Dodaj do ulubionych

Tajemnice naszej ziomecki

20.09.05, 21:14
Poniewaz poprzedni watek robi się przydługawy , a nowe tematy nam z Tralalalą
się otwierają zakladamy nastepny i rozmawiamy całą gemba jak mawiali nasi
Warmiacy ;)
Oto dla przypomnienia:
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=64&w=26972910
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=64&w=27068189
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=64&w=28299478
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=64&w=27528410
Obserwuj wątek
    • rita100 Re: Pruskie ołtarze ofiarne 20.09.05, 21:16
      Pruskie ołtarze ofiarne
      Autor: Gość: tralala IP:
      www.poganin.most.org.pl/zdjecia/sjuchy.jpg

      Prusowie byli poganami. Nie budowali świątyń a swoich bogów czcili w świętych
      gajach. Składali im ofiary z płodów ziemi, zwierząt, ale też i jeńców wojennych
      (według Aleksander Brücknera). Na Warmii i Mazurach można znaleźć wiele dużych
      głazów narzutowych. Niektóre z nich służyły za ołtarze ofiarne plemionom
      pruskim. ‘Wśród wielu miejsc niewątpliwie na uwagę zasługuje głaz leżący nie
      opodal Starych Juch. Lokalne władze poleciły nawet wyryć na nim specjalny napis
      nawiązujący do przekazywanej od pokoleń legendy. Dzisiejszy pomnik przyrody
      miał być kamieniem, na którym składano ofiary dawnym bogom. W czasie wiosennych
      wycieczek warto odwiedzić to miejsce. Za kościołem w Starych Juchach należy
      pójść wzdłuż torowiska na wschód (ok. 1000 m). Głaz znajduje się po lewej
      stronie torów, na zalesionym wzgórzu przed polami uprawnymi.’ (Sławomir
      Kędzierski)


      • rita100 Re: Pochówki 21.09.05, 20:37
        Tralala, więc badania archeologiczne prowadzono już dawno. Dzięki literaturze
        niemieckiej z 1935 r nasi arcgeolodzy dowiedzieli się dużo. W Szczęsnem i
        Rybakach natrafiono na narzezia i broń dawnych ludów. Dzięki odkrywaniu
        pradziejowych pochówków mozna było prześledzić wierzenia ówczesnego czlowieka.
        Bardzo ciekawe były daniej takie pochówki.
        W okolicy Warmii znaleziono neolistyczne pochówki.
        W miejscowości Ząbie odkryto w 2000r ciekawy pochówek , gdzie przy szkielecie
        pochowanego znaleziono 50 płytek bursztynowych - nazwano ten
        szkielet "bursztynowym wojownikiem". Ciekawe , nie ?

        W epoce brązu miała zmianę obrządku pogrzebowego - czyli kremacja ciał. Powstał
        kult solarny. Odkrycia takiego dokonano na prawym brzegu Łyny, przy ul.
        Grabowskiego , przed wojną zwane przedmieściem Hermenau - odkryto zarys
        domostwa, paleniska. Cmentarzysko odkryto też w Lesie Miejskim z tej epoki,
        rónież w rejonie Likus.

        W epoce żelaza - też był ciałopalny obrządek pogrzebowy. Oprócz cmentarzy
        płaskich istniały pochówki w kurhanach czyli nasypane kopce kamieniami.
        Kurhany odkryli w 1932r w Redykajnach przez badacza niemieckiego Leonharda
        Fromma. Podczas prac wykopaliskowych natrafiono na 30 popielnic, a w Łęgajnach
        Fromm znalazł 4 urny.

        Jak widać takie prace prowadzone były wcześniej przez Niemców, dzięki temu
        możemy kontynuować tajemnice naszej ziemi.
        • Gość: tralala Re: Pochówki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.09.05, 21:16
          O kurhanie w Redykajnach słyszałam, ale nie wiedziałam, że został odkryty
          jeszcze przed wojną. O tym wykopalisku we wsi Ząbie (hi, hi - jeśli zdarza mi
          się przez tę wieś jechać i widzę tabliczkę, to zawsze odczytuję 'zombie') nic
          nie wiedziałam. Ciekawe, gdzie trafiły te bursztyny? Może do muzeum
          olsztyńskiego, może jednak niedługo pojawi się tam stała wystawa o jeszcze
          dawniejszych mieszkańcach naszej ziomecki?
          • rita100 Re: Pochówki 21.09.05, 21:31
            Gość portalu: tralala napisał(a):

            > O kurhanie w Redykajnach słyszałam, ale nie wiedziałam, że został odkryty
            > jeszcze przed wojną. O tym wykopalisku we wsi Ząbie (hi, hi - jeśli zdarza mi
            > się przez tę wieś jechać i widzę tabliczkę, to zawsze odczytuję 'zombie') nic
            > nie wiedziałam. Ciekawe, gdzie trafiły te bursztyny? Może do muzeum
            > olsztyńskiego, może jednak niedługo pojawi się tam stała wystawa o jeszcze
            > dawniejszych mieszkańcach naszej ziomecki?

            Właśnie miałam się Ciebie o to zapytać - gdzie jest ten "bursztynowy wojownik" ?
            • Gość: tralala Re: Pochówki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.09.05, 22:04
              Może 'bursztynowy wojownik' znajdzie godne miejsce w muzeum zamkowym? Taka
              stała wystawa o bałtyckich Prusach byłaby czymś wyjątkowym, wyróżniającym
              muzeum w Olsztynie, prawda? Teraz, myślę, te wszystkie przedmioty wydobyte z
              kurhanów kurzą się gdzieś w muzealnych magazynach. A tu kolejny przykład
              ciekawego odkrycia archeologów:
              Wspaniałej kolekcji przedmiotów wkładanych do grobów pruskich w średniowieczu
              (XIII – XV w.) dostarczyło cmentarzysko szkieletowe w Równinie Dolnej koło
              Kętrzyna. Pochówki złożone były według rytuału chrześcijańskiego, ale
              wyposażone w różnego rodzaju dary: amulety, monety, drobne narzędzia,
              miniaturki broni czy wreszcie ostrogi i naszyjniki. Zwyczaj wyposażania
              zmarłych w przedmioty towarzyszące im za życia i najlepsze ubrania jakie
              posiadali przetrwał podboje Krzyżaków i zmianę wiary.
              • Gość: tralala Re: Pochówki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.09.05, 21:13
                Szczególnymi przedmiotami w jakie wyposażano groby zmarłych były amulety. Są to
                niewielkie przedmioty o długości około 5 cm i szerokości około 2,5 cm. Składały
                się z pazura (dzika) okutego brązową blachą. Po obu stronach do uchwytów
                przechodzących pod okuciem przymocowane są na haftkowatych zawieszkach
                trapezowate wisiorki. Drugi człon amuletu składa się z analogicznych dwóch par
                wisiorów zaczepionych na znitowanych brązowych zawieszkach, które łączą paskami
                skóry zawieszkę zaczepioną o uchwyt okucia pazura. Niezwykłym okazem wśród
                omawianych amuletów jest pazur okuty brązową blachą zawieszony na brązowym
                skręconym drucie. Po bokach zwisają brązowe trapezowate wisiorki umieszczone na
                końcach skręconych drutów.( Izabela Mirkowska)
                www.muzeum.olsztyn.pl/arch/wieczory/cyme/cym.htm
              • Gość: jania Re: Pochówki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.11.05, 09:19
                Bałtyckich Prusów...dlaczego w Olsztynie-co Olsztyn miał wspólnego z Bałtykiem?
                • Gość: tralala Re: Pochówki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.11.05, 20:47
                  Bałtyckich Prusów - bo Prusowie byli Bałtami, tak jak Jadźwingowie, Litwini i
                  Łotysze. Co Olsztyn ma wspólnego z Bałtykiem? No właśnie między innymi to -
                  został założony na ziemi, którą przed wiekami zamieszkiwały plemiona pruskie
                  (na granicy obszaru Galindii). Był też jednym z 12 miast założonych na terenie
                  Warmii, a Warmia rozciągała się od Braniewa i Fromborka nad Zalewem Wiślanym po
                  Reszel na wschodzie i Olsztyn na południu. No to teraz wracam do Reszla, czyli
                  na koniec tego wątku.
        • Gość: UWM? Re: Pochówki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.02.06, 17:40
          skąd czerpiesz taką wiedze? studiowaliście historię?czy archeologię, ja jestm po historii UWM. Przepraszam, ale pytam z ciekawości, zaskakuje mnie duż wiedza.
      • Gość: tralala Re: Pruskie ołtarze ofiarne IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.09.05, 21:06
        Z kolejnym głazem związana jest legenda: - Diabeł grając ze swoimi kompanami w
        karty, poirytowany przegraną, chciał zagarnąć pieniądze i tak silnie uderzył w
        kamień służący za stół, że do dziś widnieje na nim ślad wgłębienia po czarciej
        łapie - opowiada Piotr Lichacz, dawny mieszkaniec Jakunówki. W miejscowości
        tej, na wzniesieniu nieopodal Diablej Góry, znajduje się bowiem tajemniczy,
        wielki narzutowy głaz. Według naukowców jest to kamień sakralny
        wczesnośredniowiecznych mieszkańców tych ziem, Galindów. Można go zobaczyć na
        tym zdjęciu www.poganin.most.org.pl/zdjecia/dybowo.jpg
        (takich 'czarcich' legend o głazach na przykład rzucanych lub przenoszonych
        przez diabły jest dużo, nie tylko na Warmii i Mazurach. Czy i w Krakowie lub
        okolicach jest taki diabelski kamień? A może w warmińskich legendach znajdziesz
        Rito podobną historyjkę?)
        • rita100 Re: Pruskie ołtarze ofiarne 21.09.05, 21:29
          Ślicznie piszesz , naprawdę mozna przy Tobie poznać tajemne wiedze. Już nie
          bedę tak szukać , bardziej słuchać i czytać. O diabłach to wszedzie było glośno.
          Wiele legend znam ale śląskich tam czasmi duzo opowiadają. Najbardziej poznałam
          Utopka, czyli takiego diabełka ktory kusi do wody - podobnego do naszego
          Toplica.
          Ale nie wiem czy wiesz - w kamieniach coś jest, ja to z każdej wycieczki
          przywożę własnie jakis znaleziony kamień i tak się z niego cieszę, układam w
          ogródku i patrzę na niego. Kamień ma coś w sobie , może magię , może coś co
          jest wieczne .
          O, rany , jeszcze Ci muszę powiedzieć o najważniejszym kamieniu forumowiczów -
          mamy kamień z muru zamkowego w Olsztynie . Redakcja dała nam cegłówkę za
          zdobycie chyba 2000 wpisu. Postanowiliśmy wspolnie z forumowiczami umieścic go
          w pubie eNki na ul.Dabrowszczaków i tam do dziś stoi. Poprosze o zdjecie do
          galerii, żebyś zobaczyła. Ten kamień nazwaliśmy "Lady" - to też historia.
          I wiesz do tego kamienia zjeżdzamy się co roku na spotkanie. Czyż nie wspaniała
          historia i jak tu nie kochać Olsztyn ? hehe
          • Gość: tralala Re: Pruskie ołtarze ofiarne IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.09.05, 21:41
            A może jednak uda mi się zachęcić Cię do poszukania (o choćby tutaj
            www.kamienie.most.org.pl/regiony/prusy.htm ) dalszych ciekawostek o
            kurhanach? Może coś z tego wybierzesz i dorzucisz do naszego wątku w
            najblizszych dniach. No i mam dobrą nowinę z dzisiejszego dodatku olsztynskiego
            do GW - nie jesteśmy same, zobacz: 'Wczorajsza sesja rady powiatu zaczęła się
            nietypowo: dwie ubrane w powłóczyste szaty dziewczynki rozdawały
            samorządowcom "pruskie ciastka" zlepione z kasz i ziół. Ich ubrany w kamizelę z
            łaciatej skóry kolega rozlewał z dzbana napój z miodu. Byli to uczniowie Szkoły
            Podstawowej nr 3 z Dobrego Miasta, którzy oprócz zwykłych, szkolnych wiadomości
            poznają przeszłość najbliższej okolicy'.
            • Gość: tralala Re: Pruskie ołtarze ofiarne IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.09.05, 21:49
              Na dobranoc coś do śmiechu - rysunek na górze 'Dlaczego nie warto palić
              czarownic na stosie', rysunek na dole 'Smok wawelski zawsze przyjacielski'
              www.poganin.most.org.pl/humor/humor2.htm
              Miłych snów, Rito
              • rita100 Re: Pruskie ołtarze ofiarne 21.09.05, 22:20
                Gość portalu: tralala napisał(a):

                > Na dobranoc coś do śmiechu - rysunek na górze 'Dlaczego nie warto palić
                > czarownic na stosie', rysunek na dole 'Smok wawelski zawsze przyjacielski'
                > www.poganin.most.org.pl/humor/humor2.htm
                > Miłych snów, Rito

                Milych snów
                Takie same rysunki rysuje moja córka , własnie w tym stylu - mam ich mnóstwo,
                taka postać fantazji, ale są piekne mimo , że wyglądają groźnie, może nie
                groźnie a bardziej tajemniczo :)
                • Gość: tralala Re: Pruskie ołtarze ofiarne IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.09.05, 21:07
                  Jeszcze parę akapitów z książki Aleksandra Brucknera o wierzeniach Prusów:
                  Gaje, pola i wody poświęcane są bóstwom powietrza i wody, ziemi i ognia, ciałom
                  niebieskim, gromowi, ptactwu, zwierzętom czworonożnym i gadom. Bóstwo obierało
                  gaj, pole lub wodę; rękojmią jego obecności było jakieś drzewo lub wyróżniająca
                  się grupa drzew. W znamienitszych miejscach utrzymywał ofiarnik święty ogień,
                  niegasnący, żywy; dla większych gminnych ofiar zwoływał on tam wiernych krywą
                  (laską); tu ofiarowano część (trzecią) zdobyczy wojennych, mianowicie zaś
                  palono żywcem najznakomitszych jeńców, w pełnej zbroi, na koniu, uwiązawszy do
                  palów lub drzew. Czasem też końmi gonią jeńców tak długo, aż się ledwie na
                  nogach utrzymać mogą, po czym ich wiążą i palą bogom.
                  • Gość: tralala Re: Pruskie ołtarze ofiarne IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.09.05, 21:09
                    I częściej od ludzkich składane ofiary ze zwierząt - na wróżbę, na zapewnienie
                    przychylności bóstw, lub ich przebłaganie:
                    Zwierzętami ofiarnymi bywały: byk, kozieł, świnia, kury – wszystko barwy
                    czarnej, wyjątkowo w innej. W ofiarach biorą udział wszyscy obecni, każdy
                    dorzuca do stosu drzewa lub chrustu; najlepsza cząstka, tłuszcz od bydląt,
                    płonie bogom w naczyniach uświęconych, wyłącznie do tego przeznaczonych
                    (kronikarz opowiada, jak raz Krzyżacy zdobyli taki kociołek ofiarny,
                    przenoszony z wieży do wieży przez Prusów); obecni spożywają z ofiar bydlęcych
                    resztki, skropiwszy się poprzednio lub pomazawszy się krwią ofiarną. dalej
                    należały do ofiar napoje, z których cząstkę najpierw bogom odlewano.
                    Ofiary składano na przykład na takich głazach:
                    Zwierzętami ofiarnymi bywały: byk, kozieł, świnia, kury – wszystko barwy
                    czarnej, wyjątkowo w innej. W ofiarach biorą udział wszyscy obecni, każdy
                    dorzuca do stosu drzewa lub chrustu; najlepsza cząstka, tłuszcz od bydląt,
                    płonie bogom w naczyniach uświęconych, wyłącznie do tego przeznaczonych
                    (kronikarz opowiada, jak raz Krzyżacy zdobyli taki kociołek ofiarny,
                    przenoszony z wieży do wieży przez Prusów); obecni spożywają z ofiar bydlęcych
                    resztki, skropiwszy się poprzednio lub pomazawszy się krwią ofiarną. dalej
                    należały do ofiar napoje, z których cząstkę najpierw bogom odlewano.
            • rita100 Re: Pruskie ołtarze ofiarne 21.09.05, 22:15
              Stronka faktycznie do przestudiowania - a jednak jest duzo wiadomości na
              internecie, trzeba tylko trafić .
              Dobre wieści z tym utrwalaniem tradycji od dziecka - to naprawdę dobry pomysł i
              dzieci lubią takie rzeczy, a nie tak jak teraz studiuje.
              Przeciez nie tylko Walentynki powinniśmy propagować , ale i nawet propagować
              twórczośc reginalną i zrobić z tego wielki biznnes jak z amerykańskich
              walentynek. Takie powinniśmy mieć swieto w całej Polsce - dzień regionalny i
              wszyscy powinniśmy chodzić w regionalnych strojach, jeść regionalne potrawy i
              śpiewać tańczyć regionalnie. Przeciez mamy tak piękną tradycję , że naprawdę
              szkoda to marnować i zamykać sie tylko w samej specjalizacji i wykladach.
              Dla dzieci to napewno byloby wielką frajdą - wspaniałą. Wylicznki regionalne.
              To sa ich korzenie , a nie tylko szczepić popkulturą i inne nowoczesności.
              Jak myślisz ?
              Szkoda , że w samym Olsztynie tego nie było, pewnie sie wstydzą ;)))))
              • rita100 Re: Tralala 23.09.05, 19:45
                bądź teraz cierpliwa , coś Ci zamieszczę co wywoła dreszcze - musze tylko
                spokojnie do wpisu podejść po kolacji.
                Coś cudownego z Rymkiewicza - tu najbardziej pasuje :)
                • rita100 Re: Archeologia 23.09.05, 19:51
                  W 1934 roku zaczęto badać teren Starego Miasta w Olsztynie. Podczas prac
                  ziemnych prowadzonych na zapleczu budynku obecnych "Delikatesów" -
                  prawdopodobnie ta własnie parcela była parcelą naszego słynnego Jana z Łajs. Z
                  badań tak wynikało.
                  Niestety II wojna przerwała prace, a po wojnie nikt już nie myślał o wznowieniu
                  badań, trzeba było szybko odbudowywać Olsztyn z gruzów. Nikt nie pomyślał, ze
                  przy takim odbudowywaniu powinien pracować archeolog. Znaleziono wtenczas dużo
                  okazów krzyżackich. Pierwsze prawdziwe prace archeologiczne były dopiero w 1951
                  roku i zaczęto od ul. Prostej, a tak naprawdę to zaczęto szczegółowo dociekać w
                  latach siedemdziesiątych, a już największe zainteresowanie zaczeło się po raz
                  pierwszy publicznie na forum GW, gdzie Tralala zaraża nas tym bakcylem. ;))))))
                  • rita100 Re: "Rozmowy polskie latem 1983" 23.09.05, 19:54
                    "Rozmowy polskie latem 1983" - Jarosław Marek Rymkiewicz

                    - Przed stu, przed dwustu, przed tysiącem lat ktoś, jak ja dziesiaj - myśli pan
                    Mareczek, wiedząc , że może sobie spokojnie pozwolić na takie rozmyślania, jako
                    że borowika z pewnością i tak nie znajdzie - przed dwoma tysiącami lat ktoś mi
                    nie znany, mówiący mi nieznanym mi językiem, szedł przez ten las, o tędy
                    przechodził, o tu przystanął, tutaj spojrzał w niebo i rozgarniał zaostrzonym
                    kijem gałęzie, rozdzierał końcem kija wilgotne pajączyny zwisające ze sosen.
                    Kim był ten człowiek ?
                    Patrzyły na niego z głebi lasu oczy przerażonej sarny, tej samej, ktora patrzy
                    dzisiaj na mnie. Kim oni byli, ci bracia Prusów i Litwinów, Jadźwingowie ?
                    Tutaj w tym lesie, pod warstwą mchu, pod warstwą pruchnicy lezy jeszcze grot
                    ich strzały, lezy ich przerdzewiały miecz. Gdyby go teraz ktoś znalazł i
                    odgrzebał, ten miecz rozsypałby sie w czerwony pył pod dotknięciem światła albo
                    dłoni. Nic , zupełnie nic nie pozostało po Jadźwingach. Można pogratulować tym,
                    którzy ich eksterminowali. Odnieśli niebywały sukces, taki, jaki w dziejach
                    mało komu przypadł w udziale.
                    Nie został ani jeden dom, ani jeden człowiek. Jadźwingowie znikneli z
                    powierzchni ziemi razem ze swoimi bóstwami, grzebieniami, pierścieniami,
                    garnkami i językiem.
                    Zostały po nich tylko kurhany przy sosie numer 11, tam gdzie za Suwałkami, za
                    Szwajcarią skręca sie na Szypliszki. I zostały jeszcze te strzępy jezyka,
                    strzępy jego fonetyki zachowane w nazwach miejscowych, te wszystkie sa, szy,
                    szut, a także wiż, ejsz, szesz, i jeszcze żaj, lisz, ysz, które szeleszczą,
                    gwiżdżą, poświstują w Kadaryszkach, Maszutkinach, Wiżajnach, Bondziszkach.
                    jutro będzie dalej - fajne nie ?
                    • Gość: tralala Re: "Rozmowy polskie latem 1983" IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.09.05, 21:13
                      Trzeba mieć wrażliwość poety, żeby zobaczyć tych, którzy mieszkali w Puszczy
                      Jańsborskiej, czy też Galindzkiej przed tysiącem lat. To prawda, że
                      Jadźwingowie w największym stopniu zostali poddani eksterminacji. taka była
                      strategia Zakonu - żeby między podbitymi Prusami a pogańską Litwą zostawić
                      gęstą, niezamieszkałą puszczę. Ale ja Rito ze zdumieniem dowiedziałam się, że
                      jeszcze do połowy XX wieku na Podlasiu nie używano nazwy Suwalszczyzna, tylko
                      Jaćwież (Jadźwież) - może nekroskop to potwiedzi, albo raczej jego dziadkowie?
                      • rita100 Re: "Rozmowy polskie latem 1983" 23.09.05, 21:38
                        Nie martw się , przed Toba jutro - będzie bardzo wrażliwy tekst - jak
                        cierpienia Raskolnika - ten Rymkiewicz strasznie musi kochać swoją ziemie , ze
                        takich słów używał w ksiązce.
                        Tralala , wejdź do galerii do watku Kocham Olsztyn - czy dobrze zauważyłam Babe
                        pruską na dziedzińscu zamku i napisz tam czy to tam studnia kamienna ?
                        Może bedziesz wiedzieć ;)
                        Jeszcze Cię dzisiaj zaskocze - ta przerwa to bylo tylko nabranie podwójnej
                        energi - tak mi glowa pękała wczoraj;))))
                        • Gość: tralala Re: "Rozmowy polskie latem 1983" IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.09.05, 21:44
                          'Kocham Olsztyn' - dobrze, poszukam. a w wątku nekroskopa pojawiły się
                          Planty :)) - zobacz, czy podobne do krakowskich, na moje oko, niekoniecznie.
                          Oj, jutro pracuję, w niedzielę pracuję, i jeszcze dziś musze popracować, żeby
                          wiedzieć jak jutro i pojutrze pracować. Muszę więc znikać, ale nawet jeśli
                          jutro nic nie dopiszę, to na pewno zajrzę, bo zapowiada się coś
                          horrorystycznego?
                          • rita100 Re: "Rozmowy polskie latem 1983" 23.09.05, 22:37
                            "Przyśnij mi się miasto, chcę dotknąć twoich kamieni, chcę usłyszeć bicie
                            twoich dzwonów. Wysłuchajcie mnie, potęzni ksiązeta, wysłuchaj mnie mocno
                            Gedyminie i ty Olgierdzie, i ty też Kiejstusie, i ześlij mi choć ułamek, małą
                            cząstkę waszego odwiecznego snu."

                            milych snow
                            • rita100 Re: "Rozmowy polskie latem 1983" 24.09.05, 20:31
                              Ale czy Jadźwingowie mieli jakąś historie ? Czy istnieje jakaś zapisana, komuś
                              znana historia Jadźwingów ? I kto ich właściwie wyeksterminował ? Polacy ? Czy
                              ich pobratymcy, Litwini i Prusowie ? A może Polacy w sojuszu z krzyżackimi
                              komturami ? Albo krzyżacy komturowie w sojuszu z litewskimi książętami ? I kto
                              własciwie leży pod tymi kurhanami przy sosie numer 11 ? Jeśli w ogole ktoś tam
                              lezy. I czy te kurhany ktoś już kiedyś rozkopał, czy dobrali sie do nich
                              etnografowie polscy lub niemieccy ? Czy leżą tam królowie Jadźwingów, , ich
                              potęzni książęta, groźni kapłani ich nieznanej wiary ? Czy lezy tam księżniczki
                              o wąskich dłoniach, małych stopach ? Ale może te ich księżniczki były
                              przysadziste, brzuchate, cycate, wypukłookie, krowiookie ? Jesli nawet takie
                              były, to i tak pochylali się nad nimi z pożądaniem woloocy jaćwiescy książęta.
                              I poczynali w tych księżniczkach dzieci, które miały zostać potem
                              wyeksterminowane, rozstrzaskane przez krzyżackich jeźdźców o belki kurnej
                              chaty, rzucone przez litewskich jeźdzców w żar dopalającego sie zamczyska. Kość
                              czołowa z kosmykiem włosów, który rozpadnie się pod wpływem zetknięcia ze
                              światłem - oto co można by wykopać spod takiego kurhanu. Jeśli w ogole coś tam
                              jest pod tymi kurhanami. Pewnie nic.
                              Ale nie.....
                              • rita100 Re: "Rozmowy polskie latem 1983" 24.09.05, 21:30
                                Zostanie po nim przecież to, co właśnie pisze: ten opis grzybobrania, te
                                rozważania o Jadżwingach, te rozmowy.
                                A także zostaną po nich wszystkie jego wiersze opisujące rozkład, gnicie,
                                próchnienie kości czołowych, piszczeli, nerek, wątroby, płuc , gardeł i łokci.
                                - Nie bądź taki pyszny, Mareczku. Bo może po tobie zostać akurat to, co zostało
                                po Jadźwingach : czyli nic, nic, nic. Albo co najwyżej krowiookie, wolookie
                                strzępy fonetyki, która bedzie dla niego niezrozumiała, nikomu niepotrzebna :
                                szcz, brzdż, grzdż. Jakiś niezrozumiały głuch bełkot, jakiś bełkocik, ktory z
                                obrzydzeniem wspomni w przypisie zamieszczonym na stronie 796 historyk
                                literatury wieku dwudziestego pracujący w wieku dwudziestym trzecim. Tyle co
                                po Jaćwieży.
                                Wolookie nic.
                                • Gość: tralala Sudajczu, Sudajczuteli! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.09.05, 21:52
                                  Miałam dziś i jutro popracowac, ale znalazłam taką starą, piekną pieśń litweską
                                  o zagładzie Jadźwingów. Na chwilę oderwę się od codzienności (bo czasem
                                  skrzeczy) i się tą pieśnią podzielę:

                                  Co ty, książątko, Sudajczu!
                                  Sudajczu, Sudajczuteli!
                                  Długoś spał?
                                  Gdyś spał snem,
                                  Wycięli wojowników twoich
                                  Rozsypali twoje nasypy (zamek).
                                  Czegoż ci, książątko,
                                  Więcej żal?
                                  Czy zamku, czy wojowników?

                                  Nie tak mi żal zamku,
                                  Jak mi żal wojowników.
                                  Ja zamek (nasypy) zasypię,
                                  We dwa, we trzy lata;
                                  Lecz wojowników nie wywiodę
                                  Ani w dziesięć lat.

                                  Jutro-pojutrze znajdę więcej czasu i dopiszę, kiedy ta pieśń powstała, kim był
                                  nieszczęsny książę jaćwieski, i kiedy zginęli jego wojownicy. Dziś już powiem
                                  dobranoc - i księciu, i Tobie, Rito, i naszemu cicerone nekroskopowi, i nawet
                                  pysznemu Mareczkowi (a kto to?)
                                  • rita100 Re: Sudajczu, Sudajczuteli! 24.09.05, 22:00
                                    >pysznemu Mareczkowi (a kto to?)

                                    autor tej wspaniałej ksiązki i słów
                                    "Rozmowy polskie latem 1983" - Jarosław Marek Rymkiewicz

                                    >Co ty, książątko, Sudajczu!
                                    > Sudajczu, Sudajczuteli!
                                    A kto to Sudajczek ?
                                    Nie znam tej nazwy :)
                                    dobranoc
                                    Śliczna pieśń
                                    • rita100 Re: Sudajczu, Sudajczuteli! 25.09.05, 21:50
                                      Tralala, nie bedę przytaczać fragmentów tej książki, ale jedno trzeba
                                      powiedziec , napisał tą książkę z sercem, czuć jego miłość, wielką miłość do
                                      tej krainy, jej podziw , a przede wszystkim wielką pokorę do tego co ta ziemia
                                      przeszła, nie oszczędzając nikogo a opis wojsk radziecki przez teren , kiedy to
                                      zabawiali sie nad jeziorami i granatami , tylko dla zabawy niszczyli naturalne
                                      środowisko jezior zamieniając je z zgniłe strzępy brzuchastych śniętych ryb ...
                                      jest straszny.
                                      Dobrze mieć teraz taką galerię zdjęć i widzieć jak spokojnie i pewnie pływają
                                      sobie łabedzie i kaczki.
                                      • Gość: tralala Re: Sudajczu, Sudajczuteli! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.09.05, 20:43
                                        A długa to książka? Cała o Jaćwieży? Czy tylko jej część?
                                        'Sudajczu, Sudajczuteli' - dodałam tę pieśń, bo tak niespodziewanie ją
                                        znalazłam i tak akurat do rozmyślań Rymkiewicza. I chociaż napisana kilkaset
                                        lat temu, wydaje się zupełnie współczesna (może to kwestia tłumaczniea, ale i
                                        to jest stare). Poza tym, ktoś w wycieczce po Białymstoku przyczepił się nazwy
                                        Jaćwingów, że niby nie tak się pisze. A prawda jest taka, że nikt nie wie, jak
                                        ten naród sam siebie nazywał. Znamy tylko różne nazwy nadane przez
                                        sąsiadów: 'Jaćwingowie (Jadźwingowie) – być może odłam pruskich plemion, byc
                                        może odrębny naród Bałtów, najmniej liczny, i wytępiony najrychlej, nie tknięty
                                        chrześcijańsywem. Jadźwingowie żyli od Niemna po Narew, Biebrzę i Łek , a zwani
                                        byli różnie: Podlaszanami, i Jaćwingami, Jatwjagami (Jaćwieżą) wedle głosowni i
                                        słoworodu ruskiego, Sudowai w Prusiech i na Litwie'(Bruckner). I od Sudowai
                                        pochodzi tytuł tej litweskiej pieśni i jaćwieskiego księcia.
                                        • rita100 Re: Sudajczu, Sudajczuteli! 26.09.05, 20:53
                                          Tak , ksiazka jest długa i powiem Ci szczerze, że wiele fragmentów już
                                          zamieściłam w wojennym watku, zaraz je znajdę. Są wspaniale opisy przyrody i
                                          jej dziedzictwo. A ksiązkę kupilam rok temu, wchodząc do księgarni wśród tylu
                                          książek oko spoczeło na na niej i ku zaskoczeniu w domu - niesamowicie byłam
                                          swoim wyborem zaskoczona, bo i autora nie znałam , a i tytuł nic nie mówił, a
                                          jednak bez zmrógnięcia okiem - na pewniaka kupiłam. Teraz ją czytam drugi raz i
                                          po naszych rozmowach wyciągam z niej głebie , której wczesnie nie zauważyłam.
                                          Nie mogę się jednak oprzeć dalszego zamieszczania jej urywków - chocby to
                                          popatrz:
                                          Wiersz dla plemienia Jadźwingów
                                          napisany nad ich jeziorem

                                          O jaćwiescy książęta co po was zostało
                                          Te dwie zapinki z brązu to jest bardzo mało

                                          A ten rozbity garnek to jest świadek lichy
                                          I cóż po waszym męstwie i co z waszej pychy

                                          Wasz król w lasanku zgubił drewnianą koronę
                                          Berło z gałęzi dębu było wyrzeźbione

                                          Waszą królową uwiódł święty wąż z zatoki
                                          Wchodząc w wodę liczyła odbite obłoki

                                          Królewski syn na brzegu zamyślony siedział
                                          Porwali go Litwini lub siostry niedźwiedzia

                                          Wasze dzieje spisan na brązowej korze
                                          Sa jak dziej tych muszel ktore śpią w jeziorze

                                          Albo jak dzieje raków pod korzeniem w wodzie
                                          Jak łatwo jest zapomnieć o całym narodzie

                                          O jaćwiejscy książęta co teraz poczniecie
                                          Po polsku mówi naród w sejneńskim powiecie

                                          A po litewsku mówi tam gdzie Kalwarija
                                          Warczy traktor na szosie i kurhany mija

                                          Ja jednak myślę o was więc pewnie jesteście
                                          Ale gdzie mam was szukać w jakim Bożym mieście

                                          Może tu nad jeziorem kiedy śnieh już pada
                                          Nocą stukacie w okno polskiego sąsiada

                                          A może za Islandią gdzieś na oceanie
                                          Macie podwodne porty sekretne przystanie

                                          Jaka wasza historia jakie przeznaczenie
                                          Pod mchem w głab ziemi idą splątane korzenie

                                          Stoi mgła na jeziorze nad niż ksieżyc biały
                                          Usnęliśmy w olsztynie a dzieje mijały

                                          J.M.Rymkiewicz
                                          Sejny , to jego ulubione miasteczko
                              • Gość: tralala Re: "Rozmowy polskie latem 1983" IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.09.05, 20:49
                                Troszkę pomieszam, ale może tu dodam historię Sudaiczu, bo to niezwykły dowód,
                                jak wyobraźnia może pomóc poecie dojrzeć (domyślić się, wyczuć?), co
                                rzeczywiście miało miejsce na tej ziemi: W marcu 1362 ruszył sam wielki mistrz
                                Winryk z Kniprode, na czele licznych hufców przeciw Kownu; w Wielką Sobotę
                                zdobyłi zamek, gdzie poległo trzy tysiące Litwniów (większość z nich spłonęła w
                                drewnianej twierdzy - 'żar dopalającego się zamczyska'). Woiddat, syn
                                Kiejstutów, został pojman z 36 panów przedniejszych. O nim jest ta pieśń
                                litewska, w oryginale zaczynajaca się: ‘Kuninge Sudaiczu, Sudaiczu raicziu’.
                                A może jednak, Rito, wybierzesz jeszcze kilka fragmentów z książki Rymkiewicza?
                                • rita100 Re: "Rozmowy polskie latem 1983" 26.09.05, 21:51
                                  forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=64&w=18479350&v=2&s=0
                                  Tralala, teraz dopiero rozumie co czytam, zamieszcze jeszcze dużo fragmentów,
                                  tymczasem przeczytaj jak broniłam w tym watku naszej ziemiczki i to dzięki
                                  Rymkiewiczowi, którego kupiłam własnie w tym okresie. Ta wiedza była moją
                                  bronią. Zobacz jakie fragmenty obszerne zamieściłam, chociaż bardziej
                                  historyczne, a teraz skupiam się na fragmentach korzennych.
                                  • rita100 Re: "Rozmowy polskie latem 1983" 26.09.05, 22:30
                                    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=708&w=27569342&a=29406838
                                    Tralala, czy przypadkowo nie wiesz co to za ten maly biały budyneczek w
                                    kształcie chatki tak slicznie wyrózniający się pod oswietlonym zamkiem ?
                                    • Gość: tralala Re: "Rozmowy polskie latem 1983" IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.09.05, 22:46
                                      ??? Może jest to jedna z kamieniczek, które zapobiegliwi, a niezbyt zamożni
                                      mieszkańcy Olsztyna budowali w XIXw wydłubując cegły z murów obronnych miasta?
                                      Stoi tuż nad dawną fosą. A może to kolejny zabytek, który czeka na odkrycie?
                                      Spróbuję to sprawdzić. A tu zobacz, co w dzisiejszej gazecie powiedział
                                      dyrektor muzeum: Zamierzam stworzyć możliwość podziwiania zamku jako eksponatu.
                                      Udostępnić poddasza i piwnice zapowiada Janusz Cygański.
                                      miasta.gazeta.pl/olsztyn/1,35189,2937002.html
                                      I jeszcze jedna ciekawa wiadomość: Nowe Ramuki to pierwsze nadleśnictwo w
                                      regionie, które kompleksowo zadba o ślady kultury Prusów: kurhany, wały,
                                      grodziska. Chce też nauczyć leśników, którzy często w lesie znajdują cenne
                                      archeologicznie przedmioty, jak rozpoznać, że akurat ten kawałek metalu to
                                      kilkusetletnia siekierka, a gliniana skorupa była kiedyś kawałkiem naczynia.
                                      miasta.gazeta.pl/olsztyn/1,35189,2936928.html
                                      Dobre wiadomości na dobranoc!
                                      • rita100 Re: "Rozmowy polskie latem 1983" 26.09.05, 23:04
                                        Same dobre wieści z tym , że w innych regionach Europejskich Dni Dziedzictwa ,
                                        to te dni przebiegały na imprezach nie tylko na Sesji. Na Śląsku byly wszystki
                                        Muzea udostępnione, odbywały sie imprezy i specjalne zwiedzanie zabytków ,
                                        tras, odczyty i wykłady i koncerty dla wszystkich, a tu tak cicho one przeszły.
                                        Ogromnie się cieszę z mozliwości odkrycia piwnic i poddasza do zwiedzania,
                                        wiele można tam eksponować , nawet antrape czy jak to sie nazywa Starego miasta
                                        w pomniejszeniu, żeby przedstawić to bardziej obrazowo, no i oczywiście o
                                        jakiegoś stracha trzeba się postarać . Czy w tym zamku straszy ?
                                        Kiedyś mi córka powiedziała, że mogląby się nająć do pracy nocnej i straszyć
                                        turystów jako czarna dama , bo lubi na czerno chodzić ubrana :)

                                        dobranoc
                                        dziękuję za odpowiedź
                                        • rita100 Re: "Rozmowy polskie latem 1983" 27.09.05, 21:24
                                          "- Kocham was - mowi pan Mareczek Rymkiewicz - Wiem , że niezdarnie, że
                                          ułomnie, ale tak jak umiem. Przecież wiecie o tym, litwewscy książęta. Wiesz o
                                          tym mocny Erdwile. I ty Mendogu. I ty też, wymyslony przez kronikarzy
                                          Ryngoldzie. Ty wiesz, Litwo.
                                          I tu pan Mareczek przypomina sobie, że Mendog nie był przecież wielkim
                                          księciem, lecz królem Litwinów i koronował się w Nowogródku w roku 1252 - a
                                          może 1253 ? - o czym wspomina Misckiewicz w przypisach do "Grażyny".
                                          Pan Mareczek wyjmuje blik z szuflady i pisze wiersz:

                                          Królowie Litwy

                                          Królowie Litwy pod dębami leżą
                                          Robak w ich czaszkach mech jest ich odzieżą

                                          Królowie Litwy Mendog lub Mindowe
                                          Wygnani z dziejów jak zwierzęta płowe

                                          Czarne ich kości czarne mają twarze
                                          Erdwił czy Witold nocne gospodarze

                                          Czarny ich zamek na bobrów jeziorze
                                          I w łódce z kory podróż aż za morze

                                          Królowie Litwy potomstwo Montwiła
                                          Dynastia która w puszczy sie ukryła

                                          Potężni władcy nocnej okolicy
                                          Królowie żuków mrówek i brusznicy

                                          Mocni książęta na każdej malinie
                                          O świcie pamięć o ich dziejach ginie

                                          Mrówcze ich miasta krecie ich komnaty
                                          W każdym żołędziu mroczne kazamaty

                                          Borsuk ogląda święte ich oblicza
                                          Ja tak cię kocham Litwo tajemnicza

                                          I świeci próchno nocna ich stolica
                                          Jak kiedyś w Wilnie nie zgaszona świeca

                                          I świeci próchno w czarnych oczodołach
                                          Posłuchaj w lesie może on cię woła

                                          Erdwił czy Mendog albo Wotold młody
                                          Może cię prosić na stuletnie gody

                                          Chodźmi za nimi wijmy wieńce z lisci
                                          Niech się nam Litwa jaką była ziści

                                          Chodźmy gdzie paproć w międzyborzu świeci
                                          I stuka dzięcioł ten sam od stuleci

                                          Chodźmi za nimi dokąd nas powiodą
                                          Niech nam pokażą Litwę wiecznie młodą."

                                          - Nie mieliby państwo ochoty pojechać do Sejn ? A z Sejn moglibyśmy, bo to już
                                          bardzo niedaleko, pojechać nad jezioro Gaładuś. To piękne jezioro, a poza tym
                                          obejrzelibyśmy sobie, jak tam wygląda granica, bo ona właśnie przechodzi przez
                                          Gaładuś i połowa jeziora jest po naszej stronie, a połowa po rosyjskiej.

                                          • rita100 Re: Śladem grodzisk 28.09.05, 20:21
                                            Wracając do odkryć, to dzieki takim odkryciom wiemy, że przedkowie Prusów zw.
                                            Bałty, w w rejonie Olsztyna - Galinami. Odkryto grodziska pruskie w okolicach
                                            Olsztyna. Jednym takim grodziskiem był "Przeklęty zamek" ktory znajdował sie w
                                            olsztyńskim Lesie Miejskim w zakolu Łyny i pobliżu Diabelskiego Młynu. Znane
                                            już w kartotece J.M.Cuise jako zamek Sundythem.
                                            Gród w Bartązku nad jeziorem Bartąg - gdzie wiosną 1348roku w tym własnie
                                            miejscu spotkały się trzy osobistości kapituły Harmut - proboszcz Katedry, Jan -
                                            dziekan, oraz Jan -Kustosz i podjeli decyzję o budowie zamku i miasta Olsztyn.
                                            Posiadamy wielowiekową tradycję osadniczą.
                                            • Gość: tralala Re: Śladem grodzisk IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.09.05, 20:51
                                              Czasem trudno odróżnić takie grodzisko od wzgórza morenowego, czasem trudno je
                                              wypatrzeć, jeśli jest porośnięte lasem. Ale na tym zdjęciu można zobaczyć, że
                                              niektóre z tych grodzisk były imponuaco wielkie
                                              www.poganin.most.org.pl/zdjecia/banie.jpg
                                              I jeszcze kilka słów z tej strony: Siedziby Galindów, średniowiecznych
                                              mieszkańców regionu Wielkich Jezior zniknęły w pomroce dziejów. Jednak
                                              nierzadko spotykamy charakterystyczne pagórki o kształtach noszących ślady
                                              działalności dawnych wojowników - spadki czy wręcz linie obwałowań, które były
                                              ich warowniami. Historycy obliczają liczbę takich miejsc na prawie 600. W
                                              okolicach Giżycka źródła odnotowują ok. 20, np. Jeziorko, Trosy czy Bogaczewo.
                                              Warto wspomnieć jeszcze o przepięknie położonym grodzisku w Ostrowie nie opodal
                                              Skomacka Wielkiego i Grodzisku na północ od Kruklanek. (Sławomir Kędzierski)
                                              Prawie 600 grodzisk - jest czego szukać!
                                              • rita100 Re: Edmund Friszke 28.09.05, 21:28
                                                Czyli trzeba zwracać uwagę na kopce. Te kopce maja pewnie swoje nazwy
                                                regionalne. Czytałam legende o chodzacej górze i bezboznych tam mieszkających
                                                ludziach, dopiero ją zamieszcze - być może to mowa o tych kopcach górzystych.

                                                Tralala, teraz będe przedstawiać wielkich ludzi Warmii i Mazur i ciekawe ich
                                                dzieje, najczęściej smutne ich losy.
                                                www.luteranie.pl/diec.mazurska/pl/biuletyn/Friszke.htm
                                                Zaczytałam sie tak ciekawa historia i Mazurów i Olsztyna

                                                W 1966 roku, po kilkakrotnym zdewastowaniu grobu przez nieznanych sprawców,
                                                rodzina dokonała ekshumacji i przeniesienia ciał na miejscowy cmentarz
                                                komunalny. Parę lat później cmentarz ewangelicki w Olsztynie został w ogóle
                                                zlikwidowany, pomniki zburzone, groby zrównane z ziemią. Dzisiaj ten spory
                                                teren porasta trawa i stare drzewa. Mazurskich imion nie ma już nawet na
                                                pomnikach cmentarnych.


                                                • Gość: tralala Re: Edmund Friszke IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.09.05, 21:42
                                                  Jedno z takich wzgórz jest koło Kortowa, w samym Olsztynie. Nosiło nazwę Trupi
                                                  Czerep. Nie było to ani grodzisko, ani nawet kurhan. Napiszę o nim więcej
                                                  jutro, ale to dość makabryczna historia.
                                                  A z cmentarza ewangelickiego, na którym pochowano pastora Friszke poza drzewami
                                                  pozostała też kaplica cmentarna, dziś cerkiew prawosławna, od niedawna
                                                  ozdobiona 'cebulkami' na szczycie dachu. Dziwne połączenie - neogotycka kaplica
                                                  i 'cebulki'?
                                                  Muszę uciekać teraz w google i trochę popracować. Dobranoc.
                                                  • rita100 Re: Piekna Gora 28.09.05, 22:21
                                                    www.poganin.most.org.pl/wiesci/07.htm
                                                    A to Piękna Gora - też grodzisko i też wzgórze zarosnięte.
                                                    dobranoc
                                                  • Gość: tralala Re: Edmund Friszke IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.09.05, 20:54
                                                    Z linkami różnie bywa - mogą zniknąć albo się zawiesić, więc wybrałam z tego
                                                    bardzo długiego i ciekawego artykułu garść informacji o księdzu Friszke - dziś
                                                    o jego losach do czasu przyjazdu do Olsztyna.

                                                    Edmund Friszke urodził się 4 czerwca 1902 roku w Zduńskiej Woli. Ordynowany był
                                                    w 1927 r, i z dniem 15 marca objął stanowisko wikariusza parafii ewangelicko-
                                                    augsburskiej św. Trójcy w Łodzi. Z dniem 15 marca 1929 r. został powołany na
                                                    stanowisko administratora parafii radomskiej.

                                                    Na początku września 1939 r. wyjechał wraz rodziną z Radomia do Lublina, co
                                                    było naturalne ze względu na zajmowane stanowisko p.o. seniora lubelskiego. Do
                                                    Radomia powrócił wraz z rodziną 20 września. Nazajutrz został aresztowany przez
                                                    Gestapo. Aresztujący go obersturmfuhrer German powiedział - gdy zabierany z
                                                    domu próbował oczyścić swój płaszcz - "nie trzeba czyścić, tam dokąd pan
                                                    pójdzie, zabrudzi pan sobie nie tylko płaszcz" .

                                                    W radomskim więzieniu przy pomocy obelg, bicia, głodu oraz gróźb rozstrzelania,
                                                    próbowano go zmusić do podpisywania się nazwiskiem z niemiecka, przez "sch" i
                                                    do zadeklarowania się jako Niemiec. Nacisk, jaki w tej sprawie wywierało
                                                    Gestapo wówczas, a także później, miał charakter symboliczny. Chodziło o
                                                    złamanie moralne człowieka, a także o wypełnienie nazistowskiego dogmatu, w
                                                    myśl którego ewangelik o niemiecko brzmiącym nazwisku musiał być Niemcem.

                                                    Dnia 18 grudnia 1939 r. ks. Friszke został wywieziony z Radomia i osadzony w
                                                    obozie koncentracyjnym Sachsenhausen, a 13 grudnia 1940 r. - wraz z innymi
                                                    duchownymi przewieziony do obozu w Dachau. Jako więzień numer 22 500 przebywał
                                                    tam do chwili oswobodzenia przez wojska amerykańskie 29 kwietnia 1945 r. W
                                                    nazistowskich więzieniach i obozach spędził zatem 5 lat i 7 miesięcy.

                                                    Po wyzwoleniu obozu i odbyciu obowiązkowej kwarantanny - wprowadzonej z powodu
                                                    panującego wśród niektórych więźniów tyfusu - został zwolniony przez władze
                                                    amerykańskie 31 maja 1945 r.

                                                    Oficjalna nominacja ks. Bp. Szerudy dla ks. Friszke na administratora polskiej
                                                    parafii ewangelickiej w Olsztynie nosi datę 9 stycznia 1946 r. Decyzją
                                                    Konsystorza z 25 marca 1946 r. ks. Friszke został również administratorem
                                                    parafii w Olsztynku, Mańkach i Biesalu w pow. ostródzkim. Otrzymał przydział na
                                                    prowadzenie nauki religii w szkołach powszechnych w Olsztynie, Łęgutach,
                                                    Olsztynku i Mańkach. Do Olsztyna przybył jeszcze w styczniu 1946 r., rodzinę
                                                    sprowadził w marcu.
                                                  • rita100 Re: Edmund Friszke 30.09.05, 22:08
                                                    Tralala, tak , juz niejeden link się nie otwiera, faktycznie one albo się
                                                    strzeją i stają sie niedostepne. Wiele razy tak mialam, dlatego jeszcze coś
                                                    bardzo ciekawego wkleje z tej stronki Friszke - dotyczy historii.

                                                    "Prusy Wschodnie były pierwszą prowincją III Rzeszy, do której wkroczyła Armia
                                                    Czerwona. Zemsta za zbrodnie hitlerowskie w ZSRR była okrutna i skierowana
                                                    przede wszytskim przeciw ludności cywilnej. Strach przed bolszewikami,
                                                    wzmocniony przez wieści o ich brutalności, spowodował masową ucieczkę ludności,
                                                    która na przełomie 1944 i 1945 objęła około pół miliona ludzi. Po wejściu
                                                    Rosjan w południowej części Prus Wschodnich (które zostaną przyznane Polsce)
                                                    znajdowało się około pół miliona ludzi. Ogromna część spośród nich została
                                                    zamknięta w prowizorycznych obozach i następnie deportowana do ZSRR. Liczbę
                                                    deportowanych badacze szacują na 100, a nawet do 300 tys. Oczywiście, władze
                                                    sowieckie nie dokonywały rozróżnień między Niemcami, Mazurami, Warmiakami. Nie
                                                    dokonywali tego również szabrownicy, którzy zwłaszcza w 1945 r. grasowali w
                                                    południowej części Mazur, grabiąc mienie opuszczone przez uciekinierów, ale
                                                    także znajdujące się w posiadaniu bezbronnej ludności miejscowej."

                                                    " Tak ogromne wymieszanie ludności o różnej tożsamości kulturowej oraz
                                                    odmiennych doświadczeniach społecznych, historycznych, nawet wzorach
                                                    gospodarowania i zachowań, musiało rodzić liczne i dramatyczne konflikty.
                                                    Nieufność, niechęci i spory szły często w parze z rywalizacją, nieraz bardzo
                                                    brutalną, o dostęp do dóbr - mieszkań, gospodarstw, dobytku ruchomego itd.
                                                    Stroną najsłabszą w tej rywalizacji byli autochtoni, uważani z reguły przez
                                                    przybyszów za obcych, za Niemców."
                                                  • Gość: tralala Re: Edmund Friszke IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.09.05, 22:37
                                                    Tak, w tym artykule jest bardzo dużo ciekawych historii, nie tylko o pastorze
                                                    Friszke, ale przede wszystkim o powojennych losach mazurów. A to historia do
                                                    tej pory mało znana, przez wiele lat zakazana. Ja skupiłam się bardziej na
                                                    życiu ks Friszke, ale choć skracałam, jak mogłam, to wyszła potężna biografia.
                                                    Więc może poczekam z nią do jutra. Dzisiejszy dzień,jednak bardzo smutny,
                                                    zakończę zapowiadaną historią grobu pruskiego w Kortowie. Jednak nie radzę
                                                    czytać przed snem - będzie w następnym poście. Dobrej nocy nam wszystkim i
                                                    lepszego dnia jutro.
                                                  • Gość: tralala Trupi Czerep IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.09.05, 22:39
                                                    W latach 1898-1899 podczas prac mierniczych przed rozpoczęciem budowy Zakładu
                                                    dla Obłąkanych w Kortowie, robotnicy odkryli grób kryjący mnóstwo ludzkich
                                                    kości. Miejsce odnalezienia tego grobu nosiło legendarną nazwę Trupi Czerep,
                                                    choć nikt nie potrafił wyjaśnić pochodzenia tej nazwy.
                                                    Dopiero po pewnym czasie grób zbadali archeolodzy, którzy stwierdzili, że
                                                    znalezione kości pochodzą sprzed kilku wieków. Możliwe jest więc, że grób
                                                    pochodził z czasów, kiedy to nastąpił kres staropruskiej osady Korto. O tym, że
                                                    mieszkańcy Korto zostali wymordowani, być może przez Krzyżaków, świadczy to, że
                                                    nie zostali pochowani zgodnie ze staropruskim rytuałem, lecz wrzuceni w
                                                    nieładzie do dołu i zasypani. Niestety, skromna dokumentacja tego znaleziska,
                                                    przechowywana na Uniwersytecie Alberta w Królewcu spłonęła w 1945r.
                                                    Możliwe jest też inne pochodzenie tego grobu: może spoczęły w nim ofiary wojny
                                                    polsko-krzyżackiej w 1414r., a może nawet dużo późniejszej kampanii
                                                    napoleońskiej na początku XIXw. Jednym z dowodów na to, że w Kortowie istniała
                                                    osada pruska jest grot oszczepu, znaleziony w 1960r. nad jeziorem Kortowskim.
                                                    (na podstawie książki St. Piechockiego, Czyściec zwany Kortau)
                                                  • rita100 Re: Trupi Czerep 30.09.05, 22:59
                                                    Oj, Kortowo, Kortowo, to osobny rozdział dla mnie - już dawno, dawno slyszałam
                                                    o tej nazwie i kojarzyłam sobie to z wieką ilościa kortów tenisowych, takie
                                                    bylo moje pierwsze skojarzenie - dopiero pózniej sie dowiedziałam dużo innych
                                                    rzeczy, a teraz ten Trupi Czerep. Te tereny kryją wiele tajemnic , burzliwą
                                                    historię. Nikt jeszcze o tym nie napisał, ale ten szpital dla obłakanych w
                                                    czasie II wojny światowej spełniał rózne funkcje, może doczytam jeszcze
                                                    dokładniej. Nie wiem czy ten Zakład dla Obłakanych jeszcze jest ?
                                                    Ciężko powiedzieć w tym wątku dobranoc, nawet milych snów ciężko sobie
                                                    wyobrazić, więc - do jutra :)
                                                  • rita100 Re: odkrywca kurhanu 01.10.05, 21:10
                                                    Szczątki ofiary rytualnego mordu sprzed 4,5 tysiąca lat odkopali olsztyńscy
                                                    archeolodzy w Babiętach Małych koło Susza. Tkwiąca w ziemi obok kurhanu z
                                                    pochówkiem dobrze zachowana czaszka będzie dzisiaj poddana szczegółowym
                                                    oględzinom, po czym po wysuszeniu przejdzie badania archeologiczne.
                                                    Kurhan w Babiętach Małych, leżący na dawnych ziemiach plemienia Pomezanów,
                                                    pochodzi z epoki kamienia, okresu kultury ceramiki sznurowej. Został odkryty w
                                                    1903 roku przez niemieckiego właściciela majątku P. Wendke i częściowo
                                                    obrabowany. Odkrywca, który szukał tu skarbów, zrobił głęboki wkop do
                                                    mierzącego około 10 metrów wysokości kurhanu. Znalazł między innymi toporek,
                                                    naczynia ceramiczne, zapinki. W takim stanie zbudowany z piasku kurhan
                                                    przetrwał do naszych czasów. Dwa lata temu zainteresowali się budowlą
                                                    archeolodzy z Muzeum Warmii i Mazur w Olsztynie. Stwierdzono, że jest jedynym
                                                    tego rodzaju obiektem pomiędzy Dolną Odrą a Półwyspem Sambijskim i może być
                                                    znacznie starszy, niż sądzili archeolodzy niemieccy. W czasie ponownych
                                                    wykopalisk odkryto między innymi fragmenty kości ręki, naczyń ceramicznych,
                                                    trochę drobiazgów osobistych. W tym roku archeolodzy (ekipą kieruje mgr
                                                    Jarosław Sobieraj) zainteresowali się rowem dookolnym wokół kurhanu i przy
                                                    okazji odkryli czaszkę. Jest niemal kompletna, z żuchwą i zębami. Głowa została
                                                    odcięta - jak przypuszczają naukowcy - podczas rytualnego mordu towarzyszącego
                                                    pochówkowi jakiegoś znacznego członka plemienia. Należy prawdopodobnie do
                                                    pojmanego w czasie walk jeńca. Przypadki składania ofiar z ludzi (dochodziło
                                                    nawet do kanibalizmu) na terenach zamieszkałych przez plemiona pruskie miały
                                                    miejsce pod koniec epoki kamienia. Czaszka będzie poddana badaniom
                                                    antropologicznym.
                                                    "Gazeta Olsztyńska - Magazyn", 23-25 lipca 1999 r., str. 3.
                                                    Też ciekawa historia
                                                    www.poganin.most.org.pl/pg3/11.htm
                                                  • Gość: tralala Re: Trupi Czerep IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.10.05, 21:36
                                                    Zakład dla Obłąkanych w Kortowie zakończył działalność w tragicznych
                                                    okolicznościach w nocy z 21 na 22 stycznia 1945, kiedy pozostali w szpitalu
                                                    lekarze, pielęgniarki i pacjenci zostali wymordowani przez żołnierzy Armii
                                                    Czerwonej. Później spalili oni także budynki szpitala. Są też dokumenty
                                                    niemieckie wskazujące na to, że w czasie wojny w szpitalu dokonywano negatywnej
                                                    selekcji pacjentów i część z nich wysłano (prawdopodobnie do Saksonii), gdzie
                                                    zostali poddani eutanazji. Pamięci wszystkich pacjentów i personelu medycznego
                                                    Kortowa poświęcono ten pomnik, odsłonięty kilka lat temu:
                                                    www.moje-fotografie.olsztyn.pl/index.php?idd=4&ido=119&idz=1862
                                                    Te mniejsze białe kamienie po bokach, to kilka ocalałych fragmentów nagrobków z
                                                    cmentarza kortowskiego, a na dużym głazie po środku przymocowano żeliwny krzyż,
                                                    pochodzący z tego samego cmentarza (dziś zabudowanego akademikami i sklepem
                                                    spożywczym).
                                                    Na początku lat 50-tych na terenie Kortowa powstała Wyższa Szkoła Rolnicza
                                                    (dziś Uniwersytet Warmińsko-Mazurski). Wśród studentów (i pracowników) krążył
                                                    wówczas taki żart:
                                                    -Czym różni się przedwojenne Kortowo od powojennego?
                                                    -Tym, że przed wojną przynajmniej personel był normalny!
                                                    Wiesz, Rito, to zabawne, ale w Kortowie jest dużo kortów, choć nazwa tej
                                                    dzielnicy Olsztyna pochodzi od pruskiego 'korto' czyli zagajnik. Ale może
                                                    jednak przyciąga chętnych do gry w tenisa.
                                                  • rita100 Re: Trupi Czerep 01.10.05, 21:49
                                                    Wiem, byłam tam, właściwie to objeżdzaliśmy go z bpkw , cudowne tereny, dużo
                                                    zieleni, a Akademia ma tam chyba najlepsze na świecie warunki do nauki. Nawet
                                                    rozmawialiśmy, że urokiem przewyższa nawet Krakowskie Akademie , włacznie z UJ.
                                                    Kortów jest tam dużo, jedne nad samym jeziorem Kortowskim, inne sa w dole w
                                                    parku i jest jeszcze balon sportowy z kortem. Budynki Akademi Rolniczej są też
                                                    zabytkowe i ceglane co dodaje im urok i zabytkowość.

                                                    Tak , szpital ten w bestialski sposób był potraktowany, rzeź, palenie żywcem z
                                                    miotaczy okna. Olsztyn był bowiem pierwszym zdobytym miastem niemieckim.
                                                    A pomniczek jest dobrze zrobiony z elementami dawnej tragedi. Kamień to chyba
                                                    najbardziej mocny atrybut wspomnień. Kamień , to sama widzisz jak trwały -
                                                    dobrze, że Baby Pruskie były z kamienia inaczej chyba nigdy bysmy się o niech
                                                    nie dowiedziały.
                                                  • Gość: tralala Re: Edmund Friszke IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.10.05, 21:49
                                                    Czy Mazurzy będą mogli zostać?
                                                    Misję na ziemi mazurskiej ks. Friszke rozpoczął 22 stycznia 1946 r. od wizyty w
                                                    Olsztynku, a zastany tam stan rzeczy przedstawił w sprawozdaniu złożonym
                                                    władzom wojewódzkim. "Z rozmów przeprowadzonych na miejscu z mazurami-
                                                    ewangelikami wywnioskowałem, że wielu już zadeklarowało się na rzecz pozostania
                                                    w Polsce. Ostatnio jednak zaistniały fakty przykre: oto burmistrz w Olsztynku
                                                    kilku petentów, chcących się zadeklarować, odprawił w ostrej formie. Inni
                                                    mazurzy-ewangelicy boją się więc pójść do burmistrza. Byłoby rzeczą pożądaną,
                                                    aby Urząd Wojew. wystosował pismo do burmistrzów i wójtów Okręgu Mazurskiego
                                                    nawołując tychże do niestawiania przeszkód mazurom ewangelikom przy
                                                    deklarowaniu się. Nie może leżeć w interesie Państwa Polskiego, by chętnych
                                                    odpychano i ci w konsekwencji opuszczali kraj nasz."

                                                    ... niech rzuci kamieniem
                                                    Podczas odwiedzin w mieszkaniach, ksiądz Friszke szczególną uwagę zwracał na
                                                    dzieci szkolne, objęte już obowiązkiem nauki. Uczniów zachęcał do udziału w
                                                    życiu kościelnym i do lekcji przedkonfirmacyjnych. Trzy razy w miesiącu
                                                    odbywały się w Olsztynie niedzielne nabożeństwa. Z czasem doszły do nich,
                                                    odbywane w tygodniu, nabożeństwa biblijne i pasyjne w środy. Niektórzy z
                                                    wiernych, nie znający języka polskiego, niewiele rozumieli z liturgii i kazań.
                                                    Z początku co bardziej znane pieśni kościelne śpiewali po niemiecku, dopóki pod
                                                    naciskiem władz tej formy manifestowania swej religijności zakazano." Zimą
                                                    nabożeństwa w kościele nie mogły się odbywać wobec dotkliwego zimna, co było
                                                    skutkiem zarówno niedostatku opału, jak szyb wybijanych nagminnie przez
                                                    wyrostków (w połowie lat pięćdziesiątych szyby, w tym witraże, zostaną
                                                    osłonięte siatkami).

                                                    Zakazane piosenki
                                                    Ks. Friszke zamierzał uszanować tradycje i przyzwyczajenia miejscowej ludności.
                                                    Jednym z najważniejszych narzędzi przywracania tradycji i polskiej świadomości
                                                    narodowej miał być śpiewnik zawierający dawne pieśni mazurskie, a obok nich
                                                    nowsze, używane w całym Kościele. Komitet śpiewnikowy prace ukończył we
                                                    wrześniu 1947 r W nowym śpiewniku znalazły miejsce "znane i ulubione pieśni
                                                    ewangelików mazurskich, jak też ewangelików śląskich i warszawskich,
                                                    stanowiących jedną wielką polską rodzinę ewangelicką."
                                                    Śpiewnik, zatwierdzony przez władze Kościoła, miał być wydrukowany w Lund na
                                                    koszt szwedzkiego Komitetu Niesienia Pomocy Mazurom w nakładzie 35 tys. egz.
                                                    Mimo zatwierdzenia przez władze Kościoła w Polsce już w 1948 r. zaczęły się w
                                                    tej sprawie mnożyć trudności. Ostatecznie, śpiewnik wydrukowano w Lund w 1951
                                                    r., lecz nie został on rozpowszechniony w Polsce. W piśmie Urzędu do Spraw
                                                    Wyznań ze stycznia 1954 r. stwierdzano, że w 1953 r. "Szwecja przysłała 30 000
                                                    egz. polskiego śpiewnika dla Mazur, z czego 10 000 oprawionych w płótno, na
                                                    pięknym papierze, jako dar Szwedzkiego Komitetu Pomocy Mazurom. Śpiewnik ten
                                                    został przez władze opieczętowany i nie puszczony do rozprowadzania ze względu
                                                    na swą treść."

                                                    ‘Szpiedzy’ z Czerwonego Krzyża
                                                    Zaangażowanie Szwedzkiego Kościoła Ewangelickiego w akcję pomocy dla
                                                    poszkodowanej przez wojnę ludności mazurskiej zaczęło się wkrótce po
                                                    zakończeniu wojny. Przerwanie pomocy szwedzkiej jesienią 1948 r. nastąpiło w
                                                    wyniku narastającej stalinizacji i izolowania Polski od kontaktów z Zachodem. W
                                                    tej atmosferze patrzono oczywiście również podejrzliwie na pomoc szwedzką. Na
                                                    podstawie kłamliwych donosów wzywano ks. Friszke do Urzędu Bezpieczeństwa.
                                                    Szwedów podejrzewano o działalność szpiegowską, co ostatecznie zakończyło się
                                                    zażądaniem wyjazdu z Polski szwedzkich sióstr Czerwonego Krzyża i diakonis
                                                    ewangelickich. prowadzących sierocińce. Domy te upaństwowiono i przekształcono
                                                    w państwowe domy dziecka.
                                                  • rita100 Re: grodzisko jaćwieskie 01.10.05, 22:29
                                                    To Edmunda Friszke mamy przerobionego - Ciekawe czy jest choć jakiś pomniczek
                                                    mały ku jego czci i czy wreszcie wydany zostały w Polsce ten śpiewnik mazurski,
                                                    przetłumaczony na język polski.
                                                    A popatrz co znalazłam :)

                                                    Między Zat. Jodel (Jez. Szurpiły), Jez. Tchliczysko (Kluczysko) i Jegłówek jest
                                                    podobno grodzisko jaćwieskie ("piłokalnia") na Zamkowej Górze, z potrójnym
                                                    pierścieniem wałów wzmocnionych głazami, znane jako Szurpiły, czyli - z
                                                    litewska - "straszny gród", także jako Jegłówek, a krzyżakom jako Surpel, oraz
                                                    związane z nim Góry Kościelna i Cmentarna.

                                                    Na Górze Cmentarnej nie zachowały się co prawda widoczne ślady kurhanów, ale
                                                    jest ona miejscem niezwykłym. Z dala wygląda jak jeden z wielu okolicznych
                                                    pagórków, ale zbliżając się można dostrzec na szczycie grupę kamieni, która
                                                    przyciąga wzrok. Warto jednak oprzeć się ciekawości przez chwilę i pójść dalej
                                                    polną dróżką, aby odnaleźć dawne ceremonialne wejście na Górę. Zdaje się ono
                                                    prowadzić między leżącymi, omszałymi głazami, wydłużonym grzbietem w kształcie
                                                    grobli, której lewy stok opada ostro do Zat. Jodel. Po chwili dochodzimy na
                                                    szczyt, zaznaczony kupą otoczaków i drewnianym słupem, a za nim placyk na
                                                    którym ułożono (chyba niedawno) krąg z głazów i kamiennych słupków. To miejsce
                                                    (i widok Jez. Szurpiły) przyprawiło mnie o zawrót głowy.

                                                    Góra Kościelna ma inny wygląd i atmosferę. Jej wyższe partie są zadrzewione i
                                                    wyraziściej zarysowane, a spowija je aura łagodnej dobroci, pomyślności i
                                                    pokoju. Emanuje ona z rozrzuconych na zboczach głazów o szlachetnych
                                                    kształtach, a skupiona jest na szczycie, gdzie - sądząc z nazwy - odprawiać
                                                    musiano święte obrzędy.

                                                    Z Jez. Szurpilskimi (a szczególnie z 2 głazami narzutowymi na G. Kościelnej)
                                                    związane jest podanie o bogu jezior Żaltisie, zamordowanym przez podstępnych
                                                    szwagrów i pomszczonym przez Perkuna - pamietasz tą legendę, Rymkiewicz
                                                    opowiadał i jest we folklorze.
                                                    www.spk.org.pl/obiekty/glazowisko_bachanowo.htm
                                                  • rita100 Re: jeszcze pytanie :) 03.10.05, 21:20
                                                    Tralala - mam jeszcze jedno pytanie - czy w Olsztynie jest przewodnik
                                                    turystyczny , człowiek , który zna wszystkie ciekawostki olsztyńskie, historie
                                                    kamieniczek i potrafi ciekawie opowiadać o wszystkim turystom ?
                                                    Słyszałaś zapewnie o Towarzystwie Miłośników Olsztyna, czy oni nie powinni
                                                    prowadzić taką działalność ?
                                                  • berlinianka Re: jeszcze pytanie :) 04.10.05, 11:40
                                                    Mnie tez bardzo ten temat interesuje:
                                                    czy ktos potrafi oprowadzic turystow po Olsztynie i ciekawie opowiadac takze o
                                                    dawnych czasach PO NIEMIECKU?
                                                  • Gość: tralala Re: jeszcze pytanie :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.10.05, 13:23
                                                    Są, oczywiście, że są przewodnicy - język polski, niemiecki, angielski,
                                                    rosyjski, włoski i (chyba?) francuski. Ale to nie Towarzystwo Miłośników
                                                    Olsztyna, prędzej olsztyński oddział PTTK (obok Wysokiej Bramy; tel. 523 53 20)
                                                    albo Biuro Przewodników Warmia w Olsztynie (tel. 533 38 94). Telefony spisałam
                                                    z książki telefonicznej - bo myślę, że Berlinianka niekoniecznie musi mieć do
                                                    niej dostęp. A wieczorem dopiszę jeszcze coś ciekawego o przewodnikach.
                                                  • berlinianka Re: jeszcze pytanie :) 04.10.05, 13:55
                                                    Tralala,
                                                    Ty jestse niezawodna! Bardzo Ci dziekuje!
                                                  • rita100 Re: jeszcze pytanie :) 04.10.05, 20:09
                                                    berlinianka napisała:

                                                    > Tralala,
                                                    > Ty jestse niezawodna! Bardzo Ci dziekuje!

                                                    Tak , Berlinka, podpisuje się pod tym wpisem :)

                                                    A co do przewodników, to wybór ich jest strasznie ważne - tu trzeba umieć
                                                    ciekawie opowiadać, a to jest ogromna sztuka.
                                                    To czekamy Tralala na dalszy przewodnik.
                                                  • Gość: tralala Re: jeszcze pytanie :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.10.05, 20:37
                                                    Niestety, nie uda mi się dotrzymac słowa. Chciałam napisać o tym, że od trzech
                                                    tygodni olsztyński przewodnik nad przewodniki w Naszym Olsztyniaku (bezpłatnej,
                                                    niedzielnej gazetce olsztyńskiej) publikuje krótkie artykuły o rozmaitych
                                                    ciekawostkach olsztyńskich. Pierwszy opowiadał o wiadukcie łączącym Plac Bema z
                                                    Zatorzem, drugi przeoczyłam, a w ostatnim nasz przewodnik tłumaczy, dlaczego
                                                    Plac Konsulatu Polskiego (dawniej Plac Nowotki) w powszechnej świadomości
                                                    olsztyniaków istniał jako Kapselplac. Jednak link do wydania elektronicznego
                                                    okazał się zawodny - będę musiała odszukać papierowe wydanie, lub cierpliwie
                                                    poczekać do następnej niedzieli i co nieco streścic. Linku nie wklejam, bo się
                                                    od niego komupter zawiesza! (przynajmniej mój tak zrobił).
                                                  • rita100 Re: jeszcze pytanie :) 04.10.05, 20:44
                                                    A szkoda, takie fajne opowiadania musza być i bardzo ciekawe. Przepisywanie to
                                                    takie pracochłonne.
                                                    A dzisiaj a archeologii - zobacz :)
                                                    miasta.gazeta.pl/olsztyn/1,35189,2949855.html
                                                    Olsztyńskie baszty

                                                    W systemie fortyfikacyjnym dawnego Olsztyna znajdowało się 11 lub 12 baszt.
                                                    Powstały przy murach miejskich i były ich najważniejszym elementem. Stawiano je
                                                    w miejscach, gdzie nie było dodatkowej naturalnej ochrony. np. rzeki. Pięć
                                                    baszt istniało w pobliżu Bramy Górnej, tzw. Wysokiej. Oprócz funkcji obronnej
                                                    pełniły też inną rolę. W XV w. w jednej z nich mieszkał kat miejski, a do 1507
                                                    r. w podobnej baszcie mieszkał Krzysztof von Delen, burgrabia olsztyński.
                                                    Fortyfikacje - a z nimi baszty - zaczęły chylić się ku upadkowi już w pierwszej
                                                    połowie XVIII w. Od 1901 r. rozpoczęły się prawdziwe boje konserwatorów
                                                    zabytków o przywrócenie ich dawnej świetności. Jeden z nich, Richard
                                                    Dethlefsen, aby ratować olsztyńskie baszty, odwoływał się nawet do ówczesnych
                                                    władz w Berlinie. Starania konserwatorów nie na wiele się zdały. Baszty sypały
                                                    się, a ich właściciele stopniowo je rozbierali.

                                                    Czyli przybędzie nam nowa Baszta :)
                                                  • Gość: tralala Re: jeszcze pytanie :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.10.05, 21:31
                                                    A zauważyłaś Rito ten fragment: 'Archeologia polega na niszczeniu. Zrobimy
                                                    dokładną dokumentację, a cegły trafią na gruzowisko, bo gdy dostaną trochę
                                                    powietrza i słońca, zaczną się rozsypywać - wyjaśnia Mackiewicz.' :(((
                                                    A to nie do końca prawda, to tylko jedna ze szkół w archeologii - wszystko
                                                    przekopać, wykopać, opisać, wyrysowac - a potem do magazynu albo na śmietnik.
                                                    Można inaczej - próbne wykopy, kilka przedmiotów opisać i wyrysowac, określić
                                                    całość terenu, a potem ponownie zasypać, bo skoro tyle stuleci przetrwało pod
                                                    ziemią, to niech dalej tam trwa! I chociaż jestem laikiem, to ta druga szkoła
                                                    bardziej do mnie przemawia. Niech i przyszłe pokolenia mają szansę coś w tej
                                                    ziemi znaleźć.
                                                  • rita100 Re: jeszcze pytanie :) 04.10.05, 21:44
                                                    A wiesz , że masz rację, po co niszczyć pod pretekstem , że powietrze i słońce
                                                    zniszczy , kiedy mozna to z powrotem zakopać włąsnie jak dobrze powiedziałaś,
                                                    że ktoś może za 1000 lat będzie też kopał. To jest bardzo dobry pomysł - to co
                                                    znalezione oddać ziemi dla przyszlych pokoleń.

                                                    Ale popatrz Baby pruskie przetrwały 1000 lat , czyli kamień jest najtrwalszy i
                                                    chyba nie do zdarcia.
                                              • Gość: tralala Re: Język pruski - zagadka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.10.05, 21:25
                                                Język staropruski miał ponoć wiele zapożyczeń z języka polskiego. Kilka
                                                przykładów podanych przez Brücknera:
                                                dwa zwierzęta: weloblundis i asilis,
                                                rodzaj budynku: zomukis,
                                                dwa dni tygodnia: nadele i ponadele;
                                                czasownik: peisat;
                                                człowiek (w liczbie mnogiej) ludis i człowiek po smierci: trupis.
                                                Co znaczą te słowa?
                                                • rita100 Re: Język pruski - zagadka 04.10.05, 21:47
                                                  dwa zwierzęta: weloblundis i asilis, nie wiem, nie mam pojęcia
                                                  rodzaj budynku: zomukis, - ziemianka
                                                  dwa dni tygodnia: nadele i ponadele; - niedziela i poniedziałek
                                                  czasownik: peisat; - pisać
                                                  człowiek (w liczbie mnogiej) ludis i człowiek po smierci: trupis. - ludzie i
                                                  trup

                                                  Te zwierzęta są za trudne w określeniu :)
                                                  • nekroskop88 Re: Język pruski - zagadka 04.10.05, 21:50
                                                    weloblundis - wielbłąd? :P
                                                  • Gość: tralala Re: Język pruski - zagadka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.10.05, 22:00
                                                    Bingo! No to teraz czuję się jak asilis (osioł), bo myślałam, że zagadka będzie
                                                    trudniejsza. A tu w mig rozwiązana. Tyle że zomukis to zamek, coś czego
                                                    Prusowie nie znali i nie budowali, więc słowo musieli 'pożyczyć'. Nie wiem
                                                    tylko, po co był im ten wielbłąd potrzebny do szczęścia? Zdobywcom pierwszego i
                                                    drugiego miejsca (co do czasu na odpowiedź) gratuluję i życzę dobrej nocy!
                                                  • nekroskop88 Re: Język pruski - zagadka 04.10.05, 22:03
                                                    ojej zdobyłem drugie miejsce! :))) radość wypełnia me serce :) Dobranoc! ;)
                                                  • rita100 Re: Język pruski - zagadka 04.10.05, 22:01
                                                    tak myślałam, ale gdzie w Prusach wielbłady ? Może bardziej niedźwiedź ?
                                                    a asilis - to pewnie lis :)
                                                  • nekroskop88 Re: Język pruski - zagadka 04.10.05, 22:03
                                                    też mi się tak skojarzyło ;)
                                                  • rita100 Re: Język pruski - zagadka 05.10.05, 19:32
                                                    Czekamy na rozwiązanie :)
                                                  • rita100 Re: Pierwsze Apteki Olsztyna 05.10.05, 19:32
                                                    1) Nazwana "Pod Orłem" założył w 1751r Jan Zimmermann i mieściła się na Rynku
                                                    Starego Miasta 2 (Market-Platz)
                                                    2) "Pod Koroną" powstała w 1885r mieści się przy dzisiejszej ul.11 listopada
                                                    (Górne Przedmieście, Obervorstadt)
                                                    3) Pod godłem Hohenzollerów w 1893r przy obecnej starej ulicy Warszawskiej
                                                    (Hohensteinerstrasse) obok mostu św. Jana.
                                                    4) "Pod Lwem" 1908r przy Al.Wojska Polskiego otworzył Max Rohfleisch.
                                                    5) Przy ul.Dąbrowszczaków (Kaiserstrasse) powstała w 1924r.

                                                    Ciekawe ile z tych starych aptek prosperuje do dziś ?
                                                  • Gość: tralala Re: Pierwsze Apteki Olsztyna IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.10.05, 20:18
                                                    Jedna z tych aptek, ta najstarsza na Rynku Starego Miasta istnieje do dziś,
                                                    choć przeniosła się na drugą stronę Rynku. Myślę, że nazwy nie zmienili (Pod
                                                    Orłem) a nad wejściem powinni wypisać dużymi cyframi rok założenia! Sprawdzę,
                                                    czy tak jest.
                                                  • Gość: tralala Re: Język pruski - zagadka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.10.05, 20:17
                                                    Odpowiedzi już podaliście - poprawne :) , ale dla porządku powtórzę:
                                                    dwa zwierzęta: weloblundis i asilis - wielbład i osioł
                                                    rodzaj budynku: zomukis - zamek
                                                    dwa dni tygodnia: nadele i ponadele - niedziela i poniedziałek
                                                    czasownik: peisat - pisać
                                                    człowiek (w liczbie mnogiej) ludis i człowiek po śmierci: trupis - ludzie i
                                                    trup.
                                                    Zostałam dziś zbombardowana mailami z ponagleniem o dokończenie pracy, więc
                                                    posiedzę dziś przy komputerze bardziej roboczo niż rozrywkowo, ale zanim się
                                                    odłączę od forum przykleję do wątku jedną ciekawostkę o Prusach na Mazowszu! (z
                                                    imionami pruskimi)
                                                  • Gość: tralala Re: Prusowie na Mazowszu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.10.05, 20:19
                                                    W opracowaniu prof. Jerzego Wiśniewskiego "Dzieje osadnictwa. Rozwój osadnictwa
                                                    na pograniczu Polsko - Rusko - Litewskim od końca XIV w. do połowy XVII w."
                                                    napisano:"... Również tutaj znaleźli się uciekinierzy pruscy, których znaczna
                                                    część jako drobna szlachta osiedliła się na wschodnim Mazowszu (około 25 wsi),
                                                    ale przybyła ona poprzez zachodnie Mazowsze, na którym przez parę pokoleń
                                                    mieszkała. Jeszcze w XV w. używali oni pruskich imion i przezwisk (Cadmyl,
                                                    Tatmyl, Santor, Waga itp.), od których poszły rodowe nazwy wsi pochodzenia
                                                    pruskiego (Wragi, Nienałty itp.). Rody te, używające herbu Prus, z czasem
                                                    przyjęły nazwiska przymiotnikowe od wsi, w których zamieszkiwały (Nienałtowscy,
                                                    Jarnutowscy, Górscy, Sulewscy itd.)...".
                                                  • rita100 Re: Prusowie 06.10.05, 21:57
                                                    Oj , tak ludnośc ciagle była narażona jak nie na wojny to na zarazy, to
                                                    pożary , to zasiedlali teren , to wysiedlali - ciagle w ruchu byli nasi.
                                                    Rozumię , ze pracujesz.
                                                    Najważniejsze , żeby watek nasz był bardziej relaksowym niż obowiązkowym
                                                    dlatego spokojniutko pracuj :)

                                                  • rita100 Re: Prusowie 12.10.05, 20:54
                                                    Zbliża sie Święto Zmarłych i Zaduszki - ogrom tragicznej histori tej ziemi
                                                    nastawia mnie melancholijnie. Jeszcze coś postaram się znaleź, więc podnosze
                                                    wątek , by się nie zagubił.
                                                  • rita100 Re: Zaduszki 13.10.05, 20:02
                                                    Zaduszki
                                                    Kiedy prace gospodarskie dobiegały końca, obchodzono Zaduszki. Ewngieliccy
                                                    Mazurzy obchodzili je w ostatnią niedzielę listopada, a katolicy - tak jak
                                                    dzisiaj - 1 listopada.
                                                    Na Warmii dzień 1 listopada nazywany był, tak jak w całej Polsce. Zaduszkami
                                                    albo Świętem Zmarłych. W tym czasie czyszczono i ubierano groby, zapalano
                                                    świeczki. Istniało przekonanie, że w noc poprzedzającą święto po świecie chodzą
                                                    dusze zmarłych. Zostawiano na ta noc światło w izbie i jedzenie. Istniał zakaz
                                                    wylewania wody, aby nie oblać ducha.
                                                    Do końca listopada, wątek ten będzie hołdem dla tych wszystkich , których kości
                                                    są pogrzebane na tej ziemi.
                                                    Chwilą milczenia i zadumą nad cierpieniem i tragicznej histori ludzi tej ziemi.
                                                  • rita100 Re: Prusowie 14.10.05, 19:44
                                                    "Spotkania, jak dzisiejsze, tylko wtedy mogą przynieść owoce, gdy rozmowa toczy
                                                    się bez żadnego tabu. Dla ułatwienia takiej rozmowy najpierw trzeba ocenić
                                                    swoistość ziemi Warmińsko-Mazurskiej w jej przeszłości i w czasie
                                                    teraźniejszym, jak tylko możemy, z pozycji nie zainteresowanej, jak gdybyśmy
                                                    byli nie Polakami, Niemcami, Litwinami czy Rosjanami, a np. Chińczykami.
                                                    Myślę, że wtedy musielibyśmy uznać, że rozmawiamy teraz w mieście, którego
                                                    właśćciwą nazwą jest Lec/ Lötzen i ktora nie jest nazwą ani Polską, ani
                                                    Niemiecką.
                                                    Dalej musielibyśmy uznać, że jesteśmy teraz w tej części Europy, która nazywa
                                                    się Balticum, i że Balticum są tylko nie Warmia-Mozury, obwód Kaliningradzki,
                                                    Litwa, Łotwa, Estonia, ale też Pomorze Polskie i Niemieckie, Ingria czy obwód
                                                    Leningradzki w Rosji, Finlandia i Szwecja. Teraz musimy odpowiedzić, dlaczego
                                                    dla wszystkich tych krajów używamy termin obszaru Morza Bałtyckiego, Mare
                                                    Balticum, ale mówiąc o krajach Bałtyckich, wspominamy tylko Litwę, Łotwę i
                                                    Estonię? Czyż nie dlatego, że nigdy nie chcemy pamiętać naprzykład, o Ingrii?
                                                    Jeśli dlatego, wtedy musimy uznać, że też Litwę, Łotwę i Estonię wspominamy,
                                                    ponieważ uniknęły one losu, którego nie uniknęła ani Ingria, ani Prusy
                                                    Bałtyckie. Jednym słowem, cały ten region od 13. stulecia był areną walki o
                                                    zdobycze pomiędzy silniejszymi sąsiadami. Nie możemy teraz mówić, żeby w wyniku
                                                    tej walki udało się Szwecji lub Rosji stworzyć w Ingrii taką oryginalną nową
                                                    gałąź kultury Europejskiej, którą stworzyły w Prusach Bałtyckich Zakon
                                                    Krzyżacki i Królestwo Polskie. I co na koniec mówiliby teraz zamiast nas
                                                    Chińczycy na tej konferencji? – Że od skończenia kultury staropruskiej nigdy
                                                    nie było na tej ziemi ani naturalnych Niemiec, ani pewnej Polski. [Co dotyczy
                                                    Małej Litwy, niech Chiny dyskutują z historykami litewskimi, czy Litwini byli
                                                    tam autochtonami, czy imigrantami. Ja jako lingwista myślę, że byli oni
                                                    imigrantami w dwóch etapach: w okrese przedkrzyżackim i w okresie krzyżackim.]
                                                    Po takich wnioskach “chińskich” możemy już i my sami uznać, że
                                                    Wszyscy potomkowie autochtonów na terenie obwodu Kalinigradzkiego i większość
                                                    na terenie Warmii-Mazur oraz w kraju Kłajpedzkim byli lub fizycznie wytępioni,
                                                    lub deportowani do Niemiec po zakończeniu drugiej Wojny Światowej"

                                                    Bardzo ciekawy tekst, prawda Tralala ?
                                                  • Gość: tralala Re: Prusowie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.10.05, 21:33
                                                    'Że od skończenia kultury staropruskiej nigdy nie było na tej ziemi ani
                                                    naturalnych Niemiec, ani pewnej Polski.' - a co będzie dalej?
                                                    Ciekawe, smutne i prawdziwe - a kto to powiedział? Że lingwista to doczytałam,
                                                    ze w Giżycku, chyba się nie mylę. A z jakiej okazji?
                                                  • Gość: tralala Re: Baśń o Gustebaldzie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.10.05, 21:34
                                                    Był słoneczny majowy dzień. Piękna królewna Gustebalda wraz z dziewczętami
                                                    wyszła nad Łynę. Siadła nad brzegiem a dziewczęta koło niej. Wiły wianki, a
                                                    potem rzucały je do wody i śpiewały piosenki. W pewnej chwili Gustebalda
                                                    spojrzała na wodę i zauważyła jak ku brzegowi płynie złota rybka, a za nią z
                                                    rozwartą paszczą duży szczupak. Zaledwie dwie fale dzieliły go od tej małej
                                                    rybki. Królewna widząc to rzuciła swój wianek pomiędzy obydwie ryby. Spłoszony
                                                    szczupak uciekł w bok, a złota rybka przepłynęła do stóp pięknej królewny. Ta
                                                    schyliła się i wzięła rybkę w dłoń. – Rybko moja złota, powiedz, co się
                                                    stało? – zapytała. – Jestem córką króla ryb i wracam do domu. Dziękuję za
                                                    ocalenie mnie od szczupaka – usłyszała w odpowiedzi. Gustebalda schyliła się i
                                                    wpuściła rybkę do wody, a ta wesoło odpłynęła do swojego pałacu.
                                                    Król ryb surowym wzrokiem zmierzył swą córkę, gdyż długa jej nieobecność
                                                    zniecierpliwiła go trochę. - Mój ojcze – zaczęła mała rybka – Nie gniewaj się!
                                                    Kiedy wracałam do domu gonił mnie straszny szczupak. W obawie przed nim
                                                    skręciłam na brzeg, gdzie stała piękna królewna Gustebalda. Ona właśnie
                                                    odstraszyła szczupaka ratując mnie od śmierci. Tatusiu, mój drogi! Nie
                                                    wyobrażasz sobie jaka ona piękna, jaka dobra i mądra. Rybi król zadumał się. Po
                                                    chwili odezwał się. - Za ocalenie życia mojej córki należy się nagroda. Żabo,
                                                    idź więc i powiedz tej pani, żeby stawiła się nad brzegiem, gdzie uratowała
                                                    moją córkę – rozkazał żabie król.
                                                    Nie trwało długo, a nad Łyną zjawiła się piękna Gustebalda. – Proś mnie o co
                                                    chcesz! Wszystko ci dam za uratowanie mojej córki! – powiedział król. Królewna
                                                    po chwili odparła: - Słyszę śpiew ptaków w naszych pięknych lasach, ale o czym
                                                    one śpiewają - nie wiem. Słyszę szum wszystkich naszych rzek i jezior, ale o
                                                    czym one mówią – tego również nie wiem. Królu, słyszałam, że ty rozumiesz
                                                    tajemniczy język wszystkiego, co jest na świecie. Proszę cię, naucz mnie tego
                                                    języka. - Żądasz bardzo wiele, Gustebaldo – odrzekł król. – Zbyt wielkie to
                                                    brzemię - taka mądrość. Obawiam się, że nie zdołasz jej unieść i załamiesz się.
                                                    Zastanów się nad tym jeszcze raz. Ja mej obietnicy nie cofnę. Dam ci to, o co
                                                    prosisz. Po chwili Gustebalda rzekła stanowczo: - Wielki władco ryb nie lękam
                                                    się niczego. Król ryb podpłynął do Gustebaldy, otworzył paszczę, potrząsnął
                                                    głową, aż wyrzucił mały czarny kamyk. – Ten kamień, który ci daję – to wielka
                                                    część mojej siły i wiedzy. To, co dostałaś ode mnie, niech nie przejdzie od
                                                    ciebie do nikogo. Pamiętaj byś dochowała tajemnicy, jeśli ją zdradzisz,
                                                    zamienisz się w kamień – powiedział król.
                                                    Nazajutrz o wschodzie słońca piękna Gustebalda pobiegła do lasu, by posłuchać,
                                                    co mówią zwierzęta o kraju swoim. – Jedzcie, moje dzieci, odżywiajcie się
                                                    dobrze i używajcie świata, bo nadejdzie czas, że na tej ziemi nie będzie
                                                    żadnych niedźwiedzi. I tak jak nasz ród wyginie – tak wyginą Prusowie. Przyjdą
                                                    tu bowiem ludzie z zachodu, zabiorą wszystko i wszystkich. Za tysiąc lat ludzie
                                                    ogniem i mieczem zniszczą naszą ziemię – powiedziała stara niedźwiedzica, która
                                                    karmiła swoje dzieci plastrami miodu.
                                                    Gustebalda słysząc to wszystko pobiegła do ojca i opowiedziała mu przestrogę,
                                                    jednak ten zbył ją uśmiechem. Postanowiła więc, że zwoła okoliczny lud i
                                                    obwieści im swoje proroctwa. – Zwołałam was po to, by odkryć tajemniczą
                                                    przyszłość – zaczęła Gustebalda. – Starajcie się zachować wszystko co
                                                    usłyszycie, by ujść zagładzie. - A czemu mamy wierzyć w te prorocze słowa? –
                                                    zapytał ktoś z tłumu. – Lepiej byłoby, gdybyś mnie oto nie pytał. Przysięgam,
                                                    że nie złamię tajemnicy, od tego zależy moje życie. Jeśli ją złamię, stanę się
                                                    kamieniem – odpowiedziała Gustebalda. Lud jednak w dalszym ciągu nie chciał
                                                    wierzyć. Gustebalda otworzyła więc usta i wyjęła kamyk spod języka. – Ten
                                                    kamień dał mi król ryb – powiedziała pokazując go wszystkim zebranym. – Ma on
                                                    niezwykłą siłę. Dzięki niemu słyszę o czym rozmawiają zwierzęta. I właśnie od
                                                    nich dowiedziałam się o tym, przed czym was ostrzegłam. Gdy tylko to wyrzekła
                                                    jej nogi zaczęły drętwieć, zamieniając się w szkarłatno- czerwony granit. –
                                                    Żegnaj ludu mój umiłowany. Żegnaj. Ja kamienieję... – to były ostatnie słowa
                                                    pięknej Gustebaldy.


                                                    perkuns.fm.interia.pl/Galerie/bk08.html
                                                  • rita100 Re: Baśń o Gustebaldzie 17.10.05, 20:23
                                                    Tralala , co za cudowna legenda o Prusach i zamienionej pięknej kobiecie w
                                                    kamienną Babę. A opis tej natury jest slicznie ujęty. Ściska serce czytając
                                                    taki tekst. Tak jak ściska serce zniknięcie całkowite plemienia Pruskiego.
                                                    Powiem Ci, że ostatnio mam komputer zajęty, młodsza pisze referaty , jest na
                                                    polonistyce na V roku.
                                                    Trzy lata temu , może cztery szukalismy gwary, nigdzie jej nie znaleźliśmy i
                                                    zawędrowałam do Gliwic, a tam aż tryskało gwarą śląską, trochę pomagali
                                                    Gliwicznie, tłumaczyli słowa , zdania i tak jakoś przebrneliśmy pół roku, a
                                                    również z koleżanką pojechała w teren lubelski zbierać na magnetofon jakieś
                                                    stare opowieści. I kiedy przyjechała odczytywalismy z magnetofonu gadkę
                                                    starszej pani - fajne to było. Pewnie , ze marzyłam o wyjeżdzie na Warmię, ale
                                                    to wszystko za trudne było do realizacji. Nie wiem czy teraz bym to tak
                                                    przpuściła, teraz mając tak ogromną wiedzę.

                                                    Gustebalda - co to za imie ? śliczne
                                                    Wiesz , że ostatnio też miałam ksiązkę w ręku - Mity, wierzenia i podania
                                                    dawnych Slowian. Tylko wspominaja tam o Kamiennych naszych Babach.
                                                    Czy Prusy to Słowianie ?
                                                  • Gość: tralala Re: Baśń o Gustebaldzie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.10.05, 20:39
                                                    Prusowie nie byli Słowianami, ale Bałtami - tak jak współcześni nam Liwtini.
                                                    Zresztą wydaje się, że właśnie na Litwie jest teraz spore zainteresowanie
                                                    historią plemion bałtyjskich, także Prusów. Trafiłam nawet na stronę opisującą
                                                    próby odtworzenia języka staropruskiego, ale wątpię, czy to możliwe. Ostatni
                                                    człowiek mówiący jeszcze w tym języku zmarł podobno w XVIIw. Sami Prusowie nie
                                                    znali pisma. Zachowały się tylko modlitewniki wydane w języku pruskim już w
                                                    czasach krzyżackich i mały słowniczek prusko-niemiecki, dla księży
                                                    przyjeżdżajacych na Prusy.
                                                    Do pary z Gustebaldą pasuje jeszcze druga legenda - o Bartku. Jest jeszcze
                                                    dłuższa, więc może dziś tylko początek i potem po kawałeczku.
                                                    A co tam w Mitach dawnych Słowian piszą o Babach?
                                                  • Gość: tralala Re: Syn Miodu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.10.05, 20:40
                                                    Legenda autorstwa Teresy Bratek:
                                                    Syn Miodu
                                                    Po obu stronach Łyny rozciągały się wieczyste lasy - puszcza niedostępna i
                                                    straszna dla tych, którzy jej nie znali, ale dla zamieszkującego ją ludu matka-
                                                    żywicielka. Po prawej stronie Łyny - Barcja, po lewej - Natangia, obie
                                                    zamieszkane przez pruskie pokrewne plemiona. Lud byt to dorodny, chłopy na
                                                    schował, a dziewczęta urodziwe. Te plemiona żyły z puszczy; kobiety
                                                    zbierały ..jagody i grzyby, a uzbrojeni mężczyźni organizowali wyprawy
                                                    łupieskie. Powszechnym zajęciem było też bartnictwo czyli podbieranie. miodu
                                                    pszczołom, których w puszczy nie brakowało, miały tu bowiem świetne warunki.
                                                    Wszędzie wokół kwitły drzewa, wszędzie wokół rosło mnóstwo miododajnych roślin
                                                    na ukwieconych polanach. Być bartnikiem - nie lada to była sztuka, trzeba się
                                                    było długo uczyć jej od ojca. Miodu nie podebrał byle kto. To znaczy podebrać
                                                    mógł, ale tylko raz, bo gniazdo pszczół łatwo zniszczyć, ale co potem? Cierpią
                                                    na tym rośliny i ludzie. Ktoś, kto tak robił był rabusiem, a nie bartnikiem;
                                                    był powszechnie potępiany i mógł spodziewać się kary bogów.
                                                    Barcja była najżyźniejszą pod słońcem krainą i dobrych bartników było wielu,
                                                    ale chyba najlepszym był stary Runo, ojciec kilku synów i jednej urodziwej
                                                    córki.
                                                    Wśród synów ulubieńcom ojca był najmłodszy. On najchętniej, jak tylko trochę
                                                    podrósł, pomagał ojcu przy barciach w borze, a miał do tego dar od bogów dany.
                                                    Nie zdarzyło się, aby pszczoła go użądliła. Nie wiadomo po czym poznawał, kiedy
                                                    w jakiej barci jest najwięcej miodu i kiedy go brać tak, aby pszczołom nie
                                                    przeszkadzać i nie zaszkodzić, wiedział tez jak barcie chronić przed
                                                    niedźwiedziem i jak najlepiej zabezpieczyć je na zimę. Nazywano go człowiekiem -
                                                    pszczołą i niepostrzeżenie przylgnęło do niego imię Miligedo - Syn Miodu. l
                                                    tak już zostało.
                                                    Już wtedy Barcja, niestety, nie była krainą wolną. Życie takie jak opisane
                                                    wyżej trwało jeszcze we wspomnieniach ojców. Teraz coraz częściej dochodziły
                                                    słuchy, ze nawet tu w głąb puszczy wdzierają się oddziały zakutych w żelazo
                                                    zbrojnych z czarnymi krzyżami na białych płaszczach. Ludzie ci niszczyli
                                                    pruskie leśne osady, zabijali ich mieszkańców, a wziętych w niewolę żywych
                                                    zmuszali do ciężkiej ponad ludzkie siły pracy, od której marli - źle żywieni i
                                                    źle traktowani. Straszna to była rzecz dostać się do niewoli krzyżackiej. Już
                                                    chyba stokroć lepsza była śmierć w walce z okrutnym, a przemożnym wrogiem.
                                                    Takiego przynajmniej zdania byt jeden z braci Miligedo - zwinny Argo, któremu
                                                    jakimś cudem udało się zbiec z krzyżackiej półtorarocznej niewoli w
                                                    Bartoszycach.
                                                  • Gość: tralala Re: Syn Miodu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.10.05, 20:39
                                                    Kiedy Miligedo byt młodzieńcem dziewiętnastoletnim, osadę, w której żył,
                                                    spotkał los podobny, jak wiele innych w pobliżu Bartoszyc, gdzie od lat istniał
                                                    zamek krzyżacki. Wśród ludu przetrwały legendy o wielkim powstaniu pruskim,
                                                    kiedy to zamek zdobyty przez Prusów aż 9 lat byt pod ich panowaniem, ale były
                                                    to już tylko legendy, bo jak można oprzeć się Krzyżakom o tyle lepiej
                                                    uzbrojonym? Wielu Bartów zanosząc modły do Gromowładnego i składając mu ofiary
                                                    z miodu i chleba, prosiło, by wszystkie jego pioruny spadły na bartoszycki
                                                    Zamek to siedlisko krzyżackiej siły, by bogowie ocalili swój lud i wyzwolili od
                                                    grożących mu rycerzy krzyżowych, ale zarówno modły, jak i ofiary były
                                                    bezskuteczne Bogowie nie dawali się przebłagać.
                                                    Ludność osady ostrzeżona na Czas zdołała ujść w głąb puszczy, niewiele można
                                                    było wziąć dobytku, nie było na to czasu i wszystko czego Krzyżacy nie
                                                    zrabowali poszło z dymem. Zima jaka nastąpiła po tej katastrofie była bardzo
                                                    ciężka. Na nowym miejscu trzeba było zaczynać wszystko od początku, trochę
                                                    pomogły im zapasy schowane przemyślnie w jamach ziemnych, trochę ludzie z
                                                    sąsiednich lauksów czyli osad, ale i oni w ciężkiej byli sytuacji. Pogorzelcy
                                                    trzymali się razem i ratowali wzajemnie, ale i tak przyplątała się jakaś
                                                    zaraza, na którą nawet wędrowni kapłani - zigo nie umieli nic poradzić i
                                                    kilkoro dzieci umarło z głodu, a wśród nich i ukochany trzyletni bratanek
                                                    Miligedo.
                                                    Wtedy Syn Miodu, podobnie jak i jego rówieśnicy, postanowił rzucić swoje
                                                    uwielbiane pszczoły i walczyć z Krzyżakami. Zbyt słabo jeszcze władał bronią.
                                                    Wprawdzie jak każdy chłopiec pruski był tego uczony od dzieciństwa, ale nie
                                                    przywiązywał dotąd do tej sprawy należytej wagi. Teraz zrozumiał, że musi
                                                    bronić swej osady i swej ziemi przed krzywdzicielami, bo i tu na nowym miejscu,
                                                    mimo że o wiele dalej od Bartoszyc, nie czuli się bezpieczni. Podobnie myśleli
                                                    sąsiedzi z innych lauksów i złączeni wspólnym celem oddali się pod dowództwo
                                                    Argo, który jako syn starego Runo, a równocześnie człowiek znający zwyczaje
                                                    Krzyżaków, mógł wiele zdziałać, bo zajęty dotąd czym innym pilnie uczył się od
                                                    brata i z zapartym tchem słuchał jego opowiadań o grubych murach i wspaniałości
                                                    bartoszyckiego Zamku, a także wielkości i bogactwie nienawistnego miasta
                                                    (A jednak w tej legendzie pojawia się Gromowładny - czyli Perkun!!!)
                                                  • Gość: tralala Re: Syn Miodu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.10.05, 21:00
                                                    Już dwa lata chronili osiedla i święte miejsca pruskie, gdy Argo zginął w
                                                    czasie jednej z potyczek. Wtedy na wodza wybrano Miligedo.
                                                    Bartowie wiedzieli, że na miejscu ich lauksów Krzyżacy zakładają nowe wsie. Nie
                                                    zapuszczali się tam, było to zbyt niebezpieczne, ale teraz Miligedem zawładnęła
                                                    tęsknota za znajomymi stronami i wielka równocześnie ciekawość, że postanowił w
                                                    pojedynkę podkraść się do swej dawnej wsi i zobaczyć na własne oczy, co się tam
                                                    dzieje. Był czas żniwny. Znanymi sobie ścieżkami leśnymi młodzieniec podszedł
                                                    blisko terenów, gdzie dawniej był ich lauks. Prawie nie poznał okolicy. Ze
                                                    ściśniętym sercem zauważył, że nie ma już Świętego Gaju! Biedne Duchy Ojców,
                                                    gdzie one coraz mieszkają? Za to łan zboża jaki objął wzrokiem był o wiele
                                                    rozleglejszy niż niewielkie poletka, do jakich jego oko przywykło. Była to
                                                    dorodna pszenica. Domostwo, jakie zobaczył, też nie przypominało zagród
                                                    pruskich - nie było obronne! Niedaleko od tego domu było jeszcze kilka innych.
                                                    Czemu one stoją tak blisko siebie. Nie mógł zrozumieć Miligedo.
                                                    Nadeszła straszna zima. Przyniosła ona zagładę świeżo założonej osadzie, w
                                                    której żyła rodzina Miligedo. Zginęli wszyscy: ojciec, bracia i siostra. On sam
                                                    ciężko ranny w walce i uznany przez Krzyżaków widać za zabitego, cudem tylko
                                                    ocalał. Organizm miał żelazny i jakoś dowlókł się lasami do miejsca, z którego
                                                    podglądał żniwującą mazurską dziewczynę. Ona też znalazła go na skraju lasu. Po
                                                    stroju poznała, że to Prus. Wyglądał strasznie, należało udzielić mu pomocy,
                                                    chociaż byt dzikim poganinem. Zdawała sobie sprawę, że naraża rodzinę. Krzyżacy
                                                    nie lubili, aby ktokolwiek pomagał Prusom. Mazurzy jednak też nie uwielbiali
                                                    Krzyżaków. Minęły już lata wolne i musieli dawać zakonowi coraz większe daniny.
                                                    Ciągle walczący o zdobycie nowych ziem Zakon potrzebował żywności dla coraz
                                                    liczniej przybywającej z zachodu rycerzy pomagających walczyć z poganami, więc
                                                    mazurskim chłopom powodziło się coraz gorzej. Rodzice Kasi zgodzili się ukryć
                                                    rannego przed Krzyżakami, bo choć grozili oni karą bożą za pomaganie poganom,
                                                    rozumieli, że pomóc rannemu w tej sytuacji to uczynek chrześcijański, mieli też
                                                    nadzieję, że poganina nawrócą i będą mieli nie lada zasługę w niebie.
                                                    Sprowadzili nawet starego znachora, który opatrywał rany. Rannego ukryto w
                                                    ziemiance, gdzie przynosiła mu jeść Kasia lub jej matka.
                                                    (Po stroju poznała, że to Prus - ciekawe jak się ubierali Prusowie? Chyba
                                                    jednak inaczej, niż ten Prus z herbu Nidzicy :) Baśń niemiłosiernie długa -
                                                    jutro dalszy ciąg, a do końca jeszcze daleko. Dziś muszę już dobranockować).
                                                  • Gość: tralala Re: Syn Miodu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.10.05, 20:12
                                                    (dziś 'przykleję' się do innego ekranu, więc tylko dodam kolejny fragment baśni
                                                    o pruskim wojowniku Miligedo - fragment romantyczny, nasz bohater zakochuje się
                                                    w pieknej Kasi)
                                                    Całą prawie resztę zimy Miligedo był nieprzytomny, lecz gdy oprzytomniał,
                                                    pierwszą osobą jaką ujrzał była Kasia. Słabymi wargami zdołał wyszeptać jej
                                                    imię. Niepomiernie zdziwiona nie rozumiała, skąd chory je zna, ale wytłumaczyła
                                                    sobie, że musiał słyszeć, jak zwracała się do niej matka lub znachor i choć
                                                    robił wrażenie nieprzytomnego, jednak już obserwował, co się dzieje wokół.
                                                    Dopiero dużo, dużo później dowiedziała się jak było naprawdę. Miligedo wracał
                                                    do zdrowia i równocześnie uczył się języka. Gdy już mógł mówić i powiedział, że
                                                    nazywa się Miligedo, w oczach dziewczyny błysnęło niedowierzanie. Słyszano tu
                                                    to imię wodza Bartów, ale Kasia nie wyobrażała sobie, że może on być taki
                                                    młody. Widziała niemal chłopca, w dodatku wycieńczonego chorobą, miałby to być
                                                    ów sławny wódz pruski, przed którym nawet Krzyżacy drżeli??? Nie mieściło się
                                                    to jej w głowie i pomyślała że Milegedo to może częste wśród Prusów imię.
                                                    Znachor znał nie tylko tajniki pruskiego zielarstwa, znał również język pruski,
                                                    więc gdy rodzice Kasi zorientowali się z kim mają do czynienia-przestraszeni
                                                    postanowili przetrzymać Milegedo jakiś czas i jak najprędzej wyprawić go za
                                                    Łynę do Natangii, gdyż słyszeli, że tam Prusowie jeszcze wśród bagien i
                                                    mokradeł trzymają. Tak też się stało. Lecz nim Miligedo opuścił kryjówkę,
                                                    młodzi przywiązali się do siebie. Przed odejściem wódz Prusów, odwdzięczając
                                                    się za opiekę, przyniósł z lasu miód i zboże, które Bartowie mieli ukryte w
                                                    dzbanach glinianych w jamach ziemnych. Nie mogło się już przydać jego
                                                    nieżyjącym bliskim, więc niech posłuży tym, którzy ratowali mu życie.
                                                    Przy pożegnaniu Kasia łykała łzy. Nie wypadało płakać, rozstając się z obcym
                                                    przecież człowiekiem, w dodatku poganinem i Prusem, ale serce się jej ściskało
                                                    i gdyby to było możliwe, zalałaby się łzami. Miligedo zauważył jej rozterkę i
                                                    zdołał szepnąć: "Nie płacz, jeszcze się zobaczymy, postaram się o to!" Te słowa
                                                    dodały Kasi otuchy, choć doprawdy nie wiedziała na co mogłaby liczyć. Czyż
                                                    mogła myśleć o wspólnej z nim przyszłości? Miligedo był jej tak bliski! W
                                                    myślach nie nazywała go inaczej jak tylko Milikiem, a jednaki on nie odważył
                                                    się rozmawiać z nią na ten temat. Widocznie zdawał sobie sprawę, że ich wspólne
                                                    życie w małżeństwie jest tak trudne, że aż prawie niemożliwe. Dziewczyna tak
                                                    piękna i pracowita, jak Kasia, na pewno znajdzie chłopca do żeniaczki w swojej
                                                    wsi. Brak ziemi nie wchodzi w rachubę, dosyć było ziemi, którą można było
                                                    wydrzeć puszczy. Krzyżacy przecież chętnie osadzali na prawie niemieckim
                                                    każdego, licząc na przyszłe daniny, Miligedo jest Prusem, jako poganin nie może
                                                    zostać osadnikiem, a coś ciągle odstręczało go od nowej wiary. Czyż niemiecki
                                                    Bóg mógł być Bogiem Prusów? Przyszli wyrywać im ziemię i wszystko co rodziła,
                                                    zagarniali ich mienie, nie oszczędzali nikogo. Nie, Miligedo nie umiałby
                                                    uwierzyć, że bóstwo Niemców jest sprawiedliwe, choć łatwo było wierzyć, że jest
                                                    to bóstwo potężne. Słyszał wprawdzie o osadzonych, ochrzczonych Prusach, byli
                                                    już tacy, ale chyba nie umiałby tak żyć, wyrzec się swoich, choćby i zmarłych?
                                                    Nie, tego nie mógł uczynić! Wiedział jednak, że nie umie wyrzec się też myśli o
                                                    Kasi. Jak troskliwie go pielęgnowała w chorobie, nie może tak być, aby więcej
                                                    jej nie zobaczył. Gnębiła go tez myśl, że swoim bliskim nie mógł urządzić
                                                    uroczystego pogrzebu, jaki nakazują pruskie zwyczaje. Jeszcze jego brał miał
                                                    laki pogrzeb, płomień oczyścił jego duszę, miał ze sobą i swego konia i broń,
                                                    co gwarantowało, że szczęśliwy wśród zmarłych przodków, lecz co będzie z
                                                    ukochanymi: ojcem, braćmi, siostrą? Nowa wiara, której próbowano go uczyć,
                                                    wszystko przedstawiała całkiem inaczej, zmarłych należało grzebać! Jego bliscy
                                                    też pewnie zostali pogrzebani, bo Krzyżacy obawialiby się wiosną jakiejś
                                                    zarazy, a przecież na pewno zamierzali w spalonym pruskim lauksie osadzić wieś
                                                    na prawie niemieckim. To była stała ich praktyka.
                                                    (nie zanosi się na happy end w historri Miligedo i Kasi- ale do końca jeszcze
                                                    bardzo daleko, więc kto wie)
                                                  • rita100 Re: Syn Miodu 19.10.05, 20:56
                                                    Ale śliczna legenda, zauważ , że przy okazji opisane jest życie dawnych Prusów,
                                                    ich problemy i praca. Natura i praca na roli jest ich podstawową czynnością. A
                                                    przy tym walka o przetrwanie. Tak jak myslałam , ostatni Jadźwing mieszkał
                                                    ukryty w lesie i do tej pory można sobie to wyobrazić, jak nocami wychodzi by
                                                    zobaczyć inny świat. Ale to już zostawiam dla fantazji pisarzy mazurskich,
                                                    jeśli poznają bliżej dzieje plemion napewno będą mogli tworzyć tak jak
                                                    Rymkiewicz piękne opowieści i snuć je nad brzegami jezior i wśród lasów.
                                                  • Gość: tralala Re: Syn Miodu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.10.05, 19:43
                                                    Dziś wieczorem - proroczy sen Miligedo:
                                                    Miligedo nie mógł uwolnić się od wspomnień . Przypominał sobie dziwny sen,
                                                    który miał kiedyś, gdy zmęczony niespodziewanie położył się na chwilę na leśnej
                                                    polanie po zabezpieczeniu barci przed niedźwiedziem. Śniło mu się, że nagle
                                                    znalazł się w królestwie pszczół. Był mały jak pszczoła i jak równy z równym
                                                    rozmawiał z królową. Królowa dziękowała mu za opiekę nad swymi podwładnymi i
                                                    przyrzekła mu pomagać we wszelkich okolicznościach życiowych.
                                                    Władczyni pszczół przepowiedziała, że na ród pszczeli przyszły ciężkie czasy
                                                    walk z Krzyżakami, że on Miligedo odegra w tych walkach ważną rolę. Powinien
                                                    bronić swego ludu. Pszczoły mu pomogą, jednak musi uważać aby nie narazić się
                                                    na zmagania z potęgą krzyżacką zimą. Pszczoły wtedy śpią i nie będą mogły mu
                                                    pomóc.
                                                    Wtedy Miligedo nie wiedział, co ten sen mógłby oznaczać lecz teraz, gdy część
                                                    przepowiedni królowej już się spełniła, przeczuwał jak trudna czeka go rola.
                                                    Kochał pszczoły, ale cóż te pracowite jego ulubienice znaczyły wobec
                                                    krzyżackiej potęgi? Czy w ogóle należy przejmować się przepowiedniami królowej
                                                    pszczół. Przecież pszczoły są od ludzi zależne i nie wtrącają się do ich życia.
                                                    Miligedo wątpił zresztą, czy on byłby zdolny stanąć do walki z całą z całą
                                                    potęgą Zakonu.
                                                  • Gość: tralala Re: Syn Miodu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.10.05, 19:58
                                                    Tak rozmyślając zdążał do Natangii. Przeprawa nie była trudna, znał miejsce,
                                                    gdzie był bród i kilka takich, gdzie nie było wirów i można było pokonać rzekę
                                                    wpław. Czul się źle bez konia. On, wódz Bartów nie miał teraz najnędzniejszego
                                                    bodaj wierzchowca. Brak broni mniej go smucił, w końcu kręciło się trochę
                                                    butnych Krzyżaków po puszczy i można było broń zdobyć, a konie krzyżackie rosłe
                                                    i silne, ale nie przywykłe do trudnych warunków bytowania w puszczy nie na
                                                    wiele mogły się przydać. Pruskie koniki, jakkolwiek mniejsze i nie takie
                                                    urodziwe, były jednak niezastąpione w warunkach leśnego oddziału, jaki należało
                                                    stworzyć, jeśli nie chciało się zaniechać obrony swej ziemi i wiary. Ziemi...
                                                    Gdzież jego ziemia? Oto deptał leśne ścieżki Natangii. W całej już Barcji
                                                    panowali Krzyżacy, a w tej jej części, która była najbliższa jego sercu, nie
                                                    było już bezpiecznej od Zakonu ziemi. Jak jest w Natangii? Zmierzał do Głomna.
                                                    Ten pruski lauks położony wśród bagien był, o ile wiedział, bezpieczną jeszcze
                                                    od Krzyżaków przystanią. Broniły go nieprzebyte mokradła, gdzie tylko Prus
                                                    wiedział, jak się prześlizgnąć, a Krzyżaków wciągały zdradzieckie dla nich
                                                    moczary i bajora. Tu jeszcze istniały święte gaje i sławne romowe, gdzie nawet
                                                    teraz bezpiecznie palono zwłoki zmarłych wraz z całym niemal dobytkiem, jaki
                                                    zgromadzili za życia. Tu jeszcze Prus mógł czuć się w miarę swobodnie.

                                                    Pruskie koniki, mniejsze i nie tak urodziwe, ale wytrwałe i niezastąpione w
                                                    puszczy - być może wyglądały tak, jak koniki polskie z Popielna. Tu na pieknych
                                                    zdjęciach Paolo Volponi :) ng.onet.pl/68,19799,2,galeria.html
                                                  • rita100 Re: Syn Miodu 20.10.05, 21:34
                                                    Tak, kraj pszczół leśnych i zwierząt, zycie ich toczylo sie tak jak
                                                    opisywaliśmy, z pracy własnych rąk, a schronieniem ich lasy i bagna, gdzie
                                                    mogli się pochowac przed agresorami. Te legendy Pruskie sa najcześciej smutne,
                                                    mowiące o ich zanikaniu.
                                                    Dzięki Tralala
                                                  • Gość: tralala Re: Syn Miodu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.10.05, 21:00
                                                    Acha, pewnie myślałaś Rito, ze to już koniec baśni, ale nic z tego. Sama
                                                    jeszcze nie doczytałam jej do końca - poczytuję sobie po kawałeczku i dziś
                                                    wkleję dwa 'odcinki'. Pierwszy - Miligedo w gościnie u Natangów.
                                                    Natangowie przyjęli go serdecznie, nie próbował ukrywać swego imienia, zbyt
                                                    wielu go tu znało, aby co miało jakiś sens. Nastrój jednak, jaki tu został, nie
                                                    podnosił na duchu. Natangowie byli tak zgnębieni, że nie myśleli już o obronie.
                                                    Prawie wszyscy uznali ją za bezskuteczną wobec widocznej potęgi Zakonu. Nie
                                                    znaczy to, że zamierzali się wszyscy ochrzcić, ale na wiecu zapadły uchwały, że
                                                    należy uczynić to dla pozoru w okolicach bliższych Bartoszycom i nie
                                                    chronionych tak skutecznie przez bagna jak Głomno. Głomno pozostanie siedzibą
                                                    kapłanów i miejscem dla Krzyżaków niedostępnym, świętym. Biada temu Prusowi, co
                                                    zdradziłby tajne ścieżki Krzyżakom.
                                                    W sprawie Miligedo wiec postanowił, że będzie on gościem w Głomnie mile
                                                    widzianym, niech wraca tu do zdrowia i przebywa dokąd chce. Pamiętano jego
                                                    zasługi w walce z Krzyżakami, a jednak nie było teraz mowy, aby przygotować się
                                                    do jakiegoś oporu zbrojnego. Zmartwiło to bardzo Miligedo, ale nie był w stanie
                                                    wpłynąć na przebieg wiecu. Był tylko gościem, bardzo zresztą szanowanym, lecz
                                                    nie miał prawa decydować o przyszłych losach okolicznych lauksów i ich
                                                    mieszkańców. Wobec takiej sytuacji postanowił skorzystać z gościnności Natangów
                                                    i być tam do końca lata. Mógł zajmować się pszczelarstwem, szczególnie zaś
                                                    barciami stanowiącymi własność lauksu. Jego sława dobrego bartnika była nie
                                                    mniej głośna niż sława dobrego wodza. Nie mogąc ćwiczyć wojowników, Miligedo
                                                    miał tę pociechę, że ćwiczy chociaż młodych bartników i czuł, że ich trud służy
                                                    tej samej sprawie. jakiej służyła walka.
                                                  • Gość: tralala Re: Syn Miodu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.10.05, 21:04
                                                    A drugi dzisiejszy 'odcinek' - w końcu nieco szczęśliwszy - ślub Kasi i
                                                    Miligedo.
                                                    W ciągu reszty lata Miligedo dwa razy przekradał się na drugi brzeg Łyny i
                                                    spotykał się z Kasią w znanym im obojgu miejscu, na którym kiedyś znalazła go
                                                    na wpół żywego. Rodzice i rodzeństwo Kasi nie byli w to wtajemniczeni. Oboje
                                                    młodzi tęsknili za sobą, wiedzieli już, że chcą być razem, ale Miligedo miał
                                                    ciągle jeszcze opory przed przyjęciem nowej wiary, choć coraz jaśniej widział,
                                                    że jest to jedyny sposób, aby zaślubić Kasię. Potrzebował czasu, aby to
                                                    przemyśleć i dlatego jeszcze do mrozów przebywał wśród Natangów. Potem
                                                    oświadczył Kasi, że gotów jest przyjąć chrzest i zostać osadnikiem. Rodzice
                                                    Kasi początkowo nawet nie chcieli słyszeć o tym małżeństwie. Nawrócić poganina
                                                    to zasługa u Boga ale dać Prusowi własną córkę za żonę, podczas gdy było tylu
                                                    chętnych do żeniaczki z nią chłopców - swojaków, to zupełnie co innego.
                                                    Niespodziewanie Kasia okazała wiele sprytu. Poszła do księdza, zwierzyła mu się
                                                    z czego mogła, nie zdradzając kim jest właściwie Miligedo, zyskała w starym
                                                    kapłanie sojusznika, który pomógł jej przekonać rodziców.
                                                    Miligedo - nie rozpoznany -ochrzczony został z grupą Natangów po
                                                    kilkumiesięcznym przygotowaniu. Na chrzcie dano mu imię Michał. Imię to wybrała
                                                    Kasia jako trochę podobne w brzmieniu. Dzięki temu mogła nadal nazywać Miligedo
                                                    Milikiem. Ślub młodych odbył się w miesiąc po Bożym Narodzeniu zgodnie z wiarą
                                                    i obyczajami mazurskimi.
                                                    (Weselne zwyczaje mazurskie już znamy, więc na pewno było wesoło, a i miodu
                                                    pitnego pewnie nie zbrakło. Szkoda, że nie można skończyć 'i zyli długo i
                                                    szczęśliwie', ale o tym później)
                                                  • rita100 Re: Syn Miodu 21.10.05, 21:13
                                                    domyslam się , że jeszcze przed nimi mase kłopotów, bo Miligedo urodzony
                                                    wojownikiem chyba był, nie bedzie spokojnie siedział.
                                                    Poczekam spokojnie na następny odcinek.
                                                  • rita100 Re: Syn Miodu 21.10.05, 21:09
                                                    Miligedo - ciagle ma nadzieję na zwycięską walke, ciekawe , ciekawe jak to się
                                                    skończy ? Choć z góry wiemy. Popatrz sie , mieli w lasach swoje kryjówki, ktore
                                                    nie mogli zdradzić - to chyba ciągle żyli w strachu ?
                                                  • Gość: tralala Re: Syn Miodu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.10.05, 20:31
                                                    Dziś - o szczęśliwym życiu w rodzinie Miligedo i Kasi
                                                    Minęło kilka lat, wśród nich te, które były dla gospodarstwa Kasi i Miligedo
                                                    latami wolnymi. Miligedo ubierał się teraz i mówił po mazursku i nie każdy
                                                    wiedział, że jest Prusem. Kasia była młodą, szczęśliwą, choć bardzo zapracowaną
                                                    kobietą, bo w domu była już dwójka dzieci: córka i mały, dopiero półtoraroczny
                                                    chłopiec. Praca w gospodarstwie obciążonym daninami była nielekka, lecz dzięki
                                                    darom pola i puszczy oraz pracowitości i talentom obojga małżonków chleba,
                                                    miodu, mięsa i ryb nigdy im nie brakowało.
                                                  • Gość: tralala Re: Syn Miodu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.10.05, 20:33
                                                    Szczęście nie trwało długo gdyż:
                                                    Do Bartoszyc przybył nowy namiestnik komtura z wieloma nowymi, oddanymi mu
                                                    rycerzami. Był to wróg tak Prusów, jak i Mazurów, wielki gwałtownik, ponadto
                                                    człowiek chciwy ponad miarę. Powinności na rzecz Zakonu stawały się coraz
                                                    większe i wkrótce zaczęły przerastać możliwości przeciętnych gospodarstw. Coraz
                                                    częściej te zabierano mężczyzn do świadczenia różnych prac i usług dla
                                                    Krzyżaków. Nowy namiestnik budził postrach i wkrótce nie pamiętano już nawet
                                                    jego imienia, a powszechny stał się jego przydomek Okrutny - Grausam.
                                                  • Gość: tralala Re: Syn Miodu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.10.05, 20:00
                                                    No i stało się - Miligedo musi chronić się u Natangów:
                                                    W czasie jednej z wypraw karnych, jakie Grausam wysyłał do zalegających z
                                                    daniną, jego ludzie pobili wielu Mazurów, jak mówili "opornych", wśród nich i
                                                    ojca Kasi, który w kilka tygodni później zmarł. Gospodarstwo ojca i kilka
                                                    innych znajdujących się w podobnej sytuacji Krzyżacy zabrali i oddali osadnikom
                                                    niemieckim. Na Mazurów padł blady strach, ale Miligedo poczuł się
                                                    zagrożony.Pewnego dnia doszło do najgorszego: w obronie żony Miligedo rzucił
                                                    się na Krzyżaka z siekierą, zabił również dwóch jego towarzyszy zaatakowany
                                                    przez nich. Nie było innego wyjścia, pozostały znane tylko Miligedo ścieżki w
                                                    głąb puszczy.
                                                    W pośpiechu zabrali dzieci i trochę rzeczy najniezbędniejszych. Syn Miodu pałał
                                                    żądzą zemsty. Oto Krzyżacy zniszczyli cały dorobek jego życia. Odebrali mu dom.
                                                    Żyje żona, żyją dzieci, ale on jest bezradny, puszcza jest już znacznie
                                                    przetrzebiona, nie taka bezpieczna jak za czasów jego dzieciństwa. Jemu może
                                                    dałaby jeszcze schronienie i utrzymanie, ale nie ukryje w niej rodziny.
                                                    Pozostawało jedno bezpieczne miejsce - Głomno w Natangii i tam też skierowali
                                                    się uchodźcy.
                                                  • Gość: tralala Re: Syn Miodu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.10.05, 20:59
                                                    Zaczyna się spełniać przeznaczenie Miligedo, który staje się przywódcą
                                                    zbuntowanych Prusów:
                                                    I znów minęły lata. O Miligedo, obrońcy biednych i krzywdzonych, który był tak
                                                    dzielny, jak jego patron Michał Archanioł, śpiewał pieśni lud pruski i
                                                    mazurski, a dla Krzyżaków imię to stało się straszne. Grausam nie był już taki
                                                    swobodny w swoim postępowaniu, musiał się liczyć z możliwością zemst Miligedo.
                                                    Wydawało się wręcz niewiarygodne, aby siły całej komturii nie dały rady
                                                    kilkunastu ludziom pruskiego mściciela. Nikt dokładnie nie wiedział, ile on ma
                                                    ludzi pod swoją komendę, ale był wszędzie tam, gdzie go najmniej się
                                                    spodziewano. Żaden Krzyżak nie czuł się teraz bezpieczny ni w Barcji, ni w
                                                    Natangii. Mówiono, że oprócz Prusów Miligedo ma pod swymi rozkazami także
                                                    Mazurów, lecz nikt niczego nie wiedział dokładnie. Grausam, którego podobno Syn
                                                    Miodu poprzysiągł ukarać, sypiał coraz gorzej, zrobił się też przesądny. Jakiś
                                                    wróżbita, którego potajemnie wezwał, wywróżył mu, że zginie od żądła, a
                                                    ponieważ imię Miligedo - Syna Miodu -było głośne, każdy rozumiał, iż tym żądłem
                                                    będzie jego miecz. Rozwścieczony namiestnik kazał służalcom wróżbitę powiesić,
                                                    ale od tego czasu miał sny coraz koszmarniejsze, wychudł i zrobił się tak
                                                    straszny, że jego dawni kompani i zausznicy drżeli przed nim chyba nie mniej
                                                    niż Prusowie i Mazurzy.
                                                    Dziewięć lat już trwały utarczki Syna Miodu z Zakonem. W tym okresie z Kasią i
                                                    podrastającymi dziećmi przebywającymi ciągle w Głomnie widywał się rzadko.
                                                    Przebywając raz w Barcji, raz w Natangii, Miligedo nigdy nie miał czasu na
                                                    cieszenie się rozkoszami domowego ogniska. Rozumiał, że te radości ma już za
                                                    sobą, teraz zaś jest tylko karzącym mieczem cierpiącego pruskiego ludu. Żaden
                                                    rycerz czy oddział zbrojny nie mógł teraz czuć się dobrze w komturii. Miligedo
                                                    czuwał bezustannie i zawsze wypatrzył jakiś błąd w postępowaniu Krzyżaków, za
                                                    który najczęściej płacili śmiercią.
                                                    (Koniec już bliski, i dla nikogo nie będzie to happy end)
                                                  • Gość: tralala Re: Syn Miodu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.10.05, 20:48
                                                    Dziś smutny fragment baśni - śmierć naszego bohatera!
                                                    Prawdą jest jednak, że kto mieczem wojuje, ten od miecza ginie. Namiestnik
                                                    ściągnął od komtura nowe posiłki z Bałgi i przyszedł czas, że Syn Miodu nie
                                                    zdołał się wyślizgnąć. Bohaterską postawą doprowadził do tego, że część jego
                                                    oddziału przebiła się przez krzyżackie szeregi, ale koń jego padł, ugodzony
                                                    przez zakonnych. Mimo że pozbawiony wierzchowca, Miligedo bronił się
                                                    skutecznie, zdając sobie sprawę, że nic mu już nie pozostało oprócz chwalebnej
                                                    śmierci. Ofiarował ludowi pruskiemu swoje życie, teraz musi mu ofiarować taką
                                                    śmierć, która mimo wszystko da jego ziomkom powód do dumy i pozwoli im
                                                    przetrwać gorycz upokorzeń, jakie ich czekają. Stos ciał wokół Miligeda rósł.
                                                    Krzyżacy, atakujący początkowo z wielkim impetem, musieli się cofnąć niepomni
                                                    nawet na hańbę padającą na sławę zakonu. Syn Miodu był jeden, a ich było tylu
                                                    świetnie uzbrojonych, lecz wobec siły i bohaterstwa Prusa zdawało się
                                                    bezradnych. Była to jednak chwilowa tylko przewaga wodza Prusów, bo oto znowu
                                                    napierały nadciągające szeregi wrogów. Miligedo osaczony, pozbawiony wsparcia
                                                    swoich ludzi, musiał paść w końcu z wyczerpania i licznych ran, których broniąc
                                                    się doznał. I oto Krzyżacy stali teraz zdumieni nad powaloną postacią wcale nie
                                                    nadludzkiego, jasnowłosego wodza Bartów i nie mogli uwierzyć w jego śmierć.
                                                  • Gość: tralala Re: Syn Miodu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.10.05, 20:50
                                                    A skoro śmierć, to i pogrzeb, bardzo pruski i bardzo przypominający tradycje, o
                                                    których tu pisałyśmy:
                                                    Syn Miodu musi mieć pogrzeb co najmniej tak piękny, jak Argo, według pruskich
                                                    starych zwyczajów. Nie bacząc na to, że był od wielu lat ochrzczony, na miejscu
                                                    do tego przeznaczonym - miejscu świętym, jakim było przenoszone z konieczności
                                                    wielokrotnie- ramowe Bartów- ułożono stos z odpowiedniego, dającego niewiele
                                                    dymu drewna, bo trzeba się było liczyć z krzyżackim niebezpieczeństwem i wbrew
                                                    zwyczajom, niestety, trzeba było się spieszyć. Pięknie ubrane zwłoki bohatera
                                                    zostały położone twarzą na wschód, a kapłani - ligasze i tulisze wychwalali
                                                    jego czyny, a było przecież o czym śpiewać! Wraz z zabitym palono jego broń,
                                                    grzebano też, jak każe zwyczaj, jego konia. Piękne stare dęby otaczające polanę
                                                    stanowiły tło uroczystości. Gdy stos zapłonął, najstarszy z tuliszów zaczął
                                                    mówić o swoich wizjach. Słuchano go nadzwyczaj uważnie, lecz nikt go nie
                                                    rozumiał.
                                                    Co niezwykłego mówił tulisz - już jutro.
                                                  • Gość: tralala Re: Syn Miodu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.10.05, 18:59
                                                    Oto zamiast mówić jak zwykle, że bohater na swym wspaniałym rumaku wzlatuje
                                                    poprzez nieboskłon do szczęśliwej krainy przodków, tulisz twierdził, że kieruje
                                                    się on do Bartoszyc, że w mieście tym wędruje po ulicach, a nawet wstępuje na
                                                    dziedziniec krzyżackiego Zamku. Wreszcie oznajmił, że Miligedo będzie jedynym
                                                    Bartem - świadkiem upadku potęgi Zakonu i państwa niemieckiego na pruskiej
                                                    ziemi.
                                                    Zgromadzeni ludzie nie mogli się rozeznać w swoich uczuciach. Dlaczego tulisz
                                                    mówił tak od rzeczy? To nie dawało się zrozumieć! Stos dogorywał, a potężny
                                                    grzmot przetaczający się przez niebo, zwiastował letnią burzę. Lunęły potoki
                                                    deszczu i dogasiły stos. Czy bogowie się gniewają? Ludzie pod wpływem strachu
                                                    zaczęli domagać się od kapłanów, aby wytłumaczyli, co to znaczy; czy ta burza w
                                                    czasie tak uroczystego pożegnania bohatera jest wróżbą dobrą, czy złą?
                                                    Postanowiono złożyć Perkunowi ofiarę z czarnego byka, co zostało wkrótce
                                                    dokonane, a potem, gdy kapłani podeszli z urną, by pozbierać w nią prochy
                                                    bohatera, po rozgarnięciu resztek stosu, oczom zebranych ukazał się wśród
                                                    popiołów kamienny posąg z naszyjnikiem, rogiem do picia i mieczem u pasa.
                                                    Przeciągłe Ooo! wstrząsnęło dąbrową. Bez najmniejszych wątpliwości wszyscy
                                                    pojęli, że Miligedo zostaje wśród nich, aby ich bronić przed Krzyżakami, że
                                                    uznał, iż nie czas mu ulatywać do szczęśliwej krainy przodków, kiedy tu
                                                    pozostaje płaczący swych krzywd pruski lud. Wróżba starego tulisza zaczynała
                                                    nabierać sensu, stawała się doniosłym proroctwem.
                                                    (No i proszę - nasz Miligedo to Bartek, kamienna baba pruska, czyli chłop na
                                                    schwał i dzielny wojownik).
                                                  • Gość: tralala Re: Syn Miodu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.10.05, 19:08
                                                    W taki oto kamienny posąg zamienił się Miligedo, by już na wieki chronić lud
                                                    pruski: perkuns.fm.interia.pl/Galerie/bk09.html

                                                    Posąg pozostawiono w świętym Gaju z wiecznie płonącym ogniem. Skrzywdzeni przez
                                                    Krzyżaków Prusowie przychodzili tam, wierzono powszechnie, że gdy skrzywdzony
                                                    dotknie miecza . Miligedo, krzywdziciel zostanie ukarany. Wszyscy rozumieli, że
                                                    trzeba strzec przed Krzyżakami posągu i jego tajemnicy. Krzyżacy gotowi go
                                                    zniszczyć tak, jak niszczyli wszystko co pruskie.
                                                    A jak Miligedo - Bartek trafił do Bartoszyc wyjaśni się w dalszej części
                                                    legendy. I oczywiście zło zostanie ukarane, ale tym zajmą się już nie ludzie,
                                                    lecz pszczoły!
                                                  • rita100 Re: Syn Miodu 29.10.05, 19:38
                                                    Przeczytałam ta całą legendę, jest piekna i historyczna, ukazuje losy Bartka.
                                                    Nie wspominasz co się dzieje z rodziną Bartka po jego śmierci ?. I oczywiście
                                                    czekam dalszej części.
                                                    Czyli kamienne Baby Pruskie to nie tylko Baby ale i Bartek.
                                                    Czy myślałas w jaki sposób narodził się kamienny Bartek ? Ktoś musiał go wykuć
                                                    z kamienia wcześniej. Ktoś ze wsi.
                                                  • Gość: tralala Re: Syn Miodu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.10.05, 20:13
                                                    O tym, co działo się z rodziną Miligedo - Bartka legenda milczy. Mam nadzieję,
                                                    że mimo wszystko jego dzieci dorosły, miały swoje dzieci, a potem wnuki i tak
                                                    dalej, i gdzieś jeszcze może żyją potomkowie Prusów. Za to wiemy, gdzie jest
                                                    kamienny Bartek, a legenda powie nam, jak trafił do Bartoszyc:
                                                    Jednak Krzyżacy dowiedzieli się, że Prusowie ukrywają jakiś posąg kamienny w
                                                    głębi lasu, że choć ochrzczeni, zamiast gromadzić się w kościołach, chodzą do
                                                    swoich świętych gajów. Grausam szybko zapomniał o zagrożeniu ze strony
                                                    Miligedo. Teraz ten znienawidzony wódz pruski już nie żył, a on, Grausam był
                                                    znowu niepodzielnym panem okolicy. Zorganizował więc wyprawę w głąb puszczy.
                                                    Pewien był sukcesu. Wiózł ze sobą pruskiego niewolnika, który od trzech
                                                    miesięcy pracował na zamku przy żarnach. Torturami i obietnicami zmusił go, aby
                                                    wyjawił, gdzie znajduje się romowe Bartów, tam spodziewano się znaleźć posąg.
                                                    Grausam chciał ten posąg odebrać poganom, aby w ten sposób położyć kres ich
                                                    grzesznym praktykom. Pojmowanemu Prusowi obiecał wolność, jeżeli wskaże
                                                    właściwą drogę Krzyżakom. Grausam śmiał się w duchu z naiwności Prusa. Wszystko
                                                    poszło gładko. Świętego miejsca nie pilnował teraz nikt zbrojny, więc po
                                                    zabiciu kapłanów podsycających ogień, silni pachołkowie władowali posąg na woź,
                                                    oddział zbrojnych rycerzy otoczył go i z pełną triumfu pieśnią ruszyli, przez
                                                    nikogo nie zatrzymywani, do Bartoszyc.
                                                  • Gość: tralala Re: Syn Miodu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.10.05, 20:16
                                                    No i czas ukarać zło, bo w każdej legendzie zło musi w końcu przegrać:
                                                    Był okres rojenia się pszczół. Krzyżacy jechali spokojnie drogą leśną, gdy
                                                    nagle jeden z rojów zaatakował konia namiestnika. Spłoszony, kłuty żądłami
                                                    wierzchowiec poniósł na oślep w puszczę. Grausamowi włosy zjeżyły się pod
                                                    hełmem, bo przypomniał sobie powieszonego wróżbitę i jego przepowiednię. Na
                                                    próżno czynił wysiłki, aby powstrzymać oszalałe zwierzę. Gdy ujrzał wysoki
                                                    brzeg Łyny, zrozumiał, że jego los jest przesądzony. Koń zawisł w powietrzu,
                                                    jeździec wyleciał z siodła i w ciężkiej zbroi runął w fale Łyny. Wkrótce woda
                                                    pochłonęła go. Koń walczył dłużej. Kilku Bartów i Natangów widziało tę scenę,
                                                    lecz Grausam był tak znienawidzony, że nie mógł liczyć na niczyją pomoc. Ciało
                                                    okrutnego wodza nigdy nie zostało odnalezione. Tak dopełniła się wróżba i tak
                                                    dopełniła się zemsta pszczół za zabicie Miligedo - Syna Miodu.
                                                    Kamienny posąg bohatera, zgodnie z rozkazami utopionego Grausama, dojechał do
                                                    Bartoszyc i stanął przy jednej z ulic miasta. Od tego czasu lud pruski pokochał
                                                    znienawidzone dotąd Bartoszyce, bowiem było to teraz miasto Miligeda - ich
                                                    bohatera, który, jak wierzyli, będzie świadkiem upadku potęgi obcego, wrogiego
                                                    tym ziemiom krzyżackiego państwa.
                                                    I to już jest naprawdę KONIEC :)))
                                                  • rita100 Re: Syn Miodu 29.10.05, 20:29
                                                    Cudowna , cudowna legenda - wiesz, nie znając tej legendy , te Kamienne Baby
                                                    Pruskie, czułam, że własnie przyciągają swoją historią i swoim cierpieniem.
                                                    To jest jedyny symbol przetrwania tamtych czasów. Popatrz jak historia się
                                                    powtarza, wszyscy chowali się w lasach, by przeżyć czasmi tragiczne chwile.
                                                    Lasy jedyną kryjówką od wieków i Jadźwingi również, a ten ostatni to wierzę, że
                                                    jeszcze się ukrywa, ze ciagle gdzies tam jest i że czasmi przychodzi nad
                                                    jeziora by popatrzeć na toń jeziora. Tak sobie czasami wyobrażam krainę Warmii
                                                    i Mazur.
                                                  • rita100 Re: Prusowie 18.10.05, 19:52
                                                    0 mój Boże! lub krótko: – 0 Boże! To samo czynią inne nacje.
                                                    Niemiec mówi: – Mein Gott!,
                                                    Francuz: – Nom de Dieu, Mon Dieu,
                                                    Włoch: – Dio mio,
                                                    Ślązak zaś: – 0, pieronie!
                                                    Wytłumaczyc to można następująco. Dlugo przez przyjęciem chrześcijaństwa przez
                                                    Polske, na terenach zamieszkiwanych przez plemiona słowiańskie oddawano cześć
                                                    bożkom. W pasie ciągnącym się od Czech, przez Śląsk, tereny górnej i środkowej
                                                    Łaby, obszary związane z Odrą, Pomorze z Zachodnie po wyspę Rugię zamieszkiwali
                                                    Słowianie Zachodni, Slęzanie, Serbołużyczanie, Obodryci. Plemiona te oddawały
                                                    cześć Perunowi, bogowi piorunów i grzmotów i władcy nieba. Dla oddawania czci
                                                    Perunowi wybierano szczególne miejsca: pagórki, wyspy na jeziorach, gaje
                                                    porośnięte wiekowymi dębami... Najsłynniejszym miejscem na Śląsku była góra
                                                    Ślęza pod Wrocławiem, od ktorej nazwę przyjął Śląsk. Ślązacy Peruna
                                                    nazywali ”Piorunem” lub ”Pieronem”. Karol Miarka w ”Górce Klemensowej” napisał:

                                                    ”Pagórek ten nosił nazwę Górki Piorunowej, którą lud okoliczny za bardzo Świętą
                                                    uważał, bo na jej szczycie stały posągi dwóch bogów, którym z daleko i szeroko
                                                    lud składał ofiary. W tej bowiem okolicy panowało bałwochwalstwo. Prawda, że
                                                    już od dawna, a mianowicie od czasu apostołowania Świętych Cyryla i Metodego –
                                                    około 870 r. chrześcijaństwo w tej stronie szerzyć się poczynało, ale dopiero w
                                                    966 r., gdy cała Polska przyjęła chrzest wtedy i nasza kraina należąca do
                                                    Polski przyjęła naukę Chrystusa; mimo to jednak w wielu miejscach, mianowicie
                                                    pomiędzy górami, lasami, jeziorami trwało jeszcze dość długo pogaństwo, zanim
                                                    zupełnie wykorzenionym zostało. ”

                                                    Scalenie państwa w jedną całość przez Mieszka I wraz z przyjęciem
                                                    chrześcijaństwa przyczyniło się w znacznym stopniu do likwidacji kultów
                                                    plemiennych. Kosztowało to wiele starań, na przykład organizowanie wypraw
                                                    misyjnych, które nie zawsze kończyły się sukcesem. Tak zginął na terenie Prus
                                                    śmiercią męczeńską św.Wojciech podczas próby nawracania plemienia Luciców na
                                                    wiarę chrześcijańską. Ogniska pogaństwa wśród ludów pogańskich utrzymywały się
                                                    długo i tam, gdzie nie pomogło słowo, perswazja – stosowano miecz.

                                                    z kalendarza Gorniczego Kopalni "Ziemowit"

                                                    Rafał Bula

                                                    Tralala - co o tym sadzisz ?
                                                  • Gość: tralala Re: Prusowie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.10.05, 20:34
                                                    'Perkunas był w mitologii bałtyckiej bogiem pioruna, deszczu, błyskawicy,
                                                    pomocnikiem Dievsa – Occopirmsa. W triadzie bogów bałtyjskich, którą tworzyli
                                                    nadto Trimps i Patols stanowił postać centralną. Zwalczanym przez niego
                                                    przeciwnikiem miał być Velnias, bóg ciemności świata podziemnego.'(Jan
                                                    Jaskanis) Tyle w mitologii litewskiej. Wśród Prusów Perkunas (Perkun, Perun)
                                                    albo był mniej znany, albo mniej ważny. Tu silniejsze było wierzenie w boga
                                                    urodzaju Kurko. Za to na Litwie nawet dziś mozna zobaczyć takie cuda:
                                                    www.kapliczki.tc.pl/1/grutas.html
                                                  • rita100 Re: Prusowie 18.10.05, 20:42
                                                    Czyli słowo sląskie - pironie nie pochodzi od boga piorunów ?
                                                    Bo własnie mnie zastanawiało czy łączy sie te slowo ze slowem śląskim "ty
                                                    pieronie", ktore jest u nich bardziej przekleństwem. Czyli wykluczamy tą
                                                    łączność, choć podobne ma skojarzenia.

                                                    Tralala, czekam na dalszy ciąg bajeczki :)
                                                  • Gość: tralala Re: Prusowie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.10.05, 20:52
                                                    O tak jednoznacznie to wolę nie twierdzić. Może i pochodzi? Na pewno strach
                                                    przed burzą i piorunami był (i jest) powszechny. W końcu gromowładnych mieli
                                                    też i Grecy i Rzymianie. Ale czytam soie tu, że litewski Perkun mógł pochodzić
                                                    od słowa perkus - dąb (stąd może tak częste święte dęby), lub od słowa perti -
                                                    uderzać (i wtedy jak najbardziej piorun). Tylko, że najwyraźniej był to bóg
                                                    raczej litewski i łotewski niż pruski. A z pruską Kurko mam kłopot - jedni
                                                    piszą, że bóg a inni że bogini. Istna zagadka.
                                                    O i jeszcze taka ciekawstka - litewski Perkun zawędrował też do
                                                    Finlandii 'perkele' - diabeł i do Estonii 'porhu' - piekło.
                                                  • Gość: tralala Re: Prusowie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.10.05, 20:37
                                                    Wśród nielicznych zapisanych i zachowanych tekstów w języku staropruskim
                                                    znalazło się takie zawołanie:
                                                    Kayle rekyse. Thoneaw labonache thewelyse.
                                                    Eg koyte poyte. Nykoyte pe^nega doyte.
                                                    Do przećwiczenia w pubie :-) bo w wolnym tłumaczeniu znaczy 'Hej panie! Nie
                                                    jesteś już takim miłym wujaszkiem. Chcesz pić, a nie chcesz dać ani grosza!'
                                                  • rita100 Re: Prusowie 19.10.05, 20:57
                                                    Tralala, popatrz co znalazłam ?
                                                    Pewne stare nazwy miejscowości i trochę zapisów.

                                                    "W majątku Linie u polskiego brygadzisty żniwiarzy pojawił się Polak z okolicy,
                                                    którego pierś była ozdobiona polskim orłem z metalu.

                                                    Kilku Prusaków zatrudnionych w majątku dało mu do zrozumienia, że tego rodzaju
                                                    postępek muszą potraktować jako wyzwanie.

                                                    W odpowiedzi polscy żniwiarze zaintonowali swą pieśń "Jeszcze Polska nie
                                                    zginęła". Jeden z Prusaków popadł w gniew i zerwał Polakowi orła. Polscy
                                                    żniwiarze zażądali oddalenia z majątku wszystkich Prusaków grożąc w przeciwnym
                                                    razie strajkiem". (Pommersche Tagespost).

                                                    Ważniejsze momenty dziejowe

                                                    Babin - znaleziska archeologiczne z okresu średniowiecza - gród.

                                                    1180r. - Babyn
                                                    1187r. - Babino
                                                    1234r. - Babin
                                                    1236r. - Babina
                                                    1944r. Babbin

                                                    nazwa zapewne kulturowa pochodząca od kamiennych bab używanych jako nagrobki
                                                    przez pogańskich słowian.

                                                    Liczne odkrycia z epoki kamiennej (m.in. kurhany, topory), brazu (
                                                    www.bielice.com.pl/turystyka.html
                                                    Bielice - znaleziska archeologiczne z okresu wczesnego średniowiecza
                                                    Chabowo - znaleziska archeologiczne z okresu wczesnego średniiowiecza.

                                                    1180r. - Cabowe,
                                                    1187r. - Cabow,
                                                    1236r. - Chabowe,
                                                    1295r. - Kabow,
                                                    1313r. Chabowe,
                                                    1316r. - Valkenberch po założeniu Chabówka (Neu Falkenberg) w XVIII w. Alt
                                                    Falkenberg.

                                                    Parsów - wieś położona na brzegu niewielkiego jeziora. Między wsią i jeziorem
                                                    przy drodze do Babina częściowo zniszczone grodzisko słowianskie.

                                                    Wieś wzmianka w początkach XIII w. jako Parsów

                                                    1255r. - Parsow,
                                                    1296r. - Parsow,
                                                    1274r. - Wardenberch
                                                    1944r. - Wartenberg tj. "góra strażnicza" zapewne od grodu nad jeziorem

                                                    Linie - znaleziska archeologiczne z okresu wczesnego średniowiecza.

                                                    1248r. - Leyne,
                                                    1504r.- Leyne,
                                                    1944r. Leine.

                                                    Nowe Chrapowo - wieś założona w 1302r.

                                                    1333r. - Newen Grapow,
                                                    1343r. - Nove Grapow,
                                                    1944r. - Neu Grape

                                                    Stare Chrapowo - 1212r., 1242r. - Crapoue,
                                                    1240r. - Crapowe,
                                                    1302r. - antiqua Grapow,
                                                    1504r. - olden (Stare) Grape,
                                                    do 1945r. - Alt-Grape

                                                    Nazwa pochodzi nie od "chrapać" ale raczej od grabów i buków, zatem
                                                    stosowniejsza byłaby forma Grabowo.


                                                    1235r. - Belitcze,
                                                    1240r. - Beliz,
                                                    1249r. - Belitz,
                                                    1944r. - Beelitz

                                                    od gleb bielicowych.

                                                  • Gość: tralala Re: Prusowie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.10.05, 21:20
                                                    O, to coś czego szukał 'nasz' maturzysta - onomasta! Tylko gdzie on się
                                                    podział? Trzeba będzie odszukać jego wątek i podsunąć mu te znaleziska.
                                                  • rita100 Re: Prusowie 19.10.05, 21:25
                                                    właśnie, tak pomyślałam
                                                    Ale jak skończe bajanie to później będę odszukiwać te miejscowości.
                                                  • Gość: tralala Re: Prusowie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.10.05, 21:34
                                                    No to jeszcze dorzucę coś a propos nazw i Perkuna (a jednak!)
                                                    'Można sądzić, że Prusowie czcili Perkuna, ponieważ kult tego boga grzmotu
                                                    występował u pokrewnych im Litwinów i Łotyszów, a poza tym świadczą na jego
                                                    rzecz nazwy kilku miejscowości i jezior na dawnym terytorium Prusów: Perkujki,
                                                    Parkoszewo, Perkunowo, dwa jeziora Perkun.'
                                                  • rita100 Re: Prusowie 19.10.05, 21:41
                                                    ja też jutro zajme sie jeszcze Prusami, ale teraz musze uciekac , kolejeczka do
                                                    klawiaturki
                                                    dobranocki :)
                                                  • rita100 Re: Prusowie 20.10.05, 21:28
                                                    "tradycji nie przekształciłoby się w lokalne zabawy młodzieży w pagańskich
                                                    Dawnych Prusów i po druge, aby takie lokalne odrodzenie nie stało się podłożem
                                                    polskiego, rosyjskiego lub litewskiego patriotyzmu, zamiast europejskiego.
                                                    Przyszedł czas zjednoczenia duchowego, które może być końcem historii
                                                    konfliktów i niesprawiedliwości. Przyszedł czas, by stać się patriotami
                                                    europejskimi, dla których kultura polska, kultura niemiecka lub litewska są
                                                    bardzo drogimi częściami kultury europejskiej, i dla których też kultura ziemi
                                                    Prusów Bałtyckich jest również droga jako gałąź kultury europejskiej.

                                                    Popatrz sie Tralala jakie piekny wywód.
                                                  • rita100 Re: Prusowie 21.10.05, 20:59
                                                    Interdyscyplinarne Spotkania z Historią i Kulturą Bałtów
                                                    Olsztyn 23-25 września 2004

                                                    Historia i dziedzictwo kulturowe Bałtów stało się na przestrzeni kilku
                                                    ostatnich dziesięcioleci przedmiotem badań uczonych różnych ośrodków naukowych
                                                    zarówno w Polsce jak i za granicą. Dla jednych, jak np. dla badaczy polskich –
                                                    jest to dziedzictwo ludu, który niegdyś zamieszkiwał część obszaru obecnej
                                                    Rzeczpospolitej i który w naszej, narodowej i europejskiej historii miał
                                                    znaczenie jedynie marginalne. Dla innych zaś dzieje Bałtów to część własnej
                                                    historii, to ważny aspekt budowania własnej tożsamości etnicznej i kulturowej.

                                                    Dla współczesnych mieszkańców dawnych Prus, które znalazły się po 1945 roku w
                                                    granicach Rzeczpospolitej Bałtowie i Prusowie to terra incognita, mylnie
                                                    utożsamiana jakże często z niemiecką historią tych ziem. A jednak i tu powoli i
                                                    oczywiście tyko w „oświeconych” kręgach odradza się świadomość bałtyjskości
                                                    tych ziem. Pojawia się społeczne zapotrzebowanie na wiedzę o dziejach ludzi, po
                                                    których pozostały tu tylko tak nieliczne ślady."
                                                  • rita100 Re: Pekūnas 22.10.05, 20:55
                                                    Perkūnas, bóg ognia, ożywia życie i chroni prawość i porządek. Na Litwie,
                                                    modlili się do niego farmerzy i przywoływali go wojownicy. Podczas ostatnich
                                                    wieków pogaństwa, z czasów, z których mamy źródła historyczne wynika, że
                                                    Perkūnas stał się najlepiej znanym, najszerzej rozpoznawalnym litewskim
                                                    bóstwem. Wrogowie Litwinów znali jego moc, a jego flaga powiewała ponad
                                                    litewskimi terytoriami. "Vytis" z naszej flagi wyprowadzony został z flagi
                                                    honorującej Perkūnasa. Pruskie kroniki opisują flagę z wizerunkami trzech
                                                    bogów: Perkūnas jest bogiem naczelnym. W religii władców i szlachty, Perkūnas
                                                    był najwyższym bogiem.
                                                    Kroniki donoszą, że: "W Wilnie, w alei Šventaragisa, nazwanej tak na cześć
                                                    legendarnego litewskiego Najwyższego Kapłana, Skrimanats, władca Litwy
                                                    ustanowił westalki i kapłanów składających dary bogom i Wielkiemu Bogu
                                                    Perkūnasowi, który rządzi ogniem, grzmotami i błyskawicami. Ich zadaniem było
                                                    podsycanie dniem i nocą ognia dębowym drewnem. Gdy ogień kiedykolwiek zgasł,
                                                    był rozpalany ponownie iskrami z ogromnego otoczaka".
                                                    Oto, w jaki sposób Perkūnas stał się opiekunem państwa. Nawet wprowadzenie
                                                    chrześcijaństwa tylko w małym stopniu zminimalizowało siłę Perkūnasa. Litwini
                                                    utrzymują, że gdyby nie było chrześcijańskiego Boga, Perkūnas byłby do dziś
                                                    naczelnym bóstwem. Jezuici wizytujący litewską diecezję 1583 roku odkryli ku
                                                    ich wielkiemu przerażeniu, że Litwini czczą boga Pekūnasa, stare dęby i
                                                    pomniejsze bóstwa lokalne oraz "wyimaginowane stwory", które, jak twierdzą
                                                    chronią ich domy, miasta i ogrody. Święte ognie były palone w lesie ku czci
                                                    Perkūnasa. Kobiety zaś, które ich pilnowały były nazywane westalkami.
                                                    cdn
                                                  • Gość: tralala Re: Pekūnas IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.10.05, 21:13
                                                    To może jeszcze raz - litewska 'kapliczka' Perkunasa. Dopiero teraz doczytałam,
                                                    że te kapliczki stawiano w latach siedemdziesiątych, w czasach radzieckiej
                                                    republiki litewskiej, zastępczo, w miejsce przedwojennych kapliczek. No
                                                    cóż,przykre to było, ale ta rzeżba na zdjęciu jest bardzo śmiszna - i jakie
                                                    piorunki Perkunas trzyma w ręku!
                                                    www.kapliczki.tc.pl/1/grutas.html
                                                  • Gość: tralala Re: baśń litewska IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.10.05, 21:15
                                                    Baśń zza miedzy - pożyczona od bałtyjskich Litwinów, wyjaśnia skąd się na
                                                    świecie wzięły czarownice. A było to tak:
                                                    Dawno, dawno temu pewna młoda kobieta wybrała się do lasu na grzyby, zabierając
                                                    ze sobą nowy kuferek (?). Kiedy szukała grzybów nagle zaczął padać ulewny
                                                    deszcz. Kobieta zdjęła ubranie, schowała je do kuferka i stanęła nago pod
                                                    drzewem, czekając aż deszcz ustąpi.
                                                    Później, kiedy przestało już padać, ubrała się i dalej zbierała grzyby, aż wtem
                                                    zauważył ją Welnias (litewski rogaty bóg podziemi). Welnias spytał ją, czy
                                                    zbierała grzyby w trakcie deszczu, a jeśli tak to jak to możliwe, iż jej suknie
                                                    są suche.
                                                    Kobieta odrzekła, że zna pewien sekret, który sprawia, że deszcz jej nigdy nie
                                                    zmoczy. Welniasa zaintrygowała ta odpowiedź. Zaczął domagać się, by wyjawiła mu
                                                    swą tajemnicę. Młoda kobieta zgodziła się, lecz pod warunkiem, że Welnias
                                                    ujawni jej wszystkie swoje magiczne sztuki. Tak oto Welnias nauczył ją swojej
                                                    magii i sposobów leczenia ludzi.
                                                    Wówczas młoda kobieta powiedziała mu, jak uniknęła deszczu. Welnias splunął ze
                                                    złości i uleciał w dal, wściekając się i rycząc ze złości, iż dał się tak
                                                    nabrać.
                                                    Tak oto ta młoda kobieta została pierwszą czarownicą i od tamtej pory
                                                    przekazywała swe nauki kolejnym kobietom, a czarodziejstwo na świecie
                                                    rozkwitło.
                                                    www.geocities.com/Athens/Oracle/2810/witchorigin.html
                                                  • rita100 Re: baśń litewska 22.10.05, 22:12
                                                    Ale Ty mi robisz niespodzianki, baśń , ktora nam wyjasnia skąd są czarownice.
                                                    Myslę , ze pomalutku odkrywamy tajemnicę tej ziemi :)
                                                  • rita100 Re: Pekūnas 23.10.05, 19:56
                                                    Na całym terytorium Litwy miał on swoje święte terytoria nazywane „Alkos”, na
                                                    których płonął święty ogień. Wzgórza i gaiki nawiedzone przez Perkūnasa były
                                                    uważane za święte. Drzewo lub kamień uderzone przez niego za chronione od zła i
                                                    zarazy. Święte dęby i wzgórza pokryte dębowymi gajami były ogrodzone i
                                                    chronione fosami. Wszystkie te miejsca były świętymi terenami Perkūnasa. Dla
                                                    rolników Perkūnas był bogiem natury kontrolującym pioruny i pogodę. Zsyłał
                                                    deszcz i ożywiał płodność Ziemi. Pierwszy piorun wiosny wstrząsał Ziemią,
                                                    oczyszczał ją i wodę. Ludzie oczekiwali go, jak wielkiego błogosławieństwa.
                                                    Zabronione było sianie zboża zanim piorun nie uderzył pierwszy raz.. Budził on
                                                    ziemię i wszystko zaczynało rosnąć. Od czasu uderzenia pioruna zależała
                                                    pomyślność: jeśli uderzył przed Wielkanocą, było źle, jeśli po, oczekiwano
                                                    pomyślności.

                                                    Teraz możemy rozumieć, że burza na wiosne jest tym co wskrzesza życie, tak w to
                                                    wierzono.
                                                  • Gość: tralala Re: Pekūnas IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.10.05, 16:58
                                                    Perkunas najwyraźniej sprzyjał swoim wyznawcom, gdyż jak pisze średniowieczny
                                                    kronikarz, opisujący zimowy napad Litwinów na Ozylię w roku 1219,
                                                    Litwini 'przeprawili się na wyspę po lodzie osterhafu (Zatoki Ryskiej), czego
                                                    Perkun, ich bożek, im wtedy użyczył, gdyż osterhaf tak twardo nie zamarza'.
                                                    (Rymowana Kronika Liwońska)
                                                  • rita100 Re: Zaklęty zamek w lesie olsztyńskim 25.10.05, 20:16
                                                    Tralala, to już dużo dowiedzieliśmy sie o Perkunsie, był bogiem piorunów ,
                                                    ktore budziły życie i dawał plon.
                                                    A czy znasz legende , równie śliczną o zakletym zamku w lesie olsztyńskim ?
                                                    A zaczyna sie tak:

                                                    Na wzgórzu, w lesie, tam, kędy wartka struga łączy się z Łyną, stał kiedyś
                                                    dawno, dawno temu wspaniały zamek. Jeszcze nasi ojcowie pokazywali nam
                                                    spadziste, omszałe dachy, sterczące tuż nad ziemią. A chłopcy pasący bydło nad
                                                    Łyną rzucali do kominów kamienie ciesząc się, że długo słychać ich suchy stukot.
                                                    To ostatnie ślady zaklętego zamku. Dokoła rozrosły się krzaki jagód, mchy,
                                                    modre dzwonki leśne, rozszumiały sosny ociekające złotymi kroplami kadzidła,
                                                    świerki pachnące wyciągnęły ramiona ku niebu.
                                                    Przed wielu, wielu laty zamek słynął na całą okolicę, daleko i szeroko. Potężne
                                                    jego baszty, oblane słońcem letniego popołudnia albo purpurą zorzy wieczornej,
                                                    zachwycały oczy nie tylko okolicznego ludu, ale i niejednego wędrowca, który
                                                    przybył z daleka.
                                                    Komu wypadła droga koło zamku porą zimową, przedstawiał mu się tak piękny
                                                    widok, jakiego nigdy nie widział. Obsypany śniegiem zamek błyszczał w słońcu
                                                    milionem barw tęczowych, a na tle ciemnych sosen i świerków zdawał się
                                                    niepokalaną bielą dosięgać niebiosów.
                                                    W zamku tym mieszkał pan bardzo bogaty. Mówiono, że w podziemiach znajduje się
                                                    sto skrzyń srebra, złota i klejnotów. Na ścianach komnat wisiały makaty,
                                                    wyszywane srebrem i zlotem, a na posadzkach leżały skóry niedźwiedzi i wilków,
                                                    których było w okolicy niezliczone mnóstwo.
                                                    Właściciel zamku był nie tylko bogaty, ale co ważniejsze - dobry i
                                                    sprawiedliwy. Lud okoliczny darzył go zaufaniem, ale przystąpić do niego z
                                                    bliska nikt się nie odważył, bo oblicze jego było surowe, powiadano nawet, że
                                                    kamienne.
                                                    Latem, kiedy zachodzące słońce bramowało złotem niebo, a zorza w płaszcz
                                                    szkarłatny ubierała krajobraz, pan zamku lubił wychodzić na najwyższy ganek i
                                                    stamtąd spoglądać na okolicę.
                                                    Wieśniacy wracali właśnie z pól, z pieśnią na ustach. Połyskiwały kosy i
                                                    sierpy, czerwieniły się jak polne maki chusty dziewcząt. Na widok pana stawali
                                                    warmijskim zwyczajem w rzędzie, ostrzyli kosy i miarowym uderzeniem w
                                                    stal „dzwonili” hejnał żniwiarzy, śpiewając:
                                                    Plon niesiem plon,
                                                    Plon ze wszystkich stron...
                                                    Często stała też obok pana zamku małżonka jego, Warmia.
                                                    cdn
                                                  • Gość: tralala Re: Zaklęty zamek w lesie olsztyńskim IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.10.05, 20:24
                                                    Czy to ten zamek? :)))
                                                    polosa.pl/oferta_specjalna/rezydencja_nad_rzeka/index.htm

                                                    (nie, nie, wiem, że tamten zapadł się pod ziemię, prawda? Ale ten niezmiennie
                                                    poprawia mi humor. Ktoś miał fantazję. I jeszcze ten barbakan - jak z Krakowa).
                                                  • rita100 Re: Zaklęty zamek w lesie olsztyńskim 25.10.05, 20:29
                                                    Tak, ten zamek to jednak podróbka, bo tamten był z drwena napewno i kamieni.
                                                    Ale fantastyczny ten nowoczesny i do sprzedania, o rany, niesamowite - ciekawe
                                                    kto to kupi, chodź w dzisiejszych czasach to bałabym się mieszkać w samym lesie
                                                    i to nie boje się duchów przeszlości tylko tych .... no wiesz, tych co napadają.
                                                    Druga część cudownie opisanej legendy zamieszczę jutro , bo mozna stopniowo
                                                    czytać , bez pospiechu.
                                                  • Gość: tralala Re: Zaklęty zamek w lesie olsztyńskim IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.10.05, 20:34
                                                    O, żeby napaść i zdobyć ten zamek trzeba by mieć niezły hufiec zbrojnych
                                                    rycerzy i drugie tyle pachołków, no i machiny, a jeszcze lepiej katapulty!
                                                    Przecież cały otoczony murem, z barbakanem i mostem zwodzonym. Ale chętnego
                                                    kupca coś nie widać.
                                                    No to czekam do jutra na dalszą część legendy o jak najprawdziwszym choć
                                                    zaczarowanym zamku w lesie olsztyńskim.
                                                  • rita100 Re: Zaklęty zamek w lesie olsztyńskim czII 25.10.05, 20:39
                                                    czII
                                                    Często stała też obok pana zamku małżonka jego, Warmia. Macierzyńskim okiem
                                                    obejmowała krajobraz, macierzyńskim sercem wszystkich kochała. Tam, pośród ludu
                                                    zdrowego i pilnego, przebywało jej dwunastu synów, a liczne ich potomstwo
                                                    mieszkało po wioskach i osiedlach. Warmia, ubrana w białe szaty, w welonie
                                                    lekkim jak pajęczyna upiętym na jasnych włosach sięgających do ziemi, była
                                                    symbolem jedności i miłości rodzinnej.
                                                    Raz do roku, w wigilię św. Jana wszyscy synowie z rodzinami przybywali na
                                                    zamek, napełniając stare mury wrzawą i śmiechem. U wrót przyjmowali ich
                                                    rodzice, ściskając i całując każdego z osobna. Łzy radości błyszczały w oczach
                                                    Warmii, kiedy witała swych dorodnych synów o jasnych jak len włosach i modrych
                                                    oczach, kiedy przytulała do serca główki wnuków i prawnuków.
                                                    Biesiady i łowy w olsztyńskim lesie trwały siedem dni. Potem wszyscy wracali do
                                                    swoich zajęć, a stare mury ogarniała głęboka cisza.
                                                    Tak płynęło życie, w spokoju i miłości wzajemnej. Aż pewnego razu, krótko przed
                                                    dniem św. Jana, przybył na zamek jakiś obcy wędrowiec. Długo szeptali z panem,
                                                    radzili, a chociaż noce były krótkie, i nocami nie spali. Nowiny, jakie
                                                    przyniósł obcy, musiały być ważne, bo obaj twarze mieli zatroskane.
                                                    Wkrótce ukazał się na najwyższej baszcie płomień umówiony znak, że synowie mają
                                                    zaraz stawić się przed ojcem. Zaraz też zaczęli się zjeżdżać ze wszystkich
                                                    stron.
                                                    Ojciec razem z obcym przybyszem oczekiwali ich w sali bursztynowej, gdzie
                                                    przekazali im okropną wieść: dwóch sąsiadów, którzy zawistnym okiem patrzyli na
                                                    szczęście rodziny, postanowiło porwać i zabić ukochaną matkę, Warmię.
                                                    Już z dala słychać było okrzyki, a łuny płonących wsi znaczyły drogi, którymi
                                                    zbliżał się nieprzyjaciel.
                                                    W samą noc świętojańską przybyły liczne zastępy wrogów i rozłożyły się w
                                                    pobliskim lesie przy ogniskach, a dzikie ich wrzaski i krzyki odbijały się
                                                    echem o stare mury zamku.
                                                  • rita100 Re: Zaklęty zamek w lesie olsztyńskim czIII 26.10.05, 20:10
                                                    Właśnie w tym czasie drogą przez las szło dziecko. Małe jego serduszko dygotało
                                                    z lęku, ale szło odważnie, bo Warmia miała przygotować dla chorej matki
                                                    lekarstwo z ziół i korzeni.
                                                    Jakaś jasność napełniała las. Gwiazdy - zda się - jaśniej migotały na niebie, a
                                                    sierp księżyca jaśniej srebrzył czubki chwiejących się w objęciach wiatru
                                                    drzew, obielił wydeptaną ścieżkę wijącą się wśród stuletnich dębów, buków,
                                                    klonów i jarzębin. Wśród aksamitnych mchów unosiły się szerokie liście paproci.
                                                    Nagle dziecko stanęło. Na tle paproci zobaczyło jakiś przecudny, barwami tęczy
                                                    jaśniejący kwiat. Drżącą rączką zerwało ten kwiat i nie spostrzeżone przez
                                                    wroga doszło do zamkowej bramy, która sama się przed nim rozwarła.
                                                    Przyciskając do piersi skarb swój - kwiat paproci rozwinięty wśród nocy
                                                    świętojańskiej - szło aż do sali, w której zebrał się cały dwór. Stanęło tam
                                                    bose, uklękło wręczając Warmii przecudny kwiat, a ona dała dziecku lekarstwo i
                                                    jedzenie na drogę, tak mówiąc:
                                                    - Idź do mojego ludu i powiedz, że choćby wróg zabił moje ciało, ducha mojego
                                                    nie zmoże. Ja będę żyła z wami w każdym kłosie zboża, w każdym kwiatku i
                                                    drzewie, w powiewie wiatru, w szumie lasów i borów, w szmerze jezior i rzek, w
                                                    ciszy wieczoru i w skwarze letniego popołudnia. Wojsko moje będzie spało wieki,
                                                    ale przyjdzie dzień, że się obudzi, a wtedy ja znowu będę waszą matką i
                                                    opiekunką. Niech słowa moje przejdą z pokolenia na pokolenie, a biada tym w one
                                                    dni, którzy o nich zapomną!
                                                    Po wyjściu dziecka echo rozniosło po zamku i okolicy miarowe kroki zakutych w
                                                    żelazo mężów. Napełniły się wojskiem komnaty, sale i nawet podziemia, które
                                                    prowadziły z lasu pod Łyną aż do kościoła Św. Jakuba. Warmia stała na
                                                    najwyższym ganku. A kiedy zatrzaśnięto bramy, uniosła rękę, trzymając cudowny
                                                    kwiat szczęścia. Zamek począł się powoli zapadać, coraz głębiej, aż znikł z
                                                    powierzchni ziemi.
                                                    Jedynie matka Warmia wychodziła spod ziemi na świat, bo posiadała kwiat
                                                    szczęścia. Często widywano jej postać w białych muślinach, błądzącą nad
                                                    brzegami Łyny. Ludzie omijali miejsce, gdzie stał zaklęty zamek. Mówiono, że
                                                    tam straszy. Zwłaszcza w noc świętojańską słychać było z podziemi chrzęst
                                                    broni, jakieś zaklęcia, nawoływania, jakiś śpiew daleki... Mówiono, że to
                                                    wojsko spod Grunwaldu śpiewa: „Bogurodzico Dziewico"...
                                                    Nad Łyną jest wzgórze pokryte ruchem, paprocią i krzakami czarnej jagody,
                                                    porosłe lasem. Wysokie, dęby, buki, sosny i świerki opowiadają szumem odwieczną
                                                    legendę o zaklętym zamku i o Warmii, która trzyma w dłoni kwiat szczęścia.

                                                    Zientara-Malewska M., Baśnie znad Łyny, Warszawa 1970, str. 18-22.
                                                  • Gość: tralala Re: Zaklęty zamek w lesie olsztyńskim czIII IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.10.05, 20:55
                                                    Czyli zaklęty zamek jednak zapadł się pod ziemię, a ten na zdjęciach, z anteną
                                                    satelitarną, to współczesna podróbka! Są też legendy o lochach łączących
                                                    olsztyński zamek ze starym ratuszem na rynku. Być może zawierają ziarno prawdy?
                                                  • rita100 Re: Zaklęty zamek w lesie olsztyńskim czIII 26.10.05, 21:14
                                                    Czyli znasz dalsza część tej legendy ?
                                                    O lochach ?
                                                  • Gość: tralala Re: Zaklęty zamek w lesie olsztyńskim czIII IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.10.05, 21:24
                                                    Nie - a jest dalsza część? O lochach wyczytałam tu: 'Napełniły się wojskiem
                                                    komnaty, sale i nawet podziemia, które prowadziły z lasu pod Łyną aż do
                                                    kościoła Św. Jakuba.'
                                                  • rita100 Re: Piękno Starych Prus 27.10.05, 19:40
                                                    Zapraszam teraz wszystkich do oglądnięcia galerii pokazującej urok starych
                                                    Prus, jeszcze zachowały się ślady, jeszcze możemy na to popatrzeć . Wiemy juz
                                                    tyle, że oglądając te zdjecia dokłanie czujemy co one w sobie mają, jaką
                                                    historię i jaka tajemnicę kryją. Na tej ziemi żyli kiedys ludzie , których
                                                    szanujemy, których podziwiamy i którzy przeszli wiele tragedii.
                                                    Dlatego oglądając tą galerię zwróćcie też uwagę , że w nich zapisana jest
                                                    tradycja i praca dawnych ludów.
                                                    perkuns.fm.interia.pl/Galerie/pm01.html
                                                    zachwycające, prawda Tralala ?
                                                  • Gość: tralala Re: Piękno Starych Prus IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.10.05, 21:01
                                                    Atmosferę dawnych Prus z końca XIXw. I pierwszej połwy XXw. można też chłonąć w
                                                    prywatnym muzeum Owczarnia, niedaleko Kętrzyna.
                                                    Teren Muzeum Mazurskiego zajmuje część budynków po byłym majątku ziemskim,
                                                    którego ostatnimi właścicielami była rodzina Rodhe. Zbiory i eksponaty zajmują
                                                    budynek z poł. XIX wieku postawiony dla czterech rodzin. Jest to dom
                                                    szerokofrontowy, dwutraktowy z centralnie usytuowaną czarną kuchnią. W obecnej
                                                    chwili zaadoptowany na sale ekspozycyjne, które prezentują około 1000
                                                    przedmiotów.
                                                    Najmilej jest oczywiście w kuchni. Szkoda, że nie umiem haftować – taki
                                                    haftowany niebieską nicią ręcznik bardzo by mi pasował do mojej kuchni.
                                                    www.owczarnia.com/image/foto_05/owcz05_46.jpg
                                                    A w wolnych chwilach można było posłuchać muzyczki.
                                                    www.owczarnia.com/image/foto_05/owcz05_05.jpg
                                                    O, jeszcze jeden przykład sztuki hafciarskiej i napis:
                                                    Kto ma miłość
                                                    w sercu i pokój
                                                    w domu ten szczęśliwy jest
                                                    w życiu.
                                                    www.owczarnia.com/image/muzeum/muz16.jpg

                                                  • rita100 Re: Piękno Starych Prus 27.10.05, 21:27
                                                    Milo pisać o haftowaniu, bo i sama haftowałam wiele obrusów, a nawet za firanki
                                                    się wziełam, jednak wracając do tematu to taka makatka haftowana w każdej
                                                    kuchni wisiała - w mojej kuchni olsztyńskiej był napis - gdzie kucharek sześć
                                                    tam nie ma co jeść.
                                                    Trzeba przyznać Tralala, że Warmia i Mazury są przygotowane do ekspozycji
                                                    swojej tradycji i przechowuje ją dla pokoleń :)
                                                  • rita100 Re: Mapa Starych Prus 28.10.05, 20:14
                                                    perkuns.fm.interia.pl/Mapy/mp01.html
                                                    Zwróćcie uwagę na nazewnictwo i również umiejscowione sa tam cmentarzyska
                                                  • Gość: tralala Re: Mapa Starych Prus IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.10.05, 20:25
                                                    Szkoda, że nie można tych map powiększać, bo mi oczy na wierzch wychodzą a i
                                                    tak niektórych nazw nie mogę doczytać. A ostatnia mapa, Hennenberga - warto
                                                    będzie poszukać nieco wiadomości o jej autorze. Jeśli się nie mylę, to jego
                                                    ojciec jest autorem pewnego ciekawego portretu wiszącego obecnie w muzeum na
                                                    zamku olsztyńskim. Ale może najpierw to sprawdzę dokładniej.
                                                  • Gość: tralala Re: Orły bieliki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.10.05, 20:30
                                                    Zupełnie nie wiem, gdzie podczepić ten post - do folkloru nie pasuje, z
                                                    bajaniem też nie ma wiele wspólnego (choć znane są legendy o orłach), wątku
                                                    przyrodniczego brak, a ja mam ochotę dziś pokazać królewskie ptaki - orły
                                                    bieliki - z Puszczy Piskiej, sfotografowane przez Paolo Volponi (niby z Modeny,
                                                    niby z Ravenny ale też i z okolic Biskupca). Oto one -
                                                    www.webmatic.it/home/volponi.php?lng=en&p=6
                                                    I opis Paolo:
                                                    To jedno z pierwszych zdjęć orłów bielików jakie zrobiłem, i jedno z
                                                    najlepszych. Pięć dni, od wschodu do zachodu słońca, przesiedziałem w
                                                    mimetycznym ukryciu na skraju ośnieżonej łąki, w samym sercu ogromnej Puszczy
                                                    Piskiej (Mazurski Park Krajobrazowy). Pewnego poranka, gdy temperatura spadła
                                                    do -20oC, zauważyłem cztery orły i około trzynaście kruków walczących o resztki
                                                    padliny. Dwa młode orły, uchwycone na tym zdjęciu, które wówczas po raz
                                                    pierwszy w życiu doświadczały trudów zimy, z trudem mogły dostać się do
                                                    martwego zwierzęcia, osaczonego przez kruki. Czy walczyły ze sobą, by dać upust
                                                    frustracji, wywołanej przez bezskuteczną konkurencję z krukami? Czy też, być
                                                    może, jak kiedyś powiedział to mój znajomy, Feliks Kaczanowski, ówczesny
                                                    dyrektor parku, te dwa orły po prostu ‘tańczyły na śniegu’?
                                                  • rita100 Re: Tunel 29.10.05, 19:17
                                                    Tajemnice jez. Kalwa
                                                    Autor: Gość: * IP: *.internetdsl.tpnet.pl
                                                    Data: 29.10.05, 15:08

                                                    Podwodny tunel prowadzący według legendy na wyspę i zatopioną barkę z
                                                    początków XX wieku znaleziono w Jeziorze Kalwa w Pasymiu.
                                                    media.wp.pl/kat,38162,wid,8055795,wiadomosc.html
                                                    Później wejdę , tylko tak , żeby ta wiadomość nie przepadła, wsadziłam ja do
                                                    wątku.
                                                    O tych orłach też coś czytałam, muszę wyszperać tylko.


                                                  • Gość: tralala Re: Tunel IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.10.05, 20:32
                                                    Artykuły ze stron z wiadomościami prędzej czy później znikają, więc żeby
                                                    tajemnice jeziora Kalwa nie stały się jeszcze bardziej tajemnicze wkleję
                                                    fragment tego tekstu. Ciekawe, czy uda się wyjaśnić istnienie tego tunelu?
                                                    'Jezioro Kalwa w Pasymiu kryje wiele tajemnic. Ich odkrywaniem zajęła się w
                                                    weekend specjalna grupa płetwonurków z Katowic. Dużo ciekawszym znaleziskiem
                                                    może okazać się podwodny tunel, na który natrafili w sobotę płetwonurkowie.
                                                    Wychodzi on z XIV-wiecznego kościoła ewangelickiego. Według krążącej legendy
                                                    prowadzi pod dnem jeziora na wyspę, a stamtąd biegnie do wzgórza Czerwony
                                                    Słup.'
                                                  • Gość: tralala Re: Orły bieliki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.10.05, 20:37
                                                    A tu coś jeszcze o orłach bielikach i jeszcze jedno zdjęcie Paolo Volponiego:
                                                    ng.onet.pl/0,1191596,geographica.html
                                                    Ośrodek Rehabilitacji Dzikich Ptaków przy leśniczówce w Dąbrówce powstał z
                                                    myślą o drapieżnikach. Do Dąbrówki trafiają ptaki z całego województwa
                                                    warmińsko-mazurskiego. Dla drapieżników statystyki są okrutne. Zaledwie 10
                                                    proc. z nich dożywa 4. roku. Bieliki najczęściej rozbijają się o linie
                                                    energetyczne, doznają urazów w trakcie polowań. Często trafiają tutaj młode,
                                                    które wypadły z gniazd. Trzy dni bez jedzenia i ubytek masy ciała jest tak
                                                    duży, że ptak nie ma siły na zdobywanie pokarmu - czeka go śmierć głodowa.
                                                  • Gość: tralala Re: Żeliwne krzyże IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.10.05, 17:50
                                                    Jutro i pojutrze dwa szczególne dni, by pamiętać ... nie tylko o ogrodach. Z
                                                    arcyciekawej strony kilka fragmentów o cmentarzu w Szestnie koło Mrągowa.
                                                    'Na położonym opodal kościoła w Szestnie cmentarzu zachował się zespół
                                                    szesnastu żeliwnych krzyży z lat 1813 - 1901. Jest to, chyba największa grupa
                                                    takich krzyży w całej okolicy. Pięć krzyży stoi na najstarszej części cmentarza
                                                    obwiedzionej kamiennym murem. Od pozostałych różnią się bardzo prostą formą.
                                                    Inne są neogotyckie, a dwa są zdecydowanie odmienne w swej dekoracyjności.
                                                    Wszystkie krzyże z Szestna (Seehesten) i okolic charakteryzują się nie tylko
                                                    elegancją formy, lecz i bardzo wysokim poziomem techniki odlewniczej. Wszystkie
                                                    wykonano z dużą precyzją, o czym może świadczyć bardzo ostry rysunek liter w
                                                    napisach. Gdyby nie znaczne rozmiary krzyży, można by je uznać za odlewy
                                                    kokilowe (co to? - Tralala), a nie typowe odlewy w formach ziemnych.
                                                  • Gość: tralala Re: Żeliwne krzyże IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.10.05, 17:53
                                                    Oprócz żeliwnych krzyży ciekawym elementem starych cmentarzy (konie XIX i
                                                    pierwsza połowa XX wieku) Prus Wschodnich były żeliwne płotki:
                                                    'Na prawie wszystkich cmentarzach ewangelickich na tym terenie, groby należące
                                                    do zmarłych pochodzących z jednej rodziny z reguły zostały otoczone kutymi
                                                    płotkami tworzącymi niewielkie kwatery rodzinne. Sztachetki w tych ogrodzeniach
                                                    zakończone są żeliwnymi grotami (wszystkie i wszędzie według jednego wzoru).
                                                    Takie same groty spotyka się również w wielu ogrodzeniach wokół kościołów. Na
                                                    niektórych z ogrodzeń zachowały się owalne tablice z nazwiskiem rodziny.
                                                    Czasem, zapewne w przypadku rodzin uboższych, tablice te zastępowały krzyże.
                                                    Trzy z takich tabliczek zachowały się w Szestnie.'
                                                  • Gość: tralala Re: Żeliwne krzyże IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.10.05, 17:54
                                                    A teraz pytanie - kto te krzyże i płotki w Szestnie i okolicach wytwarzał?
                                                    'Zaciekawił mnie producent krzyży zaopatrujący tak rozległy rynek zbytu w
                                                    wysokiej jakości wyroby - producent o znacznym doświadczeniu i dysponujący
                                                    zapleczem o charakterze fabrycznym, a nie rzemieślniczym. Zastanawiałem się,
                                                    czy nie istniała na tym terenie odlewnia. Niektóre z krzyży są
                                                    sygnowane “Lentz - Rastenburg” (Kętrzyn). Kętrzyn (Rastenburg) jest ponadto
                                                    usytuowany dokładnie w środku opisanego obszaru. Jak często bywa, pomógł
                                                    przypadek. Odwiedziliśmy muzeum w kętrzyńskim zamku i dokładnie czytaliśmy
                                                    podpisy pod starymi zdjęciami. Okazało się, że jedno z nich przedstawia
                                                    budynek, nie odlewni, a założonej w sześćdziesiątych latach XIX wieku fabryki
                                                    maszyn rolniczych, której udziałowcem był niejaki Lentz. Zapewne fabryka upadła
                                                    bezpośrednio po pierwszej wojnie światowej, ponieważ w latach dwudziestych jej
                                                    budynek został adaptowany do celów mieszkalnych. Fabryka mieściła się przy
                                                    obecnej ulicy Chopina i budynek ten istnieje do dziś. Jest pewne, że zakład ten
                                                    istniał, w jakiejś innej zapewne formie, również w pierwszej połowie XIX wieku,
                                                    czego dowodzą zachowane z tego okresu krzyże.'
                                                  • Gość: tralala Re: Żeliwne krzyże IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.10.05, 18:00
                                                    No i teraz to, co najciekawsze, czyli ludzie. Autor tej strony pieczołowicie
                                                    spisał zachowane imiona i nazwiska osób pochowanych na cmentarzu w Szestnie.
                                                    Warto poczytać i pomyślać nad dziejami naszej ziomecki. Niezwykłe są też daty -
                                                    i te najstarsze, sięgające XVIIw., i te najnowsze, z lat 60-tych i 70-tych XX
                                                    wieku (nadal z napisami w języku niemieckim).
                                                    www.genpol.com/Poradnik-GenPol-art38.html
                                                    Rito, nie wiem, czy uda mi się dziś wieczorem zajrzeć tu, ale jestem bardzo
                                                    ciekawa, czy taka tradycja żeliwnych krzyży i płotków na cmentarzach istaniała
                                                    też poza Prusami? Może na Śląsku? A w Krakowie - czy widać takie krzyże. W
                                                    Wielkopolsce nie widziałam takich krzyży, na Podlasiu chyba też nie.
                                                  • Gość: tralala Re: Żeliwne krzyże IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.10.05, 18:03
                                                    Jeszcze tylko na chwileczkę, żeby pokazać o jakie krzyże i ogrodzenia chodzi,
                                                    dwa zdjęcia z olsztyńskiego cmentarza św. Józefa
                                                    www.moje-fotografie.olsztyn.pl/index.php?idd=7&ido=138&idz=7381
                                                    www.moje-fotografie.olsztyn.pl/index.php?idd=7&ido=138&idz=2557
                                                  • rita100 Re: Żeliwne krzyże - kokilarka 02.11.05, 20:02
                                                    Re: Wszyskich Swiyntych idzie
                                                    szwager_z_laband 01.11.05, 10:16 + odpowiedz


                                                    tera dopiyro sioduech se i wzionuech tela czasu coby to couke przeczytac - jak
                                                    widac fascynaty starych fridhofow zyjom wszyndzie, niy ino we Glywicach :))

                                                    Naprowdy ciekawy tekst, a tera co znoduech o tych kokilowych odlywach:)

                                                    "Rozdrobnienie struktury i własności mechaniczne odlewów zależą od szybkości
                                                    krystalizacji. Z tego powodu odlewy kokilowe mają wytrzymałość i twardość o
                                                    5÷15% większe, a ciągliwość mniejszą od odlewów z form piaskowych"

                                                    ale sznupia (szukam) dalyj ...:))



                                                    • Re: Wszyskich Swiyntych idzie
                                                    szwager_z_laband 01.11.05, 10:23 + odpowiedz


                                                    "kokila wlewnica, trwała forma żeliwna do wykonywania odlewów.
                                                    kokilka mała kokila; małe naczynie w kształcie otwartej muszli, w
                                                    którym się zapieka i podaje do stołu przystawki.


                                                    Etym. - fr. coquille 'skorupa; łupina; muszla; muszelka do przystawek' z łac.
                                                    conchylia l.mn. od conchylium z gr. konchýlion, kónchē 'muszla'; przez
                                                    skrzyżowanie z fr. coque 'skorupa, łupina'. "



                                                    • Re: Wszyskich Swiyntych idzie
                                                    szwager_z_laband 01.11.05, 10:26 + odpowiedz


                                                    kokila.com.pl/sklep/images/kokilarka%20xx.JPG
                                                    kokilarka |

                                                    Definition:

                                                    maszyna do wykonywania odlewów w kokilach


                                                  • rita100 Re: Orły bieliki 31.10.05, 20:43
                                                    a tu mam inne wieści i żeby faktycznie stronka nie ucieła, a już zauważyłam ,
                                                    ze niektóre się nie otwieraja , zamieszcze tekst.

                                                    W środę rano drwal pracujący w lesie między wsiami Szczechy Wielkie a Trzonką
                                                    na-tknął się na ciężko rannego orła bielika. Ptak przemierzył jeszcze 200 m i
                                                    upadł.
                                                    Po przewiezieniu go do lecznicy zwierząt w Piszu stwierdzono, że przyczyną
                                                    ciężkiego tanu są rany postrzałowe klatki piersiowej po pocisku śrutowym
                                                    wystrzelonym z broni myśliwskiej.
                                                    Orła znaleziono na terenie leśnictwa czarny Róg, wchodzącego w skład
                                                    Nadleśnictwa pisz, gdzie od kilku lat mieszka para bielików.
                                                    - Od postrzału do znalezienia orła upłynął prawie tydzień, nie było szans na
                                                    uratowanie ptaka - mówi opiekujący się nim weterynarz Jan Czyżewski. - Orzeł
                                                    trafił do nas całkowicie wyczerpany, ważył nie więcej niż kilogram.
                                                    - Na terenie województwa warmińsko-mazurskiego żyje około 100 osobników tego
                                                    szczególnie chronionego gatunku - informuje Iwona Ibram z Komitetu Ochrony
                                                    Orłów w Olsztynie.
                                                    Na Warmii i Mazurach oraz na Pomorzu Zachodnim orzeł bielik znajduje dobre
                                                    warunki lęgowe.
                                                    - Na terenie Nadleśnictwa Pisz znajduje się kilka gniazd orłów. Dokładnej
                                                    liczby nie podamy, ponieważ podlega ona ochronie - mówi Maria Melin, wojewódzki
                                                    konserwator przy-rody.
                                                    Martwy ptak trafił do Wydziału Medycyny Weterynaryjnej Uniwersytetu Warmińsko-
                                                    Mazurskiego. Sprawą zajęła się policja.

                                                    Tekst i zdjęcie: Marek Truszkowski
                                                    Gazeta Olsztyńska, nr 89, z dn. 14.04.2000 r., str. 5.

                                                    Orzeł bielik
                                                    Nasz narodowy symbol jest największym ptasim drapieżnikiem w Polsce. Gniazduje
                                                    głównie w północnej i zachodniej Polsce. Ma skrzydła o rozpiętości do 2,5 m.
                                                    Pary lęgowe kojarzą się w 5-6 roku życia. Samica znosi zazwyczaj do trzech jaj.
                                                    Tylko jedno pisklę ma szansę dorosnąć. Żyje u nas zaledwie 260 par bielika.
                                                    Wokół gniazd bielika obowiązują 200-metrowe strefy ochronne (w sezonie lęgowym -
                                                    500 m).

                                                  • rita100 Re: Żelazne krzyże 31.10.05, 21:06
                                                    Tralala, świetnie , swietnie to napisałaś, ja właśnie taki cmentarz pamiętam,
                                                    taki z żelaznymi krzyżami i ogrodzeniami - czytałam pod wrażeniem, jak dobrze,
                                                    że sa ludzie którzy zapisują historę, jak dobrze, że można się z wiedzą
                                                    podzielić.
                                                    Ja też z okazji tych świąt coś przygotowałam.
                                                    Ale jestem pod wrażeniem Twoich wpisów, a wici już rozesłałam.
                                                  • rita100 Re: Żeliwne krzyże 31.10.05, 21:12
                                                    *´¨) ¸.•´¸.•*´¨) ¸.•*¨)
                                                    (¸.•´ (¸.•` * .(`'•.¸(`'•.¸ ¸.•'´) ¸.•'´)
                                                    . * .(¸.•'´(¸.•'´ `'•.¸)`' •.¸) Tralala - jutro Dzień Zmarłych, wiesz o czym
                                                    się w tym momencie myśli - o przodkach. Niech im świeci światełko , ktore
                                                    sięgnie głęboko, tak głęboko jak sięga nasza pamięć o pierwszych plemionach i
                                                    jej hisorii, o ludziach, którzy kochali tą ziemię.
                                                    " Niech duch ich nigdy nie umrze."
                                                    *´¨) ¸.•´¸.•*´¨) ¸.•*¨)
                                                    (¸.•´ (¸.•` * .(`'•.¸(`'•.¸ ¸.•'´) ¸.•'´)
                                                    . * .(¸.•'´(¸.•'´ `'•.¸)`' •.¸) *´¨) ¸.•´¸.•*´¨) ¸.•*¨)
                                                    (¸.•´ (¸.•` * .(`'•.¸(`'•.¸ ¸.•'´) ¸.•'´)
                                                    . * .(¸.•'´(¸.•'´ `'•.¸)`' •.¸) "Był człowiek i już nie ma człowieka za chwilę "
                                                  • Gość: tralala Re: Żeliwne krzyże IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.10.05, 21:53
                                                    O - jakie ogniki tu fruwają! Jutro takie światełka ocieplą cmentarze - nasze,
                                                    nie nasze, wspólne, zapomniane i zadbane. Muszę odszukać to zdjęcie cmentarza w
                                                    Wasilkowie z aniołem i zniczami, wyglądało to jak nie z tego świata.
                                                  • Gość: tralala Re: Cmentarze wojenne IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.11.05, 09:46
                                                    Cmentarze wojenne z I Wojny Światowej
                                                    Cmentarz w Orłowie
                                                    www.jezioro.com.pl/krajoznawstwo/ciekawostki_zobacz.html?id=256
                                                    Cmentarz w Łynie
                                                    www.jezioro.com.pl/krajoznawstwo/ciekawostki_zobacz.html?id=342
                                                  • Gość: tralala Re: Cmentarze wojenne IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.11.05, 09:48
                                                    Cmentarz wojenny II Wojny Światowej
                                                    www.jezioro.com.pl/krajoznawstwo/ciekawostki_zobacz.html?id=178
                                                    'W czasie obu wojen światowych na ziemiach byłych Prus Wschodnich zginęły
                                                    tysiące żołnierzy różnych narodowości, ale głównie Niemców i Rosjan. By uczcić
                                                    pamięć poległych, na wzgórzach w okolicy wsi Bartosze stworzony został cmentarz
                                                    wojenny, na który przenoszone są prochy żołnierzy niemieckich ekshumowane z
                                                    grobów na terenu Warmii i Mazur. Zakłada sie pochowanie na tej nekropolii około
                                                    20 tysięcy poległych.'(MJ)
                                                  • rita100 Re: Cmentarze wojenne 01.11.05, 16:37
                                                    Witaj Tralala w tym świątecznym dniu. Jestem bardzo zadowolona , że Warmia i
                                                    Mazury zaczynają dbać o cmentarze przodków bez względu na pochodzenie. Myslę
                                                    też,ze wszystkich taka pamięć zadowoli i nie będzie już zadrażnień. To jest
                                                    ponad podziałam , to jest uwiecznienie pamięci ludzi tej ziemi. Te zdjecia ,
                                                    które pokazujesz mówią za siebie. Wiesz, o tych sprawach na forum nigdy się nie
                                                    mówiło, a dzięki Tobie poznajemy tajniki historyczne.
                                                    Teraz wybieram się na wieczorny obchód cmentarzy. Tralala, idę na Podgórze
                                                    krakowskie , tam jest cmentarz zalożony w 1900 roku, co za nagrobki, co za
                                                    kamienie, jaka atmosfera. No to sympatycznego świecenia świeczek.

                                                    ps Mam juz odpowiedzi o odlewach, ale o tym później.
                                                  • Gość: tralala Re: Cmentarze ginące IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.11.05, 22:19
                                                    Niestety, wśród zachowanych i zadbanych, lub choćby teraz odnawianych
                                                    cmentarzy, tym bardziej przykro patrzeć na takie, jak ten w Pasymiu. Dobrze
                                                    jednak, że ktoś zaczyna o nim myśleć i zauważa problem:
                                                    www.pasym.pl/modules.php?name=News&file=article&sid=16
                                                    Cmentarz znajdujący się u zbiegu ulic Kościuszki i Tartacznej w Pasymiu został
                                                    założony w 1640 roku. Wśród zaniedbanych i niekiedy zdewastowanych grobów
                                                    odnajdujemy nagrobki burmistrza Hinza, sprawującego władzę w latach 1853-1859,
                                                    Erfurtha (1868-1878) oraz Mosela (1879-1883).
                                                    Dziś cmentarz to zarośnięty teren z dużą ilością śmieci, butelek, porozbijanych
                                                    ogrodzeń a nawet porozrzucanych płyt nagrobnych. Często spotyka się tu
                                                    dzieciaki pijące alkohol lub palące papierosy. W środku cmentarza stoi
                                                    zdewastowana kaplica z 1856 roku. Jeżeli nie zabezpieczy się jej dachu to w
                                                    każdej chwili może zawalić się piękne sklepienie zrobione z czerwonej cegły.
                                                  • Gość: tralala Re: Orlik i kobuzy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.10.05, 21:56
                                                    A na dobranoc (a może na dzień dobry) taki opis walecznego orlika i dwóch
                                                    kobuzów (siłą mościa panowie, siłą):
                                                    'Nad łanami zboża obserwowałem orlika odpierającego atak dwóch sokołów
                                                    (przypuszczalnie kobuzy). Nalatywały na niego na niskim pułapie, a orlik jak
                                                    powietrzny as z dywizjonu 303 kręcił w powietrzu korkociąg kładąc się prawie na
                                                    plecach z wycelowanymi we wroga szponami. Kobuzy(?) były napastliwe, a więc
                                                    orzeł ustawiał się do nich „właściwą stroną” parokrotnie. I naraz drapieżniki
                                                    zniknęły za niewielkim wzniesieniem. Po chwili pokazały się … tylko
                                                    sokoły! 'Zadziobały biedaka' – przemknęło mi przez myśl. Pełen obaw pobiegłem
                                                    wąską ścieżką między łanami zboża tam, gdzie jak mi się wydawało zniknęły
                                                    drapieżne ptaki. Orlika nie znalazłem, ale wierzę że to zuch i przeżył
                                                    odlatując niepostrzeżenie… Tu niewątpliwie byłem świadkiem zachowania
                                                    terytorialnego, ale to raczej orlik znalazł się na nie swoim podwórku.'
                                                    Na dole tej stronki można obejrzeć kilka zdjęć orlika - chyba gdzieś już
                                                    takiego pitaszka widziałam
                                                    www.jezioro.com.pl/fauna/okaz.html?id=64#na
                                                  • rita100 Re: Jestem Prusakiem 01.11.05, 21:25
                                                    ¦¦: (`'·.¸(`'·.¸ ¸.·'´) ¸.·'´)¸.·'´)
                                                    «`'·.¸.¤... ¤.¸.·'´»(¸.·` * (¸.·` *
                                                    (¸.·'´(¸.·'´ `'·.¸)`' ·.¸)
                                                    ¸.·´ Jestem Prusakiym, znacie farbi moje
                                                    ( `·chorągiew bziało-corno prszed sie mom
                                                    ( `·.Za wolnośc prszodków kładli dusy swoje,
                                                    ( `·co oznacajó kolory me wam.
                                                    ....Nigdy nie bynde wuntpiuł,
                                                    ( `·.choc ón niemynżnie walcył,
                                                    ( `·.cy w chmurny dzień, cy w słonce mile lśnie,
                                                    .....jestem Prusakiem, Prusakiem być chce.
                                                    ( `·.¸
                                                    `·.¸ )*´¨)
                                                    (`'·.¸(`'·.¸ ¸.·'´) ¸.·'´)¸.·'´)
                                                    «`'·.¸.¤... ¤.¸.·'´»(¸.·` * (¸.·` *1953roku
                                                    (¸.·'´(¸.·'´ `'·.¸)`' ·.¸)
                                                  • Gość: tralala Re: Jestem Prusakiem IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.11.05, 22:17
                                                    Dwa pytania - jedno niegłupie drugie wręcze przeciwnie:( A kto to napisał? A
                                                    jak się robi takie wzorki?
                                                  • rita100 Re: Jestem Prusakiem 01.11.05, 22:39
                                                    Jan Klimaszewski ur.1879 Babki Oleckie, Mazury Tuławki 1953. Sa do tego nuty ,
                                                    bo to jest piosenka.
                                                    A wzorki, wzorki przekalkowałam z brazylijskiej stronki, gdzie poznawałam
                                                    Brazylie.
                                                    Tralala, a jak odbierasz tą piosenkę , coś więcej o niej wiesz ?
                                                  • rita100 Re: Jcmentarze ewangielickie 02.11.05, 19:57
                                                    Tralala, dziś nawiązanie bedzie do wcześniejszych problemów, a i nowe
                                                    znalazłam. Otóż nie wiem dlaczego na cmentarzach ewangielickich nie świeci sie
                                                    świeczek. Spójrz na taki cmentarz. Nie wiesz coś o tym dlaczego ?
                                                    schlesien.nwgw.de/board/viewtopic.php?t=20
                                                    Zdjęcia robine w Dzień Zmarłych i ani jednej tam świeczki, nie rozumie
                                                    dlaczego ?
                                                  • Gość: tralala Re: Jcmentarze ewangielickie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.11.05, 20:37
                                                    Jeśli to cmentarz ewangelicki, to o ile wiem w kościołach protestanckich nie
                                                    uznaje się świętych, więc i Święto Wszystkich Świętych nie jest obchodzone. A
                                                    Zaduszki - nie wiem, może przy okazji podpytam przyjaciółkę, która należy do
                                                    kościoła luterańskiego, czy i jak obchodzone jest to święto. Poza tym ten
                                                    cmetarz jest w Niemczech, a tam tradycje, nawet na cmentarzach katolickich mogą
                                                    być zupełnie inne. Co kraj ... Pamietam, jak kiedyś delegacja z Danii
                                                    zapowiedziała się z wizytą, jak najbardziej słuzbową, na 1 i 2 listopada (dla
                                                    nich dni robocze). Trzeba im było szybko odpisać, żeby przywieźli ze sobą
                                                    znicze, to posiedzimy razem przy grobach :) Oczywiście termin wizyty został
                                                    zmieniony. Przyjechali tydzień później i koniecznie chcieli się dowiedzieć, co
                                                    to za święto mieliśmy w Polsce.
                                                  • Gość: tralala Re: Chorągwie żałobne IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.11.05, 20:42
                                                    Teraz coś o tym, jak tradycje: polska, katolicka i sarmacka oraz niemiecka,
                                                    protestancka, pruska - przenikają się i w Prusach Wschodnich powstaje coś
                                                    unikalnego (?) - chorągwie żałobne:
                                                    'Początkiem XVII wieku – a może nawet wcześniej, lecz brak na to dowodów
                                                    materialnych – w kościołach Prus Książęcych zaczęły się pojawiać chorągwie. Nie
                                                    były to chorągwie kościelne, lecz całkiem prywatne, poświęcone osobom, których
                                                    odejście do innego świata pogrążyło w żałobie rodziny, przyjaciół, towarzyszy
                                                    broni. W tak specyficznym środowisku sztuki protestanckiej jak Prusy Książęce w
                                                    XVII i XVIII wieku, z nadzwyczaj dobrym skutkiem przyswojono tę w gruncie
                                                    rzeczy sarmacką, charakterystyczną dla kultury staropolskiej, formę
                                                    upamiętniania zmarłych.
                                                    Czarne chorągwie żałobne (niem. Trauer-Fahnen) były zdobione
                                                    wyobrażeniami „akcesoriów śmierci”, jak nazywano kosy, sierpy, klepsydry i
                                                    cyprysy. Wypisywano tam niemieckie wiersze – stanowiące „wypowiedzi zmarłego” –
                                                    w których deklarował on swą wiarę w miłosierdzie Boże i nadzieję
                                                    zmartwychwstania. Chorągwie były wystawiane przy katafalku, następnie niesiono
                                                    je podczas pogrzebu, po czym – według obowiązującego zwyczaju – zawieszano,
                                                    wraz z elementami uzbrojenia i insygniami, w pobliżu miejsc pochówków,
                                                    przeważnie w części patronackiej kościołów. Wisiały tam aż spadły.' (A.
                                                    Rzempołuch)
                                                  • Gość: tralala Re: Chorągwie żałobne IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.11.05, 20:43
                                                    'Pod koniec XVII wieku powstały chorągwie metalowe, mające funkcje stricte
                                                    epitafijne. W warstwie obrazowej mamy tu bowiem reprezentacyjne portrety mężów
                                                    czynu: zbrojnych i gotowych, w pozie wiecznej adoracji i wiecznego czuwania,
                                                    dzierżących insygnia dowódcze. Namalowane w tle inne atrybuty władzy i
                                                    profesji, drzewa genealogiczne – tworzą splendor, który okrywał również
                                                    żyjących. Warstwę tekstową stanowią na chorągwiach napisy biograficzne,
                                                    epitafia (także wierszowane), cytaty z Pisma Świętego i sentencje z klasyków.
                                                    Fakty z bohaterskiej biografii zmarłych mógł poznać każdy członek zboru,
                                                    opisywano je bowiem po niemiecku; dla epitafiów i tekstów panegirycznych
                                                    przeznaczony był język ludzi wykształconych – łacina.
                                                  • Gość: tralala Re: Chorągwie żałobne IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.11.05, 20:47
                                                    A tych chorągwi przetrwało nie więcej niż pruskich bab:
                                                    'Po 1945 roku ocalało na terenie dawnych Prus Książęcych tylko 11 chorągwi: 3
                                                    w kościołach dawniej luterańskich (jedna w Suszu, dwie w Szestnie - te dwie
                                                    widziałam na własne 'cztery' oczy - Tralala), 7 w zbiorach muzealnych (4 w
                                                    muzeum w Kętrzynie, 3 w Muzeum Warmii i Mazur w Olsztynie; 2 z nich są wykonane
                                                    z metalu) oraz jedna zapewne w zbiorach prywatnych. Wszystkie chorągwie
                                                    zachowane w kościołach (oczywiście z blachy) reprezentują późną fazę tej
                                                    dziedziny sztuki funeralnej.' (A. Rzempołuch)
                                                    Na tym zdjęciu, słabo bo słabo, po prawej stronie widać jedną taką chorągiew z
                                                    muzeum w Kętrzynie:
                                                    www.ketrzyn.mm.pl/~wwmkiewicz/ws/muzeum/pages/m-013-(Small).html
                                                    A na tej stronie, przewijając w dół można zobaczyć kolejną i przeczytać cały
                                                    tekst zapowiadający wykład:
                                                    www.muzeum.olsztyn.pl/arch/wieczory/cyme/cym.htm
                                                  • rita100 Re: Chorągwie żałobne 02.11.05, 21:30
                                                    Ciekawa sprawa z tymi chorągwiami, przy okazji dokładnie zwiedziłam stronkę
                                                    muzeum w Kętrzynie.
                                                    Tralala znalazłam fajny link i większośc stron w nim już się nie otwiera.
                                                    Wcześniej się otwierały - gdzies widziałam też fajne materiały i nie mogę je
                                                    teraz znaleź.
                                                    www.kamienie.most.org.pl/regiony/prusy.htm
                                                  • Gość: tralala Re: Chorągwie żałobne IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.11.05, 21:47
                                                    Jak to się nie otwiera? Ta strona się nie otwiera???
                                                    www.kamienie.most.org.pl/regiony/prusy.htm
                                                    Na Marasa! - jednak działa, przynajmniej u mnie.
                                                    Ja wczoraj trafiłam na coś ciekawego, jeszcze nie przeczytałam dokładnie a
                                                    później wpadły mi w ręce te chorągwie, więc zostawiłam 'napotem'. Jeśli
                                                    kamienie będą uparcie milczały to zapraszam tu:
                                                    www.bezuprzedzen.pl/czytelnia/murinius_spis.shtml
                                                  • rita100 Re: Chorągwie żałobne 02.11.05, 21:55
                                                    Strona się otwiera o kamieniach , tylko , że linki w nim zamieszczone w
                                                    większości są już nieaktualne czyli chyba zablokowane. Tych stron coraz więcej
                                                    na internecie - też już mam coś ciekawego na oku :)
                                                  • Gość: tralala Re: Chorągwie żałobne IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.11.05, 20:39
                                                    Faktycznie - większość liknów prowadzi do nikąd. No to trzeba autora stronki
                                                    zachęcić do posprzątania, może przed kolejnym przesileniem księżyca lub słońca.
                                                    Czytając o chorągwiach żałobnych cały czas myślałam, że widziałam coś podobnego
                                                    w kościele w Nowym Mieście Lubawskim. No to dziś już wiem - podobieństwo raczej
                                                    nikłe, rzecz dużo starsza i jeszcze bardziej unikalna. O niej za chwilę.
                                                  • Gość: tralala Re: Epitafium IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.11.05, 20:47
                                                    'Epitafium Kuno von Liebensteina to mosiężna płyta, złożona z kilkunastu
                                                    płytek, o wymiarach 2,5 m na 1,4 m. Płyta przedstawia rycerza Zakonu
                                                    Krzyżackiego, wielkiego komtura, a u schyłku życia wójta bratiańskiego ur.
                                                    około 1340 zmarłego w październiku 1392 roku i pochowanego w kościele w Nowym
                                                    Mieście. Na obrzeżach płyty widnieje łaciński napis „Hic iacet dominus Kune de
                                                    Libensteen qui fuit advocatus in Bratian qui obiit anno domini MCCCXCI in feria
                                                    quinta octo dies post festum sancti borchardi amen”. (Tu leży pan Kunon von
                                                    Liebenstein, który był rzecznikiem w Bratianie, zmarł w 1392 roku, w czwartym
                                                    dniu po uroczystości świętego Burekhorda. Amen). W czterech narożnikach
                                                    umieszczone są w medalionach symbole ewangelistów. Pośrodku płyty wyryta jest
                                                    postać rycerza Zakonu Krzyżackiego w pełnym rynsztunku bojowym, depczącego lwa
                                                    i otoczonego dziewięcioma aniołami o rozpostartych skrzydłach. Środkowy na
                                                    obłoku trzyma w rękach wstęgę z napisem: herr Kune de Libensteen."
                                                    Jednak żeby zobaczyć to epitafium, trzeba pojechać do Nowego Miasta
                                                    Łubawskiego. w internecie znalazłam tylko jedno słabe zdjęcie - że płyta jest
                                                    to widać, ale co na niej jest już nie:
                                                    www.nowemiasto.com.pl/plyta.htm
                                                    Żeby zobaczyć rycerza w zbroi trzeba spojrzeć na rysunek, ale wtedy brak już
                                                    tego niezwykłego wrażenia, jakie daje połyskujący brąz metalu:
                                                    www.ogolniak.pl/og_001/pliki/og001ca.htm
                                                  • rita100 Re: Epitafium 03.11.05, 20:55
                                                    To juz są bardzo szczegółowe opracowania i linki też niesamowicie ciekawe.
                                                    Teraz nie wychodząc z domu możemy wszystko zobaczyć i poznać. To historycy są
                                                    teraz bardzo zapracowni, takie tajemne sprawy odkrywają. Faktycznie wiele
                                                    rzeczy jeszcze jest pewnie nam nieznanych.
                                                    A słyszałaś , że odkryli czaszkę Kopernika w podziemiu Katedry Fromborskiej ?
                                                  • rita100 Re: Olecko 04.11.05, 22:14
                                                    Fajna stronke znalazłam, spójrzcie na pocztówki , jest ich dużo, a jest to
                                                    miejsce , które często wspominano przy bajaniach warmińskich. Ludzie, którzy
                                                    opowiadali fantastyczne legendy o Warmiach i Mazurach.

                                                    www.um.olecko.pl/pocztowki2/index.htm
                                                  • rita100 Re: Olecko 04.11.05, 22:50
                                                    www.um.olecko.pl/czasy/40.htm
                                                    a tu wszystkie mapy Olecka
                                                    będą tez legendy z Olecka :)
                                                  • Gość: tralala Re: Olecko IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.11.05, 21:36
                                                    O tu znalazłam ciekawe zdjęcie Olecka. Można je zatytułować 'Pozdrowienia z
                                                    frontu' (ciekawe, czy to było zdjęcie, czy może pocztówka) albo 'Wytęż wzrok
                                                    i...' może uda się wypatrzeć Olecko.
                                                    www.szukamypolski.com/gap/details.php?image_id=7251
                                                  • rita100 Re: Olecko 07.11.05, 20:36
                                                    Olsztyn wypatrzyłam na pocztówce:)

                                                    Niezwykłość i cudowność pobudzały fantazję ludu zamieszkałego od stuleci na
                                                    ziemi oleckiej. Tworzył on własny świat wyobrażeń, w którym splatały się
                                                    niekiedy w jedną całość niedostatki wiedzy historycznej i osobliwości
                                                    otaczającej przyrody, zwłaszcza zaś zagadkowe i tajemnicze właściwości
                                                    konfiguracji terenu. Jeziora, stare grodziska, góry zamkowe, nimfy wodne,
                                                    zaklęte królewny, ukryte skarby i złe duchy - stanowiły stałe elementy
                                                    przekazywanych z pokolenia na pokolenia podań ludowych i legend.
                                                    Do najbardziej interesujących należy zaliczyć te, które tkwią swoimi korzeniami
                                                    w staropruskiej pogańskiej przeszłości i odwołują się do zatartych częściowo
                                                    już śladów obecności jaćwieskiej w tych stronach. Nie wiadomo dokładnie, kiedy
                                                    powstały te legendy. Należy jednak przypuszczać, że jeszcze wtedy, gdy ślady
                                                    urządzeń obronnych po Jaćwingach były dostatecznie wyraźne, by mogły zapładniać
                                                    wyobraźnię ludu, lecz już w czasie, kiedy pamięć o tym tajemniczym plemieniu
                                                    zaginęła wśród nowych mieszkańców. Prawdopodobnie więc w XVII i XVIII wieku, na
                                                    co wskazuje fakt, że niektóre umocnienia obronne, np. w Dąbrowskich i
                                                    Mieruniszkach, pochodzące niewątpliwie z czasów odległych, ludność okoliczna
                                                    nazywała Szańcami Szwedzkimi. Żywa była wciąż bowiem w jej świadomości
                                                    rzeczywistość okresu wojen szwedzkich, zaginęła zaś bezpowrotnie tradycja
                                                    osadnictwa wczesnośredniowiecznego.
                                                    Jedna z tych legend, opowiedziana przez Maleskowską ze wsi Jurki w połowie XX
                                                    stulecia badaczom pracowni dialektologicznej PAN, odnosi się do góry zamkowej w
                                                    pobliżu Chełch, zwanej Grodziskiem, i zachowuje charakterystyczne cechy
                                                    językowe osoby opowiadającej.

                                                  • rita100 Re: Olecko 07.11.05, 21:13
                                                    O zaklętej królewnie
                                                    Zamczysko leży w powiecie oleckim między Grodziskiem a Długiem jeziorem. Tam
                                                    zamieszkiwał jakiści rycerz, nazwisko nieznane, można go nazwać Bolko. I miał
                                                    ten tako piekno córe. I potem od jego rycerzy zakochał się jeden w nio, i to na
                                                    razie było tajemnico tych młodych. Później, jak się ojciec ich dowiedział, nie
                                                    chciał tego tam dopuścić i wzioł tego tamuj rycerza i wypędził go, a ten
                                                    później ze zemsty udał się do jakejsi czarownicy, no i dał jo zakląć, tak że
                                                    zamek i to wszystko się zapadło i wszystko zgineło.
                                                    I ta zaklęta panna co cwartek po wjeczerzy się pokazywała, nie kazdemu, ale
                                                    niejdeni jo widzieli; chtóry i jaki jo tlo wjidział.
                                                    I prosziła zawsze, zeby jo ktoś przez jeziorko na plecach przeniós, a kazdy
                                                    bojał się. A potem jeden jednak chłopak taki się odważył i wzioł jo na plecy i
                                                    sed kawałek. A tedy za nim zaczeło lecieć i żnije i smoki i rózne drapiezne
                                                    zwirzęta i go scypali, i drapali z tyłu, zawse tak za nim. A ón ni niał się
                                                    obejrzeć, ani nic. A ón ze strachu obejrzał się. A ona spadła we wode, w
                                                    jezioro, i do dziś dzień tak co pora roku się pokaze na jeziorze, jeździ wodo i
                                                    płace. Aleć ja jej jesce nigdy nie widziała.

                                                    Popatrz się Tralala, te same legendy i w tym rejonie
                                                  • Gość: tralala Re: Olecko IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.11.05, 21:38
                                                    Rzeczywiście - tyle, że zamiast Góry Konopki jest jezioro, a zamiast
                                                    Prusinowskiej Panny - królewna. No to dorzucę pieśń o Prusinowskiej Pannie:
                                                    Dawne już, dawne to czasy,
                                                    a były wokoło tu lasy.
                                                    Panna przecudna tu zawżdy siadała
                                                    i złotym grzebieniem swe włosy czesała.
                                                    Suknia ze strebra, gorsecik i złoto
                                                    zdobiły twarzyczkę i piękność bogatą.
                                                    Nie śmiał nikt nigdy przybliżyć się do niej,
                                                    choć miecza nie miała w malutkiej swej dłoni.
                                                    Ta biel i piękność jej lica i ciała
                                                    wszystkich ludzi onieśmielała.
                                                    Uciekał więc każdy: i młody i stary,
                                                    nic nie pomagały obiecane dary.
                                                    Na korzeń ten stary tu zawżdy siadała
                                                    i ludzi o litość nad sobą błagała.
                                                    Błagała dzień jeden, błagała dzień drugi
                                                    i tak upływał roczek dla niej długi.
                                                    czekała lat dziesięć, czekała lat setki
                                                    nie wyzwolą jej pewnie tak wnetki ...
                                                  • rita100 Re: Olecko 07.11.05, 22:01
                                                    Kolejny smutny wierszyk o dziewczynie, była piekna, tak piekna, że każdy się
                                                    onieśmielał na widok takiej pieknośći. Ciekawy wiersz.
                                                  • rita100 Re: Olecko 08.11.05, 20:54
                                                    Przedmiotem innej, podobnej w treści, legendy jest stare grodzisko koło Dybowa,
                                                    w którym straszy. W roku 1901 opowiadano, jak razu pewnego mężczyzna idący nocą
                                                    ze wsi Jurki do Gryz przechodził koło Grodziska i wtedy nieoczekiwanie pojawiła
                                                    się panna, która zaczęła go prosić, aby przeniósł ją z góry do granicy Gryz.
                                                    Nie powinien jednak w czasie drogi za nic w świecie oglądać się za siebie ani
                                                    bać się, ani wypowiedzieć żadnego słowa. Mężczyzna posłuchał i wziął ją na
                                                    plecy.
                                                    Nagle pojawiły się za nim różnego rodzaju potwory, węże i żaby, które chciały
                                                    go przestraszyć, a jedna ropucha usiłowała mu wejść do ust. Człowiek ów nie
                                                    mógł powstrzymać się od okrzyku, który wywołał jednoczesny krzyk
                                                    dziewczyny: "Zgubiona na wieki!" i spowodował jej błyskawiczne zniknięcie.
                                                    Mężczyzna nie powinien był bowiem, według umowy, krzyczeć i dotrzymanie
                                                    przyrzeczenia miało sprawić, że zatopiony i zaczarowany zamek miał się ponownie
                                                    zjawić, a on sam miał poślubić tajemniczą pannę i zostać bogatym człowiekiem.
                                                    Dalej opowiadano o tym wzgórzu, że tam niekiedy duch odbywał swój dziwny taniec
                                                    i że na wąskim skrawku pola między wzgórzem a Jeziorem Dybowskim leży wielki
                                                    kamień, na który dziewczyna zamkowa przychodzi się myć. Wreszcie mówiono, że
                                                    znajduje się tam długie podziemne przejście do Grodziska.

                                                    Będzie, jeszcze legenda wierszowana - Olecko ma ciekawe opowiadania mówione
                                                    przez tamtejszych ludzi. Ciekawe czy dzis jeszcze są tacy ludzie ?
                                                  • rita100 Re: Olecko 11.11.05, 20:38
                                                    Ów legendarny motyw tajemniczego Grodziska nie opodal Dybowa posiadał zapewne
                                                    długoletnią tradycję, gdyż stał się także tematem jednego z wierszy ludowego
                                                    poety z Małych zawad, Jana Luśtycha, zatytułowanego "Zamczysko". Jego treścią
                                                    są pojawiające się na górze zamkowej "panny" (rusałki) oczekujące wybawienia od
                                                    chłopca, który jednak nie dotrzymuje obietnic i niweczy wszystkie ich nadzieje.

                                                    Zamczysko
                                                    Niedaleko od Dybowa
                                                    Przykra góra jest zamkowa,
                                                    Zamczyskiem ją nazywają
                                                    I bajeczkę powiadają.
                                                    Na zamczysku panny były,
                                                    Cóż one tam porobiły?
                                                    Mówią: nie są wniebowzięte,
                                                    Owszem, na ziemi przeklęte.
                                                    Niedaleko od zamczyska
                                                    Jakieś cudne widowiska
                                                    Niegdyś się pokazywały,
                                                    Niejednego przestraszały.
                                                    Przy zamczysku, tamój w lesie,
                                                    Kiedy chłopak jeden w lecie
                                                    Konie pasł, z zamczyska wyszły
                                                    Panny i do niego przyszły.
                                                    One jego zagadały
                                                    I od niego pożądały,
                                                    By od nich wierzchem odjechał.
                                                    Bez żelaza wóz być musi,
                                                    Biały konik go poruszy.
                                                    Chłopak na czarnym odjechał,
                                                    Na białym do nich przyjechał.
                                                    Jak już pojazd zobaczyły,
                                                    Do chłopaka przemówiły:
                                                    Ty, chłopczysko, nas wybawisz,
                                                    W zamczysku nas nie zostawisz.
                                                    Przeklęta góra zamkowa,
                                                    Ty nas zawiedź do Dybowa!
                                                    W Dybowie z nami nie zginiesz,
                                                    Gdy pierwszy komin ominiesz.

                                                    cdn
                                                  • rita100 Re: Olecko 11.11.05, 20:41
                                                    Dostaniesz od nas pieniędzy,
                                                    Nie będziesz już siedział w nędzy,
                                                    Gdy się nie obejrzysz w drodze,
                                                    A nas nie zostawisz w trwodze.
                                                    Jeśli się oglądać będziesz,
                                                    Od nas złota nie nabędziesz!
                                                    Panny na wóz powsiadały,
                                                    Wcale się nie oglądały.
                                                    Odjechały od zamczyska.
                                                    Jakież tam były straszyska!
                                                    Tam ściękano i brząkano,
                                                    I za nimi się puszczano.
                                                    Chłopak począł się oglądać
                                                    I wszystkiemu się przyglądać.
                                                    Przy czym strach dostał niemały.
                                                    Nazad panny iść musiały.
                                                    Mówią o nich, że widmują
                                                    I nieraz się pokazują
                                                    Chłopakowi niejednemu,
                                                    Konie w nocy pasącemu.
                                                    Niech chłopacy się uznają,
                                                    A w straszydła nie wierzają!
                                                    Kto jest światłem obdarzony,
                                                    Ten nie wierzy w zabobony.
                                                    1866r.

                                                    Motyw nimfy wodnej rozpowszechniony w baśniach i wierzeniach ludowych, a także
                                                    w literaturze balladowej okresu romantyzmu, znajduje wyraz w legendzie,
                                                    związanej z Jeziorem Oleckim. Podanie ludowe mówi o pannie wodnej, mającej do
                                                    pasa postać kobiety, a od pasa - postać ryby, którą widziano wyskakującą
                                                    trzykrotnie z toni jeziora.
                                                    Za każdym razem, wyskakując ponad lustro wody, syrena ta trzykrotnie klaskała w
                                                    dłonie i głośno wołała. Według tej legendy, dla każdego, kto ją ujrzy, ma to
                                                    oznaczać szczęście na całe życie.

                                                  • Gość: tralala Re: Olecko IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.11.05, 21:17
                                                    'Panny na wóz powsiadały,
                                                    Wcale się nie oglądały' - widać się czegoś od żony Lota nauczyły!
                                                    Znalazłam bardzo ciekawy opis Olecka sprzed stu lat, ale w książce realnej,
                                                    drukowanej. Jak tylko czas pozwoli, to choć fragment przepiszę, bo dziś to
                                                    miasto jest pewnie już inne (żałuję - jeszcze tam nie byłam).
                                                    Za to dziś zajrzyj Rito do
                                                    miasta.gazeta.pl/olsztyn/1,35189,3011400.html :'Chcemy przywrócić do
                                                    życia trakt warszawski koło Butryn. Jechali nim ze stolicy biskupi warmińscy.
                                                    Jeśli wszystko się uda, na pierwsze spacery piękną aleją zaprosimy Państwa już
                                                    wiosną. Trakt obrastają na długości ok. 1200 metrów potężne lipy. Wytropił je
                                                    za Bałdami znany Warmiak Edward Cyfus. Zaczął szperać, pytać i w
                                                    książce "Kiermasy na Warmii" ks. Walentego Barczewskiego przeczytał, że to
                                                    trakt, którym wjeżdżali na Warmię biskupi!'
                                                    Dla mnie to nowina niezwykła, bo już od kilku lat spędzam tam wakacje i po tym
                                                    trakcie sobie spaceruję (w ciszy i spokoju). No, żeby mi go tylko turyści nie
                                                    zadeptali, to będzie dobrze.
                                                  • rita100 Re: Wrota na Warmię 12.11.05, 12:13
                                                    Cudowny pomysł i jak zauważyłam artykuł Joanny Wojciechowskiej :)
                                                    Wrota na Warmię

                                                    Trakt jest na razie zaniedbaną leśną aleją. Trzeba wyciąć krzaki, wyleczyć
                                                    stare, piękne lipy, urządzić w pobliżu parking, postawić tablice informacyjne,
                                                    a może nawet wrota, które będą prowadziły z Mazur na Warmię. Chcemy też
                                                    uporządkować zaniedbany cmentarz ewangelicki, który znajduje się tuż przy
                                                    alei. - Przed nami wiele pracy, ale wspólnymi siłami pokażemy ludziom piękno
                                                    krajobrazu i przywołamy ducha historii naszego regionu - mówi Stanisław
                                                    Dąbrowski, rzecznik Lasów Państwowych. - A jeśli los będzie nam sprzyjał, może
                                                    uda się posadzić w alei dąb, który wyrósł z żołędzia poświęconego przez Jana
                                                    Pawła II. Dostaniemy w przyszłym roku taką sadzonkę.

                                                    Jeśli chcecie Państwo wspomóc nas swoim zapałem, pomysłami czy pieniędzmi,
                                                    prosimy o kontakt z Edwardem Cyfusem (tel. 089 512 22 23).

                                                    Korzystałam z „Kiermasów na Warmii i innych pism wybranych” ks. Walentego
                                                    Barczewskiego, wydanych w 1977 roku przez wydawnictwo Pojezierze.

                                                    ps. Gdziś czytałam o tym trakcie i nie wiem czasmi czy własnie nie tam
                                                    odbywały się wielkie jarmarki też bydła.
                                                  • rita100 Re: Olecko 12.11.05, 21:02
                                                    Opowiadano też dawniej przedziwną historię o straszącej królewnie na Górze
                                                    Szeskiej. Stare podanie przypomina zamczysko, stanowiące pozostałość umocnień
                                                    obronnych z czasów pogańskich na zboczu góry. Cały szczyt tej góry pokryty jest
                                                    licznymi kamieniami, których pełno w różnych zagłębieniach i lejkowatych
                                                    otworach. Według ludowej legendy, to diabeł z Polski przyniósł tu pełen worek
                                                    kamieni, które rozmnożyły się i utworzyły wysoką górę, na której straszy.
                                                    Pewna kobieta stara opowiadała, że kiedy zbierała jagody z innymi kobietami na
                                                    torfowisku po północnej stronie Góry Szeskiej, zauważyły idących trzech
                                                    czarnych mężczyzn, którym świeciły białe oczy. Wyglądali okropnie i nieśli
                                                    długie kije, którymi szturchali wystraszone kobiety w piersi. Zabrali im jagody
                                                    i naczynia. Kobiety uciekły pośpiesznie i więcej już nigdy nie udały się w tę
                                                    przejmującą grozą okolicę, by zbierać jagody.
                                                    Były i inne miejsca na terenie powiatu, które stanowiły siedlisko złych mocy.
                                                    Diabeł pokazywał się i straszył przy drodze z Zatyk do Małego Olecka. Niektóre
                                                    z tych podań - być może - odnoszą się jeszcze do czasów wczesnochrześcijańskich
                                                    na tym terenie, w których żywa była, rzeczywista lub wysnuta z fantazji,
                                                    tradycja związana z kultem pogańskim. Właśnie w okolicy Zatyk, w tzw. Lesie
                                                    Północnym, znajdowało się bajoro o niesamowitej nazwie "Hollenbruch" (piekielne
                                                    bagno). Tam ukazywał się diabeł i straszył przechodniów.
                                                  • rita100 Re: Olecko 13.11.05, 20:35
                                                    Z pogańskim kultem religijnym wiąże się prawdopodobnie nazwa wzgórza pod
                                                    Olszewem. Nazywano je "Swinta Gura" (święta góra). Mowa tu o jeziorze i wsi
                                                    Świętajno wywodzącej się od nazwy jaćwieskiej włości "Sentane". Jezioro to
                                                    dopominało się prawie każdego roku swojej ofiary.
                                                    Rzadkim przykładem oddziaływania legendy na rzeczywistość realną jest sprawa
                                                    nazwy wsi Dąbrowskie, nazywanej też Milewskie - od nazwiska jej założyciela,
                                                    pierwszego burmistrza Olecka. Podanie ludowe głosiło, że w tej miejscowości
                                                    pochowany został w grobie w dawnych czasach król (König). Kiedy w 1938 roku
                                                    administracja niemiecka zmieniała stare nazwy mazurskie na niemieckie, odwołano
                                                    się do tej legendy, nadając Dąbrowskim nazwę Königsruh/Ostpr.
                                                    Powstawały wreszcie legendy osnute wokół ukrytych skarbów w ziemi oleckiej.
                                                    Pochodzą one z lat znacznie późniejszych W roku 1840 znane było podanie o
                                                    ukrytym skarbie przez zamożnego człowieka w Jelitkach podczas najazdu
                                                    tatarskiego w latach 1656/57. Zakopanych pieniędzy nie udało się do naszych
                                                    czasów odnaleźć. Zmarły w 1931 roku mieszkaniec części wsi Budki, nazywanej
                                                    Salzwedel (Nowe Drozdowo lub folwark Winkowo) ogarnięty był pasją poszukiwania
                                                    ukrytego tam skarbu z czasów krzyżackich. Ciągłe kopanie ziemi i poszukiwanie
                                                    mozolne skarbu przerwała jego śmierć. Jednak informacją, zawartą w krążącej
                                                    legendzie, zainteresował się uczony, dr C. Engel, którego badania wykopaliskowe
                                                    ustaliły, że w miejscu domniemanego ukrytego skarbu znajdowało się nieznane
                                                    ufortyfikowane grodzisko staropruskie.
                                                    Ten ostatni przykład może świadczyć, że i w legendzie zawarte są niekiedy
                                                    okruchy prawdy i że pierwiastki świata realnego przenikają i mieszają się z
                                                    fantazją i zmyśleniem. Bywa i tak wreszcie, że w sytuacji, gdzie nie ma pełnej
                                                    jasności i wiedzy o faktach historycznych, otwiera się pole dla domysłów i
                                                    fantazji ludzkiej. Dotyczy to m.in. także sprawy założenia Olecka."

                                                    Ciekawe opowiadanie o Olecku. Jutro skończymy i zabierzemy się do innego
                                                    miasteczka warmińskiego :)
                                                  • Gość: tralala Re: Olecko IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.11.05, 20:58
                                                    Już czas wyjeżdżać z Olecka? No to muszę się pospieszyć i przekazać, jak Olecko
                                                    widział Franz Tetzner ponad 100 lat temu:
                                                    'Pierwszym miastem na pograniczu Mazur jest Olecko, czyli Margrabowa, lokacja
                                                    księcia Albrechta, który w 1560 roku nadał miastu tę nazwę. Podobnie jak w
                                                    Gołdapi znikły wszelkie ślady litewskości, tak w Olecku nie zostało prawie nic
                                                    mazurskiego. Olecko leży nad długim Jeziorem Oleckim; był tam dawny zamek
                                                    krzyżacki (...) Na Górze Zamkowej wznosi się kościół. Właściwe miasto z domami,
                                                    rynkiem i promieniście od niego odchodzącymi uliczkami znajduje się w pewnej
                                                    odległości od wzgórza. Na rynku odbywają się cotygodniowe wielkie jarmarki, na
                                                    które zjeżdżają chłopi z całej okolicy. Małe, zgrabne domy zwrócone są
                                                    szczytami ku uliczkom, wchodzi się do nich z boku po kilku stopniach. grube,
                                                    pobielone mury pokryte są falistą dachówką. Schody z sieni na parterze prowadzą
                                                    do małej izby na poddaszu.'
                                                    A jakie miasteczko będzie nastepne?
                                                  • Gość: tralala Re: Elblag IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.11.05, 20:39
                                                    Trochę prowokacjynie z dwóch powodów. Po pierwsze - o Elblagu, w którym co
                                                    niektórzy pomstują na nasz Olsztyn. Po drugie - z książki napisanej w latach
                                                    trzydziestych przez ... tego na razie nie zdradzę, żeby nie prowokować burzy
                                                    politycznej. Dziś pierwsze wrażenia podróżnika sprzed 70 lat:
                                                    'Elbląg, to jakby przedrozbiorowa Gdynia. Drugi port polski, uzupełniający
                                                    Gdańsk w jego zadaniach, a w pewnych momentach odgrywający rolę jego
                                                    konkurenta.
                                                    Elbląg leży nad krótką, lecz obfitą w wodę rzeką Elblążką, dostępną dla
                                                    morskich statków o mniejszym tonażu i łączącą się z Nogatem, a więc z systemem
                                                    Wisły. Powstał on w wieku XIII i rozwinął się za czasów polskich w spore miasto
                                                    porowe, którego rozkwit opierał się o polskie zaplecze. Nigdy nie dorównał
                                                    Gdańskowi, był jednak zawsze miastem sporym i zasobnym. Za rządów pruskich
                                                    zmniejszyło się jego znaczenie handlowe – wszak i Gdańsk dużą część handlowego
                                                    znaczenia wówczas stracił, - rozwinął się tam jednak spory przemysł, zwłaszcza
                                                    metalurgiczny (stocznie okrętowe itd.), który uratował miasto od upadku.
                                                    Ponadto zbudowanie kanału Elbląskiego (Oberlandkanal) dało Elblągowi nowy teren
                                                    ekspansji żegługi śródlądowej i nowe zaplecze. To też w lata powojenne wpłynął
                                                    Elbląg jako miasto daleko wprawdzie w tyle pozostające za Gdańskiem a nawet
                                                    Królewcem, jednak mimo to dość duże (70.000 mieszk.) i zarówno jako port, jak
                                                    jako centrum przemysłu odgrywające rolę wcale poważną.'
                                                    No to jutro ciąg dalszy. Może jakieś zdjęcia uda się znaleźć?
                                                  • rita100 Re: Elblag 14.11.05, 20:47
                                                    Dobrze, czas na Elbląg, choć nie czuje w tym mieście więzi z Warmią. Tak jak
                                                    mówisz , bardziej konkurencje , może dlaej się posune to jak Wojna Świeta,
                                                    ciagłe spięcia. Temat Olecko chyba całkowicie wyczerpaliśmy, ale Elbląg dla
                                                    mnie to czarna magia. Postaram siena jutro zgłebić wiedzę, jeśli tylko nie
                                                    wywołamy tym tematem burze z piorunami ;)))))
                                                  • Gość: tralala Re: Elblag IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.11.05, 21:01
                                                    Burza? Na Perkuna - alfiki tu nie zaglądają, więc pewnie uda się uniknąć burzy.
                                                    A tu zdjęcie Sprinstrasse w Elblagu. Może właśnie takimi ulicami przechadzał
                                                    się autor (ciągle anonimowy) wspomnień o Elblągu:
                                                    www.szukamypolski.com/gap/details.php?image_id=2541
                                                  • rita100 Re: Elblag 14.11.05, 21:09
                                                    Popatrz się Tralala, co ma Elbląg, czy to nie jest nasza Wysoka Brama tylko w
                                                    Elblągu ? O rany, toz to ten sam styl.
                                                    www.szukamypolski.com/gap/details.php?image_id=1863
                                                    A do kiedy autor będzie anonimowy ?
                                                  • Gość: tralala Re: Elblag IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.11.05, 21:24
                                                    Byłam pod tą bramą jakieś dwa lata temu, ale bałam się podejść bliżej, żeby mi
                                                    nic na głowę nie spadło (nie dlatego, żem z Olsztyna przyjechała, ale dlatego,
                                                    że mury popękane i kiepsko to wygląda). Bramę w Olsztynie aż za dobrze
                                                    odnowili, teraz trudno domyślić się, że to najprawdziwszy zabytek sprzed
                                                    kilkuset lat, a w Elblągu - no, może też już odnowili, oby.
                                                    Autor lepiej żeby pozostał anonimowy do następnych wyborów parlamentarnych,
                                                    albo przynajmniej do czasu, aż się zrobi zimno i wszyscy założymy moherowe
                                                    bereciki!
                                                  • rita100 Re: Elblag 14.11.05, 21:34
                                                    Aleś trafnie to określiła, a zima się zbliza i w modzie będą moherowe bereciki.
                                                    Nasza Wysoka Brama jest tak odnowiona , że jakby mogła to błyszczałaby swym
                                                    błyskiem i wcale nie widać po niej tej strości. Wygląda jak nowoczeny zabytek :)
                                                    Sztucznie postawiona atrapa, ale jest ładna lecz wolę starocie bardziej. Nie ma
                                                    co juz na nią narzekać , bo jak się mówi i tak niedobrze i tak niedobrze.
                                                    Chociaż ten tunel pod Wysoką Bramą powinni zostawić w orginale staroci.
                                                    Ale gorszy problem to jest z tym Hotelem Wysoka Brama gdzie mieszkałam, to
                                                    niesamowite , że wśrodku tego obiektu dzieją się różne rzeczy, a zwiedzać jej
                                                    nie można - szkoda.
                                                  • rita100 Re: Elblag 15.11.05, 20:42
                                                    pozdrawiam i podnoszę watek do góry czekając na Ciebie :)
                                                  • Gość: tralala Re: Elblag IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.11.05, 21:02
                                                    Choć burza huczy wokół nas ... to myślę, że harcowniki elbląskie i olsztyńskie
                                                    nie będą zaglądać do tak długiego wątku i uda się spokojnie kontynuować wyprawę
                                                    do przedwojennego Elbląga. Aha, 'lata powojenne' w tym przypadku oznaczają lata
                                                    po I Wojnie Światowej:
                                                    'Lata powojenne w wysokim stopniu tę pozycję Elbląga zniweczyły. Elbląg,
                                                    związany z dorzeczem Wisły, należy z natury swego położenia geograficznego do
                                                    obszaru gospodarczego Polski. To też jeśli rozbiory, które od Elbląga (tak jak
                                                    i od Gdańska) odcięły środkowy i górny bieg Wisły, oraz skierowały ku
                                                    Szczecinowi handel Wielkopolski, przyniosły Elblągowi szkodę – to odbudowanie
                                                    niepodległej Polski przy jednoczesnym pozostawieniu Elbląga przy Niemcach, a
                                                    więc zredukowanie jego zaplecza do obszaru kanału Elbląskiego i ziemi
                                                    Malborskiej, zepchnęło Elbląg jako centrum handlowe i portowe do stanu niewiele
                                                    się różniącego od nicości.'
                                                    Jak widać nie od dziś Elbląg ma pecha co do decyzji administracyjnych :(
                                                  • Gość: tralala Re: Elblag IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.11.05, 21:06
                                                    Może lepiej się pospieszyć z tą wizytą, bo kura nie ptica, Elbląg nie
                                                    zagranica, ale kto wie, jak długo jeszcze pobędziemy w jednym województwie:
                                                    'Również i jako centrum przemysłu utracił Elbląg dużą cześć swego znaczenia.
                                                    Mimo poparcia rządowego, przemysł metalurgiczny elbląski ledwo wegetuje.
                                                    Niektóre zwłaszcza jego działy (np. budowa torpedowców – a więc przemysł
                                                    wojenny) z natury rzeczy nie bardzo się tu mogą rozwijać z uwagi na to, że
                                                    Elbląg z miasta, położonego w głębi Niemiec stał się miastem pogranicznym.'
                                                    Coraz bardziej się zastanawiam, czy autor tych wspomnień nie działał
                                                    przypadkiem jako szpieg polski. Niby to pracownik konsulatu w Olsztynie, ale to
                                                    zainteresowanie budową torpedowców?
                                                  • rita100 Re: Elblag 15.11.05, 21:18
                                                    mozna by powiedzieć , że autor usprawiedliwia złą koniunkture gospodarczą
                                                    Elbląga. A jednak to miasto jest bardzo ważne, bo wspominane prawie we
                                                    wszystkich historycznych żródłach. To chyba Elbląg miał pierwszy, dużą wagę w
                                                    Średniowieczu i najbardziej się rozwijał handlowo.
                                                    A czy wiesz Tralala, że teraz przy wykopach archeologicznych Rynku krakowskiego
                                                    znaleziono Duża Wagę , tuż obok Sukienic i teraz będą dokładnie badać wszystkie
                                                    znaleźiska i jednak wyciagac do muzeum, mimo , że wiadomo jest , ż etakie
                                                    rzeczy szybciutko się rozpadną. Może jest już nowoczesna technika konserwująca .
                                                  • rita100 Re: Elblag 16.11.05, 19:50
                                                    Tralala, Elbląg jest ciekawy i nie tylko , mam dla Ciebie i wszystkich
                                                    Elblążanów niespodziankę, oj , dobrze się będziemy bawić :) Tylko to musze
                                                    przygotować.
                                                  • Gość: tralala Re: Elblag IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.11.05, 20:26
                                                    Niespodziankę? O rety, czy należy się już bać? A ja dalej wędruję śladami ojca
                                                    i dziadka pewnych polityków, opisującego Elbląg z początku lat trzydziestych:
                                                    'To też cichym marzeniem Elblążan (przynajmniej tych, którzy wierzą w blizki
                                                    powrót przedwojennego ukształtowania granic) jest przyłączenie Elbląga do
                                                    wolnego miasta Gdańska, a więc włączenie go w gospodarczy obieg Polski. Dążenia
                                                    te ujawniły się bardzo silnie już w czasie rokowań pokojowych wersalskich,
                                                    niestety pozostały jednak nieurzeczywistnione. Nawet od obszaru plebiscytowego
                                                    nie był Elbląg włączony, przyłączono go do Prus Wschodnich (do których nigdy
                                                    nie należał, będąc zawsze częścią Prus Królewskich, zachodnich) – bez udziału
                                                    jego woli.'
                                                    Ironia historii, prawda? 'Cichym marzeniem jest przyłączenie do wolnego miasta
                                                    Gdańska'. Dziś nie cichym lecz głośnym, ale równie nieskutecznym.
                                                    'przyłączono go do Prus Wschodnich bez udziału jego woli' - no proszę, czy AWS-
                                                    owscy politycy przeprowadzający reformę administracyjną nie zaczytali się
                                                    przypadkiem w tej książce pana Jędrzeja?
                                                  • rita100 Re: Elblag 16.11.05, 20:41
                                                    Śmialo można powiedzieć , że Elbląg to miniaturka Ślaska, bo Śląsk to taki
                                                    kocioł, tam to dopiero się kłócą - ale cichosza, bo mamy spokój i cos jeszcze :)
                                                    Uważaj i nie padnij tak jak ja po przeczytaniu tekstu.
                                                    "Autor tekstu: Mieczysław Lenckowski; Oryginał:
                                                    www.racjonalista.pl/kk.php/s,3359
                                                    W Elblągu tuż za kościołem św. Mikołaja, od strony rzeki znajdował się Dwór
                                                    Artusa. Przebywało w nim wielu rycerzy na spotkaniach, rozmowach i ucztach z
                                                    udziałem dam z okolicznych pałaców i dworów, jak również z innych krain. Mit
                                                    prehistorycznego poematu oksfordzkiego o Rolandzie dociera również i w te
                                                    strony, a jego fragmenty są często cytowane i traktowane jak rzeczywistość.

                                                    - Legendarny król Celtów znany jest wszędzie i wielu chciałoby naśladować
                                                    prawość, dzielność i obyczajność bractwa w jego orszaku. Opiewane to jest w
                                                    wielu pieśniach rycerskich i opowieściach krążących po krajach europejskich,
                                                    jak to sam król zasiadał przy okrągłym stole ze swymi rycerzami, co stanowi
                                                    wzór braterstwa i równości.

                                                    Przy jednej z ław zastawionych obficie posiłkami na porcelanowych zdobionych
                                                    talerzach i dobrze wyklarowanym winem, tuż obok ozdobnego ponad dwumetrowego
                                                    pieca, siedziała mieszana grupa ludzi. Patrycjusze elbląscy z żonami i jacyś
                                                    obcojęzyczni kupcy, porozumiewający się łamanym anglojęzycznym kodem, znanym
                                                    raczej tylko w środowisku kupieckim. Nad nimi na dwu zwisających z krzyżowego
                                                    sklepienia linach wisiał model trzymasztowego statku żaglowego, a naprzeciwko
                                                    widać było przepiękny obraz św. Jerzego walczącego ze smokiem, symbol bractwa
                                                    władającego Dworem Artusa.

                                                    - Jesteśmy gotowi nabyć od was - mówił jeden z nadreńskich kupców - futra z
                                                    puszcz pruskich, wosk, miód i skóry, ale przede wszystkim dużo zboża z dolnej
                                                    Wisły i za zgodą Zakonu wysyłać będziemy wszystko na północ, do Norwegii,
                                                    Natomiast z Anglii dostaniecie najlepsze gatunki sukna, a od kupców włoskich i
                                                    hiszpańskich wyborne wina, owoce południowe i korzenie.

                                                    - A i takoż miedzioryty czy złote kolie, skrzynie i pierścienie do beczułek
                                                    naszych wyrobów, naczynia kuchenne i do przechowywania w spiżarniach garnce wam
                                                    się przydadzą - odrzekł jeden z kupców siedzący przy ławie Bractwa Żeglarzy -
                                                    moc dobrego płótna żeglarskiego, olinowanie i wiele niezbędnych do żeglugi
                                                    dalekomorskiej przedmiotów.
                                                    cdn


                                                  • rita100 Re: Elblag 16.11.05, 20:43
                                                    Pozostali przy ławie kamraci przytakiwali tylko zahartowanymi od morskich
                                                    wiatrów i słonej fali brodatymi głowami, wznosząc co chwilę toasty popijane
                                                    rumem i z całego świata sprowadzanymi trunkami, przyśpiewkami wesołymi umilając
                                                    spędzane chwile:
                                                    Wesoło żeglujmy, wesoło !
                                                    Po życia burzliwym potoku ;
                                                    Jak orły w gradowym obłoku,
                                                    Choć wichry, pioruny wokoło,
                                                    Wesoło żeglujmy, wesoło !

                                                    A potem gromkimi, ochrypłymi od wiatrów morskich i szkwałów głosami:
                                                    Znów daleka droga
                                                    Słony przestwór wody (bis)
                                                    Pora w morze nam
                                                    Szarpnij kotwicę w górę,
                                                    Wybierz ją pod kluzę, (bis)
                                                    Pora w morze nam !
                                                    Ustaw żagle z wiatrem,
                                                    Wybierz mocno fały (bis)
                                                    Pora w morze nam

                                                    cdn
                                                  • rita100 Re: Elblag 16.11.05, 20:45
                                                    A jeden ze starszych wilków morskich zaśpiewał egzotyczną pieśń, przygrywając
                                                    sobie na bones, a pozostali stukali rytmicznie w co popadło i na "gębofonie" z
                                                    grzebienia lub różnego rodzaju irlandzkich flażoletach, tworząc rodzaj kapeli
                                                    Fu-Fu, czyli muzyki kubryku - czasu wolnego.
                                                    Śpiewam dziś tej jedynej
                                                    I jednej dziś gram,
                                                    Jej tatuaż na piersi wykłuty mam
                                                    Ref,Hej-ho, rybki małe, po co łzy
                                                    Poco płacz ? (bis)

                                                    Jeden z żeglarzy wydał przeraźliwy rodzaj świergotu lub tryla gwizdkiem
                                                    bosmańskim zdobionym srebrem i małymi węzłami, inni czynili różne gesty
                                                    naśladując klarowanie żagli, buchtowanie lin lub też naśladowali kroki
                                                    marynarzy na rozkołysanym pokładzie.

                                                    Nie wytrzymali tego flisacy krakowscy siedzący przy ławie w drugim końcu sali i
                                                    zaczęli śpiewać przy akompaniamencie gęśli szyprowską gwarą swoje pieśni:
                                                    Promem po zbożopławej sztyrując Wiśle
                                                    Gdy Tytan śród nieba stał właśnie w tej dobie,
                                                    Ptaszym grzmotem ruszony rzekłem sam w sobie:
                                                    O, płowiaczko Sarmacka ! Polskich rzek głowo!
                                                    K rzeczy-li k niemym rzeczam przemówić słowo?,
                                                    Dawno-ć by Persa na twarz pod wielbogi,
                                                    I saracen uzłocił brzegów tych rogi...
                                                    cdn
                                                  • rita100 Re: Elblag 16.11.05, 20:47
                                                    A na to odśpiewali jeszcze żeglarze kołysząc się na boki przy swojej ławie,
                                                    niczym na oceanicznych falach:
                                                    Ciągnij mocno swoją dolę,
                                                    Hej, Hej ! po wieczny czas!
                                                    Wziął nas bosman w swą niewolę,
                                                    Hej, hej nie pierwszy raz !
                                                    Trzasną chyba dzisiaj stawy
                                                    Hej, hej ! nie pierwszy raz !
                                                    Kiwa łajbą dla zabawy
                                                    Hej, hej i jeszcze raz !

                                                    Biesiady także przyśpiewki i żeglarskie szanty trwały często do białego rana,
                                                    czuć w nich było powiew morza i nostalgię za dalekomorskimi podróżami. Często
                                                    jednakże o poranku intonowano rodzaj staropolskiej pobudki przepojonej morską
                                                    tonacją:
                                                    Hejnał świta ! już z pokoju,
                                                    W złotopromiennym zawoju
                                                    Od Neptuna śliczna zorza,
                                                    Z głębokiego wstaje morza.

                                                    Często też opowiadano o sposobach i trudnościach nawigacyjnych przez Morze
                                                    Bałtyckie do Lubeki i wypełnianiem czasu przez podróżnych w takim rejsie,
                                                    zwyczajach pasażerów grających w karty i różnego rodzaju zabawach i rozrywkach
                                                    na statkach:
                                                    Brzmiące śpinety i skrzypce mieli
                                                    Różne padwany i balety pieli.
                                                    My zaś wesoło, kiedy ich czujemy,
                                                    Za ich pobudką w głos wykrzykujemy

                                                  • rita100 Re: Elblag 16.11.05, 20:48
                                                    Podróż trwała często około czterech dni, a szczególnie groźne były dla kupców
                                                    elbląskich wybrzeża Jutlandii, gdzie występowały liczne ławice piaskowe i
                                                    zagrożone przez napaści piratów statki żeglugą przez Sund. Rozwijał się w
                                                    związku z tym w Elblągu przemysł okrętowy, budowano wiele typów statków, takich
                                                    jak szmaki, ligurny, burdymy i wreszcie kogi. Pojawiły się wtedy pośród
                                                    rozśpiewanej gawiedzi różne piosenki żeglarskie, a wśród nich "Piosenka
                                                    trampowa":
                                                    Hej, hej ! Szedł statek jesienią z Elbląga do Hull.
                                                    Hej, hej ! Wiózł złą pszenicę z żuławskich pół.
                                                    A słońce złociście świeciło, hej !
                                                    Po morzu, po niebie, po drągach rej.
                                                    Hej, hej, czekali angielscy kupcowie w Hull,
                                                    Hej, hej, aż przyjdzie pszenica z żuławskich pól.
                                                    A nocą latarnie mrugały, hej.
                                                    Pilnował ich matros na drągach rej.
                                                    Hej, hej, czekali angielscy kupcowie w Hull,
                                                    Hej, hej, aż pszenica z żuławskich pól,
                                                    A nocą latarnie mrugały hej.
                                                    Pilnował ich matros na drągach rej.
                                                    Hej, hej, za nami Arkona, za nami Sund,
                                                    Hej, hej, Kattegart już kipi pod Anhdd Grund
                                                    A słońce złociste wciąż świeci, hej.
                                                    Po falach, co skaczą na drągi rej.

                                                    Tacy to przebywali goście, żeglarze oraz kupcy w elbląskim Dworze Artusa oraz
                                                    gwarnym porcie na pomostach i nabrzeżach ulicy Wodnej.

                                                  • rita100 Re: Elblag 16.11.05, 20:49
                                                    Autor tekstu: Mieczysław Lenckowski; Oryginał: www.racjonalista.pl/kk.php/s,3359
                                                    Ciekawy i pełen humoru zdaje się być także pewien obyczaj przyjmowania do
                                                    środowiska kupieckiego i brackiego nowicjuszy, którzy chcieli tam jak
                                                    najrychlej się dostać. Wprowadzano całą zgrają nowego kandydata na kompana i
                                                    przestraszonego, a także nieco zziębniętego długotrwałym przetrzymywaniem przed
                                                    wejściem do Dworu - kazano szybko się ogrzewać, przytulając go do kaflowego
                                                    pieca stojącego niczym okazały, ciepły obiekt w rogu sali. Biedaczyna obiema
                                                    rękami obejmował wówczas ów piec i przytulał się mocno do jego zdobionych i
                                                    rzeźbionych kafli. Orientując się dopiero po chwili iże przyciska swoje lica do
                                                    wypiętych pośladków wyrzeźbionych na owym jakże cennym i praktycznym, dla
                                                    ocieplania i rozweselania bywalców owego przybytku humoru i zabaw obiektu
                                                    Starego Miasta Elblagu
                                                    Koniec :)

                                                  • Gość: tralala Re: Elblag IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.11.05, 20:57
                                                    Ależ tych pieśni tu mnóstwo. Przydałby się kufel porządnego grogu to i ochoty
                                                    do śpiewania by nie zabrakło. Ciekawe, czy w Elblągu mają tawernę morską? Bo
                                                    Dwór Artusa chyba nie został odbudowany.
                                                    No to dokończę wędrówkę polskiego dyplomaty smutną konkluzją:
                                                    'Elbląg jest zresztą miastem niemieckim – i był niem zawsze. Ale niemiecki
                                                    patrycjat mieszczański elbląski, wyposażony nawiasowo mówiąc w duże prawa, np.
                                                    w prawo posiadania majątków ziemskich, był ongiś patrjotycznie po polsku
                                                    usposobiony. Warto zajrzeć do książki dr. M. Bara ‘Der Adel und der Adlige
                                                    Grundbesitz in Polnisch Preussen zur Zeit der preussischen Besitzergreifung’,
                                                    zawierający między innemi spis patrycjuszów elbląskich, by się przekonać, ilu
                                                    młodych patrycjuszy elbląskich służyło w polskim wojsku.
                                                    Dzisiaj – jest to już tylko przeszłość. Niema wprawdzie w Elblągu tej
                                                    zaciekłości nastrojów antypolskich to w Gdańsku, jest jednak atmosfera
                                                    niezaprzeczalnie niemiecka i nam obca.'
                                                    Gdzieś widać zostały te miazmaty obcej nam atmosfery, i choć dzisiejsi
                                                    elblążanie i dzisiejsi olsztynianie mają najczęściej te same korzenie, to
                                                    dogadać się nie potrafią. Więc może lepiej pożegnać Elbląg. Niech sobie
                                                    swobodnie żegluje do Gdańska, a my gdzie teraz zajrzymy?
                                                  • rita100 Re: Elblag 16.11.05, 21:10
                                                    Smutna jest historia Elbląga, faktycznie powinno samo miast wybierać , a nie
                                                    jakaś partia decydować gdzie ma przynależeć. Ale najwyrażniej to wina rajców
                                                    Elbląga, chociaż i co oni mogli zrobić wobec odgórnej decyzji ?
                                                    Jeszcze zostańmy przy Elblągu ma fajne piosenki, może jutro je wstawię :)
                                                  • Gość: tralala Re: Elblag IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.11.05, 21:30
                                                    No to czekam do jutro na kolejne piosenki - byle wesołe i skoczne, bo
                                                    rzeczywiście historia Elbląga jakaś pechowa i smutna. A na dobranoc wypatrzyłam
                                                    to - jakiś elblążanin nam podrzucił na forum stare zdjęcia Elbląga. Szkoda, że
                                                    tak niewiele z tego ocalało do dziś. Jutro jeszcze raz na spokojnie obejrzę te
                                                    zdjęcia. Dziś tylko polecam nr 9 - brama (Targowa, jeśli nie mylę nazwy), a na
                                                    pierwszym planie pani w pięknym kapeluszu!
                                                  • Gość: tralala Re: Elblag IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.11.05, 21:32
                                                    Oj, zapomniałam wkleić link. Już się poprawiam:
                                                    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=64&w=32004563&a=32005204
                                                  • rita100 Re: Elblag 16.11.05, 21:37
                                                    Wiesz, że oglądałam je, sa faktycznie i stare i nowe zdjecia. Warto je
                                                    zamieścic , te dwa linki :)
                                                    www.info.elblag.pl/index1.php?id=galeria_&akc=pokaz&idgal=17&d=1stare
                                                    i nowe teraz
                                                    www.info.elblag.pl/index1.php?id=galeria_&akc=pokaz&idgal=15&d=1
                                                    milych snów
                                                    ja jeszcze galerię odwiedzę
                                                  • rita100 Re: Elblag 17.11.05, 20:22
                                                    Hilda żyła samotnie i mieszkała w oddzielnej komnacie w Wielkim Domu, ale
                                                    lubiła spacery w towarzystwie, nie stroniąc od tańca i wesołej zabawy. Właśnie
                                                    spacerowali gwarząc ulicą Starego Rynku, pełną straganów, przekupek i
                                                    handlarzy. Zbliżali się powoli do ratusza, gdzie zamierzali wstąpić do winiarni
                                                    mieszczącej się w jego piwnicach. W rozległych jej pomieszczeniach ze
                                                    sklepieniami krzyżowymi stały duże drewniane ławy, przy których siedziało
                                                    mnóstwo gawiedzi różnych stanów, ubioru i pochodzenia. Kiedy zasiedli przy
                                                    jednej z ław w odległej części sali, szynkarka Dobrochna zaśpiewała przy lutni,
                                                    obchodząc wokół ławy i przyjmując jednocześnie zamówienia:
                                                    Gdym to przedtym w Łokluszynie za bydłem chadzała
                                                    A teraz już w drogich sukniach, jak się wo dostała -
                                                    Za cóż bym jo miała kupić trzewiczki weneckie
                                                    A do tego pończoszki, chociaż też angielskie
                                                    A podwiczkę trzeba kupić, a k temu bogato,
                                                    Żebym głowy nie nosiła jak puchacz kosmato,
                                                    Widzę, że drugie mają niemieckie kołnierze

                                                    Na to jeden z biesiadników, znany z ciętego dowcipu zaintonował, podnosząc się
                                                    dziarsko z ławy:
                                                    Piwa w garcu nie będzie, ledwie połowica,
                                                    A ostatek pijanemu dosypie dziewica
                                                    A czasem i dwie kresce napisze za jedne,
                                                    Mając kreskę dwoistą, jej to rączki biedne.


                                                    Rozległy się po tych słowach gromkie śmiechy, przynaglenia o szybkie podawanie
                                                    zamówionego jadła i napitków. Hilda uśmiechała się tylko szczerze i widać było
                                                    iże ubawiła się setnie.

                                                    Tak sobie żył lud elbląski :)
                                                  • rita100 Re: Elblag 17.11.05, 20:27
                                                    W czasach kiedy Elbląg odgrywał czołową rolę w Hanzie obok Torunia i był
                                                    głównym portem morskim Prus Królewskich, rozwijało się życie towarzyskie i
                                                    pojawiły się przedmioty o charakterze wybornym i wyjątkowym. Były to na
                                                    przykład chordorony przywożone z Europy Zachodniej, bowiem miasto pełniło
                                                    stołeczne funkcje w państwie krzyżackim i znajdowało się na szlaku łączącym
                                                    północne Niemcy z obszarami Rusi. Instrumenty strunowe, które docierały do
                                                    Elbląga o pudłach rezonansowych z wcięciami czyli tak zwaną talią i krótką
                                                    szyjką, nazywano gitternami. Natomiast te o zaokrąglonym spodzie i sierpowato
                                                    wygiętej komorze kołkowej, citolami lub mandorami.

                                                    Autor tekstu: Mieczysław Lenckowski; Oryginał: www.racjonalista.pl/kk.php/s,3359

                                                    Śpiewali wówczas różne swawolne piosenki:
                                                    Chodziła panna, chodziła,
                                                    Przez cieniste ogrody,
                                                    A tam młodego naszła rycerza
                                                    Przecudnej urody...
                                                    Wziął ją za rękę, wiódł na murawę,
                                                    Na mileńkie pieszczoty,
                                                    A kiedy wstali z darni zielonej,
                                                    Dał grzebień szczerozłoty.

                                                    Albo też dobrze znaną wszem i wobec pieśń:
                                                    Każ przynieść wina, mój Grzegorzu miły
                                                    Bodaj się troski nigdy nam nie śniły
                                                    Niech i Anulka zasiędzie tu z nami,
                                                    Kurdesz, kurdesz nad kurdeszami.

                                                    I często na zakończenie tuż przed świtaniem:
                                                    Gaude Mater Polonia Cieszcie się, Matko Polsko
                                                    Prole foecunda nobili. Bo syna masz szlachetnego
                                                    Summi Pegis magnolia Sław liczne, niezwykłe czyny
                                                    Laude freguenta vigili. Godnego sługi bożego.
                                                    Amen
                                                    Cuius benigna grafia Bowiem dobroć i łaska
                                                    Stanislai Pontyficis Biskupa Stanisława
                                                    Passionis insignia Męczeństwem naznaczona
                                                    Signis flugent mirificis W niezwykłym jaśnieje blasku
                                                    Amen Amen


                                                  • Gość: tralala Re: Elblag IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.11.05, 20:39
                                                    Chordorony, gitterny, citole i mandoramy - w Poznaniu naprzeciwko Ratusza
                                                    znajduje się Muzeum Instrumentów. Przy okazji zajrzę i sprawdzę, czy mają tam
                                                    takie cuda, niegdyś sprowadzane prze kupców elbląskich.
                                                  • Gość: tralala Re: Elblag IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.11.05, 20:55
                                                    Z Elbląga hanzeatyckiego (bardzo urokliwego) przeskoczmy do Elbląga z okresu
                                                    międzywojennego, kiedy to attaché kulturalny Polskiego Konsulatu w Olsztynie
                                                    miał okazję wędrować po elbląskiej starówce. Oto jego wrażenia:
                                                    „Tak tu jest podobnie od Gdańska! Tylko ruch i bogactwa mniej, tylko przepych
                                                    pamiątek dziejowych skromniejszy. W porcie, na Elblążce, przeciętej mostem
                                                    zwodzonym, podnoszonym dla przepuszczania statków, stoi kilka zaledwie, niezbyt
                                                    dużych morskich parowców, przeważnie pod niemiecką banderą, poza tem kilka
                                                    żaglowych szkunerów i kilkanaście berlinek. Długi, malowniczy rynek, widocznie
                                                    wzorowany na Długim Rynku w Gdańsku – bardziej od tamtego prowincjonalny i bez
                                                    porównania cichszy. Kamienice patrycjuszowskie i gmachy publiczne mniejsze i
                                                    uboższe. W całem mieście więcej znać pruskiej gospodarki, tego
                                                    parwenjuszowskiego ducha szablonu i tego upodobania do nowoczesnego, tandetnego
                                                    blichtru, który niweluje wszystko to, co malownicze i stare. (...) Ale mimo
                                                    tych wszystkich różnic – czuje się wyraźnie, że Elbląg to mniejsze wydanie
                                                    Gdańska. Ten sam nastrój ulic i uliczek, ten sam styl kościołów i gmachów
                                                    publicznych, ten sam wdzięk mieszczańskich kamienic o uroczych schodkach i
                                                    ganeczkach, przez które równie dobrze jak w Gdańsku mogłaby wyglądać
                                                    Deotymy ‘Panieneczka z okienka.’
                                                    To podobieństwo do Gdańska bardzo zaszkodziło Elblągowi po wojnie. Podobno ze
                                                    zrujnowanej elbląskiej starówki wywożono ocalałe fragmenty architektoniczne do
                                                    odbudowy Starego Miasta w Gdańsku. Przez kilkadziesiąt lat po wojnie w sercu
                                                    Elbląga rozciagało się porośnięte trawą pustkowie.


                                                  • rita100 Re: Elblag 17.11.05, 20:59
                                                    Przyznam Tralala, że opracowanie tej stronki jest doskonałe, dużo fajnych
                                                    starych wieści i te pioseneczki wspaniałe.
                                                    www.racjonalista.pl/kk.php/s,3358
                                                    Jeszcze jeśli chodzi o Elbląg to mam taką ciekawostkę, że w 1999r archeolodzy w
                                                    Elblągu znaleźli na Staróce przy ul Wigilijnej 33 orginalną muszlę w kształcie
                                                    wachlarza - takie jakie przywozili z sanktuarium Santiego de Compostela
                                                    pielgrzymi i kupcy, którzy w poszukiwaniu bursztynu przyjechali do krainy
                                                    Prusów nad Bałtyk, a czasami nawet się osiedlali. Nieśli ze sobą kult św,
                                                    Jakuba Apostoła z hiszpańskiej prowincji La Coruna od czego przypuszczalnie św.
                                                    Jakub Starszy został patronem Olsztyna. Ale o tym to w innym watku.

                                                    Tralala, jakie miasto teraz jest godne uwagi, co proponujesz ?
                                                  • Gość: tralala Re: Elblag IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.11.05, 21:31
                                                    O odkryciach archeologicznych w Elblagu pisał też National Geographic:
                                                    'Archeolodzy znaleźli dziesiątki tysięcy drogich naczyń i butelek, wśród nich
                                                    absolutne unikaty - np. talerz wykonany w arabskim warsztacie w Hiszpanii. Dziś
                                                    w Europie zostało takich sześć: cztery w Paryżu, jeden w Madrycie i jeden w
                                                    Elblągu. Każdy taki talerz wart był fortunę: królewski prezent władcy Aragonii
                                                    dla króla Francji składał się z zaledwie kilku podobnych. Są tu drogie weneckie
                                                    kielichy ze szkła i delikatna chińska porcelana, giterna - daleki przodek
                                                    naszej gitary - i bogato zdobiony pas. Gdzie znaleziono te wszystkie skarby? W
                                                    latrynach.' tiny.pl/x7r4
                                                    No właśnie, a gdzie teraz? Wypadałoby do Ełku, stolicy Mazur, ale możemy też
                                                    wrócić do Warmii i zajrzeć na przykład do Lidzbarka Warmińskiego, albo do
                                                    Reszla, a może bliżej Olsztyna - Dobre Miasto, albo Orneta? Ale może też być
                                                    arcywarmiński Gietrzwałd ze smakołykami z Karczmy Warmińskiej?
                                                  • rita100 Re: Elblag 17.11.05, 21:42
                                                    Ztego wynika , że Elbląg to jednak dużym miastem był skoro tyle drogocennych
                                                    rzeczy znaleziono. Szkoda tylko, że przypadło im do Olsztyna należec skoro
                                                    bardziej związani są z Bałtykiem.
                                                    To może Ełkiem się zajmiemy , stolicą Mazur :)
                                                  • rita100 Re: Ełk 18.11.05, 20:25
                                                    Co wiem o Ełku Tralala ? Ano to , że to jest najstarsze miasto Mazur. Ostatnia
                                                    ostoja naszych Jaćwingów.
                                                    "Niedobitki Jaćwięgów przetrwały w dziewiczych leśnych ostępach dziesiątki,
                                                    może nawet setki lat. Część została wysiedlona przez Krzyżaków głównie do
                                                    Sambii. Ostatnie ślady pramieszkańców Suwalszczyzny giną w mroku, najpóźniej
                                                    wieku XVI.
                                                    Gdzie przetrwali Sudowie/Jaćwięgowie? W obecnych nazwach geograficznych w
                                                    regionie. I tak Łek (dzisiejszy Ełk, zarówno miasto, rzeka i jezioro), został
                                                    nazwany tak od lilii wodnej; Grajewo (Grejwy, miasto i dawne jezioro) - ta
                                                    nazwa pochodzi od starorzecza, jeziorzyska; Bełda (wieś w pobliżu Grajewa), to
                                                    po jaćwiesku "bulgoczące bagno"; a rzeka Biebrza została nazwana tak przez
                                                    Jaćwingów na cześć, zapewne licznie tu niegdyś występującego, bobra."
                                                    suwal2003.w.interia.pl/h_jacwiez_1.htm
                                                    www.castlesofpoland.com/prusy/elk_hist.htm
                                                  • Gość: tralala Re: Ełk IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.11.05, 21:12
                                                    Co do nazwy Ełku, to istnieje hipoteza, że bierze się ona od polskiego słowa
                                                    łęk, co oznaczało nadbrzeżną łąkę. Stąd niemieckie formy tej nazwy: : Licke,
                                                    Lik, Lik, Licce, Lueck, Lyck. Jednak dużo bardziej podoba mi się jaćwięska
                                                    lilia wodna. Tych na pewno nie brakuje na jeziorze Ełckim.
                                                    I jeszcze taki sielski obrazek Ełku sprzed wieków:
                                                    www.harvesttreasures.com/perl/maciej/pocztowki/pocztowki/elk/elkp2c.jpg
                                                    Jutro pobuszuję po książkach i po internecie, bo moja wiedza o tym mieście
                                                    skąpa, a ciekwaostek co niemiara.
                                                  • rita100 Re: Ełk 18.11.05, 21:28
                                                    Ełk, to musi być bardzo tajemnicze miasto, szkoda, że nie można trafić na
                                                    odpowiednie opracowanie, ale teraz znalazłam tu, tez ciekawe stare zdjęcia,
                                                    choc Twoja kolorowa widokówka pokazuje cudowną jej naturę.
                                                    www.castlesofpoland.com/prusy/elk_po034.htm
                                                  • rita100 Re: Ełk - legenda 18.11.05, 21:31
                                                    Góra Tatarska

                                                    Kiedy Tatarzy wtargnęli do Prus (1656, 1657) i ciągnęli przez kraj, plądrując,
                                                    mordując i paląc, oszczędzali jednak najsilniejszych mężczyzn, któtrzy wpadli
                                                    im w ręce, by zabrać ich w jasyr. Po zdobyciu Ełku gromadę pojmanych mężczyzn
                                                    Tatarzy zaprowadzili w pętach do najbliższego lasu, gdzie zamierzali na górze
                                                    odpocząć i przenocowac. Jednak przedtem urządzili pijatykę i łapczywie raczyli
                                                    się zdobytymi trunkami, az upojeni i wyczerpani runęli na ziemie i zapadli w
                                                    głęboki sen. Tę chwilę wykorzystały wierne zony jeńców, przekradły sie przez
                                                    zarosla, przecięły więzy mężom i w ten sposób uwolniły ich z opresji. Wówczas
                                                    ci pozabijali pijanych Tatarów ich własnymi mieczami i wrócili ze swoimi zonami
                                                    z Góry Tatarskiej do Ełku.

                                                    Dzielne te - jak je nazwać ? Ełkanki ? ;)))Ełcznki były
                                                  • Gość: tralala Re: Ełk - legenda IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.11.05, 21:43
                                                    Ełczanki? Ten tatarski najazd pamiętano bardzo długo, a wokół Ełku spłonęło
                                                    wiele wsi, niektórych już nigdy nie odbudowano. Zostały tylko legendy - takie
                                                    jak ta o Tatarskiej Górze.
                                                    Tylko raz byłam w Ełku turystycznie - i byłam w siódmy niebie. Nie spodziewałam
                                                    się aż tak pieknych widoków, zwłaszcza kiedy przejechaliśmy na drugą stronę
                                                    jeziora i zobaczyliśmy podwójną panoramę miasta (tuż przed zachodem słońca) -
                                                    tę prawdziwą, i tę odbitą w wodach jeziora. No i ta masa pieknych kamienic -
                                                    secesyjnych i eklektycznych. W Olsztynie zachowało się ich niewiele, i tylko na
                                                    paru ulicach moża zobaczyć ciąg takich domów, częściej pojedyncze,
                                                    poprzeplatane paskudnymi blokami. A tam całe kwartały. Mozna dostać zawrotu
                                                    głowy.
                                                    Wysupłałam tylko jedną kartkę, ale jest tam więcej starych pocztówek:
                                                    www.harvesttreasures.com/perl/maciej/pocztowki/elk.htm
                                                    Warto poznać Ełk lepiej i z chęcią do niego wrócę, choćby wirtualnie. Niestety
                                                    dziś muszę się już odłączyć od internetu - pracowity weekend mnie czeka,
                                                    niestety :(
                                                  • rita100 Re: Ełk - legenda 18.11.05, 22:00
                                                    Ja też myslę , że zostaniemy przy Ełku, bo i ja go specyficznie pamietam. Przy
                                                    moim domu dawniej był Dworzec Autobusowy i dzieki temu pamietam wszystie nazwy
                                                    okolicznych miejscowości. No bo wiesz, ciagle przez megafon słyszałam: - uwaga,
                                                    uwaga, autobus do Ełku , do Ostródy, do Mrągowa odjeżdza ...itd :)
                                                    Jeżeli pozostały kamienice w Ełku to miasto musi być niesamowicie piękne, bo
                                                    włąsnie te kamienice dodaja wielkiego uroku. Ale o kamienicach to w Olsztynie
                                                    też będzie. Teraz jeszcze jedna legenda z Ełku.

                                                    Wisielcza Góra

                                                    To było dawno, dawno temu. Ełk byt jeszcze niewielką miejscowością, a Szyba
                                                    funkcjonowała jako odrębna wieś. Jadąc drogą z Ełku do Szyby, tuż, przed
                                                    wjazdem do wsi droga zstępowała dość stromo w dół. Na lewo stąd wznosił się
                                                    pagórek, który ludność nazywała Wisielczą Górą. To miejsce przejmowało grozą
                                                    pieszych i wszystkich. którzy obok tego miejsca musieli przejeżdżać. Jeszcze w
                                                    XVIII wieku stała tam bowiem szubienica na której wykonywano wyroki na
                                                    złoczyńcach. W połowie XIX wieku jedynie 5-6 karłowatych sosen samosiewów
                                                    wskazywało miejsce jej dawnego usytuowania. Po 1870 roku i one zniknęły. Kat
                                                    mieszkał w lesie koło Nowej Wsi. Ludzie unikali go tak samo jak Wisielczej
                                                    Góry'. W wiejskiej karczmie stał zawsze zarezerwowany dla niego oddzielny
                                                    stolik. Na łańcuchu wisiał kubek przeznaczony wyłącznie dla kata. a nóż do
                                                    krojenia chleba tkwił wbity w drewnianą belkę. Gdy kat wraz ze swoim
                                                    pomocnikiem pojawiał się w karczmie gospodarz bez słowa stawiał przed nimi
                                                    butelkę wódki i chleb. Obaj uraczeni alkoholem udawali się potem do swego
                                                    katowskiego zajęcia. Starzy ełczanie nie pamiętali kiedy odbyła się ostatnia
                                                    egzekucja na Wisielczej Górze, tradycja ludowa nie przekazała nam tej
                                                    wiadomości. Z pagórkiem tym wiązało się jednak sporo przesądów i opowieści.
                                                    Kawałek powroza, czy koszuli skazańca osiągał u starych Mazurów wysoką cenę.
                                                    Kwitł wręcz żywy i zyskowny handel takimi przedmiotami. W pierwszej połowie XIX
                                                    wieku urzędowy kat przyjechał dyliżansem pocztowym z Brandenburga (nad Zalewem
                                                    Wiślanym). Miejscowy natomiast, wraz. ze swoim pomocnikiem, czynili jedynie
                                                    odpowiednie przygotowania. Teraz egzekucje odbywały się na dziedzińcu sądu.
                                                    który mieścił się w zamku na wyspie Jeziora Ełckiego. Zmarłych grzebali sami
                                                    więźniowie na specjalnym cmentarzu dla przestępców w lesie za jeziorem,
                                                    potocznie zwanym „Borkiem."

                                                    W miejscu. gdzie wznosiła się Wisielcza Góra dziś już nie jest tak przejmująco
                                                    jak kiedyś. To miejsce obniżono, splantowano. Między Ełkiem a Szybą wyrosły
                                                    nowe dzielnice mieszkaniowe i nikt już nawet nie wie, że kiedyś starzy Mazurzy
                                                    przemykali przez tę okolicę z duszą na ramieniu.

                                                    Opr. A. Szymański

                                                    Ełk i My




                                                  • Gość: tralala Re: Ełk - legenda IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.11.05, 21:46
                                                    Wisielcza Góra - brrr, dobrze, że znikła z ełckiego krajobrazu. A zamek jest
                                                    już od kilku lat na sprzedaż i nie znajduje kupca. Może to duchy niegdyś tam
                                                    powieszonych skazańców odstraszają chętnych?
                                                    Widzę, że zmienniczka nie doppuszcza Cię, Rito, do komputera, a ja już za
                                                    chwileczkę, już za minutkę zgonię koty z łóżka i sama się położę. napracowałam
                                                    się dziś, a i jutro kolejny dzień pracowity od samego rana. ale jeszcze wkleję
                                                    początek bardzo ciekawego opisu Ełku z 1902 roku!
                                                  • Gość: tralala Re: Ełk - historia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.11.05, 21:51
                                                    Z książki Franza Teznera z 1902 roku o Mazurach - dziś historia Ełku:
                                                    "Ełk, stolica Mazur, odbija się w podłużnym jeziorze, w które wchodzi półwysep
                                                    z zakładem ogrodniczym Vogla. Ełk został założony przez zakon krzyżacki w 1398
                                                    roku, liczy 10 000 mieszkańców, posiada garnizon, kilka szkół średnich,
                                                    siedziby władz i bogaty ruch targowy. Parafia liczy 14 000 mieszkańców, z
                                                    których mniej więcej połowę stanowią Niemcy. Gdy komtur Bałgi, Urlich von
                                                    Jungingen, wznosił zamek ełcki pośród bezludnej kniei, nie mogło być mowy o
                                                    przyszłym mieście. Poszczególne osady przekształcały się stopniowo w wieś, a
                                                    później w miasto. W 1472 roku znajdujemy tam już parafię. Z początkiem
                                                    reformacji Paul Speratus postarał się z wzniesienie tam pięknego, nowego
                                                    kościoła; w 1551 roku zostało tam wygłoszone pierwsze kazanie. Nabożeństwa
                                                    odbywały się wówczas ze względu na czysto mazurską ludność wyłącznie w języku
                                                    mazurskim. Dopiero 33 lata później zdecydowano się na głoszenie tam kazań po
                                                    niemiecku. Gdy w 1656 roku po bitwie pod Prostkami miasto najechali Tatarzy,
                                                    zostało ono spalone, a mieszkańcy uprowadzeni w jasyr. W 1710 roku miasto
                                                    nawiedziła dżuma, w 1575 roku wojna, jednak pod koniec wieku miasto za rządów
                                                    znakomitego generała Günthera rozkwitło pod każdym względem. W tym czasie żył w
                                                    Ełku dziejopis Baczko – jego najwybitniejszy syn."
                                                    A więc to prawda - Ełk stolicą Mazurów był! Tylko kim był Baczko - może
                                                    ełczanie wiedzą? Może w Ełku jest ulica, a może szkoła jego imienia? Jutro
                                                    dalsza część - piękny, bardzo żywy i obrazowy opis targu w Ełku, na który
                                                    zjeżdżała ludność z okolicznych wsi, w najprawdziwszych strojach ludowych,
                                                    mówiąca pięknym, mazurskim językiem.
                                                  • rita100 Re: Ełk - historia 20.11.05, 08:10
                                                    Tralala, faktycznie się tak melancholijnie zrobiło na forum, że pozwoliłam
                                                    sobie zrobić przerwę, ale dziś ....hehe
                                                  • rita100 Re: Ełk - most westchnień 20.11.05, 18:48
                                                    Most Westchnień

                                                    W połowie ubiegłego wieku mieszkał w Ełku pewien krawiec, który miał piękną
                                                    córkę Martę. Zmarł on wcześnie, nie pozostawiając po sobie dużego majątku,
                                                    matka i córka były więc zmuszone udać się na wieś, gdzie życie było tańsze niż
                                                    w mieście. Osiadły we wsi Niedźwiedzkie. Tam Marta wykształciła się na zdolną
                                                    krawcową. Miała miłe usposobienie, była dobrze wychowana, stąd wszyscy wokoło
                                                    ją bardzo lubili. Miała tyle zamówień, że mogła utrzymać i matkę, i samą siebie
                                                    na dostatnim poziomie. Matka jak to było wtedy w zwyczaju, wydobywała torf u
                                                    jednego z gospodarzy wsi. Był to kiedyś jedyny, poza drogim drewnem, materiał
                                                    opałowy w naszych stronach. Pewnego dnia również Marta wybrała się na bagnisko
                                                    aby wydobyty poprzedniego dnia torf ułożyć dla przesuszenia w odpowiednie
                                                    sterty. Na pobliskiej działce ujrzała torf suchszy od własnego. Na
                                                    potwierdzenie przyniosła matce do pokazania dwie kostki tego torfu. Zapomniała
                                                    jednak odnieść go z powrotem. Martę oskarżono o kradzież i ukarano karą
                                                    więzienia. Biedna dziewczyna przejęła się wyrokiem tak bardzo, że w rozpaczy
                                                    pobiegła nad rzekę i z mostu kolei biegnącej do Prostek rzuciła się w toń wody,
                                                    znajdując tam natychmiastową śmierć.

                                                    Niedługo potem wybudowano w Ełku koszary wojskowe i po to, aby móc łatwiej
                                                    docierać na poligon ćwiczeniowy żołnierze wybudowali obok mostu kolejowego
                                                    wąski, drewniany mostek dla ruchu pieszego. Służył on też mieszkańcom Ełku do
                                                    przekraczania rzeki w czasie spacerów do pobliskiej Szyby. W czasie wietrznej
                                                    pogody słyszano tu wzbudzane przez wiatr uwikłany w konstrukcję mostu
                                                    przeraźliwe jęki i westchnienia. Tak cierpiała dusza biednej Marty. Stąd w
                                                    tradycji ludowej mostek ten nazwano "Mostem Westchnień”
                                                    cdn

                                                    Tralala , Ty wszystko wiesz :)
                                                  • rita100 Re: Ełk - most westchnień 20.11.05, 18:49
                                                    Tak zwany Most Westchnień istniał w Ełku naprawdę. Przy okazji pogłębiania
                                                    koryta rzeki Ełk w połowie lat 60-tych. można było oglądać wbite w dno rzeki
                                                    szczątki pni drewnianych, na których wznosił się ów most. Były oddalone ok. 10-
                                                    20 metrów od mostu kolejowego po stronie ówczesnej roszarni i podnóża nasypu
                                                    kolejowego biegła od tego mostu polna droga, która wychodziła przy bramie
                                                    roszarni. Od początku lat 70, zaczęto zasypywać mokradła rozciągające się po
                                                    tej stronie nasypu kolejowego i stąd wszelki ślad po ówczesnej drodze zaginął,
                                                    a wraz z tym jakakolwiek sugestia, że w tamtych okolicach mógł się znajdować
                                                    most.

                                                    Opr. A. Szymariski

                                                    Tralala, jakim się teraz miastem zajmiemy ?
                                                  • Gość: tralala Re: Ełk - most westchnień IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.11.05, 20:05
                                                    A ja zostałabym jeszcze na chwilę w Ełku, tym bardziej, że nie jestem taki
                                                    besserwisser i o Moście Westchnień nic nie wiedziałam, a baaardzo lubię
                                                    dowiadywać się nowych rzeczy. Ponte dei Sospiri w Ełku - i tak jak ten wenecki,
                                                    nie są to westchnienia nieszczęśliwie zakochanych (jak to czasem zdarza się
                                                    słyszeć w Wenecji), ale tych, których spotkało nieszczęście.
                                                    A za chwilę dalsza wędrówka po Ełku sprzed stu lat!
                                                  • Gość: tralala Re: Ełk - sprzed stu lat IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.11.05, 20:07
                                                    pięknie opisany przez Franza Teznera:
                                                    'W Ełku panuje duży ruch, brak w nim jednak przemysłu. Gdy dotarłem do miasta o
                                                    10 wieczorem, nie paliła się tam ani jedna latarnia, uliczki były ciche i
                                                    spokojne, tylko od czasu do czasu rozlegał się głos trąbki grającej sygnał w
                                                    koszarach.'
                                                    Czy i dziś przybywającego do Ełku o 10 wieczorem powita ciche i śpiace miasto?
                                                  • Gość: tralala Re: Ełk - sprzed stu lat IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.11.05, 20:10
                                                    Ełk w dzień targowy:
                                                    'Z dużym zainteresowanie śledziłem następnego dnia życie i ruch na rynku i na
                                                    głównej ulicy. Małe, kasztanowe koniki w porządnej uprzęży ciągnące niezgrabne
                                                    wozy z niskimi, a u góry czworokątnymi koszami nadciągały ze wszystkich szos.
                                                    Chłopi ustawiali swoje wozy na głównej ulicy jeden obok drugiego, i to po obu
                                                    jej stronach, tak że niewyprzęgnięte konie stały łbem w kierunku domów,
                                                    natomiast wóz w kierunku ulicy. Chłopi jako sprzedawcy siedzieli na wozie,
                                                    kupujący natomiast podchodził od tylnej strony wozu. Ze swojego pojazdu
                                                    właściciel zdejmuje żłób na stojakach i podstawia go koniowi. W białej czapce,
                                                    zapiętej kurtce, butach z cholewami czeka chwilę, a potem idzie do szynku albo
                                                    do sklepu. W tym czasie jego połowica sprzedaje to, co ma na wozie: wiśnie –
                                                    litr za 10 fenigów, masło, jajka, drób, warzywa.
                                                    Mazurki w białych chustkach na głowie, długich, ciemnych spódnicach, kolorowych
                                                    kaftanikach w ciemnych odcieniach, fartuchach z kolorowymi lamówkami mało
                                                    różnią się o niemieckich chłopek w ogóle, a o wiele bardziej od modnie
                                                    ubranych, eleganckich miejskich dam.'
                                                    No i zobacz Rito, jaki podział obowiązków - Mazur myk-myk do szynku, a ty żono
                                                    handluj i wozu pilnuj ((( Ale opisy ubioru doskonałe, i pomyśleć, że to
                                                    zaledwie sto lat temu, a tak wiele się zmieniło.
                                                  • rita100 Re: Ełk - sprzed stu lat 20.11.05, 20:11
                                                    Powita, powita , bo czasy się zmieniły i wszyscy teraz siedzą w domkach przy
                                                    komputerkach, U mnie jak makiem zasiał, aż strach o tej porze wyjśc na ulicę.
                                                    Gdzie te pamiętne czasy wysiadywania z sąsiadami przed domami i długie , długie
                                                    debaty o zyciu i to nie o politycznym jak dziś tylko opowiadań.
                                                  • Gość: tralala Re: Ełk - parowozy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.11.05, 20:38
                                                    Może choć latem ełczanie (i turyści) odrywają się od komputerów i spacerują
                                                    nabrzeżem jeziora, jak po Corso?
                                                    Oj, zarobiona jestem dziś wieczorem ,więc tylko na krótko wpadam, żeby
                                                    powiedzieć o jeszcze jednej atrakcji Ełku - a jest nią kolej wąskotorowa, po
                                                    którą jeżdżą najprawdziwsze parowozy!
                                                    'Kolejka powstała na początku XX wieku. Budowę rozpoczęto w 1910 i kontynuowano
                                                    przez 7 lat. Całkowita długość trasy wynosi 48 km. Trasa kolejki biegnie przez
                                                    następujące miejscowości. Ełk - Mrozy Wielkie - Regielnica - Kalęczyny - Laski
                                                    Małe w tym miejscu linia idzie w dwóch kierunkach południowym do Wiśniewo
                                                    Ełckie - Kopytki - Krzywe - Zawady (Długość trasy od stacji Ełk 21,7 km) oraz w
                                                    kierunku północno-wschodnim do Sypitki - Pisanica - Romanowo - Borzymy - Dudki
                                                    Ełckie - Gradzkie Ełckie - Kalinowo - Maże - Milewo - Turowo (Długość trasy od
                                                    stacji Ełk 37,8 km). W 1992 roku kolejka wraz z budynkami stacji została uznana
                                                    za zabytek techniki. Od tamtej pory największą atrakcją kolejki są turystyczne
                                                    przejazdy pociągiem retro.' zdjęcia wagoników i parowozików (wyglądają jak
                                                    dziecinne zabawki) są na stronie www.elk.spec.pl/ Niestety, strona
                                                    kapryśna - raz się otworzy, a raz nie?
                                                  • posejdon_el Re: Elblag 20.11.05, 23:57
                                                    harcowniki elbląskie:) hehe...ja jestem i czytam:) pozdrawiam
                                                  • posejdon_el Zdjęcia Elbląga nowe i stare 21.11.05, 11:39
                                                    Polecam Wam do przeglądniecia te linki.

                                                    Zdjęcia nowej starówki:
                                                    www.goldfish.artysta.pl/galeria.php?dir=elblag
                                                    Galeria starego Elbląga:
                                                    www.elbing.gabo.pl/galeria1.htm
                                                    Widok z Katedry św. Mikołaja na Stare Miasto:
                                                    www.info.elblag.pl/index1.php?id=galeria_&akc=pokaz&idgal=42&d=1
                                                    Stare Miasto:
                                                    www.info.elblag.pl/index1.php?id=galeria_&akc=pokaz&idgal=18&d=1
                                                    Polecam przeglądnąc każdy dział ze zdjęciami ze strony info.elblag.pl

                                                    Różne zdjęcia:
                                                    umelblag.pl/turysta/nasze_miasto.htm
                                                    Elbląskie pojazdy:)
                                                    www.gwardak.republika.pl/eltramz.html

                                                    P.S. Pisaliście tutaj o bramie targowej, obecnie trwa remont ulicy Stary Rynek,
                                                    która zamienia się w deptak, jednocześnie z ta inwestycją rozpocznie się remont
                                                    bramy targowej, w której powstanie m.in kawiarnia czy sklep z pamiątkami.
                                                    Zamieszczam zdjęcia z pierwszych metrów wyremontowanej ulicy:
                                                    www.portel.pl/artykul.php3?id_akt=15397&id_dz=2
                                                    www.portel.pl/artykul.php3?id_akt=14444&id_dz=2
                                                    Coraz więcej ulic na Starym Mieście nabiera normalnego wyglądu:)

                                                    Świeże informacje z Elbląga:
                                                    www.portel.pl
                                                    www.elblag24.pl
                                                    www.info.elblag.pl
                                                    umelblag.pl

                                                    umelblag.pl/znak_miast_part.jpg
                                                  • posejdon_el Re: Zdjęcia Elbląga nowe i stare 21.11.05, 11:59
                                                    Mój ulubiony kwartał kamienic na Starówce:)
                                                    umelblag.pl/turysta/gfx01/hanza_21_05_2005/PICT0088.jpg
                                                  • Gość: tralala Re: A może by tak IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.11.05, 20:39
                                                    'pojechać' do Reszla?
                                                  • rita100 Re: A może by tak 21.11.05, 20:52
                                                    Mozna, ale trzeba podziękować Elblżanowi za włożenie tak pięknych zdjęć,
                                                    faktycznie jest co podziwiać i te kamienice, które się uchowały mimo wojen.
                                                  • Gość: tralala Re: A może by tak IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.11.05, 20:15
                                                    Rito, będę jutro, miłego forumowania, a jak znajdzesz wolną chwilę to polecam
                                                    ten link: www.reszel.iap.pl/
                                                    Co do podziękowań to oczywiście masz rację. Za zdjęcia Elbląga mogę
                                                    podziekować, mogę nawet dygnąć i mogę się uśmiechnąć :-) ale uważaj Posejdonie -
                                                    jak będziesz nadal nazywał moje ukochane miasto 'olsztyńską wiochą' to się
                                                    przede mną nawet tymi swoimi widłami nie obronisz, bo kobiety to pamiętliwe
                                                    bestie :>
                                                  • rita100 Re: Reszel 22.11.05, 20:16
                                                    No to Tralala , przejedziemy się do Reszela na rowerze :)
                                                    Zacznę od opisu pewnego rowerzysty:
                                                    Kłębowo - Reszel - Kętrzyn

                                                    "Wyjeżdżamy z pola wcześniej niż zwykle. Początkowo jedziemy drogami
                                                    gruntowymi, trochę asfaltem aż w końcu docieramy do Jezioran, gdzie zaczyna
                                                    się, podobna do wczorajszej, bardzo przyjemna droga asfaltowa. Dojeżdżamy do
                                                    Reszla. Bardzo ładne małe miasteczko z pięknym zamkiem. Przed samym
                                                    miasteczkiem potężny podjazd. Staczamy z nim morderczą, ale zakończoną sukcesem
                                                    walkę. Zwiedzamy zamek, robimy przerwę na mały posiłek, i jedziemy w stronę
                                                    Kętrzyna."

                                                    Inny rowerzysta wspomina smakowicie Reszel :
                                                    " Bardzo piękne miasteczko z zachowaną średniowieczną zabudową. Po raz pierwszy
                                                    w życiu zjadłem właśnie w Reszlu podwójne lody w rożku z dwiema "wieżyczkami"
                                                    No i popatrz, gdzie są najsmaczniejsze lody ? W Reszel, lody z wieżyczkami,
                                                    jadłaś ? Niesamowite ;)
                                                  • Gość: tralala Re: Reszel IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.11.05, 20:24
                                                    Lody - brrr, aż mi się zmimniej zrobiło.
                                                    Poprawiam nieco link, bo otwiera się na dziwnej stronie, za to tu:
                                                    www.reszel.iap.pl/index.html?k=23&id_tekst=3
                                                    zobacz Rito - po prawej, trzecie zdjęcie - czy to nie jest właśnie not geld?
                                                    No to znikam (z żalem) do mozolnej pracy.
                                                  • rita100 Re: Reszel 22.11.05, 21:20
                                                    przeglądam tą stronkę i jest niesamowicie ciekawa i oczywiście zauważyłam not
                                                    gelda ;)Ale nie wiedziałam , ze to takie duże miasto i popatrz się na
                                                    wzniesieniu.
                                                    "Reszel po 50 latach istnienia miał duży gotycki kościół (w latach 1475 - 1503
                                                    przebudowany), zamek biskupi (budowa 1350 - 1401), ratusz, składy towarowe,
                                                    klasztor, szpital, wodociąg oraz mury obronne. Był drugim pod względem
                                                    zamożności i znaczenia miastem Warmii."
                                                    " Pod koniec XVIII wieku proboszczem w Reszlu był Marcin Krasicki. Często
                                                    odwiedzał go brat, biskup warmiński Ignacy Krasicki."
                                                    A to jaka ciekawa ciekawostka:

                                                    Rok 1811 nie przyniósł miastu chluby. Wykonano wówczas jeden z ostatnich w
                                                    Europie wyroków sądowych, skazania oskarżonego na śmierć przez spalenie na
                                                    stosie. (To jest to co wspomniałaś wcześniej ?)

                                                    22 VI 1808 roku sąd miejski skazał Barbarę Zdunk podejrzaną o podpalenie. Ogień
                                                    pochłonął sześć domostw i dwoje ludzi. Sprawa nie była jednak zupełnie jasna i
                                                    przeszła przez wszystkie instancje sądownictwa pruskiego. Z aktami zapoznały
                                                    się Izba Sprawiedliwości w Królewcu, minister sprawiedliwości w Berlinie, w
                                                    końcu sam król pruski. Ostateczny wyrok zapadł w Królewcu, 21 VIII 1811 roku i
                                                    był to wyrok śmierci. Barbarę Zdunk stracono.



                                                  • posejdon_el Kadyny:) 23.11.05, 17:12
                                                    może coś o Kadynach:> ?
                                                  • rita100 Re: Kadyny:) 23.11.05, 20:39
                                                    Mogą być i Kadyny tylko musi zatwierdzić to Tralala :)
                                                    No i jak tam zajechać ?

                                                    Bo jak dojechać do Reszel to juz wiemy :)
                                                    Więc jak będziemy udawać się z Krakowa przez Wrszawę to jedziemy drogą nr 61 i
                                                    w Ostrołęce skręcamy na Szczytno/Mrągowo (najpierw droga nr 53, następnie 59).
                                                    W Mrągowie kierujemy się na Kętrzyn. Po ok. 8 km skręcamy w lewo, na Świętą
                                                    Lipkę. 14 km dalej, przed Szestnem, ponownie w lewo. Stąd jest już tylko 5 km
                                                    do Reszla.
                                                    I już jesteśmy. Czas na oglądnięcie zamku .
                                                    www.zamek-reszel.pl/poloz_pl.htm
                                                  • Gość: tralala Re: Kadyny:) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.11.05, 21:04
                                                    Kadyny - wiem, że są piękne i o dębie Bażanowskiego słyszałam, ale nigdy tam
                                                    nie byłam, więc po nich nie oprowadzę. Jęsli Posejdon będzie chciał podjąc się
                                                    tego zadania, to czekam, ale z Reszla tak szybko nie dam się wywieźć bo to
                                                    najpiękniejsze miasteczko na Warmii. I jak wyczytałam jedno z nieliczynych w
                                                    Polsce wpisane do światowego rejestru zabytków. A pozostałe w polsce - to
                                                    Kraków ))), Zamość i Wrocław. No to biegnę do Reszla.
                                                  • rita100 Re: Kadyny:) 23.11.05, 21:09
                                                    hehe, masz blizej od mnie. Czyli całe miasto wpisane jest rejestru zabytków ?
                                                    A tak mało popularne i malo kto o tym wie.
                                                  • rita100 Re: Kadyny:) wspomnienia z Warmii 23.11.05, 21:14
                                                    Tralala , spójrz na ta stronkę - wstrząsające wspomnienia z Warmii.
                                                    Posejdon , tez się zapoznaj - niesamowiete - prawda ?

                                                    www.galindia.hg.pl/pisa/pisa77.html
                                                  • Gość: tralala Re: Reszel i rzemiosła IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.11.05, 21:11
                                                    'W XVII i XVIII wieku Reszel nleżał do największych miast na Warmii.
                                                    Mieszczanie reszelscy handlowali z Polską i z Królewcem. Miasto znane było z
                                                    produkcji grzebieni tkackich, z handlu lnem i chmielem. Były tu dwie gorzelnie,
                                                    2 browary i 3 cegielnie. W 1772 roku (kiedy Reszel wraz z całą Warmią znalazł
                                                    się pod zaborem pruskim) 231 mieszkańców Reszla miało prawa obywateli
                                                    miejskich. Byli to: 1 kupiec bławatny, 2 rzeźbiarzy, 1 zegarmistrz, 3 malarzy,
                                                    31 szewców, 8 kowali, 3 ślusarzy, 4 rymarzy, 1 siodlarz, 2 szklarzy, 9
                                                    stolarzy, 9 sukienników, 11 piekarzy, 9 kuśnierzy, 14 kołodziejów, 18 krawców,
                                                    7 garncarzy, 9 tokarzy, 10 rzeźników, 8 tkaczy, 6 stelmachów, 12
                                                    introligatorów, 3 murarzy, 6 białoskórników, 7 powroźników, 8 guzikarzy, 3
                                                    bednarzy, 2 kapeluszników, 1 rękawicznik, 1 farbiarz, 1 miedziorytnik.
                                                    Pozostałych 30 żyło z rolnictwa.'
                                                    No i tak - już myślałam, że białoskórnik robił rękawiczki, ale był też i
                                                    rękawicznik, więc co produkował białoskórnik? Może pantofelki do tańca?
                                                    Dwunastu introligatorów - czyli musiało być tam wiele ksiąg do oprawiania, może
                                                    w kolegium jezuickim, a może dla biskupa? A kowale to byli nie byle jacy -
                                                    wielcy artyści, tacy jak Johann Schwartz, który wykuł bramę dla kościoła w
                                                    Świętej Lipce - jeden z najcenniejszych zabytków sanktuarium:
                                                    www.jezuici.pl/swlipka/photos/04.html
                                                  • Gość: tralala Baby suskie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.11.05, 22:27
                                                    Zobacz Rito - z dzisiejszych wiadomości: Na sesji będzie można posłuchać także
                                                    o najdawniejszych śladach ludzkich na tym terenie. Archeolog Mirosław Hoffmann
                                                    opowie o pozostałościach po pierwszych mieszkańcach, a także kamiennych
                                                    pomnikach "bab suskich".

                                                    miasta.gazeta.pl/olsztyn/1,35189,3030316.html

                                                    Gdzie Rzym, gdzie Krym. gdzie Reszel, gdzie Susz - ale jutro jeszcze wrócę do
                                                    Reszla, żeby zaprezentować mój ulubiony zabytek. Dobranoc (a taki jeden to
                                                    niech idzie spać głodny!)
                                                  • rita100 Re: Baby suskie 23.11.05, 22:41
                                                    "Na sesji będzie można posłuchać także o najdawniejszych śladach ludzkich na
                                                    tym terenie. Archeolog Mirosław Hoffmann opowie o pozostałościach po pierwszych
                                                    mieszkańcach, a także kamiennych pomnikach "bab suskich". "

                                                    Czy to będą nowe znaleziska 'bab kamiennych' ?
                                                  • rita100 Re: Reszel i rzemiosła 23.11.05, 22:39
                                                    Ależ ta brama piekna w Świetej Lipce, niesamowity okaz.
                                                    Czy białoskórnik to może ten co oprawia ksiegi w skóry. Chyba tak dawniej bylo,
                                                    że księgi szczegolnie koscielne były w skóry oprawione, ale nie wiem , tak
                                                    sobie myślę.
                                                    Przegladałam te zdjęcia ze Świętej Lipki, nie mam już słów pochwał, tak zdjęcia
                                                    są cudowne, tak wyrażnie przedstawiają każdy szczegół. To musi byc wspaniałe
                                                    miejsce i jedyne w swoim rodzaju.
                                                    www.jezuici.pl/swlipka/photos/18.html
                                                    jeszcze raz ten link dałam
                                                  • rita100 Re: Reszel i fraszka 25.11.05, 20:29
                                                    Reszel
                                                    Autor: broneknotgeld
                                                    Data: 26.05.05
                                                    Reszel 1631

                                                    Jezuici z Braniewa tukej se wkludziyli
                                                    Ano skuli Szwedow we tułaczce byli
                                                    Dyć reszel z tym zyskoł kolegium przezocne
                                                    Wiela to wspiyrało - toż stało sie mocne.

                                                    Reszel dzisioj

                                                    Toż mie sie tako ciyngym tu zdo
                                                    Co richtig Reszel fest szczyńście mo
                                                    Wojna go przeca niy poszczyrbiyła
                                                    Se za murami jakby stanyła.

                                                    Raszel doczekał się nawet fraszki slaskiej ;)


                                                  • Gość: tralala Re: Reszel i fraszka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.11.05, 21:13
                                                    'Wojna go przeca niy poszczyrbiyła
                                                    Se za murami jakby stanyła.' To prawda - dzięki temu Reszel mógł trafić na
                                                    listę zabytków, bo całe miasto zachowało dawny gotycki układ ulic i urodę
                                                    sprzed stuleci. Szukałam gdzieś zdjęcia całego miasteczka, i chyba najlepsze co
                                                    znalazałam jest tu - trzeba jeszcze tylko dodatkowo kliknąć Widok z wieży i
                                                    otwiera się panorama (dziś bezpłatnie - promocja! na żywo 4 zł od osoby)

                                                    www.reszel.iap.pl/index.html?k=31&id_tekst=15
                                                  • Gość: tralala Re: Reszel i most gotycki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.11.05, 21:16
                                                    Czas na mój najulubieńszy zabytek Reszla, gotycki most - niewiele młodszy od
                                                    Olsztyna. Czy jest w naszej ziomeczce starszy i pięknieszy most:
                                                    Osobliwość historyczna Reszla - most gotycki na rzeczce Sajnie (Izerze),
                                                    zbudowany z cegły w drugiej połowie XIV wieku. Wielokrotnie wzmacniany i
                                                    przebudowywany, otrzymał on w wieku XVIII i XIX szereg pomieszczeń
                                                    wypełniających półkoliste arkady, w których znajdowały się pomieszczenia
                                                    więzienne (ha – czyli najpradziwszy Ponte dei Sospiri). Ostatnio oddany do
                                                    użytku po renowacji w 2000 r., podczas której zlikwidowano te pomieszczenia i
                                                    przywrócono pierwotny kształt. (teraz to most zakochanych – chyba się nie mylę,
                                                    stoją tam na tym moście)
                                                    www.reszel.iap.pl/index.html?k=31&id_tekst=23
                                                  • rita100 Re: Reszel i most gotycki 25.11.05, 21:30
                                                    Faktycznie , most okazały. A dlaczego Twój najulubieńszy zabytek ?
                                                    Czyżby jak wieś niesie, że to most zakochanych ? Kochać jak to łatwo
                                                    powiedzieć ;))) Pewnie i o nim musi być legenda.
                                                  • Gość: tralala Re: Reszel i most gotycki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.11.05, 22:12
                                                    Zamków i kościołów gotyckich ci u nas dostatek, za to taki most to prawdziwy
                                                    rarytas, i dlatego go lubię. Zasługuje na niejedną legendę, może uda się jakąś
                                                    znaleźć.
                                                  • rita100 Re: Reszel i fraszka 25.11.05, 21:24
                                                    Faktycznie , aż nie do uwierzenia, że w takim stanie to wszystko sie uchowało.
                                                    Miasteczko bardzo zadbane , nawet dachy wszystkie domy maja jednakow, a zamek,
                                                    zamek jak warownia. Dobrze, że napisałas gdzie kliknąć, bo panorama się
                                                    otworzyła w całej rozciaglości. To pewnie szczególnie w nim czuć ducha
                                                    przeszlości.
                                                  • rita100 Re: Andrzejki 26.11.05, 20:52
                                                    Popatrz się Tralala, niec nie wspominają w tradycjach warmińskich tradycję
                                                    andrzejek , tradycję lania wosku. Czyżby tego nie było ?
                                                  • Gość: tralala Re: Andrzejki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.11.05, 20:59
                                                    Pewnie nie, Mazurzy byli ewangelikami, więc świętych nie uznawali, a Warmiacy
                                                    może jakoś przeoczyli tego świętego. za to mam moc wróżb (także dla tych
                                                    szukających drugiej połówki) na Nowy Rok! To już nie tak długo.
                                                    Aha, nie topmy wszystkich świeczek, zostawmy choć jedną, żeby ją jutro włożyć w
                                                    wieniec adwentowy. A w następną niedzielę - jeszcze jedną, i potem jeszcze
                                                    jedną, i potem ostatnią i już Boże Narodzenie. No to z Abrą i Kadabrą idziemy
                                                    sobie powróżyć - miłej zabawy, Rito :)
                                                  • rita100 Re: Andrzejki 26.11.05, 21:08
                                                    Miłej zabawy i gorzałeczki nie oszczędzaj, jedną flaszeczkę i drugą i trzecią,
                                                    oj, skończe już bo głowa mi sie kiwa ;))))
                                                  • rita100 Re: zwyczaje i obrzędy 28.11.05, 19:49
                                                    Tralala, zbliżają się święta, mam propozycję , by już opisywać zwyczaje i
                                                    obrzędy warmińskie, ponieważ przed świetami nie będę miała czasu, a nawet
                                                    planuję przerwę, bo będę miała gości i ruch w domu.
                                                    Teraz zaczął się adwent i faktycznie Warmiacy z choiny robili wieniec adwentowy
                                                    i co niedzielę wkładali świeczkę, zawieszając go pod sufitem.
                                                    Ale ciekawostką dla mnie jest w tym czasie chodzenie z Gwiazdą. Na Mazurach
                                                    gdzienigdzie zaczynali chodzić przebierańcy - maszkary lub chłopcy z gwiazdą. W
                                                    niektórych wsiach zamiast z gwiazdą chodzono z "szemlem", kozą, bocianem i babą
                                                    z koszem na datki.
                                                    A teraz czas chyba będzie na Wigilię.

                                                    eeee, o tradycyjnych mikołajkach nic nie wspominają :)
                                                    A takowe są, pamiętam jak w pantoflach znajdowało sie prezenty.
                                                  • posejdon_el Re: Kadyny:) - dojazd i przejazd przez Elbląg 28.11.05, 20:09
                                                    Olsztyn - Ostróda - Elbląg (pierwszy wjazd węzeł Elbląg/Wschód - ul.Pasłęcką
                                                    dojeżdzamy do pierwszego skrzyżowania (salon Opla) i skręcamy w prawo w Rawską
                                                    za salonem [omijamy bokiem Śródmieście i główne ulice] i caly czas prosto [znak
                                                    STOP, przejeżdzamy na wprost], pod górę, i powoli z górki:) pierwsza
                                                    sygnalizacja, zaraz później druga [obok pętla tramwajowa], jedziemy dalej
                                                    trzecia sygnalizacja i za moment czwarta, na której skręcamy w prawo [ul.
                                                    Kościuszki - ulica jednokierunkowa], dalej caly czas prosto, ulica
                                                    jednokierunkowa zmienia sie w dwukierunkową, ostry zakręt w lewo, jedziemy
                                                    dalej, mijamy cmentarz po lewej, po prawej hotel - zabytkowy młyn, przejeźdzamy
                                                    przez tory tramwajowe i dojeżdzamy do końca ulicy Kościuszki:) skręcamy w prawo
                                                    i jedziemy pod górkę, a gdy już na nią wjedziemy mamy skrzyżowanie na którym
                                                    skręcamy w lewo [ul. Fromborska], zaraz po skręcie jest reklama Srebrny Dzwon
                                                    Kadyny:), ulicą Fromborksą jedziemy już cały czas prosto, do znaku koniec
                                                    Elbląga mamy jeszcze spory kawałek, ale będziemy mieli wrażenie, że sie
                                                    skończył trochę wczesniej:)
                                                    Kawalek za znakiem koniec Elbląga jest przecudny widok na Zalew Wislany,
                                                    Mierzeję, a za nią Morze:), dalej prosto przez Łęcze, dalej to juz tylko z
                                                    górki, kilka ostrych zakrętów i jesteśmy w Kadynach:)

                                                    WYDRUKOWAĆ I JECHAĆ:) Miłego pobytu:)

                                                    Przydatny link:)
                                                    www.srebrnydzwon.pl/aktualnosci.php
                                                  • rita100 Re: Kadyny:) - dojazd i przejazd przez Elbląg 28.11.05, 20:15
                                                    Wspaniale , Tralala juz może tam jechać, a jak dalej wyczytałam to może nawet
                                                    wybrać się na Sylwestra
                                                    www.srebrnydzwon.pl/shownews.php?lp=49&src=1&lang=pl
                                                    Serdecznie zapraszamy na

                                                    Boże Narodzenie i Sylwestra do

                                                    „Gościńca Pod Srebrnym Dzwonem”
                                                    w Kadynach

                                                  • posejdon_el Re: Kadyny:) - więc jeszcze jeden link 28.11.05, 20:41
                                                    kadyny.com.pl/
                                                  • rita100 Re: Kadyny:) - więc jeszcze jeden link 28.11.05, 20:48
                                                    Posejdon , jaki masz cel by promować Kadymy ? Napisz coś więcej, co tam jest
                                                    godne uwagi ? Ja mieszkam w Krakowie, ale jak pisałam Tralala może nawet się
                                                    wybrać tam.
                                                  • posejdon_el Re: Kadyny:) - więc jeszcze jeden link 29.11.05, 14:54
                                                    Jest to wieś z niespotykaną architekturą, domy są wybudowane z cegły
                                                    wyprodukowanej w cegielni, która kiedyś tutaj istniała.
                                                    Znajduje się tutaj stadnina koni:
                                                    republika.pl/sspkadyny/
                                                    oraz Dęb Bażyńskiego i jedyne czynne plaże nad Zalewem Wiślanym:)
                                                    www.mierzeja.com/index.php?co=kadyny
                                                    www.mierzeja.com/index.php?co=galeria&pok=1&gal=kadyny
                                                    Artykuł Kadyny wizytówką powiatu:
                                                    www.portel.pl/artykul.php3?id_akt=15728&id_dz=14
                                                  • posejdon_el Re: Kadyny:) - więc jeszcze jeden link 29.11.05, 14:56
                                                    kolejne miejsce noclegowe w Kadynach,
                                                    cesarska.idara.pl/cesarska/
                                                  • rita100 Re: Kadyny:) - więc jeszcze jeden link 29.11.05, 20:16
                                                    Posejdon, ależ to piękne. Popatrz, popatrz tylko, że bardziej jesteście pewnie
                                                    złączeni z Elblągiem niż z Olsztynem. Macie naprawdę krainę rekreacji i
                                                    stadnina koni i pałace i dwory i plaże, a ja się zatrzymałam przy galerii
                                                    wschodu słońca nad Zalewem Wiślanym. Posejdon , Ty tam mieszkasz może ? haha,
                                                    ja już nie mogę, gdzie spojrzę tam pięknośc i tylko podziwiać mi zostaje
                                                    wirtualnie. Koń jaki jest , każdy widzi ale w Kadynach to koń jest chyba
                                                    najlepszy. Państwowa Stadnina Koni w Kadynach, że jeszcze jest państwowa to sie
                                                    dziwię , że nie sprywatyzowali obiektu - czyżby chętnych nie było ?
                                                    Są ludzie co nie wiedzą , że żyją w raju - mam nadzieje , ze Ty wiesz :)
                                                  • rita100 Re: Co powiecie o Braniewie ? 29.11.05, 20:32
                                                    Niesamowicie tez ciekawe miasteczko :)
                                                  • posejdon_el Re: Co powiecie o Braniewie ? 30.11.05, 15:39
                                                    W Braniewie znajduje sie jedyne ZOO w warmińsko-mazurskim:) , jest też tam
                                                    stadnina koni, mają ładną katedrę:) Niestety Braniewo zostało zniszczone
                                                    podczas wojny w 85%, dlatego nie ma zbyt dużo zabytkowej zabudowy:( (pozostała
                                                    wspomniana katedra oraz mury obronne).
                                                    Znajduje się też tutaj browar, niegdyś podległy pod Elbrewery z Elbląga, po
                                                    wykupieniu browaru elbląskiego przez Żywca zamknięto browar w Braniewie i
                                                    sprzedano Dr.Witowi, który niestety nie zaczął tam produkcji, po chyba roku
                                                    kupili ten browar biznesmani z Elbląga (2005), ma się tam ponownie rozpocząć
                                                    produkcja piwa.
                                                  • rita100 Re: Co powiecie o Braniewie ? 30.11.05, 19:44
                                                    Posejdon, to dużo wiesz o Braniewie, a ja to miasto przedstawię w bardzo
                                                    niekonwencjonalny sposób - sam zobaczysz - to jednak Braniewo weźmiemy. :)
                                                  • posejdon_el Kadyny, Malbork, pochylnie, Frombork, 30.11.05, 15:28
                                                    Ja z tego raju korzystam na bieżąco:) ale mieszkam w Elblągu (nie w
                                                    Kadynach),który jak wiesz jest wspaniała bazą wypadową własnie też na tego typu
                                                    tereny o których mowa (wiele wycieczek niemieckich z tego korzysta).
                                                    Pytanie dokąd z Elbląga?:)
                                                    - statkiem na pochylnie
                                                    - wodolotem do Kaliningradu
                                                    - pociągiem do Malborka
                                                    - autobusem bądź tzw. koleja nadzalewową do Kadyn, Fromborka i Braniewa
                                                    - rowerem po wysoczyźnie elbląskiej (Suchacz, Kadyny, elektrownia wiatrowa,
                                                    północna dzielnica Elbląga Próchnik)
                                                    - rowerem po Żuławach lub wokół jeziora Drużno:)
                                                    - autobusem lub wodolotem na plażę w Krynicy Morskiej
                                                    i na końcu piechotką po elbląskiej Starówce:) i rowerem do Bażantarni.

                                                    Jakbyś chciała w lato przyjechać i skorzystać polecam nocleg np. w jednym z
                                                    akademików:) chyba jednak najtaniej, a warunki bardzo dobre:) polecam akademik
                                                    na ul. Wspólnej (jakbys chciała wiedzieć jak dojechać to Ci napiszę).
                                                  • rita100 Re:Braniewo 30.11.05, 19:51
                                                    autobusem bądź tzw. koleja nadzalewową do Kadyn, Fromborka i Braniewa

                                                    Wybieram tą trasę i jazdę autobusem , jeszcze słysze w uszach - autobus do
                                                    Braniewa odjeźdza .... teraz rozumie , że to był ostatni przystanek - z
                                                    Olsztyna do Braniewa.
                                                    Dobrze, że napisałeś o Kadynach ja nie mogę jechać , ale przychodza do mnie
                                                    ludzie do pracy , to może im polecę taki urlop.
                                                    Jak wspomniałam to jestem z Krakowa , więc pociagiem wybieram się do Braniewa
                                                    i to z poezją pod ręką.
                                                    Tralala, znasz to ?

                                                    Waldemar Kontewicz

                                                    Braniewo widziane z okna wagonu 2 klasy

                                                    Gramatycznie to rodzaj nijaki,
                                                    nazwa tego miasta, do którego
                                                    ciągnie tłusty parowóz
                                                    w rytm walcującej canzony:
                                                    "a daleko to tam? a daleko to tam?"
                                                    Przy torach dwie brzozy białopienne,
                                                    klon i duży dąb. Tak mogło się zdarzyć,
                                                    szczególnie latem kiedy widać
                                                    nawet grzyby pod świerkiem.
                                                    Termos z herbatą, kanapka z szynką, na twardo jajko
                                                    i drzewa, drzewa, drzewa. Wszędzie drzewa...
                                                    "Pociąg toczy się wolno by nie iskrzyć z komina" –
                                                    tłumaczy ojciec wpatrzony w okno.
                                                    W ustach coraz więcej sadzy – to już blisko!
                                                    Dworzec kolejowy wyrasta z lasu
                                                    gotyckim frontonem z wieżycami
                                                    podpartymi stalowym prętem.
                                                    "To przed huraganami" – znów ojciec.
                                                    Wokół krwawi morze pruskiego cynobru –
                                                    sterty dachówek, cegieł, kikuty katedry…


                                                    Ileż to razy musiał przejechać pulman 2 klasy
                                                    przez dominium Prusaków, Natangów i Bartów,
                                                    by ogarek historii zapalił się pod
                                                    polską księgą Homo Branieviensis.
                                                  • rita100 Re:Braniewo 30.11.05, 20:21
                                                    "W hanzeatyckim grodzie zwanym niegdyś Braunsberg, a dzisiaj Braniewem,
                                                    mieszkał szewc z Lwowa, którego moja babka z wileńskich Trok nazywała Sapożnik
                                                    Starobrzeński. Dziś już nawet nie pamiętam czy w nazwisku mistrza wbijania
                                                    drewnianych ćwieków w skórzane podeszwy było er-zet, czy też żet z kropką. To
                                                    był Szewc, u którego wszystkie buty miały swoją historię. Wystarczyło pójść na
                                                    górę z wujem i "flakonikiem srakadzioru" pędzonego przy pełni księżyca, aby
                                                    dowiedzieć się, który z sapogów należał do starsziny, a który do krasiwoj
                                                    żienszcziny. Kto miał platfusa, a kto był zawadiaką i trampem. Maestro młotka i
                                                    kopyta ćmił "Sporty" przez czarną fifkę, co rusz krzywił się po wypitym
                                                    stakanku "Biełyj Aist" i powtarzał piękny wiersz, którego treści nie bardzo
                                                    mogłem wtedy pojąć:

                                                    Przed wojną w Lwowie
                                                    To bili szewcy (a jak oni bili ćwieki)
                                                    Krawcy, rabin, rzezak, kantor
                                                    I wozaki nawet kutwy i huliaki
                                                    Był Rus i Lach Karaim i Tatar

                                                    Dziś w Braniewie
                                                    Wojska więcej niż świętych w niebie
                                                    Kresowiacy jak my
                                                    Trochę Niemców i
                                                    Żulia z całej Polski
                                                    Przemieniona w towarzyszy
                                                    A kto będzie uczył
                                                    Handlować, pracować?
                                                    Kto będzie buty szyć?

                                                    El mole rachmim
                                                    Wszystko przepadało
                                                    Spłonęło, zginęło
                                                    Na bruku, w getcie, w gazie
                                                    Na Sachalinie, w tajdze

                                                    Panie Boże
                                                    El mole rachmim
                                                    Kuloj hewel
                                                    Hewel hawolim
                                                    i wszystko marność
                                                    marność nad marnościami"






                                                  • Gość: tralala Re:Braniewo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.11.05, 21:12
                                                    Bardzo pięknie Rito zaczęłaś wędrówkę po Braniewie, poetycko i nostalgicznie. A
                                                    ja przymierzam się, myślę i już się gubię. Siedemset lat historii, tyle ważnych
                                                    wydarzeń, i jeszcze kilka osobistych opowieści. Potrzebuję nieco czasu, żeby to
                                                    pozbierać, bo o Braniewie dużo trudniej pisać niż o Reszlu. To miasto po prostu
                                                    umiera, i bardzo, bardzo mi go żal. To pierwsza stolica Warmii, nasza tradycja,
                                                    wielka historia, a teraz smutek, jak w tej piosence szewca.
                                                    Zacznę jednak od drobnego sprostowania - Posejdon pisze o ogromnych
                                                    zniszczeniach wojennych w Braniewie. Niestety ofiarą walk (bo w przeciwieństwie
                                                    do Olsztyna, Braniewo zostało zniszczone w czasie walk, a nie metodycznie
                                                    spalone po zdobyciu) stała się także braniewska katedra, czyli kościół św.
                                                    Katarzyny z 1346 roku. Odbudowa zaczęła się dopiero w 1984 roku. Teraz kościół
                                                    został już pieczołowicie zrekonstruowany (bardzo przypomina nasz kościół św.
                                                    Jakuba) ale nie jest to już ten oryginalny, gotycki budynek. Ruiny dawnego
                                                    kościoła pamiętam z wycieczki szkolnej, gdzieś pod koniec szkoły podstawowej
                                                    wyruszyliśmy na objazd całej Warmii. To był niesamowity widok - ruiny zamków
                                                    czy twierdz są czymś naturalnym, ale widok ogromnego, wypalonego i zrujnowanego
                                                    kościoła w centrum miasta był przygnębiający, i to tyle lat po wojnie.

                                                  • rita100 Re:Braniewo 30.11.05, 21:29
                                                    To smutna to będzie opowieśc o Braniewie, a Posejdon sie starł nam opokazać, że
                                                    jednak jest to atrakcyjne miasto. Szkoda , że pierwsza stolicy Warmii jest
                                                    zaniedbana i zapomniana. To przypomina historię Jadźwingów, a szczególnie tego
                                                    ostatnigo, ktory starał się przeżyć. No i co teraz będzie, nie ma na miasto
                                                    pomysłu ? Już nie przeszkadzam , bo przygotowuję dalszą ciekawą opowieść.
                                                    Strasznie mi sie spodobała więc postanowiłam zamieścić ją w calości. W każdym
                                                    razie robi wrażenie. Ciekawe co Posejdon powie , przeciez ma to miasto na
                                                    odleglośc ręki.
                                                    Fajną wycieczkę mieliście dookoła Warmii i duzo wrażeń. Moja jedyna wycieczka
                                                    szkolna była tylko pod Grunwald, gdzie nam wyświetlili film 'Krzyżacy".
                                                  • rita100 Re:Braniewo 01.12.05, 13:35
                                                    Słuchajcie , spotkałam klienta, ktory ma ogromną wiedzę o Warmii i Mazurach,
                                                    przebił mnie wiedzą stokrotnie, jestem w szoku i nie mogę się jeszcze
                                                    otrząsnąć - czlowiek z u. Partyzantów, pamietający mój stary Dworzec Autobusowy
                                                    i nie tylko, tez i Braniewo - jestem dalej wszoku , nie wiem co klikam , piszę
                                                    szybko i bezwiednie, by tylko Wam to zakomunikować.
                                                  • rita100 Re:Braniewo 01.12.05, 20:29
                                                    No więc siadam spokojnie i piszę. Nie miałam prądu w pracy, mały ruch, robię
                                                    sobie wystawę świąteczną, a tu wchodzi klient. Prosi o piwo na miejscu, a ja
                                                    odpowiedziałam , ze to niemożliwe , bo są wszędzie tabliczki , że pić nie można
                                                    i że jeszcze trzeba być trzeźwym i nawet mogę zmierzyć aparatem do mierzenia
                                                    procentów. Oczywiście, że żartowałam i na szczęscie Pan załapał. Debatując o
                                                    rodzajach wódki od słowa, do słowa dowiedziałam sie , że Pan nie jest z
                                                    Krakowa, a z Poznania, na co ja mu odpowiedziałam , ze jestem z Olsztyna i
                                                    zaczeło się tematów , a tematów, z dwie godziny rozmowy - ja się wszystkim
                                                    pochwaliłam i książkami i medalem olsztyńskim, a on chwali sie wiedzą.
                                                    Pokrótce tylko napiszę, że orientował sie w Olsztynie niesamowicie i we
                                                    wszystkich miejscowościach, nawet zeszłam na temat Bartoszyc i Bab Pruskich -
                                                    całkowite zaskoczenie, wszystko wiedział. Jego zdziwiłam nieprzeczytaniem
                                                    ksiązki Nienackiego.
                                                    Teraz mi powiedz Tralala czy prawdą jest , że są takie miejsca jak Czarcia
                                                    Wyspa, Diabelska Wyspa pod Giżyckiem, gdzie jest jedyna knajpa pod prawdziwym
                                                    dębem, nie , to jest w Kadymach - gdzie sprzedaje się wszystko pod gołym niebem
                                                    nawet w deszczowe dni ?
                                                    Jeśli chodzi o Czarcią Wyspę - to w Skiroławkach mieszka wnuczka Nienackiego.
                                                    Jest tam też młyn. Już nic z tego nie wiem, ale być może ten Gość zawita do
                                                    naszego wątku.
                                                    Ponoć jest też w Olsztynie najlepsza knajpa 'Pod Gierkiem" gdzie wspaniale
                                                    gotuje sam osobisty kucharz Gierka. Nie wiem czy to bajka czy nie, ale również
                                                    rozmawiliśmy o gwarze warmińskiej.
                                                    Najgorsza wiadomość to taka, że uważa , ze dla Braniewa nie ma już wyjścia,
                                                    miasto niestety me do zagospodarowania i tak jak twierdzisz Tralala na umarciu.
                                                  • Gość: tralala Re:Braniewo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.12.05, 21:06
                                                    Tej no, te pyry wielkopolskie to są ale przemądrzała wiara :) Wszystko muszą
                                                    wiedzieć lepiej. No to przyznam się, że nie wiem, czy w Kadynach pod dębem jest
                                                    restauracja pod gołym niebem. Może Posejdon powie, skoro tam bywa. Gierkowski
                                                    kucharz rzeczywiście miał w Olsztynie restaurację, raz tam nawet coś i jadłam,
                                                    nieświadoma, kto jest szefem kuchni. Ale tej restauracji już dawnoo nie ma, a
                                                    kucharz od paru miesięcy kucharzuje w domu pomocy społecznej Laurentius. Gdzieś
                                                    na forum jest nawet na ten temat wątek.
                                                    Dziś dopiero teraz dotreptałam do domu, a pracy mam jeszcze do północki, więc
                                                    uciekam. Braniewa jednak tak szybko nie odpuszczę. Teraz wklejam tylko link -
                                                    jak się otworzy, trzeba kliknąć na historię, potem na zabytki, a na koniec w
                                                    mapkę. Cierpliwi zobaczą wtedy kościół św. Katarzyny (może nie brat-bliźniak
                                                    naszej katedry, ale blisko spokrewniony) i kilka innych zabytków - widać też,
                                                    że niektóre wymagają pomocy. Tylko skąd na to wysupłać pieniądze, jak kasa
                                                    miasta pewnie pusta?
                                                    www.braniewo.pl/
                                                  • rita100 Re:Braniewo 01.12.05, 21:13
                                                    Nie, nie Braniewo nie odpuszczamy, ja też mam dużo ciekawostek. Wyjatkowo
                                                    Braniewo mi się podoba. Tez dzisiaj miałam dużo pracy , bo i prądu nie bylo i
                                                    rozliczenie miesiąca i ten klient, a jeszcze na dodatek wpisy na tym watku
                                                    ukazują się dopiero po jakimś czasie. Dopiero teraz zauwazyłam. No to dalej się
                                                    wgłębiamy w historie Braniewa, poniewaz ta historia jest hisrorią całej Warmii.
                                                  • rita100 Re:Braniewo - wspomnienia 01.12.05, 21:21
                                                    To jest opowieść o butach.
                                                    "W 1946 roku w Braniewie stacjonowała rosyjska kawaleria pancerna, która miała
                                                    buty z całej Europy. Sapożnik Starobrzeński sztukował więc pół kontynentu na
                                                    poddaszu pruskiej kamienicy. Codziennie zgłaszali się do niego ruskie sołdaty,
                                                    których uczył obuwać się i smarować czarną pastą niemieckie Salamandry.
                                                    Przynosili oni do niego krany i rury, aby pokazał im jak to podłączyć w domu i
                                                    jak obsługiwać. Taką to cieszył się u nich estymą. Opowiadał też swoim
                                                    żołnierzykom zza Uralu o Beni Krzyku Babla, który był z ich Odessy i potrafił
                                                    wszystko, nawet odczytać czasy na ukradzionym zegarku. Później szewc uczył
                                                    wszystkie pyzate Wańki dlaczego wskazówki biegną wokół cyferblatu i czasem się
                                                    nakrywają.
                                                    Łamany sufit, na którym kłębiła się mgła tanich papierosów, zapach kleju,
                                                    pokostu, skóry, pasty i srakadzioru pitego o północy, szeptane historie o
                                                    rosyjskim wojsku, które kiedyś przyszło do niego bo zgubiło dwa czołgi po
                                                    ostrej popijawie, to była baśń o lwowskim sapożniku Starobrzeńskim. Nic
                                                    dziwnego, że czekałem na każde wakacje, by znów móc popędzić na poddasze z
                                                    najlepszym sortem srakadzioru i moimi półbutami, które nazywały się
                                                    bitelsówkami. Szewc tylko kiwał głową, podbijał zelówki bretnalami i mówił, że
                                                    chłopcy dzisiaj zniewieścieli zupełnie. Mało im długich włosów, to jeszcze chcą
                                                    chodzić w sapogach na szpilkach."
                                                    Dalej
                                                    Zobaczysz jakie to niesamowicie ciekawe.

                                                    Acha , może jutro przyjdzie ten klient to poinformuje go o losie gierkowskiego
                                                    kucharza :)
                                                  • rita100 Re:Braniewo - wspomnienia 02.12.05, 20:23
                                                    Klient się nie pokazał, a szkoda bo już wiem jakie nazwy wymieniał, to są
                                                    zatoki jeziora Ukiel, ale o jeziorze to w innym wątku.
                                                    Teraz jeszcze Braniweo, nasze cudowne Braniewo, z wielką historią.

                                                    Stryj Izydor
                                                    "Warmińskie miasteczko mojej babki nagle obudziło się w 1965 roku z
                                                    piwowarskiego snu i poczęło odbudowywać browar, który w 1854 roku kupiec Karol
                                                    de Roy ustanowił nad Pasłęką.
                                                    Piwna rzeka trysnęła w Braniewie już w XVI wieku. Tak, że kanonik Jan Pisiński
                                                    w 1603 roku poczuł się zmuszony do zapisu w foliałach:

                                                    O porządkach jakie należy zachować przy wyszynku piwa:
                                                    Piwo warzyć mogą tylko piwowarzy miejscowi.

                                                    Nie wolno warzyć piwa w niedziele, natomiast w święta tylko po nieszporach.

                                                    Karczmarze mieszkający dalej niż milę od miasta mają prawo sprzedaży piwa w
                                                    softach [kuflach], ale nie w beczkach.

                                                    Wolni chłopi po wsiach mogą warzyć piwo raz w roku na Zielone Świątki.

                                                    Jedna beczka powinna zawierać sto softów.

                                                    Zaleca się picie piwa w karczmie "Pod Czarnym Orłem".


                                                    Nad Pasłękę jeździł rowerem brat mojej babci – stryj Izydor, niezrównany rybak,
                                                    kawalarz i smakosz piwa. Kiedy przyjeżdżałem do Braniewa na wakacje, nigdy
                                                    jakoś nie wpadło mi do głowy pojechać na ryby ze stryjem, którego wszyscy wokół
                                                    nazywali Rybakiem. Aż pewnego dnia, sierpniowym wieczorem, stryj przyszedł do
                                                    ogrodu mojego dziadka i po cichu zdradził mi sekret rybałki o świcie.
                                                    Powiedział, abym zbudził się o piątej rano i wziął ze sobą bicykl, a na głowę
                                                    założył dziadkowy szapoklak z tekturką w rondzie. Tak też się i stało. Po
                                                    ciemku zapukałem do ciężkich pruskich drzwi, za którymi siedział już stary
                                                    krewniak z wiecznym papierosem w zębach. Gotowość do wymarszu nie zabrała nam
                                                    więcej jak pięć minut.
                                                  • rita100 Re:Braniewo - wspomnienia 02.12.05, 20:26
                                                    Stryj Izydor sprawdzał przygotowanie leszczynowych witek, długość żyłki
                                                    wędkarskiej, ostrość haczyków, wkładał do wiklinowego koszyka małą patelenkę,
                                                    pół kostki margaryny, cztery pajdy razowca, szwajcarski kozik, niemieckie
                                                    organki "Weltmeister", kilka przejrzałych papierówek i litrową butlę podpiwku.
                                                    Na samym końcu na specjalny bagażnik wskakiwały dwa stare kocury: Malarz, który
                                                    był ślepy i Muzyk, który był głuchy. Cała nasza czereda była już gotowa, oprócz
                                                    kundla Szczekaja, który zawsze był skofundowany gdy się go wołało: "Szczekaj,
                                                    chodź tu, ale nie szczekaj bo zbudzisz pół miasteczka." Szczekaj miał tylko
                                                    trzy nogi i wiecznie spał.

                                                    Astmatycznego Izydora zawsze czepiały się dziwne i porzucone stworzenia, którym
                                                    on dawał schronienie i chrzcił je w przewrotny sposób, co było powodem do
                                                    niejednej plotki. Nie mówiąc już o jego zakręconym, siwym loku na czole, który
                                                    co kilka godzin wymagał ponownego formowania poprzez ślinienie. Pewnie dlatego
                                                    w miasteczku uważano go za szalonego. Kiedy uczył głuchego Muzyka tańca w takt
                                                    śpiewnych organek, wzbudzało to wesołość każdego. Ślepy Malarz wylegiwał się w
                                                    domu i nigdy nie mógł trafić na czas z potrzebą, toteż często – ku rozpaczy
                                                    stryjenki – obsikiwał ściany korytarza i olejne blejtramy Izydora z pejzażami
                                                    Braniewa.

                                                    Na rybałkę udawaliśmy się nad Pasłękę, która dostarczała wytarczającą ilość
                                                    wody miasteczku, aby się w niej przyjrzało i zrobiło powojenne porządki. Leniwy
                                                    nurt rzeki wpadał do odbudowanego browaru, aby tam odsłużyć swoją powinność w
                                                    warzeniu piwa.

                                                    "Kiedyś Pasłęka krwawiła jak ranny tur w Puszczy Galindzkiej, gdy Niemcy
                                                    wysadzali, co się dało, wycofując się do Berlina, a za nimi szli Rosjanie i
                                                    rabowali, co zastali, nawet krany ze ścian. Zaraz po wojnie rzeka wylewała ze
                                                    złości kilka razy, bo 700 letnią cegłę z jej miejskiej tkanki wywożono na
                                                    odbudowę Warszawy." – mówił. Zaskakiwał mnie tymi swoimi opowiadaniami stryj
                                                    Izydor w drodze nad rzekę. Malarz i Muzyk podskakiwali na bagażniku i w jakiś
                                                    niepojęty sposób nie spadali z roweru. Szczekaj kuśtykał na trzech łapach i na
                                                    gwizd Izydora szczekał dwa razy, czym spełniał obowiązek meldowania się na
                                                    liście obecności.

                                                    Kiedy już znaleźliśmy się nad rzeką i trzeba było znaleźć odpowiednie miejsce
                                                    na łowienie, stryj Izydor znowu urzekał mnie swoją pomysłowością i erudycją
                                                    mówiąc:

                                                    "A gdy ranek zaświtał, Jezus stanął na brzegu. Jednakże uczniowie nie
                                                    wiedzieli, że to był Jezus. A Jezus rzekł do nich: «Dzieci, macie coś do
                                                    jedzienia?» Odpowiedzieli Mu: «Nie.» On rzekł do nich: «Zarzućcie sieć po
                                                    prawej stronie łodzi, a znajdziecie.» Zarzucili i z powodu mnóstwa ryb nie
                                                    mogli jej wyciągnąć."
                                                    Ewangelia według Św. Jana 21, 4–7

                                                  • rita100 Re:Braniewo - wspomnienia 02.12.05, 20:27
                                                    Więc udaliśmy się na prawo od łodzi, która zacumowana była na środku rzeki.
                                                    Gdzieś w oddali Braniewo wstawało ze swoich 700 letnich pieleszy, strzepywało
                                                    poranną rosę z krwistoczerwonych dachówek i szczękało kikutami katedry Carolina
                                                    rediviva, które przypominały nam sztubakom urodzonym po wojnie, że czołgi są
                                                    złowrogie nawet na obrazku.
                                                    Nie czekaliśmy długo na pierwsze branie. Bolenie i karasie czepiały się naszych
                                                    haczyków tak jakby nie wiedziały, że Malarz i Muzyk ostrzą sobie na nie pazury.
                                                    Stryj Izydor machał wiklinową wędką niczym dyrygent batutą w Warszawskiej
                                                    Filharmonii. Zawsze sprawdzał ilość ciasta na końcu haczyka i podśpiewywał
                                                    humorystyczne dumki rosyjskie. Uczył mnie jak prawidłowo zacinać rybę oraz
                                                    zabraniał używać siatki. Powtarzał, że walka musi być uczciwa.

                                                    jutro będzie dalej
                                                  • Gość: tralala Re:Braniewo - wspomnienia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.12.05, 21:08
                                                    Ważne, że ryby biorą, to Malarz i Muzyk nie zgłodnieją. A zauważyłaś, Rito,
                                                    fragment o kikutach katedry - czyli wtedy w mieście straszyły jeszcze ruiny
                                                    kościoła. To naprawdę był przygnębiający widok.
                                                    Przeczytałam wszystkie posty o Braniewie, i jeszcze jedno sprostowanie -
                                                    Braniewo nie było otoczone murami obronnymi lecz palisadą. Gotycka baszta za
                                                    katedrą to ostatnia pozostałość zamku biskupiego, a nie murów obronnych.
                                                    Czekam na ciąg dalszy rybałki, a sama przygotowuję się do opowieśći o
                                                    Braniewie - 'Atenach Północy, no i bezskutecznie poszukuję śladów zrabowanej
                                                    przez Szwedów biblioteki braniewskiej.
                                                  • rita100 Re:Braniewo - wspomnienia 02.12.05, 21:34
                                                    Teraz widze , że Braniewo jest moim drugim miastem po Olsztynie. Zaraz
                                                    zauważyłam te ruiny o których Ty wspomniałas.Zamieszczam te wspomnienia , bo
                                                    stronka może być kiedys zamknieta , a to sa godne uwagi wspomnienia czlowieka,
                                                    ktorego losy rzuciły do Kanady. Ciekawe , ze pierwszym jego obuwiem były
                                                    kierpce i tak opisuje slady swoich butów.
                                                    Dobrze, że wspomnaiłas o Szwedach, własnie ten tajemniczy klient udowadniał
                                                    mi , że dialekt szedzki ma dużo dialektu braniewskiego , że Szwedzi wiele słów
                                                    mają pruskich i gwara mazurska jest tam w dużym stopniu zakorzeniona.
                                                    Nawet podawał przykłady, ale ja z wrażenia nic juz nie pamietam.
                                                  • Gość: tralala Re:Braniewo - biblioteka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.12.05, 21:54
                                                    Mam! Znalazłam - biblioteka braniewska jest w Uppsali. A już myślałam, że
                                                    spłonęła w Szwecji pod koniec XVIw. Tutaj szczegóły:
                                                    www.poloniainfo.se/artykul.php?id=586

                                                    I parę akapitów:
                                                    10 lipca 1626 bez specjalnych walk wojska szwedzkie zajęły Braniewo i pozostały
                                                    w nim 9 lat 2 miesiące i 23 dni. Jedną z pierwszych czynności okupantów było
                                                    usunięcie z miasta wszystkich duchownych katolickich i rabunek majątku
                                                    kościołów oraz Kolegium Jezuickiego. Wówczas to wywieziono do Szwecji cały
                                                    księgozbiór szkoły jak i osobiste książki uczniów. Były one łupem króla Gustawa
                                                    Adolfa.

                                                    Król starając się podnieść fatalny poziom Uniwersytetu w Uppsali ofiarował je
                                                    tej uczelni. Stały się one jednym z zalążków wspaniałych dzisiaj
                                                    zbiorów "Carolina Rediviva" podobnie jak księgi Mikołaja Kopernika (!!!)
                                                    zrabowane z niedalekiego od Braniewa, Fromborka.

                                                    Książki Kolegium Braniewskiego nie były ujęte w Uppsali w osobnym katalogu.
                                                    Dopiero w ostatnich latach dzięki nieżyjącemu już doc. Adamowi Heymowskiemu
                                                    zawarto umowę pomiędzy Biblioteką Uniwersytecką w Uppsali a Biblioteką Narodową
                                                    w Warszawie o sporządzeniu pełnego katalogu książek braniewskich. Prace nad nim
                                                    trwają. Ale same książki już nigdy nie wrócą do Braniewa.
                                                    ... nigdy nie wrócą do Braniewa? Nigdy nie mów nigdy. Najważniejsze, że są, że
                                                    się zachowały, a co dalej - zobaczymy :) No, to teraz mogę spać spokojnie.
                                                    Dobranoc.
                                                  • rita100 Re:Braniewo - biblioteka 02.12.05, 22:16
                                                    Dobranoc
                                                    Myślę, ze tam własnie w Szwecji dzieła braniewskie nie zginą. Bardziej się boje
                                                    o dzieła w Bibliotece Jagielońskiej , jak się okazuje znikają po cichu.
                                                    Może lepiej , że tam sobie leżą bezpiecznie, a o własciwym czasie kiedys
                                                    powrócą na swoje miejsce, bo faktycznie nigdy nie mozna powiedzieć nigdy :)
                                                  • rita100 Re:Braniewo - wspomnienia 03.12.05, 20:36
                                                    Izydor puścił wielkiego leszcza, który już był na brzegu. Mógł stryj pomóc
                                                    sobie siatką i wyciągnąć królewską rybę na patelnię, jednakże uszanował jej
                                                    wielką siłę i chęć życia. Olbrzymi leszcz zerwał się w ostaniej chwili
                                                    przegryzając stalową część żyłki. Moje oczy wychodziły z orbit kiedy patrzyłem
                                                    jak stryj holował umiejętnie aqua-cielsko do brzegu; jak chciał przechytrzyć
                                                    sprytnego leszcza; jak dwóch godnych siebie przeciwników walczyło zawzięcie.
                                                    Kiedy zasrebrzyły się rybie łuski tuż pod lustrem wody i gdy mogłem ocenić
                                                    odległość od ogona do pyska, wtedy zrobiło mi się gorąco i wpatrywałem się w
                                                    wiklinową witkę wygiętą niczym chomąto na szyi klaczy pociągowej. Muzyk i
                                                    Malarz sprężone siedziały na brzegu, tylko Szczekaj spał sobie w najlepsze.
                                                    Izydor powiadał, że Pasłęka była zawsze dla niego jak modlitwa: "Bo jeżeli
                                                    kiedykolwiek poprosiłem ją jak syn o chleb, to kamieniem nie rzuciła. A gdy ją
                                                    o rybę zapytałem, to nigdy węża nie upiekła. Taka była ta rzeka." I kiedy
                                                    dobrze wsłuchało się w jej nurt to słowa pluskały niczym alefy w Starym
                                                    Testamencie: "Słuchać będziecie, a nie zrozumiecie, patrzeć będziecie, a nie
                                                    zobaczycie." Patrzyłem na Muzyka i na Malarza myśląc o tym, czy w ten oto
                                                    sposób spełniały się słowa Izajasza.

                                                    Na sporządzonym palenisku smażyliśmy na margarynie karasie i bolenie.
                                                    Zagryzaliśmy razowcem złote dzwonka ryb i popijaliśmy brązowym, gorzkim jak
                                                    piołun podpiwkiem z braniewskiego browaru. Stare Kocury również miały ucztę.
                                                    Malarz podrzucał malutkie karasie Muzykowi. Szczekaj więcej wąchał niż jadł.
                                                    Stryj przygrywał na organkach, słońce zachodziło do tysiącgwiazdkowego hotelu.
                                                    W oddali słychać było krzyk mew nad Zalewem Wiślanym i głęboki oddech morskiej
                                                    fali zmęczonej ciągłym przyjmowaniem Pasłęki z jej braniewską historią. "
                                                    cdn

                                                  • Gość: tralala Re:Braniewo - wspomnienia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.12.05, 21:15
                                                    Koty i pies nakarmione - co będzie dalej?
                                                    Co do biblioteki braniewskiej, to masz rację. Nie pomyślałam o tym, pomijając
                                                    kradzieże, to i pewnie zabrakło by pieniędzy na skatalogowanie i konserwację
                                                    tych ksiąg. Niech więc Szwedzi o nie dbają, może kiedyś umieszczą je w
                                                    internecie, to sobie chociaż je obejrzymy. A tu jeszcze coś o szwedzkich
                                                    zdobyczach wojennych - zobacz Rito jacy to byli 'kulturalni rabusie':

                                                    "Oprócz spustoszeń, jakich dokonały jego wojska na terenie całych Prus w
                                                    trakcie tzw. pierwszej wojny polsko-szwedzkiej, znane są też rabunki dzieł
                                                    kultury, przeprowadzane w ramach zaplanowanej akcji. Obiektem napaści
                                                    szwedzkich żołdaków były m.in. biblioteka w Braniewie, we Fromborku, a także
                                                    klasztor oliwski. Specjalne oddziały rabunkowe wywoziły do Szwecji wszystko, co
                                                    miało wartość materialną: obrazy, książki, tkaniny, ozdoby, starodruki, sprzęty
                                                    domowe, cenne okazy broni, rzeźby, sprzęt liturgiczny, ornaty itp.
                                                    Rabunki polskich dóbr kultury miały bardzo duże znaczenie dla zbiorów
                                                    publicznych w Szwecji w tamtym okresie. Na przykład największa biblioteka
                                                    uniwersytecka w Uppsali liczyła ok. 8600 ksiąg, z tego ponad 8000 pochodziło z
                                                    darów będących efektem rabunków prowadzonych na terenie Polski, Prus i
                                                    Saksonii. Tą drogą Uppsala posiadała w 1702 r. już ok. 30 tysięcy książek!
                                                    Straszliwy pogrom rabunkowy dotknął także bibliotekę klasztorną w Oliwie. Część
                                                    wywiezionych wówczas za morze dzieł znajduje się w księgozbiorach Uppsali,
                                                    Strangnas i Linkoping.
                                                    Konfiskaty polskich dzieł kultury dokonywane były nie tylko przez dowódców
                                                    wojskowych na polecenie najwyższych władz państwowych z królem na czele.
                                                    Odbywało się to także za sprawą osób prywatnych. Rekrutowały się one głównie z
                                                    szeregów niższych dowódców, uczonych, przedstawicieli szwedzkiego świata
                                                    kultury, a nawet zamiłowanych bibliofilów. Wśród osób tych byli: Clas Ralamb,
                                                    Axel Baner, Erik Dahlberg, Karl Gustaw Wrangel czy Magnus Stenbock."
                                                  • rita100 Re:Braniewo - wspomnienia 03.12.05, 21:32
                                                    Czyli Szwedzi rabowali kulturę, faktycznie bardzo inteligentni byli, ale
                                                    najwazniejsze , że dbaja o te dzieła i nie rozdają na lewo i prawo w prezencie
                                                    innym władca. Pamiętam jaka wieka była afera kiedy Prezydent Kwaśniewski
                                                    bodajże podarował jakiś zbiór unikatowy z UJ Kanclerzowi Niemiec - taki mały
                                                    prezent, a jednak pozbyliśmy się dzieła.
                                                    Dobranoc Tralala
                                                  • rita100 Re:Braniewo - wspomnienia 04.12.05, 20:27
                                                    Nie uwierzysz , strona zablokowana, a tyle tam pieknych i waznych rzeczy było o
                                                    Braniewie. Będe jeszcze jutro walczyć z nią.
                                                  • rita100 Re:Braniewo - wspomnienia 04.12.05, 21:14
                                                    Kiedy przyjechałem do Braniewa następnym razem, stryj już nie żył. Powiedziano
                                                    mi, że w trumnie miał ten swój siwy loczek zakręcony na czole, o co zawsze
                                                    prosił stryjenkę. Ponoć, tuż po pogrzebie, Muzyk i Malarz zniknęli na zawsze.
                                                    Szczekaj przestał szczekać w ogóle, tylko każdego ranka smętnie szukał czegoś
                                                    nad Pasłęką. Kiedy usiadłem na brzegu naprzeciw browaru, przykuśtykał na tych
                                                    swoich trzech łapach.

                                                    Po lewej stronie łódki rybacy zarzucali swoje sieci...

                                                    Otworzyła się stronka , teraz sie wczytuję.
                                                  • rita100 Re: Wilkierz Braniewski Nadzwyczajny 04.12.05, 21:17
                                                    Wilkierz Braniewski Nadzwyczajny

                                                    Ogłasza się, że miasto Braniewo
                                                    Na łonie miast hanzeatyckich ułożono.
                                                    I odtąd zbrojnych będzie dawać
                                                    I podatki łożyć od łanów na wojnę na morzach
                                                    Z królem Danii Waldemarem IV.

                                                    Zatem protoplastą mojego imienia był sam król. Nieważne, że trochę wraży,
                                                    ważne, że sam król. I nie powiem, moja babka nie była wielce ukontentowana
                                                    takim dictum, bo matroną była z zasadami. Zasiadała zimowymi wieczorami przy
                                                    kaflowym piecu i prawiła historię braniewską, podczas gdy w jej rękach
                                                    trzepotały dwa druty koronkarskie niczym skrzydła bielinka. Jak na matronę
                                                    przystało nie znosiła żadnych sprzeciwów. Sadzała mnie obok siebie, wręczała mi
                                                    śnieżnobiały kawałek szmatki z lnu, na której ołówkiem chemicznym wymalowany
                                                    był motyw kwiatu albo braniewskiej architektury, i kazała igłą z kolorową nicią
                                                    podążać za naznaczoną grafiką. Zrazu krzyczałem, że to zajęcie nie dla
                                                    chłopców, ale babka była uparta i nawet krzywa mina dziadka nie zdołała
                                                    przeszkodzić jej w haftowanej edukacji młodego grzesznika, jak mnie często
                                                    nazywała. Przewlekałem przez igielne ucho wileńskie nici, które przywoził nam
                                                    zza „ruskiej” granicy znajomy maszynista z Mamonowa, i kłułem hafciarskią biel
                                                    ochrą, purpurą, szafirem, cynobrem i żółcią aż do momentu kiedy kąkol stawał
                                                    się zupełnie żywym, albo wrzos zupełnie smutnym.
                                                  • rita100 Re: Wilkierz Braniewski Nadzwyczajny 04.12.05, 21:19
                                                    Miała też i talent artystyczny ta niezwykła kobieta, bo Pasłęka do dziś płynie
                                                    w mojej głowie niczym rzeka na Widoku z Delft Vermeer'a. Więc haftowałem
                                                    bazylikę świętej Katarzyny, którą Niemcy barbarzyńsko wysadzili w powietrze,
                                                    jak zresztą wszystko, co im po drodze przeszkadzało. Była to praca imaginacji,
                                                    bo na spacerach widziałem tylko kikuty kościoła, które wieczorami zamieniałem w
                                                    haftowaną bazylikę. Wyobrażałem sobie wtedy, że w ten sposób odbudowuję, to co
                                                    przepadło na wieki.
                                                    Wyszywałem też opowiadania o babcinej córce, która zmarła tuż przed końcem
                                                    wojny na gruźlicę. Myślałem wtedy, że ta dziewczynka musiała mi się przyglądać,
                                                    bo na jej włosy zużywałem tyle bławatnych kordonków nici. Słyszałem nawet jej
                                                    oddech, którego jednak wyhaftować nie potrafiłem.

                                                    Najbardziej imponowały mi opowiadania dziadka, który siadał z boku i czekał
                                                    cierpliwie aż babka skończy edukację małego sztubaka. Zaczynał siwy Furtian
                                                    Sądu Grodzkiego w Braniewie od Kopernika z pobliskiego Fromborka i wilkierzy:

                                                    Niesamowicie to ciekawe opowiadanie, mówi o zyciu w Braniewie
                                                  • rita100 Re:Braniewo 15.01.06, 21:17
                                                    www.arta.olsztyn.pl/polski/palace.htm
                                                    Wielkie założenie pałacowo-parkowe (obecnie w ruinie), wraz z wsią Słobity,
                                                    usytuowane około 15 km na północny wschód od Pasłęka i około 25 km na wschód od
                                                    Elbląga. Od 1525 do 1945 r. własność i główna siedziba jednego z
                                                    najważniejszych arystokratycznych rodów pruskich, rodu zu Dohna. Powstałe tu w
                                                    dobie baroku założenie architektoniczno-przestrzenne było najwybitniejszą
                                                    realizacją epoki na terenie Prus.
                                                    Członkowie rodu Dohna, wywodzącego się z Saksonii, przybyli do Prus przez Śląsk
                                                    w okresie późnego średniowiecza (ok. połowy XV wieku), jako rycerze Zakonu
                                                    Krzyżackiego.
                                                  • Gość: Mazur Re: Prusowie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.12.05, 14:16
                                                    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=91&w=31291731&a=31291731
                                                  • rita100 Re: Wilkierz Braniewski Nadzwyczajny 05.12.05, 20:44
                                                    ładne zdjęcia i ciekawe :)

                                                    Wilkierz Porządkowy z 1686 roku

                                                    Ponieważ z usług kata miasto nie często korzysta, a i nuda
                                                    Aby go nie uwionęła zezwala się katowi na leczenie ludzi.
                                                    Zatwierdza się również zajęcia katowskie przy badaniu czarnoksięstwa:
                                                    Tortury, egzekucję czarownic, palenie na stosie.

                                                    Widzisz Tralala, stąd wiem więcej o usługach katowskich

                                                    Wilkierz Braniewski z 1690 roku

                                                    Ubodzy mieszkańcy przedmieścia muszą mieć w domach murowne kominy i dach
                                                    przykryty dachówką.

                                                    W niedziele i święta podczas nabożeństw zabrania się prowadzić wyszynku z piwem
                                                    i winem.

                                                    Starsi i sołtysi mają systematycznie doglądać, aby ludzie chodzili do kościoła.

                                                    Ubodzy winni posiadać oznakowanie.

                                                    Ci, co w niedzielę trwonią czas przy studni i nie chodzą do kościoła będą
                                                    zamknięci w areszcie.

                                                    Z głównych ulic miasta w każdy piątek trzeba wywozić nieczystości, a z
                                                    drugorzędnych co dwa tygodnie.

                                                    Służącym po godzinie 8 wieczorem nie wolno sprzedawać piwa.

                                                    Lekkich obyczajów kobiety niezamężne mają wyjść za mąż, albo opuścić miasto.

                                                    Na pogrzebach ludzi zmarłych podczas zarazy należy dzwonić tylko raz i to
                                                    niezbyt długo.

                                                    Kto po godzinie 10 wieczorem zakłóca spokój wygrywając na instrumencie, w wieży
                                                    osadzon będzie.

                                                    Zezwala się garncarzom polskim i holenderskim na sprzedaż swoich wyrobów,
                                                    ponieważ miejscowi nie znają tego rzemiosła.

                                                  • rita100 Re: Z braniewskiego dniewnika 06.12.05, 20:32
                                                    www.zwoje-scrolls.com/zwoje36/text28p.htm
                                                    To jest ta stronka, co ciekawsze ujełam we wpisach
                                                    Teraz dalej, nie ma łatwo i że boli - zaczyna się również ciekawie :)

                                                    Każdy przyjazd do przykrytego umbrą pruskiej dachówki miasteczka, którego
                                                    cynobrowe trzewia domostw chowały się w szczątkach Puszczy Galindzkiej, jawił
                                                    mi się jako barwny fotoplastikon produkcji hanzeatycko–prusko–warmińskiej
                                                    dozwolony dla mnie od lat pięćdziesiątych XX stulecia. To właśnie tu – tysiąc
                                                    lat temu – do Truso, Bransbergue, Lecbarg, Terra Passalucensis, przybył święty
                                                    Wojciech z Pragi by chrystianizować dzikich Pomezanów, Pogezanów, Warmów,
                                                    Bartów, Natangów i Sambów. Późniejszy patron Polski tak stanowczo nawracał
                                                    tubylców z pogańskiej ścieżki, że nawet wzory ich kwasów
                                                    dezoksyrybonukleinowych DNA przepadły na zawsze w gęstwinie pomorenowej
                                                    Puszczy, wraz z wytłuczonymi turami i niedźwiedziami.
                                                    Warmińskie miasteczko umiało zapadać w głęboki, zimowy sen. Z palącego się w
                                                    glazurowych piecach węgla, bukowego łomu i ściółki sucholeszczej ulatywał w
                                                    niebo obłok dymu nasączony słodkim zapachem zajęczego combru nacieranego
                                                    saletrą, chrzanem, czosnkiem i pieprzem tłuczonym w miedzianym moździerzu z
                                                    gotycką inskrypcją: Ermland – Annum 1683. Przy okazji odkadzała się dusza
                                                    celtyckiego druida na najwyższym konarze dębu stojącego na samym środku Placu
                                                    Pompierów, przylegającego do leniwie płynącej Pasłęki. Ostała się nawet w
                                                    miasteczku jedna strażacka motopompa z olęderskich Żuław na artyleryjskim
                                                    jaszczyku, do której podpinano karą łoszad’. Wodę do ocynkowanego baniaka
                                                    czerpano z pobliskiej rzeki.

                                                    Stefanek był jednym z miasteczkowych Pompierów. Co rok, podczas kościelnych
                                                    świąt Wendelina, Nepomucena i Floriana paradował w żółtym hełmie z mosiężnej
                                                    blachy, czarnym mundurku z niebieskimi wyłogami pruskiego Feldfebla, sowieckich
                                                    bufiastych bryczesach starsziny i przedwojennych polskich oficerkach z długimi
                                                    cholewkami. Na codzień woził węgiel zarówno do gimnazjum, które nazwę
                                                    odziedziczyło po kardynale Hozjuszu jak i do klasztoru Regina Coeli. Jeździł
                                                    swoją węglową rolwagą po ulicy Langgasse, Marketstraße, Poststraße. Przyjeżdżał
                                                    też na ulicę Zwycięzców (niestety, nie wiem jaka straße), gdzie go poznałem.


                                                    bardzo ciekawe opowiadanie
                                                  • Gość: tralala Re: Z braniewskiego dniewnika IP: 83.9.225.* 06.12.05, 21:03
                                                    Bardzo ciekawe opowiadanie, ale też hermetyczne. Dla kogoś, kto nie zna
                                                    historii Prus i Braniewa to tekst pełen zagadek. Ale my mamy już za sobą kurs
                                                    podstawowy, prawda?
                                                    To teraz co nieco o Braniewie - Atenach Warmii:
                                                    W 1565, z inicjatywy kardynała Stanisława Hozjusza (Hosius) otworzono w
                                                    Braniewie pierwsze w całym państwie polskim kolegium jezuickie.
                                                    Uczono po łacinie, ale prywatnie można było też uczyć się własnego narodowego
                                                    języka. Nauka trwała pięć lat. Kolejne klasy nosiły nazwy: infima lub donata,
                                                    gramatyka, syntaksa, humaniora lub klasa poezji oraz retoryka. Absolwent
                                                    gimnazjum płynnie operujący w mowie i piśmie łaciną, oczytany w dziełach
                                                    pisarzy starożytnych mógł na tle powszechnego wówczas analfabetyzmu czuć się
                                                    dumny i bardzo wykształcony. Sława gimnazjum braniewskiego, dzięki któremu
                                                    miasto nazywano nawet Warmińskimi Atenami, dotarła do krajów sąsiedzkich. Wielu
                                                    uczniów przybywało do Braniewa na przykład ze Szwecji.
                                                  • rita100 Re: Z braniewskiego dniewnika 06.12.05, 21:13
                                                    Aż dziw bierze, że takie miasto, które kiedyś było w rozkwicie i sławne, tak
                                                    znika z oczów świata i nie ma dla niego ratunku. Zostają tylko wspomnienia,
                                                    które najcześciej opisują ludzie.
                                                    To opowiadanie , ze zycie bardzo sławnego człowieka, którego los rzucił do
                                                    Braniewa, a wylądował w Kanadzie.
                                                  • rita100 Re: braniewska legenda 07.12.05, 20:03
                                                    Najbardziej jednak zachwycił mnie opowiadaniem o "Polowaniu na Czarownice" w
                                                    XVII wieku. Leżałem właśnie w szpitalu, po tym jak zachłysnąłem się wrzącą wodą
                                                    z kotła w babcinej bani. Sparzyłem gardło na czerwony kolor kotów Naruńcowej,
                                                    kiedy próbowałem wypełnić za pomocą gumowego szlaucha ocynkowaną balię wrzącą
                                                    wodą do kąpieli. Stefanek odwiedził mnie w szpitalu i opowiedział tę oto
                                                    historię:


                                                    Starą Mariannę z ziemianki nad Pasłęką przyłapano na szmaksach czyli
                                                    szamańskich zaklęciach. Wyrabiała ona lekarstwa z łopuchów, wrzosowego miodu,
                                                    jantaru dominikańskiego, srakadzioru i śniętych płasonów z rzeki. Sosnowa
                                                    drzazga służyła jej do puszczania posoki z żył, a żółwi pancerz wygrzewany w
                                                    ogniu do rozpędzania ischiasa. Duże piersi, jedno oko i wielka grucha pośladków
                                                    Jędzy były powodem niejednej klechdy w miasteczku. Na jej słomianym kapeluszu
                                                    mieściły się wszystkie motyle z warmińskich łąk, złotogłowy kielich lilii
                                                    asfodel z pobliskiego cmentarza, białe grążele z żabiej sadzawki, bobrowe
                                                    żeremia z Puszczy Galindzkiej, zagubieni w Prusiech Arianie plus trzy
                                                    niebieskie Anioły Bóg raczy wiedzieć skąd. Kiedy na miasto spadł pomór cholery,
                                                    jedynym wytłumaczeniem tego nieszczęścia były nieczyste siły Czarownicy. Po
                                                    ciężkich torturach w kazamatach Magistratu, gdzie Marianna przyznała się do
                                                    winy, powieszono ją o piątej po południu przed Ratuszem. Całe miasteczko
                                                    wyległo by patrzeć z trwogą jak przyczyna ich nieszczęść dynda na wietrze
                                                    niczym indycze korale. Cisza rozlegała się wokół i nawet ci, którym uratowała
                                                    życie bali się spojrzeć w jej stronę. Oczy Wiedźmy wychodziły z orbit, rzężenie
                                                    wyskakiwało z jej obnażonych piersi, a skrwawione jak burak serce biło mocniej
                                                    niż chrześcijańskie dzwony na Świętej Trójcy i katedrze Carolina rediviva. W
                                                    nocy niebo rozrywały grzmoty piekielne Mefistofelesa, a purpurowe szmermele i
                                                    małanki Zeusa trzaskały sucho w kościelną wieżę – Grace à Dieu miejscowy
                                                    proboszcz odwiedzał w tę noc biskupa, gdy siarka błyskawicy rozłupała jego
                                                    metalowe łóżko na pół. Tak Bóg karał niewierną. Rankiem zlecieli się
                                                    mieszczanie by zobaczyć jak się wypełnia sprawiedliwość. Ku ich wielkiej
                                                    trwodze, Marianna odcięta ze sznura podniosła się i wyruszyła w kierunku swojej
                                                    jaskini tuż obok Rybnego Targu i Piwowarów, gdzie pędzono vinum crematum.
                                                    Później rozmawiała tylko z wiatrakami, wariatami, alchemikiem Lilienzweigiem i
                                                    chyba z Bogiem. Nikt nie śmiał się do niej już zbliżyć. Marianna stała się
                                                    lokalną Czarownicą, która po dziś dzień chodzi po kątach zburzonego podczas II
                                                    Wojny miasta razem z dwunastoma innymi wiedźmami powieszonymi za konszachty z
                                                    Diabłem. Wielu mieszkańców ją widziało jak pokazywała się w oknie z rudym
                                                    kotem, albo straszyła w miasteczkowym lupanarze. Ponoć co roku w rocznicę
                                                    Czarnej Pętli Magistrackiej, na piekielnym sabacie czarownic w braniewskiej
                                                    wieży ciśnień, burgrabia wiedzie pierwszą parę z burmistrzem kompanem i
                                                    biskupem, nastawiacz zegara rusza w tany z pierwszym sługą miejskim, goniec
                                                    konny ze służącym przy sądzie wetowym, gajowy z wagowym, stróż nocny z
                                                    łaziebnym, a kat miejski wywija fokstroty z trzynastoma Wybrankami.

                                                    www.zwoje-scrolls.com/zwoje32/text20p.htm
                                                  • tralala33 Re: braniewska legenda 07.12.05, 21:08
                                                    Jaka mroczna opowieść! Pierwsze słyszę, żeby czarownicę wieszano?
                                                    A tu materiał na powieść sensacyjną, osadzoną w Braniewie przed wiekami. Może
                                                    ktoś napisze?

                                                    Bardzo ciekawą i tajemniczą postacią był uczący się w gimnazjum braniewskim
                                                    Gustav Eriksson. W rzeczywistości był on synem króla Szwecji, Erika XIV czyli
                                                    stryjecznym bratem Zygmunta III. Losy Gustava są bardzo zawiłe i nie do końca
                                                    jasne. Ojciec jego został usunięty z tronu, który zajął królewski brat Jan III.

                                                    Wiele wskazuje na to, że nowy król chciał pozbyć się Gustava jako prawnego
                                                    następcy tronu a więc konkurenta. Jedni twierdzą, że nawet kazał go zamordować.
                                                    W końcu jednak Gustav jako pięcioletnie dziecko, został w nieznanych
                                                    okolicznościach, wysłany do Polski. Być może był to wynik akcji żony Jana III,
                                                    Katarzyny Jagiellonki i jej siostry mieszkającej w kraju Anny Jagiellonki. Po
                                                    rozlicznych przejściach a nawet żebraczej wędrówce przez Polskę, Gustav trafił
                                                    do Braniewa. Nie bardzo wiadomo kto go tam wysłał. W spisie uczniów nie można
                                                    go odnaleźć. Prawdopodobnie więc został zapisany pod jakimś innym imieniem dla
                                                    konspiracji. Jego tajemniczy opiekunowie obawiali się, że mogą go dosięgnąć
                                                    najemni mordercy wysłani ze Sztokholmu.
                                                  • rita100 Re: braniewska legenda 07.12.05, 21:19
                                                    Może Szwedzi będa wiedzieć lub poszukają w swoich żródłach ? Powinni wiedzieć o
                                                    losach syna króla, chyba , że tak zamazano , że śladu nie ma, a tu w
                                                    braniewskiej szkole mamy ślad.
                                                    A losy jego faktycznie zagmatwane :)
                                                  • tralala33 Re: braniewska legenda 07.12.05, 21:33
                                                    Synem króla tak, ale króla zrzuconego z tronu, więc pewnie kronikarze dworscy
                                                    woleli o nim zapomnieć. Po naukach w braniewskim gimnazjum Gustav trafił na
                                                    Uniwersytet w Wilnie. Może został Litwinem? Jak nikt nie zechce o nim napisać
                                                    powieści, to może ja się za to zabiorę, ale dopiero na emeryturze. Teraz muszę
                                                    napisać coś bardziej przyziemnego, potrzebnego na jutro. No to się wylogowuję i
                                                    dobrej nocy życzę.
                                                  • rita100 Re: braniewska legenda 07.12.05, 21:39
                                                    Dobrej nocki i powiedz kiedy pojedziemy do innej miejscowości, bo wiadomości o
                                                    Braniewie wyczerpałam , a może jeszcze masz coś ciekawego ?
                                                  • tralala33 Re: braniewska legenda 08.12.05, 20:45
                                                    Myślę, że Braniewo uczciwie pozwiedzałyśmy. Jesteśmy o rzut beretem od
                                                    Fromborka, więc może by tam zajrzeć? A może ty Rito masz jakieś ulubione
                                                    miasteczko warmińskie lub mazurskie do zwiedzenia? A gdyby tak skok w bok i
                                                    zajrzeć na chwilę do Wieliczki??? W fotogalerii mamy trzy zdjęcia z Ełku,
                                                    bardzo zimowe. Olsztyn też dziś zimowy i biały!
                                                  • rita100 Re: braniewska legenda 08.12.05, 20:58
                                                    Wieliczka to bardzo długi temat, to chciałabym ją przedstawić jakoś orginalnie
                                                    może kiedyś... To może Frombork spróbujemy. Pogrzebie coś.
                                                    Teraz skoczę do galerii, do Ełku.
                                                    Braniewo , Ełk , Elbląg, Kadyny już poznaliśmy - myśle , że przygotowanie do
                                                    objechania Warmii i Mazur juz mam, teraz tylko na los będę czekać :)
                                                  • tralala33 Re: Susz 09.12.05, 20:28
                                                    Miał być Frombork - i będzie, ale dziś niespodziewanie trafiłam do Susza. Powód
                                                    banalny, zbrakło 'Rzepy' i kupiłam Gazetę Olsztyńską. A w środku długi artykuł
                                                    o sesji popularno-naukowej 'Susz, z dziejów miasta i okolic.' Dwóch fragmentów
                                                    nie mogłam sobie darować. Pierwszy - o pruskich babach:

                                                    'To właśnie w Suszu, nad jeziorem, jest gród pruski i tu zanotowano największą
                                                    koncentrację bab pruskich – tajemniczych kamiennych stelli czy posągów. Badacze
                                                    do dziś nie wiedzą, czym one miały być. Na tatarskich stepach podobne kamienie
                                                    z wyrytymi sylwetkami ludzkimi były pomnikami nagrobnymi wojowników, którzy
                                                    polegli na obczyźnie. W latach chrystianizacji baby pruskie wmurowywano w
                                                    fundamenty kościołów czy klasztorów, aby zapewne w ten sposób udowodnić
                                                    wyższość nowej wiary.' (Sebastian Mierzyński)
                                                  • tralala33 Re: Susz 09.12.05, 20:29
                                                    I drugi - o badaczach pruskich dziejów naszej ziomecki:
                                                    'O wykopaliskach archeologicznych w okolicach Susza opowiadał Mirosław
                                                    Hoffmann, archeolog z Muzeum Warmii i Mazur. Okazało się, że na ziemiach dawnej
                                                    Pomezanii znaleziono wiele kurhanów i grodzisk. Ich opisywaniem i badaniem
                                                    zajmowali się: Johannes Giese, oficer pruski, Max Toeppen, między innymi badacz
                                                    mazurskiej historii, Elisabeth Lemcke, bogata stara panna zajmująca się
                                                    historią.’
                                                  • tralala33 Re: Frombork? 09.12.05, 21:09
                                                    Frombork to czy nie Frombork? Taką oto stronę ze slajdami znalazłam
                                                    www.jelve.com/Poland/Frombork/index.html
                                                    Uwaga - wytęż wzrok i znajdź 8 zdjęć, które jako żywo we Fromborku nie zostały
                                                    zrobione!
                                                    Rito - jeśli będziesz miała czas i ochotę, kliknij na Back to Main Index -
                                                    znajdziesz miasto co Wielcka się zowie (Salt Mine), jest i Gneizno :(
                                                  • rita100 Re: Frombork? 09.12.05, 22:34
                                                    Właśnie przeglądnełam, szczególnie Magnum Sal, ale zauważyłam , ze dużo zdjeć
                                                    jest prywatnych.Wieliczka jest prawdziwa. Mówisz , że 8 zdjęć z Fromborka nie
                                                    jest Fromborka, a jest ich tylko 16, czyli połowa jest fałszywa ;))) Niestety
                                                    nie mogę rozgraniczyć, nigdy tam nie byłam :)
                                                  • tralala33 Re: Frombork? 10.12.05, 20:33
                                                    No to żeby Lidzbark zbyt długo nie udawał Fromborka wyjaśnię, że zdjęcia:
                                                    001 - to kaplica w zamku lidzbarskim, podobnie jak 002 i 003 (ołtarz w tejże
                                                    kaplicy), 004 do 007 zbiory rzeźby sakralnej, najwyraźniej też z zamku w
                                                    Lidzbarku Warmińskim, 008 - nie ma mowy o pomyłce - krużganki zamku
                                                    lidzbarskiego, czasem może na wyrost nazywanego małym Wawelem, a 009 - wnętrze
                                                    największej i reprezentacyjnej sali zamkowej, w której między innymi odbywały
                                                    się posiedzenia sądów biskupich (nadal jesteśmy w Lidzbarku Warmińskim).
                                                    Dopiero od 010 jesteśmy we Fromborku - ale o tym po tym.
                                                  • rita100 Re: Frombork? 10.12.05, 20:36
                                                    hehe, to dopiero kolekcja, taki znawaca jak ja to się nie rozezna. Ktoś się
                                                    musiał pomylić. Ale jutro ciekawostki o Fromborku, bo miasto też ciekawe, jak
                                                    każde warmińskie.
                                                  • tralala33 Re: Frombork? 10.12.05, 20:41
                                                    Jedno zdjęcie z GnEIzna też wydaje mi sie podejrzane 09 - stawiam na Strzelno,
                                                    taki romański klimat. Dobrze, że choć Wieliczka jest autentyczna, tej nie mozna
                                                    pomylić z żadnym innym miejscem! Do zobaczenia jutro we Fromborku - troszkę się
                                                    polenię i poczekam na ciekawostki.
                                                  • rita100 Re: Frombork? 11.12.05, 19:21
                                                    Tak jest z albumami prywatnymi. Dziś był Sud w Krakowie i też robił zdjecia,
                                                    ale nie znając dokładnie pewnych budowli można się w takiej ilości zdjęć
                                                    pogubić lub pomylić. Tak pewnie było i z tymi zdjęciami :)
                                                  • rita100 Re: Susz 09.12.05, 21:11
                                                    hehe, toś mnie zaskoczyła, a ja się przygotowałam do Fromborka :)
                                                    Ale też w międzyczasie znalazłam fajny konsek, bo zauważyłam , że przerabiamy
                                                    krainę Warmii. Czy znaleziono w Szuszu lub w Szusie ;) jakieś nowe Baby
                                                    Pruskie ?

                                                    WARMIA

                                                    Warmia obejmuje terytorium o kształcie trójkąta opartego jednym wierzchołkiem o
                                                    Zalew Wiślany w okolicy Braniewa i Fromborka i sięgającego podstawą na płd
                                                    wschód aż za Olsztyn. Warmia długo była własnością biskupów, a nazwa (jak wiele
                                                    tutejszych) wywodzi się z języka pruskiego i znaczy tyle co czerwona (ziemia).
                                                    W latach 1466-1772 i po 1945 w Polsce. Kiedyś prostym wyznacznikiem odmienności
                                                    Warmii od Mazur była albo przynależność państwowa albo wyznanie (Warmia była
                                                    katolicka, Mazury protestanckie). Dziś wyróżniki te nie mają żadnego znaczenia,
                                                    nic więc dziwnego, że współcześnie większość Polaków używa zbiorczego terminu
                                                    Mazury dla obu tych krain.
                                                  • tralala33 Re: Susz 11.12.05, 19:15
                                                    Jeszcze tylko kilka słów o Suszu - a potem czekam na ciekawostki o Fromborku:

                                                    Nazwa miasta - Susz zwany był także Rosenbergiem. Rosenberg to 'różana góra',
                                                    czy ktoś wyjaśni pochodzenie tej nazwy? Natomiast nazwa Susz może wywodzić się
                                                    od popularnego wśród Prusów imienia 'Susen', lub po prostu od suchego miejsca
                                                    między jeziorem, strumykiem i bagnami (bardzo strategiczne położenie).
                                                  • tralala33 Re: Susz 11.12.05, 19:20
                                                    I jeszcze z burzliwej historii tego na pozór spokojnego miasteczka:

                                                    Susz był ośrodkiem władzy kapituły pomezańskiej. W czasie kolejnych wojen
                                                    przechodził z rąk do rąk. W 1414 roku miasto zdobyli Polacy, podobnie w 1519. W
                                                    czasie wojen szwedzkich wojska szwedzkie zatrzymywały się tu na leża zimowe. W
                                                    1807 roku w Suszu przebywał francuski marszałek Murat. Po I wojnie światowej w
                                                    Suszu zakwaterowano odział żołnierzy włoskich, którzy mieli nadzorować przebieg
                                                    plebiscytu. Pod koniec II wojny, podobnie jak wiele innych miast i masteczek
                                                    Prus Wschodnich, Susz został poważnie zniszczony. Z uroczego ryneczku i starego
                                                    miasta niemal nic nie pozostało.
                                                  • rita100 Re: Frombork 11.12.05, 19:26
                                                    Popatrz się Tralala, jak miasta mają swoją historię i jak czlowiek swoje
                                                    dzieje, swoje dni i takie i takie.
                                                    A teraz o Fromborku :)
                                                    Zacznę od opinii rowerzystów:
                                                    www.crosso.com.pl/tallin.html
                                                    Jesteśmy we Fromborku. Maleńkie miasteczko o niesamowitym klimacie. Nad miastem
                                                    dominuje potężna Katedra i Zamek biskupi. Piekne, potężne, monumentalne
                                                    budowle. Po drugiej stronie znajduje się, pamiętająca Mikołaja Kopernika,
                                                    niewielka wieża wodna z czerwonej cegły z malutką kawiarnią w środku. Widok z
                                                    wieży nie jest może oszałamiający, ale warto tam wejść choćby tylko dla samego
                                                    wnętrza. Czas zatrzymał się tam bardzo dawno temu, kiedy jeszcze nie wszyscy
                                                    wierzyli, że to Ziemia się obraca, a nie Słońce. Kiedy kręcimy się w okolicy
                                                    Katedry jest już późnawo, na dziedzińcu prawie nikogo nie ma, a ze środka
                                                    dobiega muzyka organowa. Wrażenie niesamowite.

                                                    hehe, przyznasz , ze pieknie opisany duch miasta :)
                                                    teraz spojrzenie historyczne będzie :)
                                                  • rita100 Re: Frombork 11.12.05, 19:28
                                                    www.muzeum.olsztyn.pl/edu/war.htm
                                                    Nad Zalewem Wiślanym koniecznie odwiedzić trzeba FROMBORK. To tu mieszkał,
                                                    pracował i zmarł Mikołaj Kopernik i tu powstała jego fundamentalna dla
                                                    nowoczesnej astronomii praca “O obrotach ciał niebieskich”. Miasto było
                                                    doszczętnie zniszczone w wyniku wojny. Najciekawsza część miasta to rozległy
                                                    warowny kompleks budynków na Wzgórzu Katedralnym. Wspaniała katedra pochodzi z
                                                    1388r. W XV w. dobudowano do niej tzw. polską kaplicę. Wspaniałe wnętrze. W
                                                    murach obronnych dwie bramy. Kanonie. Wieża Kopernika i ośmioboczna baszta. W
                                                    wieży jedyne w Polsce kilkunastometrowej wysokości wahadło Focaulta, ukazujące
                                                    skutki obrotu ziemi dla zachowania przedmiotów na jej powierzchni. W pałacu
                                                    biskupim muzeum Kopernika. W mieście ponadto gotycki kościół Św. Mikołaja,
                                                    Wieża Wodna z XIV w. i gotycka kaplica Św. Anny z cennymi freskami z XV w.
                                                    Niejedną szkodę spowodowała prowadzona rękami harcerzy akcja porządkowania
                                                    Fromborka z okazji pięćsetlecia urodzin Kopernika. Mały port.

                                                    10 km na zachód od Fromborka leży Braniewo, najstarsze miasto Warmii.
                                                    Imponujący kościół Św. Katarzyny budowano 100 lat do 1442r. Fragmenty murów z
                                                    dwiema basztami i wieżą. Pierwsze w Polsce kolegium jezuickie z 1565r., później
                                                    Liceum Hozjanum. Kościół Św. Trójcy z XVI w. i dwa inne, późniejsze kościoły.
                                                    Za Pasłęką pałac biskupa Potockiego z 1713r.

                                                    Tylko 10km lezy Braniewo od Fromborka, to tak jak rzut kamieniem, strasznie
                                                    blisko.
                                                  • tralala33 Re: Frombork 11.12.05, 19:36
                                                    No to splątał się Frombork z Suszem, a i link jakby z innego wątku :) ale nic
                                                    nie szkodzi. Tak się tylko zastanawiam, co to za szkody poczynili harcerze. A
                                                    Frombork był tak zniszczony, że po wojnie nawet utracił prawa miejskie. Teraz,
                                                    mam nadzieję, na powrót jest miastem. O Wzgórzu Katedralnym wiele jeszcze mozna
                                                    napisać, ale ja zachęcam także do zwiedzania Muzeum Farmacji (tak chyba się
                                                    nazywa)z przeuroczym zielnikiem.
                                                  • rita100 Re: Frombork 11.12.05, 19:57
                                                    Faktycznie , link nie ten , ale zauwaz , że to jest link na warsztaty w muzeum
                                                    o tradycji, można w Olsztynie przyprowadzać dzieci i nauczać - fajne te
                                                    warsztaty.
                                                    Jeszcze o Fromborku będzie
                                                  • tralala33 Re: Frombork 11.12.05, 20:48
                                                    Za oknem coś kapie, pogoda jesienna i ponura, łatwo o przeziębienie, więc
                                                    podaję namiary na Muzeum Farmacji (a może Medycyny). Mieści się ono w dawnym
                                                    szpitalu Świętego Ducha we Fromborku. Szpital wraz z kapilcą św. Anny powstał
                                                    już pod koniec XV wieku, zniszczony po 1945, został pięknie odrestaurowany, a
                                                    od wiosny do jesieni zaprasza do herbarium - przepięknego ogrodu, w którym
                                                    rośnie, kwitnie i pachnie niemal sto roślin leczniczych i zielnych. Zdjęcia nie
                                                    pokażą pełni uroku tego miejsca, tam po prostu trzeba być i wziąć głęboki
                                                    oddech: www.frombork.art.pl/Pol130og.htm
                                                  • rita100 Re: Frombork 12.12.05, 20:39
                                                    "W roku 1275 kiedy po kolejnym powstaniu Prusów doszczętnie spalono katedrę w
                                                    Braniewie biskup warmiński postanowił przenieść kapitułę warmińską i wybudować
                                                    katedrę we Fromborku. Powstały, w wyniku tego wyboru w ostatniej ćwierci wieku
                                                    XIII kompleks osadniczy składał się z dwóch, całkowicie od siebie niezależnych,
                                                    jednostek: zespołu katedralnego na wzgórzu i miasta nad brzegiem Zalewu
                                                    Wiślanego. Każda z nich posiadała odmienne podstawy prawne. Dopiero w końcu
                                                    wieku XIX tarasy górny i dolny powiązano w jeden zespół, natomiast w roku 1926
                                                    Wzgórze Katedralne i miasto połączone zostały administracyjnie.

                                                    Miasto założone zostało około roku 1277. Badania archeologiczne nie
                                                    potwierdziły istnienia tutaj wcześniejszego osadnictwa. Nazwę przyjęto od
                                                    Najświętszej Marii Panny, patronki katedry. Osadnicy niemieccy nazywali je -
                                                    Frauenburg, a kanonicy warmińscy w swoich dokumentach pisali Castrum Dominae
                                                    Nostrae - Gród Naszej Pani. Ona też zajęła miejsce w herbach miasta i kapituły.
                                                    W tradycji polskiej miasto od dawna nazywano Fromborkiem."

                                                    Tralala, doskonały ten zielnik, ale widzę też swoje kwiaty ogrodowe , jak
                                                    szachownicę cesarska . Taki ogród zielny to unkaty. Dobrzewiedzieć , że ma go
                                                    Frombork.
                                                    www.frombork.art.pl/Frombork-foto/ogrod11.jpg
                                                    A ten bocian na kominie , czyz nie piękny :) Kaina bocianów też tam zapewne
                                                    jest.
                                                    www.frombork.art.pl/Frombork-foto/szpital_bociany.jpg
                                                  • rita100 Re: Frombork 12.12.05, 20:41
                                                    "KatedraPoczątkowo stanowiło własność biskupów warmińskich, od roku 1320
                                                    należało do kapituły. Zwane było wówczas Civitas Warmiensis (miasto
                                                    warmińskie). Tak też było w istocie, gdyż Frombork był stolicą Warmii. Pierwszą
                                                    udokumentowaną datą nadania praw miejskich jest rok 1310.

                                                    W roku 1772, po pierwszym rozbiorze Polski, miasto przejął rząd pruski.
                                                    Po zakończeniu drugiej wojny światowej z powodu znacznych zniszczeń i
                                                    niewielkiej liczby mieszkańców pozbawiono Frombork praw miejskich. Odzyskał je
                                                    dopiero w roku 1959.

                                                    Od czasów założenia życie mieszkańców miasta wiązało się głównie z rybołówstwem
                                                    i rolnictwem. Z biegiem lat powstawały tutaj warsztaty rzemieślnicze świadczące
                                                    głównie usługi dla kanoników i służby kościelnej. Już w średniowieczu
                                                    wymieniano funkcjonowanie we Fromborku cechów krawców, piekarzy, piwowarów oraz
                                                    gildii rybackiej. Po kilkakrotnych zniszczeniach zabudowy miejskiej w czasie
                                                    wojen szwedzkich rozpoczyna się w drugiej połowie wieku XVII upadek gospodarczy.

                                                    Pewne ożywienie daje się zauważyć po roku 1837, kiedy przeniesiono tutaj
                                                    siedzibę biskupstwa. Rozwój turystyki, który nastąpił w końcu wieku XIX,
                                                    spowodowany m.in. uruchomieniem w roku 1899 linii kolejowej, sprzyjał dalszemu
                                                    rozwojowi miasteczka jako znaczącego już ośrodka turystyczno-wypoczynkowego.
                                                    Powstało wówczas kilka hoteli, gospód i pensjonatów.

                                                    Zarówno warownia katedralna, otaczające ją kanonie, jak i miasto często
                                                    niszczono w licznych wojnach. II wojna światowa szczególnie ciężko doświadczyła
                                                    miasto. Front przetoczył się dolnym tarasem, dlatego Wzgórze Katedralne
                                                    poniosło mniejsze straty.


                                                    Operacja 1001-FromborkW latach 1966-1973 prowadzono odbudowę Fromborka, w
                                                    ramach akcji Związku Harcerstwa Polskiego pod kryptonimem "Operacja 1001

                                                    Wiesz, uciekła mi gdzieś stronka i nie mam zdjeć do tej pięknie opisanej
                                                    historii Fromborka.
                                                  • tralala33 Re: Frombork 12.12.05, 21:44
                                                    O katedrze fromborskiej można pisać całe tomy, sama nie wiem, jak to wszystko w
                                                    skrócie podać. Może powybieram kilka ciekawostek. Przede wszystki, jeśli
                                                    jeszcze raz zerkniesz Rito na zdjęcia, zobaczysz, że katedra we Fromborku jest
                                                    zupełnie niepodobna do innych kościołów gotyckich Warmii i Mazur, choćby
                                                    kościoła św. Jakuba w Olsztynie. Nie ma tej ogromnej, masywnej wieży, za to ma
                                                    4 drobne wieżyczki i sygnaturkę pośrodku dachu. Choć jest z czerwonej cegły, to
                                                    jest wzorowana na kościołach francuskich (zwłaszcza fasada frontowa i wejście -
                                                    ale o tym muszę dać odzielny post, najlepiej ze zdjęciem) - jest bardziej
                                                    delikatna i bardzo zdobna. Jest też jednym z dwóch kościołów w Polsce, których
                                                    długość jest zaznaczona na posadzce bazyliki św. Piotra w Watykanie - ma ponad
                                                    100 metrów długości.
                                                  • rita100 Re: Frombork 12.12.05, 21:53
                                                    Tak , dopiero teraz zwróciłam na to uwagę, ze faktycznie Katedra jest inna i ma
                                                    inny styl architektoniczny. Ale takiego dobrego linku o Fromborku to nie mamy.
                                                    Tralala, zastanów się nad drugim miastem ?
                                                    Bylo Braniewo, Ełk, Frombork - jak myślisz Lidznark czy Mrągowo ?
                                                  • tralala33 Re: Frombork 12.12.05, 22:11
                                                    Jak to był Frombork? ja się dopiero rozkręcam! Nie, nie, żartuję, ale opisu
                                                    fasady i kruchty nie daruję. Stojąc przed katedrą fromborską można poczuć magię
                                                    średniowiecza. Żadne tam ciemne wieki, czy upadek kultury. Wręcz przeciwnie -
                                                    prawdziwy i magiczny świat symboli.
                                                    Fasada z drobnymi arkadami, ślepymi oknami - tylko po bokach dwa wysmukłe okna.
                                                    Mnóstwo drobnych elementów dekoracyjnych, a jak się ślicznie nazywają: pinakle,
                                                    czołganki i żabki. Samo obramowanie wejścia ozdobione motywami roślinnymi,
                                                    geometrycznymi i (te lubię najbardziej) groteskowymi. A w środku, w kruchcie -
                                                    prawdziwe cuda - ściany pokryte ornamentem 'rybią łuską', sklepienie
                                                    gwieździste, w łukach postci aniołów ze świecami, księgami lub wstęgami. Wokół
                                                    portalu różne figury - bestie, panny mądre i panny głupie, święci, apostołowie
                                                    i ludzie, przedstawiający różne stany - mieszczanie, rycerze, a centralna
                                                    rzeźba przedstawia oblicze Chrystusa. Wchodząc do kościoła człowiek
                                                    średniowiecza czuł się tak, jakby wchodził do nieba. Dziś wśród tłumu turystów
                                                    i trzaskania fleszy wrażenie jest inne, ale i tak - nie ma zdjęć w internecie,
                                                    trzeba zobaczyć na własne oczy!
                                                  • rita100 Re: Frombork 12.12.05, 22:18
                                                    Czyli jest to coś co wyczuje się tylko na miejscu - tak jak dotyk jeziora , czy
                                                    zwiedzanie krakowskiego Kazimierza - wszystko to trzeba naocznie zobaczyc , by
                                                    poczuć. Ale czekam na nastepną częśc. Widzę wyobrażając sobie.
                                                  • tralala33 Re: Frombork 13.12.05, 20:21
                                                    Wnętrze katedry - poddaję się, nie sposób opisać. Ale też nie sposób zrozumieć,
                                                    czym przez stulecia była Warmia, państwo biskupie, nie zaglądając do tego
                                                    kościoła. Ołtarz główny, 26 ołtarzy bocznych, ponad 120 nagrobków i epitafii
                                                    biskupów i kanoników.
                                                    Nad ołatrzem główny osiem kapeluszy karydnalskich na pamiątkę tych biskupów
                                                    warmińskich, którzy stali się kardynałami, i jeden papieski - Siviusa Eneasa,
                                                    który niecały rok po nominacji na biskupa Warmii został wybrany na papieża. Do
                                                    Warmii nigdy nie dojechał, ale kapelusz o nim przypomina.
                                                    Jest też symboliczne epitafium Mikołaja Kopernika. Jeśli potwierdzą się
                                                    doniesienia o znalezieniu szczątków Kopernika, to może doczeka się prawdziwego,
                                                    a nie symbolicznego nagrobka.
                                                    I jest ołtarz św. Bartłomieja, wystawiony w XVI wieku, zniszczony w 1626roku w
                                                    czasie najazdu szwedzkiego i odniowiony później przez kanonika Macieja
                                                    Montanusa, który z pochodzenia był Szwedem! Właśnie ten ołtarz otrzymał pod
                                                    opiekę Mikołaj Kopernik po przyjęciu do kapituły.
                                                  • rita100 Re: Frombork 13.12.05, 20:30
                                                    Tralala, zobacz jaki tekst znalazłam u Hanysa na Śląsku, w sam raz na ten
                                                    temat, przeczytaj uważnie :)

                                                    --------------------------------------------------------------------------------
                                                    www.rzeczpospolita.pl/dodatki/plus_minus_051112/plus_minus_a_12.html
                                                    POWROTY Podobno Bierut żądał odkopania szczątków Kopernika dla uczczenia II
                                                    Zjazdu PZPR
                                                    Nalewka katedralna

                                                    Gdy otwierano trumnę, uczeni wstrzymali oddech. Spoczywał w niej...

                                                    W 1970 roku spędzałem urlop we Fromborku. To małe miasteczko. Ciągle tam wtedy
                                                    padało i było zimno. Ktoś z miejscowych, zdaje się, że stary organista czy
                                                    kościelny, chcąc jakoś kilku zziębniętych letników podtrzymać na duchu,
                                                    zaprosił wieczorem na nalewkę z jeżyn, wiśni i jałowca.

                                                    Dobry to, choć idący do głowy trunek. Po kilku kieliszkach każdy coś
                                                    opowiadał, przeważnie w duchu bliskiego etosowi PGR Dekamerona. Ale ja
                                                    zapamiętałem tylko historyjkę opowiedzianą przez szwagra kościelnego,
                                                    emerytowanego milicjanta, bo dotyczyła Kopernika.

                                                    Po koniec lat czterdziestych zaczęły się poszukiwania w byłej katedrze
                                                    fromborskiej grobu wielkiego astronoma. Trwało to latami. Podobno Bierut żądał
                                                    odkopania szczątków Mikołaja Kopernika dla uczczenia II Zjazdu PZPR.
                                                    Poszukiwawcze ekipy zmieniały się we Fromborku, a kierownicze w Warszawie, ale
                                                    wciąż nie było światełka w tunelu.

                                                    Któregoś roku nastąpił jednak przełom. Po ponownych i dociekliwych studiach
                                                    nad starymi księgami kanoników fromborskich prace wykopaliskowe podjęto od
                                                    nowa. I pewnego dnia grono polskich archeologów, historyków
                                                    Kościoła,astronomów, lekarzy medycyny sądowej oraz miejscowy I sekretarz
                                                    Komitetu PZPR krzyknęli: Eureka! Bo zgodnie ze szkicem topograficznym,
                                                    sytuującym grób astronoma z 95-procentowym prawdopodobieństwem, wykopano
                                                    starą, ozdobną trumnę. Jedynym profanem przypadkowo dopuszczonym do tajemnicy
                                                    miał być autor opowieści, jako że któryś z profesorów paskudnie się zaziębił i
                                                    koledzy, żeby go ratować, posłali po jakieś skuteczne lekarstwo. Okazało się,
                                                    że posiada je w swej piwniczce miejscowy duchowny. Była to wyborna spirytusowa
                                                    nalewka na jeżynach, wiśniach oraz jałowcu. Profesor natychmiast ozdrowiał i
                                                    polecił otworzyć starą trumnę. Wewnątrz była inna, też ozdobna, choć już
                                                    skromniejsza. Zorientowano sięwkrótce, że kryje trzecią trumnę. Gdy i ją
                                                    otwierano, uczeni wstrzymali oddech. I słusznie: w trzeciej trumnie spoczywał
                                                    w mundurze galowym, z imponującym zestawem orderów i medali, pułkownik Armii
                                                    Czerwonej!

                                                    Oszołomiony tą opowieścią, zapytałem: - Skąd tam się wziął oficer z bratniego
                                                    ZSRR?

                                                    Narrator położył palec na ustach: - Ściśle tajne, nie wolno tego ujawniać!

                                                    - No dobrze, ale pułkownik sam się do trzech trumien nie położył - nalegałem.

                                                    Narrator, ściszając głos niemal do szeptu, opowiedział, jak było.

                                                    W jednym z budynków przykatedralnych ulokował się wiosną 1945 roku radziecki
                                                    armijny sztab. Wieczorami wydawano huczne przyjęcia i podczas jednego z nich
                                                    doszło do kłótni i śmiertelnego postrzelenia tego właśnie pułkownika. Koledzy,
                                                    po wytrzeźwieniu, urządzili mu uroczysty pogrzeb z udziałem nawet miejscowego
                                                    niemieckiego duchowieństwa. Kazali go pochować jak biskupa lub co najmniej
                                                    kanonika.

                                                    I na tym poufne objaśnienia się urwały, zabrakło też nalewki. Zostałem jednak
                                                    zobowiązany, rozpoznany w tym biesiadnym gronie jako dziennikarz, żeby przez
                                                    30 lat tej informacji nie ujawniać. Wytrzymałem przez 35. Dłużej nie ma sensu,
                                                    skoro właśnie z 95-procentową pewnością głoszono, że odkopane w katedrze
                                                    fromborskiej kości należą do Mi
                                                  • tralala33 Re: Frombork 13.12.05, 21:11
                                                    He, he, świetny tekst, czytałam go całej rodzinie z papierowego wydania Rzepy,
                                                    ale i teraz się pośmiałam. Szkoda tylko, że nie wiadomo, gdzie ponownie
                                                    pochowano tego radzieckiego oficera, bo chyba nie w katedrze. Udało mi się
                                                    znaleźć jeszcze kilka zdjęć Fromborka, widać nawet portal, sklepienia katedry,
                                                    ołtarz i jedno, bardzo barokowe epitafium, ale jakość jakaś taka sobie. Po
                                                    Fromborku to chyba wypada zajrzeć do siedziby biskupa Lidzbarka Warmińskiego?
                                                    www.travelphoto.pl/Polska/TP00163/TP00163.htm
                                                  • rita100 Re: Frombork 15.12.05, 19:33
                                                    Jeszcze nawiązując do Fromborka, to znalazłam fajne stronki z galerią.

                                                    www.frombork.pl/strona.php?id=5&lang=pl
                                                    www.frombork.art.pl/Pol130za.htm
                                                  • tralala33 Re: Susz 11.12.05, 19:28
                                                    Ech, może przesadziłam, parę kamieniczek zostało, a te puste miejsca czekają na
                                                    stylową odbudowę. Z lotu ptaka rzut oka na Susz:
                                                    susz.balder.prohosting.com/pliki/galeria/ptak/12.jpg
                                                  • tralala33 Re: Susz 11.12.05, 19:31
                                                    Co za feler - nie otwiera się takie ładne zdjęcie. No to dam link do głównej
                                                    strony, potem galeria, a w galerii całe mnóstwo zdjęć Susza, także starego,
                                                    przedwojennego:
                                                    susz.balder.prohosting.com/
                                                  • tralala33 Re: Susz 11.12.05, 19:49
                                                    Kto czyta, nie błądzi. Nazwa Rosenberg nadana w średniowieczu miastu Susz przez
                                                    niemieckich osadników nawiązuję do św. Rozalii, którą można do dziś zobaczyć w
                                                    herbie miasta. W ręku trzyma czerwoną różę.
                                                    A stare zdjęcia na tej stronie owszem są, ale nie w galerii, tylko po lewej
                                                    stronie
                                                    susz.balder.prohosting.com/
                                                  • rita100 Re: Susz 11.12.05, 22:06
                                                    Oglądałam te zdjęcia z Susz, są takie wiejskie w pozytywnym znaczeniu, takie
                                                    naturalne, te jeziora tak blisko dróg, ładne zdjęcia zrobiono, szczególnie te z
                                                    zachodem słońca. A herb ma rózę, to napewno musi być związane z rózą , Ciekawe
                                                    czy mają jakąś legendę na temat tej rózy. Choć być może , ja mam wśród tych
                                                    swoich legend, taka jest o pachnącej róży.
                                                    Uciekam, dobranoc
                                                  • rita100 Re: Susz 13.12.05, 20:59
                                                    Tralala, czy czasmi nie można tej legendy przypisać do Szusz ?
                                                    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=64&w=27528410&a=33386052
                                                    A tu popatrz jak Ślązacy rozwiązali problem bajek i legen swoich okolic.

                                                    www.powiatgliwicki.pl/dokumenty.php?id=951&dzial=3341&PHPSESSID=6c450adae2b584c7cc17078cadab0944
                                                  • rita100 Re: Lidzbark Warmiński 15.12.05, 19:35
                                                    Witam Tralala w Lidzbarku Warmińskim, ale żeby w nim być trzeba najpierw
                                                    dojechać. Więc siadajmy na rower i zobaczmy tą najpiękniejsza krainę świata i
                                                    piękny jej opis. Na dziś będzie tyle wstepu, bo sama zobacz, że tą krainą można
                                                    się opić samym opisem :)
                                                    "Początkowo wiatr wieje nam w twarz, ale za Braniewem skręcamy w prawo więc
                                                    jest znacznie lepiej. Braniewo na pierwszy rzut oka robi dość smutne wrażenie.
                                                    Malutkie, zaniedbane, przygraniczne miasteczko. Przejeżdżamy bez zatrzymywania
                                                    się i kierujemy na Dobre Miasto. Teren zaczyna się robić coraz bardziej
                                                    pofałdowany. Początkowo jakby nieśmiało pojawiają się kolejne pagórki, okolica
                                                    sprawia wrażenie raczej płaskiej. Po kilkunastu kilometrach od wyjazdu z
                                                    Braniewa nie ma już płaskich odcinków. Podjazd, zjazd, podjazd, zjazd....
                                                    Różnice wysokości są bardzo niewielkie, ale za to droga bez przerwy to wznosi
                                                    się, to opada. Okolica jest jednak piękna. Cisza i spokój. Wokół malownicze,
                                                    pofałdowane pola. Mnóstwo bocianów maszeruje po łąkach. Nad drogą często
                                                    przelatują sokoły i całe mnóstwo innych ptaków. Ruch samochodowy jest
                                                    praktycznie żaden. Od czasu do czasu przejeżdżamy przez malutkie, uśpione
                                                    wioski. Jak do tej pory jest to najpiękniejsza okolica na naszej trasie.
                                                    Jednocześnie upał jest niesamowity. Każdy postój na otwartej przestrzeni
                                                    powoduje, że zalewa nas pot. Wiatr gdzieś się zapodział i panuje zupełny
                                                    bezruch powietrza. Jazda przynosi prawdziwą ulgę. Docieramy w końcu do
                                                    Lidzbarka Warmińskiego. Spodziewamy się pięknego, średniowiecznego miasta
                                                    pełnego zabytków. Tymczasem jest to malutkie, senne, dość zapomniane przez
                                                    turystów miasteczko. Robi wrażenie dość przygnębiające. W PTTK dowiadujemy się
                                                    że pole namiotowe znajduje się kilka kilometrów na południe od miasta. Przy
                                                    okazji sympatyczna kobieta z informacji potwierdza, że turystów tu praktycznie
                                                    nie ma. Najczęściej zwiedzają zamek biskupów warmińskich i żegnają Lidzbark.
                                                    Robimy podobnie. Zamek jest rzeczywiście imponujący i piękny. Zwiedzanie jest
                                                    jednak możliwe tylko do godziny 17.00, więc oglądamy potężną budowlę z
                                                    zewnątrz, odpoczywamy chwilę w cieniu murów i ruszamy do Kłębowa na kemping."

                                                    piekne - prawda ?

                                                    www.crosso.com.pl/tallin.html
                                                  • rita100 Re: Lidzbark Warmiński 16.12.05, 20:47
                                                    "Lidzbarska rezydencja biskupów warmińskich w ciągu czterech wieków swojej
                                                    świetności miała wielu znakomitych mieszkańców. Osobistości te, wyrastające
                                                    ponad przeciętność ówczesnych horyzontów umysłowych, pojawiły się w murach
                                                    zamku niemal od chwili ustanowienia w Lidzbarku Warmińskim jednej z dwóch
                                                    stolic Warmii.

                                                    W pierwszym rzędzie należy wymienić tu trzeba biskupa Jana I z Miśni (1350 -
                                                    1355), inicjatora położenia kamienia węgielnego pod zamek lidzbarski, biskupa
                                                    Jana II Stryprocka (1355 - 1373) broniącego zawzięcie południowych granic
                                                    Warmii przed Zakonem Krzyżackim oraz Henryka II Sorboma (1373 - 1401),
                                                    świetnego kontynuatora budowli lidzbarskiej.

                                                    Czołowym włodarzem zamku był również pierwszy urodzony na Warmii, w
                                                    Lidzbarku Warmińskim biskup warmiński Henryk IV Vogelsang (1401 - 1415), który
                                                    z syna piekarza wyrósł na znakomitego prawnika i światłego rządcę Warmii. On
                                                    to - składając po bitwie grunwaldzkiej hołd Władysławowi Jagielle - jako
                                                    pierwszy z biskupów warmińskich uświadomił sobie, że przyszłość i gwarancja
                                                    bytu Warmii leży w powiązaniu z Polską. Słuszną tę myśl urzeczywistnił
                                                    ostatecznie w czasie wojny trzynastoletniej biskup Paweł Legendorf (Mgowski)
                                                    (1458 - 1467), poddając Warmię Kazimierzowi Jagiellończykowi i podpisując
                                                    dokument pokoju toruńskiego (1466). Początki politycznego zespolenia Warmii z
                                                    Polską starał się podważyć kolejny biskup warmiński - Mikołaj Tungen (1467 -
                                                    1489), który podniósł zbrojną rękę na króla polskiego. Rozpętana przy namowie
                                                    strony krzyżackiej i króla węgierskiego "wojna popia" nie przyniosła jednak
                                                    wichrzącemu biskupowi zamierzonego celu - oderwania Warmii od Polski."

                                                    lidzbarkwarminski.pl/miasto/zabytki/mieszkancy.htm
                                                  • tralala33 Re: Lidzbark Warmiński 17.12.05, 21:30
                                                    Opis rowerowej podróży do Lidzbarka fantastyczny, można poczuć się, jak w
                                                    gorący, letni dzień. Szkoda tylko, że rowerzyści, pewnie zmęczeni długą drogą,
                                                    nie zauważyli uroków Lidzbarka - 'wrażenie dość przygnębiające'. A może
                                                    przygnębił ich dawny ryneczek, zniszczony w ponad 80% i po wojnie zabudowany
                                                    niestety blokami?
                                                    Dziś już też późno, i do zwiedzania zamku zaproszę kiedy indziej. Za to pokażę
                                                    wspaniałą bramę miejską - tej też nasi wędrowcy nie zobaczyli, skoro wjeżdżali
                                                    od strony Dobrego Miasta.
                                                  • tralala33 Re: Lidzbark Warmiński 17.12.05, 21:32
                                                    A Brama Dobromiejska popadła w ruinę i została rozebrana jeszcze w XIX wieku.

                                                    Lidzbark od początku był miastem obwarowanym. Początkowo był pruskim grodem,
                                                    później, po podboju przez Zakon Krzyżacki, miasto zostało otoczone drewniano-
                                                    zmienymi obwarowaniami, ale już przed rokiem 1357 wybudowano mury ceglane. Do
                                                    miasta prowadziły trzy bramy (Wysoka, Dobromiejska i Młyńska - zobacz Rito,
                                                    jakie nazwy, i w Olsztynie mamy Wysoką Bramę, i Młyńska Brama też niegdyś
                                                    była). Dwie ostatnie zostały rozebrane w XIX wieku, zachowała się za to potężna
                                                    Brama Wysoka, stanowiąca tak naprawdę potężny bastion. W murach Bramy można
                                                    zobaczyć wmurowane kamienne kule – to pamiątka obrony miasta w 1520 roku przed
                                                    siedmiotysięczną armią krzyżacką. Po sześciu tygodniach bezskutecznego
                                                    oblężenia Albrecht Brandenburski odstąpił od miasta i ruszył dalej na zachód,
                                                    zdobywając Ornetę, Pieniężno, Dobre Miasto. Olsztyna, jak wiadomo, nie zdobył,
                                                    dzięki zapobiegliwości Mikołaja Kopernika, który nasz zamek dobrze do obrony
                                                    przygotował.
                                                  • tralala33 Re: Lidzbark Warmiński 17.12.05, 21:58
                                                    No tak, wyszukałam imponujące zdjęcie Wysokiej Bramy, skróciłam link, i na
                                                    koniec zapomniałam wkleić. Chyba jednak jestem ździebeczko przepracowana. Oby
                                                    do Świąt.
                                                    tinyurl.com/74z3t
                                                  • rita100 Re: Lidzbark Warmiński 17.12.05, 22:11
                                                    tralala33 napisała:

                                                    > No tak, wyszukałam imponujące zdjęcie Wysokiej Bramy, skróciłam link, i na
                                                    > koniec zapomniałam wkleić. Chyba jednak jestem ździebeczko przepracowana. Oby
                                                    > do Świąt.
                                                    > tinyurl.com/74z3t

                                                    Imponująca ta Brama z dwoma basztami, to dopiero okaz. Trzeba przyznać, że jest
                                                    bardziej masywna od olsztyńskiej, ale miasta miały zabezpieczenia mocne.
                                                  • posejdon_el Skoro Frombork to też Święty Kamień:) 19.12.05, 16:16
                                                  • rita100 Re: Skoro Frombork to też Święty Kamień:) 19.12.05, 20:28
                                                    Ciekawe co to jest ten Święty Kamień ?
                                                  • tralala33 Re: Skoro Frombork to też Święty Kamień:) 19.12.05, 21:46
                                                    Wiem wiem, ale ... nie powiem, bo jak to tak, temat zapodać i zniknąć a ty się
                                                    babo martw i pracuj. Daję link i czekam na te liczne legendy o Świętym
                                                    Kamieniu.
                                                    mazury.pttk.pl/it/szlaki_pol/piesze/wykaz/WM6c.php
                                                  • rita100 Re: Skoro Frombork to też Święty Kamień:) 19.12.05, 22:02
                                                    Takie coś znalazłam:
                                                    "Żegnamy klimaty Fromborka i wyruszamy do Tolkmicka. W okolicach leśniczówki
                                                    Nowy Wiek naszą uwagę przykuwa olbrzymi głaz narzutowy do połowy zanurzony w
                                                    wodzie. W przewodniku czytamy, że jest to „Święty Kamień”, który dawnym Prusom
                                                    służył jako ołtarz ofiarny, ma 3 m wysokości i obwód 14 m."

                                                    To jest chyba ten Święty Kamień , ale, ale mówilismy też o Diabelskim
                                                    Kamieniu ;)))) To sa dwa kamienie w naszym rejonie.
                                                  • tralala33 Re: Skoro Frombork to też Święty Kamień:) 19.12.05, 22:16
                                                    Głazów i kamieni ci u nas dostatek, a wszystkie lodowiec skandynawski
                                                    przywlókł. No ty my swoje zrobiłyśmy, a teraz czekam, aż Posejdon jakąś ciekawą
                                                    legendę o Świętym Kamieniu opowie. Dla wprawy i na dobry początek polecę taki
                                                    oto post :)
                                                    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=64&w=27528410&a=31190910
                                                  • rita100 Re: Skoro Frombork to też Święty Kamień:) 19.12.05, 22:21
                                                    Kamień pod Bisztynkiem - jak sama nazwa mówi to pod Bisztynkiem. Ciekawe jaką
                                                    nazwę ta miejscowość miała przed tem i gdzie znajduje się ten Bisztynek ?
                                                  • tralala33 Re: Skoro Frombork to też Święty Kamień:) 19.12.05, 22:28
                                                    Bisztynek - zapomniane miasteczko warmińskie:
                                                    'Bisztynek to miasteczko w powiecie bartoszyckim w województwie warmińsko-
                                                    mazurskim. Leży w odległości 20 km od Bartoszyc, 20 km od Reszla, 30 km od
                                                    Biskupca zwanego Reszelskim i 50 km od Olsztyna w kierunku północno-wschodnim.'
                                                    Nazwa niemiecka Bischofstein - Kamień Biskupi, pochodzi właśnie od legendarnego
                                                    głazu.
                                                  • rita100 Re: Skoro Frombork to też Święty Kamień:) 19.12.05, 22:32
                                                    Czyli legendę opowiedział czlowiek mieszkający 30 km od tego kamienia,czyli z
                                                    Reszla , ale był sławny ten Kamień Bisztyński. Fama jego sięgała 30km od
                                                    miejsca ;))). Teraz czas na Posejdona.
                                                    Uciekam do spania i Tobie tez radzę , świateczne prace przed nami :)
                                                    dobranoc
                                                  • tralala33 Re: Skoro Frombork to też Święty Kamień:) 19.12.05, 22:37
                                                    Rozgadałyśmy się, ale nie na temat. Cała nadzieja w Posejdonie, że coś się o
                                                    Świętym kamieniu dowiemy. Abra już śpi, Kadabra usiadła na myszce i dziwnie
                                                    patrzy, no to chyba czas najwyższy iśc spać. Dobranoc.
                                                  • rita100 Re: Lidzbark Warmiński 27.12.05, 19:54
                                                    lidzbarkwarminski.pl/miasto/zabytki/mieszkancy.htm
                                                    Ignacy Krasicki to ostatni Polak na stolicy biskupów warmińskich - od 13
                                                    września 1772 r. , poddany króla pruskiego Fryderyka II. Poeta, prozaik,
                                                    komediopisarz, encyklopoedysta i publicysta. Uczestnik słynnych obiadów
                                                    czwartkowych u króla Stanisława Augusta Poniatowskiego. Współzałożyciel i
                                                    współpracownik F. Bohomolca - wydawcy "Monitora". W Lidzbarku, gdzie powstała
                                                    większość jego utworów, gromadził wokół siebie uczonych, artystów i malarzy.
                                                    Zorganizował teatr i wieczory literackie, zbudował oranżerię, a jego ogrody
                                                    były znane w całej Polsce. W zamku zgromadził bogaty księgozbiór, ogromną
                                                    kolekcję grafik, posiadał liczącą się galerię obrazów i zbiory geologiczne, a
                                                    jego twórczość, zaliczana do najświetniejszych w polskim oświeceniu, była
                                                    popularna i ceniona przez współczesnych, zaś poezja cieszy się poczytnością do
                                                    dzisiaj.
                                                  • rita100 Re: Ignacy Krasicki 02.01.06, 22:53
                                                    Musze sobie uporzątkowac wątki, przygotowuje się spokojnie do tego

                                                    a Ignacy Krasicki oczyw3iście pisał wiersze, mądre wiersze

                                                    Pan i pies


                                                    Pies szczekał na złodzieja, całą noc się trudził;

                                                    Obili go nazajutrz, że pana obudził.

                                                    Spał smaczno drugiej nocy, złodzieja nie czekał,

                                                    Ten dom skradł; psa oblili za to, że nie szczekał

                                                    free.art.pl/makrofotografia/krasicki.html
                                                  • tralala33 Re: Zamek lidzbarski 03.01.06, 20:35
                                                    Zapraszam na długo odwlekaną wędrówkę po wnętrzach zamku lidzbarskiego.
                                                    Ostrzegam - komnaty obchodzimy w kółko (zawrót głowy), dokładne obejrzenie
                                                    wszystkiego wymaga wielu godzin (ból głowy i nóg). A w wielkim skrócie wygląda
                                                    to tak:
                                                    Gotycki zamek biskupów warmińskich w Lidzbarku Warmińskim budowano przez pół
                                                    wieku (od 1350 do 1401 roku). Tworzą go cztery skrzydła na planie kwadratu o
                                                    boku 18,5 metra. Wewnątrz znajdują się dwukondygnacyjne krużganki – jedyne
                                                    krużganki gotyckie w Polsce, które nienaruszone przetrwały do dziś. Na
                                                    dziedziniec wchodzimy przez bramę w skrzydle południowym i rozglądamy się
                                                    dookoła podziwiając arkady krużganków. Potem przez holl na parterze skrzydła
                                                    północnego wchodzimy do środka i wspinamy się po schodach (urządzonych w dawnym
                                                    kominie!) na pierwsze, reprezentacyjne piętro.
                                                    Tam wędrujemy kolejno przez komnaty biskupie – komnata letnia, zimowa z
                                                    kominkiem, dalej kredens zamkowy i przylegający do niego ogromny komin – można
                                                    wejść do środka. Refektarz, czyli letnia jadalnia biskupia. Wszędzie na
                                                    ścianach i sklepieniach ciekawe malowidła W przeciwieństwie do zamku
                                                    olsztyńskiego zamek lidzbarski jest bardzo kolorowy.
                                                    Uwaga – wchodzimy do Sali Obrad, czyli Kapitularza. Z dawnych malowideł
                                                    ściennych zachował się poczet biskupów warmińskich. Na chwilę wyjdziemy na
                                                    krużganek – i tu ściany zdobione malowidłami ściennymi, na przykład na ścianie
                                                    zachodniej zachował się Sąd Ostateczny. No i prawdziwy unikat w tym regionie
                                                    (wszak to nie Kraków, ani tym bardziej Italia) – renesansowy portal z
                                                    piaskowca, zdobiony herbem Warmii i biskupa Szymona Rudnickiego. Kolejny,
                                                    marmurowy portal prowadzi do Kaplicy Zamkowej, której rokokowy, złoto-biały
                                                    wystrój z połowy XVII wieku może nieco zaskoczyć. No i czas na największą salę –
                                                    Salę Sądową – zajmuje ona całe wschodnie skrzydło zamku. Odnowione w latach
                                                    1930-1933 polichromie (błękitno-czerwona szachownica) pochodzą z czasów budowy
                                                    zamku (około 1380 r.). W rogu sali wejście do niewielkiej Kaplicy Domowej –
                                                    zachowane w niej malowidła powstały na zlecenie wuja Mikołaja Kopernika,
                                                    biskupa Łukasza Watzenrode. Z przedsionka kaplicy schody osadzone w murze
                                                    prowadzą do najbardziej ponurego pomieszczenia, czyli lochu więziennego,
                                                    zwanego komorą zapomnienia. Pozostała nam jeszcze sala Audiencyjna z ciekawym,
                                                    wielogwiaździstym sklepieniem, tudzież drugie piętro – w nim między innymi
                                                    wystawa malarstwa polskiego XX wieku (zaskakująco ciekawa) i niespodzianka –
                                                    Ikony rosyjskie z XVII – XX wieku.
                                                    Jak już zejdziemy z powrotem na dziedziniec to można jeszcze zajrzeć do piwnic -
                                                    do tej, gdzie niegdyś trzymano piwo, i do kolejnej, która służyła za więzienie.
                                                  • tralala33 Re: Zamek lidzbarski 03.01.06, 20:37
                                                    Już zdążyłam się zmartwić, że brak mi zdjęć z Lidzbarka, a tu proszę, prosto z
                                                    Forum lidzbarskiego zdjęcia z lotu ptaka:
                                                    www.janszach.lw.pl/lw_wilga/index.htm
                                                    Niestey, wnętrza zamkowe do obejrzenia jedynie w realu.
                                                  • rita100 Re: Zamek lidzbarski 03.01.06, 21:42
                                                    Tralala, imponujące, imponująca budowla , nawet z lotu ptaka widać okazałą
                                                    budowle , warownię. Wspaniała lotnicza stronka. Czy nie uważasz , że wnetrze ,
                                                    które opisałas bardziej pasuje mi do wnetrza zamku w Łancucie ? Tam też takie
                                                    bogate zdobnictwo. Ale wyobraź sobie , że widziałam gdzies stronke pewnego
                                                    zabytku, ktora ukazywała ruchome wnętrze, tak jakbyśmy wchodzili na schody i
                                                    oglądali poszczególne wnetrza, tak to był jakbyśmy sami tam byli i zwiedzali.
                                                    Trzeba liczyć , że i ten zamek doczeka się takiego wirtualnego zwiedzania.
                                                    Bardzo , bardzo efektownie kraina jadźwingów wygląda z lotu ptaka.
                                                  • tralala33 Re: Zamek lidzbarski 04.01.06, 22:55
                                                    Nie byłam jeszcze w Łańcucie, niestety, ale myślę, że to jednak inny klimat. Do
                                                    lidzbarskiego zamku warto zajrzeć, żeby przekonać się, że średniowieczny gotyk
                                                    nie był tak ascetyczny i surowy. Te malowidła na ścianach i sklepieniach,
                                                    szczególnie tam, gdzie zostały odnowione, są w bardzo intensywnych, odważnych,
                                                    nawet radosnych barwach. Jeśli dodać do tego meble, tkaniny i rozpalony w
                                                    kominku ogień, to można było tam całkiem przyjemnie pomieszkać.
                                                  • rita100 Re: Zamek lidzbarski 04.01.06, 23:00
                                                    To moja wyobraźnia za bardzo zadziałała, bo Łańcut to barok i rokko, to sobie
                                                    wyobrażasz ile złoceń i ozdóbek i pięknych detalów. Jakim miasteczkiem się
                                                    teraz zainteresujemy ?

                                                    Czy nie myślisz, że ten zamek w Lidzbarku może przypominac stare zamki
                                                    angielskie w stylu ?
                                                  • tralala33 Re: Zamek lidzbarski 04.01.06, 23:19
                                                    Rokokowa jest tylko kaplica, i ona bardzo wyróznia się na tle innych sal. Ale
                                                    masz absolutną rację - zamek w Lidzbarku może przypominać niektóre zamki
                                                    angielskie, może warto choć jedną - dwie sale przeznaczyć nie na wystawę
                                                    muzealną (gabloty, itp.), ale umeblować tak, jak mogły wyglądać w
                                                    średniowieczu. No i ogród - ciekawe, czy przy zamku w późniejszych czasach był
                                                    ogród? Otoczenie zamku jest ciągle nieco zaniedbane, ale na wszystko potrzeba
                                                    dużych pieniędzy. Jest jeszcze do odnowienia bardziej współczesny (XVIII wiek)
                                                    pałac bispkupa Grabowskiego, który dziesięc lat temu uległ pożarowi. Nie ma
                                                    natomiast szans na odbudowę innych pałaców biskupich, dobudowywanych do zamku,
                                                    kiedy już trudno było mieszkać w gotyckich pomieszczeniach. Po pałacu biskpua
                                                    Wydżgi, który władze pruskie rozebrały ok. 1840 roku zostały tylko fundamenty.
                                                    A wiesz Rito, że wtedy planowano rozebranie całego zamku! Na szczęscie
                                                    zaprotestowali mieszkańcy Lidzbarka, i w zamku urządzono szpital i sierociniec.
                                                  • rita100 Re: Zamek lidzbarski 05.01.06, 20:16
                                                    To ciekawe, ja tez mam w okolicy dwór Erazma Jerzmanowskiego, który posiadał
                                                    swoje włości. W parku zw. Jerzmanowskiego znajduje się pałacyk, sliczny
                                                    pałacyk, który dawniej słuzył jako Dom Dziecka , a teraz przejął je zakon i
                                                    natychmiast jest remontowany. Jest to naprawdę cudny obiekt z dawną
                                                    powozownią , stadniną koni , przerobiony na zakłady pierzalskie oraz z
                                                    czworakami , specjalna kaplicą. Cały ten dworek teraz dostaje blasku i chyba
                                                    wróci do dawnej świetności.
                                                  • tralala33 Re: Zamek lidzbarski 05.01.06, 20:57
                                                    Ale czy to zakon klauzrowy? Bo jeśli tak, to nie będzie można tego dworu
                                                    odwiedzać.
                                                    Zanim wyjedziemy z Lidzbarka, dodam jeszcze, że są i ogrody. Jak mogłam
                                                    zapomnieć. Znajdują się na przeciwległym do zamku brzegu Łyny. Ich odnową po
                                                    zniszczeniach szwedzkich zajął się biskup Teodor Potocki, ale do największej
                                                    świetności doprowadził je Ignacy Krasicki (chyba wzorując się na warszawskich
                                                    Łazienkach). Rozbudował między innymi letni pawilon (pałacyk) zwany Oranżerią,
                                                    w pięknym i rzadko spotykanym na Warmii stylu klasyczystnym. Wewnątrz tylko
                                                    jedna sala zachowała się bez zmian, wygląda tak jak w czasach Krasickiego. Jest
                                                    to centralna sala, ośmioboczna, przykryta kopułą i ozdobiona gzymsem.
                                                  • tralala33 Re: Lidzbark w Paryżu 05.01.06, 20:59
                                                    Nazwa Lidzbarka (Heislberg) znajduje się na Łuku Triumfalnym w Paryżu.
                                                    Upamiętniono w ten sposób jedną z największych bitew z kampanii napoleońskiej
                                                    1807 roku, którą wojska francuskie stoczyły z armią rosyjską pod Ignalinem,
                                                    nieopodal Lidzbarka. Sam Napoleon przebywał kilka godzin po bitwie w Lidzbarku,
                                                    ale nie zdecydował się na nocleg w zamku lidzbarskim (czyżby odstraszyły go
                                                    gotyckie mury zamczyska?)
                                                  • rita100 Re: Zamek lidzbarski 05.01.06, 21:09
                                                    Nawet nie wim jaki zakon, tabliczka jest zawieszona, muszę dokladniej spojrzeć.
                                                    Ale historia tego pałacyku jest taka , tak w skrócie - właścicielem był
                                                    dziedzic Jerzmanowski, on przepisał to swojej służącej , a służąca oddała
                                                    kościołowi i tak zamyka się własnośc.

                                                    www.janszach.lw.pl/lw_wilga/03a.htm
                                                    Ładnie ten zamek w Lidzbarku wygląda na tym zdjęciu, piękna okalająca fosa, ale
                                                    ogrodów tak nie widać. Z lotu ptaka bardzo efektownie wygląda i zauważyłam
                                                    sliczniutki domek w dole zdjęcia , taki narożny, ależ ozdoba terenu.

                                                    Ignacy Krasicki napewno miał duży wpływ na styl rozbudowania parku, miał spore
                                                    kontakty.
                                                  • tralala33 Re: Zamek lidzbarski 05.01.06, 21:21
                                                    www.janszach.lw.pl/lw_wilga/02.htm
                                                    Obejrzałam jeszcze raz te zdjęcia, i chyba na tym można wypatrzeć pawilon
                                                    Krasickiego i dawne ogrody, tylko nie wiem jak to dobrze wskazać. w prawym
                                                    dolnym rogu, na prawo od głównej drogi, widać dużo starych drzew, a wśród nich
                                                    parterowy, bardzo biały, podłużny budynek z czerwonym dachem - to jest właśnie
                                                    Oranżeria (jeśli nic nie pomieszałam). A zauważyłaś Rito dawne Stare Miasto
                                                    Laidzbarka - zachowało się nieco kamieniczek - podobnych do tych w Olsztynie, a
                                                    między nimi wybudowano bloki, i cały urok szlag trafił. Brrr, aż strach
                                                    pomyśleć jakby wyglądał Olsztyn, gdyby i u nas tak nabudowano bloków wokół
                                                    Starego Ratusza. Nikt by nie powiedział 'piekny Olsztyn'. Może kiedyś uda się
                                                    te bloki wyburzyć albo jakoś sprytnie przerobić na kamieniczki.
                                                  • rita100 Re: Zamek lidzbarski 05.01.06, 21:31
                                                    Chyba dojrzałam , ale tak z góry to nie widać bloków, tylko dachy, a miasteczko
                                                    wygląda na zadbane i dobrze rozplanowane. Jednak trzeba to osadzić na miejscu,
                                                    pewnie całkiem inaczej wygląda. A te bloki są powojenne ? Bo jak tak , to
                                                    jescze ie tak źle, wtenczas budowano z cegły, gorzej jak one są z wielkiej
                                                    płyty, to już cięzka sprawa , tylko rozebrać je zostaje :)
                                                    Ale z przerobieniem na kamieniczki dobry pomysł tylko drogi :)
                                                  • tralala33 Re: Zamek lidzbarski 05.01.06, 21:40
                                                    Na moje oko z lat sześćdziesiątych, jeszcze nie z wielkiej płyty. O tu je
                                                    lepiej widać.
                                                    www.janszach.lw.pl/lw_wilga/04a.htm
                                                    Prędzej czy później trzeba będzie je przerobić, zdaje się, ze coś takiego
                                                    zrobiono w centrum Słupska, też spaskudzonego archtektonicznie. Front takiego
                                                    długiego bloku podzielono na kilka fasad, zmieniono dachy, elewacje i okna.
                                                    Widziałam zdjęcia i efekt był cakiem całkiem (mam nadzieję, że to o Słupsk a
                                                    nie Koszalin chodzi, bo jeszcze się ktoś mocno obrazi)
                                                  • rita100 Re: Zamek lidzbarski 05.01.06, 21:52
                                                    Faktycznie , teraz lepiej widać te bloczki. Słupsk , to też specyficzne miasto,
                                                    tam chyba była jednostka wojkowa, w ktorej pracował mój wujek. Tam musza być
                                                    pewnie i blokowiska wojskowe, choc nie wiem , bo nie byłam. A Koszlin Tralala,
                                                    zna moja córka, bo przyszli jej teściowie z stamtąd pochodzą.
                                                    Jak dobry architekt weżmie sie za te blokowiska to napeno coś stworzym bo nawet
                                                    jest teraz taka tendencja do powrotu do stroci. Ale wiesz, że to wiąże się z
                                                    kosztami , a w dzisiejszych czasach to trudno o kasę.
                                                    A z czego żyje Lidzbark Warmiński - ma jakiś przemysł ?
                                                  • tralala33 Re: Zamek lidzbarski 05.01.06, 22:01
                                                    Lidzbark klepie biedę, tak jak cała Warmia. Przemysłu to tam nie ma,
                                                    przynajmniej nic wielkiego. Ale próbuje zarabiać na turystyce. I ma Krzyżową
                                                    Górę dla narciarzy - teraz tyle śniegu dosypało, więc chyba biznes się kręci.
                                                    www.lw.net.pl/lw/turystyka/gora.html
                                                    A w lecie zaprasza na Biesiady humoru - wtedy zamek lidzbarski można zobaczyć w
                                                    telewizji w całej Polsce. No i jest wesoło.
                                                  • rita100 Re: Zamek lidzbarski 05.01.06, 22:14
                                                    Ee, to mają dobre żródło przychodu i w zimie i w lecie, nawet lepsze niż
                                                    Olsztyn. Porządna jest ta Góra Krzyzowa, ale chyba zawodów narciarskich nie ma.
                                                    Ale można juz zaprosić Adama Małysza, teraz się wycofał z zawodostwa to będzie
                                                    miał czasu na objazd gór, a tam napewno nie był.
                                                    Biesiada humoru, to coś pamiętam , ostatnio głośno było o kabarecie , który
                                                    przedstawiał opis Bitwy pod Grunwaldem - sławne to bylo i po internecie
                                                    chodziło.
                                                  • tralala33 Re: Zamek lidzbarski 05.01.06, 22:22
                                                    Małysz pewnie wolałby wrócić na prawdziwe skocznie, ale gdyby kiedyś trafił na
                                                    Krzyżową Górę, to by była super atrakcja! A zawody są - familijne, mozna wygrać
                                                    puchar, albo nagrody pocieszenia, na przykład plecak. Aż żałuję, że nie umiem
                                                    jeździć na nartach (chociaż tam startują też tacy, którzy nie umieją, bo
                                                    zajęcie zaszczytnego ostatniego miejsca w stolicy satyry i humoru to żaden
                                                    dyshonor). Dla chętnych:
                                                    KALENDARZ IMPREZ SEZON 2005/2006
                                                    07.01.2006r. Salomon Family Cup
                                                    14.01.2006r. Grand Prix Krzyżowej Góry Edycja I
                                                    28.01.2006r. Grand Prix Krzyżowej Góry Edycja II
                                                    05.02.2006r. Otwarte Mistrzostwa Dziennikarzy
                                                    18.02.2006r. Grand Prix Krzyżowej Góry Edycja III
                                                    04.03.2006r. Finał Grand Prix Krzyżowej Góry
                                                  • rita100 Re: Zamek lidzbarski 05.01.06, 22:48
                                                    A ja żałuję, że mnie tam nie ma, bo narty i buty i wiazania i kijki się
                                                    marnują, a co najgorsze to się starzeją i już mogę startować w najstarszym
                                                    sprzęcie, za co pewnie też by nagradzali. Teraz tylko nawiązać współpracę z
                                                    Zakopanem i Lidzbark okaże się drugą stolicą narciarstwa w Polsce :)
                                                  • rita100 Re: Tralala - prośba 06.01.06, 21:22
                                                    www.olsztyn-pamiatki.pl/index.php?m=dir&s=6ncmb76works874ddbba451vee4ahaoj&id_dir=2389

                                                    Na tej stronce z pamiatkami olsztyna jest sklep , gdzie można kupić ksiązkę -
                                                    jak myslisz , jaką kupić ?
                                                    A jakie masz ?
                                                  • rita100 Re: Ełk pocztówki 06.01.06, 22:15
                                                    www.castlesofpoland.com/prusy/elkdzis_po059.htm
                                                  • tralala33 Re: Tralala - prośba 06.01.06, 22:17
                                                    Z tych wszyskich książek najprzyjemniejsza do czytania jest pewnie książka
                                                    Stanisława Piechockiego Dzieje olsztyńskich ulic - dużo ciekawostek, anegdot i
                                                    wiedzy. Ale jeśli tak bardzo spodobały Ci się stare pocztówki, to widzę tu dwa
                                                    zbiory. Ja mam tylko jeden - Olsztyn na starych pocztówkach. To oczywiście
                                                    raczej do pooglądania.
                                                    I tu muszę dodać coś od siebie - niemal identyczna książka powstała o Gnieźnie,
                                                    nawet format ten sam, widocznie taki, jak tych pocztówek. Z tą różnicą, że tam
                                                    po prawej stronie zamieszczono starą pocztowkę, a po lewej zdjęcie tego samego
                                                    miejsca współcześnie. i wiesz, Rito, czy się różniły te zdjęcia? Właściwie
                                                    tylko tym, że po prawej stronie był obrazek w kolorze sepii, albo czarno-biały,
                                                    a po lewej kolorowy. No i drzewa były większe. Poza tym stare i współczsne
                                                    centrum Gniezna niemal się nie zmieniło - te same kamienice, ulice, place. We
                                                    wrześniu 1939 na Gniezno spadło tylko kilka bomb, jedna z nich niezwykłym
                                                    przypadkiem zburzyła synagogę gnieźnieńską, a zimą 1945 roku wojsko rosyjskie
                                                    nie spaliło miasta, ograniczono się jedynie do ustawienia armat na rynku i
                                                    ostrzelania Katedry, która na szczęście została pięknie odrestaurowana. Żal,
                                                    patrząc na stare pocztówki z Olsztyna, że tak wiele z tych pięknych domów i
                                                    miejsc znikło bezpowrotnie.
                                                  • rita100 Re: Tralala - prośba 06.01.06, 22:34
                                                    Wiesz, Tralala, wojna wyzwala demony i Olsztyn był pierwszym miastem
                                                    wyzwolonym, szturm był nagły, a Armia Czerwona głodna, może poczuli tu zachód i
                                                    pozwali sobie na wszystko. Czytałaś Sołzeńcyna, on trochę pokazuje ten pęd
                                                    Armii do przodu i ich zachłyśnięciem takim życia w Olsztynie i okolicach. Dla
                                                    nich to było nieprawdopodobne tak wygodnie sobie żyć.
                                                    Ale tez dalej medytując to myślę, że dzięki Olsztynowi nie zostały tak
                                                    strasznie wyburzone inne miasta , niektórzy dowódcy oszczędzili tego innym
                                                    miastom.

                                                    Tak , zamówię Piechockiego - Dzieje olsztyńskich ulic.
                                                  • tralala33 Re: Tralala - prośba 06.01.06, 22:39
                                                    Wcześniej zdążyli się pastwić na Kętrzynem. Tam też wyzwolili tak, że kamień na
                                                    kamieniu nie został, a okolice zamku zabudowane są teraz blokami, fuj. Aż
                                                    dziw, że Reszel ocalał, może był zbyt mały?
                                                    Jutro dopiszę coś więcej o innych książkach, ale wydaje mi się, że Olsztyńskie
                                                    ulice to najbardziej wciągająca lektura.
                                                  • rita100 Re: Tralala - prośba 06.01.06, 22:48
                                                    To idziemy już spać z myslą, że Olsztyn tak strasznie został zbombardowany i
                                                    spalony, a spalony przez nieuwagę Armii Czerwonej, ktora fajrowała wyzwolenie
                                                    w ten sposób. Szkoda, cała Polska wtenczas odbudowywała Warszawę, nie myśląc o
                                                    zrujnowanym Olsztynie. To sprawa była dyrektyw odgórnych.
                                                    dobranoc
                                                  • tralala33 Re: Ignacy Krasicki 07.01.06, 21:44
                                                    Tak sobie chorując i lekując się, ku przestrodze wszystkim i na zakończenie
                                                    wizyty w Lidzbarku Warmińskim, zacytuję jedną z bajek biskupa warmińskiego,
                                                    księcia poetów, Ignacego Krasickiego:

                                                    Człowiek i zdrowie

                                                    W jedną drogę szli razem i człowiek, i zdrowie.
                                                    Na początku biegł człowiek; towarzysz mu powie:
                                                    "Nie spiesz się, bo ustaniesz." Biegł jeszcze tym bardziej -
                                                    Widząc zdrowie, że jego towarzystwem gardzi,
                                                    Szlo za nim, ale z wolna. Przyszli na pot drogi:
                                                    Aż człowiek, że z początku nadwyrężyl nogi,
                                                    Zelżył kroku na środku. Za jego rozkazem
                                                    Przybliżyto się zdrowie i odtąd szli razem.
                                                    Coraz człowiek ustawał. Mając w pogotowiu,
                                                    Zbliżył się. "Iść nie mogę, prowadź mnie" - rzekł zdrowiu.
                                                    "Było mnie zrazu słuchać" - natenczas mu rzekło.
                                                    Chciał człowiek odpowiedzieć, lecz zdrowie uciekło.

                                                    Więcej bajek, satyr i wierszy na stronie
                                                    krasicki.kulturalna.com/
                                                  • tralala33 Re: Stoczek Warmiński 09.01.06, 22:01
                                                    12 kilometrów na wschód od Lidzbarka znajduje się sanktuarium maryjne w Stoczku
                                                    Warmińskim. Tradycje kościoła sięgają średniowiecza, kiedy to w cudowny sposób
                                                    znaleziono we wsi figurkę Matki Boskiej. Pierwsza kaplica tudzież figurka
                                                    zostały zniszczone w czasach reformacji. Odbudowy sankturaium podjał się biskup
                                                    Szyszkowski - miało to być wotum na cześć Matki Boskiej w podzięce za pokój po
                                                    wojnie i najeździe szwedzkim. Kaplica w kształcie rotundy powstała w połowie
                                                    XVII wieku, później dobudowano klasztor i kolejno krużganki dla piegrzymów,
                                                    wzorowane na Świętej Lipce.
                                                    W historii nowożytnej klasztoru najistotniejszym wydarzeniem było
                                                    przetrzymywanie w klasztorze w Stoczku Warmińskim internowanego przez władze
                                                    PRL kardynała arcybiskupa Stefana Wyszyńskiego (od października 1953 do
                                                    października 1954r).
                                                  • tralala33 Re: Stoczek Warmiński 09.01.06, 22:06
                                                    Pierwszym miejscem internowania Kardynała Wyszyńskiego był Rywałd.
                                                    Przewiezienie do Stoczka Warmińskiego 12 października 1953 roku kardynał Stefan
                                                    Wyszyński opisuje dokładnie w 'Zapiskach więziennych'. Jechano od strony
                                                    Jabłonowa Pomorskiego przez Ostródę, zatrzymując się w Olsztynie, przed
                                                    budynkiem Wojewódzkiej Rady Narodowej. Tutaj przez dłuższy czas kardynał
                                                    Wyszyński mógł obserwować olsztyńską ulicę. Potem samochód ruszył dalej,
                                                    zapewne przez Lidzbark Warmiński, do znajdującego się z dala od większych miast
                                                    klasztoru w Stoczku.
                                                  • tralala33 Re: Stoczek Warmiński 09.01.06, 22:09
                                                    Malutkie zdjęcie klasztoru w Stoczku Warmińskim można znaleźć na tej stronie
                                                    www.stoczek.pl/pl/index.phtml?doc=cont01
                                                  • rita100 Re: Stoczek Warmiński 09.01.06, 22:29
                                                    Piękny ten klasztor w Stoczku Warmińskim, sliczne połozone i zobacz jak zadbany
                                                    ogród. Co ciekawe , ani jednego zabudowania wokół. Pas pieknej zieleni,
                                                    całkowite odludzie, a jakie zielone. Żywa natura. Chyba JPII odwiedzał ten
                                                    teren.
                                                  • tralala33 Re: Stoczek Warmiński 09.01.06, 22:35
                                                    Odludne, więc pewnie dlatego tam przewieziono kardynała Wyszyńskiego. Już
                                                    miałam wyłączyć komuter, ale jeszcze raz kliknęłam tu i tam, i proszę co
                                                    znalazłam - opis drogi do Stoczka Warmińskiego z 'Zapisków więziennych'
                                                    kardynała Wyszyńskiego:
                                                    ‘Zajmuję miejsce w aucie wraz z "panem w ceracie". Stoi kilka innych wozów w
                                                    dyskretnej odległości. Ruszamy. W imię Boże! Czuję się tak bardzo "rzeczą", że
                                                    nie pytam o nic. Oddaję się w opiekę Matce Bożej i świętemu Józefowi, od
                                                    którego tak nagle zostałem oderwany.
                                                    Droga wśród ciemności nadaje się doskonale do modlitwy i rozważań. Jedziemy
                                                    wyraźnie na Jabłonowo Pomorskie.
                                                    Bardzo starannie czuwano nad tym, bym nikogo nie widział. Po drodze mijamy
                                                    Ostródę; dłuższy czas stoimy przed gmachem województwa w Olsztynie. Jest późno -
                                                    wraca mnóstwo ludzi z nieznanych mi dróg. Wreszcie ruszamy dalej; mijamy Dobre
                                                    Miasto i Lidzbark. Znowu zbłądziliśmy w ciemnościach; stoimy na drodze, zbliża
                                                    się jakiś wóz, który zatrzymano z daleka i zawrócono. Nadchodzi jakiś
                                                    mężczyzna, którego zawrócono. Po kilku minutach jazdy zajeżdżamy przed jasno
                                                    oświetloną bramę; świeci się wiele lamp. Brama jest obita świeżymi deskami.
                                                    Jakiś niedostrzegalny duch otwiera bramę od środka.’
                                                  • rita100 Re: Stoczek Warmiński 09.01.06, 22:53
                                                    >czas stoimy przed gmachem województwa w Olsztynie

                                                    Gdzie ten gmach jest w Olsztynie ?
                                                    Tralala, Olsztyn w tamtych czasch był wybitnie uczulony na kościół. Opowiem Ci
                                                    coś,prawdziwą historyjkę - no to dobranoc :)
                                                  • tralala33 Re: Stoczek Warmiński 10.01.06, 19:46
                                                    Rada Wojewódzka to obecnie Urząd Wojewódzki, czyli Aleja Piłsudskiego a dawniej
                                                    Zwycięstwa, vis a vis gmachu Rejencji, potem DOKP a teraz Sądu. Tyle że nie
                                                    dowiemy się pewnie, gdzie dokładnie zatrzymał się ten samochód - czy było widać
                                                    Ratusz, czy może kościół Najświętszego Serca Pana Jezusa na Kopernika, a może
                                                    na ulicy Kościuszki?
                                                    Rito, muszę dziś uciekać z forum do pracy, ale przed zaśnięciem chętnie
                                                    przeczytam Twoje wpisy, a zwłaszcza opis weseliska w Bajaniu! Pozdrawiam.
                                                  • rita100 Re: Stoczek Warmiński 10.01.06, 20:36
                                                    Tralala, opisując drogę Kardynała Wyszyńskiego, na myśl natychmiast przychodzi
                                                    mi takie zdarzenie. Było to w czasie kiedy chodziłam do 3 kl szkoły
                                                    podstawowej, kiedy to mieszkałam na przeciwko Komendy Wojewódzkiej Milicji,
                                                    kiedy to miałam sowbodne wejście do tej instytucji. Latałam tam po kilka razy
                                                    dziennie, a wartownicy mnie znali. Więc kiedyś prosto po szkole poleciałam do
                                                    biura matki gdzie siedziała przy maszynie do pisania, a obok były otwarte drzwi
                                                    do pokoju naczelnika i ... z radością obwieściłam , ze byłam z koleżankami na
                                                    religii... jak to dziecko i wiesz co mnie spotkało ? Daj spokój, największe
                                                    lanie życia, takie pokazowe przed naczelnikiem i resztą , straszne to było - od
                                                    tej pory unikałam kościoła jak diabeł święconej wody...aż do momentu kiedy
                                                    opóściłam Olsztyn.
                                                    A teraz pokażę Ci klasztor do którego ciągle wchodziłam i uczęśczałam na msze
                                                    św. mimo , ze nie byłam chrzczona. W trakcie rozmów z proboszczem
                                                    potwierdził , że Olsztyn był specyficzny co do spraw kościelnych. Takiego
                                                    rygoru nie było w innych regionach.
                                                    ofm.krakow.pl/nsd/foto/foto11.jpg
                                                    To jest klasztor oo Franciszkanów w Wieliczce
                                                  • tralala33 Re: Stoczek Warmiński 11.01.06, 21:17
                                                    Pewnie Twoja Mama bała się stracić pracę. Faktycznie z Olsztyna starano się
                                                    zrobić czerwone miasto, przez lata nie wydawano pozwoleń na budowę kościołów,
                                                    chociaż było coraz więcej ludzi. Parafia św. Jakuba (katedralna) obejmowała
                                                    kilkadziesiąt tysięcy ludzi. A kiedy Jaroty z podolsztyńskiej wsi zamieniły się
                                                    w osiedle mieszkaniowe, nadal była tam tylko mała kapliczka, i dopiero po wielu
                                                    staraniach proboszcz dostał pozwolenie jedynie na jej rozbudowę. Jaki był
                                                    efekt - zaraz pokażę :)
                                                  • rita100 Re: Stoczek Warmiński 11.01.06, 21:24
                                                    To czekam , przypuszczam , że Olsztyn był niesamowicie czerwony i w porównaniu
                                                    z innymi miastami najbardziej rygorystyczny. Kiedy przyjechałam na południe ,
                                                    róznica była kolosalna. Przynajmniej ludzie się tu nie bali, byli swobodni i
                                                    luźni. A Partia nie miała takiego zasięgu ani rygorów.
                                                  • tralala33 Re: Stoczek Warmiński 11.01.06, 21:29
                                                    O proszę:
                                                    www.moje-fotografie.olsztyn.pl/index.php?idd=30&ido=266&idz=6886
                                                    to czerwone - to stara kapliczka warmińska, a to białe - jej rozbudowa!
                                                    Coś ta milicja obywatelska w Olsztynie bardzo pilnowała, by jej funkcjonariusze
                                                    przypadkiem nie zabłądzili do kościoła. Moja szkoła podstawowa znajdowała się
                                                    na nowym wówczas osiedlu, gdzie większość bloków należała do wojska, dwa do
                                                    milicji a jeden do Wyższej Szkoły Rolniczej (póxniej ART), dlatego w klasie
                                                    mieliśmy mała garstkę dzieci kortowskich, sporo dzieci z rodzin wojskowych i
                                                    dwoje dzieci milicjantów. Mimo to wszyscy lub niemal wszyscy po szkole
                                                    chodziliśmy na lekcje religii do kościoła św. Józefa (w bardzo ciekawych dla
                                                    nas salkach - w podziemiach kościoła, czasem zakradaliśmy się nieco dalej w te
                                                    piwnice, i przez kratki w suficie/posadzce mogliśmy zaglądać do wnętrza
                                                    kościoła). No więc, wszyscy chodziliśmy na te lekcje, ale nie wszyscy pod
                                                    swoimi nazwiskami! Moja najbliższa koleżanka, córka milicjanta, nie mogła
                                                    ujawnić się na liście obecności, żeby jej tato nie miał problemów w pracy. A do
                                                    I Komunii przystąpiła nie z nami, w kościele, ale sama, w kaplicy w domu sióstr
                                                    zakonnych. Byłam jedyną osobą z klasy, zaproszoną na uroczystość(poza rodziną)
                                                    pod warunkiem zachowania tajemnicy. Dopiero teraz ją zdradzę - już wolno, mam
                                                    nadzieję? Tato tej koleżanki od dawna jest na emeryturze więc nic nie grozi.
                                                  • rita100 Re: Stoczek Warmiński 11.01.06, 21:40
                                                    Dobrze, że zostawili na pamiatkę ta kapliczkę, jest to pamiatka po tych czasach.
                                                    Z tym kosciołem w Olsztynie to przesadzali, grubo przesadzali i nie dziwię się
                                                    takiej konspiracji, wystarczyło tylko zdjęcie zrobic , że wchodzi do kościoła i
                                                    juz się traciło pracę. Dziwne to czasy były , jak opowiadałam w Krakowie to
                                                    nikt w to nie uwierzył. Dwa odmienne rejony. Czy cos wiesz o blokadach etatów w
                                                    Olsztynie ? Były takowe ? czyli ten co podpadł nigdzie już nie mógł znaleź
                                                    pracy.
                                                  • tralala33 Re: Ignalin 12.01.06, 19:38
                                                    O blokadach etatu i wilczych biletach nie słyszałam. Byliśmy wtedy dziećmi i
                                                    nie do końca wiedziałam, czym róznią się rodziny milicyjne i wojskowe. Choć
                                                    pewne różnice zauważaliśmy. My często biegaliśmy z kluczem na szyi bo rodzice
                                                    mieli zajęcia w Kortowie w róznych godzinach, także po południu, a w rodzinach
                                                    wojskowych mamy często nie pracowały zawodowo i zajmowały się
                                                    dziećmi. 'Milicyjne' dzieci, jak pisałam, w żadnym razie nie mogły otwarcie
                                                    chodzić do kościoła. No i nie miały świętego Mikołaja, a do nas w Kortowie
                                                    przychodził!
                                                    Oj, rozpisałam się a miałam napisać o Ignalinie. To już za chwilę.
                                                  • tralala33 Re: Ignalin 12.01.06, 19:43
                                                    Ignalin to wieś tuż obok Lidzbarka. Niewielu by o nie słyszał, gdyby nie krwawa
                                                    bitwa napoleońska, która miała tu miejsce niemal 200 lat temu, między 10 a 11
                                                    czerwca 1807 roku. W tym roku latem czeka nas inscenizacja tej bitwy, o czym
                                                    pisze Gazeta Olsztyńska:
                                                    'W Klubie Garnizonowym w Lidzbarku Warmińskim można oglądać wystawę poświęconą
                                                    Bitwie Napoleońskiej, która w 1807 roku została stoczona pod Lidzbarkiem, koło
                                                    wsi Ignalin.
                                                    Eksponaty pochodzą ze zbiorów Piotra Czerepaka z Sopotu, który jest jednym z
                                                    organizatorów inscenizacji bitwy napoleońskiej, która odbędzie się w Lidzbarku
                                                    w czerwcu przyszłego roku. Będzie to trzydniowe widowisko historyczne, w którym
                                                    weźmie udział ponad dwustu żołnierzy z Polski i Europy. Oprócz bitwy żołnierze
                                                    paradnie przemaszerują ulicami miasta. Zostanie zorganizowany turniej
                                                    strzelecki i wiele atrakcji związanych z kunsztem żołnierskim tamtych czasów.
                                                    Inscenizacja bitwy rozpocznie się 9 czerwca.'
                                                    www.wm.pl/Index.php?ct=lidzbark&sct=lidzbark&id=805351
                                                  • rita100 Re: Ignalin 12.01.06, 20:50
                                                    To zanosi się na piekną uroczystośc , pewnie będzie wzmianka w mediach 9
                                                    czerwca. Dobrze, że to wypada w lecie, pewnie i dużo turystów się zjedzie.
                                                    200 lat wstecz, to dla miasta Lidzbarka wielkie wyzwanie , no i wiadomo, że
                                                    Warmiacy powinni uczestniczyć ;))))

                                                    Dziś czytałam po raz kolejny pewną bajeczkę - 'W Szczęśnie diabły dają matki'
                                                    Jak czytałam to płakałam ze śmiechu i musiałam udawadniać opowiadając ją, że
                                                    faktycznie mozna płakać ze śmiechu. Co za bajka śmieszna. Dopiero ją zamieszczę
                                                    ale na wspomnienie o niej dalej się smieję. Jak tylko skończę Amelię to Ci ją
                                                    wkleję.
                                                  • tralala33 Re: Ignalin 13.01.06, 20:22
                                                    Bitwa pod Grunwaldem będzie więc miała konkurentkę. Ciekawe, czy będzie to
                                                    jednorazowa impreza, czy też co roku będziemy przeżywać historię kampanii
                                                    napoleońskiej. O przebiegu bitwy nie będę pisać, bo się w niej gubię. Za to
                                                    dopiszę jeszcze parę ciekawostek na temat wsi Ignalin. To bardzo stara wieś -
                                                    założona między 1333 a 1342 rokiem przez wójta warmińskiego Henryka Lutra, a
                                                    została ulokowana w okolicach wielkiego, tajemniczego lasu pruskiego Sparwirde.
                                                    W języków Prusów znaczyło to Las Kruków. Obecną nazwę 'przywieźli' ze sobą
                                                    przesiedleńcy z Wileńszczyzny, gdzie do 1945 roku istaniała wieś Ignalino.
                                                  • rita100 Re: Ignalin 13.01.06, 21:18
                                                    Z tymi nowymi nazwami to naprawdę nie dobrze, bo nie można sobie ją skojarzyć z
                                                    starszą dawniej nazywaną przez autochtonów. Tak cztając bajki to stykam się z
                                                    takimi nazwami, ktore pewnie już nie ma. Przypominam o nazwie wsi, bardzo
                                                    waznej dla baśni" W Sześnie diabeł matke daje. Tam w Sześnie (wioska w powiecie
                                                    mrągowskim) za kiedyśn'ich dawn'ich czasów b'iła gmina." Ciekawe czy ta wieś
                                                    jeszcze jest ?
                                                    Wracając do sławnych bitw, to ta Grunwaldzka wpisała się już w tradycje i
                                                    wiem , że tam zjeżdzają sie milośnicy rycerstwa z całej Polski, ale czy
                                                    zjeżdzać się będą corocznie żołmierzyki Napoleona to sie okaże. Ważny jest ten
                                                    pierwszy raz , by im się udał i zdobył zapaleńców i fanów.
                                                  • rita100 Re: Ignalin 14.01.06, 20:22
                                                    Witam Cię Tralala, alem sie dobrała do fajnej stronki
                                                    spójrz - znasz ją ?
                                                    olszak.fst.pl/index.htm
                                                  • rita100 Re: tajemnice Prus 14.01.06, 20:39
                                                    bartosz4.fm.interia.pl/prusy/prusy.html
                                                    www.berlinka.pcp.pl/obozy.html
                                                    www.stjuchy.kolej.szczecin.pl/
                                                    a to kolej na Mazuraoch i zdjęcia pozostalości po szynach.
                                                  • rita100 Re: tajemnice Prus 14.01.06, 20:44
                                                    www.berlinka.pcp.pl/berlinka.html
                                                    Pomyliłam stronki, to jest ta trasa berlinki wczorajszej i dzisiejszej
                                                  • tralala33 Re: tajemnice Prus 14.01.06, 21:57
                                                    Bardzo ciekawa ta stronka o kolei stjuchy, ale rusza się tak powoli, jak nie
                                                    przymierzając lokalny pociąg osobowy, zatrzymujący się na każdej stacji. W
                                                    dodatku w pewnym momencie przekierowało mnie na bocznicę a tam - niespodzianka.
                                                    Garść legend, niezwykle ciekawych o wsi Stare Juchy, jedna - o jeziorze
                                                    Ślepieniec opowiedziana przez piękną gwarą mazurską przez Jana Biernata w 1956
                                                    roku. Wszystkie zebrane przez jan kaweckiego. Niestety autor strony, pan Michał
                                                    Kawecki, poczynił groźnie brzmiące zastrzeżenia o publikowaniu zebranych na
                                                    swojej stronie materiałów. Z drżeniem serca wklejam więc jedynie adres strony.
                                                    Rito, czy w razie czego będziesz mi przysyłać paczki, chocby wirtualne?
                                                    www.starejuchy.pl/enter.html
                                                  • tralala33 Re: tajemnice Prus 14.01.06, 22:03
                                                    Na tej stronie z boczku trzeba kliknąć 'Legendy' - no to wracam i czytam dalej,
                                                    o muzykantach, których diabeł na bagna wyprowadził, brrr.
                                                  • rita100 Re: tajemnice Prus 14.01.06, 22:21
                                                    Aleśmy się dokopali stronki - i co robimy ? Zamieszczamy te legendy ? Bo
                                                    stronka to jak stronka , może się kiedyś nie otworzyć, a forum pewne. Nie bój
                                                    się gorzałeczkę napeno będę podsyłać. Jestem wprawiona już przekupywaniu
                                                    klawiszy i gwarę więzienną też troszeczkę znam ;))))
                                                    Może te legendy damy pod bajanie na ekranie , bezpośrednio pod gawędami Cyfusa.
                                                    Co robimy ?
                                                  • rita100 Re: tajemnice Prus 14.01.06, 22:23
                                                    Może lepiej tu, tylko w tytule zaznaczymy Stare Juhy
                                                  • tralala33 Re: tajemnice Prus 14.01.06, 22:31
                                                    Mo właśnie - tam mamy warmińskie bajanie na ekranie, a te baśnie są mazurskie.
                                                    Więc może jednak tu, albo w Folklorze? (a to nam się wątki posplatały).
                                                  • rita100 Re:Legendy o Starych Juchach i okolicach 14.01.06, 22:33
                                                    legenda o powstaniu nazwy miejscowości:

                                                    Około 500 metrów na wschód od kościoła, po lewej stronie torów kolejowych do
                                                    Ełku znajduje się w lesie wielki głaz narzutowy. Legenda mówi, iż był on
                                                    niegdyś pogańskim ołtarzem ofiarnym, na którym Jaćwingowie składali ofiary
                                                    swoim bożkom: Perkunasowi, Petrimpusowi i Pikilusowi. Od krwi ściekającej z
                                                    ołtarza - podobnie jak w starej polszczyźnie zwanej z jaćwieska „jucha” -
                                                    wzięła nazwę osada: początkowo zwana Juchą. Głaz ten zaliczany jest do
                                                    największych na terenie Mazur. Uznany został już w okresie przedwojennym za
                                                    pomnik przyrody.

                                                    Często w legendach tych występuje motyw diabła, albo innych sił nieczystych.
                                                    Ludowi bajarze upodobali sobie szczególnie pod tym względem niewielkie jezioro
                                                    Ślepieniec w pobliżu Gorła. Opowiedziana w 1956 roku przez Jana Biernata
                                                    historia o tym jeziorze brzmi następująco:

                                                    „... Ojciec i syn Kossak z Gorła (nima tam już nic, ni bobinku po nich nie
                                                    zostało) łozili na tym Ślepińcu ryby. Dostali srogiego scubła, a potem kleli co
                                                    tak więcej nie dostali. Ten scupak jim ros w bacie. Tedy tak zakleli to scubeł
                                                    zaginął, ale wietrz taki zisier, tak zrobziuł. To ten diabeł (zły zietr) ino
                                                    posed po brzezinie. Ino się brzezina gięła i zginął...” Nie jest to jedyna
                                                    historia o siłach nieczystych zamieszkujących to jezioro: „Pewnego razu w
                                                    Juchach było wielkie wesele. Na weselu grali muzykanci z Gorła. Gdy muzykanci
                                                    wracali do domów, noc była bardzo ciemna i niespokojna. Po drodze napadł na
                                                    nich straszny wilk, oni uciekając zgubili drogę i zabłądzili. Chodząc po polach
                                                    spotkali dużego chłopa, opowiedzieli mu o swoim nieszczęściu. Wysłuchawszy ich
                                                    obiecał, że zaprowadzi ich do domu. Szedł przed nimi sporymi krokami, a żeby im
                                                    weselej było, wziął od jednego z muzykantów skrzypki i grał im cudne piosenki,
                                                    oni zaś szli za nim jak zaczarowani. Nagle, gdzieś daleko zapiał kogut. Chłop
                                                    rzucił skrzypki i znikł. Gdy trochę rozwidniło się, zobaczyli, że znajdują się
                                                    na bagnie koło jeziora Ślepieniec. Wiele nie brakowało, a potopiliby się w nim.
                                                    Niezwykły to był chłop, który ich prowadził, bo był nim diabeł, władca tego
                                                    jeziora. Gdyby nie pianie koguta, który przepędził tym diabła, na pewno
                                                    muzykanci leżeliby na dnie diabelskiego jeziora.”

                                                    Istnieją aż trzy różne legendy dotyczące dawnego jaćwieskiego grodziska -
                                                    Zamczysko na północ od wsi Gorłówko. Irena Szczech ze Szczecinowa przedstawiła
                                                    taka jej wersję:

                                                    „Starzy ludzie powiadali, że na tej górze przed kilkuset laty stał zamek. Gdy
                                                    pewnej niedzieli pan zamku zagnał wszystkich ludzi do roboty, na niebie zjawiły
                                                    się ciemne chmury i nad zamkiem rozsrożyła się straszna burza. Ziemia się
                                                    rozwarła, a zamek ze wszystkimi tam znajdującymi się ludźmi gdzieś znikł. Po
                                                    wiekach ludzie w ziemi widzieli szpary i rysy. Każdego roku, w lecie, gdy była
                                                    ładna pogoda ukazywała się córka pana tego zamku, ubrana w długą, niebieska jak
                                                    niebo szatę. Miała długie, piękne włosy. Trzymała duży kosz i długą linę, na
                                                    której rozwieszała piękną, białą bieliznę i kładła do kosza, a potem znikała.
                                                    Zamku tego już nikt nie widział, ale góra jeszcze i teraz istnieje.”

                                                    Inną wersje legendy przedstawiał Tys z Gorłówka:

                                                    „Był kiedyś na górze zamek, który zapadł się pod ziemię. Raz na sto lat
                                                    wychodzi z głębi panna, na biało ubrana i czeka, aby ja ktoś wyzwolił od
                                                    potępienia przez trzykrotne obniesienie dookoła góry, nie wolno mu się przy tym
                                                    niczego przestraszyć. Stary Juszko, może miał z dziewięćdziesiąt lat,
                                                    opowiadał, że pewien chłop o dwunastej w nocy napotkał ja i zaczął obnosić. Dwa
                                                    razy już obniósł i zdawało mu się, że panna jest coraz cięższa. Ona mu
                                                    tłumaczyła, że nie ma się czego bać, bo mu nic się nie stanie. Gdy trzeci raz
                                                    zaczął drogę dookoła góry, wlazł na kupę siana. Było tam pełno wężów i gadów.
                                                    Chłop przestraszył się i chciał zawrócić. To zgubiło pannę. Tylko zaklaskała w
                                                    ręce i na zawsze przepadła.”

                                                    Ostatnią z wersji legendy przedstawiła Nina Marcjan, która to jakoby miała być
                                                    świadkiem tego zdarzenia:

                                                    „Na stoku góry otwiera się ziemia, a z głębi wychodzą trzy wysokie niewiasty,
                                                    ubrane w długie, białe szaty; ukazują się trzy razy na dobę: o godzinie
                                                    szóstej, dwunastej i osiemnastej. Trzeba im ustępować z drogi, gdyż inaczej
                                                    mocno bija czym popadnie. Jednego młodziana stłukły porządnie za zdradę
                                                    dziewczyny. Raz spotkały pewną kobietę z Dobrej Woli, która chodziła po
                                                    prośbie. Zaprosiły ją do swoich komnat. Zjechały w dół do pana, który miał
                                                    klucze od zamku i poleciły kobiecie, aby mu wykradła klucz. Trudno jej było to
                                                    wykonać, bo on był straszny i pluł ogniem. Niewiasty wyprowadziły ją na górę i
                                                    powiedziały do niej: Jesteśmy na wieki zatracone i znikły. Od tego czasu nikt
                                                    ich więcej nie widział i ziemia się więcej nie otwierała.” Lendzian z Gorłówka
                                                    opowiedział natomiast następującą historyjkę: „W Orzechowie żył chłop, który
                                                    mieszkał z dala od wioski, bliżej do lasa. Miał to być czarownik. Cudny to był
                                                    chłop. Okiem strzelał zające. Raz założył się na zająca i strzelił do niego, a
                                                    ten zając, nic mu się nie stało, stanął na słupka i łapką mu pogroził. Chłop na
                                                    to nic nie dbał. I tak było dwa razy i nie trafił. Za trzecim razem zając
                                                    przybiegł do niego i łapką go wybił. I ten chłop niedługo i pomarł.” O innej
                                                    zapadniętej górze mówiono w Rogalach: „...Jest tu niedaleko Góra Zielga
                                                    (Wielka) i tu bodaj był dom. Ten dom zapad. Potem kopali chłopy i chcieli się
                                                    do niego dokopać. Potem się dali na pokój. Zapadła ziem i ludzi nie było, wcale
                                                    zabacyli o tem.”

                                                    Istnieje także legenda o małym jeziorku między Szczecinowem a Dobrą Wolą,
                                                    zwanym „Okiem”, opowiedziana przez Irenę Szczech ze Szczecinowa:

                                                    „Przy granicej Szczecinowo stał przed kilku wiekami stary kościół. Ludziom,
                                                    które w tej okoliczy mieszkały było im bardzo dobrze. Z powodu tego byli
                                                    niepobożne i nie szły do kościoła. Nawet i święta nie myszlały o kościele,
                                                    tylko o swoich codziennych robot, a aby się rozweselyć. W pewnej wygilii przed
                                                    Bożego Narodzeniem nikt nie poszedł do kościoła i dlatego kościelny wcale nie
                                                    dzwonył. W tem nagle okazał się anioł z nieba, zabrał dzwonie (dzwony) i
                                                    zaniósł ich do bliskiego jeziora gdzie ich utopył. Stare ludzie jeszcze długie
                                                    lata potem, co wiecór przed Bożego Narodzeniem słyszeli jakby wszechświata głos
                                                    tych dzwonów. Kościół ten już się zniścił, teraz po niem żadnego szladu nie ma.
                                                    Jezioro te, które choć aż bardzo małe nie ma dna. Przez mierzenie zbadano, że
                                                    przy brzegu jest 15 metrów głęboko, lecz w środku jeziora nie można się w żaden
                                                    sposób do dna dostać. Mieszkańce z Szczecinowa i Dobrowoli nazywają te jezioro
                                                    Oko.”

                                                    Ciekawa jest też historia pochodzenia nazwy wsi Królowa Wola:

                                                    „Król wiózł chora córkę daleko do miasta. Goniła go moc szczurów. Aby się od
                                                    nich uwolnić król najpierw rzucił im swoje ubranie, potem zostawił uprząż, w
                                                    końcu z córką na ręku wszedł do wody. Za nim pobiegły szczury i potopiły się.
                                                    Od tej chwili wyginęły szczury, bo taka była króla wola.”
                                                    Możesz przeczytać także tajemnicach budowy kolei koło Starych Juch -
                                                    nieukończonym nasypie przez jezioro Rekąty.

                                                    Treść legend zebrał Jan Kawecki. Na podstawie własnego opracowania "Monografii
                                                    gminy Stare Juchy" - Michał Kawecki

                                                    Publikacja materiałów zawartych na tej stronie za uprzednią zgodą i podaniem
                                                    nazwiska autora.
                                                    www.starejuchy.pl/enter.html
                                                    Panie Michale Kawecki - jakoś się dogadamy :)

                                                  • tralala33 Re:Legendy o Starych Juchach i okolicach 14.01.06, 22:37
                                                    Czy możemy liczyć na podwójną celę? I czy będzie wygodniejsza od pokojów w tak
                                                    zwanym Hotelu Wysoka Brama?
                                                  • rita100 Re:Legendy o Starych Juchach i okolicach 14.01.06, 22:40
                                                    tralala33 napisała:

                                                    > Czy możemy liczyć na podwójną celę? I czy będzie wygodniejsza od pokojów w
                                                    tak
                                                    > zwanym Hotelu Wysoka Brama?

                                                    O tak , może lepsze od hotelu w Wysokim Bramie będzie więzienie, bo one sa
                                                    chyba bardziej komfortowe ;))) Ale wyszukałas te legendy, ja bym przeoczyła je.
                                                    Idziemy dalej szukać ?
                                                  • rita100 Re: tajemnice koleji Stare Juchy 14.01.06, 22:38
                                                    www.starejuchy.pl/enter.html
                                                    Wolałam Tralala sama wpisać te legendy - może zrozumia , ż ezłej intencji nie
                                                    mamy, a stronki to już my znamy, raz się pokażą , a raz są niedostępne.
                                                  • rita100 Re: jeszcze Braniewo 15.01.06, 21:18
                                                    Wielkie założenie pałacowo-parkowe (obecnie w ruinie), wraz z wsią Słobity,
                                                    usytuowane około 15 km na północny wschód od Pasłęka i około 25 km na wschód od
                                                    Elbląga. Od 1525 do 1945 r. własność i główna siedziba jednego z
                                                    najważniejszych arystokratycznych rodów pruskich, rodu zu Dohna. Powstałe tu w
                                                    dobie baroku założenie architektoniczno-przestrzenne było najwybitniejszą
                                                    realizacją epoki na terenie Prus.
                                                    Członkowie rodu Dohna, wywodzącego się z Saksonii, przybyli do Prus przez Śląsk
                                                    w okresie późnego średniowiecza (ok. połowy XV wieku), jako rycerze Zakonu
                                                    Krzyżackiego.
                                                    www.arta.olsztyn.pl/polski/palace.htm
                                                  • tralala33 Re: jeszcze Braniewo 15.01.06, 21:26
                                                    Rito spójrz na ten artykuł serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34309,3113066.html
                                                    Coś a propos pałaców i dworów dawnych Prus Wschodnich. O Kulczykach można
                                                    różnie myśleć i mówić, ale Stary Browar w Poznaniu pani Kulczykowej bardzo się
                                                    udał (architektonicznie), więc może i tę rezydencję uda im się ocalić?
                                                  • rita100 Re: jeszcze Braniewo 16.01.06, 20:48
                                                    To dobra wiadomośc i wiesz - ludzie najczęściej zazdroszczą właścicielom
                                                    pałaców i źle patrza na to , ale jednak gdyby nie oni, to wszystko by juz było
                                                    zrównane z ziemią , bo niestety wspólne mienie sie nie sprawdziło. Nikt nie
                                                    chce iwestować w to co jest nie jego, no bo po co ? Wiele pałaców jest juz w
                                                    prywatnych rękach i doprowadzanych do świetności.
                                                  • tralala33 Re: Szymbark 16.01.06, 21:20
                                                    A ja cały czas się głowię, gdzie jeszcze spotkałam się z tym nazwiskiem - von
                                                    Finkenstein, i już chyba wiem - to zamek w Szymbarku, niedalego tego
                                                    zrujnowanego pałacu, ale już w województwie warmińsko-mazurskim. Zamek w
                                                    Szymbarku został w 1699 roku nabyty przez ordzinę von Finkensteinów, których
                                                    własnością pozostał do roku 1945. Spalony przez Armię Czerwoną do tej pory
                                                    pozostaje w stanie ruiny (niezwykle imponującej, głównie ze względu na wyskość
                                                    murów i liczne wieże). Obecnie w rekach prywatnych – czy właściciel jest w
                                                    stanie uporać się z remontem lub choćby zabezpieczeniem tego zamku, nie wiem?
                                                  • tralala33 Re: Szymbark 16.01.06, 21:21
                                                    miks.ar.wroc.pl/zamki/zk.htm
                                                    Na tej stronie (mam nadzieję, nie zawirusowanej) grubo ponad 20 zdjęć ruin
                                                    zamku szymbarskiego, ale szczerze powiem – zdjęcia nie oddają ogromu tej
                                                    monumentalnej budowli.

                                                    I jeszcze jedna ciekawostka – tym razem dotyczy pałacu von Finkensteinów w
                                                    Kamieńcu Suskiem (tego zakupionego przez Kulczyk Holding) – rzeźby z tego
                                                    spalonego w 1945 roku przez Armię radziecką pałacu dziś zdobią centrum Iławy!
                                                    No to jak się doktor Jan o tym dowie, może się upomnieć?
                                                  • tralala33 Re: Szymbark 16.01.06, 21:35
                                                    O tu jeszcze nieco informacji o zamku w Szymbarku:
                                                    SZYMBARK Wieś nad jeziorem Szymbarskim, po raz pierwszy wymieniona w 1378r.
                                                    jako osada przy zamkowa. W zabytkowym parku znajdują się ruiny gotyckiego zamku
                                                    kapituły pomezańskiej. Zamek zbudowany w XIV w. po sekularyzacji Prus,
                                                    ufundowany przez biskupa - Henryka ze Skarlina, później stał się własnością
                                                    rodu von Palentzów, którzy przebudowali go narenesansową rezydencję. Od 1699 r.
                                                    należał do Finckenstein-ów. Swoim ogromem ustępuje tylko zamkowi malborskiemu.
                                                    Ma około 6 tys.m2 i miał 12 wież (niektóre zostały odbudowane), każda miała
                                                    inną formę i inaczej stała. Zamek spłonął niestety dwukrotnie. Pierwszy - w
                                                    1945r. o okolicznościach pożarów krążą legendy. Jedna z nich mówi o tym iż
                                                    Rosyjscy żołnierze, którzy tam stacjonowali i chcąc zatuszować jakąś
                                                    strzelaninę z popijawą. Druga, ciekawsza, wspomina o lochach, którymi w
                                                    ostatniej chwili mieszkańcy uciekli z zamku przed sowieckimi żołnierzami, a
                                                    oprawców podpalono. Stąd pożar.
                                                    Sceny do swojego filmu - "Król Olch" z John'em Malkovich'em, nagrywał sam
                                                    Volker Schloendorff (twórca "Blaszanego bębenka")Wówczas Szymbark zamienił się
                                                    w pole bitwy z końca II wojny światowej, a wielu mieszkańców statystowało w
                                                    filmie i wspomina niezwykłe wydarzenia do dziś.

                                                    www.it.ilawa.com.pl/okolice.htm
                                                  • rita100 Re: Szymbark 16.01.06, 22:11
                                                    Faktycznie, bardzo ogromny to zamek, duzo , duzo prac ich czeka. Same gole mury
                                                    i to niekompletne. Ale z nie takich ruin powstawały slicze zamki.
                                                    Wiesz , własnie czytam tego Kapuścińskiego 'Imperium' i widze oczami jak Stalin
                                                    zburzył ogromną Światynię Chrystusa Zbawiciela w Moskwie. To tak jakby zburzono
                                                    Rzym . Tylko dlatego by postawić swój Wieli pałac.
                                                  • rita100 Re: Szymbark 16.01.06, 21:36
                                                    To będzie klopot dla Iławy. Jeśli należą do tego pałacu to ich własnośc,
                                                    własnośc Kulczyka i zapewne będzie występował o zwrot. Powinien odzyskać , bo w
                                                    zamian zostanie odbudowany pałac i może udostępniony do zwiedzania. Przeciez są
                                                    specjalne umowy, gdzie można zastrzec sobie pewne umowy. Tak chyba do
                                                    zwiedzania udostępniono zamek w Wiśniczu , który jest w prywatnych rękach , a
                                                    jednak na mocy umowy udostepniony dla zwiedzających.
                                                  • tralala33 Re: Szymbark 16.01.06, 21:53
                                                    To zależy od umowy - co tak dokładnie i kto kupił (wydzierżawił?) - czy sama
                                                    rodzina Kulczyków, czy Kulczyk Holding. Wątpię jednak, żeby umowa obejnmowała
                                                    także rzeźby parkowe, które juz od półwiecza stoją w innym miejscu. Można
                                                    jednak pokusić się o repliki tych rzeźb (to alegorie czterech pór roku) i
                                                    odnowienie zabytkowego parku francuskiego wokół pałacu.
                                                    A może by tak Kulczykowie do kompletu dokupili jeszcze zamek w Szymbarku? Czy
                                                    mi się tylko tak wydaje, czy też ich córka wyszła za mąż za kogoś z
                                                    arystokratycznego rodu? Byłoby jak znalazł na dom dla młodej pary :)
                                                  • rita100 Re: Szymbark 16.01.06, 22:01
                                                    hehe, poruszmy się po ekskuzywnym temacie i mowimy o niewyobrażalnych sumach
                                                    pienięznych. Z taką propozycja powinien ktoś wyjść obracający się wśród rodziny
                                                    Kulczyków. To jest wielka inwestyczja, bo nawet jeśli nie będa chcieć
                                                    zamieszkać to zawsze sprzedadzą posiadłość z zyskiem. Ale wiesz co sie dziwię ?
                                                    Że tych zamków nie wykupują Niemcy - ciekawe dlaczego ? Przeciez jesteśmy już w
                                                    Unii.
                                                  • tralala33 Re: Szymbark 16.01.06, 22:13
                                                    Na ziemię rolniczą są jakieś obostrzenia, nie wiem przez ile jeszcze lat. A
                                                    kupno samego pałacu lub zamku bez ziemi widać nie ma sensu. Choć widziałam taki
                                                    pałac wraz z dużym gospodarstwem teraz w rękach prywatnych, który wedle
                                                    wszystkich znaków na niebie i ziemi (i szeptanych przez mieszkańców wsi
                                                    informacji) został kupiony za pośrednictwem podstawionych osób przez
                                                    obcokrajowca. Pałac stoi zamknięty i lekko już podniszczony, a 'nominalny'
                                                    właściciel mieszka w naprędce zbudowanycm domu i administruje gospodarstwem.
                                                    Acha, ten pałac nie był zniszczony pod koniec wojny i za 'państwowego'
                                                    właściciela miał się dobrze.
                                                    Byłam też w pałacu, gdzie mieszka nowy właściciel (Polak) z rodziną. Początkowo
                                                    bardzo nieufny, potem z dumą oprowadzał nas po pałacu i pokazywał, co już udało
                                                    mu się przywrócić do dawnego blasku, i jakie miał dalsze plany. Trzymam za
                                                    niego kciuki.
                                                  • rita100 Re: Szymbark 16.01.06, 22:27
                                                    Tralala, róznie to bywa. Pamiętam jak w czasopiśmie polskim pisało o wykupie
                                                    pewnego terytorium przez Niemca. Ten bgez zezwolenia wykarczował las, sprzedał
                                                    drzewo i uciekł do Niemiec. Nie wiem jak sprawa się skończyła, ale dewastacja
                                                    rejonu jest już nie do odtworzenia. Wiem sprawę umorzono. Tak więc trzeba
                                                    uwazac i sprawdzać co i kto kupuje i w jakim celu. To jest jednak mienie
                                                    państwowe i muszą być pewne obwarowania, by np. zamiast zamku nie powstał
                                                    market czy co innego.
                                                    Teraz czas na bajeczkę chyba :)
                                                    Jak oglądałam to ceny noclegu w tym zamku nie sa wygórowane.
                                                  • rita100 Re: Baby Pruskie 20.01.06, 20:46
                                                    Nawiązując do spektaklów teatralnych to w ostatnim Przekroju jest recenzja "Bab
                                                    pruskich' wystawionej w Teatrze Jaracza w Olsztynie. Bardzo chyba niedobra.
                                                    "Uwaga! Kicz narodowo-teatralny znów podnosi głowę. Grozą wieje, moc truchleje."
                                                    " I któż by śmiał się śmiać z etniczno-feministycznych 'Baby polskie' dzieła
                                                    Alicji Bykowskiej-Salczyńskiej ?
                                                    Baby jadą autobusem z Kaliningradu do Olsztyna. Jest wśród nich , ske-
                                                    Prusaczka, także szefowa przemytniczek, a każda skrywa w sobie bolesną historię
                                                    własnej egzystencji. Skrywa ? Przeciwnie wykłada, i to naiwnym, bezrymowym 11-
                                                    zgłoskowcem. Potem w połowie drogi autobus wpada w bagno (....) Dziecinada
                                                    konceptu, autokompromitacja bagiennego feminizmu i płaskość publicystyki biją w
                                                    oczy. A jednak dzieło wypuszczone z pompą ( jubileusz 60-lecia teatru) przyjęto
                                                    czołobitnie, jakby poprawnośc polityczna starczyła za jakość."

                                                    I jak Tralala, wiesz jak przyjemnie to czytać . Nie znam sztuki, nie widziałam,
                                                    ale może autor tego artykułu miał rację. Dzieło historyczne, które miało być na
                                                    miarę teatru Jaracza, starego i historycznego teatru olsztyńskiego chyba nie
                                                    wypaliło, nie ukazało tego co ja myślałam. A myślałam , ze to ma coś wspólnego
                                                    z naszymi cierpiącymi Babami Pruskimi, ale bardzo pokornymi i miłymi, a przede
                                                    wszytkim trafiające do serc widzów. Widzę Babę pruską , nie jako cierpiącą
                                                    przemytniczkę, ale kamienną z gorącym sercem we wnątrz. Nie wiem czy opisaną
                                                    sztukę powinno sie nazwać Baby Pruskie, bardziej Przemytniczki polskie, bo te
                                                    Baby o korych myślę, to nie są te baby , by je przedstawiać w ten sposób.
                                                    Skojarzenie tych bab jest chyba wielkim błędem ze szkodą dla prawdziwych Bab
                                                    Pruskich . Jak myślisz Tralala ?
                                                  • tralala33 Re: Baby Pruskie 22.01.06, 20:11
                                                    Masz całkowitą rację, Rito. Tyle dowiedziałyśmy się o pruskich babach, tyle
                                                    trzeba było się naszukać i naczytać, żeby choć spróbować zrozumieć czym były
                                                    dla dawnych Prusów. Tyle ciekawych legend wokół nich powstało, że takie
                                                    przypisanie nazwy Baby Pruskie kobietom przemycającym papierosy czy alkohol
                                                    przez granicę jest sporym nadużyciem. Szkoda, bo przecież można było liczyć na
                                                    coś więcej, coś z krainy magii, historii, nieodkrytej tajemnicy. Ale baby
                                                    pruskie są cierpliwe i będą sobie cicho czekały, aż ktoś je godnie nam
                                                    przedstawi, prawda?
                                                  • tralala33 Re: Jezioro Ukiel 22.01.06, 20:14
                                                    Muszę zaraz z powrotem wskoczyć do łóżka, żeby do jutra otrząsnąć z siebie
                                                    wszelkie wirusy i ruszyć do pracy, ale wklejam tu link dla Ciebie, Rito - tylko
                                                    dziś, i tylko jeszcze przez jeden dzień na Allegro można zobaczyć pocztówkę z
                                                    roku 1962 z widoczkiem na Twoje ukochane jezioro Ukiel. Zobacz szybko, zanim
                                                    zniknie:
                                                    www.allegro.pl/show_item.php?item=82117049
                                                  • rita100 Re: Jezioro Ukiel 22.01.06, 20:36
                                                    Widze , bardzo stara widokóweczka, chyba nawet jest ten sam piasek co był,
                                                    poznać po ziarenkach i ten brzeg dziewiczy i te same drzewa. A jakie malutkie
                                                    molo, kładka dla rybaków.
                                                  • rita100 Re: Baby Pruskie 22.01.06, 20:34
                                                    I kolejną krzywdę wyrządzono Babom Pruskim, dziwię się , że nikt z artystów nie
                                                    zauważył prawdziwego symbolu Bab Pruskich, a już reżyser. Nie wiem jak to
                                                    wytłumaczyć, ale chyba tylko brakiem wiedzy o prawdziwych Babach Pruskich.
                                                    To przedstawienie powinnismy wytupać nogami, ale nigdy oklasków się od nas nie
                                                    doczekają. Wielki wstyd i hańba.
                                                    Dobrze napisałas, Baby Pruskie są cierpliwe i wszystko zniosą i kiedys
                                                    doczekają się wyrozumienia i prawdziwego holdu dla nich.

                                                    Ale jak tam z grzejnikami - grzeją ?
                                                    U nas jutro zapowiadają ogromny mróz. Zdróweczka życzę.
                                                  • tralala33 Re: 1945 23.01.06, 21:11
                                                    Zmogły mnie mrozy i przeziębienie, no i przeoczyłam ważną datę w historii
                                                    Olsztyna. Dziś postaram się to zaniedbanie choć nieco nadrobić - paroma
                                                    cytatami z książeczki "Galopem przez stulecia" Jerzego Sikorskiego
                                                    'W dniu 19 stycznia, w obliczu zbliżającej się ofensywy wojsk sowieckich,
                                                    Niemcy rozpoczynają ewakuację z terenu miasta urzędów państwowych i gestapo, a
                                                    także pacjentów Zakładu dla Obłąkanych w Kortowie. Równocześnie jednak, krążące
                                                    po mieście samochody z megafonami nadają komunikat dla ludności: "Nasze
                                                    oddziały odparły Rosjan i przepędziły ich poza granice Rzeszy. Nie istnieje
                                                    żadne niebezpieczeństwo. Komisarz i gauleiter Koch wydał w związku z tym
                                                    następujące zarządzenie: kto opuści swój dom i przez to wznieci zamieszki,
                                                    zostanie ukarany śmiercią"

                                                    No coż, wielu z tych, którzy tego zarządzenia posłuchali i do końca zostali w
                                                    swoich domach, też zostało 'ukaranych' śmiercią.
                                                  • tralala33 Re: 1945 23.01.06, 21:22
                                                    "W dniu 21 stycznia około godziny 22.00 na przedmieściach Olsztyna - zapewne od
                                                    strony Kolonii Mazurskiej - słychać pierwsze strzały z dział czołgowych i dział
                                                    samobieżnych. Około godziny 23.00 czasu środkowoeuropejskiego, czyli około
                                                    godziny 1.00 czasu moskiewskiego, miasto znajduje się pod ostrzałem
                                                    artyleryjskim.
                                                    Owa różnica czasów jest powodem późniejszej rozbieżności w dacie opanowania
                                                    miasta przez czerwonoarmistów. A zatem: przed połnocą według czasu
                                                    środkowoeuropejskiego, wojsko sowieckie dociera do przedmieścia przez most św.
                                                    Jana. Jest to jeszcze wciąż dzień 21 stycznia! Nie ma żadnych walk. Tutejszy
                                                    garnizon niemiecki już dawno w mieście nieobecny. Pozostaje natomiast w mieście
                                                    porażona strachem ludność cywilna, która nie spodziewała się tak rychłej
                                                    inwazji." (Jerzy Sikorski).

                                                    A która data - ta środkowoeuropejska czy ta moskiewska - była potem świętowana
                                                    jako data 'wyzwolenia' Olsztyna? I czy w Olsztynie nadal jest ulica 22
                                                    stycznia?
                                                  • rita100 Re: 1945 23.01.06, 21:28
                                                    Tralala, pisz dalej , bardzo ciekawe - i co z ta ludnościa cywilną zrobiono ?
                                                  • tralala33 Re: 1945 23.01.06, 21:40
                                                    Autor książeczki "Galopem przez stulecia' pisze tylko o jednym, najmłodszym
                                                    olsztynianinie i jego losach. Ale czasem taka historia jednego człowieka jest
                                                    bardziej wymowna niż bezduszne liczby i statystyki.
                                                    'W dniu 22 stycznia 1945 roku przychodzi na świat pierwsze niemowlę, urodzone w
                                                    Olsztynie po wyzwoleniu miasta zagarniętego przez prusy w 1772 roku. Jeśli
                                                    bowiem Olsztyn nie jest jeszcze w rękach polskich, to przynajmniej nie jest już
                                                    w rękach niemieckich.
                                                    Spójrzmy na to niemowlę: jest to chłopiec, który póxniej otrzyma imię Szczepan,
                                                    a nazwisko zachowa po matce - Moczyński. Nie będzie miał szczęscia oglądać
                                                    swoich rodziców, gdyż matka - Gertruda z domu Moczyńska - zginie z rąk
                                                    czerwonoarmistów trzy dni później, zaś ojciec, oficer Wehrmachtu, zginie na
                                                    froncie. Wychowany przez sąsiadkę Marię Sakalla, Szczepan Moczyński ukończy
                                                    później LOI, a potem studia na Wydziale technologii Żywności WSR w Olsztynie.
                                                    Nigdy nie przyjdzie mu na myśl, by opuścić Olsztyn'

                                                    Z żalem myślę o tej młodej warmińskiej matce - nie uratowało jej polskie
                                                    nazwisko rodowe, ani dziecko przy piersi. To z całą pewnością obrazuje skalę
                                                    okrucieństwa, na jakie zostali wydani mieszkańcy Olsztyna.
                                                  • rita100 Re: 1945 23.01.06, 21:25
                                                    Jaka Ty jesteś wspaniała Tralala, że nie zapomniałaś o tak ważnej dacie dla
                                                    Olsztyna. Ja widziałam wątek o Armii Czerwonej i tak pomyslałam , że opisze z
                                                    pamięci Olsztyn wyzwalany przez Armię Czerwoną, bo powiem Ci , ze sobie
                                                    wyobrażam jak to było. Ale nie wiedziałam , ze sami Niemcy dali taki rozkaz.
                                                    Zostawili swoich mieszkańców na pastwę losu wojennego. Czyli sami wydali ich na
                                                    śmierć.
                                                  • tralala33 Re: 1945 24.01.06, 20:20
                                                    Przepisując wczoraj fragmenty książki 'Galopem przez stulecia' aż się
                                                    zdumiałam, że wśród ewakuowanych z Olsztyna znaleźli się chorzy z kortowskiego
                                                    szpitala psychiatrycznego. Dlaczego właśnie o nich zadbano? I gdzie ich
                                                    wywieziono? Wieczorem wygrzebałam więc na półkach kolejną książkę
                                                    Piechockiego 'Olsztyn styczeń 1945 - portret miasta' (choć trudno po niej
                                                    zasnąć) no i znalazłam koszmarną odpwiedź.
                                                  • tralala33 Re: 1945 24.01.06, 20:24
                                                    '... lista transportowa obejmowała około 500 nazwisk pensjonariuszy kortowskiej
                                                    placówki. Zostali oni wyprowadzeni na dworzec kolejowy. Kolumnę podopiecznych
                                                    zakładu przeprowadzono ulicami miasta pieszo. Pacjenci mimo trzaskającego mrozu
                                                    ubrani byli z reguły bardzo lekko, a więc w to, co kto posiadał przychodząc do
                                                    zakładu w różnych porach roku. Większośc miała na sobie cienką odzież i letnie
                                                    obuwie. Niektórzy szli w szpitalnych piżamach i szlafrokach, owinięci jedynie
                                                    kocami.'

                                                    Upiorny marsz, prawda?
                                                  • tralala33 Re: 1945 24.01.06, 20:28
                                                    'Umieszczono ich w pociągu, który odjechał w kierunku zachodnim. Od tego
                                                    momentu ślad po nich wszystkich definitywnie się urywa. Jak wynikał z
                                                    dokumentów przewozowych chorzy z Kortowa mieli być ewakuowani do dawnego
                                                    zakładu psychiatrycznego w Praburach. Do Prabut nigdy nie dotarli, przepadając
                                                    gdzieś po drodze. Według powojennych relacji kolejarzy zostali oni dowiezieni
                                                    jedynie do Naterek (dziś kilka kilometrów od granic Olsztyna) i tam w lesie
                                                    przez Niemców rozstrzelani, a następnie pogrzebani w anonimowej zbiorowej
                                                    mogile.'

                                                    Działo się do 19 stycznia, dwa dni przez wkroczeniem do Olsztyna wojsk
                                                    radzieckich.
                                                  • rita100 Re: 1945 24.01.06, 21:10
                                                    Po przeczytaniu Kapuścińskiego nic mnie już nie zaskoczy, ale pokazujesz obraz
                                                    iście prawie z Łagrów, mrozy , zima i wymarsz. Ja tez się doczytałam , ż etych
                                                    z Kortowa sami Niemcy wywieźli i rozstrzelali. No więc kto został w tym
                                                    szpitali psychiatrycznym w Kortowie ?
                                                    Pierwsze dziecko powojenne, sierota, trzeba przyznać , ze choc on miał
                                                    szczęście przeżyć. To była dla Olsztyna i Warmii i Mazur ogromna tragedia, bo
                                                    to pierwsze wyzwolone miasto i od razu Armia Czerwona przystąpiła do okrutnych
                                                    działań i to nie wysiedleniowych ale morderczych, no i ogrom pożaru jaki
                                                    wzniecili sami żołmierze po zdobyciu. Jak szarańcza zaatakowali, ale tez
                                                    pamietaj , że Warmia i Mazury była krainą najwiekszych fortyfikacji niemieckich
                                                    i Sowieci się z tym liczyli. Och , wojna to piekło i takie piekło napewno było.
                                                    Ciekawe czy ktoś z Olsztyniaków przedwojennych był w pierwszych władzach
                                                    Olsztyna. Przypuszczam , że nie , że dowództwo Armii Czerwonej przejeło ster
                                                    rządzenia miastem.
                                                    uceikam , dobranoc
                                                    Może nie zostanę zamieniona w sopel lodu ;)))
                                                  • tralala33 Re: 1945 24.01.06, 21:34
                                                    W Kortowie zostało jeszcze około stu pacjentów szpiatal psychiatrycznego,
                                                    perosnel (lekarze, pielęgniarki, sanitariusze, obsługa szpiatal), około 140
                                                    rannych żołnierzy niemieckich, i ponad dwustu uciekinierów z zajętych wcześniej
                                                    przez Rosjan obszarów Prus Wschodnich. Niemal wszyscy zginęli w nocy z 21 na 22
                                                    stycznia wymordowani przez żołnierzy radzieckich.
                                                  • rita100 Re: 1945 25.01.06, 21:11
                                                    Czytałam , atak Rosjanów na Kortowo był straszny, atakowano z całej siły
                                                    wszystkimi możliwymi środkami. Ale tak własciwie to Olsztyn nie ucierpiał w
                                                    czasie ataku na sam Olsztyn, najbardziej ucierpiał po zajęciu Olsztyna przez
                                                    Armię Czerwoną. Zajmowali co się dało i to jeszcze nic, ale , że była to zima
                                                    to ogrzewając się robili w pomieszczeniach ogniska i całe miasto ploneło.
                                                    Wiesz co , Tralala, zauważ , że tuż przed atakiem Rosjan , w Olsztynie życie
                                                    bieglo normalnie, warsztaty pracowały , restauracje , kawiarnie - ludzi ten
                                                    atak zaskoczył. Jak myślisz, dlaczego Niemcy o swoja ludnośc nie zadbali ?
                                                  • tralala33 Re: 1945 25.01.06, 21:24
                                                    No właśnie, dlaczego nie było ewakuacji ludności cywilnej Olsztyna? Myślę, że
                                                    był to wpływ propagandy. Nie dopuszczano myśli, że Niemcy mogą przegrać wojnę.
                                                    Dla czerwonoarmistów Prusy Wschodnie to był pierwszy zdobywany obszar
                                                    niemiecki, stąd pewnie ta wściekłość i skala zniszczeń, i pospolitych zbrodni.
                                                    Olsztyn nie byl pierwszym miastem tak zniszczonym. Wcześniej był Kętrzyn, też
                                                    spalony po zdobyciu - a ze względu na bliskość kwatery Hitlera w Gierłoży
                                                    propagandowo jeszcze bardziej nadawał się do ataku.
                                                  • tralala33 Re: 1945 25.01.06, 21:41
                                                    Spalenie Kortowa i wymordowanie zastanych tam klkuset bezbronnych ludzi było
                                                    największą masową zbrodnią na terenie Olsztyna, nawet Rosjanie zdawali sobie z
                                                    tego sprawę, bo tych nielicznych uciekinierów kortowskich szukali po całym
                                                    Olsztynie i zabijali, żeby nie było świadków. Taki los spotkał anonimową chorą,
                                                    która ukrywała się w gospodarstwie Tyzaków w Gutkowie. Tam 24 stycznia została
                                                    odnaleziona i rozstrzelana. Jej zgon została odnotowany w parafialnej księdze
                                                    przez proboszcza ks. Huberta Krebsa, pod numerem 12 'chora umysłowo z Kortowa -
                                                    ewang. - 24 I 1945r - zabita przez Rosjan.'
                                                    Pamięci wszystkich dawnych mieszkańców Kortowa - pacjentów i personelu
                                                    lekarskiego - poświęcony jest ten pomnik:
                                                    www.moje-fotografie.olsztyn.pl/index.php?idd=4&ido=119&idz=1862
                                                  • rita100 Re: 1945 25.01.06, 22:18
                                                    Tylko milczeć należy, wstrząsające wydarzenia.
                                                  • rita100 Re: 1945 26.01.06, 21:11
                                                    "W lutym 1945 roku ulice Staromiejska i Prosta , podobnie jak całe Stare
                                                    Miasto, zostały nieomal doszczętnie spalone przez żołmierzy stacjonyjących w
                                                    Olsztynie oddziałów Armii Czerwonej. Jeszcze pod koniec stycznia, po ustaniu
                                                    walk w mieście zabudowa obu ulic była nie naruszona, a w rzędzie kamienic
                                                    usadowiło się radzieckie dowódctwo wojskowe. Na archiwalnych zdjęciach
                                                    pochodzącego z dokumentalnego filmu pt.'W legowisku zwierza' widać fragmenty
                                                    centrum Olsztyna z końca stycznia 1945 roku, nie tkniete jeszcze zębem wojny
                                                    oraz z przedwiośnia tegoż roku, na którym zarejestrowano defiladę oddziałów
                                                    Armii Czerwonej maszerującej ulicami Olsztyna, już pośród zgliszcz.
                                                    Polscy osadnicy i repatianci oglądając zgliszcza Olsztyna byli święcie
                                                    przekonani, że miasto do którego przybyli, by w nim zamieszkać musiało być
                                                    podczas zdobywania przedmiotem zaciętych walk ulicznych i to w dodatku przy
                                                    wsparciu cięzkiej artyrerii oraz lotnictwa. Tymczasem w dokumentach widnieje,
                                                    ze starty w ludziach i sprzęcie, zarówno po stronie sowieckiej jak i
                                                    niemieckiej , były stosunkowo niewielkie. Z wiarygodnych relacji naocznych
                                                    świadków dotychczasowych mieszkańców miasta wynikało, że praktycznie nie
                                                    bronionoy Olsztyn został opanowany w wyniku błyskawicznego manewru w nocy z 21
                                                    na 22 i w ciągu dnia 22 stycznia 1945 roku przy minimalnych stratach w jego
                                                    zabudowie. Jak wynika z najnowszych ustaleń miasto zostało spalone przez Rosjan
                                                    dopiero później, bez żadnej przyczyny militarnej w lutym tegoż roku."
                                                    Piechocki -'Tajemnice olsztynskich ulic'
                                                  • rita100 Re: 1945 26.01.06, 21:24
                                                    Tralala, nasuwa się wniosek, że straty w ludziach były jakie były, ale jednak
                                                    trochę tych autochtonów zostało , zostało tych mieszkańców Olsztyna, nie
                                                    zginęli w walkach i atakach na Olsztyn , bardziej znikneli nam już po walkach,
                                                    po zajęciu Olsztyna. Gdzieś czytałam, że tą ludnośc tubylczą zebrali i wywieźli
                                                    do zamkniętych obozów o których prawie nic nie wiemy, a repatrianci przyjechali
                                                    już do pustych mieszkań i domów.
                                                    Jak widzisz, tak ogromne zniszenie Olsztyna nie można przypisać samym
                                                    działaniom wojennym, ale już bardziej powojenym, czerwonym szaranczom. Czy nie
                                                    uważasz, że w takiej sytuacji Olsztyn został również okradziony, a dobra
                                                    wywiezione.....
                                                    Pójdę dalej tą ścieżką Tralala - Warszawa wystawiła rachunek Niemcom za
                                                    zniszczenia, a Olsztyn , komu powienien wystawić rachunek za zniszczenia,
                                                    jeżeli żadnych działań wojennych nie było, co dowodem są taśmy dokumentalne, no
                                                    komu ? - ciiicho
                                                    stary niedźwiedź mocno śpi,
                                                    stary niedźwiedź mocno śpi
                                                    my się go boimy
                                                    cichutko chodzimy
                                                    jak sie zbudzi to nas zje
                                                    jak się zbudzi to nas zje !
                                                  • tralala33 Re: 1945 27.01.06, 21:25
                                                    Piechocki w książce poświęconej zdobyciu Olsztyna przez armię radziecką
                                                    próbował doliczyć się wszystkich mieszkańców miasta - tych, którzy zdążyli
                                                    jednak ewakuować się przed 21 stycznia, tych, którzy pozostali w mieście, tych,
                                                    którzy zgineli. Jednak tylko w przybliżeniu ustalił, że w Olsztynie w dniu (a
                                                    właściwie w nocy), kiedy Rosjanie zaatakowali i zajęli Olsztyn, w mieście
                                                    pozostawało jeszcze prawdopodobnie ponad 10 tysięcy ludzi. Od stycznia 1945 do
                                                    końca tego roku zmarło ponad 8,5 tysiąca, wielu z chorób i głodu. Bezpośrednio
                                                    zabitych podczas ataku i w ciągu kolejnych kilku tygodni palenia miasta
                                                    doliczył się 2322 osób. Jednak kolejna liczba to 5489 dawnych olsztynian
                                                    poszukiwanych po wojnie przez Niemiecki Czerwony Krzyż jako osoby zaginione.
                                                    Z tych, którzy przeżyli i pozostali w Polsce, w latach sześdziesiątych w
                                                    Olsztynie i całej dawnej prowincji olsztyńskiej było już tylko 983 osoby. W tym
                                                    samym czasie ponad 37 tysięcy dawnych olsztynian mieszkało w RFN, 2 tysiące w
                                                    NRD, a 223 w innych krajach, rozrzuconych po całym świecie.
                                                    Pozostaje jeszcze planowe i metodyczne palenie miasta - spośród 2640 budynków
                                                    mieszkalnych kompletnej ruinie uległo 1040, czyli niemal połowa. Zdewastowane
                                                    zostały także zakładay przemysłowe, obiekty komunikacyjne, linie tramwajowe,
                                                    trolejbusowe, instalacje wodociągowe, kanalizacyjne, gazowe i oświetleniowe.
                                                    No to mamy rachunek, ale kto go ma wystawić? Dawnych olsztynian tak naprawdę
                                                    już nie ma, a o spłatę też nie ma kogo prosić, bo i ZSRR zniknął. Dobrze, że
                                                    choć można poznawać prawdę o tych czasach, i że ktoś to opisał.
                                                  • rita100 Re: 1945 27.01.06, 21:42
                                                    Wiesz Tralala, to jest ważne, bo do dnia dzisiejszgo, no może wczorajszego
                                                    myślałam , ze Olsztyn został zbombardowany ciężką artylerią , że wskótek tych
                                                    działań były ruiny. A to jednak inaczej wyglądalo, głównym winowajcą dewastacji
                                                    Olsztyna była Armia Czerwona. Inaczej patrzę na pomnik 'szubienice'. Nie chodzi
                                                    tu o jakąś nienawiść , to to nie, ale własnie o prawdę , jakakolwiek ona była.
                                                    Tylko okres wojny ich usprawiedliwia. Nawet nie wim co ich może
                                                    usprawiedliwiać , nie zastanawiam się nad tym, bo własnie przypomniał mi się
                                                    pewien artykuł o Warmii i Mazurach i powojennych losach ludzi. Ja takie
                                                    artykuły zbieram , więc jutro z samego rana znajde i również przytocze Ci
                                                    prawdę , relację czlowieak , który został na ziemi i relację czlowieka , który
                                                    wrócił z zachodu. Jak myślisz, komu lepiej było żyć ? Napewno wiesz :).
                                                    Ale ciekawy artykuł.
                                                    Tralala, a jaki masz stosunek teraz do pomnika 'szubienice' ?
                                                  • tralala33 Re: 1945 27.01.06, 22:02
                                                    Tak vás tu máme, bratři z krve Kainovy,
                                                    poslové noci, která do zad bodá dýku,
                                                    tak vás tu máme, bratři, vnuci Stalinovi,
                                                    však ne tak jako včera, dnes už bez šeříků,
                                                    však díky za železné holubičky míru
                                                    a díky za polibky s chutí hořkých mandlí,
                                                    v krajině přelíbezné zavraždili víru,
                                                    na cestě rudé šípky jako pomník padlých.

                                                    Rec: Vám poděkování a vřelá objetí
                                                    za provokování a střelbu do dětí,
                                                    a naše domovy nechť jsou vám domovem,
                                                    svědky jsou hřbitovy páchnoucí olovem.
                                                    Vím, byla by to chyba - plivat na pomníky,
                                                    nám zbývá naděje, my byli jsme a budem,
                                                    bolšoje vam spasibo, braťja zachvatčiki,
                                                    spasibo bolšeje, nikogda nězabuděm, nikogda nězabuděm!

                                                    Mój stosunek do szubienic jest taki sam, jak w tej pieśni Karela Kryla z 21
                                                    sierpnia 1968r - byla by to chyba - plivat na pomníky,
                                                    Jeśli już tam stoi, to niech się choć nie nazywa Pomnikiem Wdzięczności, niech
                                                    już będa te szubienice (bo to nie przypadek - mistrz Dunikowski miał ostre
                                                    poczucie humoru) - nikogda nězabuděm, nikogda nězabuděm!

                                                  • rita100 Re: 1945 27.01.06, 22:36
                                                    pieśni Karela Kryla - kto to był ?
                                                    Tralala, jest gdzies tłumaczenie tego wiersza, ja go wprawdzie rozumie, ale nie
                                                    tak dokładnie słowo w słowo.

                                                    Ja nawet nie znałam nazwy tego pomnika, zawsze pamietam je jako szubienice i
                                                    tak na to patrzę i chyba ze względu na tą nazwę powinien on zostać na wieki i
                                                    byc odremontowany i kwiaty tez mozna składać, bo faktycznie to jest symbol i
                                                    waro wiedzieć czego, a prawda powinna byc na nim wyryta na specjalnej tablicy.
                                                    Faktycznie Dunikowski to mistrz symbolista.
                                                  • rita100 Re: 1945 Mazury zanikowe 28.01.06, 21:42
                                                    Mazury zanikowe (Andrzej Krzysztof Wróblewski)

                                                    "Polska nie ma czystego sumienia w sprawie Mazurów, typowej mniejszości
                                                    etniecznej zamieszkującej pogranicze, która broniła się przed jednoznacznym
                                                    określeniem: Polacy czy Niemcy. Wszytkie błędy i nieprawości, jakie kolejne
                                                    rządy PRL popełniły, tu odbijały się echem zwielokrotnionym. Mazurzy , najpierw
                                                    potraktowani przez Armię Czerwoną jak Niemcy, potem przez polskich szabrowników
                                                    jak łatwa zdobycz, przez administrację jak kułacy i wreszcie przez bezpiekę jak
                                                    potencjalni szpiedzy, zrozumieli, że życia tu mieć nie będą i coraz tłumniej
                                                    składali podania o wyjazd do Niemiec. Najbardziej jednak pociągająca była
                                                    róznica między niemieckim dostatkiem a polską biedą.

                                                    Co przez wiele lat daremnie usiłowały osiągnąć niemiecka szkoła, policja, banki
                                                    i administracja - to w ciągu jednego pokolenia zdziałały polskie władze.
                                                    (Tralala, rozumiesz to zdanie ? Na różne sposoby Niemcy starali się zniemczyć
                                                    Mazurów, ale nasze władze dokonały to w tempie szokującym )
                                                    Liczba emigrantów do Niemiec z terenów dawnych Prus Wschodnich szacuje się na
                                                    120 tys, a tych którzy zostali, na ledwie 4 tys. I kiedy wreszcie o tych
                                                    bolesnych sprawach można mówić głośno, Mazurów praktycznie w Polsce już nie ma.

                                                    Franciszek Szałdek, zamozny gospodarz we wsi Łabuszewo, silnym ośrodku
                                                    polskości, umieścił sobie nad drzwiami białego orła, którego pruski żandarm
                                                    niby to przypadkowo strącił, ale on mocował go na powrót i jeszcze skargę na
                                                    żandarma złożył. Prawo było po jego stronie, a 90 ha ziemi dawało poczucie
                                                    bezpieczeństwa. Po wojnie rychło zrozumiał. że jego hektary to ciężar, a nie
                                                    atut, a o prawie lepiej zapomnieć: władze chciały kułakowi tak dopiec, żeby sam
                                                    się zgłosił do spółdzielni. Szałdek chciał oddać państwu 80 ha, a sobie
                                                    zostawić tylko 10, ale kazano mu płacić podatki od 90 ha. Umarł rozgoryczony i
                                                    kazał dzieciom wystawić na grobie tabliczkę po niemiecku : Franz Schalldeck.
                                                    Jednak kiedy w Łapuszewie obchodzono uroczyście 70-lecie polskiego ruchu
                                                    ludowego, tablicę zdjęcto, bo jakoś raziła, a założyć jej z powrotem nie było
                                                    już komu; dzieci Szaldka wyemigrowały do RFN.
                                                    Tu nie chodzi tylko o symbole. Wsie mazurskie i warmińskie kurczyły sie.
                                                    Pojawił się nowy termin: wsie zanikowe. Pluski, Majdy. Kaborno.... Wyjeżdzały
                                                    dzieci, trzeba było zamykać szkołę. Wyjeżdzali rodzice , zamykano sklep. Ruch
                                                    zamierał, likwidowano linie PKS. Oficjalnie statystyki nie mówią wszystkiego,
                                                    bo Polsce dostała się tylko południowa część dawnych Prus Wschodnich - ale
                                                    wydaje się bezsporne, że produkcja rolna i leśna na tych terenach skurczyła sie
                                                    o co najmniej jedną trzecią."
                                                  • rita100 Re: 1945 Mazury zanikowe 28.01.06, 21:50
                                                    Tralala, bardzo ciekawy artykuł zamieszczono we 'Wprost'. Teraz będzie o samych
                                                    wyjazdach i perypetiach z tym związanych.
                                                    Tralala, wiem , ze z Tobą mogę rozmawiać , bez tajemnic, ale tu czegoś nie
                                                    rozumię - jak to jest, że część wyrzucano siłą i wywożono do Niemiec zaraz po
                                                    wojnie, a potem sami Mazurzy i Warmiacy chcieli wyjechać i robili wszystko by
                                                    wyjechać, mimo, że ich nie wyrzucano. Wiem, ze Warmiacy i Mazurzy i Ślązacy
                                                    byli kartą przetargową w układach polsko-niemieckich. W zamian za kredyty
                                                    Gierek wypuszczał ludzi za granicę. Chyba tak jakoś :)
                                                  • tralala33 Re: 1945 Mazury zanikowe 28.01.06, 22:09
                                                    To prawda, w latach siedemdziesiątych Warmiacy i Mazurzy wyjeżdżali masowo w
                                                    ramach tzw. akcji łączenia rodzin. To był ten okres, który sama pamiętam. raz
                                                    nawet przypadkiem trafiliśmy do takiego opuszczonego domu warmińskiego. Wiosną
                                                    wybraliśmy się z rodzicami i siostrą na wycieczkę po okolicach Olsztyna i
                                                    zaintrygował nas taki pusty dom. Dzrwi stały otworem, okna też pootwierane, w
                                                    środku jeszcze leżały jakieś resztki rzeczy - pamiętam podręczniki szkolne, w
                                                    Niemczech już niepotrzebne. Ekipa Gierka najwyraźniej nie rozumiała i nie znała
                                                    historii Warmii i Mazur, a kredyty to był łasy kąsek. Przy okazji kolejni
                                                    prominenci warszawscy budowali tu swoje dacze - stąd te wsie nierozwojowe. W
                                                    takich wsiach nie wolno było nic budować ani inwestować w gospodarstwa - po
                                                    jakimś czasie rolnicy poddawali się i wyjeżdżali, a wsie zamieniały się w
                                                    daczowiska. Tak było szczególnie w okolicach Łańskich lasów.
                                                    Pamiętam też żart z tamtych czasów - w pewnej wsi został już tylko jeden
                                                    gospodarz, uparty nie chciał wyjechać. w końcu przyjechali do niego smutni
                                                    panowie z gotowym paszportem i mówią 'Macie tu paszport, wyjedziecie do Niemiec
                                                    w ramach łączenia rodzin'. Na to gospodarz zaciągnął kresowo 'Łączenia rodzin?
                                                    Taż ja zza Buga przyjechał!'
                                                  • rita100 Re: 1945 Mazury zanikowe 28.01.06, 22:27
                                                    Nie wiadomo czy smiać się czy płakać z takiej sytuacji. Ale powiem Ci Tralala,
                                                    że już dawno wyczytywałam , ż eMaury się wyludniają , że ludzi coraz mniej.
                                                    Kiedys kierowca mi opowiadał, że jak jechał przez WiM to pustki tylko widział,
                                                    żadnych ludzi, że masowo ludzie opuszczaja tereny. I co teraz będą robić ?
                                                    Dalej jeszcze opisze pewne sytucje. Popatrz sie na Śląsk ściągano ludzi z całej
                                                    Polski, do kopalni do hut, a na Mazury , Mazury zostały zanikowe. Czy coś w tym
                                                    kierunku zasiedlania robią ?
                                                  • tralala33 Re: 1945 Mazury zanikowe 28.01.06, 22:35
                                                    Może nie masowo, ale przyjeżdżają tu ludzie, czasem z dużych miast, najpierw
                                                    tylko na lato, potem niektórzy zostają na stałe :)
                                                  • tralala33 Re: 1945 28.01.06, 22:16
                                                    To niezupełnie tak - nie chcę tam składać kwiatów i palić zniczy. Po prostu jak
                                                    widzę ten pomnik, to sobie tak przewrotnie myślę - no, bratia zachwatcziki,
                                                    macie tu swoją szubienicę :( No więc niech stoi ten pomnik i przypomina
                                                    zniszczenie miasta i jego mieszkańców (choć mógłby stanąć w innym miejscu).
                                                    A Karel Kryl był Czechem, poetą, pieśniarzem i bardem. Niestety, po 1968 roku
                                                    musiał wyjechać z Czech i zamieszkał w Niemczech. Nie wiem, czy akurat ten
                                                    wiersz został przetłumaczony, ale choć też nie wszystko romumiem, to jednak
                                                    bardzo mocno do mnie przemawia, właśnie po czesku. I mocno wyraża gorycz
                                                    Czechów po wkroczeniu do ich kraju wojsk Układu Warszawskiego w 1968 roku.
                                                  • tralala33 Re: 1945 28.01.06, 22:28
                                                    Oj, będzie to bardzo odbiegało od tematu, ale wkleję tu adres do strony z
                                                    tłumaczeniami kilku wierszy Karela Kryla. A może usprawiedliwi mnie to, że był
                                                    wygnańcem?
                                                    www.pk.org.pl/ppk/00/ppk.asp?dzial=16&artykul=Karel_Kryl
                                                  • rita100 Re: 1945 29.01.06, 21:37
                                                    Czytałam te wiersze, są takie symboliczne i trzeba się na nich znać. Dobrze, że
                                                    życiorys jest zamieszczony, mozna skojarzyć.

                                                    Symbole martwe, bez duszy,
                                                    lew stulił swe uszy,
                                                    więc po co się kryć?
                                                    Odwieczne poczucie winy:
                                                    historio, gdzie czyny?
                                                    O, Boże, jak żyć?

                                                    Zapach potu i skóry,
                                                    gest wzbudzał czuły
                                                    cyniczny śmiech.
                                                    Miłość pod koniec lata,
                                                    dolę nam splatał
                                                    oziębły śnieg.
                                                    Zapach prania i wody,
                                                    etos gospody:
                                                    chcesz żyć, to pij.
                                                    Kłamstwa i dzbany piwa,
                                                    głowa się kiwa,
                                                    a naród śpi.

                                                    Karel Kryl
                                                  • rita100 Re: 1945 29.01.06, 21:43
                                                    cd artykułu
                                                    W mazurskich i warmińskich rodzinach wyjazdy były tematem numer jeden. Ten
                                                    złożył papiery na wyjazd, tamten się waha. Tamten jeszcze czeka, ten dostał
                                                    wymówienie z pracy, to dobry znak - chyba za parę miesięcy dadzą i zgodę. Jedni
                                                    dają sobie spokój po pierwszej odmowie, inni próbują za rok, a rekordzista
                                                    składał podanie o emigrację 17 razy. Lepiej jak się ma papiery po przodkach obu
                                                    stron, po mieczu i po kądzieli. Z tym , że po babce łatwiej wytłumaczyć,
                                                    dlaczego nazwisko się nie zgadza, bo panieńskie. Mówiono, chyba nie
                                                    bezpodstawnie, że komplet papierów o właściwym pochodzeniu wyszukanych tam w
                                                    RFN kosztuje 15 tys marek. Nieco tańsza, ale mniej pewna miała być łapówka
                                                    wręczona na miejscu.
                                                    Polskie władze miały swoje racje. Oficjalne odmowy uzasadniano okrągłym
                                                    zwrotem " z innych ważnych przyczyn", ale w poufnych rozmowach naczelnik gminy
                                                    Purda Stanisław Szozda zwierzył się: "Wyjechał listonosz, to jeszcze można go
                                                    zastąpić, wyjechał magazynier, zgoda, ale jak we wsi brakuje traktorzysty czy
                                                    urzędniczki na poczcie...Chciałem nawet dać ogłoszenie w gazecie, ale nie
                                                    przyjmowali z przyczyn politycznych."
                                                    Nie mógł ochłonąć ze zdumienia dyżurny oficer milicji w Mrągowie, kiedy
                                                    nadszedł meldunek o kradzieży kościoła w Szestnie. Wysłał tam radiowóz, który
                                                    potwierdził, że budynek wprawdzie stoi, ale kościół, dawniej protestancki
                                                    został zaanektowany przez katolików. Wyważono drzwi, wymieniono zamki. W
                                                    Szestnie została tylko jedna rodzina ewangielicka - bronił swojej racji
                                                    katolicki wikary, który podobno przewodził zaborowi z okrzykiem "bij Niemca !".
                                                    Mazurzy są przeważnie ewangelikami, Warmiacy-katolikami, ale bojowe hasła
                                                    wymierzone są w jednych i drugich.

                                                    Tralala, przytoczę cały artykuł, jest niesamowicie ciekawy i chyba nie
                                                    znajdziemy to w zadnej książce, bo pisany na gorąco przez dziennikarza w czasie
                                                    kiedy można już było pisać wszystko, choć napewno jeszcze nie jedna rzecz jest
                                                    niedopowiedziana.

                                                  • rita100 Re: 1945 30.01.06, 22:02
                                                    cd artykułu
                                                    "W archiwach Komitetu Wojewódzkiego PRL w Olsztynie znaleźć można pełną
                                                    niepokoju notatkę z 1946 roku. 'Fanatyzm repatriantów w stosunku do
                                                    ewangielików Mazurów doprowadza do przepaści między ludnością polską a
                                                    napływową. Następstwa - bierny opór przy nadawaniu obywatelstwa polskiego oraz
                                                    deklarowana chęć przesiedlenia za Odrę'. Ale jednocześnie w teren szły okólniki
                                                    o całkiem odmiennej orientacji, np oficjalny zakaz używania jezyka niemieckiego
                                                    w kościele. Nie wolno ? A za Niemca czy ktoś nam zabraniał śpiewać po
                                                    polsku ?! - reagowali na to przekorni parafianie.
                                                    Przejmowano nie tylko kościoły. Budynki pozostawione przez emigrantów powinny
                                                    zostać sprzedane lokalnej władzy w Polsce, za co ich właściciel powienien
                                                    dostać lokal w Niemczech. Ale to teoria. Najczęściej w kilka godzin po
                                                    wyjeździe gospodarzy przychodził sąsiad, brnął przez butelki po wczorajszej
                                                    stypie i brał sobie okno, bo mu akurat pasowało. Potem inny sąsiad wziął kilka
                                                    dachówek. Nie minął tydzień i zostawał kikut. Dzisiaj, choć od tamtych wyjazdów
                                                    mineło zaledwie ćwierć wieku, tylko drzewa owocowe albo bzy zdradzają, gdzie
                                                    kiedyś mieszkali ludzie.
                                                    Bywają budynki szczęśliwsze, które przeżyły wyjazd gospodarzy, bo albo
                                                    energiczny wójt w porę się z nimi umówił, albo obiekt był tak ładny i tak
                                                    ładnie położony, że znalazł się w porę nabywca. Bywało i tak, ze nabywaca
                                                    znajdował się wcześniej, niż gospodarz pomyślał o emigracji. Przyjeżdzała
                                                    czarna Wołga, nieomylny symbol wojewódzkiej władzy.
                                                    Wśród nowych nabywców domów w latach 70. i 80. z reguły po cenach zaniżonych,
                                                    spotyka się nazwiska ówczesnych sekretarzy partyjnych i wojewodów, wojskowych i
                                                    milicjantów, ludzi z przemysłu i administracji. Władze wojewódzkie nie tylko
                                                    umacniały w ten sposób korzenie polskości, ale wyjednywały u wpływowych ludzi
                                                    ze szczebla centralnego łaskawsze traktowanie Olsztyna w różnych pulach
                                                    rozdzielnictwa. Przepisy kazały zaoferować dom najpierw rolnikowi, ale co
                                                    rolnikowi po domu bez zabudowań gospodarczych, rozmyślnie przed tym
                                                    rozebranych ?
                                                    Po sierpniu 1980r zaczęto się nawet dobierać tym nowym nabywcom do skóry, ale
                                                    po stanie wojennym wszystko z powrotem ucichło."

                                                    Widzisz Tralala jaka była polityka, budynki gospodarcze rozbierano , by tylko
                                                    dom nie nadawał sie dla rolnika, a sami zabierali najlepsze kąski. To już jest
                                                    nieodwracalne, ale taka jest prawda.
                                                  • rita100 Re: 1945 31.01.06, 20:35
                                                    cd artykułu
                                                    "Dobrze wspominają czerwonych dygnitarzy we wsi Łajs, połozonej wspaniale
                                                    pomiędzy dwoma jeziorami. Upodobał sobie to miejsce wicepremier Alojzy
                                                    Karkoszka. Najpierw do miejsowego cieśli Jana Hubscha przyjechali z Olsztyna:
                                                    czy woli iść do wojska na przeszkolenie. czy budować premierowi dom ? Wolał
                                                    budować. Karkoszka był zadowolony z jego roboty, ale ponieważ Hubsch ani myśli
                                                    o emigracji i nie chciał paszportu, premier wywdzięczył się inaczej: dał mu
                                                    talon na malucha.
                                                    Gustaw Niwera zapytany, dlaczego emigrował, czy bardziej doskwierała mu Polska,
                                                    czy socjalizm, odpowiedział :"Zasadniczo socjalizm nie, tylko te dranie dziki".
                                                    To on pierwszy umarł w nieprzyjaznym środowisku betonowego miasta i to on
                                                    najbardziej z całej rodziny wzdrygał się przed wyjazdem.
                                                    Jednak przeważyło zdanie Niwerowej, zmęczonej starej kobiety, która nawet
                                                    skłonna była wybaczyć i zapomnieć, jak ją i innych autochtonów nakłaniano we
                                                    wcześniejszych latach 50. do podpisania podań o polskie obywatelstwo.
                                                    Oficjalnie nazywało się to akcją przyjmowania dowodów osobistych. Otóż zamykano
                                                    ich w zimnej piwnicy i polewano wodą. I znosłaby przytyki sąsiada, pochodzącego
                                                    z pobliskiej Kurpiowszczyzny, który po paru kieliszkach ryczał przez płot:
                                                    Szwaby, fryce, Hitler był wam bratem ! I nawet upokarzające uwagi w urzędzie :
                                                    Czas nauczyć się poprawnie pisać po polsku !
                                                    - To wszystko nic. Ale jak się nie ma pewności, czy PKS przyjedzie, czy
                                                    sklepowa nie wyszła do banku, a nawet jak siedzi w sklepie - czy przywieźli
                                                    chcleb. To już nie dla mnie - mówi Niwerowa
                                                    Jej zdanie przeważyło, ale Gustaw Niwera uwierzył, ze i on był za wyjazdem, ze
                                                    względu na dziki. Na południe od Olsztyna, otoczony wysokim parkanem z
                                                    metalowej siatki i pilnowany przez żołmierzy rozciągał się teren wypoczynkowo-
                                                    łowiecki Łańsk. Polowanie na dziki było ulubioną rozrywką niektórych
                                                    prominentów, a jak nawet którergoś ministra mdliło na sam widok krwi, brał
                                                    strzelbę i szedł w las, żeby w stosownej chwili wyjednać dla swojego resortu
                                                    zgodę premiera Jaroszewicza, zapalonego myśliwego.
                                                    Im lepiej dla dzików, bo wszak być zastrzelonym przez samego premiera to
                                                    zaszczyt, tym gorzej dla rolników. Władze zakazały odstrzału dzików w rejonie
                                                    Łańska. Żeby ocalić przynajmniej część zbiorów, rolnicy nocą palili ogniska,
                                                    organizowali dyżury, wystawiali warty psów.
                                                    Z czasem w rządowym ośrodku organizowano polowania dewizowe, na które
                                                    przyjeżdzali m.in. myśliwi z Republiki Federalnej - można więc powiedzieć, że
                                                    Łańsk trochę Niemców z Polski wypchnął, ale trochę przyciągnął.
                                                  • tralala33 Re: Wyjazdy 31.01.06, 20:46
                                                    Lasy Łańskie to było państwo w państwie. Krążyły anegdoty o takich, co się
                                                    wybrali na grzyby a do domu wracali po tygodniu, bo się zapędzili w Lasy
                                                    Łańskie, a tam chyc - zdybani za karę musieli ziemniaki obierać dla wojska lub
                                                    partyjnych prominentów :) Czy to prawda, czy nie prawda - ale lepiej było zbyt
                                                    blisko tam nie chodzić.
                                                    P.S. Zmieniłam temat, żeby nam się późniejsze czasy z 1945 rokiem nie splątały.
                                                    No to teraz uciekam, ale jak się z robotą trochę opędzę, to mam bardzo ciekawy
                                                    artykuł o Borussi. Narazie czytam Twój, Rito - to czasy, które sama pamiętam, a
                                                    jeszcze lepiej moi rodzice. To tak, jakbym ich słuchała.
                                                  • rita100 Re: Wyjazdy 31.01.06, 21:27
                                                    Anegdot napewno bylo dużo, ale takich , ze chyc do obierania ziemniaków, tak z
                                                    robiegu zabierali to nie slyszałam.
                                                    Ja z kolei wyczytałam u Piechockiego , że milicji w Olsztynie była ogromna
                                                    ilość, co kawałek w jakiś kamienicach był posterunek, bo i Olsztyn był w tych
                                                    czasach niebezpieczny , rózni rabusie i wojsko jeszcze grasowało i trzeba było
                                                    robić porządek. Takiej ilości milicji nie notowano w żadnym rejonie. Ludnośc
                                                    wprawdzie się cieszyła, bo jednak jeszcze żołmierze sowieccy grasowali i czuli
                                                    się niebezpiecznie.
                                                  • rita100 Re: Wyjazdy 01.02.06, 21:14
                                                    Nagroda za karę
                                                    Zmieniły się rządy i koncepcje polityczne, a emigracja Mazurów, nazywano
                                                    elegancko 'łączeniem rodzin', trwała nieprzerwanie, tyle , że w różnym tempie.
                                                    Pierwsze podmuchy wolności po Październiku sprawiły, że w latach 1957-58
                                                    wypuszczono z Polski do Niemiec ok. 200tys emigrantów ze Ślaska, Opolszczyzny i
                                                    Warmii i Mazur. Potem jednak władze zorientowały się, że wyjeżdzają ludzie
                                                    uznawani za rdzennych Polaków i ogłoszono, że wszystkie rodziny już się
                                                    połączyły. Jednak już w 1960 roku sekretariat KC partii wydał instrukcję, żeby
                                                    zezwalać na wyjazdy osobom w podeszłym wieku, samotnym, rencistom oraz 'osobom
                                                    uciążliwym dla państwa ze względu na ich proniemiecką postawę i działalność
                                                    sprzeczną z prawem'. Tak więc za karę otrzymywało się nagrodę w postaci
                                                    paszportu.
                                                    W grudniu 1970 kanclerz Willy Brandt przyjechał do Warszawy i dogadał się z
                                                    Władysławem Gomułką co do tymczasowego uznania granicy na Odrze i Nysie oraz 26
                                                    tys. emigrantów w roku następnym. Ścieżka wydeptana przez nich stała się
                                                    szerokim gościńcem kilka lat póżniej, kiedy to w 1975 roku w Helsinkach doszło
                                                    do porozumienia Edwarda Gierka z Helmutem Schmidtem. "Dla wyprowadzenia z
                                                    impasu rozmów dotyczących kredytów dla Polski - głosił pokrętnym językiem
                                                    komunikat - wstępnie zawarte zostały porozumienia.... Odnośnie kwestii
                                                    humanitarnych ustalono, że rząd polski udzielił zezwoleń na wyjazdy ponad 100
                                                    tys. osób, ktore się o to ubiegają. Spieszno nam było do tych pieniędzy, które
                                                    miały ratować gierkowski program budowy drugiej Polski. Ministrowie spraw
                                                    zagranicznych obu krajóqw podpisali porozumienie, które na pozór tych dwóch
                                                    spraw nie łączą, ale wiadomo, że w zamian za kredyty płynące na wschód
                                                    popłyneła na zachód fala ludzi."

                                                    Widać Tralala, że przechandlowaliśmy ludzi i autochtonów, za zgodą władz i na
                                                    rękę władz polskich. Taka to historia naszych autochtonów. Dalej, ale to już
                                                    jutro będą opisane losy powracających ludzi na nasze ziemie, też bardzo ciekawe
                                                    obserwacje i dialogi.
                                                    Niektórzy napeno zrozumieli, że zrobili błąd wyjeżdzając, ogromny błąd zrobił
                                                    rząd polski. Dziś są tylko zanikowe Mazury, a ich miejsce zajęła inna ludność o
                                                    innych obyczajach i innej religi. Odtworzyć poprzedni regionalizm jest juz
                                                    chyba niemozliwe.
                                                  • rita100 Re: Wyjazdy 02.02.06, 21:01
                                                    Spóźniona Wiosna Ludów
                                                    Z czasem, już po zamocowaniu w Niemczech, emigranci zaczeli wracać w rodzinne
                                                    strony. Żeby odwiedzić, spytać: co słychać, no i żeby się pochwalić. Te wizyty
                                                    miały swój rytuał. Przede wszystkim przyjeżdza się samochodem, najlepiej dużym
                                                    i czerwonym, żeby wszyscy widzieli. W łajsie Karnowska staneła czerwoną Toyotą
                                                    na środku wsi, a żeby czasu nie tracić, robiła na drutach. Kiedy się już
                                                    napatrzą i nazachwycają, przychodzi czas na wymianę informacji. Kto z dawnych
                                                    sąsiadów umarł,, kto się rozwiódł. kto sobie radzi. Wreszcie przychodzi czas na
                                                    głębsze rozważania. Nie jest w tym Vaterland tak dobrze, jak mówili, płacą,
                                                    owszem nieźle, ale ceny też nie takie niskie jak nasze, strajkują, ale dobrobyt
                                                    jest. Tylko co z tego, kiedy wolności nie ma ? Takiej wolności jaką tu
                                                    mieliśmy, jakiej nigdzie indziej nie ma - żeby boso chodzić, na podprawdziwki
                                                    rano wyskoczyć, na węgorzyki się zasadzić, a nie ciągle patrzeć, co jest
                                                    verbotem.
                                                    Są i powroty trwałe, te najbardziej zastanawiające, bo chyba lepiej
                                                    przemyślane. Konrad Liedman wyjechał wraz z rodzicami i siostrą, ale wkrótce po
                                                    podjęciu pracy w Niemczech stwierdził, że to nie dla niego. Nie z żadnych
                                                    względów narodowych, tylko zawodowych. Chce być rolnikiem, a to możliwe jest
                                                    tylko w Polsce. Zwrócił się z pismem do województwa, ale dawne gospodarstwo
                                                    jego ojca należało już do kogo innego. Przez rok szukał czegoś stosownego, aż
                                                    znalazł 15 ha koło Barczewa.
                                                    - Kto raz przywykł nieć za oknem szerokie pole i być panem swojego czasu - mówi
                                                    nieskory do zwierzeń Konrad - ten do tępej pracy przy maszynie się nie nagnie.
                                                    Erich Selke z Węgajt jest o wiele bardziej wylewny. Już po pierwszym tygodniu w
                                                    Niemczech zrozumiał, że popełnił życiowy błąd. Nie tylko chciał być rolnikiem,
                                                    powiada, ale też chciał być Polakiem. Od władz polskich usłyszał. że trzeba się
                                                    było wcześniej zastanowić, ale on dopiero teraz odczuł, co to znaczy mieć wokół
                                                    przyjazne środowisko. Kiedy się zjawił w swojej wsi, otoczyli go sąsiedzi:
                                                    Eryk, wracaj do nas, pomożemy ci stanąć na nogi ! Wyszukali mu w sąsiednim
                                                    Wołownie pustą oborę po kółku rolniczym. Cztery lata cieżkiej pracy kosztowało
                                                    zrobienie z niej porządnego domu mieszkalnego.
                                                    - I po co mu to było ? - kpi hudraulik Denda - ja od razu widziałem, ze tam nie
                                                    ma czego szukać. Gdzie jak nie w Polsce można tak mało robić i tak dużo pić !"

                                                    :) to prawda :)

                                                    Tralala, pisze w ciemno , bo forum pokazuje watki z raniutka z 7.32 :)
                                                  • tralala33 Re: Wyjazdy 02.02.06, 21:12
                                                    Forum pokazuje wątki z dzisiejszego poranka? A to co się stało - czas stanął w
                                                    miejscu? Ale dobrze Rito trafiłaś - to ten wątek, i bardzo ciekawe opowieści.
                                                    Mi też ojciec opowiadał, że w latach siedemdziesiątych wielu autochtonów dość
                                                    szybko decydowało się skorzystać z możliwości wyjazdu - szczególnie rolnicy w
                                                    tych wsiach, które upatrzyli sobie rozmaici decydenci na daczowiska - mieli już
                                                    dość zakazów budowy czy remontu, problemów ze zdobyciem worka cementu, czy
                                                    choćby przysłowiowego sznurka do snopowiązałki, nie wspominając o maszynach
                                                    rolniczych. Ale potem było i tak, że po namyśle chcieli się wycofać - tyle, że
                                                    już było za późno, już dostawali paszporty, już musieli oddawać domy i
                                                    gospodarstwa. No i wyjechali.
                                                  • rita100 Re: Wyjazdy 02.02.06, 21:28
                                                    Tak Tralala, widzę tylko wątki poranne i nie wiem dlaczego , na szczęście w
                                                    pracy czytałam wątek o obelisku w Kętrzynie i znalazłam ten watek przy
                                                    artykułach gazecie.plOlsztyn i tam sie wpisałam, bo chciałam coś dodać i udało
                                                    się. Ale czuję się jak ślepa na forum.
                                                    Wiesz, Tralala, dzis czytałam o regionalizacji Europy - przeczytaj
                                                    w 'Przekroju', ale o Warmii i Mazurach nie wspominają, my już jesteśmy
                                                    zaniknioni, ale ta tradycja jest strasznie ważna i pamięć.
                                                    Chyba dziś nie popiszę za bardzo :)
                                                  • rita100 Re: Wyjazdy 03.02.06, 20:36
                                                    cd. wnioski
                                                    Sprawa mazurska dobiega końca akurat wtedy, kiedy otworzył się nowy rozdział w
                                                    historii Polski. Mieszkańcy krainy tysiąca jezior nie zdążyli skorzystać z
                                                    pojałtańskiego klimatu, bo ich już nie ma. Granice na Odrze i Nysie nikt nie
                                                    kwestionuje, Polska i Niemcy są sojusznikami w NATO i członkami Unii
                                                    Europejskiej, każdy ma paszport w szufladzie i może jechać dokąd chce. Mapa
                                                    wprawdzie się nie zmieniła, ale sieć osiedleńcza tak. W miejsce wsi zanikowych
                                                    powstały wielkie skupiska domków letniskowych, miejsce Mazurów zajęli nowi
                                                    polscy mieszczanie.
                                                    Mazury mogły być modelem regionu zgodnego współżycia ludzi różnego pochodzenia,
                                                    religii i obyczaju, czyli modelem europejskim (jak go dzisiaj formułujemy),
                                                    gdyby nie uwikłanie w interesy strategiczne sąsiednich państw. Dla Mazurów
                                                    Wiosna Ludów 1989r. przyszła za późno."

                                                    I co tu dodać Tralala, za późno, ta kraina straciła już swój charakter, zostaje
                                                    tylko pamięć, zostaje folklor, zostają tradycje, które powinno się przejąć i
                                                    dbać , by jak najdłużej trwała ta pamięć o ludziach tam niegdyś mieszkających.
                                                    Wydaje mi sie Tralala, że Mazurzy zbyt łatwo się poddali, opuszczając swoją
                                                    krainę, a i bogacwo zachodu skusiło ich też napewno do wyjazdu.
                                                    Co tu mówić, wielu Polaków wyjechało do Niemiec i innych krajów za chlebem. Też
                                                    już miałam takie myśli o wyjeździe i pewnie bym wyjechała by ponoć lepiej żyć,
                                                    ale nie miałam takiej okazji.
                                                    Dziś za to stoimy przed następnym problemem - wyjazdy młodzieży za pracą, w
                                                    poszukiwanie pracy, a marzeniem prawie każdej matki jest to , by jej dziecko
                                                    wyjechało za granicę, jak podają sondaże.
                                                  • tralala33 Re: Wyjazdy 03.02.06, 20:55
                                                    Masz rację, Rito, wielka szkoda, że tylu Mazurów i Wamiaków opuściło swoją
                                                    ziemię. Ucierpiała na tym przede wszystkim wieś, bo ci ludzie potrafili i
                                                    chcieli pracowac na ziemi, a teraz ich gospodarstwa znikły. Domki letniskowe
                                                    żyją tylko latem, a potem na długo zapada cisza.
                                                    Wyjazdy młodzieży za pracą to kolejny trudny temat - ja sobie myślę - niech
                                                    wyjeżdżają, niech poznają świat i języki, niech się dorabiają, a potem niech
                                                    wracają! Bo przecież te matki będą czekać.
                                                  • tralala33 Borussia 03.02.06, 21:01
                                                    Tydzień temu w dodatku Plus-minus do rzeczpospolitej ukazał się artykuł Iwony
                                                    Trusewicz 'Nazwa z haczykiem'. Niestety podawanie linku nic nie da, bo na
                                                    stronie internetowej gazety jest tylko zajawka tego tekstu. No to siadam i
                                                    wstukam choć fragmenty. Na poczatek - czym jest na nazwa z haczykiem?
                                                    'za siedmioma górami, za krajową siódemką leży Borussia. Choć nie istnieje na
                                                    żadnych mapach, żyje w sercach wielu ludzi.
                                                    Siedemnaście lat temu młody historyk Robert Traba miła widzenie. Przyszło
                                                    podczas wyjazdu na doktoranckie stypendium do Niemiec. Poznał tam, jak
                                                    funkcjonuje organizacja pozarządowa pomagająca studentom z krajów
                                                    komunistycznych. - To była eurek. Po raz pierwszy zobaczyłem coś, co działa bez
                                                    pieniędzy i kontroli państwa. I naszła mnie myśl, dlaczego nie stworzyć
                                                    podobnej organizacji w Olsztynie - opowiada.'
                                                    Co z tego wynikło - napiszę jutro. Dziś 'zarobiona jestem'. A;le zobacz Rito -
                                                    potwierdza się - warto, by młodzi ludzie wyjeżdżali zagranicę, by podpatrywali,
                                                    co tam się dzieje, a jak wrócą to mogą przewrócić świat do góry nogami swoimi
                                                    pomysłami i zapałem.
                                                  • tralala33 Re: Borussia 04.02.06, 23:40
                                                    'W 1990 roku Robert Traba uznał, że już czas. Skrzyknął przyjaciół do swego
                                                    mieszkania na olsztyńskim Pieczewie. Z nocenj rozmowy dwudziesto- i
                                                    trzydziestolatków zrodziła się Borussia - stowarzyszenie intelektualistów i
                                                    indywidualistów, historyków, literatów, konserwatorów sztuki, filozofów i
                                                    niebieskich ptaków z artystycznymi ambicjami.
                                                    Witold Knercer, historyk, wiceprzewodniczacy Borussi: - To było zachłyśnięcie
                                                    się nowymi mozliwościai. i Romantyczne spojrzenie, że coś dla tej ziemi możemy
                                                    zrobić. Byliśmy ciekawi, co tu było przed nami, skąd się wzięło. Z drugiej
                                                    strony łączyło nas poczucie, że jesteśmy tutejsi.
                                                    Tutejszość nie była na tej ziemi pojęciem jednoznacznym. Obok urodzonych TUTAJ
                                                    po wojnie, mieszkali TUTEJSI z dziada pradziada - Warmiacy i Mazurzy.'
                                                    Jak to się splątało, zobaczymy sledząc losy głównych założycieli Borussi.
                                                  • rita100 Re: Borussia 05.02.06, 19:33
                                                    Piękna opowiastka i badzo dobrze, że coś z tego wyszlo. Ponieważ słyszałam o
                                                    Borussi i chyba coś niezbyt przychylnego trzeba by było sie zgłebić w problem.
                                                    Z chęcią zapoznamy się z jej celem i programem.
                                                    A wczoraj byłam na urodzinach z piekną wiązanką trzech kultur, którą poznałam
                                                    wcześniej niemiecko-śląską-polską.
                                                  • rita100 Re: Wyjazdy 05.02.06, 20:15
                                                    niech poznają świat i języki, niech się dorabiają, a potem niech
                                                    > wracają! Bo przecież te matki będą czekać.

                                                    Tralala , ladnie to napisałas - matki będa czekać, to tak jak Baby Pruskie,
                                                    czekały, różnie to jednak bywa.
                                                    Prawdziwi Mazurzy już nie wrócą, bo ile lat mają, bo przez pięćdziesiąt lat
                                                    rozmawiają w innym już języku - pewnie tęsknią, mieliśmy przykład wcześniej tej
                                                    babci, szkoda, że nikt nie dał nam znać jak było i jak wyglądało to spotkanie
                                                    tej babci z Olsztynem ? Staralismy się..... trochę żal, że nie dostaliśmy
                                                    wieści.
                                                  • rita100 Re: Obraz po renowacji 05.02.06, 21:07
                                                    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=64&w=32021236&v=2&s=0
                                                    Popatrz się Tralala, obraz został już powieszony na swoim miejscu. Szukałam
                                                    tego watku i znalazłam , a nie widziałam tej wspaniałej odpowiedzi.
                                                  • rita100 Re: Wyjazdy 05.02.06, 21:32
                                                    Tak, Tralala, obiecałam cos pokazać - jak łączą kulturę ślązacy. Jakos tak u
                                                    nich jest ,że Niemcy mają ścisły kontakt ze Śląskiem i prawie każdy rodzinę w
                                                    Polsce, dlatego bardziej współpracują.
                                                    www.echoslonska.com/0302/PeterSczepanek_Karnaval.htm
                                                    Maja swoje czasopimo internetowe i zamieszczają wiele twórczosci.
                                                    Tylko cięzko zrozumieć jak sie gwary ich nie zna, więcej można sie domyślać.
                                                    Żebyś nie traciła czasu to zamieszczę taki urywek

                                                    Dzwony bijom i grajom na ratusza wiezy
                                                    Czy niy majom one cudownego klangu!
                                                    Dzwony dzwiynczom na ratusza wiezy
                                                    Moglbych tak sluchac godzinami
                                                    Zawdy som nom wierne i poczciwe,
                                                    jak to sie piyknie slucho
                                                    kiedy sobie lod czasu do czasu rypnom
                                                    bo to som richtig z Colonii tony.
                                                  • rita100 Re: Borussia 06.02.06, 21:04
                                                    Tralala, zapoznałam się już z ideą 'Borussi', poczytałam linki, które splatały
                                                    sie z klubami niemieckiej piłki nożnej i nie doczytałam się co oznacza samo
                                                    słowo Borussia ? Ogromny mają program łaczenia kultur i poszukiwania dzidzictwa
                                                    narodowego. Prowadzą działalność wolontariatu i sponsorują młodzież. Biorą
                                                    nawet udział w akcji 'pierwsza praca'. Czytałam też wcześniej o naborze do
                                                    wolontariatu na rzecz dziedzistwa kulturowego. Organizują wystawy, prelekcje,
                                                    obozy, wyjazdy za granicę. Otwierają swoje komórki w Niemczech w róznych
                                                    miastach i organizują współpracę. Jednak nie doczytałam się o szukaniu zródeł
                                                    twórczości o tematyce mazurskio-warmińskiej , poszukiwaniu jeszcze żyjących
                                                    starych prawdziwych Mazurów, ktorych tak z chęcią Polska wysyłała , jak i sami
                                                    czasami z chęcią opuszczali tą ziemię. Ludzie w obecnych czasach nie chcą żyć z
                                                    strachu, być może sobie wyobraźają 'że przyjdą i zabiorą', czasmi odsuwają się
                                                    od takich organizacji, towarzystw, stowrzyszeń w przekonaniu, że jest w tym coś
                                                    niedobrego i ukrytego i tajemniczego.
                                                    Odkrywją jednak i pokazują historię, sponsorują renowację zabytków, grobów i
                                                    przybliżają ją nam, a dowód Tralala pokażę Ci jutro i opiszę losy pewnego
                                                    niemieckiego piewcy Mazur i gdyby nie stowarzyszenie pewnie byśmy nigdy jej
                                                    czyli tej twórczości nie poznali.
                                                    www.1praca.gov.pl/index.php?id=57&tresc=910
                                                    www.tolerancja.pl/?kat=20&id=9
                                                    wiadomosci.ngo.pl/wiadomosci/144902.html
                                                    www.kobidz.pl/edd2005/index.php?pageid=16
                                                  • tralala33 Re: Borussia 06.02.06, 21:12
                                                    O rety, Rito, zrobiłaś pradziwy research. Tyle linków i ciekawych stron! A ja
                                                    dalej zawalona jestem pracą, co jedną rzecz przerobię, to dwie kolejne spadają -
                                                    bum, bum - ale trudno, noce teraz długie, cicho i spokojnie, mogę sobie
                                                    popracować. Za to teraz dorzucę jednak kolejny fragment o Borussi - może
                                                    właśnie o nazwie?
                                                  • rita100 Re: Borussia 06.02.06, 21:16
                                                    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=64&w=28299478&a=30857913
                                                    A ja dla przypomnienia znalazłam jeszcze ten wpis :)
                                                  • tralala33 Re: Borussia 06.02.06, 21:17
                                                    Borussia? Klub piłkarski

                                                    Termin Borussia wymyślił chyba Robert. Chodziło o ukrycie przedwojennej nazwy
                                                    tej ziemi - Prusy Wschodnie. nazwa okazała się szczęśliwa, bardzo reklamowa,
                                                    zaciekawiająca i intrygująca. Kto chciał się dowiedzieć, co znaczy, to zaczynał
                                                    szukać, dzwonił i tak się wciągał w naszą pracę - mówi Klemens Baranowski.

                                                    Robert Traba - Na początku nikt poza mną nie wiedział co to jest Borussia. A to
                                                    łacińskie słowo od XVII wieku oznaczało brandenburskie Prusy. Chciałem by w
                                                    nazwie stowarzyszenia było zbicie geograficznego miejsca ze słowem łacińskim,
                                                    jako symbolem uniwersalizmu naszej idei.
                                                    Iwona Liżewska, skarbnik Wspólnoty - Na początku lat 90-tych Borussia kojarzyła
                                                    się Polakom najwyżej z klubami piłkarskimi w Niemczech.

                                                    P.S. Zobacz, Rito, jak jeszcze do tej pory nazwa Prusy Wschodnie wywołuje złe
                                                    duchy. I jak ważna jest dobra nazwa - niby treść ważniejsza, ale nazwa też musi
                                                    przyciągać.
                                                  • tralala33 Re: Borussia 06.02.06, 21:30
                                                    Zgadza się, nazwisko Traba poznałam dużo, dużo wcześniej zanim Robert Traba
                                                    założył i wypromował Borussię. Widocznie pani Renata Traba nie tylko w szkole
                                                    dobrze uczyła historii :)

                                                    No to jeszcze o kilku Borussianach (?) - losy ich rodzin, to nie przypadek,
                                                    odzwierciedlają losy Naszej Ziomecki:

                                                    Rodzice urodzonego w Węgorzewie Traby pochodzili z Zagłębia Dąbrowskiego, przed
                                                    wojną żyli we Francji.
                                                    Wiktor Knercer pochodzi z Podlasia.
                                                    Klemens Baranowski to Warmiak. Jego ojciec urodził się w Worytach, wsi
                                                    warmińskiej, gdzie aż do 1939 roku była szkoła polska. Rodzinny dom matki był
                                                    za lasem, w Stękinach. Niby blisko, ale tam już wielu mówiło tylko po
                                                    niemiecku.
                                                    kazimierz Brakoniecki dorastał w Olsztynie, na jednej ulicy z Warmiakami i
                                                    Mazurami, a w domu matka wspominała rodzinną Wileńszczyznę.
                                                  • rita100 Re: Borussia 06.02.06, 21:49
                                                    Ależ zapętlona jest historia Warmniaków i rodzin. Strasznie zapetlona tez ich
                                                    historia. Jutro poznasz nowy zyciorys, ciekawe czy znasz , pewnego Niemca z
                                                    Mazur.

                                                    'Robert Traba - Na początku nikt poza mną nie wiedział co to jest Borussia. A
                                                    to
                                                    łacińskie słowo od XVII wieku oznaczało brandenburskie Prusy. Chciałem by w
                                                    nazwie stowarzyszenia było zbicie geograficznego miejsca ze słowem łacińskim,
                                                    jako symbolem uniwersalizmu naszej idei.'

                                                    A dlaczego taka nazwę mają kluby pilkarskie w Niemczech ?
                                                    Też nawiązują do branderburskich Prus ?

                                                    Fajną miałaś Pania od historii. Ja w podstawówce we wsi Krzyszkowice pod
                                                    Wieliczką miałam wspaniałą historyczkę, to , że się nie uczyłam to nic, ale
                                                    nasza Pani od historii była wspaniałą aktorką i wszelkie bitwy odgrywała sama w
                                                    ruchach w mimice w swoim artyźmie. Jak w której bitwie przegrali Polacy to cała
                                                    klasa płakała, łzy ciekły nam i tylko nie bylo czym je otrzeć. Nigdy nie
                                                    zapomnę jej lekcji. Nazywała się Fortuna i już dawno, dawno zmarła.
                                                  • tralala33 Re: Borussia 06.02.06, 21:58
                                                    Pani Traba była przede wszystkim dyrektorką szkoły, do nas trafiała tylko na
                                                    zastępstwa, i wtedy było fajnie. A nasza pani od historii zajmowała się
                                                    syngalizowaniem - co i rusz mówiła 'nie mamy czasu, więc tylko wam
                                                    zasygnalizuję'. Tylko to pamiętam z jej lekcji :( za to Ty, Rito, z taką
                                                    nauczycielką nie musiałaś uczyć się historii w domu - po takich lekcjach
                                                    wszystko na pewno samo zostawało w głowach. To prawdziwa Forutna mieć
                                                    nauczyciela, który przeżywa lekcje i kocha swój przedmiot.
                                                    A czemu kluby piłkarskie w Niemczech też mają taką nazwę Borussia - no właśnie,
                                                    może ktoś nas oświeci?
                                                    Zobacz, mamy czytelnika:
                                                    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=64&w=29315587&a=36253457
                                                    No to nasze spotkania z historią w szkole podstawowej już objaśnione.
                                                  • rita100 Re: Borussia 06.02.06, 22:09
                                                    Tak , Tralala, ten wpis z UWM to ukłon w Twoją stronę. Przede wszytstkim Ty nas
                                                    prowadzisz i kierujesz na ściezki , ja tylko z ciekawością czytam i dociekam
                                                    poszukując źródeł. Może odpowie ktos na to pytanie ?
                                                    Teraz coś z ducha napiszę . Wydaje mi się , że Borussia nie jest u nas dobrze
                                                    spostrzegana, wszyscy kojarza ją z Prusami , a Prusy kojarzą się z Niemcami i
                                                    ludzie są nieufni, ale to wina nieznanej histori i przedstawionej tylko w
                                                    czarnych barwach. Granice sa zatwierdzone, nic tu nie jest nikt w stanie
                                                    zrobić, a poszukiwać i szanować, oraz odkrywać tajemnice nie da się bez
                                                    współpracy z tymi co wyjechali.
                                                    To zobaczymy, może się tajemnicza osoba odezwie ? :)
                                                  • tralala33 Re: Borussia 07.02.06, 20:29
                                                    O, tego wpisu wczoraj nie zauważyłam - albo za szybko się pojawił, albo wręcz
                                                    przeciwnie, gdzieś się przyczaił, a potem nagle - hop! No więc jeśli chodzi o
                                                    moją wiedzę historyczną, to jest ona całkowicie amatorska. W szkole średniej
                                                    miałam już nieco lepiej - nauczyciel 9tym razem pan) nie przeszkadzał nam,
                                                    kiedy chcieliśmy porozmawiać o innych obliczach dziejów, niż opisane w
                                                    podręcznikach - mógł sobie na to pozwolić, bo nie był etatowym pracownikiem
                                                    naszej szkoły i przychodził na lekcje tylko do naszej klasy.
                                                    A gdyby nasz gość UWM jeszcze tu trafił - to mam pytanie: czy na historii na
                                                    UWM jest także historia regionalna? Czy jest specjalny przedmiot poświęcony
                                                    dziejom Warmii i Mazur, Prus, no i Prusów?
                                                  • tralala33 Re: Borussia 07.02.06, 20:36
                                                    Jeszcze jeden fragment z artykułu Iwony Trusewicz, tym razem o pierwszym
                                                    większym projekcie Borussi:

                                                    Trzynaście lat temu kazimierz Brakoniecki wymyślił coś, dzięki czemu Polska po
                                                    raz pierwszy usłyszała o Borussi. przygotowana przez Brakonieckiego wystawa
                                                    Atlantyda Północy stała się wydarzeniem o randze międzynarodowej.
                                                    Prezentacja pół tysiąca fotografii Prus Wschodnich z lat 1863 - 1944 pobudziła
                                                    wyobraźnię tysięcy zwiedzających. Oto świat tutejszy, którego dawno już nie ma.
                                                    A przecież wciąż żyjemy w miastach ze starych fotografii, chodzimy tamtymi
                                                    ulicami, przejeżdżamy przez tamte wsie. tamte, ale już zupełnie inne.

                                                    W katalogu wystawy kazimierz Brakoniecki napisał; 'Ja - przedstawiciel
                                                    pokolenia urodzonego w tej krainie po drugiej wojnie światowej - jestem
                                                    kolejnym spadkobiercą krajobrazu, kultury i pamięci, tworząc wspólnotę żywych i
                                                    umarłych Prusów, Niemców, Polaków, Warmiaków, Mazurów, Rosjan, Litwinów,
                                                    Europejczyków - jestem spadkobiercą Atlantydy Północy, czułym i krytycznym
                                                    uczniem historii i krajobrazu'

                                                    Żałuję ogromnie, że nie widziałam tej wystawy, i że nie mam tego katalogu :(
                                                  • rita100 Re: Borussia 08.02.06, 14:20
                                                    też mam dobre wieści o Borussi
                                                    i Cyfusa mam
                                                    a teraz musze uciekać :)
                                                  • rita100 Re: Borussia 08.02.06, 20:29
                                                    Tralala, moja ciekawość była wielka w związku z nazwą niemieckich klubów
                                                    sportowych Borussia. Dlaczego ?
                                                    Ponieważ, ta nazawa kojarzy się z Prusami, tak najłatwiej to określić, ale to
                                                    jednak nie tak. Taką dostałam odpowiedź:
                                                    Autor: ballest ☺
                                                    Data: 08.02.06, 08:16
                                                    Rita, slowo Borussen oznacza nic innego jak poganskich Pruzzen, czyli uzywa sie
                                                    tej nazwyy na mieszkancow Prus Wschodnich przed "nawroceniem" ich na
                                                    Chrzescijanstwo.

                                                    Rita, - slowo to nie jest gwarowe, a Borussia to lacinska nazwa poganskiej
                                                    Pruzii.
                                                    Dlaczego w Niemczech czesto uzywane jest???
                                                    byc moze dlatego, bo waleczni byli!
                                                    dkf.kunden3.honds.de/x/FMPro?-db=dkf01.fp5&-format=dspg.html&ID=1000466&-token.3=&-lay=web&-find
                                                    Bardzo ciekawa strona i dużo do czytania

                                                    Rozwijając tą myśl to już wiemy, że Borussia to Prusy pogańskie, Prusy, ktore w
                                                    dziejach swoich walczyli z Krzyżakami, walczyli dzielnie (co pokazałas Tralala
                                                    w legendzie), walczyli najdzielniej o swoje przetrwanie i czy mam to rozumieć,
                                                    że sami Niemcy nazywając swoje kluby piłkarskie Borusia , bardzo ich doceniali
                                                    za waleczność, może tak bardzo, że swój sportowy klub nazwali Borussia ? Tak
                                                    myśląc dochodze do wniosku, że ludzie są nieuświadomieni co do nazwy i źle
                                                    kojarzą, myśląc , że Prusy to tylko Niemcy. W związku z tym są nieufni i
                                                    poderzliwi do tej organizacji.
                                                    Łoj, chyba będę kibicem Borussi Dortmund :)
                                                  • tralala33 Re: Borussia 08.02.06, 20:59
                                                    Borussia Dortmund? No nie wiem, chyba wolę włoską ligę - właśnie teraz Juventus
                                                    gra z Parmą - 15 minuta meczu 0 : 0 ale Parma chyba lepiej sobie radzi. Forza
                                                    Juve!!! Forza bianconeri!! No, zajrzę tam za godzinę, zobaczę czy pomogło.
                                                    uk.matchcast.sports.yahoo.net/yahoo/mc/en/21/f20044/

                                                    O Borussi piszą też dziś w GW:
                                                    W borussiańskim programie "Międzynarodowy wolontariat w ochronie zabytków"
                                                    bierze udział dwudziestu młodych ludzi: ośmiu Polaków, sześciu Niemców i
                                                    sześciu Rosjan. Na rok przyjechali na Warmię i Mazury uczyć się ochrony
                                                    krajobrazu kulturowego.Właśnie minął półmetek pobytu. - To spotkanie ma im
                                                    uświadomić, ile już się nauczyli, ile zrobili - mówi Beata Samojłowicz,
                                                    koordynatorka projektu.

                                                    Wika (z Kaliningradu) z Karoliną zrobiły już wiele: zorganizowały świąteczny
                                                    kiermasz, wystawę o warmińskiej architekturze. Prezentacja stała się okazją do
                                                    spotkania wielu mieszkańców Woryt. - Inicjatywa dziewczyn zjednoczyła wieś, to
                                                    bardzo cenne - uważa Samojłowicz.

                                                    Wikę z Karoliną pokazano też w lokalnej telewizji. I tylko Robert Traba
                                                    powiedział, że nie wszystkie organizacje przyjmujące wolontariuszy są tak na
                                                    prawdę tymi ludżmi zainteresowane. Niektórzy traktują ich jak 'przynieś -
                                                    zanieś - pozamiataj'. Szkoda.
                                                  • rita100 Re: Borussia 08.02.06, 21:16
                                                    Dalej 0-0, ale ciekawie interesujesz się piłką nozną . Czy też postawiłas na
                                                    jakąś drużynę w zakładach buchmacherskich ? Ales mnie zaskoczyła, hehe, nie
                                                    mogę uwierzyć :)
                                                    My nie , my nie , my nie poddamy się !
                                                    Wisełka
                                                    My nie , my nie, my nie poddamy się !
                                                    Cracovia
                                                    Tak wygląda święta wojna w Krakowie.
                                                    Może nasza siatkówka olsztyńska będzie waleczniejsza jak zmieni nazw na
                                                    Borussię ?

                                                    Czyli Borussię mamy już zapoznaną. Wolontariat, to trudna sprawa. Od
                                                    organizatorów akcji zależy jak to zorganizują, chyba oni powinni być tym
                                                    motorem kręcacym ludźmi i odpowiednio w zakresie swoich obowiązków ich kierować.
                                                    Ja myślę, że dziewczyny i wolontariusze powinni tknąć ludziom na wsi to , że
                                                    nie są obojętni innym i że ważna jest pmięć o histori , każdy kamień, każde
                                                    miejsce , a warmińska wieś jest nadzwyczaj cenna.
                                                    Pan Robert Trąba, powinien wiedzieć, że malo kto rozumie idee jego organizacji
                                                    i od tego powienien zacząć rozmawiać z innymi organizacjami. Przecież wiadomo,
                                                    że Borussia nie kojarzy się ludziom pozytywnie. Nie jest zbyt to wyjaśnione i
                                                    jasne. To jest tylko moje zdanie, bo zobacz jak pięknie brzmi - Stowarzyszenie
                                                    Miłośników Olsztyna i już wszystko wiadomo, kiedy Borussia kojarzy się inaczej.
                                                    Może tu leży pies pogrzebany ?
                                                    Choć nie wiem.

                                                  • rita100 Re: Borussia 08.02.06, 21:17
                                                    Parma 1-0 - pomogły Twoje wołania :)
                                                  • tralala33 Re: Borussia 08.02.06, 21:19
                                                    :(((( już 1 : 0 dla Parmy Goal! Daniele Dessena (Parma) prawą nogą strzelił w
                                                    prawy narożnik bramki Juwentusu. Może faktycznie czas pomysleć o Borussi
                                                    Dortmund.

                                                    Wczoraj o Kazimierzu Brakonieckim, dziś o Robercie Travie:
                                                    Drugi znaczący termin borussian: otawrty regionalizm wymislił Robert
                                                    Traba. 'Tak jak Kazikowa Atlantyda, mój regionalizm jest pojęciem otwartym.
                                                    Próbą odpowiedzi na pytanie, co mozna zrobić ze skrzywioną przez komunizm
                                                    świadomością narodową i regionalną. W wypadku Warmii i Mazur mamy do czynienia
                                                    z rzeczywistością nie do końca naszą. Dla mnie odzyskiwanie tak zwanych Ziem
                                                    Odzyskanych nastąpiło dopiero teraz, kiedy możemy o nich opowiadać w oderwaniu
                                                    od ideologii.'

                                                    Rito, strasznie powoli chodzi mi dziś internet - może śniegi zasypały
                                                    światłowody i te bity i bajty muszą się przedzierać przez zaspy? Ale zdążyłam
                                                    zajrzeć do tego artykułu, który podałaś wyżej - bałam się, że to po niemiecku i
                                                    nic nie zrozumiem, ale na szczęście nie - jutro przeczytam go dokładniej, bo
                                                    dziś poddaję się. I jeszcze białoczarni przegrywają. Trudno - dobrej nocy.
                                                  • rita100 Re: Borussia 08.02.06, 21:26
                                                    Nie martw sie już jest po jeden. Będzie dobrze, walczą i walczą jak
                                                    Borussiacy :)
                                                    Tu jeszcze jadna stronka
                                                    www.borussia.pl/strony/ludzie/tekst06c.html
                                                    I przedstawiają tam całą redakcję Borussi i Roberta Traba

                                                    dobranoc
                                                  • rita100 Re: Olsztynek - pomnik niemicki 08.02.06, 22:27
                                                    olsztynek.com.pl/tannenberg/tannen.htm
                                                    Czytałas to Tralala ? Ale był okaz pomnika - szkoda , że nie został, ile by
                                                    turystów ściągał.
                                                  • tralala33 Re: Olsztynek - pomnik niemiecki 09.02.06, 20:40
                                                    Ten pomnik nie miał żadnych szans na przetrwanie. Po pierwsze upamiętniał
                                                    zwycięstwo armii niemieckiej nad rosyjską w I wojnie światowej, a tego Rosjanie
                                                    po wkroczeniu na teren Prus Wschodnich w 1945 roku nie chcieli widzieć (choć to
                                                    już Armia czerwona a nie carska przyszła, to stara zadra została). Po drugie, i
                                                    chyba ważniejsze - Hitler zrobił wszystko, żeby ten pomnik stał się jednym z
                                                    symboli Tysiącletniej Rzeszy. A tego w 1945 roku, kiedy wysadzano ten pomnik w
                                                    powietrze, nikt nie mógł znieść.
                                                    Poza tym - ja nie żałuję, bo był w porażającym, monumentalnym stylu. Z całego
                                                    pomnika został tylko jeden lew - stoi przed Ratuszem w Olsztynku. No i podobno
                                                    kamienie wykrzystano do budowy olsztyńskich Szubienic - ale tu znam też inną
                                                    wersję - wykorzystano, owszem, ale nie do budowy pomnika, tylko do wyłożenia
                                                    placu przed nim.
                                                  • tralala33 Re: Olsztynek - pomnik niemicki 09.02.06, 20:42
                                                    Dorzucę tylko fragment - jak to pomnik zwycięstwa pod Tannenbergiem zamienił
                                                    sie w mauzoleum Hindenberga, i to wbrew woli zainteresowanego.
                                                    "W sierpniu 1934 r. Hitler ponownie pojechał do Neudeck, bo pogorszył się stan
                                                    zdrowia Hindenburga. Umierający miał jeszcze na tyle świadomości, że kazał
                                                    wyrzucić kanclerza za drzwi. Hitler się tym nie przejął. Przenocował w
                                                    pobliskim majątku rodu von Dohna (odmówił noclegu w sypialni, gdzie Napoleon
                                                    spędzał upojne chwile z panią Walewską). Dzień później Hindenburg nie żył, a
                                                    Hitler, łamiąc ostatnią wolę zmarłego (chciał spocząć na terenie własnej
                                                    posiadłości) urządził mu pogrzeb w mauzoleum w Tannenbergu, nieopodal
                                                    dzisiejszego Olsztynka. Miejsce to stało się nazistowską świątynią odwiedzaną
                                                    przez miliony Niemców. W 1944 r. w obawie przed nacierającymi Sowietami ciało
                                                    Hindenburga ekshumowano i przewieziono w pośpiechu w głąb Rzeszy. Mauzoleum
                                                    wysadzono w powietrze - dziś można oglądać szczątki ruin. Podobny los spotkał
                                                    pałac w Ogrodzieńcu, choć stoją tam jeszcze zabudowania folwarczne. Historia
                                                    nie lepiej obeszła się też z pałacem von Dohnów, gdzie nocowali Napoleon i
                                                    Hitler."
                                                    wprost.pl/ar/?O=78024
                                                  • rita100 Re: Olsztynek - pomnik niemicki 09.02.06, 21:21
                                                    Monument z tego pomnika był kolosalny, ja go nawet nie znałam i nic o nim nie
                                                    słyszałam dlatego tak mnie to zaskoczyło. Ale tez musze Ci powiedzieć, że mąż
                                                    mi mówił , że znaleziono plany rozbudowy Krakowa, znaleziono gdzieś w
                                                    Dortmundzie i te plany były dla Krakowa bardzo korzystne. Otóz Kraków miał być
                                                    stolicą Europy i Wawel najważnieszym zabytkiem , dlatego też Niemcy też nie
                                                    mieli woli niszczyć Kraków, a tak robili by Ruscy szybko przelecieli przez
                                                    niego nie zatrzymując się , dzięki temu uniknął Kraków ataku Armii Czerwonej
                                                    tylko przebiegając w pośpiechu.
                                                    Duzo sie dowiedziałam Tralala, wiele odkryliśmy tajemnic, których po prostu sie
                                                    nie uczyliśmy. Czyli dobrze, że zniszczono ten wielki postument Hitleryzmu.
                                                  • tralala33 Re: Olsztynek - pomnik niemicki 09.02.06, 21:32
                                                    Raz nam się zrobił pomnik niemicki, raz niemiecki? No cóż, już go nie ma - ale
                                                    mamy z niego jeden pożytek - ponieważ przyciągął miliony Niemców to właśnie w
                                                    jego poliżu ulokowano przeniesiony z Królewca skansen - żeby były dwie atrakcje
                                                    obok siebie dla turystów. Pomnik - choć z kamienia i monumentalny - znikł, a
                                                    drewniane chałupki zostały!
                                                    Muszę teraz pobiec na inne strony w internecie i coś poszperać do pracy. Jak
                                                    nie zdążę tu wrócić przed przyzwoitą godziną - to już teraz powiem Dobranoc. A
                                                    miło się słucha tych gawęd warmińskich, prawda?
                                                  • tralala33 Re: Borussia 09.02.06, 20:47
                                                    I do końca zostało 1 : 1, na własne życzenie Juve, którzy w ostatniej
                                                    regulaminowej minucie meczu (90!!!) strzelali karnego. Alessandro Del Piero
                                                    kopnął piłkę i trafił w poprzeczkę! otem pograli jeszcze 5 minut doliczonego
                                                    czasu, ale to nic nie zmieniło.
                                                    Tak, w Krakowie są dwie drużyny. To tak jak w Rzymie - tam wczoraj połowa
                                                    miasta pogrążyła się w rozpaczy (Lazio przegrało z Palermo 3 do jednego) a
                                                    połowa cieszy się, choć przez łzy - AS Roma wygrała 4 do 3 z Cagliari, ale to
                                                    był chyba mecz bokserski: 5 żółtych kartek, dwie czerwone i co najmniej dwa
                                                    karne. To kiedy gra Borussia Dortmund?
                                                  • rita100 Re: Borussia 09.02.06, 21:28
                                                    Nie wiem, ale z tą Borussią to mamy klopot, popatrz co znalazłam ? ;)
                                                    poszukac na wlasciwiych
                                                    stronach o klubie ;)))

                                                    de.wikipedia.org/wiki/Borussia_Dortmund#Gr.C3.BCndung_und_rascher_Aufstieg

                                                    a nazwa powstala od nazwy piwa w ulubionej knajpie tych co klub zakladali ;)))
                                                    Nie zastanawiano sie nad nia zupelnie . Spontanicznie nazwano tak jak stalo na
                                                    etykietce piwnej butelki ...

                                                    "Da die Gründung spontan und unvorbereitet ablief, gab es auch keine
                                                    Überlegungen für einen Namen. Der Zusatz „Borussia“ wurde gewählt, da es sich
                                                    um den Namen des im Wildschütz ausgeschenkten Bieres der Borussia-Brauerei
                                                    handelte, die unweit des Borsigplatzes ihren Sitz hatte (heute Standort der
                                                    Dortmunder Actien-Brauerei). Damit erhielt der Verein also den Namen des
                                                    Lieblingsbiers der Gründer, die Namenswahl ist daher nicht als bewusster
                                                    Ausdruck eines Nationalstolzes zu verstehen (Borussia ist die lateinisierte
                                                    Bezeichnung für Preußen).

                                                    Cała wojna powstała o nazwę Borussi w Niemczech - chyba kij w mrowisko
                                                    włożyłam ;)))
                                                    Tralala, zdradź tajemnice , dlaczego interesujesz się piłką nożną i tak
                                                    slicznie komentujesz mecz ? Czy tenisem ziemnym też się interesujesz ?
                                                    Teraz zaczynam nowy watek , powinien być bardziej zabawowy, jesli tylko masz
                                                    ochote to przyłącz się do gawęd Cyfusa. Możemy nawet zrobic zabawę układając
                                                    zdania z jego gawęd i słów warmińskich. Jak myślisz ?
                                                    Teraz w wielkiej trwodze idę tworzyć :)
                                                  • rita100 Olimpiada Zimowa 10.02.06, 19:54
                                                    ogladamy otwarcie , ma być wielką ucztą dla oka i ucha :)
                                                    Zrobimy przerwę malutką ?
                                                    Tymbardziej , że goraco bedzie na gwarze.
                                                    Łukochałam godke :)
                                                  • rita100 Re: gwara 11.02.06, 19:31
                                                    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=34281&w=36612412&a=36615777
                                                    Popatrz Tralala, a jednak mozna, można jakos się dogadać nawet z wójtem ;)
                                                  • rita100 Re: Orzechowo 11.02.06, 19:57
                                                    orzechowo.wiara.pl/orzechowo_pamietnik.html
                                                    Zobacz Tralala, jakie ciekawe wspomnienia Kardynała Wyszyńskiego. Jestem pod
                                                    wrażeniem.

                                                    Kościół w Orzechowie...
                                                    Klimat całej wsi i okolicy oddał przebywający na wypoczynku w Orzechowie w
                                                    sierpniu 1953 roku Prymas Polski Kardynał Stefan Wyszyński, który tak wspomina
                                                    ten czas tam spędzony w swoich zapiskach:

                                                    5 sierpnia 1953 roku środa. Warszawa - Olsztynek - Orzechowo.
                                                    Na godz. 10.00 przybył ks. Infułat Zink, z którym wjechałem do Orzechowa pod
                                                    Olsztynkiem. Ks. Zink przygotowywał tutaj pustą plebanię, wśród jezior i lasów,
                                                    na miejsce kilkudniowego wypoczynku. Przybyliśmy do tego pustkowia na godz.
                                                    17.00. Mam do dyspozycji kościół z Najświętszym Sakramentem, duży dom
                                                    plebański, dwie siostry z Olsztyna z seminarium, które prowadzą nam
                                                    gospodarstwo. Ksiądz Kanonik Padacz jest mi towarzyszem. Uchodzę za księdza
                                                    Profesora.Chyba to nie konspiracja. Na razie pada deszcz. Na miejscu jest
                                                    niewielka wioska, w której przebywa 20 kobiet i jeden jedyny mężczyzna.
                                                    Kościołem opiekuje się staruszka Warmianka, matka 5 synów, którzy są wszyscy za
                                                    granicą.

                                                    A tu trzeba dać to, co budzi zaufanie. Ludzie ci nie wezmą do ręki gazety
                                                    komunistycznej i książki. Łudzi się rząd, gdy myśli, że można repolonizować
                                                    tych ludzi na lekturze o Marksie i Engelsie, Stalinie i bohaterach Polski
                                                    Ludowej. Oni ich nie rozumieją i nie chcą ich uznać Natomiast chętnie czytaliby
                                                    historię Narodu Polskiego i literaturę polską. Nieszczęściem dla Polski jest,
                                                    że Warmia wróciła w okresie komunizowania Polski. Ale przeszli zwycięsko przez
                                                    germanzację, to przejdą zwycięsko przez komunizowanie. Lud jest bardzo
                                                    uprzedzony do wysokich panów z Warszawy, jak z przekąsem powiedział nam stary
                                                    Warmiak, grodzący płoty przed dzikami. Wysokie pany przyjechały i zabrały nam
                                                    flinty, a dziki niszczą nam zbiory, nie mamy, czym się bronić. Istotnie po
                                                    nocach ludzie wartują na polach, palą ogniska, krzyczą, biją kijami po
                                                    blaszanych pudłach i w ten sposób bronią się przed dzikami, których jest
                                                    mnóstwo. Ich ślady znać na wszystkich ścieżkach leśnych, chociaż we dnie ich
                                                    nie widać. Ciężkim utrapieniem dla ludzi jest UB. Dziś w nocy przyszli po
                                                    człowieka, by odsiedział rok więzienia za zabranie drzewa z lasu na ogrodzenie
                                                    płotu. A drzewa tego leżą całe zwały; nikt go nie sprząta, nikt nie przecina
                                                    wybujałych zagajników, które schną z ciasnoty. Wydaje się, że zamiast posyłać
                                                    starego człowieka do więzienia, gdzie będzie żywiony na koszt państwa, lepiej
                                                    byłoby go zobowiązać do oczyszczenia kwatery lasu. Ale to nie jest postępowe
                                                    rozumowanie.

                                                    Jak bardzo umiejętnej pracy, pełnej szacunku i powagi trzeba by tutaj, by ludzi
                                                    tych danych przez Opatrzność, w pełni przywrócić narodowi. Tak blisko stąd do
                                                    Warszawy, a jednak tak daleko do serca Polski. Ci ludzie słyszą tylko o
                                                    więzieniach, o karach, o sądach, o śledztwach. Nasz proboszcz orzechowski,
                                                    autochton, też siedział w polskim więzieniu 8 miesięcy. Dotąd nie wie, za co.
                                                    To może zrozumieć Warszawiak, ale nie pojmie tego Warmiak. Trzeba długo i
                                                    cierpliwie wyjaśniać, zanim się poczuje, że wątpliwości się chwieją.




                                                  • tralala33 Re: Orzechowo 11.02.06, 20:46
                                                    Widzisz, Rito, ledwie zaczęłaś pisać o wyjazdach i wsiach zanikowych,
                                                    nierozwojowych, a już trafiłaś na Orzechowo, które jest chyba najbardziej
                                                    typowym miejscem dla tych wydarzeń, prawdziwym symbolem znikania Warmiaków z
                                                    maoy Warmii, zwłaszcza w latach gierkowskiej propserity i
                                                    bezkarności 'kacyków'. Łańsk - to była nawza, która bardzo źle się kojarzyła i
                                                    zapisała w najnowszych dziejach Warmii:

                                                    orzechowo.wiara.pl/
                                                    Orzechowo jest wioską, której na próżno będziemy szukać na mapach Polski. Jest
                                                    po prostu wsią widmem. Istnieje i zarazem nie istnieje. Chciano ją wymazać z
                                                    map, chciano, aby żadne drogi do niej już nigdy nie prowadziły. Miała być
                                                    terytorium zakazanym.

                                                    Ekspresyjnie, dynamicznie przedstawia te zdarzenia naoczny świadek, narrator
                                                    Kroniki parafii Orzechowo, relacjonując wydarzenia roku 1977 pisze
                                                    tak: "Pluski przeżyły odpust ku czci św. Michała Archanioła, bardzo
                                                    uroczyście, choć już bez orkiestry jak to bywało dawniej. Wyjazdy do RFN
                                                    podcięły również istnienie orkiestry dętej. W parafiach zamieszkałych dotąd w
                                                    absolutnej większości przez Warmiaków robi się coraz smutniej. W tym roku
                                                    wyjechała do RFN ostatnia rodzina z Orzechowa - rodzina Biess. Ona czuwała nad
                                                    kościołem i przechowywała klucze. Orzechowo wioska przestała istnieć...
                                                    Tempore mutantus. Wszystkie pola i łąki w Orzechowie zajął Łańsk.
                                                  • rita100 Re: Orzechowo 11.02.06, 21:11
                                                    Boże jedyny, jak Wy zanikacie. Nigdzie o tym nie pisze, nikt się Wami nie
                                                    interesuje , chyba , ze daczie chca tylko kupić. Nikt nie zatrzymuje tej fali.
                                                    Czyli prawda, Warmiacy to już legenda. Została tylko nazwa.
                                                    Jeżeli ostatnia rodzina Biess wyjechała do Niemiec to kto się teraz opiekuje
                                                    tym kościółkiem ?
                                                  • tralala33 Re: Orzechowo 11.02.06, 21:26
                                                    Niestety takich pustych wiosek i domów zamienionych na domy letniskowe jest na
                                                    Warmii dużo. Pomylił się Prymas Wyszyński, oj pomylił, kiedy pisał o
                                                    Warmiakach: 'Ale przeszli zwycięsko przez germanzację, to przejdą zwycięsko
                                                    przez komunizowanie'. Prawie im się udało, ale tej gierkowskiej mody na dacze
                                                    nie przetrwali.
                                                    Kościół w Orzechowie należy do parafii w Pluskach, i stamtąd co niedzielę
                                                    przyjeżdża ksiądz oprawiać mszę. Cmentarz przykościelny jest zaskakująco ładnie
                                                    zadbany. Stałych miezkańców to teraz jest garstka - jeden dom koło kościoła i
                                                    jedna leśniczówka. Ale Orzechowo jest znane - przekonałam się o tym, gdy sama
                                                    przypadkiem tam trafiłam kilka lat temu wczesną wiosną. Potem, zachwycona tym
                                                    miejscem, opowiadałam, pokazywałam zdjęcia i co rusz słyszałam 'A, Orzechowo,
                                                    wiem - znam - byłem - byłam - jeździmy tam na mszę - to piekne miejsce.'
                                                  • rita100 Re: Orzechowo 11.02.06, 22:12
                                                    Sprawa WiM jest na ogół znana, najbardziej przez kierowców cięzarowych
                                                    samochodów. Często się pytam skąd Pan jedzie i jak sie dowiaduję , że z Mazur,
                                                    to opowiada jak to tam jedzie się przez puste wsie. Nie będe az tak drastycznie
                                                    porównywać , ale przez Ukrainę w stronę Kijowa tak samo się jedzie - pusto ,
                                                    pusto i nic, Tak jak opowiadał nasz wędrowniczek do Rosji z legendy. I
                                                    pomyśleć , że okres komunizacji tak strasznie źle wpłynął na wizerunek Warmii i
                                                    Mazur. Żal i nic więcej nie można już zrobić.

                                                    Tralala - pamiętasz z legend określenie -'na sewskim kuniu' hehe czyli pieszo.
                                                    Czyli ten wędrowniczek szedł pieszo :)Ja tego nie wiedziałam.
                                                  • tralala33 Re: Gietrzwałd 12.02.06, 22:07
                                                    Szykuje nam się zjazd Warmiaków - to spójrzmy, dokąd to oni zjadą.
                                                    Najpierw coś dla oka, czyli bogata galeria zdjęć - przeważają zdjęcia z
                                                    sanktuarium, bo i strona taka nabożna, ale uważne oko wypatrzy też parę zdjęć
                                                    widokowych całej tej warmińskiej wsi:
                                                    www.gietrzwald.3c.pl/CM/content.php/o_sanktuarium/galeria

                                                  • tralala33 Re: Gietrzwałd 12.02.06, 22:18
                                                    Na stronie domwarminski coś dla umysłu, czyli wszystko co o Gietrzwałdzie
                                                    wiedzieć należy.
                                                    www.domwarminski.pl/content/view/247/332/
                                                    Przede wszystkim to bardzo stara wieś, i nie tylko warmińska, ale być może
                                                    nawet pruska: 'Początkowo nazwa wsi brzmiała Dittrichswald, co
                                                    oznaczało „dziewiczy las”. Polska nazawa pojawiła się w XVII stuleciu. Lokacji
                                                    Gietrzwałdu dokonała 19 maja 1352 r. Kapituła Warmińska na pruskim polu
                                                    Gudikus, wystawiając przywilej lokacyjny sołtysowi Andrzejowi, by ten na tej
                                                    ziemi, założył na prawie chełmińskim Dytherichwalt.'
                                                    Od końca XIX wieku Gietrzwałd stał się znany nie tylko w Warmii, ale też i
                                                    daleko poza nią: '27 czerwca 1877r. rozpoczęły się Objawienia Matki Boskiej i
                                                    od tej chwili Gietrzwałd stał się wielkim sanktuarium – najliczniej nawiedzanym
                                                    miejscem pielgrzymkowym na Warmii.'
                                                    Dziś, tak jak i dawniej, nad wsią góruje wieża kościoła: 'Największym zabytkiem
                                                    jest kościół Najświętszej Marii Panny. Wkrótce po lokacji został zbudowany
                                                    pierwszy kościół, który uległ zniszczeniu prawdopodobnie między rokiem 1410 a
                                                    1418. Przed rokiem 15000 nastąpiła rozbudowa lub budowa nowego kościoła z cegły
                                                    i kamienia, który częściowo zachowany jest do dziś jako prosta budowa salowa w
                                                    stylu gotyckim. 31 marca 1500 r. konsekrowano kościół nadając mu tytuł
                                                    narodzenia Najświętszej Marii Panny, wkrótce tytuł św. Jana Ewangelisty.
                                                    Wielokrotnie przebudowany w późniejszym okresie, kościół otrzymał nowe nadania,
                                                    aż w 1970 r. papież Paweł VI nadał kościołowi w Gietrzwałdzie tytuł Bazyliki
                                                    Mniejszej.'
                                                    A wedle kościoła stoi karczma: 'We wsi z powodzeniem funkcjonuje znana już w
                                                    całym regionie Karczma Warmińska, w której odbywają się imprezy, w tym
                                                    cykliczne wieczory (np. wesele warmińskie, wieczory z muzyką np. żydowską).'
                                                    Jest też i stara poslka, warmińska księgarnia: 'Osobliwością jest księgarnia
                                                    Samulowskiego, pisarza ludowego i założyciela tej księgarni.'
                                                    A cała wieś to: 'Budynki mieszkalne. Najczęściej są to przedwojenne obiekty,
                                                    niestety niektóre znacznie przekształcone. Budynki murowane są z czerwonej
                                                    cegły lub częściowo otynkowane. Występują detale w postaci drewnianych drzwi,
                                                    okien jednak charakterystyczne wykończenia pojawiają się coraz rzadziej.'
                                                    No i wokół, jak to naukowo określa domwarminski: 'Obszar gminy Gietrzwałd oraz
                                                    samej miejscowości odznacza się wybitnymi walorami przyrodniczymi i
                                                    kulturowymi. Związane jest to z występowaniem jezior i rzek, ciekawej rzeźby
                                                    terenu, zróżnicowanej szaty roślinnej.'
                                                    A mówiąc po naszamu - psianknie tam je w Gietrzwałdzie.
                                                  • rita100 Re: Gietrzwałd 12.02.06, 22:24
                                                    Rozgłos i znaczenie Gietrzwałdowi nadawali miejscowi mieszkańcy i odwiedzający
                                                    sanktuarium pątnicy. Dzięki nim wieś stała się w drugiej połowie XIX wieku
                                                    duchowym centrum południowej Warmii. Warmiacy spod Olsztyna, Wartemborka czyli
                                                    dzisiejszego Barczewa i Biskupca przybywali tu po strawę duchową i narodową.
                                                    Prości Warmiacy spotykali tu dobrze urodzonych i wykształconych Polaków, z
                                                    którymi, ku ich zaskoczeniu, mogli się swobodnie porozumieć.

                                                    " Największe zasługi w upowszechnianiu przesłania Matki Bożej z Gietrzwałdu
                                                    przypisać trzeba księdzu proboszczowi Augustynowi Weichslowi (1830-1909), który
                                                    prawie czterdzieści lat tam duszpasterzował. Ksiądz Biskup Jan Obłąk napisał o
                                                    nim, że wydarzenia gietrzwałdzkie przeżył bardzo głęboko, całą gorliwość
                                                    kapłańską oddał na usługę pobożnych pątników, starał się wydarzenia pilnie
                                                    obserwować. Ksiądz Weichsel wywodził się z rodziny niemieckiej, od lat
                                                    zamieszkałej w Pieniężnie, ale wspierał Polaków w ich przywiązaniu do wiary i
                                                    języka ojców. "
                                                    ZACZYTAŁAM SIE W STRONCE
                                                    Za sprawą poety Andrzeja Samulowskiego 6 kwietnia 1878 roku otwarta została w
                                                    Gietrzwałdzie księgarnia polska. Prowadził ją na początku wraz ze Stanisławem
                                                    Romanem. To on w korespondencjach do gazet Pomorza i Wielkopolski zachęcał
                                                    rodaków do pomocy w pracy narodowej na Warmii. Wraz z Janem Liszewskim i
                                                    Franciszkiem Szczepańskim doprowadził Samulowski do założenia „Gazety
                                                    Olsztyńskiej”, której numer okazowy z datą 25 marca 1886 roku został
                                                    wydrukowany właśnie w Gietrzwałdzie. Założył tu również w 1892 roku Towarzystwo
                                                    Ludowe pod wezwaniem św. Wojciecha, angażował się w walce o głosy dla polskiego
                                                    kandydata w wyborach do parlamentu pruskiego. Andrzej Samulowski poświęcił
                                                    kilka utworów wierszowanych Matce Bożej. Najbardziej znaną jest „Pieśń o
                                                    Najświętszej Marii Pannie Gietrzwałdzkiej, którą rozpoczynają zwrotki:

                                                    Już to po zachodzie słońca,
                                                    Cudna gwiazda jaśniejąca
                                                    Weszła na warmińskiej ziemi,
                                                    Przyświecać promieńmi swymi.
                                                    Ta wiadomość prawie cudem
                                                    Rozeszła się między ludem,
                                                    Wszędzie słychać taką mowę;
                                                    Na Warmiji cuda nowe.

                                                    Mieszkałam przy ul Samulowskiego :)
                                                  • rita100 Re: Gietrzwałd 12.02.06, 22:27
                                                    Wcześniej 2 lutego 1970 roku Papież Paweł VI nadał kościołowi w Gietrzwałdzie
                                                    tytuł i godność Bazyliki Mniejszej.

                                                    Bez znajomości Gietrzwałdu trudno zrozumieć duszę i mentalność dawnych
                                                    mieszkańców południowej Warmii. Ich obyczaje były mocno wpisane w kalendarz
                                                    kościelny, wyróżniali się autentyczną pobożnością i nadzwyczajnym kultem do
                                                    Matki Bożej. Potwierdzają to liczne kapliczki wtopione w krajobraz i sanktuaria
                                                    maryjne w Stoczku, Świętej Lipce i właśnie w Gietrzwałdzie ze swym bogatym w
                                                    treści duchowe i narodowe przesłaniem.
                                                    Warmiacy byli w sposób nadzwyczajny przywiązani do wskazań przodków. Przez to
                                                    także są konserwatywni. „Dzięki temu konserwatyzmowi – jak napisał znany
                                                    etnograf polskiej Warmii ks. Walenty Barczewski jeszcze w 1883 roku – lud
                                                    pozostał polskim, że się oparł wszystkim germanizatorskim zapędom i że na długo
                                                    jeszcze takim pozostanie”.

                                                    Alez tam dużo napisane ciekawej historii



                                                  • rita100 Re: Gietrzwałd 12.02.06, 22:38
                                                    To będziemy mieć Geczwałd w jednym palcu, teraz tylko go musimy zaludnić
                                                    Zjazdem :)
                                                    Uciekam juz
                                                    no to do potam
                                                    dobranoc
                                                  • rita100 Re: żywa historia 15.02.06, 21:07
                                                    miasta.gazeta.pl/olsztyn/1,35189,3164147.html
                                                    Widziałas to Tralala, wspaniale zrealizowany pomysł i bardzo ciekawy.

                                                    Dla "Gazety"

                                                    Renata Gieszczyńska, historyk z IPN w Olsztynie, pomagała wybrać świadków z
                                                    Warmii

                                                    "Historie nagrane przez młodzież są bardzo cenne, bo przekazują pamięć
                                                    indywidualnego człowieka. Płyta przedstawia wspomnienia ludzi, którzy
                                                    doświadczyli końca wojny w różnych miejscach, patrzyli na to z różnych punktów
                                                    widzenia, bo stali po przeciwnych stronach barykady. Byli dla siebie wrogami.
                                                    Wartościowe jest to, że opowiadają o tym ludzie, którzy byli uczestnikami tych
                                                    zdarzeń. Żywa pamięć historyczna polega na relacjonowaniu tak naprawdę błahych
                                                    wydarzeń. Oni mówią, czym był dla nich głód, terror, strach..."

                                                    Płyta, do której dołączone są zdjęcia kosztuje 10 zł. By ją dostać, wystarczy
                                                    napisać na adres e-mail: siodemka@o2.pl.


                                                  • tralala33 Re: żywa historia 15.02.06, 21:29
                                                    Taką żywą historię to ja przez dwadzieścia lat miałam w domu. Tylko potem mi
                                                    oczy ze zdumienia na wierzch wychodziły, że pani w szkole co innego mówi, a
                                                    dziadkowie w domu co innego.
                                                  • rita100 Re: żywa historia 15.02.06, 22:36
                                                    Dziwne to były czasy , kiedy się mówilo co innego a uczyło co innego.
                                                    Dobry tylko ZSRR , a złe Niemcy i dalej cisza.
                                                    Ale teraz znamy prawdę, której nawet repatianci nie wiedzieli, prawdę o
                                                    Łolstynie.
                                                  • tralala33 Re: żywa historia 16.02.06, 18:50
                                                    Nie wiem, czy uda mi się wieczorkiem tu zajrzeć, dlatego tych parę zdań
                                                    wklepuję teraz. He, he - myślę sobie, że słowo 'repatriańci' powinno trafić
                                                    tam, gdzie 'Ziemie Odzyskane' czy zwrot 'łączenie rodzin', czyli do skarbczyka
                                                    słów kłamliwych. Bo przecież przesiedleni z dawnych Kresów II Rzeczpospolitej
                                                    nie wyjechali z Polski po to, by do niej po jakimś czasie powrócić (re-
                                                    patriować się) - to raczej Polska od nich 'odjechała' na zachód, a oni za nią
                                                    podążyli.
                                                    Repatriantami byli moi pradziadkowie i dziadkowie, tyle że dużo wcześniej, w
                                                    latach dwudziestych, kiedy postanowili wrócić zza Atlantyku do niepodległej
                                                    Polski. Ale to zupełnie inna historia :)
                                                  • rita100 Re: żywa historia 16.02.06, 20:56
                                                    Tralala, jak ja Ci slicznie dziekuję za wyjaśnienie tych słów. Nie zwróciłam na
                                                    to uwagi, a to jest bardzo ważne. Wielu ludzi tego nie rozmie i wykorzystuje to
                                                    do jakiś dziwnych sporów. Czy to też dotyczy Górnego Śląska ?

                                                    Repatrianci , łaczenie rodzin, polskie obozy koncentracyjne - to sa słowa ,
                                                    ktore powinny zniknąć z naszego slownictwa.

                                                    Tralala, bede wkładac nowe zdjęcia do albumu, to Ci pokażę swój raj - pewne
                                                    zdjecia będą tylko dla Was i je później wykasuje. Dam Ci znać jak je poukładam.
                                                  • tralala33 Re: żywa historia 16.02.06, 22:55
                                                    O Górnym Śląsku niewiele wiem, więc nie będę się wypowiadać. zauważyłam tylko,
                                                    że w nowszych opracowaniach dotyczących dawnych Prus Wschodnich o ludziach,
                                                    którzy tu przyjeżdżali zaraz po wojnie pisze się jako o osiedleńcach - czyli
                                                    tych, którzy przyjeżdżali tu na przykład z sąsiednich Kurpii lub Mazowsza,
                                                    także ze zrujnowanej Warszawy, i o przesiedleńcach, czyli tych, którzy trafili
                                                    tu z dawnych Kresów Wschodnich. Na Górnym Śląsku mogli być, i pewnie byli, też
                                                    repatrianci, czyli Polacy, którzy przyjechali na przykład z Francji. Ale
                                                    Kresowiacy tego określenia - repatrianci - raczej nie akceptowali. Ha - a tym
                                                    bardziej wpisu do dowodu osobistego ur. w ... (ZSRR)!
                                                    Czekam na zdjęcia! Jaka szkoda, że nie potrafię sama wstawiać fotek - może
                                                    młodsze pokolenie rodzinne mnie nauczy, ale to już w czasie wakacji.
                                                  • rita100 Re: żywa historia 16.02.06, 22:59
                                                    schlesien.nwgw.de/foto/index.php?cat=10013
                                                    Już są, ale nie wszystkie mogłam , bo jednak nie daje się tak łatwo wykasować.

                                                    Temat który poruszasz jest tematem bolesnym dla obydwóch stron i bardzo
                                                    delikatnym, temat , który rodzi konflikty, ale bardzo dobrze i łagodnie to
                                                    tłumaczysz.
                                                    już uciekam, dobranoc
                                                  • tralala33 Re: żywa historia 17.02.06, 21:50
                                                    He, he - może to jest tak, że tych najbardziej dla mnie drażliwych kwestii to
                                                    na forum wolę nie poruszać, bo jeszcze sama chwycę za maczugę i zacznę walić na
                                                    oślep. Lepiej policzyć do dziesięciu i na moment się wyłączyć.
                                                    A tak na serio - to właśnie czytałam taki artykuł o innych zawiłościach i
                                                    konfliktach między narodami, i padło tam stwierdzenie o 'podwójnej pamięci' - o
                                                    tym, że po latach dwie strony konfliktu opisują te same zdarzenia zupełnie
                                                    odmiennie, i jest to najzupełniej ludzkie. Dlatego takie zbieranie 'żywej
                                                    historii' może być ciekawe, ale czy tak do końca można ufać takim źródłom?
                                                    Za to zdjęcia - super, a najpiękniejszy kot. Jak to jest, że każdy kot, co nie
                                                    robi i jak się nie usadowi, to zawsze wygląda tak elegancko? tego można im
                                                    pozazdrościć. No to sprobuję teraz elegancko oderwać się od komputera i dobrej
                                                    nocy życzyć. Łuwalu sia na ślómbank i fejn!
                                                  • rita100 Re: Gietrzwałd 12.03.06, 22:07
                                                    Autor: laband
                                                    Data: 03.02.05, 16:00 + dodaj do ulubionych wątków

                                                    www.aaroneckstaedt.de/mp3%20Seydns.MP3
                                                    www.aaroneckstaedt.de/mp3%20Saposhkelekh.MP3
                                                    www.aaroneckstaedt.de/mp3%20Politsey.MP3
                                                    To ino fragmynty.

                                                    Jak bydziecie we Gietrzwaldzie kedys to wlyscie do "Warminskyj Karczmy" tam je
                                                    od czasu do czasu robiony wieczor zydowski
                                                  • tralala33 Re: Borussia 17.02.06, 20:48
                                                    Na chwileczkę wracam jeszcze do Borussi - gdyby ktoś ich szukał, to od dziś są
                                                    przy ul Kopernika 45.
                                                    miasta.gazeta.pl/olsztyn/1,35189,3170473.html
                                                    Tylko telefonów jeszcze nie mają, więc na koło wsiadać i jechać trzeba.
                                                  • rita100 Re: Borussia 17.02.06, 21:03
                                                    Ale też zauważyłam, że dużo jest róznego rodzaju stowarzyszeń i fundacji na
                                                    rzecz Olsztyna i zabytków. Nie jest tak źle. Ludzie myślą o swoim mieście i
                                                    zaczynają dbać i o historię i o zabytki.
                                                  • rita100 Re: Borussia 20.02.06, 18:12
                                                    Tralala, będę dziś póżniej , ale tym humnem warmińskim trzeba by sie zająć
                                                    chyba.
                                                  • tralala33 Re: O Warnijo 20.02.06, 19:53
                                                    Hymn warmiński już jest - to ja dla przypomnienia wkleję tu pieśń (też jak
                                                    warmiński hymn), z którą zawitałam do Twojego wątku łonego roku. przy okazji -
                                                    poprawię błąd - wtedy napisałam Wamijo, teraz już wiem, że powinnam Warnijo.
                                                    Zapraszam, a może ktoś zna melodię?

                                                    O Warnijo, o Warnijo,
                                                    Ty ziamnio śwento moja,
                                                    Krsio mech przodków zlano,
                                                    Kendy spojrze, wszandzie cudno.

                                                    Ty prześliczny raju,
                                                    Że nad ciebzie jak Bóg mniły,
                                                    Nima w śwecie kraju.

                                                    Nima kraju, nima kóntka,
                                                    Oj, nima pod niebem
                                                    Coby wrósł z ludźmy swemy
                                                    Potem i chlebem.

                                                    Grosz łostatny, plon nopsierszy
                                                    Łoddo Bogu razem,
                                                    Łułaknióne masła źdźbło
                                                    Spoli przed łobrazem.

                                                    Przed łobrazem twem, Panienko,
                                                    Do modlitwy z łzamy
                                                    Gdy polece życie moje
                                                    I tak los mój krwawy.

                                                    O mój Jezu, mniły Jezu,
                                                    Dojże siły człeku,
                                                    By sie na ty ziemni
                                                    Dorobziuł lepszego zieku.
                                                  • rita100 Re: O Warnijo 20.02.06, 22:07
                                                    Och, tego nie znałam, a wiesz, że szukałam w internecie hymnu Warmińskiego i
                                                    nie znalazłam. Bardzo mało jest wiadomości o hymnie. Gdzieś na jakiejś
                                                    stronce , ale też gdzies mi znikła.
                                                    A jak myślisz Tralala , jaki hymn mieli na tych terenach Niemcy ?
                                                    Znajdziemy go gdzieś ?
                                                  • tralala33 Re: Pamiętnik Warmiaka 21.02.06, 20:58
                                                    Tak, gdzieś nawet znalazłyśmy wzmiankę o takim hymnie, ale nie mamy tekstu.
                                                    Za to mamy wydany już 'Pamiętnik Warmiaka'

                                                    O "Pamiętniku Warmiaka" napisanym przez Klemensa Frenszkowskigo opowiada
                                                    wydawca książki, też Warmiak Jan Chłosta.

                                                    - Klemens Frenszkowski urodził się 20 lipca 1899 roku w Tuławkach koło
                                                    Barczewa. Był czwartym z dziesięciorga dzieci rolnika Jakuba i Elżbiety, z domu
                                                    Ziemskiej. Klemens, tak jak jego siostry i bracia, uczęszczał do niemieckich
                                                    szkół ludowych w Tuławkach i Barczewku, wtedy zwanym Starym Wartemborkiem. W
                                                    kwietniu 1911 roku wstąpił do gimnazjum humanistycznego w Reszlu. Przebywając w
                                                    domu rodzinnym w Tuławkach, wiele czasu poświęcał na naukę języka polskiego. W
                                                    maju 1919 roku podjął pracę w olsztyńskim urzędzie pocztowym. Nawiązał kontakt
                                                    z Pieniężnymi. Po plebiscycie został zwolniony z pracy. W październiku 1920
                                                    roku wyjechał z Olsztyna. Ożenił się z córką piekarza z Lidzbarka Welskiego.
                                                    Podczas II wojny światowej znalazł się w Warszawie.
                                                    - Wrócił do Olsztyna?
                                                    - Przyjechał w kwietniu 1945 roku, aby przystąpić do organizowania urzędu
                                                    pocztowego. Związał się z Polskim Stronnictwem Ludowym. Wkrótce wybrano go na
                                                    wiceprezesa na powiat olsztyński. Z tego powodu był inwigilowany przez
                                                    funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa i w lecie 1947 roku dwukrotnie
                                                    aresztowany. Po wyjściu z więzienia znalazł zatrudnienie w Centrali Handlu
                                                    Drewnem "Paged" w Olsztynie, gdzie pracował do 1957 roku. Przebywając na
                                                    rencie, podjął współpracę z Pracownią Dialektologiczną Polskiej Akademii Nauk.
                                                    Sam też brał pióro do ręki. Nie doczekał edycji swoich książek. Zmarł 2 czerwca
                                                    1964 roku w Olsztynie.

                                                    www.wm.pl/index.php?ct=olsztyn&id=827511
                                                  • rita100 Re: Pamiętnik Warmiaka 21.02.06, 21:34
                                                    Ciekawe czy ten 'Pamnientnik Warnijaka' został wydrukowany ostatecznie i w
                                                    jakim jezyku był orginał czy w gwarze czy w innym jezyku ?
                                                  • rita100 Re: jeszcze Borussia 22.02.06, 20:16
                                                    "Czy będzie to Atlantyda Północy, jak nieopatrznie napisał autor we wstępie,
                                                    idąc za programem "Borussii"? Raczej nie. Zgrabność sformułowania, przejętego w
                                                    Olsztynie w sposób wtórny z legendy o Vinecie jako Atlantydzie Północy, jest
                                                    zadziwiającą falsyfikacją. Świat Mazur, jakkolwiek się zmienił po wojnie, jest
                                                    mimo wszystko światem zapisanym. Wystarczy pochylić się nad źródłami, aby ten
                                                    zapis odczytać. Jest to świat konkretny, dotyczy konkretnych osób i miejsc. Kto
                                                    szermuje pojęciem "Atlantyda Północy", jak np. Wspólnota Kulturowa "Borussia"
                                                    powstała w 1990 roku, temu proponuję mój tekst "Legenda Bałtyku" (E. Kruk:
                                                    Szkice z mazurskiego brulionu, 2003, s. 162-164). Wspominam tam, że wydana
                                                    wcześniej, bo w 1988 roku, w Lipsku książka Ingrid Lange nosi tytuł "Vineta.
                                                    Atlantis des Nordens".
                                                    Możliwe jednak, że choćby ze względu na "poemata światowe" czy opowiadania
                                                    ucieszne, a także na humoreski Siegfieda Lenza o Sulejkach, ten mazurski świat,
                                                    z lekka ukazany w antologii, mógłby mieć swoją nazwę - na przyład: Przystanek
                                                    Sulejki.
                                                    Erwin Kruk"

                                                    www.slapik.pl/zbliska/7.htm
                                                    Tralala, siedze w tej sronce
                                                  • tralala33 Re: Zima trzyma 24.02.06, 19:33
                                                    Zima trzyma i to nie od dziś. Już w czasach baroku kolejni biskupi warmińscy
                                                    narzekali na długie i mroźne zimy. Biskup Stanisław Zbąski, który przybył na
                                                    Warmię z Podola, jakże narzekał na tutejszy klimat. Tęsknił do słonecznego
                                                    Podola, gdzie lato było długie i upalne, jesienie słoneczne, wiosny wczesne. W
                                                    Lidzbarku Warmińskim wiosny są zimne, lato krótkie, jesień przychodzi chłodna z
                                                    opadami bardzo wcześnie, a zimy są śnieżne i mroźne - pisał w listach do
                                                    przyjaciół. Takie same spostrzeżenia miał biskup Ignacy Krasicki. Dużo
                                                    wcześniej Marcin Kromer w swojej Polinii opisując klimat Rzeczypospolitej
                                                    nadmieniał: "mróz bywa niekeidy tak tęgi, że doszczętnie wymarzają drzewa, a
                                                    woda wylana z jakieś wyższego wzniesienia krzepnie i zamienia się w lód, zanim
                                                    jeszcze ziemi zdąży dotknąć, jeziora zaś oraz bagna i rzeki przez dwa lub trzy
                                                    zimowe miesiące ścięte lodem, przez długi czas dają wygodne i bezpieczne
                                                    przejście nie tylko pieszym, lecz także jeźdźcom, a nawet saniom i wielu naraz
                                                    wozom. ja sam kiedyś (1555r.) w ostatnim dniu marca przeprawiałem się przez
                                                    Wisłę na Mazowszu po mocnym jeszcze lodzie, i to razem z wozem zaprzęźonym w
                                                    czwórkę koni i z orszakeim pparu jeźdźców; także i minionej właśnie zimy
                                                    (1574/1575) rozpoczete w Prusach na początku listopada łowienie ryb na
                                                    jeziorach za pomocą wycinania przerębli trwało do końca marca, a mróz dokuczał
                                                    jeszcze przez cały kwiecień.' (St.Achremczyk, Człowiek doby baroku a
                                                    środowisko).

                                                    A jak tam w Krakowie - widać już wiosnę?
                                                  • rita100 Re: Zima trzyma 24.02.06, 21:21
                                                    Nie, o wiosnie nie ma co narazie marzyć. Jeszcze śnieg się utrzymuje i ten mróz
                                                    trzyma , a jak jest słońce to znów zimny wiatr. Były momenty wiosenne ale dość
                                                    krótko. Zauważyłam , że u mnie to w ogole ptakow nie ma. Dawniej wróble
                                                    obsiadały żywoploty i parkany , a teraz nic, żadnych ptaszków. Nawet słoninka
                                                    wisi nietknieta, czyżny sikorek tez nie bylo.
                                                    Tak sie w domu zastanawiamy - co jest ? Wiadomo od wieków , że ptaki wyczuwają
                                                    niebezpieczeństwo i odlatują - ale , żeby ich nie było ?
                                                    Jeszcze Ci powiem , że kiedy, kedajś , kiedy bylo zaćmienie słońca -
                                                    obsrwowałam to zjawisko na środku ulicy i przed zaćmieniem wszystko ucichło i w
                                                    czasie zaćmienia też ucichły ptaki, żaden nie śpiewał , a miałam kosy wtenczas.
                                                    Dopiero po zaćmieniu życie ptaków powróciło do śpiewów.
                                                    Wiesz co Tralala, nie podobają mi się ostatnio , ani wiadomości polityczne ,
                                                    ani te inne - cały czas pokazują tylko 'straszeni', a to katastrofy, a to
                                                    ptasia grypa, a to ktos kogos , a to wiosny nie będzie i tak naokrągło. Nie
                                                    wiem co o tym myśleć, ale może lepiej spiewać ...
                                                  • rita100 Re: Zima trzyma 25.02.06, 20:31
                                                    Oj , Tralala, nie jest tak źle. Dziś wyobraź sobie pod wieczór nad moim domem
                                                    przefruwała chmara czarnych ptaków, aż sie ciemno zrobiło :) I wiesz co, te
                                                    ptaki fruneły nad moim dachem w stronę południa, nagle zrobiły łagodny nawrót i
                                                    zawróciły na północ znów przelatując nade mną i nie myśl , że opowiadam bajki
                                                    to istna prawda, a tych ptaków chyba ze czterysta i wszystkie czarne, a jak
                                                    krzyczały glośno.
                                                    Tak się martwiłam , by jakiś nie spadł w locie, bo byłaby w okolicy afera -
                                                    nawet nie wiem czy się zgłasza o martwych ptaszkach na policję czy nie ? hehe
                                                    To miałam ptasi karnawał :)
                                                    Jutro zapowiadają opady śniegu.
                                                  • tralala33 Re: Zima trzyma 25.02.06, 20:46
                                                    Może te wszystkie krukowate tak kołują i zbierają się do odlotu na północ? Ale
                                                    skoro na jutro zapowiadają powrót zimy, to ptaszyska z nami jezcze jakiś czas
                                                    zostaną.
                                                    Dziś 'pogodynka' kolejnego biskupa warmińskiego.
                                                    Biskup Jan Stefan Wydźga w swoich listach dość często wspominał o mroxnych
                                                    zimach i 'plugawym' lecie. W czasie ostrej zimy 1659 roku kapituła warmińska
                                                    zgromadzona w olsztyńskim kościele św. Jakuba wybrała go biskupem. Będąc
                                                    prezesem ziem pruskich niechętnie zwoływał sejmiki generalne zimą, bo jak
                                                    pisał 'dni mroźne i krotkie a drogi zasypane śniegiem'. On, człowiek w
                                                    podeszłym wieku, zimą wolał siedzeić w domu niż wyruszać na sejmiki czy sejmy.
                                                    (St. Achremczyk).
                                                    Jutro, dla odmiany, o biskupie Andrzeju Chryzostomie Załuskim, co się ni
                                                    mroźnej zimy ni upalnego lata nie bał!
                                                  • rita100 Re: Zima trzyma 26.02.06, 20:28
                                                    Oj pomyliłam watki z ptaszkami , bo dziś przelatywały w innym już kierunku.
                                                    Pogadanki biskupów bywają bardzo ciekawe - kto w zimie nie lubi siedzieć z domu
                                                    przy kominie ?
                                                  • tralala33 Re: Zima trzyma 26.02.06, 20:37
                                                    A no, okazuje się, że są i tacy co na dupsie usiedzieć nie mogą Taki był na
                                                    przykład biskup Andrzej Chryzostom Załuski. zadziwiał ruchliwością, ani ostre
                                                    mrozy ani upalne lato nie przeszkadzały mu podróżować. W swoim diariuszu
                                                    zanotował 2 listopada 1708 roku 'przymrozek był ... wyjechałem sankami do
                                                    Królewca, za Pruską Iławką pogoda się zmieniła, śnieg zniknął, sanki trzeba
                                                    było zmienić na kolaskę pożyczoną od pastora'. (ha - katolicki biskup kolaskę
                                                    od protestanckiego pastora pożyczał, to ci ekumenizm).
                                                    Za to pod datą 8 stycznia 1709 roku zapisał 'ciężki mróz był'. Tym razem biskup
                                                    wybrał się z Królewca do Braniewa karetą, która przed Braniewem się popsuła.
                                                    Dopiero na drugi dzień Załuski dotarł do celu podróży. W połowie stycznia 1709
                                                    roku wybrał się do Gdańska, a mróz sięgnął wtedy -18 stopni Cencjusza. Pod
                                                    koniec kwietnia tego samego roku biskup Załuski ponownie wybrał się do Gdańska,
                                                    tym razem płynąc Zalewem Wiślanym. Dokuczał mu wówczas 'wiatr dość silny i
                                                    deszcze nawalne.' (St. Achremczyk).
                                                  • rita100 Re: Zima trzyma 26.02.06, 21:06
                                                    Popatrz się Tralala, nic nie pisza o koniach.
                                                    Zimy bywają mroźne i snieżne. Ostatnimi latami cos jakby zimy złagodniały. Ale
                                                    moja babcia opowiadała o takiej zimie , że musieli kopać tunele żeby się
                                                    wydostać z domu, a na wsi to wiesz jak potrafią bywac zamiecie. Najgorsze są
                                                    zamiecie i mnie kiedyś tak zasypało , że psy staneły dębami. Wyobraż sobie,
                                                    otwieram dzrzwi, żeby wyjśc z domu, a tu mur ze śniegu. Naprawdę - jak to
                                                    wyglądało takie wydostanie się z domu nie musze opisywać :)
                                                    Wtenczas wiał wiatr i cały śnieg z okolicy do nas zawiało.
                                                  • tralala33 Re: Zima trzyma 27.02.06, 20:57
                                                    Co za łutropa - ciągle trzeba się logować. Jeszcze jeden ciekway akapicik z
                                                    pracy profesora Achremczyka o klimacie w czasach baroku.
                                                    Ochłodzenie klimatu oraz długie utrzymywanie się śniegu wpływało niekorzystnie
                                                    na stan sadownictwa. W Prusach Książęcych zarządzeniami władz starano się
                                                    zwiększyć obszar sadów. Wydano na przykład edykt zabraniający pastorom
                                                    udzielania ślubu przed okazaniem zaświadczenia, że pan młody zasadził sześć
                                                    drzewek owocowych w swoim ogrodzie. W latach 1729-1730 podjęto akcję sadzenia w
                                                    pierwszym rzędzie drzew owocowych. Posadzono ich ponad 120 tysięcy! Na Warmii
                                                    taką akcję podjęto dopiero po 1766r. Zmiana klimatu wpływała także na stan
                                                    innych upraw. Władze pruskie zaczęły przymuszać w połowie XVIII w. Chłopów do
                                                    sadzenia ziemniaków bardziej odpornych na wahania pogodowe niż zboża.
                                                    (Stanisław Achremczyk)

                                                    Widzisz Rito, masz okazję zdobyć 6 nowych drzewek owocowych do Twojego ogrodu!
                                                    Musisz tylko przyszłego zięcia powiadomić o tym starym, pruskim zwyczaju.
                                                  • rita100 Re:.... a życie toczy sie dalej 28.02.06, 21:11
                                                    Piękny ten stary pruski zwyczaj, tyle tylko , że dziś ziemi brak by je móc
                                                    posadzić :) To dobry gburski zwyczaj i powinien byc pielęgnowany.
                                                    A teraz zobacz .... bo zycie toczy sie dalej

                                                    Taralala, ależ jestem pod wrażeniem ..... a zycie toczy sie dalej. Jak dobrze,
                                                    że Prezydent Olsztyna namówił Cyfusa do napisania tej książki, no i oczywiście
                                                    czekam na drugą część. Sam wstęp tej książki jest tak napisany, że łagodzi
                                                    wszystkie boleści historyczne. Nie jest Cyfus zły na los , nie ma w nim
                                                    nienawiści za los, ale potrafi to w śliczny sposób wytłumaczyć. No i daje
                                                    wiarę, wiarę w to , ze można sie stać prawdziwym Warmiakiem.

                                                    "Warmia. Co o niej wiemy ? Co o niej tak naprawdę wiedzą ludzie , ktorzy dziś
                                                    ją zamieszkują ? Ci z roczników "Kolumbów", których na tę ziemię rzucił los
                                                    albo decyzje powojennych władz.
                                                    Czy są Warmiakami ?
                                                    To zależy od nich samych. Ale już ich trzecie pokolenie, które przyszło na
                                                    swiat na tej ziemi, może się za Warmiaków uważać. I powinno. Bo jeśli nie
                                                    Warmiakami, to kim mieliby być ?

                                                    Co to znaczy być Warmiakiem ?
                                                    Ja wiem. I wiem aż za dobrze. Ma ta ziemia jakiś swój cudowny, potęzny magnes.
                                                    Przybysza , ktory raz postawił na tej ziemi swoją nogę, ciągnie tu z powrotem.
                                                    Ten co sie urodził, jeśli naprawdę nie musi, niechętnie ją opuszcza.
                                                    Ale Warmia to też, albo przede wszystkim ludzie. Każda kraina , oprócz piękna,
                                                    którym obdarzyła ją natura, byłaby martwym, jak najpiękniejsze nawet budowle
                                                    regionem , gdyby nie ludzie, którzy ją zamieszkują. Warmia nie mogłaby być i
                                                    nie byłaby naszą kochaną Warmią bez Kościoła. Warmia była zawsze katolicka.
                                                    Coś o gwarze
                                                    "Boże jak niewiele czasu upłyneło od tej pory, gdy ja byłem czlowiekiem drugiej
                                                    kategorii. Dla władz, urzędników, przełożonych , nawet rówieśników z klasy,
                                                    znaczyło być Szwabem, hitlerowskim pomiotem, odrzutkiem. Ludzi , ktorzy umieli
                                                    sie posługiwać gwarą uczoną od swoich rodziców i dziadków wyśmiewano,
                                                    ośmieszano, albo nawet nie obsługiwano w urzędzie. To bardzo bolało. Nikomu
                                                    wtedy nie chciało przyjśc do glowy, że ta gwara to co najmniej - jak u Kurpiów,
                                                    Górali, Ślązaków - w osiemdziesięciu procentach język polski. Nie wierzę w to
                                                    by ta gwara znowu bedzie jezykiem powszechnym na warmińskiej wsi jak była tu od
                                                    zawsze, ale sądzę, ze dzięki tym gawędom młodzież zacznie się interesować
                                                    przeszłością tej małej ojczyzny. Ocalić od zapomnienia stare tradycje
                                                    warmińskie, zwyczaje , obyczaje, humor i mentalność."
                                                  • rita100 Re: Zima trzyma nawet w Lidzbarku 28.02.06, 22:19
                                                    www.antoranz.net/BIBLIOTEKA/MIASTA/MIASTA-text2.htm
                                                    Tralala, a znasz ta stroneczkę ?
                                                  • rita100 Re:Maryjko, bigluj mi ano chućko buksy 01.03.06, 20:51
                                                    - Niech bandzie pochwolóny - powiedział polski gbur
                                                    - Ano niech bandzie - wyciągając rękę odpowiedział niemiecki bauer - A ciebzie
                                                    skónd niesie w to pózne połobziedzie - spytał
                                                    - Ze Stazigudy joda. Jutro łotworzowam łu noju polsko szkoła, toc ziysz -
                                                    powiedział. - Toc zycher przydziesz na fejer " spytał zapraszając.
                                                    - Ale toc jom nie je Polok - odpowiedział ojciec Cyfusa
                                                    - A to cole nie wadzi. Łobocz siuła (ile) jydła, wosztów, psiwa i gorzołki jo
                                                    tu zioza. Fejer je fejer i no kożdygo stonie, a toc tyś je moj nolepszy
                                                    siójsiod - odrzekł.
                                                    Ojciec dokładniej przyjrzał się temu, co na wozie, uśmiechnął się pod swoim
                                                    sumiastym wąsem i zawołał przez ramię w kierunku chałupy.
                                                    - Maryjko, bigluj mi ano chućko buksy łod nolepszygo ancuga, bo jo jutro
                                                    wenewejcie w gościna jida.

                                                    I w ten właśnie sposób Niemiec był gościem na uroczystości otwarcia polskiej
                                                    szkoły. To było w czasach Prus Wschodnich, gdzie Polacy mieli prawo otwierania
                                                    takich szkół i nie byli tak szykanowani jak po drugiej wojnie światowej.
                                                    .....a życie toczy sie dalej
                                                    Edward Cyfus
                                                  • rita100 Re:Maryjko, bigluj mi ano chućko buksy 01.03.06, 21:14
                                                    Tralala, czytałas tą ksiazkę, alez to zródło wiedzy o Warmii. Zatyka dech.
                                                  • tralala33 Re:Maryjko, bigluj mi ano chućko buksy 01.03.06, 21:34
                                                    Czytałam, choć chyba zbyt powierzchownie. Za to w Wymoju byliśmy niejeden raz,
                                                    i nawet się rozglądaliśmy - gdzie też był ten rodzinny dom Cyfusów. Tak do
                                                    końca nie jestem pewna, czy dobrze wytypowaliśmy. Bedę musiała jeszcze raz
                                                    poczytać.
                                                    Tu, na końcu takiego długiego wątku, przyznam Ci się Rito do czegoś
                                                    niesłychanie gupsiego, co mi się dziś przytrafiło. Otóż wyszłam sobie rano z
                                                    domu przekonana - bij zabij - że dziś jest 29 lutego! Co więcej, byłam pewna,
                                                    że jutro będzie 30 lutego, a pojutrze, jak dobrze pójdzie, trafi się jeszcze 31
                                                    dzień lutego. No, może przy 32 lutym zaczęłabym się zastanawiać :))) Nie
                                                    powiem, kiedy dotarło do mnie, że jest już marzec, ale było dobrze po południu.
                                                    Gorzej, że do 4 marca muszę skończyć pewną pracę, i tu nagle odkryłam, że
                                                    brakuje mi tych kilku lutowych dni :((( Dlatego teraz musze się odwitać, a
                                                    dobranockę to pewnie podpiszę grubo po północy. Zmykam ano chućko.
                                                  • rita100 Re:Maryjko, bigluj mi ano chućko buksy 01.03.06, 22:00
                                                    Dziękuję za rozmowę Tralala. Ja również pełne ręce miałam pracy związanej z
                                                    rozliczniem miesiąca, niby krotki ale papierków do wypełnienia pełno.
                                                    Rozłozyłam sobie prace na dwa dni, bo głowę mam ogromną iloścą pomysłów. Kiedy
                                                    mam dużo do powiedzenia nie potrafię nic powiedzieć, dlatego z jednek ksiązki
                                                    prznosze się na drugą i tak mną rzuca. Jeszcze na dodatek siedzę w Allegro i
                                                    wyszukuję aparatu cyfrowego po dostępnej cenie.
                                                    Poznając bliżej Cyfusa to wiem , ze to jest czlowiek historia i warto go
                                                    poznać, bo ma niesamowicie dużo do powiedzenia.
                                                    Dobranoc Tralala
                                                    Co masz zjeść dziś zjedź jutro
                                                    Co masz zdobić jutro zrób dziś

                                                    jakoś tak przysłowie brzmi :)
                                                  • szwager_z_laband Re:Maryjko, bigluj mi ano chućko buksy 01.03.06, 22:01
                                                    niy martw sie, jo niydawno widziou jak jedyn miou we papiorach data urodzynia
                                                    30 luty:))
                                                  • tralala33 Re:Maryjko, bigluj mi ano chućko buksy 02.03.06, 20:57
                                                    Rewelacyjny pomysł na wieczną młodość - wystarczy urodzić się 30 lutego.
                                                    Zresztą 29 lutego też nie jest najgorzej. No niestety, tych paru dni mi teraz
                                                    brakuje, więc muszę się odwitać i uciekać do pracy. Miłego forumowania.
                                                  • szwager_z_laband Re:Maryjko, bigluj mi ano chućko buksy 02.03.06, 21:14
                                                    ale jak sam gyburstak fajrowac???

                                                    :)
                                                  • rita100 Re:Prusy Wschodnie 02.03.06, 21:17
                                                    Tylko co z obchodzeniem urodzin :)
                                                    Najlepiej je nie obchodzić i nie pamiętać o tym

                                                    A tu znalazłam cos ciekawego - Prusy Wschodnie i zdjecia.
                                                    miasta.gazeta.pl/olsztyn/1,35189,3190493.html
                                                    Na wystawę przychodziło mnóstwo ludzi, pokazywano ją też w obwodzie
                                                    kaliningradzkim i Niemczech. Po trzynastu latach znowu można ją oglądać w
                                                    Olsztynie. Na 300 zdjęciach uwieczniony jest harmonijny pejzaż wsi i
                                                    miasteczek, tętniące życiem uliczki, nieistniejąca już drewniana zabudowa...
                                                    Niektóre miejsca można poznać od razu, inne do dziś zmieniły się tak, że bez
                                                    podpisu mało kto odgadnie, gdzie było robione zdjęcie. Mimo że fotografie miały
                                                    pełnić przede wszystkim rolę dokumentu, ich autorom udało się uchwycić klimat
                                                    Prus.

                                                    Ciekawe kiedy one znajdą sie na internecie ?
                                                  • rita100 Re:Prusy Wschodnie 02.03.06, 21:23
                                                    Laband, jeśli możesz poinformuj znajomych Ci Warmiaków o tym Zjeździe.
                                                    serwisy.gazeta.pl/wyborcza/1,68586,3159863.html
                                                    I Ogólnoświatowy Zjazd Warmiaków w Gietrzwałdzie
                                                    Spotkanie rozpocznie się 28 lipca wieczorem mszą przy świętym źródełku. - Potem
                                                    będzie wspominanie, zabawa, rozmowy - zapowiada Józef Szkandera, dyrektor Domu
                                                    Kultury w Gietrzwałdzie, organizator spotkania. - Impreza zakończy się 30 lipca
                                                    także mszą, ale nietypową, bo wszystko wskazuje na to, że zagra na niej
                                                    orkiestra dęta, która przyjedzie z Niemiec.

                                                    Napewno będzie tam fajnie
                                                  • rita100 Re: a życie toczy się dalej 04.03.06, 21:06
                                                    Tralala, skończyłam ksiązkę i bardzo czekam na druga części. Bardzo czekam , bo
                                                    jest niesamowicie ciekawa. Może trochę mało doceniana, ale historia Helenki to
                                                    prawie historia Warmii.
                                                  • tralala33 Re: a życie toczy się dalej 04.03.06, 21:17
                                                    ja też cały czas czekam na dalszą część - będzie? Kiedy?
                                                    Poczekaj, Rito, zanim odejdziesz od komuptera - mam niespodziankę dla Ciebie i
                                                    Twoje córki - na sierpniowe wesele - zaraz wrzucę do folkloru.
                                                  • rita100 Re: a życie toczy się dalej 07.03.06, 20:16
                                                    Moja Tralalo , jestem w szoku , dziś byłam w kościele Bożego Ciała i
                                                    dowiedziałam się że mój kochany Proboszcz jest juz Proboszczem w Gietrzwałdzie.
                                                    Wyobrażasz sobie , ż eprawie padłam na kolana, mało tego powiedziałam tam że
                                                    postawię sobie szampana za tą wieść. Co za przypadek, aż córka zaniemówiła.
                                                    Głosno jej powiedziałam , widzisz co za przypadek , wierzysz, może mnie
                                                    uszczypniesz i powiedziała , że musze kiedy do tego Gitrzwałdu się wybrać.
                                                    To niesamowite, a na dodatek mam już zdjecia z koścoioła i bawię się w
                                                    wywołanie na komputerze, a że trwa to trochę , bo [pierwszy raz to robią , to
                                                    bądź cierpliwa, bo jeszcze z szoku nie mogę wyjśc
                                                    to do potam
                                                    powiem Ci co mi powiedział ten nowy Proboszcz w Krakowie.
                                                  • tralala33 Re: a życie toczy się dalej 07.03.06, 20:39
                                                    :))) Myślę, że mu u noju na Warnji będzie dobrze.
                                                    w lutowym numerze Wiedzy i Zycia jest spory artykuł o tym, jak robić zdjęcia
                                                    aparatem cyfrowym. zaglądałam na ich stronę internetową, ale najwyrażniej
                                                    artykuł nie jest (jeszcze???) dostępny w sieci. Jak znam życie, to poradzisz
                                                    sonie Rito metodą prób i błędów, zamiast wyczytywac długie instrukcje. Czekam
                                                    na piękne zdjęcia a dziś zmykam spaaaać - skończyłam pracę, co to miała być
                                                    gotowa na ubiegły piątek, i sama też się wykończyłam. 'Już szron na głowie, już
                                                    nie to zdrowie' - dobrej nocy.
                                                    O! Pospieszyłam się, jednak artykuł o fotografii cyfrowej otworzył się, może
                                                    się przyda?
                                                    www.wiz.pl/poprzednie_numery/wiz_02_06/index.php?go=potega
                                                  • rita100 Re: a życie toczy się dalej 07.03.06, 21:31
                                                    Przeczytałam , tylko obróbka zdjęć sprawia mi trudności. Musze to zostawic na
                                                    inny czas, a zająć się tym co mam i takie je wyślę.
                                                    To miłej pracy Tralala, ja też mam duzo na naszym forum.
                                                  • rita100 Re: a życie toczy się dalej 08.03.06, 20:50
                                                    No więc Tralala, trochę ochłonełam po spotkaniu i mogę opowiadać. Nowy
                                                    Proboszcz Bożego Ciała zaczął ze mną rozmawiać na temat Warmii. Również jak się
                                                    okazało w rozmowie ma rodzinę w Olsztynie i często to miasto odwiedza. Kiedy
                                                    dowiedziałam się, że ten mój Proboszcz jest w Getrzwałdzie zapytałam sie czy
                                                    zna E. Cyfusa. Niestety nie znał. To zaczełam mówić mu o gwarze. A on mówi, że
                                                    Warmia gwary nie ma, że to nie Kaszubi ani nie Ślask, czym mnie zaskoczył. Moje
                                                    tłumaczenia, że jest, nie przekonały go , ponieważ kiedy mnie zapytał bym
                                                    powiedziało coś w gwarze to zanimówiłam. Nie potrafiłam w tej sytuacji
                                                    powiedzieć jednego zdania. Tak marnie się poczułam w tym momencie, przecież
                                                    mogłam powiedzieć wierszyk o flaszece, że idzie sobie ta niejedna flaszecka -
                                                    ale mnie zamurowało tak, że wstyd, wstyd taki i to nawet przy córce. Nic nie
                                                    mówiłam o forum, że przepisuję gwarą gawędy nic , nic. I jak w tym momencie
                                                    przekonać czlowieka, kiedy mi mówi , że mowa warmińska jest czysto polska od
                                                    wieków. Co bardzo pozytywnego powiedział to to , że od wieków Kraków
                                                    współpracuje z Warmią i jest to dla nich miejsce bardzo ważne i szczególne.
                                                    Później zrobiłam zdjecia wnętrza kościoła i sama zobaczysz magiczną moc tej
                                                    budowli, jest niesamowita.
                                                    Ale to już będę objaśniać w galerii. Załozyłam wątek śmiało, będę tam
                                                    zamieszczać zdjecia z Krakowa, i mimo,że galeria ma się odnosić tylko dla
                                                    Olsztyna i okolic to nie można zapomnieć, że tam , daleko, daleko są Krakusy,
                                                    ktorzy też tęsknią czasmi do rodzinnych stron jak np Proboszcz Stramek , ktory
                                                    jest Proboszczem teraz Getrzwałgu i żyje na terenie Warmii tak jak .....a życie
                                                    toczy sie dalej.
                                                  • rita100 Re: a życie toczy się dalej 11.03.06, 22:12
                                                    www.warnija.pl.tf/
                                                    Mamy nowy album, może da się nam go rozwinąc i uzupełnić. Nie mam jeszcze
                                                    projektu, ale ..... życie toczy się dalej i o historii nie można zapomnieć
                                                  • tralala33 Re: a życie toczy się dalej 15.03.06, 21:16
                                                    W tym wątku to już namieszałyśmy, że niech się wszystkie tajemnice naszej
                                                    ziomecki schowają. Chyba trzeba będzie to uporzadkować przed dodaniem do
                                                    podforum (przynajmniej to, co się nadaje).
                                                  • rita100 Re: a życie toczy się dalej 15.03.06, 21:32
                                                    Tralala, tylko jak to zrobić ?
                                                    Może ja jakimś tematem sie zajmę, daj tylko projekt.
                                                  • tralala33 Re: a życie toczy się dalej 15.03.06, 21:37
                                                    Tutaj widzę co najmniej dwa wątki: Prusowie (jakiś kóntek brukuje im uszykować)
                                                    i warmińskie miasta (miasteczka)?
                                                  • rita100 Re: a życie toczy się dalej 16.03.06, 19:47
                                                    Tralala, tak - Prusowie musza być odzzielnie i miasta odzielnie, to wszystko
                                                    trzeba jaśniutko naswietlić i ja musze sobie to utrwalić , bo pogubiłam sie w
                                                    tematach.
                                                    Dzisioj, jeszcze wklejam zdjęcie , szczególnie tą miotłę dla Ciebzie ;)))
                                                    Musimy wejść zdodnie z tradycją ;))))

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka