Dodaj do ulubionych

Wzdłuż Nilu, Rainbow - relacja

03.03.10, 19:11
Dzień pierwszy ==================
Prolog: łapiąc bagaże do wywleczenia z domu, ułamałam uchwyt walizki... 'Zły
omen' - pomyślałam. No ale po kolei.

Dramatis personae:
my - ja i TZ, wystawieni do wiatru przez TUI;
MTZ - mama TZ, namawiana na wyjazd trzy lata, wystawiona jak wyżej;
KZP - kolega z pracy, namówiony przy okazji, a wystawiony do wiatru przez
Logostour, który nie zorganizował wyjazdu w styczniu.

Efekt: wszyscy jedziemy z Rainbow Tours, program Wzdłuż Nilu (bo jeden dzień
krócej w Hurghadzie niż 'wygodni'), KZP w opcji 'ekonomicznej', czyli pobyt w
Empire, ja z rodziną w opcji 'de-lux-full-wypas-drogo-jak-cholera', czyli
Steigenberger. Nie uprzedzając zbytnio wypadków napiszę tylko, że znacznie
lepiej na wyborze hotelu wyszedł KZP.

Początek standardowy, czyli taksówka przed szóstą rano, jazda na Okęcie,
temperatura około minus pięć, szukanie KZP który zawieruszył się na terminalu
1, a odprawa na 2... no, wszystko w normie. Odbieram dokumenty, zaliczamy
(gubiąc rachubę) wszystkie przejścia, bramki, kontrole i inne gejty, bezcłówkę
olewamy (TZ rzucił palenie ponad rok temu), start, ziewanie, lot na szczęście
lotowski (limit bagażu 18 kilo, loty z innych miast nie miewają tyle
szczęścia), samolot ten sam co trzy lata temu, SP-LLE, catering też, wszystko
po pięć, tylko kanapki po dziesięć ;) Na pokładzie klienci Triady, Alfa Star i
Rainbow, alkoholików nie zauważyłam, lot idealny.

Start punktualny, lądowanie punktualne, godzina 14, temperatura plus 17...
żżżżże co proszę? Czy my aby na pewno w Hurghadzie wylądowaliśmy?!;)

W hali wyłapuje nas pan krzyczący, a jakże, 'rambo, rambo!', dostajemy od
niego druczki wjazdowe, TZ leci kupić cztery wizy, przy okazji resztę odbiera
w funtach i wymienia 100$ (kurs 5,45) - mamy pierwsze drobne. Kolejki spore do
odprawy paszportowej, ale facet w budce do której stoimy jest chyba w trakcie
bicia jakiegoś rekordu w szybkości odprawy - tak na oko dwanaście osób na
minutę :)) Oczywiście robi sie zator za odprawą, bo drugi pan wypuszczający
nas z hali i sprawdzający wizy jest jeden, a boksów odprawowych było z pięć,
więc teraz ci wszyscy ludzie się tłoczą, pan opanował jezyk polski w stopniu
wystarczajacym, krzyczy 'wiza, stempel, wiza, stempel, wiza, stempel!!', jak
ludzie maja pootwierane paszporty to idzie prędzej, no... udaje się,
wychodzimy i czekamy chwilę na bagaże. Pojawiają sie dość szybko, wyłapujemy
własne, wychodzimy - i jesteśmy w Egipcie :) Stwierdzam przy okazji, że
zgruchmiono mi uchwyt walizki, ten od wyciaganej rączki. Zmiażdżony, wyciągnąć
jeszcze można ale szybkie manewry wykluczone. Walizka powoli staje się nie do
użytku, nic to, za trzy dni będziemy w Luksorze, to pójdę sobie do 'mojego'
sklepiku na nabrzeżu i kupię drugą identyczną :)

Zgarnia nas rezydent Rainbowa, prowadzi (spory kawałek) do autobusu, mówi że
poczekamy jeszcze chwilę, bo zaraz lądują Katowice, w autokarze wszyscy
gromadnie włączają komórki, pikanie dziesiątków SMSów operatorów witających
nas na tej ziemi egipskiej obiecanej, do mnie jako pierwszy dochodzi SMS z ...
pracy ;-/ Ponoć niedaleko Empire jest kafejka internetowa, się skoczy, się
załatwi.

Dosiadają się ludzie z następnego lotu i wyjeżdżamy z lotniska, zatrzymując
się przy kilku hotelach i zostawiając po parę osób na pobyty - reszta trafia
do Empire. Zakwaterowanie, pokoje średnio paskudne, trzecie piętro, sporo
schodów, zdezelowana winda, no, empirowa norma dla 'przelotowców'. Po lekturze
forum zero zaskoczenia.
Ok. 17:30 ruszamy 'w miasto'. Skręcamy w prawo od hotelu, lokalizuję kafejkę
internetową po lewej (nawet ma napis Gadu-Gadu na szybie :) potem 'na nosa'
polecaną cukiernię El Zahraa (na nosa - bo pachnie ;) oblatujemy z tuzin aptek
w poszukiwaniu Intetrixu, Antinal jest w każdej, Intetrix w co czwartej, ceny
niezmienione, 5 i 12 LE.

Wracamy przed siódmą na kolację, TZ urządzą pierwszy kabaret myląc się przy
płaceniu za napoje i dając banknot 50 LE zamiast pięciofuntowego - kelner o
dziwo reaguje, oddaje 50, TZ zostawia mu 5 LE bakszyszu, kelner sie wybałusza
na bakszysz tak jak my na niego, że oddał pomylone 50 ;)

Pierwsza noc z atrakcjami. Padam na łóżko jak zwłoki, zasypiam w ułamku
sekundy - około północy budzi mnie łomot. Ktoś się dobija do jakiegoś pokoju,
waląc pięścią w drzwi. Prawdopodobnie pijany, prawdopodobnie do pustego
pokoju. Na piętrze cztery pokoje zajęte, cztery wolne, nie mam siły (i ochoty)
interweniować, reszta chyba też nie, przetrzymuję te pół godziny walenia,
zasypiam. O 4:30 budzi mnie jazgot na korytarzu. Ewidentne idiotki, ewidentnie
z Polski, właśnie się kwaterują i czekają na bagaże. Nie to, że głośno
rozmawiają - one wrzeszczą. Jedna, widać normalniejsza, próbuje uspokajać
koleżanki, 'daj spokój, tu nikogo nie ma!' - wrzeszczy inna.'Rano jest, pownni
już wstawać!' - dokłada druga. Nie wytrzymuję, zakładam na siebie po omacku
spodnie i polar i wychodzę na korytarz. Słysząc otwieranie drzwi idiotki
usiłują... uciec! Pełnoletnie (rzekomo) osoby o mentalności przedszkolaków.

Idiotki spuszczają z tonu, rozmawiają już normalnym głosem, to mi nie
przeszkadza, wracam do łóżka, zasypiam. Na krótko - o 5 daje znak życia
muezin, cholera, ten magafon jest chyba na minarecie 20 metrów od okna... ;->

Dzień drugi ==================
Wstajemy o siódmej. Po bardzo przyzwoitym śniadaniu wychodzimy z hotelu, TZ
zdążył namierzyć wczoraj akwarium, idziemy obejrzeć.

Odwieczny dylemat 'warto/nie warto', to samo co przy wszystkich łodziach ze
szklanym dnem, katamaranach i innych aquascope'ach.
Powtórzę swoje zdanie - dla osób które nie pływają i nie nurkują - na pewno
warto. Nasza trójka była bardzo zadowolona. Bilety po 15 LE plus 5 LE za jeden
aparat i prawo do fotek.
Akwarium malutkie, pilnujący chłopaczek najwyraźniej z łapanki, zgubił się
przy mnożeniu (na kalkulatorze!) 3 x 15, i już zupełnie nie rozumiał o co mi
chodzi przy tych dodatkowych pięciu funtach ;-> Dobrze wyczułam, po kwadransie
przyszła etatowa uśmiechnięta Arabka :)

Pogoda jak nie w Hurghadzie, nadal poniżej dwudziestu stopni i bardzo silny
wiatr. Idziemy w Dahar, tam cieplej ;)
W banku wymieniam trochę kasy, kurs 5,46. Zerkam z ciekawości na pocztę - w
środku jak u nas w dniu wypłaty emerytur i płacenia rachunków ;-> Zahaczamy o
mała pijalnię soków, mango i limonka.... mniam! :) TZ jako gratis dostaje
dodatkowo sok z trzciny cukrowej, MTZ próbuje - 'Trawa' - krzywi się ;)
Siedzimy na rogu, pusty placyk wokół, w pobliżu meczet.

Wracając wstępujemy do cukierni - nie jest przereklamowana :) Zapach,
ekspozycja, kolory - nie wiadomo za co się łapać :) Kupuję małą 'bombonierkę'
z efektownymi ciasteczkami, z zamiarem zjedzenia ją 'jakoś przy okazji' -
objechała Egipt, wróciła z nami do Polski i dopiero tutaj została pożarta :)

O 12 w hotelu spotkanie z pilotką. Podejrzewam, że piloci najbardziej chyba
nie lubią ludzi, którzy już na takiej imprezie byli - gryzę się w język co pół
minuty, żeby nie podpowiadać, komentować, potwierdzać czy zaprzeczać... ;-/
Statek podobno ma być dobry, lepszy od Ra. Tiaaa...

Przelatuję grupę wzrokiem, szukam idiotek... oddycham z ulgą, nie ma ich,
widać są nie z tej bajki ;)

Popołudnie i wieczór poświęcamy na dalsze wałęsanie się po okolicach hotelu.
Oglądamy Empire Beach - wiatr wywiewa mnie z plaży. Wchodzę do kafejki
internetowej napisac maila - pół godziny 1 LE, godzina 2 LE - to cennik dla
miejscowych. Dla obcych - pół godziny za 2 LE. W porównaniu z 15 LE za pół
godziny w Empire cena żadna, komp sprawny, połączenie bardzo przyzwoite,
kafejkę polecam z czystym sumieniem. Kolacja, inny kelner, cwany, probuje mnie
podliczyć na 5 LE więcej niż wczoraj za to samo. Po kolacji ciemno, podpinamy
się pod KZP (ma statyw! ;) i idziemy fotografować się pod duży meczet :)
Obserwuj wątek
    • imka.allegro Re: Wzdłuż Nilu, Rainbow - relacja 03.03.10, 19:13
      Druga noc z atrakcjami: 1:20 telefon, pobudka hotelowa. Coś im się ewidentnie
      pop... Zasypiam, nie na długo, idiotki nie zawiodły. Jakiś czas poźniej łomot,
      jedna dobija się do drzwi koleżanki (której ewidentnie nie ma). Zaciskam zęby,
      po pięciu minutach interweniuje KZP, po kilku sekundach wspiera go MTZ.
      Łomocząca wyniosłym tonem rzuca 'przepraszam' i... łomocze dalej. Dwie kolejne
      chichoczą za załomem muru. Opieprz w wykonaniu MTZ, zapada spokój, zasypiam, o 5
      podrywa mnie na równe nogi muezin, pobudka hotelowa o 5:30, wstajemy. Niech żyją
      przelotowe noclegi w Empire! :)

      Dzień trzeci ==================
      Odbieramy pakiety w restauracji, zdajemy klucze, bajzel jak zwykle, po
      kwadransie trzech dopada TZ-a żadając zwrotu klucza od sejfu, wyjaśnienia -
      znajdują klucz na recepcji. Za pokwitowaniem im te klucze oddawać czy co? ;)

      Zestawiamy bagaże w kupie w holu - 'Out, out!' daje nam znak bagażowy - żebyśmy
      je sami wynieśli przed hotel. Ma pecha - w pobliżu jest pilotka, 'Żadne out' -
      ripostuje. Wychodzimy, bagaże są wynoszone za nami, autokar już czeka, załadunek
      do luków, my wsiadamy.

      Ledwo się grupa rozsiadła, gdy rozlega się stanowczy głos pilotki 'Wszyscy
      wychodzimy!'. No to wychodzimy - zostawiając podręczne, co nie jest dobrym
      pomysłem, jako że w autokarze zaczyna się robić dziwnie szarawo ;->
      Autokar ewidentnie robi bokami produkując siwy dym z luku bagażowego,
      rozpoczynamy ewakuację bagaży podręcznych, potem pospolite ruszenie w celu
      rozładowania luków bagażowych, z prawego buchają już kłęby dymu, w ruch idzie
      gaśnica, my jesteśmy zaganiani do holu, przyjeżdża policja turystyczna w postaci
      trzech smutnych panów w czarnych płaszczykach, pechowy autokar zostaje
      przeturlany 20 metrów dalej, obsługa hotelaowa zamiasta biały proszek z jezdni -
      no, teraz czuję, że jestem w Egipcie naprawdę ;)

      Drugi autokar przed siódmą, na widok kierowcy pilotka wzdycha 'Najwolniejszy
      kierowca...!' Jesteśmy godzinę w plecy, z wolnym kierowcą będziemy drugą - czyli
      w Luksorze będzie 'ciasno'. Noooorma, gdzieś ciasno z czasem byc musi zawsze ;->

      Ruszamy, przejeżdżamy całą Hurghadę, mijamy Makadi, ponieważ konwoje zostały
      skasowane, to nie ma postoju w Safadze, check-point mijamy o 7:40, o 8:30 postój
      w stałym miejscu.
      Lecimy na kawę - 10 LE, z saszetek z ekspresu :)
      9:40 check-point Qena, 11:20 most w Luksorze, zawracamy do Teb Zachodnich, 11:40
      punkt pierwszy imprezy czyli kolosy Memnona. Prawy obstawiony rusztowaniem,
      widać zaczął się poważnie już sypać :(

      W drodze pilotka robi nam pogadankę co i jak, mówi składnie i interesująco,
      uprzedza o bardzo niskim poziomie wody w Nilu, przedstawia nam naszego
      egipskiego przewodnika, Amra. Amr mówi po polsku z niebyt dobrą wymową, ale na
      szczęście gramatycznie. Nie należy go tylko wybijać z rytmu mówienia, potrafi
      się wtedy zapętlić. Nie da się ukryć, głos ma cokolwiek usypiający, na początku
      go słucham, potem jakos odpływam. I złapałam się na tym wielokrotnie, nie wiem,
      czy był to skutek jego sposobu mówienia, czy powtórek większości tego, co już
      znałam.

      Po kolosach jedziemy do świątyni Hatszepsut. Jedziemy wzdłuż terenu zajmowanego
      kiedyś przez świątynię grobową Amenhotepa III, po ktorej zostały jedynie dwa
      posągi znane teraz właśnie jako kolosy Memnona. Ale na tym terenie widzę jakieś
      prace, w tyle za kolosami jakies posągi, murki, ludzie... i co dziś znajduje w
      necie? Ha! :)
      fakty.interia.pl/swiat/news/odnaleziono-glowe-faraona-ma-25-metra,1445469
      Pod Hatszepsut zamieszanie bo tłum dziki, Amr rezygnuje z taf-tafa, ja jestem
      wsciekła, bo usiłuję oszczędzić MTZ zbytecznego chodzenia, ale MTZ z twardych
      jest, idziemy. Grupie gubimy się prawie natychmiast, TZ leci uzupełniać swoje
      kolekcje fotek, ja wprowadzam MTZ na trzeci taras i zwiedzanie zaczynam od
      prezentacji tablicy egipsko-polskiej ekspedycji archeologicznej. Opowiadam
      troche o świątyni, robię fotki szóstce anglojęzycznych obcych osób (poprosili!
      ;) Tylko nie uprzedzili, że aparat mają ustawiony na seryjne, paluszek mi się
      ostał na guziczku, roześmiali się jak powiedziałam, że mają po jednej fotce dla
      każdego ;)

      Wolno schodzimy na niższe tarasy, wpadamy na TZ, przejmuje 'przewodnictwo' i
      opowiada o świątyni Totmesa III obok - kurde, we dwójkę możemy juz się spokojnie
      obejść bez przewodników :)

      Dopadam kogoś z grupy, pytam gdzie i kiedy zbiórka, stawiamy się punktualnie -
      jedziemy do 'wytwórni alabastru'. Jazgotliwy pokaz na zewnątrz, wchodzimy do
      środka, oczywiście MTZ nam się zawierusza, więc zamiast przysparzać dochodu
      narodowego brutto Egiptowi latamy z TZ i szukamy. Znaleźliśmy, wchodzimy, my z
      TZ z nastawieniem 'nic nie kupujemy', ale... no właśnie, zawsze jest jakieś
      'ale'. Moja mama tym razem poprosiła mnie o ibisa, a MTZ jest po raz pierwszy w
      takiej instytucji i nieuodoporniona jeszcze.

      Na wszystkich pierdółkach nalepka z ceną, oczywiście nie należy zbytnio się tym
      przejmować.

      TZ pokazuje mi ibisa, taki sobie, uczynny naganiacz zaintereplowany o mniejszego
      prowadzi mnie do innej półki, są mniejsze, nawet-nawet, cena 170 LE. Prycham (w
      duchu) i mowię że dam 100. Targi tradycyjne, płacę sto, chowam ibisa. Jak zwykle
      przepłacone, ale hucpy nie chce mi się odstawiać, szcześliwa że już mam to za
      sobą ;->

      MTZ chce wazonik. 160, akurat. Znowu proponuję 100, targi, znudzona rzucam '100
      i trzy dolary dla ciebie'. Skutkuje natychmiast, naganiacz łypie wzrokiem
      dookoła, 'don't talk to boss!' prosi i rusza pakować wazonik.

      Muszą być na jakimś procencie od sprzedaży, po reakcji na trzy dolce na boku nie
      sądzę, aby był to duży procent. Być może te trzy to już było za dużo, ale
      ubawiona jestem, że przypadkiem znalazłam nowy sposób na skrócenie targowania :)


      Po alabastrach - Dolina Królów. Godzina 15, boję się że będzie gorąco, tłoczno i
      paskudnie - zaskoczenie, temperatura całkiem miła i wyjątkowo pusto. Podjeżdżamy
      jednym z dziesiątka oczekujących taf-tafów, gorączkowo ustalamy kto z MTZ do
      jakich grobowców idzie, ja postanawiam odświeżyć sobie Tausert i Setnachta -
      jakiś mniej kolorowy mi się wydaje, mam nadzieję, że to tylko złudzenie, a nie
      wyblakłe kolory... Z nowości wybieram Ramzesa III i Totmesa III. Coraz więcej
      grobowców jest zamkniętych, coraz mniej udostępnionych...
      Zakaz fotografowania w całej Dolinie.

