corrina_f1
29.05.04, 13:29
Obiecałam ciąg dalszy, więc dokładam początek 3 najlepszych dni, jakie
spędziłam w Egipcie. Będę doklejać sukcesywnie, w miarę pisania.
Znów sorki, że takie długie,ale ja krócej o Egipcie po prostu nie umiem ;)
16/17.05.2004
Po wspinaczce na Górę Mojżesza należy nam się zasłużony odpoczynek, zatem
dzisiejszy dzień w całości postanawiamy spędzić na plaży.
Kolację jemy dość późno a przed 23:00 Mohamed odwozi nas do Old Sharm, na
autobus. Pomaga nam zlokalizować siedzenia, co nie jest trudne, bo bez
problemu potrafimy odczytać arabskie cyfry. Nie jest to jednak potrzebne, bo
zarówno na bilecie, jak i w autobusie, numery siedzeń napisane są też "po
naszemu".
Początkowo wydaje się, że jesteśmy jedynymi obcokrajowcami, ale po kilku
minutach wsiadają jeszcze 2 dziewczyny, rezydentki jak sądzę, mieszkanki
któregoś ze skandynawskich krajów. Siedzą tuż za nami i słychać je przez
większość drogi w całym autokarze. Na szczęście to na nich, a nie na nas,
podróżujący z nami Egipcjanie koncentrują swoją uwagę.
Autobus odjeżdża praktycznie co do minuty (w Egipcie 5 minutowe spóźnienie
traktowane jest jako wyjazd co najmniej przedwczesny). Czeka nas 6 godzin
jazdy. Już po kilkunastu minutach od opuszczenia Sharm, kierowca włącza
egipski film na wideo, głośny do granic możliwości. Nie pomaga nastawiony na
pełną moc discman. Wszelkie próby przysypiania zdają się na nic. W czasie
krótkiej przerwy w połowie drogi postanawiamy wysiąść, żeby rozprostować
kości. Na szczęście nikt się nam specjalnie nie przygląda. Dalsza część
podróży upływa w podobnych warunkach. Leci kolejny egipski film przerywany co
jakiś czas absolutnie kiczowatymi reklamami linii Super Jet. Wkrótce
przejeżdżamy tunelem pod Kanałem Sueskim. Koło 4:00 chyba na chwilę udaje mi
się w końcu przysnąć (z głośników rozbrzmiewa już Koran, który mimo wszystko
łatwiej znieść niż filmowe wrzaski). Otwieram oczy kiedy autobus staje i
wysiada z niego kilkanaście osób. Okazuje się, że jesteśmy już w Kairze! A
drugi przystanek, czyli Turguman, należy do nas.
Jest jeszcze wciąż zupełnie ciemno, spoglądam na zegarek, 4:50.
Przyjechaliśmy chyba za wcześnie. Martwi mnie to bardzo, gdyż nasza
rezerwacja hotelowa ważna jest dopiero od południa ! Nachodzą mnie straszne
myśli o tym, w którym parku, lub, pod którym mostem przyjdzie nam spędzić
kolejne godziny.
Przez kilkanaście minut mkniemy ulicami, jak się później okaże, Heliopolis,
nowoczesnej części Kairu, którą odwiedzimy jeszcze tego samego dnia
wieczorem. Śpiące Heliopolis wygląda przepięknie. Ulicami nie jeżdżą prawie
żadne samochody, o 5 nad ranem w oknach palą się nieliczne światła, czyste
ulice porośnięte są niezliczonymi gatunkami wyglądających bardzo europejsko
drzew.