Dodaj do ulubionych

******Wróciłam 7+7rejs, pobyt Desert Rose ********

18.09.06, 11:20
Witam,
wróciliśmy w piątek 15.09, po przepięknych 2 tygodniach zwiedzania i błogiego
lenistwa.
Śladami swoich poprzedników postaram się w mairę możliwości opisać dzień po
dniu. Niestety nie w tej chwili, bo jestem zawalona pracą (grrrr dziś
pierwszy dzień po urlopie), ale jeśli macie pytania, to w miarę możliwości
będę na nie odpisywać :)))
Czuję się zobowiązana, gdyż to właśnie forum i sąsiednie www.wakacje.pl,
pomogło nam zgromadzić wiele cennych i praktycznych informacji.

Jeśli jeszcze ktoś mnie spyta, czy warto było - podpisuję się pod tym obiema
rękoma i nogami - było fantastycznie!!!!!!!!!
I jeśli będzie nam to dane - pojedziemy znów.
Obserwuj wątek
    • margot-s Re: ******Wróciłam 7+7rejs, pobyt Desert Rose *** 18.09.06, 14:13
      Witam,
      mam pytanie czy do gniazdek w hotelu potrzebne jest jakieś przejście (chodzi mi
      o dziurki, wiem, że napięcie ok) czy można spokojnie podłączyć ładowarki? Czy
      można podłączyć do gniazdka wtyczki z "bolcem"?
      • funia771 Re: ******Wróciłam 7+7rejs, pobyt Desert Rose *** 18.09.06, 20:16
        Hej!
        Nie używaliśmy przejściówek ;)
        Ładowarka do komórki normalnie wchodziła.
        Grzałeczka również :)))
    • kacha33 Re: ******Wróciłam 7+7rejs, pobyt Desert Rose *** 18.09.06, 17:25
      z jakiego biura byłaś. Czy może to było biuro Alfa Star
      • funia771 Re: ******Wróciłam 7+7rejs, pobyt Desert Rose *** 18.09.06, 20:18
        Nie to nie było biuro Alfa Star, tylko potępiana dość ostro na tym forum Triada.
        Aha, to że chwalę ten wyjazd nie oznacza, że jestem pracownikiem BP. Po prostu
        nie jestem upierdliwa i nie doszukuję się dziury w całym, jak co niektórzy
        uczestnicy.
    • amar54 Re: ******Wróciłam 7+7rejs, pobyt Desert Rose *** 18.09.06, 20:50
      Gratuluję udanego wyjazdu.
      Miałem okazję na przełomie 2005/2006 roku być uczestnikiem takiego wyjazdu.
      Ponieważ wyjazd był udany , również w tym roku w grudniu 2006 jadę z żoną na
      7+7 traf 5* z Triadą.
      Swoje wrażenia z pobytu sygnowałem podpisem amar.
      Napisz proszę ile kosztował wyjazd , ile płaciłaś bezpośrednio pilotowi , jakim
      statkiem podróżowałaś po Nilu , kto był przewodnikiem/pilotem ?
      Pozdrawiam
      amar
      • funia771 Re: ******Wróciłam 7+7rejs, pobyt Desert Rose *** 18.09.06, 21:26
        witaj,
        właśnie między innymi Twoja opowieść zainpirowała mnie do tej wycieczki.
    • funia771 BP Triada, 01-15.09.2006, 7+7rejs 18.09.06, 21:37
      Zaczynam swoją opowieść ;)
      Za literówki, błędy, powtórki - z góry przepraszam. Piszę na gorąco. To, co
      pamiętam. Jeśli komuś się nie podoba, niech nie czyta.


      Wycieczkę wykupiliśmy pod koniec marca ;), w oddziale Triady w Poznaniu, przy
      Kwiatowej. Od razu nadmienię, że nie polecam tej placówki (w Poznaniu), gdyż
      nie potrafią udzielić nawet najprostszej odpowiedzi. Generalnie nic nie
      wiedzą...przykre.

      Ktoś pytał ile daliśmy - no cóż, niektórzy pomyślą, że przepłaciliśmy, że można
      było taniej...ale jak się później okazało - z jednej strony warto było.
      Zapłaciliśmy po 2716zł/os. (później jeszcze musieliśmy dopłacić po 100zł/os. za
      śmieszną opłatę paliwową).
      Wybraliśmy hotel 5* Desert Rose Resort (dla niewtajemniczonych Róża Pustyni) i
      rejs na statku 4* (nie znlaliśmy nazwy, to miało się okazać na miejscu).
      Stwierdziliśmy, że nie warto dopłacać 700zł do 5*. Chyba była to słuszna
      decyzja, bo np. piwo u nas kosztowało 17 LE, a na 5* - to samo 35 LE.... Sami
      porównajcie, a standard mniej więcej ten sam.
    • funia771 01.09.2006 PIĄTEK/ 02.09.2006 SOBOTA 18.09.06, 21:43
      Pewnie się zastanawiacie dlaczego piątek/sobota... Otóż z tego pierwszedo dnia
      mieliśmy zaledwie 1,5 h. Zabawne, jak oni sobie wyliczają te 15 dni...
      Ale wracając do tematu: wylot z Poznania planowany był na 22:15, niestety
      przesunęło się 15min. Linie egipskie AMC. Nie takie złe, jak mówią. Na lotnisku
      w Hurghadzie byliśmy ok. 2:30 czasu polskiego, czyli 3:30.
      Oczywiście nie było szans, żeby kupić wizę za 15$, skoro tylko nasz samolot
      lądował o tej porze. Skasowali nas po 18$. A swoją drogą zaskoczyło mnie, jak
      oni szybko działają i jak są zorganizowani: tabliczki Triada, momentalnie
      szykować $$$ - kupować wizę, potem znowu jakaś kontrola, czekanie na bagaże i
      znów Triada, rozdzielenie do autokarów... Chyba trudno się zgubić.
      Wsiadamy do autokaru, a w nim tylko jedzie 12 osób do naszego hotelu.
      Dowiadujemy się, że w pierwszej kolejności jest rejs. Huuuuuuuuuura!!!!
      Po drodze mamy mozliwość podziwiania innym hoteli, które są przepięknie
      oświetlone. I pierwszy szok – samochody jeżdżą bez świateł. Mają ustalony
      system porozumiewania się. Znacznie później dowiedzieliśmy się, że w samochodzi
      różne rzeczy mogą nie działać, ale musi być sprawny klakson, który jest non
      stop w użyciu J.
      Dotarliśmy do Desert Rose. Również on był oświetlony. Niestety zmęczeni nie
      mieliśmy siły przyglądać dokładnie... Chcieliśmy jak najszybciej znaleźć się w
      łóżkach, bo o 12 musieliśmy się wymeldować. O 16 miał nas zabrać autokar do
      Luksoru.
      Hotel jest super, ale kochają tam biurokrację. Ile trzeba się naczekać zanim
      się dostanie klucze do pokoju, wiedzą tylko Ci, którzy byli....
      Na tę jedną noc (a raczej kilka godzin) dostaliśmy pokój 518. W pokoju i
      lodówka i sejs i wielkie łoże... i balkonik... Ogólnie OK.
      Od 7:00 było śniadanie. Wskoczyliśmy na nie klika min. przed końcem (czyli
      10:00). O 12:00 zdaliśmy pokoje. Należy pamiętać, żeby rzeczywiście zmieścić
      się do 12, bo potrafią policzyć człowiekowi jeszcze jedną dobę (jedyne 50$).
      Mieliśmy czas dla siebie i okazję, żeby rozejrzeć się po hotelu. O 14:30
      spotkanie z naszą rezydentką Sabiną Kubus. Opowiedziała nam krótko czego się
      wystrzegać, na co uważać... No i oczywiście zaoferowała wycieczki. Jak się
      później okazało rezydent jest po to, żeby tylko sprzedać fakultety... Chcąc nie
      chcąć – przeraziła nas trochę ilość godzin w autobusie – kupiliśmy Kair 1 dzień
      za 70$ . Zdzierstwo!!! Ale jeśli się chce zobaczyć piramidy, to nie ma innej
      rady.
      Można było jeszcze kupić: Kair 2-dniowy za 140$, wycieczkę na wyspę Gifun za 25
      $, wycieczkę katamaranem za 35$, jeep safari za 55$.
      Na spotkaniu był też człowiek z Polskiego Centrum Nurkowego V.I.P, który
      zachęcał nas do snurkowania i dupkowania. Szybka decyzja: próbujemy.
      Zapisaliśmy się. Cena 45$.
      Spotkanie się skończyło, poszliśmy kąpać się w lagunie, która jest za
      kompleksem hotelowym.
      O 16:00 wyruszyliśmy w trasę do Luksoru, w konwoju. Ponoć konwoje są dla
      naszego, turystów, bezpieczeństwa. I musimy w to wierzyć. A prawda jest taka,
      że każdy musi zarobić... W Egipcie nie ma nic za darmo. I im szybciej człowiek
      się tego nauczy i przyswoi, tym lepiej. W trakcie podróży zatrzymywaliśmy się
      chyba za 3 razy, zwowu w wiadomym celu – żeby Egipcjanie, którzy na postojach
      sprzedają (napoje, jedzenie, stroje...) mogli zarobić. Zaraz też zbiegały się
      dzieciaki z kozami, osłami, wielbłądami, żeby turyści mogli sobie zrobić
      fotkę...
      Rezydentką na objeździe była Joanna Kordykiewicz, pani o dość specyficznym
      poczuciu humoru. Ale trzeba oddać jej to, że ciekawie opowiadała. I gdyby nie
      to, nie potrafiłabym prawdopodobnie z pamięci opisywać to, co oglądaliśmy.
      Nasza grupa miała podróżować statkiem 4*. W autobusie jechali z nami także
      ludzie ze statku 5* - przewodnikiem był Maciek (niestety nie pamiętam nazwiska,
      miałam okazję z nim jechać do Abu Simbel, ale o tym później). Po drodze
      inicjatywę przejęła Joanna i opowiadała nam historię Egiptu, przytaczając różne
      anegdotki. Czas w miarę szybko minął. Przewodniczka skasowała po 110$ za
      objazdówkę. Powiedziała, że można dodatkowo, jak będzie dzień wolny w Asuanie –
      wykupić wyjazd do ABU SIMBEL 45$, WIOSKA NUBIJSKA 15$.
      Dotarliśmy na kolację.
      Okazało się, że będziemy na statku MS Rosetta 4*. Przyznam, że wcześniej nie
      słyszałam tej nazwy... Ale nie nastawiałam się pesymistycznie. Dostaliśmy
      kabinę 309. Sądziłam przez chwilę, że to gdzieś pod pokładem. Jak się okazało
      później, to był najwyższy poziom. Mieliśmy b.dobrą kajutę. Były one rozdzielane
      w kolejności kupowanej wycieczki... J
      I tak nam minął drugi dzień.
      Cdn.
      • elek21 . 18.09.06, 22:34
        Glupoty gadasz - fakultety mozna kupowac na miescie w burach mijescowych za
        polowe Twojej ceny.
        • funia771 Re: . 19.09.06, 08:10
          oczywiście, że można ;)
          Jednak Kairu nie kupisz...
          Poza tym Abu Simbel też nie, jeśłi jest się na rejsie...

          Co do pozostałych to jasne, że tak. Ja tylko mówię jakie są ceny w Triadzie, a
          nie że trzeba u nich kupić.
          • annie2003 Re: . 19.09.06, 09:17
            dlaczego nie można kupić Kairu czy Abu Simbel w lokalnym biurze, jeśli jesteś
            na rejsie?
            niewiarygodnym wydaje mi się też brak możliwości kupna wizy w urzędowej cenie..
            ale nie byłam w Hurgadzie i nie będę się kłócić..
            przykro mi się tylko zrobiło, gdy przeczytałam Twoje stwierdzenie, że w Egipcie
            nie ma nic za darmo.. jeśli tak uważasz naprawdę, to ciekawa jestem, co w takim
            razie należałoby powiedzieć o Polakach.. na szczęście ja ze swoich wojaży
            wyniosłam dużo lepsze wrażenia..
            czekam na ciąg dalszy opowieści, na przyszły rok także planuję rejs i Triada
            jest w czołówce :)
            • funia771 Re: . 19.09.06, 12:24
              pewnie, że można w lokalnym. Ale kiedy? W nocy? Skoro statek płynie od miasta
              do miasta, a wyjazd do Abu jest o 3 w nocy. prawda jest taka, że jeśłi chcesz
              zobaczyć (a naprawdę warto) i jeśli jesteś na rejsie...to raczej tylko u
              rezydenta (grrrrrrrr) kupisz.
              • annie2003 Re: . 19.09.06, 14:18
                funia771 napisała:

                > pewnie, że można w lokalnym. Ale kiedy? W nocy? Skoro statek płynie od miasta
                > do miasta, a wyjazd do Abu jest o 3 w nocy. prawda jest taka, że jeśłi chcesz
                > zobaczyć (a naprawdę warto) i jeśli jesteś na rejsie...to raczej tylko u
                > rezydenta (grrrrrrrr) kupisz.

                a nie ma w Hurgadzie takich biur, które organizują coś bez konieczności
                wcześniejszego przyjścia osobistego do biura? pytam z ciekawości, bo wiem, że w
                Sharm tak można, umówić się jeszcze w Polsce na konkretny dzień i godzinę i
                zapłacić na miejscu..
                • funia771 Re: . 19.09.06, 14:34
                  szczerze? nie wiem.

                  Nie słyszałam, żeby w lokalnych był Abu Simbel. A poza tym, to równiez
                  wycieczka, która należy do konwojowanych, a przecież lokalne biura nie mają
                  pozwoleń (przynajmniej większość)...więc sama sobie odpowiedz. Poza tym, wiem,
                  że cena tej wycieczki to tolatne zdzierstwo. Ale jeśli juz wydawac pieniądze,
                  to chciałoby się dojechać i obejrzeć. Nie wiem ile w tym prawdy, ale słyszałam,
                  że czesto lokalne (teraz po zakazach) organizują wycieczki: Kair, Luksor... bez
                  konwoju, w autobusach robotniczych i zdarza się, że taki autobus jest
                  zatrzymany, zawrócony i nie wiadomo co jeszcze...i pieniądze przepadają i Abu
                  Simbel też.
                  • annie2003 Re: . 19.09.06, 14:46
                    no właśnie nie mogę sobie sama odpowiedzieć, bo w rejonie Hurgady jeszcze nie
                    byłam i nie wiem, jak tam wygląda kwestia organizacyjna w lokalnych biurach..
                    tu się ostatnio cały czas ogłasza Orbit, ale słyszałam już bardzo skrajne
                    opinie na ich temat.. a ponieważ sama w przyszłym roku planuję rejs, to robię
                    już teraz wywiad na temat ewentualnych fakultetów..
          • sonia19781 Re: . 19.09.06, 09:58
            Byłam również z Triadą w Egipcie. Wróciłam w piątek 15.09. Powiem tak -
            rezydentka nie dotarła nawet na spotkanie organizacyjne...ponoć wróciła do
            kraju. Dopiero po naszej interwencji do Polski - w drugim tygodniu pobytu -
            łaskawie zadzwoniła do nas jej następczyni - zdziwiona - o co chodzi? Szkoda
            nawet gadać! Reklamacje już złożyliśmy - grupa z Katowic i Poznania - czekamy
            na rozpatrzenie. Słowo przepraszam usłyszeliśmy dopiero od osób pracujących w
            Polsce.
            Ale ja o wycieczkach - na wszystkich wycieczkach byliśmy z lokalnych biur
            podróży. Za połowę mniejsze kwoty. Jak czytam teraz te ceny z Triady - to mnie
            to przeraża. No ale jak ktoś chce dawać zarobić pani rezydentce - jego sprawa.
            My płaciliśmy : Kair - 45$, wyspa Giftun - 12$, Jeep Safari - 12$ i łódź ze
            szklanym dnem 5$ (w tym dwugodzinne snoorkowanie z instruktorem za rączkę).
            Dodam od razu, że kiepskie z nas pływaki... dlatego więcej wynieślismy z tego
            snoorkowania z instruktorem. Mieliśmy również propozycje darmowego nurkowania
            głębinowego z Diving Center - ale nie skorzystliśmy. Może w przyszłym roku
            będziemy mieli więcej odwagi. Dodam również, że wycieczki na Safari i do Kairu
            były z polskimi przewodnikami. Zostawiliśmy sobie na przyszły rok Luksor i Abu
            Simbel - znamy już ceny. Luksor dwudniowy - 65$, Abu Simbel trzydniowy
            (autobusem do Luksoru, potem samolotem) - 165$. Słyszałam, że w Triadzie ta
            druga wycieczka Abu Simbel kosztuje...ponad 300$. Dodam, że program wszędzie
            ten sam.
            Decyzja należy zawsze do kupujących.
            • margot-s Re: . 19.09.06, 10:14
              Soniu,
              a z jakim biurem byłaś?
              • sonia19781 Re: . 19.09.06, 10:45
                Na nurkowaniu z instruktorem byliśmy z Aqua Center - przy holelu i plaży
                OldVic, na Safari byłam z Polką (Moniką) pracującą w Diving Center - kontakt do
                niej znajdziecie w polskiej perfumerii (bodajże perfumy u Grażyny) - obok
                sklepu wolnocłowego - trafiliśmy tam również przez przypadek...A nazwy biura z
                którego jechaliśmy do Kairu i na Giftun - nie pamiętam. Muszę sprawdzić w domu.
                Pozostał mi kwit za zapłatę, ale tam jest tylko numer. Nazwę biura znajdę w
                domu - postaram się jutro ją wpisać. To jest dosyć popularne biuro, mniej
                więcej pośrodku deptaka (przy holetu Sindbad). Właściciel mówi po polsku.
                Ogłaszają się w kilku językach. Ale z tego co wiem - biuro lokalne Orbit Tours
                (ze słynnym Markiem-Polakiem który się tutaj również ogłasza) - jest godne
                polecenia. My dotarliśmy tam za późno. Ceny mają dobre, obsługa rzetelna. W
                przyszłym roku skorzystamy z ich usług.
            • annie2003 Re: . 19.09.06, 10:21
              kwestia fakultetów w jakimkolwiek biurze podróży jest stara jak świat -
              wiadomo, że nie warto kupować u rezydentów, bo zawsze są droższe.. i nie ma
              sensu o to mieć pretensji.. każdy żyje z prowizji, nawet biura lokalne..
      • woktjek Re: Cena wizy? 19.09.06, 10:47
        Trochę to dziwne, że tłumaczysz cenę wizy 18$ tym, że było późno. To był kant
        biura podróży. My byliśmy na lotnisku w Hurghadzie po 2 w nocy 26/27.08.2006 i
        wszyscy zostali skierowani to trzech czynnych okienej bankowych gdzie wizy są
        po 15$. Zresztą wszyscy powinni się tego trzymać, że wiza kosztuje 15$ i ani
        centa więcej.
        Jeżeli te okienka zamykają gdzieś w okoliczch 3 nad ranem, no to sory! Tomek
        • funia771 Re: Cena wizy? 19.09.06, 12:21
          Wiem, że to kant i oszustwo. Ale co zrobić, jeśłi kierują Cię do jednego
          okienka...? Niestety nie ma za dużego wyboru...
          • sonia19781 Re: Cena wizy? 19.09.06, 12:33
            To prawda. My też wylądowaliśmy w Hurghadzie ok. godz. 3.40 czasu egipskiego i
            jedyne okienka które były czynne, to były okienka biur podróży. Odwiedziliśmy
            wszystkie pozostałe - bo chcieliśmy kupić wizę za 15$. Tym bardziej, że wisi
            nad głowami wielki napis - wiza=15$. Ale niestety - można było kupić tylko tę
            za 18$. Były czynne tylko okienka biur podróży i jeden kantor. To wszystko.
            Machneliśmy ręką i jako jedni z ostatnich kupiliśmy wizę - niestety za 18$.
    • funia771 03.09.2006 Niedziela 19.09.06, 13:43
      Pobudka wcześnie rano. O dziwo – budzi nas pukanie do drzwi. To nasz boy.
      Cumujemy naprzeciwko Świątyni Luksorskiej (którą zwiedzamy na deser, na koniec
      rejsu). Miasto budzi się dopiero do życia, nie ma jeszcze zgiełku ani hałasu. Z
      okien statku mamy niesamowite widoki – balony, można wybrać i taką formę
      zwiedzania Luksoru – z lotu ptaka. Na brzegu Nilu cumują feluki – można
      popływać nimi po rzece.
      Chciałoby się mieć taki widok za oknem codziennie…
      Szybki prysznic i idziemy na śniadanie, które jest w formie bufetu. Wybór może
      nie aż tak wielki, jak w hotelu, ale każdy znajdzie coś dla siebie. Duże ilości
      nabiału, sery, wędliny, dżemy, miód, zielenina…i zawsze na deser ciacha, owoce…
      Napoje, soki, kawa i herbata do śniadania bezpłatne. Do pozostałych posiłków
      niestety nie.
      Jedna wskazówka: trzeba pilnować swoich talerzy, bo kelnerzy tak się uwijają,
      że wystarczy chwilka zadumy, czy odwrócenie głowy, a talerz znika, ha ha ha.
      Sądzą, że człowiek skończył jeść.
      Wyjeżdżamy o 8:00. Na nadbrzeżu już na nas czeka autokar, którym będziemy się
      przemieszczać.
      Luksor budzi się. Jest to miasto bardzo tradycyjne, mijamy ludzi ubranych w
      galabije z turbanami na głowach, kobiety mają pozasłaniane twarze. Na ulicach
      stosy śmieci, niewykończone domy – bez okien, dachów, wystają druty. Ale
      nieodzownie na „dachach” stoi satelita, czasem nie jedna, ale klika…
      Sklepy/stragany „krzyczą” do turystów – kolorowe, wręcz pstrokate, błyszczące z
      ogromnymi szyldami. Całkiem inne, niż te które spotykamy w Polsce.
      Ludzie jeżdżą na osiołkach, ciągnąc albo swój dobytek na sprzedaż, albo zbiory
      w pól.
      Musimy się przeprawić na Drugi Brzeg Nilu – Zachodni Brzeg. W tym celu udajemy
      się na wybudowany w tym celu most.
      Dziś zwiedzamy między innymi Dolinę Królów. Oprócz Joanny jest z nami
      Egipcjanin – Ezad, który zajmuje się tylko kupowaniem biletów do zabytków, a
      który ponoć bierze najwięcej kasy…
      Dojeżdżamy na parking. Podjeżdżamy do Doliny specjalną ciuchcią TAF TAF-em.
      Przed nami stragany z pamiątkami.
      Pouczeni przez naszą Joannę (przewodniczkę), staramy się nie pokazywać
      zainteresowania i nie reagować na zaczepki. To jeszcze nie jest ich szczyt
      umiejętności sprzedawania, o czym mogliśmy przekonać się w drodze powrotnej,
      kiedy nastąpił „zmasowany atak”…
      Nie warto kupować żadnych pamiątek w okolicach zabytków, które się zwiedza,
      ponieważ często-gęsto są to podróbki…
      Po ominięciu fali handlarzy, podchodzimy wprost pod Dolinę. Nasz bilet uprawnia
      do zwiedzenia 3 grobowców. Wewnątrz grobowców jest bezwzględny zakaz
      fotografowania (Egipcjanie, którzy są w środku, potrafią wyrwać człowiekowi
      aparat i zmazać całą kartę, a w skrajnych przypadkach uszkodzić czy wręcz
      zniszczyć aparat. Próbują też wciskać kity, że się robiło zdjęcia, nawet jeśli
      aparat wisiał na szyi, czy był schowany w kieszeni. Więc lepiej dla świętego
      spokoju, pozostawić go w plecaku) i nie można ich zwiedzać z przewodnikiem.
      Joanna, sugeruje nam, które grobowce powinniśmy obejrzeć i opowiada nam o tych
      trzech. Oczywiście nie jesteśmy w stanie zapamiętać wszystkiego, ani co
      dokładnie te reliefy przedstawiają. Jeszcze musi minąć trochę czasu, zanim
      zaczniemy rozróżniać poszczególnych faraonów i co chcieli nam przekazać.
      Zwiedzamy: KV 14 Setnakht, Ramzesa III i Merenptaha.
      Bileciki: 55 LE
      Panuje straszny upał. Bez okularów i czapki/kapelusza, patrzenie praktycznie
      jest niemożliwe. Słońce tak bardzo odbija się od skał, że wręcz oślepia.
      Dolina Królów robi na nas, zwykłych śmiertelnikach, piorunujące wrażenie.
      Jedziemy dalej. Tym razem pozbycie się handlarzy jest naprawdę nie lada
      wyczynem. Egipcjanin to taki człowiek, który o każdej porze dnia i nocy jest
      wstanie sprzedać wszystko…oczywiście za odpowiednią cenę.
      W dalszej kolejności odwiedzamy „fabrykę” alabastrów. Mamy okazję poznać, jak
      powstają przepiękne wazony i czym się różnią oryginały od podróbek. Oczywiście
      można było kupować pamiątki ;)
      Naszym kolejnym celem jest Świątynia Hatszepsut zwana "Świątynią Milionów Lat"
      zbudowana u stóp gigantycznej ściany skalnej w Deir el Bahari (Teby) w XV w.
      p.n.e. przez budowniczego Senenmuta jako świątynia grobowa królowej Hatszepsut.
      Pierwsza kobieta-faraon.
      Bileciki: 20 LE
      Opuszczamy już Świątynię, pokonując znowu falą handlarzy „good price for
      you” „za darmo – one pond”…
      Następnym zabytkiem są przepiękne, ogromne Kolosy Memnona - pozostałość po
      ogromnej świątyni Amenhotepa III. Posągi te mają ponad 17 metrów wysokości i są
      wykonane z kwarcytu.
      W drodze powrotnej mijamy jeszcze Ramesseum – kompleks świątyń pobudowanych
      przez Ramzesa II. Do dnia dzisiejszego zachowały się tylko ruiny.
      Wracamy na lunch, na statek. A tam niespodzianka w kjucie – z ręczników ułożony
      kwiat lotosu. Ponoć Ci, którzy sprzątają nie mają „pensji”, tylko zarabiają z
      napiwków, dlatego też nie jest obowiązkiem, ale miłym gestem, żeby zostawiać po
      np. 1 LE.
      Czas mamy już dla siebie. Opalamy się na górnym pokładzie i pluskamy w basenie.
      Wieczorem nieobowiązkowe wyjście „w miasto” do knajpy na piwko i sziszę. To był
      nasz pierwszy raz ;). Spodobało się i to jeszcze jak!!!

      Cdn.
      • funia771 04.09.2006 Poniedziałek 19.09.06, 21:37
        Nadal pozostajemy w Luksorze. Pobudka rano. Po śniadaniu jedziemy zwiedzać
        Świątynię w Karnaku, 2,5 km na północ od Luksoru.
        Bileciki: 40 LE
        Centralne miejsce zajmuje największa na świecie świątynia podtrzymywana przez
        kolumny - świątynia Amon-Re. Do niej przylega po lewej stronie świątynia Montu –
        boga wojny, oraz sanktuarium bogini Mut, żony Amona. Świątynie te są połączone
        ze sobą alejami procesyjnymi.
        Za pierwszymi pylonami znajdował się wielki dziedziniec oddzielony od sali
        hypostylowej drugimi pylonami, przed którymi ustawiono wyrzeźbione w różowym
        granicie posągi Ramzesa II. Przed nim znajduje się postać jego żony, sięgająca
        faraonowi do kolan.
        W kompleksie ustawiono także obeliski przy pylonach: dwa na polecenie
        Hatszepsut o wysokości ponad 30,0 m (jeden z nich zachował się na miejscu,
        pozostałości drugiego można znaleźć w pobliżu świętej sadzawki) oraz cztery o
        wysokości 23,0 m na polecenie Totmesa (zachował się tylko jeden).
        Do kompleksu świątynnego należy także święta sadzawka, przy niej za czasów
        Amenhetopa postawiony został pomnik wielkiego skarabeusza. Trzeba pomyśleć
        jakieś życzenie i obejść go 7x i ponoć życzenie się spełni…
        Po drodze odwiedzamy jeszcze Instytut Papirusu, gdzie oczywiście można
        oryginały kupić. Moja rada, w innym miejscach też można kupić oryginały, ale
        znacznie taniej. My przepłaciliśmy...
        Wracamy na statek, akurat na lunch. Chwila wytchnienia. Po południu odbijamy od
        brzegu i wypływamy w rejs. (Czasem w biurach podają informacje, że statek
        wypływa w sobotę. Z tego, co zauważyliśmy – jest to bzdura. Statki wypływają w
        poniedziałki – jedne wcześniej, inne później – ale właśnie tego dnia.)
        Płynąc, mamy okazję podziwiać, jak żyją ludzie – ich pola zalane Nilem, połowy
        ryb, plantacje bananowców, aleje palm z daktylami, pasące się zwierzęta,
        dzieciaki kąpiące się w Nilu i kiwające i wrzeszczące do nas…
        Statek płynie, my na górnym pokładzie, popijamy piwko, sok z limonki, mango,
        guawy, karkadę albo pluskamy się w basenie. Zbliżamy się do śluzy w Esnie –
        nasz kolejny przystanek. Oczywiście statki muszą czekać na swoją kolej, co
        wykorzystują handlarze na swoich łódeczkach. Tego nie da się opisać.
        Pomysłowość i zdolności handlowania zaskakują nas totalnie. Łódeczek jest cała
        masa. Siedzą po dwóch. Jeden wiosłuje, drugi wrzeszczy, wypatrując
        potencjalnego kupca „hallo madam, its for you” „which color do you like? „very
        cheep, very cheep”… Naprawdę twierdzę, że Egipt to doskonałe miejsce, by
        sprawdzić swoją asertywność i w razie czego nauczyć się tego. Rzucają do nas
        kolorowe ręczniki, galabije, chusty, obrusy…Wszystko, co doleci na górny pokład…
        Kupa śmiechu i zabawy. Cała zabawa trwa chyba ze 40min. Dopływają kolejne
        statki, więc handlarze przenoszą się…
        Wreszcie mamy pozwolenie na wpłynięcie do śluzy. Mieszczą się w niej 2 statki.
        Czekamy zatem na jeszcze jeden. Śluza się zamyka. Poziom wody się podnosi.
        Otwiera się z drugiej strony i wypływamy…
        Wieczorem dobijamy do Edku. Jest już ciemno. Momentalnie na nadbrzeżu zapalają
        się światełka i sklepiki się otwierają…W Egipcie nie jest istotna godzina. O
        każdej porze można zrobić zakupy (jest przerwa w ciągu dnia, chyba między 12, a
        19).

        Cdn.


        • funia771 05.09.2006 Wtorek 20.09.06, 14:08
          Schodzimy na ląd. Każdy ma przydzieloną dorożkę/karetę…Prujemy przez miasto
          Dorożkarze wyprzedzają się, popędzając konie. Biedne zwierzęta, takie
          wychudzone, niektóre z nich mają rany na ciele… A dorożkarz, mimo że ma
          zapłacone za przejażdżkę próbuje nas naciągnąć na bakszysz – mówi, że jedzenie
          dla konia… Bzdura, kłamie…
          Zwiedzamy dziś Świątynię Boga Horusa.
          Bileciki: 35 LE
          Pochodzi z czasów ptolemejskich, choć zbudowana została w miejscu
          wcześniejszego sanktuarium. Po zachodniej stronie świątyni znajdowało się
          usypisko (kom) eksplorowane w trakcie trzech kampanii od 1937 roku przez polsko-
          francuską misję archeologiczną pod kierownictwem K.Michałowskiego.
          Można fotografować wewnątrz. Przepiękna świątynia, której wejścia strzegą dwa
          sokoły – Bóg Horus.
          W drodze powrotnej ponownie stragany i handel. Kupujemy gajabije i chustki na
          głowę. W Egipcie nie ma stałych cen (oprócz aptek i niektórych spożywczych –
          nie targujemy się o wodę), więc to, za ile coś kupimy zależy od naszych
          umiejętności negocjowania cen. Należy pamiętać, że ich cena wyjściowa jest z
          kosmosu i tym wcale się nie zrażać. My kupiliśmy 4 galabije i 4 chusty za
          łączną kwotę 120 LE. Uznaliśmy, że to jest suuuuuuper cena (dodam, że na
          początku chciał od nas ponad 850 LE).
          Wracamy na statek. Odpływamy. Wieczorem dobijamy do Kom Ombo. Idziemy zwiedzać
          Świątynię Boga Nilu.
          Bileciki: 20 LE
          Świątynia poświęcona była dwom triadom boskim, które tworzyli: Sobek, Hathor i
          Chonsu oraz Haroeris (Horus starszy), Taneset-nofret i Panebtaui.
          A wieczorem...szisza ;)


          Cdn.
          • funia771 06.09.2006 ŚRODA 21.09.06, 15:01
            06.09.2006 ŚRODA

            W nocy z wtorku/środe wyjazd do Abu Simbel, dla tych co wykupili dodatkowy
            fakultet – 45$ (bilet wstępu: 55 LE). Pobudka o 3:30, horror. Jedziemy 290km,
            4h. Normalnie po drodze zaczynam żałować, że się zdecydowałam...
            Niewygody rekompensuje przecudny widok. Świątynia położona niegdyś nad Nilem,
            teraz nad Jeziorem Nasera, w Dolnej Nubii.
            Wielka świątynia w Abu Simbel została poświęcona bogom słońca Amonowi-Re i Re-
            Horachte oraz bogu ciemności Ptahowi. Wejścia strzegą cztery olbrzymie posągi
            Ramzesa II. Kolosy o wysokości 20 m, podpierając ścianę fasady, świadczą o
            potędze króla. Między nogami posągów, znajdują się kolejne, członków rodziny
            Ramzesa - jego matki Mut-tuy, żony Nefertari oraz jego synów i córek.
            Mniejsza świątynia w Abu Simbel, poświęcona została boginii miłości i piękności
            Hathor oraz Nefertari. Fasadę tej świątyni zdobi sześć posągów - dwa posągi
            królowej usytuowane pomiędzy czterema przedstawiającymi Ramzesa. I tutaj mogłam
            się przekonać, jak to jest z innym przewodnikiem. Tym razem był to Maciek – ten
            sam, który z nam podążał na statek 5*. Nie, że nie miał wiedzy, bo miał i to
            wielką, ale nie opowiadał już w taki obrazowy sposób jak Joanna…
            Warto było zobaczyć Abu Simbel. W drodze powrotnej po przekroczeniu Zwrotnika
            Raka, przez 50km można oglądać fatamorganę na pustyni…
            Po południu wyruszamy na zwiedzanie Asuanu.
            Wyruszamy do kamieniołomów na zwiedzanie niedokończonego obelisku.
            Bileciki: 20 LE
            Panujący upał i żar uświadamia nam w jakich warunkach setki tysięcy lat temu
            pracowali Egipcjanie. Na rozkaz Hatszepsut podjęto próbę wyciosania
            największego obelisku. Gdyby powiódł się pierwotny plan jego ociosania i
            ustawienia, mierzyłby 41 metrów wysokości i 4 metry szerokości u podstawy przy
            wadze ok. 1200 ton. Niestety materiał nie wytrzymał obróbki. Dalej udajemy się
            na Wielką Tamę Asuańską – najbardziej strzeżony obiekt w całym Egipcie. Wysoka
            Tama ma długość 3 600 m, szerokość u podstawy 980 m i 40 m u szczytu oraz
            wysokość 111 m. Do jej zbudowania użyte zostały 43 miliony m³ materiału.
            Maksymalna przepustowość tamy wynosi 11 000 m³/s.
            Moc elektrowni wodnej Wysokiej Tamy wynosi około 2,1 gigawatów (12 generatorów
            po 175 megawatów każdy). Nie myślcie, że pamiętam aż tyle danych – zrypałam je
            ze zdjęcia .
            Wierzcie mi – to robi wrażenie 
            Tama umożliwia regulację poziomu wody na Nilu, poniżej Asuanu.
            Asuan to jedno z najbardziej suchych zamieszkanych miejsc na świecie. Z tego
            powodu w większości osad nubijskich po prostu nie ma dachów, a jeśli już to
            takie kopułki…
            Wracając na statek zaglądamy do Perfumerii. Mnogość kolorów (przeróżne
            flakoniki) i zapachów może pomieszać w głowie. Oczywiście zachęceni mogą
            zaopatrzyć się w ekstrakty z kwiatów, które później wysyłane są do Francji i
            wzbogacane i tak powstają perfumy, np. znane Chanel No 5. My nie ulegamy presji…
            kupujemy później na suku, ponoć prawdziwe.
            Po kolacji idziemy na suk, nie mylić z targiem czy bazarem. Asuański suk
            uważany jest za jeden z najlepszych w Egipcie. Takiej ilości przypraw w
            koszach, koszulek, pamiątek, owoców… jeszcze nigdy na oczy nie widziałam.
            Wszędzie okrzyki: „..where are you from?...” „…jak się masz kochanie…” „…mucha
            rucha karalucha…” „dzień dobry, jestem z kobry…”, „…jacek-placek na oleju…”, ”…
            ja jestem aleksander Kwaśniewski…kaczki dwie…” i wiele, wiele innych. Wszyscy
            nawzajem się przekrzykują, wciskają do ręki pamiątki – żeby kupić, „wciągają”
            do sklepów żeby tylko pooglądać…nawet ktoś sprzedawał male krokodylki
            , „zakłady fryzjerskie”, mięso wiszące na hakach…
            Nie należy zapominać o targowaniu się. Można naprawdę kupić wiele za niewiele.
            Jeśli chce się zrobić konkretne zakupy, to naprawdę tutaj. I przede wszystkim
            kupić przyprawy: pieprz biały, czarny…, anyż, liście laurowe, szafran, daktyle,
            pestki dynii, wszelkiego rodzaju owoce, herbatki czarne, zielone, z hibiskusa –
            karkade….Mają wszystko.
            Pełni wrażeń i toreb wróciliśmy na statek…
            A wieczorem Nubijczycy umilali nam czas.

            Cdn.




            • kruszynka301 Re: 06.09.2006 ŚRODA 21.09.06, 19:10
              funiu, bardzo dziękuję za opis - naprawdę, świetnie się czyta, no i wiem, co mnie czeka.
              sama wybieram się na ten rejs w styczniu, tylko wybraliśmy statek 5* - mąż już się zdenerwował, jak mu powiedziałam o cenie piwa;). Ma tylko nadzieję, że tyle kosztuje Heineken, a nie Stella;).

              Mam pytanie - ciągle podajesz ceny biletów wstępu, ale chyba wstępy opłaca Triada, z tych 110 $ zebranych w autokarze?
              • funia771 Re: 06.09.2006 ŚRODA 21.09.06, 21:31
                Kruszynko,
                to piwo to Stella, Heineken jest naprawdę rzadkością i kosztuje znacznie
                więcej...

                110$ zawiera ceny biletów. Zgoda. Chodziło mi o info, może ktoś na własną rękę
                będzie chciał zwiedzać oraz o pokazanie jaki malutki % z całej sumy stanowi
                cena biletów. Przelicznik jest taki 1$ = 5.75 LE. To jest b.korzytny
                przelicznik i w niewielu miejscach uda się go uzyskać. Z reguły przeliczają: 1$
                = 5 LE
                • funia771 07.09.2006 Czwartek 21.09.06, 21:33

                  Na Nilu w pobliżu Asuanu, znajdują się dwie duże wyspy - Elefantyna oraz Wyspa
                  Kitchenera. Na Elefantynie znajduje się hotel Oberoi oraz wioski nubijskie, a
                  na Wyspa Kitchenera stanowi jako całość ogród botaniczny. Wyruszyliśmy tam
                  felukami zaraz po śniadaniu. Co zwróciło naszą uwagę??????? Mnóstwo kotów,
                  tutaj szczególnie w nadmiernej ilości – wychudzone, głodne, brzydkie…(mino, że
                  uwielbiam zwierzaki nie nazwałabym ich pięknymi kicusiami). Później wioska
                  nubijska, a w niej szkoła, gdzie nauczycielka próbowała nas uczyć pisać.
                  Jeszcze obowiązkowo zdjęcia z krokodylem i kąpiel w Nilu. Ponoć w tym miejscu
                  jest najczystszy, bo normalnie w Nilu pływa wszystko…
                  Powrót na statek a wieczorem galabija party. Każdy, kto kupił coś z ciuchów
                  poprzebierał się i było bardzo wesoło.
                  Cdn.
                • kruszynka301 Re: 06.09.2006 ŚRODA 21.09.06, 22:05
                  dziękuję za odpowiedź;).
                  Co do piwa, to w Desert Rose właśnie tyle kosztował Heineken (i chyba Stella export), zwykła Stella kosztowała 20 LE - no ale cóż, przygotuję męża;).
                  • ddb2 Re:Do kruszynki 22.09.06, 08:59
                    W Desert Rose bedziesz w styczniu?
                    Ten hotel wprowadza od 28 pazdziernika opcje all inclusive.
                    Moze warto sie zainteresowac i dokonac doplaty?
                    Wtedy piwo wyjdzie za grosze i tak na miejscu nie boli.
                    Ja wykupilam te opcje.
                    • kruszynka301 Re:Do kruszynki 22.09.06, 09:52
                      nie, w styczniu będę w Magawish. A opcja All nie opłaca mi się, bo ja nie piję
                      alkoholi, za to piję wyciskane soki owocowe, których nie ma w opcji All;).
                      Poza tym mąż będzie nurkował, więc i tak większość czasu spędzimy na łodzi. Mąż
                      pije też jedno, góra dwa piwa dziennie (podczas nurkowania alkohol jest
                      zabroniony). Ale podczas rejsu powiedział, że sobie nie odpuści, a tam niestety
                      nie ma opcji All, ale mam nadzieję, że będzie można wychodzić do kawiarni;).

                      Byliśmy kilka razy w Egipcie, i nie zdarzyło nam się wydać więcej niż wynosi
                      dopłata do All.
                      • funia771 07.09.2006 Czwartek 22.09.06, 14:13
                        Na Nilu w pobliżu Asuanu, znajdują się dwie duże wyspy - Elefantyna oraz Wyspa
                        Kitchenera. Na Elefantynie znajduje się hotel Oberoi oraz wioski nubijskie, a
                        na Wyspa Kitchenera stanowi jako całość ogród botaniczny. Wyruszyliśmy tam
                        felukami zaraz po śniadaniu. Co zwróciło naszą uwagę??????? Mnóstwo kotów,
                        tutaj szczególnie w nadmiernej ilości – wychudzone, głodne, brzydkie…(mino, że
                        uwielbiam zwierzaki nie nazwałabym ich pięknymi kicusiami). Później wioska
                        nubijska, a w niej szkoła, gdzie nauczycielka próbowała nas uczyć pisać.
                        Jeszcze obowiązkowo zdjęcia z krokodylem i kąpiel w Nilu. Ponoć w tym miejscu
                        jest najczystszy, bo normalnie w Nilu pływa wszystko…
                        Powrót na statek a wieczorem galabija party. Każdy, kto kupił coś z ciuchów
                        poprzebierał się i było bardzo wesoło.
                        Cdn.


                        • funia771 08.09.2006 PIĄTEK 24.09.06, 22:10


                          Ostatni dzień na statku. Cały czas płynie, bo wracamy do Luksoru.
                          Późnym popołudniem dobijamy. Na koniec zwiedzania pozostaje nam przepiękna
                          Świątynia Luksorska znana także jako Świątynia Narodzin Amona.
                          Bileciki: 35 LE
                          Budowę świątyni rozpoczął Amenhotep III, jego następcy kontynuowali dzieło
                          rozbudowując świątynię. Ostateczny kształt otrzymała za czasów Ramzesa II.
                          Zwiedzanie zaczęliśmy późno, żeby wracać wieczorem, gdy tylko Świątynia
                          zostanie oświetlona. Muszę przyznać, że na mnie zrobiła lepsze wrażenie, gdy
                          palą się światła. Wydaje się wtedy taka nierzeczywista.
                          A wieczorem już jak zwykle piwko i szisza ;) oraz pakowanie, bo rano po
                          śniadaniu koniec dobrego. Wracamy do Hurghady.

                          Cdn.


                          • nowy_expert Re: 08.09.2006 PIĄTEK 02.10.06, 23:07
                            Funiu czekamy z niecierpliwością na ciąg dalszy.
                            09.09.2006 SOBOTA
                            Ostatnie spojrzenie na wspaniałą świątynię luxorską i w drogę...
                            • funia771 09-15.09.2006 09.10.06, 10:24
                              witam,
                              wracam do wspomnień. Brak czasu i drobne kłopoty sprawiły, że przestałam
                              opisywać nasze wspaniale wakacje...Już sie poprawiam.

                              ...ostatnie spojrzenie na Świątynię Luksorską, pożegnaie z Nilem i naszą
                              Rosettą...i wyruszamy do Hurghady. Polowa wakacji za nami, z pewnością ta
                              bardziej fascynująca, bo udało nam się choś w niewielkim stopniu ujrzeć, jak
                              żyją ludzie...jak można żyć bez pośpiechu...
                              Do Hurghady jedziemy w konwoju. I tu również następuje pożegnanie z częścią
                              ludzi, z którymi zdążyliśmy się zaprzyjaźnić na rejsie...przeciez nie wszyscy
                              spędzą resztę wakacji w Desert Rose...a szkoda, bo uważam, że mieliśmy naprawdę
                              fajną grupę.
                              Dojeżdżamy do hotelu ok. godz. 12. Nasi przewodnicy przed wysadzeniem naszej
                              gromadki, mówią nam, że to jest super hotel, jak na standardy egipskie - ma
                              rzeczywiście 5*, ale.........kochają biurokrację, co niestety stwierdziliśmy.
                              Ostatnie uściski i pożegnanie z pozostałymi. Autobuś odjeżdża, a my mamy
                              czekać, aż nas zawołają i przydzielą pokoje. Zmęczeni po jeździe, pospiesznie
                              wypełniamy karty meldunkowe z nadzieją, że już za chwilkę będzie można wziąść
                              prysznic...Jakie było nasze rozczarowanie, gdzy oznajmiono nam, że pokoje nie
                              są jeszcze gotowe...że mamy cierpliwie czekać...że oni się pospieszą.
                              Zrezygnowani i oburzeni czakaliśmy ponad 2 godziny...nie pomogły nasze protesty
                              oraz twierdzenie, że przecież jest po sezonie i że sporo pokoi stoi
                              pustych...Doszliśmy do wniosku, że nasi przewodnicy celowo przywieźlei nas
                              przed 12 i się upłynnili. Doskonale zdawali sobie sprawę, że nie dostaniemy
                              pokoi przed 14 (doba hotelowa kończy się o 12 i radzę tego przestzregać, bo
                              nawet 5 min. spóźnienie i oddanie kluczy groźi tym, żę będzie trzeba dopłacić 50
                              $ za kolejną dobę...a zaczyna się o 14)!!!
                              Ok. 14 okazało się, że panowie w recepcji przydzielili zaledwie połowę
                              pokoi...Ciśnienie wszystkim się podniosło. To już normalnie były kpiny! I
                              nagle.....zjawiła się nasza rezydentka Sabina (chyba wspominałam o niej
                              wcześniej, która udała również oburzenie, że siedzimy tu od ponad 2 godzin i
                              czekamy...Może pomogło, może nie. Nie wiem. Ale fakt faktem, pokoje sie
                              znalazły...Szczerze? Recepcja (obsługa) nie zrobiła na nas dobrego wrażenia.
                              Potwierdzilo się to, o czym wspomnieli Joanna i Maciek....BIUROKRACJA.
                              Dostaliśmy klucze i udaliśmy się do naszego pokoju. Dostaliśmy pokój w bubynku
                              200. Wkazdym takim kompleksie jesy 100 pokoi. Większość z nich jest łączona z
                              sąsiednim pokojem. Tzn. są wewnętrzne drzwi, bez konieczności wychodzenia na
                              korytarz. Poza tym w pokoju jest małżeńskie łoże (przynajmniej my takowe
                              mieliśmy, klimatyzacja, mała lodóweczka, sejf i telewizor. Jest również duża
                              łazienka z prycznicem oraz balkonik, a na nim stolik i dwa fotele. Pokój
                              schludny i czysty, codziennie sprzątany i codziennie zmieniane ręczniki
                              (nie zawsze zostawialiśmy napiwki, nie robił nam żadnych "stworów" z ręczników.
                              Znajomi nie zostawiali nic, a mieli. Mieszkali w innym budynku.) Chyba nie ma
                              sensu targowania się w recepcji o pokoje. Nie wiem, które są lepsze. Raczej
                              takie same. Jedyna różnica to taka, że jedne są bliżej basenów, inne bliżej
                              morze...Nie mieliśmy widoku na basen. Stwierdziliśmy, że i po co. I tak w
                              pokoju spędzaliśmy tylko noce...a nie przesiadywaliśmy na balkonie. Jak kto
                              woli. Nam akurat to nie przeszkadzało.
                              Śniadania w hotelu są od 7, lunche od 13 (my nie mieliśmy tego w pakiecie,
                              można dodatkowo kupować...), a kolacje od 19. Przy wchodzeniu do restauracji z
                              reguły pytają o nr pokoju i odchaczają (chodzi tu o lunche !!! i o kolacje).
                              Jedzenia nieporównywalnie więcej, niż na statku (co nie znaczy, że tam nam nie
                              smakowało). Myślę, że nawet najbardziej wybredne osoby znalazły tam coś dla
                              siebie. Poza tym wszystko świeże. Przy większości dań stał kucharz i dodatkowo
                              przygotowywał na bieżąco np. jajecznicę, omlety, naleśniki...(śniadanie),
                              makarony, kolorowe sałatki, mięso, desery z owoców...(kolacja). Ogromny wybór
                              nabiału (chlebt jasne i biemne, z makiem, sezamem, bułki, bułeczki,
                              bagietki...co tylko się zachce), ciast i deserów - na zimno i na ciepło,
                              wszelkiego rodzaju sałatek...Człowiek wchodził i normalnie aż chciałby
                              spróbować wszystkiego...nie da się, tak duży jest wybór. Do śniadania napoje -
                              kawa, herbata, czekolada, soki (nie te wyciśnięte z owoców, ale takie z
                              automatu - z wodą), czasami zimna carcada (wspomniana herbatka z hibiskusa,
                              PYCHA!) - bezpłatnie. Oczywiście można sobie cosik dodatkowo zamówić...i wziąść
                              na rachunek pokoju. Polecam przepyszne soki, świeżo wyciśnięte. O ile dobrze
                              pamiętam - cena 12 LE + 1,20 LE napiwku. Nie jest ważne, ile pozycji jest na
                              rachunku - każdorazowo jest dopisywane 1.20 LE. Do pozostałych posiłków napoje
                              płatne ;) Woda (butelka) - 10 LE, piwo 23 LE, kawa, herbata - chyba 10 LE.

                              na razie tyle, o hotel opisalam m.innym w zakładce "o hotelach"
                              cdn.
                              • elunia002 Re: 09-15.09.2006 27.11.06, 21:28
                                Funia kochanie opisalas wszystko dokladnie tylko my bylismy z Mackiem na
                                5*statku mackiem przewodnikiem .Ale z tego co nam mowil to oni zmieniaja sie .My
                                tez bylismy w hotelu desert Rose .Wlasnie wrocilismy z Egiptu Bylismy od
                                10-24.11.06A statek mielismy Nille Bridge.tak ze wszystko sie zgadza co
                                napisalas.My mielismy szczescie bo wykupilismy wycieczke we wrzesniu i bylo
                                tylko HB a jak przyjechalismy to z punktu mielismy allin clusiv.Tak ze triada
                                podarowala nam 600zł. gratis I z tego sie cieszylismy po tym co przezylismy 1go
                                dnia. Pozdrawiam

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka