edithz7
30.11.06, 16:43
"Raz kozie wio", jak powiedział Shrek :-)
Skończyłam, więc nie urwę w połowie, zatem wklejam, najwyżej mnie zjecie
żywcem.
Pozdrawiam
Do tej pory - podglądaczka tego forum
--
Wakacje Egipt
20 X 2006 - 03 XI 2006
Wstęp
Dziś jest 13 listopada 2006. Na dworze pada, wieje, jest zimno, szaro, buro i
ponuro - czyli jesień, a zima tuż tuż. Nie lubię tej pory roku - dni są
krótkie, zimne i mało słoneczne. Wszak jednak istnieje dobra strona takiego
pogodowego stanu rzeczy - jest to okres rozkwitu życia rodzinnego lub co
najmniej dający szansę na takowe. Z oczywistych powodów ludzie siedzą w
domach częściej niż zwykle i spędzają ze sobą więcej czasu. Muszę z bólem
stwierdzić, że jednak nie mogę skorzystać z tej możliwości, ponieważ zostałam
słomianą wdową na okres dwóch tygodni (kolejna delegacja męża). Postanowiłam
zatem opisać nasze niedawno zakończone wakacje - po części dla siebie i "ku
pamięci", a po części dla zabicia czasu - w końcu wieczory są bardzo długie.
Poza tym czuję się zobowiązana odwdzięczyć choć w taki sposób wszystkim
osobom, z których rad korzystałam czytając forum. Dzięki waszym postom mogłam
dobrze przygotować się do wyjazdu. Warto było czytać. Można tam wyłowić posty-
perełki stanowiące lekturę rzeczową, konkretną i bajecznie ciekawą.
Zatem...
Nasz tegoroczny długi urlop zaczął się 19 października i trwał całe trzy
tygodnie - aż do 10 listopada. Z tych trzech tygodni dwa spędziliśmy w
Egipcie. Był to nasz pierwszy wyjazd do Egiptu i pierwszy prawdziwy od
dłuższego czasu, zresztą bardzo zasłużony, urlop. Po dokładnym rozeznaniu na
rynku, nasz wybór zawęził się do trzech-czterech biur podróży. Potem
nastąpiła ta trudniejsza część - które konkretnie wybrać? Z nią musiałam
uporać się sama (bardzo obszerna lektura i brak czasu nie pozwalał mężowi na
udzielenie mi pomocy w tym zakresie). Skazana na siebie czytałam, robiłam
notatki, analizowałam aż w końcu miałam gotowe podsumowanie. Po dyskusji z
małżonkiem decyzja była oczywista - EximTours - Tutenchamon - rejs po Nilu i
z opcją HB 4*. Pozostało tylko poczekać na last minute.
Dla zainteresowanych: pod uwagę braliśmy wycieczki z biur AlfaStar,
EximTours, Sun&Fun i Triady. Dlaczego dokonaliśmy takiego wyboru? Bo program
wycieczki spełniał w największym stopniu nasze warunki (o tym niżej), bo w
sumie oferta last minute wcale nie była koszmarnie droga w porównaniu z
ofertami innych biur, bo biuro jest duże i popularne, a więc mniejsza szansa
na nieoczekiwane niemiłe oraz nagłe zakończenie wakacji i wreszcie:
przewodnikiem miał być polski archeolog pracujący w Egipcie (przyznaję, że
liczyłam na jakiegoś młodego zapaleńca, który opowiadałby tak ciekawie, że
można by go słuchać godzinami). Przyznać jednak powinnam uczciwie, że
pozostałe trzy biura odpadły głównie ze względu na przeważające o nich
negatywne opinie na forum (na marginesie: najbardziej spodobał mi się użyty
przez kogoś w postach termin AlfaStres).
Warunki, jakie nasza wycieczka musiała spełniać, nie były wcale proste.
Musiała być to wycieczka z częściami wypoczynkową i objazdową oraz
możliwością wylotu z i powrotu do Wrocławia. Część objazdowa powina miec
postać rejsu po Nilu z wizytą w Kairze w programie, a do tego całość w
rozsądnej cenie. Ponieważ nie wiedziałam (i dalej nie wiem), czy kiedykolwiek
jeszcze uda nam się pojechać do Egiptu, więc założeniem moim było zobaczyć i
przeżyć jak najwięcej - ile się da. Ale ponieważ nie jestem totalną egoistką,
a mój mąż bardzo lubi kąpiele słoneczne (w przeciwieństwie do mnie, która
opalam się z filtrem 25 co najmniej i po 10 minutach leżenia na słońcu tzw.
plackiem dostaję ciężkiej cholery), wzięłam pod uwagę i jego potrzeby. Nasze
wakacje musiały być zaplanowane tak, żeby każde było zadowolone i żebyśmy nie
załatwili sobie urlopu, po którym będziemy musieli wypoczywać. Dlatego
zdecydowaliśmy się na aż i jednocześnie tylko dwa tygodnie wakacji w Egipcie.
Dwa tygodnie wydawało nam się rozsądną ilością czasu, żeby i zobaczyć co
nieco i trochę wygrzać kości przed zimą.
Dużo łatwiej poszło mi z planowaniem części wypoczynkowej, którą zgodnie
postanowiliśmy urozmaicić o jakąś wycieczkę na rafy (nie nurkujemy -
jeszcze :-D) i jakieś safari, mając z grubsza pojęcie o rodzajach,
możliwościach, cenach i o fakcie, że nie należy kupować od rezydenta, bo dużo
drożej. Wtedy nie wiedzieliśmy jeszcze, co konkretnie wybierzemy.
Zdecydowaliśmy się na miejscu. Ale o tym później. Koniecznym punktem programu
wycieczki był Kair. Dlaczego? Oczywiste? Tylko częściowo. Otóż wiedzcie, że
są wycieczki objazdowe do Egiptu, które nawet programowo nie przewidują
zwiedzania Gizy. Ba, czasem nawet nie ma czasu na zorganizowanie fakultetu do
Kairu przy krótkim pobycie, chyba, że tzw. część wypoczynkową wycieczki
zredukuje się do zera. Warto zwrócić na to uwagę, ponieważ piramidy są tak
oczywistym punktem programu, że łatwo można wpaść w pułapkę własnych założeń
i zdziwić się na miejscu. Dla mnie wszakże piramidy to kwintesencja
starożytnego Egiptu. Musiałam je zobaczyć, dotknąć, poczuć tę atmosferę
tajemniczości i niewyjaśnionych zagadek, których wielką zwolenniczką nota
bene jestem. Być w Egipcie i nie widzieć piramid - paradoks. Nawet gdyby ktoś
mi zagwarantował, że jeszcze tu będę, że tu wrócę i że na pewno następnym
razem zobaczę piramidy i tak bym się nie zgodziła zrezygnować z nich teraz -
za pierwszym razem. Giza w programie być musi i już. Kwestia upodobań i
priorytetów? Pewnie tak. Dla mnie jednak piramidy to numer jeden podczas
zwiedzania. Mogłabym sobie odpuścić świątynię tę czy tamtą, ale nigdy Gizę.
Ale dość i tak przydługiej dygresji.
Kolejny bardzo ważny punkt programu to Luksor - stolica starożytnego Egiptu -
Teby, czyli najważniejsze wtedy miasto. I co? Większość programów z rejsem po
Nilu przewiduje na Luksor pół dnia raptem - dla mnie nie do przyjęcia. Po
przyjeździe do Luksoru o 9:00 rano (przy dobrych wiatrach) touroperatorzy
planują w 8h (bo o 17:00 zapada wieczór) pokazać uczestnikom wycieczki
zarówno wschodni jak i zachodni brzeg. A jest co oglądać. Do tego obiad,
zakwaterowanie na statku i wypłynięcie z Luksoru. W efekcie mamy sprint po
zabytkach i przemęczenie, bo o chłonięciu atmosfery i podziwianiu raczej mowy
być nie może. Nie rozumiem w ogóle jak można było wpaść na pomysł
zorganizowania takiego hardcore'owego dnia? Zatem kolejny punkt - jak
najdłużej w Luksorze. Muszę mieć przecież czas poza programem na zobaczenie
kilku dodatkowych świątyń: luksorskiej, Medinet Habu, Ramesseum i Setiego I.
Marzył mi się poza tym lot balonem nad Luksorem, Dendera i Abydos, ale nie
chciałam przeginać (kasa). Pewne rzeczy okazały się zresztą czasowo
niemożliwe.
Pozostał jeszcze Asuan. Tu ze względu na dodatkową chęć obejrzenia ogrodów
botanicznych, świątyni Kalabsha i wizyty na suku asuańskim przydałby się też
nieco więcej niż dzień.
Podsumujmy: dwa tygodnie typu 7+7, rejs po Nilu, dwa dni Luksor, dwa dni
Asuan, Giza i rozsądna cena. Przy tak postawionych warunkach okazało się, że
tylko program Tutenchamon Eximu je spełnia (nie pracuję dla nich, nie mam z
nimi nic wspólnego, ani nie zamierzam im robić reklamy - opisuję po prostu
powody swojego wyboru). Cenowo do przyjęcia, ale tylko w opcji last minute.
Normalnie cena katalogowa wycieczki dla 1 osoby wynosiła 3379zł plus
ubezpieczenie 60zł i 100zł opłaty paliwowej. W last minute cena podstawowa
była o dokładnie 500zł niższa. Za dwie osoby zapłaciliśmy zatem w sumie
6078zł. Czekał nas jeszcze podwójny koszt wizy na lotnisku: 15$/os i
obligatoryjne 30$/os dla rezydenta - razem 90$. Wycieczkę wykupiliśmy 13
września mając nadzieję, że nie będzie pechowa. Klamka zapadła.
Przygotowania do wyjazdu trwały trochę. Np. z miesiąc wcześniej biegaliśmy po
kantorach szukając banknotów 1-dolarowych, o które wcale nie było łatwo.
Kup