Dodaj do ulubionych

FOLKLOR warmińsko-mazurski

28.08.05, 20:47
Zaczynamy z Tralalalą biesiadę związaną z baśniami , legendami, pieśniami,
tańcami i muzyką, wątek , ktory mam nadzieje pokaże jak wspaniale potrafili
się bawić Warmiacy, jaka w tym jest orginalność i specyficzny klimat
odrózniający nas od innych regionów.

"Kiedy Pan Bóg ludziom rozdawał gadki i rozdał już wszystkie - polską ,
niemiecką, ruską, francuską - to wtedy dopiero przybiegli po pracy zadyszani
Warmiacy po swoją mowę. Ale, żeby zadowolić spóźnialskich, których wielce
lubił, rzekł im:
- No, to godojta cało gambą !
Od tego czasu tak właśnie Warmiacy mowią."
I.Newerly

Tralala, czy spotkałaś sie kiedyś z wicami, kawałami czy dowcipami
warmińskimi ?
Obserwuj wątek
    • Gość: tralala Re: FOLKLOR warmińsko-mazurski IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.08.05, 21:01
      Oj, jeszcze odpoczywam po kiermasowym obiedzie, ale jedną anegdotkę znalazłam w
      księdza Barczewskiego Kiermasach - o pewnym panu Gąsiorowskim co z Garncowa
      przeniósł się do Torbowa. Otóż 'Dziad, jakich wielu, chodził po żebraniu,
      zbierał szperki i mąkę. Było to podczas żniw, gospodyni sama w domu gotowała na
      obiad gęsie mięso. Kiedy dla dziada poszła 'na górę' po mąkę, dziad wyjął mięso
      z garnka do torby. Gospodyni wracając z mąką pyta się: Dziadku, co też tam
      nowego słychać? - Nic tak, pani, jeno Gąsiorowski z Garncowa przeniósł się do
      Torbowa.
      I poszedł. Za chwilę zajrzała gospodyni, czy gęsie mięso się już uwarzyło i
      zrozumiała dopiero sens nowiny dziadowskiej. Ale dziad już był w mili.'
      Gospodyni pewnie do śmiechu nie było, ale żart o panu Gąsiorowskim rozbawił
      wielu.
      • rita100 Re: FOLKLOR warmińsko-mazurski 28.08.05, 21:04
        ale wspaniały żart ;)))

        >jeno Gąsiorowski z Garncowa przeniósł się do
        > Torbowa.

        doskonały dziad :)
        Ja jutro coś znajde piesniczki i legendy - fajnie i ciekawie będzie
        • rita100 Re: Graj muzyka, bo cłek bryka 29.08.05, 20:18
          Dobra, ja dokładam legende o królu sielaw w Mikołajkach.

          Rybacy łozili na tych wodach i nie mogli ryby złapać. As jeden raz w sieci sie
          znalazł król ryb i uoni go chcieli z wody brać, wyciągnąc i on ich proszuu,
          coby nie zabzili go, to on im prziprowadzi inszy gatunek ryb, i tedy rybaki go
          nie puścili, nie zabzili, tylko na łańcuch do mostu przimocowali go. I od tej
          pory, jak oni złapali króla, to jest sielawa mikołajska - w smaku nojlepsa. Od
          tamtych czasów herbem Mikołajek jest krol sielaw.
          M.Znamierowska-Prufferowa

          Graj muzyka, bo cłek bryka !
          A teraz zaśpiewajmy fajną pieśń pasterską, pieśń ludową:

          Ora, ora,
          pasturz wigonioł bidło ze
          dwora,
          wigonioł krowy i cielynta,
          dla paturza nima niedzieli
          i świynta.
          Ora, ora....
          • nekroskop88 Re: Graj muzyka, bo cłek bryka 29.08.05, 20:24
            Rita czemu nie pilnujesz wątku na forum Białystok? :P
            • rita100 Re: Graj muzyka, bo cłek bryka 29.08.05, 21:25
              nekroskop88 napisał:

              > Rita czemu nie pilnujesz wątku na forum Białystok? :P
              >
              >
              haha, nie dam rady , nie mogę trzymać dwóch srok za ogon, ale możesz wejśc do
              Olsztyna pieknego i nieskończenie nas pozdrawiać - zawsze to miłe :)
              • nekroskop88 Re: Graj muzyka, bo cłek bryka 30.08.05, 20:55
                :))))))
                nie jestem samobójcą, mogą mnie zasztelytowac za podbijanie wątków, Ty jestes
                daleko.... ;)
          • Gość: tralala Re: Graj muzyka, bo cłek bryka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.08.05, 20:49
            FELIX SUM
            Było to w dawnych czasach. Wioska Bartąg, chociaż położona niedaleko Olsztyna,
            niczym się nie róźniła od innych osad, ukrytych wśród lasów i jezior. W wiosce
            był kościół. Nad wejściem do plebanii widniał dziwny i z daleka widoczny napis:
            FELIX SUM
            VIVO SINE CURIS
            Kuba, który służył u proboszca, zaczął sylabizować ten napis – ‘Felix sum’ –
            przecież jegomościowi na imię Walenty, a nie Feliks – rozumował – A do tego
            sum ... zeszłego roku wydobyli rybacy z jeziora dużego suma, ale żeby człowiek
            nazywał się Sum, tom jeszcze nie słyszał.
            -Co tak kręcisz głową? – spytał jegomość.
            - Wiecie, jegomościu, nic z tego nie rozumiem, co tu napisane.
            -Bo to jest po łacinie, mój Kubolku. Po naszemu by było: ‘Jestem szczęśliwy,
            żyję bez kłopotów’.
            -Ojej! – dziwował się Kuba. – Lepiej to pismo umieścić w izbie nad drzwiami.
            Przez głupią zazdrość jeszcze kto narobi jegomościowi biedy.
            -Nie martw się, mój drogi – odpwiedział proboszcz – Jakoś damy sobie we dwóch
            radę.
            Tego samego wieczora Kuba, który lubił gromadzić różne powiedzonka i sam je
            tworzyć, wypisał kredą na drzwiach stodoły:
            FELIKS SUM BEZ GRANIC
            KŁOPOTY MAM ZA NIC.

            Tak zaczyna się bajka spisana przez Władysława Gębika. Oczywiście, wkrótce
            napis ściągnął na głowę jegomościa poważne kłopoty, ale sprytny Kuba potrafił
            im zaradzić, bo, jak to sam napisał, kłopoty miał za nic. Czy napis nadal
            widnieje nad drzwiami bartąskiej parafii? Może warto sprawdzić.
            • rita100 Re: Graj muzyka, bo cłek bryka 29.08.05, 21:30
              ach, Ci Warmiacy mieli fajna gatke, ale też świetne opowieści. Bardzo duzo mam
              ich , nawet vice , tylko muszę mieć czas je przepisywać , bo warto. Jednak nie
              powtarzamy się w opowieściach. Tego nie czytałam. Jutro tez coś ciekawego
              napisze.
              • rita100 Re: Graj muzyka, bo cłek bryka 30.08.05, 20:02
                Pieśń ludowa

                Matczyna kurlantka

                Odżyły Twe pieśni , Matulku,
                Twoje warmińskie kurlantki,
                Coś nam śpiewała wieczorem
                Gdy komin pachniał jałowcem.
                I sypał iskry jak gwiazdy,
                by spleść ci z nich aureolę.
                Spod serca złotego wyrosły
                Zgrzebne kurlantki jak kwiaty,
                Co wsiom malują okienka
                Tyś w pięciolini swych dłoni
                Ukryła urok melodii,
                By nie umilkła piosenka...

                M.Zientara-Malewska
                • rita100 Re: Graj muzyka, bo cłek bryka 30.08.05, 22:17
                  O Warmio moja...?
                  Kedajś po wojnie rzóndzili noma take co jych do noju w torbach z Warszawy
                  przyzieźli i łóni noma zakazuwali po naszamu godać, bo mózili co to nie je po
                  polskamu. Tero mniało być jenaczy, ale bogać tam. Pewno sia eszcze taki jedan
                  łostoł przygupsi abo stare znowój rzóndzić chce. Bez Śwanta am w gazycie
                  wycytoł co sia takamu jenamu nimkoziu łuzidziało nasz psiankno warnijsko
                  spsiywnio przejenaczyć. Aż ma strzójsło. Sióng am gazyta pod pacha im chućko
                  polecioł z nió do szołtysa. Bazyl aż gamba roztworzuł i mózi: ziysz Klyjmens
                  jekbyś z tam do mnie psiyrszygo apryla przyszed to bym sia sprowdy łuśnioł, ale
                  tero? To ło czam do psioruna morowygo mowam tero spsiywać! Jó mózia, mosz
                  prowda Bazyl. Nie ziam tlo co tamu gupkoziu w ty spsiywni nie w smaka. Toc
                  muzyka napsisoł człoziek co w Wotamborku na śwat przyszed i je nosz, z Warniji.
                  Cołan noród go zno. A to łoczam sia w ty spsiywni spsiywo je tyż psiankne. To
                  tero dzieciuki bandu brukowali znowój czygo nowygo sia łuczyć? I ło czam? Mowam
                  w tam naszam warnijskam hymnie spsiywać co w Łolstynie jek byś chcioł co zezryć
                  to do Mekdónolda, abo byle co kupsić to nolepsi w Ryjalu? Tedy łuradzilim z
                  Bazylam co zrobziwam taki kómityt no tych co chcó coby ło dwanosty z rotusza
                  łuż zawdy buło słuchać "O Warnijo mojo mniło". I kożdan coby chcioł coby łuż na
                  zawdy tak sia łostało, mo do gazyty psisać do Klyjmensa. A jek gwołt takych
                  bandzie, to pewno i ta torba nojdziewam esczcze, zapakujewam w nió tego
                  zomniona i łodeślewam nazod do Warszawy jek mu Warnijo nie je mniło.

                  Edward Cyfus, Po naszamu. Gawędy warmińskie
                  • rita100 Re: Graj muzyka, bo cłek bryka 30.08.05, 22:30

                    "Z kamnienia na kamnień skowronecek skace, tak i moje serce, tak i moje serce,
                    zawse we mne płacze. Ojczulek z mateczką pod ziemną sie skryli, a mne
                    sieroteckę, a mne sieroteckę, na świecie zostawili". - stara pieśń warmińska
                    • rita100 Re: Graj muzyka, bo cłek bryka 31.08.05, 21:15
                      Pieśni odzwierciedlały całokształt życia ludności wiejskiej, ich repertuar był
                      niezmiernie szeroki. Wyróznia sie wśród niech pewne grupy tematyczne dotyczące
                      pracy, niedoli, zalotów i miłości. Powstały również piesni obrzędowe i
                      rodzinne, żartobliwe, żołmierskie, balladowe i taneczne.

                      "Kurlanka"

                      Rozlega się pieśń,
                      Przez warmińską wieś,
                      Co spiewała moja miła,
                      Gdy nosiła jeść.

                      Nosiła co dnia,
                      Ta najmilsza ma,
                      Kiedym kosił, kiedym orał,
                      Kiedym żyto siał.

                      Srebrny miała głos,
                      Jak ten w polu kłos,
                      A jam słuchał i z nią nusił,
                      Szczęśliwy mój los.

                      M.Zientara-Malewska
                      • rita100 Re: Graj muzyka, bo cłek bryka 01.09.05, 21:34
                        Czas na tańce ludowe
                        Na Warmii tańczono dawniej polki zwane drobnymi, i walce: wolniejsze, czyli
                        równe oraz szybsze - podcinacze. Oprócz nich do starych tańców należał :
                        poloneiz, zilk, baran, szot, pofajdok, kosejder, baba, puszczany, szewc,
                        kłaniany, polka-mazurka, oraz zabawy taneczne - A nogami drap, drap, drap ,
                        hejduk i żabka.

                        Na Mazurach tańczono polki skoczki i walczyki - podcinacze i poszustacze, oraz
                        te warmińskie tańce. Były też tańce-zabawy - jak ja glinę deptać mam, owczarka,
                        hej-duk, zajączek i żabka.
                        • rita100 Re: Niech kapela rozwesela 02.09.05, 21:55
                          Skrzypki moje skrzypki do serca zagrajcie,
                          A wy też Mazurzy, chętnie posłuchajcie.

                          T.Lenartowicz

                          Do tańca grała wtedy kapela , złożona najczęściej ze skrzypiec, klarnetu, basu
                          i bębenka. Kapela grała dla każdego co zaplacił, a temu co zapłacił kapela
                          grała któtka fanfarę na jego cześć czyli "biwat".

                          Na zakończenie zabawy kapela grała "Wygnianca", jeden z szybkich tańców,
                          powtarzając go wielekroć, często przy tym śpewając:

                          Idźta, baby, do domu,
                          sobie jo gram, nie komu,
                          bo tu nie trza po babach,
                          nie siadajta na ławach

                          I tak zabawnicy sie rozchodzili po domach padając ze zmęczenia.
                          Ale nie my , my dopiero zaczynamy się bawić ;)
                          • Gość: Ed Re: Niech kapela rozwesela IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 03.09.05, 00:53
                            Naprzód rosół z nudlami, potam groch z marchsió, i bratklopsami o dali łuż
                            różniste mniaso z kartoflami. Smakowite zółsty jak ech to som eszcze nie jod.
                            I wszystko to przy występach muzykontów zespołu regionalnego "Warmia" ze
                            przytańcówką i potupajem. Jek am nazo przyśli, na stołach łuż stojeli nowe
                            talyrze i goróńce jydzanie. Kożdan sia dziwował i na kuchy i na torty. A mnie
                            nolepsi do gorzołeczki ryby smakowali.

                            A gdzie to może tak być :))

                            Pozdrawiam
                            • rita100 Re: Niech kapela rozwesela 03.09.05, 21:16
                              Ed - ależ biesiadujemy
                              Teraz Ci zaśpiewam coś z pieśni milosnych ;)

                              Nie chce starego,
                              choć mo wór psieniendzy,
                              wolo jo młodygo,
                              choć użyje nędzy.
                              Bo ten stary leży potem,
                              śmierdzi jako pies pod
                              płotem,
                              młody jest psiórecko,
                              grzeje jak słoneczko.

                              A Ty odśpiewujesz :

                              Oj, nie wybzieroj,
                              Byś nie wybrała,
                              Byś za kanarka
                              Wróbla nie dostała. ;)

                              A ja odśpiewwuje do Ciebie:

                              Siwa gąska , siwa,
                              Po staweczku pływa.
                              Z tęgiego kochania
                              Nigdy nic nie bywa. ;)

                              No widzisz co Ci przyszło Ed ?
                              Wpadłeś w biesade warmińską i spiewy otrzymałes ;)))
                              I bardzo dobrze, bo Tralala by się zdziwiła gdybym tak do niej spiewała. Jak
                              narazie to pioseneczka o flaszeczkach ma u mnie pierwsze miejsce.

                              Idzie flaska piersa,
                              Idzie flaska sersa,
                              Wiwat nam,
                              Toto pan.
                              Bo gorzauki dau!
                              • Gość: Ed Re: ... od źródeł rzeki Łyny IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 09.09.05, 23:08
                                "Źródła Łyny"
                                Wśród bagien i jarów,
                                Gdzie rosną olszyny,
                                Pod ogromnym wzgórzem
                                Bije serce Łyny.
                                Z oczu Matki Ziemi
                                Płyną łzy rzęsiste,
                                Lśniące jak brylanty,
                                Jak kryształy czyste.
                                Diamentowe strugi,
                                Niczym włos dziewczyny,
                                Splatają się w srebrny
                                Warkocz rzeki Łyny.
                                I płyną spacerkiem,
                                Patrząc w nieba lazur,
                                Przez jeziora knieje,
                                I Warmii i Mazur
                                Przez granicę państwa,
                                Królewieckie doły,
                                Po to, aby ujrzeć
                                Nurt siostry Pregoły.
                                (Władysław Dzięgała)
    • Gość: tralala Zamiast kazania IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.09.05, 21:02
      Na niedzielny wieczór 4 września przeczytajmy wiersz napisany niemal 150 lat
      temu przez pastora Michała Pogorzelskiego, urodzonego też 4 września, lecz 1737
      roku, we wsi Lepaki Wielkie (czy jeszcze istnieje?), o milę na zachód od Ełku i
      dwie mile od Kalinowa, gdzie spędził 18 lat jako proboszcz, i gdzie zmarł 29
      kiwetnia 1798 roku.

      Siedziałem ja w ciemności,
      myślałem o wieczności,
      gdy pluskwa okazała
      po ścianie się spuszczała.
      Przed mą facjatą stanie,
      stąd o niej rymowanie.

      Człowiek jak pluskwa bywa,
      raz tchórz, raz lis przechera,
      choć łeb zakuty miewa,
      nosa w górę zadziera.
      Chętnie puszy się jak paw,
      jakby był od wyższych spraw.
      Lepiej by nic nie gadał
      i bzdurstw nie opowiadał.

      Szlachetny niby, górny,
      tak z dumą się nadyma,
      a w gruncie rzeczy durny,
      cnót śladu też w nim nie ma.
      Robaczkiem świętojańskim
      być chciałby. Ale raczej
      pluskwa z niego wyłazi,
      jak bliżej przypatrzeć.

      Dlatego niech was nigdy
      nie mami taka gloria;
      czekajcie, aż sie skończy
      wreszcie ta historia.
      Człek szybko podupada,
      bo życie wartka rzeka,
      dziś rześki, wesół gada,
      a jutro co go czeka?

      Kiedy nadejdzie wieczność,
      i śmierć cię już zabierze,
      masz ludziom pięknie pachnieć,
      a nie jak pluskwy śmierdzieć.
      • rita100 Re: Zamiast kazania 04.09.05, 21:19
        Świetnie pisał pastor Michał Pogorzelski, taki zyciowy.
        Tymczasem zobacz jakie jeszcze pieśni milosne śpiewano:
        Puść konia do stajni,
        Kiedy się depce.
        Nie kochaj dziewczyny
        Kiedy cię nie chce.

        Kukułeczka kuka,
        Serce we mnie puka.
        Szelma ten kawaler,
        Co bogatej szuka.

        Uwiodłeś ci ty mnie
        jak rybkę na węde:
        skarze ciebie Pan Bóg,
        jak go prosić będę.

        Karczma w Gitrzwałdzie kultywuje tradycje - byłas tam Tralala ?
        Wiesz, że chiałam zamówić sobie dostawę Edwarda Cyfusa - Gawędy warmińskie lecz
        podany telefon do Olsztyna o zamówienie przesylki jest głuchy.
        Szukam też piesni starych warmińskich i nic.
        • rita100 Re: jak się leczyć ? 04.09.05, 21:25
          oto fajny przepis na lekarstwo, Ślązacy tym się leczą i przetrwali ;))))

          KURAMIN co dziauo na szlag, KURAMIN co dziauo tak:
          na wancki szwoby i wszelake choroby.

          Najnowsze jes to dzisiej odkrycie
          zapewnie pan´stwo otym jusz wiycie
          Dzis´ kiedy mamy wszelake braki
          ino KURAMIN kupisz bes draki

          Bo nasz KURAMIN ,KURAMIN byczy
          wszystko zastompi wszystko wylyczy.
          I bes kolejki i bes stonio
          u nas KURAMIN je do dostanio

          Nasz stary Otton umi go robic´,
          on wiy codoloc´ a co nadrobic´.
          Wiync powiym pan´stwu jak sie go robi,
          co sie dolywo a co sie drobi.

          Jak sama nazwa na to wskazuje
          KURAMIN s kury sie produkuje:
          Ze kurzy lapy namiela kitu
          po tym do tego dodom karbitu

          Wszystko to potym brynom zaleja
          i jusz KURAMIN do flaszek leja,
          pyrskpotym te fropy zalywom woskym,
          flaszki naciyrom s´mierdzoncym czosnkym.

          Rous moja zonka jadua mielonka
          i zaros potym miaua biegonka.
          Niy byuo wtedy proszku w aptyce.
          Co jom zatkauo no pszeca wiycie

          Na pszikuad maluch niyrobi kupki
          wtedy KURAMIN wkapnonc´ do dupki.
          To ´jak zakuoci to jak zawieje
          Mamusia ksziczy co sie to dzieje.

          Jezeli brak jest takigo lyku
          co czeba wszczyknonc´starymu byku
          Zeby pozytek s byka byu taki,
          no i w oborze niy byuo draki

          A zeby krowka sie don´lajala
          i zeby mondre cielynta daua
          Bo dzis´ cielokow momy na kopy
          Lecz bes porzytku same kuopoty.

          Bo nasz KURAMIN zastompi wszysko
          najlepsze lyki te s Ameryki
          On nawet pros´ci sksziwione kos´ci,
          A jak poczeba wyrzuco gos´ci

          Tyn niyproszony co wkrynco wkrynty
          Siedzom do nocy jak te natrynty
          Zeby psziniys´li choc´ staro c´wiara
          to ci psziniesom swyj gymby miara!!!!!!

          Byle pic´ byle zyc´a za darmo.....................
          ..................................................

        • Gość: tralala Re: Zamiast kazania IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.09.05, 21:28
          Skoro pieśń miłosna, to może jeszcze jeden wiersz Pogorzelskiego (a propos
          wątku o weselach w Ziomecce). Otóż w kronice kościelnej w Kalinowie, przy
          rejestrach ślubów, wpisał takie napomnienie:

          Najpierw człek robi, a potem myśli -
          Niejedną skargę się na to słyszy.
          Więc bez pośpiechu, rozważ człowieku.
          Jeśli już idziesz, to pomyśl sobie,
          zali jest czysta miłość w tobie?
          I gdy jest - 'tak' z radością powiedz!

          (Do karczmy w Gietrzwałdzie zaglądałam, ale muszę kiedyś się wybrać na biesiadę
          warmińską, podobno też warto pojechac tam w czasie Wielkanocy - można wziąć
          udział w tradycyjnych przygotowaniach do świąt).
          • rita100 Re: Zamiast kazania 04.09.05, 21:34
            www.karczma.pl/biesiada_warminska.htm
            Popatrz, ta karczma jest najbardziej znana z kultywowania tradycji i jak widze
            ich menu i kapele to chyba się nastawiają na tradycję i dobrze, bo to takie
            inne i wyróznia sie ta karczma tym.
            A slyszałas o mieście Ornat - 50 kilometrów od Olsztyna ? Tam też odbywają sie
            biesiady warmińskie
            • rita100 Re: Zamiast kazania 04.09.05, 21:37
              www.orneta.net/
              Zobacz, tu tez maja tradycje warmińskie , pisze na dole i piękne jest
              sanktuarium , wystarczy kliknąć na panorame Krzysztofa Sklodowskiego.
              • Gość: tralala Re: Zamiast kazania IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.09.05, 21:51
                O tak, Orneta i Reszel to chyba jedyna dwa warmińskie miasta, które nie
                zostały 'wyzwolone' przez Armię czerwona w takim stylu, jak na przykład
                Olsztyn. Dzięki temu w Ornecie zachował się urokliwy ryneczek, ratusz i
                kamieniczki, trzeba jednak dużych funduszy, żeby to wszystko rozsądnie odnowić
                i wtedy bedzie to prawdziwa perełka. A i sanktuarium w Krośnie (byłam,
                potwierdzam - śliczne), daleko mniej znane niż Święta Lipka, ale ten sam styl,
                krużganki, i tylko wnętrze skromniutkie - co też się może podobać. Dwa lata
                temu kościół był odnawiany, nie wiem, czy prace nadal trwają.
                • rita100 Re: Zamiast kazania 04.09.05, 21:58
                  zobacz, jak znalazłamtą stronkę zaraz mi się spodobała
                  www.sklodowski.shost.pl/panoramix/krosno.html
                  Przepiekne to Sanktuarium.
                  A czytałas wcześniej wpis o zmianach nazwisk i wysiedleniach Warmiaków ?
                  Jesli chodzi o Olsztyn , to tak Olsztyn nie został bardzo zbombardowany jak
                  to , że żołmierze Armii Radzieckiej pladrowali wszystko i rozniecili ogień ,
                  ktory spalił cały Olsztyn - to dadatkowa tragedia miasta.
                  • rita100 Re: Grajta grace, bo ja skace - szot 05.09.05, 20:43
                    Biesiada warmińska , jak i każda biesiada nie może się obejśc bez tańców.
                    Bardzo popularny taniec na Warmii był Szot. Dostał się do nas za pośrednictwem
                    Niemców aż ze Szkocji, stąd nazwa. Szota nazywano pieknym tańcem, bo pary
                    tańczyły go równo i powoli. Młodzież tańczyła szota, nie żałując butów, i w jej
                    wykonaniu był to taniec żwawy. W czasie tańca przytupowano obcasem. Do muzyki
                    śpiewano:

                    Zagrajcież mi szota, szota,
                    to otrząsnę nogi z błota,
                    by się panna nie brzydziła,
                    ze mną wokół potańczyła.

                    Raz w lewo, raz w prawo,
                    potem pokręć sie żwawo,
                    Raz w lewo, raz w prawo,
                    potem pokręć sie żwawo.

                    I jeszcze raz, to się nazywa taneczny poniedziałek ;)))
                    • Gość: tralala Re: Grajta grace, bo ja skace - szot IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.09.05, 20:53
                      A to mi niespodziankę zrobiłaś Rito, aż sobie pośpiewałam przed komputerem (ale
                      cicho, żeby nikt nie słyszał). Pamiętam ją dobrze, bo należała do żelaznego
                      repertuaru chóru Ogniska Muzycznego nr 2, obok O Warmio moja miła. Niestety,
                      nie dane nam było zatańczyć Szota, bo jako chór musieliśmy stać grzecznie,
                      ustawieni w rządki. Za to na pewno tańcowano go na weselach warmińskich.
                      • rita100 Re: Grajta grace, bo ja skace - szot 05.09.05, 20:59
                        Ooo, to napewno znasz kilka tradycyjnych piosenek , chociaż teksty. Wiesz, że
                        tego brakuje, tych tekstów, by choc zobaczyć o czym Warmiacy spiewali. Tez
                        wiem , że Warmiacy spiewali utwory wysmiewające biedę Mazurzan, a Mazury
                        spiewały im tez takie "zbereźne" pioseneczki , ale nie mogę ich znaleź.
                        • Gość: tralala Re: Grajta grace, bo ja skace - szot IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.09.05, 21:12
                          Znałam - ...dzieści lat temu, a i wtedy zdarzało się zapomnieć i tylko
                          otwierałam usta, markując śpiewanie. Nie da rady, trzeba pamięć wspomóc
                          książkami (dobrze, że są).
      • Gość: Ed Re: Magiczna Łyna IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 09.09.05, 23:01
        Czy jest w życiu coś piękniejszego niż narodziny?
        Powstanie no-wego życia. Jeśli udacie się ze mną do tej krainy czarów,
        zobaczycie - jak z niczego powstaje coś pięknego. Jak rodzi się rzeka Łyna.
        Drogę rozpoczynam w Nidzicy od XIV w. zamku. Tu przed drogą można odpo-cząć, a
        gdy wejdzie się do sali wystawienniczej z jej krużganków obejrzy się miejscowość
        i okolice.

        Potem jadę w kierunku Napiwody, której lasy łączą się z Puszczą Piską. Okolice
        Nidzicy tworzą unikalny krajobraz przez rozfalowaną, pagórko-watą rzeźbę
        morenową i głęboko wcięte rynny polodowcowe wykorzy-stane obecnie przez rzeki i
        jeziora. Z rozległych równin sandrowych i pa-górków rozciąga się przepiękny
        widok na morze lasów napiwodzkich. Dalej jedziemy do Orłowa. Tutaj choć na
        chwilę muszę się zatrzymać nad jeziorem Orłowo Małe, gdzie jest rezerwat żółwia
        błotnego. Powia-dam Wam, mało jest tak urokliwych miejsc. Jadę dalej, docieram
        do wio-ski Łyna i źródeł rzeki o tej nazwie. Ta rzeka, która tutaj budzi się do
        ży-cia, stanowi oś całej krainy Pojezierza Olsztyńskiego. Idę już pieszo przez
        piękne lasy mieszane.

        Dwudziestometrowe urwiska, liczne głazy, sosny, świerki, brzozy, osiki, dęby,
        graby, stare olsze czarne często wsparte na szczudłowatych ko-rzeniach. W tej
        pięknej scenerii "rodzi się " nasza Łyna.

        Tutejszy teren jest rozległą doliną z licznymi bocznymi pagórkami, doli-nami o
        stromych i wysokich zboczach. Właśnie z tych zboczy wypływają dziesiątki
        strumyków. Tworzą się przepiękne kaskady, a w zboczach do-liny liczne półkoliste
        tzw. cyrki dolinowe. Źródła mają charakter erozyjny - cofają się.

        Piękna Łyna bierze swój początek na wschodnich stokach Garbu Lubawskiego, w
        lasach napiwodzkich, a uchodzi do Pregoły w Rosji. Ta mała rzeczka przebija się
        przez morenowe wzgórza, tworząc malowni-cze przełomy, a w swej drodze przepływa
        przez Jezioro Łańskie, zamek olsztyński bierze w swe ramiona, jak matka ukochane
        dziecię, na jej tra-sie jest Dobre Miasto, Lidzbark Warmiński, Bartoszyce,
        Sępopol i ucho-dzi do Pregoły na terenie Rosji. Czy jest coś piękniejszego jak
        narodze-nie rzeki Łyny?! Odpowiedz sam, przyjedź, zobacz. Powiadam wam, urok
        tego miejsca zachwyci was.

        Maria Jaraczewska
        29-08-2002
    • Gość: tralala Będzie wesele - albo i nie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.09.05, 21:15
      Z tamtej strony jeziora
      Stoi lipka zielona,
      Z na tej lipce, na tej zieleniuchnej,
      Trzy ptaskowie śpiewali.

      Nie byli to ptaskowie,
      Eno byli rajkowie*;
      Ci rajeli do jednej dziéwcyny,
      Co ją z sobo wziąć mieli.

      Jeden mówi: to moja!
      A ten drugi: jak Bóg da!
      A ten trzeci: moja namilejsa,
      Cemuześ mi tak smętna?

      Jak ja nie mam smetna być?
      Do starego musę iść!
      Oj ten stary, ten strych opłeśniały,
      Nie mam woli do niego.

      Rajelić mię młodego,
      Mam ja wolo do niego:
      Oj ten młody, ten ślicny urody,
      Mam ja wolo do niego!

      (piosenka spisana we wsi Burkarty, pow. niborski)
      *dla niewtajemniczonych (lub nie czytających Ziomecki) rajkowie to swaci;
      rajeli - swatali
      • rita100 Re: Będzie wesele - albo i nie 05.09.05, 21:24
        haha, to się nawet fajnie spiewa - wymyślam muzyke i czytam i jest fajnie.
        Wiesz co , powiem Ci w tajemnicy, że jak byłam młodziteńka to z koleżanką
        uciekaliśmy w pole , w łaki tak odbywałyśmy koncert, śpiewałysmy piosenki takie
        ludowe. Bylo to w Wieliczce, teraz na tych polach stoja bloki, bloki i jest
        osiedle. Jak patrze czasmi na te tereny to smutno czlowiekowi , że czas tak
        leci, leci i kurcze leci tak jak w pewnym wicu - w lesniczówce , leśnik w domu
        slyszy jakieś kroki za oknem, wychodzi z domu i patrzy , a tu ścieżka biegnie
        przez las ;))))))

        I jak pamiętam to byly to spiewy z tańcami - znasz to ?
        Nie chcę cie, nie chcę cie znać
        choć do mnie , choć do mnie
        rękę mi dasz
        prawą mi dasz, lewą mi dasz
        i już się na mnie nie gniewasz 2x

        Też jakąś piosenke o nosku, ile bym dała , żeby sobie ją przypomnieć , bo taka
        smieszna była z pokazywaniem na swój nos ;))))
        • Gość: tralala Re: Będzie wesele - albo i nie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.09.05, 21:35
          Lądem, dziewczę, lądem, ja za tobą wodą:
          Jeśli masz talarki, ożenie się z tobą!
          Nie mam ja talarków, ni śrebra, ni złota,
          Aleć ja jestem uboga sierota.
          Jesteś dziewczę piękne tak jak anioł z nieba,
          Lecz ja cię nie wezmę, talarków mi trzeba.
          Ach, prawego szczęścia nie dają pieniądze,
          Lecz serce miłości pełne, tak ja sądzę.
          Młodzi ludzie, wiem ja, najlepiej się mają.
          Tam, gdzie się z miłością pieniądze złączają.
          Kiedy będziesz śpiewał tak wysokie tony,
          Nie zabacz me słowo – zostaniesz bez żony.
          (Kruklanki, pow. węgoborski)
          No i chyba nici z wesela, jak myślisz Rito?
          (ostatnia piosenka z tańcami, jaką pamiętam to 'Mam chusteczkę haftowaną', z
          noskiem, niestety nie. Za to pamietam, jak śpiewałyśmy do 'mikrofonu' ze
          skakanki).
          • rita100 Re: Będzie wesele - albo i nie 05.09.05, 21:56
            Popatrz Tralala, w tamtych czasach powstawały piesni nie dla pieniędzy tylko
            takie z serca i z potrzeby i dla zabawy , by poprawić sobie nastrój -
            spiewając, tańcząc , opowiadając wszyscy się relaksowali.
            jutro cos nowego wyszukam :)
            • rita100 Re: Bez smyka - nie muzyka ! Baran 06.09.05, 20:56
              Na WiM tańczono stare tańce "ze śpiewem", na własne melodie. Były one pełne
              życia i werby. Wiekszość z nich miała dość szybki rytm i tańczono je
              na "okrąglo" czyli parami w obrotach po okręgu koła i "drobno", czyli krokiem
              polkowym, charakterystycznie po warmińsku wytupywanym.
              "Baran" - taniec tańczony przez cztery trójki, po dwie dziewczyny i jeden
              chlopak w środku.
              W podskokach przewijali się pod złączonymi rękoma, dziewczyny - raz jedna, raz
              druga - obiegały chlopca, nie zwalniając uchwytu rąk. Do tańca śpiewano:

              Pódź, baranie, do chlewa,
              dostaniesz ozieska.
              Ja nie przyda, nie moga,
              bo tam w kuble jest woda."

              Ha, ha , Tralala, jak to chlopcy wytrzymywali tego barana ? ;))) Jak mu tak
              dziewczęta śpiewały ;)))

              • Gość: tralala Re: Bez smyka - nie muzyka ! Baran IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.09.05, 21:10
                Skoro każdy taniec trzeba było mocno wytupać, nic dziwnego, że po weselu buty
                były zdarte! Nie wiem, jak chłopcy, ale dziewczyny musiały lubić Barana -
                przynajmniej dla żadnej nie zabrakło tancerza.
            • Gość: tralala Re: Będzie wesele - albo i nie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.09.05, 21:06
              Ale zdarzały się też piosenki na czarną nutę, jak ta:

              Siedzie stary przy kominie,
              Trząsa brodą ku dziewcynie;
              A ty, stary, nie trzęś brodą,
              Nie będzies ty legał z młodą!

              I przyjechał cudzoziemiec:
              Siostro złota, daj mi wieniec!
              ‘Jaćbym tobie wianek dała,
              Bym się brata nie bojała!’

              Otruj brata ty swojego,
              Będziesz miała mię samego!
              ‘Cem go otruć bym wiedziała,
              Otrułam cić bym go zaraz!’

              Idź do sadu wiśniowego,
              Znajdzies węza zielonego,
              I uwarz go w gorzkiem piwie,
              Daj to bratu, niech wypije!

              ‘Pij, bracisku, pij nieboze,
              Niech ci pan Bóg dopomoze!’
              Braciś pije, z konia leci:
              Dbajze, siostro, o me dzieci!

              ‘Nie pleć, bracie, napiułeś się,
              Układź w łózko, przespijze się!’
              Trudne to jest przesypianie
              Dusa z ciałem się rozstanie.

              Bratu dzwonią, siostrę wiodą,
              Chociaz bardzo tylko młodą;
              Brata pięknie pochowali,
              Siostrę we Łku okowali. (Ełku)
              (Ogródek, pow. lecki)

              I tyle w niej zagadek: skąd przyjechał cudzoziemiec? Dlaczego chciał zabić
              brata dziewczyny? Kto wykrył zbrodnię i wydał trucicielkę?
              • rita100 Re: Będzie wesele - albo i nie 06.09.05, 21:13
                Tralala, to horror, ale nie martw się zagadka tej piosenki napewno jest w
                jakiejś legendzie, tylko musimy tą legende odszukać. Wiemy , że historia
                wydarzyła sie w Ełku.
                • Gość: obi Re: Będzie wesele - albo i nie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.09.05, 00:01
                  I tak Jola z Dywit najpiękniej śpiewa (choć niechętnie, zwłaszcza o pieniądzach
                  i wekslach dla Przewodniczącego). Gdyby się tu pojawiła, dajcie znać!
                  • rita100 Re: Będzie wesele - albo i nie 07.09.05, 20:53
                    Gość portalu: obi napisał(a):

                    > I tak Jola z Dywit najpiękniej śpiewa (choć niechętnie, zwłaszcza o
                    pieniądzach
                    >
                    > i wekslach dla Przewodniczącego). Gdyby się tu pojawiła, dajcie znać!

                    A coś więcej mozesz podać ?
                    To moze być ciekawe :)
                    • rita100 Re: Grajta grace, bo ja skace - zajączek 07.09.05, 20:54
                      Zajączek to taki kozak mazurski, taniec zabawa. Taniec taki wykonywała jedna
                      osoba i był to bardziej popis sparwanościowy. Na środku izby układano na krzyż
                      dwa drewienka. Taniec polegał na wykonaniu skoków na lewej i prawej nodze tak,
                      aby nie poruszyć drewienek. Przy zmianie nóg tańczący klaskał w dłonie.
                      Podczas tego tańca śpiewano:

                      Siedzi zajączek między drogami,
                      przebierając swymi łapkami,
                      gdybym ja te łapki miał,
                      to bym nimi przebierał,
                      jak ten zajączek.
                    • rita100 Re: Będzie wesele - albo i nie 07.09.05, 20:59
                      rita100 napisała:

                      > Gość portalu: obi napisał(a):
                      >
                      > > I tak Jola z Dywit najpiękniej śpiewa (choć niechętnie, zwłaszcza o
                      > pieniądzach
                      > >
                      > > i wekslach dla Przewodniczącego). Gdyby się tu pojawiła, dajcie znać!
                      >
                      > A coś więcej mozesz podać ?
                      > To moze być ciekawe :)
                      Raczej się tu nie pojawi, to nie jest watek promujący lidera Samoobrony :)
                      • Gość: tralala Re: Będzie wesele - albo i nie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.09.05, 21:10
                        Barana z nim nie zatańczymy, ale gdyby chciał tak solo zatańczyć i odśpiewać
                        zajaca ;)
                        • rita100 Re: Będzie wesele - albo i nie 07.09.05, 21:13
                          Niestety , my jedynie mozemy patrzeć i do taktu klaskać, ażeby mu sie lepiej
                          skakało to za paseczkiem mozemy jakąś flaszeczkę nosić , by po tańcach nagrode
                          dostał ;)
                          • rita100 Re: Będzie wesele - albo i nie 07.09.05, 21:14
                            Musze Ci powiedziec , że tych zwierzęcych tańców to nawet dużo było ;)
              • Gość: tralala Re: Będzie wesele - albo i nie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.09.05, 21:15
                Oj muszę się pokajać, i to podwójnie. Zgubiłam poprzednio początek tej smętnej
                piosenki, więc jeszcze raz zaśpiewam:

                Carna rola, siwy kamień,
                Siedziałać tam panna na niem,
                Oj siedziała i płakała,
                Na rodzice narzekała.

                Oj rodzice, coz cynicie,
                Za starego mię zenicie!
                U starego siwa broda,
                Ja dziewcyna jak jagoda.

                Siedzie stary przy kominie,
                Trząsa brodą ku dziewcynie;
                A ty, stary, nie trzęś brodą,
                Nie będzies ty legał z młodą!

                I przyjechał cudzoziemiec:
                Siostro złota, daj mi wieniec!
                ‘Jaćbym tobie wianek dała,
                Bym się brata nie bojała!’

                Otruj brata ty swojego,
                Będziesz miała mię samego!
                ‘Cem go otruć bym wiedziała,
                Otrułam cić bym go zaraz!’

                Idź do sadu wiśniowego,
                Znajdzies węza zielonego,
                I uwarz go w gorzkiem piwie,
                Daj to bratu, niech wypije!

                ‘Pij, bracisku, pij nieboze,
                Niech ci pan Bóg dopomoze!’
                Braciś pije, z konia leci:
                Dbajze, siostro, o me dzieci!

                ‘Nie pleć, bracie, napiułeś się,
                Układź w łózko, przespijze się!’
                Trudne to jest przesypianie
                Dusa z ciałem się rozstanie.

                Bratu dzwonią, siostrę wiodą,
                Chociaz bardzo tylko młodą;
                Brata pięknie pochowali,
                Siostrę we Łku okowali.
                (Ogródek, pow. lecki)
                A to drugie kajanie - no cóż, przeczytałam dokładniej i już wiem, czemu siostra
                brata otruła (‘Jaćbym tobie wianek dała,Bym się brata nie bojała!’). Nadal
                jednak nie wiem, skąd ten cudzoziemiec (może z Warmii) no i jak się zbrodnia
                wydała?
                • rita100 Re: Będzie wesele - albo i nie 07.09.05, 21:34
                  (‘Jaćbym tobie wianek dała,Bym się brata nie bojała!’).
                  Jak to rozumieć ?
                  Jakbym tobie wianek dała, tobym sie brata nie bała

                  To jest zagdaka, ciezko zrozumieć ten wiersz - zbrodnia to nie słychana, ale
                  dlaczego tego brata zabijała ?
                  Tralala, wytłumacz mi go :)
                  • Gość: tralala Re: Będzie wesele - albo i nie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.09.05, 21:44
                    Ach, bo w tych pieśniach ludowych to nie można było tak kawę na ławę, ale
                    symbolicznie, niby o wianku, a tak naprawdę o cnocie. Panna śpiewa, że by
                    porzuciła starego, niechcianego narzeczonego i oddałaby się cudzoziemcowi (ja
                    bym tobie wianek dała), ale boi się brata (gdybym się brata nie bała)(widać jej
                    ojciec już nie żył i była pod opieką brata). Dlatego jej niedoszły kochanek
                    namawia ją do zbrodni. Ciekawe, czy też trafił za to do wieży, czy zdążył
                    uciec?
                    • rita100 Re: Będzie wesele - albo i nie 07.09.05, 21:54
                      Czyli są trzy osoby - brat, starzec i obcokrajowiec :) Teraz rozumię. Ciekawe
                      czy znajdę legende na ten temat ?
                      To jutro potańczymy jeszcze ;)
                      • Gość: tralala Re: Będzie wesele - albo i nie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.09.05, 21:55
                        Na pewno potańczymy - w końcu jutro dopiero drugi dzień wesela!
                        • rita100 Re: Kosejder - taniec dla nas ;) 08.09.05, 20:40
                          Kosejder
                          To popularny dawny warmiński taniec, który tańczono w kole. Nazwa kosejder
                          wywodzi się od słów "kosić nogami", gdyż tańcerze na ukos wysuwają nogi w
                          tańcu. Taniec skoczny, składa sie z dwóch części. W pierwszej śpiewanej,
                          tańczący podają sobie ręce, tworząc jedno wspólne kolo i posuwają się po jego
                          okręgu, w drugiej części w rytmie poleczki szybko, krokiem mocno wytupywanym,
                          podczas tańca śpiewano piosenkę:

                          Jodbym kluski, nie mom mąki,
                          obłapsiołbym, nie mom żonki.
                          To wej mosz, to wej mosz,
                          czymuś pryndzyj nie przyloz!

                          Tralala, myślę , że ten taniec jest w sam raz dla nas.
                          No więc chwytamy się za ręce i w kole tańcząc śpiewamy:

                          Jodbym kluski, nie mom mąki,
                          obłapsiołbym, nie mom żonki.
                          To wej mosz, to wej mosz,
                          czymuś pryndzyj nie przyloz!

                          a poniżej moja twórczość ;)

                          Nie przylozłeś pryndzyj
                          To żałuj czym pryndzyj
                          Bo kółeczko zamkniete
                          Twój kwiateczek więdnie
                          Żałuj , żałuj nieboraku
                          Ty mój biedny kosejdaku


                          • Gość: tralala Re: Kosejder - taniec dla nas ;) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.09.05, 20:57
                            Od takiego kosejdera to się może w głowie zakręcić. A to 'koszenie nogami' -
                            ciekawe, czy nie przypominało irlandzkich tańców ludowych. Wesołe były te tańce
                            warmińskie. A mazurskie? Czy mazurek był mazurski, czy czysto polski? Bo
                            poleczka jest przecież czeska?
                            • rita100 Re: Kosejder - taniec dla nas ;) 08.09.05, 21:07
                              haha, no właśnie , ale trudne zadałas mi pytanie ?
                              Trzeba poszperać w materiałach :)
                              Chyba , że wiesz :)
                              • Gość: tralala Re: Kosejder - taniec dla nas ;) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.09.05, 21:31
                                Oj nie wiem, szczerze pytam. Może jakaś litościwa dusza podpowie, a może uda mi
                                się coś wyszukać. 'Jeszcze jeden mazur dzisiaj' bardziej kojarzy mi się z
                                polskim dworkiem niż mazurską chatą, ale kto wie?
                                • rita100 Re: Mazur 08.09.05, 21:47
                                  pl.wikipedia.org/wiki/Mazur_%28taniec%29
                                  To prawdopodobnie taniec polski, dworsko-szlachecki
                                  Ale cięzko cos znaleź:)
                                  • rita100 Re: Mazur 08.09.05, 21:53
                                    "Jeszcze jeden mazur dzisiaj
                                    Choć poranek świta,
                                    Czy pozwoli panna Krysia?"
                                    Młody ułan pyta

                                    I nie długo błaga, prosi,
                                    Bo to w polskiej ziemi,
                                    W pierwszą parę ją unosi,
                                    A sto par za nimi

                                    On jej czule szepce w uszko,
                                    Ostrogami dzwoni,
                                    W pannie tłucze się serduszko
                                    I liczko się płoni.

                                    Cyt, serduszko, nie płoń liczka,
                                    Bo ułan nie stały
                                    O pół mili wre potyczka,
                                    Słychać pierwsze strzały.

                                    Słychać strzały głos pobudki,
                                    Dalej na koń, hura!
                                    Lubę dziewczę, porzuć smutki,
                                    Zatańczym mazura!

                                    Jeszcze jeden krąg dokoła,
                                    Jeszcze uścisk bratni,
                                    Trąbka budzi, na koń woła,
                                    Mazur to ostatni.

                                    Pamiętamy melodie, mozemy pośpiewać
                                  • Gość: tralala Re: Mazur IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.09.05, 21:55
                                    Na dobry początek musi wystarczyć, a jutro będę szukac dalej. Dziekuję, i
                                    dorzucam jeszcze jedną piosenkę, w przeciwieństwie do mazura, jak najbardziej
                                    mazurską.

                                    Przy dolinie wodka płynie,
                                    Seroki liść na kalinie,
                                    Jesce sersy na jeworze,
                                    Mój najmilsy drygą biorze.
                                    Niechaj biorze, którą racy,
                                    Mię sam Pan Bóg nie zabacy!
                                    (Ogródek, pow. łecki)
                                    Jednym słowem - wesele było ale z inną :(
                                    • rita100 Re: Mazur 08.09.05, 22:04
                                      A czasmi dalszego ciągu tej pioseneczki nie ma ?
                                      dobranoc
                                      • rita100 Re: Graj muzyka, bo cłek bryka - Pofajdok 09.09.05, 20:24
                                        Pofajdok - inaczej sowizdrzał, postrzelony kawaler. Taniec rozpowszechniony
                                        najbardziej na Warmii. Zwykle tańczono go na zakończenie zabawy jako tzw.
                                        wygnaniec. Powtarzano go wiele razy aby zadowolić gości. Taniec szybki i pełen
                                        werwy. Tańczono go tak żywo i z zapałem, że przy 'tompaniu' aż obcasy odpadały.
                                        Pofajdoka tańczono ze śpiewem:

                                        Mniała baba pofajdoka raz, dwa, trzy,
                                        wsadziuła go na prosioka raz , dwa, trzy,
                                        Prosiok leci jak wścieklony,
                                        bo ma ogon zakręcony, raz dwa , trzy

                                        lub
                                        Idźta, baby do domu,
                                        sobie ja gram, nie komu,
                                        bo tu nie trza po babach,
                                        nie siadajta na ławach.

                                        • Gość: tralala Re: Graj muzyka, bo cłek bryka - Pofajdok IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.09.05, 20:53
                                          A tę piosenkę śpiewalismy w chórze w nieco 'wygładzonej' wersji 'Prosiak lata
                                          jak szalony'. Ta, którą podałaś Rito bardziej mi się podoba i pewnie jest
                                          bliższa oryginału. Szkoda, że o tym nie wiedziałam wiele lat temu.
                                          • rita100 Re: Graj muzyka, bo cłek bryka - Pofajdok 09.09.05, 21:30
                                            Wtenczas byly inne czasy, o wielu rzeczach nie można było mowić , a już
                                            promocja gwary była niedozwolona, wręcz śmieszna i osmieszana.

                                            A czy słyszałaś coś o utworze "Utracona cześć Gottliby Wiśniewszczanki" ?
                                            Ponoć to świetny utwór
                                            • Gość: tralala Re: Graj muzyka, bo cłek bryka - Pofajdok IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.09.05, 21:41
                                              'Utracona cześć Gottliby Wiśniewszczanki' - brzmi jak balada ulicznej kapeli
                                              (może tym razem to piosenka miejska?). Nie, nigdy tego nie słyszałam. A pojawi
                                              się w naszym wątku? Byłoby ciekawie.
                                      • Gość: tralala Re: Mazur IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.09.05, 21:43
                                        Coś mi się mocna zdaje, że jednak mazur i mazurek to tańce polskie, nie
                                        mazurskie, a nazwa pewnie odnosi się do Mazowsza (mieszkanców Mazowsza też
                                        nazywano Mazurami, a Mazurów - Mazurami pruskimi). No, ale pozostaje jeszcze
                                        mazurek - ciasto i mazurek - wróbel? Też mazowieckie, czy może choć trochę
                                        mazurskie?
                                        • rita100 Re: Utracona cześc Gottliby 09.09.05, 21:52
                                          "Dla mnie, i to nie tylko z przekory, kluczową rolę odgrywa również panna
                                          Gottliba Wiśniewska z Kraplewa. Dziewczyna nadobna, bardzo młoda i bardzo
                                          zalotna. Chłopcy garnęli się do niej jak pszczoły do miodu. Pod niektórymi jej
                                          przekazami Gizewiusz pisał: Wiśniewszczanka. Ona przekazała mu ponad 30 pieśni.
                                          Najważniejsze jest to, że Gottliba stała się wkrótce bohaterką ośmiu
                                          uszczypliwych i zgrabnych przyśpiewek. Niektóre z nich śpiewała, a może i
                                          układała Bączka. Z przyśpiewek o Gottlibie można wysnuć wniosek, że chłopcy
                                          garnęli się do niej, a i Wiśniewscy nie widzieli w tym nic zdrożnego. Jedynie
                                          sąsiad Jaskółka jakby nie aprobował tego, w jaki sposób dochodzi do tych
                                          spotkań:
                                          " U Wiśniewskiego na tyle
                                          Wyleciały tam dwa dyle.
                                          Wiśniewski o nich nie wiedział,
                                          Aż mu Jaskółka powiedział.
                                          - A ty Wiśniewski, nieboże,
                                          Trzymaj Gottlibę w komorze.
                                          - Choćbym ją trzymał na kecie,
                                          Michał się do niej przywlecie.
                                          Michał ci lezie po słupie,
                                          Wiśniewska go łopatą po dupie.
                                          - Nie tędy, Michale, nie tędy
                                          Do mej Gottliby w oględy.
                                          Dźwierzami, Michale, dźwierzami,
                                          Będziesz ty mój zięć kochany."
                                          Po tej lekturze tekstów, co było do przywidzenia, Ogrodziński stwierdził, że
                                          Gottliba to "frywolna dziewczyna". Napisane to zostało skrótowo. A mnie
                                          zamarzyło się, aby nie dać wiary wiejskim językom i napisać rozprawę pod
                                          tytułem "Utracona cześć Gottliby Wiśniewszczanki". Choćby po to, by ukazać,
                                          ileż to dzieki tej pannie wiemy dziś o tamtym o Kraplewie, o tamtych zalotach i
                                          mieszkańcach. Naprawdę, można sobie wyobrazić nawet współczesne widowisko
                                          sceniczne z Gottlibą Wiśniewską w roli głównej. A bez piosenek o Gottlibie -
                                          czyż Kraplewo miałoby jakąkolwiek żywą i własną barwę?
                                          Jak zapowiadają olsztyńscy współwydawcy (Towarzystwo Naukowe i Ośrodek Badań
                                          Naukowych im. W. Kętrzyńskiego), po tym reprograficznym wydaniu
                                          rękopisu "Pieśni ludu znad górnej Drwęcy" czeka nas jeszcze ciąg dalszy. Ten
                                          ciąg dalszy (już obecnie opublikowany) obliczony jest na zwykłego czytelnika,
                                          miłośnika dawnego folkloru muzycznego Mazur. Wydaje się, że tacy ludzie jeszcze
                                          są. Otóż druga część zbioru obejmuje drukowany zapis słowny, natomiast część
                                          trzecia - zapis muzyczny. Warto się pytać u wydawcy i warto te części zamówić,
                                          aby się przekonać, jak bogate były dawne źródła mazurskiej pieśni nad górną
                                          Drwęcą."
                                          • rita100 Re: Utracona cześc Gottliby 09.09.05, 21:54
                                            Musze to ksiązkę znaleź , zapowiada się bardzo ciekawie - Ciekawe czy gdzies
                                            ona jest, oczywiście ta książka ?
                                            A co do Mazura , to taniec polski, ale jakoś więcej nas uczono o czeskiej Polce
                                            niż o Mazurze. Dobrze, że jest taka sławna piosenka Mazowsza.
                                            • rita100 Re: Utracona cześc Gottliby 09.09.05, 22:14
                                              www.luteranie.pl/diec.mazurska/pl/biuletyn/Gizewiusz.htm
                                              Właściwie to nie wiem jaki tytuł szukać ?
                                              • Gość: tralala Re: Utracona cześc Gottliby IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.09.05, 22:35
                                                Wybiorę się w tamte okolice Olsztyna po niedzieli i zajrzę do OBN-u (to w Domu
                                                Polskim, na rogu Partyzantów i 1 Maja) - może dowiem się, co to książka i czy
                                                pojawiło się to następne wydanie 'dla ludu'. Dobrej nocy i miłego weekendu.
                                                • rita100 Re: Utracona cześc Gottliby 09.09.05, 23:06
                                                  Gość portalu: tralala napisał(a):

                                                  > Wybiorę się w tamte okolice Olsztyna po niedzieli i zajrzę do OBN-u (to w
                                                  Domu
                                                  > Polskim, na rogu Partyzantów i 1 Maja) - może dowiem się, co to książka i czy
                                                  > pojawiło się to następne wydanie 'dla ludu'. Dobrej nocy i miłego weekendu.

                                                  Tralla, ta Partyzantów ulica to jest moja ulica, a na rogu Partyzantów i 1-Maja
                                                  stał Kiosk Ruchu do którego latałam po sporty (papierosy) dla mamy. Ho, ho , a
                                                  ile razy był tam rabunek :)
                                                  Zapytaj sie czy nie prowadzą tam księgarni wysyłkowej i weź adres .
                                          • Gość: tralala Re: Utracona cześc Gottliby IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.09.05, 20:44
                                            I ukazały się wszystkie trzy części pracy Gustawa Gizewiusza, niestety
                                            już 'wyszły' :( Wybrałam się do OBN-u - można zamiawiać ich książki listownie
                                            (Ośrodek Badań Naukowych im. Wojciecha Kętrzyńskiego), telefonicznie (0-89)
                                            5276618, faksem (0-89) 5276619, lub mailem sekretariat@obn.olsztyn.pl , ale
                                            tych książek już nie mają. Inne można znaleźć na ich stronie internetowej.
                                            Potem jeszcze zajrzałam do jednej ze swoich ulubionych księgrani i tam, choć
                                            nieco zakurzony i schowany pod półką, leżał ostatni egzemplarz Pieśni ludu znad
                                            górnej Drwęcy! Teraz już leży przede mną - szkoda, że nie mogę podać nutek, ale
                                            teksty będę tu wklejać. (a kiosk nadal jest, na rogu Partyzantów i Linki).
                                            • rita100 Re: Utracona cześc Gottliby 13.09.05, 20:52
                                              jak sie ciesze, dobrze, że ją masz i będziesz wklejać teksty - będę z wieką
                                              przyjemnością czytać i napewno inni, a jak nie to kiedys znajdą to własnie u
                                              nas i na Olsztynie gdzie znajdzie sie kącik dla takiej uczty.
                                              Zajrze na tą stronkę . Dzis będę krócej, bo wyszukuje zdjęcia z Olsztyna do
                                              galerii, lubie tez patrzec na Olsztyn.
                                              To możemy powiedziec , że wielkie szczęście mamy 13-ego z tą ksiązka. Bo nie
                                              wazne kto ma , wazne , że razem będziemy czytać :)
                                              Jesli masz coś fajnego na zdjęciach to też mozesz tam wlozyć i nie trzeba sie
                                              logowac nawet.
                                              • Gość: tralala Re: Utracona cześc Gottliby IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.09.05, 22:37
                                                No to od jutra biorę się do pracy - piosenek jest ze dwa tuziny, są i nuty i
                                                płyta CD, ale tego nie uda mi się tu 'wkleić'. Muszę też przeskoczyć
                                                pewne 'zapóźnienie informatyczne', żeby poradzić sobie z wysłaniem zdjęć. na
                                                razie tylko zaglądam do galerii z wielkim ukontentowaniem. Na dobranoc
                                                przyklejam piosenkę, o której zapomniałam w podwątku weselnym. No jo, tak tedy
                                                aż drugi roz.

                                                Zalecałem się Podolancce,
                                                Przepiułem woły na gorzałecce,
                                                Przepiułem woły, przepiułem konia,
                                                Podolancka nie bédzie moja.

                                                Zalecałem się trzy ćwierci roku,
                                                Zganilic mi ją sąsiedzi z boku;
                                                Drugie dziewcyny majo pierzyny,
                                                A ty se swojo na grochowiny!

                                                Dalic mi zonę i posag nie mały,
                                                Starego kozucha ctery kawały
                                                I przywiedlic mi też kobylisko,
                                                Wprowadziłem je na zapłocysko.

                                                A wzilk już tamój siedział za płotem,
                                                Lec ja raz wcale nie wziedział o tem;
                                                Jesce to dobrze, że pan Bóg racył,
                                                Ze on mię tamój raz nie zobacył.

                                                Przyjdę do kobyły, kobyła niezywa,
                                                Na wujowym ogon, na stryjowym grzywa.

                                                Dalic mi żonę, ona gadać nie chce,
                                                Dalic mi i krowę, krowa wstawać nie chce;
                                                Ja krowę podnosę, ona mię się wali,
                                                Bodajze cię razem diabli z posagiem porwali.
                                                (Burkarty, pow. niborski)
    • Gość: Ed Re: Łyna "Córka Króla" IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 09.09.05, 22:58
      Łyna to córka króla Tysiąca Jezior. W pewnej wsi żył Jaśko, sierota, który
      pięknie śpiewał. Uczyły go śpiewu: szum lasu i odgłos fal jeziora bijących o
      brzeg. Każda dziewczyna chciałaby mieć takiego męża, lecz Jaśko nie byt
      zainteresowany romansami. Pewnego dnia Mateusz, stryj Jaśka, zarzucił sieć do
      wody i wyłowił dziwne stworzenie z łbem ni to człowieka, ni to ryby. To dziwne
      stworzenie miało na głowie koronę wysadzane drogimi kamieniami szlachetnymi. Był
      to król Tysiąca Jezior. Jak to w bajkach bywa, król ofiarował rybakowi wszelkie
      skarby w zamian za wolność. Jednak stryj Mateusz zażądał od króla znalezienia
      żony dla Jaśka. Król obiecał spełnić to życzenie. Jaśko wieczorem wyszedł nad
      brzeg jeziora i nagle usłyszał cudny śpiew. Z wody wynurzyła się wodnica,
      dziewczyna o długich włosach z wiankiem z wodnych lilii. Była to Łyna,
      najmłodsza córka króla. Zamieszkała we wsi jak zwykła warmińska dziewczyna.
      Jaśko z Łyną żyli szczęśliwie, gdy pewnego dnia drzewo przywaliło Jaśka. Łyna
      postanowiła uratować męża, kradnąc z ogrodu ojca życiodajny kwiat. Dziewczyna
      uratowała życie Jaśka, ale za swój czyn została ukarana. Ten, kto raz opuścił
      świat wody, nie miał prawa tam wrócić, a Łyna złamała tę zasadę kradnąc kwiat.
      Król zamienił Łynę w rzekę. Jaśko, który kochał Łynę, poprosił żeby i jego
      ukarać. Jaśko został zamieniony w wielką wierzbę płaczącą zanurzającą gałązki w
      nurcie rzeki.

      Według "Legendy o Łynie",
      spisanej przez Irenę Kwinto

      • rita100 Re: Łyna "Córka Króla" 09.09.05, 23:11
        Piękna legenda - no popatrzcie , jak inaczej mozna widziec Olsztyn, całkiem
        inaczej. A łyna sobie spokojnie płynie..........Czy ona jest zagrożeniem dla
        Olsztyna w czasie ulewów ?
        dobranoc wszystkim
        miłego weekendu
        • Gość: tralala Re: Łyna "Córka Króla" IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.09.05, 21:57
          Zobaczymy po dzisiejszej burzy, ale Łyna jest teraz dużo mniejszą i płytszą
          rzeką w okolicach olsztyna, niż była w średniowieczu.
          • Gość: tralala piosenka żniwiarzy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.09.05, 21:58
            Cap trap klap, cap trap klap, klepie się kosa,
            W kapelusz chowa się chustka do nosa
            Do obtarcia z twarzy potu ciepłego,
            Od kosy ciągnienia mi płynącego.
            (Kruklanki, pow. węgoborski)
            • rita100 Re: kazanie na niedziele 10.09.05, 22:17
              Bądź pozdrowiona Święta Warmio
              i Kraino Mazurskich Jezior.
              O Warmio moja miła,
              rodzinna ziemio ma.
              Tyś mnie do snu tuliła
              radością pierś ma drga.
              Zdradziecko byłaś wzięta,
              bo chytry był nasz wróg.
              Niewoli srogie pęta
              rozerwał dziś sam Bóg (z Warmii).

              www.mateusz.pl/bpjz/homilie/2005-08-15.htm
              zaczytałam sie w tej stronce

              Tak , tak Tralala , będziemy plon nieść i nieść :)
              To rolnicza kraina ...
              • rita100 Re: piesniczka 10.09.05, 22:20
                Dzieweczka

                Nadobna dzieweczka
                w świat powędrowała;
                w kalinowym lesie
                pierwszą nockę spała.

                Idzie dalej, idzie
                i do rzeki doszła;
                nie ma tam mosteczka,
                coby po nim przeszła.

                Przewieźże mnie, przewieź,
                przewoźniku młody,
                zapłacę ja tobie
                z tamtej strony wody.

                Przewoźnik ją przewiózł,
                nie ma mu czym płacić;
                przyjdzie mi, przyjdzie
                wianuszek utracić.

                Nie płacz dziewczę, nie płacz
                dla przewozu mego;
                zapłaci mi Pan Bóg
                z nieba wysokiego.

                Bo wianuszek stracisz,
                już go nie nabędziesz,
                a dasz mi swą gębę,
                to ci nie ubędzie.

                dobrej niedzieli Tralala :)
                • rita100 Re: Baśń warmińska - Pasłęka 11.09.05, 20:34
                  Płomienie nad Pasłęką.
                  Dawno, dano temu na wzgórzu Kuka przy jeziorze Plusznym stał zamek, a w zamku
                  żyła złotowłosa królewna. Była prześliczna ale serce miała twarde jak kamień.
                  Nie wzruszały ją niedola i nędza ludzka.
                  Na łąkach nad jeziorem pasła bydło i owce uboga sierotka. A ponieważ nie miała
                  żadnego nazwiska, nazywano ją Pasłeką. Chodziła Pasłęka po łąkach za bydłem,
                  brodząc bosymi nózkami po zimnej wodzie i nuciła sobie piosenkę. Czasami
                  siadała na kamieniu, patrzyła na jezioro, a łzy tesknoty i opuszczenia kapały
                  jej na fartuszek.
                  Pewnego dnia Pasłęka podzieliła sie z pielgrzymem chlebem i przyniosła mu z
                  jeziora kubek wody. Mile rozmawiając tak sobie siedzieli do wieczora. Zanim
                  nieznajomy się pożegnał, dał dziewczynie garść kamyczków, ktore lśniły
                  wszystkimi kolorami tęczy. Kazał je dobrze schować i nie oddawać nikomu, bo
                  miały cudowną moc : skoro upadną na ziemię tak długo się toczą, aż wskażą
                  miejsce gdzie znajduje się zloto. Pasłeka ślicznie podziękowała, zawiązała
                  kamyczki w róg fartuszka i pognała trzodę do domu. Obserwowała ją z zamku
                  krolewna i chciała sie przekonać , co tak pięknie błyszczy w fartuszku Pasłęki.
                  Pewnego dnia królewna podeszła do Pasłęki - Musisz oddać te kamyki ! -
                  rozkazała. Pasłeka natychmiast włożyła kamyczki do ust i połkneła.
                  Przestraszona tym co zrobiła biegła przed siebie płacząc głośno. Nagle
                  zauważyła , że z jej łez powstaje złotawa strózka, a ona sama jakby roztapiała
                  sie w lśniącej wodzie. Biegnie , dalej, dalej pod Woryty i dalej, coraz
                  weselsza, beztroska... Zeszli się ludzie, a widząc, co się stało, od imienia
                  małej pasterki nazwali tę strużkę Pasłęką.
                  Odtąd Pasłeka przepływa w lśniących skrętach między zielonymi łąkami,
                  rozrzucając to tu to tam kolorowe kamyczki, może wskazuje ludziom miejsce ,
                  gdzie znajduje się złoto....
                  Karol Małłek

                  • Gość: tralala Re: Baśń mazurska - o Złotych Górach IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.09.05, 23:44
                    Były piekne baśnie warmińskie o rzekach, a na późną dobranoc baśń mazurska o
                    Złotych Górach koło Nidzicy:
                    Na najwyższym szczycie Złotych Gór stoi kilkusetletnia sosna. Dawniej pod tą
                    sosną pojawiała się prześliczna panna, która, czekając na swe wybawienie,
                    wyłaniała się z podziemneggo pałacu. Promieniejąc urokiem i drogimi klejnotami,
                    siadała na pniu sosny, by złotym grzebieniem czesać długie włosy. Jej piękność
                    wprawiała w drżenie każdego, kto ją ujrzał, i nikt nie śmiał się zbliżyć do
                    niej.
                    Pewien młodzieniec, wędrując zamyślony, nie zauważył, kiedy podszedł do niej
                    zupełnie blisko, a gdy ją ujrzał, padł przed nią na kolana. Ona rzekła: ‘Jeśli
                    mnie wybawisz z mojej samotności, możesz zażądać, czego tylko chcesz’. Dawał mu
                    klejnoty, dawał też cudowne dary ze swego podziemnego pałacu, wreszcie obiecała
                    mu i własną rekę. Młodzieniec wziął pannę na plecy i che ją stamtąd zabrać.
                    Lecz w tym momencie otaczają go wszystkie zwierzęta ze Złotej Góry. Panna
                    poucza go: ‘Uda ci się mnie uwolnić, gdy bez strachu pocałujesz każde ze
                    zgromadzonych to zwierząt’. Młodzieniec wykonuje polecenie, zbiera się na
                    odwagę i całuje zwierzeta, tak jak do niego się zbliżają – sarny, zające,
                    wiewiórki, sowy, dzięcioły, jastrzębie, żmije, zaskrońce, szczury, salamandry,
                    robaki, chrabąszcze, itd. Gdy już sądził, że wykonał swą pracę, podpełzła ku
                    niemu jeszcze obrzydliwa ropuch, cała pokryta strupami i krostami, z lśniącymi
                    czerwienią oczyma. Zamiast ją pocałować, zawołał: ‘A ieszizes to i ciebie diali
                    maią?’ Panna zapadła się w głębinę, lamentujac: ‘Teraz i ty przekląłeś mnie na
                    wieki wieków, i już nie mogę mieć nadziei, że ktoś mnie kiedyś uwolni’.
                    Próba uwolnienia odbyła się w sobotę i nie powiodła się, a nazajutrz w
                    niedzielę w tym miejscu pokazali się trzej czarni młodzieńcy, którzy wypędzali
                    każdego z góry. Panny od tej pory nikt już nie widział. (spisał Max Toeppen)
                    • rita100 Re: Baśń mazurska - o Złotych Górach 12.09.05, 21:23
                      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=64&w=27528410&a=28133181
                      ta legenda podobna jest do Niewybawionej Księzniczki :)
                      Ona rodackia b'iła z Wałów. To tam pasturz pasł na ty Złotoze, na tych górach
                      Czyli Wałów to byla Nidzica.
                      • Gość: tralala Re: Baśń mazurska - o Złotych Górach IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.09.05, 21:36
                        Tak, masz rację Rito, ta baśń jest bardzo podobna do Niewybawionej Księżniczki,
                        ale czy Księzniczka była z Nidzicy? Tego nie wiem. Złotego Góry - sama nazwa
                        pobudzała wyobraźnię. Mam tu kolejne podanie, tym razem z elementami horroru:
                        Inna baśń o Złotych Górach koło Nidzicy
                        W Złotej Górze widać dół, który sięga podobno niezmiernie głęboko jak jaskinia.
                        Starz ludzie mówią, że kiedyś z takich jam wydobywano siarkę. Pastuszkowie z
                        ciekawości spuszczali do tych dołów i jam powrozy i drągi; kiedy je wyciągali z
                        powrotem na powierzchnię, zawsze koniec był oderwany.
                        Inni twierdzą, że w takich przypadkach do ich drągów lub powrozów były
                        przywiązane złote monety. Dlatego któregoś razu spuścili na powrozie czapkę i
                        ją również wyciągnęli wypełnioną sztukami złota. Wtedy jeden z nich -
                        najodważniejszy - kazał się towarzyszom spuścić w dół na powrozie; ale nie
                        wyszło mu to na dobre. Kiedy towarzysze go wyciągneli, znaleźli wprawdzie jego
                        czapkę pełną złota, lecz on sam nie miał głowy!
                        Można by rzec, że odważny czasem traci głowę, i to dosłownie.
                        • rita100 Re: Baśń o Warmii 12.09.05, 21:51
                          hehe, bajka z morałem - a ja taką mam
                          www.poganin.most.org.pl/perkuns4/14.htm
                          napewno znasz, a ja pierwszy raz ją przeczytałam.
                          Warmia to piękna kobieta i dobra - milo sie czyta takie basnie.
                          Ciekawe co ocnacza slowo Warmia w ich gwarze ?
                          Czy tak jak Łyna oznacza Łanię
                          • Gość: tralala Re: Baśń o Warmii IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.09.05, 22:12
                            A nie, tej baśni o Warmii nie znałam, więc za nią dziękuję. A samo słowo Warmia
                            pochodzi od nazwy pruskiego plemienia Warmów. Za to skąd wzięła się ta nazwa -
                            cóż, są dwie teorie: albo od słowa 'trzmiel' (litewskie warmai, a Prusowie to
                            tak jak Litwini ludy bałtyckie), albo od koloru czerwonego (pruskie wormyan),
                            bo takiego koloru była ziemia, którą Warmowie zamieszkiwali - okolice
                            dzisiejszego Braniewa. Niemiecka nazwa Warmii, Ermland, kojarzy mi się ze
                            szmaragdową krainą (angielskie emerald), ale pewnie nie mam racji.
                            • rita100 Re: Baśń o Warmii 12.09.05, 23:01
                              Ładna ta baśń, trochę długa , ale warto przeczytać. Napewno jeszcze jakies
                              znajdziemy - do jutra, uciekam.
                              • rita100 Re: Bez smyka - nie muzyka ! Baba 13.09.05, 20:32
                                Baba - taniec

                                To był chyba najbardziej znany taniec . Tańczono go na wszystkich zabawach.
                                Tańczono ją cięzko i niezbyt szybko. Krko był taki "kulawy z bukaniem". Krokom
                                towarzyszyły przesadne kiwanie się z boku na bok. Taka parodia niezdarnego
                                chodu wiejskiego. Dlatego taniec ten nazwano babą lub babuleńką. Idzie baba
                                drogą i tupie ;)

                                Na Warmii śpiewano:
                                Miała baba łysa krowa,
                                Wygnała jo do wongroda,
                                To wej mosz, to wej mosz,
                                Czemu prędzej nie przyliz.
                                Idzie Maciek sobie drogą.
                                A Maćkowa tup, tup nogą:
                                Maćku stój, Maćku stój,
                                Niech obaczę loncek twój.

                                Na Mazurach śpiewano:

                                Miała baba łysa krowa,
                                Wygnała ją do wongroda;
                                A ty Jaśku, paś że mi ją,
                                Dam ci jajko na ziliją.

                  • rita100 Re: Baśń warmińska - Pasłęka 13.09.05, 22:21
                    www.rowery.olsztyn.pl/photo.php?r=65&i=054
                    tak wygląda Pasłeka
                    • Gość: tralala Re: Baśń warmińska - Pasłęka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.09.05, 22:39
                      Tak wygląda Pasłęka na samym począteczku, potem robi się nieco szersza i
                      głębsza. Nawet kajakiem można płynąć, tylko bobrom nie wolno przeszkadzać.
                      • rita100 Re: Baśń warmińska - Pasłęka 14.09.05, 19:46
                        ale bobry to ponoc szkodniki ?
                        Tralala, zaraz wejde .
                        Mam prosbe - czy wiesz gdzie to jest ?
                        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=708&w=28756424&a=29002013
                        • Gość: tralala Re: Baśń warmińska - Pasłęka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.09.05, 20:10
                          Bobry są pod ochroną i czują się u nas bardzo dobrze. W tym roku pojawiły się
                          nad jeziorem Wulpińskim, być może znów odetną półwysep z grodziskiem od lądu.
                          Hm, gdzie to jest - może kościół franciszkanów na Zatorzu?
                          • rita100 Re: Baśń warmińska - Pasłęka 14.09.05, 20:17
                            dzięki
                            A jednak tradycja górą - przeczytaj to Tarlala :)

                            Pieśni i Tańca im. H. Syski" zostało powołane 1 września 2004 w Olsztynie i
                            skupiać się będzie na działaniach mających na celu promocję i ochronę
                            dziedzictwa kulturowego Warmii, Mazur i Kurpiowszczyzny, sztuki ludowej,
                            obrzędów i zwyczajów tych terenów.
                            www.wbp.olsztyn.pl/bwm/3-4_04-ie/lit1.htm
                            Stowarzyszenie Warmińsko-Kurpiowsko-Mazurski Zespół Pieśni i Tańca im. Henryka
                            Syski
                            ul. Orłowicza 17/91
                            10-684 Olsztyn
                            tel. (89) 542 73 14
    • Gość: tralala Re: Pieśni znad Drwęcy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.09.05, 21:10
      Wywodzący się z mazurskiego Pisza Gustaw Gizewiusz (1810-1848) związał swoje
      dojrzałe, krótkie życie z polską parafią ewangelicką w Ostródzie. Pracował tam
      zaledwie 13 lat, ale był to okres niezmiernie twórczy. Młody kaznodzieja bardzo
      szybko zyskał zaufanie swoich parafian, co ułatwiło mu zbieranie pieśni
      ludowych. W latach 1836-1840 dokonał zapisów terenowych w okolicy Ostródy.
      Zebrany materiał słowny, a w niewielkim zakresie także muzyczny (Gizewiusz
      spisywał melodie pieśni ze słuchu), zawarł w rękopisie Pieśni ludu znad górnej
      Drwęcy w parafiach Ostródzkiej i Kraplewskiej zbierane w 1836 do 1840-go roku
      przez X. G.G. Dziś pierwsza z nich:

      'Spod boru borowin jedzie'

      Spod boru borowin jedzie,
      Sznorowane drzewko wiezie,
      Oj wieźeć go nie wieźący
      Swym koniczkom folgujący.

      I przyjechał do miasteczka,
      I ustał ci śród ryneczka.
      Obejrzał się po słoneczku,
      Ujrzał dziewczę w okieneczku.

      Ach mój Boże dajże mi ją,
      Tę dziewczynę, tę jedyną.
      [A chceszże mę Kasileczku]
      Dałbym za nią cztery konie
      Sto talarków, sto czerwone.

      Ona rada usłyszała,
      Na kucharza zawołała:
      Wstań kucharzu, szykuj obiad!
      Będzie u nos borowin jadł!
      • rita100 Re: Pieśni znad Drwęcy - Gizewiusz 14.09.05, 21:22
        Ks, Gizewiusz - to wielka postać.
        Dlatego też badacze podkreślają, że jego zbieractwo było świadomą działalnością
        kulturalną, a wynikało z szacunku dla autentyzmu i walorów twórczości ludowej.
        Wiele pieśni, które zebrał Gizewiusz, od lat są znane i śpiewane w różnych
        regionach. Sądząc zaś po tym, iż są w nich odwołania do Krakowa, Gdańska,
        Torunia, itp., można założyć, że z różnych miejsc i regionów na Mazury pruskie
        przywędrowały. Rzeczą istotną jest, że w latach trzydziestych XIX wieku były
        znane i śpiewane w okolicach Ostródy! Że zapisane zostały w Kraplewie! Żaden
        miłośnik folkloru polskiego w pierwszej połowie XIX wieku w taki sposób jak
        Gizewiusz nie podchodził do pieśni. Może jeszcze Józef Lompa na Śląsku, z
        którym ostródzki pastor utrzymywał zresztą kontakty.

        A mowią : z kim sie zadajesz takim sie stajesz, dzieki tym zapisom i współpracy
        mamy ciągłość kultury i folkloru.
        Jeszcze jakby bylo mp3 to i wysłuchac moznaby bylo :)
        Tak Gizewiszowi nalezy sie specjalny wpis za taką twórczość.
        www.luteranie.pl/diec.mazurska/pl/biuletyn/Gizewiusz.htm
        • rita100 Re: Nie sadajta na ławach :) 15.09.05, 21:10
          Jeszcze potańcujmy. A wiesz Tralala, że wymyślano też pieśni ośmieszające
          sąsiadów, mieszkańców innej wioski czy regionu. Warmiacy ośmieszali Mazurów,
          śpiewając pieśń - A jestem ci ja Mazur bogaty - stanowiącą drwinę z nedzy
          Mazurów. Podobnie żartowano z mieszkańców warmińskiej wioski Gryźliny:

          Na gryźlińskim polu
          stoi kierz kąkolu,
          gryźlińskie chlopaki
          świniom tylko golą.
          • rita100 Re: Oj, biedaż nam :) 16.09.05, 19:45
            Na Warmii i Mazurach zachowały się też sporo pieśni o zdecydowanie
            antyniemieckiej wymowie, chociaż napewno były też pieśni o antypolskiej
            wymowie, niestety tych napewno nie znajdziemy, a przecież powinny należeć do
            dziedzictwa kulturowego, bo taki był nasz region.
            To raczej były pieśni osmieszające Niemców i ich chareakter i mowę jak z
            odwrotnej strony podobny styl.

            Jedną taką pieśń przytoczę, bo i takie były :)

            Oj, biedaż nam, Mazury, jako nigdy nie było,
            Niemcze drą nasz ze skóry, o czym nam się nie szniło.
            Bo któż by się spodziewał albo się o to starał,
            Jak się Bóg tak rozgniewał, aż nas Niemcem ukarał.

            Ni rozumu, ni sprawy, bo co z Niemczem za mowa,
            Ni z nim żadnej zabawy, bo sam siedzi jak sowa.
            Tylko dybie na człeka, gdyby jastrząb na kury,
            Niemiecka to opieka, odrzeć człeka ze skóry. :)

            Tralala, czy znasz jakiś utwór osmieszający Polaków - powinniśmy być
            sprawidliwi ;)))


            • Gość: tralala Re: Oj, biedaż nam :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.09.05, 20:49
              Oj nie przypuszczam, żeby wierszyki ośmieszające Polaków zostały przetłumaczone
              na język polski. Nie chcę wywoływać wilka z lasu i zastanawiać się głośno kto
              mógłby takie wierszyki lub piosenki przytoczyć. Za to z wielu przekazów wynika,
              że Niemcy przyjeżdżający do Prus Wschodnich często traktowali z wyższością
              Mazurów - znane jest powiedzenie 'gdzie kończy się kultura, tam znajdziesz
              Mazura'. Raził ich nawet tradycyjny kożuch mazurskiego chłopa:
              'Mieszkaniec Prus Wschodnich z serca i z ducha
              Do Wniebowstąpienia nie zdejmie kożucha,
              A jeśli mu jeszcze większa mądrość dana
              Włoży go z powrotem na świętego Jana.'
              • rita100 Re: Oj, biedaż nam :) 16.09.05, 20:59
                Dobre, faktycznie ,napewno i Niemcy mają swoją twórczośc tego regionu, ale tego
                napewno nie poznamy, choc nie powiem, napewno tez z ich strony ciekawe :)
        • Gość: tralala Re: Pieśni znad Drwęcy - Gizewiusz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.09.05, 20:52
          Urodzony w Piszu Gizewiusz, gimnazjum ukończył w Ełku, gdzie opanował literacki
          jezyk polski. Naukę kontynuował na uniwersytecie w Królewcu i w seminarium
          polskim w tym samym mieście. Swoboda, z jaką operował jezykiem polskim
          sprawiła, że po wygłoszeniu kazania wygrał konkurs na stanowisko kaznodziei w
          ewangelickiej parafii w Ostródzie. (Ze wstępu do Pieśni ludu znad górnej
          Drwęcy, Z. Rondomańska)



          Na ostródzkim polu koscioł murowany

          Na ostródzkim polu
          Koscioł murowany,
          A któż go murował?
          Jasieczek kochany.
          A w tym kosciołecku
          Zaksciały nałyki. (zakwitły goździki)
          Zaprzągaj, zakładaj
          Te gniade koniki.
          Jakże ja zaprządz mam,
          Kiedy targają.
          Cieżki zal dziewczynie,
          Kiedy jej slub dają.
          Poszła do kosciołka,
          Ustała za drzwiami,
          Co spojrzy po pannach,
          Zaleje się łzami.
          Dobrze wam panienki
          W tych wiankach będący,
          A mnie źle, niedobrze,
          Na was patrzący.
          Wyszła z kosciołeczka,
          Juźci nie dzieweczka.
          Ze złota, ze śrebra
          Na głowie myceczka.
          • rita100 Re: Pieśni znad Drwęcy - Gizewiusz 16.09.05, 21:02
            cos takiego też znalazłam, napisał ktoś z Ełku

            Fryderyk Karol August Dewischeit (1805 - 1884) był nauczycielem w gimnazjum w
            Ełku, a później dyrektorem progimnazjum w Olsztynku. Jego tytułem do chwały
            jest poezja, a konkretnie zbiór wierszy "Wild flutet der see", skad pochodzi
            wiersz "Pieśń mazurska", traktowany przez wiele lat jako hymn mazurski. W
            okresie międzywojennym pieśń została przetłumaczona na język polski:
            Wśród modrych fal
            łódka rybaka pomyka się w dal
            i pruje wody czystą toń
            mazurska krzepka dłoń.
            Gdy jednak burzy rozhuczy się grzmot
            przyspiesza łódka, szybuje jak grot
            przez rozszalałych fali splot.
            Ojczyzna to nasza, te wody i las
            Niech żyją Mazury, ten kraj pełen kras!
            itp.
            Tłumaczenie nie jest najlepsze, ale jedyne jak dotąd. Dewischeit został prawie
            kompletnie zapomniany. Jedynie w Giżycku (zdaje się, że z inicjatywy Gerssa)
            postawiono mu ów kamień pamiątkowy. Zresztą rybacy mazurscy, którzy nie bardzo
            wiedzieli kto to jest zacz, traktowali pomniczek jako kamień ku pamięci tych,
            których pochłonęły Mamry i kiedy przepływali obok zdejmowali zawsze czapki.
            • Gość: tralala Re: Pieśni znad Drwęcy - Gizewiusz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.09.05, 21:15
              Bardzo ładna była ta tradycja giżyckich rybaków. Ciekawe, czy ten pomniczek
              uchował się do dziś? Ja natomiast znalazłam hymn niemieckojęzycznych Warmiaków.
              Polscy śpiewali 'O Warmio moja miła' a niemieccy 'Moją Warmię pragnę czcić, jak
              długo będę żyć' Po niemiecku: 'Mein Ermland will ich ehren, so lang ich leb und
              bin'. Tak samo jednak zaczynała się pieśń mieszkańców dzielnicy Westfalii -
              Emsland. Nie wiadomo, kto był pierwszy.
              • rita100 Re: relaks :) 16.09.05, 21:45
                media.putfile.com/kulali_bala

                to też biesiada, biesiada ślaska - , a piosenka o obaleniu flaszeczki z
                gorzałeczką - to tak , dla relaksu , bo wiesz Tralala, Ty mi wlozyłas dużo
                wiedzy, bardzo dużo i jestem taka dumna.
                Posłuchaj i posmiej się trochę , należy nam się to za prace.

                Ale te Baby pruskie to stają się mi oczkiem w glowie :)
                • rita100 Re:Jek pán jedzie po bruku 17.09.05, 22:24
                  Jek pán jedzie po bruku
                  W łodrapanam kożuchu,
                  Sługa za niam, jek za panam:
                  Tak sugá, tak sugá, tak sugá.
            • Gość: tralala Re: Pieśni znad Drwęcy - Gizewiusz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.09.05, 22:02
              Tak mi się zdawało, że już tę mazurską pieśń widziałam, i proszę - znalazłam, w
              dodatku po niemiecku. Ci, którzy znają ten język będą mogli porównać ja z
              tłumaczniem. Ja mogę tylko z pewnym zdumieniem spojrzeć na ostatnie linijki -
              Masovialand to Mazury? W takim razie Mazowsze to jak?

              aus Ostpreußen, Friedrich Dewischeit

              Wild flutet der See
              Drauf schaukelt der Fischer den schwankenden Kahn.
              Schaum wälzt er wie Schnee
              Von grausiger Mitte zum Ufer hinan.
              Wild fluten die Wogen auf Vaterlands Seen,
              Wie schön o tragt mich auf Spiegeln zu Hügeln, Masovias Seen!
              Masovialand, mein Heimatland,
              Masovia lebe, mein Vaterland!
              Masovialand, mein Heimatland,
              Masovia lebe, mein Vaterland!
              • rita100 Re: Pieśni znad Drwęcy - Gizewiusz 18.09.05, 22:45
                Czyli Gizewisz tłumaczył piosenki i wiersze z niemieckiego na polski ?
                Dzieki temu możemy poznać taka twórczość :)
                • Gość: tralala Re: Friedrich Dewischeit IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.09.05, 22:52
                  Oj, nie, nie. Źle podczepiłam wątek - trach!!! zapadam się pod ziemię. To
                  powinno być pod polskim tekstem pieśni mazurskiej Friedricha Dewischeita, tego
                  który miał pamiątkowy pomniczek w Giżycku. Gizewiusz będzie jutro. Jutro też
                  zadzwonię umówić się na wizytę w okulisty 8-(
                  • rita100 Re: Friedrich Dewischeit 19.09.05, 20:55
                    Oj, ja tez musze sie zglosić do okulisty, za dużo czytam jak nie w realu to
                    przed monitorem - powiem Ci w sekrescie, że chyba najwazniejszy jest wzrok, a
                    ja tak zaniedbuję i ciągle nie mam czasu.
                    Teraz niespodzinka , sliczna legenda.
                    • rita100 Re: Baśń mazurska "Titelitury" 19.09.05, 20:56
                      Baśń mazurska "Titelitury"
                      Tralala , znalazłam baśń Karola Małłka , tak mi się spodobała, że w biesiadzie
                      musi sobie znaleź miejsce - czytaj :)Świetnie napisana.
                      Dawno nad psieknym jeziorem, niedzy borami, na duzy górze stojał psiękny zamek.
                      W tem zamku siedział psiękny ksioze. Ocy niał duze, włosy złote, a gębulka to
                      jek scerne kszesite mleko. Smutny on był zawdy, bo ni mogł znaleźć psiękny
                      zony. Jednego razu wyjechał ksioze na psięknym bronaku w okolice boru. Tam
                      stojała mała uboga chatka. Dźwierze były otworzone, a w sieni siedziała
                      ślicniuchna dziewecka i przędła na kolowrotku. Macocha ji bardzo nie lubziła.
                      Jek macocha poniarkowała, że ksioze ji sie tak przygląda, poceła mu jo
                      wychwalać, ze ona ze słomy złoto przędzie. Ksioze posłuchał staro macoche i
                      ozeniuł się z dziewecko. Młoda esce lepsi wypsiękniała, jek została ksiezno, bo
                      tez kzioze jo bardzo najrzał. Pewnego razu przybacyło sie księciu o złoty
                      przędzy. Kazał zawołać na zamek wsystkie prządki, zeby jech księzna złota
                      prząść naucyła.
                      Poceła się ksiezna martsieć. Ale od razu ukazał się mały potworek zza komina i
                      pyta sie: "Cemuś taka smętna, ślicna pani". I opoziedziała mu o wsistkiem.
                      Potworek, chtórego nas lud nazywa kołobogiem albo kobutem, odpoziedział
                      ji: "Nie martw sie, ja ci pomogę. Dam ci cudowne rękaicki. Jek przość będzies,
                      to złote nici snuć będzies. Eno jedno mi przyrzeknies. Jek jutro do ciebzie
                      przyńde, a mojego imnienia nie zgodnies, to zostaniesz mojo zona." Księzna ze
                      smutkiem zgodziła sie. Pani ze smutkiem zasiadła do kołowrotka, wdziała złote
                      rękaicki, a z pod ji palców wychodziły nitki scerozłote. Ksioze temcasem buł w
                      lesie na polowaniu. Od razu wsłysał prześlicny śpsiew ptaska.

                      Niechaj zadźwienco ptasiąt kapele,
                      toć ci to jutro moje wesele.
                      W tym oto starym zamcystym dworze,
                      tus przy okienku w mrocnej komorze.
                      Moja tam siedzi obluzienica,
                      swym kunstem wsystkie prządki zachwyca.
                      Ze słomy nić snuje scerozłoto,
                      prządki wtórujo i baśnie ploto.
                      Lec serce pani krwawzi rana,
                      boć nie wie przecie, jekie me mniano.
                      Titelitury, Titelitury,
                      słuchajcie lasy, jeziora , góry.
                      Wsak nie odgadnie tego ma pani,
                      i bziało rącke odda mi w dani.
                      Niech wzięc zadźwięco ptasiąt kapele,
                      boć jutro, jutro moje wesele.

                      Ksioze zdziwiuł sie mocno i zapanientał dobrze cało psiosenke. A jek wróciuł do
                      domu, to opoziedział wsystko swoji zonie. A jek zobacuł tyle złota, kazał
                      zrobzić wielki bal. Nazajutrz przysed mały potworek i pyta sie ksiezny o jego
                      imnie. A ona na to:"Titelitury ty sie nazywas" i jekby psiorun trzas, kobut
                      uciekł przez konin, zerwał cały dach zamkowy i uciekł. Od tego casu juz go
                      ksiezna nie zidziała, ale przez całe życie przędła złoto, a ksionze jo esce
                      lepsiej najrzał niz przedtem.

                      • Gość: tralala Re: Baśń mazurska "Titelitury" IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.09.05, 21:20
                        O co ja widzę, to Titelitury był kłobukiem )) A ja zawsze myślałam, że to baśń
                        angielska. Ale to nic, baśnie należą do wszystkich i nie potrzebują paszportów,
                        a Karol Małłek bardzo pięknie podał ją po naszamu. Dziś już się nie pomylę,
                        przetarłam okulary i zaraz wkleję kolejną pieśń znad Drwęcy - zaczyna się ciąg
                        piosenek o wojence. To też, niestety, częsty wątek ludowej twórczości. Może
                        trzeba o tym wspomnieć w Ziomecce?
                        • rita100 Re: Baśń mazurska "Titelitury" 19.09.05, 21:25
                          a o której wojence ?
                          Wiesz , ze od Średniowiecza te wojenki ze sobą wojowały :)
                          Ta I wojna była ciekawa , szczególnie w Olsztynie. Ale piesni o wojence jeszcze
                          nie spotkalam . Milo bedzie posłuchać :)
                          • Gość: tralala O wtargnięciu Tatarskiem do Prus IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.09.05, 20:10
                            Z wielu wojen i wojenek, chyba najdłużej zapadł w ludowej najazd Tatarów w
                            drugiej poł. XVIIw. Przykładem niezwykle długa pieśń (41 zwrotek - ale bez
                            obaw, nie wkleję całej!), a także wiele nazw i legend, np. o Tatarskim Kamieniu
                            koło zamku w Nidzicy. A kto tych Tatarów tu nasłał? Kto wie?

                            O wtargnięciu Tatrskiem do Prus w roku 1676
                            1. Ojczyzno tęskliwa, zalewaj się łzami – wspomnijcie, Prusacy! Co się działo z
                            wami – w roku tysiąc sześćset pięćdziesiątym szóstym – kiedy różne wojska
                            leżały jak mostem.
                            2. Naród nieznajomy jak orzeł przyleciał – z pogańskich krain, wszystko poźrzeć
                            zechciał: - w niewinne granice niespodzianie wkroczył – bystrym koniem na nie
                            gromadnie przyskoczył.
                            3. Tam wsie, domy, zboża i gumna palili – poniekąd kościoły w popiół obrócili:
                            szaty, koni sobie i pieniądze zbiwszy – tylko szczerą nędzę w Prusiech
                            zostawiwszy.
                            4. Okrutnie na ten czas Tatar postępował – będzie się temu świat potomny
                            dziwował – bo tego od wieku nie było słuchano – owa się tych czasów nigdy nie
                            spodziano.
                            5. Ach, niestetyż! Teraz synowie doznali – o czem ich przodkowie nigdy nie
                            słychali; - przed strachem niezmiernym serce im drętwiało – okrutniki widzący
                            zgoła się pękało.
                            6. Tatar lud mizerny jak szalony gonił – że przed okrutnikiem rzadko się kto
                            schronił – wszystkie pola, chrusty, lasy spiegowali – kryjących się wszędzie w
                            jadzie swym szukali.

                            Coś jakby w konwencji pieśni dziadów proszalnych z Częstochowy. Muszę teraz
                            znikać, bo jak nie skończę pracy na jutro, to spotka mnie los nie lepszy niż
                            Mazurów wziętych w jasyr. Dobranoc, Rito.
                            • rita100 Re: O wtargnięciu Tatarskiem do Prus 20.09.05, 21:18
                              A kto tych Tatarów tu nasłał? Kto wie?

                              Poddaje się , nie wiem :)
                              • Gość: tralala Re: O wtargnięciu Tatarskiem do Prus IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.09.05, 20:54
                                A necroskop88 przypadkiem (o ile w życiu zdarzają się przypadki) podsunął
                                podpowiedź na stronie o pałacu Branickich w Białymstoku. To czasy Potopu,
                                romatycznej historii Andrzeja Kmicica vel Babinicza i Oleńki i okrutnej
                                wojenki. A elektor pruski, nawet jeśli nie w formalnym sojuszu, wspierał wojska
                                Szwedów. Hmm, no to kto mógł tak spustoszyć mazurskie ziemie ;)
                                • Gość: tralala Re: O wtargnięciu Tatarskiem do Prus IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.09.05, 21:24
                                  Masz ci los - sama zadałam pytanie i sama muszę na nie odpowiedzieć:
                                  W połowie XVII w. Prusy Książęce przeżyły najazd tatarski. Rzeczpospolita,
                                  będąca w stanie wojny ze Szwecją, chcąc ukarać brandenburskiego lennika,
                                  wspomagającego wojska Karola X Gustawa, wysłała w kierunku Prus Książęcych
                                  odddziały polsko-litewsko-tatarskie, dowodzone przez hetmana Wincentego
                                  Gosiewskiego. Po rozbiciu pod Prostkami wojsk brandenburskich Tatarzy uderzyli
                                  na bezbronne mazurskie miasteczka i wsie. W latach 1656 i 1657 dwukrotnie
                                  najechali Mazury, spalili dziewięć miast i ponad dwieście wsi, 34 tysiące ludzi
                                  wzięli w jasyr, tysiące zabili. Prawie równocześnie z najazdem Tatarów
                                  mieszkańców Prus Książęcych dotknęły zaraza i głód; podobno na Mazurach zmarło
                                  ponad 80 000 ludzi, a wiele wsi na zawsze zniknęło z powierzchni ziemi.
                                  Takie to były czasy, że nie sposób powiedzieć - a którzy to nasi?
          • Gość: tralala Re: Pieśni znad Drwęcy - Gizewiusz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.09.05, 21:25
            Młody Gustaw Gizewiusz chętnie sięgał po polską literaturę romantyczną, po
            wiersze Adama Mickiewicza. Przesiąknięty ideą romantyczną, w ludzie mazurskim
            widział jedynego opiekuna przeszłego dorobku kulturowego, strażnika mowy i
            obyczaju polskiego. Postanowił zatem stanąc w jego obronie (Ze wstępu do Pieśni
            ludu znad górnej Drwęcy, Z. Rondomańska)

            Za oną góreczką

            Za oną góreczką zaszło tam słoneczko,
            Gdzie ja się rozstawam ze swą kochaneczką.

            O mój kochaneczku, kochaj ty mie szczerze,
            Niźli cię zabierzą na wojnę żołnierze.

            Abo czę zabiją, albo czę powieszą.
            Albo cię te ptaszki po polu rozniosą.

            Dudni woda, dudni, spod dębowej studni.
            Zakochać się łatwiej, ale rozstać trudniej.

            Dudni woda, dudni, spod dębowego mostu.
            Mam ci ja kochanka niedużego wzrostu.

            (Dlaczego 'Mam ja ci kochanka niedużego wzrostu'? Nie pójdzie na wojnę, czy co?
            A może, co nie daj Bóg, spoczywa już w mogiłce?)
            • rita100 Re: Pieśni znad Drwęcy - Gizewiusz 20.09.05, 21:27
              Za oną góreczką

              Za oną góreczką zaszło tam słoneczko,
              Gdzie ja się rozstawam ze swą kochaneczką.

              O mój kochaneczku, kochaj ty mie szczerze,
              Niźli cię zabierzą na wojnę żołnierze.

              Abo czę zabiją, albo czę powieszą.
              Albo cię te ptaszki po polu rozniosą.

              Dudni woda, dudni, spod dębowej studni.
              Zakochać się łatwiej, ale rozstać trudniej.

              Dudni woda, dudni, spod dębowego mostu.
              Mam ci ja kochanka niedużego wzrostu.

              (Dlaczego 'Mam ja ci kochanka niedużego wzrostu'? Nie pójdzie na wojnę, czy co?
              A może, co nie daj Bóg, spoczywa już w mogiłce?)

              Popatrz Tralala - na poczatku pisze , ze muszą sie rozstać - czyli idzie na
              wojne, chyba chodzi o to , że jednak krotko trwała ta milość i kochaneczek jest
              już malutki, bo wiesz jak po smierci jest - czlowieka ubywa , więc o to chyba
              chodzi, że już go nie ma. Biedne te Warmianki były , ciagle wojny, a one
              samiutkie.Dlatego te Baby pruskie maja smutne miny. Ciekawe czy jest jakaś
              legenda , że kobiety obroniły miasto Olsztyn jak na Ślasku i to miejsce jest do
              dziś swięte.
              • rita100 Re: Legenda o starym ojcu i trzech córkach. 21.09.05, 20:32
                Legenda o starym ojcu i trzech córkach.

                Mnioł jeden 'ojciec trzi córy.
                Nie ziedział, co mnioł dać który.
                Jek ta phierszo wydawoł,
                Trzi tysiące jej dawoł.
                "Tu mosz, córulu, daje ci,
                Nie zabocz ty mnie do śnierci".
                Jek ta drugo wydawoł,
                Dwa tysiące jej dawoł.
                Jek ta trzecio wydawoł,
                Zielony zionek (wianek) jej dawoł.
                Jek ten 'ojciec buł stary,
                Trzimał przy pchiecu swe bary.
                Poszed do ty pehierszy i płakoł,
                Smutnie, żałośnie narzekoł.
                "Kiedy nie możecie nic robzić,
                Idźcie sie lepsi poziesić".
                Poszed do ty drugi i płakoł,
                Smutnie, żałosnie narzekoł.
                Jek córka 'ojca 'ujrzała
                Zaraz mu kija podała.
                "Kiedy ni możecie nic robzić,
                Idźcie sie lepsi z psami bzić".
                Poszed do ty trzeci i płakoł,
                Smutnie, żałośnie narzekoł.
                Jek córka 'ojca 'ujrzała,
                Zaroz mu chleba podała.
                "Tu mocie, 'ojcze, i jedzcie,
                I moje dzieci kołyszcie.
                Naszo matula w grobzie spsi,
                Naszego głosu nie słyszy,
                A nasz 'ojczulek staruchny,
                Jek gołąbeczek siziuchny".

                Tralala, ładny ten wiersz, bardzo mi sie podoba. Wydeklamował go Dybowski z wsi
                Arżyny. pow. Szczytno w roku 1950, kiedy to spisywali studenci twórczość tej
                ziemi. Bardzo szkoda, że w tych czasach tego tematu nie mogli rozwinąć głebiej,
                bo wiesz, oni napewno tylko zdobywali tą polską twórczość, zapominając o
                twórczosci wcześniejszej czyli wielokulturowej. W tym czasie mogli zamieścić
                tylko to co mogli. Szkoda. Teraz to jest o 50 lat za późno, teraz to można je
                tylko szukać na innych terenach.

                • Gość: tralala Re: Legenda o starym ojcu i trzech córkach. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.09.05, 21:56
                  Ciekawe, że tak czesto w baśniach spotyka się trzy siostry albo trzech braci. I
                  w dodatku zwykle to najmłodszy brat lub najmłodsza siostra okazują się dobrzy,
                  albo spotyka ich szczęście, albo jedno i drugie. Co na to starsze rodzeństwo?
                  Czytałam taką bajkę, w której najstarsza córka nie chciała pomóc starej matce,
                  bo zajęta była tkaniem - zamieniła się w pająka; średnia odmówiła bo właśnie
                  myła misy - zamieniła się w żółwia; a najmłodsza, choć właśnie robiła słodkie
                  ciasto, od razu pobiegła z pomocą, nie wycierając nawet rąk. Żyła potem długie
                  lata, a kiedy zmarła - zamieniła się w pszczołę, i już zawsze miała na rękach
                  słodki miód. Dobrej nocy :)
              • Gość: tralala Re: Pieśni znad Drwęcy - Gizewiusz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.09.05, 21:57
                Gizewiusz jest przykładem działacza regionalnego, który osamotniony z powodu
                braku polskiej inteligencji zwiał na swoje barki różnorodne działania. Zajmował
                się działalnością społezną, literacką, translatorską, redakcyjną, wydawniczą,
                twórczą oraz zbieractwem folkloru mazurskiego. Domagając się utrzymania języka
                polskiego w szkole, wydając polskie książki, badając stan języka polskiego na
                Mazurach, Gizewiusz sprzeciwiał się germanizacji. Wywoływało to oostre napaści
                ze strony germanofilów, a nawet procesy dyscyplinarne wytaczane przez władze
                kościelne. Nie poddawał się jednak i realizował kolejne zadania.
                (Ze wstępu do Pieśni ludu znad górnej Drwęcy, Z. Rondomańska)

                Powiadają ludzie, co wojna bedzie

                Powiadają ludzie, co wojna będzie.
                Nie jedna matka, nie jedna matka, syna pozbędzie.

                Nie płacz matko, nie płacz, na wojnę go trzeba.
                Nie będzie nic robił, nie będzie nic robił, będzie miał dość chleba.

                Na konika siada, nóżka we strzemieniu,
                O mój najmilejszy, o mój najmilejszy, bacz o mem imieniu.

                Na ostrodzkim polu stoi biały łabędź
                O mój najmileszy, o mój najmilejszy, miejze o mnie pamięć.
                • rita100 Re: Ziuśkaj, dziecię do wieczora 23.09.05, 20:23
                  Gizewiusz ma duże zasługi, ale mimo wszystko nie powinni jego imieniem nazywać
                  miasto o tradycjach warmińskich i na dodatek z własną odwieczną nazwą.
                  Nie wiem czy sam Gizewisz byłby z tego zadowolony .
                  Zobacz co jeszcze znalazłam :)

                  W procesie "upaidialnienia" postaci Smętka i kłobuka i wprowadzenia ich w
                  dziecięcą tradycję bajkowo- baśniową dalej jeszcze niż dotąd omówieni autorzy
                  poszedł Józef Jacek Rojek w Baśni o kłobuku psotniku77. Autor świadomie odwołał
                  się do tradycji literackiej, o czym świadczy dedykacja:

                  Kto czytał o skrzatach,
                  Krasnalach i elfach;
                  Kto słuchał koncertu
                  Świerszcza za kominem -
                  Niech pozna baśniowe
                  Swawole Kłobuka.

                  Koci-koci -łapki,
                  Pojédziam do babki,
                  Bábka da twáróżek,
                  A dziádek batóżek
                  I tubaczki różek (Olsztyn)
                  Z reguły notował Steffen kilka wariantów tego samego tekstu z różnych
                  miejscowości:

                  Koci-koci-łapki,
                  Pudziewa do bábki,
                  A łod bábki do grózka,
                  Dostaniewa twáróżka. (Butryny)

                  Powszechna w całej Polsce jest zabawa w podrzucanie dziecka na kolanach, ale na
                  Warmii towarzyszą jej oryginalne, chociaż wykazujące pewne podobieństwa
                  metryczne, rymowanki:

                  Jek pán jedzie po bruku
                  W łodrapanam kożuchu,
                  Sługa za niam, jek za panam:
                  Tak sugá, tak sugá, tak sugá. (Gietrzwałd)
                  lub:

                  Hopsa - wrona,
                  Hopsa - wrona,
                  Co po polu skacze,
                  Szurkom nic,
                  Szurkom nic,
                  Dziewczynom kołacze (Sząbruk)
                  Teksty dziecięcych piosenek nie weszły do antologii Maryny Okęckiej-Bromkowej
                  Śpiewa wiatr od jezior (1966), chociaż znalazły się w nim cztery kołysanki, ale
                  tylko dwie z nich można uznać za odpowiednie dla dzieci: Ziuśkaj, dziecię do
                  wieczora i Lulaj, lulaj do wieczora89, które są zresztą wariantami tej samej
                  kołysanki.

                  Gdzie byłem,
                  Zanim się urodziłem?
                  Gdzie jestem, gdy śnię?
                  Jak robi się cień?
                  (...)
                  Skąd przychodzą myśli?
                  W jakim celu serce stuka?
                  Co to jest sztuka?
                  (...)
                  Bóg istnieje, czy wymyślili go ludzie? -
                  Dlaczego moje pytania są głupie?
                  (Mam pytanie)
                  Mam pytanie - tytułowy wiersz zbioru to zarazem jego przesłanie. Czyż bowiem
                  pytania zadawane przez dzieci o sens i porządek świata zewnętrznego i
                  wewnętrznego są głupie? Czy też stawiane zarówno przez dziecko, jak i
                  dorosłych, od pierwszych lat życia aż do śmierci, nie wyrażają naturalnej
                  ludzkiej potrzeby (o której pisał znakomity polski psychiatra, Antoni
                  Kępiński)? Czy zatem zawarte w zbiorku wiersze przeznaczone są dla dzieci, a
                  raczej: czy tylko dla dzieci? Wprawdzie w większości utworów dziecięcy podmiot
                  liryczny wypowiada się w pierwszej osobie, jak w nawiązującym do formuły
                  wyliczanki Rzeźbiarzu czy Misiu, to inne wiersze skonstruowane są na zasadzie
                  odpowiedzi dorosłego podmiotu (ojca-poety) na pytania dziecka bądź na sytuacje
                  rodzinno-wychowawcze (Narzekał raz nudziarz, Nierycerz i rycerz) lub też
                  wypowiedzi skierowane wprost do dziecka, jak w wierszu Przedzimie:

                  Chodź tu
                  Zobacz, usłysz:
                  Na gałęziach świerków dwóch
                  Rośnie cisza - zimowy puch.
                  www.wbp.olsztyn.pl/bwm/3-4_04-ie/lit1.htm
                  • Gość: tralala Re: Ziuśkaj, dziecię do wieczora IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.09.05, 21:31
                    O, Gizewiusz byłby ostani, który by się zgodził na zmienianie nazw
                    miejscowości - przecież dla niego tradycja była bardzo ważna.
                    A te wierszyki 'podrzucanki' z Gietrzwałdu i Sząbruka bardzo fejne - jak ktoś
                    ma małe dzieci, to może wykorzystać. Ja pamiętam taką wersję, dziś może
                    politycznie niepoprawną:
                    Jedzie, jedzie pan, pan,
                    na koniku sam, sam,
                    a za panem chłop, chłop,
                    na koniku hop, hop,
                    a za chłopem Żyd, Żyd,
                    na koniku hyc, hyc,
                    a ze Żydem Żydóweczka,
                    pogubiła ??? - no i właśnie, nie pamiętam co, powinny być buciki, ale się nie
                    rymują :(
                    • rita100 Re: Ziuśkaj, dziecię do wieczora 24.09.05, 22:04
                      Jedzie, jedzie pan, pan,
                      na koniku sam, sam,
                      a za panem chłop, chłop,
                      na koniku hop, hop!

                      A za chłopem żyd, żyd,

                      na koniku hyc, hyc!

                      to jest wylicznka i tylko do tego momentu się ją wylicza ;)))
                      a jak jest dalej ?
                      • rita100 Re: Mazurzy mówili: 25.09.05, 21:52

                        "Mateczka mi zdechli i psies umerł"
                        Wbrew pozorom było to bardzo logiczne, ponieważ człowiek oddawał ducha, czyli
                        zdechł, zaś pies stawał się martwy.
                        • rita100 Re: Przekleństwa Mazurów 26.09.05, 20:56
                          Przekleństwa Mazurów

                          Bodajeś zgnił !
                          Bodaj cie gnijoła napudła !
                          Bodaj cie sto tyszięcy myszów pojadło !
                          Ty pokrako !
                          Ty krzywoniu !
                          Ty psiorunie !
                          Ty brzydaku !
                          Ty powsinogo !
                          Ty kracało !
                          Ty gramajdo !
                          Ty psiawełno !
                          Z ciebie je chłop jek z marchwi góźdź.

                          Karol Małłek

                          Jutro Tralala będzie legenda w/g Rymkiewicza, zobaczysz jaka fajna :)
                          • rita100 Re: Ledenda w/g Rymkiewicza 27.09.05, 21:32
                            Mam nadzieje , że przekleństwami mazurskimi się nie przejełas Tralala ? ;)

                            Ledenda w/g Rymkiewicza
                            Przed trzystu laty - tak mówi jedna z nadwigierskich legend- kucharz z
                            klasztoru kamedułów, tego, który stoi na cyplu nad jeziorem i w którym
                            mieszkają latem jacyś prominenci przysłani tu przez Ministerstwo Kultury -
                            więc ten kucharz, imieniem bodajże Barnaba, zapragnął uczestować braciszków
                            sieją, rybą niezwykle smaczną, ktora stąd, znad Wigier, wożono potem na carski
                            stół. Ale siei w Polsce wówczas nie było, więc kucharz zawarł z diabłem taki
                            oto pakt: sprzeda mu duszę i przez całą wieczność będzie się smażył na patelni
                            w piekle, za co diabeł dostarczy mu z Włoch żywą sieję.
                            - Prosze bardzo, dla mnie to drobiazg, już tam lecę.
                            A że jako diabeł istnieję nie tylko w czasie i przestrzeni, zatem będziesz miał
                            tę rybę nie jutro, nie za godzinę i nie za pięć minut, lecz w tej oto chwili,
                            zaraz wracam, arrivederci, mój miły Barnabo, głupia ofiaro diabelskich
                            podstępów.
                            - Wraca więc diabeł, leci nad Wigrami, niesie sieję w pysku, macha skrzydłami,
                            steruje ogonem. Ale sprytny kucharz wcale nie zamierzał piec się na patelni.
                            Wdrapał sie szybciutko na kościelną wieżę, chwycił za sznury i bach bach w
                            dzwony, dum dum i bach bum, poniosło sie nad jeziorem aż do Gawrychrydy.
                            Diabeł, tym bach bum przerażony, wypuścił sieję z pyska i uciekł w wieczne
                            teraz, żeby tylko nie słyszeć, jak pięknie dzwoni poświęcany metal.
                            No i stąd właśnie sieja jest w jeziorze, a kucharz, w nagrodę za oszustwo,
                            poszedł wprost do nieba. Diabeł jednak, wściekły, mści się teraz na ludziach i
                            co pewnien czas zaczyna w głębi jeziora wywracać koziołki, mąci i burzy wodę,
                            przewraca żaglówki i kajaki.
                            Ale kucharz jest w niebie, więc wszystko w porządku.
                            • Gość: tralala Re: Ledenda w/g Rymkiewicza IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.09.05, 22:14
                              Czy ta legenda może stanowić przyczynek do badań nad siedliskami siei
                              (Coregonus lavaretus) w Polsce pólnocno-wschodniej )))
              • Gość: tralala Re: Pieśni znad Drwęcy - Gizewiusz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.09.05, 22:17
                Zaniedbałam ostatnio Gizewiusza, tak pracowitego. Wstyd, doprawdy. Dlatego dziś
                najdłuższa ze spisanych przez niego piosenek, z przesłaniem do rodziców
                dorosłych dzieci.


                Wszystkim ludziom jest świadomo,
                Innym bratom oznamiono,
                Zem dla siebie brutki pozbył, (brutka = panna młoda)
                A ktoż temu przypczyną był?

                Rodzice mnie to zrobili,
                Co mi ją brać zabronili,
                A my sobie przyślubili,
                Abym się nie opuscili.

                Ach, moj synu, tyś nasz jeden,
                Dlatego ty się z nią nie żeń,
                Boc ty możesz inszą dostać,
                A to się przy nas nie ma stać.

                Patrzaj synu, patrz w dobrości,
                Póki się nam złość nie wroci,
                Bym cię panom nie podali,
                Do więzienia wsadzić dali.

                Och, cóż ja mam więcej gadać?
                Do więzienia mię chcą wsadzać.
                Ach, cóz ja mam więcej mówić,
                Wolałbym był brutki nie mieć.

                Juz mię więcej nie frasujcie
                A tłomoczek mnie wyszykującie,
                Bo ja muszę w świat wędrować,
                Cudze strony przeświadować.

                I poszedł się z nią pożegnać,
                Że nie może z nią swoj ślub brać.
                Jak jej wziął ręce całować,
                Ona już nie mogła więcej gadać.

                Wy rodzice przykład bierzcie,
                A w tych sprawach nie zbraniajcie,
                Boć się dla was szkoda stanie,
                Widzysz ty sam, cha mój Panie.

                • rita100 Re: Pieśni znad Drwęcy - Gizewiusz 27.09.05, 22:48
                  Smutna pioseneczka, ale jest nauczka dla rodziców, by milości mlodych nie
                  przeszkadzali.
                  • rita100 Re: Legenda o wielkiej miłości Egle i Żaltisa 28.09.05, 20:22
                    Legenda o wielkiej miłości Egle i Żaltisa - najciekawsza z tych legend, które
                    opowiada w swojej książce Aleksander Połujański - jest taka.
                    Nad jeziorem Szurpiły stał niegdyś zamek księcia litewskiego, zwany Surpiły,
                    Surpile albo Sunenpille. Książe miał czworo dzieci, trzech synów oraz córkę
                    imieniem Egle. Kim był ten ksiąze, nie wiadomo, ale przypuszcza się, że zamek
                    Surpile módł należeć niegdyś do księcia Erdziwiła. Wydaje się to jednak mało
                    prawdopodobne, bowiem Erdziwiłem lub Edywidem - był bratankiem Mendoga i w
                    połowie XIII wieku, po najeździe Batu-chana, odbudował zamek w Nowogródku.
                    Pewnego dnia córka, niech będzie Erdwiła kąpała się w jeziorze Szurpiły. Z
                    głębiny wynurzył się wtedy wielki, czarny wąż i zażądał - mówił ludzkim głosem -
                    by księzniczka została jego żoną. Egle popłyneła szybko do brzegu, ale wąż
                    dogonił ją, oplątał się wokół jej rąk i nóg, i powiedział :
                    - W moim pałacu, który jest o tu, pod nenufarami, szczupaki i sumy ścielą już
                    nasze małżeńskie łoże.
                    Lękając się, że wąż ją utopi, księżniczka zgodziła się na małżeństwo. Po kilku
                    dniach odbył się w zamki Erwiła ślub tej paty. Wąż na czas zaślubin przybrał
                    postać ludzką i okazał sie bardzo bardzo przystojnym młodzieńcem. Erdwił,
                    ojciec Egle nie wiedział. że ten przystojny mlodzieniec ma pokrewieństwo z
                    bogami Litwy.
                    Ten przystojny mlodzieniec był bogiem tutejszych jezior i nazywał się Żaltis.
                    Po ślubie młoda para dokądś odjechała, a dokąd tego Erdwił i jego synowie nie
                    wiedzieli. Przez piętnaście lat mieszkańy zamku nie mieli od Egle żadnej
                    wiadomości.
                    Po piętnastu latach Egle nagle zjawia się w zamku, przyprowadzając ze sobą
                    troje dzieci: dwóch synów i córkę. Erdwił już nie żył, zamek należał do jego
                    trzech synów. Księzniczka - a teraz już bogini litewskich jezior - przez te
                    piętnaście lat mieszkała, jak się okazało, w sąsiedzwie braci, na dnie jeziora
                    Szurpiły, w pałacu pod nenufarami. Święty wąż obdarzył ją nieśmiertelnością,
                    ale w zamian zażądał przyrzeczenia, że żona nigdy go nie opuści. Egle, choć
                    niesmiertelna, tęskniła jednak za śmiertelnymi ludźmi i przez piętnaście lat
                    każdego dnia błagała męża, aby pozwolił jej odwiedzić braci. Żaltis wreszcie
                    się na to zgodził. Wiedział zresztą , że żona go kocha, nie obawiał się więc,
                    że nie zechce wrócić do pałacu na dnie jeziora. Musiał jednak mieć złe
                    przeczucia, bowiem, kiedy się rozstawali, polecił jej, aby - gdy będzie wracała
                    i stanie na brzegu jeziora - wypowiedziała słowa :
                    - "Mężu mój, żona cię woła; jeśliś żywy, wypłyń w pianie mleczne; jeśli nie
                    żyjesz, pokaż się krwią na wodzie".
                    cdn
                    • rita100 Re: Legenda o wielkiej miłości Egle i Żaltisa 28.09.05, 20:24
                      Trzej bracia Egle nie uważali jednak związku siostry z boskim wężem za
                      korzystny dla siebie. Dlatego, to też nie jest jasne. Może uważali, że dobrze
                      by było wydać siostrę za jakiegoś innego, potężniejszego boga ?
                      No więc, kiedy Egle zaczeła sie nudzić między śmiertelnymi ludźmi i postanowiła
                      wrócić do nieśmiertelnego męża, bracia zdecydowali ,że zabiją Żaltisa, a
                      siostrę zatrzymają w zamku. Egle nie powiedziała i nie zdradziła tajemnicy
                      wywołania świętego węża, ale córeczka Egle postraszona przez siostrzeńców
                      zdradziła słowa, ktore miała wypowiedzieć matka wracając do pałacu na dnie
                      jeziora.
                      Bracia Egle poszli nad wodę, wezwali Żaltisa - " jeśliś żyw, wypłyń w pianie
                      mlecznej" - a kiedy boski wąż wynurzył się z wody, pocieli go na kawałki
                      kosami. Legenda kończy sie sie tym. że Egle, nie wiedząc, że Żaitis już nie
                      żyje, staje na brzegu jeziora i wypowiada zaklęcie, a wtedy woda burzy się i na
                      powierzchni ukazują się krwawe bąble. Starszy syn Egle i Żalttisa zostaje przez
                      bogów zamieniony w dąb, młodszy w jesion, a córka w osikę. Egle zaś bogowie
                      zamieniają w świerk, bowiem Litwini na świerk mówią egle.

                      Trochę długa , ale to ostatnia jaka podaje Rymkiewicz i na tym chyba jego
                      ksiązke skończyliśmy :)
                      • Gość: tralala Re: Legenda o wielkiej miłości Egle i Żaltisa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.09.05, 20:56
                        Ta wiara w to, że po śmierci ludzkie dusze mieszkają w drzewach była widac
                        wspólna Prusom i Litwinom. Prusowie wierzyli, że dusze mężczyzn mieszkają w
                        dębach, a kobiet w lipach. Może jakiś slad tego przetrwał w Świętej Lipce?
                        • rita100 Re: Legenda o wielkiej miłości Egle i Żaltisa 28.09.05, 21:39
                          I słynny dąb w Świętej Lipce .
                          To teraz szukamy dalej tego folkloru :)
                          Mało mamy takich wesolych przyspiewek, flaszeczka jedna i druga najweselsza
                          jest.
                          • rita100 Re: Reklama Żydów Olsztynie 29.09.05, 20:31
                            "Gdzie to mieszka ten tani kupiec, co ma taki piękny towar nie tylko dla
                            żywych, ale i dla umarłych ?

                            Na soboty, do roboty,
                            Na niedziele na wesele,
                            Chustki po trzy trojaki
                            Kupią Niemce i Polaki,
                            Żydy i babtyści
                            Gospodarze , koloniści.

                            Nie potrzebujecie go daleko szukać, bo mieszka on w trzecim domu od starego
                            Lajbe, Rynek nr 30 i nazywa się Herrmann Frankenstein "

                            Gazeta Olsztyńska 1891 taką reklamę zamieszczała :)
                            • Gość: tralala Re: Reklama Żydów Olsztynie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.09.05, 21:12
                              Świetna reklama, ale i bez reklamy Warmiacy lubili kupować u swoich żydowskich
                              kupców, bo można było się z nimi targować. A że po targowaniu cena bywał i tak
                              wyższa niż u innych kupców, to nic. I tak każdy był zadowolony - jak z
                              dzisiejszych promocji!
                              A co powiesz Rito o takim ogłoszeniu z Gazety Olsztyńskiej z 3 kwietnia 1895
                              'Jako stręczycielka poleca się panom gospodarzom teresa Grandzińska,
                              mieszkająca przy ulicy Młyńskiej nr 3.' Czy dzisiejsza Gazeta zamieściłaby taką
                              reklamę?
                              • rita100 Re: Reklama Żydów Olsztynie 30.09.05, 21:43
                                Gazety Olsztyńskiej z 3 kwietnia 1895
                                'Jako stręczycielka poleca się panom gospodarzom teresa Grandzińska,
                                mieszkająca przy ulicy Młyńskiej nr 3.' Czy dzisiejsza Gazeta zamieściłaby taką
                                reklamę?

                                hehe, myślisz , że wtenczas była większa wolność i wyrozumiałość ? ;)))
                                • Gość: tralala Re: Reklama Żydów Olsztynie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.09.05, 22:06
                                  Tak też i sobie pomyślałam, dopóki nie doczytałam ogłoszenia do końca -
                                  'Chlebodawcom nastręczy parobków, dziewek służebnych, pasterzy, itd.' Nie
                                  tylko pomniki, ale i słowa mają swoje losy.
                                  jeszcze jedna reklama - bardzo na czasie, bo jesień już wchodzi drzwiami i
                                  oknami:
                                  M. Conitzer i Synowie, Olsztyn, Rynek 7. Wielki skład nowości na sezon jesienno-
                                  zimowy. Materyje na suknie każdego rodzaju, jedwabie, aksamity, pół-płaszcze,
                                  konfekcya damska dla dzieci, konfekcyja męzka, kapelusze i czapki, alzackie
                                  towary łokciowe, wyroby lniane, firany, dywany, kortyny, kołdry i pledy, kołdry
                                  stegnowane, rękawicki, krawaty, paski, gorsety, trykoty, spódniczki, halki,
                                  obuwie, szycie eleganckich ubrań męzkich podług miary pod przewodnictwem mego
                                  znakomitego przykrawacza (Gazeta Olsztyńska, 23 listopada 1907).
                                  Na jesienne smutki warto kupić sobie coś nowego - może pół-płaszcz aksamitny?
                                  • rita100 Re: Reklama Żydów Olsztynie 30.09.05, 22:22
                                    Widać jak na dłoni, że handelek w Olsztynie kwitł i miasto się rozwijało. Jest
                                    handelek są pieniądze. Była praca, no i te targi, jarmarki, zycie kwitło.
                                    Wtenczas to długie ogłoszenia zamieszczano - nie to co dziś - pamiętasz
                                    reklamę - Media Mark nie dla idiotów ;))))hehe
                  • Gość: tralala Re: Pieśni znad Drwęcy - Gizewiusz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.09.05, 20:56
                    Zaletki moje - tej piosenki chyba jeszcze nie było:
                    ‘Zaletki moje’ są jedną z siedmiu zaledwie piosenek, które Gizewiuszowi udało
                    się wydać drukiem za życia. Pojawiły się w 1839r. w leszczyńskim
                    czasopiśmie ‘Przyjaciel Ludu’, poprzedzone takim wstępem: ‘W Prusach Wsch.,
                    zwanych dawniej Książęcymi, na znacznej przestrzeni, mianowicie zaś w tych
                    okolicach, które z Mazowszem graniczą, przechował się dotąd język polski
                    pomiędzy ludem w całej swej czystości. Mówią tu i nawet piszą nim tu i ówdzie
                    wyższe stany, a duchowni nie mogą z ambony do ludu innym przemawiać językiem,
                    gdyżby nie byli zrozumiani.’ (Ze wstępu do Pieśni ludu znad górnej Drwęcy, Z.
                    Rondomańska)


                    Zaletki moje, na cóż mi wyszły

                    Zaletki moje, na cóz mi wyszły
                    Opuscił mnie mój najmilejszy,
                    A do innej myśli.

                    Choćci mię opuścił, ale we cnocie
                    Rozestalim się z mym
                    Najmilejszym jeszcze w pomiłości.

                    A ja nic nie dbam, bo inszego mam,
                    Jeno mi tego jeszcze z serca żal,
                    Co do mnie przymawiał.

                    Przychodził do mnie i namawiał mnie:
                    A ty moja najmilejza
                    Spuszczaj ty się na mnie.

                    Jam się spuszczała, bo on mnie kochał
                    W zycium tego bym nie myślała
                    Coby mę poniechał.

                    • rita100 Re: Pieśni znad Drwęcy - Gizewiusz 29.09.05, 21:09
                      Ta piosenka to zawsze jest aktualna i w dzisiejszych czasach. Te stare pieśni
                      mają swoją dusze i wdzięk, sa takie inne. A czy zauważyłaś Tralala, że
                      dziewczęta warmińskie mają smutne piesni i najczęście słowa o rozstaniu, o
                      tym , że chlopak albo nie może , albo porzuca dziewczynę i dziewczyny
                      warmińskie są smutne. Dlaczego ?
                      Ale teraz musze uciekać , wróciła córka z wakacji i dziś wyjątkowo wcześniej
                      wchodzi na komputer.
                      spokojnych snów
                      • rita100 Re: O to, córeńko, dziękuję, rynce i nogi całuje 30.09.05, 21:41
                        Buł jeden ojciec na świecie,
                        niał troje córy jak kwiecie.
                        A jek najstarsu wydawał,
                        to za ji wzianek trzysta dał.

                        A jek tu średniu wydawał,
                        to za ji wzianek dwasta dał.
                        A jek najmłodsu wydawał,
                        to za jej wzianek nic nie dał.

                        Wziuł ojciec jaske, sed po wsi
                        i pezysed do tyj najstarszy:
                        "O tu córeńko, tu mnie mas,
                        tu mnie do snirci dochowas".

                        Posła córeńka do młyna,
                        przyniosła ojcu kaninia.
                        "O nacie , sie tu utopcie,
                        a po moich progach nie chodźcie".

                        A na to ojciec zapłakał:
                        "Cego ja bzidny docekał".

                        Wziuł ojciec laske, sed po wsi
                        i zased do tyj średnijsy.
                        "O tu córeńko, tu mnie mas,
                        tu mnie do snirci dochowas".

                        Posła córeńka do woza,
                        przyniosła ojcu prowoza.
                        "Nacie , sie ojce powieście,
                        po mojich progach nie chodźcie".

                        Wziuł ojciec laske, sed po wsi
                        i zased do ty namłodsy.
                        "O tu córeńko, tu mnie mas,
                        tu mnie do snirci dochowas".

                        Posła córeńka do skrzyni,
                        psyniosła ojcu psiecyni:
                        "Nacie, sie 'ojce posilcie,
                        a moje dzieci kołysce".

                        "O to, córeńko, dziękuję,
                        rynce i nogi całuje".

                        Opowiedziała L.Wiśniewska, wieś Wiśniewo, pow. Ełk.


                        • rita100 Re: Tralala - pytanie :) 01.10.05, 20:26
                          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=708&w=29830675
                          zobacz, przyjeżdza osoba , ktora może znać trochę historii i folkloru. Czy może
                          dać znać komuś , kto tym się interesuje i chciałby spisać wspomnienia i
                          wrażenia. Jestem ciekawa jak Olsztyn odbierze ?
                          • Gość: tralala Re: Tralala - pytanie :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.10.05, 21:14
                            Mało fortunny czas na zwiedzanie Olsztyna, który już odpoczywa po sezonie (((
                            Koncerty organowe w Katedrze skończyły się we wrześniu. Na zwiedzanie w ciągu
                            dnia, oprócz muzeum zamkowego, warto wybrać Domu Gazety Olsztyńskiej - dużo
                            zdjęć i pamiątek także z przedwojennego Olsztyna (ul. Targ Rybny 1). Miłe jest
                            także Muzeum Przyrody, ciągle mało znane. Mieści się w odremontowanym pałacyku
                            dawnego majątku na Nagórkach (ul Metalowa 5). Tyle za dnia. W piatek 11
                            października wieczorem jest koncert w filharmonii
                            www.filharmonia.olsztyn.pl/index1.php?id=4&idd=35
                            Nie wiem, czy nasza olsztynianka miałaby czas i ochotę na wspominkowe
                            spotkania. Ciekawe mogłoby być spotkanie ze studentami germanistyki - zawsze to
                            dobrze mieć kontakt z żywym językiem. Jednak w sobotę i niedzielę trudno by
                            było coś zorganizować, nie wiem czy jest też germanistyka zaoczna (Sekretariat
                            Filologii Germańskiej tel. (89) 524-63-45, tel./fax (89) 523-59-66,
                            e-mail: izam@human.uwm.edu.pl). Historią Prus bardzo intensywnie zajmuje się
                            Stowarzyszenie Borussia (Stowarzyszenie Wspólnota Kulturowa "Borussia"
                            PL-10-106 Olsztyn, ul. Wyzwolenia 2/7 tel./fax: +48 (89) 534 00 26). Myślę, że
                            nawet spisane wspomnienia, nie wspominając o zdjęciach i dokumentach, chętnie
                            by przyjeli. W Olsztynie działa też Olsztyńskie Stowarzyszenie Mniejszości
                            Niemieckiej (ul. Partyzantów 3, 10-522 Olsztyn). Tyle na gorąco - może później
                            jeszcze coś mi przyjdzie do głowy.


                            • rita100 Re: Tralala - pytanie :) 01.10.05, 21:37
                              dzięki, ależ wizytę będzie miał Olsztyn, a dla tej Pani ogromne wrażenia, tyle
                              lat nie była w Olsztynie.
                              ps
                              Tralala - dobrze, że jesteś na forum, w ogole dobrze, że jesteś :)
                              Dzis sobie robię luz na forum, trochę w stronkach grzebię.
                              • Gość: tralala Re: Tralala - pytanie :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.10.05, 21:48
                                No to ja przykleję jeszcze to, co z wygrzebanej przez Ciebie bardzo ciekawej
                                stronki 'ulepiłam' z życiorysu księdza Friszke i będę czekać na następne
                                ciekawostki. Owocnego grzebania 8-)
                            • kosiflamaster Re: Tralala - pytanie :) 02.10.05, 01:10
                              11 października 2005 to akurat wtorek...:)
                            • berlinianka Re: Tralala - pytanie :) 02.10.05, 09:01
                              Ja tez zaluje, ze zdecydowali sie na odwiedzenie rodzinnych stron po sezonie.
                              Mam nazieje, ze przynajmniej pogoda dopisze. Ten koncert, o ktorym piszesz,
                              jest niestety w listopadzie...
                              Bardzo dziekuje za wszystkie kontakty i propozycje!!! :-)))
                              Goraco pozdrawiam i zycze milej niedzieli!
                            • berlinianka Re: Tralala - pytanie :) 02.10.05, 09:09
                              Bardzo jestem ciekawa, czy to Stowarzyszenie Mniejszosci Niemieckiej ma strone
                              lub adres internetowy. Moze udaloby znalezc sie kogos, kto chodzil do Horst-
                              Wenzel-Schule.
                              Do Wspolnoty Borussia zadzwonie jutro.
                              • Gość: tralala Re: Tralala - pytanie :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.10.05, 09:30
                                Nie wiem, czy Stowarzyszenie ma stronę internetową, ale mieści się w tym
                                budynku na ul. Partyzantów www.republika.pl/agdm/agdm_inhalt.htm
                                A gdzie była ta szkoła?
                                Rzeczywiście pisałam na gorąco i nie sprawdziłam, co to za dni tygodnia, ale
                                skoro to wtorek-czwartek, to może łatwiej byłoby zorganizować spotkanie ze
                                studentami. Do zagospodarowania czasu jest jeszcze planetraium i obserwatorium -
                                planterium w ciągu dnia (do 16), obserwatorium w ciagu dnia (można zobaczyć
                                panoramę miasta z wieży) i późnym wieczorem, byle pogodnym (Pokazy nieba
                                odbywają się w pogodne wieczory w poniedziałki, środy, piątki, o godz. 20.00 i
                                21.00, na tarasie Obserwatorium Astronomicznego przy ul. Żołnierskiej 13 w
                                Olsztynie) www.planetarium.olsztyn.pl/ Jeśli ta pani zna język
                                angielski, to może wybrać się do kina, bo większość filmów to produkcje
                                amerykańskie, tylko z napisami po polsku, bez dubbingu. I mimo bariery
                                językowej namawiałabym do wizyty w teatrze, po to, żeby zobaczyć wnętrze -to
                                budynek jeszcze przedwojenny Na dużej scenie w tych dniach jest Płatonow -
                                można przeczytać sztukę lub dobre streszczenie, żeby orientować się w treści.
                                Można też wyjść po pierwszym akcie, jeśli sie nie spodoba, i mieć za sobą
                                zwiedzenie teatru od środka. www.teatr.olsztyn.pl/main.php?fid=155&pg=21
                                • rita100 Re: Tralala - pytanie :) 02.10.05, 20:26
                                  Witajcie, to już mamy plan wizyty Pani, która po iluś latach wraca do dawnej
                                  swojej ziemi. Ale popatrzcie jakie losy - opusciła Niemcy , a wraca do Polski.
                                  Jakie to musi być przeżycie dla niej ogromne. Ja ją rozumę, nawet jestem w
                                  stanie odczuwac jej wrażenia i powiem więcej - czuć będzie braj jej Dworca
                                  Kolejowego, brak tramwajów i nie wiem, ale będzie sama dokładnie widzieć zmiany.
                                  Tylko, że nie widziała Olsztyna po przejściu Armii Czerwonej. Nie wiem czy się
                                  przyzwyczai do zmian nazw ulicy i miejscowośći. Wydaje mi sie , że powinnismy
                                  łykać jej wspomnienia i dowiedzieć się czego jeszcze Olsztynowi brakuje , co
                                  utraciliśmy , a co mozna jeszcze przywrócić.
                                  Teatr , to najwazniejszy obiekt, jeśli go pamięta. Można ja poobwozić po
                                  Olsztynie - zresztą ona będzie prowadzić swoimi ścieżkami, ona będzie pamietać
                                  swoje tereny i jeziora.
                                  Berlinianka - jak możesz, śledź jej drogę, może się coś więcej dowiesz i
                                  przekażesz nam na forum - będziemy razem z Panią przeżywać te historyczne
                                  chwile.
                                  Tralala - wydaje mi się , że studenci beda mieć w rękach, coś co sie nazywa
                                  żywą historią. Ciekawe gdzie mieszkała, żeby się nie okazało , że w moim domu
                                  na ul. Partyzantów, dawniej chyba zwaną Dworcową. ;))))) Koniecznie trzeba jej
                                  udostępnić do wglądu jej dom, jesli jeszcze jest.
                                  • Gość: tralala Re: Tralala - pytanie :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.10.05, 20:59
                                    Udało mi się odnaleźć szkołę, o której pisała Berlinianka - to była szkoła
                                    ludowa im. Horsta Wessela przy ul. Mozarta, dziś szkoła podstawowa nr 1 przy
                                    ul. Moniuszki (czyli na Zatorzu). Pewnie i tam nasz gość zawędruje.
                                  • berlinianka Re: Tralala - pytanie :) 08.10.05, 13:44
                                    Bardzo bardzo dziekuje za dzisiejszy adres tej szkoly!
                        • Gość: tralala Re: Ach, mój Boże IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.10.05, 21:17
                          Ach, mój Boże,
                          W tym klastorze,
                          Muszę rano wstać;
                          A ja młoda,
                          Jak jagoda,
                          Lubię długo spać.

                          Wlazę na chor,
                          Spojrzę na doł,
                          Widzę miłego;
                          Trzymajtaz mię
                          Za kitlicę,
                          Bo skocę do niego.

                          Rozkazała
                          Matka moja
                          Chuopca nie kochać,
                          A ja chuopca
                          Łap za syję,
                          Będę kochać, póki żyję!
                          (Bukarty, powiat niborski)

                          Tym razem wybrałam piosenkę z happy endem. W klastorze nie siedzę, ale muszę
                          rano wstać, więc z żalem powiem już Dobranoc.
                          • rita100 Re: Ach, mój Boże 02.10.05, 21:46
                            Świetna piosenka, i dziewczyna z werwą :)

                            Rozkazała
                            Matka moja
                            Chuopca nie kochać,
                            A ja chuopca
                            Łap za syję,
                            Będę kochać, póki żyję!
                            dobranoc
                            • rita100 Re: Edward Cyfus 02.10.05, 22:01
                              bpkw napisał:
                              O Warmio moja...?

                              Kedajś po wojnie rzóndzili noma take co jych do noju w torbach z Warszawy
                              przyzieźli i łóni noma zakazuwali po naszamu godać, bo mózili co to nie je po
                              polskamu. Tero mniało być jenaczy, ale bogać tam. Pewno sia eszcze taki jedan
                              łostoł przygupsi abo stare znowój rzóndzić chce. Bez Śwanta am w gazycie wycytoł
                              co sia takamu jenamu nimkoziu łuzidziało nasz psiankno warnijsko spsiywnio
                              przejenaczyć. Aż ma strzójsło. Sióng am gazyta pod pacha im chućko polecioł z
                              nió do szołtysa. Bazyl aż gamba roztworzuł i mózi: ziysz Klyjmens jekbyś z tam
                              do mnie psiyrszygo apryla przyszed to bym sia sprowdy łuśnioł, ale tero? To ło
                              czam do psioruna morowygo mowam tero spsiywać! Jó mózia, mosz prowda Bazyl. Nie
                              ziam tlo co tamu gupkoziu w ty spsiywni nie w smaka. Toc muzyka napsisoł
                              człoziek co w Wotamborku na śwat przyszed i je nosz, z Warniji. Cołan noród go
                              zno. A to łoczam sia w ty spsiywni spsiywo je tyż psiankne. To tero dzieciuki
                              bandu brukowali znowój czygo nowygo sia łuczyć? I ło czam? Mowam w tam naszam
                              warnijskam hymnie spsiywać co w Łolstynie jek byś chcioł co zezryć to do
                              Mekdónolda, abo byle co kupsić to nolepsi w Ryjalu? Tedy łuradzilim z Bazylam co
                              zrobziwam taki kómityt no tych co chcó coby ło dwanosty z rotusza łuż zawdy buło
                              słuchać "O Warnijo mojo mniło". I kożdan coby chcioł coby łuż na zawdy tak sia
                              łostało, mo do gazyty psisać do Klyjmensa. A jek gwołt takych bandzie, to pewno
                              i ta torba nojdziewam esczcze, zapakujewam w nió tego zomniona i łodeślewam
                              nazod do Warszawy jek mu Warnijo nie je mniło.

                              Edward Cyfus, Po naszamu. Gawędy warmińskie, Audio-Soft, Olsztyn 2000, s. 153.
                              • rita100 Re: Przysłowia warmińskie 03.10.05, 20:41
                                Chto w ciebzie kamnieniem, to ty w niego chlebem.

                                Łod muzy - bełk duży: robzić sie nie chce.

                                Jek się nałoży (przyzwyczai) to i w psiekle nienagorzy.

                                Spleta koszałki, opałki (plecie bez sensu)

                                Ni w kijki, ni w drewka. (nijak)

                                Łubogiemu zietr w łoczy zieje.

                                Na święty Józef - bocian na stodole,
                                gburze, szukaj sochy i jedź łorać pole.

                                Na świętego Franciszka
                                przyleci pierwsza pliszka.
                                (2 kwietnia)

                                Na Zmartwychwstanie dziadek przy plocie stanie.

                                Deszcz majowy - czyste złoto!
                                Gburze pośpiesz sie z robotą.

                                Gdy się świety Jan rozpłacze, liche będą kołacze.

                                Kiedy kście mak, to chleba brak.

                                Chto daje, to nie łodbziera.

                                Psieczone gołąbki
                                nie przyjdą same do gąbki.

                            • mobydickzolsztyna Re: Ach, mój Boże 03.10.05, 20:56
                              Niektórzy potrafili ładnie skorzystać z ludowych oryginałów:


                              Dwa serduszka

                              Dwa serduszka cztery oczy ojo joj!
                              Co płakały we dnie nocy ojo joj!
                              Czarne oczka co płaczecie
                              Że się spotkać nie możecie
                              Że się spotkać nie możecie
                              Oj jo joj!

                              Dziwna zazdrość starych ludzi ojo joj!
                              Wiek zgrzybiały to ich nudzi ojo joj!
                              Sami o miłość nie dbają
                              Młodym kochać zabraniają
                              Młodym kochać zabraniają
                              Oj jo joj!

                              Mnie matula zakazała ojo joj!
                              Żebym chłopca nie kochała ojo joj!
                              Kamienną bym być musiała
                              Żebym chłopca nie kochała
                              Żebym chłopca nie kochała
                              Oj jo joj!

                              Kiedy chłopak hoży miły ojo joj!
                              I któż by miał tyle siły ojo joj!
                              Kamienne by serce było
                              Żeby chłopca nie lubiło
                              Żeby chłopca nie lubiło
                              Oj jo joj!

                              Mnie matula zakazała ojo joj!
                              żebym chłopca nie kochała ojo joj!
                              A ja chłopca chaps! za szyje
                              Będę kochać póki żyje
                              Będę kochać póki żyję
                              oj jo joj!

                              opracowanie tekstu ludowego : M. Zimińska - Sygietyńska

                              Wykonawca - Mazowsze

                              Pamiętałem (więc i poszukałem Tego) wręcz z dzieciństwa, z lat 50-tych
                              Dziewczyny z podwórka na Zatorzu, za radiem, śpiewały to i ryczały rzewnymi łzami.
                              • rita100 Re: Ach, mój Boże 03.10.05, 21:18
                                haha Moby , ja ją pamiętam ,nawet czytając śpiewałam - śliczna ta piosenka, tak
                                trzeba z chysteczką ją śpiewać i to jest nasza Warmińska ?
                                To jednak śliczne mamy piosenki.
                                Dzięki za wkład, tak piękny :)
                                • mobydickzolsztyna Re: Ach, mój Boże 04.10.05, 10:47
                                  > [...] i to jest nasza Warmińska ?
                                  > To jednak śliczne mamy piosenki.

                                  Stop, stop - o jeden most za daleko !
                                  Abolutnie nie twierdzę, że zacytowane przeze mnie "Dwa Serduszka" mają cokolwiek
                                  wspólnego z Warmią - a jeśli nie myli mnie osłuchanie z piosenkami warmińskimi -
                                  to "Dwa Serduszka" nie mają z Warmią ani dudu wspólnego.
                                  Po prostu, gdy przeczytałem TU:

                                  "Rozkazała
                                  Matka moja
                                  Chuopca nie kochać,
                                  A ja chuopca
                                  Łap za syję,
                                  Będę kochać, póki żyję!
                                  (Bukarty, powiat niborski)"

                                  - to natychmiast SKOJARZYŁA mi się piosenka "Mazowsza", opracowana
                                  profesjonalnie NA MOTYWACH ludowych.
                                  Tak po amatorsku medytuję sobie jedynie, że może być to jedynie świadectwem
                                  przenikania pewnych polskich wątków - "międzyregionalnie".
                                  • rita100 Re: Ach, mój Boże 04.10.05, 20:13
                                    Czyli możemy tę piosenkę traktować jaką naszą i domagać się by zamiescili o jej
                                    przypisanie do naszego regionu. Udawadniasz Moby, że są tm nasze motywy.
                                    Bierzemy ta piosenkę do siebie. Jeszcze namówię kogoś , by nam zaśpiewał na mp3.
                                    Może się uda.
                                    Piękna pioseneczka i będziemy ją bronić ;)))))
                                    Przydała się nam Twoja medytacja.
                                    dzięki
                                  • Gość: tralala Re: Ach, mój Boże IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.10.05, 21:01
                                    Oczywiście, że pieśni ludowe wędrowały z jednego regionu do drugiego.
                                    Wykryliśmy już, że piosenka o pani co pana zabiła powstała na Śląsku,
                                    rozśpiewała się po Polsce i nawet na Prusy zawędrowała, a na koniec trafiła pod
                                    pióro Mickiewicza. Ale z drugiej strony Sygietyńscy szukali tekstów i melodii
                                    dla swojego zespołu nie tylko na Mazowszu. Niewykluczone, że Dwa serduszka
                                    wzorowali na pieśni mazurskiej. Tylko 'klastor' musiał z niej zniknąć.
                                    No to dziś dorzucę jeszcze jedną 'ponadregionalną' piosenkę.
                                  • Gość: Tam na błoniu Re: Ach, mój Boże IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.10.05, 21:02
                                    A na błoniu blizkiem kwiecie
                                    Stoici zaumirz na wydecie,
                                    A dziéwcyna
                                    Jak malina
                                    Niesie kosik rózow.

                                    Gdzieześ była, psiękna dusko?
                                    Co tak stapas drobno nozko?
                                    Jam z tij chatki,
                                    Rwałam kjatki
                                    I powracam wzad.

                                    Tu wrogowie o pół mili,
                                    Może ciebie namowzili!
                                    Kocham ciebie,
                                    Jak Bóg w niebie,
                                    Nie wzidziałam ich.

                                    Mas ty dziewce lica tłusce
                                    Daj buziaka, to cię puscę!
                                    Jam nie tak
                                    Dam buziak,
                                    Tylko z konia siądz.

                                    Z konia siondę, prawo złamnę,
                                    Za to kulo w łeb dostanę!
                                    Tyś tak prędki
                                    Daj tij chętki,
                                    Bez buziaka bądź.

                                    A kiedy ja z boju przyjdę,
                                    Gdzież cię dziewcę sukać bédę?
                                    Tu w tij chatce,
                                    Przy mej matce,
                                    To zycenie złoz.

                                    A kiedy ja w boju padnę,
                                    To mię moj buziak przepadnie!
                                    Wiernam tobie;
                                    Na twym grobie
                                    Pocałuję krzyz.

                                    Pieśn spisana około roku 1880 we wsi Bukarty (powiat niborski - nidzicki) przez
                                    Jana Sembrzyckiego, rodowitego Mazura z Olecka.

                                    • Gość: tralala Re: Ach, mój Boże IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.10.05, 21:05
                                      Ach, mój Boże, czas się zalogowac, bo mi się nick przez pomyłkę zmienił :-(
                                      • rita100 Re: Tam na błoniu 04.10.05, 22:09
                                        ach, jak sliczna pieśniczka, a jak w niej czuć tą gwarę, te akcenty warmińskie.
                                        Fajna , fajna pieśń, napewno smutna melodia.
                                        Ja chcesz to się zaloguj, ale masz styl pisania bardzo rozpoznawalny.
                                        Nikt nie jest w stanie Cię podrobić, logowanie jest bezpieczniejsze.
                                        • rita100 Re: Tam na błoniu 05.10.05, 19:29
                                          Tralala, dzis mam mało czasu, nawet nie wiem ile, jak tylko coś masz to napisz
                                          z chęcią przeczytam.
                                          Być może spadnie nam do wątku niespodzianka dla wszystkich co czytają o
                                          folklorze warmińskim. Tylko się nie zdziwcie. Sama trzymam kciuki !
                                          • rita100 Re: Przysłowia warmińskie 05.10.05, 19:34

                                            Co masz zjeść dziś, łostaw na jutro.
                                            Co masz jutro zrobzić, zrób dziś !

                                            Ni ma w chlebzie łości,
                                            kiedy się ciało wypości.

                                            Kogo nie proszą, tego kijem wynoszą.

                                            Lepsi ze swojemi płakać, niż z cudzym skakać.

                                            Po rybach - tlo łebki.

                                            Ględy pod płotem, a wesele potem.

                                            Błądzisz, póki dążysz.

                                            W społecznej rzeczy rzeczy zawdy zle skrzeczy.

                                            Kto w Kościół wrzuci, duszy nie zasmuci.

                                            Nie ten bogaty, co ma skarbów krocie,
                                            ale ten co życie opiera na cnocie.

                                            Lepszy jeden prowadnik głupsy niż dziesięciu mądrych.
                                            • rita100 Re: Niespodzianka 06.10.05, 20:17
                                              A więc mamy muzyczne wykonanie naszej piosenki "Dwa serduszka" Kliknijcie na
                                              piosenkę i usłyszycie cudowne wykonanie Marii Jopek. Nie dość tej
                                              niespodzianki, szykuje sie wykonanie tej piosenki przez Warmiankę, urodzoną w
                                              Olsztynie, ale na to musimy spokojnie poczekać i trzymać kciuki. Tralala, nawet
                                              Moby nie ma pojęcia jakiego orginalnego wykonania się doczeka, wszak to on
                                              poznał jej motywy warmińskie i nam zamieścił, za co Moby - może piwo postawie ,
                                              nie , nie, szampana ! ?
                                              Przystępuję do prezentacji piosenki "Dwa serca" podanej nam przez Hanys_hansa z
                                              Gliwic. Tralala, gdybyś miała jakiś problem folklorystyczny z odszyfrowaniem
                                              niemieckich motywów napewno Ci posłużą pomocą.
                                              Czas na śpiew :)

                                              *´¨) ¸.•´¸.•*´¨) ¸.•*¨)
                                              (¸.•´ (¸.•` * .(`'•.¸(`'•.¸ ¸.•'´) ¸.•'´)
                                              . * .(¸.•'´(¸.•'´ `'•.¸)`' •.¸)

                                              (.• mitglied.lycos.de/corvey1/Dwa_Serduszka_Cztery_Oczy.mp3

                                              ::: (\_(\
                                              *: (=' :') :*
                                              .. (,('')('')¤°.¸¸.•´—`» ¸.•´¸.•*´¨) ¸.•*¨)
                                              (¸.•´ (¸.•` * ** zapraszam..**
                                              • mobydickzolsztyna Re: Niespodzianka 07.10.05, 10:06
                                                > Moby nie ma pojęcia jakiego orginalnego wykonania się doczeka, wszak to on
                                                > poznał jej motywy warmińskie i nam zamieścił, za co Moby - może piwo postawie ,

                                                Piwo, owszem - szczególnie duńskie, lubię. Może więc - kiedyś, ale to co
                                                najmniej po kilkuletnim okresie karencyjnym, po zaniechaniu jakiejkolwiek mojej
                                                aktywności na forach.
                                                Ze względu na pewne poruszone przeze mnie tematy i anonimowość osób "trzecich" -
                                                nie mam prawa "dekonspirować się".
                                                A propos "niespodzianek" - chyba byś z krzesła spadła, gdybyś się zorientowała,
                                                jak wielki jest (pośrednio) mój współudział w tym wątku.
                                                Cicho sza, Cichosza, po Wielkiemu Cichu.

                                                Posłuchać mp3 - nie daję rady. Najpierw dostaję jakiś katalog w typie ftp, a po
                                                kliknięciu piosenki - stronę www.tripod.licos.de - potem już mi się odechciewa.
                                                Za stary jestem na tak dalekie podchody.
                                                • mobydickzolsztyna Re: Niespodzianka 07.10.05, 10:12
                                                  Ufff - z mp3 poradziłem sobie jednak !!!
                                                  • rita100 Re: Niespodzianka 09.10.05, 21:41
                                                    Świetnie Moby, mam tez nadzieję , że Tralala slucha tego utworu.
                                                    Prosze o wybaczenie i usprawiedliwienie mojej nieobecności.
                                                    Tak się zlożyło , że Ślązaki , którzy nam pomagali w takich ciekawostkach
                                                    zostali pokrzywdzeni i chciałam , bardzo chciałam im pomóc. Chciałam w tym
                                                    momencie byc z nimi. Ale też zrozumiałam, że Was i wątki o Warmii i Mazurach
                                                    nie mogę zaniedbywać.
                                                    Choć trochę mnie zrozumcie , bo dodam, że tradycją tej ziemi własnie oni mnie
                                                    natchneli, gdyż są zanwcy swoich tradycji. Pokazali mi , że mają swoją gwarę,
                                                    swoje legendy, swoje klobuki i utopki. Własciwie natchneli mnie na pomysł tych
                                                    watków.

                                                    Moby, ale opowiadasz tajemniczo, już mnie zakoczyłeś. Lepiej zostawić ten czar
                                                    wątku w otoczce tajemniczości, a Tralala jak Anioł spadł mi z nieba i prowadzi
                                                    nas w niesmowite nieznane zaułki po Warmii i Mazurach.
                                                    Ja już spadłam z krzesła kiedy ten Anioł ukazał się na wątku :) ale mru , mru
                                                    już o tym pisałam.
                                                    Wracając do piosenki to jest jej cudne wykonanie , takie spokojne , podchodzące
                                                    pod jazz. Wspominając o Warmiance Borasce, która postara się dla nas wykonać
                                                    ten utwór, to chiałam zauważyć, że wszyscy zamieszkujący ten obszar i szanujący
                                                    tradycje tej ziemi są w jakimś stopniu Warmiakami , bez względu na korzenie,
                                                    wystarczy ukłon w dziedzictwo tej ziemi. Tak myślę :)
                                                    Może kiedyś uda sie prościej zainstalować tą piosenkę, ale teraz cieszmy się
                                                    tym co mamy.
                                                  • Gość: tralala Re: Niespodzianka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.10.05, 21:55
                                                    Jeszcze żyję w powłoce cielesnej, ale jak do czwartku (13!!!) nie skończę
                                                    pewnej pracy to ktoś może mi pomóc przejść w krainę duchów. Dziś więc zamiast
                                                    folkloru - prawo Owena:
                                                    Jeśli jesteś dobry, to cała robota zwali się na ciebie.
                                                    Jeśli jesteś naprawdę dobry, to nie dopuścisz do tego.
                                                    Odezwę się pod koniec tygodnia!
                                                  • rita100 Re: Niespodzianka 10.10.05, 21:09
                                                    Tralala, dzięki, dzięki , ze jesteś. Nic sie nie martw, spokojnie zawsze coś
                                                    znajdę z folkloru. Teraz będę poszukiwać książki o gawędach, bo zamieszczone
                                                    kawałki bardzo mi się podobają.
                                                    pozdrawiam
                                                  • mobydickzolsztyna Paskudne piosenki 11.10.05, 12:17
                                                    Cześć Rita
                                                    Przesłałem do Twojej poczty TUTAJ (zajrzyj) 3 skany z nutami, dość niewesołych
                                                    przykładów skomplikowanych losów polskości na Warmii.
                                                    Cześć
                                                  • rita100 Re: Paskudne piosenki 11.10.05, 20:49
                                                    Moby - już odebrałam te pieśni - jestem pod wrażeniem.
                                                  • rita100 Re: Gawęda 11.10.05, 20:50
                                                    Zwykły dzień Mazurski
                                                    W gospodarce to je tak. Jek szie reno wstane, to szie łósko poszciele, ale to
                                                    nie je richtik. Lepszi to szie pszierw troche poszciel s pół godżini wiluftuje.
                                                    Tedi zastazi szie do fristiku i tedi szie chizo, nem szie woda uważi, umjie i
                                                    ucese. Potem szie muze móntewko rozzierci, a jek szie zaważi, to szie posoli i
                                                    mleka wleje i chleba do tego i taki mi mami fristik. No a potem tszieba kuchno
                                                    i jizbe zaneszć, to do kurcaków jiszć, do kokosów, do genszi. Tedi muszi jiszć
                                                    w pole. Teraz mi jidziem rókle chakać albo pleć, mi i tak i tak móziem. Ja
                                                    dzisziaj scaziu nazbzierała, to bendzie na łoziat scasz. Potem mi psziśli na
                                                    potpołudnik. Na ten potpołudnik dało chleb pomazani z masłem i kawe. Tedi us
                                                    cas kartofle na łobziat uważieć, tes nenso i zuse. Jek mi podjedli, to leczieli
                                                    na pole dojeć, szwine futrować, a tedi mi jidziem dali do rókli, bo esce ne je
                                                    skóncóna. I tak as do zieciora. Ło cwrti mi zjedli podziecórek. Zjadło szie
                                                    znów kawe i chleb. Na ziecór, ten ostatni matlich, to mi móziem zieceżia. Na to
                                                    zieceżio dało kwaszne mleko i odgżiane ot obziadu kartofle.

                                                    K.Nitsch

                                                    richtik - słusznie
                                                    wiluftować - wywietrzyć
                                                    fristik - śniadanie
                                                    muza - mąka rozmieszana z wodą
                                                    móntewka - łyżka wazowa
                                                    rozziercić - rozwiercać
                                                    rókle chakać - buraki okopywać
                                                    scasz - szczaw
                                                    nenso - mięso
                                                    zuse - sos
                                                    matlich - posiłek
                                                  • rita100 Re: Michał Kajka 13.10.05, 20:15
                                                    Był nie tylko poetą, ale również nauczycielem i księdzem. Jego pisarstwo „nie
                                                    wynikało - jak pisze Anna Kamieńska - tylko z potrzeby „śpiewania”, wyrażania
                                                    uczuć, ale brało na siebie świadomie funkcje dydaktyczne i moralistyczne” .
                                                    Nawet anegdotyczne „gadki uciesne” rzadko są opowiadane dla samej tylko
                                                    rozrywki i zabawy, częściej, żeby do czegoś nakłonić lub przed czymś
                                                    przestrzec. Zwykle opowiadanie kończy przysłowiowo wyrażony morał typu:
                                                    „Niewiele czyni, kto rozprawia wiele” ( 58, 205)
                                                    lub pouczenie, np.:
                                                    „ Gdy pan w podróż się szykuje,
                                                    Niechże więc nie pożałuje
                                                    Wziąć na drogę co strawnego
                                                    Dla się i dla sługi swego.” ( 58, 265 ).
                                                    Czasami morał wynika z samej powiastki, nie musi być wyrażony explicite, jak to
                                                    ma miejsce w gadce „O żydowskim koniu” (82,188) czy w „ Przygodzie muzykanta”
                                                    (82,220), gdzie zło jest ukarane, a głupota wyśmiana.
                                                  • rita100 Re: Michał Kajka 14.10.05, 19:57
                                                    "Oprócz kancjonału również prasa mazurska i kalendarze były dla Kajki źródłem
                                                    formuł. I tak dwuwers
                                                    „Ej, szczęśliwy, kto z tej strony,
                                                    Chce poszukać sobie żony!”
                                                    nawiązuje do wiersza Marcina Gerssa, który jest z kolei wersją „sprzętnej
                                                    gospodyni” Kochanowskiego. Warto także zwrócić uwagę na typowe dla Kajki stałe
                                                    epitety: „lśniące”, „tęskliwy”, „wdzięczny”, „miły”, „prześliczny” mające
                                                    również charakter formuliczny.
                                                    Folklorystycznej proweniencji są też powtórzenia, na przykład incipitowe: „Mało
                                                    nas, bracia, nieliczny nasz chór” (58,127) rozpoczynające każdą strofę. Są
                                                    jednak powtórzenia o wyrazistej funkcji artystycznej jak w wierszu „Polska mowa
                                                    nie ustaje”, gdzie w różnych konfiguracjach w strofach powtarzają się dwa
                                                    wersy:
                                                    „Póki lud mazurski słynie”
                                                    „Polska mowa nie zaginie” oraz słówko „póki” rozpoczynające wersy. Podobnie
                                                    rzecz się ma z opisami mazurskiej przyrody. Jedne wyraźnie realizują określony
                                                    schemat: „Gdzie szumi ciemny las / I gdzie sterczą pasma gór” (58,153) (przede
                                                    wszystkim nie ma w ogóle gór na Mazurach ), inne są dużo bardziej oryginalne,
                                                    np. opisy jezior:
                                                    „Wy prześliczne jezior wody,
                                                    Wysrebrzone w swej ozdobie,
                                                    Podczas ciszy i pogody
                                                    Malujecie tedy w sobie
                                                    Łany, lasy i też wioski
                                                    I cały firmament Boski.”
                                                    Stąd wniosek, że w twórczości Kajki przeplatają się elementy ludowe i
                                                    literackie tak, jak dawne przeplata się z nowym, co widać na przykład w
                                                    tytułach wierszy poświęconych świętom Bożego Narodzenia: w niektórych pojawia
                                                    się nazwa Gody , w innych jest już nowsze Boże Narodzenie
                                                  • rita100 Re: Michał Kajka 17.10.05, 22:17
                                                    Kajka mówi, że „słowziki po mazursku, po polsku spsiewajo” .
                                                    Porównania z przyrodą są dla Kajki źródłem nadziei, że mowa ojczysta powróci
                                                    tak, jak po zimie wraca wiosna ,
                                                    jak po deszczu pojawia się słońce ,
                                                    jak dzień przychodzi po nocy
                                                    i jak wracają ptaki .
                                                  • rita100 Re: Michał Kajka 18.10.05, 20:02
                                                    Twórczość bowiem - zdaniem Bachtina - „rozwija się tylko na granicach kultur”.
                                                    Czerpiąc z literatury posługiwał się Kajka modelami literackości, jednakże
                                                    celowość i znaczenie takiego postępowania należałoby jeszcze dokładnie zbadać.
                                                    Z analizy treściowej zawartości poezji Kajki wynika, że cały opisywany w niej
                                                    świat jest fundowany przez Boga i od Niego zależny. Tego rodzaju wiara jest
                                                    charakterystyczna dla społeczności tradycyjnych, które „zawsze przypisują swe
                                                    prawa i obyczaje jakiejś woli transcendentnej” , a ponadto uważają za
                                                    naturalne, jedynie wartościowe i prawdziwe tylko swoje własne obyczaje, normy i
                                                    swój własny język. „Koniec tego zwyczajnego, prostego, naturalnego świata,
                                                    upadek etnicznych wzorów i norm jawi się członkom grupy ni mniej, ni więcej
                                                    tylko jako koniec świata, jako upadek najbardziej naturalnego, odwiecznego
                                                    porządku rzeczy równający się totalnej katastrofie” . Świadkiem takiej właśnie
                                                    katastrofy był Michał Kajka. Ma to wydźwięk tym tragiczniejszy, że po
                                                    mazurskiej kulturze nie zostało już dziś nawet śladu.
                                                  • Gość: tralala Re: Michał Kajka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.10.05, 20:30
                                                    -Jedziemy jutro, córeczko, do Kajki.
                                                    - Tak jest, tatusiu.
                                                    Nie trzeba było więcej słów. Z dawna wiedzieliśmy, że Kajka - to będzie nasz
                                                    ostatni pokłon tej ziemi.
                                                    Nazajutrz jedziemy drogami polnymi. I jeszcze raz polnymi, najpolniejszymi, bo
                                                    i te boczne drogi w naprawie. Szofer Niemiec klnie, autem rzuca po wertepach.
                                                    Wjeżdżamy w koleiny w glinie, z prawieków tunele drążone, trawy nam się polne
                                                    ukazują nad głowami na brzegach wąskich jarów.
                                                    Ogródki - wieś, w której mieszka Kajka, toną w zieleni sadów i odbijają się w
                                                    wodach jeziora. W taki zapewne czas stary Kajka pisał:
                                                    'Wdzięczna lata ozdobo,
                                                    przyjemna wszej osobie
                                                    Słyniesz życiem, swobodą
                                                    Jak wdzięczny powab ku tobie...'
                                                    Dom Kajki ma ganeczek, ku ulicy zwrócony, ale całkiem zarosły dzikim winem. Ze
                                                    schodkami. Na głucho. Od lat widać tędy nikt nie wchodzi.
                                                    Idziemy do obejścia.
                                                    Na zydelku siedzi bardzo stara kobieta. Ma chustkę zawiązaną obyczajem
                                                    mazurskim pod brodą i schyloną głowę. Widzimy więc tylko ręce - niebywale
                                                    przejrzyste, wąskie, wychudzone ręce. Kobieta obiera ryby. Spod noża pryskają
                                                    łuski, migocąc w słońcu. Pod zydlem siedzi kot, chyhając na smaczne kęski.
                                                    Morgen - mówię - hier wohnt Herr Kajka?
                                                    Z wolna podnosi się głowa starej kobiety. Spod okapu chusty ukazują się przede
                                                    wszystkim oczy: wielkie, palące. Tkwią one w sinych torbielach na pergaminowej
                                                    twarzy.
                                                    Widzimy, że mamy przed sobą umierającą.
                                                    Głos słaby, drżący mówi po polsku.
                                                    - Nima Kajki ...
                                                    - A wyście Kajkowa?
                                                    - Toć ...
                                                    Ręka w śmiertelnym znużeniu opuszcza się wzdłuż fartucha.

                                                    Tak to nie spotkał się z Kajką w jego domu Melchior Wańkowicz, co opisał potem
                                                    w Na tropach Smętka. Smętny ten tekst, prawda Rito? Ale też taki obrazowy -
                                                    wystarczy przymknąć oczy, żeby zobaczyć ten dom i tę scenę. A Kajki nima!
                                                  • rita100 Re: Michał Kajka 19.10.05, 21:02
                                                    Pięknie podsumowałaś wykład o Michale Kajce, cudownie, opis przyrody. Kajka
                                                    musiał czuś tą ziemię po której stąpał. A gdzie jest pochowany ?
                                                  • Gość: tralala Re: Michał Kajka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.10.05, 21:18
                                                    gdzie został pochowany? Tam, gdzie powinien -
                                                    Michał Kajka zmarł 22 września 1940 roku i został pochowany w Ogródku.
                                                    A tu można zobaczyć zdjęcie jego mazurskiego domu
                                                    republika.pl/sp12/patron.html
                                                  • rita100 Re: Michał Kajka 20.10.05, 21:36
                                                    pochowany na własnej ziemi, ktorą kochał, tam gdzie bylo jego godne miejsce.
                                                  • rita100 Re: Fryderyk Karol August Dewischeit 20.10.05, 21:40
                                                    Fryderyk Karol August Dewischeit (1805 - 1884) był nauczycielem w gimnazjum w
                                                    Ełku, a później dyrektorem progimnazjum w Olsztynku. Jego tytułem do chwały
                                                    jest poezja, a konkretnie zbiór wierszy "Wild flutet der see", skad pochodzi
                                                    wiersz "Pieśń mazurska", traktowany przez wiele lat jako hymn mazurski. W
                                                    okresie międzywojennym pieśń została przetłumaczona na język polski:
                                                    Wśród modrych fal
                                                    łódka rybaka pomyka się w dal
                                                    i pruje wody czystą toń
                                                    mazurska krzepka dłoń.
                                                    Gdy jednak burzy rozhuczy się grzmot
                                                    przyspiesza łódka, szybuje jak grot
                                                    przez rozszalałych fali splot.
                                                    Ojczyzna to nasza, te wody i las
                                                    Niech żyją Mazury, ten kraj pełen kras!
                                                    itp.
                                                    Tłumaczenie nie jest najlepsze, ale jedyne jak dotąd. Dewischeit został prawie
                                                    kompletnie zapomniany. Jedynie w Giżycku (zdaje się, że z inicjatywy Gerssa)
                                                    postawiono mu ów kamień pamiątkowy. Zresztą rybacy mazurscy, którzy nie bardzo
                                                    wiedzieli kto to jest , traktowali pomniczek jako kamień ku pamięci tych,
                                                    których pochłonęły Mamry i kiedy przepływali obok zdejmowali zawsze czapki.

                                                    “Całym swym, sercem duszą dziecinną

                                                    Kocham tę piękną ziemię rodzinną”
                                                  • Gość: tralala Re: Michał Kajka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.10.05, 22:41
                                                    Może to dziwnie zabrzmi, ale chyba dobrze, że Michał Kajka zmarł przed 1945
                                                    rokiem. Gdyby żył dłużej to pewnie musiłaby albo z tego swojego Ogródka
                                                    wyjechać albo przechodzić jakąś upokarzającą procedurę weryfikacji polskości. A
                                                    poza tym szukając jego wierszy w internecie (raczej bezskutecznie - trzeba
                                                    będzie sięgnąć po tradycyjne książki) znalazłam jeszcze i taką informację:
                                                    Starszy syn Michała Kajki, Gustaw, przejął od ojca gospodarstwo i mieszkał
                                                    razem z rodzicami w Ogródku. W 1945 roku Gustaw zginął w Gdańsku. W domu poety
                                                    pozostała więc tylko synowa Kajki z dwojgiem dzieci. W 1966 roku całe
                                                    gospodarstwo razem z budynkiem przekazała na rzecz skarbu państwa. Sama zaś, z
                                                    dorosłymi już wtedy dziećmi, wyjechała do Niemiec.
                                                    www.lesniczowkapranie.republika.pl/mmkwo.html
                                                  • rita100 Re: Michał Kajka 21.10.05, 20:47
                                                    Tralala, dziwnie to nie zabrzmiało, bo faktycznie Kajke czekały by ciężkie
                                                    czasy, lepiej jak zmarł w spokoju na własnej ziemi. Masz dar do cudownego
                                                    zakńczeniu wiedzy o Kajce, strasznie cieplutko i naprawdę godnie. Szkoda, że
                                                    nie mamy jego poezji, może kiedyś znajdą się na internecie i już będę wiedzieć,
                                                    jaką wieką osobistością był właśnie Kajka.
                                                    Ten domek, który pozostał po rodzinie Kajki to można by wyremontować i zostawić
                                                    dla badaczy historii Warmii i Mazur , ludzi , ktorzy mogliby się zatrzymać w
                                                    tym miejscu , jako hotelik dla takich wspaniałych ludzi , którzy docenią wiedzę
                                                    o Kajce. Bo tak się zmarnuje i nikt nie będzie dbał. Zresztą nie wiem, ale czy
                                                    rodzina Kajki wyjechała do Niemiec , bo chciała opóścić teren ? Znany jest
                                                    adres tej rodziny ?
                                                  • Gość: tralala Re: Michał Kajka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.10.05, 21:11
                                                    Na szczęście dom Michała Kajki ma się dobrze. Wyremontowany, mieści muzeum
                                                    Michała Kajki. Pięknie też wygląda odnowiona stodoła z kamienia i cegły. W niej
                                                    można zobaczyć narzędzia ciesielskie, takie, jakich Kajka używał w codziennej
                                                    pracy. Może opiekun tego muzeum ma kontakt z wnukami Kajki? Może czasem
                                                    zaglądają do tego domu? Ja jeszcze tam nie była, ale w przyszłym roku też
                                                    będzie lato, więc będzie gdzie pojechać.
                                                  • rita100 Re: Erwin Kruk 21.10.05, 21:18
                                                    Tak , zobaczyć i dotknąć tego miejsca jest ważne dla takich milosników jak
                                                    my :) Nawet więcej połozyć kamyczek gdzies na posesji i niech sobie leży
                                                    spokojnie ku jego czci.
                                                    A teraz , nie wiem czy znasz Erwina Kruka i zacznę od poezji, ślicznej poezji.

                                                    WYJDŹ NAPRZECIW
                                                    Jeżeli pochodzisz ze starych,
                                                    Dawno wymarłych plemion,
                                                    Jeśli nie znasz języka
                                                    Ani sposobu,
                                                    Jak można to udowodnić,
                                                    Popatrz w niebo,
                                                    Nad którym zawisł jastrząb w południe,
                                                    Podnieś ziarenko piasku,
                                                    Źdźbło trawy, gałązkę jałowca,
                                                    Stań nad wodą,
                                                    W której mija twoje odbicie,
                                                    Wyjdź naprzeciw wieczoru.

                                                    Jak jasno
                                                    Pulsuje ta ciemność.


                                                  • Gość: tralala Re: Erwin Kruk IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.10.05, 21:30
                                                    Oj, to już chyba listopad puka do drzwi, bo na hasło 'Erwin Kruk' tak mi się
                                                    wiersz przypomniał. Znalazłam i wpisuję:

                                                    Śpiew nasz
                                                    Już tylko w kancjonałach,
                                                    A kancjonały - w rękach umarłych.
                                                    Wolność nam się śniła
                                                    i wszystko się ziściło
                                                    W muzyce piasku:
                                                    Nasze groby
                                                    nad nami się zapadły.

                                                    Nie da rady - muszę na jutro coś weselszego wyszukać, niech jeszcze potrwa
                                                    trochę złota polska jesień :)
                                                  • rita100 Re: Erwin Kruk 22.10.05, 20:50
                                                    Erwin Kruk , sliczne wiersze napisał, równiez jeszcze zamieszczę z tomiku
                                                    Baśń Czereśniowa. Duchowa poezja Ziemi

                                                    ŚLADY
                                                    Szlaki jantarowe i ścieżki niedźwiedzie,
                                                    bóstwa pogańskie można wyliczać,
                                                    Bezdenna jest pamięć. Religią jej - kłamstwo
                                                    i moja tradycja staroplemienna,
                                                    co jak skrzep bursztynu
                                                    w chrobocie gwary odciska się
                                                    niewyraźnym echem. To tylko północ -
                                                    ona prowadzi przez tysiąclecia
                                                    Warmów i Sasinów. To tylko ja,
                                                    który szamoczę się między tym, co jest,
                                                    a przeszłym. Więc tak oto stoję pokornie
                                                    wobec nie oswojonego języka. I wiem,
                                                    że coraz więcej jest we mnie
                                                    błędów i wahań, które trwają.
                                                    Nawet mówię: azyl mój był z międzyczasu.

                                                  • Gość: tralala Re: Erwin Kruk IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.10.05, 21:20
                                                    Czekam na więcej wierszy Erwina Kruka! Ten, który tu zamieściłaś Rito wydaje
                                                    się nieprzetłumaczalny na żaden inny język i chyba niezrozumiały do kogoś, kto
                                                    nie zna Warmii i Mazur (ani Prus). Co niestety oznacza, że jest na świecie
                                                    wiele pięknych wierszy, których ja z kolei nigdy nie poznam i nie zrozumiem.
                                                  • Gość: tralala Re: Ignacy Krasicki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.10.05, 21:27
                                                    Chciałam dziś też coś bardziej żartobliwego dołączyć. Oby książę biskup i poeta
                                                    nie obraził się, że trafił do wątku folklorystycznego, ale przecież Warmia
                                                    przez lata była jego domem (a może dominum:
                                                    'Myszy'
                                                    Każdy się swoim zatrudnia kłopotem?
                                                    Myślały myszy, co tu robić z kotem.
                                                    Mówiły jedne: "Darami go skusić!"
                                                    Mówiły drugie; "Lepiej go udusić!"
                                                    Wtem się odezwał szczur szczwany, bo stary:
                                                    "Próżne tu groźby, próżne i ofiary.
                                                    I dary weźmie, i przysięgi złamie!
                                                    Najlepiej cicho siedzieć sobie w jamie,
                                                    A opatrzywszy zewsząd bez łoskotu
                                                    Ani być z kotem, ani przeciw kotu".

                                                    P.S. Uprasza się nie traktować tego jako naruszenia ciszy wyborczej )))
                                                  • rita100 Re: Ignacy Krasicki 22.10.05, 22:04
                                                    Wiersze Kruka to chyba wiersze pisane duszą samego autora i ciężko to
                                                    analizować.
                                                    Ignacy Krasicki, faktycznie bardziej żartobliwy i przedwyborczy.
                                                  • rita100 Re: Spotkanie z Erwinem Krukiem 23.10.05, 19:35
                                                    Wśród wierszy, z najnowszego tomu "Znikanie", które Erwin Kruk przeczytał
                                                    podczas piątkowego spotkania w olsztyńskiej parafii ewangelickiej, był
                                                    poruszający utwór "Co zostało".

                                                    Autor przeczytał wiersz o swojej rodzinnej wsi "która się w sobie zapadła". W
                                                    tej wsi już "niczego nie ma co było". Zostało tylko słońce, które "Toczy się po
                                                    niebie jak piłka". Autor tłumaczył, że oczywiście tom "Znikanie" pisał
                                                    przeciwko... znikaniu. Przytoczył słowa Lutra: Gdybym dowiedział się, że jutro
                                                    świat zginie, posadziłbym jabłoń... - Żyć trzeba tak, żeby się nie wstydzić
                                                    tych chwil przeżytych i zauważać, że żyje się wśród innych ludzi o innej
                                                    wrażliwości - powiedział Erwin Kruk w trakcie spotkania.

                                                    Poeta przeczytał również wiersz "Mazury", jedyny tekst literacki po 1945 roku
                                                    napisany po mazursku. Poeta objaśnił znaczenie niektórych z nich. Jak bredy i
                                                    łgi ( bzdury i łgarstwa) czy: pozbadli (przejrzeli na wylot). To ostatnie użył
                                                    w gorzkiej frazie:
                                                    "Boć obcy ludzie okolice obsiedli
                                                    I wnet pozbadli, że nas
                                                    Jak miotłą to popycha się, to wymiata".
                                                    Na przykład słowo kadyk, które po mazursku znaczy jałowiec, jest zapożyczeniem
                                                    z języka pruskiego.

                                                    No i co myslisz o Erwinie Kruku ? Tak prawdę mówiąc to nic o nim nie wiem.
                                                  • Gość: tralala Re: Spotkanie z Erwinem Krukiem IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.10.05, 19:56
                                                    Erwin Kruk stał się kiedyś mimowolnym bohaterem dość ponurej anegdoty. Kiedy
                                                    wytykano, że na Warmii i Mazurach nie ma już Warmiaków ani Mazurów, padała
                                                    odpowiedź 'Jako to nie ma - jest jeden Warmiak (Jan Chłosta) i jeden Mazur
                                                    (Erwin Kruk) :(
                                                    A czy będą jeszcze jakieś wiersze Kruka?
                                                  • Gość: tralala Re: Ignacy Krasicki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.10.05, 19:58
                                                    Skorzystam z przedłużonej ciszy wyborczej i podczepię jeszcze jedną bajkę
                                                    polityczną Ignacego Krasickiego.

                                                    Wół minister

                                                    Kiedy wół był ministrem i rządził rozsądnie,
                                                    Szły, prawda, rzeczy z wolna, ale szły porządnie.
                                                    Jednostajność na koniec monarchę znudziła;
                                                    Dał miejsce wołu małpie lew, bo go bawiła.
                                                    Dwór był kontent, kontenci poddani - z początku;
                                                    Ustała wkrótce radość - nie było porządku.
                                                    Pan się śmiał, śmiał minister, płakał lud ubogi.
                                                    Kiedy więc coraz większe nastawały trwogi,
                                                    Zrzucono z miejsca małpę. Żeby złemu radził,
                                                    Wzięto lisa: ten pana i poddanych zdradził.
                                                    Nie osiedział się zdrajca i ten, który bawił:
                                                    Znowu wół był ministrem i wszystko naprawił.

                                                    Kto by nie został prezydentem, ja czekam na ministra woła, by wszystko mozolnie
                                                    naprawił :-)
                                                  • rita100 Re: Ignacy Krasicki 23.10.05, 20:06
                                                    Tak, często te anegdotki sa tak rzeczywiste, targowisko niesamowite, a Krasicki
                                                    trafnie ocenia sytuację :)
                                                  • Gość: tralala Re: Ignacy Krasicki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.10.05, 16:50
                                                    Dla tych co wygrali i dla tych co przegrali - do sztambucha:

                                                    Lew i zwierzęta

                                                    Lew, ażeby dał dowód, jak wielce łaskawy,
                                                    Przypuszczał konfidentów do swojej zabawy.
                                                    Polowali z nim razem, a na znak miłości
                                                    On jadł mięso, kompanom ustępował kości.
                                                    Gdy się więc dobroć taka rozgłosiła wszędy,
                                                    Chcąc im jawnie pokazać większe jeszcze względy,
                                                    Ażeby się na łasce jego nie zawiedli,
                                                    Pozwolił, by jednego spośród siebie zjedli.
                                                    Po pierwszym poszedł drugi i trzeci i czwarty.
                                                    Widząc że się podpaśli, lew choć nie obżarty,
                                                    Żeby ująć drapieży, a sobie zakału,
                                                    Dla kary, dla przykładu zjadł wszystkich pomału.
                                                  • Gość: tralala Re: Ignacy Krasicki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.10.05, 21:02
                                                    Lekcja krytyki (lub oportunizmu):

                                                    Lew pokorny

                                                    Źle zmyślać, źle i prawdę mówić w pańskim dworze.
                                                    Lew, chcąc wszystkich przeświadczyć o swojej pokorze,
                                                    Kazał się jawnie ganić. Rzekł lis: "Jesteś winny,
                                                    Boś zbyt dobry, zbyt łaskaw, zbyt dobroczynny".
                                                    Owca widząc, że kontent, gdy liszka ganiła,
                                                    Rzekła: "Okrutnyś, żarłok, tyran..." Już nie żyła.
                                                  • Gość: tralala Re: Ignacy Krasicki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.10.05, 20:54
                                                    A tu bajka, której Leszek Miller najwyraźniej nie czytał. Ciekawe, czy znają ją
                                                    obecni posłowie i senatorowie?

                                                    SŁOWIK I SZCZYGIEŁ
                                                    Rzekł szczygieł do słowika, który cicho siedział:
                                                    "Szkoda, że krótko śpiewasz". Słowik odpowiedział:
                                                    "Co mi dała natura, wypełniam to wiernie.
                                                    Lepiej krótko, a dobrze, niż długo, a miernie".
                                                  • rita100 Re: Spotkanie z Erwinem Krukiem 23.10.05, 19:58
                                                    Tak , jeszcze jeden mam :) tez taki duchowy

                                                    NIEBO, ZIEMIA
                                                    Nie bój się.
                                                    To bezbronne
                                                    Niebo się zatraca
                                                    U twych stóp.
                                                    Nie broń się.
                                                    To ziemia wraca,
                                                    Przytula się
                                                    Do twych ust.

                                                    * * *
                                                    Chodź ze mną, synu północy,
                                                    Twoje znaki: jastrząb i ryba,
                                                    Ich lot opadający
                                                    Nad ogrodami starych jałowców,
                                                    Ich lot przez zapomniane sny,
                                                    Ale dalej
                                                    Jest las, jezioro
                                                    Kolebie się w jego wnętrzu,
                                                    I co przejrzyste staje się
                                                    Oddechem mgły. Jeżeli nie umarłeś -
                                                    Chodź, zanurzymy się w cienie i światła,
                                                    Uniesiemy sumiennie powieki.
                                                    Drobna koniczyna
                                                    Biegnie wśród piasków, powój
                                                    Trzyma się kurczowo kamieni.
                                                    Nie widzisz mnie, synu północy?
                                                    Jestem plamą rdzy,
                                                    Której nie zetrzesz, choć możesz
                                                    Udawać, że mnie nie znasz.
                                                    Ja urodziłem tę północ, teraz
                                                    Jej gwiazda trzyma mnie
                                                    Przy życiu. Pod cieniami
                                                    Jastrzębia i ryby
                                                    Pulsuje twoja krew,
                                                    Wieloimienna - w locie opadającym
                                                    Przez zapomniane sny.
                                                    Chodź ze mną.
                                                    Zanucimy cicho piosenkę o miłości,
                                                    Zanim zmrozi nas chłód
                                                    Martwego krajobrazu.
                                                    Tam tlą się jeszcze twoje znaki:
                                                    Las i jezioro, jałowce na wzgórzach zapomnianych.
                                                    Piasek i rzeki, które płyną na przemian,
                                                    Jak korzenie,
                                                    Przez ciebie, przeze mnie.

                                                    Chodź ze mną, mój wierszu.
                                                    Musimy się o tym przekonać.

                                                  • Gość: tralala Re: Spotkanie z Erwinem Krukiem IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.10.05, 20:24
                                                    Proszę o więcej - bardzo piękne, choć cały czas smutne.
                                                    No to teraz coś przyjemnego z dzisiejszej gazety:

                                                    Współzałożyciel stowarzyszenia Wspólnota Kulturowa Borussia - Robert Traba,
                                                    został laureatem Nagrody Zygmunta Glogera za szczególne osiągnięcia w badaniu,
                                                    ochronie i rozwoju kultury.
                                                    Robert Traba dla "Gazety": Nagroda jest dla mnie ważna. Uważam, że 15 lat
                                                    aktywności społecznej upoważnia mnie do wygłoszenia stwierdzenia, że Borussia
                                                    nie jest ani stowarzyszeniem historycznym, ani literackim, ani też polsko-
                                                    niemieckim. To część Polski obywatelskiej, która dziś funkcjonuje w niszach,
                                                    zbyt słabo. Trzeba sobie wreszcie uzmysłowić, że działalność tego rodzaju
                                                    organizacji stanowi najważniejszą część naszej rzeczywistości. Dzięki
                                                    aktywności takich małych organizmów, jak m.in. Borussia, możemy mieć realny
                                                    wpływ na tworzenie normalnej rzeczywistości i pokazywać polskość w całym
                                                    bogactwie jej doświadczeń historycznych i kulturowych.

                                                    miasta.gazeta.pl/olsztyn/1,35189,2981644.html

                                                    A Mama pana Roberta to moja dawna nauczycielka i wieloletnia dyrektorka Szkoły
                                                    Podstawowej nr 13. Tym bardziej się cieszę:))) No i Borussia nie jest jedyna.
                                                    jest jeszcze Sasinia w Ostródzie i Galindia (chyba z Ełku?).
                                                  • rita100 Re: Spotkanie z Erwinem Krukiem 23.10.05, 20:41
                                                    To jest wspaniała wiadomość, tym bardziej, że muszę Ci przyznać , że znam
                                                    dziennikarke tego artykułu Joannę wojciechowską, młodą wspaniałą i myśle , że
                                                    pisząc ten artykuł zarazi się tą starą kultura i będzie bardziej zainteresowana
                                                    dziedzictwem tej ziemi.
                                                    Bardzo dobrze, że jest to współpraca na rzecz pojenania obu narodów.
                                                    Przy takich stowarzyszeniach jest nadzieja rozwoju i popularyzacji :)
                                                  • rita100 Re: Spotkanie z Erwinem Krukiem 24.10.05, 19:16
                                                    Tralala, dzis mam zajety komputer, córka sprawdza jakieś prace, a ma ich
                                                    trochę, więc nie mogę nalegać. Jak myślisz jakie tematy możemy jeszcze poruszać
                                                    w folklorze ?
                                                    pozdrawiam
                                                  • Gość: tralala Re: Spotkanie z Erwinem Krukiem IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.10.05, 16:48
                                                    Na jesienne smutki najlepszy temat to Boże Narodzenie. Już zaczynam przepisywać
                                                    Jutrznię mazurską Karola Małłka, ale okazuje się, że i Michał Kajka napisał
                                                    swoją. Może uda się gdzieś odnaleźć? A dziś jeszcze pokłosie kampanii wyborczej
                                                    i kolejna bajka Ignacego Krasickiego.
                                                  • rita100 Re: Spotkanie z Erwinem Krukiem 25.10.05, 20:18
                                                    dobrze, czekam na bajke , ale musze Ci powiedzieć , że u mnie w domu, niestety
                                                    zdania są podzielone i wyjątkowo omijam temat Prezydenta - jak się to mówi ,
                                                    klopotliwy temat :)
                                                  • rita100 Re: Spotkanie z Erwinem Krukiem 26.10.05, 20:18
                                                    "PIEŚNI DUCHOWNE I POEMATA ŚWIATOWE"
                                                    ORAZ O TYM, SKĄD PŁYNĄ ŹRÓDŁA - takie dzielo znalazłam Tralala, Erwina Kruka.

                                                    "Ta książka została wydana w Gołdapi. Gdyby zdobyć się na żart, można by
                                                    powiedzieć, iż jest ona wyrazem swoistego EGO-izmu. Jakkolwiek ma
                                                    podtytuł "Antologia mazurska", to przecież nie całe Mazury obejmuje, ale ich
                                                    północno-wschodni skraj, od dawnych miast powiatowych: Ełk, Gołdap, Olecko,
                                                    nazywany po wojnie skrótowo: EGO. Może lepiej by było powiedzieć: Mazury
                                                    garbate, jednak ta nazwa jakby wychodzi z użycia. W każdym razie książka
                                                    stanowi jeszcze jeden dokument, o ciekawym i z lekka zapomnianym życiu duchowym
                                                    i kulturalnym dawnych Mazur. Na Mazurach żyli i komponowali swoje pieśni i
                                                    poematy autorzy tej antologii, wiejscy wierszopisarze, którzy w drugiej połowie
                                                    XIX wieku stanowili swoisty fenomen w polskiej kulturze ludowej. Utwory
                                                    niektórych z nich, dzięki tej publikacji, zostały przypomniane."
                                                  • rita100 Re: Spotkanie z Erwinem Krukiem 26.10.05, 20:21
                                                    "Wróćmy na chwilę jednak do najstarszych źródeł, skąd autor antologii wypisał
                                                    parę wierszy, a mianowicie do "Przyjaciela Ludu Łeckiego" wydawanego w latach
                                                    1842-1845. Marcin Gerss był jednym ze współpracowników pisma. Tu na ogół
                                                    podkreśla się rolę Gustawa Gizewiusza. Lecz oprócz niego drukowali w tym piśmie
                                                    swoje utwory rymowane lub poetyckie tłumaczenia, zarówno Marcin Gerss, jak i
                                                    Jan Marczówka, nauczyciel ze Starych Juch, potem pracujący w szkole w Grabniku.
                                                    Współpracownikami pisma byli także: kandydat na kaznodzieję ewangelickiego
                                                    Skubich, pastor Skrodzki z Kalinowa, nauczyciel Kozłowski z Suczek i inni. Na
                                                    skutek aktywności politycznej Gizewiusza, który w wydanym w Lipsku dodatku
                                                    do "Przyjaciela Ludu Łeckiego", który wtedy przestał się już ukazywać,
                                                    rozprawił się z wymową wiersza Jana Marczówki "Względna rada" (gdzie m.in.
                                                    znajduje się fraza: "Ucz się bracie po niemiecku, będziesz dobrym chłopem"),
                                                    Jan Marczówka postrzegany bywał przez historyków literatury jako "czarna owca"
                                                    mazurskiej poezji ludowej. Nie wydaje mi się to słuszne."

                                                  • rita100 Re: Marcin Gerss 26.10.05, 21:58
                                                    W kalendarzu na rok 1866 Gerss pisał: "Już w kalendarzu na rok 1864
                                                    przypominaliśmy, że w rękach wielu mieszkańców mazurskich piosnki i opowieści
                                                    się znajdują, które jeszcze nigdy drukowane nie były, lecz które od
                                                    starodawnych lat, od pokolenia do pokolenia, tylko w pisanych książkach są
                                                    zawarte. Nazywają się piosnkami spisanymi. Są dokazem, że i między ludem się
                                                    tacy znajdują, którzy do ułożenia pieśni talent mają. Odtąd podamy corocznie
                                                    jedną albo parę takowych piosnek do znajomości powszechnej, aby je przed
                                                    zagubieniem zachować." A rok wcześniej, w kalendarzu na rok 1865, Marcin Gerss
                                                    napisał: "Poeci mazurscy, o których pierwej nikt nie wiedział, mieli odtąd
                                                    sposób poemata swoje dać drukować i imię swoje wsławić."
                                                  • rita100 Re: Jan Karol Sembrzycki 27.10.05, 19:50
                                                    W 1856 roku urodził się Jan Karol Sembrzycki - redaktor pism dla ludności
                                                    mazurskiej, folklorysta. Stał się propagatorem i organizatorem Towarzystwa
                                                    Czytelni Ludowych. Był jednym z pierwszych polskich folklorystów i etnografów
                                                    zajmujących się Mazurami, po którego prace i dzisiaj się sięga. Jego ojciec,
                                                    nauczyciel Karol Sembrzycki, wydał w Olecku zbiorek pt. "Powieści i pieśni dla
                                                    Mazur" (1866). Niestety, ten zbiorek znam tylko z omówień. Karol Sembrzycki
                                                    pomagał badaczom w zbieraniu folkloru i drukował wiersze. M.in. w utworze "O
                                                    krainie mazurskiej. Sielanka", wydrukowanym w kalendarzu Gerssa na rok 1866,
                                                    pisał:
                                                    "Chwalcie wy inne kraje i strony, jak chcecie,
                                                    dla mnie nasze Mazury najlepsze na świecie".

                                                    Tego utworu Karola Sembrzyckiego w antologii nie ma. Można żałować, że został
                                                    pominięty. A przecież i tu znajduje się potwierdzenie, jak bardzo Mazurzy
                                                    kochali swój kraj rodzinny.

                                                    Chyba Tralala się trochę pogubiłam w tej twórczości, bardzo dużo nazwisk jest
                                                    wymienianych , osób , które zajmują sie badaniem i tworzeniem folkloru i czym
                                                    badziej się wgłębiam w temat tym bardziej się gubię.

                                                  • Gość: tralala Re: Jan Karol Sembrzycki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.10.05, 20:28
                                                    Ze zbiorów Jana Sembrzyckiego korzystałam w naszych wątkach nader hojnie.
                                                    Stamtąd przyszła gumiędzianka, i trzy flaszki jedna za drugą, i panna co ach
                                                    mój Boże nie chciała być w klasztorze, i wiele innych. To teraz się odwdzięczę
                                                    i dopiszę do biografii Sembrzyckiego kilka słów.
                                                    Otóż Johannes Sembrzycki, rodowity Mazur z Olecka, dorastał jako pruski Mazur,
                                                    a około 1880 roku odkryłó swe polsko-mazurskie korzenie, a nawet przeszedł na
                                                    wiarę rzymskokatolicką. Odtą podpisywał się Jan Sembrzycki i pisał w języku
                                                    polskim. Z tego okresu pochodzi jego praca Przyczynki do charakterystyki
                                                    Mazurów pruskich. Sembrzyckiemu udało się sporządzić dokumentację gwary polsko-
                                                    mazurskiej i opublikować w języku polskim.
                                                    Czternaście lat później - w 1903 - ukazał się jego kolejny artykuł O
                                                    pochodzeniu i znaczeniu słów mazur i Mazury. W tym czasie Sembrzycki pracował
                                                    jako aptekarz w Kłajpedzie i wrócił do wyznania ewangelickiego. Prace
                                                    Sembrzyckiego reprezentują pruską wieloetniczność, sprzed epoki nacjonalizmów.
                                                    Z zebranych przez Sembrzyckiego pieśni ludowych za chwilę kolejna.
                                                  • Gość: tralala Re: Jan Karol Sembrzycki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.10.05, 20:36
                                                    Kolejna pieśń spiasana przez Jana Sembrzyckiego pod koniec XIX wieku:

                                                    W Działdowzie na zamku,
                                                    Na wysokim ganku;
                                                    Modry atlas,
                                                    Czerwony pas
                                                    Na mojim kochanku.

                                                    Moja pani matko,
                                                    Chowajciez mię gładko,
                                                    Od niedzieli
                                                    Do niedzieli
                                                    Jak w sadecku jabko.

                                                    Moja pani matko,
                                                    Chowajciez mię pysno,
                                                    Od niedzieli
                                                    Do niedzieli,
                                                    Jak cerwono wisnę.

                                                    A kiedy ja umrę,
                                                    Schowajciez mię w miescie,
                                                    Baryłeckę
                                                    Z gorzałecko
                                                    Nade mną powiescie.

                                                    Będo ludzie mowić:
                                                    Ta dusa zbawiona,
                                                    Bo baryłka
                                                    Z gorzałecko
                                                    Nad nio powiesona.

                                                    (Bukarty, pow. niborski)
                                                    Dziwna piosenka - do połowy o młodej dziewczynie (jak jabko, jak wisnia), a od
                                                    połowy o śmierci i gorzałeczce? I jeszcze jakiś kochanek na działdowskim zamku,
                                                    pewnie bogaty (atłasy, czerwony pas - może to on przyczynił się do śmierci
                                                    dziewczyny?
                                                  • rita100 Re: Jan Karol Sembrzycki 27.10.05, 21:20
                                                    Czyli dobrze trafiłam z Sembrzyckim. Tak , wierszyki jego zmuszają nas do
                                                    myślenia . Spójrz na ostatnią zwrotkę :
                                                    Będo ludzie mowić:
                                                    Ta dusa zbawiona,
                                                    Bo baryłka
                                                    Z gorzałecko
                                                    Nad nio powiesona.

                                                    Czyli mam rozumieć , że dusza zostaje zbawiona jak bedzie wisieć gorzałeczka ?

                                                  • Gość: tralala Re: Jan Karol Sembrzycki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.10.05, 21:35
                                                    Ja się poddaję - nadal nie rozmumiem tej piosenki i mam wrażenie, że jakimś
                                                    sposobem 'skrzyżowały się' tu dwie pieśni - jedna o młodej, zakochanej
                                                    dziewczynie, a druga bardziej jak 'Umarł Maciek, umarł, już leży na desce.
                                                    Jakby mu zagrali zatańczył by jeszcze' czy jakoś tak. Może tę piosenkę śpiewał
                                                    Sembrzyckiemu ktoś w karczmie przy gorzałeczce?
                                                    A teraz widzę, że i Sembrzycki pisał o jutrzni mazurskiej, to i ja będę miała
                                                    co pisać przed Godami :)
                                                  • rita100 Re: Jan Karol Sembrzycki 27.10.05, 21:44
                                                    Że nic to nie bedzie mialo z tematem, ale powiem Ci , że słyszałam , ze w
                                                    sklepie z gorzałeczką powininna wisieć petla ze sznura do powieszenie i tak
                                                    mnie naszły myśli czy to nie ma coś wspólnego z tym. Ta petla sznura ma wisiec
                                                    na szczęście niby.
                                                  • Gość: tralala Re: Jan Karol Sembrzycki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.10.05, 22:12
                                                    Na szczęście? Marek Hłasko (autor Pętli) by tak nie pomyślał.
                                                    No to jeszcze na dobranoc jedna piosenka, bardzo robotna, ze zbioru
                                                    Sembrzyckiego:

                                                    Frydrych Snicer, mądra guowa,
                                                    On bez zony dzieci chowa.
                                                    Sąc to tęgie robotniki,
                                                    Ale duze marudniki.
                                                    Ma on psieknie w izbie, w sieni,
                                                    Zbiera zytko az w zjiesieni;
                                                    Całą zimę wełnę przędzie,
                                                    Na swenty Jan sukno bedzie.
                                                    Sukno sobie sam farbuje,
                                                    Przez to w swecie modę psuje.
                                                    Jest to falbarz nad modami.
                                                    Chcecie poznać Snicra gbura:
                                                    Poła carna, poła bura.
                                                    (Bukarty, pow. niborski)
                                                    A na tym warsztacie kolorowy chodniczek:
                                                    www.owczarnia.com/image/muzeum/muz9.jpg
                                                  • rita100 Re: Jan Karol Sembrzycki 28.10.05, 20:10
                                                    "Frydrych Snicer, mądra guowa,
                                                    On bez zony dzieci chowa."

                                                    Popatrz się Tralala, to i męższczyżni umieli tkać sukna, a zawsze myslałam , że
                                                    to praca kobiet :)
                                                  • Gość: tralala Re: tkacze IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.10.05, 20:46
                                                    O potrafili i to jeszcze jak. Wiem o tym z przekazów rodzinnych, bo mój
                                                    pradziadek był cechmistrzem cechu tkaczy. Miał taki warsztat w domu, a w kufrze
                                                    dokument z pieczęciami i podpisem cesarzowej austriackiej, nadający przywileje
                                                    cechu. Wiem też, że do cechu należeli tylko mężczyźni, i że zimą zbierali się i
                                                    wspólnie robili świece woskowe, które potem zanosili w darze do kościoła. Takie
                                                    wspólne wyrabianie świeć widziała jeszcze moja babcia, kiedy była małą
                                                    dziewczynką. Te świece paliły się potem przed ołtarzem, którym opiekował się
                                                    cech tkaczy.
                                                    Może dlatego ciągle mam ochotę poszukać jakiś informacji nie tylko o folklorze
                                                    wiejskim (bo o tym wiemy więcej) ale też i o cechach i rzemiosłach miejskich
                                                    (tu jakoś mniej przekazów).
                                                  • rita100 Re: tkacze 29.10.05, 19:31
                                                    Oj, tak Tralala, cechy rzemieslnicze bardzo dobrze prosperowały przed wojną. W
                                                    mojej rodzinie też była stolarnia i do dziś funkcjonuje z pokolenia na
                                                    pokolenie, moi teściowie też rzemieślnicy i nalezeli co cechu rzemieślniczego.
                                                    Wiązalo sie to ze składkami ale też z udogodnieniami.
                                                    Opowidali mi jak mój dziadek , stolarz za czasów wojennych zrobił szopke
                                                    noworoczną dla dzieci Niemca i poszedł prosic o urlop świąteczny dla mojego
                                                    ojca, ktory był wywieziony do Niemiec do prac. Tak się ta szopka spodobała, że
                                                    Niemiec się zgodził i mój ojciec wrócił, a jak wrócił to potem uciekł i dziadek
                                                    był wezwany przed oblicze Niemca i tam w jego biurze dostał dziadek zawału
                                                    serca i zmarł. Ale pisze już nie na temat.
                                                    Dziś mam nieunormowany czas przy komuterze.
                                                  • Gość: tralala Re: tkacze IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.10.05, 21:05
                                                    W końcu udało mi się trafić na ciekawy artykuł o życiu w miasteczkach pruskich.
                                                    Będzie też i o cechach i o tym, jak trudno było zostać mistrzem rzemieślnikiem.
                                                    Powolutku będę dopisywać te ciekawoski, ale chyba w tajemnicach naszej
                                                    ziomecki. Tutaj tylko na początek, skoro było o tkaczach i stolarzach, to może
                                                    o szewcach: 'Uczeń ma być przyjmowany jedynie za wiedzą cechu, uczyć się dwa
                                                    lata i zapłacić cechowi jedną grzywnę, dwa funty wosku i pieniądze na pół
                                                    beczki piwa. Jeśli chce zostać mistrzem, musi pracować jeszcze przez rok w
                                                    mieście u któregoś mistrza i sporządzić trzy majstersztyki: 1. doskonałą parę
                                                    rybackich butów z najlepszej skóry nasyconej świńskim tłuszczem oraz podeszwą,
                                                    2. Parę wyściełanych męskich butów, 3. Parę damskich butów do tańca.'
                                                    Ciekawe, kto sprawdzał doskonałość tych butów do tańca - może majstrowa
                                                    tańcowała z majstrem?
                                                  • rita100 Re: tkacze 29.10.05, 21:16
                                                    No to kapelę musieli też mieć, by tańczyć gdzieś w poblizu :)
                                                    Po malutku rzemiosło w Prusach rozkwitało i to chyba najbardziej w miare
                                                    naplywu ludności, ktorzy ze sobą wieźli fach.
                                                  • Gość: tralala Re: tkacze IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.10.05, 20:51
                                                    Jak tańczyć to może do piosenek spisanych przez Gustawa Gizewiusza (trochę o
                                                    nim zapomniałam, dziś się poprawiam i dwie piosenki wklejam - dla chłopaka i
                                                    dla dziewczyny).
                                                  • Gość: tralala Gustaw Gizewiusz - Pieśni znad górnej Drwęcy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.10.05, 20:59
                                                    W 1939 r Gizewiusz zamieścił kilka z zebranych przez siebie pieśni w
                                                    leszczyńskim czasopiśmie 'Przyjaciel Ludu'. Do pięciu z nich podano także zapis
                                                    nutowy. Radość z ich wydania mieszała się z odrobiną goryczy, o czym świadczył
                                                    list Gizewiusza do redaktora: 'Jakże mam Wpanu Dobrodziejowi dziękować za
                                                    radość, którąś mi sprawił niespodziewanym zjawieniem się onych Pieśni
                                                    w 'Przyjacielu Ludu'? Szkoda tylko, że się wkradły niektóre omyłki w druku'.

                                                    Ta piosenka nie trafiła do druku, a szkoda, bo skoczna i do tańca zdatna:

                                                    Cztery Jasiek konie miał,
                                                    Złotem, srebrem kować dał,
                                                    Hej, hej, złotem, srebrem kować dał.

                                                    Z gory konie stąpali,
                                                    Złotem, srebrem brząkali.
                                                    Hej, hej, złotem, srebrem brząkali.

                                                    Nie pojadę do starej,
                                                    Koniczki mi ustały.
                                                    Hej, hej, koniczki mi ustały.

                                                    Pojadę ja do młodej,
                                                    Do tej pięknej urody.
                                                    Hej, hej, do tej pięknej urody.

                                                  • Gość: tralala Re: Gustaw Gizewiusz - Pieśni znad górnej Drwęcy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.10.05, 21:02
                                                    W dalszej częsci listu Gizewiusz pisał: 'Jeśli Pan Dobrodziej zechcesz, mogę i
                                                    więcej tych piosenek udzielić.' Niestety, nigdy nie powrócono już do złożonej
                                                    przez Gizewiusza propozycji dalszego drukowania jego zbioru, dlatego Pieśni
                                                    ludu znad górnej Drwęcy pozostały w rękopisie. Wśród nich i ta o smutnej
                                                    dziewczynie:

                                                    Była niedzioleczka, była nieszczęśliwa,
                                                    Chodził do mnie moj najmilszy,
                                                    A teraz nie bywa.

                                                    Chodził do mnie, chodził, a teraz nie bywa,
                                                    Zarosła mu ta drozeczka,
                                                    Którą on chodziwał.

                                                    Nie zarosłać trawą ani pokrzywami,
                                                    Oj, zarosła, oj zarosła,
                                                    Ludzkiemi słowami.

                                                    Poszła do karczemki, ustała za drzwiami
                                                    Co spojrzała na kochanka,
                                                    Zalała się łzami.

                                                    A onci tancuje, jak marna bestyja,
                                                    Ona stoi kole dzwerzy,
                                                    Jak biała lelia.

                                                    A onci tancuje, jako różany kwiat,
                                                    Ona stoi kole dzwerzy,
                                                    Już jej nie żądny świat.

                                                    Abo mię weź do tańca, abo mię daj komu,
                                                    Bo ja rządna dziewczyneczka
                                                    Muszę iść do domu.

                                                    rządna = porządna
                                                  • rita100 Re: Gustaw Gizewiusz - Pieśni znad górnej Drwęcy 31.10.05, 10:06
                                                    Tralala, skąd Ty to wziełaś , to sliczny zbiór piosenk. Jednak cos regionalnego
                                                    mozna znaleź i pokazać. Czyli zajmiemy się Gizewiuszem :) Ale czy zauważyłaś ,
                                                    że obydwie przez Ciebie zamieszczone pioseneczki mówią o zdradzie ? hehe
                                                  • Gość: tralala Re: Gustaw Gizewiusz - Pieśni znad górnej Drwęcy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.10.05, 11:12
                                                    Zdrada nad zdradami to jest w tej piosence o wiarołomnym Jaśku. Szkoda słów :(

                                                    A baczyszże Jaśku, coś mi obiecował,
                                                    Kiedyś ze mną w stodole na szanie nocował.
                                                    Obiecowałeś mi drogie klejdy sprawiać,
                                                    Nie kazałeś mi się i inszymi zabawiać.

                                                    Pojdęć ci ja, pojde, do pana starosty
                                                    Kiedy mi nie zapłacisz, to otrzymasz chłosty.
                                                    Całuj ty, całuj ty pana starostę w rzecz,
                                                    Bo on głupim by był za takie fraszke bić.

                                                    Rozliczył jej tysiąc po cesowym stole.
                                                    Obejrzyj się dziewczę leźli masz za swoje.
                                                    Oj nie dość ci, nie dość, trzeba jeszcze i przyrzuć
                                                    Za wianek sto talarow a za cnote tysiąc.

                                                    Zgarnęła talarki w swoj modry fartuszek,
                                                    Co spojrzała, zapłakała na swoj duży brzuszek.
                                                    O brzuszku, moj brzuszku czemuś tak wysocki
                                                    Juźci mnie nie chce stać moj fartuch szerocki.

                                                    Coś mi się wydaje, że takie piosenki to śpiewały matki i ciotki młodym
                                                    dziewczętom, żeby uważały na takich jaśków - nicpotów.
                                                  • Gość: tralala Re: Gustaw Gizewiusz - Pieśni znad górnej Drwęcy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.11.05, 20:31
                                                    Dziś piosenka liryczno-smutna z elementami funeralnymi, ale mimo wszystko
                                                    zabawana:

                                                    Kochaneczku, oczki moje, serce jedyne,
                                                    W sercu mojem zakochanie i pocieszenie.
                                                    Oj, głupiam ja wpierwu była,
                                                    Com ci wrazie przymowiła
                                                    W pierwszej godzinie.

                                                    A wy ludzie, wy poganie, wy źle radzicie,
                                                    Coście mnie z nim przegniewali w tem się cieszycie.
                                                    Oj, cieszcież się poki chcecie,
                                                    Mnieć nie długo na tym świecie,
                                                    Umrę dla niego.

                                                    Kiedy umrzesz miła moja, to nie we złości.
                                                    Dam pochować twoje ciało i twoje kości,
                                                    Dam wypisać takie słowa,
                                                    Że tu leży miła moja
                                                    Zalem strapiona.

                                                    No, po takim dictum to się chyba dziewczynie odechciało umierać.
                                                  • rita100 Re: Gustaw Gizewiusz - Pieśni znad górnej Drwęcy 03.11.05, 21:00
                                                    Faktycznie , klimacik ten piosenki niezbyt, ale pewnie nie ma tego złego co by
                                                    na dobre nie wyszło :)
                                                    Piosenki warmińskie maja specyficzny swój urok.
                                                  • Gość: tralala Re: Gustaw Gizewiusz - Pieśni znad górnej Drwęcy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.11.05, 21:31
                                                    Nieco zaniedbany, ale nie całkiem zapomniany Gustaw Gizewiusz, dziś z piosenką
                                                    tak antyfeministyczną, że pani była minister Środa nie powinna jej na oczy
                                                    widzieć (ani na uszy słyszeć):

                                                    Nie ma lepszej wygody,
                                                    Jak u chłopa żona,
                                                    Jak u chłopa żona.
                                                    Zaprzęga ci ją w wóz do lasa, kiedy nie ma konia,
                                                    Zaprzęga ci ją w wóz do lasa kiedy nie ma konia.

                                                    I nakładzie furę drew,
                                                    I jeszcze sam wsiędzie,
                                                    I jeszcze sam wsiędzie.
                                                    Pogania ją, oj, batogiem, ona lepiej ciągnie,
                                                    Pogania ją, oj, batogiem, ona lepiej ciągnie.

                                                    I przyjechał zeń do domu,
                                                    Wygnał ją na łóńki,
                                                    Wygnał ją na łóńki.
                                                    Zbierajże tu, moja żonko, aż cię zeżrą bonki.
                                                    Zbierajże tu, moja żonko, aż cię zeżrą bonki.
                                                  • rita100 Re: Gustaw Gizewiusz - Pieśni znad górnej Drwęcy 15.11.05, 22:06
                                                    haha, wreszccie taka rozrywkowa piosenka, humorystyczna, nadaje się na biesiadę
                                                    warmińką :))))
                                                  • rita100 Re: tkacze 30.10.05, 21:11
                                                    Tralala, wybacz , znów zajęty komputer, goście.
                                                  • Gość: tralala Re: Goście IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.10.05, 21:27
                                                    Gości brukuje ugościć, tak jak na warmińskim kiermasu:

                                                    Goście wchodząc do pokoju pozdrawiają staropolskim:
                                                    - Niech bańdzie pochwalony Jezus Chrystus!
                                                    - Na co gospodyni przytakuje:
                                                    - Na zieki zieków. Aman. Zitajcie łu nás. A Bóg że wáma zielgi zapłać, żeśta
                                                    też do náju zajrzeli, wy sia wáju spodziewali, wyglądali i tak ciajsto o wáju
                                                    wspominali. Łusiądźta i zabáwta sia.
                                                    Po czy zdejmują gościom płaszcze i chustki, chowają do szafy i raczą siadać do
                                                    nakrytego stołu i przynoszą wino. Do wina dają przegryźć słodkie ciastka. Tedy
                                                    zasiadają wszyscy do kawy, kosztują kucha i podjedzą kawałek kaczki pieczonej,
                                                    kiełbaski lub młodego prosiaczka, przy czym krótko się pomówi o najważniejszych
                                                    zajściach domowych i nowinach.
                                                    Miłego wieczoru, Rito :)
                                                  • rita100 Re: Goście 31.10.05, 10:10
                                                    I dziś nie widzę różnicy w podejmowaniu gości i witanie i wino, oj, popiłam
                                                    sobie wina i rozmowy, najczęściej w taki dzień wspominkowy. Tak się sklada, że
                                                    przyjmuję chłopaka córki również i więcej rąk do klawiaturki :)
                                                  • Gość: tralala Re: Goście IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.10.05, 11:09
                                                    O, to wizyta może skończyć się tak, jak ta kiermasowa )))
                                                    Spręcowscy naprzód wstali z tą ważną noziną, że się dziś łumozili w rajbach
                                                    (rajby – opatry, oględy). Wnet glandy bandą, ale małe jano – na późną jesień
                                                    wesele, na chtóre wáju wszystkich zaprászáwa już teráz.
                                                    I powstało duże wzruszenie i ogólne życzenie i pożegnanie. Dzieci zdziwione
                                                    patrzały w raźną brutkę (brutka = narzeczona) jak w raroga, dorośli – a
                                                    szczególnie wuje i ciotki – z pełnego dobrego serca życzyli jej wszelkiego
                                                    błogosławieństwa bożego.
                                                    - Przyjedziewa albo przyślewa młodych na twoje wesele – tak wołają 'zitając
                                                    się' na rozstanie.
                                                    Tak tedy Spręcowscy odjechali naprzód z różnymi kłopotami o bliskim weselu!
                                                  • rita100 Re: cechy rzemieslnicze 31.10.05, 20:37
                                                    Aleś pieknie mi odpisała, ale wizyte weselną będę miała na świeta kiedy to
                                                    brutka zaprosi rodziców chłopaka :)
                                                    Coś mam nowego o rzemieslnikach - więc klikam :)
                                                    Pierwsze wiadomości o rzemieslnikach w Olsztynie zorganizowanych w cechy
                                                    pochodzą z 1380 roku. Były to cechy piekarzy, szewców i rzeźników, którzy mieli
                                                    swoje zarezerwowane miejsca na targu. Droga awansu w ucznia na czeladnika i
                                                    nawet mistrza była bardzo trudna.
                                                    W Skajbotach odnotowano, że szewc nie przyjął czeladnika do pracy tylko ze
                                                    względu na pochodzenie polskie. Dlatego czeladnicy wędrowali za pracą.
                                                    Solidarność cechowa nakazywała zawarcie związków małzeńskich w obrębie cechu.

                                                    Kapituła olsztyńska musiała znieść ucztę mistrzowską.
                                                    W 1722r wdowa po Lehnardtcie , olsztyńskim krawcu, skarżyła się kapitule, że
                                                    jej syn , nie tylko wniósł stosowne opłaty przy egzaminie mistrzowskim, ale
                                                    wykosztował się na ucztę dla czlonków cechu, gdyż wypito w czasie jej trwania
                                                    pół garnca wina, garnec wódki, półtorej beczki piwa. Nieborak tak mozno przeżył
                                                    stres związany z egzaminem i ucztą, że osiem dni po jej zakończeniu zmarł.

                                                    Ale incydent , wiedziałaś Tralala o tym ?
                                                  • Gość: tralala Re: cechy rzemieslnicze IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.11.05, 22:05
                                                    Czy wiedziałam - nic a nic, a powinni o tym wiedzieć wszyscy doktoranci, bo to
                                                    na nich teraz spadł ten obowiązek przygotowywania uczty dla profesorów,
                                                    promotorów, opiekunów, itp, itd. No, może nerwy mają silniejsze, niż niedoszły
                                                    mistrz krawiectwa. Powolutku będę dopisywać, co tam znalazłam o cechach, ale
                                                    chyba jednak w ziomecce, bo tu miały być piosenki, wiersze, tańce ... no to
                                                    dziś jeden, bardzo smutny wiersz ...
                                                  • rita100 Re: cechy rzemieslnicze 02.11.05, 20:13
                                                    Idąc dalej tropem rzemieslników olsztyńskich dochodzimy do nazwiska Gesse.
                                                    Czlowiek ten należał do cechu kowali i ślusarzy , do których nalezeli też
                                                    złotnicy. Do dziś po nim zostalo 90 prac złotniczych. Dzięki licznym
                                                    zamówieniom stał się najbogatszym olsztyńskim mieszczaninem.
                                                    Między cechami dochodziło do sporów i ostrych kłótni. W 1608 roku pokłocili się
                                                    mocno o wyrób czapek krawcy z kusnierzami, nastepnie powstał spór między
                                                    szklarzami i stolarzami o skrzynie.
                                                    Ale też rzemieślnicy odgrywali ważną rolę w mieście, mianowicie im podlegała
                                                    opieka nad kościołami i instytucjami. Rzemiślnicy walczyli między soba o opiekę
                                                    nad kościolami, gdzie musieli doglądać , naprawiać , odnawiać.
                                                    Najbardziej licznym cechem byli szewcy.
                                                    Oprócz warsztatów rzemieślniczych byly też większe zakłady przemyslowe.
                                                    W 1655 roku były już dwa browry, folusz, młyn garbarski, tartak, cegielnia.
                                                    Produkowano też wino palące w usta czyli gorzałeczkę.
                                                    Widziałas Talala , jakie życie ich bylo skąplikowane, były nakazy, były zakazy,
                                                    były też podatki i akcyzy.
                                                  • Gość: tralala Re: Wiersz bardzo smutny IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.11.05, 22:11
                                                    tak smutny, że się wahałm czy go spisać, czy nie. Ale jeśli nie dzisiaj, to już
                                                    innego dnia (nocy) na taki wiersz nie znajdę. Z Kiermasów warmińskich księdza
                                                    Barczewskiego, w wieczór przed Świętem Wszystkich Zmarłych, wiersz Przy
                                                    pogrzebie dzieci:

                                                    Rychło ze świata zebrane
                                                    Dziecię rodziców kochane
                                                    Wziąć do grobu dziś mamy.
                                                    Co za boleść, co za smutek
                                                    Sprawiła śmierć. Jej to skutek,
                                                    Którego doznawamy.

                                                    Niedawno na świat wydane,
                                                    A już nie ma być widziane
                                                    Od dziś więcej na świecie.
                                                    Już zamkneło powieki,
                                                    Nie chce świata znać na wieki,
                                                    Jest z aniołami w poczecie.

                                                    Wy rodzice się smucicie,
                                                    Kiedy ze łzami patrzycie,
                                                    Że już dziecię bez duszy.
                                                    Dusza wzięta jest do chwały
                                                    Takiej, której nie słyszały
                                                    Żadne śmiertelne uszy.

                                                    Dziecię nieba żyj w pokoju,
                                                    Opływaj w rozkoszy zdroju,
                                                    Gdy się wiek twój tu skończył.
                                                    My twe ciało pogrzebiemy,
                                                    Boga współ prosić będziemy,
                                                    Aby nas z Tobą złączył.
                                                  • rita100 Re: Wiersz bardzo smutny 01.11.05, 22:35
                                                    Smutny wiersz, oj smutny, ale i takie wiersze bywały i o nich też nie wolno
                                                    zapominać.
                                                    Ja też o cechach jeszcze sie rozpatrzę, ten teks o uczcie mistrzowskiej był
                                                    ciekawy, niesamowicie ciekawy.
                                                  • rita100 Re: Jarmarki 03.11.05, 21:02
                                                    Dla miasta Olsztyn ważniejsze od cotygodniowych targów były roczne dwa jarmarki.
                                                    Jarmark był świętem danego miasta, nie tylko zjeźdzali się rzemieślnicy, kupcy
                                                    z innych miast ściągali chłopi ze wszystkich wsi komornictwa, ale też zjawiali
                                                    się kuglarze, linoskoczkowie, trupy teatralne. Całe miasto handlowało i bawiło
                                                    się.
                                                    Tralala, masz jakieś linki o jarmarkach dawnych i tradycjach miejscowych ?
                                                    Będę uciekać, u mnie zmiana warty będzie :)
                                                  • Gość: tralala Re: Jarmarki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.11.05, 21:07
                                                    kuglarze, linoskoczkowie, trupy teatralne - o, to wesoło było. Ciekawe jakie
                                                    sztuki wystawiali? Może pantonimy, komedie, i takie sztuki z arlekinem,
                                                    poliszynelem, itp. Oj, muszę poszukać i popytać.
                                                  • Gość: tralala Re: Małe miasteczka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.11.05, 21:44
                                                    a w nich rzemieślnicy. Co prawda autor (grzegorz Białuński) pisze o małych
                                                    miasteczkach wschodnich Prus, bliżej Wielkich jezior mazurskich, ale w tamtych
                                                    czasach (XVI i XVIIw) Olsztyn też był małym miasteczkiem i życie w nim pewnie
                                                    toczyło się podobnie:
                                                    'Wraz z rozwojem miasteczek: Węgobork (Węgorzewo/Angerburg), Gołdap (Goldap),
                                                    Olecko (Marggrabowa), Lec (Giżycko, Lötzen), Ełk (Lyck) oraz Jańsborg
                                                    (Pisz/Johannisburg),coraz większego znaczenia nabierało rzemiosło. Rzemieślnicy
                                                    miejscy tworzyli cechy, których organizację i działalność wyznaczały wilkierze.
                                                    Regulowały też drogę do mistrzostwa w danym rzemiośle – obowiązki ucznia i
                                                    czeladnika, egzaminy mistrzowskie. Wymieńmy przykładowo kilka cechów: szewców,
                                                    krawców, piekarzy, kuśnierzy, garncarzy, sukienników, rzeźników, siodlarzy.'
                                                    Dalej mam kilka fragmentów z takich wilkierzy, bardzo ciekawych, ale to już
                                                    jutro, bo dziś bardziej jestem zmęczona od niejednego czeladnika. dobranoc )))
                                                  • rita100 Re: Małe miasteczka 04.11.05, 22:15
                                                    nie bój się cierpliwie czekam, spokojnych snów :)
                                                  • Gość: tralala Re: Małe miasteczka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.11.05, 21:01
                                                    O wolnym rynku nikt wtedy nie słyszał ani o nim nie myślał. Wręcz przeciwnie -
                                                    każde miasteczko i każdy cech starały się utrzymać swoje przywileje i
                                                    zabezpieczyć przed konkurencją. Przykładem takich starań jest petycja krawców
                                                    leckich z 1612 r. o wydanie wilkierza (spisu praw i obowiązków cechowych)do
                                                    rady miasta:
                                                    ‘Krawcy proszą o wydanie im wilkierza, aby się chronić; zdarzają się bowiem
                                                    rzemieślnicy, którzy swe rzemiosło uprawiają bez żadnego ładu. W szczególności
                                                    w naszym rzemiośle zdarzają się włóczędzy, tak w mieście, jak i w okolicznych
                                                    wsiach, którzy, gdy opuszczą termin, zaraz zaczynają zajmować się swoim
                                                    nieudolnym krawiectwem. W ten sposób nie tylko psują ludziom materiał, ale
                                                    szkodzą nam, którzy osiedliśmy tu na stałe, opłacamy wszelkie powinności wobec
                                                    zamku, czynsze i tym podobne. Poleciliśmy spisać wilkierz, wzorując się na
                                                    cechu z Węgoborka, i prosimy o jego zatwierdzenie. Krawcy i osiedli mieszczanie
                                                    Leca’.
                                                  • rita100 Re: Małe miasteczka 06.11.05, 11:30
                                                    Tralala, mam strasznie zabiegane dni, wczoraj kino , dzis oceanarium i
                                                    teatr .Będę na forum albo póżno , albo dopiero jutro :)
                                                    Tak jakoś imprezuję :)
                                                  • Gość: tralala Re: Małe miasteczka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.11.05, 21:30
                                                    O! Oceanarium? A gdzie jest to oceanarium? Ja miałam to szczęście (i pecha), że
                                                    pierwsze oceanarium, jakie zwiedziłam było jednocześnie jednym z największych i
                                                    najpiekniejszych oceanariów i teraz każde kolejne to lekkie rozczarowanie. Ale
                                                    może jeszcze trafię na takie, które mnie oczaruje. W każdym razie -
                                                    zazdroszczę. No i jeszcze teatr - piękny weekend. U mnie niestety pracowity,
                                                    więc pochylę się nad losem równie spracowanego czeladnika szewskiego ...
                                                  • Gość: tralala Re: Małe miasteczka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.11.05, 21:30
                                                    Cytat z wilkierza szewców w Lecu z 1610r.: ‘Uczeń ma być przyjmowany jedynie za
                                                    wiedzą cechu, uczyć się dwa lata i zapłacić cechowi jedną grzywnę, dwa funty
                                                    wosku (funt = 0.46 kg) i pieniądze na pół beczki piwa. Jeśli chce zostać
                                                    mistrzem, musi pracować jeszcze przez rok w mieście u któregoś mistrza i
                                                    sporządzić trzy majstersztyki, mianowicie: 1. doskonałą parę rybackich butów z
                                                    cholewami z najlepszej skóry nasyconej świńskim tłuszczem oraz podeszwą, 2.
                                                    parę wyściełanych męskich butów, 3. parę damskich butów do tańca. Podczas swej
                                                    pracy musi zaopatrywać swoich braci w jedzenie i picie. Gdy po 14 dniach
                                                    przedłoży cechowi swoją sztukę i doda mu jeszcze cztery funty wosku, pół
                                                    grzywny i beczkę piwa, może w towarzystwie dwóch poręczycieli ślubować przed
                                                    cechem.’
                                                  • rita100 Re: Małe miasteczka 07.11.05, 20:25
                                                    Tralala, takie małe wyjście z domu. Najpierw do słynnego krakowskiego
                                                    Oceanarium , ale jak się okazało tylko nazwa jest dobra, a tak to normalna
                                                    akwarystyka i minerały, ogromna ilość minerałów. Tak więc wyszłam niezbyt
                                                    zadowolona. Pózniej teatr, ale to malutki teatr na Kanoniczej, za to ma
                                                    doskonałe przedstawienia, byłam na UBU, wczoraj przedstawiali LAPUTA & LAGADO
                                                    według Jonathana Swifta czyli trzecia podróż Gullivera. Aktorzy doskonali ,
                                                    reżyser jeszcze bardziej . Dziwię się , że z takimi przedstawieniami nie
                                                    przyjadą do Olsztyna, szczególnie ten UBU rozbawiłby cały Olsztyn.
                                                  • rita100 Re: Małe miasteczka 07.11.05, 20:26
                                                    W XVIII wieku miasto przeżywało okres rozkwitu. Ciekawostką z tamtego okresu
                                                    był rodzaj pobieranych od mieszkańców podatków od "luksusu"- płacić trzeba było
                                                    gdy nosiło się suknię zdobioną złotem (2 talary rocznie), perukę francuską (25%
                                                    jej ceny) oraz perukę krajową (6% ceny). Płacono także za używanie karety,
                                                    pończoch, pantofli czy kapeluszy oraz spożywania czekolady lub kawy.

                                                    Widziałaś, to niesamowite, takie podatki :)
                                                  • Gość: tralala Re: Małe miasteczka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.11.05, 20:52
                                                    Podatek od używania karety pozostał ((( Ale rzeczywiście niektóre z tych
                                                    podatków są niezwykłe. Ciekawe, kto sprawdzał, czy peruka była francuska czy
                                                    krajowa? Z całą pewnością jednak w małych miasteczkach prawo chroniło lokalnych
                                                    rzemieślników i kupców. Oto przykład:
                                                    'Żaden partacz nie będzie tolerowany w odległości jednej mili od miasta, kto
                                                    będzie z nim obcował lub dawał mu narzędzia, podlega karze (wiertel piwa, ok.
                                                    13,7 litra). Kto sprowadza lub sprzedaje obcy towar, również płaci karę. Kto
                                                    wystawia w oknie towary inne, niż przed siebie samego wytworzone, płaci całą
                                                    beczkę piwa’. (beczka = około 132 l).'
                                                  • rita100 Re: Małe miasteczka - stronka 08.11.05, 21:10
                                                    www.castlesofpoland.com/prusy/index.html
                                                    tu też sa stare pocztówki
                                                  • Gość: tralala Re: Małe miasteczka - stronka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.11.05, 21:36
                                                    Tutaj widać, że woda w kanale giżyckim była bardzo czysta - nawet pranie można
                                                    było zrobić. Ciekawe, jak jest teraz?
                                                    www.castlesofpoland.com/prusy/gizy_po014.htm
                                                  • Gość: tralala Re: Dwie rybki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.11.05, 20:48
                                                    No właśnie, w nazwie oceanarium a w środku minerały. Na pociechę wklejam dwie
                                                    rybki, które pływają w czymś, co nazywa się Akwarium, a w środku ma nie tylko
                                                    oceanarium ale nawet las tropikalny. Ciagle nie trafiłam na piękniejsze
                                                    oceanarium niż to, choć kto wie, może gdzieś, może w Australii, są jeszcze
                                                    ciekawsze oceanaria?
                                                    www.mccullagh.org/image/10d-12/longhorned-cowfish.html
                                                    www.mccullagh.org/image/10d-12/spotted-ray.html
                                                  • rita100 Re: Dwie rybki 07.11.05, 21:10
                                                    Teraz , przy takiej stronce można powiedzieć , że u nas to oceanarium to jakaś
                                                    antrapka , duzo szumu a mało wody
                                                    Jak już jesteśmy przy folklorze to może coś tym rybkom zaśpiewamy :)

                                                    Umarł Maciek , umarł

                                                    Idzie Maciek, idzie,
                                                    Z bijakiem za pasem,
                                                    Przyśpiewuje sobie
                                                    Dana, dana czasem.
                                                    A kto mu na drodze stoi,
                                                    Tego pałką przez łeb złoi.

                                                    Oj dana, dana, dana, dana, dana.

                                                    Oj, biedaż nam, bieda,
                                                    Że nasz Maciek chory,
                                                    W karczmie go nie było
                                                    Ze cztery wieczory;
                                                    Oj, któż nam tutaj zaśpiewa,
                                                    Oj, któż nam tu kupi piwa.

                                                    Oj dana, dana, dana, dana, dana.

                                                    Umarł Maciek, umarł,
                                                    Już więcej nie wstanie,
                                                    Zmówmy zań pobożne
                                                    Wieczne spoczywanie.
                                                    Oj, bo to był chłopak grzeczny,
                                                    Szkoda tylko, że nie wieczny.

                                                    Oj dana, dana, dana,dana, dana.

                                                    Położyli Maćka
                                                    Na sam środek wioski,
                                                    Zeszli się do niego
                                                    Kmotrzy i kumoszki.
                                                    Już nikt mu nie dopomoże,
                                                    Bo nam Maciek zmarł niebożę!

                                                    Oj dana, dana, dana, dana, dana.

                                                    Umarł Maciek, umarł,
                                                    Już leży na desce...
                                                    Gdyby mu zagrali,
                                                    Podskoczyłby jeszcze.
                                                    Bo w Mazurze taka dusza,
                                                    Gdy zagrają, to się rusza.

                                                    Oj dana, dana, dana, dana, dana.
                                                  • Gość: tralala Re: Dwie rybki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.11.05, 21:43
                                                    To było do rybek, czy pod rybkę? Nie miałam pojęcia, że to taka długa piosenka,
                                                    w głowie kołatała mi się tylko ostatnia zwrotka. Na jutro zapowiadam się z
                                                    legendą o Królu Sielaw!
                                                  • rita100 Re: Dwie rybki 07.11.05, 21:56
                                                    czyli ciekawy konsek się zapowiada :)
                                                    dobranoc Tralala
                                                  • Gość: tralala Re: Król Sielaw IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.11.05, 20:50
                                                    Dziś początek legendy - czyli jak osadnicy rozgniewali pruskich bogów:
                                                    ... dawno, dawno temu wodami mazurskich jezior władał Król Sielaw - ogromna
                                                    ryba w złotej koronie na głowie, najsilniejszy i najsprytniejszy ze wszystkich
                                                    stworzeń wodnych. Gdy rozpoczął się napływ rzeszy osadników na te tereny, na
                                                    jeziorach zaroiło się od wielkich łodzi rybackich, których sieci wyciągały z
                                                    toni ogromne ilości ryb. I wtedy to bogowie pruscy wezwali do siebie Króla
                                                    Sielaw i nakazali mu, aby zahamował nienasyconą chciwość ludzi. Król wypłynął
                                                    na jeziora i rozpoczął swoją wojnę z rybakami. Wywracał łodzie, rozrywał sieci,
                                                    aż przestraszeni rybacy zaprzestali wypływania na połowy. Nastały ciężkie czasy
                                                    dla mieszkańców Mikołajek.
                                                  • rita100 Re: Król Sielaw 08.11.05, 20:59
                                                    Dobrze sie zaczyna , jestem ciekawa dalszej historii, a tymczasem przygotowuje
                                                    o św, Marcinie czyli o 'Marcinkowiakach' warmińskich.
                                                  • Gość: tralala Re: Król Sielaw IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.11.05, 21:04
                                                    Św. Marcin -jak mogłam zapomnieć! Dobrze, że jesteś Rito i pilnujesz
                                                    kalendarza. No to przyspieszam baśń o Królu Sielaw, żeby ta dostojna ryba
                                                    zdążyła ustąpić miejsca równie wspaniałaj gęsi z pyzami i modrą kapustą.

                                                    'Głód zaczął zaglądać do ich domów, a wielu rybaków poszło szukać zajęcia tam,
                                                    gdzie nie sięgała władza sielawowego króla. Wtedy to żona jednego z nich
                                                    przypomniała sobie o starym, pruskim zwyczaju składania ofiar dla przebłagania
                                                    bogów. Gdy w ciemną pochmurną noc w głębi puszczy złożyła ofiarę, na moment
                                                    rozproszyły się chmury, a blask księżyca padł na kamień ofiarny, gdzie błysnęło
                                                    małe żelazne kółko. Kobieta chwyciła je, zaniosła do domu i oddała mężowi. Mąż,
                                                    który poza rybactwem parał się także kowalstwem, zabrał się zaraz do pracy .
                                                    Przez długie tygodnie w tajemnicy wykuwał w swojej kuźni ogromna sieć z
                                                    żelaznych kół.'
                                                  • rita100 Re: Król Sielaw 09.11.05, 19:18
                                                    Tralala, znów nie mam dojścia wieczorem do monitora - napisz, rano przeczytam.
                                                    pozdrawiam
                                                    ps. córka pisze referat, na jutro musi on być
                                                  • Gość: tralala Re: Król Sielaw IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.11.05, 21:05
                                                    Noce coraz dłuższe, więc myslę, że na jutro referat będzie gotów. Wirtualnie
                                                    dotrzymam towarzystwa, bo też masz jeszcze pracę do skończenia na 'jutro z
                                                    samego rana'. A na dzisiejsze dobranoc słów kilka o smutnym losie Króla Sielaw:

                                                    'Gdy rybak zakończył dzieło, wraz z synami wypłyną na jezioro i zarzucił sieć.
                                                    Po paru chwilach woda rozkołysała się, białe bryzgi piany uniosły się wkoło - w
                                                    sieci szamotała się ogromna, srebrna ryba z koroną na głowie. Ludzkim głosem
                                                    poprosiła rybaka, by darował jej życie, a w zamian za to sieci napełnią się
                                                    rybami, jak nigdy dotąd. Rybak zamocował sieć z Królem Sielaw na mieliźnie i
                                                    wyruszył na połów. Sieci rzeczywiście napełniły się, a sprytny rybak przypłynął
                                                    do Mikołajek i sprzedał cały połów, otrzymując za każdą rybę srebrną monetę..
                                                    Następnego dnia zrobił to samo. Wieczorem rozochocony, z mieszkiem pełnym
                                                    monet, poszedł do karczmy, gdzie przy piwie rozwiązał mu się język i wyjawił
                                                    swoją tajemnicę...
                                                    Nazajutrz, gdy tylko wzeszło słońce na jezioro wypłynęły wszystkie mikołajskie
                                                    łodzie i skierowały się na Śniardwy. Tam rybacy znaleźli mieliznę, a na niej
                                                    Króla Sielaw. Przyciągnęli go do Mikołajek i zaczęli się zastanawiać, co zrobić
                                                    ze zdobyczą. Wówczas Król odezwał się ponownie ludzkim głosem, prosząc ich o
                                                    darowanie życia i obiecując już na zawsze obfite połowy w swoim królestwie.
                                                    Rybacy po naradzie postanowili darować życie władcy jezior, ale aby mieć go
                                                    zawsze na oku, przytwierdzili go żelaznym łańcuchem do przęsła mostu...'
                                                    Każdy, kto trafi do Mikołajek może zobaczyć Króla Sielaw, choć nie przykutego
                                                    do pomostu, ale na środku ryneczku, ciut za daleko od swojego ukochanego
                                                    jeziora. O losie!
                                                  • Gość: tralala Re: Jarmarki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.11.05, 21:41
                                                    No to jest - zaproszenie do teatru 10 stycznia 1892 roku - 'w niedzielę o
                                                    godzinie 5-tej po południu, w sali hotelu Centralnego przy ulicy Szańcowej
                                                    Polsko-Katolickie Towarzystwo Zgoda urządza teatr polski. Odegrane zostaną dwie
                                                    sztuczki: 'Ostatnie chwile Kopernika' i 'Kominiarz i młynarz'. Teatr umyślnie
                                                    rozposznie się tak rychło, aby przybywający z okolicy mogli wcześnie wrócić do
                                                    domu.'
                                                    Nie jest to co prawda jarmarczny linoskoczek ani teatralna trupa comedia
                                                    dell'arte, ale zawsze coś dla teatromanów, i to także tych spoza Olsztyna.
                                                  • rita100 Re: Świetomarcinkowe 10.11.05, 20:12
                                                    Tralala, zbliża się Świety Marcin a z tym wiążą się również zwyczaje i obrzędy.
                                                    Z tematem czekałam na zbliżające sie Święto 11 listopada.
                                                    Na uboczu gospodarstw wiejskich żyła czeladź służebna - dziewki i parobkowie. W
                                                    związku z wynajmowaniem ich do pracy powstały różne
                                                    zwyczaje "świętomarcinkowskie". Na św. Marcina, czyli 11 listopada, kończyła
                                                    się roczna służba.
                                                    Czeladź . pracując ciężko u gbura, cały rok czekała z utęsknieniem na ten
                                                    dzień. Gdy święto nadeszło, gbur i gburka wstawali raniutko do pracy, a parobek
                                                    lub dziewka spali tak długo, dopóki ich nie zawołano na sniadanie. Gburka
                                                    smażyła patelnię jajecznicy na szynce albo ze skawrkami, a jeśli gbur nie był
                                                    skąpy - dodawał butelkę wódki. Po śniadaniu rozliczno się z myta, po czym
                                                    parobek i dziewka, zapakowawszy swój dobytek, odjeżdzali do domu rodziców na
                                                    trzydniowy urlop. W tym czasie robiono zakupy, wypoczywano i bawiono się,
                                                    tańcząc niekiedy do rana.
                                                    Jeśli gospodarze byli dobrzy, uczciwi i sprawiedliwi, to po urlopie służba
                                                    wracała do nich. Nie wszędzie jednak traktowano czeladź dobrze. Zdarzały się
                                                    częste przypadki złego traktowania i wtedy parobek lub dziewka decydowali się
                                                    na ucieczkę. Jeśli ich złapano, zwykle skazywano na karę stawania pod
                                                    pręgierzem. Prawo było bowiem po stronie gbura, a nie czeladzi.
                                                  • rita100 Re: Świetomarcinkowe 10.11.05, 20:13
                                                    Służebne dziewczęsta, przędąc wieczorem len lub wełnę, śpiewały o swojej doli
                                                    taką piosenkę:

                                                    Marcin niedaleko, ino za łolszyną:
                                                    Rozstaniem się dzisiaj z naszą gospodynią.
                                                    Nasza gospodyni rzadko krupy warzy,
                                                    Czeladź pomorzuła, sama ledwo łazi.
                                                    Służebny chleb dobry, ale łopłakany.
                                                    Jeszcze go nie dają, już ci wymawiają.
                                                    Łukrajali ci go jek klonowy listek,
                                                    Jeszcze sie pytają, czym go zjadła wszystek.
                                                    Oj, Zjem ci ja go, zjem w sieni za dźwierzami,
                                                    Łojczulek łobaczy, zaleje sie łzami.
                                                    Oj, Kieby tak można we gbura bronować,
                                                    Ziedzieliby z gburką, jek ludzi szanować.
                                                  • Gość: tralala Re: Świetomarcinkowe IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.11.05, 20:53
                                                    Marcin niedaleko, ino za łolszyną:
                                                    Rozstaniem się dzisiaj z naszą gospodynią - o, te dziewczyny już do służby
                                                    chyba nie wrócą, a już na pewno nie do tak skąpej gospodyni. Kromka chleba jek
                                                    klonowy listek - to nawet trudno tak cienko ukroić.
                                                    Podobno istnieje ponad 40 przysłów związanych ze świętym Marcinem. oto jedno z
                                                    nich, prawdziwie warmińskie:
                                                    'Jeży Święty Marcin przyjedzie na bziałym koniu to gody przyjadom na czornym.'
                                                    Jeśli się sprawdzi, to będziemy mieli śnieżne Boże Narodzenie.
                                                  • Gość: tralala Re: Świetomarcinkowe IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.11.05, 21:00
                                                    Może trochę w bok od tematu ale Gałczyński - leśniczowka Pranie - Zielona Gęś -
                                                    i mglisty deszczowy dzień, w sumie:

                                                    Teatrzyk Zielona Gęś
                                                    ma zaszczyt przedstawić "Deszcz"

                                                    Chór Czekających Na Autobus:
                                                    O, jak nudno jest czekać na autobus.

                                                    Deszcz: (zaczyna lać)

                                                    Chór Czekających Na Autobus:
                                                    Cholera z takim deszczem.
                                                    Cholera z takim czekaniem.
                                                    Cholera z takim autobusem.

                                                    Przejeżdżający W Samochodzie: (wysiadając z samochodu przed ogonkiem
                                                    czekających) Mój samochód jest bardzo malutki. Mój samochód was wszystkich nie
                                                    pomieści. Ale mogę zrobić jedną prostą rzecz: mogę wysiąść z samochodu, mogę
                                                    stanąć w ogonku, mogę czekać i moknąć razem z wami. (staje ostatni w ogonku)
                                                    K U R T Y N A

                                                    Konstanty Ildefons Gałczyński
                                                    1949
                                                  • rita100 Re: Teatrzyk Zielona Gęś 11.11.05, 20:27
                                                    Przejeżdżający W Samochodzie: (wysiadając z samochodu przed ogonkiem
                                                    czekających) Mój samochód jest bardzo malutki. Mój samochód was wszystkich nie
                                                    pomieści. Ale mogę zrobić jedną prostą rzecz: mogę wysiąść z samochodu, mogę
                                                    stanąć w ogonku, mogę czekać i moknąć razem z wami. (staje ostatni w ogonku)
                                                    K U R T Y N A

                                                    Konstanty Ildefons Gałczyński
                                                    1949

                                                    Tralala, doskonałe to jest, jak chwyta za serce, nie znałam tego.
                                                    A ja to świeto Marcinkowe obchodziłam w pracy i dobrze, bo żniwa miałam
                                                    doskonałe, dobrą zapłatę za pracę.

                                                  • rita100 Re: Marcinki w Glaicji 11.11.05, 20:33
                                                    Tralala, zobacz co znalazłam , jaką ciekawą opowieść tylko , że z Galicji, ale
                                                    bardzo ciekawe, jeszcze wszystko nie przestudiowałam ,bo to strasznie gługie.

                                                    "Starsi parobcy na kmiecych gruntach dostawali zamiast zapłaty w pieniądzach, o
                                                    które wówczas było trudno, parę zagonów obsianych zbożem, które parobek sobie
                                                    zbierał, omłócił i osobno zsypywał. Ten rodzaj wynagrodzenia nazywał
                                                    się »obsiewkiem« albo »osiewkiem«. Czasem otrzymywał parobek taki »osiewek« w
                                                    snopkach. Odpowiadało to dzisiejszej ordynarji we dworach. Jeżeli parobek był
                                                    porządny, to zboże przechowywał do czasu, aż było droższe i wtedy je
                                                    sprzedawał, ale gdy lubił wódkę, to zaraz je przepił u żyda. Toteż była o tem
                                                    śpiewka:

                                                    Wójtów parobeczek
                                                    Przepił osieweczek, –
                                                    Podwójciego dziewka
                                                    Ruciany wianeczek.

                                                    Pastuch dostawał w zasłudze jedynie wikt i okrycie, składające się z dwóch do
                                                    trzech koszul i portek, kamizieli, – z czapki i butów na zimę. Czapka była
                                                    zazwyczaj z kogoś starszego i często przepuszczała dziurami włosy, czyli, jak
                                                    się mówiło, wróble się w niej gnieździły. Zasługa wyrostka była zwyczajnie o
                                                    tyle tylko większa, niż pastucha, że dostawał na zimę stary kożuch wartości 3–5
                                                    złr. Kożuchy takie skupywali żydzi po domach na wiosnę, następnie łatali je i
                                                    jesienią znowu sprzedawali, wystawiając na rynku."

                                                    www.linux.net.pl/~wkotwica/slomka/slomka-04.html#sec_4_01
                                                  • Gość: tralala Re: Marcinki w Galicji IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.11.05, 21:00
                                                    U la la, pod tym linkiem rzeczywiście ukrywa się cała gruba książka. Chyba
                                                    ją 'sprzedam' naszej rodzinnej studentce etnografii, a i sama poczytam. Coś tam
                                                    wspominają o wędrówkach za pracą do Prus - taki kawał drogi.
                                                    A tu kolejne świętomarcinkowe przysłowie: Na świętego Marcina gęś do komina.
                                                    Kogo było stać, to w ten dzień piekł tłustą gęś, na przykład w ten sposób:
                                                    Gęś umyć, natrzeć na zewnątrz solą, a wewnątrz solą i majerankiem. Do wnętrza
                                                    włożyć surowe masło, po czym całą gęś włożyć do brytfanny wysmarowanej
                                                    wytopionym sadłem gęsim. Szybko obsmażyć na silnym ogniu ze wszystkich stron ,a
                                                    zaraz potem włożyć do piekarnika i przykryć. Piec w dość wysokiej temperaturze
                                                    na początku, podlewając lub skrapiając woda w razie potrzeby. Po upływie ok. 20
                                                    minut obniżyć temperaturę piekarnika i podlewając systematycznie uzyskanym
                                                    podczas pieczenia sosem piec do miękkości. W trakcie pieczenia można również
                                                    delikatnie obracać gęś w brytfannie. Pod koniec pieczenia na chwile zdjąć
                                                    przykrywkę z brytfanny, w celu uzyskania chrupiącej skorki na powierzchni gęsi.
                                                    Smacznego!
                                                  • rita100 Re: Marcinki w Galicji 12.11.05, 21:12
                                                    Tak , ta strona to ksiązka i ile tam jest rozdziałó, to pamiętnik gospodarza,
                                                    ale fantastycznie napisany. Jeszcze nie miałam czasu przeczytać , ale tez
                                                    planuję przestudiować.
                                                    Podany przepis na gęś zamiesciłam w innym wąku, bpkw , zalozył i może dobrze,
                                                    bo takie kulinaria powinny być znane :)
                                                    Ja myślę, a trochę fantazuje , że to był dzień wesoły i ucztowany, bo parobki
                                                    dostali pieniądze. I jak myslisz gdzie poszli ? Poszli do karczm, bo w tym
                                                    czasie karczm było pod dostatkiem.
                                                    Tralala , zapytam się przy okazji - czym się rózni karczma od zajazdu czy
                                                    oberży ?
                                                  • Gość: tralala Re: Marcinki w Galicji IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.11.05, 21:35
                                                    Rety, rety, a to się porobiło. Kaczka poleciała do kuchni warmińskiej, a ona
                                                    śląska była. No ale na Warmii osiedlało się wielu Ślązaków, nawet Kopernik
                                                    stamtąd sprowadzał osadników do wyludnionych wsi, więc może i ten przepis z
                                                    nimi tu przywędrował.
                                                    Hm, czym się rożni karczma od zajadu? Myślę, że w zajeździe strudzony wędrowiec
                                                    mógł przenocować, można też było zmienić konie, jeśli ktoś podróżował
                                                    dyliżansem. A karczma to chyba tylko do wypitki i do tańca słuzyła. Oberża to
                                                    zdaje się słowo przeniesione z jezyka francuskiego - nie wiem, czy w Prusach
                                                    funkcjonowało. A jak karczma lub zajazd nazywa się po niemiecku - nie wiem.
                                                    Teraz to już tylko puby nam zostały. I jedna z moich ulubionych powieści grozy
                                                    Jamaica Inn (Daphne de Maurier), w polskim tłumaczeniu nie wiem, czy Zajazd
                                                    Jamajka, czy Obreża?
                                                    Wracając do świętego Marcina i gęsi, mam przed sobą zdjęcie - trzy Mazurki
                                                    siedzą i drą pierze z gęsi, obok siedzi mała dziewczynka z jakąś zabawką w
                                                    ręku. A podpis: Marcińska gęś trafiała na biesiadny stół, a pierze darto i
                                                    sprzedawano. Kogo było na to stać, ten wypychał nim własną pierzynę. (Andreas
                                                    Kossert, Mazury).
                                                  • rita100 Re: Marcinki w Galicji 12.11.05, 21:54
                                                    Co do gęsi, to Tralala, z piór jej napewno Warmiaci I mazurzy wyrabiali
                                                    poduszki pierzynki puchowe. W dzisiejszych czasach znana jest mi Firma Animex,
                                                    która ma swoje miejsce właśnie na Mazurach i wielkie fermy drobiu z których
                                                    wytwarzają własnie pierzymki. Ten zakąd handluje rónież w Krakowie i ma duże
                                                    wzięcie. Tak więc śpie sobie na puchowych poduszeczkach rodem z Warmii :)
                                                  • Gość: tralala Re: Marcinki w Galicji IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.11.05, 22:16
                                                    Bo na Świętego Marcina gęś pióra tracić zaczyna! No i zima mniej straszna jak
                                                    się ma taką puchową kołdrę. Dobrej nocy i ciepłych snów :)
                                                  • rita100 Re: Marcinki w Galicji 12.11.05, 22:30
                                                    Dobrej nocki Tralala, jestem Ci wdzięczna za te wszystkie informacje
                                                  • rita100 Re: Magiczny Olsztyn 13.11.05, 20:41
                                                    Ta ksiązke mam w rękach, a jutro się z nia zapoznam :)
                                                    Czytałaś ją Tralala ?
                                                  • Gość: tralala Re: Magiczny Olsztyn IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.11.05, 21:01
                                                    Czytałam, od deski do deski, a potem na wyrywki. A najlepiej się czyta w
                                                    plenerze, chodząc śladami autora. Czy jest też taki Kraków Magiczny?
                                                  • rita100 Re: Magiczny Olsztyn 13.11.05, 21:12
                                                    Kraków też jest magiczny, szczególnie wieczorami, ale Kraków jest tak duży , że
                                                    żeby go poznać dokładnie, to trzeba się w nim urodzić. Ja go ciągle podziwiam,
                                                    jestem dumna , że w nim mieszkam ale to jednak nie to co Olsztyn, jakby tu
                                                    powiedzieć , ja go podziwiam li tylko :) Traktuję go turystycznie i ciągle jak
                                                    jestem na Rynku ciągle podziwiam te drogi , którymi chodzili królowie i ważne
                                                    osobistości, te kamienice, każdy szczegół potrafie wypatrzeć , ale nie znam
                                                    Krakowa tak jak Olsztyna od wewnątrz. Bardziej Wieliczke podziwiam, to druga
                                                    ojczyzna moja po Olsztynie, ona mnie wychowała.
                                                    Tralala, jak mnie zbiera melancholia, a Ty jakie miasta najbardziej pieścisz
                                                    swoimi wspomnieniami ?
                                                  • Gość: tralala Re: Magiczny Olsztyn IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.11.05, 21:32
                                                    Wiem, że Kraków jest magiczny, ale jestem siekawa, czy ktoś, tak jak Stanisław
                                                    Piechocki w swoich książkach o Olsztynie, opisał Kraków - nie tylko taki zwykły
                                                    przewodnik po mieście. Londyn ma też świetną książkę Andrew Duncana 'Walking
                                                    London' z opisem tras spacerowych, także po mniej znanych, zupełnie nie
                                                    turystycznych miejscach. Kraków też powinien mieć takiego zamiłowanego w nim
                                                    opisywacza.
                                                    W Wieliczce byłam tylko raz i na dobrą sprawę zwiedziłam wyłącznie koplanię
                                                    soli, w dodatku było to w czasach przedpotopowych, a właściwie
                                                    przedmaturalnych. A moje miasto magiczne, tak jak Kraków, też było kiedyś
                                                    stolicą Polski i też jest piękne, choć nieco zaniedbane :(
                                                    No to dziś już uciekam - miłych snów, Rito.
                                                  • rita100 Re: Magiczny Olsztyn 13.11.05, 21:47
                                                    Czyli Gniezno, nigdy w nim nie byłam.
                                                    Ale , powiem Ci szczerze, że nie interesowałam sie książkami i wiedzą o
                                                    Krakowie. Wydaje mi się , że ogrom jego zabytków mnie przytłacza. Pewnego czasu
                                                    musiałam znać wszystkie zabytki Krakowa kl.O i chyba zanm do tej pory, ale nikt
                                                    mnie nie potrafił tym zainteresować, tak jak Ty Olsztynem, tak jak jd do
                                                    filozofii - taka rozmowa , takie dociekanie zostaje w pamięci na zawsze.
                                                    A Kraków ma wielu milośników, piszących , spiewających, wierszujących, ma
                                                    wielkie osobistości i ma ogromną ilośc albumów.
                                                    Dobranoc Tralala
                                                    Niech Turnau nam ul. Bracką przypomni tak pocichu :)

                                                    Po cichu
                                                    po wielkiemu cichu
                                                    idu sobie ku miastu na zwiadu
                                                    idu i patrzu

                                                    Na ulicach cichosza
                                                    na chodnikach cichosza
                                                    nie ma Mickiewicza
                                                    i nie ma Miłosza

                                                    Tu cichosza tam cicho
                                                    szaro brudno i zima
                                                    nie ma Słowackiego
                                                    i nie ma Tuwima

                                                    Po cichu
                                                    po wielkiemu cichu
                                                    idu sobie i idu i idu
                                                    i patrzu i widzu

                                                    W rękach w głowach cichosza
                                                    w ustach w oczach cichosza
                                                    nie ma samozwańców
                                                    i nie ma rokoszan

                                                    Tu cichosza tam cicho
                                                    szaro brudno i śnieży
                                                    nie ma kosmonautów
                                                    i nie ma papieży

                                                    Tu cichosza tam cicho
                                                    i wogóle nic ni ma
                                                    wiosna to czy lato
                                                    jesień albo zima

                                                  • rita100 Re: Magiczny Olsztyn 14.11.05, 17:07
                                                    Tralala, dzis coś Ci opowiem o Pałacu Burgrabiego :)
                                                    Zastanawiam się czy czasmi nie powinnaś założyć nowego wątku o Magicznym
                                                    Olsztynie. No , nie wiem , nie wim jak to urządzić , czy może trwajmy tak jak
                                                    jest ?
                                                    Jak myslisz ?
                                                  • Gość: tralala Re: Magiczny Olsztyn IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.11.05, 20:34
                                                    Magiczny Olsztyn to słowa jednak zarezerwowane dla ś.p. Stanisława
                                                    Piechockiego. Niech tak zostanie, ale oczywiście czekam na opowieść o Pałacu
                                                    Burgrabiego!
                                                    Poza tym taki wątek o Olsztynie - o, zaraz zleciałyby się różne alfiki
                                                    elbląskie, żeby nam dogryzać. No to ich uprzedzę, i w ziomecce dziś o Elblągu -
                                                    choć to nie Warmia ani nie Mazury :)
                                                    Niestety, pogoniono mnie z robotą na jutro, więc posiedzę dziś długo przy
                                                    komputerze, ale nie na forum.
                                                  • rita100 Re: Pałac Burgrabiego 14.11.05, 20:52
                                                    Zgadzam się z Tobą Tralala, jak Ci tylko nie przeszkadza długośc watku to ja
                                                    nie mam nic przeciwko temu, by kontynuować opowieści o samym Olsztynie.

                                                    MaM w rękach 'Olsztyn Magiczny' Stanisława Piechockiego. Trzeba przyznać, że
                                                    cięzka praca była przed Nim opisując tak dokładnie dzieje miasta. Zamieścił też
                                                    spis alfabetyczny polskich i niemieckich nazw, które tak poszukiwałam i ulic,
                                                    ale nie pomyśleli o mapie Olsztyna, tak bardzo przydatnej do takiego zestawu.
                                                    Piechocki zaczął rozdział od Pałacu Burgrabiego, który sie kojarzy mieszkańcom
                                                    z Klubem Garnizonowym koło zamku w którym odbywały się zabawy sylwestrowe oraz
                                                    bale karnawałowe.
                                                    No więc jakie losy były tego obiektu ?
                                                    Pałac Burgrabiego położony przy ulicy Zamkowej 5 na malowniczej skarpie zaraz
                                                    za mostem na Łynie. Został zbudowany w XVII wieku i zamieszkiwali go
                                                    burgrabowie i wysocy urzędnicy administracyjni.
                                                    Ten barokowy pałac 'Dom Burgrabiów' wielokrotnie przebudowywano po licznych
                                                    zawirowaniach i pozarach. Najbardziej rozbudowany został w XX wieku przez
                                                    ówczesnego własciciela Ernesta Haricha. Do końca II wojny światowej willa była
                                                    własnością Harichów. Ernest, był posiadaczem dużej, która miesciala się w
                                                    istniejącym do dziś budynku u zbiegu ulic Skłodowskiej-Curie i 11 listopada.
                                                    Jego syn był pisarzem.
                                                    Przed I wojną światową mieszkali w nim m.in. dowódca brygady w stopniu
                                                    generała majora i jego adiutant oraz szef 10.Pruskiego Pułku Dragonów , major
                                                    August von Schoenebeck, zastrzelony we własnym mieszkaniu przez innego oficera
                                                    wskutek rywalizacji o kobietę. Od tego czasu dom okreslano mianem 'Willi
                                                    Mordu". Ta sprawa zakończyła się głośnym procesem sądowym, które to wydarzenie
                                                    stało się kanwą powieści 'Taniec zbrodni' i 'Bliźnieczki' węgierskiej autorki
                                                    Zyte Fagyas. Ostatnim prywatnym właścicielem tej kamienicy była Else Lóffke,
                                                    wdowa po byłym prezesie Sądu Krajowego w Olsztynie.
                                                    cdn
                                                  • rita100 Re: Pałac Burgrabiego 14.11.05, 20:55
                                                    W 1945 roku budynek przeszedł na własnośc Skarbu Państwa RP i został
                                                    przeznaczony na rezydencję wojewodów olsztyńskich. W 1948 roku przekazano
                                                    mieszkanie Mieczysławowi Moczarowi - wiemy kim był Moczar. Jednak przeniósł sie
                                                    Moczar w inne miejsce i kamienica została zajęta przez Wojewódzką Szkołę
                                                    Partyjną PPR.
                                                    Od roku 1950 dom jest we władaniu Ministerstwa Obrony Narodowej. Budynek
                                                    stanowi siedzibę Klubu Garnizonowego i biblioteki. Zwany jest też potocznie i
                                                    orginalnie 'Casablanca'.

                                                    Tralala, jeśli masz tą książkę, to wiesz, że zajmiemy sie cudownym tematem -
                                                    jarmarkami Jakubowymi, które zanikły, a które warto odbudować i tradycyjnie je
                                                    obchodzić.
                                                    A teraz czas popatrzeć na ten zabytek i zapraszam do oglądnięcia go na stronce
                                                    Suda.
                                                    www.moje-fotografie.olsztyn.pl/index.php?idd=1&ido=11&pg=0
                                                    Przyznam , że nie jestem pewna czy to ten, bo Sud chyba nie zamieścił w swojej
                                                    stronce tego zabytku, szukałam , szukałam i nic.
                                                    Przyznam , że będąc w Olsztynie nie zwróciłam na niego uwage i po raz pierwszy
                                                    poznaję taki zabytek :)
                                                  • rita100 Re: Pałac Burgrabiego 15.11.05, 20:29
                                                    Autor: Gość: sud
                                                    Casablanca jest w remoncie. Będzie tam restauracja.
                                                    Podczas remontu okazało się (a podobno niektórzy o tym wiedzieli), że wojsko tam
                                                    kiedyś murek na zewnątrz wyłożyło macewami z cmentarza żydowskiego (to te płyty
                                                    na zdjeciu).
                                                    www.moje-fotografie.olsztyn.pl/index.php?idd=1&ido=11&idz=5555
                                                    i bpkw napisał :
                                                    Czy legendarna olsztyńska Casablanka znowu ożyje? Tak obiecuje jej nowy
                                                    właściciel, a prace konserwatorskie już się zaczęły
                                                    serwisy.gazeta.pl/metroon/1,0,2720638.html

                                                    No to temat mamy wyczerpany, zostaje nam czekac na koniec remontu :)
                                                  • rita100 Re: Kuba z wieży dmucha 15.11.05, 20:47
                                                    Kuba z wieży dmucha
                                                    Stanisław Piechocki wspaniale opisuje Dzień św.Jakuba Starszego Apostoła
                                                    patrona Olsztyna. i najstarszego tu kościoła. Ten dzień przypada na 25 lipca.
                                                    Ten dzień już od czasów średniowiecznych do schyłku XIX wieku był szczególny
                                                    dla Olsztyniaków. Było to najważniejsze święto Olsztyna, a że pora dogodna bo w
                                                    lecie to i świętowanie było najczęściej pod gołym niebem. W świętowaniu wszyscy
                                                    brali udział, bez względu na wyznanie, narodowość, wiek czy płeć. A ten
                                                    szczególny dzień zaczynał się od samego wczesnego rana, kiedy to Olsztyniacy
                                                    wcześnie wstawali i wyruszali do kościoła św. Jakuba, by wziąść udział w
                                                    uroczystym nabożństwie ku czci tego patrona. Pózniej wszyscy zbierali się na
                                                    Rynku Staromiejskim wokół Starego Ratusza oraz w okolicznych knajpkach z
                                                    ogródkami, bo wiemy, że Olsztyn w tym czasie należał do najbardziej zielonych
                                                    miast i aż do świtu bawiono się jedząc, pijąc, tańcząc i śpiewająć. Zwieży
                                                    ratuszowej, ktora była przybrana flagami miejskimi rozbrzmiewały w tym dniu
                                                    patetyczne choraty. Następnie na plac wtaczano trzy moździerze, z których
                                                    oddawano salut. Wspaniale się bawiono, życie w Olsztynie tętniło i huczało od
                                                    zabawy w tym dniu.

                                                    W 1872 roku po raz ostatni zabrzmiał z wieży ratuszowej świąteczny hejnał.
                                                    Według mieszczańskiego podania od tego czasu przez kilka następnych
                                                    dziesięcioleci Kuba w dniu swojego święta dął w trąbę z wieży obecnej
                                                    współkatedry. Oto ona w dzisiejszej krasie.
                                                    www.moje-fotografie.olsztyn.pl/index.php?idd=1&ido=10&pg=0cdn
                                                  • rita100 Re: Jarmark Jakuba 15.11.05, 21:10
                                                    Największą artakcję festynu stanowił jarmark Jakuba. Liczne stragany z
                                                    cudeńkami były roztawione wokół ratusza i to nie tylko kupców z Olsztyna ale
                                                    również z innych miast w tym też Elbląga. Echo wspaniałych jarmarków nióśł się
                                                    daleko i przyciągał wielu, wielu ciekawskich. Taki był Olsztyn lecz....
                                                    Tradycja Świętego Jakuba zaczynała zanikać w drugiej polowie XIX wiku, kiedy to
                                                    świętowanie połączono ze zbiorowym wypoczynkiem sobotnio-niedzielnym, wtenczas
                                                    ludność zaczeła opuszczać Olsztyn i wyjeżdzali na imprezy na obrzeżach miasta w
                                                    malownicze miejsca urokliwych jezior i lasów.
                                                    Niestety nie wiele dały póżniejsze próby przywołania tej tradycji. Po II wojnie
                                                    światowej 25 licpca był już li tylko dniem imienin Jakuba. Festyny wprawdzie
                                                    odbywały sie huczne ale połączone ze znanym świętem PRL- 22 lipca co
                                                    oznaczało , że charakter lokalny zanikł prawie całkowicie.
                                                    W latach 60. i 70. podczas wakacji organizowano w śródmieściu Olsztyna imprezy
                                                    artystyczne jak Młodzieżowy Lipiec Artystyczny, Olsztyńskie Dni Folkloru, Dni
                                                    Olsztyna, jednak to były imprezy przejściowe, które nie ugruntowały tej
                                                    tradycji. Dalsze lata też nie przyniosły przełomu w tej tradycji. Chociaż
                                                    urządzano różne imprezy w Olsztynie - jednak z dawnym 'Świętem Jakuba", poza
                                                    nazewnictwem niewiele miały współnego.
                                                    Stara tradycja przeszła do lamusa "
                                                    Czy aby napewno ? Czy możnaby ją przywrócić ? I jak to zrobić ? Kto tym
                                                    powinien się zająć ?
                                                    To są pytania na które cięzko otrzymać odpowiedź, ale czy napewno, czy napewno
                                                    musimy zapomnieć o jednym , jedynym dniu Olsztyna, Olsztyna magicznego, gdzie
                                                    festyn z jarmarkiem króluje, gdzie Kuba zagrałby na trąbce hejnał w tym dniu,
                                                    gdzie odezwałyby sie duchy przeszłości , by całkowicie już nie zanikły tradycje
                                                    tej ziemi.
                                                    www.moje-fotografie.olsztyn.pl/index.php?idd=1&ido=3
                                                    Tu jest Stary Ratusz pod którym były słynne jarmarki i wszystkie imprezy
                                                  • Gość: tralala Re: Pałac Burgrabiego IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.11.05, 21:20
                                                    Z dawnej świetności willi Haricha (pałacu Burgrabiego, czy też Casablanki)
                                                    pozostały także stare drzewa rosnące przed budynkiem, od stronu zamku. Wyraźnie
                                                    widać dawny układ alei prowadzącej do głównego wejścia.
                                                    Jeśli rzeczywiście w trakcie remontu odnaleziono macewy, to warto by wróciły na
                                                    swoje miejsce i zostały otoczone opieką. Szkoda, że już nigdy nie uda się
                                                    odnaleźć nagrobków z cmentarza św. Józefa. Znikały stamtąd w latach
                                                    osiemdziesiątych, i podobno też zostały wykorzystane przez przedsiębiorcę
                                                    budowlanego *** (nazwisko zachowam dla siebie).
                                                  • rita100 Re: Pałac Burgrabiego 15.11.05, 21:40
                                                    Tralala, o parku nie wspomniałam , ale wiem , że rosną tam bardzo stare i
                                                    zabytkowe drzewa. A co to sa macewy ?
                                                    Własnie się wacham nad zalożeniem watku w poszukiwaniu obrazu św. Nepomucena -
                                                    gdzies jest tylko gdzie - powinno byc sledztwo w tym temacie.
                                                  • Gość: tralala Re: Pałac Burgrabiego IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.11.05, 21:53
                                                    Park nad Łyną jest za pałacem, od strony ogrodowej, a od strony frontowej rosną
                                                    dwa szpalery drzew (niestety, nie znam się na gatunkach)prowadzące do głównych
                                                    schodów. Bardzo dostojne.
                                                    Macewy to kamienne nagrobki żydowskie, takie stojące pionowo.
                                                    Czy chodzi o obraz Niepumucena, czy o rzeźbę z mostu św. Jana? Jeśli o rzeźbę,
                                                    to szanse na jej znalezienie chyba są niewielkie.
                                                    Na dobranoc dorzuciłam jeszcze jedną piosenkę spisaną przez Gizewiusza, ale
                                                    wkleiła się gdzieś bardzo wysoko w wątku. Co mogę zrobić, żeby przesunąć to
                                                    trochę w lewo, żeby nie leciało 'ciurkiem' i nie splątał się Gizewiusz i
                                                    Olsztynem? Zajrzę jutro, może mi pomożesz? Dobranoc.
                                                  • rita100 Re: Pałac Burgrabiego 15.11.05, 22:08
                                                    Znalazłam tą piosenkę antyfeministyczną, doskonała jest i humor z niej tryska ,
                                                    a juz myslałam , ze takich piosenek nie ma wśród ludu warmińskiego , a jednak :)
                                                    Tak , to dalej ciagniemy ten wózek warmiński :)
                                                    dobranoc
                                                  • rita100 Re: Park nad Łyną 16.11.05, 19:54
                                                    Park nad Łyną
                                                    Wracając do Parku, to na skwerze , po drugiej stronie ulicy Zamkowej, naprzeciw
                                                    Klubu Garnizonowego, znajduje się popiersie Mikołaja Kopernika, odsłoniete w
                                                    tym miejscu 27 października 1946 roku.

                                                    "Wokoło rozpościera się natomiast urzekającej wprost urody stary park miejski
                                                    czyli Park Podzamcze, a zaraz po wojnie nazywany Parkiem im. Jakuba Prawina
                                                    (pierwszego pełnomocnika rządu RP na Okręg Mazurski), potem zaś Parkiem nad
                                                    Łyną. Rośnie tu ponad 50 gatunków i odmian drzew oraz krzewów o dużej wartości
                                                    przyrodniczej. Są wśród nich piękne egzemplarze pochodzących z Ameryki
                                                    Południowej drzew takich jak robinia biała, klon jesionolistny i jodła
                                                    kalifornijska, które wspólnie z rodzimymi olchami, dębami czy wierzbami
                                                    przydają temu zakątkowi Olsztyna swoistego, niepowtarzalnego uroku."

                                                    A swoją drogą, jestem ciekawa jak wygląda taka stara jodła kalifornijska. Owego
                                                    czasu posiadałam malutką w ogrodzie, a ponieważ sie bardzo rozrastała musiałam
                                                    ją wyciąć, zaczym objął by mnie zakaz wycinania drzew .
                                                    Ta jodła ma niesamowicie długie igły i jest naprawdę urokliwa. Ciekawe jak
                                                    wygląda w Parku nad Łyną ?
                                                    www.moje-fotografie.olsztyn.pl/index.php?idd=1&ido=11&pg=1
                                                  • rita100 Re: "Baby pruskie" w teatrze 16.11.05, 20:16
                                                    miasta.gazeta.pl/olsztyn/1,35189,3016380.html
                                                    Trallala - popatrz :)
                                                    Napewno pójdziesz na ta sztukę - to doskonałe bedzie, ciekawe jak im to wyjdzie.
                                                    Szkoda , że nie ma kaset z takiego przedstawienia na CD.

                                                    "Najważniejsza w obchodach będzie jednak prapremiera spektaklu "Baby pruskie"
                                                    wg Alicji Bykowskiej-Salczyńskiej w reżyserii Szczepana Szczykno. W "Babach..."
                                                    autobus, którym jedzie z Kaliningradu do Olsztyna grupa przemytniczek, ulega
                                                    wypadkowi. Zaczyna się podróż w świat magii i duchów, mitologia Prusów
                                                    przeplata się ze współczesnością. Grają tu niemal wszystkie aktorki teatru. -
                                                    To opowieść o kobiecości, ale w żadnym wypadku nie jest feministyczna -
                                                    zastrzega się autorka sztuki. - Historia regionu opowiedziana z kobiecej
                                                    perspektywy.

                                                    - To sztuka trudna, ale dzięki zawartej w niej magii bardzo ciekawa i
                                                    inspirująca - mówi reżyser. - Wielka tu zasługa Scholi Teatru Wiejskiego
                                                    Węgajty i jej muzyki - dodaje. Muzycy z podolsztyńskiej Scholi, badającej
                                                    pieśni liturgiczne i obrzędowe od średniowiecza aż do współczesności, by
                                                    oddać "pruski" nastrój, nawiązali do pieśni litewskich i posłużyli się
                                                    archaicznymi instrumentami.

                                                    - To jubileusz, w który wkraczamy z podniesionym czołem, a nie taki, którym
                                                    zasłaniamy słabości - mówił wczoraj nie ukrywając dumy Janusz Kijowski,
                                                    dyrektor teatru."
                                                  • Gość: tralala Re: Park nad Łyną IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.11.05, 20:20
                                                    To popiersie Kopernika za zamkiem jest dowodem na to, że nie tylko koty mają
                                                    więcej niż jedno życie. W 1946 dokonano ponownego odsłonięcia tego pomnika,
                                                    który został zamówiony przez radnych miasta Olsztyna w 1913 roku, i wykonany w
                                                    Berlinie przez Johannesa Goetza. Pierwsze uroczyste odsłonięcia pomnika,
                                                    ustawionego wowczas przed zamkiem, od strony Starego Miasta (mniej więcej na
                                                    tej wyskoności, co obecna ławeczka z Kopernikiem, ale po przeciwnej stronie)
                                                    odbyło się w 1916 roku, w czterchsetlecie objęcia przez Kopernika funkcji
                                                    administratora na zamku olsztyńskim. Poza cokołem i popiersiem było jeszcze
                                                    zwieńczenie w stylu neogotyckim (Kopernik wygladał w tym jak świątek w
                                                    kapliczce). Pod koniec wojny Niemcy przenieśli pomnik Kopernika do zamku - co
                                                    się stało z kapliczką, nie wiadomo. Polacy ustawiając pomnik za zamkiem
                                                    przekręcili cokół o 180 stopni - z tyłu do tej pory widoczne są ślady po dawnej
                                                    tablicy, na której był napis 'Astronomus, Medicus, Clericus'. Z boku cokołu
                                                    można także wypatrzeć nazwisko rzeźbiarza J. Goetz.
                                                    Jak wygląda jodła kalifornijska - zapewne pięknie, ale ja z trudem odróżniam
                                                    kilka podstawowych gatunków drzew, czego niepomiernie żałuję :(
                                                  • rita100 Re: Kościoły i kaplice 16.11.05, 21:12
                                                    Tak, pomnik Kopernika przedwojenny był bardzo ładny i taki wzniosły, czytałam o
                                                    tym.

                                                    Jeszcze w XVIII wieku w Olsztynie istniały trzy średniowieczne kościoły i
                                                    cztery kaplice.
                                                    Były to :
                                                    - kościół św. Jakuba (obecnie współkatedra) +
                                                    - kościół św. Ducha (koło mostu św.Jana Nepomucena) -
                                                    - kościół św. Krzyża (w miejscu nowego Ratusza) -
                                                    Kaplice :
                                                    - kaplica św. Jerzego -
                                                    - kaplica św. Ducha -
                                                    - Kaplica Jerozolimska +
                                                    Wszystkie znajdowały sie przy dzisiejszej ulicy Grunwaldzkiej, nazywanej
                                                    wówczas Drogą Miłakowską.
                                                    - kaplica św. Jana Nepomucena , która znajdowała się w miejscu zbudowanego
                                                    później więzienia przy obecnej alei Piłsudskiego.
                                                    I piękne słowa autora 'Magicznego Olsztyna' Stanisława Piechockiego:
                                                    "Do dziś przetrwały jedynie współkatedra oraz Kaplica Jerozolimska. Pozostałe
                                                    budowle pogrążyły się w mrokach historii miasta. Odeszły, nie pozostawiając po
                                                    sobie utrwalonych w jakiejkolwiek formie wizerunków. Co więcej, do tej pory
                                                    nikt nie pokusił się, by odtworzyć ich dawne oblicza."
                                                  • rita100 Re: Legenda świetego Krzyża 17.11.05, 20:08
                                                    Jak wynika z zachowanych opisów, bardzo skromnych, szczególnie interesująco
                                                    prezentował się kościół św.Krzyża stojący na dzisiejszym miejscu Nowego Ratusza.
                                                    Dokładna data budowy tego kościoła nie jest znana. Datuje się w XIV wieku.
                                                    Początkowo nbyła to budowla drewniana o konstrukcji ryglowej. W 1621 roku w
                                                    skutek wielkiego pożaru uległ zniszczeniu. Trzy lata później został on
                                                    odbudowany już z cegły. Na przełomie XVIII i XIX wieku kościołowi św. Krzyża
                                                    groziło zawalenie. Przetrwał do roku 1803, po czym został rozebrany. Na jego
                                                    miejscu powstał następnie cmentarz parafii św. Jakuba. Po odsprzedaniu parceli
                                                    w roku 1909 przez parafię magistratowi i likwidacji w 1911 roku cmentarza,
                                                    wzniesiono tu w latach 1012-1915 nowy ratusz.
                                                  • rita100 Re: Legenda świetego Krzyża 17.11.05, 20:09
                                                    Jakie mamy pozostałości po tym kościele św. Krzyża ?
                                                    Mamy, coś mamy. A więc część inwentarza znajduje się do dziś w kościele św.
                                                    Jakuba. Możemy tam znaleź żyrandol w formie świecznika z poroża jelenia. A dwa
                                                    barokowe ołtarze boczne - ołtarz Matki Boskiej Bolesnej i ołtarz św. Andrzeja
                                                    zostały przeniesione do kościoła pod wezwaniem św.Wawrzyńca w podolsztyńskim
                                                    Gutkowie, gdzie przetrwały do chwili obecnej jako ołtarze boczne - z lewej i z
                                                    prawej strony.

                                                    Tralala, czy nie uważasz , że te bajania warmińskie właśnie często nawiązywały
                                                    do tego kościoła i do przewożenia pamiątek kościelnych w innne miejsca.
                                                    Nie jestem pewna i już się nie dowiemy czy Pan Piechocki miał w rękach to
                                                    opracownie studentów 'Bajki Warmii i Mazur' w gwarze ? Mógłby skojarzyć pewne
                                                    wydarzenia.
                                                  • Gość: tralala Re: Legenda świetego Krzyża IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.11.05, 21:39
                                                    Rito, zajrzyj na str. 16 Magicznego Olsztyna - ciemne i mało widoczne,
                                                    niestety, zdjęcie bardzo pięknego tryptyku, który z kościoła św. Krzyża trafił
                                                    do św. Jakuba. Obraz przyciemniony przez stulecia i trzeba podejść bardzo
                                                    blisko, żeby wypatrzeć szczegóły, ale warto.
                                                    Z żyrandolem z poroża jelenia związana jest legenda (a także pewna anegdota),
                                                    ale dziś już nie zdążę o tym napisać. Muszę jeszcze parę rzeczy na jutro
                                                    przygotować a pobudkę mam strasznie poranną. Dobrze, że pierwszy śnieg już się
                                                    rozpuścił, to może nie będzie trzeba szybek jutro oszronionych oskrobywać.
                                                  • rita100 Re: Legenda świetego Krzyża 17.11.05, 21:46
                                                    Dobrze, więc czekam na ta legendę o żyrandolu, nie znam jej, a pewnie jest
                                                    bardzo ciekawa. Na stronę 16 zaglądne i dokładnie opatrze :)
                                                    Teraz faktycznie zajmę się czym innym, za czym zmieni mnie zmienniczka - juz
                                                    czeka zajadając się łazankami ;)
                                                    dobranoc
                                                  • rita100 Re: Legenda świetego Krzyża 18.11.05, 20:21
                                                    Masz rację Tralala, faktycznie w współkatedrze olsztyńskiej jest zachowany do
                                                    dziś tryptyk św. Krzyża, który stanowił ołtarz główny w nieistniejącym już
                                                    kościele św. Krzyża. Namalowany on został na desce w XVI wieku. W słoneczne dni
                                                    może być oglądany w blasku przebijającego się przez witrażowe okna ciepłego
                                                    światła, które tworzy niepowtarzalną atmosferę - jak napisał Piechocki -
                                                    tchnienie nieistniejącej już budowli. A w/g to warto się wybrać specjalnie i
                                                    zobaczyć na własne oczy ten duch przeszłości.
                                                    Oczywiście , że wstąpiłam do współkatedry w czasie mojej wizyty, ale
                                                    nieświadoma tej wielkiej jej wartości podziwiałam tylko za to , że jest, a nie
                                                    za to że właśnie w niej jest coś co powinno się poczuć. Dzięki Tralala za
                                                    zwrócenie tak ważnej uwagi i jak dobrze, że nie został ten ołtarz wywieziony do
                                                    konserwacji w Krakowie ;) Choć zauważyłaś , tą wspaniałą wiadomość ?
                                                    Odnalazł się, teraz tylko trzeba czekać , aż będzie zawieszony w odpowiednim
                                                    miejscu ten obraz.
                                                    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=64&w=32021236
                                                  • Gość: tralala Re: Legenda świetego Krzyża IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.11.05, 20:53
                                                    na początek legenda o tym, skąd wzięło się poroże, z którego powstał wiszący
                                                    świecznik (teraz żyrandol) z olsztyńskiej katedzre, a wówczas w kościele
                                                    parafialnym św. Jakuba. Ponoć przed wiekami w gęstych lasach rosnących wokół
                                                    Olsztyna, w trakcie polowania pewien rycerz postrzelił z łuku dorodnego
                                                    jelenia. Ranne zwierzę uciekło w stronę miasta, i przez otwartą za dnia Bramę
                                                    Dolną (dziś już nieistniejącą)wbiegło na ulice miasta ostatkiem sił dotarło do
                                                    kościoła św. Jakuba, gdzie padło martwe na posadzkę. I właśnie poroże tego
                                                    jelenia dziś zdobi katedrę. No, ale skoro ten kadelabr przeniesiono z kościoła
                                                    św. Krzyża, znajdującego się poza murami średniowiecznego Olsztyna, to nie
                                                    wiem, czy w tej legendzie jest choć ziarnko prawdy.
                                                    Druga opowieść wydaje się jeszcze mniej prawdopodobna. Otóż podobno kiedy koło
                                                    żyrandola stanie zdradzany mąż, poroże skieruje się w jego stronę. O takim
                                                    przypadku jednak kroniki miasta milczą.
                                                  • rita100 Re: Legenda świetego Krzyża 18.11.05, 21:22
                                                    hehe, a ja myslę , że takie poroże zafundowała jakaś grzesznica męzowi ;)))
                                                    I tu już zadziałała tajemnica spowiedzi ;)) Ale fajne są te legendy.
                                                    Jutro zajmę się samy św. Jakubem, jako patrona Olsztyna.
                                                  • Gość: tralala Re: Jam Bartos, jam Mazor! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.11.05, 21:55
                                                    Smętnie się dziś zrobiło na olsztyńskim forum, choć mam nadzieję, że Borasca
                                                    zrezygnowała tylko z moderowania, a nie pożegnała się z nami for good. Żeby
                                                    nieco rozwiać te smutki, dziarska mazurska piosenka o Bartosu - co to nawet jak
                                                    go wszy gryzły werwy nie tracił:

                                                    Chodził Bartos po swecie,
                                                    Nosił zupon na grzbziecie,
                                                    A to z wełny scerej,
                                                    I guziki ctery.
                                                    Jam Bartos, jam Mazor.
                                                    Mam ja pasek rzomiany
                                                    Z mosiędznemi prząckami,
                                                    A to się tak pscyło
                                                    Jakby złoto było.
                                                    Jam Bartos, jam Mazor.
                                                    Mam ja boty za złoty,
                                                    Nie mam z niemi roboty;
                                                    Jak ja z rana wstanę,
                                                    Na ławce ustanę,
                                                    Skocę w nie, skocę w nie.
                                                    Do botów smarowania,
                                                    Do botów juchtowania
                                                    Smoły za dwa grosa,
                                                    To dosc dla Bartosza.
                                                    Jam Bartos, jam Mazor.
                                                    Mam ja tako oponco,
                                                    Co mi krawcy je konco;
                                                    Jak ja się w nio oblekę,
                                                    To się zaraz powlokę
                                                    W zaloty, w zaloty.
                                                    A u zyda Lajzera,
                                                    Brzmiała tamój kapela,
                                                    Jak się Bartos zeniuł,
                                                    I zywot swój zmieniuł
                                                    Co zywo, co zywo.
                                                    Dałem dukat na psiwo,
                                                    Psiją je tam co zywo,
                                                    Teraz nie mam i grosa,
                                                    Wsy kąsjo Bartosa.
                                                    Jam Bartos, jam Mazor.
                                                  • rita100 Re: Patron Olsztyna 20.11.05, 18:39
                                                    Fajny wiersz o Bartosie, toż to Mazur żwawy i ładnie gwaruje :)

                                                    "Postać św.Jakuba Starszego ma dla Olsztyna znaczenie symboliczne. Jego
                                                    wizerunek wszedł do herbu miasta i pieczęci miejskich, przechodząc na
                                                    przestrzeni wieków liczne przeobrażenia. Święty ten stał się patronem obecnej
                                                    współkatedry oraz licznych nazw topograficznych w samym Olsztynie i najbliższej
                                                    okolicy jak: Jakubowo zwane też Wzgórze Jakuba (Jakobsberg), słynne dawne
                                                    miejsce sobotnio-niedzielnego wypoczynku olsztynian ; Dolina Jakuba
                                                    (Jakobstal), obszar na którym znajduje się Stadion Leśny. Imię Jakuba do 1945
                                                    roku miała ulica obecna Skłodowskie-Curie zwana ongiś Jakobstrasse. (No komu to
                                                    przeszkadzało , by tak drastycznie zmienić nazwę starej ulicy ? Wnioskuję o
                                                    przywrócenie nazwy :).
                                                    Wciąż możemy podziwiać w olsztyńskiej współkatedrze rzeźbioną w drewnie i
                                                    polichromową figurę św. Jakuba Starszego Apostoła pochodzącą z dawnego
                                                    barokowego ołtarza głównego wykonanego w Elblągu w latach 1645-1650.
                                                    Św. Jakub Starszy został patronem Olsztyna za sprawą średniowiecznego kultu
                                                    tego świętego i związanym z nim pielgrzymek do Santiago de Compostela w
                                                    hiszpańskiej prowincji La Coruna.
                                                    Istniej również pogląd, że przy wyborze patrona Diecezja Warmińska wzieła pod
                                                    uwagę tego świetego, jako patrona, który wspomoże kapitułę w chrystianizacji i
                                                    pokonaniu napadających Warmię niewiernych.
                                                    Przypomnę , że św. Jakub Starszy jako pierwszy z Apostołów umarł w glorii
                                                    męczeństwa uznany za mesjonarza oraz krzewiciela ewangelizacji wśród
                                                    niewiernych i innowierców.
                                                    www.emazury.com/index.php?JEZ=pl&LIS=miasta&MENU=olsztyn&GL=olsztyn1
                                                    Dodam tylko, że postać patrona Olsztyna fascynowała od dzieciństwa Stanisława
                                                    Piechockiego , autora książki 'Magiczny Olsztyn'.
                                                    Tralala, wiesz ja jestem zaskoczona ogromem tematów olsztyńskich u
                                                    Piechockiego. Ja, właściwie myślałam , że Olsztyn malutki jest, że w jeden
                                                    dzień można go przelecieć, a tu czytając tą książkę, to nie wiem czy mi życia
                                                    starczy na te wszystkie zakamarki i tajemnice olsztyńskie :)
                                                  • Gość: tralala Re: Patron Olsztyna IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.11.05, 20:48
                                                    Oczywiście, jak tylko 'Olsztyn magiczny' wpadł mi w łapki, zaczęłam od
                                                    oglądania zdjęć. Oglądam i oglądam i trafiam na stronę 21 - a to co? Gdzie w
                                                    Olsztynie jest taki kościół? Zamurowało mnie kompletnie, i dopiero jak
                                                    ochłonęłam, przeczytałam podpis - katedra w Santiago de Compostela! No to teraz
                                                    wędruję do źródeł: zdjęcie rzeczonej katedry i pomnik św. Jakuba:
                                                    www.sacredsites.com/europe/spain/santiago_de_compostela.html
                                                    Oraz fragment tekstu: 'Legendy chrześcijańskie głoszą, że św. Jakub starszy,
                                                    jeden z dwunastu apostołów Jezusa Chrystusa, pielgrzymował po całym Półwyspie
                                                    Iberyjskim, niosąc wiarę chrześcijańską mieszkającym tu Celtom. Po swej
                                                    męczeńskiej śmierci w Jeruzalem ok. roku 44 naszej ery, szczątki Jakuba zostały
                                                    ponoć przewiezione do Hiszpanii i pochowane w sanktuarium. Jednak ze względu na
                                                    prześladowania Rzymian, hiszpańscy chrześcijanie musieli świątynię opuścić, a
                                                    wraz z wyludnieniem się tej okolicy dokładne położenie świątyni uległo
                                                    zapomnieniu. W roku 813 lub 838 pustelnik prowadzony przez gwiazdę i niebiańską
                                                    muzykę odkrył pochowane relikwie świętego.'
                                                    Niestety, już następny akapit wyjaśnia - tę legendę należy włożyć między bajki
                                                    i historie o hiszpańskiej rekonkwiście.
                                                  • rita100 Re: Kamienica przy ul. Mrongowiusza 3 21.11.05, 20:57
                                                    Czyli z Hiszpani przywędrował nam Św. Jakub patron Olsztyna. Oglądałam to
                                                    zdjęcie , tylko nie w kolorze.

                                                    Kamienica przy ul. Mrongowiusza 3
                                                    Kamienica jak kamienica, ale jednak wyróżnia się spośród sąsiednich. Ma
                                                    wyjątkowy szczegół elewacji, a więc w połaci dachowej umieszczony jest herb
                                                    Olsztyna stylizowany przez nieznanego artystę.
                                                    Na przełomie XIX i XX wieku , kiedy przystępowano do budowy kamienic , ulica
                                                    nosiła nazwę Magisterskiej (Magisterstrasse). Kamienica została zbudowana w
                                                    latach 1905-1910 z zamiarem kamienicy czynszowej czyli do wynajęcia mieszkań.
                                                    Uroku dodają jej natynkowe zdobienia oparte na motywach botanicznych no i
                                                    rewelacją jest już wspomniany umieszczony herb Olsztyna, którego kompozycja ma
                                                    niepowtarzalne elementy. Przede wszystkim jest repliką postaci w najstarszych
                                                    pieczęciach Olsztyna.

                                                    Właścicielami domu od początku istnienia do 1945 roku byli Hugo i Olga
                                                    Freisleben, włąsciciele kilku innych kamienic. Hugo Freisleben był nadto znanym
                                                    olsztyńskim kupcem, prowadzący zanane sklepy z ubraniami przy dzisiejszej ul
                                                    Kołłątaja 21. Czy włąsciciel nieruchomości udekorował kamienicę herbem i kto
                                                    wpadł na ten pomysł , tego juz się nie dowiemy. Budynek spełniał funkcje
                                                    mieszkalne, wynajmowano 10 mieszkań o średnim standarcie. Po 1945 roku
                                                    zamieszkiwali go funkcjonariusze bezpieczeństwa. Potem kamienicą zawładną
                                                    kwaterunek, przydzielając mieszkania w/g zasady jedno mieszkanie dla kilku
                                                    rodzin. Aktualnie na parterze budynku funkcjonuje kilka firm, sklep z pieczywem
                                                    i biuro podrózy.
                                                    www.moje-fotografie.olsztyn.pl/index.php?idd=2&ido=54&pg=0
                                                    O , rany, Tralala, to jest ta ulica , którą często przechodziłam w
                                                    dzieciństwie;)))) Od teatru Jaracza, skręt w ul. Warmińską , a żeby dojść do
                                                    Warmińskiej trzeba przejść ul. Mrongowiusza i wiesz, że ja tej nazwy ulicy
                                                    nigdy nie mogłam zapamiętać.Te ulice mają coś w sobie, wąskie uliczki i te
                                                    kolosy stojące, gdzie nigdy słońca nie było i te ciężkie bramy, gdzie za
                                                    uchleniem kryły się duchy przeszłości. Och, jak sie bałam tych bram , czyli
                                                    drzwi wejściowych. Piękny kawałek prawdziwej historii Olsztyna.
                                                  • rita100 Re: Wieża z zegarem 22.11.05, 20:12
                                                    Wieża z zegarem
                                                    "Po pięćdziesięciu ośmiu latach przerwy na dach Starego Ratusza powróciła wieża
                                                    zegarowa czyli jej wierna rekonstrukcja.
                                                    Początki Starego Ratusza sięgają zarania Olsztyna Zbudowany został
                                                    prawdopodobnie 1380 roku, podczas pożaru miasta 1621 Ratusz spłonął. Odbudowano
                                                    go i rozbudowano w 1624 roku i wtenczas być może wzniesiono wieżę zegarową i
                                                    ratuszową dzwonnice. Wieża była ciągle odrestaurowana i modernizowana, jako że
                                                    była drewniana.
                                                    Tu trzeba sprostować , że powtórnie Stary Ratusz objął płomień w 1942 roku i
                                                    wieża uległa całkowitemu zniszczeniu, a nie w 1945 r.
                                                    Po II wojnie światowej odbudowano szybko Stary Ratusz i w tej szybkości i
                                                    braków finansów zrezygnowano z odbudowy wieży zegarowej, jak również z
                                                    zagospodarowania gotyckich podziemi czyli lochów z sekretnymi przejściami. Ale
                                                    o legendarnych lochach, następnym razem.
                                                    Jeśli chodzi o zegary , które są również wizytówką miasta to trzeba wspomnieć
                                                    że w 1930-1943 był zegar na wieży nowego ratusza wyposażony w kuranty. Jak jest
                                                    teraz, nie wiem ?
                                                    www.moje-fotografie.olsztyn.pl/index.php?idd=1&ido=3
                                                  • rita100 Re:Średniowieczne lochy 23.11.05, 20:33
                                                    Jak głosi stare ludowe podanie, pod olsztyńską Starówką powinny być podziemia
                                                    pochodzące z początków istnienia miasta. Łączyły ongoś siecią korytarzy
                                                    gotyckie budowle Olsztyna - Stary Ratusz, zamek i kościół św. Jakuba. Ponoć
                                                    znajduje się XIX wwieczna kronika, będaca rekonstrukcją dziejów miasta, ale
                                                    niestety tajemnicę tą zabrał ze sobą już nieżyjący historyk Andrzej Wakara.
                                                    Co mówi za tym, że takie lochy mogą być ?
                                                    Znajdują się ponoć fragmenty dotyczące tajnych korytarzy i opanowania miasta i
                                                    zamku przez Krzyżaków podczas wojny trzynastoletniej w XV wieku oraz wydarzeń
                                                    przy dzisiejszej ulicy Okopowej (nazywanej ongiś Szańcami), podczas okupacji
                                                    branderbursko-szwedzkiej.

                                                    Co ciekawe Tralala, że Piechocki sam sobie zaprzecza pisząc , że 'ostatni
                                                    wielki pożar Starego Ratusza miał miejsce w roku 1945', a sam w poprzednim
                                                    rozdziale zwrócił nam uwagę , że błędnie ta data jest podawana, bo pożar
                                                    nastąpił 1942. Ale to nic, wszystko się wybacza , a szczegolnie takie drobne
                                                    ustereczki :)
                                                  • rita100 Re:Średniowieczne lochy 23.11.05, 20:34
                                                    No więc po tym pożarze, przystąpiono szybko do odbudowania Starego Ratusza i
                                                    zrezygnowano z zagospodarowania piwnic przez zasypanie piaskiem i gruzem i tak
                                                    zostawiono innym pokoleniom.
                                                    Że piwnice były to dowodzi fakt, że w czasie targowisk wykorzystywano je jako
                                                    magazyny. Niestety nad tym zagadnieniem nie prowadzili badań archeolodzy
                                                    niemieccy, stąd nie wiadomo czy prawda to jest czy nie ?
                                                    W 1972 roku zrobiono próbę wyjaśnienia zagadaki , próbowano dostać się do
                                                    piwnic, odnaleziono gotyckie sklepienie wejściowe i fragment zasypanego
                                                    korytarza.
                                                    I na tym wszystko się kończy.
                                                    Czy będa jeszcze badania archeologiczne, też nie wiemy. Wydaje mi się , że brak
                                                    funduszy temu przeszkadza.
                                                    Tralala, to musi być napewno zaplanowane, ustalone i tak jak w Krakowie kopią
                                                    cały Rynek dla odnalezienia tajnych przejść tak i Olsztyn kiedyś musi dokopać
                                                    sie do swoich tajemnic.
                                                    "Jak dowodzi przypadek współczesnych odkryć korytarzy pod Starówką w
                                                    Sandomierzu, przejścia podziemne równie dobrze mogą znajdować się pod Olsztynem"
                                                    Stanisław Piechocki
                                                  • Gość: tralala Re:Średniowieczne lochy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.11.05, 21:17
                                                    Może jednak Piechocki się nie mysli? Może pisząc o ostatnim wielkim pożarze ma
                                                    na myśli pożar per se, a nie spalenie Ratusza i większości Starego Miasta przez
                                                    Armię Radziecką?
                                                    Takie lochy byłyby niesamowitą atrakcją, ale nie do końca wierzę, że istnieją.
                                                    Może z tego powodu, że zamek i miasto w średniowieczu były oddzielone murami,
                                                    mostem zwodzonym i fosą, i to właśnie ze względu na bezpieczeństwo twierdzy.
                                                    Trudno uwierzyć, żeby budowniczowie zamku, dochowując wszelkich starań, żeby
                                                    budowla oparła się atakom, pod ziemią drążyli przejścia do miasta. ale kto wie?
                                                    Może się jeszcze zdziwię?
                                                  • rita100 Re:Średniowieczne lochy 23.11.05, 21:23
                                                    Ale przecież przy dzisiejszej technice wykopalisk, może warto wykopać tunele ,
                                                    zrobić tam piwniczne kawiarenki, puby i inne atrakcje. Sam pomysł podziemnych
                                                    korytarzy jest bardzo dobry.
                                                    Tralala, ksiazka jest tak gruba, że ja będę tylko pisać te najciekawsze dla
                                                    mnie tematy, te które będa na mnie wywierać ogromne wrażenie.
                                                    Najgorzej , że złapałam trojana w biurowym komputerze i tak sobie siedzi w
                                                    pamięci i nic nie mogę zrobić. Jak narazie to nie przeszkadza mi, ale nie
                                                    działają programy antywirusowe.
                                                  • rita100 Re:Dwa serduszka 23.11.05, 21:33
                                                    schlesien.nwgw.de/m/d/Dwa_serduszka.mp3
                                                    Popatrz się Tralala, nasza warmińska piosenka w wykonaniu Borasci. To jest
                                                    niesamiwete, że w naszym prawdziwie regionalnym wykonaniu - doczekaliśmy się
                                                    takiego wykonania. Przesyłam tą drogą podziękowania.
          • tralala33 Re: Pieśni znad Drwęcy - Gizewiusz 13.01.06, 20:32
            Odświeżam dziś stary wątek, zobaczymy, gdzie 'wskoczy' :)

            Był też to tu pan, co ja go nie znam,
            Jenom ci go raz widziała
            Będę o nim pieśń spiewała
            Ej, pieśń spiewała.

            A zona jego przyszła do niego
            I za łeb go uchwyciła,
            Po ziemi go uderzyła,
            kijem go biła.

            A po co bijesz? a po co pijesz!
            On ci do niej rączki słada,
            Do nożeczków jej upada:
            Stój, bo zabijesz.

            Radabym była, bym cię zabiła,
            Bym takiego psa hultaja,
            Bym takiego poganina
            Ze świata zbyła.

            Oj, krewkie potrafiły być mazurskie żony!
      • Gość: tralala Re: Pieśni znad Drwęcy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.11.05, 21:28
        Chłopek ci ja, chłopek,
        Zawsze w polu orzę,
        Wszystko mi się dobrze dzieje
        Dzięki tobie Boże!

        Mam ja cztery konie,
        Parę wołów w pługu
        Na mojej ładnej chałupie
        Zadnego też długu.

        Mam cztery dziewczęta
        I cztery chłopczęta.
        Gdy ja na nich pojrzę sobie
        Myslę, że książęta.

        Odrobiłem pańskie,
        Nie boję się pana,
        Każe sobie zagrać hojdy
        Hojdy, dy, dy dana!

        Odrobiłem dwa dni,
        Odrobię i trzeci
        Nie boję się mego pana
        Ani jego dzieci.

        Idę do kościoła
        Co cztery niedziela,
        Wstąpię potem do karczemki,
        Tam sobie podchmielę.

        • Gość: tralala Re: Pieśni znad Drwęcy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.11.05, 21:30
          O, tu wskoczyło? Myślałam, że podkleję pod wcześniejszy wątek. No nic, to tylko
          taka folklorystyczna wstawka, mam nadzieję, że nie zakłóci nam zwiedzania
          Magicznego Olsztyna.
          • rita100 Re: Pieśni znad Drwęcy 23.11.05, 21:54
            Ale skąd , tybardziej , że chlopek roztropek bardzo wesoły był i po kościele
            jak to bywalo wchodził do karczmy na flaszeczkę jedną, może i drugą i tak
            nastepną, oj, głowa mi się kiwa, czas chyba wyjśc z karczmy ;)))
            Kaczmareczka jestem
            każdemu nalejem
            jak kto ma humorek
            to mu naleje browarek ;))) moja twórczośc ;)
            • rita100 Re: Złoczyńcy i kaci 24.11.05, 19:54
              Mamy już kolekcję wspanialych pieśni warmińskich :)Jak cos jeszcze będziesz
              miała Tralala to zamieszczaj, lubię taką twórczość ludową.

              Złoczyńcy i kaci
              Najdawniejszym stałym miejscem kary śmierci w Olsztynie było wzgórze znane jako
              Góra Szubieniczna (Galgenberg) znajdujące się na terenie dawnych nieużytków
              zwanych Soja. Drugim urządzonym już pózniej w XVIII wieku miejscem straceń były
              ugory położone przy obecnej ul. Bałtyckiej, naprzeciw jeziora Długiego.
              Rozbójnicy i złodzieje byli powieszani, mordercy oraz sprawcy zbrodniczych
              podpaleń najczęściej łamano kołem. Ścięcie toporem wykonywano sporadycznie ,
              najczęściej za zdradę.
              Stracenie skazańca poprzedzone było specjalnym orszakiem na wzór pogrzebowego
              konduktu. Orszak taki składał się z idących na czele pachołków miejskich, za
              którymi kroczyli bijący w bębny dobosze, obwieszczając mieszkańcom o ponurym
              wydarzeniu. Następnie pachołkowie prowadzili skazańca , obok którego szedł
              ksiądz, za nimi kroczył sędzia lub urzędnik sądowy. Na końcu konduktu podążał
              wożny miejski , który zdawał sprawę z przebiegu egzekucji magistratowi. Na
              końcu kolumna ludności, ktora wszystko to obserwowała. Tuż przed szubienicą
              skazańca ładowano na katowski wóz, który od razu podstawiano pod stryczek. Po
              udzieleniu złoczyńcy ostatniego słowa kat czynił swoja powinność.
              Praktyką w Olsztynie było pozostawienie go na stryczku przez kilka dni, by jego
              widok stanowił przestrogę przed przestępstwem.

              Jak świat światem ludzie za zło byli karani. Jeszcze tak niedawno w Polsce była
              kara smierci. To jest dyskusja niekończąca się , szczegolnie przy strasznych
              przestępstwach. Nie jedni pomyśleli, że powinna ona być, ale lepiej nie
              rozważać tej sprawy w tym wątku.
              • Gość: tralala Re: Złoczyńcy i kaci IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.11.05, 20:27
                Pod takim wątkiem nie pozostaje mi nic innego, jak wkleić mroczną balladę o
                zbójcy, który poślubia dziewczynę po to, by ją ograbić i zabić:

                Koniki zarżały,
                z podwórka nie chciały,
                bo o jej wielkim
                nieszczęściu wiedziały.

                Ujechał z nią mil
                trzydzieści i cztery;
                żadne do żadnego
                słówka nie mówili.

                Przemówiła Käsia
                słóweczko do Jasia:
                A dalekoż, Jaśku,
                rodzineczka nasza.

                Ty mnie się nie pytaj
                o mojej rodzinie,
                będziesz ty pływała
                w dónaju, we trzcynie.

                I zajechał ci z nią
                z tatmej strony zdroja:
                zewłócze Käsiecko,
                twe bogate stroje.

                I ujął ci ją czart
                za jej cienkie boki,
                i wrzucił ją w dónaj
                bardzo też głęboki.

                I zawadził jej się
                fartuszek na kole;
                ratujże mnie, Jaśku,
                pocieszenie moje.

                Nie na tom cię wrzucił,
                bym cię miał ratować,
                ty musisz, ty musisz
                ten dónaj gruntować.

                I ujrzał ją, ujrzał
                brat w wysokiej górze:
                spuśczył się do siostry
                po jedwabnym sznurze.

                • rita100 Re: Złoczyńcy i kaci 24.11.05, 20:42
                  Jak nic pasuje do tematu i pewnie do tamtych czasów. A ja dzis króciutko, bo
                  klawiaturka zajęta , a tymczasem zabiorę sie za olsztyńskich Cyganów - czyli do
                  białej plamy Romów na Warmii.
                  dobranoc
                  • rita100 Re: Tabory do nieba 25.11.05, 20:25
                    Losy Romów na ziemiach Warmii i Mazur były tragiczne. Ich wojenne losy owiane
                    są mgłą tajemnicy i stanowią białą plamę w historii.
                    Na teranie Prus pojawili się w XVI wieku przybywając z Mołdawii i Wołoszczyzny
                    oraz z Węgier. Zrazu zostali uznani za osoby niepożądane. Traktowano ich
                    niechętnie, a nawet wrogo. Ich populacja nieustanie się powiększała i w 1613
                    roku biskup warmiński nakazał wypędzić ich z Warmii. Jednak wkrótce pojawili
                    się ponownie. Z czasem Romowie od okresu wojen napoleońskich stali się już
                    obecną , acz niechętnie aprobowaną grupą etniczną Warmii. Jako , że nie umieli
                    pisać nie pozostawili po sobie żadnych żródeł pisanych. Jedynie z relacji
                    mieszkańców dawnych olsztynian i to mieszkających dziś w Niemczech możemy się
                    dowiedzieć, że tabory cygańskie dość często były widziane pod Olsztynem.
                    Krótkie pobyty mieli w stałych określonych miejscach. Jedno z nich znajdowało
                    sie przy dzisiejszej ul. Bałtyckiej, za wiaduktem kolejowym przy Dworcu
                    Zachodnim. Drugim miejscem była okolica Jakubowa. Obozowiska też rozbijali we
                    wsiach, często zatrudniani byli w gorzelniach przy maszynach. Trudnili się też
                    kowalstwem, handlem obwoźnym, wróżbiarstwem i muzykowaniem. Jednak ciagle
                    obawiano się kradzieży i oszukiwania.
                    Po wybuchu II wojny światowej tych co pozostali , nie opóścili Warmii
                    wywieziono do miejsc zagłady i obwieszczono, że Olsztyn jest wolny od Cyganów.
                    ("Allenstein zigeunerfrei")
                    Smutne ta historia Tralala.

                    Ale wiemy
                    Romowie żyją i są wśród nas.
                    • Gość: tralala Re: Tabory do nieba IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.11.05, 21:33
                      Rzeczywiście - nie wiem, czy poza tym jednym rozdziałem w książce Piechockiego
                      ktoś jeszcze pisał o Cyganach w Prusach, czy na Warmii lub Mazurach. ja na nic
                      takiego (drukowanego) nie trafiłam. A ten wóz cygański (dziś w Skansenie w
                      Olsztynku) widziałam - w środku jest tak ciasny i niski, że aż trudno sobie
                      wyobraźić, jak tam można było wysiedzieć, a co dopiero mieszkać. I na tle tych
                      wszystkich chat warmińskich, mazurskich i z Powiśla wygląda bardzo egzotycznie
                      i efemerycznie - istny przybysz z innego świata. Czasem na ulicach Olsztyna
                      widuję inny wóz cygański(a właściwie furgonetkę) z napisem Hitano. Wędruje nim
                      zespół z Olsztyna, który tańczy, śpiewa a wygląda tak, jak na tych zdjęciach:
                      www.mok.olsztyn.pl/hitano_03.htm
                      • rita100 Re: Tabory do nieba 25.11.05, 21:46
                        Tak o Romach w Polsce nic się nie mowi, a oni tak jak Żydzi przecież zostali
                        wyniszczeni.
                        A tu Tralala, jest sliczna cygańska ballada, nie mam melodi, ale same słowa sa
                        piekne, warto sobie je zanucić przy temacie Romów.

                        Re: Sinti i Roma
                        amfiza

                        Tonto el que no entienda Każdemu kto nie rozumie
                        Cuenta una leyenda Opowiada legenda
                        Que una hembra gitana Że cygańska kobieta
                        Conjuró a la luna Modliła się do księżyca
                        asta el amanecer Aż do świtu
                        Llorando pedia Płacząc go prosiła
                        Al allegar el dia Aby do nadejścia dnia
                        Desposar un calé Mogła poślubić
                        cale (cygan-
                        z rodu cale)
                        Tendras a tu hombre piel morena Będziesz miała męża o śniadej karnacji
                        Desde el cielo hablo a luna llena Z nieba przemówił księżyc w pełni
                        Pero a cambio quiero el hijo primero Ale w zamian chcę pierworodnego syna
                        Que le engendres a él Którego mu urodzisz
                        Que quién su hijo inmola Kto syna kocha
                        Para no estar sola Żeby nie być samotnym
                        Poco le iba a querer Będzie go kochał krótko
                        Estrebillo: -Refren
                        Luna, quieres ser madre Księżyc chce być matką ( w j.hiszp.r.ż.)
                        Y no encuentras querer Ale nie może znaleźć ukochanego
                        Que te haga mujer Który uczyni ja kobietą
                        Dime, luna de plata Powiedz mi srebrny księżycu
                        Que pretendes hacer co'un nino de piel Co zamierzasz począć z ludzkim dzieckiem
                        Hijo de la luna Syn księżyca
                        De padre canela nació un nino Ojciec dziecka o śniadej cerze
                        Blanco como el lomo de un armino Białe jak grzbiet gronostaja
                        Con los ojos grises en vez de aceituna O oczach szarych zamiast zielonych
                        Nino albino de luna Dziecko księżyca albinos
                        Maldita su estampa Przeklęta istota
                        Este hijo es de un payo To jest syn białego człowieka
                        Y yo no me lo cayo A ja tego nie przemilczę
                        Estrebillo -Refren
                        Y yo no me cayo A ja tego nie przemilczę
                        Gitano al creerse deshonrado Cygan myśląc, że jest zhańbiony
                        Se fue a su mujer cuchillo en mano Zaatakował swoją żonę nożem
                        De quien es el hijo? Czyje to dziecko?
                        Me has enganao fijo Zapewne mnie oszukałaś
                        Y de muerte la hirio I zranił ją śmiertelnie
                        Luego se hizo al monte Potem uciekł do lasu
                        Con el nino en brazos Z dzieckiem na rękach
                        Y alli lo abandono... I tam je zostawił
                        Estrebillo - Refren
                        Y en las noches W takie wieczory
                        Que haya luna llena Kiedy jest pełnia księżyca
                        Sera porque el nino este de buenas Zapewne jest bo dziecko śpi spokojnie
                        Y si el nino llora A kiedy dziecko płacze
                        Menguara la luna maleje tarcza księżyca
                        Para hacerle una cuna by zbudować mu kołyskę
                        Y si el nino llora A kiedy dziecko płacze
                        Menguara la luna maleje tarcza księżyca
                        Para hacerle una cuna... by zbudować mu kołyskę

                        Przyznasz , że słowa działają jak kołyska księzyca
                        • Gość: tralala Re: Tabory do nieba IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.11.05, 22:10
                          Dziś na niebie nie widać księżyca - może kołyska nie będzie potrzebna.
                          Wystarczy kołysanka i przyjdą sny, oby miłe. Dobrej nocy, Rito.
                          • rita100 Re: Tabory do nieba 25.11.05, 22:34
                            W taka noc, kiedy księzyca nie ma, a za oknem mglisto i mroźno , dobrze jest
                            się połozyć w ciepełku .
                            dobranoc
                            • rita100 Re: Tabory do nieba 26.11.05, 20:44
                              Dworzec w cieniu kasztanów
                              Jednym z pamiętnych obiektów w Olsztynie , do którego mam ogromny sentymeny,
                              poniewaz tam wsiadałam do pociagu, który mnie z Olsztyna wywióz na wieczność,
                              ponad 30 lat temu i kiedy po 30 latach przyjechałam do Olsztyna Dworca już nie
                              było. Tylko jakieś pudełko, ktore w żaden sposób nie przypominał dawny piękny
                              niemiecki Dworzec. Tramwaji też nie było , ale o tym po tym.
                              Początek prosperity kolei w Olsztynie datuje sie 1868 roku, kiedy Olsztyn stał
                              sie ważnym węzłem kolejowym.
                              Budowę Dworca Głównego wraz z ul. Partyzantów (dawniej Dworcowej) ukończono 1
                              grudnia 1872 roku. Oddanie obiektu było uroczyste, przy akompaniamencie salw
                              armatnich. Obiekt ten w ciągu 100 lat trzykrotnie zmienił swoje oblicze. Nie
                              był on wprawdzie jakiąś pompatyczną budowlą, ale miał swój styl. Wraz z
                              założeniem elektryczności w Olsztynie w 1907 roku uruchomiono pierwszą linie
                              tramwajową Nr 1, która poczatek miała na przystanku pod Dworcem i sobie
                              spokojnie biegła do Śródmieścia. Tak , ze już mniej było dorożek konnych i
                              zostały wyparte przez transport publiczny.
                              Ważne jest też, że wraz z zabudową Dworca, Olsztyn podzielił się na dwie
                              części - dlatego też część za torami odrazu została nazwania Zatorze i istnieje
                              do dziś i mieszka tam wielu naszych fajnych forumowiczów olsztyńskich :)
                              Wiem, wiem , ze długo pisze ale o tym też trzeba wspomnieć, że po oddaniu
                              obiektu Dworca, powstał śliczny skwer, a ulicę obsadzono kilkoma rodzajami
                              drzew. "Jeszcze po II wojnie światowej drzewostan mojej ul. Partyzantów
                              uchodził za najpiękniejszy w całym mieście. Latem korony drzew tworzyły tu nad
                              jezdnią i chodnikami unikatowej urody botaniczny baldachim."
                              To wszystko było przed wojną , a po wojnie budynek tak strasznie nie był
                              zdewastowany, więc szybciutko przywrócono go do stanu używalności, po czym , po
                              20 latach został rozebrany.
                              Tu Tralala łezki się potoczą, bo to największy szok dla powracających ludzi,
                              może dla bliskiej okolicy też, która zżyła sie z tym obiektem, która widziała
                              tych ludzi wywożonych, ta tragedię ludzi tej ziemi i tak lekką ręka - bach i po
                              Dworcu.
                              • Gość: tralala Re: Dworzec - dworce? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.11.05, 20:55
                                Rito - to chyba szósty zmysł, a może wiedziałaś? Że też właśnie dziś piszesz o
                                dworcu! Otóz, pierwszy, uroczyście witany przez burmistrza i ludność Olsztyna,
                                pociąg wjechał na dworzec w Olsztynie - tralala tra la la - 26 listopada 1872
                                roku. No to mamy rocznicę.
                                A czy jesteś pewna, że ten powojeny dworzec, to był ten sam budynek? Czy nie
                                było tych dworców trzy: pierwszy z XIX wieku, drugi z połowy XXw i obecny
                                szkaradek gierkowski. Tak to wygląda na zdjęciach. Ten drugi dworzec to jeszcze
                                pamiętam, ale bardzo mgliście. Najbardziej utkwiły m w pamięci obracane
                                rozkłady jazdy, przymocowane do takiego słupka pośrodku hali.
                                • rita100 Re: Dworzec - dworce? 26.11.05, 21:18
                                  Co za przypadek , no tak się złożylo niesamowicie , że w rocznicę , nawet tego
                                  nie zauważyłam. Tak ten Dworzec był trzykrotnie przebudowywany, ale jakoś swój
                                  styl zachował.
                                  Jest nowy, ale czy Olsztyniacy mogą być z niego dumni ? Watpię. Takie pudełko
                                  marketowe i nic więcej, nic tam nie można podziwiać, prostotę tylko, ale
                                  turyści potrzebują też podziwu , bo dla podziwu przyjeżdzają.
                                  W pamięci co starszych olsztyniaków zostaną szczegóły związane z dworcem z
                                  tamtych lat jak pobliski postój dorożek konnych, postojem taksówek,
                                  podświetlany słóp zegarowy, duże agawy w lecie na swerach, a także umieszczony
                                  na klombie i każdego dnia modelowany z sezonowych kwiatków botaniczny kalendarz
                                  z aktualną datą, bo wiemy , że dawniej Olsztyn mianował sie miastem cudownej
                                  zieleni, a jak jeszcze dołaczymy plażę to ciiichuteńko zapłaczemy za tamtym
                                  Olsztynem.
                                  I tak skromnie wzniesiemy toast za pamięć, bo to wszystko kiedyś było.

                                  Właściwie to ja tez mgliście go pamiętam, ale gdzieś oglądałam zdjęcia , a
                                  teraz je nie mogę znaleź. Te zdjęcia mnie przypomniały mi jego widok, stąd
                                  teraz trudno mi się przyzwyczaić do nowego.
                                  • rita100 Re: Tramwaje naszych wspomnień 27.11.05, 20:16
                                    Następny temat melancholijny. Jeszcze sa ludzie , ktorzy pamiętają te wspaniałe
                                    czerwone pojazdy.
                                    Tramwaje uruchomiono w 1906 roku. Pierwsza linia biegła od Dworca Głównego do
                                    Jeziora Długiego, druga od Ratusza do Jakubowa. Znikły z naszych ulic w 1965
                                    roku, cichuteńko i niezauważalnie. Nikt nawet nie wie jak to się stało, owiane
                                    tajemnicą bardziej, bo jak czytam to i Piechocki nie ma na to wytłumaczenia
                                    logicznego. Po prostu one w Olsztynie musiały zniknąć, kiedy w innych miastach
                                    tramwaje triumfowały. Ju teraz obchodzilibyśmy stulecie tramwajów w Olsztynie,
                                    ale nam to nie dano. Ludnośc tłoczy sie w autobusach i wszystko jest dobrze.
                                    Jedni budują drudzy burzą. Była też zajezdnia tramwajowa na alei Wojska
                                    Polskiego, były stanowiska naprawcze, było też zatrudnienie dla Olsztyniaków. I
                                    tak pod koniec 1907 roku zajezdnię opóściły pierwsze tramwaje w towarzystwie
                                    fanfarów, festynów i przystrojone odświętnie. Miato się cieszyło, miasto
                                    zaczeło żyć i rozwijać. Pracowało osiemnastu motorniczych i trzydziestu
                                    konduktorów.
                                    A jak wyglądało po wojnie ?
                                    • Gość: tralala Re: Tramwaje naszych wspomnień IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.11.05, 20:27
                                      Tramwaje mi umknęły, ale trolejbusami zdążyłam jeszcze pojeździć. Ha, mam nawet
                                      super opowieść o dwóch trolejbusach, które ścigały się na ulicach Olsztyna i
                                      ten jadący z tyłu wyprzedził! Jak to było możliwe - opowiem niedługo, ale dziś
                                      muszę zmykać do roboty, oj.
                                      Przypomnę tylko, ze dziś pierwsza niedziela adwentu:'W pierwszą niedzielę
                                      adwentu na Warmii i Mazurach robiono z choiny wianek z zcerwonymi wstążkami i
                                      świeczką. Całość zawieszano w pokoju pod sufitem. w każdą następną niedzielę
                                      dodawano jedną świeczkę, aż było ich cztery. Wstążki zdobiące adwentowy wieniec
                                      miały różne kolory: w pierwszą niedzielę czerowne, a drugą - żółte, w trzecią
                                      srebrne, a w czwartą - złote.'
                                      • rita100 Re: Tramwaje naszych wspomnień 27.11.05, 20:33
                                        O ho, zapomniałam o adwencie , faktycznie trzeba się przygotować na Świeta
                                        Bożego Narodzenia i od dziś już o nich myśleć. Ciekawe z czego robiono ten
                                        wianek ? Poszperam o tym.
                                        O trolejbusach może być ciekawe, skolei ja ich nie pamiętam :)

                                        Po wojnie obiekt został przejęty przez Skarb Państwa RP i przystąpiono do
                                        odbudowy i w 1946 roku tramwaje wyjechały na miasto i było fajnie przez
                                        dwadzieścia lat i nie wiem jaki czort potrafił je usunąć z Olsztyna.
                                        W zajezdni ulokowano w 1967 r zakład komunalny, by w 2001 roku całkowicie
                                        rozebrać obiekt i wybudować na tym miejscu stację benzynową. I tak tramwajowa
                                        remiza została tylko wspomnieniem........ tak zakończył swoje opowiadanie
                                        Pichocki, bo cóz tu dodać - nic.
                                        Wznoszę następny toast za tramwaje moich i nie tylko moich wspomnień.
                                        A jak sobie już trochę popiłam tej goryczy, to dziękuję konduktorom , że
                                        przymykali oko, że my dzieciaki jeżdziliśmy na gapę, by tylko zaoszczędzić 20
                                        gr na cukierka. Mój pamiętny przystanek to Teatr Jaracza.
                                        • Gość: tralala Re: Tramwaje naszych wspomnień IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.11.05, 22:43
                                          Uff, robota zakończona, przynajmniej na dziś, więc szybko (bo to baaardzo
                                          szybka) historia opiszę jak to jeden trolejbus ścigał się drugim. Tego w
                                          żadnych książkach, Rito, nie wyczytasz. To historia, którą przeżył (dzieckiem
                                          będąc)i opowiedział znajomy.
                                          Otóż jechał trolejbusem (chyba 4) na Kolonię Mazurską. Trolejbus z jakiegoś
                                          powodu odjechał z pętli opóźniony i jechał tuż za trolejbusem tej samej linii,
                                          który zgodnie z rozkładem miał jechać za nim. Kierowca (a może to motorniczy?)
                                          opóźnionego trolejbusu postanowił ambitnie wyprzedzić kolegę i założył się z
                                          pasażerami, że tego dokona! A jak to zrobił - otóż rozpędził się ulicą
                                          Kościuszki, po czym zamiast skręcić w stronę ratusza pomknął dalej w dół,
                                          paląki zerwały się z linii elektrycznej, a trolejbus potoczył się siłą rozpędu
                                          w dół ul. Kościuszki (na której wóczas nie był ani korków ani świateł).
                                          Dojechał do ul Niepodległości, kierowca ponownie zaczepił pałąki o druty i
                                          dalej pojechał już planowo w stronę Kolonii Mazurskiej. Oczywiście, kilka
                                          przystanków w centrum miasta ominął, ale pasażerowie nie mieli mu tego za złe.
                                          W końcu to była niezapomniania jazda wyścigowym trolejbusem! Dobrej nocy.
                                          • rita100 Re: Tramwaje naszych wspomnień 27.11.05, 22:49
                                            Faktycznie, to było przeżycie i dobrze, że to były dawne czasy, bo w
                                            dzisiejszych to korek murowany :) Jazda niekontrolowana.
                                            Własnie w myślach poszukuje swoje jakies zdarzenie w Olsztynie, ale coś mi się
                                            nie nasuwa.
                                            dobranoc
                                            • rita100 Re: Plaża na Krzywym 28.11.05, 19:47
                                              Ten temat jest najpiękniejszym moim tematem, tu zostawiłam sporo śladów, ten
                                              obiekt był jak na owe czasy najpiękniejszym wypoczynkowym miejscem.
                                              Plaża Miejska i kąpielisko nad Jeziorem Krzywym (Ukiel) powstała w 1928 roku.
                                              Sładały sie na nią drewniane pawilony, hangary, bufety, sezonowa restauracja z
                                              tarasem i parasolkami oraz umywalnie i toalety.
                                              Z piaszczystego brzegu wcinały się pomosty i molo z wieżą dla skoczków oraz
                                              odgrodzone brodziki dla dzieci.
                                              Nieopodal znajdowała sie mała przystań z motorówkami i spacerowymi statkami.
                                              Były dwa statki spacerowe, które zawoziły gości do gospody, ktorych w owych
                                              czasach było dużo. Statki były nazwane : jeden 'Kopernikus', drugi nazwany od
                                              imienia wieloletniego burmistrza i nadburmistrza Olsztyna 'Beliana".
                                              W 1942 roku sporządzono wspaniały plan rozwoju tej plaży, gdzie oprócz plaży
                                              miał powstać stadion, korty tenisowe, place rekreacyjne i lokale gastonomiczne.
                                              Z wiadomych przyczyn do realizacji tego programu nigdy nie doszło.
                                              A co było po II wojnie światowej ?
                                              • Gość: tralala Re: Plaża na Krzywym IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.11.05, 20:14
                                                Nie uda mi się dziś dłużej posiedzieć na forum, ale wrzucam garść ciekawostek -
                                                nie wiem, czemu 'złoczyńcy i kaci' wyskoczyli tak na boczek - widać los tak
                                                chciał.
                                                Plaża Miejska nad Jeziorem Krzywym, wstyd przyznać, to miejsce dla mnie niemal
                                                zupełnie nieznane. Moim jeziorem jest Kortowskie, napiszę kiedyś o wspaniałym
                                                kocie rybołówcy znad Kortowskiego, i o odcinku Stawki większej niż życie, tam
                                                nakręconej, ale dziś dla Ciebie, Rito, coś o Plaży Miejskiej:
                                                U schyłku roku 1927, kiedy lody skuły Jezioro Krzywe, przystąpiono do budowy
                                                kapieliska miejskiego, które latem 1928r. będzie oddane do użytku i służy
                                                mieszkańcom do dziś.
                                                A skąd nazwa Ukiel?
                                                • rita100 Re: Plaża na Krzywym 29.11.05, 20:21
                                                  Tralala, nie wiem - i muszę Ci powiedzieć , że kiedy na forum wymieniali nazwę
                                                  Ukiel to nie wiedziałam o co chodzi, nigdy tej nazwy nie znałam, zasze było to
                                                  dla mnie jezioro Krzywe. Tą nazwę poznałam dopiero na forum, ale skąd się
                                                  wzieła to nie wiem , jest to nazwa niemiecka :)
                                                  Nie pamiętasz pewnie dlatego , że rodzice Cię tam nie zabierali, mnie natomiast
                                                  co niedzielę tam ciągli :)

                                                  Czasy wojenne, plaża została nieznacznie zdewastowana, a już w latach
                                                  pięćdziesiątych powrócił statek spacerowy 'Kopernik", póżniej pojawił sie nowy
                                                  statek 'Cyranka'.
                                                  W latach 50. i 60. plaża cieszyła sie ogromnym powodzeniem. Odwiedzało go nawet
                                                  do pięciu tysięcy osób dziennie mimo , że obiekt był płatny, wejściówka
                                                  kosztowała cenę biletu tramwajowego, więc nie nie ma co sie dziwić, że tabuny
                                                  olsztyniaków z kocami pod ręką i prowiantem wczas rano zajmowali miejsca na
                                                  plaży.
                                                  W połowie lat 70. powstał pomysł zbudowania na miejscu sypiących się już
                                                  obiektów na plaży nowych obiektów jak hotelu i krytego basenu. Kiedy rozebrano
                                                  stare obiekty zrezygnowano ze śmiałych planów, jedynie postawiono zjeżdzalnię ,
                                                  która miała stanowić wielką atrajkcję tego miejsca. Zbudowano w 1997 całkiem
                                                  nowe molo, a mimo wszystko ten obiekt nie powrócił do dawnej świetności.
                                                  Nawet w dni gorące nie znajdziemy takich tłumów i facynacji jak w tamtych
                                                  czasach. Niestety, inny klimat zawładnął tym obiektem. Brak wykonania świetnego
                                                  planu z 1942 roku.
                                                  Nieuważasz Tralala, że te plany były doskonałe, przyciągły by ludzi nie tylko w
                                                  sezonie, ale i w zimie, ze wszględu na planowany basen kryty. A miejsca jest
                                                  napewno dość.
                                                  ps. Tralala , ja pamietam dokładnie tą plażę, tam wszystko było doskonałoscią,
                                                  każdy skarwek ziemi wykorzystany, te schodki drewniane , te agawy dekoracyjne i
                                                  pomosty drewniane na których można było siedzieć i patrzeć na warjujących i
                                                  bawiących sie w wodzie ludzi.
                                                  Jak masz pracę to się zajmij , ja również mam duzo ciekawostek wyszukanych, ale
                                                  czasu przed nami jest duzo.
                                                  • rita100 Re: Plaża na Krzywym 29.11.05, 20:24
                                                    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=708&w=28910748&a=30058864
                                                    Tralala, spójrz, jak mozna nie pamiętac tej plaży - ona była cudowna, wszystko
                                                    z drewna i ogrodzenia i kratki ozdobne i nawet kwiaty w donicach drewnianych.
                                                  • Gość: tralala Re: Plaża na Krzywym IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.11.05, 20:37
                                                    Plaża Miejska była piękna, zadbana, i ludna. Nadal jest ludna, może dlatego
                                                    wolę inne, bardziej ciche miejsca. Nawet plaża w Korotwie stała się już zbyt
                                                    zaludniona latem. Za to zimą można spokojnie podziwiać odremontowaną przystań.
                                                    Nieco przewrotnie wklejam to zdjęcie, bo kto pamięta o plażach w mroźny, zimowy
                                                    dzień? Tylko morsy www.uwm.edu.pl/pl/plik/ryc/uwmz007.jpg
                                            • Gość: tralala Re: Tramwaje naszych wspomnień IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.11.05, 20:08
                                              Pierwszy uruchomiony po wojnie tramwaj wyruszył 30 kwietnia 1946 roku, na
                                              trasie Dworzec Główny - Jezioro Długie. Pierwszymi honorowymi pasażerami byli:
                                              prezydent miasta Tadeusz Pałucki, i aktorzy Teatru Miejskiego - Eugenia Śnieżko-
                                              Szafnaglowa i - uwaga, uwaga - Jan Kurnakowicz. 26 maja tego roku wyruszy na
                                              trasę drugi z wyremontowanych wozów, a miesiąc później oddana zostanie do
                                              użytku druga linia: Ratusz - Jakubowo.
                                              • rita100 Re: Tramwaje naszych wspomnień 29.11.05, 20:26
                                                I pomysl Tralala, że Elbląg obchodzi 110 rocznicę uruchomienia tramwajów. Czy
                                                im nie zazdrościć. Miasto tak duże i wojewódzkie bez tramwajów.
                                                • Gość: tralala Re: Tramwaje naszych wspomnień IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.11.05, 20:39
                                                  Żal, pewnie, że żal tramwajów. Na pociechę powiem, że my za to możemy świętować
                                                  stulecie wojewódzkości Olsztyna. W 1905 roku Olsztyn został stolicą rejencji
                                                  (odpowiednika województwa).
                                                  Może na dwustulecie doczeka się powrotu tramwajów :(
                                                  • rita100 Re: Tramwaje naszych wspomnień 29.11.05, 20:43
                                                    Stulecie wojewódzkości - ale heca, to będą napewno imprezy i będa zjeźdzać
                                                    artyści z całej Polski. Tak to powinni być głośnie, 100 lat to kawał czasu.
                                                    A co do tamwajów, to one by dawno wróciły tylko , że fundusze , ciagle fundusze
                                                    marne. Może ja bym bardziej była za lotniskiem. W dzisiejszych czasach to
                                                    jednak chyba byloby bardziej potrzebne. Turystyka to dochodowy interes nawet w
                                                    sezonie , a Warmia potrzebuje pracy i pieniedzy.
                                • rita100 Re: Dworzec - dworce? pocztówka 06.01.06, 21:47
                                  www.castlesofpoland.com/prusy/olsz_po017_de.htm
                  • Gość: tralala Re: Złoczyńcy i kaci IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.11.05, 20:05
                    Rada miejska w Olsztynie w 1717 roku uznała, że kat miejski, uposażony trzema
                    kawałkami gruntu i dwiema łąkami, dającymi furę siana, który posiada mieszkanie
                    służbowe i czeladników do pomocy 'zasługuje na najwyższą pochwałę z powodu
                    umiejętności leczenia chorób', dzięki czemu może zastąpić lekarza!
                    No proszę, czyżby sposób na kryzys w służbie zdrowia?
                    • rita100 Re: Złoczyńcy i kaci 29.11.05, 20:30
                      haha, tak czytałam gdzies , że kaci byli uprzywilejowni i zastępowali czasmi
                      terepautetów, zwalczaniem czarownic itp, a sami zaczeli leczyć ludzi ;)))
                      • rita100 Re: Masz pozdrowienia od Hali :) 30.11.05, 20:30
                        Na miejscu dzisiejszego 'Manhattanu" była daniej Miejska Hala Targowa. Pojawiła
                        sie ona w latach 50. Przez około 30 lat była symbolem handlu róznego rodzaju.
                        Był tam kompleks pawilonów drewnianych. Obiekt był zadaszony, a w hali stoiska
                        na handel , na zewnatrz stoły do ogolnego handlu. Dodakowo przed ścianami stały
                        przekupki oferujące towar od ręki.
                        Jeszcze do dziś wielu olsztynian wspomina ta halę z czułością jako relikt tego,
                        co bezpowrotnie mineło. Właściwie to swoim widokiem przypominał obiekt - slamsy
                        i nie przynosiłu chluby miastu. Zawsze kojarzył się z brudem , smrodem. Ale
                        pomimo tego był tam największy ruch, a o miejscu nawet krązyły kawały.
                        'Jeden męższczyzna mówi do drugiego: "Masz pozdrowienia od Hali. Tamten
                        pyta; 'Od jakiej Hali ?' Na to pierwszy: 'Targowej' :)
                        Pod Halą również wróżyły Cyganki. Pod Halą odchodziły niejedne interesiki, tam
                        sprzedawano wszystko nawet groch z kapustą. Hala ze względu na bezpieczeństwo
                        została rozebrana w latach 80 i handel odbywał się pod gołym niebem, a 1992
                        roku rozpoczęto budowę 'Manhattanu' i ja tam byłam i nic takiego nie
                        zauważyłam. Normalny styl amerykański, luksus,przepych za to ceny już nie z
                        tamtych lat. Teraz to nie wiem czy czasami ten Manhattan przy innych marketach
                        nie zbankrutuje.
                        • rita100 Re: Ukiel 02.12.05, 20:35
                          będzie jutro, może się ociepli ;)))
                          • rita100 Re: Ukiel - Jezioro Krzywe 03.12.05, 20:39
                            "Jezioro Ukiel (Krzywe) jest największym olsztyńskim akwenem (381 h). Składa
                            się z kilku basenów rozdzielonych cieśninami oraz półwyspami. Posiadają one
                            tradycyjne orginalne nazwy, dziś już niestety nieużywane i zapomniane. Można je
                            jeszcze znaleź na starych odręcznych mapach z 1946 r i warto przy tej okazji
                            wspomnieć o nich.
                            Zatoki noszą nazwy: Zatoka Kopernika, Łabędzia szyja, Pacyfik, Zatoka
                            Grunwaldzka i Zatoka Miła.
                            Cieśniny: Czarcie Wrota, Zakręt oraz Lwia Paszcza.
                            Półwyspy: Korona, Ostry Róg i Orle Gniazdo.
                            (Tralala, wspomnę przy tym, że klient opowiadał mi o dwóch orłach , które
                            upatrzyły sobie pewien kamień i tylko na nim przebywały, codziennie w jednym
                            stałym miejscu, to tak mi sie przypomniało, ale nie pamiętam o jakim miejscu to
                            mowił)
                            Nazwa jesiora Ukiel jest nazwą staropruską, wzięta z języka Prusów (auka -
                            ofiara) Można ją spotkać w dokumencie pochodzącym z roku 1353, gdzie posłużono
                            się formą "Aucel"
                            Nie bedę już zanudzać o istnieniu gospody "Seestern" i jej ciekawej histori,
                            ale musze wspomnieć o atrakcjach turystycznych w tym rejonie. A więc w pobliżu
                            brzegów tego jeziora znajdują się pozostałości po domniemanych grodziskach
                            pruskich. Dawne fortyfikacje w postaci rowów z wałami ziemnymi nazywane
                            jako "Starym Szańcem", który rozpościera się między Uklem a Długim jeziorem."
                            • Gość: tralala Re: Ukiel - Jezioro Krzywe IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.12.05, 21:10
                              Rito - spójrz na to zdjęcie, trochę długo się otwiera, ale warto poczekać.
                              Prawdziwa magia: Jesienna mgiełka nad jeziorem Ukiel i cisza, cisza jak dziś na
                              forum. Ja też niestety pomilczę, choć nie barbórkuję, ale ciut pracy mi jeszcze
                              zostało. Za to jutro nadrobię!
                              foto.moon.pl/zdjecie.php?id=13211
                              • rita100 Re: Ukiel - Jezioro Krzywe 03.12.05, 21:28
                                Cudowne zdjęcie , profesjonalne, jak pisze Jarek Bukowski, trzy dni czekał by
                                zrobić takie zdjęcie, ale i następne jest piekne. Szkoda tylko , ze dlugo się
                                ładują.
                                foto.moon.pl/zdjecie.php?id=13246&PHPSESSID=87adf5e28968202b15bae7ce64978a2d
                                • rita100 Re: Gniew świętego Jakuba 04.12.05, 20:41
                                  W pierwszych latach II wojny światowej władze hitlerowskie nakazały pozyskanie
                                  surowców strategicznych dla niemieckiej armii i przemysłu zbrojeniowego. Pod
                                  hasłem "Ofiara narodu dla Rzeszy" do końca wojny masowo konfiskowano przedmioty
                                  z metali szlachetnych bez względu na zabytkowość. Przetapiane miały być m.in.
                                  wszystkie dzwony z brązu. Akcja ta nie omineła również Olsztyna. W 1943 roku
                                  zdemontowano i zdjęto trzydzieści dzwonów stanowiących wyposażenie ratuszowych
                                  kurantów.
                                  Jedno wydarzenie odbiło się szczególnym echem w Olsztynie. ze względu na
                                  wyjątkowy dramat i przebieg.
                                  Opisywany dramat odbył się w kościele św.Jakuba dziś współkatedry.
                                  Jak wynika z relacji dawnych olsztynian, w tym dwóch naocznych świadków
                                  żyjących do dziś w Monachium i Dortmundzie, trudno było przede wszystkim znaleź
                                  kogoś, kto ściągnął by dzwony z wieży tego kościoła.
                                  W końcu zadania podjął sie jeden z miejscowych zakładów budowlanych. Przy
                                  demontażu pomagał były pracownik tego zakładu przebywający akurat na urlopie
                                  marynarz Kriegsmarine. Przebieg samego zdarzenia był bardzo spektaktularny.
                                  Podczas odprawianej w dzień powszedni porannej mszy świętej panujący w kościele
                                  spokój zakłócił nagły hałas. Okazało się, że właśnie zdejmowano dzwon.
                                  Spuszczany dzwon o imieniu św.Jakuba zerwał łańcuch śmiertelnie raniąc
                                  marynarza. Wpadł przez pochodzący z XVIII wieku otwór w stropie do kościoła.
                                  Uszkadzając fragment stropu i posadzkę, rozpadł sie na dwie części.
                                  Zaraz po wypadku marynarz dawał jeszcze znaki życia, lecz był już w stanie
                                  agonii i skonał. Uszkodzony dzwon zabrano na przetopienie. Już wtedy miejscowa
                                  ludnośc uważała grabież kościelnych dzwonów za świętokradztwo, zaś tragiczny
                                  finał ściagania dzwonu jakubowego uznała za karę niebios.

                                  Z Olsztyna zabrano wtenczas żelazny parkan okalający kościół, oprawę metalową
                                  przypominającą kapliczkę pomnika Mikołaja Kopernika sprzed zamku. Jeszcze do
                                  tej pory mozna ją podziwiać na starych widokówkach.
                                  • Gość: tralala Re: Gniew świętego Jakuba IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.12.05, 20:55
                                    O, to wiadomo co się stało z obudową popiersia Mikołaja Kopernika! Biedny
                                    astronom - moknie teraz na deszczu. Za to w zimie, jak śnieg popada, ma ładną,
                                    białą czapeczkę.
                                    • rita100 Re: Gniew świętego Jakuba 04.12.05, 20:59
                                      A tak opisuje swoje uwagi Piechocki:
                                      " W roku 1996 podczas ziedzania zamku rodu von Bergów w Solingen (Nadrenia
                                      Północna Westfalia) niespodziewanie natknąłem się na dzwon z Krolewca. Jak się
                                      okazało, na dzwonnicę tego zamku trafił on ze składowiska w Hamburgu, gdzie
                                      podczas wojny gromadzono dzwony w celu ich przetopienia. Niktóre przetrwały
                                      wojnę i trafiały do parafii na terenie Niemiec Zachodnich. Zachowane dzwony
                                      zostały już w znacznej mierze zidentyfikowane i skatalogowane. Nie jest zatem
                                      wykluczone, że przynajmniej niektóre z nich w przyszlości mogą powrócić na
                                      swoje pierwotne miejsce".
                                      Widzisz Tralala, kiedyś mogą powrócić.

                                      Ale wiesz, teraz to wiem , ze nie wojna zniszczyła te metalowe zabytki, ale
                                      armia zbrojeniowa, sami Niemcy je niszczyli, a póżniej mówią , że zaniedbaliśmy
                                      to czy to - prawda ?
                                    • Gość: tralala Gustaw Gizewiusz - Pieśni ludu znad Drwęcy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.12.05, 21:01
                                      Czy mi się wydawało, że dziś będę miała więcej czasu? No to się ździebko
                                      pomyliłam. Ale pięć minute dla Gustawa Gizewiusza wykroję - dziś piosenka,
                                      którą można przygotować i odśpiewać jutro:

                                      Z poniedziałku na wtorek
                                      Przywędrował pachołek,
                                      Aj, ej, aj, ej, przywędrował pachołek.

                                      Przywędrował do karczmy
                                      Do nadobnej szękarki,
                                      Aj, ej, aj, ej, do nadobnej szękarki.

                                      Wlej kaczmarko piwa dzban,
                                      Zapłacę ci jako pan,
                                      Aj, ej, aj, ej, zapłacę ci jako pan.

                                      A kataś ty jako pan
                                      Bo na tobie zły sukman,
                                      Aj, ej, aj, ej, bo na tobie zły sukman.

                                      Choć ci na mnie zły sukman,
                                      Ale pieniądze w nim mam,
                                      Aj, ej, aj, ej, ale pieniądze w nim mam.

                                      cdn w poniedziałek :)
                                      • rita100 Re: Gustaw Gizewiusz - Pieśni ludu znad Drwęcy 04.12.05, 21:10
                                        śliczne, jakie masz szczęście , że dostęp do takich rarytasków masz, mało
                                        znanych, a przeciez tak cudownych.
                                        • rita100 Re: "Kasernopolis" 05.12.05, 20:49
                                          Czekając na wtorkowa piosenkę zajme się innym tematem olsztyńskim

                                          "Kasernopolis"
                                          Do roku 1945 Olsztyna miał potoczną nazwę "Kasernopolis", a to dlatego, że
                                          znajdowała się tu siedziba drugiego pod względem wielkości, po krolewieckim,
                                          garnizonu w Prusach wschodniach. Nasze miasto było miasto 'przyfrontowym'.
                                          Kiedy w 1912 roku utworzono w Olsztynie niemiecki 20. Korpus Armiijny prawie
                                          wszystkie kamienice były zasiedlone żołmierzami. Kiedy powołano w Olsztynie
                                          11. Dywizję Piechoty Wehrmachtu uznano, że trzeba wybudować specjalny do tych
                                          celów obiekt. I tak został wybudowany przy alei Wojska Polskiego 37, a
                                          ukończono budowę w 1936. Jak na ówczesne czasy obiekt był monumentalny i
                                          wzbudzał respekt. Od samego początku do dziś służy służbom mundurowym.
                                          Po wojnie mienie przejął Skarb Państwa. W 1950 roku uruchomiono też poliklinikę
                                          dla funkcjonariuszy i ich rodzin. Kompleks budynków przy alei Wojska Polskiego
                                          37 jest siedzibą olsztyńskiej polikliniki najdłużej. Pod koniec lat 80.
                                          rozbudowano placówkę.
                                          Od pewnego czasu w żargonie mieszkańców Olsztyna krążą nazwy dwóch placówek
                                          tego samego obiektu "stara poliklinka" i "nowa poliklinika".
                                          • rita100 Re: "Kasernopolis" 05.12.05, 20:54
                                            Gmach "starej polikliniki", ma swoje stare tajemnice i ponoć czekają ciągle na
                                            wyjaśnienia.
                                            Jak wynika z relacji dawnego mieszkańca Olsztyna, obecnie mieszkającego w
                                            Duisburgu (Niemcy) montera grupy budowlanej, podaczas naprawy instalacji
                                            elektrycznej jako uziemienia użyto odnalezionej wtedy na strychu metalowej
                                            płyty, pochodzącej ze zburzonego po II wojnie światowej niemieckiego pomnika
                                            plebiscytowego, który znajdował się dwaniej w miejscu dzisiejszego pomnika
                                            Bohaterom Walk o Wyzwolenie Narodowe i Społeczne Warmii i Mazur. Płytę, będącą
                                            emblematem , zakopano na trawniku przed "starą poliklinkią", gdzie
                                            prawdopodobnie tkwi do dziś. Gdyby się zatem odnalazła, byłaby materialną
                                            pozostałoscią po dawnym pomniku."
                                            Prawdopodobnie ta 'stara poliklinika' odegrała najważniejsza rolę w mym życiu
                                            Tralala, tam się urodziłam i tam wydałam pierwszy krzyk . Tam też w wieku 7 lat
                                            dokonali na mnie brutalnej egzekucji na migdałkach :) Wycieli je na żywca,
                                            przywiązując mnie do fotela i takimi ogromniastymi zakręconymi nażyczkami ,
                                            które wkładali do gardła wycieli je. Przeżycie nie do zapomnienia. Ale też
                                            pamiętam z tej poliklinki innych , starsznie poparzonych ludzi, ktorymi się
                                            opiekowano. Tam w samotności umarła moja matka na odziale onkologicznym,
                                            trzymana do końca na morfinie. Ale ona chciała umrzeć w samotności , dlatego
                                            teraz klikam stąd skąd klikam.

                                            Ale Piechocki wspomina o drugim szpitalu na Wojska Polskiego - najpierw
                                            kolejowy dzis miejski i trochę mi zrobił mętlik, a może to chodzi o szpital
                                            miejski ?
                                            Sama już nie wiem.
                                            • Gość: tralala Re: "Kasernopolis" IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.12.05, 21:10
                                              Czy to tej operacji wycięcia migdałków dostałaś chociaż solidną porcję lodów?
                                              Tak pocieszano moją kuzynkę, która chyba w podobnym wieku przeszła podobny
                                              zabieg. Kolejne porcje lodów pozwoliły nieco złagodzić przykre przeżycia.
                                              Życie i śmierć - rozumiem, jak ważna jest dla Ciebie poliklinika. Spojrzę na
                                              nią teraz innym okiem. W dzieciństwie mieszkałam na Zatorzu, często bawiłam się
                                              w parku po drugiej stronie ulicy, ale chyba nie do końca wiedziałam co to za
                                              budynek. Pamiętam też za polikliniką resztki starego cmentarza. Nie wiem, czy
                                              został tam jeszcze choć jeden nagrobek.
                                              Szpital Kolejowy za to poznałam dość dobrze. Jedna z moich licealnych koleżanek
                                              chorowała na nerki i tam właśnie co i rusz trafiała na leczenie. A my,
                                              koleżanki, wędrowałyśmy do niej w odwiedziny, na plotki, pocieszanki, z
                                              lekcjami. Wyzdrowiała i mieszka teraz bardzo daleko od Olsztyna.
                                              Ten szpital był już na końcu ulicy Wojska Polskiego, prawie w lesie. Teraz
                                              jest, zdaje się, sprywatyzowaną kliniką położniczą.
                                              • rita100 Re: Stajenki z marcepana 06.12.05, 20:25
                                                Nie zauważyłam tego wpisu wczoraj, cos ukazuje się ze spóżnieniem.
                                                Szpitale to raczej nieprzyjemne obiekty najczęściej ale bardzo ważne dla życia
                                                ludzi. Olsztyn jednak miał dobre wyposażenie, bo przeciez wiadomo , że
                                                stacjonowały tu jednostki wojskowe i takie obiekty były bardzo ważne.
                                                Teraz fajny temat, bo prawie dla dzieci z okazji Mikolaja :)

                                                Stajenki z marcepana
                                                Tradycja robienia szopek w Olsztynie sięga aż XVI wieku. Początkowo szopkę na
                                                Gody, bo tak nazywali na Warmii święta Bożego Narodzenia stawiali w kościele
                                                św. Jakuba rzemiślnicy zrzeszeni w czechach. Szopka co roku była zatem
                                                orginalna. W okresie międzywojennym szopki pojawiały sie też w witrynach
                                                sklepowych i na targowiskach jako towar handlowy. Przy Starym Ratuszu
                                                organizowane były specjalne świąteczne jarmarki.
                                                Szopki dekorujące przeważnie wystawy były sprodukowane i sprowadzane z Niemiec.
                                                W sklepach kolonialnych, piekarskich oraz cukierniczych dominowały wyroby z
                                                kompozycji ciast, marcepana, karmelu, suszonych owoców oraz czekolady. Dzieci
                                                uwielbiały ten okres przedświąteczny, chętnie się gromadziły i brały udział w
                                                różnych odbywających się loteriach prowadzonych przez sklepikarzy. Jak jest
                                                dziś wszyscy wiemy :)
                                                • Gość: tralala Re: Stajenki z marcepana IP: 83.9.225.* 06.12.05, 20:47
                                                  Pyszne te szopki z marcepana! Czekałam i czekałam na świąteczną atmosferę, żeby
                                                  w końcu napisać o jutrzni mazurskiej na Gody. Chyba już można? Dziś
                                                  wprowadzenie: 'Chyba najpiękniejszą mazurską tradycją była jutrznia. Jej
                                                  przebieg opisał już Max Toeppen w 1866 roku i w takiej postaci jutrznia na
                                                  Mazurach cieszyła się ogromną popularnością. W kościołach, a tam, gdzie w
                                                  rozległych parafiach nie było kościołów, głównie w wiejskich szkołach, w dzień
                                                  Bożego Narodzenia odbywały się jasełka z żywym udziałem miejscowej dziatwy
                                                  szkolnej. Karol Małłek zabiegał o utrzymanie starych tradycji mazurskich. Coraz
                                                  bardziej zapominaną na niemieckich Mazurach tradycję jutrzni w latach
                                                  trzydziestych udało się ponownie na krótko ożywić w okolicach Działdowa.'
                                                  (Mazurzy - tradycja i codzienność).
                                                  Jutro - fragmenty jutrzni napisanej przez Karola Małłka. Podobno jutrznię też
                                                  spisał Michał Kajka, ale tego tekstu nie mam. A czy teraz gdzieś na Mazurach, a
                                                  może na Warmii odbywają się jutrznie?
                                                  • rita100 Re: Stajenki z marcepana 06.12.05, 21:08
                                                    Jutrznia, cos czytałam , przypuszczam , że to świeto o świcie w Wigilie :)
                                                    Tak ?
                                                    Ta tradycja już chyba zagineła.
                                                  • Gość: tralala Re: Stajenki z marcepana IP: 83.9.225.* 06.12.05, 21:14
                                                    No właśnie niekoniecznie! Choć to tylko moje przypuszczenia. Kilka lat temu
                                                    wróciłam z pasterki, trafiłam na jakiś dobry film, posiedziałam do późnej nocy,
                                                    a właściwie wczesnego poranka, i kiedy już szłam spać, wyjrzałam przez okno - i
                                                    ku swemu niepomiernemu zdziwieniu zobaczyłam rodzinę z dziećmi, wszyscy nieśli
                                                    zapalone lampiony i szli w stronę Starego Miasta. Do tej pory zastanawiam się,
                                                    czy to znaczy, że być może w kościele ewangelickim jednak jest jutrznia, nie
                                                    pasterka. I może ożywają te stare mazurskie teksty? Może w końcu w tym roku to
                                                    wybadam i wypytam moją koleżankę, ewangeliczkę?
                                                  • rita100 Re: Stajenki z marcepana 06.12.05, 21:29
                                                    Wiesz Tralala, to jest dla mnie najciższy temat, bo tu się przeplata wiara
                                                    katolicka z ewangielicką i robi mi zamieszanie. Czyli Jutrznia jest po Wigilii ?
                                                    I jest ona tylko uznawana przez ewangielików.
                                                    Dlatego też możesz spotakć ludzi o świcie z lampionami w Olsztynie, ale w
                                                    Krakowie takich nie spotkasz.
                                                  • Gość: tralala Re: Stajenki z marcepana IP: 83.9.225.* 06.12.05, 21:39
                                                    Wolę nie twierdzić, że katolicy na pewno i od zawsze na pasterkę szli o
                                                    północy, a ewangelicy wyruszali wczesnym rankiem na jutrznię. Nie wiem, czy nie
                                                    zdarzało się tak, że jednak bezpieczniej było iść na mszę nad ranem, a nie w
                                                    środku nocy, zwłaszca jeśli ludzie mieszkali w odległych wsiach i musieli iść w
                                                    nocy przez las. Takie lampiony może odstraszały wilki? Jak jest teraz w
                                                    kościele ewangelickim w Olsztynie, spróbuję podpytać. A od jutra zapraszam na
                                                    Małłkową jutrznię.
                                                    Ech, jutro wstaję raniutko, jak nie przymierzając na jutrznię, więc się już
                                                    pożegnam i dobrej nocy życzę. Deszczyk cały czas siąpi, pogoda usypia jak nic.
                                                  • rita100 Re: Stajenki z marcepana 06.12.05, 21:51
                                                    dobranoc, ale mamy tu wielokulturowość i o pomyłke nie trudno :)
                                                    Popatrz, też coś mam :)
                                                    "Z kamnienia na kamnień skowronecek skace,
                                                    tak i moje serce, tak i moje serce, zawse we mne płacze.
                                                    Ojczulek z mateczką pod ziemną sie skryli,
                                                    a mne sieroteckę, a mne sieroteckę, na świecie zostawili".

                                                    Tak spiewała Dina Małłek - teraz rozumie tą pieśń, to pieśń 'Jutrzni'
                                                    Ale zostawmy to na jutro, bo ciekawy temacik
                                                    spokojnych snów
                                                  • rita100 Re: Stajenki z marcepana 07.12.05, 19:13
                                                    Tralala, zaloże nowy watek , bo temat świateczny jest bardzo obszerny
                                      • tralala33 Re: Gustaw Gizewiusz - Pieśni ludu znad Drwęcy 07.12.05, 20:39
                                        Czas dokończyć piosenkę. Pachołek, choć w marnej sukmanie, pieniądze miał i
                                        piwa dostał:

                                        Dziewka piwko toczyła,
                                        Rączka jej się świeciła,
                                        Aj, ej, aj, ej, rączka jej się świeciła.

                                        A od czegoż takiego?
                                        od pierścieńca złotego,
                                        Aj, ej, aj, ej, od pierścieńca złotego.

                                        Pytamze się kaczmarko,
                                        Ty nadobna szękarko,
                                        Aj, ej, aj, ej, ty nadobna szękarko.

                                        Czy to twoja coreczka
                                        Czyli rzędna dzieweczka?
                                        Aj, ej, aj, ej, czyli rzędna dzieweczka.

                                        Nie moja to coreczka,
                                        Ale rzędna dzieweczka,
                                        Aj, ej, aj, ej, ale rzędna dzieweczka.

                                        rzędna = porządna!
                                        • rita100 Re: Gustaw Gizewiusz - Pieśni ludu znad Drwęcy 07.12.05, 20:53
                                          Dobrze, że wytłumaczyłas słowo - rzędna, bo bardziej odwrotnie sobie to
                                          tłumaczyłam :)
                                          szękarko - co to może oznaczać - gaduło ? ;)
                                          • tralala33 Re: Gustaw Gizewiusz - Pieśni ludu znad Drwęcy 08.12.05, 21:15
                                            Rzewna piosenka na mazurskie Gody:

                                            Gody moje, gody,
                                            Toć moje wesele,
                                            Daj mi pan kolędę,
                                            Kedy się podzieję?

                                            Da mi pan kolędę
                                            I wygna za wrota,
                                            Gdzie ja się podzieję
                                            Uboga sierota?

                                            Idźże dziewczę, idźże,
                                            nie wyrzewniaj sobie,
                                            Nie będzie nikt wiedział
                                            Na służbie o tobie.

                                            Ni ojciec, ni matka,
                                            Ani przyjaciele,
                                            Ni siostra, ni bracia
                                            Bo ich nie masz wcale.

                                            Idźże dziewczę, idźże
                                            Niewyrzewniaj sobie
                                            Będzie Pan Bóg wiedział
                                            Na służbie o tobie.

                                            Boże mój, ach Boże,
                                            Czyjaż ja też teraz
                                            Wyjdę na poleczko,
                                            Zapłaczę ja nieraz.
                                            • rita100 Re: Gustaw Gizewiusz - Pieśni ludu znad Drwęcy 08.12.05, 21:25
                                              Zawsze czekam na takie konski, to są unikaty , których nigdzie się nie
                                              znajdzie. Ale rzewna pioseneczka, a jeszcze będzie rzewniejsza śpiewana przez
                                              prawdziwą sierotkę. Ciekawe jaka jest melodia do tego. Czy nie myślą o
                                              nagraniach na mp3 ?
                                              • tralala33 Re: Gustaw Gizewiusz - Pieśni ludu znad Drwęcy 11.12.05, 19:59
                                                Co prawda nie ze zbiorów Gustawa Gizewiusza, lecz późniejszych, Jana
                                                Sembrzyckiego, ale że w niedzielę rzecz się dzieje, to posłuchajmy tej
                                                Legiendy:

                                                A w niedzielę po onziedzie
                                                Sed Pan Jezus po tym świecie
                                                I sedci ci on srodkiem drogo
                                                I natrafiuł dziewkę z wodo.

                                                Stój, dziewecko, daj mi wody,
                                                Twem dusyckom do ochłody!
                                                - A tać woda nie jest cysta,
                                                napadało z drzewa liscia.
                                                - A cyzci jej nie cysciła?
                                                Siedem synów w nij straciła!

                                                I uznała, ze to sam Bóg,
                                                Upadła mu krzyzem do nóg.
                                                Wstań, dziewecko, nie lękaj się!
                                                Idź do kościoła, spowiadaj się!

                                                Do kościoła wstępowała,
                                                Siedem sązni ziemia drzała.
                                                Tak długo się spowiadała,
                                                Az się tez w proch rozsypała.

                                                Same dzwony zadzowniły,
                                                Ołtarze się wykrenciły.
                                                -Wez, ty Piotrze, wez ty kluce,
                                                -Wez, ty Pawle, wpusc duse,
                                                A tij jednij nie wypuscaj,
                                                Co zabziła ojca, matkę!

                                                - Jescemci ich nie zabziła,
                                                Dopierom się zamierzyła!
                                                -Gorse twoje zamnierzenie,
                                                Nizli cyje uderzenie!

                                                (Bukarty, pow. niborski)
                                                • rita100 Re: Gustaw Gizewiusz - Pieśni ludu znad Drwęcy 11.12.05, 21:08
                                                  www.silk.net/RelEd/graphics/2-aw.gif
                                                  Tralala, jaki śliczny wiersz, kocham sie w takiej poezji i w folklorze. Bardzo
                                                  Ci dziękuje . Jęsli kiedyś sie sptkanmy to stawiam szampana, poznaje to co
                                                  nigdy bym nie poznała. Tyle wierszy przeczytałam, ale jednak te sa
                                                  najcenniejsze, bo maja swoją historę i ducha regionu.
                                                  • rita100 Re: Gustaw Gizewiusz - Pieśni ludu znad Drwęcy 13.12.05, 20:35
                                                    Tralala, chciałabym z Tobą o czymś porozmawiać. Problem taki luźny. Otóż,
                                                    wiem , bo czytałam na pewnej stronce, że odkrywająca się twórczość warmińsko-
                                                    mazurska nie powinna być używana do zabaw, do radosnego spędzenia czasu tylko
                                                    czczona i podchodzić trzeba do niej z pokorą. Czy Ty też tak myślisz ?
                                                    Bo ja mam odmienne zdanie, widząc jak swoim folklorem bawią się Ślązacy,
                                                    uważam , że i nasze utwory nie są gorsze, że przez zabawę można się uczyć i je
                                                    upamiętniać. Przykład wiersza o flasece jednej i drugiej, kiedy recytuję wiersz
                                                    podając flasecki to naprawdę nie widze nic w tym złego, a tylko propagowanie
                                                    tej gwary i powiedzenie, że jest coś fajnego o czym nie słyszał i sprawiam tym
                                                    wierszem radość ludzi, bo sie uśmiechają.
                                                    Powiedz mi, czy nie nadużywam tego co jest bardzo cenne i chronione ściśle. W
                                                    ogóle czy wypada ?
                                                    Ważne to dla mnie , bo jak bedzie karnawał, chciałam wydobyć z niej , z tej
                                                    gwary własnie radość dla ludzi.
                                                    Jak myślisz ? Napisz jak uważasz i jak to widzisz, bym nie popełniła gafy.
                                                  • rita100 Re: Gustaw Gizewiusz - Pieśni ludu znad Drwęcy 13.12.05, 20:50
                                                    Ale gdyby to było niewygodne pytanie to nie przejmuj się, nie odpowiadaj.
                                                  • tralala33 Re: Gustaw Gizewiusz - Pieśni ludu znad Drwęcy 13.12.05, 20:58
                                                    Nie wiem, czy powinnam coś mówić, bo jak spojrzę w dowód i miejsce urodzenia,
                                                    to wygląda na to, żem wielkopolska pyra. A przecież poznaniacy tak wspaniale
                                                    ożywili tradycję św. Marcina - mają paradę, św. Marcina na białym koniu, i
                                                    rogale świętomarcińskie. Okazji do smutku i zadumy mamy aż nadto, choćby
                                                    dzisiaj. Z tych wierszy a przed wszystkim z tych bajek, które nam przypominasz
                                                    wynika, że Warmiacy i Mazurzy mieli świetne poczucie humoru, więc gdziekolwiek
                                                    teraz mieszkają, chyba się nie obrażą, jeśli ktoś się uśmiechnie :)
                                                  • tralala33 Re: Gustaw Gizewiusz - Pieśni ludu znad Drwęcy 13.12.05, 21:00
                                                    Śmiech i radość nie są świadectwem braku szacunku. Za to napewno jest nim
                                                    niepamięć.
                                                  • rita100 Re: Gustaw Gizewiusz - Pieśni ludu znad Drwęcy 13.12.05, 21:07
                                                    Tak też myślę Tralala, mając pod reką tak wspaniałą gwarę , zapomnianą już to
                                                    tylko po przez zbawę możemy ją propagować. Oczywiście nie mylić sobie z
                                                    wyśmiewaniem. Tak samo jak te domki bojarskie Białegostoku, z nich nikt sie nie
                                                    wyśmiewa tylko ukazuje sie jego piękno. Ale heca , to Ty 'pyra', a ja prawie
                                                    krakowianka taka jedna, a zajmujemy się folklorem warmińskim ;))))- aż nie
                                                    wierzę , to niesamowite. Ale przyznam , że jesteś sercem Warmianką i ja już
                                                    też. Dzieki, jeśli to będzie na internecie , to to nie zaniknie i nie zginie.
                                                  • tralala33 Re: Gustaw Gizewiusz - Pieśni ludu znad Drwęcy 17.12.05, 21:39
                                                    Znów piosenka nie ze zbiorów Gustawa Gizewiusza, i nawet nie mazurska, ale jak
                                                    naj bardziej warmińska. Tak sobie pomyślałam, że może się komuś niedługo
                                                    przyda :-)
                                                    Oracja placmistrza z warmińskiego wesela:

                                                    Prosza panów muzykantów,
                                                    By wama trąby nie brzmiały!
                                                    Panów przydanów i panny przydanki,
                                                    By wama nóżki nie drgały!
                                                    Tylko byśta moi mowy psilnie słuchali.
                                                    Panno brutko pożegnaj już łojców progi
                                                    I matczyne jizby, chlewy i stogi:
                                                    Żegnajta też garki, łuszki i mniski,
                                                    Już was ziancy myć nie będzie,
                                                    Bo się dziś waju pozbędzie;
                                                    Już przeminęły te chwile
                                                    Kiedyśmy pospołu latały,
                                                    I w bziałym psiasku grzebały.
                                                    A jakem trocha podrośli,
                                                    Do karczemki pośli.
                                                    Bok łobok na stołuszkach siadali,
                                                    Rączki na szyje zakładali,
                                                    Teraz się rozstać musiwa.
                                                    Bywat ji!
                                                  • rita100 Re: Gustaw Gizewiusz - Pieśni ludu znad Drwęcy 17.12.05, 22:18
                                                    haha, właśnie w piatek przyjeżdzają przyszli teściowie, to może im zaspiewam,
                                                    tylko , że oni z Kaszub .
                                                  • rita100 Re: słownik gwary mazurskiej 20.12.05, 22:37
                                                    www.luteranie.pl/diec.mazurska/pl/biuletyn/msgwarymazur.htm
                                                    Może się kiedyś przydać :)
                                                  • rita100 Re: co by tu jeszcze :) 27.12.05, 19:47
                                                    Muszę zdobyc jakieś książki o folklorze, moze na Allegro ?
                                                  • wardog1 Re: co by tu jeszcze :) 01.01.06, 17:46
                                                    Rito droga
                                                    na wstępie życzę ci dużo szczęścia i zdrowia w nowym roku!
                                                    A teraz HELP!!! Szukam od paru dni Twego opisu obfitego obiadu
                                                    związanego z kiermaszem wsi warmińskiej.
                                                    Ten objad trwał od po kościele do wieczora, i składał się z wielu dań.
                                                    Byłbym Ci bardzo wdzięczny za linka do tej strony.
                                                    moze być tu lub napisz na Wardog1@gazeta.pl
                                                    Wielkie dzięki już na zaś.
                                                    Z poszanowaniem wardog1.
                                                  • rita100 Re: co by tu jeszcze :) 02.01.06, 09:52
                                                    Witaj Wardog, to miłe, że tradycja nie umiera i nie umrze mając Tralala i
                                                    Ciebie. Musisz troszeczkę poczekać , bo trochę w/g zwyczaju odwiecznego w tym
                                                    czasie pobalangowałam, a teraz jeszcze mam rozliczenie roczne i cięzko mi się
                                                    pozbierać. Pomalutku dochodzę do siebie i postaramy się z Tralalalą Ci pomóc.
                                                    pozdrawiam i Ciebie i oczywiście moją Tralalę :)
                                                  • wardog1 Re: co by tu jeszcze :) 02.01.06, 15:12
                                                    Zdrówko, nie rób sobie stresu, to ma czas.
                                                    A jednak dziękuję że tak szybko znalazłaś czas, odpowiedzieć :)
                                                  • tralala33 Re: co by tu jeszcze :) 02.01.06, 18:26
                                                    Ktoś tu widzę głodny, a głodnego nakarmić trzeba! Już podaję warmiński obiad
                                                    kiermasowy:
                                                    Jadłospis na kiermasowy obiad (za W. Barczewski, Kiermasy na Warmii):
                                                    Przynoszą pierwszą potrawę: rzadki ryż z kurą, przyprawiony muszkatowym
                                                    kwiatem, pietruszką, kolabrą, marchwią i pachnącą kubebą, do tego chleba
                                                    sitnego. Przy drugiej strawie zwanej słodka skopoziną z selerią, cebulą,
                                                    pietruszką i z nieuniknioną kubebą, do niej ziemniaki – rozpoczyna się już
                                                    żwawa rozmowa.
                                                    Idzie trzecia potrawa.
                                                    -Weźta no sia do ty czárniny z pszannymi kluskami. To buł zawdy mój nájlepszy
                                                    grycht (potrawa) – a jeka słociuchna, gwáłt w ni cukru i śwaczk, a mało
                                                    majráranu, kaneli, gwoździków, a i trocha cybuli i łoctu, a cąbru to już wcale
                                                    w nia nie włożyły, bo niektórzy nie lubzią z cąbrem, mózią, że za łostra, że za
                                                    duży zapach.
                                                    Tymczasem przynoszą czwartą strawę; ‘rantowną psieczonkę’ dobrze zaprawioną
                                                    cebulą i solą, do niej nieunikniony chrzan i kartofle.
                                                    Następuje piąte i szóste podanie: pieczone gęsi z cebulą, majránem, jabłuszkami
                                                    tęgo natkane i prosiaczki także gustownie nadziane wątróbką z cebulą, pieprzem
                                                    pachnącym i ostrym, jajeczkiem i tartą cółtą (bułką). Do tego prażona kapusta i
                                                    na życzenie chleb gruby, dalej zaprawiane wiśnie, ogórki, borówki, itd. Nawet
                                                    musztardy (mustryku) nie zabrakło.
                                                    I tak tedy następuje siódmy i ostatni grycht: gęsty ryż lub gryz, kasza albo
                                                    krupy gotowane w mleku, z kanelą, przesłodzone miodem, słodkimi migdałami i
                                                    koryntami.
                                                    A przed deserem miały być jeszcze ryby - szczupaki ze Skandy i łokońki i
                                                    płocicki z bartążkowego jeziora, ale już nikt nie miał na nie miejsca w
                                                    żołądku.

                                                    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=64&w=26972910&a=28288241

                                                    Smacznego! A przy okazji - szczęścia, zdrowia, zdrowia i jeszcze raz zdrowia w
                                                    Nowym Roku, i wszelkiej pomyśloności życzę.
                                                  • rita100 Re: co by tu jeszcze :) 02.01.06, 22:28
                                                    Wardog, powinien być juz uszczęśliwiony, bo chyba o to chodziło. Tralala,
                                                    jesteś niezawodna w tym temacie i niezastąpiona. Ja zacznę pomału przeglądać
                                                    wszystkie te wpisy od nowa, bo trochę się pogubiłam w nich :)
                                                    Jest to ogromna wiedza o przeszlości Warmii i Mazur.
                                                  • rita100 Re: Warmia na stole 02.01.06, 22:44
                                                    miasta.gazeta.pl/olsztyn/1,35189,3092347.html
                                                    Starostwo powiatowe w Olsztynie przygotowuje niezwykłą książkę kucharską. Będą
                                                    w niej przepisy z przedwojennych warmińskich "kochbuchów" i receptury
                                                    podarowane przez Ukraińców i Wilniuków, których na Warmię przygnała powojenna
                                                    zawierucha

                                                    Warmińskie przepisy będą pochodziły z książek kucharskich podarowanych przez
                                                    byłych mieszkańców powiatu olsztyńskiego, z którymi starosta od kilku lat
                                                    regularnie się spotyka. - Dostaliśmy trzy takie książki - mówi Andrzej
                                                    Szeniawski, sekretarz olsztyńskiego starostwa. - Teraz pracują nad nimi
                                                    tłumacze, bo nawet znającym niemiecki niełatwo byłoby dziś ugotować coś według
                                                    tych przepisów.

                                                    W biurze promocji obejrzeliśmy jedną z takich książek - kopię "Kochbucha"
                                                    wydanego w 1930 roku w Królewcu, najprawdopodobniej dla uczniów szkoły
                                                    kucharskiej. Książka drukowana jest niemieckim gotykiem, ma 272 strony. Oprócz
                                                    przepisów są w niej wskazówki, jak porcjować świnie, byki, cielęta i barany.
                                                    Przy kilku przepisach są odręczne dopiski przedwojennego kucharza.

                                                    Andrzej Szeniawski: Chcemy, by przedwojenne warmińskie przepisy stanowiły trzon
                                                    przygotowywanej książki kucharskiej, która ma pokazywać kuchnię warmińską. A
                                                    ponieważ po wojnie na Warmię trafili Ukraińcy, Wilniuki i mieszkańcy centralnej
                                                    Polski, wykorzystamy także ich przepisy.

                                                    Starostwo chce, by książka o regionalnej kuchni - na jej wydanie potrzeba ok.
                                                    20 tys. zł - wpisywała się w budowanie tożsamości warmińskiej. - Warmia ma
                                                    bogatą tradycję i kulturę, której nie należy się wstydzić - mówi Szeniwski. -
                                                    Dlatego m.in. zaangażowaliśmy się w projekt odnawiania kapliczek warmińskich. "

                                                    Tralala, ja jestem zaskoczona , że jednak coś się dzieje i co chwilę znajdujemy
                                                    wzmianki o utrwalaniu tradycji. W dobrą droge idziemy :)
                                                  • tralala33 Re: Warmia na stole 03.01.06, 20:54
                                                    Z dzisiejszego wydania GW coś o Warminkach:
                                                    Warminki, czyli drewniane laleczki, mają na sobie suknie i czepki wzorowane na
                                                    rysunkach z XVIII wieku. - Są ekologiczne, pomalowane farbą do zabawek,
                                                    bezpieczne dla dzieci, bo zrobione z jednego klocka, więc nie można nic
                                                    oderwać. Sukienki mają kolorowe, choć najbardziej charakterystyczna dla Warmii
                                                    jest czerwień, jako że było to księstwo biskupie. Teraz myślę, jakby tu zrobić
                                                    chłopaka w kapeluszu... - opowiada Teresa Tarnacka.

                                                    Nowa pamiątka odniosła już pierwszy sukces komercyjny. - Latem sprzedawaliśmy
                                                    ją na lidzbarskim zamku i bardzo dobrze nam szło. Jej cena zależy od wielkości
                                                    i wynosi od 7 do 15 zł. Z jakiegoś powodu turyści najchętniej kupowali te po 9
                                                    zł - opowiada Tarnacka.

                                                    miasta.gazeta.pl/olsztyn/1,35189,3095654.html
                                                  • rita100 Re: Warmia na stole 03.01.06, 21:54
                                                    "Jest Warmiaczką z zasiedzenia, przyjechała na te tereny w 1958 roku. - Dużo
                                                    zawdzięczam Warmii, a trzeba pielęgnować grzędę, na której się siedzi - śmieje
                                                    się Teresa Tarnacka."

                                                    Ładny wstęp jest napisany - zasiedziana i pokochała Warmię.
                                                    A Warmniaki z drewna, czy zauważyłas , że gdyby im zmienić usta podobne by były
                                                    do Bab Pruskich ? Pisza , że do tej Warmiaczki pasuje pluszowy klobuczek :)
                                                    Ja to bym jeszcze napisała na tych drewnianych Warmnikach - nazwę miejscowości,
                                                    by kazdy jednak wiedział po czasie skąd ma. Pomysł dobry, prosty i wiem , że
                                                    wdrewnie kochają się Niemcy, bo w Wielicze jest pan , ktory produkuje drewniane
                                                    dawne koniki na biegunach na zamówienie z Niemiec. Trzeba nad tym chlopakiem
                                                    pomysleć, pomyśle, pomyslimy do jutra :) Cos wymyslimy - poszperam w swoich
                                                    zwojach :)))Najlepiej to przypomniec sobie inne pamiatki z innych regionów.
                                                    Ale już mi wpadło do głowy , że być może chłopak powinien byc z rybą ?
                                                  • rita100 Re: Warmia na stole 04.01.06, 22:57
                                                    Wiesz, Tralala, nie mam dziś weny do pisania, ale , bardzo podobają mi sie te
                                                    Warmniki - ze względu na prostotę. Niektórzy chcieli by stworzyć na Warmii
                                                    zachód, ale niestety wolę osobiście tradycję cenić.
                                                  • tralala33 Re: Warmia na stole 04.01.06, 23:08
                                                    A ja myślę, że coraz więcej ludzi zadomawia się na Warmii i Mazurach, i zaczyna
                                                    rozumieć istotę tradycji. He, he, ja za to zapomniałam o tym, iż
                                                    'Mieszkaniec Prus Wschodnich z serca i ducha
                                                    Do Wniebowstąpienia nie zdejmie kożucha,
                                                    a jeśli mu jeszcze większa mądrość dana
                                                    Włoży go z powrotem na świętego Jana.'
                                                    No i złapało mnie przeziębienie :( Zima choć nie mroźna, to śnieżna, więc
                                                    trzymajmy się ciepło.
                                                  • rita100 Re: Warmia na stole 04.01.06, 23:14
                                                    He, he, skąd masz te cudeńka wierszykowe i te porzekadła. Mnie się zródła
                                                    wyczerpały ksiązkowe :)
                                                    dobranoc, już kolejka do klawiaturki u mnie
                                                  • rita100 Re: Warmia na stole 05.01.06, 20:20
                                                    I jak tam z przeziębieniem Tralala ? U nas strasznie cięzki jest snieg,
                                                    niestety łamie krzewy . Jak słyszałam , to nawet potrafią sie dachy załamywac
                                                    od tego ciężaru. A dziś szklaneczka na jezdniach i na chodnikach.
                                                  • tralala33 Re: Warmia na stole 05.01.06, 20:43
                                                    Okropnie - dobrze, że tu mogę pisać, a nie muszę mówić, bo z gardła wychodzi mi
                                                    tylko takie krakanie. Jak mnie jeszcze czarne piórka porosną, to razem z moimi
                                                    czarnymi kotami stworzę iście czarowny tercet.
                                                  • rita100 Re: Warmia na stole 05.01.06, 21:19
                                                    To masz klopot tylko z mówieniem :) Gardło też musi odpocząć , a duzo mowisz w
                                                    pracy ? Mój kot to strasznie sie potrafi wydzierać, zrobił się taki wazny , ze
                                                    nie wolno go dotknąć. To kuruj sie syropkami i oszczędzaj się w mówieniu :)
                                                  • tralala33 Re: Warmia na stole 05.01.06, 22:11
                                                    Niestety w pracy cały czas muszę mowić, i to ładnie, głośno i wyraźnie. he, he,
                                                    dziś mi nie za bardzo wychodziło. No to uciekam się inhalować, żeby jakoś do
                                                    weekendu dociągnąć. Miłej, spokojnej nocy.
                                                  • rita100 Re: co by tu jeszcze :) 03.01.06, 11:54
                                                    jeszcze to :)
                                                    "Naprzód rosół z nudlami, potam groch z marchsió, i bratklopsami o dali łuż
                                                    różniste mniaso z kartoflami. Smakowite zółsty jak ech to som eszcze nie jod.
                                                    I wszystko to przy występach muzykontów zespołu regionalnego "Warmia" ze
                                                    przytańcówką i potupajem. Jek am nazo przyśli, na stołach łuż stojeli nowe
                                                    talyrze i goróńce jydzanie. Kożdan sia dziwował i na kuchy i na torty. A mnie
                                                    nolepsi do gorzołeczki ryby smakowali."
                                                    wpis Ed
                                                  • rita100 Re: stajenki z marcepana 05.01.06, 20:25
                                                    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=64&w=33148805&a=34365279
                                                    Tutaj zamieszczę wątek świąteczny, żeby został na pamiatkę nastepnego roku.
                                                  • rita100 Re: stajenki z marcepana 05.01.06, 20:45
                                                    Ale jutro zajmę sie już Olsztynem Piechockiego. Skończyłam remanet i napisałam
                                                    wiele pism, które czekały na wydrukowanie. Trochę pracy na przełomie roku
                                                    miałam.
                                                  • rita100 Re: św. Jakub w zimowej oprawie 05.01.06, 21:12
                                                    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=708&w=34012464&a=34022598
                                                    Popatrz sie Tralala, jak św. Jakub ma śniezną czapeczkę ?
                                                    Czy to czasmi nie mocherowy berecik ? ( żartuję );)
                                                  • tralala33 Re: św. Jakub w zimowej oprawie 05.01.06, 21:33
                                                    Święty Jakub chyba by się nie pogniewał o moherowy berecik. A przed dawną
                                                    Szkołą Podstawową nr 14 (teraz gimnazjum) stało sobie popiersie Karola
                                                    Świerczewskiego. Głowa ogromna i zupełnie łysa, stąd też nazywano go Kojakiem,
                                                    a szkołę 'kodżakówką'. Zimą za to, jak śnieg popadał, to Karolek miał na głowie
                                                    piuskę:) Ciekawe dokąd trafił ten pomnik?
                                                  • rita100 Re: św. Jakub w zimowej oprawie 05.01.06, 22:51
                                                    Oj , w zimie świat wygląda inaczej i ubiera nam pomniki :)
                                                    A teraz popatrz jakie mamy świetne żródełko wiedzy, sa tam nawet nam nieznane
                                                    teksty, dopiero to oglądam ogólnie , a już jestem zauroczona stronką.
                                                    www.olsztyn-pamiatki.pl/
                                                  • rita100 Re: św. Jakub w zimowej oprawie 05.01.06, 22:56
                                                    dobranoc Tralala, kuruj gardełko , już muszę lecieć :)
                                                  • rita100 Re: Kawiarnia Zamkowa 06.01.06, 20:45
                                                    Piechocki pisze, że przedwojenny Olsztyn był miejscowością turystyczną.
                                                    Świadczy o tym zawrotna liczba, bo około 2tys starych pocztówek oraz stosunkowo
                                                    duża liczka hoteli i pensjonatów (18), miejsc rozrywek i uciechy dla
                                                    podniebienia - restauracje (48) oraz kawiarnie (10).
                                                    Do najbardziej znanych i renomowanych była 'Kawiarnia Zamkowa' (Schloss-Cafe).
                                                    Znajdowała się przy dawnej ul.Zappelinstrasse 15, mająca nieco inny bieg niż
                                                    obecnie ulica 11 Listopada. Hehe, może znajdę jeszcze taką widokówkę starą,
                                                    gdzies taka stronka była z tymi widokówkami, musze pogrzebać w linkach.
                                                    Ta przedwojenna kawiarnia wyrózniała sie surowum i interesującym kształtem
                                                    budynku wybudowanego w latach 1905-10. Budowla wyrózniała się od innych
                                                    charakterystycznymi wieżyczkami oraz na połaci dachowej widniały trójkątne
                                                    szczyty. Kamienica należała do kupca Augusta Herrgotta.
                                                    Kawiarnia ta posiadała i sale konsumpcyjne i koncertowe i taneczne. Jak widzisz
                                                    Tralala dbano o turystów i zaspokajano i dusze i żółądki i oczy. Trzy
                                                    najważniejsze pokarmy dla turystów :) Jak pisze dalej Piechocki ta własnie
                                                    kawiarnia była reklamowana jako styl wiedeński gdzie królowała muzyka i taniec.
                                                    Była to najelegentsza kawiarnia Olsztyna. Działała ona do czasu wkroczenia
                                                    odziałów Armii Czerwonej 1945 roku. Padła ona pastwą płomieni, a po II wojnie
                                                    światowej nikt już nie był zainteresowany jej odbudową i ponoć w tym miejscu do
                                                    dzisiaj jest niezabudowany teren na którym jest skwer.
                                                  • rita100 Re: Kawiarnia Zamkowa 06.01.06, 20:45
                                                    Ponieważ Tralala stwarzamy wirtualny nasz Olsztyn, to mi się już same wybijają
                                                    literki na klawiaturze, że ja to bym zaraz postawiła tam nie pomnik, ale jakiś
                                                    upamiętniający głaz i informację , że jednak w tym właśnie miejcu przed wojną
                                                    bawiła sie cała Europa w rytm tańca wiedeńskiego, może nawet zamieściła zdjecie
                                                    tej Kawiarni Zakowej, której do dziś żadna inna nie dorówna.
                                                    Nie mogę sobie skojarzyć tego dzisiejszego skweru.
                                                  • tralala33 Re: Kawiarnia Zamkowa 06.01.06, 21:17
                                                    A to ci zagadka - gdzie dokładnie była Kawiarnia Zamkowa. Nazwa ulicy zmieniła
                                                    się, i to dwukrotnie, po przecież po wojnie to była ul. 22 lipca, a teraz 11
                                                    listopada, a jedyny długo niezabudowany plac był niedaleko Ratusza. Niestety,
                                                    od kilku lat straszy tam kolejny wrzód na oku, czyli tak zwana czarna trumna,
                                                    nagrobek lub czarna perła. Paskuda co najmniej o jedno piętro za wysoka,
                                                    oklejona czymś czarnym, niby marmur ale bardziej jak lastriko. Jeśli to tam
                                                    była Kawiarnia Zamkowa, to zamiast pamiątkowego kamienia doczekała się
                                                    nagrobka! Ale warto by było sprawdzić numerację - może ta w przeciwieństwie do
                                                    nazwy ulicy nie uległa zmianie?
                                                  • rita100 Re: Kawiarnia Zamkowa 06.01.06, 21:20
                                                    Nie, Tralala, Piechocki w następnym rozdziale opisuje Inkę, o której mówisz,
                                                    ale to jutro ;))))
                                                    Gdzieś jest ten skwer pusty.
                                                  • tralala33 Re: Kawiarnia Zamkowa 06.01.06, 21:23
                                                    Nie, nie, Inka jest na przeciwnym końcu tej ulicy, bliżej Starego Miasta, nawet
                                                    nie wiem, czy przypisana jest do ul. 11 listopada, czy też nie. A tą paskudę
                                                    czarną wystawiono zaledwie parę lat temu, być może zanim Piechocki napisał
                                                    Olsztyn magiczny. Może gdzieś wypatrzę zdjęcie, choć szczerze mam nadzieję, że
                                                    nikt specjalnie tego 'cudu' archtektury nie fotografował.
                                                  • tralala33 Re: Kawiarnia Zamkowa 06.01.06, 21:30
                                                    O to jest ten ohydnik w całej okazałości
                                                    www.moje-fotografie.olsztyn.pl/index.php?idd=2&ido=46&idz=2074
                                                    a na tym zdjęciu widać, jak psuje widok na Ratusz od strony Starego Miasta.
                                                    www.moje-fotografie.olsztyn.pl/index.php?idd=2&ido=46&idz=2115
                                                    Co nie znaczy, że właśnie na tym placu stała niegdyś Kawiarnia Zamkowa?
                                                  • rita100 Re: Kawiarnia Zamkowa 06.01.06, 21:39
                                                    www.moje-fotografie.olsztyn.pl/index.php?idd=2&ido=46&idz=2115
                                                    Ohyda, straszna ohyda, że też nie przybędą tam ci z Klewek i bombeczki nie
                                                    podłożą - to wstydla dla Olsztyna taka bydowla - a architekt powinien dostać
                                                    naganę i po starej tradycji z tobolkiem wysłany z Olsztyna.
                                                    To gdziez ten ekskluzywny piękny lokal - sama zobacz, nawet pisze , że lokale
                                                    są do wynajęcia, bo nikt tam pewno nie chce przebywać. Oj, dobrze, że Piechocki
                                                    tego niewidzi i tak łagodnie krytykuje niektóre pomysły architektoniczne.
                                                    Teraz szukam starych zdjęć w linkach , ale to potrwa. Może znajdę na jakiejś
                                                    widokówce tą starą Kawiarnie zamkową.
                                                  • rita100 Re: Kawiarnia Zamkowa - pocztówki 06.01.06, 21:42
                                                    www.castlesofpoland.com/prusy/olsz_po064_de.htm
                                                    W tych pocztówkach musimy szukać
                                                  • rita100 Re: Kawiarnia Zamkowa - pocztówki 06.01.06, 21:52
                                                    www.castlesofpoland.com/prusy/olsz_po033_de.htm
                                                    Popatrz sie Tralala jaki Olsztyn był piekny z tymi wszystkimi skąponowanymi
                                                    kamienicami i tramwajem i jaki spokój i harmonia panuje. To powinni widzieć
                                                    przed oczami architekci i samorząd olsztyński
                                                  • tralala33 Re: Kawiarnia Zamkowa - pocztówki 06.01.06, 21:52
                                                    Tu jest Zeppelinstrasse.
                                                    www.castlesofpoland.com/prusy/olsz_po033_de.htm
                                                    Może Kawiarnia Zamkowa to ten duży budynek po lewej stronie, z samego przodu?
                                                    Na parterze ma duże okna, szkoda tylko, że napisu nie da się odczytać. A z
                                                    opisu: 'Ta przedwojenna kawiarnia wyrózniała sie surowum i interesującym
                                                    kształtem budynku wybudowanego w latach 1905-10. Budowla wyrózniała się od
                                                    innych charakterystycznymi wieżyczkami oraz na połaci dachowej widniały
                                                    trójkątne szczyty.' - surowa jest, trójkątne szczyty - no, przynajmniej jeden
                                                    widać, ale gdzie te wieżyczki? Mniej więcej w tym miejscu jest teraz Inka, choć
                                                    bardziej cofnięta od ulicy.
                                                    Za to czarna paskuda została wybudowana tam, gdzie na odległym końcu ulicy, pod
                                                    Ratuszem widać taką kremowo-żółtą kamienicę. Nie jest to chyba Kawiarnia
                                                    Zamkowa?
                                                  • rita100 Re: Kawiarnia Zamkowa - pocztówki 06.01.06, 21:59
                                                    Może być ten budynek, ale jestem tak zakopana w tych zdjeciach , że teraz
                                                    bardziej je podziwiam i rozumie Piechockiego.
                                                    A popatrz tu, jakie piekne ogrodki są przy cudownych kamienicach - w całej
                                                    okazałości :)
                                                    www.castlesofpoland.com/prusy/olsz_po037_de.htm
                                                    ale świetna stronka
                                                  • rita100 Re: Kawiarnia Zamkowa - pocztówki 06.01.06, 22:01
                                                    www.castlesofpoland.com/prusy/olsz_po040_de.htm
                                                    Tralala, a co to jest ?
                                                  • tralala33 Re: Kawiarnia Zamkowa - pocztówki 06.01.06, 22:06
                                                    Kościół parafialny pw Najświętszego Serca Pana Jezusa przy obecnej ul
                                                    Kopernika, od paru lat wpisany na listę zabytków (nie wiem, czy nie w stulecie
                                                    powstania - a zbudowany został w latach 1901-1903 ze składek polskich
                                                    Warmiaków), od paru miesięcy pięknie podświetlony nocą.
                                                  • rita100 Re: Kawiarnia Zamkowa - pocztówki 06.01.06, 22:13
                                                    Kościół Najświętszego Serca Jezusowego zbudowany 1901-1903. Nad portalem
                                                    znajduje się piękna mozaika, wykonana 1008 roku. Całośc otacza łaciński napis:"
                                                    Połóż mnie jako znak na twoim sercu" Autorem mozaiki jest malarz z Królewca,
                                                    który podpisał się jako Gostek.

                                                    To ten kościół, cudowny - brak mi juz słów pochwalnych :)

                                                    To może zejdźmy na ziemię i zobaczmy jeszcze raz dzisiejsza ohydę
                                                    www.moje-fotografie.olsztyn.pl/index.php?idd=2&ido=46&idz=2115
                                                    Tak spaskudzić miasto
                                                  • tralala33 Re: Kawiarnia Zamkowa - pocztówki 06.01.06, 22:34
                                                    W 1908 roku, dziewiąteczka zamieniła się z zerem, ale to nic, ważne, że mozaika
                                                    jest i można ją nadal podziwiać. Jutro postaram się dopisać historię powstania
                                                    tego kościoła, bo ciekawa. Teraz zmykam lekować swoje przeziębienie. Dobrej
                                                    nocy, Rito.
                                                  • rita100 Re: Kawiarnia Inka 07.01.06, 20:26
                                                    Tośmy wczoraj powertowali pocztówki olsztyńskie.
                                                    A dalej Piechocki pisze, że w latach późniejszych powojennych zaczeły rozkwitać
                                                    lokale gastronomiczne. Były lokale eleganckie jak "Staromiejska", "Andromeda",
                                                    czy "Parkowa". Restauracje jak "Nowoczesna", "Kolorowa" czy "Pod Żaglami" jak i
                                                    spelunki typu "Pod Koniem", "Zgoda" czy też "Tramp".
                                                    A że to były lokale uspołecznione to wyobrażamy sobie jak one wyglądały
                                                    szczegolnie w czasach przywiązywania łyżek i misek metalowych do blatu stołu :)
                                                    Nie byłam w żadnej z tych kawiarnorestauracji, ponieważ na Dworcu Autobusowym
                                                    przy ul. Samulowskiego był spelunkowy bufet i zaspakajał potrzeby
                                                    potrzebujących.
                                                    Ale Tralala, jak grzebię w pamięci to przypomina mi się coś co wcześniej nie
                                                    pamiętałam, a mianowicie kiedyś w Olsztynie była piękna i pełna ludzi cudowna
                                                    kawiarnia.
                                                    Piszę co mi pamięć mówi, bo sięgam głeboko w pamięć. Była ona chyba przy ul.
                                                    Partyzantów w ogródku, za drewnianymi ciekawymi parkanami, na wolnym powietrzu
                                                    i było tam dużo dekoracji roślinnej. W wyjątkowych , światecznych okazjach
                                                    chyba tam bywaliśmy z rodziną.
                                                    Ale nie mogę sobie tego dokładnie przypomnieć , jedynie to , ze była urocza i
                                                    już takiego stylu kawiarni nigdzie nie spotkałam. Może później zmieniła swój
                                                    charakter, ale wtenczas widziałam ją cudowną.
                                                    To był przerywnik, a dalej Piechocki pisze , ze w latach 1965-66 wybudowano do
                                                    Olsztyniaków przy ulNowowiejskiej kawiarnię "Inkę" z betonu, stali i szkła coś
                                                    na wzór paczki papierosów. Widzę ten budynek własnie na zdjeciu i przypomina mi
                                                    to budynki stawiane w całej Polsce tego typu. Kto był w Krynicy Górskiej, to
                                                    podobny budynek z kawiarnią i restaurauracją tam się wznosi a nazywa
                                                    się "Hawana". Patrzę na to zdjecie i się zastanawiam czy olsztyńska Inka to
                                                    krynicka Hawana, czy na odwrót, tak są identyczne. Takie obiekty miały ogromne
                                                    wzięcie i swoją klientelę owego czasu, ale w latach siedemdziesiątych
                                                    przeistaczyła się Inka w spelunkę, knajpę i dobra renoma prysła. No i cóż było
                                                    zrobić z tą spelunką ? Władze Olsztyna stwierdziły , ze najlepiej ją zniszczyć,
                                                    zburzyć i postawić nowy, nowoczesny obiekt o architekturze światowej. Tak więc
                                                    w 1991 roku Inka została zamknięta i pogrzebana w przeszłości a w 1999 roku
                                                    powstała nowa Inka już jako super archiktoniczny obiekt handlowy tuż przy
                                                    Wysokiej Bramie.
                                                  • rita100 Re: Kawiarnia Inka 07.01.06, 20:27
                                                    Wydaje mi sie Tralala, ze wyręczam mysli Piechockiego. Piechocki nie mógł
                                                    przeciez napisać prawdziwych swoich myśli, odebrali by za krytykę, ale Ci co
                                                    pamietają stary Olsztyn wiedzą swoje i on też napewno wiedział.
                                                    Teraz tylko można pisać fantastyczne opowiadania typu : "Rozmowa starej
                                                    Wysokiej Bramy z arcy nowoczesną Inką" i sobie trochę pofolgować
                                                    wyobraźnią ;))))
                                                    Ja myślę , ze gdyby 'Wysoka Brama' miała oczy to popłynąłby strumień łez.



                                                    ------------
                                                    No i tak ta Rita przisz'ła, wzieła głoske i mówi: Wypijem z przyjacielem - i
                                                    trąciła - nie dobrze by było nie wypić. Jek wypiła, zaroz padła ;)))
                                                  • tralala33 Re: Kawiarnia Inka 07.01.06, 21:15
                                                    Oj nie wiem, jeśłi ta kawiarnia był przy ulicy Partyzantów (między ulicą a
                                                    torami), to może była to Stokrotka, a wówczas rzeczywiście trzeba przyznać, że
                                                    przeszła nieciekawą metamorfozę. W latach siedemdziesiątych była to pijalnia
                                                    piwa i choć położona między miejską i wojewódzką komendą milicji, to widać
                                                    najciemniej pod latarnią - awantur tam nie brakowało. O tym, co się tam
                                                    wyrabiało opowiadał nam czasem nas nauczyciel fizyki w podstawówce(super,
                                                    hiper, i w ogóle nasz najlepszy nauczyciel!), który miał nieszczęście mieszkać
                                                    w domu obok Stokrotki. Odetchnął z ulgą, kiedy przeprowadził się na drugi
                                                    koniec miasta. Ale może ta bajkowa kawiarnia była zupełnie gdzieś indziej?
                                                  • tralala33 Re: Kawiarnia Inka 07.01.06, 21:22
                                                    Przebudowę Inki obserwowałam najpierw z sympatią, bo ten stary klocek nie mógł
                                                    się podobać. zaczęło się nawet nieźle - od strony ul. Nowowiejskiego, coś na
                                                    kształt starych kamienic. Ale kiedy od frontu doczepiono tę gigantyczną,
                                                    blaszaną konserwę - zamarłam ze zgrozy. Uwaga, uwaga - ten sam archtekt miał w
                                                    planach zaprojektowanie czegoś na drugim końcu ulicy, przy skrzyżowaniu Pl
                                                    Jedności Słowiańskiej i Pieniężnego, tam gdzie teraz straszy pusty plac ze
                                                    strzeżonym parkingiem. W tej sytuacji grozi mi nawrót katatonii :(((
                                                  • rita100 Re: Kawiarnia Inka 07.01.06, 21:29
                                                    Faktycznie , pewnie to chodzi o Stokrotkę, bo to miejsce własnie kojarzę.
                                                    Na poczatku pewnie miała inny charakter a wraz z nowa klientelą piwną, poszła
                                                    w drugą stronę. Czyli ta Inka, to niezbyt dobry pomysł, no ale jest .
                                                    Tralala, czekam na dzieciaki i jestem strasznie zdenerwowana , bo jest późno ,
                                                    a ich jeszcze nie ma, tymbardziej , ze o 5.00 odwożę chlopaka na Dworzec, a ich
                                                    nie ma. Idę dzwonić, a siedzę jak na szpilkach.

                                                  • tralala33 Re: Kawiarnia Inka 07.01.06, 21:37
                                                    Rozumiem, takie czekanie jest okropne, zwłaszcza jak zacznie działać
                                                    wyobraźnia. No, mam nadzieję, że zaraz zapukają do drzwi i zdziwią, że jesteś
                                                    zdenerwowana. O 5 rano - co za barbarzyńska godzina. To może lepiej wcale nie
                                                    kłaść się spać?
                                                  • tralala33 Re: Kościół NSJ 07.01.06, 21:09
                                                    Obawiam się, że przemiesza mi się historia kościoła z knajpkami, ale cóż
                                                    począć :( Niech i coś dla ducha i dla ciała będzie.

                                                    O historii powstania kościoła Najświętszego Serca Pana Jezusa pisze w swojej
                                                    najnowszej książce ‘Architektura i urbanistyka Olsztyna’, Andrzej Rzempołuch:
                                                    W 1898 roku proboszcz od św. Jakuba, ks. Józef Teschner napisał odezwę do
                                                    Warmiaków: ‘Katolicy olsztyńscy jakoby w rozproszeniu żyją, bo posiadłości
                                                    poprzechodziły przeważnie w ręce innowierców, a wyżsi urzędnicy w rzadkich
                                                    przypadkach tylko są katolikami. Ludność katolicka jest bez wpływu i składa się
                                                    po większej części z ubogich. ... Tak więc, jeżeli pomoc nie nadejdzie,
                                                    wtenczas będzie Olsztyn utracony dla katolickiej Warmii. Dla tego błagam,
                                                    kochani bracia, kochane siostry warmijskie, dopomóżcie nam! Chodzi o to, ażeby
                                                    wystawić świątynią Najsłodszemu Sercu Jezusowemu i św. Rodzinie na pożytek
                                                    dusz, które w największem niebezpieczeństwie utracenia wiary Ojców.’

                                                    Zbiórkę na budowę kościoła rozpoczął poprzedni księdza Teschnera, dziekan
                                                    August Karau. W 1895 powołano pod jego przewodnictwem Komitet Budowy; tempo i
                                                    skutek olsztyńskich katolików do dziś są przedmiotem podziwu. Olsztyniaków,
                                                    którzy opodatkowali się na rzecz budowy kościoła, wspomogli wierni i księża z
                                                    całej diecezji. 10 czrewca 1901 roku rozpoczęto prace ziemne; po niespełna pół
                                                    roku stały już mury korpusu i prezbiterium. W latach 1901-1903 wydano na budowę
                                                    świątyni 448 000 marek.

                                                    Przedsięwzięcie o skali dotychczas w Olsztynie niespotykanej realizowano
                                                    własnymi siłami. Cegły konstrukcyjnej dostarczyły olsztyńskie cegielnie Ottona
                                                    Naujacka i Maksa Liona, licówki – cegielnia A. Schlütera w Kluczniku koło
                                                    Prejłowa. Jedynie glazurowane zielone i żółte kształtki sprowadzono z dolnego
                                                    Śląska. Prace kowalskie i ślusarskie wykonali Julius Reitzug jun. I Rudolf
                                                    Neuber, a pokrycia i detale blacharskie – Albert Heinrici. Jako głównych
                                                    wykonawców ksiądz Teschner zaangażował Alberta Scholza i Franciszka Sowę.

                                                    Autorem projektu był królewiecki architekt Fritz Heitmann. Bezpośrednim wzorem
                                                    były późnogotyckie świątynie z Ulm i Fryburga, ale wiele detali zostało
                                                    zaczerpniętych z rodzimej architektury warmińskiej, oraz z zamku w Malborku
                                                    (szczyt kaplicy św. Józefa, oraz arkadowe szczyciki prezbiterium) oraz z
                                                    kaplicy na zamku w Królewcu.
                                                  • rita100 Re: Kościół NSJ 07.01.06, 22:53
                                                    Oj, dzięki Bogu wrócili, alem sie zamartwiała, jednak dzieciaki nie zdają sobie
                                                    sprawy. To wstaję o 5.00. Lecę już.

                                                    Ale faktycznie lud warmiński był pod specjalną opieką kościoła i dobrych
                                                    proboszczów miał, a kościoł Najświętszego Serca Pana Jezusa ma specjalną
                                                    wartość w Olsztynie.
                                                    Tralala, ja koniecznie muszę być w Olsztynie, ja tego tak nie widze jak Ty, ale
                                                    będąc ostatnio weszłam do wnetrza kościoła, chyba jak szłam w stronę Dworca po
                                                    bilety, to za Manhattanem jest kościół i jego wnętrze było takie inne jak tych
                                                    krakowskich , pełno tam bylo tablic upamietniających, taki był surowy w środku,
                                                    całkiem inny.
                                                    dobranoc
                                                  • tralala33 Re: Kościół NSJ 08.01.06, 20:21
                                                    Po tak porannej pobudzce pewnie miałaś Rito dłuuugi dzień? A ja się dziś
                                                    poleniłam i teraz za karę muszę siadać do pracy. Dlatego wpadam tu tylko na
                                                    chwileczkę, żeby zostawić zdjęcia z wnętrza kościoła NSJ. O, i jeszcze korekta -
                                                    na stronie parafialnej doczytałam, że ten kościół jest na liście zabytków dużo
                                                    dłużej niż od paru lat, a mianowice od 1988 roku. Miłego oglądania :)
                                                    www.republika.pl/nspj_olsztyn/nspj_galeria.html
                                                  • rita100 Re: Kościół NSJ 08.01.06, 20:33
                                                    Witaj Tralala, pracuj spokojnie , bo będziesz miała co czytać, a temat wybrałam
                                                    sobie kamienice, cos ciekawego, coś dziejowego i coś z tragedi ludzkich, a to
                                                    dlatego , ze przyszło mi się styknąć z pewną krakowską kamienicą i z
                                                    zaskoczenia nią adminstrować, a biorąc do ręki starą książkę meldunkową to tak
                                                    jakbym wzieła kawał histori pewnych kamieni. Ale o tym po tym. Nawet pokażę Ci
                                                    ją na zdjęciu. Mam taki album gdzie mogę natychmiast kasowac zdjecia, więc
                                                    umówimy się na dzień i je wkleję,a później wykasuję.
                                                    Teraz oglądam zdjęcia NSJ i cieszy mnie , ż ejest w rejestrze zabytków, bo
                                                    konserwatorzy rózne rzeczy moga wyczyniać, a w tym wypadku, dość , ze będzie
                                                    finansowany to jeszcze pod ochroną.
                                                  • Gość: wardog1 Re: co by tu jeszcze :) IP: *.versanet.de 08.01.06, 20:26
                                                    Stokrotne dzięki za jadłospis :)
                                                    A w nowym roku, to nawzajem:)
                                                  • rita100 Re: co by tu jeszcze :) 08.01.06, 20:38
                                                    Wardong, będzie ksiązka Kuchnia Warmińska juz ponoć powstaje i jest nawet na
                                                    forum wątek.

                                                    Tralala, tu jest artykuł , który teraz znalazłam , bo wcześniej go nie
                                                    widziałam i byłam zaskoczona nim, naprawdę. Po prawej stronie jest zdjecie ,
                                                    jak na nie klikniesz zobaczysz mnie, jako jedyna stoję. Nawet redakcja fajne
                                                    zdjecie wybrała, a musze Ci powiedziec , że byłam czerwona jak burak , po
                                                    jeżdzie na rowerku po Jeziorze Krzywym w pełnym slońcu :)
                                                    forum.gazeta.pl/forum/1,59000,2175293.html
                                                  • rita100 Re: Kamienica przy Placu Bema 2 08.01.06, 20:53
                                                    Tak Plac Bema i jak i kamienice przy tym Placu przechodziły metamorfozę. Nie ma
                                                    drugiego miasta chyba w Polsce , gdzie by historia tak nagle wirowała i obiekty
                                                    zabytkowe nie były obiektami zabytkowymi a zabytki przechodziły z białych rąk
                                                    do czarnych i na odwrót. Przy tych zawirowaniach możemy tylko być dumni , że
                                                    kamienice zbyt nie ucierpiały, bo kamień to kamień wszystko zniesie, ale jednak
                                                    bez pomocy renowacji i ciągłego dbania może stracić urok. Do dzisiejszego
                                                    pokolenia należy dbanie o tego typu obiekty, które powinny być zapisane do
                                                    rejestru zabytków , a nie tylko chronione przez konserwatora. Konserwator to
                                                    czlowiek, jak każdy czlowiek przekupny i może się tak stać, że ktoś wybuduje
                                                    poddasze lub jakieś inne widzimisie, a w zabytek nie można już zmienić, musi
                                                    zostać tak jak w pierwotnym stanie. Tyle tytułu wstępu, bo wiem , że kamienice
                                                    przy Placy Bema stanowią zabytki klasy najwyższej i są jedne z nielicznych ,
                                                    ktore przetrwały wojnę.

                                                    Kamienica na Placu Bema 2 była kamienicą czynszową, włascicielem jej był
                                                    Ruchard Fuch, ale po wojnie jej żywot był burzliwy. Co ona nie pamięta ? hoho..
                                                    Oczywiście po II wojnie światowej obiekt został upaństwowiony i od tego czasu
                                                    mozna ją nazwać kamienicą metarmofoz. Od 1948 roku lokum miała Polska Partia
                                                    Robotnicza i rozwieszano na niej flagi partyjne i polskie , kamienica nabrała
                                                    żywego czerwonego koloru, a po schodach jej tam i nazad kursowali działacze
                                                    partyjni. W 1957 roku po schodach jej już chodzili tam i nazad petenci Wydziału
                                                    Finasowego Wojewódzkiej Rady Narodowej. W 1958 roku obiekt przejeło na krotko
                                                    liceum pielęgniarskie i schody znów były zatłoczone uczniami.
                                                    W 1962 kamienica przeszła w ręce Wyższego Warmińskiego Seminarium Duchownego
                                                    Hosianum. 1991 roku Seminarium zbyło kamienicę Zakładowi Ubezpieczeń na
                                                    Życie "Westa-Lift". Po upadku tego zakładu, kamienicę przejął następne
                                                    Towarzystwo Ubezpieczeniowe "Polisa", ktore przystąpiło do remontu tej
                                                    kamienicy , ale nie ukończono, "Polisa " zbankrutowała i w 2002 r gmach kupił
                                                    warszawski bank planując urochomienie w nim biur swojego odziału i schody,
                                                    schody tej kamienicy już są napewno schodzone.... a na początku były drewniane.
                                                    Jak sie chodziło to aż drewno piszczało pod nogami z zadowolenia - to są
                                                    tajemne tajemnice starych kamienic.

                                                    Tralala - temat schodów to nieamowicie interesujący temat. Zwróciłam uwagę , że
                                                    drweniane schody są w Wysokiej Bramie, oby zostały na wieki. jak po nich
                                                    wchodziła i patrzyłam przez okienko na Olsztyn to mówię Ci..... nie powiem co
                                                    sie czuje... :) Byłaś tam ?

                                                    Kurcze, Sud na swojej stronce nie ma Bema2 , ma Bema1 i Bema4 i nie moge
                                                    skojarzyć tej słynnej kamienicy :)
                                                  • rita100 Re: Kamienica przy Placu Bema 2 08.01.06, 20:55
                                                    Alem się rozpisała, ale kamienice to dla mnie największy urok miasta. Miasto
                                                    bez kamienic to już nie miasto.
                                                    Olsztyniacy powinni pamiętać tą kamienicę przy Placu Bema 2, bo jej
                                                    metamorfoza, to symbol metamorfozy całej Polski. Zobacz jakie flagi były
                                                    wieszane i czerwone i żółte i niebieskie - a z racji swojego usytuowania
                                                    obwieszana była całkowicie i specjalnie dekorowana w zależności jacy goście
                                                    gościli w Olsztynie i jakie swięta obchodzono. Jest też ona na drodze do dworca
                                                    Kolejowego , więc i turyści powinni jej specyfikę pamietać.
                                                    Jak Piechocki pisze, upływ czasu był dla kamienicy niezwykle łaskawy mimo , że
                                                    duch tej kamienicy był zmieniany z roku na rok ale kiedyś może skapitulować i
                                                    zostanie z niej tylko szkielet.

                                                    Tralala, taki budynek w żaden sposób nie powinien być bankiem , ani instytucją
                                                    użytkową , jedynie hotelem z restauracją na dole w starym stylu. Ale żeby tak
                                                    było musi kamienica być jak najszybciej wpisana do rejestru zabytkowego i
                                                    sprzedać ją osobie fizycznej.
                                                    Ciekawe jak schody wytrzymały taką metamorfozę ?

                                                    fjną mam sygnaturkę ?
                                                    ----------------------
                                                    No i tak ta Rita przisz'ła, wzieła głoske i mówi: Wypijem z przyjacielem - i
                                                    trąciła - nie dobrze by było nie wypić. Jek wypiła, zaroz padła ;)))

                                                  • tralala33 Re: Kamienica przy Placu Bema 2 09.01.06, 20:29
                                                    Rito, jeśli chcesz zobaczyć tę kamienicę na zdjęciu, zerknij na stronę 76
                                                    Magicznego Olsztyna. Także na stronie Suda jest cała seria fotografii, ale już
                                                    współczensych - podupadającej kamienicy Jest tylko jakiś drobny problem z
                                                    numeracją - tam jest oznaczona jako Plac Bema 1, a nie 2.
                                                    Coraz bardziej się sypie, a tu czytam, że Starostwo Powiatowe, urzędujące też
                                                    przy Placu Bema, ale w budynku z lat 50-tych, planuje przebudowę tego gmachu,
                                                    żeby go nieco postarzyć i wystylizować secesyjnie. Czy nie lepiej by było wydać
                                                    te pieniądze na remont tej pięknej kamienicy? A ten budynek po przeciwnej
                                                    stronie też ma swój styl - nawet jeśli się on komuś nie podoba i kojarzy ze
                                                    stalinizmem czy socrealem. Nic dobrego z takiej przebudowy nie wyniknie - ja
                                                    nie jestem z w stanie tego pojąć (choć byłam za przebudową bloków w Lidzbarku,
                                                    ale to pospolite bloki i nic im nie zaszkodzi).
                                                    No nic, przyznam, że ten pomysł z hotelem od dawna siedzi mi w głowie - tak
                                                    sobie marzę, że gdybym miała (nie wiem skąd) grube miliony, to bym z chęcią
                                                    urządziła pięciogwiazdkowy hotel w tej kamienicy - taki jak hotel George we
                                                    Lwowie, albo Bazar w Poznaniu, a może Grand w Sopocie czy Bristol w Warszawie.
                                                    A który hotel w Krakowie ma taką rangę? Ale po piewsze nie mamy armat (czyli
                                                    pieniędzy), a po drugie miejsce hałaśliwe, i nie bardzo wiadomo, gdzie ulokować
                                                    parking, no i czy budynek nie jest jednak za mały na taki cel. To może Pan
                                                    Starosta się zastanowi?
                                                  • tralala33 Re: Kamienica przy Placu Bema 2 - Ratunku! 09.01.06, 20:38
                                                    Ratynku, Rito, czy widziałaś już ten artykuł. Co za zbieg okoliczności (tylko,
                                                    że ja nie wierzę w coś takiego jak zbieg okoliczności - to fatum!)
                                                    miasta.gazeta.pl/olsztyn/1,35189,3105288.html
                                                    Do kamienicy przy pl. Bema wprowadzili się bezdomni. Ogrzewają się przy ognisku
                                                    rozpalanym wewnątrz budynku. - Boimy się, że zabytek spłonie - mówią
                                                    mieszkający tuż obok olsztyniacy.
                                                    JA TEŻ SIĘ TEGO BOJĘ. :-0

                                                    Finalizujemy właśnie transakcję kupna-sprzedaży - mówi Renata Osiecka z
                                                    Colliers International. - Powiadomimy oczywiście przyszłego nabywcę o tym, by
                                                    lepiej zabezpieczył budynek przed dostępem niepożądanych gości.

                                                    Jak dowiedzieliśmy się nieoficjalnie, w zabytku ma powstać hotel. Wczoraj w
                                                    kamienicy przy pl. Bema pojawili się robotnicy, którzy zabezpieczali okna i
                                                    drzwi wejściowe.

                                                    No i proszę - ktoś ma te milionym których mi zabrakło.
                                                  • tralala33 Re: Kamienica przy Placu Bema 2 - Ratunku! 10.01.06, 19:42
                                                    A jednak nie hotel, tylko - nie wiem co - coś na kształt ekskluzywnego
                                                    biurowca. Byle szybko i jak najładniej, trzymam kciuki:
                                                    www.wm.pl/index.php?ct=olsztyn&id=807368
                                                  • rita100 Re: Kamienica przy Placu Bema 2 - Ratunku! 10.01.06, 20:44
                                                    Ha, świetnie, to bardzo dobra widomość
                                                    Kamienica olsztyńskiego biznesmena Wiesława Pokrzywickiego.


                                                    Tym przedsiębiorcą jest Wiesław Pokrzywicki, właściciel firmy Pok-Toursit i
                                                    hotelu "Żejmo" nad jeziorem Żbik.

                                                    - Udało się. Pół roku walczyłem o tę kamienicę - mówi Pokrzywicki. - W budynku
                                                    już jest prąd, gaz, woda i ogrzewanie. W przyszłym miesiącu chciałbym przenieść
                                                    tam swoje biuro.
                                                    Taka piękna
                                                    Remont kamienicy nie będzie łatwy. Nad wszystkim będzie czuwał konserwator
                                                    zabytków.

                                                    - Będę musiał uzgadniać nawet wymianę klamki - tłumaczy właściciel kamienicy.

                                                    - Miasto uruchomiło program rewitalizacji obiektów zabytkowych, więc każdy
                                                    właściciel będzie mógł się starać o dotację z Urzędu Miasta - wyjaśnia Aneta
                                                    Szpaderska, rzecznik prasowy Urzędu Miasta.

                                                    Pełna entuzjazmu jest architekt Ewa Rombalska, szefowa olsztyńskiego SARP.

                                                    - Największe prace czekają przy remoncie elewacji - mówi Ewa Rombalska. -
                                                    Znajduje się tam mnóstwo detali, ozdób, które pięknie będą się prezentowały w
                                                    pełnej krasie. Ludzie, gdy przechodzą koło tej kamienicy nawet sobie nie zdają
                                                    sprawy, jaka jest piękna...

                                                    Tylko zostaje jeszcze jedna sprawa, sprawa samego Placu Bema
                                                    cdn

                                                  • rita100 Re: Kamienica przy Placu Bema 2 - Ratunku! 10.01.06, 20:47
                                                    To faktycznie spore zagrożenie dla kamienicy - dzicy lokatorzy, którzy za nic
                                                    nie odpopwiadają. Problem bezdomnych to problem całej Polski, ale włąsciciel w
                                                    tym przypadku jeszcze Urząd Miasta powinien tego strzec i jak widać strzegą.
                                                    Takie przypadki sie zdarzają. Bądźmy jednak dobrej myśli.
                                                  • rita100 Re: Dawniej Kopernika, dziś Bema 10.01.06, 20:49
                                                    Plac Kopernika , dziś Bema pojawił sie w magisterskich dokumentach na początku
                                                    XX wieku jako plac z okalającą go zabudową komunalną złożoną z dużych i
                                                    pięknych kamienic. Stanowił on wówczas niepowtarzalny rodzaj skrzyżowania
                                                    pięciu ulic : Partyzantów, Limanowskiego, Kopernika, Kętrzyńskiego i
                                                    nieistniejącej dziś ulicy Stara Barczewska. Pośrodku placu urządzono coś w
                                                    rodzaju skweru z parkiem z alejkami i ozdobnymi drzewami i krzewami, trawnikami
                                                    i klombami. W 1923 roku postawiono tam pomnik ku czci żołnierzy poległych
                                                    podczas I wojny światowej. Pomnik ten przedstawiał klęczącego żołnierza
                                                    niemieckiego na wysokim cokole, otoczony kamiennymi schodami. Po minionej
                                                    wojnie w jego miejscu urządzono piskownicę dla dzieci.

                                                    No i co by tu powiedzieć Tralala, przepraszam, cisną mi sie na usta te słowa,
                                                    za które bardzo przepraszam ale nie mogę się powstrzymać od napisania swoich
                                                    spostrzeżeń. Nie widziałam tego pomnika klęczącego żołmierza niemieckiego, ale
                                                    czy trzeba było go usuwać , tego klęczącego żołmierza niemieckiego ? Przecież
                                                    klęczał na warmińskiej ziemi, czyż to nie symbol sam w sobie ? Wystarczyłoby
                                                    tylko zmienić napis na symboliczny. Czyżby w dzisiejszych czasach nie byłby
                                                    wielką ozdobą tego Placu i tych kamienic ?
                                                    Ciekawe gdzie się podział ten pomnik klęczącego żołmierza ?
                                                    A swoją drogą w I wojnie światowej Olsztyn wogóle nie ucierpiał, a Niemcy
                                                    potrafili dogadać się z Rosjanami.
                                                    Żal mi tego pomnika, bo jak sie zgłębimy w historię, to Niemcy ocalili miasto
                                                    Olsztyn od działeń wojennych w centrum miasta. Taktyka Niemców dogadania się z
                                                    Rosjanami była super wzorowa i bardzo pożyteczna dla ludności olsztyńskiej. Ale
                                                    to na marginesie ino.
                                                  • rita100 Re: Dawniej Kopernika, dziś Bema 10.01.06, 20:49
                                                    A jaki pomysł miało miasto po II wojnie światowej na zagospodarowanie tego
                                                    Placu Bema ? Ano takie, że oprócz pamiętnej pisakownicy na tym miejscu miał
                                                    stanąć pomnik wdzięczności Armii Czerwonej. Na szczęście postawiono go w innym
                                                    miejscu , przy dzisiejszej alei Piłsudzkiego. Ze względu na wielkiego i
                                                    cenionego artystę rzeźbiarza Xawerego Dunikowskiego pomnik ten powien stanowić
                                                    zabytek i tej karty historii, i stanowić symbol minionej epoki.
                                                    Plac Bema stał się teraz ważnym węzłem komunikacyjnym, ale nie pomyślano o
                                                    objazdach , o zachowaniu odrębności tego Placu i zaczęto go ciągle remontować.
                                                    Pierwszym pomysłem było zburzenie dziwiętnastowiecznego mostu żelaznego i
                                                    postawienie nowego. To jednak jest za mało, ruch wzamga sie na tym rondzie z
                                                    godziny na godzinę i staje się coraz bardziej niefunkcjonalne - na jaki pomysł
                                                    wpadną nasi samorządowcy, tego nikt nie jest w stanie przewidzieć, to jest
                                                    trudna sprawa tak jak nie mam pojęcia jak będzie wyglądało 'Nowe Miasto' w
                                                    Krakowie tuż pod zabytkowym Dworcem Głównym - też sprawa dość kontrowersyna
                                                    była.
                                                    Tralala, zamówiłam już książkę Piechockiego o ulicach Olsztyna.
                                                  • rita100 Re: Dawniej Kopernika, dziś Bema 15.01.06, 20:12
                                                    zobacz-olsztyn.cso.pl/
                                                    Plac Bema w dawnym kształcie i pomnikiem klęczacego Niemca
                                                  • rita100 Re: Dawniej Kopernika, dziś Bema 15.01.06, 20:14
                                                    rita100 napisała:

                                                    > zobacz-olsztyn.cso.pl/
                                                    > Plac Bema w dawnym kształcie i pomnikiem klęczacego Niemca

                                                    Tylko trzeba kliknąć na Galerie
                                                  • tralala33 Re: Kamienica przy Placu Bema 2 - Ratunku! 17.02.06, 20:53
                                                    Oj, niedobrze, już się wydawało, że nowy właściciel zaopiekuje się tą piękną
                                                    kamienicą, a tu taka nowina

                                                    miasta.gazeta.pl/olsztyn/1,35189,3170489.html
                                                    W ostatni czwartek miejski konserwator zabytków dostał sygnały od mieszkańców
                                                    okolicznych budynków, że w kamienicy słychać odgłosy prac budowlanych. Tego
                                                    samego dnia, późnym popołudniem, urzędnicy razem z policją pojawili się w
                                                    kamienicy na pl. Bema 2. Potwierdzili, że zaczęły się w niej normalne prace
                                                    budowlane. - Zobaczyliśmy skute tynki na trzecim piętrze, częściowo zniszczone
                                                    sztukaterie, zaczęły się też prace w piwnicy przy fundamentach
                                                  • rita100 Re: co by tu jeszcze :) 08.01.06, 22:39
                                                    schlesien.nwgw.de/foto/thumbnails.php?album=65
                                                    Tralala, zobacz . Daj znać jak je przeglądniesz.
                                                  • Gość: to ja ale nie zalo Re: co by tu jeszcze :) IP: *.internetdsl.tpnet.pl 09.01.06, 01:16
                                                    Rita po lekórze twoich postów muszę stwierdzić, że coraz bardziej Cię lubię
                                                    (aczkolwiek niechętnie bo w ogólę nie lubię kobiet)
                                                  • rita100 Plac Bema 3 - 4 09.01.06, 20:13
                                                    Wyjątkowy komplement mnie spotkał :)
                                                    Hej, nie zalog, słowa to słowa , różnie można je odbierać, pisać można z każdym
                                                    tylko nie u każdego znajdziesz wyrozumieni i zrozumienie bez względu na płeć.
                                                    Ale powracam do tematu tych śliczniutkich kamienic przy Placu Bema, za czym
                                                    mnie z transu wybijesz ;)))
                                                    Trzeba wspomnieć , że Olsztyn pod koniec XIX i na przełomie XX wieku stulecia
                                                    przechodził niesamowity boom budowlany. W tym okresie rozbudowywano ulice,
                                                    inewestowano i dorabiano się wielkich fortun. To były piękne czasy dla
                                                    Olsztyna. Takim wielkim przedsiębiorcą był Robert Mrzyka, właściciel jednego z
                                                    największych zakładów murarsko- brukarskich. On to postawił ogromną rezydencję
                                                    z trzema klatkami schodowymi przeznaczoną pod wynajem czynszowy. Są to
                                                    kamienice oznaczone numerami 3,3/4,4,4a. Nie będę opisywaś szczegółów i detali
                                                    architektonicznych , bo się nie znam, ale proponuję spojrzeć na fotografię i
                                                    niech sam wzrok oceni to cudeńko. Piechocki , mimo, ze uprzedziłam jego myśli
                                                    zwrócił uwagę na klatkę schodową, która w budynku 4a ponoć jest zachowana do
                                                    dnia dzisiejszego w postaci rzeźbionej stolarki poręczy i drzwi.
                                                    Kamienica grzecznie spełniała funkcję mieszkań czynszowych, a część jej nawet
                                                    była przystosowana na rejencję, gdyż właściciel był też radnym miejskim. Razem
                                                    z nadburmistrzem Olsztyna Oskarem Belianem stworzyli Olsztyn potężny. Po
                                                    śmierci Roberta Mrzyka , wdowa Franziska odnajmowała lokale komendaturze wojska
                                                    20 Korpusu Armijnego.
                                                    Po II wojnie światowej gmachem zawładnęła służba zdrowia urządzając w nim swoje
                                                    placóki. I tak schody, schody przechodziły swoją historię. Jak jest dziś - nie
                                                    wiem.
                                                  • rita100 Re: Plac Bema 3 - 4 09.01.06, 20:27
                                                    www.moje-fotografie.olsztyn.pl/index.php?idd=5&ido=29&pg=0
                                                    Ciekawostka tej rezydencji jest to , że mimo antymasońskiej i antyżydowskiej
                                                    polityki niemieckich władz, która restrykcyjnie zwalczała wszystko co... do
                                                    dziś zachowała sie symbolika, która przetrwała na elewacji.
                                                    Z żalem stwierdzam, że dalsze dzieje tej kamienicy są nam nieznane i
                                                    przestrzegam przed tym co sie stało w Krakowie, kiedy niektóre kamienice
                                                    zostały przejęte przez fikcyjnych właścicieli z podrobionymi aktami
                                                    dziedziczenia ich i to sami starzy lokatorzy wykryli te przekręty. A najwięcej
                                                    o historii kamienicy to nie urzędy wiedzą tylko starzy, bardzo starzy
                                                    lokatorzy, ktorzy osobiście mieli do czynienia z danymi właścicielami lub
                                                    administratorami.
                                                    Tralala, ależ piekne ma Olsztyn kamienice. Teraz pokażę Ci inne kamienice,
                                                    znalazłam je w galerii Katowic.
                                                    A ciekawe , dlaczego teraz się nie buduje kamienic ?
                                                    Haha, na wsiach zauważyłam , ze buduje sie pałace i jest ich coraz więcej.
                                                    Jadąc w stronę Wiśnicza na zamek po drodze oniemiałam widząc wybudowane
                                                    warownie i pałace.
                                                    Ale nie na długo oniemiałam , bo zaraz zaproponowałam swojej kuzynce z którą
                                                    jechałam , a która zaczynała własnie urlop i to był jej pierwszy dzień urlopu
                                                    ta wycieczka , że ją natychmiast wysadzę i niech spędzi ten urlop na służbie w
                                                    pałacu ;)))) Taki przygodowy wehikuł czasu ;)


                                                    -------------
                                                    " O jedan roz bukało w dźwierze i wołało: " Rita, rita, otwórz, bo sam
                                                    wloza". "Una dostała strach i móziła: "Kiedy przydziesz ze stóma krowam'i ze
                                                    złotem'i kopytam'i i rogam'i, to wom otworza".
                                                  • rita100 Re: Kamienica na Partyzantów 30 11.01.06, 21:13
                                                    Kamienica na Partyzantów 30
                                                    Jest niesamowita, ze względu na urok secesji i dobrą kuchnię, ale nie tylko ta
                                                    kamienica kryje w sobie tajemnicę, która do dziś nie została rozwiązana.
                                                    Szczęśliwym trafem wyszła ona z II wojny światowej bez uszkodzeń i miała
                                                    szczęście na dobrego własciciela, który po remoncie w 1990 roku otrzymał
                                                    specjalną nagrodę i uchonorowany członkowstwem Opieki nad Zabytkami.
                                                    Przejdźmu jednak do jej dziejów. Ten okazały 3-kondygnacyjny budynek pochodzi z
                                                    roku 1905. Właścicielami kamienicy byli członkowie znanej rodziny kupieckiej
                                                    Augustinów. W lokalu na parterze Otto Augustin prowadził piwiarnię o
                                                    nazwie "Augustinus Bierstuben". Przypominam , że Olsztyn międzywojennym był
                                                    miastem niesamowicie rozwijającym się i posiadał aż czterdzieści trzy
                                                    piwiarnie. Poza tym kawiarnie i cukiernie i restauracje i hotele i....bogatą
                                                    ofertę winiarni, trunków krajowych i importowanych. Na pierwszym piętrze
                                                    znajdowały sie apartamenty , a na poddaszu mieszkanka dla skromniejszych
                                                    lokatorów.
                                                    W okresie międzywojennym wdowa Else Augustin wynajmowała lokale na parterze
                                                    kolejnym restauratorom min. znanego Stephana Biermanskiego. Po wojnie 1945
                                                    istniał tu hotel z restauracją 'Polonia' z polską kuchnią, pózniej placóki
                                                    zdrowia. W 1989 roku wpisano kamienicę do rejestrów zabytków.
                                                    www.moje-fotografie.olsztyn.pl/index.php?idd=5&ido=123
                                                  • rita100 Re: Kamienica na Partyzantów 30 11.01.06, 21:14
                                                    Jeśli chodzi o tajemnicę tej kamienicy to znajduje sie ona w piwnicach. W
                                                    piwnicach podczas wojny urządzono schron przeciwlotniczy z drewnianymi pryczami
                                                    przeznaczony dla klientów i mieszkańców kamienicy. jak wynika z relacji
                                                    plądrującego powojenny Olsztyn dokonał on odkrycia mrożącą krew w żyłach.
                                                    Mianowicie znaleziono tam zwłoki młodej kobiety. Kim była ta niewiasta i kto
                                                    oraz w jakich okolicznościach zgineła tego nie wiadomo.
                                                    Nie były to zwłoki właścicielki kamienicy o losach której Piechocki już nie
                                                    wspomina, a w owym czasie była już w podeszłym wieku.
                                                  • tralala33 Re: Kamienica na Partyzantów 30 11.01.06, 21:43
                                                    Tak, do dziś widać, że parter tej kamienicy zaprojektowano na restaurację, albo
                                                    może kawiarnię ze stolikami na zewnątrz. Tylko sąsiedztwo ruchliwej ulicy i
                                                    brudnego przystanku dziś nie sprzyja takiemu przeznaczeniu. Wielka szkoda.
                                                    A z placówek zdrowia, które tam się mieściły ja na zawsze zapamiętam
                                                    przychodnię okulistyczną. tam dostałam swoje piersze okulary, i kiedy w nich
                                                    wyszłam na ulicę ze zdumieniem zobaczyłam, że świat jest zupełnie inny niż do
                                                    tamtej pory myślałam. Niestety, dużo brzydszy :(
                                                  • rita100 Re: Kamienica na Partyzantów 30 11.01.06, 21:46
                                                    Tralala, a jakie schody tam są , krete , drewniane z poręczami ?
                                                  • tralala33 Re: Kamienica na Partyzantów 30 11.01.06, 21:51
                                                    Do ośrodka zdrowia wchodziło się z boku, nie od frontu, od razu na pierwsze
                                                    piętro - pewnie kiedyś było to wejście do mieszkań. Schody były drewniane,
                                                    skrzypiące, ale proste i dobrze - bo wchodziłam tam jeszcze jako krótkowidz,
                                                    ślepy jak kret 8-)
                                                    Schody od frontu pamietam już z późniejszych czasów - kiedy kamienicę
                                                    wyremontowano na sklep Bolero. Były nowe i bardzo zwykłe, wyłożone terakotą,
                                                    zero magii.
                                                  • rita100 Re: Kamienica na Partyzantów 30 11.01.06, 22:18
                                                    Wspomniałas o sklepie Bolero, które wyremontowało wnętrze, a nie powinno. Sa
                                                    takie sklepy na ul. Grodzkiej gdzie pachnie wnętrze starością . Jeden taki
                                                    sklep posiadała tesciowa i wiesz wnętrze nieruszone od nowości, sklepienia
                                                    cudowne, podłoga skrzypiąca, witryna staroświecka , drewno ciemnne ,
                                                    wylakierowane i jak była cisza to tylko korniki pracujące można było słyszeć.
                                                    Ten sklep jeszcze istnieje w tej samej formie , teraz jest w nim galeria ale
                                                    wnetrze nietknięte.Tak jak bylo, warto wejśc tylko pobyć w tym wnętrzu. Nawet
                                                    krata zauwana jest jeszcze przedwojenna. Chyba nic tam nie wolno jest zmieniać
                                                    i dobrze, bo Grodzka to ulica wiekowa.
                                                    To co bajeczka i dobranoc :)
                                                  • tralala33 Re: Kamienica na Partyzantów 30 11.01.06, 22:22
                                                    A ja znam jeden taki sklep, który nie zmienił się nic a nic odkąd pamiętam. Nie
                                                    wiem, jak długo jeszcze przetrwa, ale jeśli mam okazję, to do niego zagladam.
                                                    To księgarnia na ul. Żeromskiego - co roku kupowałam tam książki do szkoły i
                                                    bajki, dla siebie i w prezencie. Acha, to teraz czekam na bajkę warmińską i
                                                    dobranoc.
                                                  • rita100 Re: Kamienica na Partyzantów 3 12.01.06, 21:03
                                                    Kamienica ul.Partyzantów 3
                                                    www.moje-fotografie.olsztyn.pl/index.php?idd=5&ido=96
                                                    To jest szczególna secesyjna kamienica, najczęściej mieszkańcą kojarzyła się z
                                                    fiskusem, potem z milicją i policją. Niestety dużo o tej kamienicy nie wiemy,
                                                    jedynie to , że została wybudowana 1905 roku jak zresztą wiele kamienic w
                                                    Olsztynie. Jest to budowla 4-kondygnacyjna, podpiwniczona z wieloboczną
                                                    wieżyczką na kwadratowej podstawie. Obiekt jest tak piekny architektonicznie ,
                                                    że tylko go łykać wzrokiem. Został on w 1989 roku wpisany do rejestru zabytków.
                                                    Ludzie , którzy tam przez jakiś czas przebywali twierdzą, że kamienica ma
                                                    swojego ducha, ale nikt się nie pokwapił z jego opisem ;) Może ten duch
                                                    związany jest z sąsiadującą posesją, która dwniej była cmentarzem ewngielickim
                                                    i wyobraźcie sobie był tam grób bardzo cenionego i wspaniałego burmistrza i
                                                    nadburmistrza Olsztyna Oskara Beliana. Oskar Belian 1877-1903, ktory przyczynił
                                                    się do ogromnego rozwoju Olsztyna. Wprawdzie bardzo kontrowersyjny Burmistrz,
                                                    bo zwalczał katolicyzmi i polskośc, ale nie można mu odebrać sukcesów w rozwoju
                                                    Olsztyna.
                                                    Tak więc , na tym cmentarzu postawiono garaże i zapomniano juz o człowieku
                                                    dzięki , ktoremu możemy podziwiać te wspaniałe pozostałości budowli.

                                                    Wracajmu jednak do kamienicy. Do 1945 roku budynek należał do Skarbu Państwa
                                                    Rzeszy, mieściły sie tam urzędy finansowe, podatkowe i celny. Po II wojnie
                                                    światowej budynek przejął Skarb Państwa RP gdzie swoje lokum zajeły również
                                                    urzędy finansowe i skarbówka. I tak póżniej przechodził w ręce milicji i
                                                    policji gdzie urządzono hotel dla funkcjonariuszy niestety nie remontowana była
                                                    i w 1996 Skarb Państwa zbył tą nieruchomość na rzecz Olsztyńskiego
                                                    Stowarzyszenia Mniejszości Narodowej. Kamienicy nadano nazwę 'Domu Kopernika'
                                                    (Haus Kopernikus). No i zaczął się piękny okres obiektu. Przy wsparciu
                                                    instytucji i osób z Niemiec kamienica przeszła gruntowny remont. Wymieniono
                                                    wszystko co jest możliwe, specjalną technologią wzmocniono fundamenty, od
                                                    zaplecza dobudowano klatkę schodową z windą. He, he - nie jeden właściciel o
                                                    takim remoncie by marzył, został żywot kamienicy przedłużony o wiele, wiele
                                                    wieków dłużej.
                                                    A jest w niej duża sala konferencyjna, nowoczesne sale dydaktyczne, biblioteka
                                                    z czytelnią, sale wystawowe i przedszkole. Obiekt ten ma za zadanie integrować
                                                    Polaków i Niemców w dziedzinie kultury.
                                                    Ktoś tą piękną kamienicę wybudował, a Piechocki nic nie wspomina. Domyślam
                                                    się , że od samego poczatku była ona Skarbem Państwa Rzeszy.
                                                    Tralala, nasuwa mi się pytanie - czy wiesz jak współpracuje to Stowarzyszenie
                                                    Mniejszości Narodowej z Domem Warmińskim ?
                                                  • rita100 Re: Kamienica ul Grunwaldzka 31 13.01.06, 21:11
                                                    www.moje-fotografie.olsztyn.pl/index.php?idd=9&ido=87&idz=3027
                                                    wspaniałe zdjęcie
                                                    www.moje-fotografie.olsztyn.pl/index.php?idd=9&ido=87&idz=3028
                                                    Dom ze Świętym
                                                    Jest to dom pochodzący z 1899 roku przy ul. Grunwaldzkiej 31 zwany tradycyjnie
                                                    Domem ze Świętym. Figurka znajduje się w niszy narożnika tego domu. Jak się
                                                    okazuje mieszkańcy błędnie okreslają Świetego mówić , że jest to Św. Jakub,
                                                    patron Olsztyna. P wnikliwej analizie kościelnych autorytetów okazuje się , że
                                                    jest to figurka świetego Józefa Rzemieślnika. Przemawiają za tym atrybuty tego
                                                    świętego jak toporek ciesielski w prawej ręce, a w lewej powinna znajdować się
                                                    brakująca dziś lilia. Oprócz tego budowniczym i włascicielem tego budynku był
                                                    Józef Bauchrowitz czyli imiennik św. Józefa.
                                                    Józef Bauchrowitz był też właścicielem stojącego obok domku oznaczony numerem
                                                    33. Niepozorny domek, powstał jeszcze wcześniej niż ten budynek ze świętym i
                                                    nic konkretnie o nim nie wiemy, ale zajmiemy sie teraz tym okazałym budynkiem
                                                    przy Grunwaldzkiej 31. Budynek 3-kondygnacyjny, okazały z ciekawą elewacją, z
                                                    balkonikiem z żelaza, a we wnętrzach stoją jeszcze dekorowane piece kaflowe.
                                                    Kamienica ta od samego poczatku była budynkiem czynszowym. Po śmierci
                                                    właściciela, która nastapiła jeszcze przed I wojną światową jego rodzina
                                                    prowadziła na parterze sklep spożywczy z wejściem od narożnika. Po II wojnie
                                                    światowej kamienica zbytnio nie ucierpiała, a administratorem został
                                                    kwaterunek. Obecnie kamienica nalezy do wspólnoty mieszkaniowej co oznacza
                                                    przypuszczam , że lokatorzy wykupili mieszkania na własność.
                                                    Możemy jeszcze dodać, ze kamienica nie cieszyła się pięknym widokiem, zazwyczaj
                                                    o remonty nie dbano, nie zauważano jej piękna, jedynie w 1993 roku dzięki
                                                    odbywającym się w grodzie nad Łyną Centralnymi Dożynkami pomalowano niechlujnie
                                                    elewację. Wymaga ona prac konserwatorskich i częściowej rekonstrukcji.
                                                    Sami zreszta widziecie na załączonych zdjeciach
                                                  • rita100 Re: Villa Sperlów 14.01.06, 21:05
                                                    Villa Sperlów
                                                    www.moje-fotografie.olsztyn.pl/index.php?alf=alf
                                                    Niestety obiektu namierzonego nie mogę odnaleź :)
                                                    Przy ul. Nowowiejskiej 10 mieści się dziś hotel "Pod Zamkiem". Jest tomteren
                                                    dawnego olsztyńskiego podzamcza. Ta urocza elektyczna willa pochodzi z roku
                                                    1909. Oprócz tego , że jest gustowna, składająca się ze sztukatorskich
                                                    elementów to jej wnętrze z drewnianą antresolą z wystrojem przyprawia nas o
                                                    zawrót głowy i jest wyjątkowy w skali całego Olsztyna. Gruntowny remony tej
                                                    willi został tak wykonany, że wydobyto z niej całą dusze tego budynku. Oprócz
                                                    wspomnianej antresoli , klatki schodowej, z drewnianego holu i stylowym
                                                    kominkiem to na uwagę zasługuje odkrycie napisu na belkowaniu o treści :"Na
                                                    północy i na południu. Na wschodzie i na zachodzie. Mój dom moje gniazdo.
                                                    Wszystko co najlepsze."
                                                    Przesłanie to jest bliskie ideii wyznawanej przez ówczesną masonerię, której
                                                    członkiem byli Sperlowie - właściciele willi.
                                                    W roku 1989 willa wpisana została do rejestru zabytków.
                                                    Teraz krotki rys historyczny.
                                                    Budowniczym i właścicielem domu był Walter Sperl. znany własciciel Młyna
                                                    Olsztyńskiego, a oprócz tego odziedziczył po ojcu prężnej firmy rejestrowej.
                                                    Trzeba też dodać, że sam Walter Sparl był szefem olsztyńskiej loży
                                                    masońskiej "Kamień nad Łyną". Zmarł w w połowie lat 30. po czym willę przejeła
                                                    gmina miasta. Początkowo było tam schronisko młodziezowe, następnie utworzono
                                                    szkołę muzyczną, a po II wojnie światowej na skutek pozostałego wyposażenia
                                                    utworzono polską szkołę muzyczną. Następnie użytowało to służba zdrowia
                                                    otwierając swoją Przychodnię Rejonową nr 4, a kiedy władze wystawiły ją na
                                                    przetarg w 1997 roku kupił ją właściel pensjonatu nad jeziorem Narty i po
                                                    gruntownym remoncie doprowadził ją do ekskluzywnego obiektu. Willa ta powróciła
                                                    do swojej pierwotnej mieszkaniowej funkcji - jest to hotel , bardziej może
                                                    nawet pensjonat o niesamowite duszy tchnionej przeszłością. Jedna noc w tym
                                                    hotelu nie zastąpi 100 - u nocy w Hotelu Warmińskim.
                                                  • rita100 Re: Villa Sperlów 14.01.06, 21:05
                                                    Tralala, trochę swoich wspomnień zamieszczę przy tej okazji. Prawdą jest , ze
                                                    przy pierwszej wizycie w Olsztynie wybrałam sobie hotel najnowocześniejszy
                                                    Hotel Warmińki, techniką jego byłam zaskoczona, pół dnia zastanawiałam sie jak
                                                    się świeci światło. Po zaznajomieniu się z tą techniką i szwedzką kuchnią byłam
                                                    zadowolona, ale kiedy wyszłam na miasto i weszłam do tego Hotelu "Pod Zamkiem"
                                                    to uderzył mnie jego styl, jakbym sie nagle znalazła w innym świecie. Weszłam i
                                                    wyszłam z bolem głowy i żalem, że wybrałam nowoczesność.
                                                    Ale żeby to naprawić, to następnym razem wybrałam słynny hotel 'Wysoka Brama' -
                                                    myślę sobie, to miejsce to będzie jeszcze lepsze od takiego hoteliku "Pod
                                                    Zamkiem", przecież Wysoka Brama to symbol, mieszkać w Wysokiej Bramie to
                                                    szpan ;))). A tu , daj spkój szok - jak zobaczyłam te kliteczki pokojowe i ten
                                                    szajs, dalej nie opiszę to się zastanawiam czy nie czas ten obiekt sprzedać
                                                    prywatnemu właścicielowi. Na co czekają władze Olsztyna ?
                                                  • tralala33 Re: Villa Sperlów 14.01.06, 21:37
                                                    No jo, hotel Wysoka Brama nie zasługuje na nazwę hotel - powinno być
                                                    schronisko, przytulisko, albo noclegownia. Wielka szkoda. Nie wiem jednak, czy
                                                    to władze Olsztyna dają taką plamę, być może. Czy hotel jest prywatną
                                                    własnością, czy jest dzierżawiony? Ale w tak wyjątkowym miejscu powinnien być
                                                    równie wyjątkowy hotel. I pewnie prędzej czy później tak będzie, bo nikt z
                                                    własnej woli po raz drugi tam się teraz nie zatrzyma, prawda?
                                                  • rita100 Re: Villa Sperlów 14.01.06, 21:50
                                                    Jeszcze w lecie , kiedy są ciepłe dni to tylko by się rzucić do łózka i nie
                                                    widzieć wnetrza, ale w pochmurne dni czy w zimie to to schronisko jest
                                                    beznadziejne. Napewno juz się tam nie zatrzymam, choć żeby zobaczyć Wysoką
                                                    Bramę od wnetrza to mozna wejśc z innym turystą tam zamieszkającym. Ale
                                                    Tralala, władze Olsztyna i dzierżawca nie zdają sobie sprawy z
                                                    niebezpieczeństwa dla samej Wysokiej Bramy. Tam ludzie idą na schody , te
                                                    drewniane palić papierosy i stanowia zagrożenie dla Wysokiej Bramy, no niech
                                                    tak przez nieuwagę ..... Powinno być zagrodzone wejście na te schody, cudowne
                                                    schody Wysokiej Bramy.
                                                  • tralala33 Re: Villa Sperlów 14.01.06, 21:34
                                                    Ja też nie mogę znaleźć żadnego zdjęcia Villi Sperlów na stronie Suda. Może
                                                    hgdzieś się tam ukrywa na Starym Mieście, może w okolicach zamku, bo ulicy
                                                    Nowowiejskiego w spisie nie ma :(
                                                    No to wkleję stronę hotelu Pod Zamkiem. Jeśli ze strony głównej zajrzysz Rito
                                                    do Galerii, to na stronie 5 (ostatnie zdjęcie) zobaczysz tę piękną klatkę
                                                    schodową, a na stronie 3 (zdjęcie 0033) - ciekawostkę - płaskorzeźbę, bardzo
                                                    naturalistyczną, przedstawiającą gniazdo i gołębie. Czy Piechocki coś o tym
                                                    pisze? Pewnie to też symbol domu.
                                                    tinyurl.com/de5tm

                                                  • rita100 Re: Villa Sperlów 14.01.06, 21:53
                                                    płaskorzeźbę, bardzo naturalistyczną, przedstawiającą gniazdo i gołębie.
                                                    Wspomniał o tym Piechocki, to znajduje się na elewacji od strony Zamku. Dawniej
                                                    to nawet wokół tej willi były sliczne ogrody i ciekawa przyroda.
                                                  • tralala33 Re: co by tu jeszcze :) 09.01.06, 20:33
                                                    Wczoraj zajrzałam, dziś zaglądam ponownie - a tam pieski są, kotek też, choinka
                                                    stoi jak stała (śliczna), jest i park i korty tenisowei śnieżna zima, tylko
                                                    kamienica znikła. Czy to była magiczna kamienica?
                                                  • rita100 Re: co by tu jeszcze :) 09.01.06, 20:41
                                                    Tak , ale ją widziałaś , to było zdjecie na moment. Ale masz wyobrażenie jak
                                                    piękne bywają kamienice, ale pod warunkiem , że sa zadbane. Historia tej
                                                    kamienicy jest faktycznie interesująca, ale muszę się kiedyś zebrać do jej w
                                                    skócie opisania. A przede wszystkim znaleź czas do rozmowy z ostatnia babcią
                                                    lokatorką , to dopiero źródło wiedzy tajemnej.

                                                    Wiesz co Tralala, ten Plac Bema to powinien być czymś w rodzaju drugim
                                                    ośrodkiem zabytkowym, centrum , takie jak w Krakowie dzielnica Kazimierz. Ma na
                                                    to zadatki przy dobrym projekcie. Gdyby tam mieszkali Żydzi to już wiedzieliby
                                                    co zrobić, by zrobić z tego dzielnicę najbardziej popularną.
                                                  • rita100 Re: co by tu jeszcze :) 09.01.06, 20:50
                                                    schlesien.nwgw.de/foto/displayimage.php?album=65&pos=5
                                                    Ta zieleń to jest park w Wieliczce w którym sa korty, a przez ten park
                                                    codziennie przechodziłam do Liceum i pamiętam jak te drzewka były małe w tej
                                                    aleji grabowej. Bardzo fajnie ktos to rozplanował. Park jest do dzis , korty
                                                    tez , tylko drzewa już stare , a częśc powycinana. Miałam przyjemność mieszkać
                                                    w pieknej części Wieliczki. Teraz mój dom rodzinny tam popada w ruiny i
                                                    niestety nie ma już nadzieji - rozczenia rodziny i podział majątku przyczynił
                                                    się do upadku domu i pomalutku zanikaniu, niezamieszkany i nieremontowany.
                                                    A kiedyś tętnił życiem i wypiekane były placki w piecu, kury znosiły jajka,
                                                    kóliki szły na pasztet, a z drzew zbierało sie owoce. Mieliśmy tam nawet białe
                                                    poczeczki. I tak toczy się życie.
                                                  • tralala33 Re: przysłowia na zimę 10.01.06, 19:40
                                                    Białe porzeczki - pycha ducha! Czerwone, czarne i złote też.
                                                    No a teraz parę przysłów na zimę:
                                                    'Na Trzy Króle - na kobylim ogonie' - dzień coraz dłuższy :)
                                                    'Jeży Nanuar poda Februaroziu
                                                    to draszować będziemy z zdroziu' Jeśli styczeń będzie taki jak luty, to młcić
                                                    będziemy zdrowo (obficie) (tłumaczenie - dzięki Szwagrowi z Laband)
                                                    'Co Januar ni może
                                                    to Februar pokoże' (uwaga - w lutym może być mroźniej)
                                                    'Luty to pluty
                                                    Łoblecz buty!
                                                    A jeży nie masz
                                                    to nie wytrzymasz' (jeży - jeśli)
                                                    'Po świętej Dorocie
                                                    wyschną chustki na płocie' - do wiosny coraz bliżej, ale
                                                    'Kiedy w święty Walenty deszcze
                                                    będzie ostry mróz jeszcze'.
                                                    No i wreszcie wiosna:
                                                    'Na świętego Macieja
                                                    zniesie gajś psiersze jeja.'

                                                  • tralala33 Re: Stare Juchy - legendy 14.01.06, 22:36
                                                    W oczekiwaniu na łaskawą zgodę Pana Michała Kawckiego, powodowana nie dającą
                                                    się opanować niecierpliwością (czy wzięte to będzie przez Wysoki Sąd za
                                                    okoliczność łagodzącą), pozwalam sobie wkleić prawdziwą, mazurską legendę
                                                    sprzed pół wieku, podebraną (przyznaję się do winy i głęboko kajam) ze strony
                                                    www.starejuchy.pl/enter.html
                                                    'Często w legendach tych występuje motyw diabła, albo innych sił nieczystych.
                                                    Ludowi bajarze upodobali sobie szczególnie pod tym względem niewielkie jezioro
                                                    Ślepieniec w pobliżu Gorła. Opowiedziana w 1956 roku przez Jana Biernata
                                                    historia o tym jeziorze brzmi następująco:

                                                    „... Ojciec i syn Kossak z Gorła (nima tam już nic, ni bobinku po nich nie
                                                    zostało) łozili na tym Ślepińcu ryby. Dostali srogiego scubła, a potem kleli co
                                                    tak więcej nie dostali. Ten scupak jim ros w bacie. Tedy tak zakleli to scubeł
                                                    zaginął, ale wietrz taki zisier, tak zrobziuł. To ten diabeł (zły zietr) ino
                                                    posed po brzezinie. Ino się brzezina gięła i zginął...”
                                                  • rita100 Re: Stare Juchy - legendy 14.01.06, 22:42
                                                    Ten scupak jim ros w bacie

                                                    A co to znaczy w bacie ?
                                                  • tralala33 Re: Stare Juchy - legendy 14.01.06, 22:51
                                                    W saku do łowienia ryb? ten szcupak rósł im w saku? A bobinek ?
                                                    Co by nie mówić, jak się ryby łowi to nie należy kląć, bo przyleci zły zietr
                                                    (diabeł) i jeszcze łódkę może wywrócić.
                                                  • rita100 Re: Stare Juchy - legendy 14.01.06, 23:01
                                                    Dzieki, Tralala, musze uciekać , jutro przyslę Ci na pocztę fajną stronkę ,
                                                    której nie mogę rozpracować, a tam są takie tajne rzeczy militarne , ze nie
                                                    mogę je podawać. W coś chyba wpadłam.
                                                    pa, dobranoc
                                                  • tralala33 Re: Stare Juchy - legendy 14.01.06, 23:08
                                                    W transzeje? Oby nie, bo spać tam cięzko. Dobrej nocy.
                                                  • tralala33 Re: Stare Juchy - legendy 15.01.06, 19:40
                                                    > Czy zgodzi się pan na zamieszczenie Legend z okolic Juch Starych
                                                    > na olsztyńskim forum GW, w wątku o baśniach i legendach Warmii i
                                                    > Mazur?

                                                    Proszę bardzo. W miarę możliwości prosiłbym tylko o zamieszczenie linku do
                                                    strony z legendami.

                                                    Pozdrawiam

                                                    --
                                                    Michał Kawecki
                                                  • rita100 Re: Zlote Góry 15.01.06, 20:06
                                                    Pięknie, miłe zaskoczenie i mamy zezwolenie. Ala Tralala jestem na stronce z
                                                    której nie mogę wyjśc , siedzę tam i szukam tajemnic, zachwycam się wszystkim.
                                                    Popatrz na to , sa tam zdjecia ciekawych wycieczek rowerowych , gdzie na trasie
                                                    odnajdowano cudeńka , pommiki przeszłości. Zobacz na ten i klikaj dalej , sa
                                                    tam cmentarze, jeden tajemny grób zadbany, ciekawe alejki wśród drzew - cudeńka.
                                                    www.rowery.olsztyn.pl/photo.php?r=111&i=121
                                                    Ślicznie pozdrawiam Michała Kaweckiego i zapraszam do unikatowej tez ksiązki na
                                                    wątku - Bajanie na ekranie :)
                                                  • rita100 Re: Zachód słońca nad Kwitajnami dla Tralali :) 15.01.06, 21:12
                                                    Tralala, to dla Ciebie - widziałaś coś piękniejszego ? Nie ! :)
                                                    www.arta.olsztyn.pl/polski/foto_kwitajny.htm
                                                  • tralala33 Re: Zachód słońca nad Kwitajnami dla Tralali :) 15.01.06, 21:29
                                                    Przepiękny widok, ale jaki mroźny i groźny - jakby pierwsza scena w gotyckiej
                                                    powieści grozy. Dobrze jest takie zachody słońca podziwiać, jeszcze lepiej
                                                    wrócić potem do ciepłego domu.
                                                  • rita100 Re: Zachód słońca nad Kwitajnami dla Tralali :) 15.01.06, 22:44
                                                    www.arta.olsztyn.pl/polski/foto.htm
                                                    Faktycznie art sztuka, popatrz na calośc zdjęć :)
                                                    dobranoc
                                                  • rita100 Re: Zachód słońca nad Kwitajnami dla Tralali :) 16.01.06, 20:56
                                                    Czekam na ksiązkę o ulicach Olsztyna Piechockiego i jakoś długo idzie, musze
                                                    zadzwonić tam bezposrednio i sie zapytać w który miejscu w Polsce już
                                                    jest ? ;)))

                                                    Ale popatrz Tralala, patrze i romyslam nad tym zdjęciem - czy należy ten pomnik
                                                    oczyścić z mchu czy nie. Ja to bym chyba oczyściła i zbadała dokładnie , czy
                                                    czasmi coś pod nim nie jest zakopane , jakas karteczka z jego historią ?
                                                    A Ty jak sądzisz ?
                                                    www.rowery.olsztyn.pl/photo.php?r=111&i=129
                                                  • tralala33 Re: Zachód słońca nad Kwitajnami dla Tralali :) 16.01.06, 22:25
                                                    Miejmy nadzieję, że książka nie zwiedza po drodze wszystkich ulic Olsztyna i do
                                                    Wielkiej Nocy dotrze do Wieliczki.
                                                    Co do kamienia - sama nie wiem, może mu lepiej w takiej kołderce z mchu i
                                                    paproci, a może faktycznie warto wziąć szkiełko i oko, i sprawdzić co
                                                    upamietnia?
                                                  • tralala33 Re: Piosenka mazurska dla Rity:) 16.01.06, 22:30
                                                    Na dobranoc taka oto wesoła piosenka mazurska dla Rity, i dla wszystkich
                                                    ogrodników-amatorów:

                                                    Szedłem przez las

                                                    A kwiatusek w cieniu stał, tra la la la la la
                                                    spojrzał jakoj ocki miał, ocki miał.

                                                    Chce go urwać, prosi się
                                                    Ja ci zwiędnje, nie rwij mnie.

                                                    Więcem go zkrząkiem wziół.
                                                    Wsadził, polał, az sie 'joł.

                                                    Dziś w ogrodku, prosto drzwi
                                                    Rośnie, kwitnie, pachnie mi.
                                                  • rita100 Re: Piosenka mazurska dla Rity:) 16.01.06, 22:47
                                                    Fajna pioseneczka, a kazdy pałac i zamek powinien miec ogrodnika , ktory
                                                    dbałby o roślinność. Ciekawe czy Pan Kulczyk będzie takiego miał ?
                                                    Dziś zauważ księzyc w pełni, własnie zagląda mi do okna i mamy mróz -20 stopni.
                                                    Pamiętaj o dokarmianiu ptaków :)

                                                    ps. Jest gdzieś nagranie tej piosenki ?
                                                    Jakby to zrobić , żeby mozna ją puszczać na mp3 ?
                                                  • rita100 Re: Zachód słońca nad Kwitajnami dla Tralali :) 16.01.06, 22:31
                                                    Tralala, przeciez wszystko wymaga konserwacji, jeśli nie fachowcy sie zajmą to
                                                    jacyś przygodni turyści lub inni ciekawscy. Zdjęcie jest już na internecie i
                                                    popularne, co z jednej strony dobrze , a z drugiej ....
                                                    Konserwacja przedłuża żywotność pomnikowi.
                                                  • rita100 Re: Księzyc w pełni na niebie :) 16.01.06, 22:52
                                                    a dziś to nawet rano zauwazyłam , ze ten księzyć świecił podświtlany słońcem w
                                                    mroźny ranek. Codziennie inny dzień.
                                                    dobranoc
                                                  • rita100 Re: ul.Samulowskiego 18.01.06, 20:14
                                                    www.moje-fotografie.olsztyn.pl/index.php?idd=5&ido=94&idz=5707
                                                    Popatrz się Tralala, jak slicznie wygląda ta ulica w głębi, ile tam jest
                                                    kamienic, ale niestety szpeci ten domek po prawej stronie i tylko dlatego
                                                    szpeci , że zapomniano o nim i o gruntownym remoncie. Tam koniecznie trzeba
                                                    wymienić okna . To jest przedwojenny dom i wewnątrz kryje tajemnicę, a ta
                                                    tajemnica jest w piwnicach i strychu. Tak strych zasze był zagracony.
                                                    Szkoda , że nie chce się znaleź prywatny właściciel lub miasto się tym nie
                                                    interesuje.
                                                  • tralala33 Re: ul.Samulowskiego 18.01.06, 20:31
                                                    Ten zielony domek? Mie wiem, czy przypadkiem on nie jest właśnie miejski
                                                    (komunalny), a może należy teraz do wspólnoty. A może chodzi Ci o ten domek:
                                                    www.moje-fotografie.olsztyn.pl/index.php?idd=5&ido=124
                                                    Ten wygląda jak z bajki. Ciekawe, jak się mieszka w pokoju z basztą?
                                                  • rita100 Re: ul.Samulowskiego 19.01.06, 20:49
                                                    Ten zielony domek, pewnie komunalny i jeszcze nie sprzedany, ach że też go nikt
                                                    nie chce kupić, a taki fajny i historyczny , co by tam nie mozna zrobić , może
                                                    przeniść tam ten Turist fatalny, by ludzie nie stracili pracy a tamto wyburzyć
                                                    i wtenszas nie będzie nikt pokrzywdzony chyba :)
                                                    A to co pokazałaś Tralala to pałacyk i jak widać nikt nim nie zainteresowny, a
                                                    taki ładny, mógłby cieszyć wzrok :)

                                                    A popatrz na powiekszenie zdjęcia Hotelu Wysokiej Bramy - i ta brzydka reklama
                                                    hotelu, zdjęcie pewnie robione jeszcze po remoncie.
                                                    commons.wikimedia.org/wiki/Image:Polen2004_005.jpg
                                                  • tralala33 Re: ul.Samulowskiego 19.01.06, 20:59
                                                    Zdjęcie na pewno już po remoncie, bo z boku widać dobudowany 'murek' obronny -
                                                    fantazję na temat prawdziwych murów otaczających niegdyś Olsztyn, a w Bramie
                                                    rekonstrukcję kutej brony - kraty zamykającej dostęp do miasta.
                                                    Wiesz, Rito, kiedyś w jakimś przewodniku doś amatorskim przeczytałam, że
                                                    prowadnicami w Bramie spuszczano nie bronę (kratę) tylko sochę! czyli taki
                                                    prymitywny pług. I to narzędzie rolnicze, i to także, ale jaki to byłby efekt,
                                                    gdyby oblęgający miasto rycerze zaciężni zobaczyli, jak dzielni olsztynianie
                                                    spuszczają z Barmy pług, bezskutecznie starając się nim zamknąć dostęp do
                                                    miasta. No to może jeszcze powinni do kompletu spuścić traktor i kombajn, tak
                                                    by wraże wojska padły ze śmiechu. jak i ja padłam czytając ten opis.
                                                  • rita100 Re: ul.Samulowskiego 19.01.06, 21:11
                                                    Ale heca, to faktycznie śmieszne, ale powiem Ci , jak Gliwice obroniły miasto
                                                    przed najazdem wrogów, otóż z mur obronnych kobiety wylewały na wrogów
                                                    wsześniej ugotowana kaszę i tak wiaderkami i naczyniami wylewały z góry tą
                                                    kaszę na wrogów i zwycięzyły. Taka jest legenda Gliwic. Też fajny i
                                                    niezapomniany sposób obrony.
                                                    A teraz coś jeszcze z historii Olsztyna :)
                                                  • rita100 Re: Hugo Bonk - historyk Olsztyna 19.01.06, 21:13
                                                    Czekam, czekam na upragnioną ksiązkę i nic. Została ponoć wysłana, jednak przez
                                                    te śniegi chyba nie może dotrzeć :) Lada dzień ma się pojawić w Krakowie.
                                                    A tymczasem doszłam w Magicznym Olsztynie do rozdziału gdzie dowiedziałam się
                                                    skąd Piechocki ma taką wiedzę.
                                                    Otóż po II wojnie światowej ojciec Piechockiego odnalazł prace napisane przez
                                                    mało znanego nam Hugo Bonka. Są to ponoć tomy prac o historii Olsztyna. Są one
                                                    teraz zbiorem prywatnym samego Piechockiego, choć teraz nie wiemy gdzie się
                                                    znajdują ? Jest to ponoć ogromne źródło wiedzy. Na szczęście wydanie zostało
                                                    wznowione w Niemczech i można go zakupić. Sam Hugo Bonk był Olsztyniakiem.
                                                    Zmarł 10 października 1936 roku w Ostródzie. Jak pisze Piechocki, możliwe, że
                                                    grób przetrwał do dziś. Czy znajdzie się ktoś kto wskaże jego miejsce ? Na
                                                    odpowiedź Piechocki się już nie doczekał, bo przychodzimy i odchodzimy
                                                    niestety, ale dzieło Piechockiego zostanie. Pierwszym , ktory spisywał historię
                                                    Olsztyna był Anton Funk, na jego pracy opierała sie praca Hugo Bonka, na pracy
                                                    Hugo Bonka opierał się Stanisław Piechocki - kto będzie następnym tak wielkim
                                                    miłośnikiem Olsztyniakiem, nastepnym ogniwem ?
                                                  • tralala33 Re: Hugo Bonk - historyk Olsztyna 19.01.06, 21:20
                                                    Po drodze był jeszcze Andrzej Wakar z dwutomową monografią Olsztyna. Drugiego
                                                    tomu nie czytałam i nie żałuję, bo pisana w czasach PRL-u powojenna historia
                                                    Olsztyna musiała być zapewne zgodna z jedyną poprawną myślą. Ale w pierwszym
                                                    tomie - od założenia miasta do 1945 roku - znalazłam wiele ciekawych historii i
                                                    jeszcze ciekawszych mapek, na przykład plan Starego Miasta z kolejnych epok z
                                                    zaznaczonymi kamienicami i nazwiskami ich właścicieli. To był początek mojego
                                                    zainteresowania się historią Olsztyna.
                                                  • rita100 Re: Hugo Bonk - historyk Olsztyna 19.01.06, 21:38
                                                    Tak, czasmi ksiązka ma bardzo duzy wpływ na zainteresowanie , tak jak ja
                                                    dostałam książkę o Warmi i już się zafascynowałam , a juz bajeczki w gwarze to
                                                    pełnia szczęścia - czasmi przypadkowo znajdzie sie książka , ktora skieruje nas
                                                    na inne drogi myślenia. Ja to jestem teraz pod wrażeniem Imperium
                                                    Kapuścińskiego, nie wyobrażałam sobie takiego ogromu cierpień całego imperium
                                                    Rosji przez wieki i nawet jeszcze dziś. Czasami sie zastanawiałm Tralala, jak
                                                    dobrze by było się urodzić w Londynie , Paryżu, ale po przeczytaniu tej ksiązki
                                                    to się cieszę z miejsca swojego urodzenia jeszcze bardziej niż dotychczas,
                                                    nawet można powiedziec , że Olsztyn to miejsce w czepku urodzonych, a
                                                    mieszkający tam mają szczęscie, bo kraina wprawdzie nie mlekiem i miodem
                                                    płynąca ale nadzwyczaj urodziwa.
                                                  • tralala33 Re: Hugo Bonk - historyk Olsztyna 19.01.06, 21:45
                                                    A ci urodzeni w gnieździe, znaczy sie w Gnieźnie, też nie mają na co narzekać,
                                                    nawet jeśli nie są orłami, prawda? Muszę zmykać na dziś - dobranockę przeczytam
                                                    jutro - z podwójną przyjemnością. Ciepłych snów w tak mroźną noc życzę.
                                                  • rita100 Re: Hugo Bonk - historyk Olsztyna 19.01.06, 21:52
                                                    W Gnieździe urodzeni to może nie są orłami ale mają w dziedzictwie gniazdo,
                                                    pewnie doskonałe gniazdo rodzinne. Ptaszek wyfrunął i nowe gniazdko sobie uwił
                                                    w Olsztynie :) Wiedział ten ptaszek gdzie przylecieć. Czy to prawda , ze ptaki
                                                    pierwsze wyczuwają niebezpieczeństwo i odlatują ? Dopóki jesteś Tralala ,
                                                    Olsztyn jest bezpieczny :)

                                                    A teraz wspaniała wiadomośc dla Polski i Krakowa i dla Rynku gdzie ciagle
                                                    zaglądam i podziwiam jako turystka, bo tak już się nauczyłam - podziwiać :)
                                                    Rynek krakowski najlepszym rynkiem swiata
                                                    miasta.gazeta.pl/krakow/1,35798,3119967.html
                                                    dobranoc , tez uciekam
                                                  • tralala33 Re: Chłop i dwa zające 21.01.06, 20:37
                                                    Choram :( i zimno, oj jak zimno. Muszę zaraz łyknąć lekarstwa i pod trzy
                                                    kołderki wskoczyć. Ale zanim się ponownie zahibernuję, przepiszę taką zabawną
                                                    historyjkę z Gazety Olsztynskiej sprzed stu lat - bo taki był początek tego
                                                    wątku - wice i żarty ludowe.
                                                    Chłop i dwa zające
                                                    Za napisanie podania do landrata pisarz w gminie wziął od chłopa 5 marek i
                                                    kazał sobie na dodatek przysłać dwa zające w prezencie. Po jakimś czasie pisarz
                                                    spotyka chłopa i robi mu wyrzuty, że zajęcy nie dostał. - Jak to - dziwi się
                                                    chłop. Zaraz po wyjściu od pana poszedłem na pole. Spotkałem dwa zające, którym
                                                    kazałem przyjść do pana. A że nie przyszły, to nie moja wina!
                                                  • rita100 Re: Chłop i dwa zające 21.01.06, 21:09
                                                    Bardzo dobra anegdotka :)
                                                    Tralala, a grzeją choć u was ? Ciągle mowią , ze tam na Warmii same awarie.
                                                    Wiesz, cięzki okres zimowy jest teraz, ale u nas w Krakowie , jakoś nie ma gryp
                                                    w okolicy, wszyscy na nogach codziennie. Nie wiem , co Ci radzic , ale
                                                    ochorowac trzeba w łózeczku i pierzynką się nakryć, ale jak jest zimno to
                                                    strasznie. Ja mam w domu 25 stopni ciepła. Najbardziej się cieszy kot, żebyś
                                                    widziała jak on lubi ciepło.
                                                    Ksiązka jeszcze nie przyszła, a ja sie zastanawiam czy kupię gdzieś dzieła w
                                                    gwarze Gizewiusza i Kajki ? Sa takowe w sprzedaży ?
                                                    Ale dziś nie odpowiadaj, połóż się spokojnie pod pierzynką :))) Ale masz
                                                    karnawał ;)))
                                                  • tralala33 Re: Chłop i dwa zające 21.01.06, 21:19
                                                    Oj, Rito, jakbyś mi tak z 5 stopni przysłała, to bym miała w domu 18, a tak
                                                    zamróz okropny. Z komina MPC-u w Kortowie unosi się już dym, ale kaloryfery
                                                    ciągle zimne. Nawet koty siedzą nastroszone. Ulice Olsztyna zaśnieżone i
                                                    zamrożone, nic dziwnego, że nie mogą 'dojechać' do Krakowa. Idę spać - może mi
                                                    się przyśnią jakieś tropikalne kraje.
                                                  • rita100 Re: Chłop i dwa zające 21.01.06, 21:32
                                                    Oj, żebyś tylko nie zamarzła, jak Wam wszystkim współczuję. Na szczęscie nasz
                                                    ciepłociąg pracuje i o awarii nic nie słychać, ale wiem jakie to straszne. W
                                                    pracy mam też cieplutko, tak że tylko obserwuję zimę z okna.
                                                    Ale w taki mróz jak macie taka awaria to nieszczęście. Może pomyśl o gorącym
                                                    sercu na śniegu pod pierzynką.
                                                    dobranoc, cieplej nocki z kotkami.
                                                  • rita100 Re: Drzewa 22.01.06, 20:42
                                                    www.sklodowski.pl/panoramix/0000033.html
                                                    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=64&w=35036600
                                                    Tralala, jak będziesz miec czas , to jak myślisz, czy te drzewa nalezy wycinać ?
                                                    Takiego krajobrazu nie ma nigdzie.
                                                  • rita100 Re: Gazeta 23.01.06, 21:18
                                                    Tralala, mamy następny temat o Gazecie Olsztyńskiej
                                                    www.gazetaolsztynska.pl/index.php?tyt=1&mnu=prez#cont
                                                    Kolekcja lektur z Gazetą Olsztyńską
                                                    Już w poniedziałek, 9 stycznia wraz z Gazetą Olsztyńską ukaże się wyjątkowa
                                                    kolekcja lektur. Czytelnicy Gazety znajdą m.in. "Pana
                                                    Tadeusza", "Zemstę", "Wesele", Romeo i Julię". To kanon literatury polskiej i
                                                    światowej, który powinien być w każdym domu; książki przydatne nie tylko
                                                    uczniom: są to przecież tytuły po które można sięgać zawsze.

                                                    Tralala, no popatrz, kolekcja wspaniały pomysł , tylko zobacz jakie dzieła ?
                                                    Czy naprawdę nasza ziomecka nie ma swoich dzieł, swojej pieknej literatury,
                                                    poezji, cekawych pozycji ? Jak mówią cudze chwalimy swego nie znamy. A 'Pana
                                                    Tadeusza ', to każdy ma juz w swojej biblioteczce.

                                                    Powiem Ci szczerze, że towarzysze Twojej chorobie. Rano wstając złapało mnie
                                                    lumbago, takie , że do tej pory czuję :) Gdzieś mnie zawiało i teraz poruszam
                                                    się bardzo pomalutku. Ale mróz mamy tak straszny, że zapowiadają , kto nie musi
                                                    wyjśc to niech nie wychodzi. Ludzie chodzą przemarznieci. Na szczęście nie mamy
                                                    żadnej awarii.
                                                  • tralala33 Re: Gazeta 23.01.06, 21:49
                                                    Pomysł nie nowy - pierwsza była chyba Gazeta Wyborcza, a wybór książek taki
                                                    lekturowo-szkolny, żeby skusić rodziców gimnazjalistów i licealistów. Ale
                                                    szczególnie Gazeta Olsztyńska, korzystjąca z nazwy (czy jest to całkiem prawnie
                                                    i w porządku) Gazety Olsztyńskiej Liszewskiego i Pieniężnych, tak promującej
                                                    język polski na Warmii, rzeczywiście powinna wzbogacić taki kanon choćby o
                                                    Kiermase warmińskie, albo reprint tych baśni, które nam pracownicie Rito
                                                    przepisujesz. Byłby cudownie!
                                                    Lumbago - oj, to ja już wolę swoje niewinne przeziębienie. Współczuje, a i
                                                    mrozy teraz na południu gorsze. Tutaj albo osłabły, albo się już do nich
                                                    przyzwyczaiłam - takie przynajmniej miałam wrażenie wracając dziś z pracy.
                                                    przynajmniej do następnego ataku zimy :(
                                                  • rita100 Re: Gazeta 23.01.06, 22:21
                                                    hehe, właśnie tak pomyślałam , ze nie mają ludzie gustu i smaku, jak nie
                                                    zmienią nazwę miasta np. Gizycko, jak nie zmienią nazwę ulic, jak nie wydadzą
                                                    zgody na jakąś paskudę budowlaną to teraz gazeta obchodzaca swoje 120 rocznicę
                                                    powstania, dają dzieła na skalę światową , zamist swoje dzieła, które kiedyś
                                                    powinny być poznane i spopularyzowane. Dopowiem o dziełach Kajki czy Gizewiusza
                                                    i napewno wielu , wielu innych. I pomysleć jeszcze o krzywdzie naszych Bab
                                                    Pruskich. Tralala, czy tylko my widzimy te podstawowe błędy ? Czy my jesteśmy
                                                    inne ? Nie wiem co myśleć , ale coraz bardziej krytykujemy niż chwalimy :)

                                                    Mrozy mamy tak straszne, że nie pamiętamy takich. Wyobraź sobie jak bramy
                                                    metalowe skrzypią w okolicy jak ktoś otwiera, jak ludzie przechodzą to
                                                    orkiestra sniegowa gra i jutro wszyscy sobie robia wolne nawet w pracy i nie
                                                    wychodzą z domu z mroźnych przyczyn :) Lumbago przejdzie, strasznie podoba mi
                                                    sie ta nazwa :)
                                                    To dobrej nocki Tralala, cieplutkiej :)
                                                  • tralala33 Re: Gazeta 23.01.06, 22:30
                                                    Czy to są już takie mrozy, że nawet drzewa z hukiem pękają? Tak, czas zawinąć
                                                    się w ciepłą kołderkę i śnić o Hawajach. Dobranoc, Rito.
                                                  • rita100 Re: Książka 24.01.06, 20:09
                                                    hehe, Tralala, mam już ksiązkę - Tajemnice olsztyńskich ulic - Piechockiego i
                                                    jestem zszokowana, bo nic za nią nie zapłaciłam. Listonosz dał plik listów,
                                                    razem z listami sąsiadów i tak segreguję je, a tu ksiązka. Mamy taki mróz, że
                                                    listonosz w biegu rozdaje pocztę myląc sobie adrestatów :) I teraz mam ksiązke
                                                    i nie wiem co robić , czy listonosz z powodów mrozów cos przeoczył, to znaczy
                                                    kasę czy tak miało być. Muszę tam jeszcze zadzwonić. Jestem dziś tak bardzo
                                                    zmarznieta, bo w pracy jednak było chlodno, lumbago dalej atakuje , choć
                                                    mniej , no i dodatkowo kicham - pewnie coś będzie.
                                                    Wracając do książki to zaczełam ją czytać i to jest ksiązka już inna od
                                                    tamtej , to znaczy inaczej ujęte zagadnienia. Bardzo ciekawie i więcej
                                                    szczegółów. Już mi się nasuwa jedno pytanie - Czy ta fontanna na Rynku to dawna
                                                    studnia na ul. Staromiejskiej ?
                                                    Hehe , a czy wiesz jak dawniej przezywano ul. Staromiejską ? Tak śmiesznie :)
                                                    Dopiero ja zaczełam czytać, a już jestem zadowolona.
                                                  • tralala33 Re: Książka 24.01.06, 20:13
                                                    Kaczkenstrasse?
                                                  • rita100 Re: Książka 24.01.06, 20:27
                                                    tak , przerwa, mamy awarię cieplociągu - nie ma ciepła w Krakowie
                                                  • tralala33 Re: Książka 24.01.06, 20:30
                                                    Ratunku, a na dworze ile stopni? Rito, masz chociaż kominek w domu?
                                                  • rita100 Re: Książka 24.01.06, 20:58
                                                    Mam, ale kto by na noc palił w pokoju dziennym. Już sie dowiedziałam , że
                                                    włączą w nocy, bo my ponoć mamy tak , że jak jest awaria w jednej cieplowni to
                                                    przełańczaja na druga cieplownię ze Skawiny. Ale okaże się jak to zrobią. Jak
                                                    narazie to ciepłe psierzynki trzeba przygotować :)

                                                    Tralala, a jak z tą studnią na Staromiejskiej ? Teraz na tym miejscu jest
                                                    fontanna ? Idę po bajeczkę na dobranoc.
                                                  • tralala33 Re: Książka 24.01.06, 21:06
                                                    Zawsze mozna te pierzynki i poduszeczkę przenieść na kanapę w pokoju dziennym i
                                                    tam przenocować, albo mieć taki kominek z płaszczem wodnym i rurami
                                                    ogrzewającymi rozprowadzonymi po całym domu. A jak nie, to choćby przytulnego
                                                    kota.
                                                    Studnia pewnie została zasypana, bo tam przecież przez dziesięciolecia był plac
                                                    Karolka - płaski jak naleśnik i bez żadnych takich atrakcji jak studnia bądź
                                                    fontanna. No, może czasem trybunę ustwiali dla oficjeli.
                                                    Czekam na dobranockową baśń i dziękuję, że choć w rękawiczkach, to jednak ją
                                                    wyklikasz :) Ciepłych snów i niech tam szybko co trzeba poprzełączają.
                                                  • rita100 Re: ul.Staromiejska stara i nowa ;)) 25.01.06, 21:25
                                                    >Studnia pewnie została zasypana, bo tam przecież przez dziesięciolecia był
                                                    >plac Karolka
                                                    Czy Targ Rybny to plac Karolka ?

                                                    Bardzo, a bardzo ciekawa ta książka, bardzo dużo ciekawych wiadomości. Ale dla
                                                    mnie, dla osoby , która spędziła pierwsze dziesięć lat to nowość, bo i co tam
                                                    ja mogę pamiętać z tych lat, oprócz zabaw podwórkowych ? ;)
                                                    Dlatego dobrze, że poznałam inne pozycje ksiązkowe, bo teraz mogę sobie
                                                    kojarzyć fakty i miejsca, rozumiejąc co czytam. Pierwszy rozdział 'Tajemnic
                                                    ulic Olsztyna' omawia w szegółach Starówkę i ul. Staromiejską. Wiesz co mnie
                                                    najbardziej zaskoczyło, oprócz dokładnego usytuowania domu Jana z Łajs, sam
                                                    poprzedni widok ul.Staromiejskiej. Jak opisuje Piechocki, to ona nie była taka
                                                    cudowna jak teraz. Do czasu ułożenia torów tramwajowych to ta ulica była
                                                    Kaczkenstrasse ponieważ w kałużach jej pływały najprawdziwsze kaczki, istna
                                                    błotna ulica. A kamienice , wprawdzie ładne od zewnątrz, ale na podworcach to
                                                    chlewiki, stajnie i zanieczyszczenia. Ponoć z tyłu tych kamienic istniało
                                                    całkowicie wiejskie życie. Na parterach domów najczęściej były warsztaty
                                                    rzemieślnicze i wędzarenki. Ciekawe jak jest teraz ?. Jak te kamienice
                                                    wyglądają od tyłu ? Wracajac dalej na naszą ulicę Staromiejską, to kiedy
                                                    zlikwidowali szyny w latch 70. to znów wyłożono tą drogę asfaltem. Ale na
                                                    szczęście odsłonieto kamienie. Dziś Starówka bardzo mi się podoba.
                                                    W pobliżu ul. Staromiejskiej, w pobliżu Wysokiej Bramy była pamiętna,
                                                    legendarna studnia, o której mało kto dziś pamięta dlatego przytoczę urywek z
                                                    Piechockiego:
                                                    "28 października 1839 roku, kiedy to zaginął, a jak się później okazało wpadł
                                                    do tej studni, 63-letni miejscowy garncarz Johann Kaminski. Pomimo usilnych
                                                    poszukiwań, człowieka nie można było odnaleźć, gdy tymczasem jego trup przez
                                                    trzy tygodnie tkwił w topieli, po czym wypłynął na powierzchnię wody i został
                                                    wydobyty. Ludzie przedtem i potem korzystali z wody jakby sie nic nie stało,
                                                    tylko samą studnię od tej pory zaczęli określać mianem Topieli (Totenteich), co
                                                    przez pewnien czas biedna studnia nie miała dobrej sławy. Z upływem lat
                                                    pozostała tylko nazwa miejsca, ale nikt już nie kojarzył ją z garncarzem
                                                    Kaminskim. "

                                                    Z przykrością stwierdzam , że dalsze losy studni są już nieznane, dawno
                                                    zapomniane i pewnie w bajkę i legende zamienione. Gdzie ta studnia mogła być ?
                                                    Czy w tym miejscu stoi już jakiś dom, a ludzie, mieszkający w nim nawet nie
                                                    wiedzą, że mieszkają w miejscu zgonu garncarza Kaminskiego, który być może
                                                    został zauroczony pięknym widokiem Meluzyny.
                                                    Tralala, myśmy już mówiły o garncarzu Kaminskim i o tej studni - dlaczego on
                                                    się utopił ?
                                                    hehe, wiesz, Tralala z każdego rozdziału nasuwają mi się fajne legendy. Ta, o
                                                    studni, w następnym rozdziale o przejździe Napoleona przez Olsztyn. Bardzo
                                                    dobrze sie zaczyna.
                                                    www.moje-fotografie.olsztyn.pl/index.php?idd=1&ido=6&idz=162
                                                  • tralala33 Re: ul.Staromiejska stara i nowa ;)) 25.01.06, 21:31
                                                    Tak, Karolek to obecny Targ Rybny, czyli za PRL-u Plac Karola Świerczewskiego.
                                                    Wczoraj niedokładnie przeczytałam Twoje pytanie i pospieszyłam się z
                                                    odpowiedzią, bo przecież fontanna jest obok Starego Ratusza, a na Targu Rybnym
                                                    dopiero planowana jest budowa kolejnej fontanny. Może jakimś trafem tajemnym
                                                    stanie na miejscu studni Topieli? Żeby tylko była ładniejsza, niż ten
                                                    lastrykowy krąg obok Starego Ratusza!
                                                  • rita100 Re: ul.Staromiejska stara i nowa ;)) 25.01.06, 22:21
                                                    Tyle pieknych fontan jest, oby tylko nie zrobili jej zbyt nowoczesnej , bo w
                                                    tym rejonie nie pasuje. Powinien tam siedzieć garncarz Kaminski ku pamięci.
                                                  • tralala33 Gustaw Gizewiusz 31.01.06, 20:22
                                                    Jeszcze mi kilka piosenek ze zbiorku Gustawa Gizewiusza zostało, więc dziś
                                                    jedną z nich tu wpiszę i nasz wątek do góry :)

                                                    Na pierwszego maja
                                                    Wojnę zaczynano
                                                    Wszystkim wojennikom
                                                    Na nią rozkazano.

                                                    Oj radbym ja, radbym
                                                    Na wojenkę jechał
                                                    Kieby mi konika
                                                    Kieby kto osiodłał.

                                                    Najmilejsza jego
                                                    Gdy to usłyszała,
                                                    Poszła do stanienki
                                                    Konia osiodłała.

                                                    Konia osiodławszy,
                                                    Wzięła rzewnie płakać:
                                                    Jak się najmilejszy
                                                    Mam bez ciebie ostać.

                                                    Najmilejsza moja
                                                    Wziąlci bym cię z sobą
                                                    Kólaseczki nie mam
                                                    Slubu'm nie brał z tobą.

                                                    A siodmego roczku
                                                    Gdy się z wojny wrócę,
                                                    To tobie najmilsza
                                                    Z serca żalu skrócę.

                                                    Niemądra ta dziewczyna - gdyby konia nie osiodłała, to by jej najmilejszy na
                                                    wojnę nie pojechał. A tak teraz siedem lat musi czekać?!
                                                  • rita100 Re: Gustaw Gizewiusz 31.01.06, 20:33
                                                    Ten Gizewiusz, śliczne wiersze pisał

                                                    Najmilejsza jego
                                                    Gdy to usłyszała,
                                                    Poszła do stanienki
                                                    Konia osiodłała.

                                                    Konia osiodławszy,
                                                    Wzięła rzewnie płakać:
                                                    Jak się najmilejszy
                                                    Mam bez ciebie ostać.


                                                    A ta majmilejsza , zamiast konie pogonić w czorty, to mu osiodłała.
                                                    Jakie pokorne były te Warmianki, spełniały kazdą prośbę, nawet te , które były
                                                    dla nich przecież niewygodne :)
                                                    Ciekawe czy można kupić taką ksiązkę ze zbiorami wierszy Gizewiusza ?
                                                  • tralala33 Re: Gustaw Gizewiusz 31.01.06, 20:38
                                                    Nie wiem na jaką to wojnę wybierał się ten nieco leniwy najmilejszy, ale pewnie
                                                    nie była to wojna z wojskami napoleońskimi, bo z nimi starła się Armia
                                                    Rosyjska. Oglądałam zdjęcia i trafiłam na te z Lidzbarka Warmińskiego, a w nich
                                                    wpis Gajowego o bitwie pod Ignalinem z 1807 roku (a może lepiej Heilsbergiem -
                                                    Lidzbarkiem Warmińskim) - oj, nie była to potyczka. Nie lubię historii
                                                    militarnej, ale nieco poszperałam, i znalazłam to:

                                                    www.rowery.olsztyn.pl/photo.php?r=52&i=006&f=

                                                    web2.airmail.net/napoleon/Heilsberg_battle.htm

                                                    Głównodowodzącym Armii Rosyjskiej był sześdziesięciodwuletni baron Lewin August
                                                    Gottlieb von Bennigsen.

                                                    Wojskami francuskimi dowodził bezpośrednio Joachim Murat. Murat był świetnym
                                                    wojownikiem, podziwianym przez kawalerię Armii Napoleońskiej. Odznaczył się w
                                                    każdej bitwie, w której brał udział. Murat był człowiekiem dzielnym, z
                                                    fantazją, wyperfumowany, w ekstrawaganckim stroju, swoich kawalerzystów
                                                    prowadził do boju zawsze na czele ataku.

                                                    Bitwa pod Heilbergiem trwała całą dobę. W końcu wojska rosyjskie wycofały się.
                                                    Kolejna, ostateczna w tej kampanii bitwa miała miejsce pod Pruską Iławą.
                                                    Według Szikanowa w bitwie pod Lidzbarkiem Warmińskim Rosjanie stracili 6 000
                                                    ludzi. Francuzi stracili 12 600 (1 398 zabitych, 10 359 rannych i 864 ujętych
                                                    do niewoli) Po każdej ze stron było 7 rannych generałów. Inne źródła podają
                                                    następującą liczbę ofiar bitwy: Rosjanie 8 000 - 11 000, Francuzi 11 000.

                                                    Więcej pewnie dowiemy się przy okazji inscenizacji bitwy w czerwcu, choćby
                                                    gdzie pochowano poległych? I co to za pomnik na tej stronie rowerowej?
                                                    A teraz muszę pożegnać dostojnego generała rosyjskiego von Bennigsena i
                                                    zawadiackiego Murata, Tobie Rito życzyć miłego forumowania, i wrócić do pracy.
                                                  • tralala33 Re: Gustaw Gizewiusz 01.02.06, 20:41
                                                    Dziś jeszcze jedna wojenna piosenka ze zbioru Gizewiusza - tym razem
                                                    najmilejszy na wojnę nie dojechał. A było to tak:

                                                    Służył Jasiek przy dworze
                                                    Przy tym slicznym klasztorze,
                                                    Hej, hej, przy tym slicznym klasztorze.

                                                    I wyslużył Kasieczkę,
                                                    W siodmem roczku dzieweczkę,
                                                    Hej, hej, w siódmym roku dzieweczkę.

                                                    I jak ci ją wysłużył
                                                    Zaras się z nią ożenił,
                                                    Hej, hej, zaraz się z nią ożenił.

                                                    Krol na wojnę rozkazał,
                                                    jasiek konia siodłać dał,
                                                    Hej, hej, Jasiek konia siodłać dał.

                                                    I ujechał wpoł drogi,
                                                    Kon mu zemgłał na nogi,
                                                    Hej, hej, kon mu zemgłał na nogi.

                                                    - No i bardzo dobrze, bo gdyby tak dojechał pod Heilsberg, to różnie by mogło
                                                    być, hej, hej!
                                                    A teraz zmykam do pracy. Dobranoc :)
                                                  • rita100 Re: Gustaw Gizewiusz 01.02.06, 21:04
                                                    Służył Jasiek przy dworze
                                                    Przy tym slicznym klasztorze,
                                                    Hej, hej, przy tym slicznym klasztorze.

                                                    I wyslużył Kasieczkę,
                                                    W siodmem roczku dzieweczkę,
                                                    Hej, hej, w siódmym roku dzieweczkę.

                                                    I jak ci ją wysłużył
                                                    Zaras się z nią ożenił,
                                                    Hej, hej, zaraz się z nią ożenił.

                                                    Krol na wojnę rozkazał,
                                                    jasiek konia siodłać dał,
                                                    Hej, hej, Jasiek konia siodłać dał.

                                                    I ujechał wpoł drogi,
                                                    Kon mu zemgłał na nogi,
                                                    Hej, hej, kon mu zemgłał na nogi.


                                                    hehe, to musi być wesoła piosenka z podrygiem i przytupem :)
                                                  • rita100 Re: Gustaw Gizewiusz 01.02.06, 21:01
                                                    Więcej pewnie dowiemy się przy okazji inscenizacji bitwy w czerwcu, choćby
                                                    gdzie pochowano poległych? I co to za pomnik na tej stronie rowerowej?

                                                    Tak , tak , najczęsciej wszyscy sie pytają, gdzie pochowano ciała , bo kosci
                                                    nie znaleziono - jak w przypadku Bitwy pod Grunwaldem.

                                                    www.rowery.olsztyn.pl/photo.php?r=52&i=006&f=
                                                    A ta kapliczka musi być bardzo , bardzo stara i jeszcze obok rośnie drzewo.
                                                    Często tak jest przy kapliczkach, że drzewo rośnie obok. Ciekawe na ile lat
                                                    wygląda to drzewo ? Napewno ze 150 lat.
                                                    Tak , to idę jeszcze oglądnąć ogródek Gajowego, ma bardzo sliczny taki wiejski,
                                                    sielski.
                                                  • tralala33 Zaumirz ci ja 02.02.06, 21:04
                                                    Tym razem pieśń spisana na Mazurach (Bukarty, powiat niborski, czyli nidzicki)
                                                    pod koniec XIX wieku przez jana Sembrzyckiego. Przyznam, że nie odrazu pojęłam,
                                                    kim jest ów zaumirz. Myslałam, ze to coś od umierania. Ciekawe, Rito, pewnie
                                                    szybciej na to wpadniesz - kim był zaumirz?

                                                    Zaumirz ci ja, zaumirz, marne moje życie,
                                                    Co ja wspomnę ojca matkę, zapłacę suowicie.
                                                    Suowicie zapłacę i tak mówie sobie:
                                                    Nie było, nie bédzie, jak u ojca, dobrze
                                                    Ojciec, choć wyzbije, to go dusa boli:
                                                    Na wojence bzijo, bzierzo do niewoli,
                                                    Do niewoli bzierzo i tam karę dajo;
                                                    Zmartwionemu zaumirzowi krwawe łzy padajo.

                                                    (cdn)
                                                  • tralala33 Re: Zaumirz ci ja 02.02.06, 21:33
                                                    Oj, awaria na łączach. ale może jakoś zaumirz ze swą smutną historią przebije
                                                    się na bagnetach? Bo już pora mu iść na wojenkę:

                                                    Matko moja, matko, coś mię wychowała,
                                                    Zebys była z malenkiego nogi połamała,
                                                    Coś mię wykarmiła psiersiami swojemi!
                                                    Juz się zegnam z ojcem, z matko, z braciami swojemi.
                                                    Siostra usuysała, tak sobie mowziła,
                                                    Potem z tak wzielkiego żalu nożem się przebziła.

                                                    (cdn)
                                                  • tralala33 Re: Zaumirz ci ja 02.02.06, 21:36
                                                    Tak oto jeszcze wojenka się nie rozpoczęła, a już pogrzeb w rodzinie - o losie:

                                                    Nie trzebać to dumać ani też żałować;
                                                    Pani matce z panem ojcem trzeba ją pochować,
                                                    Trzeba ją pochować i pogrzeb wyprawić,
                                                    A mię karabinek drobnym srotem nabić,
                                                    Drobnem srotem nabić, na drogę wystrzelić,
                                                    Moji kochanecce serce rozweselić.

                                                    Czemuż to kochanecka miała się rozweselić z tego strzelania śrutem? Mam
                                                    nadzieję, że to dla nie, a nie DO niej strzelał zaumirz.
                                                    (cdn)
                                                  • tralala33 Re: Zaumirz ci ja 02.02.06, 21:41
                                                    Powoli dobiega końca pieśń o zaumirzu:

                                                    Gdzie w boru drwa robio, rodzice nie wziedzo.
                                                    Rodzice nie wziedzo i żalu nie majo;
                                                    W ten czasci jem dziatki miłe, kiedy je chowajo,
                                                    Kiedy je chowajo, na réku piastujo;
                                                    Na wojence jak zabzijo, koniami tretujo.
                                                    Koniami tretujo, krew się z boku tocy,
                                                    Ach mój Boze miłosierny, dodaj nam pomocy.

                                                    I jeszcze Uwaga od jana Sembrzyckiego: 'Doniesiono mi, że to pieśń, którą
                                                    ludzie już dawno śpeiwali; niezawodnie pieśń ta do starych należy, jako to się
                                                    z całego jej układu pokazuje. Tretujo pochodzi od niemieckiego treten - deptać;
                                                    zapłacę - zapłaczę. Pieśń ma jeszcze jeden wiersz ostatni, którego drukować nie
                                                    można'.
                                                    No co też w tym ostatnim wierszu było, czego Keiser zabronił Mazurom śpiewać?
                                                  • rita100 Re: Żołmierz ci ja 02.02.06, 22:05
                                                    Tak , żolmierz z karabinkiem. Tragedia rodzinna.
                                                    Tralala, nie wierze , że nie można drukować - to jeszcze coś nie można pisać ?
                                                    Strasznie jestem ciekawa tej ostatniej zwrotki.
                                                    A wiesz, że bardzo duzo twórczości jest tez po niemiecku i to ponoć pięknej, bo
                                                    ich tęsknota do ziemi była jednak wielka i opisywali ją. Ciekawe czy ktoś
                                                    tłumaczy to z języka niemieckiego ? W innym artykule piesze o tym.
                                                  • tralala33 Re: Żołmierz ci ja 02.02.06, 22:13
                                                    Wiktoria - zaumirz przedostał się przez blokadę formumową do samego Krakowa! No
                                                    niestety, ostatnia zwrotka padła ofiarą kajserowskiej cenzury i nawet Jan
                                                    Sembrzycki nie mógł jej zanotować, by przyszłym pokoleniom przekazać. Nie wiemy
                                                    więc, co takiego zrobił zaumirz - może naładował śrutem swój karabinek i
                                                    wystrzelił do dowódcy, żeby tylko z tej wojenki uciec? Dziś możemy się tylko
                                                    domyślać :(
                                                  • rita100 Re: Żołmierz ci ja 03.02.06, 20:54
                                                    Chociaż Ci powiem Tralala, że mogło być inaczej. Znając bajeczki i legendy
                                                    wiemy, że żakończenia czasmi sa zaskakujące :) Ale mimo wszystko pieśniczka
                                                    powinna mieć zakoczenie, chcociaz to domyślne.
                                                    Wyobraz sobie , troche pogrzebałam gdzie trzeba i wiem , że dużo twórczości
                                                    jest niemieckiej na obczyźnie na tej ich nowej "małej ojczyźnie". Jutro Ci
                                                    zamieszczę taka malutką fajną twórczość prztłumaczoną z niemieckiego na ślaski
                                                    i badzo fajnie im to wychodzi.
                                                    Krótki fragmencik , takiego przykładu juz przetłumaczonej wersji.

                                                    "Kożdy kamiyń je czonstkom i tfojom
                                                    Kożdy tyn kamiyń pokazuje sława i honor
                                                    Polub sie śmioć i miej uśmiych niy na pokaz
                                                    Jak kożdy kamyń żyje sfom troszkom łot nos."

                                                    Chyba trzeba znaleź tą mazursko-niemiecką twórczość - ona tez jest dziedzictwem
                                                  • tralala33 Re: Żołmierz ci ja 03.02.06, 21:11
                                                    Po śląsku, z trudem bo z trudem, ale coś wydedukuję. Po niemiecku - jestem
                                                    niema, więc proszę o tłumaczenie, choćby na mazurski :)
                                                    A tu jeszcze jedna piośniczka smutna, wojenna, i w dodatku ponoć najstarsza
                                                    spisana pieśń mazurska - tak twierdzi Jan Sembrzycki

                                                    Zielony lasek! Zielone rąbanie!
                                                    Komuż mnie porucisz, mój Jasiu kochany?

                                                    Poruczam ciebie temu, co jest w niebie;
                                                    Nie płacz, Kasio! przyjadę do ciebie.

                                                    Kiedy nie przyjadę, będę listy pisał;
                                                    Ty będziesz czytała, ja nie będę słyszał.

                                                    Wyjrzyj przez okno na tę drogę widną!
                                                    Wyjrzyj przez drugie aż do Pana Boga!

                                                    Wyjrzyj przez trzecie! już mój miły jedzie;
                                                    Skończy się kłopot i wszystka bieda.

                                                    - i tu piosenka powinna się kończyć, niestety, za chwilę ciąg dalszy.
                                                  • tralala33 Re: Żołmierz ci ja 03.02.06, 21:15
                                                    Dla tych, którzy lubią rzewne historie, ze smutnym końcem, ciąg dalszy pieśni
                                                    nadesłanej przez pastora Pauliniego ze wsi Drygały, w powiecie janzborskim -
                                                    dziś piskim.

                                                    Wyjdę na górkę, już żołnierze jadą,
                                                    Mojego jasinka koniczka prowadzą.

                                                    Konika prowadzą, płaszczem nakryto;
                                                    Mojego Jasinka na wojnie zabito!

                                                    Ach, mój mocny Boże, karałeś mię marnie!
                                                    Kogo ja nie kocham, ten się do mnie garnie.

                                                    Kogo ja kochałam, tego teraz nie mam;
                                                    Oj, nie mam, nie mam, boleści się doznam.

                                                    Spokojnam nie jestem, bodaj i nie będę,
                                                    A moje serce od żalu rozsiędzie.
                                                  • rita100 Re: Żołmierz ci ja 03.02.06, 22:10
                                                    Strasznie smutna piosenka, a nasi mazurzy to tylko na wojence bywali. Straszne
                                                    losy kobiet mazurskiech. Teraz się nie dziwię , że Baby Pruskie tak wyglądają
                                                    jak wyglądają, że są jakie są. Ta wojenka ciagle trwała, wiecznie trwała. Może
                                                    dzisiejsze czasy będa lepsze już dla nich.
                                                    Strasznie inna jest twórczość ślaska i jak strasznie się one róznią w swym
                                                    stylu.
                                                  • tralala33 Re: Żołmierz ci ja 04.02.06, 23:11
                                                    Robota to głupota :) Czas na moment się oderwać. Dobranocki dziś nie było,
                                                    sląskich piosenek też nie, to może choć spóźnione ostrzeżenie na 2 lutego.
                                                  • tralala33 Matki Boskiej Gromnicznej 04.02.06, 23:14
                                                    ... czyli 2 lutego - ważny dzień. Kto jesienią zasiał len, powinien w tym dniu
                                                    udać się na przejażdżkę, chocby niedaleko, żeby zapewnić sobie urodzaj.
                                                    Plantatorów lnu przepraszam, że tak późno o tym piszę.
                                                    Uwaga na wilki: W dniu św. Mikołaja wilki się gromadzą a w święto Matko Boskiej
                                                    Gromniczej się rozchodzą. W tym czasie podróże są niebezpieczne, zwałszcza
                                                    saniami przez ciemny las - warto zabrać ze sobą gromnicę (ewentualnie jadąc
                                                    samochodem sprawdzić swiatła i uważać na wilki, żeby żadnego nie rozjechać!)
                                                  • rita100 Re: Matki Boskiej Gromnicznej 05.02.06, 20:21
                                                    Ciekawe jak dużo jest plantatorów lnu ? ;) Na poludniu kraju nie widziałam
                                                    nigdzie.
                                                    Czyli od 2 lutego wilki poszły w las.
                                                    Wiesz co , przypomina mi się jak byłam w ZOO z dzieciakami i wzieliśmy resztki
                                                    kurczaka dla wilków. Kiedy rzuciliśmy go za grodzenie to te wilki tak się
                                                    rzuciły na nas i między sobą, że omalo siatki nie wygryzły. Jak żeśmy uciekali
                                                    w nogi ;))) Wiem , wiem , w zoo nie wolno dokarmiać, teraz to nawet bym sie nie
                                                    odważyła.
                                                    No to uważajmy na wilki.
                                                  • rita100 Re: Jeszcze raz Erwin Kruk 06.02.06, 21:18
                                                    O znikaniu pisał również Erwin Kruk, chyba , żeśmy już o tym wspominali, ale
                                                    przypomnę, że poeta napisał jeden wiersz po warmińsku 'Mazury". Ciekawe, gdzie
                                                    ten tekst możnaby znaleźć ? Jak myślisz Tralala ?

                                                    Spotkanie z Erwinem Krukiem
                                                    Wśród wierszy, z najnowszego tomu "Znikanie", które Erwin Kruk przeczytał
                                                    podczas piątkowego spotkania w olsztyńskiej parafii ewangelickiej, był
                                                    poruszający utwór "Co zostało".

                                                    Poeta przeczytał również wiersz "Mazury", jedyny tekst literacki po 1945 roku
                                                    napisany po mazursku. Poeta objaśnił znaczenie niektórych z nich. Jak bredy i
                                                    łgi
                                                    (bzdury i łgarstwa) czy: pozbadli (przejrzeli na wylot). To ostatnie użył w
                                                    gorzkiej frazie:
                                                    "Boć obcy ludzie okolice obsiedli
                                                    I wnet pozbadli, że nas
                                                    Jak miotłą to popycha się, to wymiata".
                                                  • tralala33 Re: Jeszcze raz Erwin Kruk 06.02.06, 21:22
                                                    Czy chodzi o ostatni piątek 3 lutego?
                                                  • rita100 Re: Jeszcze raz Erwin Kruk 06.02.06, 21:51
                                                    Nie , to chyba było dawno, dawno temu , znalazłam taki tekst w którymś z linków.
                                                  • rita100 Re: Ernst Wiechert-Piewca Mazur 07.02.06, 20:18
                                                    A więc Tralala zapoznaj się z Ernestem Wiechertem. którego przodkowie przybyli
                                                    do Prus Wschodnich z Niemiec. Ich losy są tak skomplikowane , że sama musisz
                                                    spokojnie przeczytać by zrozumieć. Nadzwyczaj ciekawa i tragiczna historia.
                                                    Człowiek prześladowany i osadzony w obozie. Wyszedł wprawdzie ale pod nadzorem.
                                                    Mała drobnostka jak wzięcie udziału w Zjeździe Pisarzy III Rzeszy, po
                                                    zakończeniu wojny zostało wykorzystane przeciwko niemu.
                                                    "Ernst Wiechert tworzył przez 37 lat i opublikował 13 powieści, około 50 nowel
                                                    i opowiadań, 40 bajek, 4 sztuki teatralne, 3 tomy wspomnień i 6 publicznych
                                                    przemówień. Po śmierci pisarza opublikowano również jego listy i wiersze."

                                                    Najbardziej mnie interesują te 40 bajek i wiersze, których tematyką były
                                                    własnie Prusy Wschodnie czyli ta ziemia, jej opisy, wspomnienia gdzie
                                                    najczęściej akcja była tutaj u nas umiejscowiona.
                                                    Zwróć uwagę na takie zdanie:

                                                    "Podczas wakacji często spotykał się z brodatymi staroobrzędowcami
                                                    zamieszkującymi okolice Wojnowa. "

                                                    Co to są brodaci starobrzędowcy ?

                                                    A teraz czas na całość tej publikacji , bo linki bardzo lubią się nie otwierać,
                                                    o czym się już przekonałam.
                                                    Miłej lektury Tralala.
                                                  • rita100 Re: Ernest Wiechert-Piewca Mazur 07.02.06, 20:26
                                                    Przodkowie Ernsta Wiecherta byli prawdopodobnie osadnikami niemieckimi
                                                    przybyłymi do Prus Wschodnich. Drzewo genealogiczne jego rodziny na przestrzeni
                                                    wieków wzbogaciło się o korzenie polskie, litewskie i być może francuskie .
                                                    Pochodził z tradycyjnej rodziny leśniczych. Dziadek ze strony ojca, którego nie
                                                    pamiętał, pełnił funkcję leśnika w Puszczy Piskiej. Natomiast dziadek ze strony
                                                    matki był właścicielem gospody w Krutyni. Ojciec pisarza, Emil Martin, po
                                                    odbyciu służby wojskowej w strzelcach, po rocznym pobycie w Alzacji powrócił do
                                                    Puszczy Piskiej, do Krutyni . Tu poznał swą przyszłą żonę Henriettę. Po ślubie
                                                    podjął pracę gajowego w północnej części Prus Wschodnich (tzw. części
                                                    litewskiej). Tam urodził się najstarszy syn Wiechertów. W 1887 r. Emil Martin
                                                    Wiechert otrzymał awans na stanowisko leśniczego w Piersławku (do 1945 r.
                                                    Kleinort) koło Piecek. Tu 18 maja 1887 r. na świat przyszedł Ernst, a trzy lata
                                                    później 3 marca 1890 r. - najmłodszy syn Wiechertów - Paul . Młodszy brat
                                                    pisarza zmarł 18 lutego 1895 r. na dyfteryt (wg innych źródeł - na
                                                    szkarlatynę), co dla niego było wielkim wstrząsem psychicznym.
                                                    Dzieciństwo i wczesną młodość E. Wiechert spędził w Puszczy Piskiej, nie
                                                    tylko w leśniczówce Piersławek i okolicznych lasach. Bywał we wsi Krutyń. Jego
                                                    mazurskie strony ojczyste to także leśniczówki Strzałowo i Lisunie, jeziora
                                                    Wągiel oraz Mały i Wielki Majcz. Świat ten zasadniczo ukształtował przyszłego
                                                    pisarza, co możemy odszukać w prawie całej jego twórczości, a szczególnie
                                                    świadectwa przywiązania do krainy dzieciństwa i młodości. W 1898 r., czyli w
                                                    wieku 11 lat, Ernst z woli ojca rozpoczął naukę w królewieckim gimnazjum (w
                                                    tzw. Burgschule). Przeprowadzkę z rodzinnej leśniczówki do Królewca bardzo
                                                    przeżył, bowiem musiał opuścić swój raj dziecinny. Będąc w gimnazjum przeżywał
                                                    chwile załamań. Bywały momenty, że zamierzał porzucić szkołę i podobnie jak
                                                    ojciec zostać leśniczym. Ferie każdorazowo spędzał jednak w domu, aż do chwili,
                                                    gdy ojciec w 1907 r. uległ wypadkowi. Z tego powodu nie mógł już wykonywać
                                                    zawodu leśniczego. Jego rodzice zmuszeni byli do opuszczenia leśniczówki.
                                                    Podczas wakacji często spotykał się z brodatymi staroobrzędowcami
                                                    zamieszkującymi okolice Wojnowa.
                                                    cdn
                                                  • rita100 Re: Ernest Wiechert-Piewca Mazur 07.02.06, 20:30
                                                    Już w szkole podjął pierwsze próby literackie . W 1905 r. E. Wiechert zdał
                                                    egzamin maturalny. Po ukończeniu gimnazjum podjął studia na uniwersytecie w
                                                    Królewcu, zwanym Albertyną. Studiował przyrodoznawstwo, filozofię, filologię
                                                    germańską i angielską. Po egzaminie państwowym w 1911 r. podjął pracę jako
                                                    nauczyciel w królewieckim gimnazjum. W tym samym roku rodzice pisarza
                                                    przenieśli się do kurortu Cranz nad Bałtykiem . W 1912 r. w wyniku rozstroju
                                                    nerwowego samobójstwo popełniła jego matka, która przez całe życie była kobietą
                                                    chorowitą i połowę swego życia spędziła w szpitalach i sanatoriach. Po jej
                                                    śmierci ojciec pisarza powrócił do Piersławka. W 1912 r., czyli w drugim roku
                                                    pracy w szkolnictwie, E. Wiechert ożenił się. Po wybuchu pierwszej wojny
                                                    światowej jako ochotnik zgłosił się do wojska. Brał udział w bitwie pod Verdun.
                                                    Wyruszając na front napisał pierwszą powieść pt. ,,Ucieczka" (,,Die Flucht")
                                                    wydaną w 1916 r. Podpisał ją pseudonimem Ernst Barany Bjell .
                                                    Po wojnie pracował dalej jako nauczyciel. W tym samym czasie napisał 4
                                                    powieści: ,,Wilkołak" (,,Die Totenwolf"), w 1924 r.; ,,Niebiańskie wzloty"
                                                    (,,Die blauen Schwingen"), 1925 r.; ,,Sługa Boży Andreas Nyland" (,,Der Knecht
                                                    Gottes Andreas Nyland"), 1926 r. i ,,Mała pasja" (,,Die kleine Passion"), 1929
                                                    r. Ponadto powstały wówczas nowele, opowiadania i wiersze, które drukował w
                                                    czasopismach wydawanych w Królewcu i Berlinie
                                                    W 1917 r. zmarł tuż po urodzeniu synek pisarza - Emil Edgar. 25 września 1929
                                                    r. jego żona popełniła samobójstwo, co w Królewcu wywołało duży rozgłos, bowiem
                                                    pochodziła z wschodnioporuskiej elity towarzyskiej . W 1930 r. E. Wiechert
                                                    wyjechał z Prus Wschodnich i osiedlił się w Berlinie. Podjął pracę w Gimnazjum
                                                    im. Cesarzowej Augusty. W 1931 r. opublikował powieść ,,Każdy" (,,Jeder mann"),
                                                    wyróżnioną nagrodą Schünemanna. Rok później pojawiła się powieść ,,Służąca
                                                    Jürgena Daskocila" (,,Die Magd des Jürgen Daskocil"). 22 grudnia 1932 r.
                                                    poślubił Paulę Marię Junker, którą znał od 1927 r. Po zakończeniu roku
                                                    szkolnego w 1933 r. Wiechertowie wyjechali z Berlina, osiedlając się w Ambach
                                                    nad jeziorem Starnberger w Bawarii. W 1936 r. przenieśli się do Hof Gagert koło
                                                    Wofratshausen, gdzie mieszkali do 1948 r. Pobyt w Bawarii był najbardziej
                                                    płodnym okresem w jego twórczości literackiej. W pierwszych latach pobytu na
                                                    południu Niemiec powstały następujące utwory: ,,Pani Majorowa" (,,Die
                                                    Majorin"), 1934 r.; ,,Nowela pasterska" (,,Hirtennovelle"), 1935 r.; ,,Proste
                                                    życie" (,,Das einfache Leben"), 1939 r.
                                                    W 1937 r. E. Wiechert ostatni raz odwiedził Piersławek, tuż przed śmiercią
                                                    ojca . W latach 1933-1938 pisarz dużo podróżował po kraju i Europie, biorąc
                                                    udział w spotkaniach autorskich, podczas których wyrażał dezaprobatę wobec
                                                    sytuacji politycznej w Niemczech. Działania te ściągnęły na niego
                                                    prześladowania. 6 maja 1938 r. został aresztowany przez gestapo i następnie
                                                    skazany na pobyt w obozie koncentracyjnym w Buchenwaldzie, z którego wyszedł 30
                                                    sierpnia tegoż roku i powrócił do posiadłości Hof Gagert. Pod nadzorem gestapo
                                                    pozostał jednak do 1945 r. Trzy miesiące po opuszczeniu obozu, 27 października
                                                    1939 r. E. Wiechert wziął udział w Zjeździe Pisarzy III Rzeszy, co po
                                                    zakończeniu wojny zostało wykorzystane przeciwko niemu.

                                                    W 1941 r. ukończył pierwszy tom powieści ,,Dzieci Jerominów" ("Jerominkinder"),
                                                    ale wydawcy nie chcieli ryzykować jej wydania. Potem pisarz zaczął tworzyć
                                                    bajki, w sumie 40 utworów, z czego 35 bajek ma akcję umiejscowioną na Mazurach.
                                                    W 1947 r. ukazała się dwutomowa powieść ,,Dzieci Jerominów", która jest epopeją
                                                    Puszczy Piskiej, a jej akcja rozgrywa się w Sowirogu koło Pisza. Po wojnie
                                                    ukazały się ponadto: ,,Las umarłych" (,,Der Totenwald"), 1946; ,,Baśnie"
                                                    (,,Märchen") - 2 tomy, 1946 r. i ,,Missa sine nomine", 1950 r.
                                                    Od 27 grudnia 1947 r. do 20 lutego 1948 r. E. Wiechert odbył czwartą podróż
                                                    po Szwajcarii i chyba wtedy podjął decyzję osiedlenia się w tym kraju, po tym
                                                    jak rozczarował się rzeczywistością powojenną w Niemczech. W 1949 r. Pisarz
                                                    przebywał w Stanach Zjednoczonych, m.in. w Kalifornii, prowadząc głównie
                                                    wykłady na uniwersytecie w Berkeley. W tym samym roku podróżował po Holandii i
                                                    Austrii.
                                                    31 marca 1950 r. został zabrany do kliniki neurochirurgicznej w Zurychu, w
                                                    której przebywał do 1 maja. 4 kwietnia ,,Südkurier" podał wiadomość o ciężkiej
                                                    chorobie pisarza. Ponieważ stan jego zdrowia nie poprawiał się, powrócił do
                                                    rezydencji w Rütihof. Zmarł 24 sierpnia 1950 r. i został pochowany na cmentarzu
                                                    Stäfa nad Jeziorem Zurychskim.
                                                    Po śmierci pisarza została wydana ostatnia jego powieść pt. ,,Egzotyczność"
                                                    (,,Der Exote") i ,,Zapiski numeru 7188. Notatki codzienne i listy" (,,Häftling
                                                    Nr. 7188. Tagesnotizen und Briefe"). Ernst Wiechert tworzył przez 37 lat i
                                                    opublikował 13 powieści, około 50 nowel i opowiadań, 40 bajek, 4 sztuki
                                                    teatralne, 3 tomy wspomnień i 6 publicznych przemówień. Po śmierci pisarza
                                                    opublikowano również jego listy i wiersze.

                                                    Ryszard Wojciech Pawlicki
                                                    cdn
                                                  • tralala33 Re: Ernest Wiechert-Piewca Mazur 07.02.06, 20:44
                                                    "Dzieci Jerominów' - ta książka jest przetłumaczona i była wydana w Posce,
                                                    nawet miałam ją w ręku, ale jakoś mnie nie zachęciła do czytania - może
                                                    spróbuję jeszcze raz, a może ktoś mi ją poleci?
                                                    Staroobrzędowcy czyli Filiponi - nie pogodzili się z reformami wprowadzanymi w
                                                    cerkwi prawosławnej w Rosji i musieli opuścić kraj. Zostali zachęceni do
                                                    osiedlenia się w słabo zamieszkałej Puszczy Piskiej. zasługują na odzielny
                                                    podwątek, więc dziś już więcej o nich nie piszę - pokażę tylko, jak wyglądali w
                                                    czasach, gdy spotykał ich Ernest Wiechert
                                                    de.geocities.com/jugendzeit_ostpr/philipponen1_pl.html
                                                  • rita100 Re: Ernest Wiechert-Piewca Mazur 07.02.06, 20:51
                                                    Bardzo ciekawy rozdział i zdjęcia.

                                                    No i dalej , też bardzo ciekawe dzisiejsze wiadomości. Nie można to pominąć,
                                                    tego Stowarzyszenia Mazurskiego, członków Stowarzyszenia Miłośników Twórczości
                                                    Ernsta Wiecherta którzy...... piękną idee mieli.

                                                    Więcej informacji dotyczących rodu Wiechertów można odszukać w
                                                    autobiograficznej książce pt. "Lasy i ludzie". Młodość", napisanej w 1936 r., a
                                                    wydanej w Polsce w 1976 i 1983 r. W książce tej pisarz przywołuje wspomnienia z
                                                    lat 1890-1910, czyli z mazurskiego okresu życia.
                                                    Na zabytkowym cmentarzu ewangelickim w Krutyni, odrestaurowanym na początku lat
                                                    90. przez tamtejsze Stowarzyszenie Mazurskie, członków Stowarzyszenia
                                                    Miłośników Twórczości Ernsta Wiecherta i dyrekcję Mazurskiego Parku
                                                    Krajoznawczego, zachował się grób babci (Andreae) i dziadka pisarza. Żeliwne
                                                    krzyże nagrobne przetrwały dzięki opiece Tadeusza Willana (obecnie redaktora
                                                    naczelnego miesięcznika mniejszości niemieckiej "Masurische Storchenpost",
                                                    który przechowywał je po wojnie w piwnicy swojego domu.
                                                    Leśniczówka, w której urodził się E. Wiechert, szczęśliwie przetrwała do czasów
                                                    obecnych. W setną rocznicę urodzin pisarza z inicjatywy polskiego oddziału
                                                    Międzynarodowego Stowarzyszenia Ernsta Wiecherta w ścianę budynku wmurowano
                                                    pamiątkową tablicę z następującą inskrypcją: "W tym domu 18 maja 1887 r.
                                                    urodził się Ernst Wiechert - piewca Mazur, autor "Lasów i ludzi", "Dzieci
                                                    Jerominów", "Baśni", "Lasu umarłych", człowiek prawy, antyfaszysta, były
                                                    więzień Buchenwaldu". Natomiast nie udało się zrealizować inicjatywy założenia
                                                    w Piersławku muzeum poświęconego życiu i twórczości E. Wiecherta, z którą
                                                    wystąpiło wydawnictwo "Pojezierze" w Olsztynie.
                                                    Grób Paula Wiecherta (1890-1895) zachował się do dziś i znajduje się w lesie, 1
                                                    km na północ od leśniczówki Piersławek.
                                                    W muzeum pisarza w Duisburgu (Niemcy), zwanym Domem Królewieckim, przechowywane
                                                    są młodzieńcze wiersze Wiecherta z 1904 r.
                                                    Obecnie miejscowość ta nazywa się Żelenogradsk i leży nad Morzem Bałtyckim, na
                                                    północ od Kaliningradu.
                                                    Tak nazywało się jedno z bagien koło leśniczówki Piersławek.
                                                    Np. w ,,Königsberger Hartugsch Zeitung" i "Königsberger Allgemeine Zeitung".
                                                    Zarówno synek pisarza, jak również jego pierwsza żona - Meta Wiechert -
                                                    spoczywają w Strzałowie nad jeziorem Majcz Wielki, w odległości 6 km od
                                                    Piersławka. Znajduje się tu jeszcze jeden nagrobek - Elisabeth Hoffmann, z domu
                                                    Seyler (1875-1896), żony nadleśniczego.
                                                    Grób ojca pisarza jest na cmentarzu ewangelickim w Pieckach.
                                                    www.galindia.hg.pl/wiechert.html
                                                  • tralala33 Re: Ernest Wiechert-Piewca Mazur 07.02.06, 21:21
                                                    Chociaż byłam parę razy w Krutyni, to nawet nie wiedziałam, że jest tam taki
                                                    cmentarz. Przyjdzie lato (bo w końcu chyba przyjdzie?) - wybiorę się ponownie,
                                                    i tym razem tego nie ominę. No a do lata może nawet i przeczytam Dzieci
                                                    Jerominów. Tylko te bajki - coś mi mówi, że nie zostały przetłumaczone?
                                                    Muszę zmykać - dobrej nocy Rito!
                                                  • rita100 Re: Ernest Wiechert-Piewca Mazur 07.02.06, 21:31
                                                    Dobranoc
                                                    a ile jeszcze pracy czeka tłumaczy niemieckich - zamawiam te bajki ;)
                                                  • rita100 Re: piosenka 11.02.06, 20:02
                                                    Tralala, znasz tą piosenkę ?

                                                    W zielonym gaiku
                                                    jeleń wodę pije
                                                    dla ciebie kochanie , dla ciebie kochanie
                                                    dla ciebie ja żyję

                                                    Buzi bym ci dała
                                                    ale byś powiedział
                                                    a ja bym tak chciała, a ja bym tak chciała
                                                    żeby nikt nie wiedział

                                                    Znam melodie i mogę spiewac sobie , bo ta piosenka jest na taśmie gawed Cyfusa
                                                  • rita100 Re: piosenka 12.02.06, 20:30
                                                    Warmiacy lubieli grać w karty w szkata i przy tym dużo rozmawiali

                                                    "A chłopy sia śmiali z tych dziecioków przy szkacie. Aż jedan zaczół swoje
                                                    gyszychty ło kobziytach splytać. Każdan ziedzioł co z tych godkach prawdy za
                                                    feinga nie buło. Noraz Klyjmens mózi, zmiarkuj sia kiepo, bo w szkata grać nie
                                                    idzie. Toś ty łozwleczany kobzity eszcze na łoczy nie zidzioł, niemku jedan. A
                                                    jek by krowy szlipfry nosili, to byś pewno do dziś i dupy nie łobaczył. Tak am
                                                    sia łuśnieli, co szwager prazie ze słómbanka nie zlecioł.
                                                    Kobzity z drugi jizby przylecieli na tan śnich. Łujnylim po jenam sznapku i
                                                    gralim dali.

                                                    Godajcie, godajcie, my potam pogodowam :)
                                                  • tralala33 Re: piosenka 12.02.06, 21:18
                                                    Dziwna ta piosenka, na jaką ją nutę śpiewać? dziwna, ale wesoła. No to dla
                                                    równowagi - smutna mauzurska dziewczyna śpiewa przy niedzieli swojemu byłemu
                                                    najmilejszemu, tej marnej bestyji:

                                                    Była niedzioleczka, była nieszczęśliwa,
                                                    Chodził do mnie moj najmilszy,
                                                    A teraz nie bywa.

                                                    Chodził do mnie, chodził, a teraz nie bywa,
                                                    Zarosła mu ta drozeczka,
                                                    Którą on chodziwał.

                                                    Nie zarosłać trawą ani pokrzywami,
                                                    Oj, zarosła, oj zarosła,
                                                    Ludzkiemi słowami.

                                                    Poszła do karczemki, ustała za drzwiami
                                                    Co spojrzała na kochanka
                                                    Zalała się łzami.

                                                    A onci tancuje, jak marna bestyja,
                                                    Ona stoi kole dzwerzy,
                                                    Jak biała lelia.

                                                    A onci tancuje, jako różany kwiat,
                                                    Ona stoi kole dzwerzy,
                                                    Już jej nie żądny świat.

                                                    Abo mię weź do tańca, abo mię daj komu,
                                                    Bo ja rządna dziewczyneczka
                                                    Muszę iść do domu.

                                                    (Piosenka ze śpiewnika Gustawa Gizewiusza, jak wszystkie inne spisana w
                                                    okolicach Ostródy; a rzędna dziewczyna - to oczywiście porządna panna)
                                                  • rita100 Re: piosenka 12.02.06, 21:54
                                                    hehe, może na melodię umiarkowanie wesołą, bo jednak ta rządna dziewczyneczka,
                                                    nie daje się i napewno znajdzie sobie innego godniejszego co świadczy ostatnia
                                                    zwrotka 'Abo mię weź do tańca, abo mię daj komu,' i myślę , że to 'komu' bedzie
                                                    najlepszym wyjściem. A niech ten bestyja dalej tańcuje :)
                                                    Nie ma co się dziewcze martwić, niech idzie do domu, a jutro też będzie dzień i
                                                    tez słońce wyjdzie jak kończy sie powieść 'Przemineło z wiatrem' :)
                                                  • rita100 Re: Klyjmyns chcioł mnyć telefón 13.02.06, 20:40
                                                    Po takiej ślicznej piosence , czas na gawędę. Pewnego razu do Warmnijiaka
                                                    Klyjmensa przyszedł nieoczekiwanie Sołtys Bazyl z pewną propozycją.

                                                    Jenygo połobziedzio , bandzie jekoś tak dwa niydziela tamu, prazie com sia na
                                                    ślómbank (kozetkę) łuwoluł, tłucze sia chtoś do dźwierzów. Jeki diobu, myśla
                                                    sobzie.
                                                    - Prosza - mózia tedy, a cole mnie nie w smaka buło co mi chtoś połobziedni
                                                    spsik (sen) przerywo.
                                                    Szołtys wloz, czopka styjnół, Pona Boga pochwaluł, a gamba mu sia śnieje. - Co
                                                    łón mo na sumnianiu, myśla sobzie. - Dobry człoziek z niyego choc na łurzandzie
                                                    i nie z naszych.
                                                    - Co za czorno godzina cia do noju Bazyl sprowodzo, sia pytom.
                                                    - Jeko czorno godzina, jeko czorno godzina, downom cia łuż Klyjmyns nie
                                                    zidzioł. Kawkó byś ma lepsi łuraczuł, a jek ci poziam z czam, am do ciebzie
                                                    przyszed to i kwatyrka na stół postazisz ty stary grotunie (pryku).
                                                    A nie chcioł byś mniyć telefón w chałupsie Klyjmens ?

                                                    Łoczy mi sia szerzy łotworzyli, zawdy am chcioł mniyć telefón. Jó to by buło
                                                    fejn."

                                                    I w ten spsób Klyjmyns miał w chacie telefon.
                                                    (hehe, a nie jedni musieli łopówczkę dać, by przyłączyć telefon do domu)
                                                  • rita100 Re: nazewnictwo miesięcy 13.02.06, 21:59
                                                    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=14682&w=24935327&v=2&s=0
                                                    A tu nas sie pytają o nazewnictwo poszczególnych miesiecy w gwarze - ale pewnie
                                                    jeszcze nie znamy takich nazw warmińskich
                                                  • rita100 Re: cwilingi czyli bliźniaki 14.02.06, 21:25
                                                    Jeśli chodzi o telefon, to dawniej we wsi taki telefon miał tylko szołtys.
                                                    Poznaliśmy już szołtysa Bazyla, który zaproponował założenie telefonu u
                                                    Klymensa. Wypili sobzie chopy szapsiki i powspominali jak to drzewiej było.
                                                    Jest taka fejn poziostka o Lyjonowych cilingach (bliźniakach) nie mylić z
                                                    Kaczynkowych cylingach.
                                                    Tak więc wieśniak Lyjon przyleciał w nocy do szołtysa Bazyla prosząc o wezwanie
                                                    pogotozia.

                                                    "To tu ciebzie znowój dzieciuk w drodze pyto sia Byzyl ?
                                                    - Nie w drodze tlo za progam, godojcie szołtysie z tam pogotoziam, my potam
                                                    pogodowam.
                                                    - Pyto sia ta kobziyta w tylefónie, czy zóna mo bóle.
                                                    - No jek ni mo jek drze pysk co jó po całam lesie słuchać.
                                                    Pyto sia Bazyl Lyjona - i ta kobziyta chce ziedziyć czy wody łuż łodeszli.
                                                    Pomyślół trocha tan gupsi Lyjon i godo: 'Poziycdzta ji szołtysie, co w bruzdach
                                                    eszcze stoji ale drogó łuż przejydzie, tlo niech wartko (prędko) jodó.
                                                    I tak sia Lyjonoziu cwilingi łurodzili. Jeno szczajście co tan Lyjon pora lot
                                                    tamu do Rejchu wycióngnół, bo by tero po nocy do mojygo tylefóna lotoł. Bo
                                                    pewno na tych cwilingach sia łu niygo nie skónczuło - mózi Klyjmyns.

                                                    Tralala , fejn ten Cyfus łopowziada
                                                    Czuje zmęczenie trochę :)
                                                  • rita100 Re: i pioseneczka 15.02.06, 21:09
                                                    śpiewa ją zespół Warmia :)
                                                    Na wesołą i skoczna nutę
                                                    hej !

                                                    Była drózka była
                                                    przez tą warmińską wieś
                                                    com jam ją rooobił
                                                    gdy do miłej, gdy do miłej choodzoował
                                                    co jam ją rooobił
                                                    gdy do miłej, gdy do miłej choodzooowaał

                                                    Była drózka była
                                                    ale jej już nie ma ,
                                                    wyrosła mi na niej, wyrosła mi na niej
                                                    zielona olszyna, zielona olszynaaaaa
                                                    wyrosła mi na niej, wyrosła mi na niej
                                                    zielona olszyna, zielona olszynaaaaa

                                                    Wezmę siekiereczkę, zetnę olszyneczkę
                                                    jeszcze raz nawiedze jeszcze raz nawiedze
                                                    moją kochaneczke, moją kochaaneczkeeee

                                                    Mozna przy niej poskakać , a poskokoć :)
                                                  • tralala33 Re: i wierszyczek 16.02.06, 18:54
                                                    Wierszyk taki - nie wiem, czy dobry czy taki sobie - ale na pewno niezwykły.
                                                    Napisany współcześnie! w gwarze warmińskiej, i znaleziony w internecie - oto
                                                    ten wiersz:

                                                    O miłości ziemni i tradycji, co nasym je dobrobytem.

                                                    Ziemnio warmińsko, ziemnio kartoflano
                                                    -każdi człoziek richticzno cie lubzi.
                                                    Jek cie zostazi, Warmio ukochano,
                                                    juze inaksy nazad nie poślubzi.
                                                    Twoje Latańce, Smętek - pruski bożyc,
                                                    twe Utopsichy, Ribni Król, Bożęta,
                                                    bedo wieki całe na strazy twych prożyc
                                                    -każden twojej gędźby garstecke pamięta.
                                                    Nikaj cie ziemnio takiej juz nie bandzie,
                                                    nikaj ja wincyj takiej nie najduje.
                                                    Jak ten kwiat paprotny, ty mnie nocką najdzies
                                                    Jak ten Jaśko, ja tobie pieśnia wyrychtuje.

                                                    www.poezja.org/debiuty/viewtopic.php?id=31681
                                                  • rita100 Re: i wierszyczek 16.02.06, 20:40
                                                    Tralala, ależ cudo, wiersz w naszej gwarze i to napisany w dzisiejszych
                                                    czasach. To jest imponujące i jestem pod wrażeniem. Najbardziej mi sie podoba
                                                    ten komentarz:

                                                    O na Peruna, aniol nie dziewucha !
                                                    piekne i cieple mimo zapozyczen ( chyba z harnasiowego nieco ? )
                                                    zycze jeszcze wielu prob w tym stylu
                                                    ps. Jacwingowie pozdrawiaja Galindie

                                                    Czyli Tralala, wypada mówić: - O na Peruna ? Tak jak Ślązacy o pieronie ?
                                                    Jacwing tak użył.
                                                    Fajne jest to forum o milosci ziemi - ho, ho milośc do ziemi, do tej ziemi, a
                                                    jednak jest takie coś i nie ja w to tylko wierzę.

                                                    -----------
                                                    powiem Ci , ze wysłuchuję Czerwonego Tulipina i ślicznie śpiewają ballady o
                                                    Olsztynie, pięknie - i jak ich nie kochać, znów jestem pod wrażeniem.

                                                  • rita100 Re: i znów gawęda śmieszna 17.02.06, 20:17
                                                    Nie , nie może w folklorze warmińskim zabraknąć wspaniałej gawędy Cyfusa. Tak
                                                    wspaniałej , że śmiech na sali. A to z powodu wyjścia Klyjmensa do teatru w
                                                    Rajchu. A na jakiej sztuce był ,sami sie domyślicie w trakcie czytania. Ja
                                                    tylko się zapytam:
                                                    czy zamieszczać takie konski czy nie zamieszczać ?
                                                    Oto jest pytanie ? ;))))
                                                    No więc , poszedł Klyjmens z Hildo do teyjatru i Klyjmens w nim zasnół i
                                                    wartko chrapał, a tu ....

                                                    "Łoraz jek ma Hilda nie rznie w żebra. Aż am sia zjadoziuł. Toc yś ty do
                                                    tyjatru przyloz coby tak łogniście zorgować (chrapać) Klyjmens. Wstyd przed
                                                    ludziami. Rozwer am tedy ślypsia i patrza. Czorno na ty binie (scenie) jek w
                                                    psiekle, tlo tan plóndyn zawdy łazi tam i curyk (z powrotem). Tako człozieczo
                                                    ciaszka w rance trzymo... Łoroz (naraz) sia łustoł, ślypsie (oczy) sia na mnie
                                                    wywoluł i mózi do mnie - " Sein oder nicht sein, das ist hier die Frage" - co
                                                    po naszamu je: czy łón mo być czy łón mo nie być. I łón sia ma (mnie) ło to
                                                    pyto !!! Szturnół am tedy Hilda i mózia: znosz go ? Chto łon je ? Hilda mózi co
                                                    go nie zno, ale łón sia na ty binie Helmut nazywo, czy jekoś tak.
                                                    - No jó to doczamu łón sia prazie ma pyto, czy łón mo być czy niy...
                                                    - Nie ciebzie łon sia pyto, łón tak do siebzie godo, łón nie ziy co łón mo
                                                    robzić ?
                                                    - Łogłupsioł, czy jek, ze smantorza sia łuder z tami gnotami po binie loto ? !
                                                    Pódź, mózia Hilda, jidziam do dóm, w dupa z takami tyjatrami. Psieniandzów
                                                    wydosz, gamba wymorzysz, ślypsie wypatrzysz, tlo po to co by taki nimek
                                                    (nieudacznik) Helmut jekiś nie ziedzioł po co łón mo być abo po co nie być.
                                                    Hilda gamba łotworzuła i mózi: ty gupsiala, toć to je Szekspir. Tygo mi tlo
                                                    buło brok, moja siostra tyż łogupsiała. Prazieś co godała co łón je Helmut abo
                                                    jekiś tam Hamlyt, tero mózisz co jekiś Szejkpir. Łostoń tu jek chcesz, jo mom
                                                    dosić. Wyślim. Cało droga do dóm do mnie nie godoła. Na drugi dziań reno przy
                                                    frysztyku (sniadaniu) mózi, wstydu am sia bez ciebzie najadła Klyjmens,
                                                    SZekspira nie znosz ?
                                                    - No czy jo musza kożdygo znoć ? Psiyrszy roz człozieka na łoczy zidza na łobcy
                                                    ziamni, łón som nie ziy chto łón je ? A łón ma (mnie) zno ???
                                                    Na żodan tyjater nicht ma ziancy nie namózi ! "

                                                    Chyba , że w Łolstynie :)
                                                    No to do potam
                                                    Tralala, czy nie wspaniałe só te gawędy ?
                                                    Ta gawęda ma I miejsce u mnie i nominuję ją do ogólnopolskiego konkursu gwary.
                                                    Murowane zwyciestwo mamy. :) hihi
                                                  • tralala33 Re: i znów gawęda śmieszna 17.02.06, 20:45
                                                    :)))) ale lepiej od Klyjmensa to nikt tego nie opowie. No i jak tu namówić pana
                                                    Cyfusa, żeby dalej takie gawędy nam pisał?
                                                  • rita100 Re: i znów gawęda śmieszna 17.02.06, 21:12
                                                    Tak , Klyjmyns jest wyjątkowy, ale napewno ktoś by sie znalazł , kto by z
                                                    wielkimi emocjami to przeczytał i wydobył z tych gawęd humor, ktory jest tam
                                                    zawarty. Doszlam dopiero do 60 strony i gawęda o psadzeniu soli, by mieć swoją,
                                                    a nie kupować, też jest wspaniała, uśmiałam się z tego .

                                                    Pan Cyfus, powinien być dobrze opłacony i tu widzę pole do popisu róznych
                                                    stowarzyszeń i fundacji. Po prostu powinien w dzisiejszczch czasach widzieć
                                                    korzyść duchową i materialną - wtenczas wszystko będzie grać. Czasy społeczne
                                                    już się skończyły, doping innego rodzaju napewno by sie przydał, no i wszystko
                                                    tez w rękach mediów, stworzenie odpowiedniego klimatu i otoczki, tak by
                                                    bawiło , a nie zanudziło. Bo to , że gwara trudna do zrozumienia to wiemy,
                                                    tylko jak nią zarazić innych, by nie umarła ?
                                                  • rita100 Re: i znów gawęda śmieszna 17.02.06, 23:23
                                                    schlesien.nwgw.de/foto/index.php?cat=10013
                                                    Tralala, zerknij tylko, tam jest ze starej cegielni zrobiony market i moja
                                                    druga córka , jeszcze przed sierpniowym weselem.
                                                  • tralala33 Re: i znów gawęda śmieszna 19.02.06, 20:39
                                                    Czyli brutka? Oj, to będzie się działo w sierpniu. Dla porzadku - najpierw
                                                    rajby, czyli swatanie młodych - to już było, tak? A dalej: zaprosiny -
                                                    zapraszanie gości na wesele, dziewiczy wieczór - wieczór panieński,
                                                    wyprowadziny, czyli błogosławieństwo pary młodych przez rodziców i odjazd do
                                                    kościoła, oddaziny, czyli ślub, ocepsiny, czyli zdjęcie pannie młodej wianka i
                                                    założenie czepka, przenosiny, czyli przeprowadzka młodej do domu męża, a na
                                                    koniec - potarcyzny, czyli poprawiny, ostatnie biesiada weselna. No i jak
                                                    napisał Karol Małłek 'Żniwa i wesele - musi koń pamiętać i cztery niedziele!'
                                                  • rita100 Re: i znów gawęda śmieszna 19.02.06, 21:04
                                                    A czy nie pisze Karol Małłek o 'rozbzijaniu' porcelany w przeddzień ślubu ?
                                                    Tak jest tez tradycja. Tym sie zajmują przyszli teściowie, ja prawie na gotowe
                                                    jadę.
                                                  • rita100 Re: i jeszcze 20.02.06, 21:10
                                                    Pokazałam córkę, która tak wojowała na forum, ale dobra była, tak właściwie to
                                                    ją podziwiałam choć z nią walczyłam. Teraz kończy studia polonistyczne i
                                                    zaczyna nowe życie. A oto to znalazłam w jej CV. A najbardziej mnie zaskoczył
                                                    ten jezyk staro-cierkiewno-słowiański jako znajpmość języka obcego :)
                                                    Komu taki język może być potrzebny w dzisiejszych czasch ? A jakby tak gwarę
                                                    nakazywali się uczyć na polonistyce, chociaż tak do wyboru przedmiotu.


                                                    ---------------------
                                                    Tak am buł rod z tych ludziów jek łuż dawno niy. Zaprzóng am tedy do woza i
                                                    wszystkie pojechalim do jyziora.
                                                  • tralala33 Re: i jeszcze o weselu 20.02.06, 21:25
                                                    Tak mi się tłukło po głowie to tłuczenie porcelany - czy my o tym nie
                                                    pisałyśmy? Poszukałam i jest: 'Wieczorem przed weselem młodzież z gałązek
                                                    świerkowych wyplatała więnce i girlandy. Wieczorem przed weselem zdobiono izby
                                                    świerczyną, a całe obejście majono drzewkami świerkowymi. Druhny zbierały się w
                                                    domu panny młodej na tzw. dziewiczy wieczór, by upleść dla niej wianek mirtowy.
                                                    W tym samym czasie ROZBIJANO przed domem szkła i skorupy - w myśl zasady, że
                                                    gdzie się dużo tłucze, tam się szczęśliwie żyje'. Tyle, że porcelany to pewnie
                                                    nikt nna wsi nie miał - musiały wystarczyć fajansowe talerze, i to pewnie te
                                                    wyszczerbione.
                                                    Komu może się przydać staro-cerkiewno-słowiański? Pewnie popowi, ale może też
                                                    pomóc w zrozumieniu innych słowiańskich języków, może wtedy już łatwiej nauczyć
                                                    się na przykład chorwackiego? A te gwary, myslę, mają w sobie dużo
                                                    staropolszczyzny, to może polonistom łatwiej je zrozumieć, nawet jeśli
                                                    formalnie na studiach ich nie uczą.
                                                    Daleko z Kołobrzega do Wieliczki - ile to godzin samochodem? pociągiem? a
                                                    samolotem można jakoś dolecieć, czy trzeba mieć własny aeroplan?
                                                  • rita100 Re: i jeszcze o weselu 20.02.06, 21:42
                                                    Ciekawe jest tłuczenie porcelany i szkła w przed dzień ślubu. To jest glośna
                                                    impreza, ale jak zyję nie słyszałam i nie widziałam ją . Dlatego bardzo lubie
                                                    zaskakiwać ludzi i mam zamiar ta tradycję przywołać do życia. To jest dobre, bo
                                                    i sąsiedzi sie zlecą po halbkę i będzie wesoło - A wiem, że młodzi bedą
                                                    mieszkać na rogu ulic to tak stanąć na środku ulicy i sobie rozbijać talerze to
                                                    będzie ubaw na 102 dla wszystkich. Tralala, póżniej mlodzi muszą sami sprzatać
                                                    i nikt im nie może pomagać w tym. Ale o tym to opoweim dopiero po weselu :)
                                                    Będzie dobrze, bo wyobraź sobie cała moja rodzina z południowej Polski spędzi
                                                    tydzień nad morzem i nasze wspolne spacery po plaży Kolobrzegu, ogniska
                                                    wieczorne - nigdy moja rodzina się w ten sposób nie spotkała.
                                                    Tralala, musze się nauczyć jakąś fajn warmińską piosenkę na ognisko, tylko
                                                    wesołą i skoczną, a tak cięzko w wrmińskich pieśniach ją znaleź. Jednym
                                                    pewniakiem będzie - idzie flaszecka jedna i druga i trzecia ;)))))

                                                    Część gości pojedzie oftem, a częśc cugiem - ja z kobzietami jadę cugiem.
                                                  • tralala33 Re: i jeszcze o weselu 20.02.06, 22:14
                                                    Widzę Rito, że szukasz melodii do starej warmińskiej pieśni. Dziękuję, może się
                                                    uda? No to ja poszukam jakiejś wesołej piosenki do śpeiwania i tańczenia na
                                                    wesele. Na razie mam taką:

                                                    Nie chcę starygo,
                                                    choć mo wór psieniendzy,
                                                    wolo jo młodygo,
                                                    choć użyję nędzy.
                                                    Bo ten stary leży potem
                                                    śmierdzi jako pies pod płotem,
                                                    młody jest psiórecko,
                                                    grzeje jak słonecko.

                                                    Hm, sama nie wiem - może znajdę coś lepszego. A teraz już naprawdę idę do
                                                    leżajska - dobranoc!
                                                  • rita100 Re: i jeszcze o weselu 20.02.06, 22:17
                                                    ja też poszukam , bo o tej nędzy to wole nie śpsiewać ;)))
                                                    Własnie zauważyłam Tralala, że bark jest takich fest wesołych , żarobliwych i
                                                    skocznych piosenek Warmiakom. Ale napewno znajdziemy.
                                                  • rita100 Re: i jeszcze o weselu i o gorzałeczce 21.02.06, 20:33
                                                    Tralala, myślałam , nad tymi flaseckami i tam myślę , że bedzie się ich trochę
                                                    więcej lało na weselu, według zwyczaju

                                                    Idzie flasecka piersa
                                                    Idzie flaseca sersa
                                                    wiwat nam
                                                    toto pan
                                                    bo gorzauki dau !

                                                    Idzie flasecka druga
                                                    idzie flasecka długa
                                                    wiwat nam
                                                    toto pan
                                                    bo gorzauki dau !

                                                    Idzie flasecka trzecia
                                                    idzie flasecka swieza
                                                    wiwat nam
                                                    toto pan
                                                    bo gorzauki dau !

                                                    Idzie flaseczka czwarta
                                                    idzie flasecki kwarta
                                                    wiwat nam
                                                    toto pan
                                                    bo gorzauki dau !

                                                    Idzie flasecka piąta
                                                    idzie flasecka mądra
                                                    wiwat nam
                                                    toto pan
                                                    bo gorzauki dau !

                                                    Idzie flasecka szósta
                                                    idzie flasecka i kuśta
                                                    wiwat nam
                                                    toto pan
                                                    bo gorzauki dau !

                                                    Idzie flasecka siódma
                                                    idzie flasecka dumna
                                                    wiwat nam
                                                    toto pan
                                                    bo gorzauki dau !

                                                    Idzie flasecka łósma
                                                    idzie flasecka gnuśna
                                                    wiwat nam
                                                    toto pan
                                                    bo gorzauki dau !

                                                    Idzie flasecka dziewiąta
                                                    idzie flasecka do kąta
                                                    wiwat nam
                                                    toto pan
                                                    bo gorzauki dau !

                                                    Nie, nie idzie flasecka dziesiąta
                                                    nie, nie idzie bo już piąta
                                                    wiwat nam
                                                    gdzie ten pan
                                                    co gorzauki dau ?
                                                    Pewnie już śpsi :)

                                                    hehe
                                                  • tralala33 Re: i jeszcze o weselu i o gorzałeczce 21.02.06, 21:06
                                                    najlepsza moim zdaniem jest flasecka szósta. zamykam oczy i już widzę jak z
                                                    trudem ale wytrwale kuśtyka do stołu weselnego. Super!
                                                    Ale, ale - znalazłam niezwykłe źródełko piosenek, przyśpiewiek, przemowień
                                                    weselnych, i tym podobnych - tyle, że mazurskich, a nie warmińskich. Są i
                                                    wesołe, są też rzewne. Tylko mi teraz nieco czasu potrzeba, żeby powybierać
                                                    lepsze kąski i wpisać. Do wesela zdążę - obiecuję. A dziś musze zmykać do
                                                    łóżka, bo jutro czeka mnie pobudka o jakiejś barbarzyńskiej godzinie. Niech to
                                                    kłobuk. Dobranoc.
                                                  • rita100 Re: i jeszcze o weselu i o gorzałeczce 21.02.06, 21:39
                                                    O jakie zródełko dobre - bedą pieśniczki, a ja dochodze w gawędach do wesela i
                                                    Klyjmens fejn łopisuje. Tylko nie zamieszcza śpiewanych tam biwatów.
                                                    A ja dotarłam do opracowań na temat bajek i legend. Tez trzeba będzie jeszcze
                                                    wrócić, ale tak tą gwara jestem zajęta , że inne tematy mi wyskakują.
                                                    To pod psierzynke i spsij :)
                                                    Kolorowych 'spsików' :)
                                                  • rita100 Re: i jeszcze o weselu 22.02.06, 19:55
                                                    łoj dana, dana
                                                    psiecenie łod rana :)
                                                    Jutro tłuściutki czwarek
                                                    pozdrawiam

                                                  • rita100 Re: Tralala 22.02.06, 21:11
                                                    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=708&w=34012464&a=37218957
                                                    Popatrz na te zdjecia i zobacz na tą 'Babę' - to powinna być maskotka Warmi,
                                                    jaka ona cudowna , jaka ciepła , jaka radosna i śmieszna i naprawdę nadaje sie
                                                    na pamiątki z Olsztyna . Wprawdzie nie jest to Baba Pruska , ale ona jest inna -
                                                    zawsze możemy dołozyć jakieś legendy - dlaczego jest mile uśmiechnięta.
                                                    Zobacz jaka jest slodziutka. Tralala, zrób coś , że by to ona wygrała konkursy
                                                    na maskotkę Olsztyna. Sama powiedz, przyjrzyj sie dokładnie. Jak dziecko
                                                    zawołam - ja chcę taką, jaka wspaniała, kup mi taką ;))))))
                                                    I jak , jak myślisz ?
                                                  • rita100 Re: Tralala 22.02.06, 21:17
                                                    Tralala, jeszcze jedno mam pytanie - nie wiesz czasami dlaczego w legendach
                                                    bywają tylko kamienie diabelskie , a nigdy anielskie ?
                                                  • tralala33 Re: Tralala 22.02.06, 21:53
                                                    Nie wiem - zgaduję. Może dlatego, że kamienie spod ziemi wychodziły? Za to z
                                                    nieba spadają płatki sniegu, bielutkie, leciutkie, jak piórka - mogłyby już
                                                    przestać, prawda? Wiosny nam trzeba i to już.
                                                    A tę Babę usmiechniętą to może ktoś sam wystrugał? Zawsze to łatwiej z kawałka
                                                    drewna niż z kamienia. ja to bym chciała mieć takie dwie małe kamienne baby,
                                                    zeby mi książek pilnowały.
                                                  • rita100 Re: Tralala 23.02.06, 19:38
                                                    Wiem , wiem Tralala, ta uśmiechnięta 'baba' nie jest naszą prawdziwą 'Babą
                                                    Pruską' i tak ją nie traktuję, ale można by powiedzieć, ze jest 'babą
                                                    mastkotką' . która przypomina nam o istnieniu 'Bab Pruskich'. 'Baby Pruskie '
                                                    są jedyne i niepowtarzalne i nie mogą być dziecinną maskotką poniewieraną po
                                                    podłodze , czy wśród zabawek, czy nawet traktowane jako wesoła twórczość
                                                    warmińska. Ale z tej usmiechniętej 'baby drewnianej' bije radość i zadowolenie
                                                    dlatego zaraz sobie pomyślałam o takiej wspaniałej maskotce Olsztyna. Taka
                                                    rzeźba drewniana sama się promuje swoją postacią i napewno bez względu na cenę
                                                    turysta to kupsi. Zobacz jaki drogi jest ozdobny lajkonik , czy nawet
                                                    lalka 'krakowianka', czy słynne rzeźbione szachy w Sukienicach - turyści to
                                                    kupują i nie patrzą na cenę. Zobacz na drogie rzeźbione ciupagi w Zakopanym,
                                                    fest rzeźbiona z ozdobani kosztuje nawet 200zł i kupują ludzie.
                                                    Swoją drogą to taką miniaturkę 'Baby Pruskiej' z kamienia też bym kupiła - jak
                                                    się mówi na szczajście i stałaby w honorowym miejscu, ale kto by potrafił wykuć
                                                    w kamieniu takiego specyficznego jej smutku i jej kształtu ust - ta 'Baba
                                                    Pruska' to coś słynnego jak 'Mona Liza', która jest jedyna w swoim rodzaju.
                                                    Tralala, chyba bedziemy mogli już otworzyć sklep z pamiątkami warmińskimi ;)))
                                                    A dziś pączki królują na stole i wesoło wszyscy się bawią jak w piosence Kaji -
                                                    prawy do lewego i zjedź pączka kolego, bo kto nie zje tego przez dwa kije ;)
                                                    A zjedzenie jednego pączka w tym dniu oznacza szczajście na cały rok. Tak więc
                                                    zdązyłam w biegu zjeść tylko jednego pączka, bo reszta została zjedzona przez
                                                    innych.
                                                    Ziysz Tralala zawijam kiecę i lecę psiec pączki w kuchni warmińskiej :) Ale
                                                    łubawa bandzie , bo jek sia mózió: " jek psiec to psiec od gamby do gamby ;)

                                                    ps, dobrze to wytłumaczyłaś z tym diabelskim kamieniem :)
                                                  • tralala33 Re: Smok 23.02.06, 20:36
                                                    A propos drewnianych zabawek - takich regionalnych pamiątek, muszę zapytać o
                                                    wawelskiego smoka. Takie piękne drewniane, malowane smoki wawelskie przywoziła
                                                    nam moja mama z pobytów w Krakowie. Jeden chyba do tej pory gdzieś stoi w domu
                                                    moich rodziców, choć nieco wypłowiał. W ostatnich latach byłam parę razy w
                                                    Krakowie, niestety, choć pytałam i szukałam - nigdzie na takie zabawki nie
                                                    trafiłam, tylko takie paskudne plastikowe smoki ze sztancy (jak chińskie,
                                                    plastikowe żołnierzyki). Sprobuję opisać tego cudownego smoka - może go
                                                    rozpoznasz Rito? Był długi na co najmniej 30 cm - na szeroki pasek grubego
                                                    płótna naklejone były kolejne coraz mniejsze klocki (jakby po dwie połówki
                                                    walca przyklejone z obu stron tego paska z płótna) - smok zwężał się aż do
                                                    zupełnie wąskiego ogona. Z przodu miał oczywiście otwarty pysk (w środku
                                                    wymalowane były kły). Stał na czterch łapach (też drewnianych, wklejonych w te
                                                    brzuchowe segmenty) a na grzbiecie miał jedno albo dwa skrzydła. Cały był
                                                    pomalowany w bardzo żywe kolory - czerowny, żółty, niebieski - takie zygzaki i
                                                    kropki. A łapy i skrzydła miał zielone. Kolejne klocki miały przycięte
                                                    krawędzie, dlatego smok mógł się wyginać jak wąż. Czy ktoś widział takiego
                                                    smoka w Krakowie? Czy można jeszcze gdzieś takiego smoka 'upolować', czy
                                                    zostały nam tylko tandetne plastiki?
                                                  • Gość: rita Re: Smok IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.02.06, 22:00
                                                    Tralala, bardzo dokładnie przeczytałam opis tego krakowskiego Smoka i wyobraź
                                                    sobie nie kojarzę. Widziałam takie ale taki wypchany z materiału lecz nie
                                                    połączenia drewna z zmateriałem i jeszcze malowany, a na dodatek wyginający
                                                    się . Teraz to są smoki ze szkła, z metalu, z bursztynu. Z drewna nie widziałam.
                                                    Po Twoim wpisie jak tylko będe na Rynku zwrócę na to uwagę i popatrzę dokładnie.
                                                    Natychmiast Ci doniosę. Ciekawe czy w cepeliowskich Sukienicach takie będą ?
                                                    Rozglądnę się :)
                                                  • tralala33 Re: Smok 24.02.06, 19:17
                                                    O tego smoka dopytywałam w Sukiennicach - nikt nie widział, nikt nie wiedział.
                                                    Takie smoki istniały w Krakowie w latach sześdziesiątych i siedemdziesiątych,
                                                    może potem nie przeżyły stanu wojennego??? Tego materiały (kawałka bardzo
                                                    sztywnego płótna) nie było widać, to był 'kręgosłup' smoka, do którego
                                                    doklejone były kolejne klocki. Może kiedyś ktoś odtworzy ten patent, bo to był
                                                    super wspaniały smok. I bardzo krakowski.
                                                  • rita100 Re: Smok 25.02.06, 20:40
                                                    hehe, Tralala, masz zdjęcie smoka, można na galerię wsadzić - wtenczas będzie
                                                    lepsze poszukiwanie ;)
                                                    Ale myslisz , że już takich nie produkują rzemieślnicy. Ja wiem , że
                                                    chałupnictwo w Krakowie takie rzeczy tworzyło. Pamiętam sąsiadkę , która
                                                    wypychała ze szmaty smoki i inne maskotki i to w tych czasach, ale tych
                                                    rzemieślinków ręcznie produkujące rzeczy coraz mniej, albo całkowicie zanikli.
                                                    Rzemieślników coraz mniej, tych z prawdziwego zdarzenia.

                                                  • tralala33 Re: Smok 25.02.06, 20:52
                                                    Zdjęcia nie mam, ale mam jeszcze jednego takiego smoka, który przetrwał nasze
                                                    dzieciństwo i zabawy. Może ktoś sprytniejszy ode mnie zrobi mu zdjęcie i wyśle
                                                    do galerii :( A może kiedyś zabiorę go ze sobą do Krakowa na poszukiwania
                                                    zaginionych smoków?
                                                  • tralala33 Wiersz Michała Kajki 25.02.06, 21:11
                                                    Siadł wędrowiec na skraju lasu
                                                    Niedaleko cichej wioski,
                                                    By wśród trudu i hałasu
                                                    Raz umorzyć swoje troski.

                                                    Już sen począł kleić oczy,
                                                    W marzeń światy go unosi,
                                                    Jednak jakiś dźwięk uroczy
                                                    Wkoło niego począł głosić.

                                                    Tu i ówdzie głos słowika,
                                                    Dalej skowronkowe tony,
                                                    Jakiś dźwięczny śpiew, muzyka,
                                                    Iż był całkiem zachwycony.

                                                    W dali kukułka kuka,
                                                    Wkoło niego owad brzęczy,
                                                    Serce mu z wzruszenia puka,
                                                    Wszystko w jedną pieśń się wieńczy.


                                                    Taki wierszyk mazurskiego cieśli i poety, Michała Kajki - dziś na dobranoc dla
                                                    Rity :)
                                                  • rita100 Re: Wiersz Michała Kajki 25.02.06, 22:01
                                                    dziękuję , ale już musze uciekac od komputerka
                                                    Milej niedzieli
                                                  • rita100 Re: wspominki letnie 26.02.06, 20:25
                                                    A teraz czas na wspominki letnie i jak to Klyjmens z rodziną był na
                                                    grzybobraniu i co spotkał, a kogo spotkał sami zobaczcie.
                                                    Opowiadaj Klyjmens :)
                                                    A buło to tak:
                                                    Kele strugi łójskygo roku am naloz bez psiantnoście w jenam mniejscu. Bo prawe
                                                    (prawdziwki) zawdy nojdziesz jek ziysz gdzie stojó. No psiorun morowy, aż ma z
                                                    nerwów strzójchło. Rychtyk z tygo mojygo placu prazie dwa ołta łodjyżdżajó. Pol
                                                    diobu co tak do lasa ołtam wjechali. Tlo jek łóni w tam lesie naświnili !
                                                    Łobaczyli noju, jedan sia łustoł i wylazła z niygo taka szpetno pulcheryjo i
                                                    mózi do mnie , poziydzta mi dobre ludzie, jek my mowam do warszawski szosiji
                                                    dojechać. Nolepsi bym jó zaro bez pysk rznół. Jek woma nie wstyd , mózia, w
                                                    dupa pojydzieta a nie do Warszawy jek zaro tygo pracharstwa (śmieci) nie
                                                    weźnieta do ołtów co tu po woju w lesie łostało. Ta pulcheryjo gamba łotworzuła
                                                    jek by pozietrza dostać ni mogła. Dojcie pokój foterku, mózi Zygfryd bo noma
                                                    eszcze te warszazioki wpoló. Tyż am zmniarkował com pewno trocha za fest do
                                                    kobziyty nagodoł. Ale żodan nic nie poziedzioł, pogasili motóry, wyleźli z
                                                    ołtów i pozbzierali te byksy (puszki) łod psiwa, flaszki, papsiyry i czego tam
                                                    eszcze nie buło. Tlo ta baba dali stojała z łotworzónó gambó jek by knybel
                                                    pożerła. Zygfryd jam droga pokozoł i pojechali. Jom sia nie móg łustyrować
                                                    (uspokoić się). Bez telewizór pokazuwali jek dzieciuki roz do rokumajó śwat
                                                    przóntajó. Jó, tlo doczamu dzieciuki majó tan śwat co rok przóntać jek take
                                                    pony co psianknami ołtami jeżdżó tak tan śwat zaświniajó.

                                                    Fajnie to Klymens opowiedział.
                                                  • tralala33 Re: wspominki letnie 26.02.06, 21:00
                                                    Takich 'warsiowiaków' to my w naszych lasach nie chcemy :P A ja to zwykle
                                                    chodzę do lasu na ekologiczne spacery - w jednym ręku koszyk na grzyby albo
                                                    jagody, a w drugim foliowy worek na śmieci. I nie raz więcej śmieci w lesie
                                                    uzbieram niż grzybów :(
                                                  • rita100 Re: wspominki letnie 26.02.06, 21:16
                                                    Taka gawęda powinna być zamieszczona w każdej gazecie w sezonie grzybobrania i
                                                    letniego wypoczynku, gdzie każdy bierze ze sobą puszkę z piwem.
                                                    Ja też wszystko zbieram za sobą, ale już za innych nie zbieram , bo bym musiała
                                                    przyjechać z MPO. A tych śmieci nad rzekami jest ogromna ilośc.
                                                    Jakoś tak u nas jest , że śmiecimy, a później każemy dzieciom szkolnym zbierać
                                                    te śmieci. To jest nasz paskudny nawyk z którym media powinni walczyć.
                                                  • rita100 Re: Wiersz Michała Kajki 26.02.06, 20:23
                                                    Michał Kajka był otoczony przyrodą i ptakami, miał ich mnóstwo.
                                                    U mnie teraz każdy widok ptaszka cieszy. Dziś w szyscy byliśmy pod wrażeniem bo
                                                    pojawiła sie sikorka , coś tam dłubała w murze i już była na naszych językach.
                                                    A te czarne ptaki dziś fruwały w innym kierunki z zachodu na wschód. Nie wiem
                                                    czy kierunki sobie nie pomyliły. Jakie to dziwne . Dziś w tą stronę fruną , a
                                                    jutro w inną. Ciekwe to ;)
                                                  • tralala33 Re: Wiersz Michała Kajki 26.02.06, 21:06
                                                    No to dziś jeszcze jeden wiersz Kajki - i ruszamy na poszukiwanie wiosny!

                                                    Już zabrzmiały wiosny dzwonki,
                                                    Budzi się wsio z ukrycia,
                                                    Zanuciły nam skowronki
                                                    Przyjemną piosnekę życia.
                                                    Dźwięk ich przyjemny, radosny
                                                    Zwiastuje nam powrót wiosny.

                                                    Wszystko co niby drzemało,
                                                    Zimowym snem zmróżone,
                                                    Z kryjówek swych powstało
                                                    na nowo orzeźwione
                                                    I swobodę życia czuje,
                                                    Nowa siła weń wstępuje.

                                                    Jakoś szumi las wesoło,
                                                    Co w zimowym mroku spał
                                                    Wznosząc dumnie swoje czoło
                                                    Jakby zasię zmartwychwstał.
                                                    I wszelka przyroda wkołow
                                                    Słynie życiem tak wesoło.

                                                    To, co zima nam zniszczyła
                                                    Jakby w śmierci dolinie,
                                                    Przywróciła wiosny siła,
                                                    Nowe życie zasłynie,
                                                    Wiosna wszystko przysposobi,
                                                    Wdzięczną szatą ziemię zdobi.

                                                    A otucha w sercach ludu
                                                    I moc wewnetrznej siły,
                                                    Pomimo walk życia trudu
                                                    W serca nam się wpoiły.
                                                    Witaj ku nam wiosny zorze
                                                    W tej wdzięcznej przyjemnej porze!
                                                  • rita100 Re: Wiersz Michała Kajki 26.02.06, 21:21
                                                    No coś w tej wiosnie jest, że życie zaczyna się radośniejsze, a poeci mają
                                                    natchnienie. Każdą nowa budząca się do życia roślinność tak cieszy. A Kajka,
                                                    Kajka był jej najbliżej, najbliżej natury. Jak tylko przyjdzie wiosna ożyje i
                                                    galeria.
                                                    Kajka ślicznie potrafi tą wiosnę opisać w strofach.
                                                  • tralala33 Re: Wiersz Michała Kajki 27.02.06, 20:26
                                                    Mój ojczysty las

                                                    Czego to nie ma dla nas,
                                                    Ten ojczysty, mazurski las.
                                                    Jagód i grzybów w bród, po pas –
                                                    Obdarza w letni, ciepły czas.
                                                    Czego też nie ma on dla nas,
                                                    Ten ojczysty, luby las.


                                                    Czego też nie ma on dla nas,
                                                    Ten ojczysty, luby las.
                                                    Wiązką gałęzi on nieraz
                                                    Darzy w jesienny, chłodny czas.
                                                    Czego też nie ma on dla nas,
                                                    Ten ojczysty, luby las.

                                                    Czego też nie ma on dla nas,
                                                    Ten ojczysty, mazurski las.
                                                    Błogosławieństwem darzy nas
                                                    W zimowy czy też letni czas.
                                                    Nic piękniejszego już nie masz
                                                    Jak mój ojczysty, mazurski las.

                                                    Michał Kajka, 1924 rok

                                                  • Gość: rita Re: Wiersz Michała Kajki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.02.06, 20:46
                                                    Tralala, ale zamieściłaś wiersz moich myśli.
                                                    Tak sobie czasmi myslę , żeby wejść w głab lasu Kajkowskiego i się wykrzyczeć.
                                                    Wyczytałam w 'Czarodziejskiej Górze', że to dobrze działa na psychikę, a
                                                    później położyć się pod drzewem z założonymi rękami pod glową i popatrzeć na
                                                    gałezię tych drzew.

                                                    Cudowny las mazurski i warnijski
                                                  • tralala33 Re: Wiersz Michała Kajki 28.02.06, 20:11
                                                    Ba, nic tak nie uspokoi naszych zabieganych dusz jak szum lasu i zapach żywicy.
                                                    Tylko do lata trzeba doczekać, bo tak w śniegu leżeć pod drzewem to długo nie
                                                    da rady. Tymczasem przed nami jeszcze marzec, a 'w marcu koty marczą a pogoda
                                                    jak w garncu' - raz słońce, to znów śnieżna zawieja.
                                                  • tralala33 Podkoziołek 28.02.06, 20:16
                                                    Dziś ostatni dzień karnawału, czyli ostatki, śledzik, a w Wielkopolsce -
                                                    podkoziołek - tradycja wielce ucieszna, choć nie dla wszystkich:
                                                    www.tutej.pl/cms.php?i=8443
                                                    U nas zaś imieniny Romana - no to muszę uciekać. Ale mu się udało, imieniny w
                                                    ostatki :) Miłego wieczoru życzę - i tym ostatkującym, i tym forumującym!
                                                  • rita100 Re: Podkoziołek 28.02.06, 20:32
                                                    Świetna tradycja. Nieznana w Polsce, a w Krakowie w ogole.
                                                    Zabawa musi być wyśmienita
                                                    "Dziewczyny, które nie znalazły kawalera musiały się wykupić. W różnych
                                                    regionach to inaczej wyglądało. W Wielkopolsce musiały między innymi ponieść
                                                    koszty zabawy.
                                                    Zabawa polegała zatem na prześmiewaniu się z przedstawicieli stanu wolnego.
                                                    Przypinano im do stroju coś świńskiego, robiono przetargi na pannę, wystawiano
                                                    je na giełdę. - Wszyscy się pewnie świetnie bawili, za wyjątkiem tych
                                                    nieszczęśników – uśmiecha się Witold Przewoźny."

                                                    Tak, kończymy karnawal i czas na śledzika, ale i też pod śledzika.
                                                    I wszystkiego najlepszego w tym imieninowym dniu męższczyzny. To ci dopiero
                                                    szczęście, świetowac w takim dniu.

                                                    A ja Tralala, mam tyle widamości w głowie, że nie wiem co pisać . Chciałabym o
                                                    wszytskim ale się nie da i musze to w glowie sobie uporządkować.
                                                    Cyfus w ksiązce porusza wiele tematów , tradycji i obyczajów. Pisze tak
                                                    wyraziście i dokładnie, że jestem pod wrażeniem jego wspomnień.
                                                    Ale z tym przenosze się do tajemnic ziamecki :)
                                                    Baw się dobrze
                                                  • rita100 Re: ślydzie 01.03.06, 20:56
                                                    Dzis jest ślydzióweczka i sypanie głów popiołem.
                                                    A tu mam ciekawostkę i zaraz sie z tym ślydziem rozprawię ;)
                                                  • tralala33 Re: ślydzie 01.03.06, 21:00
                                                    A podkoziołek ze ślydziem może być? Tak opisał ten zwyczaj Klemens (nie mylić z
                                                    Klyjmensem) z forum poznańskiego:
                                                    Zabawę podkoziołkową rozpoczynano we wtorkowy wieczór. Trwała ona do północy,
                                                    ponieważ od godziny 12 rozpoczynała się środa popielcowa. Zabawa miała ustaloną
                                                    scenerię i odbywała się w jakimś domu lub w wiejskiej świetlicy. Tańce odbywały
                                                    się przed koziołkiem zwanym też naguskiem zrobionym z drewna, brukwi lub
                                                    ziemniaka
                                                    Umieszczano go na stole pomiędzy talerzami, tak że był prawie niewidoczny. Miał
                                                    bowiem zaledwie około 15 cm długości. Muzykanci bez przerwy grali skoczne
                                                    melodie. Zabawę prowadził jeden z chłopaków, który musiał zatańczyć z każdą
                                                    dziewczyną. Para po skończonym tańcu stawała przed koziołkiem. Chłopak śpiewał
                                                    piosenkę, zachęcając do dawania pieniędzy
                                                    "Na nagiego trzeba dać,
                                                    trzeba dać,
                                                    aby go przyodziać,
                                                    aby go przyodziać".
                                                    Dziewczyna rzucała parę groszy i wtedy inny chłopak mógł poprosić ją do tańca.
                                                    Każdej dziewczynie zależało na jak największej ilości tańców, gdyż to
                                                    zapewniało powodzenie w całym roku. Niekiedy jeden z przebierańców obchodził z
                                                    talerzem wśród zgromadzonych uczestników zabawy.
                                                    Gdy zbliżała się północ przerywano zabawę i wieszano u sufitu śledzia na znak
                                                    zbliżającego się postu. Posypywano się popiołem. Zwyczaj tak zorganizowanej
                                                    zabawy podkoziołkowej obecnie zaniknął. Organizuje się natomiast dyskotekę lub
                                                    potańcówkę.

                                                  • rita100 Re: hehe, a jak ognisko z choinek ? 02.03.06, 21:02
                                                    Poznaniacy z tym koziołkiem potrafią się bawić :)Jakoś sobie 'Pyry ' ;)
                                                    urozmaicają zabawę.
                                                    A u nas Tralala nic kompletnie nic nie słyszałam o tej wspólnej zabawie palenia
                                                    choinek. Tak cisza o tym jak makiem zasiał.
                                                  • rita100 Re: wzióła nieboroka za schaby 02.03.06, 22:12
                                                    A tak wyglądał powrót Klyjmensa do domu po sąsiedzkim spotkaniu ;)))
                                                    Klyjmens wlazuje do chaty i od progów ryczy o pomoc swojo kobziyte.

                                                    "Daj mnie Metildko ópów kostór (dziadków laskę), co do chaty wloza. Komedyjo z
                                                    dziodam, ale co jo kobziyta am mniała zrobzić. Am wzióła nieboroka za schaby i
                                                    do jizby wewlokła. Łuwolany jek tan prosiok, koślo spuchnianto, a z gamby smród
                                                    jek z gorzelni. Aż ma brzydko buło, alem go zeblokła i do wyra zacióngnóła.
                                                    I do dziś tak leży. Tlo tero łuż trzyźbzi, dupa mu trocha łodźuła to i
                                                    komandruje. I tlo ryczy z łoża: Metildo, świniom eś zryć dała ? Eś kokoszy
                                                    pomacała ? Pudingu mi łuwarzysz. I tak calutkie dnie."
                                                    Bogu dzianka za to mojo Matylda.
                                                    Ach , ta Matylda fest fejn kobziyta.
                                                  • rita100 Re: falorz 03.03.06, 20:04
                                                    Od jutra biegam po kościołach załatwiać papierkowe sprawy. Osobno chcrzest , w
                                                    innym kościele komunia i tak będę sobie szybciutko zalatwiać. Ale żeby zagadać
                                                    naszych księży to musze koniecznie nawiązać do religijności Warmii .
                                                    Tylko nie wiem , którym nazwiskiem ksiedza warmińskiego mogę zaszokować
                                                    naszych, krakowskich ?
                                                    Pomożesz Tralala ?
                                                    Ziysz, w Krakowie ksieża bardzo sobie cenią Olsztyn i wiedzą o jego historii,
                                                    dlatego jak tylko poziem , że jestem z Łolstyna to inaczej ze mną rozmawiaja,
                                                    tak bardzo miło i przyjacielsko.
                                                  • tralala33 Re: falorz 03.03.06, 21:12
                                                    Dalej siedzę i dziubię zapóźnioną pracę - do jutra ani chybu nie zdążę, może na
                                                    poniedziałek? Nazwiska księży - w tej chwili przychodzi mi na myśł tylko jedno,
                                                    ale już historyczne, księdza Jana Hanowskiego. Krótka biografia jest w linku, a
                                                    w olsztyńskiej katedrze można od dwóch lat oglądać bardzo ciekawe epitafium:
                                                    - Epitafium składa się z trzech części - opowiadał Gustaw Zemła, rzeźbiarz. -
                                                    Na górze jest płaskorzeźba przedstawiająca postać proboszcza. Środkowa część to
                                                    inskrypcja, czyli wyjaśnienie dlaczego epitafium jest fundowane. Na dole
                                                    znajduje się płaskorzeźba przedstawiająca płonący Olsztyn. Na tle miasta wybija
                                                    się widok ocalałych kościołów, czyli to, czego dokonał ks. Hanowski.
                                                    www.agencjaitp.pl/modules.php?name=News&file=article&sid=2180
                                                  • rita100 Re: falorz 03.03.06, 21:28
                                                    Ksiądź Jan Hanowski odegrał znaczącą rolę w czasie wojny. Jaki to cud sprawił,
                                                    że potrafił uchronić kościoły od bestialskiego zniszczenia ich. To naprawdę
                                                    cud, bo to co czytalyśmy, co sie dzialo po wkroczeniu Armii Czerwonej to
                                                    naprawdę wyczyn.
                                                    A to co czytam w ksiązce Cyfusa to dla mnie jest szokiem. Takiego opowiadania
                                                    histori rodziny i bohaterki Liyjenki się nie spodziewałam. Jestem pod ogromnym
                                                    wrażeniem i musze koniecznie zamieścic losy pewnej kobiety. Nigdzie takich
                                                    wspomnień nie czytałam. To sa okrutne wsponienia i tragiczne , mało powiedziec
                                                    o piekle , to schodzi poniżej piekła Tralala, to jest niewyobrażalne.
                                                    Powiem Ci jedno - Niech ona, ta szubienica sobie stoi, niech nam przypomina,
                                                    ale patrzeć na nią będę już inaczej.
                                                    Też już dziś wcześniej uciekam.
                                                    Znalazłam fajne inne legendy
                                                    ale na potem
                                                    dobranoc
                                                  • rita100 Re: falorz 04.03.06, 21:04
                                                    Dziś będę musiała wcześniej zejśc, to taka malutka przerwa nam nie zaszkodzi.
                                                    Ale , że wątek był bardzo daleko to go podnoszę.
                                                  • tralala33 Zaproszka na wesele 04.03.06, 21:19
                                                    Zaproszka na wesele (Karol Małłek- Wesele mazurskie)

                                                    Druzban wjeżdża do izby na koniu i mówi zaproszkę:


                                                    Nie dziwujta sie nili przyjaciele,
                                                    zem do wasej izby wjechał tak śniele.
                                                    Nie z swego umysłu, ni z swej wolim ubrany
                                                    lecz jestem od panny brutki Anecki wysłany.
                                                    Prose, zebyśta mojo prośbo, a ji łasko nie gardzili,
                                                    a na przysły psiątek na wesele się wyrządzili,
                                                    a to nie eno na jeden dzień,
                                                    lecz na caluchny tydzień!
                                                  • tralala33 Re: Zaproszka na wesele 04.03.06, 21:19
                                                    Zaprasam Was do wołu kanionego,
                                                    na siuchne i skopa dobrze uchowanego,
                                                    na psiejaka tłustego, na gesiora psieconego,
                                                    na kłode psiwa, na łóne gorzałki,
                                                    na pięćset kołaców i na chleb miałki,
                                                    tam będziem nieli dość rozkosy.
                                                  • tralala33 Re: Zaproszka na wesele 04.03.06, 21:20
                                                    Prose, zebyśta tak dobrymi buli,
                                                    a wasych synecków w swaty wyrządzili,
                                                    jak jednego, tak drugiego,
                                                    jak zielgego, tak małego,
                                                    zebyśta takze talarków nie załowali,
                                                    a jak najpiękniej kóniki ubrali,
                                                    azeby sie wam psięknie jechało,
                                                    a pannóm druhnom sie podobało.
                                                  • tralala33 Re: Zaproszka na wesele 04.03.06, 21:27
                                                    Zaprasam tez i wase córecki w druhny,
                                                    zeby sie ktemu wyrządziły wneciuchny,
                                                    klejdziki swoje psięknie wypłukały,
                                                    strefelko zeby plotuskami podziozały.
                                                    a zeby nam sie psięknie jechało,
                                                    a wsystkim panom swatom podobało,
                                                    nie tylko przeciez panóm swatóm,
                                                    lecz wsystkim weselnym siorstóm i bratóm.

                                                    Zaprasam pana gospodarza i panio gospodynio,
                                                    ziem, ze brutce i brutkaju to łasko ucynio.
                                                    Zaprasam dali tych co za stołem i tych co rpzed stołem,
                                                    tych co przed psiecem i tych co za psiecem,
                                                    i tego domu całego,
                                                    az do dziecka malutkiego,
                                                    tam dziatki wam sie nie będo sprzeciziały,
                                                    poniewaz sie będo dobrze zabaziały.
                                                  • tralala33 Re: Zaproszka na wesele 04.03.06, 21:30
                                                    Będo one tam nakarmione i napojóne,
                                                    potem za psiecem drabko zastazióne.
                                                    Wy będzieta na izbie tańcować,
                                                    a dzieci będo bez psiec wam się przypatrywać.

                                                    Przed wase kóniki só stajnie nowe,
                                                    w nich malowane krypy dębowe,
                                                    tam będzie dla nich ozies i siano,
                                                    i psięknie będzie im podesłano,
                                                    będo óni tam rzały, parskały,
                                                    a owsa zreć ni będo chciały.
                                                    a dla was będo stoły usłane,
                                                    a na nich szklanki ruto oplatane,
                                                    węgierskim zinem i niesiem psiecónem
                                                    będzie tam kazdy stół obłozónem.
                                                  • tralala33 Re: Zaproszka na wesele 04.03.06, 21:31
                                                    Tam będo skrzypki i basy brzniały,
                                                    a pod wami będo nózki drgały.
                                                    Przyjadziem z kościoła do panny młody
                                                    albo do pana ojca nasego.
                                                    Tam będo tocki psiwa tocyli,
                                                    wy będziecie tańcowali, psili,
                                                    kucharki będo jedzenie warzyli,
                                                    placmistrze będo jedzenie nosili,
                                                    będziemy smacnie jeść i tańcować,
                                                    a to nie będzie wcale nic kostować.

                                                    Najemy się, napsijemy,
                                                    po brzuchu sie pogładzimy.
                                                    So tam dla was i psierzynki puchowe,
                                                    i podusecki so atłasowe,
                                                    a kómu nie stanie psierzynki,
                                                    dobre będo i grochozinki.
                                                    A chtoby mnie chciał z mego konia zsadzić,
                                                    musi przed nim ziertel owsa postazić.
                                                    a chtoby mnie chciał posanować,
                                                    musi mi węgierskiego zina, to francuski gorzałki,
                                                    a do tego kiełbasy dwie strzałki,
                                                    a nie francuski gorzałki, to szklanke wody.
                                                    a nie wody, to młodo panne pocałować do wygody.
                                                  • tralala33 Re: Zaproszka na wesele 04.03.06, 21:33
                                                    Prose was, moi nili przyjaciele,
                                                    zebyśta mi ni podziwowali ziele,
                                                    gdybym sie w cemkolziek pomyluł,
                                                    a wam nie dosyć sławy uczynił,
                                                    tak drugo razo chce sie poprazić
                                                    i będę sie u was dłuzy bazić,
                                                    boć mój kónik ma śtery kopyta,
                                                    a jednak sie casem tez mocno potyka,
                                                    jać eno jeden w gębzie ozór mam,
                                                    a juz tak wziele z wami rozmaziam,
                                                    Jji ... daj Boze dobry dzień. (odjeżdża)


                                                    Tak i ja odjadę - dobrej nocy życząc. Tralala
                                                  • rita100 Re: Zaproszka na wesele 05.03.06, 20:21
                                                    Tralala, wspaniałe zaproszenie mazurskie. Zauwazyłas , że Mazurzy nie
                                                    mówią 'bando' tylko 'będo' ?
                                                    Tradycja wjadu na koniku była piękną tradycją . Nie tak jak dzisiaj , że
                                                    przyjeżdza się wozem najczęściej pierwszej klasy, żeby pokazać 'furę' ;)))
                                                    Na tym koniu przyjechał rajek ?
                                                    To mam fajną ciekawostkę o rajku, najbardziej znanym na Warmi.
                                                    Jutro napiszę, bo dziś kupowałam aparat cyfrowy i nie miałam czasu.
                                                    dobranoc :)
                                                  • tralala33 Re: Zaproszka na wesele 05.03.06, 20:46
                                                    Będą zdjęcia? :-)
                                                    W Lidzbarku Warmińskim (i nie tylko) świętowano dziś wileńskie Kaziuki, to z
                                                    tej okazji przypomnę warmińskie przysłowie:
                                                    'Święty Kazimierz - dzień się z nocą przymierza'
                                                    czyli do wiosny coraz bliżej, wbrew pozorom! Dobranoc.
                                                  • rita100 Re: "Wileńskie Kaziuki" 05.03.06, 21:12
                                                    "Wileńskie Kaziuki" - Świdwin 4 III 2005

                                                    4 marca tradycyjnie obchodzony jest w Polsce jako dzień imienin Kazimierza,
                                                    popularne swego czasu imię jest do dnia dzisiejszego świętowane. Ale cóż można
                                                    powiedzieć o tym święcie na Wileńszczyźnie, pamiętając, że św. Kazimierz jest
                                                    patronem Litwy. Jest to dzień szczególnie uroczyście świętowany na wszelkie
                                                    możliwe sposoby. Święto św. Kazimierza popularne "wileńskie kaziuki" rozciągają
                                                    się często na kilka dni.
                                                    Wzorem rodaków w Wilnie na naszej ziemi środkowopomorskiej bardzo uroczyście i
                                                    hucznie jak na nasze warunki świętuje się dzień Kazimierza w Świdwinie.

                                                    Program obchodów święta:
                                                    -jarmark kresowy z udziałem zespołów ludowych
                                                    -ogłoszenie wyników konkursu o Panu Tadeuszu
                                                    -aukcja na rzecz Polskiego Domu Dziecka w Podbrodziu
                                                    -wystawa "Wielcy ludzie Wileńszczyzny" - Józef Piłsudski
                                                    -prezentacja stoisk handlowych

                                                    Popatrz się nie znałam takiego święta. Tu na poludniu cos cicho o tym.
                                                    Pyry tez świętowały, a w Krakowie nic nie słychać. W Olsztynie chyba tez ni
                                                    świetowano.
                                                    Aparacik kupiłam i czekam na pierwsze wycieczki, bede mogła je pokazać
                                                    wreszcie :)
                                                    Jeszcze cos ciekawego znalazłam o Kaziku, bardzo ciekawego :
                                                  • rita100 Re: "Wileńskie Kaziuki" 05.03.06, 21:17
                                                    Wileński Kaziuk od trzech wieków jest zwiastunem wczesnej wiosny. Święto to
                                                    czasem jeszcze śnieżne, chłodne, a najczęściej słotne, jakże jest kolorowe. Bo
                                                    wileńskie Kaziuki - chociaż na pozór są tylko rozpoczynającymi się w pierwszych
                                                    dniach marca i trwającymi w Wilnie i okolicach czasem przez dwa tygodnie
                                                    jarmarkami - w gruncie rzeczy od dawna już przekształciły się w największe,
                                                    najdłużej trwające i najbarwniejsze święto miasta. Któż pochodzący z tych stron
                                                    nie uczestniczył lub przynajmniej nie obserwował kaziukowych jarmarków? Ich
                                                    tradycja liczy sobie już 300 lat z górą i trwa do dziś dnia. Zwykły kiermasz? O
                                                    nie, sama poezja. Wszak kaziukowe jarmarki nieraz służyły natchnieniem dla
                                                    ludowych poetów.
                                                    "Przenieśmy się teraz na rynek Łukiski,
                                                    na kiermasz "Kaziuka" - wilniukom tak bliski.
                                                    Już na dzień przed targiem plac był zajmowany
                                                    przez wiejskie furmanki i miejskie stragany.
                                                    Każdy chciał upatrzyć dogodne stoisko,
                                                    a zjeżdżali chłopi z daleka i z bliska:
                                                    z Mejszagoły, Oszmiany, Bezdan, Ignalina,
                                                    Ławaryszek. Smorgoń, Trok i Niemenczyna,
                                                    wioząc swe wyroby wszelkiego rodzaju,
                                                    oczywiście takie, które popyt mają:
                                                    beczki, balie, necki, dzieże i kaduszki,
                                                    ciorły i donice, miski i garnuszki,
                                                    łyzki, połoniki z drzewa lipowego,
                                                    wszystko, co "przygodne było dla każdego".
                                                    Wieźli też kmiotkowie "żywioła wszelaka".
                                                    Postronkiem przywiązawszy do wozu cielaka,
                                                    a w klatkach drewnianych drób, młode prosięta,
                                                    z myślą o wielkanocnych nadchodzących Świętach."

                                                    cdn

                                                  • rita100 Re: "Wileńskie Kaziuki" 05.03.06, 21:27
                                                    "Serca moja hyc na Twoja"
                                                    Wileńskie Kaziuki były chyba prekursorem dzisiejszych Walentynek. Sprzedawano
                                                    tu pierniki-serduszka, przebite strzałą, kupowane dla ukochanej w dowód
                                                    przywiązania. Niektóre z nich były ozdobione zabawnymi lukrowanymi napisami-
                                                    wyznaniami (oczywiście w gwarze wileńskiej i oczywiście z błędami) w stylu:

                                                    "Kaziukowa serca daja,bo na złotnia mnie nie staja.
                                                    Zapamiętaj sobie dzień,gdy ja mówił kocham cień",
                                                    "Weronicia, moja życia, daj mnie igła, daj mnie nicia, a ja wezma serca swoja i
                                                    przyszyja tam, gdzie twoja...".

                                                    Były na serduszkach napisy bardziej zwięzłe, ale równie wymowne: "Całuja
                                                    ciebia - moja kroszka" (okruszynka - L. D.) lub dla odmiany: "Serca moja hyc na
                                                    twoja - powiedz, czy ty będziesz moja?". Zdarzały się i dedykacje ociekające
                                                    krwią: "Żebysz była moja i wiecej niczyja, serca moja dratwo do twego
                                                    przyszyja".

                                                    Urokowi tych piernikowych wyznań nie oparł się inny wileński poeta Witol
                                                    Hulewicz, który wspomina je następująco:

                                                    "W szarzyźnie gęste błyski nakrapiane słodko:
                                                    to serca kaziukowe leżące na dłoni,
                                                    z najlepszego piernika, najśliczniejszej woni,
                                                    w słońcu jak miód, a w zły czas twarde jako głazy,
                                                    serca, które przebite, przetrwają sto razy
                                                    - ważne, wolne, powolne - serca: szczere złotko!
                                                    Nie wiem, czy próbował kto dojść do wyników,
                                                    ile małżeństw było z racji tych pierników?
                                                    Śmiem twierdzić, że mnóstwo. Bo wilniuk, wiadomo
                                                    w szczerości swej nie sprawił zawodu nikomu!"

                                                    www.panoramapolska.ca/index.cfm?NoTot=101&Article=kaziuk_3.html
                                                    Ale to piękna tradycja





                                                  • rita100 Re: stary rajek Bania 06.03.06, 20:52
                                                    Dawno, dawno temu, choć nie tak dawno, bo są tacy co sięgają pamięcią wstecz i
                                                    przypominają sobie opowiadania starszych. A więc wtedy kojarzeniem małżeństwa
                                                    zajmował się rajek. Było to zajęcie dla czlowieka bardzo sprytnego, wygadanego
                                                    i dobrze znającego całą okoicę i jeszcze dalej. Taki rajek musiał być zasze tam
                                                    gdzie w okolicy sie coś działo i o wszystkim prawie musiał wiedzieć. Miał swoje
                                                    grono informatorów, którzy mu donosili gdzie, w jakiej wsi znajdije sie panna
                                                    na wydaniu lub jakiś młodzieniec. Był to dla takiego rajka złoty interes, bo
                                                    nigdy nie robił za darmo. Sprytny rajek kojarząc parę potrafił zainkasować od
                                                    zleceniodawcy i zleceniobiorcy równocześnie.
                                                    Takim najlepszym rajkiem w całej okolicy na południe od Olsztyna był stary
                                                    Bania z Szófalda czy Sząbruka.
                                                    Dobry rajek musiał być dobrym dyplomatą, żeby doprowadzić do skojarzenia pary
                                                    ku zadowoleniu obu stron, a szczytem jego starań i zabiegów było już to , gdy
                                                    młodzi się pokochali. Wola rodziców była święta.
                                                    Czasami jego zabiegi w swataniu, nie trwały długo. W takim przypadku sztucznie
                                                    przeciągał pertraktacje dla osiągnięcia większych własnych korzyści.
                                                    Ale bywało i tak, że młodzi się nieakceptowali, i wtenczas młodzi nieszczęśnicy
                                                    szukali potajemnie dojścia do do Bani upraszając go , oczywiście nie za darmo,
                                                    o ratunek dla ich złamanch serc. Stary Bania zdając sobie z tego sprawę, że ich
                                                    los spoczywa w jego rękach i pomniejszając swoje zyski wysilał swój rajkowski
                                                    kunszt doprowadzając do sytuacji zadawalających wszystkich.
                                                    Za usługi płacono mu róznie. Mąką, mięsem, zbożem i wieloma innymi dobrami
                                                    natury.

                                                    Taki był oto stary Bania rajek z podolszyńkich okolic.
                                                    Nie tak jak dziś, gdzie rajkiem jest internet. I też musimy mu płacić
                                                    comiesieczny abonament.
                                                    Bo jak pisze Cyfus..... a życie toczy się dalej, wprawdzie już inne ale się
                                                    toczy.
                                                  • tralala33 Re: stary rajek Bania 06.03.06, 21:08
                                                    Jakby ktoś chciał otworzyć w Olsztynie biuro matrymonialne i nazwy szukał, to
                                                    może 'Rajek' by się nadał? Byle nie 'Bania', choć Bania z Szófalda był
                                                    najlepszym rajkiem.
                                                  • tralala33 Re: "Wileńskie Kaziuki" 06.03.06, 21:11
                                                    Fantastyczny opis, i te pierniki z napisami, rewelacja! W Olsztynie też
                                                    były "kaziuki", lecz nie tak wspaniałe, jak te w Wilnie, no i krócej
                                                    obchodzone, niż w Lidzbarku, bo tam już dwudziesty drugi rok odbywa się taki
                                                    jarmark.
                                                    miasta.gazeta.pl/olsztyn/1,35189,3194783.html
                                                  • rita100 Re: "Wileńskie Kaziuki" 06.03.06, 21:22
                                                    Piątek, dzień przed imieninami Kazimierza. W Uranii młodzi ludzie tańczą z
                                                    girlandami kwiatów, trybuny pełne widzów. Przyszli tu całymi rodzinami, dużo
                                                    jest starszych, a wśród nich dzieci - dziadkowie przyprowadzili wnuki, by
                                                    poznali tradycję, z jakiej się wywodzą. To koncert zespołu Wileńszczyzna.
                                                    Specjalnie na Kaziuki - wilniuki przygotowali widowisko "Noc świętojańska", by
                                                    przypomnieć widzom młodość i dzieciństwo spędzone na kresach. Światło jest
                                                    przyciemnione, muzyka jest smutna, niektórzy płaczą.

                                                    To takie melancholijne widowisko było w Olsztynie w Hali Uranii. I ludzi było
                                                    pełno.
                                                  • rita100 Re:W kraju Peruna, Swaroga i Welesa 07.03.06, 22:42
                                                    serwisy.gazeta.pl/czasopisma/1,42478,3187577.html
                                                    Żeby nie zgineła ta stronka, bo ciekawy artykuł
                                                  • rita100 Re:Kobieta Warmińska 08.03.06, 20:46
                                                    Tralala, dziś Dzień Kobiet, miałam przygotowany fajny temat, ale zrobię wyjątek
                                                    dla kobiet warmińskich i z chęcią je zcharakteryzuję w dniu święta.
                                                    Kobieta warmińska były bardzo bogobojna. Była dumna, zawsze poważna, a czasmi
                                                    nawet wyniosła. Broń Boże, nie była dewotką. Żyła przede wszystkim dla Boga,
                                                    dzieci i domu. Wiecznie jakby skupiona, poważna i nie skora do żartów. Podczas
                                                    róznego rodzaju uroczystości emanowała powaga i dostojnością. Na szczególne
                                                    okazje ubiarała się w długą do kostek suknię i najczęściej w niej zastaje
                                                    pochowana.
                                                    Suknia z wysoką stójką pod szyją wyglądała przebogato, w dotyku przypominała
                                                    raczej pancerz. A to dlatego, że samą suknię można było postawić - tak bowiem
                                                    była sztywno uszyta. Nie będzie przesadą stwierdzenie, że została
                                                    skonstruowana. Wchodzono w tą suknię od tyłu. Tu od długości całego tułowia
                                                    suknia była sznurowana, potem sznurowanie było zakrywane pewnymi klapami
                                                    zapinanymi bardzo pięknymi czarnymi guzikami. Suknie nakładało się na gorset, a
                                                    wszystko to sprawiało narzędzie tortur."

                                                    ....a życie toczy się dalej
                                                    i jakby na to nie patrzeć można zrozumieć dlaczego kobiety w tych czasch były
                                                    takie powazne i dostojne, w takim ubiorze chyba żadna nie czuła się dobrze.
                                                    Pod tym względem czasy mamy chyba lepsze.
                                                  • tralala33 Re:Kobieta Warmińska 08.03.06, 21:52
                                                    W takiej sukni kobieta nie miała chyba szans na rozegranie meczu tenisowego?
                                                    Nie przygotowałam się na dzień kobiet, mam za to spis potraw na mazurskie
                                                    wesele. Zaraz 'podam do stołu'.
                                                  • tralala33 Mazurskie wesele 08.03.06, 21:55
                                                    Zapraszamy na wesele (na przykład w sierpniu)

                                                    Starszy drużba ze starszą drużbą zapraszają na wesele:

                                                    Niechaj będzie Jezus Chrystus pochwalony,
                                                    Przychodzimy tutaj z prośbą, a niesiem pokłony,
                                                    Jak bóg rozesłał na ucte po śnierci narody,
                                                    Tak tez wysłali nas prosić na weselne Gody.

                                                    Proso przez nas rodzice młodego i młodej,
                                                    a najprzód prosi pan ojciec, potem pani matka,
                                                    a potem i młody, i młodziuchna gładka.
                                                    A potem krewni obojga – to cało rodzine
                                                    na dzisiaj, na psiątek na sósto godzine,
                                                    do aktu weselnego
                                                    do koscioła Bozego (kłaniają się)
                                                    gdzie sie chrzco ludzie, przy chcie mnianujo,
                                                    i sakramenta święte przyjmujo, (kłaniają się),
                                                    a zaś z kościoła Bozego
                                                    proso do domu swojego,
                                                    a proso przez nas ucciwie
                                                    wsystko, co zyw je (kłaniają się)
                                                    na wódki baryłke i jedno, i drugo,
                                                    na stós kołacy, na jeden i drugi,
                                                    na becułke i jedno i drugo,
                                                    i sera gomólkę, i jedno, i drugo.
                                                    na te cietrzezie,
                                                    co siedzo na drzezie,
                                                    i na te łabędzie,
                                                    co siedzo na grzędzie,
                                                    i na te kuropatwy,
                                                    co połów ich łatwy,
                                                    i na te to dziki,
                                                    co ryjo trawniki,
                                                    i na tego kura
                                                    co z niego rura,
                                                    i na te główecki,
                                                    co tulo listecki,
                                                    na barana bziałego,
                                                    na psiejaka cubatego,
                                                    na skrzypka wesołego,
                                                    na becke zina starego,
                                                    na psiecywo chleba z nieba (kłaniają się)
                                                    i na niskie kasy nasy, (kłaniają się)
                                                    toć i pare tych zajęcy,
                                                    przytem moze na co zięcy,
                                                    co Bóg daje, (kłaniają się)
                                                    a będziemy jedli, psili
                                                    i pospołu do niedzieli,
                                                    jak w niebzie anieli,
                                                    Amen (kłaniają się i odchodzą).
                                                    (Karol Małłek, Wesele mazurskie)

                                                    Życie płynie dalej, ale czasy się zmieniają - łabędzi lepiej dziś na stół nie
                                                    podawać. Zresztą i tak piekniej wyglądają na mazurskich jeziorach. Życzmy im
                                                    zdrowia!
                                                  • rita100 Re: Mazurskie wesele 10.03.06, 21:26
                                                    Ach ten Karol Małłek wspaniale i apetycznie to napisał. Takiego jadła to w
                                                    calosci jeszcze nie cztałam. Myślę , że żaden gość sia nie oprze i przyjdzie z
                                                    wielka ochotą. Fantastyczne zaproszenie.
                                                    Ale popatrz Tralala, nikt nie wspomina o prezentach od gości dla Pańtwa
                                                    Mlodych, czyżby ich nie dawano ?
                                                  • rita100 Re: Tabaka 10.03.06, 21:51
                                                    Tajniki zażywania tabaki był przekazywany z pokolenia na pokolenie i jedną z
                                                    warmińskich tradycji. Zażywanie to było coą ekstra. Zażywano w samotności, z
                                                    zachowaniem ceremoniału. Zażywaniem pieczętowano każdy załatwiony interes.
                                                    Zażywano podczas doniosłych uroczystosci i dla dodania powagi sytuacji. Na co
                                                    dzień używano tabakierek wykonanych z krowiego lub z koziego rogu i własnego
                                                    wyrobu. Odświętne tabakiery były produkowane najczęściej z wiśniowego drewna.
                                                    Miały one wymyślne kształty. Były również i inne, rzeźbione z egzotycznych
                                                    surowców lub ze szlachetnych metali. Przechodziły one z ojca na syna,
                                                    traktowane jak rodowe klejnoty. Każdy szanujący sie Warmiak musiał mieć dwie
                                                    tabakiery. Jedną na co dzień i drugą na niedzielę.
                                                    Nie wiadomo skąd się ten zwyczaj pojawił, jednak zakorzenił się tak mocno, że
                                                    było nie do wyobrażania, by ktoś nie zażywał tabaki. Przed wojną najlepszą
                                                    tabaką w Olsztynie handlowali Żydzi na Starym Mieście. Opisał to pięknie Alojzy
                                                    Śliwa w swoich "Spacerach po Olsztynie".

                                                    .....a życie toczy sie dalej

                                                    Tralala, ładnie to Cyfus opisał. Nie wiem jak dojść do tej książki Alojzego
                                                    Śliwy "Spacer po Olsztynie". Musi to być bardzo ciekawa ksiązka. Myślisz, że
                                                    jest w sprzedaży ona ?
                                                    To jeszcze nie wszystko z tabaką były różne przygody i opowiadania z nią
                                                    związane. W tamtych czasach zwyczaj zażywania tabaki był bardzo popularny ale
                                                    też niebezpieczny dla kobiet, a z jakiego powodu ? - jutro sie dowiecie.
                                                  • rita100 Re: Tabaka 11.03.06, 22:14
                                                    Najlepszym adresem na dobrą tabakę w okresie powojennym był sklep kolonialny
                                                    Jana Liszewskiego w Barczewie czyli przedwojennym Wartemborku. Sprzedawano ją
                                                    jeszcze do poczatku lat siedemdziesiątych w kioskach RUCH. Nieodłącznym
                                                    atrybutem do tabaki był sznoptuchy czyli chusteczki do nosa. Utrapienie z kolei
                                                    gospodyń domowych, bo wypranie takich brązowych chusteczek było bardzo męczące.
                                                    Ale zwyczaj to zwyczaj.
                                                    Tabakiera w rękach kobiety czy dziewczyny nie przynosiła jej zaszczytu i mile
                                                    widziana nie była. Papierosy tym bardziej. Ale jak to po warmińsku brzmi:
                                                    Co zakozane zawdy łuż lepsi smakowało.
                                                    I kobiety zażywały może mniej, ale ciągoty do papierosów miały. Jednak tym
                                                    przyjemnościom oddawały sie w osamotnieniu. Gdyby wyszło to na jaw, dziewczyna
                                                    taka miałaby we wsi porządnie nadszarpniętą opinię.

                                                    .....a życie toczy sie dalej

                                                    No i tak z tego też powodu rózne rzeczy się zdarzały.

                                                    No to do potam
                                                  • rita100 Re: Tabaka 12.03.06, 20:36
                                                    Pewnien przystojny gburski syn od dłuższego czasu smalił cholewki do miejsowej
                                                    piękności, która jednak wciąż odrzucała jego zaloty. Piękność ta nosiła sie z
                                                    pańska, niejednokrotnie nawet na wiejskich zabawach dawała mu do zrozumienia,
                                                    że za wysokie progi na jego nogi. I jak to często bywa , od miłości do
                                                    nienawiści droga niezbyt daleka. Obmyślił więc szatański plan zemsty za jej
                                                    wyniosłość.
                                                    Którejś niedzieli, w tłumie wychodzących z kościoła w Gryźlinach ludzi, wsunąl
                                                    jej niepostrzeżenie tabakierę do kieszeni płaszcza. Przed kościołem, gdy
                                                    dookoła stało wystarczająco dużo znających ją osób, podszedł do niej i odezwał
                                                    się donosłym głosem:
                                                    - Jekbyś chciała zażyć, tom co doł, ale tabakyra to mi równo łoddoj, bo to po
                                                    mojam ópsie.
                                                    Strzał był w dziesiątkę. Reakcja ludzi przeszła jego oczekiwania. Dziewczyna
                                                    była we wsi skończona. Wyniosła się jeszcze w tym samym tygodniu. Opowiadano,
                                                    że najęła się na dziewkę u jakichś państwa w Olsztynie.

                                                    ....a życie toczy sie dalej

                                                    Oj, Tralala, ciekawe czy jeszcze gdzieś można spotkać takie rodzinne tabaki i
                                                    czy właściciele tych tabak wiedzą jaki klejnot posiadają w swoich rękach.
                                                  • tralala33 Re: Tabaka 14.03.06, 19:41
                                                    'Spacery po Olsztynie' - oj, miałam, czytałam, pamiętam - były tam opowieści z
                                                    czasów przedwojennych, kiedy Alojzy Śliwa przyjechał do Olsztyna i pracował
                                                    jako czeladnik u krawca, a w wolne od pracy dni chodził na tance do
                                                    wybudowanego przez księdza Szrajbera domu dla Warmiaków. No tak, miałam tę
                                                    książeczkę, dopoki jej nie pożyczyłam :( Ale poszła w dobre ręce, więc trudno,
                                                    odżałuję. Dziś już chyba tylko w bibliotekach można ją znaleźć.
                                                  • rita100 Re: jeszcze legendy i bajeczki 14.03.06, 20:53
                                                    'Spacer po Olsztynie' Alojza Śliwa i nie będzie wznowienia ?
                                                    A popatrz co znalazłam , jakie opracowanie ?
                                                    To chyba dotyczy naszych legend i bajeczek. Ile tytułów można znaleź na
                                                    podstawie gwarowych bajeczek.

                                                    Intencjonalnymi adresatami nie były więc dzieci. Autorami zaś byli - jak
                                                    podkreślał Gębik -"rodowici Warmiacy i Mazurzy", a wśród nich niedawno przyjęci
                                                    do ZLP ludowi pisarze z naszego regionu: Michał Lengowski (Podziemne skarby w
                                                    górze Kuka w Pluskach), Teofil Ruczyński (Wodnica z jeziora Omulew, Gustkowa
                                                    bieda, Dobra pani z działdowskiego zamku), Alojzy Śliwa (Ukarana chytrość, Jak
                                                    Mazur uczył diabła gry na skrzypcach) i Maria Zientara-Malewska (Jak Jaś
                                                    poszedł szukać godziny szczęścia, Jak powstała wyspa Lalka na Jeziorze
                                                    Łańskim). Także znani publicyści i działacze: Karol Małłek (Chytry Mazur,
                                                    Titelitury, Kołbóg mazurski, Prusinowska panna), Emilia Sukertowa-Biedrawina
                                                    (Baśń o miłości, zgodzie i pokoju, O jeziorze Szeląg, O zaczarowanym zamku w
                                                    Rybnie, O biednym Raku, Dziwy we młynie), Otylia Grotowa (Jak chłop mazurski
                                                    diabła oszukał). Nadto: Franciszek Jankowski (Krasnoludki w Siemianach, Bajka o
                                                    leśnej studni, Kłobuk w wiatraku, Nieznana pieśń, Bajka o królu ryb), Zygmunt
                                                    Kornowski (Kamień z Ostródy), Marta Sendrowska (Góra Konopki), Jadwiga
                                                    Stefańska-Tressenberg (Zemsta mieszkanki znad Żywego) i wreszcie "zaledwie
                                                    trzech" - według określenia Gębika - autorów przybyłych na Warmię i Mazury po
                                                    1945 r., w tym sam Gębik (Feliks sum, Skąpy trzy razy traci, Warma, Grosz dany
                                                    w potrzebie złotym wróci do ciebie, Zaczarowana żabka) oraz Witold Piechocki
                                                    (Czarne cielę, Chłop i pan) i Tadeusz Stępowski (Krótki wstęp do przygód
                                                    Wincentego Raka, I.O kowalu i diable, II.Jak diabeł kowalowi odpłacił, III. I
                                                    czort by darował, kieby go nie drażnić, IV. Gdzie kłobuk naknocił, niech baba
                                                    poprawi).

                                                    Baśnie i legendy warmińskie przetrwały przede wszystkim w wioskach zagubionych
                                                    wśród lasów i jezior, gdzie powszedni dzień wypełniony był ciężką i znojną
                                                    pracą. Ale w rzadkich chwilach wytchnienia ludzie potrafili się śmiać i
                                                    weselić... Najmilsze jednak były długie zimowe wieczory, kiedy w starych
                                                    chatach warmińskich słuchało się przy kominie bajek... Te chwile z dziecięcych
                                                    lat spędzone przy kominku pozostały mi na zawsze w pamięci. Matka uchylała
                                                    wtedy przed nami złote wrota baśniowej krainy... Nasłuchaliśmy się jej
                                                    opowieści podczas przędzenia lnu, podczas "wybierania" grochu..."42
                                                    www.wbp.olsztyn.pl/bwm/3-4_04-ie/lit1.htm
                                                  • tralala33 Re: jeszcze legendy i bajeczki 14.03.06, 21:17
                                                    Ależ Rito - to co niespodzianka, ten Kiermasz to właśnie książka, którą
                                                    czytałam w dzieciństwie, i którą do tej pory zachowałam. Obiecuję, że jak już
                                                    powstanie twoje podforum, to choć kilka bajek z niej przepiszę i tam umieszczę.
                                                    No jo, ale kto reno z kokoszami brukuje wstać, ten i z kokoszami powinien iść
                                                    spać. Uciekam - dobrej nocy.
                                                  • rita100 Re: jeszcze legendy i bajeczki 14.03.06, 21:23
                                                    pięknie napisałaś
                                                    dobranoc
                                                  • tralala33 Re: jeszcze legendy i bajeczki 15.03.06, 21:18
                                                    A tu splotły się ze sobą wątki warmińskie i mazurskie - trzeba teraz usiąśc i
                                                    rozsupłać.
                                                  • rita100 Re: jeszcze legendy i bajeczki 15.03.06, 21:31
                                                    Własnie, dlatego mnie się już zaczeło mieszać. Proponuję wyodrębnić wątki,
                                                    szczegolnie jesli chodzi o twórczość.
                                                    Jak zaczniemy Tralala ?
                                                    Jak to wszystko uszeregować ?
                                                    Od czego zacząć ?
                                                    Masz jakies pomysly ?
                                                  • rita100 Re: jeszcze legendy i bajeczki 20.03.06, 20:22
                                                    Ziosna jidzie
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka