Mam już dosyć tego okrutnego życia. Brakuje mi już siły, chęci ,motywacji. Mam troje dzieci które wychowuje sama , on stycznia jestem wdową, nie mogę liczyć na pomoc rodziny bo rodzice sami cudem wiążą koniec z końcem,tata jest na rencie, mama zarabia marne grosze, które ledwo wystarczają im na życie i opłaty. Idzie zima , dzieci nie mają ciepłych ubrań, ciepłych butów. Do tej pory jakoś dawałam radę dorabiałam sezonowo, pomagałam znajomej sprzątać klatki, zbierałam grzyby, jagody, jakoś się układało. A teraz mam przyznane niecałe 700zł renty rodzinnej na wszystkie dzieci, do tego 670zł rodzinnego. to mój cały dochód 1370zł. Dzieci mają dożywianie w szkole w postaci obiadów, i to wszystko . Na jedzenie nam wystarcza, jemy skromnie dzieci lubią wszystko nie wybrzydzają, najgorzej jest z chemią, i odzieżą dla dzieci. Z dnia na dzień tracę chęć do życia, tylko dzieci mnie trzymają na tym świecie odkąd mąż zmarł czuje się tak jakby mnie ktoś przeklął. Mój świat się zawalił ja wpadłam w dół z którego nie widzę wyjścia, na codzień się uśmiecham żeby nie martwić dzieci a nocami wyję w poduszkę z tej bezsilności. Co jakiś czas spada coś na mnie jak grom z jasnego nieba i przybija mnie coraz mocniej do ziemi. Mam ochotę zakończyć już to życie, ale co wtedy będzie z moim dziećmi ? A może to tylko ja widzę to wszystko w tych czarnych kolorach . może jest inaczej, nie wiem sama