Dodaj do ulubionych

Ziomecka nasza

26.07.05, 21:28
Ziomecka Warmii i Mazur

Wstęp:
Jesteśmy spadkobiercami Warmiaków i Mazurów, którzy przez wieki żyli na tej
ziemi i pozostawili po sobie ślady kultury materialnej i duchowej. W obecnej
chwili zdecydowana większość tej krainy nie ma ukształtowanej tożsamości
regionalnej i poczucia trwałej więzi z miejscem zamieszkania. Dlatego warto
poznać zwyczaje, tradycje, folklor i przybliżyć się do przodków Tej ziemi.
Pomagać nam w tym będzie doskonała praca zbiorowa pod redakcją Bogumiła
Kuźniewskiego "Warmiacy i Mazurzy"

Nazwa "Warmia" ( niem. Ermland) pochodzi od pruskiego plemienia Warmów
zamieszkującego obszar w dolnym biegu Pasłęki.
Mazury zamieszkiwały pruskie plemiona Galindów i Sasinów.
Krzyżacy bez większych trudności podbili w XIIIw tą ziemię.
Teraz spokojnie przechodzimy do ciekawego życia tej ludności w owych czasach.
Cofniemy się kope lat, a może dalej ... ;)))
Prosze wątek potraktowć z przymrużeniem oka :)

Obserwuj wątek
    • rita100 Re: Nigdy sie nie przeje - chlebeczek 26.07.05, 21:32
      "Nigdy się nie przeje"
      Mówiono o nim czyli o chlebie Warmiacy i Mazurzy. Raz w tygodniu wypiekano 5-8
      bochenków chleba o wadze 3-4 kilogramów każdy. Po nagrzaniu wnętrza pieca
      chlebowego sprawdzano jego temperaturę. "Kosiorem" pociągano po trzonie pieca i
      jeżeli sypały sie iskry, to temperatura była wystarczająca, aby wsadzić bochny
      chleba.
      Tradycja uszanowania chleba jest odwieczna, a chleb jest najważniejsza pozycja
      jadłospisu. Walka o chleb jest walką o życie, więc warto poswięcić kilka
      wersetów ku chwale Bochanka Chleba :)

      Pierwszy do stołu podchodził ojciec i, przeżegnawszy bochan znakiem krzyża,
      krajał wiekie skiby czarnego chleba.

      Nie wolno bylo darować ani pożyczać całego bochanka chleba, żeby
      błogosławieństwo nie łobróciło się zupełnie od domu. Należało koniecznie
      kawałek chleba łodkroić i sobie łostawić.

      Jeśli kawałek chlebka upadł na ziomecke, podnosząc, pocałujta go "na
      przeprosiny".

      Resztek chleba nie należy wyrzucać. Jeśli nie nadaje się do spożycia należy go
      spalić, co wiązało sie z pradawną wiarą w oczyszczającą moc ognia.

      Chlebem i solą witano nie tylko mlodą parę, lecz również osoby, którym chciano
      łokazać szacunek. Chlebek dawali dziecku rodzice chrzestni, aby nigdy nie było
      głodne.
      • rita100 Re: Bochan chleba - wiersz 26.07.05, 21:36

        «`'•.¸...:¸.•Bochan chleba
        Błogosławinaś ty, Matko Ziemio,
        Co tak łopatką sypsiesz nam ziarka.
        Zbożem wypachnie pod strop stodoły,
        Łobrodziło sia żyto i jarka.'´»

        (¸.•*'´(¸.•*'´ `'*•.¸)`'*•.¸)
          • rita100 Re: Bochan chleba - wiersz 27.07.05, 21:57
            A oto wiersz poświęcony bochenkowi chleba, napisany przez Marię Zientara-
            Malewską.

            Bochan chleba
            Błogosławinaś ty, Matko Ziemio,
            Co tak łopatką sypsiesz nam ziarka.
            Zbożem wypachnie pod strop stodoły,
            Łobrodziło sia żyto i jarka.

            Matka położy na stole bochan,
            Tak łokraglutki jak złote słonko,
            Łojciec zakreśli nożem znak krzyża,
            Potem łukraje dzieciom po glonku.

            Będzie no noju chleba dostatkam
            I no sierotki zbziegnie też skrajka,
            I no kaleki, i no babuśki,
            Co nama pozie zieczoram bajka.

            Przędzie babuśka do kitlów,
            Kranci sia szpulka, kółko furkoce,
            A mróz maluje ksiatki na szybach,
            Łokanicami zicher szamoce.

            Oj pozieduje babka stuletnia,
            Jek to na Warmii kiedyś bywalo,
            Kiedy na dżuma wymerli ludzie,
            A zboże zimą powymarzało.

            Żyta tak mało zebrano z pola,
            Że chleb psieczono tylo na śwenta,
            A ludzie jedli mech i korzenie,
            Wszytko to babka jeszcze pamięto.

            O, moje dzieci - szepcze-kochane,
            Każdy kawałek chleba szanujta,
            Kiedy łupadnie woma kruszynka,
            Zaroz podnieśta i pocałujta.

            Przeprośta chlebek, coby nie zbrakło,
            Bo wy nie zieta, co to głód znaczy,
            Blogosławiona niech będzie ziemia,
            Co świeżym chlebem wszystkich uraczy.
            • rita100 Re: Bochan chleba - wiersz 27.07.05, 21:58
              Odpowiedź dla Robii - dokładnie tak pisze, cytuje:
              "Przed tysiącem lat obecne Mazury zamieszkiwały pruskie plemiona. Krzyżacy bez
              większych trudności podbili w XIII wieku ich ziemię."
              Osadnictwo:
              "Po zakończonych wojnach z Prusami Krzyżacy rozpoczeli intensywną akcję
              kolonizacyjną w celu zagospodarowania zdobytych ziem. Działania osadnicze
              postępowały z północy na południe, obejmując coraz to nowe tereny. Północną
              Warmię zasiedlała ludność niemiecka. Biskup Eberhard z Nysy (1301-1326)
              sprowadził pierwszych kolonistów polskich ze Śląska i osadził ich w południowej
              Warmii. Podobno od nich pochodzą specyficzna gwara warmińska oraz
              rozpowszechniona uprawa lnu i umiejętności tkania płótne lnianego."
              • rita100 Re: Bochan chleba - pieśń 27.07.05, 22:00
                Ale Warmiasy i Mazurzy nie tylko powaznie podchodzili do Chleba, także
                potrafili trochę zażartować i tak powstała sliczna pieśń mazurska:
                "Jak zwierzeta chleb piekly."

                Dwa gołębzie, dwa gołębzie
                żyto wymłócili, żyto wymłócili.

                Kur z kokoso, kur z kokoso
                do młyna wynoso, do młyna wynoso.

                Baran niele, baran niele
                siuchna mąckie sieje, siuchna mąckie sieje.

                Psies drwa rombzie, psies drwa rombzie
                suka na młyn trąbzi, suka na młyn trąbzi.

                Świnia chleb wygniata, świnia chleb wygniata,
                prosię wodę nosi, prosie wodę nosi.

                Koń w psiecu pali, koń w psiecu pali,
                kobyła go chwali, kobyła go chwali.

                Gęś siodłata, gęś siodłata,
                skrzydłem psiec wymiata, skrzydłem psiec wymiata.

                Myska chlebek sadza, myska chlebek sadza,
                kotek ji zawadza, kotek ji zawadza.

                A psik kocie, a psik kocie,
                nie myl mi w robocie, nie myl mi w robocie.

                Capla dzika, capla dzika,
                z psieca chleb wymyka, z psieca chleb wymyka.

                Bocian dziki, bocian dziki,
                bochenecki licy, bochenecki licy.

                Krowa płowa, krowa płowa,
                chleb do safy chowa, chleb do safy chowa.

                Cy jus wsyscy ?
                Nie esce.

                Dwa dziory w nosie, dwa dziory w nosie,
                no i skońcyło się, no i skońcyło się :)
                  • rita100 Re: Bochan chleba - pieśń 27.07.05, 23:39
                    Gość portalu: lilith napisał(a):

                    > Rozumiem że Krzyżacy bez większych trudności wybili Prusów, potem przyszli
                    > Warmiacy razem z Mazurami, i tez bez większych trudnosci (a moze przyszło im
                    to
                    >
                    > troche trudniej?) wybili Krzyżaków, a na koniec nadeszli Polacy i sie ze sobą
                    > tam biją do dzisiaj...? To taka historia regionu w skrocie?


                    Nie ma sprawy, napisz lepszy wstęp :)
                    Jak ziam, tak poziam - czyli jak wiedzialam tak powiedzialam :)
                • rita100 Re: Bochan chleba - wiersz 27.07.05, 22:58
                  Zgadzam sie z tym - ja tam nie wnikam tak szczególowo, bo raczej watek nie
                  prowokacyjny a zapoznawszy z tradycjami. Każdy by tu ciągnął w swoją stronę.
                  A jednak musimy wspomnieć, ze 173 lata ziemia ta nalezala do państwa pruskiego
                  pózniej niemieckiego.
                  XIX wieku - był największy rozwój Prus. Po okresach kataklizmów, chorób i glodu
                  nastąpił dynamiczny przyrost naturlny. Nadwyżki ludności emigrowaly w
                  poszukiwaniu pracy do zachodnich Niemiec. W 1914 w Westfalii i Nadrenii
                  mieszkalo okolo 180tys Warmiakow i Mazurów. Wielu wyjechalo za Ocean do Ameryki
                  i Brazylii.
                  Ale wrócmy jednak do tradycji tego regionu :)
                  Łostanta sia z Bogam !
                    • rita100 Re: Bochan chleba - wiersz 28.07.05, 22:13
                      Gość portalu: kolonista napisał(a):

                      >
                      > Masz rację Rito, oglądanie Prus tylko od strony etnicznej, to już jałowy
                      wątek.
                      >
                      > Ale skoro tak,to dlaczego oglądamy problem tylko od strony języka polskiego
                      > południowych Prus? To na Warmii i Mazurach nie było innego języka?

                      A dokladnie , o jaki język chodzi ? Wiesz, ja dopiero poznaje ten region,
                      wcześniej to nie wiedziałam czy jestem Warmianką czy z Mazur - ale ogolnie
                      przezywali Prusaczka. Problem etniczny jest waznym problem, bo w nim jest
                      wielokulturowość i wszyscy zyli w zgodzie.
                      • Gość: kolonista Re: Bochan chleba - wiersz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.08.05, 23:26
                        Chodzi dokładnie o język niemiecki.Nim,o dziwo, też posługiwali sie Warmiacy, i
                        to w zdecydowanej większości.Polskim tylko na południu Warmii, o czym w swojej
                        erudycji,doskonale wiesz. Warmia była większa niż jej południe, a 40 - 60 tyś
                        warmiaków mówiących po polsku , to nieco mniej niż pozostałe 240 tyś. mówiące
                        po niemiecku. Wielokulturowość jest w wieloetnicznosci - ale nie na
                        Warmii,gdzie wątek etniczny traktowny jest od lekko liczac 150 latjako
                        wyróżnik narodowości: stąd germanizacja lub polonizacja, a w efekcie tragedia i
                        zniszczenie społeczności Warmiaków. O ile problem etniczny jest wazny, pokazała
                        Jugosławia i ostatnio Londyn. Więc po co brnąć dzisiaj w tę stronę?
                        • rita100 Re: Bochan chleba - wiersz 02.08.05, 23:47
                          do kolonisty - Więc po co brnąć dzisiaj w tę stronę?
                          odpowiadam - to chyba nie jest brniecie w jakąś strone , tu pokazuje się , że
                          ziemia ma swoją historię zapisaną w tradycjach, a poznanie tradycji umozliwia
                          lepsze zrozumienie i złączenie tych korzeni. Nie możemy mysleć o przyszlości
                          bez uszanowania przeszlości, sam Rymkiewicz napisał w książce , podaje cytat z
                          pewnego dialogu:
                          "Ale ty idioto uszczypnięty przez gąsiora nie wiesz co warta jest przeszłość,
                          nie wiesz, że przeszłośc jest żródłem godności i odwagi, bo wkładano ci do
                          głowy debilu opychający się serem ze śmietaną, że przeszłości nie ma, że kto ją
                          wspomina, jest godzien pogardy, że jest tylko przyszłośc"

                          Przepraszam, za taki wulgarny cytat, ale nie mialam jak wyciąć pewnych słów,
                          ktore w książce były ujęte w pewnym dialogu. Oczywiście prosze nie brać ich do
                          siebie.
                          Tak własciwie to nie wiem o co Ci chodzi - to znaczy , że o Warmiakach nie
                          mozemy wspominac, mówić - przeciez kiedyś żyli tacy. Czy tak samo sądzisz o
                          zabytkach ? Jest sobie Wysoka Brama - i patrzmy na nią z przyszlością ?
                          pozdrawiam
                          • Gość: kolonista Re: Bochan chleba - wiersz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.08.05, 22:58
                            Choć wydaje się ,że oględnie, ale bardziej dosadnie już nie mozna, chciałem
                            tylko zwrócic uwagę, ze Warmia to nie tylko tradycja Warmiaków o etnicznych
                            korzeniach polskich. A takiej perspektywy wyłącznie uzywasz i do takiej
                            tradycji wyłącznie nawiązujesz, pisząc o Warmii.A Warmia to równiez tradycja
                            Warmiaków niemieckojęzycznych. Więc jeśli "poznanie tradycji",jesli "mysleć o
                            przyszlości bez uszanowania przeszlości", to dlaczego wybiórczo? Nie o takim
                            rozumieniu korzeni pisał Rymkiewicz!Przywołujesz wielokulturowość a czym ją
                            ilustrujesz? Wiec jesli patrzę na Wysoką Bramę- " z przyszłoscią" , to
                            taką,która nie może być skażona fałszowaniem lub zubożaniem jej historii.
    • broneknotgeld Re: Ziomecka nasza 27.07.05, 23:06
      Piyknie, myśla że link na tyn wontek jakosik tyż ubogaci tymat
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=64&w=15994312&v=2&s=0
      Przeca to sztimuje, tela że jest do rymu i po ślonsku.
      Rita, jak bydziesz miała jakeś ciekawe wierszyki, to pamiyntej ło stolicy
      fraszki. Mogesz jom przeca tyż niymi ubogacić.
      • rita100 Re: Ziomecka nasza 28.07.05, 21:07
        Pieśń o młynarzu

        A komóż tak jak młynarzom:
        na słoneczko nie wyłażą,
        jeno leżą sobie w chłodzie,
        rozkazują robić wodzie.
        Wódka robi jak poddana
        na młynarza i na pana....

        Bronek , oczywiście jak cos będzie na temacie natychmiast zamieszcze u Ciebie :)
        Narazie delektuje się nową wiedzą - a taka wiedza zbliża mnie z tą ziemia :)
        • rita100 Re: Wioski warmińskie 28.07.05, 21:09
          Wioski warmińskie
          Leżały nad brzegami jezior lub nad rzekami. Chaty stały najczęściej po obu
          stronach drogi. Niemal w każdej wiosce stawiano na wzgórzu kościół lub kaplicę.
          Przy drogach stały murowane kapliczki z figurą Matki Boskiej lub drewniane
          krzyże z polskimi napisami.

          Stawianie chałup wiązało sie z pewnym rytuałem.

          1. Ofiary przy zakładzinach - czyli zabite zwierze zakopywano w fundamentach.
          Pod fundamenty kładziono butelkę lub garnek gliniany z pieniędzmi. Pod próg
          kładziono poświęcony obrazek lub Biblię.
          (Teraz wiemy już gdzie szukać skarbu ;)

          2. Wiecha - na szczycie konstrukcji dachowej zatykano wianek z koroną z
          kwiatów, gałązek świerku i ziół jako symbol życia i szczęscia.
          (Tradycja do dziś świetnie sie przyjeła )

          3. Rychtunek - po zawieszeniu wiechy na Warmii przygotowano ucztę. Cieśla
          przemawiał do robotników i godpodarzy, życząc im błogosławieństwa bożego w
          nowym domu. Póznie gospodarz częstował wódką, a gospodyni podawała "kucha"
          i "begielek"
          (Ile się tu wódeczki rozlało ;)

          Dla tych co będą budować modne tak dziś chałupki, będzie kilka uwag od dawnych
          Warmiaków - o wierzeniach, o zasiedleniu i wprowadzeni. Teraz zapraszam na
          tabake - poniuchamy razem . Warmiacy by powiedzieli, że od zażywania tabaki i
          łoczy zdrowe i łoddychać lekko :)
          • rita100 Re: Budowa chaty 29.07.05, 21:18
            Wierzenia związane z budową chałupy:
            - Budowę chałupy należy rozpocząć w czasie pełni ksiązyca gdyż to gwarantowało
            dostatek w nowym domu.
            - Do nowo wybudowanego domu nie wolno wchodzić gdyż grozi to nieszczęściem. Z
            tego powodu wrzucano najpierw psa albo kota do izby i dopierow wchodzili tam
            ludzie.
            - W niektórych okolicach Mazur pierwsza wchodziła gospodyni z miotłą, która
            wrzucała przed siebie we wszystkich pomieszczeniach.

            Zasiedlenie nowego domu na Warmii
            - Najpierw szli gospodarze, niosąc krzyż i święte obrazy, potem niesiono bochen
            chleba, aby go nigdy nie zabraklo, dalej inną żywność oraz meble i inne sprzety
            domowe. Najbliższej niedzieli zapraszano księdza, by chatę wyświęcił. Po tej
            ceremoni gospodyni rozniecała ogień na kominie i gotowała pierwszy posiłek dla
            wszystkich, którzy pomagali budować dom.

            Wprowadzenie do nowego domu.
            - Do nowego domu należało najpierw wnieść chleb, sól i pieniądze, które
            symbolizowały szczęście, bogactwo i pomyślność, a stół ognisko domowe.
            - Pierwszy sen w nowym domu zawsze sie sprawdzał.
            - Znaleziona podkowa, przybita gwoździem do progu, przynosiła szczęsćie.
            - Żaba lub inny gad podłożony pod próg dawały nieszczęście.
            - Rycie kreta w domu wrózyło śmierć. (pamiętajmy , ze podłoga była gliniasta)
            - Stal podłożona pod próg domu chroniła przed piorunami.

            to jest fajne :)
            - Jeżeli mężowi umarło kilka żon, to następną wprowadzano do domu przez okno.

            Teraz juz wiemy jak budować wille ;)
            • rita100 Re: Budowa chaty 29.07.05, 21:22
              www.domwarminski.pl/content/view/24/63/
              Opis w gwarze :)
              Wokół chat były chezy , był rik otaczający wągród. Wągrodzie lechy. W skład
              chezy wchodzi krównia i wolnostojąca pwnica.
              chezy- zabudowania gospodarcze
              rik - ogrodzenie kamienne
              krównia - obora
              lechy - grządki
              piwnica - sklep
              • Gość: tralala Re: Budowa chaty IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.07.05, 23:44
                Dziękuję za ten wątek. Książkę znam, czytałam, ale i teraz z przyjemnością
                przypominam sobie cytowane przez Ciebie fragmenty. Tak mi się tu podoba, że
                przykleję się tu w kąciku i zacytuję wiersz z dużo starszej książki o Prusach
                Wschodnich (rok wydania 1933), z rodziału 'O pieśni ludowej na Warmji'

                O Warmijo, o Warmijo,
                Ty ziamnio śwento moja,
                Krsio mech przodków zlano,
                Kendy spojrze, wszandzie cudno.
                Ty prześliczny raju,
                Że nad ciebzie jak Bóg mniły,
                Nima w śwecie kraju.
                Nima kraju, nima kóntka,
                Oj, nima pod niebem
                Coby wrósł z ludźmy swemy
                Potem i chlebem.
                Grosz łostatny, plon nopsierszy
                Łoddo Bogu razem,
                Łułaknióne masła źdźbło
                Spoli przed łobrazem.
                Przed łobrazem twem, Panienko,
                Do modlitwy z łzamy
                Gdy polece życie moje
                I tak los mój krwawy.
                O mój Jezu, mniły Jezu,
                Dojże siły człeku,
                By sie na ty ziemni
                Dorobziuł lepszego zieku.

                Obyśmy się dorobzili lepszego zieku na tej Warmji.
                • rita100 Re: Budowa chaty 30.07.05, 21:44
                  Wszystkim zainteresowanym tym wątkiem - dziękuję, za zamieszczanie utworów,
                  może i opowiadań związanych z Warmią. Warmio moja miła - niesmowity wiersz, to
                  można traktować jako hymn Warmii. Nigdzie tego utworu nie mogłam znaleź , a tu
                  taka niespodzianka :) Bardzo , bardzo ciekawe są dzieje Warmii i Mazur ,
                  dlatego warto wspominać ich by nie zapominać , że na tej ziemi byli kiedyś
                  ludzie i że ślad ich nigdy nie zaniknie nawet w pamięci ludzi mieszkających
                  obecnie. Na forach wchodzi moda gwary regionalnej i nie możemy zapomnieć też o
                  swojej, a mamy czym sie pochwalić , wystarczy tylko zgłębić temat i jak na
                  dłoni ukazują się duchy przeszłosci.
                • rita100 Re: Wnetrze chaty 30.07.05, 21:46
                  Też ciekawe. Była to jedna wielka izba. Na ścianach wisiały religijne obrazy a
                  na oknie religina figurka, najczęściej świętego patrona. Żyła w niej cała
                  rodzina, często z parobkami i służącą. Dla jednej rodziny było jedno łózko.
                  Sprzęty domowe stół, skrzynia, kilka stołkow, jakieś miski i garnki.
                  W kącie za łózkiem obowiązkowo musiała stać beczka kiszoneju kapusty. Na półce
                  zwanej trzanem obok Bilbli, śpiewnika musiała również stać buteleczka
                  gorzałeczki.
                  • rita100 Re: Społeczeństwo wiejskie 30.07.05, 21:48
                    Społeczeństwo wiejskie
                    było dawniej zamknięte, w której obowiązywała ścisła hierarchia ustalona według
                    cenzusu majatkowego. Najwyżej stali - "gburzy", młynarze i kowal, później inni
                    wiejscy rzemieślnicy jak garncarze, stolarze , jeszcze niżej chałupnicy,
                    ogrodnicy, komornicy. Najniższą warstwę stanowili ludzie ubodzy, bezdomni,
                    wędrujący po odpustach i jarmarkach lub siedzący pod kościołem.
                    Od 1842 we wsi mieszkali : karczmarz, sołtys, dziewięciu gburów, sześciu
                    chałupników, kowal i pasterz.

                    Ciekawostką jest to, że zagrodnikami, chałupnikami czy komornikami stawali się
                    często synowie, bracia z rodzin gburskich czyli najbogatszych, dlatego, że
                    gospodarstw nie wolno było dzielić pomiędzy dzieci czy innych spadkobierców.

                    Wydaje mi się , że bardzo dobrze, w ten sposób jeden właściciel może lepiej
                    zadbać o dziedzictwo niż dzielić je na kawałeczki. Takie powinno być prawo do
                    dziś ;)
                    • rita100 Re: Stosunki rodzinne (cos dla panów) 30.07.05, 21:49
                      Mąż- żona
                      Od kobiet wymagało sie posłuszeństwa, nawet przy pomocy kija. Kobiety sie na to
                      godziły mówiąc, że mąż musi żonę okładać kilem, ale nie zatęgo ! Wybaczano
                      mężom wiele, np.picie alkoholu.
                      Dzieci były przyzwyczajone do bezwzględnego posłuszeństwa i wychowywane z
                      despotyczną surowością. Stanowiły tanią siłę roboczą. Córka zaś bez żadnego
                      wpływu na wybór narzyczonego.
                      Srogość rodziców nie zrywała więzi rodzinnych.
                      A oto dawny rym dziecięcy:
                      Wilk - zilk

                      Gdzie zilk ? - za góro !
                      Co robi ? - gęsi drze !
                      Siła ich nader ? - półkopek !
                      Jakie ma ocy ? - Jak węgle w nocy.
                      Jakie ma usy ? - Jak dwa obrusy.
                      Jaki ma nas ? - Jak polski gros.
                      Jakie ma ręce ? - Jak dwa obręce.
                      Jakie ma nogi ? - Jak dwa patogi.
                      Jaki ma pysk ? - Taki, co cię pozre.
                      • Gość: tralala Re: Stosunki rodzinne (cos dla panów i polonistów) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.07.05, 23:48
                        Czarna strona stosunków rodzinnych i zagadka (nietrudna) dla polonistów - czy
                        ta pieśń warmińska nie przypomina pewnego znanego utworu poetyckiego?

                        Stała nom sia nozina:
                        Pani pana zabziuła.
                        W łogródku go schowała
                        Drobny rutki zasiała.
                        Rutko, rutko, ruteczko,
                        Rośnij ty też wysoczko.
                        Rutka rosnónć nie chciała
                        Bo za pana truchlała.

                        (O pieśni ludowej na Warmji - z książki 'Za północnym kordonem - Prusy
                        Wschodnie')
                        • inka28 Re: Stosunki rodzinne (cos dla panów i polonistów 31.07.05, 11:04
                          A przypomina.

                          Zbrodnia to niesłychana,
                          Pani zabija pana;
                          Zabiwszy grzebie w gaju,
                          Na łączce przy ruczaju,
                          Grób liliją zasiewa,
                          Zasiewając tak śpiewa:
                          "Rośnij kwiecie wysoko,
                          Jak pan leży głęboko;
                          Jak pan leży głęboko,
                          Tak ty rośnij wysoko."
                          ...

                          To początek ballady "Lilije" Mickiewicza. Ale może motyw kobiety grzebiącej mężczyznę to jakaś powszechna rzecz w tamtych czasach?
                        • rita100 Re: Stosunki rodzinne (cos dla panów i polonistów 01.08.05, 20:49
                          Gość portalu: tralala napisał(a):

                          > Czarna strona stosunków rodzinnych i zagadka (nietrudna) dla polonistów - czy
                          > ta pieśń warmińska nie przypomina pewnego znanego utworu poetyckiego?
                          >
                          > Stała nom sia nozina:
                          > Pani pana zabziuła.
                          > W łogródku go schowała
                          > Drobny rutki zasiała.
                          > Rutko, rutko, ruteczko,
                          > Rośnij ty też wysoczko.
                          > Rutka rosnónć nie chciała
                          > Bo za pana truchlała.
                          >
                          > (O pieśni ludowej na Warmji - z książki 'Za północnym kordonem - Prusy
                          > Wschodnie')

                          Nie wiedziałam o tym i ta ksiazka tez mi nie znana - czekam na jakąś pozycję z
                          antykwariatu z 1956 roku - ciekawa pozycja to ma być :)
                          • rita100 Re: Klatnik 01.08.05, 20:50
                            No więc strasznie pracowano w tych czasach. Praca zaczynala się o piętej rano,
                            a kończyła się wraz z wieczornym dzwonieniem na Anił Pański. Utrwaliło sie to w
                            porzekadle : "Słoneczko za las, to ja gburze nie wasz".
                            Pojawiali się też na wsi wędrowni handlarze: Żyd sprzedający igły, nici, guziki
                            i inne wyroby pasmanteryjne, "klatnik" - człowiek skupiający stare, zużyte
                            tkaniny i ubrania, czyli klaty. Taki klatnik zajeżdzał do wsi wozem konnym; na
                            nim były garnki, naczynia fajansowe, jarmarczna biżuteria i zabawki dla dzieci.
                            Za klaty płacił tym co miał na wozie.

                            Ten zwyczaj długo przetrwał , nawet na południu Polski, pamiętam, przyjeźdzał
                            klatnik i skupował stare bezużyteczne rzeczy zwane chyba do dziś klamoty lub
                            klamotami. Było chyba takie coś.
                            • rita100 Re: Obyczaje rodziny 01.08.05, 20:53
                              Obyczaje rodziny
                              Umiera gospodarzowi zamożnemu żona, wtedy natychmiast wprowadza się do niego
                              byle jaka kobieta, która sobie wszystkie prawa żony wobec męża przywłaszcza,
                              oczywiście za jego przyzwoleniem. Dzieje się to często nawet już w dzień
                              pogrzebowy.

                              Dobrze wiedzieć, ze taki obyczaj istnieje - w razie czego, w sądzie można sie
                              na niego powołać. Bądźmy dzieweczki czujne ;))))))
                              Ale .....

                              Żona i dzieci bez sprzeciwu uznają wole ojca. Kobieta musi być poważna, bez
                              takich sobie serdecznych małżeńskich stosunków, bez tkliwych scen. Gdy
                              wyruszają razem do miasta wtedy pamietajcie , mąż podąża przodem, a żona musi
                              kilka kroków za nim. Jeśli zabierają ze sobą tłumoczek, to niesie go kobieta.

                              ps: wyobrażam sobie życie Warmiaków w dziesiejszych czasach, marketowych,
                              wspaniały scenariusz na film regionalny.
                              Ciekawe czy wiecie co oznacza - gacono, gacić coś, łogacić ?
                              • rita100 Re: Obyczaje rodziny 02.08.05, 21:36
                                Praca Warmiaków
                                nigdy się nie kończyła. Wiosną były przygotowania ziemi pod uprawy. Lato i
                                jesień to czas pielęgnacji upraw i zbiorów, czas gromadzenia zimowych zapasów.
                                Jesienią siano oziminy i gacono chatki czyli ocieplano od zewnątrz. Zimą
                                nastawał czas napraw narzędzi, czas młócki i przędzenia lnu oraz wełny, a także
                                czas tkania.
                                Nie zawsze był szczęśliwy czas ludzi starszych. W niektórych rodzinach ,ludzi
                                starszych traktowano z szcunkiem i miłością, w niektorych starano się ich
                                pozbyć uprzykrzając im życie.

                                Mimo pracy ludzie mieli czas na gry i zabawy, i tak grali w karty w "zechziga",
                                psieska, czarnego piotrusia albo w kasztelana na frojerki (zapałki), szyszki
                                sosnowe, rzadko na pieniądze. Kto wygrał, musiał stawiać gorzałkę. Biada temu,
                                kto został "czarnym piotrkiem". Dziewczęta smarowały go sadzami i
                                nazywały "pofajdokiem".
                                • rita100 Re: praca i zabawa 02.08.05, 21:38
                                  Wieczory zimowe sąsiedzi zbierali się kolejno u któregoś w chałupie.
                                  Rozmawiali, gawędzili, palili fajki i naprawiali sieci.

                                  Kobiety skręcaly nici lniane i śpiewały rózne pieśni. Szczegolnie Mazurki znały
                                  bardzo dużo piesni, które śpiewały chętnie i pięknie na serdeczną nutę.
                                  Podobnie jak podczas wspolnich prac w polu, szczególnie żniw rozlegały się
                                  śpiewy kobiet i dziewcząt.

                                  Okazją do wspolnych spotkań towarzyskich był też zwyczaj wspólnego przędzenia.
                                  Przy tej okazji opowiadano baśnie i autentyczne historie, śpiewano, a po
                                  zakończonej pracy tańczono. Gospodynie przygotowywały poczęstunek - czyli
                                  pieczone kartofle z olejem lub "surgały" - wałeczki z drożdzowego ciasta
                                  suszone w piekarniku i spożywane z ciepłym mlekiem.

                                  Jeszcze przejdziemy do śpiewów i tańców - a może i znajdziemy stare
                                  przyśpiewki, ktore tak dawno, dawno temu kobiety sobie śpiewały.
                                  • rita100 Re: Obciążenie podatkowe 03.08.05, 22:40
                                    Urzędnika nazywano skucynik
                                    czyli taki co dokucza ludziom.

                                    Tu musze powiedzieć , że ciekawy był podatek solny. Władze pruskie wprowadziły
                                    monopol na sól. Każdej rodzinie wiejskiej wyznaczono określoną ilość soli po
                                    ustalonej cenie. Sól o wartości 2 talary sprzedawano po 6 talarow. Każdy
                                    poddany musiał wykupić przydział soli, jeżeli tego nie uczynił, podlegał karze
                                    chlosty, a za trzecim razem nawet karze śmierci. Przemyt był surowo karany.

                                    Coś na marginesie, okazuje się , ze sól z Wieliczki przyczyniła sie do budowy
                                    tak wspaniałego i podziwianego miasta jak Kraków. To dzięki handlowi tej soli,
                                    ktora w owych czasach była na wagę złota powstało wiele zabytków , pałaców.
                                    Jedni mowią, że Kraków Wieliczka zbudowała, jako że krol dysponował solą i
                                    dlatego został zbudowany Wawel , za cenę soli. Kiedy się sól wyczerpała , a
                                    cena soli radykalnie spadła inny król przeniósł stolicę do Warszawy, bo tam mu
                                    obiecano i tak do dziś tam własnie obiecują, obiecują.... taka to oto
                                    wspólczesna legendy ciąg dalszy ;)
                                    Już niedlugo będzie o pozywieniu i jadle :)
                                    • rita100 Re: Higiena 04.08.05, 20:43
                                      Poziom higieny ludności wiejskiej był w tamtych czasach bardzo niski. Nie
                                      dziwmy sie , ze szalały rózne zarazy i choroby. Zdrowi i chorzy, dorośli i
                                      dzieci sypiali po kilkoro w jednym łózku. Domu nie wietrzono, złamania
                                      nastawiał owczarz, a kowal pełnił funkcje dentysty. Kąpiel odbywała sie raz w
                                      roku w specjalnej bali czy korycie, a w lecie tylko w stawach czy rzeczkach.
                                      Przed drzwiami leżała kupa obornika, na którą załatwiała wszelkie potrzeby cała
                                      rodzina. W okresie zimowym czyniono to nawet we wnątrz izby.
                                      Rewolucyjne zmiany przyniosło dopiero dwudziestolecie międzywojenne.
                                      • rita100 Re: Sposoby leczenia 04.08.05, 20:45
                                        Sposoby leczenia
                                        A teraz bardzo ciekawe sposoby leczenia.
                                        - Środek przeciwko wycieńczeniu.
                                        Dwie baby brały chore dziecko, jedna podawała drugiej przez płot i z powrotem
                                        je odbierała. Czynność należy powrórzyć trzy razy.
                                        ( To taktyka polityczna Robiego - ciągle wybieramy tych samych wierząc , że nas
                                        uzdrowią - tak robisz Robi - ci sami ludzie w róznych partyjkach z rąk do rąk i
                                        w ten sposób uzdrawiasz )
                                        - Zimnica.
                                        Na zimnicę najlepszym środkiem była wódka.
                                        - Febra.
                                        Dawniej do odpędzania febry używano Ewangelii św. Jana.
                                        - Żółtaczka.
                                        Na żółtaczkę pomagało robactwo na chlebie z masłem.
                                        - Ból głowy.
                                        Cierpiącemu na ból głowy stawiano na głowie garnek z wodą, w ktorej był kawałek
                                        stali.
                                        - Ból zębów.
                                        Najlepszym sposobem na bol zebow było przyglądanie się księzycowi na nowiu w
                                        nieruchomej postawie. Inny sposób to dotknąć chory ząb trzy razy kością z
                                        cmentarza.
                                      • Gość: tralala Re: Higiena IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.08.05, 21:51
                                        Spośród wielu epidemii nękających Prusy wspomnę o dżumie, która nawiedziła te
                                        ziemie w latach 1708-1710. Wprawdzie już w 1708 roku powołano Kolegium Zdrowia
                                        z siedzibą w Królewcu, które opracowało i upowszechniło zasady zapobiegania
                                        dżumie i leczenia tej choroby, lecz nie powstrzymało to to wybuchu epidemii.
                                        A zalecano utrzymywanie w czystości ulic, wody, zakrywanie studzien,
                                        dezynfekcję domów przez palenie jałowca, rogów, prochu, a nawet bursztynu i
                                        kadzidła. Mieszkańcom Prus radzono, by przed wyjściem z domu zjedli posiłek
                                        (uważano, że głód jest przyczyną dżumy), lub choć kawałek chleba z rutą.
                                        Oddychać należało przez chustkę lub gąbkę umoczoną w occie rucianym. A przed
                                        wszystkim zamknięto granicę z Polską, do której zarazę dżumy przyniosły w
                                        1701r. wojska szwedzkie. Nie na wiele się to zdało - pierwszy przypadek dżumy
                                        oddnotowano we wsi Białuty na Działdowszczyźnie, a we wrześniu 1708 r. dżuma
                                        zaatakowała Olsztynek. Ponoć syn miejscowego kapelusznika przywiózł dla swych
                                        trzech sióstr suknie z Polski. Wkrótce wszystkie zachorowały i zmarły. Niebawem
                                        zmarł sam kapelusznik, jego żona, dwóch synów i służąca. Do początków listopada
                                        w Olsztynku pochowano ponad 400 ofiar zarazy.
                                        Dżuma szalała do końca 1710r. Spośród 600 tys. ówczesnej ludności w Prusach,
                                        ok. 235 tys. pochłonęło morowe powietrze. ('Życie codzienne na dawnych ziemiach
                                        pruskich'). Dżuma wyludniła też Olsztyn, a na cmentarzu dla zadżumionych w
                                        1737r. postawiono figurę Chrystusa, którą dziś można zobaczyć obok kościoła
                                        NSJ.
                                        • rita100 Re: Higiena 04.08.05, 23:25
                                          Tak, czytałam o tych chorobach, właściwie to te zarazy wyniszyły ludność
                                          warmińską, ogromne, ogromne spustoszenie zrobiła dżuma - nawet musieli
                                          sprwadzać ludność ze Śląska by zasiedlić tereny stąd sa te nalecialości
                                          niemieckie.
                                          Tralala - czy zachowały sie jakies nagrania pieśni warmińskich czy mazurskich ?
                                          Jeszcze o tym będziemy jak pozwolisz rozmawiać , jesteś moim wielkim źródłem
                                          wiedzy.
                                          dobranoc
                                          Nie wiem czy jutro wejdę , gdyż mam w gosciach w Krakowie Olsztynianki.
                                          • Gość: tralala Pieśni warmińskie - nagrania IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.08.05, 12:20
                                            Oj, nie wiem, czy zachowały się jakieś autentyczne nagrania pieśni warmińskich
                                            lub mazurskich. Jeszcze ponoć w latach 50 i 60 można było usłyszeć na ulicach
                                            Olsztyna (a pewnie częściej na targowiskach) ludzi mówiących gwarą warmińską.
                                            Ale po smutnej w skutkach dla naszej ziemi decyzji z lat 70 o 'łączeniu rodzin'
                                            dziś trudno znaleźć ludzi żyjących tu z 'dziada pradziada'. Ale może ktoś z
                                            czytających ten wątek ma takie nagrania? A może wie, gdzie można je znaleźć?
                                            Na razie pozostają nam gawędy warmińskie Edwarda Cyfusa 'Po naszamu' wydane z
                                            kasetą, a na stronie domwarminski obiecana co dwa tygodnie nowa gawęda tego
                                            autora - tyle, że teraz wakacje i z obietnicy została tylko jedna gawęda
                                            lipcowa :(
                                            • rita100 Re: do kolonisty 07.08.05, 22:07
                                              Masz rację, w ksiązkach jest wykazane i dowiedzione polskość ziemiczki. A
                                              wiemy, że są ksiązki w języku niemieckim w których wykazują niemicki chrakter
                                              tej ziemi. Niemcy to w swoich wypracowanich dowodzą. Jak ukazują , nie jest nam
                                              znane. Więc nie nogę się ustosunkować. Jedno jest pewne , że do rozwoju Warmii
                                              i Mazur w dużym stopniu dołożyli się Niemcy. Był okres wspaniałego rozkwitu
                                              Prus. Ale jeśli możesz to przedstaw nam to tu na tym spokojnym i bardzo miły
                                              wątku. Tralala jest bardziej obeznana , pozdziwiam ją za to , że tak potrafi
                                              świetnie rozmawiać. Jest też tu Ed , na ktorego licze , że się właczy.
                                              Kolonista , nic nie mamy przeciwko byś włączy się w dialog, bo patrząc na
                                              Wysoką Bramę patrzę przez pryzmat wieków , z uszanowaniem i z podziwem. Ta
                                              Wysoka Brama to symbol Olsztyna, to symbol Warmiaków , to znak rozpoznawczy
                                              miasta. To , że przyszlo nam żyć na tej ziemi czy z dala od tej ziemi, na
                                              której żyli Warmiacy tak Niemiccy jak i Polacy to nas wszystkich w dzisiejszych
                                              czasach łaczy, a nie dzieli.
                                              • rita100 Re: Pożywienie 07.08.05, 22:09
                                                Podstawą pożywienia Mazurów były ziemniaki. Nigdy nie gotowano je w łupinach,
                                                uważając, że jest to potrawa w takiej postaci dla więźniów albo dla świń.
                                                Posiłki spożywano w kuchni na dokładnie wyszorowanym stole, tylko w dni
                                                świąteczne zasiasano w pokoju przy stole z białym obrusem. W dni powszednie
                                                jadano wspólnie z jednej glinianej lub kamionkowej misy, posługując się
                                                drewnianymi łyżkami. Talerzami, widelcami i nożami posługowano się niechętnie -
                                                "mam pięć palców, na co mi te widły ?" - mawiano. Przed rozpoczęciem jedzenia
                                                odmawiano wspólnie pacierz. Bez pacierza siadać do stołu było "niełobyczajnie"

                                                Posiłki u bogatych rodzinach na Warmii.
                                                - godz.5 - sniadanie czyli frysztyk
                                                - godz.10 - drugie śniadanie czyli podśniadaniec, przedpołudnik lub podobjadek
                                                - godz.12 - objad
                                                - godz.16 - podwieczorek czyli podfesperk
                                                - godz.20 - kolacja czyli ziecierza
                                                • Gość: tralala Kuchnia biskupia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.08.05, 22:28
                                                  Nieco przewrotnie zaproponuję zajrzeć do kuchni (i kiesy) biskupa warmińskiego
                                                  Marcina Kromera. W roku pańskim 1587 wydał on na utrzymanie służby kuchennej na
                                                  zamku w Lidzbarku Warmińskim 107 grzywien pruskich (w tym czasie kwintal zboża
                                                  kosztował 2-3 grzywny), a zatrudnniał w kuchni 15 osób. Byli to:
                                                  1. Stanisław kucharz - 15 grzywien i siedem łokci sukna,
                                                  2. Tomasz pomocnik - 12 grzywien
                                                  3. Grzegorz, co pewien czas pomagał - 3 grzywny
                                                  4. Grzegorz pierwszy kucharz - 6 grzywien
                                                  5. Ten, co musiał odejść z pracy - 3 grzywny
                                                  6. Kucharz kurii - 12 grzywien
                                                  7. Adam jego pomocnik - 6 grzywien
                                                  8. Baranek, nowo zatrudniony do pracy na rzecz domowników pierwszej rangi - 1
                                                  grzywna
                                                  9. Bartosz sługa w kuchni - 3 grzywny i 10 szelągów
                                                  10. Jerzy sługa w kuchni - 3 grzywny i 10 szelągów
                                                  11. Andrzej sługa do zmywania naczyń - 3 grzywny i 10 szelągów
                                                  12. Jego następca Jan - 3 grzywny i 10 szelągów
                                                  13. Maciej opiekujący się kurami - 6 grzywien
                                                  14. Michał piwniczny (co już umarł) - 10 grzywien
                                                  15. Jakub jego następca - 5 grzywien.

                                                  Kto chce niech zsumuje (1 grzywna liczyła 60 szelągów) - czy to faktycznie 107
                                                  grzywien. A musieli ci wszyscy kucharze i ich pomocnicy nagotować jadła dla
                                                  około 150 osób, które na zamku pracowały lub gościły na dworze biskupa. No i
                                                  mamawiam do zwiedzania zamku lidzbarskiego, znanego tu - niech się mieszkańcy
                                                  grodu Kraka nie obruszają - jako Wawel Północy :-)
                                              • Gość: tralala Re: do kolonisty IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.08.05, 10:09
                                                I ja przyłączę się do tego zaproszenia. Mam nadzieję, że kolonista jeszcze się
                                                tu pojawi, a może ktoś inny zechce dołączyć i opisać dzieje niemieckojęzycznych
                                                Warmiaków. W polskich źródłach niewiele na ten temat można wyczytać - bez
                                                znajomości języka niemieckiego ani rusz. A kolonista ma rację - pomijając
                                                historię osadnictwa niemieckiego nie sposób poznać prawdziwą historię tej
                                                ziomecki.
                                                Spróbuję choć nieco uzupełnić ten brak, cytując fragment z książki 'Prusy
                                                Wschodnie', rozdział: na Warmji niemieckiej
                                                "terytorium dawnego księstwa biskupiego Warmijskiego dzieli się etnograficznie
                                                na dwa obszary (...): mniejszy, polski, na południu, z miastami Olsztynem,
                                                Wartmeborkiem i Biskupcem, oraz większy niemiecki, na północy, z miastami:
                                                Braniewem (Brunsberga, Braunsberg), Fromborkiem (Frauenberg), Licbarkiem
                                                (Heilsberg), Ornetą (Wormditt), Melzakiem (Mehlsacg), Dobremmiastem (Gutstadt),
                                                Reszlem (Roessel), Bisztynkiem (Bischofstein) i Jezioranami (Zybork, Seeburg)."
                                                Tyle na początek. A przy okazji drobna zagadka - kto wie, jak dziś nazywa się
                                                Melzak i co oznaczała ta dawna nazwa?
                                              • rita100 Re: Pozywienie 07.08.05, 22:11
                                                Koniecznie to przeczytajcie - bardzo ciekawe :)
                                                Latem chłop mazurski zabierał sie do pracy o 5 rano na czczo. O siódmej
                                                spożywał pierwszy posiłek złożony z kapusty kwaszonej, ziemniaków i wódki.
                                                O godz. 10 wypijał kieliszek wódki i zjadał kawałek chleba. Na objad
                                                najczęsciej żur z ziemniakami. Na ziecierze jadł kapustę kiszoną z ziemniakami
                                                i znow wódeczka.
                                                Oprócztych dań również przygotowywano kluski z mąki pszennej, do klusek
                                                przygotowywano "zaklepkę" czyli zupe z kwaśnego mleka. Podawano też słodkie lub
                                                kwaśne "klekoty" W czasie żniw najczęsiej podawano "breję" ze skwarkami i
                                                kiełbasą. Na oleju smażono bardzo lubiane "plince" - placki ziemniaczane.
                                                Częstą potrawą były też "surgały" - długie, cienkie wałeczki z pszennego
                                                ciasta, suszone w piekarniku podawane z gąrącym słodkim mlekiem.
                                                • rita100 Re: Menu :) 07.08.05, 22:12
                                                  Menu dla tradycyjnej jadłodajni:
                                                  - bury groch okraszony słoniną
                                                  - muza ze skrzeczkami
                                                  - muza z mlekiem
                                                  - krupy z olejem
                                                  - marchew z masłem lub ze skwarkami
                                                  - brukiew z masłem lub z olejem
                                                  - kluski kartoflane okraszane ze słoniną
                                                  - kluski kartoflane z zupą grzybową
                                                  - kluski kartoflane z grochem i kapustą
                                                  - kluski kartoflane z serwatka i maslanką
                                                  - kluski kartoflane z zaklepką z zsiadłego mleka
                                                  - kartofle z olejem
                                                  - szturane kartofle i kwaśne mleko
                                                  - plince na oleju
                                                  - breja ze skrzeczkami i kiełbasą
                                                  - kwasne lub słodkie klekoty
                                                  - jajecznica na wędzonce
                                                  - czernina z drobiu
                                                  - rentozina (wołowina) z kluskami lub kartoflami
                                                  - baranina z kluskami
                                                  - woszty z krupów - kaszanka
                                                  - surowa kapusta kiszona
                                                  - podstawą chleb, ktory nigdy sie nie przeje
                                                  • rita100 Re: jedzenie 08.08.05, 21:33
                                                    Acha, moja ciekawostka wspomnieniowa - Tralala - wyobraź sobie, że kiedyś
                                                    spędziłam czas mieszkając sama w takiej starej, drewnianej chatce warmińskiej.
                                                    Opiekowali się mną kiedy byłam w wieku przedszkolnym stare małżeństwo
                                                    Warmiaków. W tej chatce spało sie na siennikach, był taki podłużny drewniany
                                                    stół, oraz piec na pieczenie chleba jak i ubijalismy masło. Raniutko
                                                    wychodziliśmy na grzyby. Tak , to nie sen i nie wyobrażnia, dane mi było
                                                    przebywać wśród staruszków, którzy żyli jeszcze w tradycji. Były to lata bliżej
                                                    60-te. Jedyna chatka pod lasem gdzieś na wsi, daleko od drogi. Nie wiem
                                                    dlaczego sie tam znalazłam i co mnie z tą rodziną łączyło, ale staruszkowie
                                                    żyli samotnie i nie znam ich dalszych losów. Spędziłam krotkie wakacje w takiej
                                                    rodzinie.
                                                    Tak pisząc to, to dochodzę do wniosku, ze matka zostawiając mnie u takich
                                                    staruszków musiała im ufać i bardzo mieć bliskie stosunki. Nikt nie zostawia
                                                    małego dziecka u obcych. Tralala - dalej już nie medytuje, bo mogę dojść do
                                                    szokujących wniosków ;))) hahahaha
                                                    pozdrawiam
                                                  • rita100 Re: napoje 08.08.05, 21:34
                                                    Napoje
                                                    Głównym napojem codziennym była kawa zbożowa, którą przyżądzano z zieren
                                                    jęczmienia. Piło się też wodę , mleko i maślankę. Najbogatsi gospodarze
                                                    popijali prawdziwą kawę i herbatę. Ale najbardziej ulubionym napojem był tzw.
                                                    lenkwar, czyli napój ze sfermentowanego miodu z wodą, z dodatkiem ziaren
                                                    jałowca.. Był musujący, lekko gorzkawy, z wyraźnym jałowcowym zapachem.

                                                    Odzielnym zagadnieniem jest sprawa spożycia alkoholu.
                                                    Piwo od dawna pito w naszym regionie i to bardzo duzo. Tu możemy zauważyć , że
                                                    tradycja nie zagineła, jedynie browary. Wspomnę , że w samym Olsztynie w XIX
                                                    wieku było kilkanaście browarni. Wszytkie wspaniale prosperowały.
                                                    Sprzeczne opinie istnieją co do spozywania mocnych trunków. Wódkę kupowano, a
                                                    wina owocowe chłopi sami wytwarzali.
                                                  • rita100 Re: Tralala - pytanie :) 09.08.05, 21:05
                                                    Tralala - czytałam , tak Lidzbark Warmiński był biskupstwem - małym krajem
                                                    warmińskim rządził biskup. W latach 1243-1466 Warmia wchodziła w skład państwa
                                                    krzyżackiego. Z tego powodu w bitwie pod słynnym Grunwaldem brały udział trzy
                                                    chorągwie warmińskie, walcząc po stronie Zakonu. W okresie wojen polsko-
                                                    krzyżackich ziemie warmińskie były pustoszone przez wojska polskie i
                                                    lietewskie. I tak ciągle trwaly walki jak nie z tym to z tym. Dużą rolę w tym
                                                    wszytkim odgrywało biskupstwo w Lidzbarku Warmińskim z wielkim zamkiem
                                                    lidzbarskim, gdzie kwitło życie kulturalne , rzemiosło, handel i rozwijało sie
                                                    rolnictwo. Pózniej najazd szwedzki zrobił spustoszenia, a po Szwedach
                                                    nadciągneła - epidemia dżumy.

                                                    Tralala - czy dasz radę odpowiedzieć na pytanie - dlaczego po II wojnie
                                                    światowej zmienono nazwę miejscowości np. nadano Mrągowo miejsowości od wieków
                                                    znane jako Sąsborg lub Giżycko z miejscowości Lec, lub Kętrzyna z miejscowości
                                                    Raścibórz ?
                                                  • rita100 Re: Uprawa ziemi 09.08.05, 21:06
                                                    Uprawa ziemi
                                                    Klimat i gleba na Warmii i Mazurach nie sprzyjał rolnistwu. Lata krótkie,
                                                    chłodne i wilgotne, a zimy bardzo silne i długotrałe mrozy. Urawiano zboże
                                                    jare, oziminy, ziemniaki , buraki i warzywa. Niemcy nauczyli Warmiaków siać len
                                                    i konopie dzieki którym nastąpił drastyczny rozwój regionu. Rozwineło się
                                                    doskonale tkactwo.
                                                    Wróćmy jednak do siewów. Warmiacy mieli swoje wierzenia związane z siewem -
                                                    bardzo proszę przeczytajcie, bo te wierzenia to dobra zabawa nawet i stanowią
                                                    tajemnicę dobrych plonów.
                                                    A więc zapraszam :)
                                                  • rita100 Re: Wierzenia związane z siewem 09.08.05, 21:07
                                                    Wierzenia związane z siewem
                                                    - Chłopi wywozili obornik na pole podczas przybywania księzyca i natychmiast
                                                    rozstrząsali pierwszą kupę aby robactwo nie dostało sie do zboża.
                                                    Tradycja ta została do dziś , bo nawet w niektóre rosliny w instrukcji pisze ,
                                                    że trzeba sadzić podczas przybywania księzyca :)
                                                    - Pszenicę należało siać we środę, dzięki temu wróble nie wydziobywały ziaren -
                                                    ponoć wróbelki w ten własnie dzień miały post ;)
                                                    - Nie należało kłaść na stół nasienia do siewu, bo to powodowało , że rośliny
                                                    nie wzeszły.
                                                    - W supełek od płachty do siewu zawiącywano chleb, pieniądze i sól - zapewniało
                                                    to urodzaj.
                                                    - W czasie zasiewu nie wolno bylo pożyczać ognia, robić ługu z popiołu ani
                                                    prać, bo zboże by nie obrodziło.
                                                    - Kiedy w drodze do siejby siewca przejedzie przez płot, to nastąpi zmiana
                                                    nasienia.
                                                    - Przed siewem mieszają nasiona z trzema garściami ziemi z roli sąsiada; miało
                                                    to wrózyć szczęście.
                                                    - Jeżeli siewca zostawił kawałek roli niezasianej, to wrózyło, że umrze w tym
                                                    roku.
                                                    - Przy sianu zyta mówiono: "Pierwsza garść dla Pana, druga dla mnie, trzecia
                                                    dla ptaków".
                                                    - Aby wyplenić z pola siewnego oset, zakopywano na tym polu we czwartek po
                                                    zachodzie słońca drzazgę z drzewa, w które piorun uderzał.
                                                  • rita100 Re: Instrukcja dla rolników - wazne 09.08.05, 21:08
                                                    Ważne instrukcje dla rolników
                                                    - Przy zasiewie grochu nie wolno puszczać wiatrów, aby robactwo nie dostało sie
                                                    do grochu.
                                                    - Bób przed zasadzeniem trzeba trzy razy przesypać przez spodnie.
                                                    - Na zagon gdzie sadzimy kapustę, kładziemy kamień, aby główki kapusty były tak
                                                    twarde jak kamień.
                                                    - Aby zabezpieczyć kapustę od gąsienic trzeba wziąść trochę piasku z grobu
                                                    ostatniego nieboszczyka i posypać nim sadzonki kapusty.
                                                    - Kobiety sadzące kaputę musza mieć na głowach mocno opasaną chustkę by kapusta
                                                    również miała mocno związaną główkę.
                                                    - Sprzedając ziemiaki na nasienie, należy trzy sztuki zostawić sobie, aby nie
                                                    utracić urodzaju. Ani jednej sztuki więcej ani mniej.

                                                    I takie przyslowie:
                                                    " Chceszli mieć kawałek chleba,
                                                    Pilnie ugór orać trzeba
                                                    Dobrze swą rolę uprawiać
                                                    I do siejby w czas się stawić.
                                                  • rita100 Re: Len i tkactwo 10.08.05, 21:03
                                                    ciekawe, dodam , ze chyba też pozyczać nie wolno:)

                                                    Len i tkactwo
                                                    Len uprawiany był na całym obszarze Warmii i Mazur. Właściwie z tego
                                                    utrzymywała sie cała wieś. Len siali wyłącznie starsi i doswiadczeni
                                                    męższczyźni. Za patronkę lnu uważano św.Helenę i starano się go posiać przed 21
                                                    maja
                                                    "Kto sieje len po św. Antonim
                                                    dobrego plonu nie spodziewa się po nim."
                                                    Produkcja przędzy i tkanin lnianych stanowiła główne źródło dopływu gotówki dla
                                                    większości małych gospodarst chłopskich. Zimą i wczesną wiosną całe rodziny
                                                    pracowały przy tykaniu lnu.
                                                    Na poczatku XIX wieku corocznie wywożono z samej Warmii len, przedzę oraz
                                                    płótno na 500 tys. talarów. Pezędzę sprzedawano głównie do Anglii i Holandi.

                                                    A tak sobie śpiewano o lenku :)

                                                    Oj, lenku, lenku, ty wiele
                                                    kosztujesz,
                                                    tak wiele ludzi cięzko
                                                    fatygujesz.
                                                    Prawda, że i ty wycierpiesz
                                                    niemało,
                                                    ale cię za to nosi ludzkie ciało.
                                                  • rita100 Re: Len i tkactwo 10.08.05, 21:07
                                                    Ze wzgledu na prostą konstrukcję , narzędzia do wstępnej obróbki włokna
                                                    lnianego znajdowały sie w kazdym gospodarstwie, a w każdej chatce kołowrotek do
                                                    przędzenia. Zycie zimowe w gospodarstwach tętnilo śpiewem , przyśpiewkami,
                                                    gawędami w czasie wspolnego przędzenia.

                                                    Zwyczaj był taki, ze Panna Mloda musiała własnoręcznie utkać płótno na koszule
                                                    dla Pana Mlodego i w ręku ją uszyć. Przed ślubem mlody wdziewał podarowaną mu
                                                    koszulę i dawał swojej wybrance talara na szczęście.

                                                    Proponuje by od jutra taki zwyczaj panował w Olsztynie. Być może zgłosi się do
                                                    nas Mloda Para ? ;) Zreszta do zwyczajów weselnych jeszcze dojdziemy. Jesli sie
                                                    znajda chetni to możemy porowadzić ich slub tradycyjny i wirtualny - są
                                                    chętni ? ;))))
                                                  • Gość: tralala Re: Tralala - pytanie :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.08.05, 21:11
                                                    Przyznam, Rito, że zadajesz mi trudne pytanie 'dlaczego po II wojnie światowej
                                                    zmienono nazwę miejscowości np. nadano Mrągowo miejsowości od wieków znane jako
                                                    Sąsborg lub Giżycko z miejscowości Lec, lub Kętrzyna z miejscowości Raścibórz?'
                                                    Nie potrafię na nie w pełni odpowiedzieć. Zapewne chodziło o zerwanie z
                                                    niemiecką częścią historii tych ziem, o udowodnienie tezy o powrocie do
                                                    Macierzy, o jak najszybsze spolszczenie tego regionu. A nazwy miast ustalała
                                                    Komisja do spraw nazewnictwa miast (jeśli się mylę, to może ktoś sprostuje).
                                                    Niestety była zbyt gorliwa i przy okazji zlikwidowała wiele pięknych nazw,
                                                    które zasługiwały na zachowanie. A nowe są czasem na 'chybił-trafił'.
                                                    Kętrzyński urodził się w Giżycku, a w Kętrzynie jedynie kończył szkołę średnią.
                                                    Gizewiusz w Giżycku spędził tylko kilka miesięcy, z wizytą u szwagra.
                                                    Pienięznem być może powinien być Olsztyn, bo przecież tu działała rodzina
                                                    Pieniężnych, a został nim Melzak. Na szczęście zostały nazwy wsi, które bardzo
                                                    często świadczą o staropruskich tradycjach Warmii i Mazur.
                                                    Podobno bezpośrednio po wojnie nowopowstałe województwo miało nazywac się
                                                    pruskie, ale szybko wycofano się z tego pomysłu i powstało woj. olsztyńskie.
                                                    Na szczęście, jak twierdzi Szekspir, "That which we call a rose by any other
                                                    name would smell as sweet" (Romeo and Juliet)
                                                  • rita100 Re: Tralala - pytanie :) 10.08.05, 21:50
                                                    Tak myślałam, że nadgorliwośc i szybkie spolszczenie ternów. Ale przznasz, że
                                                    nazwanie miast od nazwiska ludzi tylko dlatego , ze propagowali polskośc to
                                                    jednak niewypał. Można pomniki stawiac , ulice zwać ale nie całe miejscowości.
                                                    Ja nie wiem czy sami Nazwani byli by szczęśliwi z takiej sytuacji. Bo chyba nie
                                                    walczyli o to by miasta stare jak świat zmieniać nazewnictwo całkowicie i
                                                    zapomnieć o histori tej ziemi i pierwszych ich nazwach. Tymbardziej, że te
                                                    nazwy nie pochodzily od tak sobie tylko były tradycją od wieków wieków, nazwane
                                                    przez pierwszą osiedloną się ludnośc. A fe, to naprawdę bylo nie fair.

                                                  • rita100 Re: Kwitnący len 11.08.05, 20:22
                                                    Wiersz
                                                    Oto piękny wiersz niemiecki tłumaczony przez Gizewiusza , dzis od jego nazwiska
                                                    zostało nazwane miasto Giżycko dawne Lec lub z niemieckiego Lotzen.

                                                    Kwitnący len

                                                    Pośpieszmy na pola, na błonie kwitnące,
                                                    lnu ziółko tam widać dla dziewcząt rosnące.
                                                    Zieleni sie mile, wysmukłe i drobne,
                                                    niejako dziewicom młodziuchnym podobne.

                                                    Tam pysznią się klosy w swym złotym ubiorze,
                                                    lnu ziółko, tu stoi w swej cichej pokorze.
                                                    Na główce modrzuchna jak niebo korona,
                                                    ta najczystszą z rosy perełką zrobiona.

                                                    Tuliła je ziemia jak matka w swym łonie,
                                                    aż wnet i podrosło w niebieskiej obronie.
                                                    Już wdzięcznie się kłania i wznosi swe czoło:
                                                    "Wam, niebo i ziemio, dziękuję wesoło".

                                                    Wnet zbierzem i zniesiem do domu to ziółko,
                                                    tam włóknem srebrzystym obwije się kółko.
                                                    Niech kółka zawarczą, niech śpiewy sie wznoszą !
                                                    nić cieńsza nad jedwab - to naszą rozkoszą.

                                                    Gdy śniegi te pola zielone pobielą,
                                                    zejdziemy się wszyscy wieczorem z kądzielą.
                                                    Jak w lecie len strojny nas cieszy w swym kwiecie,
                                                    tak zimą we wieniec żyjący nas splecie.

                                                    Tralala - napewno rozumiesz ten wiersz, to że jest sliczny i taki prawdziwy
                                                    zyciowo, to nie ma wątpliwości, ale to że ten wiersz pokazuje wieką miłośc do
                                                    ziemi i oddaje hołd tej ziemi, wiersz napisany w języku niemieckim przez
                                                    anonimowego poetę ukazujący oddanie tej ziemi swoją twórczość to jest piękne.
                                                    Szkoda , ze nie ukazuje się całej twórczości Warmii, szczegolnie w twórczości
                                                    też niemieckiej - bo wszyscy bez względu na język, czy przekonania ukazują jej
                                                    piękno i szacunek dla pracy. Praca Warmiaków opierała się na rolnictwie i
                                                    uprawach. W lecie zajmowano sie ziemią ale zimą, zimy były też piekne zwłaszcza
                                                    kiedy wszyscy sie zbierali w chałupach na tkaniu i prowadzili Warmiaków rozmowy
                                                    tradycyjne. To spiewy, to tańce , to bajanie, to wypieki. Tak, wiersz ten
                                                    oddaje ten czas:

                                                    "...tak zimą we wieniec żyjący nas splecie."

                                                    Autor tego wiersza był doskonałym znawcą życia ludności na warmińskiej wsi i
                                                    kochał ją. Jak on to delikatnie opisał.
                                                    Tralala dodasz coś jeszcze ? :)


                                                  • Gość: tralala Re: Kwitnący len IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.08.05, 21:12
                                                    Kwitnący len to piękny wiersz, spodobałby się mojej babci. Pola błękitne od
                                                    kwitnącego lnu to jeden z ostatnich widoków, jaki widziała żegnając na zawsze
                                                    swój rodzinny dom. Inna to była ziomecka, ale żal ten sam jak Warmiaków i
                                                    Mazurów, którzy musieli opuścić swoje domy. I nie minął do końca życia.
                                                    Żeby zupełnie nie zmarkotnieć dodam, że długie, zimowe wieczory, kiedy kobiety
                                                    i dziewczęta tkały len, to była też okazja do snucia opowieści i śpiewania
                                                    piosenek, może takich jak ta:

                                                    Jedzie Janek spod Olecka,
                                                    Pod nim konik jako świecka,
                                                    I przyjechał w podworecko,
                                                    Zakołatał w okienecko.
                                                    Dobry wiecor, matko moja,
                                                    Czyli macie córkę doma?
                                                    'Oddałam ją za drugiego,
                                                    Za trąbaca królweskiego!'
                                                    Podajciez mi skrzypki moje,
                                                    Pudę jej grać na wesele!
                                                    'Gdzie, mój miły, tam pudziecie,
                                                    Toć wy się tam pobijecie!'
                                                    Usiądę się na róg stoła,
                                                    Zobacy mię Kaśka moja! -
                                                    Kaśka Jaśka obacyła,
                                                    Bez trzy stoły przeskocyła,
                                                    A na czwartym ślubowała,
                                                    A na piątym rąckę dała.

                                                    No i proszę - jest happy end.
                                                  • rita100 Re: Piosenka przy kądzieli 11.08.05, 23:18
                                                    Wiesz Tralala , ten moment jest najpiękniejszy, relaks przy pracy Warmiaków i
                                                    Mazurów był serdeczny i taki z pieśniami. Teraz chyba przejdziemy do
                                                    najlepszych momentów - sztuki , kultury, zabawy. Najbardziej lubie te liryczne
                                                    momenty. Te wiersze z duszą. Nawet się nie pytam o dzieje Twojej babci , bo być
                                                    może za osobiste pytanie. Chyba jutro bedzie tkactwo, to dopiero sobie
                                                    dziewczyny śpiewały. Czy nie myślisz , że tak spędzając czas przy wspólnym
                                                    tkaniu to coś za czym teraz w dobie nowoczesności nie do pojęcia ?
                                                    dobranoc , uciekam
                                                  • rita100 Re: Konopie i owieczki 12.08.05, 21:26
                                                    Oprócz lnu uprawiano także konopie w mniejszych ilościach ale też się nim
                                                    zajmowano. Rownież hodowano w XIX wieku owce na wełne. Przędzenie włókien i
                                                    tkanie było najbardziej popularnym zajęciem na WiM, najczęsciej zbiorowym.
                                                    dlatego też wytworzono wspaniały klimat i atmosferę.
                                                    Kiedy nastawały długie wieczory, zbierano się w chalupach i rozpoczynano
                                                    przędzenie. Mlodze dziewczęta i strasze kobiety przynosiły ze sobą
                                                    swoje "kółka", które puszczały w ruch "aż się wiatr w izbie robił". Śpiewano
                                                    przy przędzeniu piosenki, opowiadano bajki, niekiedy taki wieczór kończył się
                                                    tańcami. Wspólne takie przędzenie miało więc istotne znaczenie dla przekazania
                                                    miejscowych zwyczajów i wierzeń.

                                                    Tralala - te czasy nie powrócą czyli wszyscy siedzą w domach, nie ma już
                                                    wspólnego śpiewania, opowiadania nawet na wsiach gdzie w swoich willach ludzie
                                                    są zamknięci i prawie się nie znają. Chyba taką mamy wieś teraz.
                                                  • rita100 Re: Prządki warmińskie - wiersz 12.08.05, 21:27
                                                    Prządki warmińskie

                                                    Płyną drzazgi na kominie,
                                                    Sypsią złotych jiskrów moc.
                                                    Prządą dziewki z zazijanki
                                                    A przez łokno patrzy noc.

                                                    Finak siedzi przy łogańku
                                                    I dokłada smolnych drzazg.
                                                    Dudnia kloce na podwórku
                                                    Ze stodoły słychać trzask.

                                                    Hej ! furkocą rażno kółka
                                                    Łustazione w jeden rząd,
                                                    Aż sia zietrz po jizbie kranci
                                                    I wymniata kazdy kąt.

                                                    - Szpulka pełna ! Dajta jano
                                                    Motozidło ! Trzeba zzić ?
                                                    Nie łuprzandziesz putoraka,
                                                    Wstydź, sia zgniła dziewko
                                                    wstydź !

                                                    Powiedz bajka nam, Marianno,
                                                    Możesz tyle, siuła chcesz,
                                                    Choć gadają we wsi ludzie,
                                                    Ci ty gwałt nazmyślasz ! Łżesz !

                                                    Przandą dziewki, bajka przandzie
                                                    Jek z anielskich włosów mnić,
                                                    Ło tych strachach, ło tych czarach,
                                                    Bandziesz potam w nocy śnić.
                                                    ...

                                                    M. Zientara-Malewska
                                                  • rita100 Re: Waga elektoniczna 12.08.05, 21:48
                                                    nie była znana w ówczsnych czasch, w ogole nie wspominano o wadze. Ciekawe jak
                                                    wtenczas ważono produkty, ale moj przypadek z dzisiejszego dnia nadaje się
                                                    calkowicie do tego watku. Więc tak się stalo i to nagle , że zepsuła sie waga
                                                    elektroniczna, komputerowa i zmuszona byłam wyciągnąc stara wagę , takiego
                                                    klonkiera , czyli wage uchylną , cięzka , metalową - to tak jakbym wyciągła
                                                    uzyję porównania, maszynę do pisania, pamietasz takie jeszcze metalowe, cięzkie.
                                                    A poniewaz waga bardzo stara , unikatowa i zabytkowa to szalka gdzieś sie
                                                    zapodziała i musiałam rónowazyć ja jakimś przedmiotem. Wpadłam na pomysł
                                                    ksiązki, mam ich tyle , że ho, ho, więc kładłam po koleji jak leci : to tą
                                                    ksiązkę , to tą i biore nastepną ksiązke "Wehikuł czasu" i ta własnie ksiązka
                                                    była idealna do zrównowazenia starej wagi. Jaki ubaw miałam, sama nie wierze w
                                                    czary ale ten Wehikuł czasu jest idealny. Waga się wyzerowała i tak waże towary
                                                    z wehikułem czasu - to się nazywa przypadek nad przypadkami. Idealnie wszystko
                                                    skomponowane.
                                                    pozdrawiam
                                                  • Gość: tralala Entografia w przyszłości IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.08.05, 22:15
                                                    To prawda, nie ma już takich spotkań przy wspólnej pracy ani na wsi ani w
                                                    mieście. Ciekawe, co za sto lat będą badać etnografowie? Może takie forumowe
                                                    pogwarki?
                                                    Gratuluję pomysłu z wagą. Jakie to szczęście, że papierowe książki nie zostały
                                                    wyparte przez różne elektronczne wynalazki (jeszcze?). A jakie dawniej
                                                    stosowano miary i wagi - zapytam jutro wielce kompetentną osobę od lat
                                                    odkopującą początki państwa polskiego, a prywatnie moją kuzynkę. Po powrocie -
                                                    we wtorek - zdam relację.
                                                  • Gość: tralala Gumiędzianka? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.08.05, 22:24
                                                    Jeszcze jedna piosenka z powiatu łeckiego, do śpiewania przy wyszywaniu.

                                                    Jest za miastem gajecek,
                                                    W tym gajecku domecek,
                                                    A w tym domecku slicna gumiędzianka
                                                    Srebrem, złotem wysywa.

                                                    Król się o niej dowiedział
                                                    I sam do niej przyjechał;
                                                    Wysyj, wysyj, ślicna gumiędzianko,
                                                    Imię króla samego.

                                                    Nie mam srebra ni złota,
                                                    Ja uboga sierota,
                                                    Daj mi pokój, najjaśniejszy krolu,
                                                    Mię ubogiej sierocie!

                                                    Król się na nią rozgniewał
                                                    I po kata posłać dał;
                                                    Wysyj, wysyj, ślicna gumiędzianko,
                                                    Imię kata samego!

                                                    Nie chciałam być królową,
                                                    Nie chcę być i katową;
                                                    Daj mi pokój, najjaśnieszy kacie,
                                                    Mię ubogiej sierocie!

                                                    Ona idzie w zieleni,
                                                    A kat za nią w cerwieni,
                                                    Płyńze, płyńze, slicna gumiędzianko!
                                                    Cisnął w dunaj głębocki.

                                                    Przypłynęła do brzega
                                                    I westchnęła do Boga;
                                                    Dzięki Bogu, Panu wsechmocnemu,
                                                    Zem ja się tu dostała!

                                                    Gdyby ktoś przypadkiem wiedział, kim była 'gumiędzianka' proszę mnie oświecić.
                                                  • rita100 Re: Folklor na żywo 13.08.05, 20:59
                                                    www.moje-fotografie.olsztyn.pl/index.php?idd=25&ido=251&s=0
                                                    Popatrzcie się, jaka doskonała musiała być impreza.
                                                    Taralala - napewno byłas na nim :)
                                                    Miłego weekendu , ja tez odpoczywam
                                                  • Gość: tralala Re: Gumiędzianka! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.08.05, 20:51
                                                    Właśnie wróciłam z kilkudniowego wyjazdu do krainy, gdzie wstając rano z łóżka
                                                    wsuwałam nogi w laczki i otulałam się w porannik. Pogoda poprawiła się na tyle,
                                                    że mogłam nosić bluzeczkę na ramkach. Pomagałam też przy gotowaniu, a że
                                                    umiejętności kulinarne kiepskie, dostałam jedno zadanie – obrać pyry. Tak więc
                                                    wróciłam w Pyrlandii, a tu taka niespodzianka. Gumiędzianka rozszyfrowana!
                                                    Wielkie dzięki. Przyznam, też najpierw myślałam, że to hafciarka. Potem, że
                                                    skoro Olsztyn – olsztynianka, to ? – gumiędzianka. Teraz już wiem, że to
                                                    wiejska panna co nie chciała ni króla ni kata, za to pływać umiała.
                                                    Oczywiście, laczki to kapcie, porannik – szlafrok, bluzka na ramkach – bluzka
                                                    bez rękawków, na cienkich ramiączkach, a pyry – ziemniaki, czy też może
                                                    kartofle.
                                                  • braid Utopce i inne 14.08.05, 20:08
                                                    Tak , na waszych stonach rózne rzeczy mozna się doczytać - spójrz na
                                                    dobranockę, będzie też i o piciu, może to był przebrany Utopek ?
                                                  • sss9 Re: Utopce i inne 14.08.05, 20:15
                                                    Śpiesze szybciutko donieść, że ja staram sie wszystko odebrać z humorem i
                                                    nawet ta deska sedesowa była humorkiem z usmiechem ;) Nie martw sie tak i bądź
                                                    jak zawsze sobą. W tym jest urok każdego z nas. Utopka - chyba poważnie sie nie
                                                    bierze :) Jak zaczniemy się siebie bać to zaniknie zabawa i dobry wesoły Utopek
                                                    stanie się strachliwym i groźnym Utopkiem , a na dodatek wyrosną mu kły ;), a
                                                    ząbki zamist zielone będa czerwone ;)
                                                  • sss9 Re: Utopce i inne 15.08.05, 18:53
                                                    Slowo - mostoow - to chodzi o mosty ?
                                                    Mostów u nas pod dostatkiem
                                                    Nepomuków powinno być dużo, wszak drzew dużo i pewnie nie brakuje rzeźbiarzy.
                                                    Nepomuk to jest rzeżba - tak ?
                                                  • rita100 Re: Utopce i inne 15.08.05, 19:07
                                                    sss9 napisał:

                                                    > Slowo - mostoow - to chodzi o mosty ?
                                                    > Mostów u nas pod dostatkiem
                                                    > Nepomuków powinno być dużo, wszak drzew dużo i pewnie nie brakuje rzeźbiarzy.
                                                    > Nepomuk to jest rzeżba - tak ?

                                                    poczekaj , bądź cierpliwy , o Nepomukach warmińskich będzie mowa
                                                  • rita100 Re: chyba mom recht 14.08.05, 20:16
                                                    Laband, Tralala się ucieszy jak przyjedzie z weekendu i ja sie ciesze , że
                                                    zaglądnąleś tu . Tralala jest chyba fachowcem w tych sprawach, tak wnioskuje :)
                                                    Jutro to przeanalizuje, choć myślę , że może w legendach coś znajde ;)
                                                  • rita100 Re: dobry konsek 15.08.05, 19:31
                                                    No to teraz czekamy na Tralala, by postawiła ostateczną kropeczkę. Pewnie tak
                                                    jak ja bardzo się ucieszy i będzie zaskoczona z rozwiązania zagadki.
                                                    A tymczasem w nagrode:
                                                    Henryk Jasiczek
                                                    .....
                                                    Stojom jak chłopi w rzędzie
                                                    Hutnicy adwokaci
                                                    Chłopi twarde jak buki
                                                    Pieśń ich wiąże jak braci.

                                                    Piznom w powoł pieśniczkom
                                                    Aż się Czytelnia trzęsie
                                                    A serca sie im śmiejom
                                                    I brawo biją ręce.

                                                    W szynkowni gazdoszkowie
                                                    Z fajeczki se pykają
                                                    I tak mowią do siebie
                                                    "Ale chlopcy śpiywają"

                                                    Ej, śpiywajom śpiywajom
                                                    Stare śląskie piesnieczki
                                                    Jak przez wodę jechały
                                                    Ku mej miłej koniczki.
                                                    .....
                                                    Ciekawe co to ta Czytelnia ? haha

                                                  • rita100 Re: Rzemiosło wiejskie 16.08.05, 20:00
                                                    Rzemiosło wiejskie
                                                    Zatrzymaliśmy się przy przędzeniu i tkaniu, ale to zajęcie najbardziej było
                                                    popularne wśród Warmiaków i Mazurów. Powstawało wtenczas wiele pieśni, wierszy,
                                                    opowiadań , baśni i pewna tradycja związana z tym zajęciem. Ale czas na
                                                    wiejskie rzemiosło.
                                                    Krajobraz wiejski to nie tylko pola, łaki, domy i zagrody, lecz także
                                                    różnorodne "punkty usługowe" zaspakajające potrzeby mieszkańców. Takimi
                                                    wspólnymi dla wszystkich obiektami był kościół, szkoła , sklep, karczma,
                                                    wiatrak lub młyn, kuźnia, olejarnia, folusz, garncarnia, stolarnia czy remiza
                                                    strażacka.
                                                    Młyny i wiatraki służyły do przemiału ziarna zbóż na mąkę. W wiatrakach
                                                    znajdowało sie kilka par kamieni młyńskich. Najczęściej były sprowadzane ze
                                                    Śląska, ponieważ przy mieleniu ścierały się, a tzw.ślązaki były wykonane z
                                                    cementu mieszanego z ziarnami kwarcu. (wiadomość dla Labanda :)
                                                    Innym większym punktem usługowym była olejarnia gdzie wytłaczano głuwnie olej
                                                    lniany.
                                                    Następnie - garncarstwo kojarzące się z piecem do wypalania ceramiki i koło
                                                    garncarskie. W XIX wieku ludowe garncarstwo zaczeło upadać , nie wytrzymując
                                                    konkurencji z wyrobami fabtycznymi.
                                                    Kaflarstwem może się szczycić Szczytno, Pasym i Nidzica. Ich wyroby kafli miały
                                                    śliczne ornamenty ludowe. Jajczęściej jeźdzcy na koniach, piechurzy i kwiaty.
                                                    Piece takie najczęściej stawiały bogate rodziny traktując to jako ozdobę i
                                                    oznakę bogactwa swych domów.
                                                    I co ciekawe , tradycja ta wraca - spotykamy ludzi, którzy od nowa dla
                                                    dekoracji salonów stawiają kominki lub dekoracyjne piece w swoich willach.
                                                    Karczmy zostawimy sobie na zaś, bo temat bardzo przyjemny i rozrywkowy.
                                                  • rita100 Re:Karczma 17.08.05, 20:35
                                                    Karczma
                                                    Józef Ignacy Kraszewski pisał: "Gdzie jest wieś bez karczmy ?. Byłoby to
                                                    stworzenie bez gloy. Karczma jest bowiem miejscem schadzek, rady i wesela, w
                                                    niej się wszystko nawiązuje i zawiązuje, w niej żal jeden drugiemu wylewa, w
                                                    niej się kłócą i biją, i swarzą, i godzą i kochają. Karczma to serce wsi ". Na
                                                    Warmii w większości karczmarzami byli Niemcy lub Żydzi.
                                                    Karczmy lokalizowano obok kościoła lub na trakcie czyli gościńcach. Najczęściej
                                                    karczma była budynkiem drewnianym, krytym słomą. W karczmie obradował sąd i
                                                    samorząd wiejski. Gromadzono się na narady w sprawach ważnych. W karczmach
                                                    tańczono w niedzielę przy dźwiękach kapeli. Karczma w taktych czasch była
                                                    swoistym domem kultury. Ale najwazniejsze w karczmie było piwo, pózniej doszła
                                                    wódka i cały zasięg tradycyjnych potraw.

                                                    Stały dopływ gości miały zapewnić zabiegi magiczne - na przykład powróz, na
                                                    którym powiesił sie czlowiek, miał przyciągnąć konsumentów, podobnie jak wywar
                                                    z mrówek; skrapiano nim wnętrze karczmy, aby goście trzymali się jej jak mrówki
                                                    gniazda.

                                                    Prawdziwie stare karczmy zachowały sie dziś tylko w Małszewie i karczma ze
                                                    Skandawy, znajdująca się obecnie w Muzeum Budownictwa Ludowego w Olsztynku.
                                                    A jutro utwory prosto z karczmy o gorzałeczce :)

                                                    "Pijcie piwko, czerwieńcie się,
                                                    zaśpiewajcie, weselcie się."
                                                  • rita100 Re:Karczma 17.08.05, 21:03
                                                    Tralala, świetnie, że jesteś i to po odpoczynku, bo dużo czytania Cię czeka
                                                    ciekawostek warmińskich. Podziękowania należą się przede wszystkim
                                                    szwager_ze_laband mów w skrócie Laband, który dzięki swoim znajomym tez po
                                                    fachu rozszyfrował tą niezapomnianą już nam gumiedzinkę :)
                                                    Proste to było, jak teraz patrzę , od gumiaczków, które wkładmy by wyjśc do
                                                    zagrody czy na podwórko.
                                                  • Gość: tralala Re:Karczma IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.08.05, 21:41
                                                    A to jeszcze raz dziękuję Labandowi i wszystkim, którzy tę zagadkę pomogli
                                                    rozwikłać, a do karczmarnego wątku dodaję piosenkę ze wsi Ostrykół (powiat
                                                    łecki/ełcki), którą można śpiewać 'do oporu':

                                                    Idzie flaska piersa,
                                                    Idzie flaska sersa,
                                                    Wiwat nam,
                                                    Toto pan.
                                                    Bo gorzauki dau!

                                                    Idzie flaska druga,
                                                    Idzie flaska długa,
                                                    Wiwat nam,
                                                    Toto pan,
                                                    Bo gorzauki dau!

                                                    Idzie flaska trzecia,
                                                    Idzie flaska swieza
                                                    Wiwat nam,
                                                    Toto pan,
                                                    Bo gorzauki dau!

                                                    Idzie flaska ... oj, już mi się głowa kiwa. Lepiej zakończę to śpiewanie.
                                                  • szwager_ze_laband Re:Karczma 19.08.05, 12:06
                                                    to jo dziynkuja Piyknie ize moguech sie sam z wami konsek pobyc - we Olsztynie
                                                    bouech rok tymu i musza pedziec ize richtik fajne miasto mocie, nigdy ech niy
                                                    przipuszczou ize bydzie u wos tak fajnie, a okolice to juz ani niy spominom -
                                                    naprowdy spyndziouech we Warmii i Mazurach piykny urlop:))
                                                  • rita100 Re:Karczma 19.08.05, 21:03
                                                    Witam Laband, jak widzisz Tralala bardzo sie ucieszyła. Olsztyn jest pięknym
                                                    miastem i Starówka tez, ale narzekamy na brak turystów, bo widzisz, każdy
                                                    jedzie nad jeziora lub w lasy, zajmuje teren Warmii i Mazur , a do Olsztyna
                                                    wpada tylko przypadkowo, najcześciej na jeden dzień. Ty tez tak zrobiłeś ?
                                                    Zawsze wpadaj do nas , kiedy tylko masz ochotę. A czy wiesz, że kiedy ja byłam
                                                    w Olsztynie to znalazłam na Rynku Rybnym stoiska w wyrobami góralskimi , oraz
                                                    inne stragany z pamiątkami z calego kraju i muszelki i kapcie góralskie i
                                                    pamiatki archiwalne lub starocie.
                                                    pozdrawiam
                                                  • rita100 Re: Jeszcze Karczma 18.08.05, 21:22
                                                    To posiedźmy jeszcze w tej Karczmie, tak miło przy flaszeczce jak Mazurzy mówią
                                                    gorzialusi i opowiedzmy o tradycjach pijaństwa. Ale ta piosenak z liczeniem
                                                    flaszeczek jest urocza i wesoła. Czytałam gdzieś, że duzo piosenek ludowych
                                                    zebrał pewien Niemiec i wydał w języku niemieckim, ale ciezko to zdobyć. Można
                                                    by było je przetłumaczyć.
                                                    Pijaństwo na Mazurach
                                                    "Najwyżej cenią sobie gorzałkę. Piją ją nie tylko męższczyżni, lecz również
                                                    kobiety, a nawet karmią tym małe dzieci, żeby je szybciej uśpić."
                                                    M. Toeppen
                                                    Gorzałka
                                                    "Oprócz zwykłej gorzałki, zwanej "kornus", są używane: "maliniak, wiśniak i
                                                    kalmus". "Kalmus" robią w ten sposób, że do flaszki spirytusu wrzucają kilka
                                                    kawałkow korzenia tatarakowego. Na wielkie uroczystości kobiety gotują gorzałkę
                                                    z miodem i przyprawami korzennymi w garnku na ogniu."
                                                    J.K.Sembrzycki
                                                    A piwo z jałowca (kozickowe)
                                                    Stłuczone jagody jałowca gotuje się w wodzie, po ostudzeniu nalezy dodać
                                                    odpowiednią ilość drożdzy. Po fermentacji napój jest gotowy do spożycia.
                                                  • rita100 Re: Drużbanie ! piwa nie ma we dzbanie ! ;) 18.08.05, 21:36
                                                    Piwo na weselu

                                                    Pijcie piwko, czerwieńcie się,
                                                    zaśpiewajcie, weselcie się.
                                                    Snadnieć wam wdzięcznie smakuje
                                                    jak dzbanuszek pokazuje.

                                                    Pijcie zywo, jak kto może,
                                                    onoć jednak nas nie zmoże.
                                                    Choćbym się też potoczyli,
                                                    do śklanecki namyślili.

                                                    Uczciwi i sławni goście,
                                                    jedni drugich poraczajcie,
                                                    a to piwko popijajcie.
                                                    A to piwko popijajcie.

                                                    Gdy smakuje rześko pijcie,
                                                    a jak zbraknie, tak krzyknijcie,
                                                    na mnie : Drużbanie !
                                                    piwa nie ma we dzbanie !

                                                    W.Kętrzyński
                                                  • rita100 Re: Drużbanie ! piwa nie ma we dzbanie ! ;) 18.08.05, 21:37
                                                    Pijak

                                                    To ja w domu moim
                                                    jestem sobie godzien
                                                    gorzałeczka jest na stole,
                                                    chociaż nie ma nic w stodole,
                                                    hej, to ja sobie pan !
                                                    Aby te moje flaszecki
                                                    były pełne gorzałecki,
                                                    ja jest sobie pan.

                                                    G.Gizewiusz

                                                    Gorzałka

                                                    Ach, moi panowie goście,
                                                    na gorzałkę się nie złoscie;
                                                    bo ona jest dobrej woli,
                                                    choć i ojca zrzuca z roli.
                                                    I na syna się też grozi,
                                                    bo ją często z miasta wozi.

                                                    W.Kętrzyński
                                                  • rita100 Re: opowieśc o karczmie 18.08.05, 21:43
                                                    Jeszcze znalazłam taką opowieść o Karczmie w Mikołajkach.
                                                    "Pewna karczmarka w Mikołajkach podobno zamurowała opłatek pod kotłem, w której
                                                    pędzono wódkę. Odtąd ludzie schodzili się do karczmy jak do kościoła i
                                                    kaczmarka dorobiła sie majątku. Po śmierci jednak nie miała spokoju, dopóki we
                                                    śnie nie opowidziała o tym mężowi. Ten musiał odszukać opłatek i zanieść do
                                                    kościoła."
                                                    M.Toeppen
                                                  • Gość: tralala Re: smutny koniec picia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.08.05, 21:54
                                                    Właśnie miałam napisać o opłatku w karczmie, ale nie zdążyłam. Dopiszę więc
                                                    tylko na 'otrzeźwienie', że w XVIII wieku w parafii Rozogi powzięto
                                                    postanowienie, iż nikomu, kto się zapił wódką na śmierć, nie należy się uczciwy
                                                    pochówek. Kroniki milczą, czy to pohamowało pociąg parafian do wódeczki. No i
                                                    żeby nikt nie pomyślał, że to była tylko przypadłość Mazurów lub Warmiaków,
                                                    przytoczę piosenkę Krakusa:

                                                    Za górami ślepy Maciek
                                                    Kozę na poletku pasie;
                                                    Zarżnie kozę, przepije rogi,
                                                    Zatoczy się na domu progi;
                                                    Bije kobietę, że jęczy i płacze,
                                                    A on się cieszy i wesoło skacze.
                                                    (Albert Zweck: Mazurzy; rok 1900)
                                                  • rita100 Re: Rzemieślnicy wiejscy 19.08.05, 21:04
                                                    Wyjdźmy już z tej karczmy i do roboty. Jest czas zabawa i czas pracy. Lasy
                                                    najwieksze bogactwo WiM. Drewno było ogólnodostępnym surowcem na budowy domów,
                                                    narzędzi, urządzeń. W dawniejszych czasach duże ilości drewna sprzedawano na
                                                    eksport. Szczególnie cenna i poszukiwana była sosna taborska używana na maszty
                                                    okrętowe. Podziwiał ją sam Napoleon Bonaparte podczas pobytu na Mazurach i
                                                    polecił zabrać jej nasiona do Francji.
                                                    Smolarze - zajmowali się produkcją s,oły płynnej i węgla drzewnego z powalonych
                                                    drzew. Mieszkali w osadach leśnych w pobliżu dużych lasów.
                                                    Ważną rolę w życiu wiejskim odbrywali ludzie, ktorzy zajmowali się zbieractwem.
                                                    Dzikie owoce leśne służyły za pokarm ludziom i zwierzetom, a także stanowiły
                                                    surowiec do wytwarzania octu i gorzałki. Grzyby stanowiły uzupełnienie do
                                                    pozywienia.
                                                    Lasy mazurskie i warmińskie obfitowały w zwierzynę i ptactwo. Ze względu na
                                                    bogactwo zwierzyny łownej organizowano w Prusach wielkie polowania z udziałem
                                                    władz i tak całkowicie wyginął tur, tarpan, żubr.
                                                  • rita100 Re: Bartnictwo 19.08.05, 21:05
                                                    Innym rzemiosłem wiejskim było Bartnicwo .
                                                    Od niepamiętnych czasów człowiek podbierał dziko zyjącym pszczołom miód i wosk.
                                                    Miód służył do slodzenie, a z wosku wyrabiano świece.
                                                    Zakon krzyżacki potrzebował dużych ilości miodu i wosku dla siebie, dlatego też
                                                    popierał rozwój bartnictwa.
                                                    Nieco póżniej pojawiły sie ule i zaczeło rozkwitać pszczelarstwo.

                                                    "W wielki Piątek gospodarz-pszczelarz wstawał o świcie, wysypywał mąkę razową
                                                    na talerz lub miskę glinianą, udawał sie do pasieki, obchodził kilkakrotnie
                                                    wszystkie ule, powtarzając następujące zaklęcie:
                                                    'Wy pszczoły,, królowe, siadajcie na roli i na łąkach swego pana, jak Chrystus
                                                    Pan nakazał, zbierajcie wosk i miód. W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego.
                                                    Amen". Czynił przy tym trzykrotny znak krzyża."
                                                  • rita100 Re: Jeziora i rybactwo 21.08.05, 22:19
                                                    Mazury i Warmia obftowały w jeziora, rzeki, strumyki, bogate w najrozmaitsze
                                                    ryby, toteż wielu mieszkańców zajmowało sie połowem ryb. Rybołustwo stanowiło
                                                    źródło utrzymania znacznej szęśći społeczeństwa. Szczegolnie ceniono węgorze,
                                                    za które płacono najwięcej. Handlem rybami zajmowali się głównie Żydzi polscy.

                                                    Ryby spożywano w różnej postaci: smażone na oleju, solone, wędzone, a także w
                                                    zalewie octowej; gotowano z nich zupę. Były przedmiotem handlu, o czym
                                                    najlepiej świadczy nazwa placu w centrum Olsztyna - Targ Rybny. Tu własnie we
                                                    wtorki i piatki handlowano rybami, a także nabiałem i runem leśnym.
                                                  • rita100 Re: Wierzenia rybaków 21.08.05, 22:20
                                                    -Idąc na połów "bziałkę spotkać - to źle"

                                                    -Kobieta nie może przejść przez sieci, gdyż to wrózy niepowodzenie w połowach.

                                                    -W niedzielę nie wolno łowić ryb od godz.6 rano do 6 wieczorem, bo "tos ryba
                                                    tes musi pare godzin łodpocąć".

                                                    Regionalne legendy

                                                    Jeziora odgrywały w życiu dawnych mieszkańców wsi ważną rolę gospodarczą. Stały
                                                    sie też tematem wielu baśni i legend. Jedna z nich mówi o tym, że jesienią, gdy
                                                    pojawia się babie lato, po jeziorach na łódeczce z liścia olchy żegluje
                                                    czarodziejka. To ona snuje nici babiego lata i oplątuje nimi ludzkie serca.
                                                    Kogo zaś oplączą nitki, ten zawsze wróci na Warmię i zawsze będzie za nimi
                                                    tęsknił.
                                                  • rita100 Re: Religijność Warmiaków i Mazurów 22.08.05, 21:46
                                                    Religijność Warmiaków i Mazurów.

                                                    Miała ona swoistą specyfikę, której korzenie sięgały wieków wcześniejszych.
                                                    Pierwotne ziemie te zamieszkiwały pogańskie plemiona pruskie. W celu pozyskania
                                                    ich dla chcrześcijaństwa wysyłano z Polski misjonarzy. Jednym z nich był biskup
                                                    praski Wojciech, który zginął śmiercią męczennika w 997 roku. Również kolejne
                                                    misje wysyłane przez władców polskich kończyły się niepowodzeniem. Przełomowe
                                                    zanczenie dla mieszkańców tych ziem miało sprowadzenie przez Konrada
                                                    Mazowieckiego w 1226r Krzyżaków, którzy mieczem zdobyli Prusy.
                                                    Święty Wojciech
                                                    Zginął z rąk Prusów od ciosów zadantch włócznią. Ciało wyrzucono do rzeki, a
                                                    odciętą głowę zatkano na pal. Według legendy, głowa św. Wojciecha przez trzy
                                                    dni strzegł orzeł. Póżniej zabrał ją jakiś wędrowiec i dostarczył do Gniezna.
                                                    Bolesław Chrobry wykupił ciało męczennika ponoć za tyle złota ile ważyło.
                                                  • rita100 Re: Katolicyzm na Warmii 22.08.05, 22:13
                                                    Przez fakt zaprowadzenia luteranizmu w Prusach Książęcych Kościół katolicki na
                                                    Warmii znalazł sie w wielekim niebezpieczeństwie. Największe miasto warmińskie
                                                    Braniewo, wprowadziło życie religijne według liturgii luterańskiej. Innowiercze
                                                    nowinki głosili na Warmii kapłani zakonni i świeccy, a biskup warmiński Fabian
                                                    Luzjański otwarcie im sprzyjał. Biskup ten wkrótce zmarł, a jego następcy,
                                                    dzięki swojej zdecydowanej postawie, uratowali katolicyzm. Biskup Maurycy
                                                    Ferber przywrócił w Braniewie kult katolicki.

                                                    Władze pruskie zmierzały do likwidacji klasztorów i miejsc odpustowych. Kościół
                                                    w Świętej Lipce tylko dlatego uniknął likwidacji. że udowodniono, iż nie jest
                                                    instytucją klasztorną, lecz zgromadzeniem księży świeckich.
                                                    A Święta Lipka to jeden z najpiękniejszych kościołów położony w malowniczej
                                                    dolinie, nawiedzany rocznie przez tyciące pobożnych pątników z całej Warmii,
                                                    Prus, Litwy i Polski. Święta Lipka to miejsce, w którym katolicy i protestanci
                                                    w braterskim przymierzu składali cześć Najwyższemu. Chrześcijanie wszelkich
                                                    wyznać gromadzili się tam na wspólne nabożeństwa i dla wspolnego uczczenia Boga.
                                                    "Łosiera" do Świetej Lipki
                                                    (łosierki to małe świeczki, które stawiano w kościele w święto któregoś ze
                                                    świetych na intencję wyzdrowienia lub odsunięcia chorób)
                                                    "Każdego roku na Warmii wyruszają pielgrzymki do Świętej Lipki. Rankiem
                                                    wystrojeni świątecznie pielgrzymi, z zapasem jedzenia i ze starannie
                                                    wyczyszczonymi butami (które niesiono na kiju), ruszali do Świętej Lipki.
                                                    W Olsztynie po uroczystej mszy św. odprawiano łosierę biciem w dzwony. Idących
                                                    pielgrzymów wszędzie witano biciem dzwonów. Nocleg był zawsze w Biskupcu, gdzie
                                                    mieszkańcy tego miasta odstępowali pielgrzymom swoje łózka. Następnego dnia po
                                                    mszy św. i śniadaniu łosiera wyruszała w dalszą drogę. Wieczorem zmęczeni
                                                    pielgrzymi docierali do pięknego kościoła w Świętej Lipce. Całą noc trwały
                                                    modły i śpiewy. W świeto Nawiedzenia Matki Boskiej - 2 lipca - odprawiano
                                                    specjalne nabożeństwo dla Mazurów wyznania protestanckiego."

                                                    Przepowiadacze (promotorzy). Przy śpiewach jeden "przepozieduje", a wszyscy za
                                                    nim wtórują. Umiejętność "prowadzenia" śpiewu przechodziła z ojca na syna i
                                                    wnuka."
                                                  • rita100 Re: Święta Lipka 22.08.05, 22:18
                                                    www.histmag.org/archiwalia/mag45-46/swieta-lipka.html
                                                    Wiele szczegółów znajdziecie w tej stronce, znalezionej przypadkowo, a
                                                    zamieszczona jest tam bardzo ciekawa historia kościoła w Świetej Lipce.
                                                  • rita100 Re: Święta Lipka - fraszki 23.08.05, 22:27
                                                    broneknotgeld 20.02.2005 15:39

                                                    Świynto Lipka 1482

                                                    Kapliczka już tukej se stoła
                                                    W opiece Zakonu była
                                                    W niyj lipa a łona dokoła
                                                    -Jakby te drzewo chroniyła

                                                    Wiela na pont prziłaziyło
                                                    Prosiyło ło łaska Nieba
                                                    Nikerym sie to ziściyło
                                                    Szkryfnońć mi tako tu czeba.
                                                    Świynto Lipka

                                                    Toż i protestanty na pont tu łaziyli
                                                    Przeca boski łaski tyż łoni prosiyli.
                                                    Downe jarmarki we Świynty Lipce

                                                    Co roku tu płotno tym "złotym" towarym
                                                    Nawet ze Flandryji kupce se zjyżdżali
                                                    Niy yno pontnikow kusiyła swym czarym
                                                    W Świynty Lipce przeca gyszeft ubijali.

                                                    Widzisz Bronek i Twoje fraszki mają tu miejsce
                                                    pozdrawiam




                                                  • rita100 Re: Święta Lipka 23.08.05, 22:31
                                                    Warmiacy byli społecznoscią połaczona silnymi więziami rodzinnymi i
                                                    sąsiedzkimi. Świadczyła o tym pieczołowicie przechowywana pamięć o przodkach, a
                                                    także podtrzymywanie zwyczajów i tradycji. Osobliwość Warmiaków to głebokie
                                                    przywiązanie do ziemi, ciężka codzienna praca i poczucie obowiązku wobec siebie
                                                    i innych. Obdarzanie szacunkiem ludzi starszych, szczegolnie tych , którzy byli
                                                    skarbnicą życiowej mądrości i tradycji. To oni właśnie , otoczeni wianuszkiem
                                                    słuchaczy w róznym wieku, snuli przy kominku opowieści o dawnych dziejach i
                                                    przypominali prawdy wiary katolickiej.
                                                    Odbywały się kiermase - czyli taki zwyczaj typowo warmiński - uroczystość
                                                    domowa związana z odpustami i "łosierami". Na kiermas zjeżdzali sie krewni i
                                                    zanjomi z całej okolicy. Po nabożeństwie odbywały się przyjęcia, w trakcie
                                                    których odbywały się pogawędki, opowiadania, wspólne śpiewy itp. W atmosferze
                                                    staropolskiej gościnności kultywowanoa zwyczaje, obrzędy ludowe, przekazując je
                                                    młodymu pokoleniu.

                                                    Wyrazem uczuć religijnych Warmiaków były piekne śpiewy podczas mszy powodujące,
                                                    że niejeden wierny uronił łzę ze wzruszenia.
                                                  • rita100 Re: Kapliczki warmińskie 24.08.05, 21:30
                                                    Kapliczki występowały jedynie na terenie katolickiej Warmii. Stawiano je zwykle
                                                    na rozstajach dróg, wierząc, iż własnie tu siły diabelskie, czyhają na
                                                    czlowieka. Kapliczka miała chronić podróżnych przed tymi złymi mocami.
                                                    Kapliczki miały róznorodne formy, były skrzynkowe, słupowe i kapliczki domkowe.
                                                    W kapliczce ustawiano drewnianą figurkę Matki Boskiej, Chrystusa lub świętego
                                                    patrona. Na Warmii była to najczęściej Matka Boska z Dzieciątkiem -pieta- czyli
                                                    Matka Boska trzymająca na kolanach ciało Chrystusa zdjętego z krzyża.
                                                    A oto piekny wiersz Marii Zientara-Malewskiej pt. Matka Gromniczna z kapliczki.

                                                    Wyszła Najświętsza Pani z kapliczki
                                                    pomiędzy lud.
                                                    W błekitnym płaszczu niesie Dzieciątko.
                                                    Drogą wśród gryd.
                                                    A droga była śliska , zawiana,
                                                    Dął mroźny wiatr.
                                                    Borem wał śnieżny zastąpił drogę
                                                    Złej zimy brat.
                                                    Zdziwione patrzą wiewiórki, sarny,
                                                    Jeleń i ryś,
                                                    Jak dziecię do nich wyciąga rączki,
                                                    Woła: kiś ! kiś !

                                                    Już noc gwiazdami niebo wyszywa,
                                                    W staw miesiąc wpadł,
                                                    Lód jezior strzela zimie na wiwat,
                                                    Aż Jezus zbladł.
                                                    - Nie bój się Dziecię - szepcze Maryja-
                                                    Wznieś rączkę, tak...
                                                    Nad wierną ziemią, nad wiernym ludem
                                                    Zrób krzyża znak!

                                                    Gnani śnieżycą idą do wioski,
                                                    Do pierwszych drzwi.
                                                    - Pozwólcie, ludzie, ogrzać się w izbie -
                                                    Syn z zimna drży!
                                                    - Biedni wy, biedni, siądźcie przy piecu,
                                                    Gość w dom - Bóg w dom !
                                                    Przynieśli mleka, chleba , żurawin,
                                                    Pszczół słodki plon.
                                                    Matka kobiety prząść nauczyła
                                                    I wiązać sieć,
                                                    I tkać obrusy, i z rogożyny
                                                    Koszyki pleść;
                                                    Utoczyć z wosku świece gromniczne-
                                                    Ich święty blask
                                                    W godzinę konań odgarnia gromy,
                                                    Daje moc łask.

                                                    Wrócili potem do swej kapliczki
                                                    Na skrzyżu dróg.
                                                    A lud w Gromniczną, idąc z kościoła
                                                    Spłaca im dług.
                                                    Zapala świece, szepce nabożnie:
                                                    O , dzięki Ci.
                                                    Matko ubogich, Patronko wiosek,
                                                    W gromniczne dni !

                                                    Stoi Najświętsza Pani w kapliczce
                                                    Od wielu lat.
                                                    O niej powiada dziadek legendy
                                                    Ludziom wśród chat.
                                                  • rita100 Re: Święci na Warmii 25.08.05, 21:48
                                                    Każdy region w Polsce miał swoich ulubionych świętych , których najchętniej
                                                    portretowano. Na Warmii oprócz Madonny byli to święci: Walenty, Florian, Roch,
                                                    Katarzyna, Jan Nepomucen, Barbara, Wojciech.

                                                    Św. Barbara (dziewica, męczennica) 4 grudzień
                                                    Jako chrześcijanka ślubowała dozgonną czystość w tajemnicy przed ojcem. Ojciec
                                                    próbując ją zmusić do zamążpójścia wydał ją w ręce sędziego i stał się jej
                                                    katem.
                                                    Jako patronkę dobrej śmierci czcili św. Barbarę wszyscy, ci którzy byli
                                                    narażeni na nagłą śmierć: górnicy, rybacy, żołmierze. Podobno jej relikwie
                                                    dotarły dzięki Krzyżakom na ziemię pruską.

                                                    Św. Florian (żołmierz i męczennik) 4 maja
                                                    Był oficerem wojsk rzymskich i jako chrześcijanin został aresztowany. Zmuszano
                                                    go torturami do wyrzeczenia się wiary w Chrystusa. Na końcu uwiązano mu kamień
                                                    na szyji i utopiono w rzece.
                                                    Kult tego świętego wzmógł się kiedy to pożar strawił całą dzielnicę Krakowa , a
                                                    ocalał jedynie kościół św. Floriana. Dlatego św. Florian chronił przed pożarami.

                                                    Św. Jan Nepomucen (kapłan, męczennik) 21 maj
                                                    Jako biskup praski wszedł w konflikt z królem. Był torturowany i zrzucony z
                                                    mostu Karola do rzeki Wełtawy. Legenda mowi, że został zamordowany dlatego, że
                                                    nie chciał zdradzić tajemnicy spowiedzi.
                                                    Jest czcony jak patron mostów , oraz chroni od niebezpieczeństw związanych z
                                                    wodą.

                                                    Św. Katarzyna (dziewica, męczennica) 25 listopada
                                                    Ślubowała dozgonna czystość. W czasie prześladowań w IVwieku chrześcijan była
                                                    torturowana i ścięta mieczem. Nie wyrzekła się wiary , a jej bohaterstwo
                                                    spowodaowało, że nawracali się żołmierze rzymscy.
                                                    W 1577 roku Regina Protmann założyła w Braniewie zgromadzenie zakonne pod
                                                    wezwaniem św. Katarzyny, które istnieje do chwili obecnej.

                                                    Św. Roch (XIV w.) 16 sierpienia
                                                    Bardzo ciekwe życie św. Rocha. Rozdał majątek ubogim i pieszo udał sie na
                                                    pielgrzymkę do Rzymu. Otrzymał łaskę uzdrawiania i leczył chorych na dżumę. Na
                                                    ziemiach warmińskich też był czczony i strzegł ludzi i bydło od zarazy.
                                                    Najwięcej kapliczek jest w okolicy Jankowa i Klewek.

                                                    Św. Wojciech ( biskup, męczennik) 23 kwietnia
                                                    Jest patronem archidiecezji warmińskiej. Był biskupem Pragi. Odbył liczne
                                                    podróze po wielu krajach , w 996 roku, przybył na dwór Bolesława Chrobrego i
                                                    zaproponował zorganizowanie misji na ziemie pogańskie. Wyprawa do Prus
                                                    zakończyła sie śmiercią biskupa w 997 roku.
                                                    Św, Wojciech stał się głównym patronem Polski.

                                                    www.domwarminski.pl/content/view/35/76/

                                                  • rita100 Re: Ksiązki 26.08.05, 21:50
                                                    Ks.Barczewski - Kiermasy na Warmii
                                                    Jan Liszewski - 70 bajek i pieśni, wydał w Gnieźnie , świat warmińki oparty na
                                                    miejscowym folklorze.
                                                    Eugieniusz Buchholz - też napisał i w j. niemieckim i polskim.

                                                    I tych ksiązek nie mogę znaleź.
                                                  • Gość: tralala Re: Ksiązki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.08.05, 20:21
                                                    Wróciłam z wywczasów w warmińskich lasach, a tu tyle do czytania. Dziękuję Ci,
                                                    Rito, i mam niespodziankę. Dzień przed wyjazdem zajrzałam do osiedlowej
                                                    biblioteki chwycić coś do czytania i w ręce wpadła mi właśnie książka ks.
                                                    Walentego Barczewskiego Kiermasy na Warmii (a właściwie tylko wybiór, ale
                                                    obszerny plus przedmowa Władysława Ogrodzińskiego), wydana w 1984r przez
                                                    Wydawnictwo Pojezierze. Zaraz coś z niej wkleję do tego wątku.
                                                  • rita100 Re: Ksiązki 27.08.05, 20:27
                                                    witam, bardzo sie cieszę , że już jesteś - ja też czekam z tradycjami i
                                                    folklorem. Jesli możesz coś załaczyc do wcześniejszych wypowiedzi to fajnie by
                                                    bylo, bo mam tylko czysto ksiązkowe wieśc - ale duzo mam do opowiadania,
                                                    przeczytałam historie Olsztyna 600 stron, jestem pod wrażeniem tej ksiązki,
                                                    chyba jest obiektywna prawda i pod wrażeniem historii Olsztyna i ich ludzi.
                                                  • Gość: tralala Kiermasy na Warmii IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.08.05, 20:29
                                                    Kiermas warmijski to zabytek dawniejszej patrialchalnej gościnności
                                                    U nas każdy cieszy się na kiermas. Tam się zobaczy z całą rodziną swoją, tam
                                                    się wspólnie nagadają, tam się ‘naradują’, tam się sobie poskarżą, tam jeden
                                                    drugiego pożałuje, jeden drugiemu doradzi, tam się dobrze najedzą i napiją, tam
                                                    się doskonale naśmieją i wybornie zabawią. Ale może niejeden nie wie, co tu
                                                    nazywamy kiermasem.
                                                    Wyraz ten pochodzi z niemieckiego Kirmess – Kirchmess (odpust poświęcenia
                                                    kościoła lub patrona) lecz rzecz sama jest o wiele starsza (...) Krewni z
                                                    okolicy, a częstokroc i z dalszych stron, zjadą się na odpust do kościoła, a po
                                                    kościele do przyjaciela, w którego parafii odpust przypada i weselą się i
                                                    radują, pouczają się i pocieszają. Skrzętna gospodyni uwija się chucisieńko,
                                                    wynosi z komory, z kuchni, a gospodarz z piwnicy i zawsze jest co. A
                                                    odjeżdżającym dostanie się jeszcze po kuchu albo i więcej. (ks Walenty
                                                    Barczewski, Kiermasy na Warmii)
                                                    Nie wiem jak w innych parafiach, ale w mojej ulubionej, św. Franciszka z Asyżu
                                                    w Kortowie taka tradycja kiermaszu (choć zwanego festynem) odżyła kilka lat
                                                    temu i gromadzi spore rzesze sąsiadów. Zawsze jest konkurs na najlepsze ciasto.
                                                    Może w przyszłym roku upiekę warmiński kuch. Przepis za chwilę.
                                                  • Gość: tralala Re: Kiermasy na Warmii IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.08.05, 20:32
                                                    Kuch warmijski to wyśmienite pieczywo pszenne, którego nie zabraknie na żadnym
                                                    kiermasie. Dzielą się nim Warmiacy jak opłatkiem, kiedy się zjadą po
                                                    przyjacielsku, dzielą się nim przy rozjeżdżaniu, dając go dla tych, którzy w
                                                    domu pozostać musieli. Gospodynie sporządzają go umiejętnie w taki sposób:
                                                    biorą pszennej lśniąco białej mąki, dodają mleka, jaj, cukru, masła, rozynów,
                                                    kaneli i olejku cytrynowego i może więcej czego, ale w tym tajemnica każdej
                                                    gospodyni, wszystko to proporcjonalnie dzieląc i mieszając; tedy tęgo
                                                    przyczynią, rozłożą na blachy i akuratnie dopilnują w piekarniku, nareszcie
                                                    posypią na wierzchu mandlami i cukrem albo mączką z masła i tartego cuktru. Tak
                                                    sporządzony kuch pokrają na raźnie galonki i rozstawiają na malowanych
                                                    talerzach po stole nakrytym, dodając do niego na drugich talerzykach świeżego
                                                    masła i miodu. (Kiermasy na Warmii).
                                                    Upiekę jak się dowiem ile czego dodać no i jak długo piec. A poza tym nie wiem,
                                                    czy uda mi się kupić kanele (?) No i jeszcze te mandle :(
                                                  • Gość: tralala Re: Katolicyzm na Warmii IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.08.05, 20:47
                                                    Z jedną z takich pielgrzymek związana jest anegdota, którą przytacza W.
                                                    Barczewski. Otóż w trakcie pielgrzymowania 'prowadnik kompanii i zarazem
                                                    przepowiadacz przy śpiewie za późno spostrzegł, że na wypoczynku w Kieli (Gross
                                                    Koellen) zapomniał swoich długich butów (skorzni), obwieścił więc to głosem
                                                    wielkim - Hola, fela, skorznie w Kieli! Pomaluśku z górki stąpajcie! - a ludzie
                                                    nie chcać takich wierszy śpiewać, ze zdziwieniem oglądali się na swego
                                                    promotora. Po skorznie poleciał ktoś uwinny. I tak po tej małej przerwie
                                                    kompania zgodnie doszła na miejsce święte.'
                                                  • rita100 Re: Katolicyzm na Warmii 27.08.05, 21:12
                                                    Ale to ciekawa książka i tyle opisów. Czy te kermasy to czasmi nie po krakowsku
                                                    odpusty ? Ja w Wieliczce zawsze brałam udział w odpuście 2 sierpnia, to były
                                                    spotkania całej miejscowości z karuzelami i strzelnicami i wszyscy się ładnie
                                                    ubierali, nawet najładniej jak mogli i radośnie szli na odpust gdzie mnóstwo
                                                    straganów było, a my dziewczyneczki tylko spozierali na cudowne zabaweczki,
                                                    pamiatki i takie fiki miki , pileczki na gumeczkach , piszczałeczki, baloniki ,
                                                    pamiętniki, laleczki , maskotki oj, bylo tego , bylo. Teraz jak widze taki
                                                    odpust to juz nie to same takie jakieś rzeczy nowe . Nie wiem , może za dobrze
                                                    mamy juz , że nie zwracamy uwagę włąsnie na te prościutkie ozdoby handlowe,
                                                    albo moze już i te handlowe rzeczy są za bardzo unowocześnione. Jedynie jeszcze
                                                    taki staoświecki odpust jest w Krakowie na Emaus, jeden najslynniejszy odpust.
                                                    Ale ciekawie piszesz, naprawdę - jak Ty to robisz, czasmi sie zastanawiam.
                                                    A jesli czegoś nie wiesz to zapytaj sie Labanda-szwagra, gwara warmińska ma
                                                    zalecialości niemieckie, choć tej prostej gumięzianki nie zapomnę ;)
                                                  • Gość: tralala Re: Kiermasy na Warmii IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.08.05, 21:37
                                                    Zgadza się - kiermasy to odpusty, ale wydaje się, że warmińskie jednak różniły
                                                    się od tych, które opisałaś, tak przynajmniej wynika z książki ks
                                                    Barczewskiego. Opisał on odpust Opatrzności Bożej w Bartągu - i było to głównie
                                                    spotkanie całych rodzin. Była spowiedź i msza w kościele, była wspólna modlitwa
                                                    w domu i były też rozmowy i zabawy, na przykład gry w karty. Ale nie było
                                                    straganów, zabawek, strzelnic i karuzeli. Może dlatego, że taki odpust odbywał
                                                    się na wsi. Oj, muszę poprosić proboszcza parafii św. Franciszka, żeby zmienił
                                                    nazwę 'festyn rodzinny' na 'kiermas'!
                                                    A w drodze do warmińskich lasów przejeżdżałam przez Bartąg i przez Bartążek.
                                                    Przed wjazdem do Bartążka wywieszono wielki napis '670 lat Bartążka' - Bartążek
                                                    jest starszy od Olsztyna i to wspaniałe, że pamięta o swojej historii.
                                                  • rita100 Re: Kiermasy na Warmii 27.08.05, 21:44
                                                    Zgadza się, festyn to u na zabawa dla wszystkich z potańcówkami , a odpust to
                                                    własnie stragany, kiermasze i karuzele. Na wsi pewnie inaczej bywało, tam
                                                    wszyscy się znali ale tez nic nie wspominasz o piciu - piwo i gorzałeczka tez
                                                    były czy nie ?
                                                    Faktycznie Bartazek może być starszy ale nie ma zamku - popatrz:
                                                    Miasto Olsztyn założyła kapituła warmińska mieszcząca się we Fromborku, która
                                                    31 października 1353 roku nadała akt lokacyjny miasta Allenstein (dzisiaj
                                                    Olsztyn) Janowi z Łajsk i on to był pierwszym sołtysem grodu.
                                                    Zwyczajem bardzo, bardzo dawno temu na Warmii było to , że na tych terenach
                                                    budowano warownie , strażnice. Budowały je zakony krzyżackie dla obrony swoich
                                                    terenów. Dlatego też wszystkie nazwy miejsowości pochodzą od Pruskich nazw
                                                    zamków. I nigdy nie zdarzyło sie inaczej a terenie Warmii.
                                                    Dla przypomnienia:
                                                    Bisztenek = Bischofstein = zamek Biskupa
                                                    Biskupiec = Bischofsburg = zamek Biskupa
                                                    Barczewo = Wartenburg = zamek strażniczy
                                                    Jeziorany = Seeburg = zamek Jeziorany
                                                    Bartoszyce = Bartenstein = zamek Borcja
                                                    Szczytno = Ortelsburg = zamek Ortolfa
                                                    Węgorzewo = Angerburg = zamek na Błoniu
                                                    Malbork = Marienburg = zamek Maryi
                                                    Dzierzgoń = Christburg = zamek Chrystusoway
                                                    Prabuty = Riesenburg = zamek Riesa
                                                    Olsztyn = Allenstein = zamek nad Łyną.

                                                    Ciekawe ile zamków z tej kolekcji zachowało sie do dziś ?
                                                  • Gość: tralala Re: Kiermasy na Warmii IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.08.05, 22:02
                                                    Czy była gorzałeczka i piwo - pewnie tak, po coś tam ten gospodarz do piwnicy
                                                    chodził. Ale ks Barczewski wspomina tylko o jednym kieliszeczku wina, którym
                                                    pan domu częstował każdego z przyjeżdżających gości. Za to obiad po mszy był
                                                    bardzo obfity. Opiszę dokładnie jutro, bo to niezdrowo objadać się przed snem.
                                                    W Bartążku nie ma zamku, ale niewiele brakowało, by go właśnie tam zbudowano.
                                                    Do Bartążka przyjechali na inspekcję wysłannicy kapituły z Fromborka i nawet
                                                    już wyznaczyli miejsce na przyszły zamek. Wnet jednak uznano, że zakole Łyny
                                                    położone nieco wyżej, na północ będzie bezpieczniejsze. I tak powstał Olsztyn.
                                                    A nazwy miast - to bardzo ciekawe, nigdy do tej pory nie widziałam ich razem, z
                                                    takim wyjaśnieniem, jakie podałaś. Tym większa szkoda, że niektóre zmieniono!
                                                  • rita100 Re: Kiermasy na Warmii 27.08.05, 22:09
                                                    O tak, bardzo szkoda, nieodwracalny błąd, teraz kiedy wspominają historię i
                                                    nazywaja Mragowo to nie mogę sobie skojarzyc ze wsteczniejszym wiekiem i dalej
                                                    Tralala, nazwy ulic tak czesto zmieniano w Olsztynie jak nigdzie w Polsce.
                                                    Tylko cztery ulice zostały niezmienione - to daje mi trudnośc w usytuowaniu
                                                    pewnych zabytków czy kamieniczek.
                                                    Co im przeszkadzała nazwa Warmiaków czy plemiona Pruskie. A wiesz , ze ŁYNA
                                                    byla zwana przez Prusów Alle czyli łania . Że nazwy rzek byly zwane od zwierząt.
                                                    Bardzo to wszystko ciekawe.
                                                    dobranoc, ale dużo wrażeń dziś :)
                                                  • Gość: tralala Kiermasowy obiad IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.08.05, 14:13
                                                    Pora obiadowa, więc tym razem wyjątkowo zaglądam to w środku dnia, żeby podać
                                                    jadłospis na kiermasowy obiad (za W. Barczewski, Kiermasy na Warmii):
                                                    Przynoszą pierwszą potrawę: rzadki ryż z kurą, przyprawiony muszkatowym
                                                    kwiatem, pietruszką, kolabrą, marchwią i pachnącą kubebą, do tego chleba
                                                    sitnego. Przy drugiej strawie zwanej słodka skopoziną z selerią, cebulą,
                                                    pietruszką i z nieuniknioną kubebą, do niej ziemniaki – rozpoczyna się już
                                                    żwawa rozmowa.
                                                    Idzie trzecia potrawa.
                                                    -Weźta no sia do ty czárniny z pszannymi kluskami. To buł zawdy mój nájlepszy
                                                    grycht (potrawa) – a jeka słociuchna, gwáłt w ni cukru i śwaczk, a mało
                                                    majráranu, kaneli, gwoździków, a i trocha cybuli i łoctu, a cąbru to już wcale
                                                    w nia nie włożyły, bo niektórzy nie lubzią z cąbrem, mózią, że za łostra, że za
                                                    duży zapach.
                                                    Tymczasem przynoszą czwartą strawę; ‘rantowną psieczonkę’ dobrze zaprawioną
                                                    cebulą i solą, do niej nieunikniony chrzan i kartofle.
                                                    Następuje piąte i szóste podanie: pieczone gęsi z cebulą, majránem, jabłuszkami
                                                    tęgo natkane i prosiaczki także gustownie nadziane wątróbką z cebulą, pieprzem
                                                    pachnącym i ostrym, jajeczkiem i tartą cółtą (bułką). Do tego prażona kapusta i
                                                    na życzenie chleb gruby, dalej zaprawiane wiśnie, ogórki, borówki, itd. Nawet
                                                    musztardy (mustryku) nie zabrakło.
                                                    I tak tedy następuje siódmy i ostatni grycht: gęsty ryż lub gryz, kasza albo
                                                    krupy gotowane w mleku, z kanelą, przesłodzone miodem, słodkimi migdałami i
                                                    koryntami.
                                                    A przed deserem miały być jeszcze ryby - szczupaki ze Skandy i łokońki i
                                                    płocicki z bartążkowego jeziora, ale już nikt nie miał na nie miejsca w
                                                    żołądku.
                                                    Uff - już chyba nikt nie jest głodny.
                                                  • rita100 Re: Kiermasowy obiad 28.08.05, 20:37
                                                    haha Tralala, faktycznie wielkie to obżarstwo i bogate przyjęcie. Chyba są w
                                                    tym wszystkie składniki plonów Warmiaków :)
                                                    O kolacji to już nie ma chyba mowy, bo jak ? Kiedyś goście musza sie rozejśc po
                                                    kiermasie. A odjeżdzaja chyba bryczkami ;)
                                                  • rita100 Re: Kiermasowy obiad 28.08.05, 21:06
                                                    Tralala - mam propozycje , by omówić zwyczaje rodzinne, one były bardzo ciekawe
                                                    i orginalne. Chrzciny, wesela, pogrzeby, a później obrzędy i zwyczaje doroczne.
                                                    jak siewy, dożynki, Nowy Rok i inne święta. Pisze coś o tym w Kiermasach ?
                                                  • Gość: tralala Re: Kiermasowy obiad IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.08.05, 21:09
                                                    Po takim obiedzie goście rozeszli się, każdy 'we swa', żeby 'sia przezietrzyć' -
                                                    jedni poszli na podwórze, drudzy do gumien - może spotkali tam gumiędziankę -
                                                    lecz najwięcej udało się do ogrodu poza domem 'na jepka, na kruszki i na
                                                    śwaczki, i śliwki.' Starsi na gawędę, a młodsi na cygaro. Ale to zezłościło
                                                    jedną z ciotek:
                                                    - Lepsiby wzięli jebko, kruszka, marchew lub brukiew w zamby, niż to
                                                    cygarzysko ...
                                                    Kto by pomyślał - już wtedy palacze nie mieli lekkiego życia. Może dlatego, że
                                                    bardziej popularna była tabaka.
                                                  • rita100 Re: Kiermasowy obiad 28.08.05, 21:13
                                                    oj, tak tabaka , to wazna rzecz dla prawdziwego męzszczyzny w tym czasie.
                                                    Dzis jak jechałam przez wieś Prusy, a takie sa w małopolsce to własnie jeszcze
                                                    widziałam ludzi przed domami wysiadujących w ogródkach i bajdurzączych - coraz
                                                    mniej takie sceny można zobaczyć. Dawniej to obok mojego ogrodu , rózne rzeczy
                                                    sie dzialy dzis jakby nikogo na świecie nie bylo - wszyscy pozamykani
                                                  • Gość: tralala Re: Kiermasowy obiad IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.08.05, 21:28
                                                    Jeszcze chwilę goście posiedzą w ogrodzie i zaraz wrócą do domu na kawę. A kawa
                                                    była równie lubiana co tabaka. Widziałam i w skansenie w Olsztynku i w muzeum w
                                                    Owczarni takie niby-patelnie do prażenia ziaren kawy, młynki i kawiarki do
                                                    parzenia. Więc jak już napiją się kawy, to panowie zasiądą do kart, a
                                                    warmińskie matrony zbiorą się w małej izdebce zwanej zapieckiem, i rozpoczną
                                                    rozmowy o tym i owym. Znajdzie się i o zwyczajach warmińskich, ale muszę
                                                    dokładnie przeczytać, bo będzie i wesoło (wesele w rodzinie) i smutno (o
                                                    pogrzebie). Jutro to opiszę.
                                                  • rita100 Re: Chrzciny 29.08.05, 20:17
                                                    Jestem już Tralala
                                                    i zobacz co mam :)
                                                    Chrzciny
                                                    W dawnych czasach rodziny chlopskie miały duzo dzieci, nawet dwanoaścioro nie
                                                    należało do rzadkości. Dlatego też ważną rolę odgrywał dzień urodzenia.
                                                    Wierzono, że człowiek urodzony w niedzielę posiadał zdolności widywania duchów.
                                                    Przyjście na świat we wtorek dawało skłonności do łotrostwa, a w sobotę - do
                                                    obłudy i pożądliwości. Dzieci urodzone " w czepku" miały w życiu szczęście.
                                                    Najgorszy okres był przed chrztem, wtedy zdarzały się podmiany. Na miejsce
                                                    zdrowego siły nieczyste podrzucały inne dziecko.

                                                    Przed złymi siłami chroniły dzieci rózne praktyki, zaklęcia i amulety
                                                    a oto zaglądnijcie do tego watku :
                                                    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=64&w=27068189&v=2&s=0
                                                    dalej:
                                                    Od wyboru imienia zależało przyszłe życie dziecka. A o tym jutro :)
                                                    Tralala, w jakim dniu tygodnia sie urodziłaś ?
                                                    Ja we wtorek , więc uwazaj mogę być , choć nie muszę - łotrem. Dla pocieszenia
                                                    się, dokonam podziału na dobrego łotra i złego łotra ;))))Tak jak mogą być
                                                    dobre duszki i złe duszki. :)

                                                  • Gość: tralala Re: Chrzciny IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.08.05, 20:33
                                                    Urodziłam się w piątek, całe szczęście, że nie w Anglii przednormańskiej
                                                    (Anglosasi wierzyli, że dziecko urodzone w piątek będzie miało nieszczęśliwe
                                                    życie, więc by mu oszczędzić cierpień zabijali je zaraz po urodzeniu!). Za to u
                                                    nas wierzono, że dziecko urodzone w piątek i ochrzczone w niedzielę będzie
                                                    równie szczęśliwe, co urodzone w niedzielę :-)
                                                  • rita100 Re: Chrzciny 29.08.05, 21:21
                                                    Ja z kolei doczytałam sie gdzieś , że dzieci urodzone we wtorek i w piatek są
                                                    najbardziej pracowite, a dzieciaczki urodzone w niedziele mają lewe ręce do
                                                    pracy. Ale ciekwa też jest historia nadawania imion , no i piekne sa imiona
                                                    warmińskie. A słyszałam , ze po II wojnie światowej wiele imion ludzie musieli
                                                    sobie zmieniać na całkowicie polskie. Wiadomo z jakich przyczyn.
                                                  • Gość: tralala Imiona IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.08.05, 21:48
                                                    Oj tak, trzeba było zmieniać imiona a czasem i nazwiska, lub choćby ich
                                                    pisownię. Ale nie wszyscy się temu poddali. Miałam w maturalnej klasie
                                                    koleżankę (tylko jedną)z rodziny autochtonów. Kiedyś zdarzyło się jej przebiec
                                                    przez ulicę na czerwonym świetle. Po drugiej stronie zatrzymał ją milicjant
                                                    (obiwatelski, naturalnie) i zaczął pouczać. W końcu zabrał się do wypisywania
                                                    mandatu:
                                                    - Nazwisko? - Hop (zmieniłam, ale sens podobny). No tak, pan władza zaczął
                                                    kpiny - jak Hop, to myśli, że może tak hop przez ulicę.
                                                    - Imię ojca? - Reinhard (też zmieniłam, oryginalne jeszcze trudniejsze do
                                                    zapisania). - ŻE CO?, ŻE JAK? - tego imienia żadną miarą milicjant nie mógł
                                                    zapisać, więc dał sobie spokój z mandatem )))
                                                  • rita100 Re: Imiona 29.08.05, 22:00
                                                    Właśnie o tym przeczytałam w historii Olsztyna , że masowo ludzie musieli
                                                    zmieniać nazwiska i imiona , zresztą całkowicie zostały zapomniane i wyrzucone
                                                    z rejestru imion dawne nazwy. To był warunek zostania na tej ziemi.
                                                  • Gość: tralala Nazwiska IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.08.05, 22:21
                                                    Z Kiermasy ks Barczewskiego taki fragmencik o nazwiskach:
                                                    '-Jewko, já bym też chciáł ziedzieć, jakie tytoły ludzie na Mazurach mają, bo
                                                    łu naju to sia rychło wszyscy na –ski nazywáwa.
                                                    - A na Mazurach – odpowiada Ewa – mało tytołów na –ski, choć i takie się
                                                    zdarzą. Poziem ci kilka nasych nazwisk: Cwalina. Duda, Wądołek, Kęsy, Zołty,
                                                    Robacek, Skędziel, Deptuła, Maślanka, Glomzda, Piecocha, Kaja, Pazucha, Zywina,
                                                    Fajterna, Frasa, Skrzecka, Pieconka, Pipgora, Krosta, Gorcyca, Zapadka, Stopka,
                                                    Sefek, Podeswa, Rzepucha, Kaptejna, Brózda, Strupek, Kopeć, Gardziela. Chces
                                                    esce zięcy?'
                                                    Czy ktoś na tej liście znalazł swoje nazwisko?
                                                    A teraz zniknę na kilka dni - jadę szukać babiego lata. Po powrocie mam
                                                    nadzieję na dużą porcję ciekawej lektury! Dobranoc.
                                                  • rita100 Re: Nazwiska 29.08.05, 22:24
                                                    ale masz fajnie z tym znikaniem, babie lato szukasz
                                                    Taralala , pokloń się ode mnie lasom , jeziorom i ziemi i tym wszystkim dobrym
                                                    duchom przeszlości, ktore czuwaja na ta ziemią.
                                                    dobranoc
                                                  • rita100 Re: Imiona 29.08.05, 22:25
                                                    Gość portalu: tralala napisał(a):

                                                    > A czy są jakieś szczegóły - jakie imiona były niewskazane? Jak zmieniano
                                                    > nazwiska? Nigdzie chyba o tym nie czytałam, tylko słyszałam od rodziców.
                                                    Muszę
                                                    > ich jutro podpytać.

                                                    Trala , napisze Ci więcej o tym, też odnajdę ten urywek.
                                                  • rita100 Re: Chrzciny 29.08.05, 21:51
                                                    Chrzciny , to bardzo wazny obrzęd był u Warmiaków, bo przeciez jak będę w
                                                    bajkach opowiadać o marach , zjawach i innych rzeczach to wszystko prawie
                                                    związane jest z chrzcinami, dlatego bardzo ważne jest by chrzciny były
                                                    prawidłowe. Pamiętasz jak jeden ojciec musiał powtórzyc chrzciny , bo rodzice
                                                    chrzestni byli niegrzeczni, wystarczylo , ze sie tylko źle popatrzyli i już
                                                    klopot :)
                                                  • rita100 Re: Chrzciny 29.08.05, 22:04
                                                    hehe, słyszałam , dlatego trzeba koniecznie zwracać uwagę na glosne i poprawne
                                                    wymawianie tego słowa. Od niego bowiem dużo zależy.
                                                    Tralala, jesli będziesz szła spać, to zgloś sie na dobranocke watkową , nie
                                                    jestes już anonimową osoba , wręcz przeciwnie , nalezysz do stałych
                                                    forumowiczów, więc nie zapomnij o tym :)prosze :)
                                                  • rita100 Re: do Tralala 30.08.05, 21:05
                                                    Kiedy przez Olsztyn przetoczył się walec wojenny w lutym 1945 roku władzę
                                                    w "Goradzie Alensztajn" objeła Komenda Wojska i żołmierze Armii Czerwonej.
                                                    Nieliczna pozostała ludność autochtoniczna wolała schodzić z drogi zwycięscom.
                                                    Autochtonowie byli wykorzystywani do darmowej pracy na rzecz miasta. Następnie
                                                    ludność autuchtoniczna została wyrzucona na obrzeża miasta gdzie utworzono
                                                    Kolonię Mazurską. Jedno z najwiekszych gett ludności autochtonicznej Olsztyna.
                                                    Akcję wysiedlenia za Odrę mieszkańców Prus Wschodnich rozpoczeto 14 sierpnia
                                                    1946 roku. Pierwszą grupę odprawiono w 60. wagonach, 1430 osob, większości
                                                    starcy, kobiety i dzieci. Zdolnych do pracy pozostawiono. Później odprawiano
                                                    systematycznie. Ogołem ponad 67 tys osób. Polonizacja zaczeła się od zmiany
                                                    wszystkich nazw ulicy co spowodowało dodatkowy chaos miasta.
                                                    W trakcie działań propagandowych przygotowano pewne poczynania :
                                                    " iż nie można dopuścić, by w wolnej Polsce używano imion, ktore 'swoim obcym,
                                                    wrażym dzwiękiem rażą nasze poczucie narodowe". Musiały zniknąć Hilary i
                                                    Gertrudy, Rudolfy, Horsty, Zygfrydy i inne imiona germańskie."
                                                    Mlodzieży autochtonicznej nadawano inne imiona. Dotychczasowy Horst zostawał
                                                    Pawłem, a Zygfryd Tadeuszem.
                                                    W pamięci starych autochtonów szcze