pc_maniac
24.09.03, 22:23
WSTĘP - Wyruszamy do Luksoru
Hurgada, trzeci dzień pobytu. Jesteśmy całkowicie spakowani. Wszystkie bagaże
zniesione i ustawione obok recepcji. Poza mną i żoną na wycieczkę wybiera się
z naszego hotelu jeszcze 5-cio osobowa rodzina.
Wyjazd zaplanowany jest na godzinę 4:00. Niestety autokar spóźnił
się "jedynie" godzinę. Ale to i tak drobiazg. Po objechaniu Hurgady i hoteli
od miasta oddalonych, by zebrać resztę towarzystwa na rejs, okazuje się, że
trzy osoby z grupy nie zostały wcale odebrane z ich hotelu, bo recepcja nie
mogła ich znaleźć. Wątpliwa wymówka :o/
Podobno pracownicy hotelu we własnym zakresie spróbują ich wyekspediować
własnym środkiem tansportu i dogonić autokar.
Autokar klimatyzowany, ale swoją świetność ma już za sobą. Dość zimno, ale
przewodnik prosi nas byśmy nie przykręcali wentylatorów, bo kiedy upał
sięgnie zenitu, to klimatyzacja nie zdąży już wychłodzić autokaru. Byliśmy o
tym uprzedzeni jeszcze przed wyjazdem z Polski, więc zaopatrzyliśmy się każdy
po jednym ciepłym swetrze. Żona wzięła ze sobą nawet jasiek i teraz smacznie
spała obok mnie. Ja zaś aparatem fotograficznym utrwalałem widoki. Jedziemy
do Safagi, wygodną trzypasmową drogą zbudowaną swego czasu przez DROMEX.
Ciekawe czemu Polacy nie potrafią takich dróg budować u siebie w kraju?
W Safadze dołączamy do konwonwoju. Autobusów chyba ze 40, dodatkowo
mikrobusy. Policja turystyczna na półciężarówkach ustawia się z przodu i na
tyle konwoju. Ich półciężarówni odróżniają się od pozostałych pojazdów w
Egipcie swoim idealnym stanem, wielką anteną i czarnym kolorem. Ruch
samochodów tubylców w miejscu formowania konwoju całkowicie zablokowany.
Kiedy ruszamy, każdy pojazd konwoju musi przejechać szykanę ustawioną z
beczek i tarcz kuloodpornych. Wsztskie boczne drogi zablokowane przez
policję. Zaczynamy się dość szybko rozpędzać i okazuje się, że pomimo
całkowitego lekceważenia przepisów drogowych przez Egipcjan, jednak są u nich
pewne niepisane zasady. Jedną z nich jest przepuszczanie pojazdów o
mocniejszym silniku. Jeden klakson - pozdrowienie, dwa klaksony uważaj.
Często samochód z przodu uprzedza tych z tyłu za pomocą kierunkowskazu, że
można lub nie wyprzedzać. Taką zasadę posługiwania się kierunkowskazami
spotykałem na każdym kroku w Niemczech. W Polsce to żadkość. Wszyscy spieszą
się na czoło konwoju.
Trasa wiedzie pomiędzy skalistym niedostępnym wąwozem. Dobrze, że islamscy
ekstremiści sami zrozumieli, że ich działania z lat dziewięćdziesiątych
przyniosły jedynie im samym klęskę i sami zadeklarowali rezygnację z
drastycznych metod działania. Gdyby mieli ochotę nadal napadać na turystów,
to ta droga nadawałaby się do tego idalnie. Jeden duży głaz i cały konwój
byłby unieruchomiony. Konwój na prostych odcinkach rozciąga się na długości
kilkunastu kilometrów, a prędkość... (oczy wychodzą mi z orbit) 120-130 km/h.
Gdzieś w połowie drogi do Luksoru stoją 2 przydrożne bary, nędzne dość, a
warunki sanitarne żenujące. Ale co robić, pewnie właścicielem tego przybytku
jest wujek pilota konwoju ;o) Tam też mamy pierwszy postój na papieroska, czy
odcedzenie kartofelków. Można kupić napoje czy coś na ząb, chociaż hotele
wyposażyły nas w suchy prowiant. Po ok. 40 minutach policja nawołuje do
zajęcia miejsc i powoli egipski wyścig LeMans rusza do walki o najlepsze
miejsce w konwoju.
Zdumiewającą dla nas sprawą był fakt, że kiedy przejeżdżaliśmy przez miasto
Kena, wszystkie boczne drogi i ulice były blokowane przez policję i nasz
konwój jechał na złamanie karku nawet przez miasto. Mało tego zatrzymywali
nawet egipskie samochody zdąrzające w tym samym kierunku co my. Widać pilot
zawiadamiał o zbliżaniu się konwoju każdy posterunek policji. Oni zaś stwiali
zapory i wstrzymywali ruch, nawet osiołków. Droga od keny biegnie obok kanału
nawadniającego. Wokół trasy zielone pola uprawne. Dowiadujemy się, że takie
główne kanały nawadniające budowane są równolegle do Nilu. Opłata za
wykorzystywanie z nich wody do nawadniania pól jest bardzo symboliczna, lecz
co roku każdy właściciel pola musi odpracować pewien czas nprzy konserwacji
kanału. Gdzie niegdzie widać wiejskie domki, a raczej lepianki zbudowane z
mułu wydobywanego z kanału. Widok żałosny. Pola od wielu lat (a konkretnie od
prezydenta Nassera, który znacjonalizował większość latyfundiów i rozdał
ziemię rolnikom)stale są dzielone pomiędzy kolejnych potomków rolników. Więc
wielkość tych poletek nasuwa przypuszczenie, że ledwie mogą wyżywić ich
właścicieli, nie mówiąc już o jakichkolwiek zyskach. Co kilkadziesiąt metrów
zbudowane są studzienki obok których stoją spalinowe pompy przepompowujące
wodę z kanału do studzienki, z której rozchodzą się po polu kanaliki. Gdzie
niegdzie widać małe pożary spowodowane prawdopodobnie iskrą z pracującej
pompy. Niestety nie wszystkich fellachów stać na taką pompę spalinową. przy
takich poletkach znajdują się pompy ręczne, napędzane za pomocą koła
zamachowego kręconego siłą mięśni rąk.
W kanałach Egipcjanki piorą, zmywają naczynia, gdzie niegdzie dzieci
baraszkują w wodzie. Mężczyźni zaś myją się lub poją osiołki lub kozy.
Co mnie zastanowiło, to fakt, że przez całą drogę nie zauważyłem ani jednej
kury. Czyżby mieszkały z właścicielami w domach i nie były wypuszczane by nie
wyjadły ziarna?
Co rośnie na tych polach. Głównie kukurydza, trzcina cukrowa, jakieś zboże
(nie znam się na zobżu), a wszędzie rosną palmy daktylowe, obwieszone
dojrzewającymi owocami. czzasem można zauważyć palmy bananowe, jest ich
jednak niewiele.
Skręcamy pod kątem prostym do kanału wzdłuż którego jechaliśmy od długiego
czasu. Dojeżdamy do przedmieść Luksoru, które jednak zostawiamy za sobą
kierując się na drugą stronę Nilu.Przejeżdzamy przez most nad Nilem na
Zachodni Brzeg, którego strzegą dwa kamienne lwy. Są to posągi z poprzedniego
stulecia.
(w następnym odcinku zwiedzamy Zachodni Brzeg i Luksor)