Rozmawiałam przedwczoraj z mamciąnatalki (Anią) i zrobiło mi się bardzo głupio
i smutno.. Kurcze, mam wyrzuty sumienia, no... Dawno już nie kontaktowałam się
z Anią, przez to zamieszanie z upominkami na Dzień Dziecka i jakoś tak w ogóle
czas zleciał, sądziłam, że wszystko już jest na dobrej drodze..
Miałam kontakt z Anią dość regularny, postarałam się zorganizować dla Niej
pomoc przez moich znajomych z Bydgoszczy i Łodzi. Mąż Ani wyjechał do Niemiec
pracować na budowie, Ania zdawała maturę z bardzo dobrymi wynikami, wydawało
mi się, że już wszystko jest lepiej, aż dostałam maila od mojej znajomej z
Bydgoszczy, która odwiedziła Ani pociechy na Dzień Dziecka i załamałam się...
Znajoma też się załamała
Sprawa wygląda tak: Ania miała bardzo zadłużone mieszkanie (to efekt pożaru,
jaki miał miejsce u niej 2-3 lata temu o ile dobrze pamiętam i braku pracy),
mąż nie miał pracy, Ania z trójką dzieci w domu - najmłodsza Natalka jeszcze
przy piersi, uczyła się wieczorowo i starała się wiązać koniec z końcem. Udało
się załatwić pracę dla męża Ani w Niemczech na budowie - wszystko zaczęło się
prostować i wtedy przyszedł komornik wyegzekwować dług dla wspólnoty
mieszkaniowej. Zapożyczyli się gdzie mogli - prawie cała pensja Sebastiana
szła na spłatę tego długu (zaciągnietego min. u jego pracodawcy). A teraz na
dodatek Ania straciła pieniądze z opieki społecznej, bo Jej mąż nie ma statusu
bezrobotnego (nie mógł się podpisywać na liście w urzędzie pracy, bo był w
Niemczech), Sebastian rozwalił sobie rękę na budowie (miał zakładane szwy),
więc nie ma jak pracować. Odcięli im telefon (i internet tym samym), grożą
odcięciem gazu, popsuła się pralka, dzieciaki chorują jedno po drugim, a Ania
jest kompletnie bez pieniędzy i zupełnie bezradna...
Nie wiem dlaczego nie zadzwoniła wcześniej...
To bardzo spokojna i skromna osoba - może nawet ZA skromna, bo nie potrafi
poprosić o pomoc nawet wtedy, gdy faktycznie najbardziej jej potrzebuje...
Swego czasu bywała tutaj na forum - tutaj też Ją poznałam i naprawdę, jest to
jedna z niewielu osób, którą tak podziwiam za hart ducha i determinację i za
tą Jej wzorową maturę w takich warunkach zdawaną..
Bardzo chciałabym Jej pomóc, ale nie wiem jeszcze jak.
Potrzebna jest pomoc długofalowa, przede wszystkim żywnościowa, bo ubranka dla
dzieci i zabawki dostali już przy ostatniej okazji.
Musiałam to napisać, bo bardzo mnie to męczy..
Myślę cały czas, co z tym zrobić i póki co - nie wiem. I to mnie wkurza
najbardziej. Jestem po prostu zła na siebie. ehhh...