowisko w tej sprawie zanim zajrzałaś do Internetu,
          więc pierwsze kroki w necie nie mają nic do tego. Masz jakąś refleksję na temat
          samej choroby? Samej choroby?

          Ja z góry napiszę Ci co widzę z Twoich postów (ale ja nie jestem psychologiem,
          więc mogę się mylić).
          Z tego co piszesz wynika, ze myślisz o całym swoim życiu jako dosłownej
          beznadziei, a choroba jest tylko jednym z elementów dopełniających ten
          rozpaczliwy obraz i w zasadzie nie myślisz o niej, ona po prostu jest i będzie i
          może sobie być, bo przecież ona Ciebie nie niszczy, to całe Twoje życie Cie
          niszczy, a choroba jest właściwie błahostką przy tym wszystkim. Nie wiem czy tak
          jest, ale tak rozumiem Twoje wypowiedzi.
          Jeśli rzeczywiście tak Ci się wydaje to jesteś w błędzie, przytłacza Cię ciężar
          jaki masz do zrzucenia, ale choroba ma kolosalny wpływ na psychikę. Ona wysysa
          życie, siłę i zakaża przekonaniem o totalnej beznadzieji. Pewnie i bez niej
          miałabyś problemy ze sobą, ale nie wiesz nawet ile z tego kokonu, w którym
          jesteś jest spowodowane przez chorobę (to wiem z doświadczenia). Nie masz celu,
          treści w życiu? Może na początek zamień bulimię nie na "nic" tylko na walkę z
          nią. To dobry cel, bo oprócz oczywistego dążenia do zdrowia, musisz mysleć o
          szansach , o nadziei. Jeśli nie zaczniesz z nią walczyć to sama sobie ten beton
          fundujesz. Bez niej, na trzeźwo, będzie dużo dużo łatwiej szukać kierunku, wyjść
          tego betonu, walczyć z tymi wszystkimi problemami, poczuciem niedojrzałości,
          poczuciem inności, osamotnienia, czy raczej porzucenia, tą straszną stagnacją,
          ale z drugiej strony te sprawy są pewnie ze sobą powiązane, mi.in z bulimią. Ja
          mogę coś proponować, ale nie mam recepty jak najlepiej to ugryźć (to nie jest
          forum psychologiczne, tutaj temat jest dośc ograniczony), mogę tylko próbować
          Cię przekonać, ze bulimia Cię oszukuje i niestety przyznać, ze masz się z czym
          rozprawić i , ze możesz sama nie dać rady. Według mnie potrzebujesz
          profesjonalnej pomocy.
          Byłaś na jakiejś porządnej terapii? Myślałaś o tym?

