Gość: Ender
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
26.05.05, 14:20
Mitologia po peerelowsku
Jeszcze do niedawna, wydawało się że nasze społeczeństwo udało sie skutecznie
wyleczyć z nostalgii za okresem Polski Ludowej. Odcięciu się Polaków od
starego reżimu mógłby sprzyjać choćby wysyp rzetelnych i analitycznych
publikacji na temat cieni i blasków PRL-u, a takze postęp cywilizacyjny po
roku 89, widoczny gołym okiem i udokumentowany.
Niestety nie dla wszystkich jest to oczywiste. Gdy "Trybuna", dziennik o
niezbyt chwalebnej tradycji, zaczął uporczywie wysuwać kandydaturę Adama
Gierka, syna Edwarda na prezydenta RP, nie było w tym nic szczególnie
zaskakującego. Wiadomo że tkwiąca korzeniami w PRL-u gazeta jest ostatnim
postkomunistycznym środkiem przekazu a jej optyka widzenia i zawarte w
tekstach poglądy to nieco bardziej zaostrzona wersja idei politycznych SLD.
Zresztą, gdyby
nie SLD ,które do "Trybuny" dokłada to by lud nie miał możliwości zapoznania
się z programem postkomunistów którzy na łamach gazety nie tylko piszą
felietony ale nawet składają życzenia. Dlatego nic w tym dziwnego że mająca
predylekcję do mitologizowania niezbyt ciepło wspominanej epoki, gazeta
optuje za osobą prof. Gierka, który bezustannie sam apeluje o poszanowanie
dla dawnych czasów i osoby jego ś. p. ojca. Zdumiewajaca jst tylko reakcja
czytelników "Trybuny".
Takiego wybuchu entuzjazmu i bezapelacyjnego poparcia dawno nie widziałem na
łamach żadnej gazety. "Po co wam Cimoszewicz i Pastusiak skoro macie Gierka"-
poucza liderów SLD zdziwiona czytelniczka. "Prof. Gierek to prawdziwie godny
kandydat. Mąż stanu na miarę swojego ojca"-dodaje ktoś inny. Listy oczywiście
jeszcze bardziej nakręcają spiralę i przez łamy gazety przetacza się
prawdziwa debata pt. "Adam Gierek na prezydenta", eksponująca przy okazji
osobę i dokonania Edwarda. Epokę ojca kandydata przedstawia się jako jasny
punkt Polski Ludowej, a krótkotrwały zryw gospodarczy pompowany kredytami
Zachodu jako triumf polityki realnego socjalizmu na miarę kapitalistycznej
Ameryki. "Za Gierka nikt nie szukał jedzenia po śmietnikach, wszyscy mieli
pracę, płacę, było dobrze i tyle"- konkludują czytelnicy. No cóż, nie mnie
gasić ich entuzjazm za Gierkiem-synem i tesknotę za ojcem, choćby nawet-
ciekawa rzecz-stało to w sprzeczności z wynikami badań Instytutu Pamięci
Narodowej i niezaleznych historyków.
Nie warto ich pouczać że dekada ta zaczęła się otwieraniem zakładów i szkół,
zwiększeniem wydatków na konsumpcję a zakończyła deficytem papieru
toaletowego, co pokazuje na jak kruchych podstawach opierała się ekonomia "a
la towarzysz Edward". Że płace i poziom życia wzrosły tylko tym którzy byli w
PZPR albo w aparacie państwa. Że uwielbienie jakim rzekomo darzono I
sekretarza to stek bzdur a na słynne pytanie "No to jak, pomożecie"
bynajmniej nie padła huralna odpowiedż "Pomożemy" a jedynie słabiutkie
oklaski.
Nie ma co napominać i uswiadamiać ani redaktorów ani czytelników "Trybuny" bo
oni i tak wiedzą swoje. Nie przekona ich żaden historyk ani żadna
publikacja. Do tego zamkniętego kręgu wielbicieli Gierka, Jaruzelskiego a
pewnietakże Gomułki i Bieruta, nic nie dociera i nie dotrze. Tak mocno i
wytrwale kochają oni PRL że można zapytać tylko :
Jak wy to robicie?