basbusaa
28.09.04, 09:32
To ja może dla odmiany napiszę co miłego spotkało mnie w Egipcie. Byłam tam
dokładnie rok temu czyli na przełomie września i października. Było super
poza jednym faktem którym akurat ja na szczęście niebardzo się przejęłam
(jestem osobą która na szczęście logicznie mysli i nie przejmuję się rzeczami
niewartymi tego), ale o tym później. Pierwsze co bardzo mi się podobało to
Polacy którzy tam byli. Naprawdę nie musialam się wstydzić, że jestem z
Polski, pomagali kiedy trzeba było, nie rzucali się na jedzenie, można było
pogadać, naprawdę życzyłabym sobie takich na każdym wyjeździe. :-) Po drugie
oczywiście to po co większość tam jedzie czyli piramidy (naprawdę robią
wrażenie), Morze Czerwone (wprawdzie tylko snurking, ale niezapomniane
przeżycie), Luksor i oczywiście Hurghada która jest tak magicznym miejscem,
że jak ktoś raz pojedzie to chce tam wracać ciągle. Po trzecie Egipcjanie.
Nie miałam z nimi najmniejszego problemu, zawsze pomogli (może to też zasługa
tego, że jestem kobietą), pogadali, z naczalnością sobię świetnie radziłam
(wystarczyło kilka ostrych słów). Teraz muszę wrócić do tego co pisałam na
początku, czyli mniej miłej sprawy. Niestety trafiłam na ten okres kiedy
zbankrutowało biuro Big Blue. Na szczęście (chyba jestem urodzona pod
szczęśliwą gwiazdą:-))ogłośili bankructwo w czwartek a my w piątek wracaliśmy
już do Polski. Panika była w całym hotelu, ale ja stwierdziłam, że i tak nasz
wyjazd już się skończył, jakoś wrócić musimy i nie ma się co przejmować i
psuć sobie ostatniego dnia wyjazdu. Tu też muszę powiedzieć, że zaskoczyło
nas to iż też w razie czego pomoc zaproponowali Egipcjanie których tam
poznaliśmy (bez podtekstów). W razie potrzeby mielibyśmy co jeść, gdzie spać,
gdyby trzeba było pożyczyć pieniądze też nie było problemu. Naprawdę zrobiło
mi się miło. Chyba nawet gdybym chciała nie miałam się do czego przyczepić.
Zyczę każdemu tak udanej wycieczki, może oprócz tego jednego faktu bankructwa
biura podróży.