Gość: Ogrodnik
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
12.05.08, 23:08
Jako student tej uczelni jestem pod wrażeniem tego artykułu. Podczas częstych
rozmów z moimi wykładowcami (mam szczęście studiować na kierunku "elitarnym"
gdzie liczba studentów w grupie jest dość niska - 20 osób) nikt nigdy nie
odważyłby się nawet na forum grupy wygłosić takich opinii.
W związku z tym czułem się dotychczas dość nieswojo odnosząc dziwne wrażenie,
że albo coś jest nie tak ze mną, albo z tą uczelnią... Wszyscy tak się
zachwycają tym UWM, a ja nie mogę wejść do biblioteki z laptopem, bo "Szatnia
obowiązkowa" i z torbą paszoł WON! - jak nie to ścignie Cię Pan z kucykiem i
drąc się przez cały hol (za grube miliony) narobi wstydu jakbym próbował
wynieść całą kolekcję zieloną...
Uczę się głupot, bo taki jest program (tłumaczenie osoby, która ułożyła
program) ; pracuję na rzecz uczelni, zamiatając podłogi, bo nie dostanę wpisu
- po co? Odpowiedź władz wydziału - nie wiemy po co. My tak pracowaliśmy to i
wy musicie!!!
Gdy zwracam się z jakimś problemem słyszę "Nie narzekaj, bo rozpowiadając
takie rzeczy, plamisz dobre imię uczelni...". Ja się pytam w takim razie:
jakie dobre imię? Czy można mówić o dobrym imieniu, gdy tak wiele jest źle?
Nikomu nigdy nie polecę tej uczelni - tak wiele zmieniło się - lub właśnie nie
zmieniło się od czasu gdy studiował na niej mój ojciec. Różnica między wtedy a
teraz polega na tym, że teraz to nie ja jestem dla uczelni, ale uczelnia dla
mnie (bo za mnie ona dostaje pieniądze, za które może m.in. prowadzić badania)
a UWM zdaje się tego jeszcze nie zauważył...
Nas studentów jest za dużo - tak więc nieprawidłowości nie docierają do władz
uczelni - skoro jest tylu studentów to wszystko jest w porządku! Gdyby coś
było nie tak, nie przychodziliby... I tu również zgodzę się z Panem
profesorem: tylu "k...., ch...w i innych sk...ynów" nie usłyszy się nigdzie
indziej niż przed wejściami do budynków uczelnio na Kortowie - ostoi
olsztyńskiej inteligencji - żałosne, smutne, lecz prawdziwe...