      Po wizycie w Dolinie odgrywa się część pierwsza dramatu pt. 'Rejs na Nilu' czyli
      kwaterujemy się na statek. Cumujemy w okolicach... mostu, czyli do Luksoru mamy
      jakieś osiem kilometrów.
      Statek ma dwie nazwy, Le Scribe lub Etoile du Nil III. Na recepcji grawerowana
      tabliczka, trzy nazwy statków tej kompanii, przy Le Scribe rok 2003. Złośliwie
      twierdzę, że uwiecznili datę jedynego remontu po półwieczu użytkowania ;->

      Na dzień dobry 16 osób z grupy ma zakwaterować sie na statku obok. Na tym nie ma
      dla nich miejsc.
      My dostajemy kabiny na Nile Deck. Jestem wściekła. Zwłaszcza że kabimy okazują
      się małe, ciasne, z dwoma niewielkimi okienkami - w zęzie jeszcze nie mieszkałam.

      Grupa jest rozrzucona po wszystkich pokładach, pilotka mnie 'pociesza', że
      kabiny umieszczone wyżej są wyjątkowo zimne, te w 'zęzie' są ponoć
      najcieplejsze, ale wyznacznkiem jest tu dla mnie MTZ, która w domu utrzymuje
      temperaturę 18 stopni, a na statku też zmarzła. Zabieram od niej z kabiny drugi
      koc (w tym rozgardiaszu nie zauwazyłam, że ona ma przypisaną dwójkę a my
      jedynkę). Nie chce nam się przenosić, mieszkamy tak już do konca. Znaczenia to
      nie ma żadnego, bo wszystkie kabiny równie małe.

      Żeby było śmieszniej - na kartach 'zameldowania' początkowo mieliśmy wpisane
      kabiny na czwartym pokładzie, potem skreślone i wpisane kabiny z Nile Deck. Wiem
      dlaczego - ale ta wiedza nie umniejsza mojego rozgoryczenia. Zapamietajcie - nie
      opłaca sie być miłym, uprzejmym i uśmiechniętym. Należy być asertywnym,
      agresywnym i roszczeniowym
      • imka.allegro Re: Wzdłuż Nilu, Rainbow - relacja 03.03.10, 19:17
        ...inaczej bedziecie mieszkać w zęzie.

        Statek - waham się w ocenie, czy lepszy od Ra, czy gorszy. Korytarze nieco
        szersze, ogólnie niby czyściej, ale w restauracji ponure bezhołowie, posiłki
        gorsze niż w Empire, zimno, grawerowana tabliczka w łazience żeby nie wrzucać
        papieru toaletowego do toalety, tylko do kosza - nawet na Ra tego nie było.
        Obiecują za to sprzątać dwa razy dziennie - co z kolei na Reginie było normą i
        bez papieru toaletowego w koszu.

        Ogólnie statek - dno, muł i wodorosty, zaklajstrowane mieszaniną dżemu i
        sztucznego miodu. Z nerwów ograniczam spożycie czegokolwiek do bezwględnego
        minimum, co jak się okaże, uratuje mnie (ale szkoda, że tylko mnie).

        Część ludzi wykupiła all na statku, część nie. Z kolei te 16 osób pierwotnie
        zakwaterowanych na statku obok, dostało all na przeprosiny - efekt taki, że
        obsługa zgłupiała, zamówiłam dwie kawy w barku, nie chcieli ani wziąć kasy, ani
        wypisać rachunku, odeślali do recepcji, recepcja odesłała do kierownika
        restauracji, ten nie wiedział w ogóle o co chodzi - no, kino po prostu.

        Prosty test statku - zamówić świeży sok z limonek. Jak dadzą wodę z paroma
        kroplami soku z cytryny, to wiadomo już co to za statek. Na Le Scribe coś
        takiego 20 LE. Dokładnie taki sam 'sok' był na Ra... Spokojnie można sobie takie
        'ekstrawagancje' darować. Jak również i resztę żarcia - ale o tym za chwilę ;-P

        Wieczorem (nadal w niedoczasie) lecimy do Świątyni Luksorskiej. Zwiedzanie w
        biegu, czasu nie starcza nawet na Aleję Sfinksów, wychodzimy tuż przed 21,
        świątynia jest szykowana do prywatnego pokazu.

        Część grupy wraca z pilotką na statek, druga część jedzie na dorożki i do
        jakiejś kawiarni. Ponieważ dorożki po nocy uważam za durny pomysł, a kawiarnia
        proponowana przez Amra też jakoś nie nęci, MTZ wybiera statek, a ja, TZ i KZP
        urywamy się, prosząc tylko o sygnał o której bedą pod Winter Palace wracając po
        tych dorożkach i kawiarniach.

        Tradycyjnie lecimy do ksiegarni. 'Nasza' już zamknięta, wracamy do ksiegarni
        naprzeciwko świątyni, TZ wybiera jakies tony makulatury, terminal kart nie
        działa, płacimy 360 LE żywą gotówką, KZP w miedzyczasie testuje McDonalda obok,
        wychodzi roześmiany z czekoladowym shake'iem w ręku :)

        Idziemy na nabrzeże, szukam sklepiku z walizkami - jest! :) Wchodzę, ale
        czerwonej paskudnej nie ma, jest podobna granatowa, pytam o czerwoną, bezczelnie
        wzmiankując że chcę taką samą jaką TU kupiłam trzy lata temu ;)
        Facet proponuje żebyśmy zajrzeli jutro po 12, może się coś znajdzie. No dobra,
        spróbujemy zajrzeć.
        Wychodzimy i idziemy do 'naszej' kafejki na nabrzeżu kilkanaście metrów dalej -
        dajcie mi ludzie nareszcie soku z limonek! :)) Dają, a jakże, normalny, uczciwy
        sok. KZP zamawia mango, prycha że za słodki. TZ nie może doprosić się Sakkary,
        wszędzie tylko Stella (albo na odwrót ;-P )

        Bimbamy sobie na nabrzeżu, potem wychodzimy na Corniche, troche siedzimy, trochę
        spacerujemy, w końcu przychodzi SMS - za 10 minut pod Winter Palace, czekamy
        kilka minut, podjeżdża nasz autokar, wskakujemy i jedziemy te osiem kilometrów
        do statku.


        Dzień czwarty ==================
        Pobudka o piątej. Już to mi nie pasuje, za późno jest, ale sporo sił zużyłam na
        namówienie MTZ na lot balonem, więc usiłuję robić dobrą minę do złej gry. Busik
        punktualnie o 5:45, zgarniamy ludzi z innych statków, chłopak który nas zbiera
        zadaje pytanie czy ktoś już leciał balonem. Mowimy że my, pyta gdzie. Mowimy że
        tu, w Luksorze, pyta z jaką firmą. Mówimy że z Magic Horizon, mina mu trochę
        rzednie, ale dziarsko obiecuje, że ten lot będzie zupełnie inny. Zaczynam się
        bać ;->

        Dalej jest tak jak opisywała Miriam ;-P Siedząc na motorówce przy nabrzeżu z
        rosnącą wściekłościa obserwuję kolorowe balony oświetlone promieniami
        wschodzącego słońca wznoszące się na drugim brzegu. Drugi raz nie dam sie już
        tak nabrać, gdyby nie MTZ, to wysiadłabym z łódki i wróciła na statek, mieliśmy
        lecieć 'pierwszą turą'. Jak widać baloniarze ustalenia z pilotem mają w głębokim
        poważaniu, ja nie sprawdziłam godziny wschodu słońca, gdybym skorelowała z
        godziną wyjazdu byłoby widoczne jak na dłoni, że na wschod się już nie
        załapiemy. Wręcz gotuję się z wściekłości, nigdy więcej tak się nie nabiorę,
        żaden Sindbad, patrzę na balony, jako jeden z czterech pierwszych w powietrzu
        jawi się 'mój' czerwony Magic Horizon. Uch! Sprawdzić porę wschodu słońca,
        dorzucić z półtorej godziny - wyjdzie pora odjazdu busika. Busik później - start
        balonu później.

        Reszta w normie, coś tam do picia i przegryzienia, postój pośrodku Nilu na
        tłumaczenie jak się zachować w balonie podczas lądowania, podpływamy do brzegu,
        przesiadka w busik, podjeżdżamy, balon właśnie pompują, potem załadunek do
        kosza, cztery przedziały sześcioosobowe i jeden centralny. Balon już pod gazem,
        pilot co chwila kontaktuje się z wieżą - zmiana reguł gry, każdy balon musi
        dostać indywidualne zezwolenie na start z wieży lotniska w Luksorze. Koniec
        efektownego startu dwudziestu balonów jednocześnie.

        A teraz plotka - po zeszłorocznym wypadku w kwietniu
        wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80708,6540837,Wypadek_balonu_w_Egipcie___16_turystow_rannych.html
        podobno Kair dostał piany, podobno loty zostały wstrzymane na pół roku, podobno
        zaczęli latać dopiero w październiku, podobno w tej chwili zgodę na lot w danym
        dniu wydaje Kair.

        Wypadek ponoć wcale nie polegał na przypadkowym wpadnięciu na BTSa, tylko po
        prostu wiał zbyt silny wiatr, wszystkie liczące się firmy balonowe wstrzymały
        starty, jeden się wyrwał no i zleciał. Podobno jeden trup, pilot ciężko ranny,
        reszta też.

        Podobno wszyscy baloniarze poszli na dodatkowe szkolenia i przetrzepano trochę
        te towarzystwa balonowe (to już mój wniosek-pobożne życzenie). Ceny wzrosły - w
        tej chwili lot 130$. O lotach nad Nilem i Karnakiem mowy nie ma.

        Wszystko podaję jako informację niesprawdzoną, zasłyszaną, nie wiem na ile
        poprawne dane miał mój informator, informacji sama nijak sprawdzić nie mogłam,
        ale w sumie wydaje się dość wiarygodna. I zgodna z obserwacjami - dość długo
        czekaliśmy w koszu na zgodę na start.

        Sam lot - bez zarzutu. Spokojnie i bezpiecznie. Dla odmiany wiał wiatr północny,
        zatem obejrzałam południową część Teb Zachodnich, Medinet Habu i widoczne na
        piasku, ale tylko z powietrza, kontury fundametów świątyń grobowych Aya,
        Horemheba i nawet coś, co potem TZ identyfikuje mi jako ostatni ślad po Malqacie.

        Widoczność niestety bardzo kiepska. Skutki zwiedzania Egiptu w lutym, jeszcze
        nie raz podczas tego objazdu będę sobie pluć w brodę za termin ;->

        Lądujemy gładko po ok. 50 minutach lotu, nawet niezbyt głęboko w pustyni,
        usiłują nas na pożegnanie uraczyć kocią muzyką i pseudo-tańcami, ja jestem nadal
        trochę nabuzowana. Wsiadamy do busika, chłopak rozdaje koszulki i dyplomy,
        łeeee... wtedy sam pilot nam to wręczał wraz z uściskiem dłoni ;) No, ale sam
        lot był naprawdę ok, już się przestaję czepiać :)

        Reasumując: jak komuś zależy na starcie po ciemku i wschodzie słońca już z
        lecącego balonu - upierać się przy Magic Horizon, startują jako jedni z
        pierwszych. Jak ktoś się zadowoli lotem po wschodzie - może być Sindbad. Wiatr
        był odpowiedni, przelecieliśmy spory kawałek, nie było windy 'up&down' przez pół
        godziny.

        Pakują nas do busika i z racji lokalizacji statku nie przewożą motorówką przez
        Nil, tylko jedziemy do mostu i wracamy na nasz statek.

        Śniadanie (symboliczne dla mnie, bo nadal jestem zła o te balony, a jak jestem
        zła, to nie jem) i wyjazd do Karnaku. Plac przed Karnakiem odstawiony na medal,
        efektowny budynek wejściowy, piękna makieta świątyni w środku - dopiero teraz
        widać jakie to kiedyś było olbrzymie i jak wyglądało :)
        Usiłuję się trzymać grupy, ale mi to nie wychodzi ;) i po chwili już zaczynamy
        łazić po swojemu. Doprowadzam MTZ pod skarabeusza, mówię o co c
        • imka.allegro Re: Wzdłuż Nilu, Rainbow - relacja 03.03.10, 19:19
          Latam po Wielkiej Sali Hypostylowej, szukam miejsca z którego można zrobic
          zdjęcie dwóch obelisków i dwóch palm - jest! Z prawej strony, kolumna w drugim
          rzędzie, czwarta od prawej - jeśli staniecie przed nią przez prześwit między
          kolumnami widac oba obeliski. Mam nadzieję, że nie pomyliłam liczb :)

          Po Karnaku powrót na statek, mimowolne asystowanie przy awanturze, boat-manager
          wydziera się na pilotkę, pilotka wydziera się na boat-managera - chodzi o to, że
          statek obok odpływa, 16 osób ewakuowało się już z powrotem na Le Scribe i
          boat-manager życzy sobie, aby prosto ze zwiedzania poszli na obiad, a umyć ręce
          w swoich kabinach to mogą po obiedzie, winą za całe zamieszanie obarczając
          pilotkę. Prawdopodbnie kabiny nie są jeszcze gotowe. Na pytanie, czy to jej
          błąd, że ma ludzi zakwaterowanych na dwóch statkach nie odpowiada, nie wiem, czy
          brak już mu argumentów, czy to ja i TZ stojący za plecami pilotki jesteśmy
          powodem. Przychodzi Amr, zaczynają sie dyskusje, ja ograniczam się do
          stwierdzenia że takiego cyrku nawet na Ra nie było i idę na obiad (którego i tak
          nie jem, bo jak jestem zdenerwowana, to... itd.)

          Po obiedzie wyjazd na fakultety - Medinet Habu, Deir-el Medina i Wyspa Bananowa.
          Medinet Habu wspaniałe jak zwykłe, tylko bez TZ-a, który gdzieś się zaplątał,
          nie jestem w stanie znaleźć reliefów z bitwy morskiej - Wiem gdzie są, ale nijak
          ich nie widzę :(
          W Deir-el Medina jesteśmy po raz pierwszy, pogadanka przewodnika i zejście do
          dwóch grobowców, w grupach po dziesięć osób. Malutkie - ale zdobienia
          fantastyczne. Dostępne były dwa grobowce, Sennedżema, rzemieślnika z czasów Seti
          I i Ramzesa II, a w drugim, chyba Anhercha (Inheret-chau? Inherkha?, czasy
          Ramzesa III i IV), urządzam pisk na widok jednego ze wzorków zdobiącyh strop
          przedsionka w grobowcu, wzorek po bliższym rozpoznaniu okazuje się skonstruowany
          z powtarzających się wizerunków krowich pysków - ale nadal mi się podoba :)

          Autobusem wracamy na brzeg i wsiadamy na dwie motorówki, płyniemy na Wyspę
          Bananową. Wysiadamy przy stromych kamiennych schodkach, za trap robi wąska długa
          deska :-> Przechadzka po wyspie, fotografujemy pęki bananów i inne zielska, pod
          koniec poczęstunek - każdy może dostać kawałek trzciny i bananka. Próbuję, a
          jakże - trzcina słodka jak... trzcina, a bananek lekko kwaskowaty ;)

          O zmroku pakujemy się z powrotem na nasze dwie motorówki. Ponieważ na drugą
          trzeba przejść przez pierwszą, to część ludzi rezygnuje, zostaje na pierwszej na
          którą weszli - w efekcie my na naszej mamy luz i furę wolnych miejsc i po chwili
          musimy zawrócić, bo ta pierwsza, lekko 'dociążona' nie jest w stanie odbić od
          brzegu i samodzielnie zleźć z tych kamieni ;->
          Ale nasz sternik sprawnie podpływa, rzuca tamtej hol, po chwili obie już płyną
          do Luksoru.

          Na nabrzeżu odmeldowujemy się Amrowi, MTZ wraca na statek, nasz trójka udaje się
          'na miasto'. Nauczyliśmy się nazwy miejsca gdzie stoi nasza krypa - Wataneya -
          zresztą mamy karteczkę z arabskimi robaczkami gdzie jest to wypisane, plus numer
          telefonu na statek, nie zginiemy :)
          W pierwszym rzucie idziemy do sklepu po moją walizkę. Zonk, czerwonej nie ma,
          sorry. Oglądam zatem inne, pojawiła się nowa, robiona na krokodyla, brązowa,
          bajer straszny, podoba mi się - ale ma niestety pięć wystających kółek. Pierwsze
          ładowanie do jakiegoś luku załatwi mi dwa kółka, a drugie pozostałe trzy - po co
          mi druga popsuta walizka? Rezygnuję z krokodylowej, biorą sztampową granatową,
          cena - 125 LE. Taniej niż trzy lata temu, miło :)

          TZ i KZP wybierają pocztówki, ja oglądam t-shirty, wybieram jeden dla MTZ, z
          trzema rysunkowymi śmiesznymi wielbłądami, płacimy rachunek za całość i
          wychodzimy. Te sklepiki na nabrzeżu w Luksorze to dla mnie ulga - nie namawiają,
          nie wciskają, jak zapytasz to odpowiedzą, ceny takie że aż głupio by było się
          targować ;) I jak mi się rozleci ta granatowa, to też tam pójde kupić kolejną
          walizkę, a co! :)

          Wychodzimy na Corniche, przechodzimy na druga stronę i idzemy sobie nieśpiesznie
          zerkając na jakieś banki i bankomaty, TZ testuje swoja kartę, bankomat się
          pluje, zatem ja biorę trochę funtów na swoją, przy kolejnym następna próba, TZ
          zadowolony bo udało się i jemu z kartą chipową, zatrzymujemy się przy jakimś
          sklepiku z wodą, pakujemy flaszki do walizki - no, pełen luksus. Na 'rozdrożu'
          za Pyramisa Isis zatrzymujemy się, skręcamy w lewo, ja bym przegapiła i szła
          prosto, ale panowie pamiętali - to droga do Wataneya. Stoimy jakieś dwie minuty,
          zatrzymuje się taksówka - pytanie ile do Wataneya. 30 LE - dla nas do przyjęcia,
          jedziemy bez targów, bo to jednak kawał drogi. Pewnie by się udało za 10 czy 15,
          ale co tam, taksówka warta dla mnie tych 30, żadna turystyczna nówka, tylko
          stare obdrapane combi przerobione na siedem osób ;)
          Bez problemu dojeżdżamy na statek, kolacja symboliczna (nic nie jem, bo mi się
          nie chce). O 21-ej odpływamy, pryskam na górę, za moment przepływamy pod mostem,
          znowu widzę malowidła na filarach, mogliby jakoś je podświetlić ;-P
          Niektórzy zamawiają budzenie na śluzowanie - my sobie darujemy, juz to
          przerobiliśmy trzy razy, idziemy spać!


