21.03.12, 12:10
Hej ludziska!! jesze o tym chyba nie byłosmile
Czy oprócz tego,ze czytacie literature piekna lubicie poezję???
Bo ja tak, uwielbiam. ale wydaje mi się,ze teraz jest to ginacy gatunek i mało ludzi interesuje się poezją.
Może jestem mało orginalna ale moi ulubieni poeci to Broniewski, Gałczyński,Tuwim,Lesmian,Jesienin,Pawlikowska-Jasnorzewska.
Ostatnio naszło mnie znowu na przeglądanie moich ulubionych wierszy bo przeczytałam biografię Broniewskiego"Miłość,wódka,polityka".
Dzieki temu przypomniałam sobie znowu ten piekny magiczny swiat poezjismile
A wy macie swoich ulubionych poetów, wiersze?? Wrzućcie coś..
Jeden z moich ulubionych to ten:
Inge Bartsch


Autor: Gałczyński

Inge Bartsch, aktorka, po przewrocie zaginiona wśród tajemniczych
okoliczności
Oto słowo o Inge Bartsch,
w całej prostocie,
dla potomności.

Ona była ruda, ale niezupełnie – pewien połysk na włosach grasował -
żyła z Finkiem. Fink był reżyser. Przez snobizm komunizował
(są tacy też – na Mazowieckiej).
A Inge? Inge miała w sobie jakiś smak niemiecki,
ten akcent w słowie „Mond” – księżyc…der Mond, im Monde…
A Fink był dureń i blondyn.

Historia prosta: własnie przyjechałem z Polski
Berlin…Berliiin…deszcz…
Fryderyk z żelaza jak niestrawność serce mi gniótł…
Nuda – i nagle cud!
Teatrzyk! Maleńkie serce w podziemiach!
Idzie piosenka: autor: Kurt Tucholsky.

Widzę: Inge siedzi przy fortepianie,
śpiewa i gra; ach, jakaż musi być śliczna, gdy wstanie!
Wstała. Piersi miała małe, doskonałe
i – wybaczcie mi państwo – brzuch
tak się cudownie pod suknią rysował,
że zacząłem bić brawo i wrzeszczeć: – Niech żyje brzuch!
Aż pewien Anglik mruknął: – He’s gone mad. – On zwariował.

Przeszło lato, jesień i zima,
I jeszcze wiosna, i jeszcze jakieś lato,
i znowu jesień w mgłach jak w dymach.
(Jesieni jestem amator)
Aż tu nagle pewnego dnia
zamach stanu. Coup d’etat.
Zamach stanu nb. miał w sobie coś z gwiazdy betlejemskiej,
za którą ciągnęło 3.000.000 magików.

I wszystko stało się jak na scenie:
siedziałem z Ingą w Tiergartenie,
a jesień w Berlinie, w Tiergartenie,
to są, proszę państwa, takie struny…
Z drzew mgłą kurzyło,
wiatr niski jak bas -
i nagle Inge: – Wiffen Sie waf?
(Ona miała coś takiego w głosie czy w zębach.)
Wissen Sie was? Życie
mi się znudziło.

- Hm…
Spojrzałem na nią, papierosa ćmiąc -
nie jestem Wyspiański, ale bądź co bądź
to powiedzenie mnie wzruszyło.

Za późno: Rewolwer nie był większy od róży:
Pik! I Inge rozpoczęła podróże
w Au – dela, w metafizykę niemiecką.
Jakiś grubas, co siedział przy piwie,
nawet nie drgnął ani się zdziwił,
bo takie pik! to się mogło zabić najwyżej dziecko.

A potem miała jeszcze dłuższą rzęsę;
trup pachniał jesienią, czarną kawą, grzybami i nonsensem.

Bartsch Ingo!
Szkoda!
Twój talent to mogło być dużo szterlingów.
Inge Bartsch!!!

Wróciłem do hotelu.
40 fajek w jedną noc – pokój aż sczerniał od dymu…
Nie, to nie można tak: to jest zbyt proste: nuda,
tu trzeba, że się tak wyrażę,
przyszpilić jakieś komentarze -
że, czy ja wiem, że krwawa zbrodnia reżimu,
że podejrzana o semityzm,
że… marchew… w obozie… zgniłą…
Będzie na 300 wierszy artykuł znakomity.
(W Polsce zwany „kobyłą”.)

Powiedzmy, że to było na jesieni,
dajmy na to trzy lata temu.
No, i jeśli redaktor nie zmieni,
pójdzie tak:
„Nie wytrzymała w dusznych klamrach systemu
Inge Bartsch, aktorka, po przewrocie zaginiona wśród tajemniczych
okoliczności…”

A na końcu może z Rilkego coś
o miłości,
o samotności,
a tytuł prosty: Inge Bartsch.

Szkoda.
Ładna.
Młoda.
Plecy jak perski aksamit.

I było w niej coś…
kobiece,
nieuchwytne,
dalekie,
coś, co trzeba chwytać pazurami
Obserwuj wątek
    • inez21 Re: Poezja 21.03.12, 12:16
      Albo to tez piekne:

      "Wiersz ostatni" W.Broniewski







      Wiersz ostatni - Broniewski Władysław



      Tyś mnie kochała, ale nie tak,
      jak kochać trzeba,
      i szliśmy razem, ale nie w takt -
      przebacz.

      Ja jeszcze długo... Rok albo dwa.
      Potem zapomnę.
      Teraz, gdy boli, teraz, gdy trwa,
      dzwonię podzwonne.

      A tobie, miła, na co ten dzwon
      brzmiący z oddali?
      Miłość niewielka, błahy jej zgon,
      i idziesz dalej.

      Cóż mam od życia? - troskę i pieśń
      (ciebie już nie ma).
      Muszę im ufać, muszę je nieść,
      pisać poemat.

      Cóż mam od życia? - chyba już wiesz,
      czujna i płocha? -
      tylko ten smutek, tylko ten wiersz,
      który mnie kocha.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka