Gość: j.
IP: 217.8.186.*
28.05.04, 11:35
Boże...
Mam nadzieje że był to ironiczny felietonik, choć jakoś tej ironii dopatrzeć się nie mogłem.
Zaprzyjaźniony sprzedawca na bazarku na pewno osobiście dogląda każdej marchewki którą sprzedaje. Włącza jej muzykę Wagnera, żeby rosła w lepszych warunkach, tłumaczy jej żeby rosła równo, głaszcze ją po natce, żeby wyrosła na dobrą dorosłą marchewkę. Za to zaprzyjaźniony sprzedawca mięsa na pewno dodaje do owego arszenik.
Dziękuję, wolę 'trujące' mięso niż modyfikowaną genetycznie kukurydzę i soję którą je owa pani. Nie rozumiem tylko dlaczego ta soja udaje parówki/kiełbaski/kotlety etc, których wegetarianie tak nie cierpią.