dreammaster
10.07.10, 18:01
Postpeerelowski relikt zwany abonamentem radiowo-telewizyjnym ma się coraz
gorzej. I nic dziwnego - w czasach, kiedy liczyć się trzeba z każdą złotówką,
płacenie za posiadanie telewizora czy radia jest śmiesznym przeżytkiem. Co i
rusz próbuje sie reanimować trupa, jednak niczym głowy hydry wyrastają kolejne
problemy. Jeśli ktoś ogląda TV i słucha radia tylko za pomocą komputera -
powinien płacić? Jeśli ktoś płaci za TV kablową - powinien płacić drugi raz za
ten sam towar? Jeśli ktoś ma antenę satelitarną - podobnie: powinien płacić
podwójnie? A co z zakazem podwójnego opodatkowania? Jeżeli ktoś używa TV do
oglądania innych stacji niż publiczne - powinien płacić?
Czasy, kiedy telewizja publiczna miała misję, minęły chyba bezpowrotnie. Już
nie będzie "Sondy", nie będzie "Matplanety" i "Pankracego". Skończyło się.
Teraz wpływy z abonamentu idą na opłacenie prawie pięciuset dyrektorów i ludzi
występujących w filmach. Nie, nie aktorów! Ludzi, wziętych z ulicy, którzy
nadają się do programów, w których znane postacie robią z siebie półdebili, a
jury na siłę próbuje udawać kompetentnych, co czasami nawet się udaje.
Miernoty bez szkoły aktorskiej, którym wypłaca się gigantyczne gaże i odprawy.
W dodatku TV łamie ustanowione przez swoje szefostwo (czyli krajową Radę
Radiofonii i Telewizji) zasady odnośnie reklam. Mają one trwać niby 12 minut
na godzinę, co biorąc pod uwagę fakt, że Polsat potrafi zaserwować 17-minutowy
blok reklam (i w tej samej godzinie go poprawić), a Publiczna jest tylko
niewiele gorsza, jest czystą hipokryzją. Nic to, że człowiek płacący za usługę
oczekuje jej wykonania - takie rzeczy to u fryzjera, nie w TVP. Tam płaci się
abonament za to, by pooglądać reklamy i łaskawie dziękować, że Publiczna nie
przerywa filmów, jak to robią konkurenci. Ale i to już niedługo, bo przecież
wpływy z abonamentu spadają, a Mroczki i Cichopki chcą grać nadal.
Socjalistyczny model zarządzania w TV ma się doskonale - rozdmuchana do granic
absurdu kadra kierownicza, zatrudnianie amatorów za gigantyczne gaże,
likwidacja programów o małej oglądalności (no gdzież ta misja publicznej?),
wkrótce być może likwidacja programów dla dzieci... Długo można wymieniać.
Stąd coraz większe naciski na zwiększenie czasu i liczby bloków reklamowych -
bo przecież kasa musi się znaleźć a naród nie docenia heroicznych bojów gwiazd
TV pokroju Józefowicza i Urbańskiej (jakże pięknie oni się bawili za pieniądze
z abonamentu, prawda?).
Może, kiedy w TV publicznej zacznie obowiazywać biznesowy model zarządzania,
abonament okaże się zbędny? Tylko gdzie podzieje się ta wyspecjalizowana (do
pobierania pensji) kadra kierownicza, kto będzie robił nikomu niepotrzebne
programy pseudorozrywkowe, kto przygarnie namiastki aktorów i aktorek?
Póki co, władze TVP żyją w świecie ułudy. I dopóki pensje będą wpływały
regularnie na konto, potrzeby zmian nie widzą.
Dopóki ty, obywatelu, będziesz płacił...