Dodaj do ulubionych

Student za maminą spódnicą

IP: 94.72.103.* 15.07.10, 01:39
bzdura zupełna. Pani Alicji nie przyszło do głowy, że może niektórzy uczniowie
wyjechali po maturze np. do pracy za granicę i zwyczajnie nie ma ich w Polsce?
Obserwuj wątek
    • Gość: ... Student za maminą spódnicą IP: *.internetdsl.tpnet.pl 15.07.10, 07:08
      Proste - nadopiekuńczy rodzice wychowują niesamodzielne dzieci
      • Gość: progtom Re: Student za maminą spódnicą IP: *.adsl.inetia.pl 15.07.10, 10:27
        Pracuję z kobietami i ręce mi opadają, gdy dzwonią rano do swoich 17-, 18-
        letnich synów z pytaniem, czy wstali i wzięli kanapkę do szkoły. Tak jest
        codziennie.
        • Gość: lidka Re: Student za maminą spódnicą IP: 194.11.24.* 17.07.10, 13:16
          Gość portalu: progtom napisał(a):

          > Pracuję z kobietami i ręce mi opadają, gdy dzwonią rano do swoich
          17-, 18-
          > letnich synów z pytaniem, czy wstali i wzięli kanapkę do szkoły.
          Tak jest
          > codziennie.


          Hehe, to jeszcze nic! Moja była współpracownica codziennie po
          przyjściu do pracy dzwoniła do swojego 26 (!) letniego syneczka,
          żeby go obudzić i poinstruować go, gdzie ma przygotowane kanapeczki.
          Dzwoniła też do przychodni, bo synek nie wiedział jak się zapisać na
          wizytę do lekarza. Szczytem wszystkiego bylo, gdy zadzwoniła do
          szefa syna, żeby go opieprzyć, że ten śmiał skrytykować synka za złe
          wykonanie jakiejś pracy. W głowie mi się to nie mieści, ale takie
          chore relacje wbrew pozorom są częste. Chłopak nie potrafi załatwić
          najprostszej rzeczy, jest kompletnie bezradny. A mamusia
          przeszczęśliwa, bo czuje się potrzebna, podczas gdy tak naprawdę
          wychowała kalekę, którego unieszczęśliwiła.
          • Gość: bambi7 Re: Student za maminą spódnicą IP: *.internetia.net.pl 17.07.10, 13:41
            no tak - jak koleś bez głowy, to gorzej niż bez ręki lub nogi...
      • Gość: xc Re: Student za maminą spódnicą IP: *.internetdsl.tpnet.pl 15.07.10, 12:49
        dokładnie, to bardzo czeste zjawisko w dzisiejszych czasach. nie
        chcę czasem pouczać obcych ludzi ale sami się ośmieszają.
      • Gość: zina Re: Student za maminą spódnicą IP: 95.178.34.* 17.07.10, 10:57
        a to nie jest prawda, ze uczniowie wyjechali, w czartek spotkalam 2 tatusiow z corkami pytajacych sie o droge na uczelnie, dzis przejezdzalam obok akademii ekonomicznej a tam mama tatus i dziecko, mama nawet trzymala dokumenty za synka, wczoraj tez cale wycieczki rodzinne pod akademia, za moich czasow to sie nawet samodzielnie do liceum zapisywalo ech
    • Gość: lc pokolenie nieudaczników IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.07.10, 07:40
      Pokolenie nieudaczników... ale najważniejsze, żeby poszedł taki do urny i
      wrzucił karteczkę z odpowiednim krzyżykiem, a że łajza życiowa, to nieistotne.
      Kolega pracujący na wyższej uczelni i będący m. in. w komisji rekrutacyjnej
      już rok-dwa lata temu mówił mi, że z roku na rok na studia przychodzą coraz
      więksi debile.
      • Gość: StaniD Re: pokolenie nieudaczników IP: 217.89.47.* 15.07.10, 09:22
        Jak to bylo 'co za czasy co za obyczaje'
        Juz w Egipcie faraonow skrybowie mowili tak o mlodym narybku.
      • Gość: adiunkt Re: pokolenie nieudaczników IP: *.chello.pl 15.07.10, 09:28
        To prawda, poziom kandydatów obniża się z roku na rok. I nie winiłbym jedynie
        nadopiekuńczych rodziców - my po prostu coraz głębiej sięgamy, bo brakuje
        studentów. I bierze się praktycznie z ulicy każdego, kto choć podpisać się
        potrafi, zamiast zmniejszyć nabór i przywrócić elitarność studiowania. No, ale
        to by oznaczało, że część pracowników uczelni musi poradzić sobie sama, bo tu
        już potrzebni nie są, więc tak to się kręci...
        • Gość: Salman Re: pokolenie nieudaczników IP: *.dip.t-dialin.net 15.07.10, 09:41
          A ty sie dziwisz? Teraz kazdy Pcim Dolny zrobil ze swojej szkolki parafialnej
          "UNIWERSYTET". Smiac mi sie chce gdy czytam i slysze o "uniwersytetach",
          powstalych na takiej bazie. Teraz kazdy moze uzyskac dyplom juz po zrobieniu BA.
          Licencjat to baza, ale dla mnie zaden dyplom. Gdyby zostawiono stary system, to
          ciekawe ile osob by w drodze do magisterium odpadlo. W ogole caly ten system
          bolonski jest smieszny.
          • Gość: heniek Re: pokolenie nieudaczników IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 15.07.10, 10:01
            A po co ma ktokolwiek "odpadać"? Skoro ludzie twierdzą, że dyplom
            politologa albo socjologa jest ich do czegoś przydatny niech
            studiują... tylko później bez lamentu, że pracy dla nich nie ma.

            Za zachodzie jest system boloński a znacznie mniej osób studiuje.
            Ponadto mało kto robi II stopień, bo nie jest to potrzebne. Już I
            stopień traktowany jest jako pełnoprawne studia i nie mają większych
            problemów z pracą w zawodzie.

            To raczej nasz kraj naciska na "dyplomy". Pokutuje mit wyrobiony w
            latach przemian, gdy każdy z dyplomem wyższej uczelni miał niezłą
            pracę.

            Dziś przerodziło się to w ilość. Otwiera się dużo prywatnych
            szkółek, gdzie często nie trzeba robić kompletnie nic (poza
            płaceniem czesnego). Publiczne uczelnie chcą jednak kształcić jakąś
            liczbę kandydatów, także muszą obniżąć poziom by wygrać z owymi
            szkółkami.

            A co do pracy to i tak dyplom niekoniecznie się liczy. Dużo bardziej
            doświadczenie, cechy charakteru, interpersonalne itd. których
            kandydatom "mamusiek" brakuje, toteż najlepszy dyplom im nic nie da.
            • kamilo_82 Re: pokolenie nieudaczników 18.07.10, 03:09
              Gość portalu: heniek napisał(a):

              > A po co ma ktokolwiek "odpadać"? Skoro ludzie twierdzą, że dyplom
              > politologa albo socjologa jest ich do czegoś przydatny niech
              > studiują... tylko później bez lamentu, że pracy dla nich nie ma.


              PIRAMIDALNA BZDURA I STEREOTYP. KOMPLETNY NONSENS. KAŻDY DYPLOM JEST
              POTRZEBNY. WŚRÓD MOICH ZNAJOMYCH PARADOKSALNIE NAJWIĘKSZE PROBLEMY ZE
              ZNALEZIENIEM PRACY / WARUNKAMI PRACY (WYNAGRODZENIE) MAJĄ ABSOLWENCI
              POLITECHNIKI. NIE WMAWIAJCIE LUDZIOM BZDUR, ŻE UNIWERSYTET JEST BE A
              POLITECHNIKI I NP. UCZELNIE EKONOMICZNE OK. TO, ILE KTOŚ BĘDZIE ZARABIAŁ I CZY
              BĘDZIE MIAŁ PRACĘ ZALEŻY GŁÓWNIE OD JEGO OSOBOWOŚCI / UMIEJĘTNOŚCI ORAZ TEGO W
              JAKIM ŚRODOWISKU SIĘ OBRACA. CHCĄC ZARABIAĆ W MIARĘ PRZYZWOITE PIENIĄDZE TRZEBA
              BUDOWAĆ SIEĆ KONTAKTÓW. NAWET JEŚLI KTOŚ NIE DO KOŃCA CI ODPOWIADA TO PAMIĘTAJ,
              ŻE ZAWSZE MOŻE CI SIĘ PRZYDAĆ NP. W ZAŁATWIENIU PRACY...


              >
              > Za zachodzie jest system boloński a znacznie mniej osób studiuje.
              > Ponadto mało kto robi II stopień, bo nie jest to potrzebne. Już I
              > stopień traktowany jest jako pełnoprawne studia i nie mają większych
              > problemów z pracą w zawodzie.
              >
              > To raczej nasz kraj naciska na "dyplomy". Pokutuje mit wyrobiony w
              > latach przemian, gdy każdy z dyplomem wyższej uczelni miał niezłą
              > pracę.

              NA ZACHODZIE NIEZBĘDNE MINIMUM JEST NA DUŻO WYŻSZYM POZIOMIE. NAWET ZAWODY
              WSZĘDZIE KIEPSKO PŁATNE, NP. NAUCZYCIEL POZWALAJĄ SIĘ UTRZYMAĆ NA CAŁKIEM
              NIEZŁYM POZIOMIE. POLSKA POD TYM WZGLĘDEM TO ŚREDNIOWIECZE...

              >
              > Dziś przerodziło się to w ilość. Otwiera się dużo prywatnych
              > szkółek, gdzie często nie trzeba robić kompletnie nic (poza
              > płaceniem czesnego). Publiczne uczelnie chcą jednak kształcić jakąś
              > liczbę kandydatów, także muszą obniżąć poziom by wygrać z owymi
              > szkółkami.
              >
              > A co do pracy to i tak dyplom niekoniecznie się liczy. Dużo bardziej
              > doświadczenie, cechy charakteru, interpersonalne itd. których
              > kandydatom "mamusiek" brakuje, toteż najlepszy dyplom im nic nie da.


              TU AKURAT SIĘ ZGADZAM.
    • fufunia81 Student za maminą spódnicą 15.07.10, 08:05
      nie rozumiem jak to sobie Ci rodzice wyobrażają: teraz załatwiają za nich
      podstawowe sprawy, a za trzy miesiące zostawią ich samych w akademiku i ma być
      ok? oj, słabo to widzę...
      • madiba Re: Student za maminą spódnicą 15.07.10, 09:39
        a juz tam zostawią; mama przeprowadzi sie do akademika razem z
        dzieckiem;)
        • Gość: pawko Re: Student za maminą spódnicą IP: *.ds10.agh.edu.pl 17.07.10, 16:02
          Ty się nie śmiej, znam taki przypadek :D
        • alienka20 Re: Student za maminą spódnicą 19.07.10, 18:50
          Swego czasu miałam wrażenie, że moi rodzice to zrobią, ale im głowę zmyłam i
          zakazałam traktowania mnie jak debila. Przeszło im dopiero jak się
          przeprowadziłam dużo dalej niż uczelnia macierzysta się znajdowała. Poradziłam
          sobie sama doskonale i nikogo nie potrzebowałam za pośrednika.
      • cehaem Re: Student za maminą spódnicą 17.07.10, 19:02
        > nie rozumiem jak to sobie Ci rodzice wyobrażają: teraz załatwiają za nich
        > podstawowe sprawy, a za trzy miesiące zostawią ich samych w akademiku i ma być
        > ok? oj, słabo to widzę...

        Rodzice czesto musza zalatwiac sprawy za swe studiujace dzieci rowniez z uwagi
        na chamskie zachowania nektorych pan dziun z dziekanatu.
    • Gość: maxmex Re: Student za maminą spódnicą IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.07.10, 09:37
      wreszcie mogę pojechać słabym studenciakom którzy zaciągają wszystko z neta jak się da ja mam podstawówkę ale wiedzy 100 razy więcej
    • Gość: józek Re: Student za maminą spódnicą IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 15.07.10, 09:56
      Ale słowa o przyjmowaniu "całych pielgrzymek rodzinnych" o tym nie
      świadczą. Często "dziecko" jest z rodzicem, bo przecież np. musi się
      gdzieś podpisać.

      To kuriozum naprawdę jest widoczne, np. gdy zaczynałem studia, pewna
      mama zrobiła awanturę w komisji rekrutacyjnej, że jak mogli nie
      przyjąć jej dziecka skoro ono jest takie wspaniałe.


      Cóż... szkoła wyższa zaczyna przypominać poziomem gimnazjum... i
      widzę, że każda strona tego oczekuje.

