Gość: jolka IP: *.tvgawex.pl 01.07.10, 10:48 gazetapolska.pl/artykuly/kategoria/54/2906 Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
Gość: Kir Re: katastrofa czy............ IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.07.10, 18:17 I co z tego,że GP wymyśla sobie coraz to nowe opowiadanka dla swoich czytelników widać,że już sami głupieją z tego wymyślania, bo już nie wiedzą czego się trzymać Dianiken wykazywał pewną konsekwencję w tworzonych teoriach co dawało mu też większą skalę wiarygodności u czytającychGP przy każdym zamachu samobójczym twierdziłaby.że to zabójstwo , nie bacząc czy występują ślady o tym świadczące jak npbrak tzw."skarpetek czy "rękawic" u wisielca(czyli plam opadowych)(czy teżprzyżyciowyobrażeń charakter obrażeń ARNEJ: TO BYŁ ZAMACH Marek Strassenburg Kleciak i Hans Dodel dla Niezależna.pl , 20-05-2010 11:34 POWRÓT B20cd007f8742d731d0bdf7962b8d0fd fot. Hiuppo/wikimedia commons Informacja, że Tu-154 podchodził do lądowania prawie do końca na autopilocie, w 100 proc. potwierdza tezę, że załogę wprowadzono w błąd przy użyciu tzw. meaconingu - twierdzą Marek Strassenburg Kleciak, specjalista ds. systemów trójwymiarowej nawigacji, i Hans Dodel, ekspert od systemów nawigacji i wojny elektronicznej, autor książki „Satellitennavigation”. Z raportu rosyjskiego Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego wynika (zauważyła to telewizja TVN24), że samolot prezydencki podchodził do lądowania na autopilocie, który sterował zarówno wysokością, ciągiem, jak i kursem rządowej maszyny. Wyłączenie autopilota nastąpiło 5,4 sekundy przed uderzeniem w pierwszą przeszkodę. To bardzo ważna informacja. Autopilot jest urządzeniem do automatycznego sterowania samolotem, pobierającym do tego celu dane z GPS i innych wskazań przyrządów pokładowych. Dodajmy, że wyłącza się go jednym ruchem ręki, a więc w ciągu sekundy można – jeśli jest taka potrzeba – przejść na sterowanie „ręczne”. Ostatni etap przed lądowaniem na autopilocie to przelot przez kolejne, blisko obok siebie leżące tzw. waypoints: 10 km przed pasem / wysokość 500 m, 8 km / 400 m, 6 km / 300 m, 4 km / 200 m, 2 km / 100 m - ten ostatni punkt to tzw punkt decyzji i wysokość decyzyjna: jesli pilot nie widzi tutaj pasu startowego, to MUSI zrezygnować z lądowania i polecieć na inne lotnisko. Tymczasem załoga polskiego samolotu (w tak trudnych warunkach pogodowych) wyłączyła pilota dopiero 5 sekund przed katastrofą, mimo że - jak już zaznaczyliśmy - można to zrobić w sekundę. Dziennik "Fakt", powołując się na rosyjskiego prokuratora, który słyszał rozmowy w kokpicie, napisał kilka dni temu, że parę sekund przed tragedią piloci - dotąd spokojni - zaczęli wołać: "Daj drugi... W drugą!" Musiał być to po prostu pierwszy moment, w którym załoga zorientowała się, że jest w złym miejscu i na złej wysokości - prawdopodobnie minęli wtedy znajdującą się tam antenę NDB. Dlaczego piloci schodzili spokojnie do lądowania na autopilocie i dopiero kilka metrów nad ziemią zorientowali się, że samolot jest tak nisko? Wytłumaczenie jest tylko jedno: autopilot opierał się na błędnych danych satelitarnych. To, że 10 kwietnia pod Smoleńskiem odbiór GPS w Tu-154 był zakłócony – co doprowadziło do błędu pozycji samolotu w pozycji horyzontalnej – jest oczywiste. Najprostszą metodą takiej agresji jest meaconing, polegający na nagraniu sygnału satelity i ponownym nadaniu go (z niewielkim przesunięciem w czasie i z większą mocą) na tej samej częstotliwości w celu zmylenia załogi samolotu. W przypadku Tu-154, podchodzącego właśnie do lądowania, wystarczyłoby niewielkie przekłamanie sygnału, by doprowadzić do tragedii. Meaconing można "ustawić" z precyzją do 0,3 metra, a do zaburzenia prawidłowego działania może dojść ze źródła oddalonego nawet kilkadziesiąt kilometrów od samolotu. W podobny sposób można też zmylić wysokościomierz radiowy. Gdyby dodać do tego przekazanie nieprawdziwej wartości ciśnienia barometrycznego (Rosjanie nie poinformowali dotąd, jakie ciśnienie podali dowódcy Tupolewa), załoga samolotu była - nawet przy dużo lepszej widoczności niż ta, która panowała w Smoleńsku - bez szans. Charakterystyczne ukształtowanie terenu przed lotniskiem Smoleńsk-Siewiernyj – rozległa niecka – stanowiło dodatkową gwarancję powodzenia ataku. Wskazania wysokości przez GPS nie były prawidłowe, ale mimo wszystko wystarczające, by uruchomić EGPWS (system ostrzegający pilotów o odległości samolotu od gruntu). Jego sygnał ostrzegawczy włącza się, gdy samolot schodzi poniżej 666 metrów nad ziemią. Piloci słusznie zignorowali ostrzeżenie EGPWS (jako że jego zadaniem jest ostrzegać przed zbliżającą się ziemią i robi on to za każdym razem, kiedy się laduje) i lecieli dalej, oczekując, że za jakiś czas zobaczą pas startowy. Problem w tym, że EGWPS także opiera się na pomiarach położenia uzyskanego z odbiornika GPS i wysokości z wysokościomierza radiowego: Tu-154 wkrótce znalazł się więc 5 metrów nad ziemią. Piloci nie zdążyli nawet poszukać wzrokiem pasa startowego... Jeszcze raz powtórzmy: skoro samolot leciał na włączonym autopilocie, to piloci wierzyli, że są znacznie wyżej i w innej pozycji. Dla laików wątpiących w techniki rodem z Jamesa Bonda: od czasu lotniczych zamachów terrorystycznych w Nowym Jorku na World Trade Center w prawie wszystkich krajach świata używa się meaconingu do ochrony obiektów specjalnego znaczenia, takich jak np. elektrownie atomowe. Atak na przyrządy nawigacyjne można stwierdzić po analizie czarnych skrzynek. Niestety, rejestratory lotu to nośniki magnetyczne i usunięcie śladów meaconingu – zwłaszcza dla służb znających od podszewkę budowę Tu-154 i jego przyrządów - nie jest trudnym zadaniem. Wystarczy, żeby nikt im w tym nie przeszkadzał. Marek Strassenburg Kleciak specjalista ds. systemów trójwymiarowej nawigacji Hans Dodel ekspert od systemów nawigacji i wojny elektronicznej, autor książki „Satellitennavigation” Dokładna analiza opinii polskiego i niemieckiego eksperta na podstawie najnowszych danych już w następnym numerze "Gazety Polskiej" ------------------------------------------------------ Z dzisiejszego wydania portalu gazeta.pl. Fragmenty artykułu pt. „Piloci wściekli na rosyjski raport”: [...] - Z raportu MAK wynika, że wojskowy pilot leciał na łeb na szyję, wbrew wszelkim zasadom bezpieczeństwa, narażając życie pasażerów i swoje - podkreśla oburzony pilot z 36. Specjalnego Pułku Lotnictwa Transportowego. - A naszej jednostce przypnie się łatkę wariatów. Arek [kpt. Arkadiusz Protasiuk, dowódca załogi Tu-154] był najspokojniejszym człowiekiem na świecie, wyważonym. Nigdy nie zrobił niczego przeciwko procedurom. - Mieli prawo podjąć próbę podejścia do lądowania - dodaje jeden z oficerów 36. Pułku. - Zejść na wysokość decyzyjną, a wtedy, kiedy pilot przekonuje się, że nie wyląduje, odchodzi znów do góry. Byli poniżej tej wysokości, ale rosyjski raport wciąż nie odpowiada na pytanie: dlaczego. [...] POWRÓT Portal Niezależna.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jeżeli uważasz, że którykolwiek wpis narusza czyjeś dobra zgłoś nadużycie, wyślij e-mail na adres: moderator.niezalezna@gmail.com KOMENTARZE (289) 20-05-2010 11:44 *anna*: przecież to oczywiste że to był zamach # 20-05-2010 11:58 nikuś: mam wrażenie, że p. Edmund Klich nie jest uwierzytelnionym przedstawicielem strony polskiej w komisji MAK, ale przedstawicielem uwierzytelniającym jej działania. Taka gra słów. # 20-05-2010 11:59 PO_płuczyny po PZPR zawłaszczają Państwo!: To bardzo przekonywująca analiza! To byl zamach, zbyt wiele tu przypadku, naiwnych sugestii... I "rząd" na to przystaje? Przecież teraz dowody są preparowane! A temu wszystkiem towarzyszy chamski skok na stanowiska po poleglych, nieszanowanie woli s.p. Prezydenta... Co za PO_błuda! # 20-05-2010 12:02 alien: Tusk i Komorowski HAŃBĄ Polski Tusk i Komorowski to amatorzy pozbawieni charakteru, którzy zwasalizowali Polskę! Hańba i SKANDAL. Bezwolny i skompromitowany Seremet tzręsąc się ze strachu w obawie przed t Odpowiedz Link Zgłoś
zbysio45 Re: katastrofa czy............ 01.07.10, 22:08 Bardzo dobry artykul w Gazecie Polskiej!! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Kir Re: katastrofa czy............ IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.07.10, 22:45 zbysio45 napisał: > Bardzo dobry artykul w Gazecie Polskiej! Tylko który ten o wojnie elektronicznej czy ten ostatni, który teżę o wojnie elektronicznej praktycznie odrzuca,bo gościa na wszelki wypadek o jej potwierdzenie nie zapytano,zostają więc dwa odrębne opowiadania można byłoby wprowadzić UFO i zastosowanie przez nie ultradźwięków mogących nawet doprowadzić do rozpadu samolotu,jednak UFO z reguły jest apolityczne i nawet GDP wydaje się zbyt fantastyczneludzie przecież bardziej uwierzą w teorie gdzie fachowcy pożal się boże decydują się na symulacje i opinie bez sięgania po dane z czarnych skrzynek i inne z miejsca katastrofy,ufolodzy chociaż mniej poważnie traktowani zrobiliby to bardziej profesjonalnie oTrójkącie Bermudzkim do dziś ciekawe książki się pisze a tu GP tylko z fantastyką ,którą od biedy naukową nazwać można,dobrze dopóki się podoba,a gdy ludzie wierzyć zaczynają tzn bliżej średniowiecza,może GP w końcu wyjaśni też ile tych diabłów na czubku szpilki się naprawdę mieści Odpowiedz Link Zgłoś