janusz1986r
04.05.10, 08:37
Pisze ten list w dosc trudnej sytuacji która mnie i moja rodzine
dotknęła.
Mam 24 lata, na imie mam Janusz i mieszkam ze swoja narzeczona oraz
rocznym synem na Podkarpaciu. Niestety jest to rejon dosc ubogi w
oferty pracy, a nawet gdy już się prace znajdzie to bardzo ciezko
jest związać koniec z koncem. Jestem budowlancem i ciezko pracuje
aby utrzymac rodzine. Podejmuje się wszelkiego rodzaju prac
budowlanych, rolniczych, reklamowych… każdej pracy jaka tylko uda
się mi znaleźć. Moja narzeczona nie pracuje, zajmuje się wychowaniem
naszego dziecka ponieważ najbliższy zlobek jest jakies 20km od
naszego miejsca zamieszkania, poza tym ciezko było by zarówno
opłacić zlobek jak i znaleźć dla niej tutaj prace.
Niejednokrotnie wyjeżdżałem w delegacje gdy tutaj pracy nie było,
ale przy kosztach utrzymania nawet taniej kwatery pracowniczej i
wyżywienia się np. w Warszawie- do domu przywieźć udawalo się
jedynie polowe zarobionych pieniędzy… Tracilo na tym glownie nasze
dziecko które nie widzialo Ojca czasem i kilka miesięcy.
Ostatnie pare miesięcy było dosc ciezkie gdyz prace udawalo mi się
znaleźć tylko dorywczo (jakies niewielkie remonty itp.), i okresami
pozostawałem całkowicie bezrobotnym. Taki stan rzeczy doprowadzil do
sytuacji w której mieszkanie które z narzeczona wynajmujemy zostalo
nie opłacone za miesiace marzec i kwiecień (nasze zadłużenie to
około 900 zl)… a nadchodzi wielkimi krokami maj. W maju z kolei
konczy nam się umowa najmu i boimy się wypowiedzenia mieszkania ze
strony jego właścicielki. Co prawda znalazłem tydzień temu prace,
jednak zarabiam w niej jedynie marne 1200zl za miesiąc, co z
ledwością starczy na wyżywienie rodziny… a co dopiero myśleć o
zaplaceniu jakiegos rachunku.
Wybor dosc dramatyczny… jedzenie albo mieszkanie.
Nie posiadamy zadnego zabezpieczenia finansowego ani rodziny która
była by nam w stanie w jaki kolwiek sposob pomoc. Wypowiedzenie ze
strony właścicielki i nie możność oplacenia zaległych rachunkow
oznacza dla nas bezdomność. Dlatego wielkim wstydem jako mezczyzna i
ojciec jestem zmuszony uciec się do desperackiego proszenia o pomoc
ludzi obcych takich jak Pan/Pani…
Pisałem już do fundacji i innych organizacji lecz zostałem odeslany
do innej, potem do nastepnej i wszyscy twierdzili ze nie wspieraja
osob prywatnych, tylko ciezko chorych sponsorując operacje, lub
uznawali iż wyczerpali swoje srodki na ten rok.
Ta pomoca nie musza być koniecznie pieniadze. Bylibyśmy Państwu
wdzięczni za jedzenie, odziez dla syna, jakies zabawki… Będziemy
wdzięczni choćby za przysłowiowy „Grosik na szczescie” gdyz
pozwolilo by nam to być moze choc w czesci uregulowac zaległości i
nie stracic dzieki temu dachu nad glowa…
List ten nie jest zartem, ani oszustwem, ani proba wyludzenia. List
ten jest tylko i wyłącznie desperackim wolaniem młodego Ojca o pomoc
w ratowaniu rodziny.
Z poważaniem
Janusz S.
Telefon: 698-182-056
e-mail: Janusz1986r@interia.pl
Gadu-Gadu- 20116071
PS. Obawiajac sie iz list ten moze stac sie obiektem zartow i
nieprzyjemnosci nie podaje w nim swoich pelnych danych osobowych
takich jak nazwisko czy adres.
Wszystkie informacje takie jak nazwisko, adres itp. Podam osobom
które zainteresuja się nasza ciezka sytuacja.