      Ja takiego "studenta" bym nie przyjął poprostu z racji
      niedojrzałości.
      • Gość: pracownik uczelni Re: Student za maminą spódnicą IP: *.internetdsl.tpnet.pl 18.07.10, 10:23
        skladajac dokumenty na studia kandydat jest pelnoletni i podpis rodzica nie jest
        nigdzie potrzebny. Ma swoj wlasny dowod osobisty i swiadectwo DOJRZALOSCI...
        osobiscie nie wyobrazam sobie, zebym ja te 'kilka' lat temu miala przyjsc z
        rodzicami na uczelnie... moja mama ledwo wiedziala, gdzie sie znajduje moj
        wydzial. I musialam sobie radzic. Dziekuje rodzicom za to, ze mnie tak nie
        ubezwlasnowolnili.
    • Gość: kerio Jakie uczelnie tacy studenci. W światowym rankingu IP: 78.8.136.* 15.07.10, 10:38
      polska duma i chwała - UJ - jest w piątej setce. To co się dziwić? Przypuszczam,
      że w wielu szkołach średnich w USA czy Wielkiej Brytanii jest wyższy poziom niż
      na UJ.
      Jak ktoś chce sobie zobaczyć światowe rankingi, to może sprawdzić je tutaj:
      kopalniawiedzy.pl/uczelnia-zestawienie-ranking-ARWU-THE-QS-Harvard-University-University-of-Cambridge-USA-Wielka-Brytania-Polska-Uniwersytet-Jagiellonski-9000.html
    • purpleeyes Student za maminą spódnicą 15.07.10, 11:44
      to wcale nie jest nic nowego, chyba raczej dotyczy rodziców którzy sami nie
      mają wyższego wykształcenia i traktują to jak wrota do sezamu. Jak ja
      studiowałam to studenci często zwracali się do rodziców żeby załatwili im np.
      zwolnienia lekarskie żeby nie mieli przypadkiem za dużo egzaminów w jednym
      terminie.
      • Gość: gacek47 Re: Student za maminą spódnicą IP: *.chello.pl 17.07.10, 18:56
        czy purpleeyses znaczy fioletowooki(a)?!
      • Gość: roman Re: Student za maminą spódnicą IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.07.10, 00:04
        ortografia śle ukłony
    • teyoo Student za maminą spódnicą 15.07.10, 11:53
      Dziwne. Mnie do głowy by nie przyszło, że ktoś dorosły może wysługiwać się rodzicami przy załatwianiu spraw na studiach. Ja nawet bym nie chciała, żeby matka latał po dziekanatach i dowiadywała się o moje oceny ;) To raczej mało pożądane. Im rodzic wie mniej, tym lepiej.
      A tu ktoś dobrowolnie 'ustępuje pola'? Osłupiałam..
      • bussie Re: Student za maminą spódnicą 15.07.10, 13:02
        moi rodzice nawet nie wiedzieli, gdzie jest mój instytut. a teraz codziennie mam
        przed sobą dziecko i jego rzecznika - rodzica. czasem po chamsku tych rodziców
        olewam. dorosły powinien sam zajmować się swoimi sprawami.
        • Gość: heniek Re: Student za maminą spódnicą IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 17.07.10, 10:56
          I dobrze, że olewasz, bo zdaje się, nie masz prawa udzielać osobom
          trzecim informacji o przebiegu studiów danego studenta.
    • olkowo Student za maminą spódnicą 15.07.10, 11:54
      Sama obserwuję zjawisko nie radzenia sobie młodych ludzi z przerażeniem. A to,
      co wyprawiają rodzice tych młodych ludzi - woła o pomstę do nieba. Pracuję w
      bibliotece, gdzie mamusie przychodzą wypożyczyć za swoje dziecko lekturę,
      szukają materiałów do prezentacji maturalnej itd. Taki młody człowiek nawet,
      jak się sam pofatyguje - potrafi zwykle podsunąć pod nos pracownikowi kartkę z
      pozycjami lub tematami, zero samodzielności, chęci, żeby się trochę wysilić,
      samemu coś zrobić. Tak zwane pokolenie google, wklikasz i samo się wszystko
      zrobi. Myślę, że gdy trzeba wyjść zza komputera i zmierzyć się z czymś (np.
      rekrutacją na studia), wtedy rodzą się problemy. Bo prawdziwe życie jest w realu!
      • sselrats Re: Student za maminą spódnicą 18.07.10, 08:40
        Ja natomast obserwuje zjawisko nieradzenia sobie z pisaniem "nie"
        razem i oddzielnie, rowniez wsrod absolwentow studiow. Nie pomogly.
    • uzzak Re: Student za maminą spódnicą 15.07.10, 12:01
      O właśnie - albo są drużynowymi i prowadzą obozy harcerskie, a
      sytemy internetowe wariują i stąd interwencje rodziców
    • Gość: Kosik Student za maminą spódnicą IP: *.cmbg.cable.ntl.com 15.07.10, 13:02
      Chociaz tez tego procederu nie lubie, to nie zgadam sie ze to kwestia
      tylko nadopiekunczosci rodzicow. Sam przezylem polski system
      edukacyjny i uwazam ze glownym problemem jest brak szacunku insytucji
      i urzednikow - sekretarek, dziekanow itp do mlodych ludzi. Ile to
      razu spotkalem sie z chamskimi odzywkami, lekcewazeniem, brakiem
      informacji ("Student nie wie??? student sie dowie!!!
      wynocha!!!"...itp) Pani sekretarka w dziekanacie ladniej sie jednak
      odezwie do osoby starszej (okolo 50tki), nigdy nie wie czy to ktos
      wazny czy nie??? A mlody...kim on moze byc, co mi moze zrobic! Prawda
      ze to nasze polskie myslenie? Niestety to poklosie naszej kultury,
      szacunku tylko do starszych! Mlodzi nie maja pelnych praw!
      • Gość: marle Re: Student za maminą spódnicą IP: 78.133.196.* 15.07.10, 14:14
        niestety zgadzam się z tobą, sama jestem studentką i nie tylko na uczelni, ale i
        w urzędach, instytucjach, czasem nawet w zwykłych sklepach widać różnicę w
        traktowaniu młodych osób i tych trochę starszych.
        • Gość: gość Re: Student za maminą spódnicą IP: *.4web.pl 15.07.10, 14:50
          Studiowałam i nadal studiuję na kilku uczelniach, moi rodzice nidgy w nich nawet nie byli i pewnie nie wiedzą gdzie one dokładnie są, w dodatku to nie prawda, że panioe w dziekanatach są niemiłe, w moich (uczelnie państwowe i prywatne) kobitki z dziekanatu są bardzo uprzejme i pomocne, więc przestańcie narzekać, że tak jest wszędzie, bo nie jest.
          BTW dla mnie wstydem byłoby wysłanie mamy czy taty na uczelnię...
          • Gość: Kosik Re: Student za maminą spódnicą IP: *.cmbg.cable.ntl.com 15.07.10, 15:01
            Ja nie twierdze ze tak jest wszedzie i zawsze, ale jest to czeste
            niestety. Mi tez udalo sie przejsc studia i caly system bez wysylania
            mamy do dziekanatow czy nauczycieli ale jednak upokorzenie i chamstwo
            sekretarek nie jest mi obce. Co nie znaczy ze nie spotkalem pomocnych
            pan w dziekanacie, czy w urzedach. Tacy tez sie zdarzaja, szkoda tylko
            ze to nie norma w PL. Norma niestety jest niegrzecznosc. W tym
            wzgledzie mamy troche do nadrobienia do zachodu, gdzie bycie grzecznym
            i milym zwlaszcza w uslugach (publicznych rowniez) jest norma.
            • Gość: mam studenta Re: Student za maminą spódnicą IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.07.10, 11:16
              Ze wstydem przyznaję się, że gdy mój syn zdawał egzamin na uczelnię artystyczną
              błagałam go, by mi pozwolił być przy nim podczas egzaminów. Syn stanowczo się
              sprzeciwił i kategorycznie zabronił mi przyjazdu, bycia z nim i zawracania
              głowy. Mój jedynak poradził sobie sam ze wszystkim: z egzaminami, wszystkimi
              formalnościami, znalezieniem stancji i znalezieniem wakacyjnej pracy. Z małego
              miasteczka do dużego miasta. Skok na głęboką wodę! Ja byłam przerażona a on
              przeszczęśliwy, że się ode mnie uwolnił, że studiuje to o czym marzył. Nauczył
              się gotować, sprzątać, zarządzać finansami.

              Doskonale rozumiem nadopiekuńczych rodziców- sama taka jestem, jednak dużo
              zależy też od samego młodego człowieka. Mój syn jest samodzielny, czwarty rok
              już studiuje a moje serce krwawi bo tak rzadko przyjeżdża. Jednocześnie jestem
              dumna z niego jak paw!
              • gulcia77 Re: Student za maminą spódnicą 17.07.10, 11:59
                Boszszsz!!!! Twój syn NA STUDIACH nauczył się gotować i sprzątać?!
                Niestety nie jesteś jedyną taką mamuśką! I to jest dramat i tragedia!
                Ale wiesz, kiedy to wychodzi najbardziej? Jak taka sierotka i
                nieudacznik idzie do pracy. W gębie mocny i pyskaty, ale pracować nie
                umie, nie chce mu się i zdziwiony, że ktoś ma do niego o to
                pretensje.
                Ciesz się, ze Twoje dziecko nie pozwoliło się własnej matce
                zniszczyć.
                Moja mama była na mojej uczelni jeden, jedyny raz. Jak za stypendium
                postanowiłam jej zrobić prezent i kupić świetną szmaragdową kieckę.
                Czekała na mnie w palarni, bo ja miałam egzamin.
        • Gość: pracownik uczelni Re: Student za maminą spódnicą IP: *.internetdsl.tpnet.pl 18.07.10, 10:34
          ok, czasem przeginaja, ale uwierz mi, na dobre Ci to wyjdzie. W zyciu nikt Cie
          nie bedzie caly czas chwalil i glaskal po glowie... jak sie kilka razy wejdzie
          do dziekanatu pytajac o cos, mimo ze ta informacja wisi na tablicy ogloszen i
          sie dostanie taka riposte, to sie troche spokornieje. Jezeli na drzwiach od
          dziekanatu od zawsze wisi karta ze w jakis dzien jest on nieczynny dla
          studentow, bo praca wlasna, to nie znaczy ze tam w srodku siedza panie z nogami
          na stole i popijaja drinki z palemka, tylko maja jeden dzien na to, zeby
          wszystko ogarnac nie przerywajac sobie pracy. A jak wchodzi do pokoju setny
          student tego dnia i mowi "wiem, ze zamkniete, ale ja tylko..." to sie nie dziw
          ze sie wkurzaja... to nie jest latwa praca (wiem, bo sama pracuje w
          dziekanacie). Wszystkie istotne informacje zwykle sa udostepniane studentom -
          albo na tablicach ogloszen, albo przez jakies tam maile czy wirtualny
          dziekanat... Ja w czasie studiow w dziekanacie bylam 2 razy w semestrze - zeby
          pobrac i oddac indeks w okolicach sesji.
      • Gość: ona Re: Student za maminą spódnicą IP: *.toya.net.pl 17.07.10, 11:37
        Oczywiście, że tak może być. Mało razy byłam świadkiem, jak pani w dziekanacie ze skwaszoną miną coś odburkiwała zdezorientowanemu pierwszakowi? I odchodził skołowany - założę się, że nic nie załatwiwszy.

        Niedawno pani z dziekanatu odesłała mnie, każąć przyjechać specjalnie za kilka dni, bo ponoć dopiero wtedy będzie mogła załatwić to, co powinna zrobić. (Oczywiście wszystko z wielką łaską i po moich usilnych namowach). Przyjechałam, a pani nie ma. Zajmują się mną więc jej koleżanki. I co się okazuje? Przyjechałam po to, żeby wypełnić druczek, który stał sobie cały czas w segregatorze na półce. Tak się załatwia sprawy ze studentami na państwowych uczelniach. Bo co ja jej mogę? Nafikać chyba.
        • Gość: gość Re: Student za maminą spódnicą IP: 213.25.205.* 17.07.10, 14:18
          Ponieważ miałam kiedyś praktyki w dziekanacie, mogę przedstawić punkt widzenia
          drugiej strony. Nie zawsze wszystko jest winą pań, które tam pracują. Zdarza
          się, że jest to kilka osób do obsługi setek studentów, którzy często nie
          potrafią samodzielnie zrobić nawet prostej rzeczy - oto przykład z życia:
          poproszony o napisanie podania student najpierw długo wpatrywał się w pustą
          kartkę. Następnie po litościwej pomocy z strony pani sekretarki, która
          postanowiła mu podyktować co ma napisać zostawił takie coś:

          Podanie. Do Dziekana Kowalskiego. Proszę o ...
          (wszystko w jednej linijce, od górnego lewego rogu)
    • Gość: triss Student za maminą spódnicą IP: *.kalisz.mm.pl 17.07.10, 11:15
      Przynajmniej nie jestem sama. Rozumiem te "dzieci" mam już 25 lat i też się
      chowam za maminą spódnicą gdy tylko mogę, jestem chorobliwie nieśmiała i na
      myśl o telefonie do urzędu zaczynam trząść się ze strachu jak osika. Od trzech
      lat leczę depresję spowodowaną tą nieśmiałością. Walczę z tym, powoli
      przełamuję się, ale to nie jest łatwe. Takie są skutki wychowywania pod
      kloszem:/ Czy jestem debilką? Nie wiem, życiowym nieudacznikiem na pewno.
      • Gość: tomek Re: Student za maminą spódnicą IP: *.ssp.dialog.net.pl 17.07.10, 11:50
        Nie martw się triss, ten artykuł nie jest o tobie. Osób chorobliwie nieśmiałych
        jest trochę na świecie ale nie jest to to samo, co wyuczona niezaradność. Ja mam
        28, też mam problemy z relacjami społecznymi. Najważniejse, żebś nie obwiniała
        siebie bo to nie twoja wina. Ważne żeby znaleźć sobie jakiś cel w życiu, któy
        pozwoli zapomnieć o paraliżującym lęku spowodowanym relacjami międzyludzkimi.
        Takie zaburzenia nazywają się fobią społeczną i raczej trudno je leczyć. pzdr
        • gulcia77 Re: Student za maminą spódnicą 17.07.10, 12:03
          Tylko, ze to wszystko w większości wypadków wynika tylko i wyłącznie z
          błędów wychowawczych waszych rodziców. Smutne, ale prawdziwe.
          Na głównej jest wątek z forum, dotyczący wieku, w którym wyprowadza się
          dzieci na samodzielność. Niektóre wypowiedzi wołają o pomstę do nieba.
          Weźcie się dziewczyny w garść, bo przerażająca prawda jest taka, że
          nikt wam nie pomoże. A przede wszystkim wyprowadźcie się z domu i
          ograniczcie kontakty z rodzicami do minimum. W przeciwnym wypadku
          będzie coraz gorzej.
          • Gość: tomek Re: Student za maminą spódnicą IP: *.ssp.dialog.net.pl 17.07.10, 12:59
            Problem polega też na tym, że osoby o "normalnej osobowości" nie mają pojęcia
            jak przerażające dla fobików jest wyjście z domu. Bardzo łatwo jest mówić -
            wyprowadź się, znajdź sobie pracę, dziewczynę, wyjedź za granice. W sytuacji,
            gdy ktoś ma problem, żeby sobie kupić bułkę w spożywczym za rogiem bo fobia go
            dławi, mówienie takich rzeczy budzi tylko frustracje i wpędza w depresję. Mi
            mimo wielkiej fobii społecznej udało się skończyć studia, ciężki kurs
            podyplomowy i założyć firmę. Mimo tego, że mam wykształcenie, kilkuletnie
            doświadczenie w pracy i chęć do robienia tego czego się uczyłem (kocham to) nie
            mogę tego robić. Fobia mnie zabija, po prostu nie mogę wyjść z domu. Zanim
            ktokolwiek nazwie tych startujących studentów maminsynkami, trzymanymi pod
            kloszem itd. niech się zastanowi dwa razy. To jest zwykła choroba jak każda inna
            i cieszcie się, że nie dotknęła was. pzdr
            • gulcia77 Re: Student za maminą spódnicą 17.07.10, 15:38
              Baaa, tylko Ciekawe dlaczego jest tych nieszczęśników coraz więcej. I
              ja nie mówię tu o chorobie, jak w Twoim przypadku (choć z drugiej
              strony - analizowałeś kiedyś z pomocą jakiegoś profesjonalisty skąd
              Ci się to wzięło?). Ja mówię o tabunach ograniczonych kretynów,
              którzy nadają się do kopania rowów, a nie na studia, a którym
              popierdzieleni rodzice powtarzają jaki to świat jest be, a jaki on
              jest cacy.
              Ja takiego jednego mądralę po logistyce przyjęłam kiedyś do pracy.
              Miał umowę podpisaną na miesiąc, po dwóch tygodniach poprosiłam, żeby
              nie przychodził więcej, zapłaciłam za cały miesiąc i odetchnęłam z
              ulgą... na dwa dni, po których wpadła jego rozjuszona mamuśka i
              zaczęła się awanturować, jak ja śmiałam zwolnić jej synusia.
      • Gość: kr Re: Student za maminą spódnicą IP: *.internetdsl.tpnet.pl 17.07.10, 11:57
        Twój przypadek nie tworzy społeczności. Nie sądzisz chyba, że każdy opisany w artykule osobnik cierpi na chorobliwą nieśmiałość.
        U mnie w firmie przychodzą często, zwłaszcza teraz, w lecie, studenci chętni do odbycia praktyk. Szczerze mówiąc, na pierwszy rzut oka na podanie wiem, czy student się do czegoś nada czy nie. Zasadą jest, że studenci uniwersytetu i akademii ekonomicznej (obecnie również uniwersytetu e.) będą się chcieli czegoś nauczyć, będą dociekać, zadawać pytania. Studenci uczelni prywatnych przychodzą, bo muszą i co dzień czekają tylko godz. 15, żeby zniknąć za drzwiami. Rekordem są studenci jednej z prywatnych "uczelni" sieciowych - przychodzenie z rodzicem, żeby zapisać się na praktyki to norma. Wiedza: 0, chęć do zyskania wiedzy: 0, umiejętności: 0 (normą jest uczenie studenta, gdzie na kopercie przykleja się znaczek, gdzie etykietę adresową, a gdzie znaczek priorytet). Wiem, że to uogólnienie, ale taka jest statystyka, obserwacja... Jestem daleki od biadolenia - "a za moich czasów" - bo sądzę, że ta młodzież umiejętności społeczne będzie musiała w końcu nabyć. Wygląda to raczej jak przeciągnięty okres dzieciństwa.
        • gulcia77 Re: Student za maminą spódnicą 17.07.10, 12:06
          Zgadzam się w pełni. Od kiedy wybiłam się na samodzielność i sama
          przyjmuję ludzi do pracy, stwierdzam z przerażeniem, że większość
          młodych ludzi nie chce i nie umie pracować. Natomiast ich oczekiwania
          są niebotyczne. Ostatnio zaczęłam niestety robić selekcję na tych
          sprzed czasów gimnazjum i po. Jeśli widzę w CV rocznik świadczący o
          zdobywaniu edukacji w nowym systemie - od razu odkładam do wyrzucenia.
        • Gość: m Re: Student za maminą spódnicą IP: 89.7.33.* 17.07.10, 17:19
          A propos pisania listow: Mamy praktykantke, a raczej mielismy, bo nam w tym
          tygodniu podziekowala, twierdzac,ze nic sie u nas nie nauczy. Poszlo wlasnie, a
          raczej zaczelo sie od pisania listow. Dziewczyna po filologii polskiej, tworzy
          wlasna firme, szkole jezykowa, i jedno z pierwszych zadan u nas bylo napisanie
          listu formalnego. Maz usiadl z nia i jej tlumaczy, jak sie takie listy pisze ze
          strony formalnej, na jakiej wysokosci i po ktorej stronie wpisac adres, tak by
          np. moc wysylac list w kopercie z okienkiem, itd. Bardzo przydatne rzeczy,
          niesamowicie ulatwiajace prace. Mozna sie nauczyc w 5 minut. No ale to bylo zbyt
          idiotyczne dla niej. Niezadowolona, bo przeciez mozna szablony listow uzywac.
          Wszystkim dookola poopowiadala, jakich glupot od niej wymagamy...
          Ja nie mowie, ze nie mozna uzywac szablonow, ale po to sie odbywa praktyki, by
          wlasnie uczyc sie nawet takich rzeczy. My jej tylko pokazujemy, w jaki sposob my
          pracujemy. Potem moze zadecydowac, czy jej sie to przyda czy nie. Ale od razu
          byc na nie. Nie rozumiem.
      • Gość: puolalainen Re: Student za maminą spódnicą IP: *.catv.broadband.hu 17.07.10, 14:45
        "Czy jestem debilką? Nie wiem, życiowym nieudacznikiem na pewno. "

        Czesc. Ano jestes. A wiesz dlaczego?

        BO CODZIENNIE TAK WYBIERASZ!!!

        W kazdej sytuacji spolecznej masz dwie opcje:
        1. Latwa - uciec.
        2. Cholernie trudna - wejsc w ta sytuacje, zaakceptowac te obrzydliwe fale leku
        przechodzace przez twoj umysl, przezyc je i mimo nich zrobic co masz do zrobienia.

        I to ze jedna jest latwa a druga trudna, nie zmienia faktu, ze jestes wolnym
        czlowiekiem, ktory ma wybor. Twoje zycie jest w twoich rekach. Za kazdym razem
        kiedy wybierasz opcje 1 wyrzucasz jego kawalek do smieci. W ten sposob mozesz
        wyrzucic je tak cale - az do smierci. Nikt cie po kilku latach nie bedzie pamietal.

        Za kazdym razem kiedy wybierasz opcje 2, decydujesz sie przezyc ta fale
        paskudnych uczuc, ktore przez ciebie przechodza, wygrywasz. Zyskujesz
        satysfakcje, ze pokonalas siebie. I ulge, ze nic sie zlego nie stalo. Niektorzy
        wtedy rozpamietuja wszystko co zrobili nie tak itp, chociaz to niepotrzebne.
        Wazne ze probujesz, i ze zdobywasz skille spoleczne.

        > Od trzech
        > lat leczę depresję
        to cos do d..y ja leczysz, skoro 3 lata twojego prawdopodobnie jedynego zycia
        poszly do piachu, a postepy marne.

        Niestety wielu psychologow i psychiatrow stwierdza, ze masz takie i takie
        schorzenie, i ze leczenie musi zawsze isc bardzo powoli. G....prawda. Czesto
        sami mimo swoich dyplomow nie maja odwagi rozwiazac wlasnych problemow
        zyciowych, i wmawiaja innym, ze tak musi byc (sa wyjatki oczywiscie). Popatrz w
        oczy swojego terapeuty - czy widzisz w nich autentyczne, spontaniczne, trwale
        szczescie i spokoj? bo jesli siedzi i slucha cie ze skwaszona mina myslac o
        czyms innym to zwiewaj od niego jak najdalej, nie pomogl sobie to i tobie nie
        pomoze. Poki co widze, ze jedyne czego cie nauczyl, to zaslaniac sie nazwa
        choroby, i usprawiedliwiac nia swoje tchorzostwo. "Mam depresje i juz". Slepa
        uliczka.

        Szczescie nalezy do odwaznych. Wylacznie do nich.

        Odwage mozesz zdobyc w ten sposob, ze swiadomie wchodzisz w sytuacje, ktorych
        sie potwornie boisz. Swiadomie i z akceptacja faktu, ze moze sie udac albo nie.
        Bo nikt nie jest doskonaly. I nawet z akceptacja tego, ze ludzie beda sie
        dziwnie patrzec na to jak sie krepujesz. To ich sprawa, jesli cie nie rozumieja,
        masz prawo miec to w zadku.

        Pozdrawiam.

        PS, jak chcesz cos wiecej popisac, to: fiodor44(at)gazeta.pl
        chyba ze sie nie odwazysz. to sobie wegetuj zamiast zyc. to wylacznie twoja sprawa.

        • Gość: 123 Re: Student za maminą spódnicą IP: *.home.aster.pl 17.07.10, 16:58
          a ty co? buddysta lub inny orientalny? ;-)
          • Gość: buddystka Re: Student za maminą spódnicą IP: *.telpol.net.pl 18.07.10, 10:05
            Buddystą na pewno nie jest, Buddyści praktykują współczucie, a nie mówienie "weź się w garść" do kogoś z depresją. W każdym, nawet podrzędnym, podręczniku do psychoterapii wyjaśniają dlaczego "weź się w garść" nie ma prawa zadziałać.
            Pozdrawiam i życzę zdrowia
      • Gość: pracownik uczelni Re: Student za maminą spódnicą IP: *.internetdsl.tpnet.pl 18.07.10, 10:37
        Wspolczuje, ale nie sugerujesz chyba, ze polowa Twoich rowiesnikow leczy
        depresje i chorobliwa niesmialosc...?
    • misself Re: Student za maminą spódnicą 17.07.10, 12:15
      Gość portalu: taka_jedna napisał(a):

      > bzdura zupełna. Pani Alicji nie przyszło do głowy, że może niektórzy uczniowie
      > wyjechali po maturze np. do pracy za granicę i zwyczajnie nie ma ich w Polsce?

      Na Grenlandię, odcięci od telefonu i internetu...

      Student - to dorosły człowiek. Sam powinien się zajmować swoimi sprawami.
      Żałosne jest to chowanie młodych ludzi pod kloszem. Moim Rodzicom by do głowy
      nie przyszło, żeby za mnie dzwonić na uczelnię czy tam jechać, to śmieszne.
      • Gość: r2d2 Re: Student za maminą spódnicą IP: *.icpnet.pl 17.07.10, 12:35
        słuchaj mądralo, jak mój syn pracował w USA, to mu pani z dziekanatu powiedziała, że ma "osobiście zjawic się w dziekanacie celem zlożenia podpisu" i rzuciała słuchawką. Niczego syn ze Stanów niemógl załatwić z nikim, bo albo nie podnosili sluchawki, albo pani dziekan była na urlopie, albo 100000 innych powodow. Ma być osobiście i już!
        No to sie wybrałem do tego dziekanatu i poczekałem na panią dziekan i w krótkich żolnierskich slowach wyjaśnilem, gdzie sobie może wsadzić takie żądania wobec syna.
        Gdyby głupota miala skrzydła to te panienki z dziekanatów fruwalyby jak gołębice...
        • Gość: józek Re: Student za maminą spódnicą IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 17.07.10, 13:16
          Wow... to co to za uczelnia, że przyjęła kogoś na studia bez jego
          zjawienia się w dziekanacie! Dowód osobisty i paszport też
          załatwiałeś bez obecności synka? Podaj nazwiska kto na to pozwolił
          bo to gruba afera i żadne pyskówki tatuśka nie powinny mieć wpływu
          na pewne formalności. Ktoś kto idzie na studia musi liczyć się z
          tym, że rekrutacji nie załatwia się zdalnie i akurat tego roku
          powinien odmówić sobie wyjazdu. Studia nie są obowiązkowe! Ma
          ważniejsze sprawy niż swoja edukacja, to jego sprawa.
          • Gość: r2d2 Re: Student za maminą spódnicą IP: *.icpnet.pl 17.07.10, 13:45
            a gdzie napisałem, że o przyjęcie na studia chodziło???
            czytaj ze zrozumieniem, chłopie, bo cały ten twój tekst jest funta klaków nie wart.
            A tak na marginesie, józku, czy jak w czasie składania papierów na uczelnie ulegniesz wypadkowi i leżysz w szpitalu, to masz w piżamie i pod kroplówką - byle osobiście - pojawić się w dziekanacie?
            Sie stuknij w główkę, zanim zaczniesz pyskować, mądralo.
            • Gość: mm Re: Student za maminą spódnicą IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 17.07.10, 14:58
              Ciekawe, czy załatwiając sprawy urzędowe, też byś tak pierdział rozumem.
              • Gość: r2d2 Re: Student za maminą spódnicą IP: *.icpnet.pl 17.07.10, 15:35
                ooo, dyskusję sprowadziłeś do właściwego sobie poziomu: szamba...
            • gulcia77 Re: Student za maminą spódnicą 17.07.10, 15:43
              r2d2, nie ma obowiązku studiowania póki co! Zachciało się jechać do
              USA, to się nie załatwiło spraw w dziekanacie. Proste jak budowa cepa.
              Zachciało mi się kontraktu na przewóz ciastek - przeszły mi koło nosa
              sprawy związane z Litwą. Tyle. W życiu trzeba wybierać, więc się
              szalony ojczulku nie oburzaj.
    • Gość: bambi7 Re: Student za maminą spódnicą IP: *.internetia.net.pl 17.07.10, 13:39
      ja bym raczej stawiał na to że jednak nie wyjechali, bo większość ludzi idzie na
      kurs wyrównujący z matmy/fizy/chemii (w przypadku przyszłych studentów polibud)
    • fikumikum Student za maminą spódnicą 17.07.10, 13:55
      Nie zgadzam się z tym! Sama teraz przechodzę rekrutację na studia i wiem jacy
      rodzice mogą być, pytają się pięćdziesiąt razy o to samo, albo o jakieś
      pierdoły, które już dawno załatwiłam, nie dziwię się, że niektórzy mogą
      zgłupieć i po prostu nie wyrobić nerwowo! Całe szczęście, że moi nie
      wydzwaniają tam, za to ja często...;]
      pochwalę się... dostałam się wszędzie gdzie składałam podania;]
      • Gość: sabriel Re: Student za maminą spódnicą IP: *.chello.pl 17.07.10, 15:50
        Dla mnie to brzmi jak jakiś horror. To ja do liceum papiery składałam sama, sama
        poszłam na egzamin i na ogłoszenie wyników.Moi rodzice oczywiście pytali,ale
        nikt za mnie niczego nie załatwiał i w niczym nie wyręczał.
        O studiach nawet nie wspomnę, bo wydaje mi się to wręcz oczywiste,że przyszły
        student sam powinien umieć złożyć papiery na uczelnię,a nie ciągnąć ze sobą
        mamusię,tatę,babcię, dziadka itd.Przecież to dowód na to,że ci ludzie są
        niedojrzali i niesamodzielni.Tłumaczenia w stylu " bo pani w dziekanacie jest
        niemiła to mamusia załatwi coś za synka lub córeczkę" brzmią śmiesznie.Jeszcze
        nie raz w życiu dorosłym taki student spotka się z nieżyczliwością przy okazji
        załatwiania różnych spraw urzędowych i będzie musiał sobie z tym poradzić.Im
        szybciej się tego nauczy tym lepiej dla niego.
    • Gość: bana Student za maminą spódnicą IP: *.aster.pl 17.07.10, 15:33
      Hm. Studiuję dziennie z osobami młodszymi ode mnie o około 5-6 lat,
      oni nowa matura, ja jeszcze stara. Nie widzę, żeby byli jacyś
      szczególnie niezaradni, ba - są zaradniejsi ode mnie, bo ja nie
      skończę swoich studiów w "przepisowym" wieku 24-25 lat, a oni
      owszem, przynajmniej większość z nich. Informacjami na temat
      formalności, pracy dziekanatu, etc. wymieniamy się po równo (choć
      często są to sprzeczne informacje, w zależności od tego, której pani
      z dziekanatu się spytać). Sporo z tych nowych maturzystów studiuje
      po dwa kierunki, dorabia, itp. I sądzę, że tak jak ja nie załatwiam
      swoich spraw przez matkę/ojca, oni też nie.
    • Gość: m Student za maminą spódnicą IP: 89.7.33.* 17.07.10, 16:04
      Z roku na rok jest coraz gorzej. Pracuje w firmie posredniczacej w wyjazdach
      jezykowych za granice. Wiekszosc szkol oferuje kursy dla doroslych i tylko
      czesc dla dzieci i mlodziezy. Czesto mamy telefon od rodzica, zwykle mamy,
      mowiacej nam, ze chce wyslac dziecko za granice na kurs np. jezyka
      niemieckiego do Hamburga. Mowie jej wiec, ze w Hamburgu niestety nie mamy
      kursow dla dzieci, minimalny wiek to 16 lat i pytam sie ile lat ma jej
      dziecko. W 90% przypadkow odpowiedz brzmi, troche starsze: 23, 25...
    • Gość: ash84 Re: Student za maminą spódnicą IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.07.10, 17:24
      heh, w Instytucie Historii UW tak nie ma :) wystarczy, ze delikwent
      przyjdzie raz - pani Ela już wszystko z nim załatwi :D później nawet
      nie pomyśli o tym , żeby poprosić mamusię :D
      pamiętam, jak sama się rekrutowałam - w czasie 5 czy 10 minut
      rozmowy odebrała chyba 15 telefonów od mamuś - odp. brzmiała: nie
      udzielamy informacji rodzicom, kandydat ma zadzwonić albo pojawić
      się osobiście :)- i to jest odpowiednia reakcja :D
    • Gość: bolbol Re: Student za maminą spódnicą IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.07.10, 18:55
      a czytać potrafisz?
      jest napisane, ze często mamusia nawija do słuchawki a synek
      podpowiada obok.

      To jest masakra!

      Moja mama wpływ na moją rekrutacje miała taki, że:
      1) odebrała moje świadectwo maturalne bo w wyznaczonych przez szkołę
      godzinach chodziłam na dodatkowy kurs organizowany przez uczelnię
      (przed rekrutacja)
      2) gdy się rekrutowałam na 1 kierunek moja mama była nad morzem.
      Okazało się, że jest tam z pracownicą sekretariatu na danym wydziale.
      Zanim dojechałam zobaczyć listy mama zadzwoniła do mnie z informacją
      jaki był próg -> wiedziałam, ze się dostałam:)

      Ale teraz to masakra.
      Jak ja widzę co te dzieciaki wypisują na forum mojej uczelni to głowa
      boli...
    • Gość: Off Żenada... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.07.10, 19:13
      Jestem w tej chwili na trzecim roku studiów. Już załatwiając sobie gimnazjum wszystko załatwiałem sam, korzystając z pomocy rodziców tylko wtedy, gdy było to niezbędne.
    • Gość: WW Student za maminą spódnicą IP: *.centertel.pl 17.07.10, 19:49
      hehe... ja na trzecim roku dowiedziałam się, że mój tato dostał reprymendę od
      pani w dziekanacie, bo zadzwonił z pytaniem, czy się dostałam... sprawa była o
      tyle zabawna, że - przez 4 lata w ogólniaku wynajmowałam z koleżankami
      mieszkanie (tak, wracałam na weekendy, tak - zabierałam wałówkę, tak - miałam
      na początku 14 lat) po maturze wyjechałam do stolicy, bo brat był przez
      miesiąc w szpitalu i lepiej żeby ktoś był na miejscu. W dniu wyników -
      ja:"tato, zadzwonię", niepotrzebnie - ja mam nr. (dokumenty były wysyłane
      pocztą, a nr potrzebny do potwierdzenia"; ja - szybka kalkulacje - mam POPa i
      20 zł na koncie-"ok" Co, jak co, ale wtedy byłam bardziej samodzielna niż
      niejedna moja koleżanka, czy kolega.
      Czasem obecność rodzica - oznacza tyle, że tak, jak ja pochodzi się z małego
      miasta i chce się połazić po sklepach lub (miałam koleżankę, która była ze
      Śląska Dolnego i studiowała nad morzem) jest po prostu daleko i głupio tak na
      2-3 dni wysyłać same dziecko - bo żadna koleżanka się na tę uczelnię nie
      wybiera. Lepiej jechać z kimś. Lepiej wygląda, jeśli, to kolega, a jeśli
      rodzic? co komu to do tego? chyba, że rodzic jest natrętny, dziecko ciche
      niczym mysz pod miotłą i nic go nie interesuje.
      Przypadki są różne, więc lepiej nie wkładać wszystkich do jednego worka.
    • djwiszkiel Student za maminą spódnicą 17.07.10, 20:57
      Tak już jest, że dzisiejsza młodzież jest często niesamodzielna. I tę niesamodzielność wykształcają przede wszystkim rodzice. Chcą ochronić dziecko przed światem, przed ludźmi. Chcą im pomóc w życiu. Nie pozwalają im popełniać błędów. A to niestety jest błąd. Należy uczyć młodzież samodzielności od najmłodszych lat. A samodzielność wiąże się z odpowiedzialnością. Najlepiej jest jednak uczyć się na własnych błędach. Młodzież, która pozostawiona sama, musi podejmować decyzje, które wpłyną na ich życie. Rodzice powinni czasem pozwolić się dziecku mówiąc kolokwialnie – sparzyć. Służyć bardziej radą niż pomocą. Młody człowiek, który popełni błąd, powinien ponosić konsekwencje swoich czynów a do tego wyciągać wnioski.
      Rodzice często na dzieciach realizują swoje niespełnione ambicje. Pomagają swoim dzieciom w szkole, na studiach. Znam przypadek pewnej grupy na studiach, gdzie przynajmniej połowa osób nie napisała swojej pracy licencjackiej w większości przypadków napisali ją rodzice! Jeżeli tak wygląda pomoc rodziców, to trudno się dziwić, że ludzie tacy są niesamodzielni. Nie wszyscy muszą być magistrami. A na pewno nie jeśli jedyną przyczyną studiowania jest ambicja rodziców.

      www.lswt.pl - dbamy o Twój wizerunek w Internecie
      • Gość: klaudia Re: Student za maminą spódnicą IP: *.adsl.inetia.pl 17.07.10, 21:23
        e tam, ja poszlam zaniesc papiery na uniwerek z rodzicami bo to bylo dla mnie
        spelnienie marzeń i chcialam, zeby byli razem ze mna w tym szczesliwym momencie.
    • Gość: Bubu Współczesne kalectwo intelektualne IP: *.olsztyn.mm.pl 17.07.10, 21:24
      Jesli tak - to do łopaty a nie na studia...
      • Gość: BUBU Uzupełnienie IP: *.olsztyn.mm.pl 17.07.10, 21:33
        W domu bohater a za drzwiami ...zda do szescianu. Przykladów mnożyć.
        ...no poza domem to moze jeszcze na stadionie wsród 20 sobie podobnych.
    • Gość: Qwe Re: Student za maminą spódnicą IP: *.chello.pl 17.07.10, 22:40
      Poranek we pracy, koleżanka w pokoju obdzwania po swoich syneczkach. Kanapeczki,
      jak się mają ubrać i kiedy mają iść do dentysty. O ile rozumiem, że trzeba
      przypilnować 16 latka, o tyle w przypadku 20 latka to już przesada.
      Oczywiście w trakcie rekrutacji na studia, była bardziej zainteresowana od niego
      samego.
      I jeszcze słówko o studiowaniu, w Polsce trudniej zrobić prawo jazdy niż zdobyć
      wyższe wykształcenie. Kto za ten stan rzeczy odpowiada, politycy chcący na siłę
      podnieść wskaźnik wyższego wykształcenia, tylko po co?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka