lemonex
08.06.07, 14:40
Witam!
Właśnie wczoraj wróciłam z Hurghady i jeszcze pod wpływem emocji chciałam
napisać o paru rzeczach.
Mieliśmy prześwietną rezydentkę - panią Magdę, która w naszym hotelu była w
ciągu tygodnia AŻ 3 razy, nie licząc pierwszego spotkania w pierwszym dniu
pobytu w Royalu oraz była dostępna przez 24 godziny na dobę pod telefonem.
Piszę AŻ, ponieważ do tej pory, jeżdżąc na wakacje widziałam rezydenta tylko
podczas pierwszego spotkania,ewentualnie gdzieś jeszcze na tygodniu pojawiał
się na chwile.
Hotel sam w sobie jest ok, pokoje są zróżnicowane, my byłyśmy zakwaterowane w
bungalowie...wg nas łazienka mogłaby być troszeczkę ładniejsza, ale nie
przesadzajmy z wymogami ;)
Przepiękny ogród i plaża, która jest bardzo duża...jest gdzie spacerować,
ponieważ nie ma zaznaczonych granic między hotelowymi plażami.
Jedzonko bardzo dobre, jest w czym wybierać, nigdy niczego nie brakowało.
Panowie w recepcji, w restauracji, na plaży, czy sprzątający pokoje bardzo
mili i sympatyczni. Nikt nikogo nie naciąga na bakszysz, nie daje do
zrozumienia, że należy mu się coś więcej niż "dziękuję". Ale własnie przez to
ten napiwek daje im się chętniej.
Dużo wczasowiczów z Rosji, mniej Czechów i Polaków.
Jedynie na co (albo na kogo)mogę ponarzekać, to na naszych rodaków w hotelu.
Jakoś nie trafiłyśmy "w ludzi", że tak powiem. Mruki totalne. Dziś powiem
dzień dobry, a na drugi dzień udają, że nie poznają człowieka. Każdy sobie
rzepkę skrobie.
Jadąc do Kairu, Luksoru, czy na nurkowanie spotykało się dużo fajnych,
miłych, gadatliwych i wesołych Polaków, w różnym wieku, z którymi tworzyło
się super atmosfere i pobyt w Egipcie nabierał kolorów.
W Royal Palace każdy Polak jest sobie obcy.
Napiszę jeszcze o dwóch osobach, które spowodowały u mnie zgrzyt zębami: pan
z kantoru i pan ze sklepu hotelowego, gdzie można było kupić skórzane wyroby.
Zaraz po przyjeździe zamieniłam sobie 5 euro na funty egipskie. Mialam 10
euro w banknocie, ale nie miałam żadnych problemów z wymianą. Niestety moja
koleżanka miała pecha...ponieważ po paru dniach w okienku siedział już inny
pan (taki duży, z dużą brodą ;) ) i ona chciała wymienić 10$ na funty, ale
pan jej powiedział, że wymieni jej co najmniej 20$. Pomyślałyśmy, że może nie
miał drobnych banknotów i spróbowałyśmy wymienić te dolary jeszcze po
kolacji, ale sytuacja się powtórzyła. Na drugi dzień niezmordowane
potupałyśmy z powrotem, wierząc, że albo nam wymieni te 10$, albo w okienku
będzie siedział już ktoś inny. Szczęścia nie miałyśmy, bo nadal nie
chciałysmy wymienić 20$. Nie miałyśmy po prostu takiej potrzeby. To nie był
duzy kłopot dla nas, bo wszędzie można płacić $ i euro, ale nasza rezydentka
powiedziała, że to nie jest normalne zachowanie i zapytała, czy ma iść z tym
panem porozmawiać. Nam już nie zależało na jakiejkolwiek wymianie..czy to
pieniędzy, czy na wymianie słów.
I drugi pan... ze sklepu ze skórami..a w sumie to dwóch, bo pracuje tam dwóch
gości. Jedna z nas zobaczyła na wystawie małą torebkę. Oczywiście jak to w
Egipcie zaraz na zewnątrz wyszedł jeden z tych panów i zaczął nas uporczywie
zapraszać do środka. Okazałyśmy zainteresowanie torebką i zapytałyśmy o cenę.
Pan odpowiedział, że jeśli zareklamujemy jego sklep w Polsce,to nam da dobrą
cene. Więc reklamuję: jeśli nawet miałabym kiedykolwiek wrócić do tego samego
hotelu,to na pewno nigdy nie wejde do tego sklepu. A oto dlaczego:
Cena 1 torebki: 17$, ale on nam ją sprzeda za 15$. Jak to w Egipcie
zaczęłyśmy się targować i zapodałyśmy, że zapłacimy 10$ (wiadomo, żeby potem
cenę wypośrodkować ;)) Pan na nas popatrzył i powiedział, ze za 14$ może ją
sprzedać, no to my, że za 12$ kupimy. Czy nie chodzi o samą przyjemność z
targowania? Widocznie nie, bo pan zapytał,czy my w naszym kraju też targujemy
się w sklepach i walczymy o każdego dolara.Ze przecież mamy oczy i rozum, i
chyba widzimy, co kupujemy i ile to jest warte i ze to jest dobra cena,a my
sie mozemy zdecydować, albo i nie. Potem już łagodniej dodał, że jeśli kupimy
2 torebki,to zapłacimy 26$, czyli po 13 na łebka...no i druga zaczęła się
skłaniać do kupna następnej torebki dla siebie. Jednak chyba za długo wg tego
pana oglądałyśmy,bo zaczął się denerwować i mówić, że albo kupujemy,albo nie,
że w tym momencie weszli turyści i on musi ich obsłużyć (weszli Niemcy,
którzy zaraz wyszli i nic nie kupili). No to oki, dziewczyny mówią, że biorą
2 torebki i dają mu po 13$, a ten zaczął się pultać, że torebki są po 14$ i
złapał jedną (już zapakowaną), i odstawił na wystawkę, machając rękami.
Zrobił taki mały teatrzyk, ale wcale miło nie było. W końcu my też jesteśmy
turystami, których powinien obsłużyć. A on nas potraktował, jak uciążliwe
muchy. W sklepie byłyśmy z 10, góra 15 minut, więc nie sądzę, że w kraju,
gdzie "zaraz" oznacza 1 dzień, "marudziłyśmy" podczas zakupów.
Dziewczyny ogólnie zadowolone z torebek (dały po 14$), ale na lotnisku takie
same były wycenione: 15$ lub 12euro (fakt-nie widziałyśmy w takim kolorze,jak
dziewczyny wybrały) i podejrzewam, że i tak coś by się dało utargować, bo
przy suwenirach nie było problemu podczas targowania.
Ogólnie pobyt udany i polecam ten hotel z czystym sumieniem.
A pan z kantoru i pan ze sklepu być może mieli zły dzień lub tydzień..ale i
tak ich nie polecam ;)
Jeszcze dwie uwagi dotyczące lotniska w Hurghadzie.
1.Zapomniałam wyrzucić małą wodę z bagażu podręcznego i nic się nie działo.
Spokojnie wpuszczają z małymi butelkami (w przeciwieństwie do lotniska w
Polsce).
2.Przed zakupieniem perfum na lotnisku w Hurghadzie należy sprawdzić, czy w
innej perfumerii jest taka sama cena, ponieważ przy 30ml perfumach może się
zdarzyć nawet 10$ różnica. Perfumerii jest 3, warto się przejść i porównać
ceny.
Pozdrawiam serdecznie i życzę udanego wypoczynku w upalnym Egipcie.
Sylwia