          Dzień piąty ==================
          dopływamy do Edfu. Śniadanie (mało jem bo tak! ;-P ) i wychodzimy na zwiedzanie
          świątyni, dojeżdżamy autobusem. Grupa znika mam z oczu, nieśpiesznie prowadzę
          MTZ do wewnętrznego korytarza, namawiam KZP żeby sie dopchał do sanktuarium i
          strzelił fotkę barce, potem wychodzimy na zewnątrz, po paru minutach znajdują
          się TZ i MTZ, razem (chyba jako jedyni z całej wycieczki) obchodzimy świątynię
          dokoła, zewnętrzny mur od tyłu robi wrażenie
          www.fotosik.pl/pokaz_obrazek/cdc03b511a143f12.html 16 reliefów postaci
          parometrowej wysokości, dokoła puściutko, okrążamy świątynię, wracamy z drugiej
          strony, mijamy prace budowlane i ewidentne szykowanie do podświetlania świątyni
          i pewnie kolejnego widowiska 'światło i dźwięk'.
          Handlarzy w Edfu chyba ktoś zdrowo utemperował - nie są ani trochę bardziej
          nachalni niż gdzie indziej.
          Wracamy na statek, odpływamy z Edfu, niestety, KZP nie udaje się złapać na
          jednej fotce pylonów świątyni, minaretu meczetu i wieży kościoła koptyjskiego...
          szkoda.

          Pokładowa nuda - ale taka która lubię najbardziej, siedzimy na górnym pokładzie,
          ja mogę godzinami wpatrywać się w brzegi (ale rozumiem że nie wszyscy to lubią i
          po pewnym czasie ich to nudzi). Mnie jakoś znudzić nie może ;->
          Urok psuje tylko kiepska widoczność, pogarszana dymami z pożarów suchych zarośli
          na brzegach, w którymś momencie widzimy cztery takie słupy dymu jednocześnie.
          Popijamy kawę z MTZ, kłopoty z rachunkiem, MTZ chce na leżak, 3/4 jest wolnych -
          ale wszystkie zajęte, bo ręczniki leżą. Jeden wolny-wolny, ale ręcznikow już nie
          ma. Wkurzam się i nie jem obiadu ;-P

          Po obiedzie zakupy w statkowym sklepiku, standardowo koszulki z kartuszem,
          jakieś kolejne pocztówki i znaczki (1,25 LE de nomine, na statku 1,5 LE). Statek
          płynie jak głupi, ale gołym okiem widać, że na 18-tą do Kom Ombo to my nie
          zdążymy - znowu nas będą wyganiać ze świątyni.
          Do brzegu przybijamy chwilę przed 19, wypadamy biegiem i zwiedzanie. W trakcie
          zwiedzania TZ-owi robi się niedobrze, oj... ledwo daje radę wrócić. Efekty
          natychmiastowe, proszę pilotkę o lekarstwa, przynosi Drotazide, Streptoquin,
          Buscopan - zaczęło się. A jutro rano TZ planował jechać z MTZ do Abu Simbel, ja
          chciałam sobie odpuścić i się wyspać... Statek pełną parą gna do Asuanu po nocy,
          no bo Abu Simbel...
          • imka.allegro Re: Wzdłuż Nilu, Rainbow - relacja 03.03.10, 19:20
            Dzień szósty ==================
            Udało się dopłynąć na czas, cumujemy ponoć koło pierwszej, pobudka 2:20, TZ się
            zbiera, ale ja coś czuję, więc nie śpię tylko czekam, po dwudziestu minutach
            słyszę 'Znowu mnie łapie, nie dam rady pojechać'. Wyskakuję z łóżka, w dziesięć
            minut jestem gotowa do wyjazdu, zostawiam TZ-a samego, duży jest, powinien dać
            sobie radę, jedziemy do Abu Simbel.
            Tym razem nie czekam na wschód słońca, zasypiam tak szybko jak tylko mogę, w
            przerwach jedynie rejstrując jazdę kierowcy - 120 km/h i ani km więcej, jedzie
            szybko, równo i bez wygłupów.
            Jesteśmy na miejscu około wpół od siódmej, zwiedzanie, w świątyni Nefertari MTZ
            przyznaje się, że jest jej duszno i zaczyna się źle czuć, zaczynam wpadać w
            panikę...

            Powoli odprowadzam ją do autokaru, grupa się zbiera, o dziewiątej zaczynamy
            wracać. MTZ zasypia, ja usiłuję, ale średnio mi to wychodzi, dyżurny miraż
            przypada akurat na drzemkę.
            Dojeżdzamy, TZ w całkiem przyzwoitej formie przejmuje ode mnie MTZ i odprowadza
            ją do kabiny, ja lecę po leki, faszeruję MTZ zestawem obowiązkowym. Obiad
            odpuszczamy sobie wszyscy.

            Po obiedzie - Wielka Tama i świątynia Izydy na Agilkiji. Jestem roztrzęsiona,
            nie wiem czy mam jechać czy siedzieć przy MTZ, która po prostu padła - jak nie
            ona, nigdy jej nie widziałam w takim stanie. Pilotka mówi, że będzie zaglądać do
            MTZ, podejmujemy decyzje - jedziemy. Ale szczerze mówiąc niewiele z tego wyjazdu
            zapamiętałam, nerwy dają o sobie znać.
            Tyle, że znowu mieliśmy jakąś dziwną motorówkę i na środku Nilu musieliśmy się
            przesiadać do innej.

            Po świątyni - jubiler i już wracamy na statek, Wita mnie pilotka informacją, że
            MTZ ma wysoką gorączkę, włożyła ją do wanny do chłodnej wody, ale to średnio
            pomogło, ból brzucha, wymiotów brak - MTZ nie potrafi wymiotować :(
            Lecę do kabiny, tak na oko (raczej rękę) temperatura bliska 39-40 stopniom, to
            przestaje być zabawne. Wylatuję na górę, wysyłam SMS-a do ubezpieczyciela, w tej
            zęzie nawet zasiegu nie ma, Centrum Alarmowe oddzwania w ciągu dwóch minut,
            ustala szczegóły, żadają PESELA - skąd ja mam im pesel wytrzasnąć? Zejdę do
            zęzy, to wypadnę z zasiegu, zadowalają sią datą urodzenia, mówią że w ciągu
            dwóch godzin powinien być lekarz.
            Te półtorej godziny do przybycia lekarza wspominam jak jakiś koszmar. Miotam się
            bez sensu, nie mogę być na dole, bo nie ma tam zasięgu, jak jestem na górze, to
            się denerwuję co z MTZ, kolacja, jaka kolacja i po co?! Żebym jeszcze ja do
            kompletu zdechła?

            Kursuję tak bez sensu miedzy Main Deckiem a Nile Deckiem, jestem akurat w
            kabinie, pukanie, otwieram - lekarz! Witam go jak zbawcę, lece po pilotkę zeby
            wspomogła w tłumaczeniu, mój angielski wystarczy na hotel i handlarzy, ale na
            lekarza już nie bardzo. Lekarz uśmiechnięty, spokojny, ja nadal przerażona, MTZ
            ledwo jest w stanie głos dobyć - konsultacja, dwa zastrzyki, tabletki na
            później, lekarz wychodzi, MTZ zasypia.

            Być w Asuanie i nie pójść na suk? Wyciągam TZa, przelatujemy Corniche aż do Al
            Mahatta, zanurzamy się w suk, specjalnie nie mam ochoty na kupowanie
            czegokolwiek, czarna abaja z przecznicy będzie musiała jeszcze zaczekać... ;->
            Przechodzimy suk do końca, wybrukowany, elegancki, pod koniec trafiają się
            zwykłe sklepiki, znajduję taki z przyprawami, widzę że żadnych turystów w środku
            nie ma, zakupy robią sami miejscowi, wchodzimy, TZ pyta o herbate z miętą - nie
            mają :(

            Gdzieś dalej pytam jeszcze raz o herbatę, usiłuje mi zamiast nubijskiej wcisnąć
            jakieś perfumowane paskudztwo po bandyckiej cenie 100 LE za 10 deko, odchodzę,
            TZ twierdzi że na widok moich pleców sprzedawca krzyknął 'Dwadzieścia!' a jak
            odeszłam jeszcze dalej, to 'Piętnaście!' - no, przynajmniej dowiedziałam się
            ludzkiej ceny.
            Zapytana później pilotka powiedizała, że za kilogram herbaty nubijskiej, tej
            mieszanej z mietą, płaci sie około 100 LE ;)

            Dla odmiany TZ zaczyna się źle czuć, wracamy na statek, zaglądam do MTZ, śpi, TZ
            znowu zaanektował łazienkę i.... :(
            Kładę się, usiłuję nie myśleć o niczym, zasypiam.

            Dzien siódmy ==================
            Wyprysnęłam z łóżka jak na sprężynie, wrzuciłam byle co na siebie i poleciałam
            do MTZ - pomóc jej wstać, ubrać się, spakować... otwieram drzwi, a tam MTZ - już
            wstana ;) umyta, ubrana, już spakowana - uśmiechnięta jako te ptaszę...
            myślałam, że się poryczę z ulgi.

            Zastrzyki okazały sie nieprzereklamowane, zadziałały świetnie, postawiły MTZ na
            nogi błyskwicznie i skutecznie. Ale nikomu nie życzę tego przerażenia, jakie
            przeżyłam.
            Lekarz był wzywany tylko do MTZ. Nie wiem dokladnie ile - ale zemstę na statku
            złapało chyba ponad pół grupy. Niektórzy reagowali z opóźnieniem i dopadło ich w
            pociągu. TO NIE BYŁ DOBRY STATEK. I szanowni czytacze, to nie jest norma
            statkowa na Nilu, istnieją statki, gdzie nikomu nic takiego się nie zdarza.
            Nawet na Ra nie było takiego pogromu.

            Śniadanie - nerwy puściły, cała się trzesę, zadowalam się kawą, od reszty mnie
            odrzuca - profilaktycznie.
            W programie mamy dziś Wyspę Kitchenera i wioskę nubijską, zobaczę jak u MTZ z
            kondycją, imprezy niezbyt męczące, może da radę. W międzyczasie wymeldowujemy
            się, płacimy całe 104 funty za 'napoje', dobrze że nie wzieliśmy all po 160 zł
            od łebka - drobna różnica, 104 funty, a 480 złotych na trzy osoby ;-> All warte
            statku.

            Pakujemy się na felukę. Wiaterek mizerny, a nam jak zwykle się śpieszy - feluka
            jest holowana przez motorówkę ;) Na wyspie Kitchenera oczywiście, zamiast
            słuchać przewodnika i wykładów na temat zielska, wyszarpuję (nie śmiać się!
            ;-PPP ) ćwierć kilo kocich chrupek taszczonych z Polski dla kotów, u stóp po
            chwili mam biało-rudo-czarną plątaninę kocich łap i ogonów, masa ludzi chyba wie
            o tych kotach bo i od innych grup lecą jakieś kawałki mortadeli śniadniowej,
            wszystko znika momentalnie.
            Idziemy na spacer, MTZ odżywa - ciepło, powietrze rześkie, cień olbrzymiej
            zieleni - całkiem sympatyczny klimat na wyspie :) No, poza kawałkiem alejki,
            gdzie jadłodajnię urządziły sobie czaple - cuchnie zdechłą rybą potwornie ;->

            Schodząc na przystań zawieszam wzrok na hematytach, wskazuję prosty naszyjnik z
            kulek, bez żadnych kolorowych plastików, pytam ile, 40. "Dwadzieścia!' rzucam
            przez ramię i ciagnę MTZ do motorówki. Po chwili sprzedawca materializuje sie
            koło mnie i podaje naszyjnik, odwdzięczam się przygotowaną zawczasu
            dwudziestofuntówką. Widać cena niezła, bo po chwili przynosi dwa inne hematytowe
            i proponuje 'dwa za czterdzieści' ;)

            Okazuje się, że TZ nie najlepiej się czuje i jednak woli wrócić na statek, w
            oczach MTZ widzę, że ma ochotę na wioskę - ok, wołam do pilotki 'Plus dwie
            osoby?', pilotka kiwa głową, włazimy na łódkę 'wioskową', reszta ekipy drugą
            łódką wraca na statek.

            Płyniemy. Trochę się obawiałam wioski, mnie jakoś nie ciągnęło tam ponownie, ale
            teraz te kilka godzin wspominam jako jeden z najprzyjemniejszych momentów
            wycieczki, katarakta jest piękna, pogoda wspaniała, przepływamy miedzy skałami,
            skałkami i kamieniami, co chwila jakieś ciekawe ptaszydło wodne, czapli jak
            psów... ;)

            Brzegiem idą wielbłądy, zapytana pilotka mówi, że lepiej na wielbłądach w
            Kairze, bo tamtejszych wiebłądziarzy krótko trzyma Rosita, tutaj się zdarzyło że
            pchły wielbłądzie kogoś poważnie pogryzły, gdyby trafiło na alergika byłby
            poważny problem, te kairskie ponoć lepiej zadbane. Ja z kolei niezbyt mile
            wspominam swoją przejażdżkę tutaj z powodu niesympatycznego zachowania
            chłopaczków-przewodników, kiwam głową - słusznie.

            Dopływamy do wioski. Cumujemy - ale przejść znowu trzeba po desce półtora metra
            długości, dziesięć cm szerokości! :) Kicam na brzeg jak zając, odwracam się, ale
            MTZ dziarsko maszeruje za mną, uf! :)

            Wchodzimy do pobliskiego domu - nie dom to, a zadaszona przestrzeń między
            parterowymi budynkami ustawionymi w podkowę, podzielona na kwartały, z trzech
            stron otoczona kuchniami, pokojami, sypialniami, jadalniami... gdzie drzwi
            otwarte, tam można zajrzeć.
            Czestują kawą, herbatą i
            • imka.allegro Re: Wzdłuż Nilu, Rainbow - relacja 03.03.10, 19:23
              ...i karkade, dają krokodylka do potrzymania, pośrodku w okratowanym od góry
              kojcu, duży krokodyl, tak z półtora metra - nie wygląda zachęcająco ;->
              Spokojnie i niewrzaskliwie. Potem idziemy do szkoły, nauczyciel jest genialny,
              bezbłędnie powtarza każde z naszych imion, przy Przemysławie sama mam ochotę bić
              mu brawo :)) Każdy po kolei idzie do tablicy i pisze swoje imię - czyli
              przerysowuje robaczki napisane wcześniej przez nauczyciela ;)
              Na dole są dwie klasy 'dla turystów', właściwe klasy są na pierwszym piętrze,
              zaglądamy i tam, patrzę na arabską tabliczkę mnożenia - do dwunastu :)
              Wdrapujemy się na taras na dachu, piękny widok na wioskę i kataraktę.
              Wychodzimy ze szkoły i przez bazarek wolno przechodzimy do przystani. Widzę
              działające warsztaty tkackie - oczywiście nie wpadam na pomysł żeby przystanąć,
              wleźć do środku i kupić sobie tkany szal :( Zatrzymujemy się za to przy
              'piaskarzu'. No bo jak nazwać człowieka, który do szklanych buteleczek o
              fantazyjnych kształtach wsypuje różnokolorowy piasek, formując z niego obrazki -
              rysunki wielbłądów, całych karawan, palm, wydm piaskowych?
              Kicz, niewątpliwy kicz dla turystow. Ale ten kicz to rękodzieło, niepowtarzalne,
              'rysunki' są bardzo subtelne, kolory delikatne, stonowane, pokazuje jak to się
              robi - to swoiste mistrzostwo! Kupuję jedną taką buteleczkę z piaskiem dla MTZ
              (20LE, bez targow), po niewczasie żałuję, że nie wzięłam drugiej dla siebie.
              Nieco dalej - drugi 'piaskarz'. Wzory toporne, kolory jadowite, krzykliwe,
              butelki prostokątne, 'apteczne' - nawet nie ma porównania z poprzednim!

              Widziałam potem taki 'piasek' chyba gdzieś w Kairze i ze dwa razy w Hurghadzie.
              Najpiękniejszy był jednak ten pierwszy, w wiosce nubijskiej, jeśli traficie -
              zwróćcie uwagę, warto choćby popatrzeć! :) Miejsce rozpoznacie po kolorach
              piasku w buteleczkach ;)

              Schodzimy na przystań, wsiadamy na naszą motorówkę i wracamy do Asuanu.
              Przepływamy pod Old Catarakt - straszy ślepymi otworami okien - podobno
              kapitalny remont. Strach pomyśleć, ile będzie kosztował po remoncie! ;)

              Usiłuję się pozbyć rozwalonej czerwonej walizki. 'Porzucenie' nie wchodzi w gre
              - potraktują jako zgubioną i odniosą w ząbkach. TZ pertraktuje ze sprzątającym i
              prosi, żeby tę walizkę zniknął, może wyrzucić, może sobie wziąć... kończy się
              podpisaniem cyrografu, że TZ DAJE tę walizkę .......... (tu imię i nazwisko)...
              Można sie nie obawiać, że na statku cos komuś zginie ;)

              Ostatni posiłek na statku, może coś jem, a może i to nie. Adrenalina jeszcze
              działa, głodu nie czuję. Podjeżdża autokar, wskazujemy bagaże, pilotka rozdziela
              je wg wagonów, mamy miejsca w 1, 2 i 8 wagonie, my z MTZ w w dwojce, KZP też w
              dwójce, gdzieś w pobliżu. Pilotka mówi że w sklepiku na peronie ceny normalne,
              będzie można kupic wodę i takie tam różne.
              Podjeżdżamy pod dworzec, wysiadamy i idziemy na peron, pociąg juz stoi. Oglądam
              nasze przedziały - obiektywnie siermiężne, ale jak dla mnie jest super! Między
              przedziałem naszym a MTZ wewnętrzne drzwi, świetnie. Mikro umywaleczka, mikro
              kranik, mikro ciśnienie wody jak się potem okazało, nie szkodzi, za to wszystko
              mniej więcej działa i jest na miejscu. Klima ok, światło znośne - wychodzimy na
              peron, nadjeżdżają bagaże, wyłapujemy swoje i wnosimy do pociągu - nie ma
              wysokich stopni jak w naszych, minimalma różnica poziomów między peronem a wagonem.
              Po wniesieniu bagaży idziemy do sklepiku. Mijamy KZP, który wraca z Mirindą
              Hibiscus ;) w pierwszym sklepiku krzyczą nam 5 LE za dużą wodę, idziemy do
              drugiego i zaczynam: dwie duże wody, sześć małych, dwa soki takie, jeden owaki,
              mirinda, puszka piwa, schweps... sprzedawca zaczyna się smiać, pakuje to nam do
              czterech toreb, podlicza na 75 funtów, ja robię duże oczy, poprawia się szybko
              na 65, sprawdzam - 65 ;-> Dłoń sprzedawcy błądzi nad batonikami, w koncu wybiera
              jakieś dwa, wręcza nam z uśmiechem 'Discount!' Śmiejemy się wszyscy, discounty
              pożarłam sama, były przepyszne! I oczywiście nie pamiętam nazwy co to było... :(

              Ruszamy o 16:20, teoretycznie czeka nas około 12 godzin jazdy, ile w praktyce -
              zobaczymy. Kokosimy sie w przedziale, wychodzimy na korytarz, jakieś pogaduszki,
              pociąg jedzie bardzo przyzwoicie, podają nam kolację - gorącą :) Wołowinka w
              sosie, rybka, jakaś sałatka, pieczywo, coś słodkiego, pomarancza, nie przerobię
              tego wszystkiego, zwłaszcza że i TZ i MTZ przechodzą profilaktycznie na 'pół
              porcji'.
              Po kolacji rozkładanie łożek - to trzeba zobaczyć :) Posłanie dwóch zabiera
              magikowi jakieś dziesięć sekund :))
              Mijamy Luksor - za Luksorem pociąg nie zwalnia, oho, myślę sobie, nie będzie
              trzech godzin opóźnienia - i nastawiam budzik na 5:30. W uchwyt na ścianie
              wstawiam butelkę soku z guavy i idę spać na pięterku.

              Dzień ósmy ==================
              Łomot do drzwi. Patrzę na zegarek - 3:45, no chyba kogoś po...! ;-> No ale
              trzeba wstawać, nie ma rady, pociąg jedzie jak głupi. Podnosimy sami łożka,
              pakujemy się z grubsza, po chwili podają śniadanie. Można było jeszcze pospać z
              pół godziny, bo dojeżdżając do Kairu pociąg zwalnia, przystaje, rusza, zwalnia,
              rusza, przystaje... w sumie na miejscu jesteśmy 5:20. Autokar, bagaże, przejazd
              do hotelu - wysiadamy na El Nile na znajomym rogu, już się cieszę, trafiamy do
              Santany, witanej przeze mnie i TZa jak dobrze znane miejsce :)
              Mijamy bank (pilotka ostrzega że bankomat potrafi łyknąć kartę, którą po
              wyciagnięciu odsyłają... do Polski ;-> ), naszą aptekę, sklepik (pilotka
              ostrzega że niemiły, potrafią sprzedawać kranówkę w butelkach, poleca Alfa
              Market (z Santany w lewo i w lewo).

              W hotelu można iść na kawę, trafiam do restauracji na antresoli, siadam z kolegą
              KZP z pokoju, zamawiamy dwie kawy... po chwili (nazwijmy to litościwie chwilą
              ;-> ) przychodzi kelner, uroczyście zestawia z tacy filiżanki, jedną stawią
              przede mną, drugą przed towarzyszącym mi panem, po czym bierze jedną łyżeczkę i
              uroczyście kładzie ją... pomiędzy nami :) Płacimy, kelner się oddala, patrzymy
              po sobie i wybuchamy śmiechem :D
              (W Mayorce, drugim hotelu Rainbowa w Kairze, podobno potrafią podać jedną
              łyżeczkę na osiem osób ;)
              Żadne z nas nie słodzi, więc łyżeczka nie jest potrzbna, a co się uśmialiśmy to
              nasze :)
              Po kawie schodzimy na dół, bagaże zestawiamy w kącie holu i maszerujemy na El
              Nile do autokaru, wsiadamy, Rosita przedstawia sie oficjalnie, jedziemy do Memfis.

              Nareszcie widzę Alabastrowego Sfinksa! Nic dziwnego że słynny - spory kawałek
              alabastru musiał na niego pójść ;) I leżący posąg Ramzesa... nic, tylko czekać
              aż oderasturują i znowu pokażą ten jedyny ocalały w całości.

              Po Memfis jazda do Sakkary. Faktycznie, tak jak pisała Miriam, pod
              przewodnictwem Rosity przez przedsionek przelatujemy w trybie ekspresowym ;->
              Ale dla mnie Rosita miała i niespodziankę - "Proszę państwa, tu są dwie mastaby,
              zamknięte, nie można do nich wchodzić, pilnują, ale ten pan już mnie widzi i już
              otwiera..." ;)
              I załapujemy się na zwiedzanie mastab Inefreta i Idut z V dynastii -
              fenomenalne, widzę reliefy różnych gatunków ryb, kwiczę z radości bo są
              wyjątkowej urody i gubię się w rachunkach usiłując je policzyć, druga mastaba z
              kolei to istny labirynt komór i korytarzyków...! Jak dla mnie rewelacja! :)

              Po Sakkarze Kair Koptyjski, Kościół Zawieszony (akurat był chrzest), Kościół Św.
              Sergiusza (akurat była komunia po mszy, zakaz fotografowania, można kupic
              fotografie Groty) i synagoga (zakaz fotografowania już od furtki).
              • imka.allegro Re: Wzdłuż Nilu, Rainbow - relacja 03.03.10, 19:26
                No i ostatni punkt programu na dziś - Muzeum Kairskie. Wada - Rosita zachowała
                się jakby oprowadzała turystów, dla których Egipt = Tutenchamon i nic innego ;->
                Zaleta - mimo wszystko z przyjemnością przeszłam przez cały zbiór gadżetów
                wyciągniętych z tego 'podrzędnego' grobowca ;)
                Słuchaweczki dla wszystkich, mikrofon dla Rosity - spodobała mi się ta formuła.
                Gdyby jeszcze wszystkich turystów zakneblować, a przewodników powyżej pewnych
                decybeli razić prądem... (i nie mówie tu o Rosicie, w swoich słuchawkach
                słyszałam innych krzykaczy, którzy mówili do swoich mikrofonów ;-> )
                Podsumowując - w muzeum nadal jest duży hałas (nie mylić z Zahim, choć tego to
                wszędzie pełno ;)

                W czasie wolnym ciągnę MTZ do posadzki z pałacu amarneńskiego i do sali
                amarneńskiej, pokazuję rzeźby twarzy Echnatona i Nefertete, zniekształcenie
                postaci na reliefach amarneńskich, jestem zła bo zniknęła mi gdzieś 'Księżniczka
                jedząca kaczkę', MTZ po tym już ma dość, wychodzi, my z TZ robimy szybki kurs po
                Starym i Średnim Państwie, któryś z przewodnikow podświetla latarenką oczy
                skrybie, efekt niesamowity, te oczy żyją... :)

                I powrót do hotelu - na recepcji kino i awantura, mimo że godzina 16, to pokoje
                dla nas nie są jeszcze przygotowane. MTZ dostaje klucz, idzie na pierwsze
                piętro, po chwili pilotka daje mi inny, lecę za MTZ, wyrzucam ją z pokoju do
                którego weszła, daję drugi klucz, z pierwszym wracam do pilotki, w pokojach
                ewidentny bajzel po poprzednich lokatorach, obsługa zaczyna dopiero latać w
                popłochem w oczach i naręczami pościeli, ręczników, szmatek, odkurzaczy... no,
                niby kolejna 'norma', ale trochę już zaczyna denerwować.
                Rozbawia mnie tylko widok z okna pokoju MTZ - ma podgląd na basen hotelowy ;)
                www.fotosik.pl/pokaz_obrazek/f1cfdcae1eca80c8.html
                Dla przypomnienia zdjęcie sprzed trzech lat
                www.fotosik.pl/pokaz_obrazek/f1cfdcae1eca80c8.html
                Jak widać postęp jest - zwinęli chodnik! ;)

                Po kolacji (na antresoli, serwowana, nawet jadalna) wymiata nas na miasto. Raz
                kozie smierć - muszę się dostać na wieżę!
                Idziemy do mostu Tahrir, przedostajemy się na wyspę, od razu skręcamy w lewo
                (błąd, lepiej było skręcić w drugą przecznicę), idziemy, idziemy, idziemy...
                nadkładamy drogi, ja mam poważny problem z przejściem przez kolejną ulicę, za
                nic nie wejdę pod pędzące samochody :( El Nile udalo mi sie przejść, bo wg
                recepty forumowej wlazłam pod taksówkę, faktycznie, zwolniła ;->
                Jakoś się w końcu udaje, obchodzimy jakiś klub, skręcamy w prawo, dochodzimy pod
                wieżę - kolejka gigant! No tak, piątek jest. Zmierzcha się szybko, na zachód
                słońca z wieży zero szans, TZ nie ma ochoty na całą imprezę, ja twardo wysyłam
                go po bilety, jak już tu dotarłam (co najmniej dwukrotnie ryzykując życiem) to
                nie zrezygnuję. Ustawiamy sie grzecznie w ogonku i stoimy, stoimy, stoimy...
                Winda jest jedna, kursuje cały czas, ale zabiera jednorazowo około 10 osób ;->
                Po jakiejś godzinie SMS od KZP - że dotarł pod wieżę i też już stoi w ogonku ;)
                Wychodzę na środek schodów, wypatruję, jest, macham, przychodzi do nas, stoimy
                we trójkę jakąś następną godzinę ;->

                W końcu wjeżdżamy. Na szczycie łeb urywa, silny wiatr, ja ubrana na Kair
                popołudniowy w strefach parterowych, ale co tam, chciałam to mam - światła
                miasta oszałamiające! Tylko widoczność bardzo słaba, mgła, smog, początki
                hamsinu...?

                Po zrobieniu kupy fotek dokoła musimy odstać kolejne pół godziny - żeby zjechać
                na dół. Na dole kolejka do wieży zmniejszyła się - ale minimalnie. Nie polecam
                piątków :(

                Wracamy inną drogą, łatwiejsza mi się wydaje, na ulicy którą trzeba przejść są
                nawet światła, ale ja oczywiście, z gracją, nieomal wpadam pod dorożkę...(!)
                Idziemy w kierunku hotelu i postanawiamy znaleźć polecany AlfaMarket. Jakoś nam
                nie wychodzi, pytamy o drogę, kierunek pokazują zgodny z informacją pilotki, no
                to idziemy, dochodzimy do ronda, na czuja skręcamy w lewo i po kolejnych 100
                metrach jest!
                Normalny market, jest wszystko, łacznie z piętrem przemysłowym. Kupujemy wodę,
                soki, chałwę i wracamy do hotelu. Pokój zastajemy otwarty na oścież...;->


                Dzień dziewiąty ==================
                Pobudka, śniadanie - jedziemy do Gizy. Po raz kolejny mam okazję podziwiać
                umiejętność pilotów w sterowaniu grupą - jakoś nikt nie chce do Cheopsa ;-> (jak
                byłam z Logostourem, to weszła większość grupy - kilkoro zdeterminowanych
                chętnych pociągnęło resztę, a pilot zadbał o to, żebyśmy byli na tyle wcześniej
                aby móc kupić bilety ;)

                Jedziemy najpierw na płaskowyż - w programie wielbłądy. Ale co się dziwić -
                zostaje nas tuzin, reszta wsiada i jedzie :) Nawet MTZ się skusiła - no być w
                Egipcie i nie przejechać sie na wielbłądzie pod piramidami?! ;)
                Pewnie, czepiać się można (i ja bym się czepiła), ale skoro dla sporej ilości
                osób jest to oczekiwana atrakcja? Jeździć samemu i nie marudzić na wyjeździe
                zorganizowanym, o! ;)

                Widoczność, niestety - fa-tal-na! Nie widać dokumentnie nic. Pytam Rosity kiedy
                najlepsza - odpowiada że w październiku-listopadzie.

                Karawana wraca, wsiadamy do autokaru i podjeżdżamy na parking miedzy Cheopsem a
                Chefrenem, część osób leci do piramidy Chefrena. Oczywiście ja i TZ też, czwarta
                piramida ;)
                Korytarz - brrr, prawie na czworakach ;-P (no dobra, przesadzam, ale niski jest)
                W pewnym momencie robi sie wyższy, ale skulona nie widzę tego, dalej idę zgięta
                w pół, wita mnie śmiech wracających i wołania że już mogę się wyprostować -
                faktycznie! :)

                Lubię wchodzić do piramid, to przedzieranie się korytarzami w dół, w górę,
                wchodząc nigdy nie wiem co mnie czeka, czy to już, czy jeszcze, daleko czy
                blisko, jaka będzie komora na koncu aura tajemniczości działa :)

                W komorze grobowej duży sarkofag, bez pokrywy, sama komora olbrzymia, większa
                chyba niż u Cheopsa... wychodzimy. Droga do wyjścia jakby krótsza sie wydaje ;)

                Znajdujemy MTZ pod piramidą, fotki na tle 'kamyczków' - żadna inna fotografia
                nie oddaje tak dobrze proporcji 'czlowiek-piramida' jak człowiek na tle jednego
                skalnego bloku :)

                Do zbiórki 20 minut - mowy nie ma żeby zdążyć do Muzeum Barki (do którego Rosita
                dość starannie zniechęcała). Obejrzałam strzępy jednej barki w Muzeum - i jednak
                wydaje mi się, że warto zobaczyć i tę odrestaurowaną pod piramidami - żeby
                wiedzieć jak naprawdę wyglądała i jak duża była. No ale pefumeria czeka ;->
                Tylko jeszcze najpierw odwalić Sfinksa trzeba.
                Podjeżdząmy, Rosita goni - ma rację, na dobrym miejscu jest jeszcze pustawo,
                ustawia się kolejka do podrapania Sfinksa pod brodą (sama mam takie zdjęcie
                sprzed dwóch lat ;) po chwili już dzikie tłumy. Ale zdążyliśmy przed główną falą
                zwiedzających.
                Jakby nie było wielbładów z samego rana, to byłby czas i na Cheopsa, i na
                Chefrena, i na barkę, i na Sfinksa ;-> Ale to dla fanatyków chyba tylko.

                Perfumeria. Wchodzimy z hasłem 'Nic nie kupimy!' - efekt: czteropak. No, ale to
                dla MTZ... Potem papirusy. 'Nic nie kupujemy!' - no ale MTZ chce papirus z
                kartuszem... ;->
                Na swoje usprawiedliwienie mam tylko fakt, że to moje pierwsze zakupy w
                perfumerii były, czyli poległam dopiero za trzecim razem :))
                • imka.allegro Re: Wzdłuż Nilu, Rainbow - relacja 03.03.10, 19:26
                  Cytadela i meczet. Dłuuuugi wykład Rosity - i powiem szczerze, żal mi było tego
                  czasu, ale jednocześnie stwierdzam, że Rosita naprawdę mówiła momentami barwnie
                  i ciekawie. I wydaje mi się, że większości osób się to bardzo podobało.
                  Aczkolwiek "rażący błąd merytoryczny na temat cytadeli jak i meczetu
                  alabastrowego" był (wcześniej, pod piramidami).

                  Na koniec dnia Khan al Chalili. oczywiscie Rosita najpierw nas wciągnąła w głąb
                  bazaru (mówiąc że gdzie indziej nie warto iśc) a była to akurat część, do której
                  wg mnie nie warto było iść ;->
                  Wyplątujemy się, ale czas ucieka, więc na ten zwyczajniejszy bazarek zostaje nam
                  minimalna ilośc czasu, TZ szuka portfela, ale nie pierwszego lepszego tylko ma
                  byc taki-a-taki. Cudem jakimś w zaułku znajdujemy turystyczny wyrób - ale
                  dokładnie taki jak miał być :) Ze strachem myślę o targowaniu, ale sprzedawca
                  chyba też miał już wszystkiego dość, bo powiedział 25 LE. Może dla zasady
                  powinniśmy - ale nam sie już tak nie chciaaaaaaaaaaaaaaało.... bierzemy, płacimy
                  i zmiatamy ;)

                  Koniec dnia zwyczajny - kolacja, zakupy w AlfaMarket i spaaać!


                  Dzień dziesiąty ==================
                  Aleksandria bądź Kanał Sueski - takie fakultety nam zaproponowano. Wymóg
                  ilościowy to min. 8 osób do Aleksandrii, 18 nad Kanał (bo nie ma toalet po
                  drodze i musi jechać duży autokar z toaletą).

                  Od pierwszego dnia prowadziłam szeptaną propagadandę ;-P starając się namówić
                  jak najwięcej osób na Aleksandrię, chyba skutecznie bo pojechało nas 20 osób :)
                  Mam nadzieję, że były zadowolone - np. MTZ w Aleksandrii się zakochała i bez
                  wahania wymienia ją jako miasto, które w Egipcie najbardziej jej się spodobało
                  :) Wycieczka nad Kanał przegrała walkowerem ;->

                  Wycieczka zorganizowana z pewną gracją, w trakcie jazdy rozdano nam menu, 6
                  wersji, można było sobie wybrać co się chce na lunch. TZ (znający drób i ryby
                  tylko z nazwy) był bardzo zadowolony.

                  60 km przed Aleksandrią postój. Nie chce mi się wyłazić z autokaru, ale MTZ
                  kiwa... okazuje się, że zatrzymalismy sie przy mini ZOO. No cóż, rybki w
                  akwariach efektowne, ale reszta... rzucam tylko okiem i szybko się zmywam, żal
                  mi pięciu dorosłych lwów w klatkach po ok. 20 metrów, nie mówiąc juz o zwykłych
                  psach, stanowiących jak widać podobną atrakcję, nasze zwykłe dogi, spaniele,
                  dalmatyńczyki... :( Stoły i ławki pod zadaszeniem, można usiąść i spokojnie
                  zjeść pakiet śniadaniowy.

