Pani Ewo,

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11 lat temu
Potrzebuję życzliwej porady. Mamy po ok 50 lat, jesteśmy niby wolni, aczkolwiek nie mamy rozwodów z powodu komplikacji finansowych i firmowych u niego. Mój mąz o nim wie, jego żona nie, mieszkają w innych miastach. Jesteśmy ze sobą 2 lata na odległość, burzliwie ale dość szczęśliwie. On ma firme turystyczną - dużą, w trudnej sytuacji finansowej, jego praca w sezonie (maj- październik) graniczy z obłędem. W poprzednich latach ja dojeżdżałam do niego( za granicę) ale konczyło się to awanturami i zrywaniem, bo nie miał czasu zupelnie, zasypiał w pół słowa, ja czułam się pokrzywdzona i zaniedbana. Kiedy spotykamy się na neutralnym gruncie poza jego sezonem jest wspaniale i to tylko jeszcze nas ze sobą trzyma. 3 tyg temu spotkaliśmy się i ja zaczęłam mówić o jakimś uregulowaniu tej naszej sytuacji, bo z przerażeniem myślałam o kolejnym sezonie, tych kłótniach, niodbieranym telefonie, braku spotkań, bo bez sensu jeździć i się kłócić,Stwierdziłąm, ze może ja do niego dojadę na stałe - co oznacza dla mnie ogromne ryzyko, głównie związane z pozostaniem bez środków do życia, co będzie mozliwe, jeśli on weżmie rozwód, pomieszkam tam rok i jak będzie dobrze, to ureguluję swoją sytuację i weźmiemy ślub - ślub i wspólne życie to jego plan sprzed 2 lat.A do tego czasu zrobimy sobie przerwę. Chciałam go jakoś zmobilizować. Początkowo się nie zgodził na żadne przerwy,obiecał, że poprosi żonę o rozwód z późniejsza spłatą majątku, a za kilka dni - ja już w Polsce - dzwoni i mówi, ze tak - przerwa na sezon, a potem będziemy patrzeć i rozmawiać dalej.Teraz jesteśmy kolegami ! Pani Ewo wchodząć w taki związek musiałam być otwarta na rózne dziwne rzeczy, ale teraz doprawdy nie wiem, co mam o tym myśleć. To nie jest kobieciarz i mimo branży jest człowiekiem , któremu w tej kwestii mozna ufać, zresztą bardziej boję się o jego zdrowie i życie niż wierność, ale poczułam sie mocno odstawiona na boczny tor i na razie nic nie powiedziałam, bo nawet nie wiem, co. Gdybym była młodsza, dawno bym takiego amanta pogoniła, ale kocham go, on mnie też, znam te jego walkę o przetrwanie. Proszę pomóc mi spojrzeć na to obiektywnie.Czy można uczucia tak sobie włożyć do lodówki? Czy to czasowe koleżeństwo to dobry pomysł czy jakaś forma pozbycia się mnie, rezygnacji?
    • ewa_zeromska co dalej 11 lat temu
      Witam Joanno i przede wszystkim dziękuję za zaufanie, jakim mnie obdarzasz.
      O ile dobrze zrozumiałam, oboje jesteście formalnie w wypalonych związkach, a między wami coś jest, może nawet więcej niż coś.
      Myślę, że oboje myślicie staroświecko. Po rozwodzie musi być ślub, pełna legalizacja i wspólna codzienność.
      Jak to jest z tą codziennością, to oboje dobrze wiecie, bo ani u niego, ani u ciebie nie sprawdziła się do końca. Więc po co pchać się na nowo w taki układ?
      Teraz on ma swoje sprawy, ty swoje, ale żeby to przetrwało, to i ty i on musicie wziąć pod uwagę fakt, że życie nie zaczęło się z chwilą waszego poznania. Trwało i trwa nadal i nie da się go nagle zmienić.
      Tak jest z jego firmą. Pracuje sezonowo, intensywnie, musi zarobić na cały rok i nie możesz od niego wymagać, żeby to dla ciebie zostawił, albo, zajęty tobą, coś zawalił.
      Nawet gdybyś była tuż obok, to też nie miałby dla ciebie czasu. Co najwyżej miałabyś go codziennie w domu, wieczorem, skonanego, śpiącego, czasem wkurzonego.
      Taka branża!
      Więc jego słowa są jak najbardziej prawdziwe. On cię nie odrzuca, on pracuje. A ty wykaż się mądrością i nie pchaj się intensywnie, nie żądaj deklaracji właśnie w tym czasie. Poczekaj i rób swoje.
      Nie bardzo zrozumiałam, ale wydaje mi się, że sugerujesz, że jesteś zależna od męża finansowo, a więc rozwód zasadniczo zmieniłby twoją sytuację.
      A po co ci ten rozwód?
      Mąż wie o przyjacielu. Jeśli nie bardzo się buntuje, to znaczy, że też ma jakieś swoje życie i dobrze.
      Po co od razu rozwody, dzielenie majątku i te wszystkie korowody?
      Czy nie lepiej jest tak, że ty wiesz, że gdzieś tam jest życzliwy ci człowiek. Że możesz liczyć na wspaniały czas, spędzony razem.
      Tylko ty chcesz więcej. Chcesz deklaracji, ślubu, po prostu drugiego męża, a nie kochanka od czasu do czasu. Pytanie, czy ten pan też tego właśnie chce? Czy nie lepiej jest tak, jak jest?
      O tym musicie pogadać. Szczerze, bez niedomówień i PO SEZONIE!!!!
      Weź pod uwagę, że trzeba by przeprowadzić dwa rozwody, jeden ślub i może wam nie starczyć sił. Po drodze może zagubić się to, co w waszym układzie jest cenne i miłe.
      Znasz powiedzenie, że lepsze jest wrogiem dobrego, prawda? Oby ta mądrość nie dotyczyła ciebie.
      Pomyśl spokojnie, nie obrażaj się, nie poganiaj, nie wymuszaj. Spokojnie poczekaj. A na bieżąco kontaktuj się z nim, ale niech to będzie miły kontakt. Wspieraj go, dodawaj sił, słuchaj o tym, co dzieje się w firmie. Bądź dla niego odpoczynkiem, a nie kolejnym kłopotem i sprawą do załatwienia.
      Pozdrawiam i wszystkiego dobrego
      • Gość: Joanna Re: co dalej IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11 lat temu
        Dziękuję bardzo Pani Ewo. Pani rada jest bardzo mądra, ale obawiam się, że nie potrafię jej zastosować. Długo jestem emocjonalnie sama i naprawdę mam potrzebe bycia z kimś na co dzień, ja to w swoim malżeństwie bardzo lubiłam.Nie jestem zależna od mężą, to ja lepiej zarabiam, ale w razie rozwodu on żąda spłaty, a ja nie mam na to pieniędzy, ledwo udaje mi się spłacać kredyty. Nie wyobrażam sobie zalezności finansowej od nikogo i nie mam pomysłu, co miałabym tam robić. On oczywiście by mnie utrzymał, ale nie o to chodzi. Czego się boję? tego, że odkładamy życie, co innego starzeć się obok siebie, a co innego spotykać się tak rzadko i widzieć się coraz starszymi, coraz mniej atrakcyjnymi. Jest mi tu samej bardzo źle, nie chcę żyć w związku bez miłości, wypalonym, bo zawsze przecież mogę żyć obok swojego męża bez dobrego słowa latami. To nie tyle chodzi o ślub, co o bycie razem, a żeby to było zaakceptowane przez rodziny, musimy to uporządkować. Postaram się być dla niego wsparciem, bo zdaję sobie sprawę, że byłam bardziej kłopotem i wymaganiem. Bardzo trudno mi z tego zrezygnować bo zostanę z zupełną już bolesną pustką, ale tak naprawdę taki związek nie spełnia moich potrzeb ani oczekiwań. Czy po 50-tce to już rzeczywiście nie ma szans na jakiś fajny obopólnie satysfakcjonujący związek?
        • ewa_zeromska co dalej 11 lat temu
          Joanno, Jednak upieram się, że stawiasz na układ zero jedynkowy. Albo na co dzień, albo wcale. Ja myślę, że ty i ten pan, w ogóle nie dogadaliście tej sprawy, a przecież ona sama się nie załatwi.Tyle, że nie można tego robić na chybcika, między jednym telefonem a drugim, czyli nie w jego sezonie. To nie znaczy, że masz tylko czekać, cierpieć, siedzieć w kącie i nie przeszkadzać. Pojedź do niego, zobacz się z nim , spędźcie razem tyle czasu i w takiej formie, w jakiej się da, żeby było miło i bez łez i bez poważnych rozmów. Rozmowa nie w porę, spowoduje, że on będzie się opędzał.
          Oczywiście, prawdą jest, że kiedy komuś bardzo na czymś zależy, to każda pora jest dobra.
          Niemniej tak zachowują się osoby bardzo młode. Te ze stażem dużo bardziej ważą, kalkulują itd. Jeśli rozegrasz to mądrze, to masz szanse na fajny, kochający związek. jeśli poniosą cię emocje, niecierpliwość, jeśli będziesz zbytnio naciskać, to stracisz, a nie o to ci chodzi.
          To my kobiety potrafimy robić kilka rzeczy na raz. Mężczyźni muszą wykonać zadanie i wtedy koncentrują się na jednym. Taka natura.
          Po prostu nie rób tragedii, tylko korzystaj tyle ile możesz i baw się tym. Sprawiaj sobie przyjemność. jeśli zatęsknisz, to pojedź, ale nie oczekuj, że on na ten czas wszystko zostawi. Już wiesz, że nie, ale zawsze trochę uszczkniesz dla siebie. Nie bądź taka serio, taka zasadnicza i nie bój się przyszłości. Daleko ci do starości, więc tak nie oszczędzaj na każdym dniu. Zdążysz, ale przede wszystkim ma być miło i dobrze. Tobie i jemu. Jeśli on przekona się jak mu z tobą dobrze, kiedy jest nawał pracy, zobaczysz, że go wspierasz, rozumiesz, a nie przeszkadzasz, to będzie chciał tak mieć zawsze.
          Rozegraj to mądrze i z korzyścią dla obojga i nie licz na to, że facet się tym zajmie. To nie jest męska działka.
          Pozdrawiam
          • Gość: Joanna Re: co dalej IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11 lat temu
            Żeby to tylko było łatwiejsze do zrobienia. Moje drugie imię to niecierpliwośc, a trzecie emocje. Pomyślę, czy jestem w stanie wogóle to zrobić. I jak się wyciszyć, nie mordować siebie i jego. Zaczynam myśleć, ze mimo doświadczenia, ogromu miłości, którą w sobie mam, do zadnego związku się nie nadaję. Dziękuję Pani Ewo serdecznie.
Pełna wersja