Dodaj do ulubionych

patriotycznie...

31.07.08, 21:19
Słucham Trójki ostatnio, a tam lecą często dżingle na temat Powstania
Warszawskiego. I ja się wzruszam. Łzy mam w oczach. Podatna jestem.

Albo jak słuchałam na koncercie kawałków Lao Che:
www.youtube.com/watch?v=E9PnPjp6iSc . Serce w gardle (do końca
przesłuchac i spróbować się nie popłakać?).

Można dyskutować o sensie Powstania, ale bohaterstwo powstańców mnie rusza
bardzo...

Albo - inaczej trochę, za gardło mnie ścisnęło jak to zobaczyłam, słynny już
kawałek Sabatona: www.youtube.com/watch?v=KBwwFsKTJGs

Jakoś tak... Zaraz 01.08 to taki wątek założę.



Obserwuj wątek
    • lupus76 Re: patriotycznie... 31.07.08, 21:37
      Dlaczego Polacy lubują się w pięknie przegranych, bardzo kosztownych i skrajnie
      nieefektywnych powstaniach (warszawskie, listopadowe, styczniowe)? Dlaczego nie
      mówi się o tych, które przy niskich kosztach okazały się sukcesem
      (wielkopolskie, śląskie - 16 VIII - 89 rocznica wybuchu I-go powstania śląskiego
      a 19 VIII - 88 rocznica wybuchu II-go powstania śląskiego, a 25 czerwca mieliśmy
      87 rocznicę zakończenia III-go powstania śląskiego)
      • 2szarozielone Re: patriotycznie... 31.07.08, 21:52
        Ja się nie lubuję - jako decyzja strategiczna, to Powstanie to była głupota. Ale
        mówię o nim akurat, bo rocznica jutro...

        Posłuchaj tego Sabatona :) Tylko takie rzeczy to dla nas muszą Szwedzi
        przypominać...
        • menk.a Re: patriotycznie... 31.07.08, 22:15
          Hmmm ciekawe czy ci, którzy tam walczyli dzisiaj by to powiedzieli. Czy żałują,
          że sięgnęli po broń? Oni zdawali sobie sprawę, ze nie wygrają z Niemcami.
          To tak jak powstanie w getcie warszawskim: Żydzi chcieli zginąć w walce, nie
          inaczej.
          Tragiczny był to czas.
          • 2szarozielone Re: patriotycznie... 31.07.08, 22:25
            Wiesz... Przed chwilą w Trójce skończyła się audycja - gościem była Pani, która
            walczyła w Powstaniu. Byli też historycy, którzy właśnie staarli się zabłysnąć
            atakowaniem sensu powstania. Pani mówiła z kolei, że przez lata wojny ludie
            czuli się tak stłamszeni, tak upokorzeni, tak zastraszeni przez Niemców - że
            czuli, że nie mogą zrobić inaczej. Na sam koniec, poproszono ją o podsumowanie.
            Słychać było, że nie wie, jak ma się odnieść do wszystkich słów, które padły.
            Krytycznych i często bardzo ostrych słów. Powiedziala tylko, ze nie załuje i
            nigdy nie żałowała, że wzięła w tym udział. Że nie widzieli wtedy innego wyjścia
            i o tym trzeba pamiętać. Choć może współczesnej młodzieży potrzebne są mniej
            martyrologiczne wzorce - a pokazywanie powstania jako fajnej przygody tez
            przecież nie ma sensu żadnego.

            Wiem, że decyzje dowódców powstania można oceniać różnie, bo sprawa była od
            początku przegrana, a powstanie kosztowało życie 200 tys. ludzi i zrównanie
            Warszawy z ziemią. ale do samych powstańców mam szacunek i podziw - i po prostu
            wzruszenie mnie bierze.

            Ten podlinkowany wyżej kawałek Lao Che usłyszałam pierwszy raz na koncercie, i
            mnie poszarpał na kawałki. Na żywo jest dużo bardziej rozdzierający.
            • bertrada Re: patriotycznie... 31.07.08, 22:36
              Tylko nikt nie mówi, że większość tych powstańców nie walczyła z własnej woli,
              tylko była do walki zmuszona. Jak ktoś się nie przyłączył to od razu kula w łeb
              a jak sie przyłączył to zawsze jakaś szansa na przeżycie.
              • menk.a Re: patriotycznie... 01.08.08, 00:03
                Powstańcy nie mówią, że byli zmuszeni. Nie słyszałam o niczym takim, o
                pojedynczym przypadku nawet.
                • bertrada Re: patriotycznie... 01.08.08, 00:06
                  To by dopiero było niepoprawne politycznie jakby ktoś przyznał się, że nie
                  chciał uczestniczyć w takim patriotycznym przedsięwzięciu. Nawet dzisiaj
                  zostałby zlinczowany. A moje informacje są prawie z pierwszej ręki.
                  Naprawdę wierzysz, że aż tyle ludzi z własnej i nieprzymuszonej woli poszłoby na
                  rzeź?
                  • menk.a Re: patriotycznie... 01.08.08, 00:07
                    Nie mając nic do stracenia - tak. A nie mieli.
                    • bertrada Re: patriotycznie... 01.08.08, 00:13
                      Żyli sobie podczas okupacji prawie normalnie. Jak się ktoś politycznie nie
                      udzielał to nie miał się czym przejmować. Zresztą to powstanie było z góry
                      skazane na porażkę. Bawiła się w to głównie młodzież dla której to była taka
                      sama zabawa jak dla współczesnej rozróby na stadionach. Nie sądzę, żeby oni
                      zdawali sobie sprawę z tego co się w świecie dzieje i o co tak naprawdę chodzi i
                      że można zginąć.
                      • menk.a Re: patriotycznie... 01.08.08, 00:17
                        Prawie normalnie? Bomby spadające? Rozstrzeliwania? Łapanki? I nie żołnierzy, a
                        cywili? To jest normalne? Prawie normalne? Normalnie to jest teraz, ze mi b-52
                        nad łbem nie lata i nie zrzuca bomby albo że mnie nie złapią w drodze do pracy i
                        rozstrzelają gdzieś.
                        • menk.a Re: patriotycznie... 01.08.08, 00:19
                          Chociaż porwać to mnie mogą. Ale zapewne nie dla okupu.:D
                          • bertrada Re: patriotycznie... 01.08.08, 00:44
                            Okupacja to nie to samo co działania wojenne. To taki zaostrzony stan wojenny.
                            Rozstrzeliwuje się tylko tych niepokornych. Naloty i łapanki to tylko w czasie
                            aktywnych działań zbrojnych, których raczej wtedy nie było. Front wschodni był
                            gdzie indziej.
                            Życie podczas okupacji bardziej przypomina to co pokazali w Allo Allo niż
                            ucieczki pod bombami.
                            • menk.a Re: patriotycznie... 01.08.08, 00:52
                              Ale wiesz, że rząd Vichy kolaborował z Niemcami?
                              • bertrada Re: patriotycznie... 01.08.08, 01:13
                                Mam wrażenie, że ci na samej górze to jedna mafia. Lud się tłucze a oni ze sobą
                                balują. Dlatego ja mam do tego wszystkiego bardzo sceptyczny stosunek.
                                • lupus76 Re: patriotycznie... 01.08.08, 09:10
                                  bertrada napisała:

                                  > Mam wrażenie, że ci na samej górze to jedna mafia. Lud się tłucze a oni ze sobą
                                  > balują. Dlatego ja mam do tego wszystkiego bardzo sceptyczny stosunek.

                                  I tu się z Tobą zgodzę.
                                  A okupacja - to nie była taka sielanka, jak w Allo, allo.
                                  • 2szarozielone Re: patriotycznie... 01.08.08, 09:43
                                    Kiedys tak było. Mafia na górze - balujaca ze sobą. Żołnierze na froncie,
                                    mordujacy się nawzajem. I cywile, zyjacy prawie jak zawsze. Może w troche
                                    wiekszej biedzie, moze czasem jakąś kobietę zgwałcono.

                                    Wojny swiatowe okresla sie jako wojny totalne, bo właśnie sie ten podział
                                    rozlecial, mordowano cywili, nie bylo sielanki.

                                    sceptyczny stosunek to można miec, jak obce wojsko nie odbiera Ci domu, nie
                                    wywozi rodziny, nie rozstrzeliwuje przyjaciół, nie burzy miasta. mozna sie
                                    uśmiechać z politowaniem - jeśli się wie, ze dla siebie i swoich dzieci ma się
                                    jakąś w miarę stabilna, przewidywalna przyszłość.

                                    Takie refleksje na dziś. Bo z takiego gadania w czasach pokoju to i tak nic nie
                                    wynika...

                                    Wczoraj słuchalam tej audycji, jak podobne do Ciebie zdania wypowiadali
                                    historycy - do kobiety starszej od nich o lat kilkadziesiąt, która w powstaniu
                                    walczyła, straciła bliskich i przyjaciół. Coś mi zgrzytało. Im wiecej lat mija,
                                    tym jakoś wszyscy mądrzejsi są, dziwnym trafem...
                                  • bertrada Re: patriotycznie... 01.08.08, 12:28
                                    Allo Allo było oczywiście mocno przerysowane, ale w życiu prawdziwym mniej
                                    więcej o to samo chodziło. Ludzie chcieli normalnie żyć. Niektórzy chcieli żyć
                                    na wyższym poziomie niż inni, więc kombinowali. Partyzanci to jakaś banda
                                    nawiedzeńców albo zwykłych bandziorów, którzy mieli swoje 5 minut a nad sobą
                                    cwaniaków, którzy chcieli się na wojnie dorobić albo zapewnić sobie władzę po
                                    wojnie. No i okupanci, którzy też w większości chcieli żyć normalnie albo
                                    zabezpieczyć się na wypadek przegranej lub dorobić na zamieszaniu. No i
                                    oczywiście kilku świrów nadużywających swojej pozycji też się trafiło.
                                    A to wszystko dlatego, że tego wymagał interes globalnej gospodarki. Tylko lud
                                    pospolity nie był przecież informowany o takich niuansach salonowych.

                                    A z tymi powstaniami to zawsze jest tak samo. Nawet w podręczniku szkolnym do
                                    historii, na temat powstań styczniowego i listopadowego, pisali, że lud sobie
                                    walczył a szefostwo obu walczących stron bawiło się na wspólnych balach.
                                    Podobnie było w średniowieczu podczas krucjat. A wojna 100letnia to już w ogóle
                                    była kpina, bo nawet walczący się nie zabijali nawzajem tylko brali do niewoli.
                                    A tam dopóki rodzina delikwenta nie wykupiła to się imprezował i nic nie robił.
                                    Dopiero potem wymyślono, że najemny rycerz jest mało skuteczny, bo ani myśli,
                                    żeby ginąć za cudzą sprawę. I do wojska zaciągali prosty lud, bo taki nie miał
                                    nic do stracenia i był podatny na demagogię.
                              • lupus76 Re: patriotycznie... 01.08.08, 09:09
                                menk.a napisała:

                                > Ale wiesz, że rząd Vichy kolaborował z Niemcami?

                                Ale wiesz, że jurysdykcja Petaina rozciągała się tylko na nieco ponad 1/4
                                terytorium Francji?
                                • menk.a Re: patriotycznie... 01.08.08, 19:23
                                  Petain a potem de Gaull dla dobra Francuzów po wojnie robili wiele , aby we
                                  Francuzach pozostała swiadomość, że Francja nigdy się nie poddała i zawsze była
                                  po stronie aliantów. Dla dobra narodu chcieli zapomnieć o sprawach masowego
                                  wywozu do Niemiec i obozów zagłady francuskich Żydów, o finansowaniu,
                                  dozbrajaniu i zywieniu armii III Rzeszy jako poczet odszkodowań wojennych, które
                                  Niemcy im obiecały, o robotach na rzecz Niemiec,...
                                  Wiem, że Petain miał niewielki skrawek Francji, reszta była pod rządami Vichy
                                  kolaborującymi z Niemcami. Ale to co stało się później i w ogóle co się działo
                                  nie pozwala mi myśleć o Francuzach jako o naszych zdrajcach.
                                  Rozumiem, że najpierw liczy się dobro własnego kraju i narodu. Potem można się
                                  upominać o innych. Szkoda tylko ze zarówno Francuzi jak Brytyjczycy (i nie tylko
                                  oni) zupełnie zapomnieli albo zbyt rzadko pamiętają, że Polacy wielokrotnie
                                  ginęli za ich wolność. Oni potem śmieli się nazywać naszymi sprzymierzeńcami i
                                  przyjaciółmi. Zdrajcy, którzy za każdym razem, kiedy mieli ku temu okazję,
                                  sprzedawali nas.

                                  I jeszcze ten Sarcozy (nie napiszę gdzie kopany) ma czelność w naszym Sejmie z
                                  radością obwieszczać, że Francja toczyła wojny chyba ze wszystkimi w Europie. Ze
                                  wszystkimi prócz Polski. To się nazywa przyjaźń.
                                  To się nazywa skleroza i obłuda.


                                  No to sie wygadałam.
                                  Więcej nie będę.;)
                                  • menk.a Re: patriotycznie... 01.08.08, 19:25
                                    menk.a napisała:

                                    > Wiem, że Petain miał niewielki skrawek Francji, reszta była pod rządami Vichy
                                    > kolaborującymi z Niemcami. Ale to co stało się później i w ogóle co się działo
                                    > nie pozwala mi myśleć o Francuzach inaczej niż jako o naszych zdrajcach.

                                    Gwoli ścisłości, bom, nie przeczytawszy wcześniej, za wcześnie wcisnęła enter.
                    • lupus76 Re: patriotycznie... 01.08.08, 09:05
                      menk.a napisała:

                      > Nie mając nic do stracenia - tak. A nie mieli.

                      Mieli. Życie. Można stracić coś więcej?
                      • 2szarozielone Re: patriotycznie... 01.08.08, 09:54
                        Można. Ludziom zdarza się oddawac życie za innych. Nie slyszaleś o takich
                        przypadkach?
                        • lupus76 Re: patriotycznie... 01.08.08, 09:59
                          2szarozielone napisała:

                          > Można. Ludziom zdarza się oddawac życie za innych. Nie slyszaleś o takich
                          > przypadkach?

                          Oddać życie dla ratowanie innego - to ma sens. Ale za iluzję władzy?
                          • 2szarozielone Re: patriotycznie... 01.08.08, 10:08
                            Tu juz wchodzimy w szczegóły :) I mozna by dłuuuugo debatować. Ale - mozna
                            stracić więcej niż życie i nie zawsze jest ono najwyżej w hierarchii wartosci.
                            Takim jesteśmy głupim gatunkiem. I jak sie chce zdarzenia historyczne zrozumiec,
                            to o takich sprawach tez trzeba pomysleć...
                            • lupus76 Re: patriotycznie... 01.08.08, 10:15
                              2szarozielone napisała:

                              > Tu juz wchodzimy w szczegóły :) I mozna by dłuuuugo debatować. Ale - mozna
                              > stracić więcej niż życie i nie zawsze jest ono najwyżej w hierarchii wartosci.

                              Zawsze jest. Nawet podchodząc logicznie: cóż Ci po czymkolwiek, skoro tracisz
                              zycie. Jedynym wytłumaczeniem jest poświęcenie życia dla Kogoś (nigdy czegoś)
                              innego.

                              > Takim jesteśmy głupim gatunkiem. I jak sie chce zdarzenia historyczne
                              zrozumieć, to o takich sprawach tez trzeba pomysleć...

                              Nie takim głupim. A historyk ma odsłaniać fakty, nie emocje.
                              • lupus76 A jako że 01.08.08, 10:17
                                polscy historycy są genetycznie skażeni ideologiami różnego rodzaju - polska
                                historia znajduje się w ogonie wszelkich miedzynarodowych klasyfikacji...
                                • 2szarozielone Re: A jako że 01.08.08, 10:37
                                  A to fakt - z historykami. Ale chyba uniwersalna zasada jest to, że historykowi
                                  nie wychodzi z reguly opisywanie historii własnego kraju. Proporcje sie traci i
                                  zdolność do obiektywnej oceny faktów.

                                  O emocjach mówie tylko w tym sensie, ze bez jakiejs wiedzy o choćby psychologii
                                  społecznej, psychologii tłumu, czy takich tam - to sie pewnych faktów
                                  historycznych wyjaśnić nie da.

                                  Wiesz - z utrata zycia jest jeszcze tak, że czlowiek może wybrać śmierć zamiast
                                  zycia z jakimś obciążeniem - ujma na honorze, kalectwem, wyrzutami sumienia, po
                                  stracie kogoś bliskiego, w niewoli. I w tym sensie mówie, ze zycie nie musi byc
                                  najwyzej w hierarchii wartości.

                                  • lupus76 Re: A jako że 01.08.08, 10:50
                                    2szarozielone napisała:

                                    > A to fakt - z historykami. Ale chyba uniwersalna zasada jest to, że historykowi
                                    > nie wychodzi z reguly opisywanie historii własnego kraju. Proporcje sie traci i
                                    > zdolność do obiektywnej oceny faktów.
                                    >
                                    > O emocjach mówie tylko w tym sensie, ze bez jakiejs wiedzy o choćby psychologii
                                    > społecznej, psychologii tłumu, czy takich tam - to sie pewnych faktów
                                    > historycznych wyjaśnić nie da.

                                    Ależ da się. Trzeba brać uwarunkowania zewnętrzne, ale dla historyka nie powinny
                                    być istotne emocje tłumu/jednostek, tylko fakty.
                                    Przy czym motywacja do walki - to niewątpliwie jeden z faktów :)

                                    > Wiesz - z utrata zycia jest jeszcze tak, że czlowiek może wybrać śmierć zamiast
                                    > zycia z jakimś obciążeniem - ujma na honorze, kalectwem, wyrzutami sumienia, po
                                    > stracie kogoś bliskiego, w niewoli. I w tym sensie mówie, ze zycie nie musi byc
                                    > najwyzej w hierarchii wartości.
                                    >
                                    Ależ jest!
                                    Tylko w tym wypadku jest takie do d..., że wszystko inne też jest bez sensu.
                                    Jeśli życie osiaga wartość zerową - wszystko inne jest na minusie.
                                    • 2szarozielone Re: A jako że 01.08.08, 10:59
                                      > Przy czym motywacja do walki - to niewątpliwie jeden z faktów :)

                                      Jest to jeden z faktów, ale niemozliwy do ustaelnia bez znajomości psychologii.
                                      Bez tego nijak nie wyciagniesz żadnego powiązania między faktem, że Ci Szkop
                                      wytłukł całą rodzinę - a faktem, ze z dużym poswięceniem starasz się strzelać
                                      Szkopom miedzy oczy. Bedą to tylko suche oderwane od siebie fakty. i tak na
                                      każdym poziomie interpretacji wydarzeń.

                                      > Ależ jest!
                                      > Tylko w tym wypadku jest takie do d..., że wszystko inne też jest bez sensu.
                                      > Jeśli życie osiaga wartość zerową - wszystko inne jest na minusie.

                                      Tu już wchodzimy w mętne i jałowe dyskusje o pojęciach i moglibyśmy tak jeszcze
                                      sto lat, co nijak nie zmieni sytuacji ani interpretacji zdarzeń :) Gdyby to
                                      zycie miało mieć wartość zerową i o nic by wtedy nie chodziło, to powstańcy
                                      zamiast powstawać, by się masowo wieszali na strychach. Jakos jednak wybrali
                                      inną drogę, zapewne zakładając, ze są wartości cenniejsze od ich życia. Tak samo
                                      powstańcy w getcie. albo jeszcze bardziej.
                                      • lupus76 Re: A jako że 01.08.08, 11:32
                                        2szarozielone napisała:

                                        > > Przy czym motywacja do walki - to niewątpliwie jeden z faktów :)
                                        >
                                        > Jest to jeden z faktów, ale niemozliwy do ustaelnia bez znajomości psychologii.
                                        > Bez tego nijak nie wyciagniesz żadnego powiązania między faktem, że Ci Szkop
                                        > wytłukł całą rodzinę - a faktem, ze z dużym poswięceniem starasz się strzelać
                                        > Szkopom miedzy oczy. Bedą to tylko suche oderwane od siebie fakty. i tak na
                                        > każdym poziomie interpretacji wydarzeń.

                                        To jest miejsce dla biografii. Historia (w sensie nauki) musi zajmować się
                                        szerszym spojrzeniem i a priori takie fakty zostawia z tyłu. Chyba, ze
                                        poszkodowanym była jakaś istotna postać - wódz, szef sztabu, premier etc.


                                        >
                                        > > Ależ jest!
                                        > > Tylko w tym wypadku jest takie do d..., że wszystko inne też jest bez sen
                                        > su.
                                        > > Jeśli życie osiaga wartość zerową - wszystko inne jest na minusie.
                                        >
                                        > Tu już wchodzimy w mętne i jałowe dyskusje o pojęciach i moglibyśmy tak jeszcze
                                        > sto lat, co nijak nie zmieni sytuacji ani interpretacji zdarzeń :) Gdyby to
                                        > zycie miało mieć wartość zerową i o nic by wtedy nie chodziło, to powstańcy
                                        > zamiast powstawać, by się masowo wieszali na strychach. Jakos jednak wybrali
                                        > inną drogę, zapewne zakładając, ze są wartości cenniejsze od ich życia. Tak sam
                                        > o
                                        > powstańcy w getcie. albo jeszcze bardziej.

                                        powstańcy w getcie byli eksterminowani i walka - paradoksalnie - była ich jedyną
                                        szansą przeżycia. Inaczej po prostu wybiliby ich, jak zwierzęta w rzeźni. Albo
                                        jeszcze gorzej ;(
                                        Warszawiacy spoza getta nie byli w tak dramatycznej sytuacji. Za broń chwyciła
                                        garstka żołnierzy i harcerzy. Założenie było, że walki potrwają do 2 tygodni.
                                        Dlaczego? Bo Niemcy w popłochu ewakuowali się przed nacierającą Armią Czerwoną.
                                        * Armia Gwardyjska 16 sierpnia przełamała front pod Studziankami - bijąc m.in.
                                        najbardziej elitarną jednostkę Niemiecką Dywizję (ok. 22 tys. żołnierzy wobec
                                        etatowego stanu przeciętnej niemieckiej dywizji 10 tys.) Spadochronowo-Pancerną
                                        "Hermann Goering". Co to znaczyło? Kacapy mają przyczółek na Zachodnim brzegu
                                        Wisły. A co to znaczyło? Że sa w stanie za miesiąc okrążyć Warszawę.
                                        Założenie było proste: To my wyzwoliliśmy Warszawę i przywitamy kacapów, jako
                                        wyzwoliciele. To mogło dodać otuchy do walki. Szeregowym żołnierzom mogło się
                                        wydawać, że pobiją Niemców. Nie mieli tej wiedzy, którą mieli sztabowcy. I tu
                                        jest clou. Gdyby mieli pewność że Stalin (z jego punktu widzenia całkiem
                                        rozsądnie zresztą) się zatrzyma - nie rzucali by się jak kamikadze na
                                        uzbrojonych po zęby szkopów.
                                        Wystarczył jeden sturmkampfgeschwader wyposażony w Ju-87 (które nb były bardzo
                                        łatwym celem dla myśliwców) i kilka Hetzerów, żeby wybić Polakom marzenia o
                                        samodzielnym wyzwalaniu Warszawy z głowy.
                                        Swoją drogą - ciekawe, ile samobójstw zostało popełnionych w tych tragicznych
                                        dniach...
                                        • 2szarozielone Re: A jako że 01.08.08, 12:07
                                          > To jest miejsce dla biografii. Historia (w sensie nauki) musi zajmować się
                                          > szerszym spojrzeniem i a priori takie fakty zostawia z tyłu.

                                          no nie rób ze mnie idiotki. Podałam przykład jednostkowy, by zobrazowac, o co mi
                                          chodzi, ale zaznaczyłam, ze zasada dotyczy także innych poziomów zdarzeń. Sam w
                                          swoim poscie odnosisz sie do rzeczy, które bez odwolania sie do uczuc, emocji i
                                          sposobu funkcjonowania ludzkiej psychiki byłyby niezrozumiałe (jak ten cały duch
                                          walki wynikający z niewiedzy). I chodzi mi wyłacznie o taka prosta rzecz, i Ty
                                          to zapewne wiesz, dlatego uwazam, ze jałowo dyskutujemy.

                                          historie powstania mniej więcej znam - i sama na poczatku tego watku
                                          zanzaczyłam, ze inna miarę przykladam do dowódców, a inna do ludzi, którzy
                                          oddali życie za Polske i wolność... Tylko tyle.
                                          • lupus76 Re: A jako że 01.08.08, 12:22
                                            2szarozielone napisała:


                                            > historie powstania mniej więcej znam - i sama na poczatku tego watku
                                            > zanzaczyłam, ze inna miarę przykladam do dowódców, a inna do ludzi, którzy
                                            > oddali życie za Polske i wolność... Tylko tyle.

                                            I tu proponuję skończyć, bo co do tego się zgadzamy :)
            • lupus76 Tych dowódców 31.07.08, 23:06
              którzy podjęli decyzję o wybuchu powinno się postawić na szafocie.
              Roosevelt był powstaniu przeciwny. Stalin wręcz był gotów Niemcom pomóc
              (nieoceniony kapitał polityczny - Polacy, to banda warchołów i tede) Jedynie
              Churchill popierał akcję, ale nie liczył się (nie bez powodu mówi się, że była
              to wielka dwójka i pół) w tym rozdaniu.
              Niemcy mając zapewnioną swobodę działania w powietrzu (Rosjanie nie wypuszczali
              nad rejon powstania swoich myśliwców, a Alianci nie mogli korzystać z rosyjskich
              lotnisk - Stalin się na to nie zgadzał.) mogli precyzyjnie uderzać.
              Powstańcy nie mieli broni, amunicji, wsparcia logistycznego. Każdy, kto choć
              trochę interesuje się historią i strategią wiedział, ze decyzja o wybuchu
              powstania oznacza jedno: śmierć miasta. Ofiary były naturalną konsekwencją
              bezdennie głupiej decyzji. Szkoda, ze Ci ludzie, którzy walczyli mieli honor i
              wykonali rozkaz, bo dowódcom podziemia zwyczajnie go brakło.
              • menk.a Re: Tych dowódców 01.08.08, 00:01
                Francuzi i Brytyjczycy nigdy nie byli naszymi sojusznikami. Nigdy. O Rosjanach
                nie wspomnę. Mimo, że mieliśmy wspólnego wroga, ta trójka Polską handlowała,
                obracała niczym magik piłeczkami.
                Wątpię by Bór-Komorowski był pewien zwycięstwa. raczej liczył na cud. Nie mniej
                jednak powstańcy wiedzieli, czym jest wojna. A Hitler już dużo wcześniej podjął
                decyzję o zrównaniu Warszawy z ziemią.
                Ci ,co przeżyli nie żałują.
                Ja chylę czoła. I co roku na nowo mnie to wzrusza.
                • tygrysio_misio Re: Tych dowódców 01.08.08, 00:08
                  ciekawe co sadziliby Ci ktorzy nie przezyli...to oni chyba nwjwiecej staracili..
                  • menk.a Re: Tych dowódców 01.08.08, 00:11
                    Sądzisz, że oni nie liczyli się ze śmiercią patrząc na nią codziennie przez 5 lat?
                    • lupus76 Re: Tych dowódców 01.08.08, 09:00
                      menk.a napisała:

                      > Sądzisz, że oni nie liczyli się ze śmiercią patrząc na nią codziennie przez 5 l
                      > at?

                      Menk.a - około 200 000 ofiar. Większość z tych ludzi chciała po prostu przeżyć.
                      Wiesz jaki był odsetek niewalczących cywilów w tej hekatombie?
                      • menk.a Re: Tych dowódców 01.08.08, 19:46
                        lupus76 napisał:

                        > menk.a napisała:
                        >
                        > > Sądzisz, że oni nie liczyli się ze śmiercią patrząc na nią codziennie prz
                        > ez 5 l
                        > > at?
                        >
                        > Menk.a - około 200 000 ofiar. Większość z tych ludzi chciała po prostu przeżyć.
                        > Wiesz jaki był odsetek niewalczących cywilów w tej hekatombie?

                        Od 120 do 200 tys. ale jejjj... nie świeć mi po oczach liczbami. Są przerażające.
                        Z tymże pamiętajmy, że hitlerowcy nie walczyli tylko z żołnierzami. Oni
                        mordowali cywili i przed powstaniem, i w czasie, i po powstaniu. Hitler na wieść
                        o powstaniu (zresztą Niemcy spodziewali się tego, ich służby działały dosyć
                        skutecznie) kazał miasto zrównać z ziemią. A całą ludność, wszystkich zabić.
                        Wszystkich. Tak, aby Warszawa nigdy się podniosła.
                        Nie zważał na żadne prawo.
                        Wiem, że zaraz na początku powstania Niemcy wymordowali w jeden dzień 45 tys osób.
                        Robi mi się przykro patrząc na tych staruszków ( a co roku mam z nimi do
                        czynienia), których jest coraz mniej, a którzy przeżyli ten totalny tragizm,
                        kiedy ludzie każdego roku mówią im w twarz: walczyliście bez sensu, nie warto
                        było, trzeba było siedzieć cicho i czekać.
                        A oni mówią, że warto, że walczyli o wolną, niepodległą i suwerenną ojczyznę. O
                        to by Stalin nie uczynił nas częścią państwa sowieckiego. Można powiedzieć, że
                        koszty były za duże, policzyć, przeliczyć i ... wynik zostaje na minusie. Że
                        uzbrojony był tylko co 6 polski żołnierz. I w ogóle setki zarzutów. Można.
                        Nie mniej jednak ja jestem pełna szacunku dla ich odwagi i poświęcenia. Należy
                        im się to jak chyba nikomu innemu. Nawet jeśli inni nie widzą w tym sensu.
                        --
                        opieram się wszystkiemu, oprócz pokusy /O.W.
                • lupus76 Re: Tych dowódców 01.08.08, 08:58
                  menk.a napisała:

                  > Francuzi i Brytyjczycy nigdy nie byli naszymi sojusznikami.

                  Co do Francuzów - zgoda. Brytole mając swe partykularne interesy raczej
                  sprzyjali polskiej racji stanu. Tyle, ze Churchill nie mógł przeforsować kilku
                  ciekawych pomysłów (np. lądowanie aliantów w Grecji i Jugosławii, a nie w
                  Normandii), bo Stalin widział w nich zagrożenie dla swej hegemonii, a Roosevelt
                  w zamian za świeże, rosyjskie mięsko armatnie gotów był poprzeć Dżugaszwilego w
                  każdej sprawie. Miał świadomość stacjonowania potężnej Armii Kwantuńskiej w
                  Mandżurii. I wiedział, jak fanatyczni są żołnierze japońscy.

                  A Hitler już dużo wcześniej podjął decyzję o zrównaniu Warszawy z ziemią.

                  Powiem szczerze, że pierwszy raz o tym słyszę. Zamek, wodociągi, czy ważne
                  zakłady przemysłowe (czyli niszczenie symboliki i osłabienie potencjału
                  przeciwnika) - tak, ale całe miasto?
                  Dobrym przykładem jest tutaj... Kraków. Niemcy też podminowali sporą część
                  miasta (właśnie Wawel + kluczowe zakłady przemysłowe). Tyle, że Koniew
                  wyprowadził im taką kontrę, ze zanim się szkopy spostrzegli - już byli zamknięci
                  w kotle. Koniew następnie otworzył małą furtkę, mrugnął okiem i dał Niemcom
                  bodaj 48 godzin na ewakuację, podciągając jednocześnie pod miasto ciężką
                  artylerię. Niemcy zrozumieli aluzję i radzieccy saperzy mogli szybciutko
                  rozminować miasto. Stalin - wbrew pozorom - wiedział, że Polacy będą mu po
                  wojnie potrzebni.
                  Podobnie było zresztą z Pragą w Czechach...


                  Ci ,co przeżyli nie żałują.

                  A Ty byś żałowała? Ja też nie. Z punktu widzenia psychologii Ci ludzie muszą
                  wręcz mieć pozytywny stosunek. Za dużo ofiar.

                  Ja chylę czoła.

                  Ja też. Cóż ci ludzie w stolicy mogli poradzić na to, że w Londynie siedziało
                  kilku żadnych władzy szaleńców kompletnie oderwanych od rzeczywistości?

                  I co roku na nowo mnie to wzrusza.
                  Mnie niespecjalnie. Jakoś tak Bitwa Warszawska, czy powstania śląskie jednak
                  napawają mnie bardziej optymistycznie. Pokazują bowiem, że oprócz odwagi
                  potrzebny jest rozum i spojrzenie w przyszłość.
        • lupus76 Re: patriotycznie... 31.07.08, 22:41
          2szarozielone napisała:

          > Ja się nie lubuję - jako decyzja strategiczna, to Powstanie to była głupota. Al
          > e
          > mówię o nim akurat, bo rocznica jutro...
          >
          > Posłuchaj tego Sabatona :) Tylko takie rzeczy to dla nas muszą Szwedzi
          > przypominać...

          Teraz, to na trójce jest Minimax Kaczkowskiego i wywiad z Dickinsonem :)
          • 2szarozielone Re: patriotycznie... 31.07.08, 22:44
            Tak tak :) Kocham audycje Kaczkowskiego i jego rozmowy, juz mnie zaraził tyloma
            muzycznymi perełkami...
            Słucham, oczywiście.
            • 2szarozielone Re: patriotycznie... 31.07.08, 22:48
              A jeszcze przyznam, że metalu słuchać nauczył mnie facet teraz. Na tyle, że go
              rozumiem i czuję - choć to nie mój klimat :)
            • lupus76 Re: patriotycznie... 31.07.08, 22:49
              Radość z muyzki aż bije od tego człowieka. I muzyka jest u nie go najróżniejsza.
              Gdzie jeszcze można usłyszeć koncertowe "Ghost of navigator" Ironów???
              • 2szarozielone Re: patriotycznie... 31.07.08, 22:57
                I rozmowy są zawsze niebanalne. Gdzie indziej często mnie takie wywiady nudzą,
                zwłaszcza z wykonawcami, których nie darzę uwielbieniem :) A u Kaczkowskiego
                zawsze coś ciekawego wychodzi. I muzyka jest w centrum, a nie jakieś plotki czy
                pudelki :)
            • tygrysio_misio Re: patriotycznie... 31.07.08, 22:50
              jeju..jak ja dawno tego nie sluchalam..od kiedy nie mam radia w pokoju i
              uzaleznilam sie od neta...ale sobie w necie nastawie..choc nienawidze tych
              elektronicznych szumow!!
    • tygrysio_misio Re: patriotycznie... 31.07.08, 22:56
      ktos napisal o tym,ze Polacy lubija sie w rozpamietywaniu przegranych i za
      najwspanialsze co Polak mogl w zyciu zrobic to porwac sie z widłami na czołgi i
      samoloty

      jest w tym czesc prawdy...malo tego..takie rozpamietywanie rodzi tylko kolejne
      bezsensowne dzialania ludzi,ktorzy pragna slawy

      a przeciez za 15 dni bedziemy mieli najbardziej chwalebna rocznice...cholera:
      uratowalismy wtedy jakims cudem polowe Europy zachodniej...bedziemy miec
      rocznice 16 czy 18 najwazniejszej bitwy w historii swiata...

      powiedza o tym w TV..moze jakis program puszcza w niemedialnym czasie...

      dlaczego o tym nie mowi sie na miesiac przed? nie puszcza sie audycji w radio o
      tym temacie...nie wspomina sie tego z łezka w oku?

      kiedy ktos szuka toastu do wodki i oczywiscie musze wpierniczyc swoje 3
      grosze...pije z duma za Cud nad Wisła a nie za przegrane powstania..
      • 2szarozielone Re: patriotycznie... 31.07.08, 23:17
        Nie no... Też przecież cud nad Wisłą się gloryfikuje i wspomina.

        Ja mam do powstania warszawskiego takie podejście, jak wspomniałam. To
        wspomnienie jakiejś strasznej hekatomby, smierci mnóstwa ludzi, zagłady naszej
        stolicy. To nie jest miły i radosny dzień. Ale mnie porusza, wzrusza,
        przygnębia. I uważam ludzi, którzy w nim zginęli, za bohaterów. Jakoś tak... Ale
        mi smutno jak o tym myślę.
        • nexstartelescope Re: patriotycznie... 01.08.08, 09:41
          No tak, dowódcy nie wykazali się rozsądkiem i umiejętnością zdrowej
          kalkulacji, ale ich była garstka - jesli chodzi o samych
          powastańców, mieszkańców Warszawy, nie potępiam ich. Ludzie byli
          zrezygnowani, bezsilni względem przesladowców, nie mieli nic do
          stracenia. Zamiast patrzec, jak Warszawa sie poddaje, woleli stanąc
          do walki, nawet, jeśli mieli świadomośc, że prawie nie mają szans.
          Wystarczyło kilku zapaleńców, którzy rozbudzili nadzieje i ludzie
          dali się ponieśc. Wtedy patriotyzm i oddanie ojczyźnie było jednak
          wyżej w hierarchii wartości niż teraz ;), wiec zagrzanie
          Warszawiaków do walki nie było trudne.
          Tez się zawsze wzruszam jak słucham o powstaniu, zwłaszcza, kiedy
          mówia ludzie, którzy walczyli. Mimo wszystko wielki rispekt dla
          nich :)
          • lupus76 Re: patriotycznie... 01.08.08, 10:00
            nexstartelescope napisała:

            > No tak, dowódcy nie wykazali się rozsądkiem i umiejętnością zdrowej
            > kalkulacji, ale ich była garstka - jesli chodzi o samych
            > powastańców, mieszkańców Warszawy, nie potępiam ich. Ludzie byli
            > zrezygnowani, bezsilni względem przesladowców, nie mieli nic do
            > stracenia. Zamiast patrzec, jak Warszawa sie poddaje, woleli stanąc
            > do walki, nawet, jeśli mieli świadomośc, że prawie nie mają szans.
            > Wystarczyło kilku zapaleńców, którzy rozbudzili nadzieje i ludzie
            > dali się ponieśc. Wtedy patriotyzm i oddanie ojczyźnie było jednak
            > wyżej w hierarchii wartości niż teraz ;), wiec zagrzanie
            > Warszawiaków do walki nie było trudne.

            I tu się z Tobą zgadzam w 100 %
    • forumowicz_pospolity Re: patriotycznie... 01.08.08, 10:25
      no wiadomo teraz po latach, znając skutki, mając dane i temat objechany wzdłuż i
      wszerz że decyzja była zła

      z drugiej strony trudno powiedzieć co by było z Wawą gdyby nie wybuchło
      powstanie, też słyszłaem że decyzja o zniszczeniu miasta juz była przyklepana
      przez Hitlera

      ale poza wszystkim bolesny to okres i nie jest to świętowanie tylko
      zaduma i hołd dla tych ludzi którzy dali życie za nas też jakby nie patrzeć, że
      nie zgięli karku, że marzyli i oddali za marzenia krew która popłynęła ulicami
      po których teraz chodzimy wolni

      no i nie mógł bym teraz, po 60 ponad latach beztrosko pierdząc w stołek nazwać
      ich czynu bezsensownym, że to było głupie, frajerskie,
      dziecinnie naiwne, a takie komentarze są co roku i jest ich niemało
      • nexstartelescope Re: patriotycznie... 01.08.08, 12:18
        Pospolity - pięknie powiedziane. Nic dodac, nic ując .
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka