Żebranie aka pośba?

28.05.09, 10:00
Dziewczyny, wyjaśnijcie mi bo nie rozumiem: dlaczego jak niektóre
mamy proszą o pomoc to "proszą", a inne (których wypowiedzi mają ten
sam ton) żebrzą?
Ja nigdy osoby proszącej o pomoc nie nazwałabym żebrającą (mówię o
osobach które na prawdę są w ciężkiej sytuacji, a nie o osobach,
które są wyłudzaczami), bo wiem jak ciężko o taką pomoc publicznie
poprosić i napisać NIE MAM NA CHLEB, ALBO NA BUTY DLA DZIECKA.
    • arwena_11 Re: Żebranie aka pośba? 28.05.09, 10:45
      Chyba zależy od "proszącej"

      Są mamy, które nagle znalazły sie w cieżkiej sytuacji ( sprawy
      losowe - śierć męża, utrata pracy itd ), ale robią wszystko by
      stanać na własne nogi. NIe oburzają się radami, jak szukać pracy,
      oddać dziecko do złobka. Jednym słowem nie czekają na manne z nieba,
      tylko robią coś wiecej niż pisanie na doru "potrzebuję ....."

      Są też mamy, które uważają, ze pomoc im się należy, bo one takie
      biedne, pokrzywdzone. A do pracy to już nie moga iość, bo kasjerka
      to oniżej ich ożliwości, a sprzątanie to już w ogóle dno. One
      czekają aż im ktoś da, ale same nie wysilą sie na minialny wysiłek,
      aby coś zmienić.

      Jednym wystarczy podać wędkę i sobie zaczynają radzić, i na forum
      pojawiają sie naprawde w krytycznych sytuacjach, a innym i tona ryb
      nie wystarczy.

      Jak sie bywa na forum od kilku lat to potrafi się rozróżnić prośbę o
      pomoc od żebrania i zbieractwa. NIe wiem na czym to polega, ale
      czasami ton prośby, użyte słowa i odpowiedzi na dobre i praktyczne
      rady, wystarczą aby zakwalifikować w odpowiednią rubrykę.

      Musze przyznać, że po kilkuletnim czytaniu postów, nabyłam na tyle
      praktyki w "niuansach" próśb, że jak coś jest nie tak to zapala mi
      się czerwona lampka w głowie, że coś jest nie tak. Wtedy zaczyna sie
      sprawdzanie, szukanie kontaktu osobistego itd. I w ok 99%
      przypadków, lampka ma racje.
      • anka7961 Re: Żebranie aka pośba? 28.05.09, 10:52
        No w sumie też sobie pomyślałam że może ja za mało odporna na te
        prośby jestem (chociaż sama widzę że po woli mi się to wyrabia) smile
        Mam nadzieję że za jakiś czas i u mnie pojawi się "lampka
        ostrzegawcza".
      • monka75 Re: Żebranie aka pośba? 28.05.09, 11:53
        Mysle że o to właśnie chodziło autorce tematu smile Nie miała na mysli
        osób docelowo proszących o pomoc ale tych co robią to ( nie
        przesadze jeśli to napisze ) od kilku lat . I to nie tylko na tym
        forum .

        Ja rozumiem , jest cięzko , sama nie jestem w najlepszej sytuacji ,
        ale żeby taki proceder trwał kilka lat to jest niedopuszczalne .
        Imam się róznych zajęc : mycie okien , zakupy sasiadkom , nawet na
        cmentarz pójdę posprzątac nagrobki - parę groszy wpadnie . Pomaga mi
        córka , niepełnoletnia jakby kto pytał , dorabia w weekendy w
        piekarni więc o chlebek nie musimy się martwic - to najważniejsze .

        I wiecie , naprawdę można odróżnic te "biedne" mamy ( w
        miejsce "biedne" wypadałoby wstawic słowo "wygodne" ) od tych
        naprawdę potrzebujących .
    • majka0791 Re: Żebranie aka pośba? 28.05.09, 11:22
      Naprawde cieżko jest prosić gdy rodzina jest wielodzietna.Trudniej
      mi jest zrozumieć,gdy o pomoc prosi osoba dorosła,która ma jedno
      dzieci na utrzymaniu.Rozumiem,że jednego dziecka utrzymanie też
      kosztuje.Ale naprzykład,gdy jest 6 dzieci i jedna marna pensja lub
      zasiłek dla bezrobotnych w wysokości 570 zł?Daję przykład-nadchodzi
      zima trzeba sześc par butów kupić.Gdy się ma jedno dziecko wiadomo 1
      para,a jeśli ma się szustkę dzieci to 6x buty,kurtki itp.Wiadomo ile
      to kosztuje.Czy grzechem jest jeśli mama poprosi o buty dla kilku
      pociech.Czy to jest żebractwo?
      • arwena_11 Re: Żebranie aka pośba? 28.05.09, 12:23
        Ciężko powiedzieć, pewnie trzeba by patrzeć na każda taką sytuację
        oddzielnie. Dla mnie nie do pomyślenia jest mieć więcej dzieci, jak
        nie jestem w stanie im zapewnić podstawowych rzeczy. A nie czarujmy
        się buty są niezbędne, kurtka i chleb z masłem tez.

        Dlatego nie rozumiem rodzin, gdzie co rok to prorok, wychodzących z
        założenia, że Bóg dał dzieci to da i na dzieci. To tak nie działa.

        NIe pochwalam awantur przy wątkach rodzin wielodzietnych, bo te
        dzieci już są i trzeba pomóc, ale drazni mnie prośba o pomoc, przez
        osoby, które już kiedyś dostawały pomoc, bo nie mają na jedzenie i
        bieda aż piszczy, a teraz proszą bo kolejne w drodze. Takie rodziny
        omijam bardzo starannie, bo widzę że to worek bez dna. Pomoc tam nic
        nie da i niczego nie zmieni. Ci ludzie będą żyć dalej dniem
        dzisiejszym, nie pomyślą o tym, co będzie za tydzień, dwa czy trzy,
        albo i rok.

        Inaczej w rodzinach wielodzietnych z wyboru, które potrafią
        zatroszczyć się o dzieci. Tam też może się zcarzyć, że noga się
        powinie, ale oni nie będą oczekiwać że ktoś ich utrzyma. Zrobią
        wszystko by stanąć znowu na nogi.
      • bj32 Re: Żebranie aka pośba? 29.05.09, 16:59
        W sumie to ilość dzieci jako taka jest drugorzędna. Do Akcji
        gwiazdkowej zgłoszona została rodzina, ktorej odmówiłyśmy paczek,
        mimo, że dzieciakó było ośmioro. Tylko, że piątka była z rodziny
        zastępczej i informacje, jakie na temat ich dochodów oraz sposobu
        planowania wydatków zdyskwalifikowały ich jako takich, co to uznali,
        że nic nie muszą, bo dobrzy ludzie pomoga i z bani. A bywają rodziny
        z jednym, czy dwójką dzieci, które autentycznie nie mają co do gara
        włożyć [vide: Wioletta], bo są niewydolne społecznie, bo pochodzą z
        rodzin, w których panuje "nędza dziedziczna" itp. I ona sie stara,
        chciałaby, ale ktoś musiałby powiedzmy jej pomóc na miejscu w
        kwestiach urzędowych, bo sama to ona po prostu nie wie, co i jak.
        No i w przypadku 6 dzieci na pewno wychodzi więcej niż 570,-... Co,
        oczywiście, nie znaczy, że jakby mieli nawet 2000,- to by im od tego
        dużo lżej było.
        Arwena ma rację: po przeczytaniu 10 czy 100 prośby zaczynasz
        odróżniać tych potrzebujacych, od tych, którym sie za 2500,- nie
        opłaca tyłka z wyra ruszać, bo praca na kasie hańbi, a zupa była za
        słona.
        W dodatku inaczej jest, jak mama prosi o buty, a inaczej, kiedy
        prosi o forsę na buty [i tak bywa], albo o zestaw ciuchów od S do
        XXL; bo to już jest próba wyłudzenia.

        Widzisz, ja też niedługo mogę być w sytuacji, kiedy mi nie będzie
        starczało forsy... Nie mogę podjąć pracy w systemie osmiogodzinnym,
        bo mam niepełnosprawną córkę, którę do i ze szkoły prowadzać trzeba.
        A znaleźć pół etatu poza domem za 800,- czy luksusowo w domu za 600,-
        łatwo nie jest...I co? Jestem w lepszej sytuacji niż gdybym miała
        czworo zdrowych dzieci? [Zaznaczę, że nie jestem nierozgarnięta,
        obracam sie w cywilizowanym świecie, chadzam po urzędach a o MOPSie
        niedługo będę chyba wiedziała wiecej niż statystyczny pracownik
        socjalnywink Zatem moja sytuacja nie wynika z niedowładu, tylko raczej
        z tego, że krewny nas wyrolował na forsę, mąż potem chorował i
        wpadliśmy nieco w długi. Wyjdziemy z tego, ale na razie jest do
        bani. Z tym, że ja mam jeszcze rodzinę, która pomoże. A nie każdy
        ma].
Pełna wersja