                  W Aleksandrii program zwiedzania to teatr rzymski, Cytadela z zewnątrz,
                  Biblioteka Aleksandryjska z zewnątrz i od wewnątrz (byłam zaskoczona, jakoś
                  zupełnie inaczej wyobrażałam sobie środek), smaczny lunch w restauracji z
                  widokiem na Corniche (soki rewelacyjne, acz drogie) i Park Montaza na koniec, z
                  zejściem na plażę przy prywatnych domkach plażowych i możliwością zanurzenia
                  stóp w wodach Morza Śródziemnego ;)
                  Przewodniczką była ewidentna fascynatka Aleksandrii, Mariola. Nic dodać, nic
                  ująć, mi się bardzo.

                  Po szybkim lunchu urwaliśmy się - no rzut beretem byliśmy od Fruit Valley, nie
                  mogliśmy sobie odmówić! :) Pognaliśmy na zwykłe soki, podrożały ;-P i wypada
                  zostawić pół funta z paragonem na ladzie. Opici jak bąki wracamy przed
                  restaurację do autokaru.

                  Przejazd efektowną Corniche, spacer po Montaza i trzeba wracać...
                  W Santanie kolacja, ostatni wyskok do AlfaMarket, bankomatu naprzeciwko sklepu i
                  pakowanie.


                  Dzień jedenasty ==================
                  Nie powiem żeby dobrze mi się zaczął, znaczy do zejścia na kawę wszystko było
                  ok, przy kawie dosiadła się do mnie pilotka: 'Macie zmieniony hotel, nie
                  jedziecie do Steigenbergera'.
                  Odechciało mi się w tym momencie kawy, śniadania, Rainbow Tours, Egiptu i
                  wszystkiego innego.

                  Sześć godzin jazdy, rozwożenie ludzi po hotelach W Hurghadzie, my jedziemy
                  najdalej, Sunrise Garden Beach, dziesięć kilometrów za Steigenbergerem.
                  Zakwaterowanie, dowiadujemy się że rezerwację w hotelu zrobił podobno...
                  Steigenberger, podobno dziś rano, podobno potrzebował naszego pokoju dla kogoś
                  więc wywalił klientów polskiego biura. Mamy ultra all inclusiv podobno na
                  przeprosiny, wrodzona grzeczność nie pozwala mi na stwierdzenie, gdzie mogą
                  sobie te ultra (drinki alkoholowe z alkoholi importowanych bez ograniczeń) wlać.
                  W hotelu Niemcy, Rosjanie, Francuzi, Polacy, Czesi, Ukraińcy, Włosi... niestety,
                  ruskie też byli.

                  Pokoje ok, parter w bungalowie, wada niestety ujawnia się dopiero o godzinie
                  21:30 - w 'amfitearze' tuż obok zaczyna sie animacja. Poziom decybeli przekracza
                  wszelkie normy i granice dobrego smaku. Ponieważ całodzienne nerwy mi dojadły,
                  to padłam spać po ósmej, po godzinie zostałam wyrwana ze snu potwornym łomotem,
                  chce mi sie płakać z wściekłości, z drugiej strony jestem nieprzytomna ze
                  zmęczenia, wygrzebuję stopery z kosmetyczki, wciskam w uszy, i padam po raz
                  drugi...

                  Dzień dwunasty ==================
                  Hurghada, LB (czyli leżenie bykiem), coś czego nie znoszę, no ale to miał być
                  super-hyper-ultra wyjazd dla MTZ... I niestety nie wyszło. Jedzenie na szczęście
                  niezłe, choć rejwach w resturacji budzi skojarzenia ze stołówką FWP i czasem
                  można się poślizgnąć na jakiejś duszonej rybie czy innej frytce.
                  Trzy rzędy dużych bungalowów, mało wysokiej zieleni, niekóre palmy jeszcze
                  'nieodpakowane' - za jakiś czas będzie tu całkiem-całkiem. Trzy baseny, jeden
                  podgrzewany, na plaży bez problemów znajdujemy wolne leżaki, zostawiam MTZ w
                  wersji plażowej, sama łażę bez celu i nie bardzo wiem gdzie się obrócić i co
                  robić... Z rozpaczy wysyłam SMS-a do pilotki i zamawiamy się na katamaran jutro.
                  Wieczór - rozpoczęty znowu o 21:30, ryki niosą się po całym kompleksie, słychać
                  je nawet na końcu fantazyjnego i bardzo ładnego mola - ze 300 metrów od brzegu,
                  co gorsza z hoteli obok dobiegają inne ryki i o takim samym natężeniu :(
                  A ja naiwnie liczyłam, że wybierając Steigenbergera zostane takich 'atrakcji'
                  pozbawiona...
                  Jedno muszę przyznać - koniec naszych ryków następuje codziennie punktualnie o
                  22:30.


                  Dzień trzynasty ==================
                  Po śniadaniu czekamy na busik, zabieramy się na przejażdżkę katamaranem. Jest to
                  fakultet z biura, 35$ od łebka. Busik punktualny, zabiera nas do mariny, na
                  nabrzeżu spotykamy fragmenty naszej grupy objazdowej, obsługa rozdaje nam
                  numerki, wsiadamy, jesteśmy w drugiej turze do zejścia na dół, na razie płyniemy
                  do rafy, wypytuję współlokatora KZP co tam u nich, mają znacznie lepszy pokój w
                  Empire na pobycie niż po przyjeździe.

                  Pierwsza grupa schodzi do płóz katamaranu, 45 minut, wymiana grup, trafiamy
                  nieszczególnie, siadamy przy szybie z widokiem pod katamaran (druga strona,
                  oświetlona słońcem prezentuje się lepiej), tłok, ławeczki niskie, usiłują nas
                  dopychać, i tak dwie osoby w samym dziobie płozy siedzą na podłodze na materacu.
                  Szyby niewysokie, trzeba się schylić, co nieco widać - udaje mi się zobaczyć
                  efektowną płaszczkę 'w locie' :) Ale niestety zobaczyłam również ślad na rafie
                  po dziobie jakiejś łodzi, ktora musiała się nieźle zaryć... ruina. Podejrzewam,
                  że całkiem niedługo albo skasują te wycieczki, albo... już nie będzie czego oglądać.

                  MTZ zadowolona, ja też, TZ bardzo niezadowolony - planuje jutro wyskoczyć sobie
                  na AquaScope - cena taka sama, a ponoć szyby większe.
                  Wracamy i LB.
                  Po kolacji spacer na drugą stronę ulicy, sklepiki które oglądamy tylko z
                  zewnątrz, standard, zaczepki w normie, 'Sprechen Sie deutsche?' 'Nein!' 'Where
                  are you from?' 'Szuflandia!' i wracamy do hotelu. Nuuuuuuuuuuuda. Godzinny
                  łomot. I cisza nocna.
                  • imka.allegro Re: Wzdłuż Nilu, Rainbow - relacja 03.03.10, 19:27
                    Dzień czternasty ==================
                    Zaraz po śniadaniu wbijam się w kostium i idziemy na plażę. Po raz pierwszy od
                    .... lat!
                    I nawet się zanurzam w wodzie! :)
                    Chlapiemy się wszyscy radośnie do momentu, w którym MTZ zwraca uwagę na
                    zawartość tylnej kieszeni szortów TZ. Zaczynam się śmiać, głupawka mnie dopada,
                    rozkładam sie jak długa na leżaku, do wachlowania się w upale dostaję 13 mokrych
                    pięciofuntówek, reszta rozłożona na stoliku, pół plaży ma kupę funu ;) Ale
                    egyptian money is good money, waterproof, stainless i w ogóle, jak nadchodzi
                    czas wyjazdu TZ na AquaScope to kasa już podeschnięta, bilet auqascope też
                    wysuszony - zostajemy z MTZ same.
                    Zwijamy się po jedenastej, na plaży zaczyna się kurs 'belly dance', nawet
                    specjalnie nie przeszkadza, ale już i słońce daje popalić, wracamy do bungalowu.

                    TZ wraca przed obiadem, zadowolony, mówi że było super i ze wszystkich trzech
                    testowanych łajb (łódź ze szklanym dnem, katamaran i aquascope) jednak aquascope
                    jest najlepszy - dwa rzędy po 12 'stołków barowych', szyby 3x2 metry, na jedną
                    szybę przypada 6 osób, on w dodatku trafił na niepełną obsadę, siedział sam
                    przed taką szybą, mając za plecami dwójkę normalnych Rosjan.

                    Po obiedzie wybieramy się do Daharu. Wychodzimy przed hotel, pierwsza taksówka
                    po 30 sekundach, pierwsza wieloosobowa po 90... ;-> Jedziemy. Jazda trwa jakieś
                    20-20 minut, kawał drogi. Płacimy 10 funtów, oczywiście facet się drze że za
                    mało i oczywiście TZ daje mu na odczepnego kolejną piatkę. Wrrr.

                    Plączemy się po Daharze, ale jakoś instynktownie wyłazimy w już znane miejsce,
                    docieramy do cukierni, kupuję jeszcze dwa zestawy ciasteczek w pudełku (bardzo
                    się spodobały w Polsce jako gifty :) i idziemy do Empire - 'empirowcy' mają
                    spotkanie 'wyjazdowe' z pilotką, do nas żadne info nie dotarło, więc
                    profilaktycznie wolę mieć to już poza sobą ;->
                    Dowiadujemy się że mamy być gotowi o 12, przyjedzie po nas busik i zawiezie od
                    razu na lotnisko, ok.
                    Gadamy jeszcze trochę, potem sie ulatniamy, zapadł juz zmrok, wchodzimy w Dahar,
                    przechodzimy przez placyk z pijalnią socków i meczetem - wtedy był pusty, a
                    teraz...! teraz dopiero zaczyna się toczyć tu życie - bazar w pełnej krasie, i
                    to chyba bardziej taki dla miejscowych :)
                    Zatrzymuje się taksówka - wracamy. W sumie 40 LE. TZ nie potrafi sie targować :(
                    Swoją drogą naprawdę ciężko się targować nie znając realnej ceny... (na liczniku
                    miał około 12 LE po przyjeździe na miejsce).


                    Dzień piętnasty ==================
                    Rozpaczliwy standard - pakowanie, siedzenie na spakowanych walizkach, wyjście do
                    holu recepcyjnego, wymeldowanie, przyjechał po nas busik (facet z tabliczką
                    Rainbow Tours), jest 10 minut za wcześnie, nasze bagaże... no właśnie, gdzieś
                    są, nikt nie wie gdzie. W końcu się znajdują, ruszamy punktualnie o 12.
                    Lot ma być o 15, ale podobno zażyczyli sobie, żeby być 3 godziny przed odlotem
                    (i chyba nawet już wiem dlaczego).
                    Odprawa bałaganiarska, facet kwestionuje moje bilety, daje mu resztę co została,
                    pyta się czy nic innego nie mam, nie mam, to bierze te pierwsze. Kino.
                    Pozbywamy sie bagażu, wypełniamy druczki, przechodzimy kontrolę paszportową i
                    siedzimy dwie godziny i czekamy ;->
                    Rejwach w terminalu koszmarny, obchodzę żeby zobaczyć jak to wygląda, stragany
                    jak na suku, ceny jak z kosmosu - za chałwę która w Kairze kupiłam za 8 LE tu
                    chcą 23. Te dwie godziny są po prostu potrzebne, żeby turysta pozbył się reszty
                    pieniędzy, które jeszcze ma ;->
                    Startujemy punktualnie, kapitan uprzedza że wylądujemy z niewielkim opóżnieniem,
                    bo wiatr mamy w paszczę, 160 km/h. Zachód słońca chyba nad Turcją... znowu mi
                    jakoś uciekły te dwa tygodnie... (granatowa walizka doleciała w całości).

                    ==================
                    Podsumowanie: nie polecam takiego wyjazdu komuś, kto już był w Egipcie na
                    lepszym objeździe. Owszem, dobry, a nawet bardzo dobry dla osób, które 'robią'
                    Egipt między Chinami a wyjazdem na Lofoty ;) traktując to jako miejsce na mapie
                    do zakreślenia krzyżykiem 'tu byliśmy'. Dla kogoś, kto powtarza taki objazd,
                    niedogodności jednak wychodzą na pierwsze miejsce przed przyjemnością podróżowania.
                    MTZ zadowolona, KZP odpytany o opinię powiedział 'warto', - ale my z TZ-em nie
                    będziemy tego wyjazdu mile wspominać. Niestety, najgorszy z naszych trzech
                    objazdówek.
                    Nie da się ukryć - na finał dobiła nas ta zmiana hotelu, wszystkie schody na
                    trasie kwitowałam 'odetchniemy w Hurghadzie w baaaaaardzo dobrym hotelu', a tu
                    kopniak w zadek na pożegnanie.

                    Tragicznie też nie było ;) - mastaby, piramida Chefrena, Memfis, lot nad
                    południową częścią Teb Zachodnich, efektowne Edfu z tyłu - zawszeć coś nowego
                    zobaczyłam. Ale swojego przerażenia na widok chorej bliskiej osoby, mając w
                    drugiej kabinie drugą chorą bliską osobę - nie jestem w stanie zapomnieć.
                    (Tak na marginesie - KZP też się pochorował - czyli biorąc nas za przeciętną,
                    wyszły trzy osoby chore na jedną, której nie ruszyło. Bo w porę przestała jeść.)

                    Czy poleciłabym komuś Rainbow? Zależy komu. Młodym, odpornym - tak. Starszym, w
                    wieku MTZ - będę odradzała. Przeproszę się jednak z TUI, chociaż nie sądzę, aby
                    MTZ dała się namówić na kolejny wyjazd. To też jest jakiś miernik.
                    Organizacyjnie nieźle, ewidentnych niedopatrzeń biura nie stwierdziłam. Mogliby
                    tylko wybrać sobie lepszy statek (przynajmniej z restauracją na Nile Deck, co
                    gwarantuje brak kabin turystycznych tamże) i zmienić Sindbada na Magic Horizon,
                    na Santanę już się uodoporniłam, zresztą ma duży urok 'lokalizacyjny', wszędzie
                    blisko. AlfaMarket wymiata ;)
                    Wpadka z hotelem, ponoć niezawiniona przez biuro. Zobaczę co odpiszą na reklamację.

                    Pogląd na temat Rosity mam ambiwalentny ;-> Z jednej strony bardzo dobrze
                    zorganizowana, znająca realia, trzymająca krótko wszystkich 'współpracujących'
                    miejscowych, grupę też ;-> Z drugiej strony zbyt już zmanierowana, zbytnio
                    schematyczna, 'odtąd-dotąd', apodyktyczna w wydawaniu sądów 'warto-nie warto',
                    czasem podaje błędne informacje, a wszystko bo czasu nie ma, bo perfumy, bo
                    wielbłądy, bo papirusy... (zacznij jeździć sama, przestaniesz się czepiać - nie
                    spokojnie, to ja sama do siebie ;)
                    Ale z kolei wszystkie te rzeczy dla wielu osób były naprawdę atrakcją. No więc
                    nie wiem, rozstrzygnijcie sami, czy chcecie mieć Rositę za przewodnika :)

                    Grupa 35 osób, wiek od kilkunastu do siedemdziesięciu lat, średnia chyba między
                    40 a 50, zestaw osobowy bardzo zrównoważony, żadnych spóźnień, żadnych wygłupów,
                    każdemu bym życzyła takiego składu.

                    Przepraszam za zbyt może osobisty ton tej relacji. Kłopoty sprawiły, że nie
                    byłam w stanie na wszystko patrzeć obiektywnie.

                    Any questions? ;)
    • 4przemo77 Re: Wzdłuż Nilu, Rainbow - relacja 03.03.10, 21:24
      Fajny opis ci wyszedl - gratuluje. Ja bylem rok temu, ale na opcji dla wygodnych, w maju.

      Tez mialem Eioile du Nile III, ale u nas sie nikt nie zatrul na szczescie. Ja sam mam jedna zasade - w Egipcie ruszam tylko jedzenie smazone albo pieczone, w ostatecznosci gotowane. Nic swiezego, zadnych lodow, salatek, owocow, swiezych sokow itp., a jak napoje to cola, piwo i dodatkowo przed i po jedzeniu 50 ml czegos mocniejszego. Qrcze wspulczuje serdecznie, ale w sumie bardzo musieli obnizyc loty na tym statku bo mi wszystko smakowalo, nieraz bylo tylko niedosolone.

      Co do Rosity - w pelni zgadzam sie z tym co napisalas. Na pewno duza wiedza i umie sie znalezc w tamtych realiach. Co do zlych cech to wqrzylo mnie u niej poganianie w Gizie, a potem 2 godziny w insttucie perfum i 1,5 godziny w instytucie papirusu. Jak dla mnie to ona ma od zakupow w tych przybytkach niezla dole i sobie po prostu dorabia na turystach z polski. Musialabys widziec jej niezadowolenie i minę w instutucie papirusu, jak nikt nie kupil niczego - bezcenne po prostu. Ja pierwotnie mialem ochote na buteleczke czegos podobnego do Opium z YSL, ale takie to jakies tłuste i do tego jeszcze slyszalem ze faktycznie sa to esencje zapachow, ale maja jedno ale - kiepskie utrwalacze, w zwiazku z czym szybko "wyparowują" ze skury i ich nie czuć. Prawda to ? Jestem ciekaw szczerze mowiac.

      Wielblady - te w Gizie strasznie smierdza i sa brudne - ja nie polecam, chociaz faktycznie tanio - od nas Rosita chciala 25 funciakow. Najlepsza wycieczke na wielbladach mialem, jak bylem na wycieczce quadami u beduinow. Naprawde bardzo czyste, az sam bylem zdziwiony i nie bylo ich "czuć". Do tego sa wliczone w cene wycieczki quadami.

      Ja bylem w Steigenbergerze - i coz moge powiedziec - warto chociaz raz w zyciu pojechac do takiego hotelu, chociazby zeby sie przekonacz czy taki rodzaj luksusu nam odpowiada. Mi nie odpowiada i drugi raz bym tam nie pojechal. Zbyt ekskluzywnie, chociaz faktycznie w tym hotelu mozna sie poczuc jakbys byl w nim sam.

      A pociag faktycznie u was szybko jechal. Nasz wyjechal z Kairu cos kolo 21:00, a na miejscu bylismy z tego co pamietam jakos kolo 11
      • imka.allegro Re: Wzdłuż Nilu, Rainbow - relacja 03.03.10, 22:37
        A ja Ci dziękuje za Twój opis ;) POmiedzy innymi właśnie Twoje wzmianki
        zarzutowały na wybór hotelu. Miał być luksus i spokój, a że wyszły czastuszki,
        kazaczoki i 'wychadiła na biereg Katiusza', to już nie wina opisu ;->

        Co do zemsty - nadal się będę upierać, reguły nie ma. Każdy reaguje
        indywidualnie. Ale jeśli w grupie 35 osób zemsty z dnia na dzień dostaje połowa,
        to coś w tym jest :( - najczęściej brak higieny przy szykowaniu posiłku.
        A tutaj jest jeden z moich ulubionych postów na temat zemsty ;)
        forum.gazeta.pl/forum/w,622,82674717,,zemsta_faraona_podsumowanie_.html?v=2
        Świeże soki piłam w Hurghadzie w kafejce, w Luksorze w kafejce, w Aleksandrii
        jeden w restauracji, drugi w miejscowej pijalni soków, sałatkami się obżerałam
        wszędzie - tylko na statku straciłam apetyt. Płynów dezynfekujących ;) nie
        używam w ogóle, coli nie lubię, piłam wodę i sok z guavy z kartoników/butelek
        przez cały czas, zagryzłam trzciną cukrową i banankiem prosto z krzaka i bez
        problemów przetrwałam bez atrakcji.

        Na statek mogę mieć skrzywione spojrzenie - przez Reginę. Taki Ra czy Le Scribe
        mają 5*, a Regina też 5* - a różnica między nimi jak pomiedzy Empire a
        Steigenbergerem ;-> Regina zresztą należy do skromniejszych 'piątek', pływają
        jeszcze 5* de luxe. Ciągle jeszcze mam nadzieję, że kiedyś trafię na statek,
        który będzie miał 5* de nomine i de facto :) Biura czepiać sie nie mogę, statek
        klasyfikowali w miarę uczciwie, jako 4*. Choć ja oczywiście dałabym mu max 3 ;-/

        Pociągi sypialne z Asuanu ponoć są dwa. Jeden właśnie o 16, drugi późniejszy. I
        ten późniejszy się zawsze spóźnia, dlatego pojechaliśmy wcześniej.
        Z Kairu jechałam poprzednio - trzy godziny opóźnienia, wyjechał o 22, w Asuanie
        był o 13. Widać niektóre typy tak mają ;)

        Co do olejów z olejarni ;) jeszcze nie wiem jak długo się utrzymują, sprawdzę
        jutro :)

        Wielbłądy pod piramidami teraz 6$. A mina Rosity w Twoich papirusach faktycznie
        musiała być dobra :))
        Ale nie jest tak źle odbierana przez wszystkich. Widziałam grupę, widziałam
        reakcje, prośby ludzi o maila, kontakt, słyszałam pytania kiedy będzie
        pilotować, bo znajomi się wybierają i chcieliby ją polecić znajomym... jest
        bardzo medialna :) A to, że piramida Chefrena była obłożona alabastrem, to czy
        ma jakieś znaczenie? ;)
        No i nawet ja słuchalam jej z satysfakcją, jak w meczecie po arabsku op*** różne
        miejscowe panienki i chłopaczków, jak jej się komentarze za bardzo nie podobały
        ;) Inna rzecz, że ten wykład 'meczetowy' (absolutnie nie mający tematycznie nic
        wspólnego z meczetem i Cytadelą) mogłaby robić zupełnie gdzie indziej - ja nie
        wytrzymałam dwóch godzin siedzenia na podłodze ;->
        • taliaq Re: Wzdłuż Nilu, Rainbow - relacja 03.03.10, 22:59
          Imko - superowa relacja :) Jestem pod dużym wrażeniem. Który to raz byłaś na
          rejsie po Nilu?
          Wiesz, ja też próbuję namówić mamę na taki rejs, a że w przyszłym roku obchodzi
          60-te urodziny, to fajna okazja by była. Ale teraz mam duże wątpliwości - po
          przebojach z zemstą MTZ chyba się nie odważę. Jeszcze raz dzięki za wspaniały opis.
          • imka.allegro Re: Wzdłuż Nilu, Rainbow - relacja 03.03.10, 23:36
            Trzeci. I z pewnością nie ostatni; to dopiero jest prawdziwa zemsta faraona, bo
            ta zemsta 'bakteryjna' przechodzi po lekach ;->

            Odnoszę wrażenie, że nadużywa się w takich imprezach słowa 'rejs' - w tej
            wyprawie 'rejs' ograniczył się do czterech noclegów na statku, z których jeden
            był podczas postoju w Luksorze, drugi podczas postoju w Asuanie, podczas dwóch
            noclegów statek płynął, a rejsu-rejsu (siedzenie na pokładzie i oglądanie
            brzegów) był jeden dzień. Jak płynęłam pierwszy raz Luksor-Asuan-Luksor, to
            statek w nocy stał przycumowany, a płynął wyłącznie w dzień - chociaż
            obiektywnie przyznam, ze widoki niektórym mogą się znudzić (mi jakoś nie chcą).
            Spędziłam tak siedem noclegów, sześć dni - no i wracam :)

            Wersja tygodniowa wydaje mi się bardziej relaksacyjna, właśnie przez to LB na
            pokładzie. Wybór zależy od tego, co się chce zobaczyć i w jakich warunkach.
            My mieliśmy już wszystkie dokumenty i bilety w ręku, ale TUI się na nas wypięło :(
            Z kolei zaryzykuję stwierdzenie, że na statku TUIowym nie ma prawa coś takiego
            sie zdarzyć.

            W naszej grupie było kilka osób w wieku zbliżonym do wieku Twojej mamy (MTZ
            starsza jest). Wydaje mi się, że niektore zapadły, niektóre nie - no obserwuję
            to już trzeci raz i reguły nie widzę. Albo to ja jestem wyjątkowo (na razie)
            uodporniona i mimo mycia zebów wszędzie w kranówie, popijania dziwnych świeżych
            soków, zagryzania pomidorami, bananami i sałatą, i starannego unikania alkoholu
            ;) jakoś mi się udaje :)

            Co komu pisane, tego nie minie - niektórzy na forum mówili, że byli w Egipcie
            kilkanaście razy, a zemsta dopadła ich np. przy siódmym pobycie. Loteria? :)

            Załóżmy, że to ja miałam tym razem po prostu pecha. Odwołany rejs-rejs TUI,
            potem zemsta, potem zmieniony hotel... ;-/ Rozejrzyj się uważnie po ofertach,
            wybierz biuro, spakuj mamę, jedźcie i bawcie się dobrze :)
            • blueazur Re: Wzdłuż Nilu, Rainbow - relacja 04.03.10, 07:40
              Suuuuuuper relacja!!!! Napisana w taki sposób ze chce się przeczytać
              od deski do deski. Bardzo mi pomogłaś bo właśnie myślałam o
              objazdówce z Rainbow i teraz mam pojęcie jak to wyglada dzień po
              dniu i czego się spodziewać. Dzięki bardzo. Pozdrawiam
            • staraara Re: Wzdłuż Nilu, Rainbow - relacja 04.03.10, 08:32
              Warto przez rok czytać na forum różne bzdury aby potem trafić na
              taką perełkę. Brawo Imka.
              • maat7 Re: Wzdłuż Nilu, Rainbow - relacja 04.03.10, 11:48
                Imka - relację przeczytałam z zapartym tchem jak dobrą powieść kryminalną :)
                Ja również jestem pod urokiem starożytnego Egiptu dla mnie na zawsze powiązanego
                z magicznym Nilem. Każdego roku jak zaczynamy wybierać i przebierać z mężem
                dokąd by tu to co drugi wyjazd lądujemy w Egipcie i za każdym razem odkrywamy
                nowe zakątki i skrawki tego lądu. Rejsowo przeżyłam niezapomniane chwile 3
                krotnie (raz ze Scanem, dwa z Eximem) i ten drugi-środkowy był niezapomniany bo
                mieliśmy za przewodnika archeologa (Fabiana - jego imię okryte chwałą pojawia
                się tu i ówdzie na forum). Dał nam dużo wiedzy podanej w stylu Indiany Jonesa
                ;-) z dreszczykiem i sensacją w tle, o zakamarkach Sakkary i wykopaliskach
                archeologicznych śnię do dzisiaj, tak niezapomniane było to przeżycie. I
                szczerze powiem, że tylko On poganiał nas w perfumerii i alabastrarni, ale nigdy
                w Karnaku czy Dolinie Królów. Niestety tacy przewodnicy zdarzają się czasem i
                coraz rzadziej, zastępowani są przez "maszyny" typu stajemy przed obiektem,
                recytujemy wyuczone fragmenty, ignorujemy pytania, opowiadamy różne głupoty
                (turyście je lubią, a Ci co nie to nienormalni są jacyś tacy :) Rozumiem stres
                związany z zawodem, ale ze względu na tego typu zrutynizowanie objazdu przeżyłam
                przy 3 razie duży zawód i dziś już wiem, iż do Egiptu na Nil wrócić muszę
                inaczej, bo żadne biuro podróży nie zaspokoi mojej tęsknoty, da jedynie
                namiastkę "odhaczenia" co ważniejszych zabytków.
                Na plus Eximowi zaliczam natomiast to, że NIGDY nie zamienił mi hotelu :) i moje
                wypoczynki po rejsie były zgodne z planem i hotele odpowiadały opisowi
                (najczęściej z różnych forum z opiniami).
                A mi marzy się teraz 2-tygodniowy pobyt w Luxorze i możliwość dojścia sobie do
                każdego zakątka w Karnaku :-)
                • imka.allegro Re: Wzdłuż Nilu, Rainbow - relacja 04.03.10, 12:21
                  > ze względu na tego typu zrutynizowanie objazdu przeżyłam przy 3
                  > razie duży zawód i dziś już wiem, iż do Egiptu na Nil wrócić muszę
                  > inaczej,

                  No masz, dokładnie to samo. Dlatego uważam ten objazd za dobry na pierwszy raz,
                  potem rutyna bierze górę w odczuciach i drażni.
                  A takiego naprawdę dobrego przewodnika-pasjonata nie miałam niestety ani razu :(

                  > A mi marzy się teraz 2-tygodniowy pobyt w Luxorze i możliwość
                  > dojścia sobie do każdego zakątka w Karnaku :-)

                  Kocham Cię!!! To znaczy my wcale nie jesteśmy tacy nienormalni ;)
                  Planujemy od dawna to samo, też na dwa tygodnie :)
                  I też po to, żeby nareszcie zwiedzić Karnak, najlepiej od siódmej rano ;) I
                  dotrzeć nareszcie do Ramesseum. I wejść do wszystkich grobowców. I wyskoczyć do
                  Abydos. I iść na suk w Luksorze - byłam tam już trzy razy, a na suk nie trafiłam ;)

                  Na razie znalazłam Austrian Airlines, latają bezpośrednio do Luksoru (znaczy z
                  przesiadką w Wiedniu), powrót z międzylądowaniem w Hurghadzie, jakbyś miała
                  jakąś zgrabniejszą koncepcję to chętnie usłyszę :)

                  Ja sobie upatrzyłam skromniutki hotelik Nefertari, z widokiem z tarasu na Aleję
                  Sfinksów przy świątyni luksorskiej, TZowi nie bardzo pasuje, zapytana pilotka
                  się skrzywiła trochę i poleciła 'hotel policyjny Lotus', jeszcze nie wiem kto on
                  zacz.

                  Miło jest usłyszeć, że to nie tylko nam tak odbija :)

                  • bonia01 Re: Wzdłuż Nilu, Rainbow - relacja 04.03.10, 12:41
                    Imko wspaniała relacja. Czytałam ją z zapartym tchem i czasami
                    miałam wrażenia że uczestniczyłam razem z Wami w tej wyprawie :)
                    Pozwiedz mi czy gdzies tu na forum jest Twoja relacja z poprzednich
                    rejsów?
                    • imka.allegro Re: Wzdłuż Nilu, Rainbow - relacja 04.03.10, 12:50
                      Miło że się podobało ;)
                      A stare relacje i owszem, są
                      TUI, styczeń 2007
                      forum.gazeta.pl/forum/w,622,55478867,0,Rejs_po_Nilu_z_TUI_relacja.html
                      I Logostour, listopad 2007
                      forum.gazeta.pl/forum/w,622,72786539,0,Objazdowka_z_Logostourem_relacja.html
                      Ten drugi fajny tym bardziej, że cztery osoby po kolei zdawały relację z
                      wycieczek w czterech terminach :)
                  • taliaq Re: Wzdłuż Nilu, Rainbow - relacja 04.03.10, 13:55
                    Imka - bezpośrednio do Luxoru lata Air Berlin z Berlina. Też sobie marzę
                    swobodnym łazikowaniu po tych wszystkich świątyniach...
                  • maat7 Re: Wzdłuż Nilu, Rainbow - relacja 05.03.10, 11:00
                    > > A mi marzy się teraz 2-tygodniowy pobyt w Luxorze i możliwość
                    > > dojścia sobie do każdego zakątka w Karnaku :-)
                    >
                    > Kocham Cię!!! To znaczy my wcale nie jesteśmy tacy nienormalni ;)
                    > Planujemy od dawna to samo, też na dwa tygodnie :)
                    > I też po to, żeby nareszcie zwiedzić Karnak, najlepiej od siódmej rano ;) I
                    > dotrzeć nareszcie do Ramesseum. I wejść do wszystkich grobowców. I wyskoczyć do
                    > Abydos. I iść na suk w Luksorze - byłam tam już trzy razy, a na suk nie trafiła
                    > m ;)

                    Co do normalności to powiem krótko - nie jesteśmy w przewadze ;D
                    Ale właśnie ze względu na spokrewnione nasze upodobania zawsze lubiłam czytać
                    Twoje barwne relacje :-)
                    Z moich obserwacji niestety wynika, że ludzi męczy gorąc (niezależnie od tego
                    czy to listopad czy sierpień), bardziej chcieliby coś pokupować, a najchętniej
                    to szybko wrócić do hotelu i siup do zimnej wody w basenie.
                    Przy tzw. "trzecim" razie wykłócałam się o każdą minutę w zwiedzanym obiekcie,
                    apogeum osiągnęłam w świątyni Hatszepsut, gdzie zignorowałam wręcz przewodniczkę
                    i sama wymusiłam pół godziny dłużej rzucając grupie hasło o której zbiórka i że
                    skoro zasiedzieli się w alabastrarni to teraz odrabiamy to spóźnienie w świątyni
                    (dzięki czemu mogłam oblecieć stare kąty od góry do dołu i napawać się faktem,
                    że udało mi się dotrzymać sobie obietnicy i tam wrócić). Naturalnie wracałam do
                    autobusu zawsze punktualnie, ale ostatnia (wykorzystywałam swój czas na maksa) i
                    wszyscy już tam byli i narzekali, że musieli na mnie czekać. Ale jak już wyżej
                    wspominałam to jak wpadliśmy do zakładu z alabastrem to ja siedziałam w
                    autobusie (punktualnie) i szlag mnie trafiał, bo 2 pary nie mogły się
                    zdecydować, który najszlachetniejszy wyrób i w jakim kolorze kupić a ich
                    niezdecydowanie kosztowało nas właśnie te 30 minut, pilotka nie reagowała, a
                    przed nami jeszcze było sporo miejsc do obejrzenia.
                    No ale ... było i minęło.
                    Co do Luxoru to wiem, że lata tam bezpośrednio właśnie z Berlina niemieckie TUI
                    i ma jakieś 2-3 hotele do dyspozycji. Kosztowo wychodziło dość podobnie co
                    wyjazd z Polski, no może ciut na górkę (moje porównania z roku ubiegłego)
                    Innym rozwiązaniem dla nas, czyli tych normalnych inaczej, żeby zaspokoić swój
                    głód poznania i dotknięcia Egiptu starożytnego i prawdziwego to podróż z kimś
                    takim jak Fabian. Swego czasu miał stronę internetową z ogłoszeniem, że robi
                    objazdy po Egipcie dla zgłaszających się małych grup z elementem survivalowym,
                    czyli podróże z plecakiem, pociągiem, busikami lokalnymi itp, hotele klasy
                    turystycznej 3* :) ale pomimo iż trasa była ustawiana podobnie jak w katalogach,
                    to z nim byśmy się nie nudzili, a mnóstwo dowiedzieli. Tylko obawiam się, że ta
                    forma jest już nieaktualna bo na zapytanie brak odzewu :(
                    • imka.allegro Re: Wzdłuż Nilu, Rainbow - relacja 05.03.10, 11:41
                      No to ja miałam w takim razie dużo szczęścia na wszystkich trzech objazdach
                      jeśli chodzi o skład - nie pamiętam, żeby ktoś się wyraźnie spóźniał i stopował
                      grupę. Pogoda też zawsze super, bez koszmarnych upałów, no ale to wyjazdy
                      listopad/styczeń/luty były.

                      Taki wyjazd z takim Fabianem byłby fajną alterantywą, szkoda że milczy... Do
                      Berlina pociągiem za bardzo też mi się nie chce jechać, na wycieczkę z
                      www.egipska-sahara.pl/ z kolei jest potrzebna większa ekipa, z
                      ciekawszych ofert Egipt proponuje Esta www.esta.net.pl ale też nie jest w
                      stanie zebrać ludzi - a program ma obłędny (jak dla mnie).

                      Z hotelami w Luksorze nie powinno być problemów - o ile oczywiście nie oczekuje
                      się 'niewiadomoczego', na forum było już kilka raportów o całkiem znośnych
                      hotelach w normalnych cenach branych z dnia na dzień.

                      Na razie odpoczywam, liżę rany (moralne i finansowe ;-> ) jak trochę odetchnę,
                      to zacznę jednak planować ten Luksor na jakiś listopad/grudzień :)
                      • miriam_73 Re: Wzdłuż Nilu, Rainbow - relacja 05.03.10, 11:49
                        a ja chyba w końcu telepnę się do Berlina (albo Frankfurtu, zaleznie od
                        potrzeby) na to:
                        www.djoser.de/rundreise_aegypten/16_tage_aegypten_westl_oasen/
                        "Chodzę" wokół tej wycieczki od paru miesięcy... I chyba jednak nastawię się na
                        to na marzec 2011.
                        • imka.allegro Re: Wzdłuż Nilu, Rainbow - relacja 05.03.10, 12:04
                          Miriam, a hamsin wiosną? :((
                          W jesiennym terminie chętnie byśmy się podczepili... oazy! :((
                          • miriam_73 Re: Wzdłuż Nilu, Rainbow - relacja 05.03.10, 12:13
                            Nie wiem jeszcze, dowiem się. Pewnie na jesień też będą mieć terminy - zawsze
                            mają 3-4.
                            • imka.allegro Re: Wzdłuż Nilu, Rainbow - relacja 05.03.10, 12:22
                              Dowiedz się koniecznie, pls....
                              Może u nich jest inaczej niż w Polsce - Logostour miał dwa terminy na oazy,
                              przez dwa lata - i nie posłał żadnej grupy :(
                              I w opcji 'jesiennego podczepienia się' możesz spokojnie liczyć na + dwie osoby
                              - o ile by Ci to nie przeszkadzało...

                              • maat7 Re: Wzdłuż Nilu, Rainbow - relacja 07.03.10, 09:50
                                I w opcji 'jesiennego podczepienia się' możesz spokojnie liczyć na + dwie osoby
                                - o ile by Ci to nie przeszkadzało...

                                Ja właściwie też bym chętnie podczepiła się pod niezmordowane towarzystwo chcące
                                zobaczyć więcej i ile się da :) Oczywiście jeśli to małe wproszenie się zostanie
                                zaakceptowane. No i naturalnie z małżonkiem, który niby Egipt toleruje dla mnie
                                (bo tam palą, a on musiał nałóg porzucić i cierpi, oj cierpi), ale tak na prawdę
                                to sam tęskni za atmosferą tego miejsca, duszę tam razem z moją zostawił :D
                                Tak więc robi sie z nas już nawet Grupa!!! Jak będziecie się skrzykiwać to
                                dajcie znać - jak czas, a bardziej finanse pozwolą, uciekam z Wami do Egiptu!!!
                                A teraz nie bijcie za naiwność pytania - co to jest Thistlegorma i Yolanda?
                                Pierwszy raz te nazwy widzę i nie wiem pod co przypiąć.
                                A co do "recydywy" - za każdym razem jak jestem na wypoczynku wyskakuję do
                                Jerozolimy, a ostatnio coby czasu nie tracić połączyłam to z Petrą - tam też
                                mnie ciągnie i nawet przemyśluję malutką zdradę w postaci objazdu po Jordanii :)
                                • miriam_73 Re: Wzdłuż Nilu, Rainbow - relacja 07.03.10, 11:37
                                  Thistlegorm to wspaniały wrak transportowca brytyjskiego, który Niemcy posłali
                                  na dno (ok. 30 m) w czasie IIWW. Dostępny zarówno z zewnątrz, jak i wewnątrz - w
                                  ładowniach są m.in. motocykle i ciężarówki ;-)
                                  travel.webshots.com/album/575382475HmoZeK
                                  A Yolanda to rafa w Ras Mohammad gdzie rozwalił się transportowiec z cargo
                                  złożonym z kibelków i innej armatury łazienkowej - sam wrak jest na ponad 100 m,
                                  ale cargo jest dość płytko, ca 16-20 m. Fajne wrażenie - kibelki z rybkami i
                                  koralami ;-)
                                  travel.webshots.com/album/575382379CgjNpr
                                  • miriam_73 Re: Wzdłuż Nilu, Rainbow - relacja 07.03.10, 11:40
                                    PS, Jeśli jest nas już pięcioro, to można byłby także ewentualnie już z Budkiem
                                    pogadać. Cena byłaby pewnie zbliżona to tej z Djoserem. skontaktuję się z nim,
                                    zapytam.
                                    • imka.allegro Re: Wzdłuż Nilu, Rainbow - relacja 07.03.10, 11:54
                                      Miriam, gdyby to się udało, to pomnik chyba bym Ci wystawiła...
                                      TZ napisał do niego, kontakt jest świetny - ale MB odpisał, że bezwzględnie dwa
                                      samochody muszą być, czyli dla dwóch osób wycieczki nie zorganizuje, byłoby to
                                      bez sensu (to znaczy dla nas sens byłby, tylko finansowo byśmy nie dali rady).
                                      Chcieliśmy sią podpiąć pod kogoś, ale tu już nie wyszło.
                                      My najchętniej na tę wersję (maat, zerknij!)
                                      www.egipska-sahara.pl/index.php?id=34&L=http%3A%2Fbusca.uol.com.br%2Fuol%2Findex.html%3F
                                      Ale ja jestem w stanie jechać na każdą, byle jesienią, wiosennej fobii TZ-a a
                                      propos hamsinu nie zwalczę :(
                                      Zresztą jak sobie popatrzyłam na widoczność w Kairze teraz w lutym i porównałam
                                      z listopadową - różnica jest. Olbrzymia. Na korzyść listopada oczywiście.

                                      • miriam_73 Re: Wzdłuż Nilu, Rainbow - relacja 07.03.10, 18:36
                                        dokładnie o to samo mi chodzi :)
                                        • maat7 Re: Wzdłuż Nilu, Rainbow - relacja 08.03.10, 08:29
                                          Kobiety,
                                          ja chętnie bym się na taką pustynną imprezę zapisała. Co prawda zaczynam się bać
                                          swoich cywilizacyjnych zwyczajów, ale to byłoby niezapomniane przeżycie, a z
                                          mojej strony akt najwyższej odwagi :)
                                          I faktycznie trzeba by pomyśleć o jesieni, bo wcześniej czyli wiosna/lato
                                          usmażymy się żywcem. Jesień ma tylko jedną wadę - koło 17.00 zapadają zmroki
                                          iście egipskie, ale przy tego typu imprezie i po zmroku może dziać się ciekawie.
                                          W Denderze byłam przy moim pierwszym objeździe i powiem Wam, że zrobiła na mnie
                                          olbrzymie wrażenie - piękna, majestatyczna, z cudownym widokiem z dachów i
                                          strasznym, wyschniętym świętym jeziorem. Odważyłam się do niego zejść coby
                                          pooglądać od środka, ale zaatakował mnie duży pies (to wersja oficjalna),
                                          małżonek do dziś się ze mnie naśmiewa, bo uciekłam przed wychudzoną suczką,
                                          która broniła swoich maluchów schowanych w bujnych krzaczkach, a krzyku
                                          narobiłam tyle jakby goniło mnie stado krokodyli :) Ale abstrahując od tego
                                          potknięcia - to piękna świątynia, kryjąca w sobie wiele smaczków na świątynnych
                                          ścianach, płaskorzeźby Klepoatry, śliczne rzymskie rzygacze (ciekawe czy kiedyś
                                          tak tam lało aby się przydały), no i dająca schronienie nietoperzom (te
                                          pomieszczenia mijałam błyskiem :) Fajnie by było tam wrócić i uzupełnić
                                          wspomnienia. Tęsknię za tym miejscem i całym Egiptem !!!
                                          Tak więc ja przyłączam się do chętnych, ale z lekkim niepokojem chciałabym się
                                          podpytać o cennik, bo go nie znalazłam. I poza tym teraz sobie pomyślałam, że
                                          jakby to nie wypaliło, to koniecznie trzeba sobie ich dane zasejfować, bo
                                          gdybyśmy jednak trafili do Luxoru, to można by było pomyśleć o nich jako
                                          przewodnikach do tych miejsc, które z Luxoru byłyby osiągalne. No i poza tym
                                          będąc w Luxorze możnaby zorganizować wyprawę do Dendery na cały dzień :)
                                          Oj odpłynęłam myślami daleko w ciepłe i przyjazne rejony Egiptu, a tu czas biec
                                          do pracy, a na zewnątrz sypie śnieg :(
                                          • miriam_73 Re: Wzdłuż Nilu, Rainbow - relacja 08.03.10, 09:28
                                            A widziałaś żarówki faraonów? ;-)

                                            Tiaaa, fakt, nietoperze nisko latają :)
                                            • maat7 Re: Wzdłuż Nilu, Rainbow - relacja 08.03.10, 13:52
                                              miriam_73 napisała:

                                              > A widziałaś żarówki faraonów? ;-)
                                              >
                                              > Tiaaa, fakt, nietoperze nisko latają :)

                                              Żarówek nie widziałam - gdzie były :)
                                              • miriam_73 Re: Wzdłuż Nilu, Rainbow - relacja 08.03.10, 15:00
                                                Żarówki faraonów to słynne reliefy, które znajdują się w podziemiu na tyłach
                                                świątyni (w samym budynku). To jest oczywiście żart, bo trudno brac na poważnie
                                                Daenikena, ale same wizerunki sa dość zagadkowe:
                                                www.gwiazdy.com.pl/32_99/2.htm
                                                • imka.allegro Re: Wzdłuż Nilu, Rainbow - relacja 08.03.10, 15:26
                                                  A ja do podziemi nie weszłam, ech... Pewnie znowu się bałam żeby się 'na
                                                  zbiórkę' nie spóźnić :(

                                                  1. Pogoda dziś w Siwa to +39 celsjuszów, słaba burza piaskowa. Dalej chce ktoś
                                                  tam na wiosnę...? ;)
                                                  2. Jesienią może wcześniej się robi ciemno, ale przynajmniej człek się napatrzy
                                                  na gwiazdy na niebie :)
                                                  3. Albo oazy, albo Dendera ;-> Niestety. No chyba że z Niemcami przez ten
                                                  Frankfurt i urwać się z Luksoru ;)
                      • miriam_73 Re: Wzdłuż Nilu, Rainbow - relacja 05.03.10, 12:19
                        a propos noclegów w Luksorze - z tanszych zupełnie znośny (a kapitalnie
                        położony, w centrum, blisko suku) jest Tutotel:
                        www.hoteltravel.com/egypt/luxor/partner_tutotel.htm
                        z dachu jest genialny widok na Zachodni Brzeg, Nil i zachody słońca.
    • gtomik23 Re: Wzdłuż Nilu, Rainbow - relacja 04.03.10, 15:45
      Tu KZP :)
      Szejk bynajmniej nie był czekoladowy, nie cierpię czekoladowych i truskawkowych a waniliowy ;).
      Nie jestem fanem fast foodów, jedynie ciekawym konsumentem sprawdzającym jak coś takiego może smakować w innym kraju, oczywiście się nie zawiodłem, smak identyczny.
      Dla chętnych większa dawka zdjęć z podróży picasaweb.google.pl/gtomicki/Egipt#
      • miriam_73 Re: Wzdłuż Nilu, Rainbow - relacja 04.03.10, 16:45
        PS. Piekne zdjęcia :)
    • miriam_73 Re: Wzdłuż Nilu, Rainbow - relacja 04.03.10, 16:39
      mmm, jak miło powspominac (niezaleznie od ocen, uchybień itd.) ;-)
      Z hotelem na pobycie to rzeczywiście mega-zonk :( Jak widac równiez Rosita nadal
      nie skorygowała swoich błędów, no ale cóż... Myśmy mieli lepszy statek na czas
      rejsu, a do Kairu tłuklismy się tym późniejszym pociągiem, spóźnił sie o 2 godziny.
      Ja się zastanawiam z kim wysłać do Egiptu na rejs moich rodziców... Chyba jednak
      Itaka z pobytem "na Marsie", - wtedy dojadę sobie do nich na czas ich pobytu po
      powrocie z objazdu.
      • imka.allegro Re: Wzdłuż Nilu, Rainbow - relacja 05.03.10, 10:32
        A wiesz, że Orchestra cumowała tuż obok? I jak podjechaliśmy się 'kwaterować',
        to byłam prawie przekonana, że idziemy na nią? ;)

        Swoją drogą tak sobie teraz na spokojnie myślę - jak odebrałabym Le Scribe gdyby
        nie zemsta. I tak obiektywnie-obiektywnie z całej siły, to teraz dochodzi do
        mnie, że ten statek nie był aż tak tragiczny. Łazienki znacznie czyściejsze i
        przyjemniejsze niż na Ra (tylko kwestia tego papieru), kajuty troszkę większe
        niż na Ra, korytarze normalne, bałagan przy kwaterowaniu był kwestią przypadku -
        jak się nie ma pecha, to można całkiem miło taki statek wspominać :)

        Może faktycznie przetestuj Itakę - a potem odpytaj rodziców i zdaj relację :)
        Popatrzyłam na program - prawie identyczny, tylko Abu Simbel za 150$ ;->
        No i wiem dlaczego Marsa, ty ziemnowodna istoto :)
        (żal mi było jak zobaczyłam te zniszczoną rafę...)
        • miriam_73 Re: Wzdłuż Nilu, Rainbow - relacja 05.03.10, 11:07
          Szkoda - Orchestra naprawdę jest bardzo dobrym statkiem....
          Co do Marsa, cóż.... Mozna to nazwac uzależnieniem, niewątpliwie. Na odwyk
          wybieram się za niespełna miesiąc do Dahab. Na odmianę... ponurkować, hihihihi.
          Cały czas biję się z myślami czy wyskoczyć na dzionek do Jerozolimy, czy też
          ewentualnie powtórzyć Thistlegorma i Yolandę.
          • imka.allegro Re: Wzdłuż Nilu, Rainbow - relacja 05.03.10, 11:22
            Jak w Jerozolimie też już byłaś, to powtarzać Thistlegorma i Yolandę :)
            Ja we wszystkich moich punktach wycieczkowych mam następującą kwalifikację: raz
            warto wszędzie. Nawet na Wyspy Bananowe, dorożki w Luksorze i inne wioski
            nubijskie. A powtarzam to, co najbardziej lubię :)
            Gorzej jak i tu kusi, i tu nęci ;-P Rzuć monetą, bardzo ładne jednofuntówki
            wyprodukowali w tym celu... ;)
            • kadrom Re: Wzdłuż Nilu, Rainbow - relacja 05.03.10, 11:43
              Słowa uznania i Wielki Szacunek za opis.
              W zasadzie mógłbym powtórzyć swój post z 2007, który umieściłem pod
              Twoimi poprzednimi wspomnieniami:
              forum.gazeta.pl/forum/w,622,72786539,72790768,Brawoooooooo_.html
              Znowu przeczytałem w całości, głównie ze względu na Twój styl
              pisania, który bardzo mi się podoba.
              Jeszcze raz gratuluje i dziękuję.

              Pozdrawiam
              Marcin
    • nelle76 Re: Wzdłuż Nilu, Rainbow - relacja 07.03.10, 15:16
      A czy jest jakaś możliwość na tym objeżdzie aby zaliczyć Abydos i
      Denderę?
      • imka.allegro Re: Wzdłuż Nilu, Rainbow - relacja 07.03.10, 16:20
        IMO nie - chyba żeby kosztem zwiedzania czegoś innego. Plan wyśrubowany czasowo
        do maksimum.
        Wiem, że kiedyś był taki fakultet (i chyba nawet Rainbow go miał) - ale był od
        iluś osob w górę i jak na 40 osób zgłosiły się cztery, to nie pojechali.
        Prawdopodobnie zamiast niego wprowadzili do oferty fakultet Medinet Habu + Deir
        el-Medina + Wyspa Bananowa.
        Ale niewykluczone, że gdyby dogadać się z pilotem i zrezygnować z porannych
        balonów i Karnaku, to mogłaby się ekskursja na własną rekę udać :)
        • nelle76 Re: Wzdłuż Nilu, Rainbow - relacja 08.03.10, 14:25
          Oj nie, Karnak muszę obowiązkowo zaliczyć. A mam pytanie jeszcze do
          pobytu w Kairze, bo byłam tam tylko raz, a teraz chciałabym więcej
          zobaczyć i zastanawiam się czy zostać tam czy pojechać do
          Aleksandrii... ponoć Aleksandria fajne miejsce. A czy orientujesz
          się jak i czy w ogóle mozna się dostać będąc w Kairze na wyspę na
          Nilu? Szczerze boję się nieco poruszać sama czy też 2 osoby po tym
          mieście, bo np.Fez i Casablanca chociaż też duże to przy Kairze
          pikuś. Czy jest coś czego nie ma w planie objazdu po tym mieście a
          warto by zobaczyć?
          • imka.allegro Re: Wzdłuż Nilu, Rainbow - relacja 08.03.10, 14:44
            Jeśli pojedziesz z Rainbowem i trafisz do Santany, to wyspę będziesz mieć
            'naprzeciwko' :) Pieszo jakieś dziesięć miniut - bo musisz skręcić w prawo na El
            Nile i iść do najbliższego mostu - Tahrir.
            Hotel taki sobie, ale lokalizacja jak dla mnie znakomita, nawet do Muzeum da się
            dojść (albo podjechać jeden przystanek metrem).

            Aleksandria - dla wielu osób miasto numer jeden w Egipcie (dla mnie numer dwa,
            po Asuanie ;) - w każdym razie bez żalu zamieniłam jeden dzień wolny w Kairze
            (mam jednak stracha przed przechodzeniem przez ulicę ;-> ) na ponowną wycieczkę
            do Aleksandrii.

            Nie podpowiem Ci co warto zobaczyć jeszcze w Kairze, lepiej to zrobią forumowi
            'kairczycy' - poza Dahszur i Meydum nie jestem w stanie nic na szybko wymysleć.
            Ja pewnie w czasie wolnym poszłabym jeszcze raz do Muzeum i posiedziała w jakimś
            parku na wyspie (po zmroku, efekt niesamowity).
            Przy dobrej widoczności warto (IMO!!) wjechać na wieżę (70 LE). Najlepiej
            oczywiście byłoby trafić na zachód słońca ;)

            W planie nie ma parków na wyspie, wieży, Dahszur (daleko), Meydum (jeszcze
            dalej). Wszystko chyba do osiągnięcia w wolny dzień, zależy wyłącznie od stopnia
            determinacji :)



          • miriam_73 Re: Wzdłuż Nilu, Rainbow - relacja 08.03.10, 17:33
            Z Santany bezproblemowo bo wyspa jest vis-a-vis. Ale na nogach nie radze, bo
            przejście przez ulicę na wybrzeżu (po 5 pasów w jednym kierunku) to jest
            masakra... Taxi parę funtów. Podobnie zrobić z powrotem do hotelu.

            W Kairze koniecznie warto dać sobie czas na dogłębne połażenie po
            średniowiecznych zabytkach Kairu, meczetach Jesli traficie na Rositę to powie
            Wam, że nie ma tam "nic ciekawego", np. jesli chodzi o Al Azhar czy kompleks
            Al-Ghuri lub Barquqa (wszystko w okolicach Khan Al Chalili), stare bramy,
            poukrywane w zaułkach luki, nisze itp. Pod Cytadelą - Rifai i Hassana, meczet
            Ibn tuluna i szereg innych cudeniek, o których Rosita napewno Wam nie powie. Ba,
            ona nawet nie pokaże na Cytadeli ślicznego An-Nasir (charakterystyczna
            ciemnozielona ceramiczna kopuła, dobrze widoczna spod progu Alabastrowego), za
            to będzie godzinę ględzić w Alabastrowym, wylewając swoje frustracje.
            • imka.allegro Re: Wzdłuż Nilu, Rainbow - relacja 08.03.10, 18:49
              Oj, dojadła Ci chyba Rosita strasznie ;)

              BTW - przypomniałam sobie jej kolejne 'nie warto' - 'nie warto wchodzić do
              piramidy Cheopsa, tam nic nie ma'.
              Budowniczowie Wielkiej Galerii chyba by się obrazili... ;->

              Uwaga, zachęcam: jeśli ktoś bedzie miał ochotę i okazję, niech włazi do Cheopsa.
              Wielka Galeria jest jedna. I jest na co popatrzeć :)
              • nelle76 Re: Wzdłuż Nilu, Rainbow - relacja 08.03.10, 20:12
                gdzieś wcieło mojego posta.... będę mieć dylemat czy wybrać
                Aleksandrię, czy dodatkowy dzień w Kairze, tym bardziej, że
                przypuszczam i tak nie zaspokoję swojej ciekawości poznawania. A co
                do piramid - czy można wejść do Cheopsa czy tylko do Chefrena? ile
                kosztuje i ile trwa takie wejście?
                • miriam_73 Re: Wzdłuż Nilu, Rainbow - relacja 08.03.10, 22:20
                  Żeby wejść do Cheopsa trzeba być pod kasami na otwarcie, wcześnie rano, gdyż
                  wejścia są limitowane (bodaj 100 osób), koszt w ub. r 100 LE. Do Chefrena można
                  bezproblemowo, na bieżąco.
                  • nelle76 Re: Wzdłuż Nilu, Rainbow - relacja 09.03.10, 06:44
                    aha, no piramidy są drugiego dnia w Kairze z samego rana, więc może
                    się uda... oczywiście za jakąś w miare rozsądną cenę. Chyba
                    pozostaje mi tylko modlic się o dobrego i "chcącego" przewodnika :)
                    • miriam_73 Re: Wzdłuż Nilu, Rainbow - relacja 09.03.10, 09:23
                      Nie da się, przede wszystkim nie ma szans, żeby grupa zwlokła się i dotarła
                      wcześniej niż ok 9. Moja rada, Nelle - zrezygnowac tego dnia z przewodnika i
                      udacv się w miasto na własną rękę. W Santanie recepcja jest bardzo miła i
                      pomocna - pogadajcie, żeby załatwili wam taxi na cały dzień i pomogli
                      wynegocjować cenę. Pojedźcie najpierw raniutko do Gizy (kasy są czynne od 7
                      rano, więc trzeba być naprawdę odpowiednio wcześnie!), a potem dalej juz jak Wam
                      w duszy zagra. Jesli chcecie np. wrócic do muzeum, to radzę po południu, wtedy
                      jest zdecydowanie luźniej i bez kolejek. Zyskujecie dużo czasu zmarnowanego na
                      perfumerie, papirusy itp. Mozna spokojne po Gizie pojechcać do Cytadeli, podem
                      zjechac w dól pod Rifai i Hassana a dalej to już wg uznania. Jak będziecie mieli
                      kierowcę, to cały dzien możecie poszalec po mieście.
                      • imka.allegro Re: Wzdłuż Nilu, Rainbow - relacja 09.03.10, 09:59
                        Aż tak źle nie było (może grupę miałam niezłą?), pierwszą fotkę spod piramid mam
                        o 7:56. Jakby kto chciał, to do kasy Cheopsa mógłby zdążyć (niestety, bez
                        gwarancji że biletów wystarczy). Odpuszczając sobie wielbłądy i platformę
                        widokową - którą wiosną można sobie odpuścić z racji kiepskiej widoczności -
                        zyskuje się czas na Cheopsa i barkę. Po wielbłądach pod piramidy podjechaliśmy
                        po godzinie - IMO jak się człowiek zepnie to się wyrobi. A odpuszczając sobie
                        wejście do Chefrena, ma się tego czasu do własnego zagospodarowania jeszcze więcej.

                        Wersja 'cały dzień na własną rekę' to chyba tylko dla zaprawionych w bojach. Ale
                        do odważnych świat należy :)) No i ominięcie perfumerii i papirusów (zysk
                        najmarniej trzy godziny!) nęci.

                        Nie wiem tylko od której jest kasa do Cheopsa otwarta - naprawdę od siódmej?
                        Cały czas sądziłam, że od ósmej, z Logostourem wyjechaliśmy z hotelu ok. 7:30 i
                        bilety bez problemu wtedy (listopad) dostaliśmy.

                        • miriam_73 Re: Wzdłuż Nilu, Rainbow - relacja 09.03.10, 11:32
                          Pewnie to zależy od pory roku, dyscypliny grupy, "chcenia" przewodniczki i
                          innych elementów - myśmy byli po nocnej jeździe w normalnych wagonach, więc ta
                          noc była na "odespanie" jazdy z Aswanu... Może więc dlatego wyjeżdżaliśmy dośc
                          późno - anyway, biletów już dawno nie było, a poza tym (cytując Rositę) "tam nic
                          nie ma"... ;-)
                        • maat7 Re: Wzdłuż Nilu, Rainbow - relacja 09.03.10, 11:39
                          Pamiętam te uliczne emocje w Kairze. Pierwszy mój pobyt zaowocował tzw.
                          wieczornym wyjściem na miasto. Podjęłam nawet desperacką próbę przejścia (jeśli
                          można to tak nazwać) przez ulicę na 2 razy. Musiałam uspakajać się około 5 minut
                          i postanowiłam zwiedzić miasto po tej stronie ulicy po której się znajdowałam :)
                          Chcieliśmy z mężem coś przekąsić, a sympatyczny Kairczyk którego zapytaliśmy
                          gdzie można coś zjeść zaoferował pomoc że zaprowadzi. No i wieczór spędziliśmy
                          bez kolacji, ale za to piękne prezenty papirusowe kupiliśmy, z całą otoczką
                          negocjowania ceny, popiciem karkade i wymianą uprzejmości ;-) W tych sztucznych
                          zakładach zwanych manufakturą papirusów tego się nie przeżyje, jest tam po
                          prostu bezpłciowo. No i z tym Kairczykiem nie bałam się ulic, bo układ był
                          prosty - On (czyli tutejszy) wchodził na ulicę, ja zamykałam oczy, mąż
                          szarpnięciem "przerzucał" mnie krok po kroku i na hasło "już" byliśmy na
                          chodniku i mogłam otworzyć oczy.

                          Co do wejść do piramidy, ja sobie odmówiłam, bo boję się małych i zamkniętych
                          przestrzeni wypełnionych ludźmi (choć grobowców w Dolinie Królów jakoś się nie
                          zlękłam i to kilkakrotnie ;-) Ale jak tak sobie chodziliśmy w wolnej chwili
                          wśród majestatu piramid to małżonek zapałał chęcią wejścia do mini piramidki
                          stojącej na poboczu (grobowiec matki, ale nie pamiętam już którego faraona,
                          wyposażenie tego grobu znaleźliśmy potem w Muzeum Kairskim). Małżonek zachował
                          się poprawnie, dał bakszysz pilnującemu wejścia a ja postanowiłam sobie
                          grobowiec z nim obejrzeć. Jak się okazało, że zejście prowadzi w dół po
                          chybotliwych szczebelkach czegoś, co kiedyś drabiną było, odwaga mnie opuściła i
                          chciałam zmienić kierunek, ale napływ "obcej pary" turystów z góry idących w
                          nasze ślady me zamiary unicestwił. Jak zeszłam cieszyłam się jak głupia (jeszcze
                          bardziej cieszyłam się w muzeum wyobrażając sobie jak ten grób kiedyś wyglądał).
                          Potem na hasło idziemy do dużej piramidy zrobiłam się blada i wybrałam barkę
                          (warto - cudowna i imponująca i bez trudnego dojścia :)
                          Ja tam muszę wrócić !!! Małżonkowi już zakomunikowałam, że robię plany jesienne,
                          póki co zachowuje stoicki spokój, a ja na samo wspomnienie usycham z tęsknoty.
                          • imka.allegro Re: Wzdłuż Nilu, Rainbow - relacja 09.03.10, 11:49
                            Zwiedzanie miasta po tej stronie ulicy, po której jestem - skąd ja to znam :))

                            Ale za którymś razem Kair na własną rękę chyba nie taki straszny mimo wszystko -
                            i w dodatku bez problemu osiągalny bez żadnego biura.
                            Zarknij na ten wątek ;)
                            forum.gazeta.pl/forum/w,622,102998137,,Kair_na_wlasna_reke_no_prawie_.html?v=2
                            O ile do Kairu już teraz czułabym się na siłach sama lecieć, o tyle do oaz nie -
                            dlatego tak drążę temat ;->

                            PS. Odebrałaś pocztę? ;)
                            • miriam_73 Re: Wzdłuż Nilu, Rainbow - relacja 09.03.10, 12:43
                              Ja czy przedpiszcy? ;-)
                              • imka.allegro Re: Wzdłuż Nilu, Rainbow - relacja 10.03.10, 09:43
                                Przedpiśczyni ;)
                                Ty też możesz :))
              • miriam_73 Re: Wzdłuż Nilu, Rainbow - relacja 08.03.10, 22:18
                Wiesz, ja po prostu nie lubię ludzi, którzy sprawiają wrażenie (a w tym wypadku
                jeszcze głośno to werbalizują), że coś robią za karę i to na dokładkę za m. in.
                moje pieniądze. O wszystkich "nie warto" (sorry ale dla mnie to stwierdzenie w
                szczególności w odniesieniu do miejsc takich jak Al Azhar dyskwalifikuje tę
                panią z gruntu, natychmiast i w całości) i szeregu wpadek merytorycznych nie
                wspomnę. Trudno, żeby to nie dopiekło, zwłaszcza ze Magda na południu była
                super, a Kair znam z kilku wcześniejszych wyjazdów, na których przewodnikom "się
                chciało" (w szczególności Malczewskiemu seniorowi).
    • nelle76 Re: Wzdłuż Nilu, Rainbow - relacja 10.03.10, 08:57
      Jeszcze co do hotelu w Kairze - Rainbow podaje, że jest to hotel
      Mayorca (którego nigdzie nie mogę znaleźć) lub inny. Czy wiesz coś
      nt. tego hotelu? bardziej niż wygląd i jedzenie interesuje mnie jego
      położenie.
      • imka.allegro Re: Wzdłuż Nilu, Rainbow - relacja 10.03.10, 09:39
        Ten 'inny' to właśnie Santana, o Mayorce nic nie wiem, poza ogólnikową
        informacją że 'gdzieś w pobliżu', czyli wychodzi na to, że oba są w tej samej
        dzielnicy - Dokki. No i że w Mayorce dają jedną łyżeczkę na osiem osób ;)
        Podejrzewam, że standard obu hoteli jest bardzo podobny.
        • imka.allegro Re: Wzdłuż Nilu, Rainbow - relacja 10.03.10, 09:50
          No i nie sprawdziłam, podałam informacje zasłyszną, ech... nikomu nie wierzyć,
          wszystko sprawdzać samemu trzeba :(

          Gugiel wykierował mnie do Agouza, Giza. Pojęcia nie mam gdzie to jest może
          gdzieś po drodze między Dokki a Gizą dla odmiany...
      • miriam_73 Re: Wzdłuż Nilu, Rainbow - relacja 10.03.10, 09:56
        Mayorka jest w sumie gdzieś w pobliżu Santany, pamiętam, jak jechaliśmy do Alex,
        to odbieralismy z tamtego hotelu 2 czy 3 osoby.
        • nelle76 Re: Wzdłuż Nilu, Rainbow - relacja 10.03.10, 13:59
          Tak, znalazłam gdzieś na egipskiej stronce, że hotel leży w Agouza,
          zobaczyłam na mapie i to też jest na przeciw wyspy, zreszta wyspa
          jest wielka i to chyba ścisłe centrum co jest wkoło. Niestety nie
          mogę nigdzie znaleźć dokładniejszego adresu ani zdjęć hotelu. W
          sumie nie ważne, byle był w centrum a nie gdzieś na obrzeżach miasta.
    • nelle76 Re: Wzdłuż Nilu, Rainbow - relacja 13.03.10, 20:14
      Jeszcze pytanko o lot - leciałaś Air Cairo czy innymi liniami?
      • imka.allegro Re: Wzdłuż Nilu, Rainbow - relacja 14.03.10, 11:59
        Linia zależy od miasta wylotu:
        - Gdańsk - AMC Airlines (chyba)
        - Katowice - Air Memphis
        - Poznań - Lotus Airlines
        - Warszawa - LOT
        (o ile poprawnie rozszyfrowałam skróty lotów).

        Tu masz link do przykładowych lotów Rainbow Tours na 26 marca
        www.rainbowtours.pl/shedule.aspx?ts=2&tco=EGT&d=2010-03-26
        Zmieniając imprezę i datę można zobaczyc jakie loty i o jakich godzinach są
        zaplanowane.

        Uwaga na limit bagażu: zdarzyło sie że do Egiptu niektóre osoby miały limit 18
        kg, a z Egiptu... 15.
        Ponieważ to już co najmniej drugi taki zaobserwowany przypadek
        (
        forum.gazeta.pl/forum/w,622,95699814,95724529,Re_Przylecialem_z_Rejsu_po_Nilu_z_RT_pytajci.html
        - problem miał Poznań ) to proponuję się upewniać w biurze - niestety nie wiem
        jakiego lotu u nas problem dotyczył, Warszawa miała oba loty lotowskie i po 18
        kg bagażu w obie strony.

        Limity bagażu były wydrukowane na biletach - otrzymywanych na lotnisku przed
        wylotem. Więc wnikliwi dowiadywali się w momencie wyjazdu o zmniejszonym limicie
        bagażu na powrót, a niewnikliwi... w momencie kiedy zażądano od nich opłaty za
        nadbagaż.

        Z kolei na stronie z 'rozkładem' wszędzie poza LOT-em jest limit 15 kilo. Więc
        sama już nie wiem o co biega, ale jakieś nieporozumienia były.

        Mniejszy limit bagażubył
        • miriam_73 Re: Wzdłuż Nilu, Rainbow - relacja 14.03.10, 15:02
          Ja dostałam informację, że od kwietnia LOT zmniejsza limit z 18 na 17 kg. Nie
          wiem czy dotyczy to równiez RT, ale w Alfie coś takiego juz jest na stronie z
          rozkładami.
          • 4przemo77 Re: Wzdłuż Nilu, Rainbow - relacja 14.03.10, 15:25
            Co dziwnego, ja w maju mam leciec do HRG z TUI, ale mam napisane ze przewoznikiem bedzie Koral Blue. Wiem tez ze jest to charter wynajety przez TUI. Na rezerwacji mm napisane ze bagaz to 20 +5 kg, wiec troche nietypowo jak na egipskich przewoznikow. A moze to TUI zazyczylo sobie "normalnych" limitow.
        • nelle76 Re: Wzdłuż Nilu, Rainbow - relacja 14.03.10, 15:56
          Ja dopiero w maju lecę, nie ma jeszcze wpisu jaka linia. W bp przy
          zakupie imprezy powiedzieli że Air Cairo lub Lotus. Ale tutaj
          naczytałam się o Air Memphis... hmmmm..... szkoda, że nie można
          wybrać lini. W Air Cairo był catering w formie lunchu,a z powrotem
          śniadania. Ostatnio byłam w Maroku, linie Atlas Blue... ciasnota,
          samolot opóźniony o godzinę i zero jedzenia, nawet jednego kubka
          kawy czy soku nie dali!! Ale miałam swoje, jednak ponad 5 godz. lotu
          w takiej ciasnocie i niespodzianki - silne wstrząsy nad
          Pirenejami... brrr.... Za to z powrotem było jak po maśle, niestety
          też bez kropli chociażby wody. Air Cairo wspominam b.dobrze, miło,
          czysto. Może jednak uda się z nimi polecieć.
          • darek33a Re: Wzdłuż Nilu, Rainbow - relacja 28.03.10, 14:53
            A ja bylem na takiej samej wycieczce i jest zadowolony.Twojego
            opowiadania nie da sie do konca przeczytac .Szczyt
            zblazowania.Masakra !!!
    • rocky-1 Re: Wzdłuż Nilu, Rainbow - relacja 28.03.10, 19:45
      Tez wybieram sie z Rainbows tours do egiptu, mialbym odnosnie tego
      pytanie: jaki termin jest najlepszy? Musze sobie zaplanowac urlop,
      myslalem o sierpniu, ale nie wiem czy to dobry pomysl, nie jest
      wtedy za goraco? Jaki miesiac mi doradzacie (poczawszy od maja)
      • fenikss3 Re: Wzdłuż Nilu, Rainbow - relacja 28.03.10, 22:03
        podczas objazdowki mieszkalismy w hotelu Mayorka .ten hotel jest w
        centrum.standart hotelu pozostawia wiele do zyczenia,na szczescie
        do niego wraca sie tylko na noc.
        pozdrawiam
      • darek33a Re: Wzdłuż Nilu, Rainbow - relacja 28.03.10, 22:25
        Im pozniej tym cieplej
        pogoda.onet.pl/2,7139,1234,,,,hurghada,miasto_klimat.html
      • miriam_73 Re: Wzdłuż Nilu, Rainbow - relacja 29.03.10, 09:28
        Czerwiec, najlepiej 1 połowa - jeszcze nie aż tak upalnie jak w lipcu i
        sierpniu, jeszcze nie ma polskich rodzin z dziećmi, bo szkoła się kończy jakoś
        chyba w połowie czerwca, woda ciepła, najdłuższe dni.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka