edico
23.10.06, 22:33
Fragment z podręcznika szkolnego "Przygotowanie do życia w rodzinie" -
autortwa Marii Ryś:
"(...)Jestem kobietą szczęśliwą. Rano wstaję razem z moim mężem i gdy on goli
się w łazience, przygotowuję mu pożywne kanapki do pracy. Potem, gdy całuje
mnie w czoło i wychodzi, budzę naszą piątkę dzieciaczków, jedno po drugim,
robię im zdrowe śniadanie i głaszcząc po główkach żegnam w progu, gdy idą do
szkoły. Zaczynam sprzątanie. Odkurzam, podlewam kwiatki, nucąc wesołe iosenki.
Piorę skarpetki i gatki mojego męża w najlepszym proszku, na który stać nas
dzięki pracy Mojego męża, i rozwieszam je na sznurku na balkonie. W
międzyczasie dzwoni często mamusia mojego męża i pyta o zdrowie Swojego
dziubdziusia. Teściowa jest kobietą pobożną i katoliczką, znalazłyśmy wiec
wspólny punkt widzenia. Po miłej rozmowie, jeśli już skończyłam pranie i
sprzątanie, które dają mi tyle radości i poczucie spełnienia się w bowiązkach,
idę do kuchni i przygotowuję smaczny obiad dla naszego pracującego męża i
ojca, który jest podporą naszej rodziny i dla naszych pięciu pociech. Kiedy
już garnki wesoło pyrkoczą na gazie, a mieszkanie jest czyste, pozwalam sobie
na chwilę relaksu przy płycie z Ojcem Świętym i robię na drutach sweterki i
śpioszki dla naszej szóstej pociechy, która jest już w drodze, a którą Pan Bóg
pobłogosławił nas mimo przestrzeganego kalendarzyka, co jest jawnym znakiem
Jego woli. Nie włączam telewizji, ponieważ płynący z niej jad i bezeceństwo
mogłyby zatruć wspaniałą atmosferę naszej katolickiej rodziny. Czasami haftuję
tak, jak nauczyłam się z kolorowego pisma dla katolickich pań domu, albowiem
kobieta nie umiejąca haftować nie może się w pełni spełnić życiowo. Kiedy moje
dzieci wracają ze szkoły radośnie świergocząc, wysłuchuję z uśmiechem, czego
dziś nauczyły się w szkole. Opowiadają mi o lekcjach przygotowania do życia w
rodzinie, których udziela im bardzo miła pani z przykościelnego kółka różańcowego.
Córeczki proszą, abym nauczyła je szyć, ponieważ chcą być prawdziwymi
kobietami, nie zaś wynaturzonymi grzesznicami z okładek magazynów, chłopcy
natomiast szepczą na ucho, że na pewno nigdy nie popełnią tego strasznego
grzechu, który polega na dotykaniu samych siebie, ani nie będą oglądać zdjęć
podsuniętych przez samego Szatana. Karcę ich lekko za wspominanie o rzeczach
obrzydliwych, lecz jestem szczęśliwa, że wczesne ostrzeżenie uchroni moich
dzielnych chłopców przed zboczeniem i abominacją. Mój maż wraca z pracy po
południu. Witamy go wszyscy w progu, poczym myje on ręce i zasiada do posiłku,
a ja podsuwam mu najlepsze kąski, aby zachował siłę do pracy. Potem mój mąż
włącza telewizor i zasiada przed nim w poszukiwaniu relaksu, a ja zmywam
talerze i garnki i zabieram jego skarpetki do cerowania, słuchając z uśmiechem
odgłosów meczu sportowego w telewizji. Wieczorem kąpię nasze pociechy i kładę
je spać. Kiedy wykąpiemy się wszyscy, mój mąż szybko spełnia swój obowiązek
małżeński, ja zaś przeczekuję to w milczeniu, ze spokojem i godnością
prawdziwej katoliczki, modląc się w myśli o zbawienie tych nieszczęsnych
istot, które urodziły się kobietami, ale którym lubieżność Szatana rzuciła się
na mózgi, które w obowiązku szukają wstrętnych i grzesznych przyjemności.
Zasypiam po długiej modlitwie i tak mija kolejny szczęśliwy dzień mojego
życia.(...)"
Jest to podręcznik dla gimnazjum i szkoły ponadgimnazjalnej o miłości,
małżeństwie i rodzinie - zaaprobowany przez MEN i opłacony z naszych podatków.
www.edukacyjna.pl/ksiazka.php?id=4897
A więc MEN przygotował już podręczniki dla wymarzonego przez kecawego liceum :))
Czekam teraz na następną pozycje tej autorki z ogromną ciekawością, jak
wytłumaczy tym dzieciom kazirodztwo pierwszych rodziców na tej ziemi. W końcu
przecież byli krewnymi i to w pierwszym pokoleniu :))