mycch
26.09.08, 09:05
Nie mam możliwości by oglądać transmisje z szoł pt. "Jak oni rządzą" w
wykonaniu naszych radnych, nie wiem też czy miałbym nawet ochotę to oglądać,
choć powinienem chcieć. Z dwóch najważniejszych powodów: po pierwsze jestem
mieszkańcem Chełmna i wszystko, co się w nim dzieje dotyczy również mojego
życia, losy tego miasta nie są mi obojętne; po drugie - warto czasami zderzyć
się z rzeczywistością i przekonać się, że nasi wybrańcy to nie jakieś
wyidealizowane ciało, które "dla naszego dobra i ku pomyślności" i trafiają
się wśród nich ludzie z niejasnymi intencjami i z rozsądkiem na bakier. Mówiąc
wprost - warto przekonać się, że kto w gronie naszej rady to człowiek, na
którego warto w przyszłości oddać swój głos, kto jest tylko "maszynką do
głosowania", kto oszołomem, a kto zwyczajnym głąbem.
Skąd te myśli? Ano dał mi do myślenia przyjaciel, który mocno zbulwersowany
opowiedział mi o ostatniej sesji rady miasta, na ktorej podjęto bodaj
najgłupszą od bardzo wielu lat decyzję. Potem doczytałem jeszcze w Pomorskiej
(
www.pomorska.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20080924/INNEMIASTA03/94892223
) i podgotowało się również we mnie.
Obodnica... O niej napisano już bardzo wiele. Mocno kontrowersyjna budowa. W
mojej opinii pomysł i przede wszystkim (!) jego wykonanie ma niewiele
wspólnego z ekonomicznym rachunkiem czy ze zdrowym rozsądkiem, czy choćby
wyobraźnią, a wygląda raczej na wyciek czyjejś ambicji, grunt pod przyszłą
medialną szopkę "to JA to zrobiłem! JA JA JA! A ten NIC nie zrobił! ON ON ON!"
...na szemranych interesach kończąc.
Tak na prawdę byłbym w stanie przełknąć tą głupotę, gdybyż tylko stała ona
sobie gdzieś z boku i nie wadziła specjalnie nikomu. Niestety, będą ofiary tej
decyzji... I to mnie właśnie ukłuło najbardziej.
Teraz będzie sarkazm, ironia, złość i w ogóle "na metr do mnie nie podchodź":
Bo co tam jakieś mury! Stały 700 lat to i postoją jeszcze trochę. Nie ważne,
że inwestycja zaczęta i jej przerwanie to ogromne straty dla kasy miasta. Nie
ważne, że szanse dofinansowania mogą minąć bezpowrotnie. Nic to, bo wazniejsza
jest "droga do nikąd" (która moim zdaniem W OGÓLE nie rozwiąże problemu
komunikacyjnego miasta, a służyć będzie wyłącznie jednemu podmiotomi
gospodarczemu - to się k* ktoś popisał ekonomicznym zmysłem).
Pan Knapp raczył wydalić z siebie "nie trzeba robić ulicy Grudziądzkiej, tylko
kościół i klasztor, bo są stare i się sypią". Niezły przejaw zaniku wyobraźni.
Ów pan na początek powinien pospacerować po starówce, policzyć na paluszkach
ile mamy kościołów, na tablicy przy Bramce przeczytać jaka jest długość
naszych murów, a zaraz potem mógłby zdrowo puknąć się w łepetynę, wziąć
słownik i zapoznać się z hasłem "profilaktyka", potem 10 lat kontemplacji w
pustelni i może nie wszystko jeszcze dla tego pana stracone. Co znaczy jakieś
zabytkowe miasto i turystyka, "bendziem mieli łobwodnice!", a w mieście to się
wyremontuje to, co już się ludziom na głowy posypie, bo wcześniej to nie ma
sensu. Zniżając się do równie dennego braku wyobraźni podpowiem - po co
remontować w ogóle? strata pieniędzy! Zawali się, to będzie można teren
sprzedać, a na tym miescu powstanie kolejna Stonka czy Biedronka. A co, a jak!
Pan Błażejewicz rzekł: "Dziś mówimy, że nie damy rady zbudować obwodnicy
robiąc dwie inne duże inwestycje. O Kolonii Wilsona też tak mówiliśmy, że
kończąc budowę basenu, nie zrobimy jej. A udało się.".
...Normalnie grabelki opadają. Żeś se Pan znalazł analogię...
Ja też tak potrafię - skoro wyremontowaliśmy sobie mieszkanie, to stać nas na
wielki dom! Nie ma to jak ułańska fantazja. A co, a jak!
Kolejne słowa p. Błażejewicza: "Miasto powinno mieć swoje oszczędności na
inwestycje." Też tak potrafię: miasto powinno mieć radnych z odrobinę większą
wyobraźnią.
"Rewolucja wymaga ofiar". Będzie obwodnica, bo musi. Sensu brak, jest tańsza
alternatywa, ale machina ruszyła i nie ma zmiłuj.
Burmistrz: "W tej sytuacji pozostaje mi zatem ograniczyć wydatki i szukać
dodatkowych dochodów ze sprzedaży mienia".
Wyprzedamyjmy zatem co się da! Znajdźmy te oszczędności, odpuśćmy sobie całą
zabawę w miasto zakochanych, turystyczną perłę spieniężmy póki się nie zawalił
klasztor czy kościół.
I przejedźmy się obwodnicą!
Na zakończenie posłużę się jeszcze jednym cytatem, również z dna absurdu, ale
za to "absurdu z klasą":
- Powiedz mi: po co jest ten miś?
- Właśnie: po co?
- Otóż to. Nikt nie wie po co; więc nie musisz się obawiać, że ktoś zapyta.
Wiesz, co robi ten miś? On odpowiada żywotnym potrzebom całego społeczeństwa!
To jest miś na skalę naszych możliwości. Ty wiesz, co my robimy tym misiem?!
My otwieramy oczy niedowiarkom: patrzcie, mówimy, to nasze, przez nas wykonane
- i to nie jest nasze ostatnie słowo! I nikt nie ma prawa się przyczepić. Bo
to jest miś społeczny, w oparciu o sześć instytucji... który sobie zgnije. Do
jesieni, na świeżym powietrzu. I co się wtedy zrobi?
- Protokół zniszczenia...