          I przy okazji- żadna chora/chory nie jest potworem, to choroba jest potworem.
          • agatorka Re: bez bulimii nie ma życia 19.09.08, 18:07
            Errata. Proszę pominąć powtórkę "samej choroby" ;)
        • sisi33.only Re: bez bulimii nie ma życia 26.12.08, 23:35
          Nie jesteś potworem. Wiem jak strasznie może byc, ale nie jesteśmy potworami...
        • ulinska.aneta bulimia żyć nie daje 23.02.09, 21:55
          Mnie bulimia zrujnowała życie całkowicie.
          Skończyłam studia, łatwo i z rewelacyjnymi wynikami.
          Zamieszkałam sama.
          Miałam faceta.
          Szukałam pracy bezskutecznie.
          Wpadłam w bulimie na wiosnę 2002. mija właśnie 7 lat BULIMII
          W lipcu 2002 roku ważyłam 45kg przy 173cm.
          W lutym 2003 roku urodziłam córkę, zdrowa, donoszona
          Poród 37 minut naturalny bez znieczulenia, głód mnie gonił
          Jestem samotną matką, mieszkam sama z córką i często gęsto ona nie ma co jeść,
          ja ją przepraszam, że byłam głodna.
          Pracuję jako sprzątacz posesji i mam ekstra dostęp do śmietników pełnych jedzenia.
          Jak się nie skusić?
          Ludziom się powodzi, żeby tak wywalać żarcie.
          Najwięcej pieczywa, kurczaków, majonezu i sałatek bigosów w słoikach.
          i ja to dźwigam do domu, jem
          Pytają się, skąd mam taką kondycję? "uprawiam sporty ekstremalne"
          Wpadłam na genialny pomysł dwa lata temu
          JAK UPRAWIAM SEKS TO NIE RZYGAM
          facet mnie wtedy za ryja trzyma (wstyd mi)
          a są to studenci, a ja mam 35 lat
          nie przeszkadza mi, że nie mam ani jednego własnego zęba,
          mam piękne sztuczne (ze względów zdrowotnych) z NFZ
          CO JA MAM ZROBIĆ?
          NIE MAM SIŁY TAK GŁODOWAĆ
          Rezygnuje z wigilii i innych uroczystości bo czuję się tam jak pijak na toaście.
          Czemu nie jem? Lepiej nie próbować, bo od jedzenia będę jeszcze bardziej głodna.
    • iwona862 Re: bez bulimii nie ma życia 18.09.08, 21:35
      Wydaje mi się że ten post to jakaś głupia prowokacja! Ps. Jeśli się
      mylę to mam pytanie , dlaczego piszesz na tym forum przecież na
      początku swojego posta wyraznie piszesz że, " bez bulimii jest tylko
      pustka " skoro tak ją kochasz to sobie chorój ! Przecież masz 34
      lata a chorujesz od 4 i niewiesz jak masz rzygąć ! Daj spokój
      wstyd ! jeszcze kilka lat a napewno sie nauczysz. Skarbie zębami sie
      nie przejmuj niedługo same wylecą dlatego spokojnie.
      • martyna2525 Re: bez bulimii nie ma życia 20.09.08, 17:42
        ja widzę niby dorosłą kobietę ale strasznie zagubioną w życiu. Moze
        poprostu nie tafiła na kogoś, kto pomoze.Potrzebuje porządnej
        terapi, celu w życiu by nabrało sensu i prawdziwych przyjaciół.Nie
        wiem, jak dla mnie to depresja nie pozwala Ci poczuc sie lepiej,
        znaleść jakies większe przyjemności w życiu niz jedzenie, skupiac
        sie na czyms innym niż chorowaniu.
        Poszukaj pomocy z zewnątrz.
    • wielkiwalen Re: bez bulimii nie ma życia 23.09.08, 00:10
      nigdy nie sądziłam, że tak bardzo się utożsamię z czymś co ktoś tu napisze..ale
      tak się stało. Wielokrotnie próbowałam wrócić jakoś do normalności, porzucić
      'ten' rodzaj myślenia. Ale szybko ogarniała mnie panika-i co teraz? Przecież nic
      innego nie masz. Nic do roboty nie masz poza planowaniem posiłków i głodówek i
      rozpaczą nad tym, że znowu nie zastosowałaś się do planu. To przerażające, że
      tak głęboko już zabrnęłam, że NIE CHCĘ (może po prostu się boję?) wrócić. Nie
      widzę sensu.
      Myślałam, że nikt nie ma takich dziwnych problemów, właściwie do końca nie
      potrafiłam nazwać tego zjawiska. Twój post w pewien sposób otworzył mi oczy.

      Ps. Chciałabym kiedyś przeczytać tą książkę..
      • agatorka Re: bez bulimii nie ma życia 23.09.08, 14:47
        Dziewczyny,może nie trafię, ale warto wymieniać myśli ;)
        Boicie się, ze poza bulimią nie macie niczego, ale tego nie wiecie póki nie
        spróbujecie wyzdrowieć. To tak jakbyście siedziały w ciemnym pokoju i widziały,
        ze naokoło jest czarno i bały się wyjść z niego ze strachu, ze poza tym pokojem
        tez jest czarno.Skąd ta pewność? Co możecie stracić wychodząc z tego pokoju,
        nawet jeśli okaże się, że tam tez jest ciemno? Na pewno będziecie bardziej
        przytomne i... wolne. Pasje, związki, zainteresowania, sens, cele to są sprawy
        ,na które nigdy nie jest za późno, żeby je zacząć od nowa. Co z tego, ze dziś
        nic nie macie? Czemu czegoś nie rozpocząc, na początek nawet na siłę? Próbować.
        Ale póki jesteście chore to rozpoczynanie każdej z tych rzeczy jest ogromnie
        trudne, przez wszytsko co towarzyszy bulimii- ciężko się skupić na czymś innym
        niż jedzenie/wygląd ,nie macie energii, cierpicie prawdopodobnie na depresję,
        albo chociażby stany depresyjne, wszytsko widzicie w czarnych barwach (to nie
        jest prawda, to jest oszustwo, które można wyleczyć). Boicie się, ze niczego nie
        macie oprócz bulimii, ale to co macie (choroba) tylko Wam utrudnia zdobywanie
        tych rzeczy za którymi tęsknicie. Ja też wiem jak to jest, zawaliłam kilka lat
        studiów przez ten paraliż i żałuję, ze nie podjęłam terapii, że za długo
        zwlekałam. Wiem, ze jestem słabym przykładem, ale pisze właśnie dlatego żebyście
        nie popełniały tego błędu. Teraz chodzę do psycha i wiem,że wcześniej byłam
        głupia, bojąc się tego.

        Jeśli wyzdrowiejecie i nadal będziecie zawieszone w pustce (co wydaje mi się
        wątpliwe, wg mojego doświadczenia wyzdrowienie daje bardzo dużo siły,radości po
        prostu z życia, radości nawet z małych rzeczy, ja jestem teraz dużo szczęśliwsza
        niż przed chorobą) to wtedy się okaże, ze macie problem, z którym można walczyć,
        ale już przytomnie, bez tego całego obciążenia jakie towarzyszy bulimii.

        Obie wprawdzie piszecie, ze próbowałyście wrócić do normalności, ale ile to
        trwało? Może miałyście tylko złudzenie normalności,a na prawdę jeszcze byłyście
        chore?
        A jeśli ta normalność jednak trwała rok to czemu wróciłyście do bulimii, zamiast
        pójść po pomoc profesjonalisty, nie zauważyłyście momentu kiedy zaczynałyście
        wracać do tego g... ? Jeśli wydawało Wam się wtedy, ze to dobry zapychacz umysłu
        to nie byłyście jeszcze zdrowe.

        ps.Wielkiwalen,nie uraź się, ale bardzo smutny ten nick :( Bo nie sądzę, ze
        wybrałaś go sobie dlatego, ze walenie są piękne. Poza tym byłoby Ci miło mówić
        (pisać) do kogoś "grubakrowa", "tlustysloniu" itp :P ?
        • martyna2525 Re: bez bulimii nie ma życia 23.09.08, 19:05
          zapewniam że poza bulimią istnieje życie i to calkiem ok. Może nie
          zawsze kolorowe i bez problemów ale jest, w zasadzie takie jakie
          same sobie go stworzymy.Czasem są chwile trudne, które powinni być
          sprawdzeniem nas samych.
          • merwina Re: bez bulimii nie ma życia 26.09.08, 18:47
            Witam, dziękuję Tobie i Agatorce za słowa pocieszenia i otuchy. Niby
            wiem, że poza bulimią istnieje inne życie, ale po prostu tego nie
            czuję. Straciłam dawne zainteresowania i pasje, wszystko tylko mnie
            męczy i przywołuje bolesne wspomnienia. Tak, to depresja, leczę się
            od 8 lat, ale leki mają tyle skutków ubocznych, że każdy przerywam
            po jakimś czasie, potem znów próbuję z innym i znów przerywam.
            Chodzę też na terapię, już dwa lata, i na początku dużo mi to
            dawało, ale od pewnego czasu chce mi się coraz mniej.Pani terapeutka
            jest znakomita, tylko mnie się nie chce pracować i przestałam
            wierzyć w skuteczność terapii. Byłam kiedyś na grupie
            terapeutycznej, spędziłam nawet 3 miesiące na oddziale w
            psychiatryku i to rzeczywiącie pomogło, dostałam energii na kilka
            miesięcy, a potem znów powolny zjazd. Za każdym razem coraz niżej.
            Może mimo wszystko trzeba pomyśleć o kolejnej grupie, wbrew sobie,
            na siłę, choć tak bardzo się nie chce i wzbrania się przed tym każda
            moja komórka. Ale już na pewno nie do syfiastego szpitala na 4-
            osobową salę...
            "Wielkiwalen", rzeczywiście dziwna ksywka, napisz o jej genezie.
            Cieszę się, że ktoś też czuje podobnie. Napisz więcej o sobie,
            chętnie Cię poznam i pożyczę swoją książkę. Sorry, że wpisuję się tu
            tak rzadko, ciężko mi zabrać się do czegokolwiek, a do internetu i
            komputra odczuwam wstręt, jak do jakiejkolwiek dziedziny związanej
            ze światem zewnętrznym. I boję się ludzi, których mogę tu spotkać.
            Dobrze, że zawsze można wyjąć z gniazdka wtyczkę...
            • agatorka Re: bez bulimii nie ma życia 26.09.08, 19:25
              Wiem, ze to banał, ale pomyślałam, ze może i tak to napiszę.
              Z bulimii niewiele osób wychodzi tak od zaraz, w moment (choć pisały tu też, ku
              mojemu zdziwieniu, takie osoby). Nie ma się co zrażac,ze efekty są słabe, albo,
              ze się "upada". Oby tylko te upadki były coraz rzadsze i oby ciągle walczyć,
              walczyć. Wydaje się, ze to syzyfowa praca, ale wcale tak nie jest. Musicie
              wierzyć,ze te małe kroczki są bardzo wazne.
              Ja wychodziłam z bulimii conajmniej rok,oczywiście wcześniej też obiecywałam
              sobie , ze "już nigdy więcej", ale w końcu zaczęłam mocno pracować nad sobą (na
              początek nad lubieniem siebie) i kilka miesięcy uczyłam się od początku w ogóle
              jeść (a raczej zatrzymywac jedzenie), a potem jeszcze długo długo walczyłam z
              przymusem wymiotowania tego co jem, tydzień lepszy tydzien gorszy, ale do
              przodu... Ale cały czas wiedziałam, ze nie nie może tak być już więcej, już za
              duzo straciłam, mimo początkowej niewiary w przyszłe zdrowie (kiedykolwiek)
              wiedziałam, ze nie mogę i tak tego tak zostawić.


              Mi się udało bez tego forum (bo nie korzystałam w ten sposób z komputera), na
              którym można przeczytać, ze innym się udało (wyobrażam sobie, ze mi by to
              pomogło), niestety bez terapii (bo byłam zbyt głupia) i z dodatkowym obiążeniem
              huśtawki nastrojów na podłożu głębszym niż bulimia.
              Wy macie wsparcie, macie chęci, uda Wam się!!!
              Tylko sie nie poddawajcie.
              • asik.4 Re: bez bulimii nie ma życia 02.10.08, 16:13
                mam pytanie do agatorki-wyszlas z tego bez pobytu w szpitali i bez
                terapi??????????????ja teraz proboje sama ale do 24 dniach sie
                zlamaml i wymiotuje juz tydzien...ehhh
                • agatorka Re: bez bulimii nie ma życia 02.10.08, 19:05
                  Tak, wyszłam bez żadnego lekarza, bez żadnych rozmów z nikim (oprócz wyznania
                  mojej mamie, ale to były tylko dwie rozmowy) i absolutnie nie jestem z tego
                  dumna,a jeśli o tym wspominam na tym forum to w pejoratywnym znaczeniu. Ale mimo
                  mojej głupoty udało mi się wyjść z tego bagna.
                  Asiku, ja nie jestem psychologiem, ale jestem otwarta na rozmowy, jeśli to może
                  pomóc, więc jeśli chcesz pogadać to pisz na gazetowego maila.
    • asik.4 Re: bez bulimii nie ma życia 02.10.08, 16:16
      moja droga merwino bez bulimi zycie jest o wieeeele piekniejsze:-)
      naprawde cudowne..
    • anna.pe.93 Re: bez bulimii nie ma życia 28.10.08, 14:05
      chciałabym.bardzo.przeczytać.te.książki...
      • merwina Re: bez bulimii nie ma życia 05.11.08, 15:12
        Boże, nawet nie uświadomiłam sobie, ze minęło tyle czasu, odkąd tu
        zaglądałam... coś dziwnego dzieje się z czasem, jest wessany między
        żarcie i rzyganie... ostatni miesiąc spędziłam z głową nad kiblem i
        do komputra było dalej niż do lodówki...
        Ale zrobiłam też coś, żeby sobie pomóc. Zgłosiłam się do szpitala
        pychiatrycznego na oddział nerwic, do grupy zaburzeń odżywiania i
        czekam na miejsce. Boję się tego jak cholera, tych syfiastych
        warunków, 6-osobowej sali, diety państwowej, złożonej z karofli,
        białego chleba i wieprzowiny, a przede wszystkim tego, jak poradzę
        sobie bez obżarstwa i wymiotów. Zwykłe jedzenie, zwykłe porcje...?
        To tak jakbym traciła coś cennego, tego przyjaciela ukochanego
        Pączka symbolicznego, to tak jakbym zdradzała przyjacół moich,
        ciasteczka i bułeczki, których nie zjem i one będą płakać po mnie...
        Sorry, poniosło mnie, ale niech już zostanie. Jeśli ktokolwiek chce
        przeczytać moje książki, będę zaszczycona. Fragment jednej z nich,
        ale nie tej o bulimii, ukaże się wkrótce w Przeglądzie Filozoficzno-
        literackim, w numerze poświęconym Lemowi, do kupienia m.in. w
        Prusie, Librze. A jeśli Anna, WielkiWaleń czy ktoś jeszcze miałby
        ochotę skontaktować się ze mną i przeczytać jeszcze inne rzeczy, to
        czemu nie, oto mój adres mail: magmilan@tlen.pl.
        Pozdrawiam i dziękuję za wszystkie dobre słowa. Na razie jestem
        w "czarnej dupie bulimii", jak to pięknie określiła... Agatorka
        chyba, ale z każdej dupy teoretycznie jest wyjście na zewnątrz.
    • asik.4 Re: bez bulimii nie ma życia 28.10.08, 19:42
      szczerze to juz nie pamietam jak wyglada normalne zycie...Bulimia
      calkowicie zawladnela moim zyciem..
      • noelka84 Re: bez bulimii nie ma życia 28.10.08, 20:52
        moim rowniez
        • beatrishe do merwiny 05.11.08, 16:01
          Witaj, chciałabym przeczytać to co napisałaś. Mogłabyś mi to przesłać, jeśli
          tak, dam swoje namiary. Dzięki
          • merwina Re: do merwiny 02.12.08, 22:19
            Książkę o bulimii wydajemy z kolegą własnym sumptem, za miesiąc, dwa
            będzie gotowe. Sama muszę zająć się promocją, rozsyłaniem do
            księgarń czy czaspopism, więc gdy będę już wiedziała, gdzie można ją
            kupić, zapewne za niewielkie pieniądze, napiszę o tym na forum.
            • marta.scisia Re: do merwiny 04.12.08, 19:31
              Ja również bardzo bym chciała przeczytać Twoją książkę.
              Napisz, proszę, gdzie będzie dostępna.

              I chciałam jeszcze napisać, że chyba nie jest do końca tak jak myślisz, że masz
              tylko bulimię. Skoro napisałaś książkę, to to jest jakieś zajęcie, któremu
              poświęciłaś czas. Fakt, że dotyczyło ono bulimii i musiałaś o niej myśleć, ale
              przynajmniej nie było to jedzenie ani wymiotowanie.
              • merwina Re: do merwiny 11.03.09, 22:05
                Tak, pisanie ma sens, świat nabiera sensu, gdy zostaje opisany. To
                moja jedyna motywacja do wychodzenia z choroby. 23 marca idę do
                szpitala, do grupy zaburzeń odżywiania. Boję się, tym bardziej, że
                ostatnie miesiące w ogóle nie śpię w nocy, jem i rzygam, usypiam ok.
                4, 5, czasem nawet 6 rano, po prochach, wstaję o 15... a w szpitalu
                ma być odwrotnie, no i ten rygor... TO JEDZENIE! Przestać rzygać z
                dnia na dzień?!?!?!
                Książka jeszcze nie wydana... ale fragment drugiej ukazał się w
                Przeglądzie filozoficzno-literackim, w numerze o Lemie, do kupienia
                w księgarniach uniwersyteckich... Ale ta druga nie o bulimii, a o
                poszukiwaniu sensu życia, choć z przymrużeniem oka, o nowym pojęciu
                Boga. Ja jestem z Warszawy, więc jeśli zależy Ci na przeczytaniu, to
                chętnie sprezentuję Ci lub pożyczę swoje teksty. Mój mail prywatny:
                magmilan@tlen.pl
                Pozdrawiam wszystkie zbłąkane dusze, które trafiły na mój wpis, i
                wytrwały aż dotąd...
    • gadzinka-1 Re: bez bulimii nie ma życia 12.03.09, 14:01
      Bulimii nie można akceptować z nią trzeba walczyć, bo to ciężka choroba - to
      samobójstwo na raty.Nie ma sposobu na wymioty bez uszkodzenia szkliwa zębów,
      żołądka i przełyku. depresja , którą przechodzisz to skutek bulimii
      zrezygnowałaś z przyjaciół, wyjść może i pracy, żeby rzygać stąd ta pustka.
      Jesteś teraz tylko ty i żarcie czym prędzej zgłoś się na leczenie. Ja 11 lat
      byłam anorektyczką bulimiczna i straciłam przez to wszystko narzeczonego,
      przyjaciół, prace . Im dłużej tym boleśniejszy jest proces wyjęcia z choroby.
      • bs1-23 Re: bez bulimii nie ma życia 27.08.09, 09:13
        prosze napisz jak udało ci sie z tego wyjść..

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka