qw994
19.12.10, 17:23
Uwaga, będę się wyżalać, mękolić i zanudzać.
Mam pewną znajomą, z którą byłam bardzo blisko przez lata, a przez ostatnie dwa nasze relacje popsuły się strasznie. Generalnie (według mnie oczywiście, bo nie wiem, jak to wygląda z drugiej strony) polegają one w tej chwili na sporadycznych kontaktach i udawaniu, że wszystko jest ok. O żadnej bliskości nie ma mowy. Ja czuję do niej duży żal, podejrzewam, że z drugiej strony to może wyglądać podobnie. No ale zawsze kupowałyśmy sobie prezenty.
Mój zgryz polega na tym, że jak ta debilka bezmyślnie zaproponowałam jej pewien rodzaj prezentu, i to jest ewidentnie moja wina. Ona zaś przesłała mi linka do określonego modelu i napisała, że podoba jej się coś takiego. Cena tego czegoś to ponad stówa. I to mnie trochę zatrzęsło, chociaż, jak już napisałam, sama się o to prosiłam. Moja pierwsza myśl to była: "K..., po moim trupie. Ona na to nie zasługuje". No więc pół sekundy później poczułam się jak małostkowa świnia. Bo nigdy w życiu nie zdarzyło mi się jeszcze rozpatrywać prezentów pod kątem, kto na co zasługuje. Z drugiej strony, wściekła, pomyślałam sobie, że biorąc pod uwagę obecną sytuację między nami, jak bym na jej miejscu nawet nie pomyślała o prezencie za taką kwotę.
No i czuję dyskomfort, prezent jest niekupiony, a ja nie wiem, co robić. Chyba będę musiała jej to kupić, bo jej ten pomysł podsunęłam. Ale wtedy będę zła, w dużej mierze na siebie. Poza tym i tak nie wiem, jak miałabym z tego wybrnąć.
Komentarze mile widziane.